Dużo chętnych na „Złotego Buta”

Przetrzebiony kontuzjami i koronawirusem zespół Bayernu Monachium dostał ostatnio zadyszki, dlatego we wtorkowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Lazio Rzym nie był faworytem. Ale Robert Lewandowski nie odpuszcza walki o „Złotego Buta”– najcenniejsze strzeleckie trofeum w Europie, którego nie ma jeszcze w swojej kolekcji.

Lewandowski w miniony weekend w przegranym przez Bayern 1:2 na wyjeździe meczu 22. kolejki Bundesligi z Eintrachtem Frankfurt strzelił efektownego gola. Było to jego 26. trafienie w obecnych rozgrywkach. „Lewy” z takim dorobkiem jest liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi, wyprzedzając drugiego w zestawieniu Portugalczyka Andre Silvę z Eintrachtu o osiem trafień, a trzeciego Norwega Erlinga Haalanda z Borussii Dortmund o dziewięć. Kapitan reprezentacji Polski prowadzi też w klasyfikacji „Złotego Buta” (26 goli daje mu 52 punkty). Dla przypomnienia – w tej rywalizacji gole strzelone w pięciu najsilniejszych ligach europejskich (niemieckie, angielskiej, hiszpańskiej, włoskiej i francuskiej) mnożone są przez współczynnik „2”.
„Lewy” w wyścigu po „Złotego Buta” ma w tej chwili osiem bramek i 16 punktów przewagi nad zajmującymi drugą lokatę Portugalczykami – wspomnianym już Andre Silvą z Eintrachtu Frankfurt (18 goli, 36 pkt) oraz Cristiano Ronaldo, który w miniony poniedziałek zdobył dwie bramki dla Juventusu Turyn w meczu z Crotone i teraz także ma na koncie 18 goli i 36 pkt. Do wyścigu w miniony weekend wrócił też Haaland, zdobywając dwa gole dla Borussii Dortmund w wygranym na wyjeździe 4:0 spotkaniu z outsiderem Bundesligi Schalke Gelsenkirchen (4:0). 20-letni norweski napastnik ma obecnie w dorobku 17 ligowych trafień i 34 punkty, co daje mu trzecie miejsce w klasyfikacji „ZB” na spółkę z Egipcjaninem Mohamedem Salahem (FC Liverpool) i Belgiem Romelu Lukaku (Inter Mediolan).
Ale tuż za nimi jest mocna grupa pościgowa legitymująca się 16 zdobytymi bramkami i 32 punktami, do której ostatnio dołączył sześciokrotny zdobywca „Złotego Buta” Argentyńczyk Leo Messi (FC Barcelona), a oprócz niego są w niej Francuz Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain) i Urugwajczyk Luis Suarez (Atletico Madryt). Tuż za tym doborowym tercetem plasuje się z 15 golami i 30 pkt Portugalczyk Bruno Fernandes (Manchester United), a z 14 golami i 28 pkt Szwed Zlatan Ibrahimović (AC Milan), Hiszpan Gerard Moreno (Villarreal), Ciro Immobile (Lazio Rzym), Kolumbijczyk Luis Muriel (Atalanta Bergamo), Holender Wout Weghorst (VfL Wolfsburg), jego rodak Memphis Depay (Olympique Lyon).
Wypada odnotować, że na tym etapie wyścigu w czołówce są jeszcze gracze z lig z niższymi współczynnikami, jak strzelcy grających systemem wiosna-jesień norweskich klubów: Duńczyk Kasper Junker z FK Bodo/Glimt (27 goli i 40,5 pkt) i Norweg Amahl Pellegrino z Kristiansund BK (25 goli, 37,5 pkt) Nigeryjczyk z belgijskiego KRC Genk (współczynnik 1,5) Paul Onuachu, który ma na koncie 23 gole i 34,5 pkt.

24. trafienie Lewego w Bundeslidze

W 19. kolejce Bundesligi Bayern Monachium rozgromił ekipę Hoffenheim 4:1. Gole dla bawarskiej jedenastki strzelili Jerome Boateng, Thomas Mueller, Robert Lewandowski i Serge Gnabry, adla rywali Andrej Kramarić. Dla kapitana reprezentacji Polski było to 24. ligowe trafienie w tym sezonie i dziewiąty mecz z rzędu ze strzelonym golem.

