Przyszłość energetyki odnawialnej

Najlepsze perspektywy rozwoju mają przed sobą instalacje fotowoltaiczne.
Od wprowadzenia w Polsce w 2015 roku regulacji korzystnych dla odnawialnych źródeł energii, widać́ z roku na rok wzrost liczby i mocy tych instalacji w naszym systemie elektroenergetycznym. Dominującą rolę pełni tu fotowoltaika. Pojawiają się nawet prognozy, że na koniec bieżącego roku Polska zajmie piąte miejsce w Europie pod względem przyrostu nowych mocy w panelach fotowoltaicznych.
Natomiast Instytut Energetyki Odnawialnej w raporcie pt. „Rynek Fotowoltaiki w Polsce 2019” wskazuje, że udział największej grupy odbiorców instalacji fotowoltaicznych w Polsce jaką stanowią klienci indywidualni (gospodarstwa domowe), będzie spadał z ponad 50 proc. w 2019 roku do niecałych 45 proc. w 2030 r. na korzyść́ prosumentów biznesowych, których udział w 2030 r. wzrośnie do prawie 30 proc. Taka dynamika jasno oznacza też zapotrzebowanie na finansowanie tego typu instalacji.
Z danych Agencji Rynku Energii wynika, że energia słoneczna uplasowała się dopiero na 6. miejscu pod względem produkcji odnawialnej energii elektrycznej w Polsce w 2019 r. (2,8 proc. udział w rynku). Jednak ten segment OZE w opinii ekspertów ma największe perspektywy rozwoju w najbliższych latach.
-Polskie małe i średnie przedsiębiorstwa niejednokrotnie pokazały, że są motorem polskiej gospodarki, dlatego że twardo stąpają po ziemi i kierują się czystym pragmatyzmem. Nasze tegoroczne badanie pokazuje, że tak samo podchodzą do ekologii – powiedział Wojciech Przybył, członek zarządu Europejskiego Funduszu Leasingowego, autora badania pt „Zielona energia w MŚP pod lupą”.
Świadomość znaczenia źródeł odnawialnej energii wśród małych i średnich polskich przedsiębiorców jest bardzo wysoka. Wskazują przede wszystkim na fotowoltaikę, energię wodną i wiatrową. Biomasa i biogaz wymieniane były najrzadziej, bo ten rodzaj „zielonej energii”, choć kolorystycznie rzeczywiście najbliżej zbliżony do zielonego, trudno uznać za ekologiczny, że względu na jego szkodliwość dla stanu powietrza.
Tyle teoria, ale w praktyce zdecydowana większość polskich MŚP (95 proc.) nie korzysta z energii odnawialnej. Natomiast te firmy, które już decydują się na odnawialne źródła energii, wybierają głównie fotowoltaikę (4 proc.). Nieco lepiej zapowiada się przyszłość. 1 na 9 małych i średnich firm planuje korzystanie z OZE, zdecydowana większość w panele fotowoltaiczne.
W przypadku większych przedsiębiorstw ten kierunek jest zdecydowanie popularniejszy. Aż 30 proc. średnich firm w Polsce zamierza zainwestować w energię słoneczną, 5 proc. w wiatrową, a kolejne 5 proc. w pompy ciepła. Pamiętajmy jednak, że są to jeszcze tylko nie do końca konkretne plany.

PiS-owi i Platformie po równo

Na budynkach, w których mieszczą się siedziby dwóch największych polskich partii politycznych pojawiły się wczoraj rano czarne płachty. A na nich napis Polska bez węgla 2030″. W ten sposób Greenpeace chce powiedzieć społeczeństwu, że PiS i PO nie przejmują się nadchodzącą katastrofą klimatyczną i nie robią wystarczająco wiele by jej zapobiec.

Akcja aktywistów Greenpeace była odpowiedzią na ogłoszone przez rząd założenia projektu Polityki Energetycznej Polski, który zakłada, że nasza gospodarka nadal będzie opierać się na produkcji energii pozyskiwanej z węgla. Poziom zużycia tego surowca przez najbliższych 11 lat ma pozostać na niezmiennym poziomie. Wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski twierdzi, że polskie elektrownie mają bazować głównie na węglu krajowym, a surowiec z importu ma być tylko
uzupełnieniem.
Działacze Greenpeace akcentują, że takie podejście świadczy o obojętności rządzących na głosy społeczne, szczególnie te artykułowane przez młode pokolenie.
– Politycy PiS i PO ignorują głos nauki, młodych ludzi protestujących w całej Polsce w ramach strajków dla klimatu oraz swoich wyborców. Dyskutowany wczoraj podczas EKG w Katowicach projekt Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku to najlepsza ilustracja moralnego i intelektualnego fiaska rządu w obliczu kryzysu klimatycznego – powiedział Paweł Szypulski z Greenpeace.
Dlaczego zakryta została również siedziba PO? Według Greenpeace opozycja nie gwarantuje żadnej realnej alternatywy wobec rządowych pomysłów. – Najwyższa pora, żeby Jarosław Kaczyński i Grzegorz Schetyna – liderzy partii, które decydować będą o kształcie polityki klimatycznej i energetycznej, zaczęli dbać o naszą bezpieczną przyszłość – podkreślił.
Organizatorzy akcji podkreślili również, że hasła, według których Polska pod rządami PiS jest „liderem w ochronie klimatu” delikatnie mówiąc rozmijają się z rzeczywistością. – W ostatnich latach zatrzymano zmiany w energetyce i zablokowano rozwój odnawialnych źródeł energii. W pakiecie z tą nieodpowiedzialną polityką otrzymaliśmy widmo gwałtownie rosnących cen energii i galopujący wzrost importu węgla, głównie z Rosji. Polska nie potrzebuje nowej elektrowni węglowej w Ostrołęce, kolejnych kopalni, ani sprowadzanego zza granicy węgla. Nasz kraj potrzebuje sprawiedliwej transformacji energetycznej oraz odnawialnych źródeł energii, które zapewnią niezależność energetyczną Polski i nowe miejsca pracy – dodał Marek Józefiak.
Co na to przedstawiciele rządu? Nadal odtwarzają zdartą płytę, zrzucając winę na poprzedni rząd. – Ciekawe dlaczego Greenpeace nie protestował w ten sposób za rządów PO, a robi to dziś, mimo iż rząd PiS, to pierwszy rząd, który poważnie zajął się tematem smogu – powiedziała rzeczniczka gabinetu Morawieckiego, Beata Mazurek.
Rzeczniczka mija się z prawdą. Greenpeace protestował w sprawie węgla również za rządów Platformy Obywatelskiej. W 2013 roku aktywiści wdrapali się na dach Ministerstwa Gospodarki i wywiesili na nim transparent z hasłem: „Who rules Poland? Coal Industry or the people?” („Kto rządzi Polską? Przemysł węglowy, czy ludzie?”)

Węglowy gigant

Podpisana została umowa na budowę nowego, opalanego węglem kamienym bloku o mocy 1000 megawatów w elektrowni Ostrołęka. Generalni wykonawcy to firmy General Electric Power i Alstom Power System. Budowa ma potrwać pięć lat, a koszt tej inwestycji zaplanowano na 6,05 miliarda złotych. Oddanie do użytku nowego bloku energetycznego oznacza, że moc elektrowni Ostrołęka wzrośnie dwu i półkrotnie – z 680 megawatów obecnie do 1680 MW w 2023 r.

 

Dziś zakład w Ostrołęce jest 12 co do wielkości elektrownią w Polsce. Po oddaniu nowego bloku przesunie się aż na piątą pozycję, stając się zarazem czwartą wielką elektrownią wykorzystującą węgiel kamienny (za Kozienicami, Połańcem i Rybnikiem). Pierwsze miejsce zajmuje bezapelacyjnie Bełchatów, olbrzymia elektrownia o mocy prawie 5500 MW spalająca węgiel brunatny. Po uruchomieniu nowego bloku elektrownia w Ostrołęce będzie spalać od 9 do 11 tys. ton węgla kamiennego (krajowego) na dobę. Oznacza to, że każdego dnia do elektrowni będą przyjeżdżać cztery pociągi z węglem liczące po około 70 wagonów. Na składowiskach elektrownia będzie mieć zapas węgla na miesiąc, czyli ponad 300 tys. ton.
Tymczasem ekologiczne organizacje pozarządowe, lobbujące na rzecz producentów tzw. energii odnawialnej zaapelowały do premiera Mateusza Morawieckiego o zerwanie umowy na budowę nowego bloku węglowego w elektrowni Ostrołęka. Przedstawiciele tych organizacji uważają, że zarzucenie rozbudowy tej elektrowni i rozwijanie zamiast niej produkcji energii odnawialnej, będzie zbliżać Polskę do niezależności energetycznej – czego nie zapewni nam wykorzystywanie rodzimego węgla kamiennego. Ich zdaniem, rozbudowana elektrownia w Ostrołęce będzie nierentowna, szkodliwa dla zdrowia i środowiska, a także zablokuje rozwój regionu ostrołęckiego. Poza tym, będzie wytwarzać zbyt dużo energii, co utrudni sytuację producentów energii odnawialnej.
Ekolodzy przekonują, że Polska ma olbrzymi potencjał, by być liderem rozwijającym nowe technologie, w tym energetykę odnawialną – która wprawdzie jeszcze u nas nie jest zbyt dobrze rozwinięta, ale uzyskałaby większe szanse po wstrzymaniu rozbudowy elektrowni Ostrołęka. Wtedy, po rezygnacji z tej inwestycji węglowej o wartości 6 mld zł, można by zainwestować od 10 do 17 mld zł w energetykę odnawialną, co dobrze służyłoby rozwojowi całego kraju.