Lewandowski coraz bardziej zbliża się do legendarnego rekordu Gerda Muellera, który w sezonie 1971/1972 zdobył w Bundeslidze 40 goli. Obecny bilans polskiego piłkarza to 24 trafienia po 19 kolejkach, ale bramki te zdobył w 18 występach. Takiej skuteczności na tym etapie rozgrywek nie miał jeszcze w niemieckiej ekstraklasie żaden zawodnik, nawet legendarny „Der Bomber”, który na strzelenie 24 goli potrzebował 22 mecze. W całej karierze niemiecki snajper w 427 występach w Bundeslidze zdobył 365 bramek. „Lewy” jak na razie po 339 występach ma na koncie 260 goli i coraz bardziej zbliża się do drugiego w klasyfikacji wszech czasów Klausa Fischera, który w trakcie kariery wzbierał w Bundeslidze 268 trafień. W sobotę Lewandowski w wygranym przez Bayern 4:1 meczu z Hoffenheim trafił do siatki w 57. minucie, podwyższając prowadzenie gospodarzy na 3:1. Był to jego dziewiąty z rzędu ligowy mecz, w którym wpisał się na listę strzelców. Swoja imponującą serię zapoczątkował 12 grudnia i od tego czasu strzelił 12 goli.
„Lewy” być może nie zdoła pobić rekordu Gerda Muellera, ale jest na dobrej drodze do wywalczenia w tym sezonie po raz szósty w karierze tytułu króla strzelców Bundesligi. Rekordzistą niemieckiej ekstraklasy w liczbie tych tytułów też jest „Der Bomber”, który ma ich na koncie siedem, lecz Polak ma duże szanse zdobyć go po raz czwarty z rzędu, co nie udało się wcześniej nawet Gerdowi Muellerowi.
Bayern po czwartym z rzędu zwycięstwie umocnił się na czele ligowej tabeli powiększając swój dorobek do 45 punktów. O siedem mniej ma drugi w zestawieniu RB Lipsk, który w hicie kolejki pokonał u siebie Bayer Leverkusen 1:0. Z porażki „Aptekarzy” skorzystał Eintracht Frankfurt wskakując na trzecie miejsce, ale ma do Bayernu aż 12 pkt straty.
W następnej kolejce bawarska jedenastka zmierzy się w piątek 5 lutego na wyjeździe z Herthą. Pogrążonemu w głębokim kryzysie berlińskiemu zespołowi nie pomogła nawet zmiana trenera. W sobotę prowadzona już przez Hertha, z Krzysztofem Piątkiem w wyjściowym składzie, przegrała 1:3 z Eintrachtem Frankfurt. Reprezentant Polski nie zawiódł tym razem oczekiwań i w 66. minucie zdobył bramkę, która dała berlińczykom prowadzenie. Było to jego piąte trafienie w obecnych rozgrywkach. Rywale szybko odpowiedzieli jednak trzema trafieniami i wygrali spotkanie 3:1. Dwie bramki dla Eintrachtu zdobył 25-letni Portugalczyk Andre Silva, który dzięki temu powiększył swój strzelecki dorobek w tym sezonie do 16 trafień i awansował na drugą lokatę w klasyfikacji strzelców, spychając z pozycji wicelidera Erlinga Haalanda. 20-letni norweski snajper Borussii Dortmund w wygranym 3:1 meczu z Augsburgiem nie zdobył bramki i nawet po raz pierwszy w swojej krótkiej karierze zmarnował rzut karny (wcześniej bezbłędnie egzekwował „jedenastki” 13 razy w lidze norweskiej, austriackiej i niemieckiej oraz w meczach reprezentacji Norwegii). Strzegący bramki Augsburga Polak Rafał Gikiewicz nie miał w tym bezpośredniej zasługi, bo Haaland trafił w poprzeczkę, ale w kilku innych sytuacjach znakomicie bronił też jego strzały. Borussia Dortmund po dziewiętnastu kolejkach zajmuje piąte miejsce w tabeli Bundesligi, ale traci aż trzynaście punktów do prowadzącego Bayernu Monachium. Haaland spadł na trzecie miejsce w tabeli strzelców Bundesligi i do Andre Silvy traci dwa gole, a do prowadzącego Lewandowskiego aż dziesięć.
Kapitan reprezentacji Polski po tym weekendzie umocnił się nie tylko w klasyfikacji strzelców niemieckiej ekstraklasy, lecz także w klasyfikacji „Złotego Buta” – nagrody dla najlepszego strzelca sezonu w ligach europejskich. „Lewy” za 24 gole ma na koncie 48 punktów (dla przypomnienia – gole strzelone w pięciu najwyżej znajdujących się w rankingu UEFA ligach europejskich, czyli niemieckiej, angielskiej, włoskiej, hiszpańskiej i francuskiej, mnożone są przez współczynnik trudności „2”), drugi w zestawieniu jest grający w KRC Genk 25-letni Nigeryjczyk Paul Onuachu, który strzelił 22 gole, ale ponieważ belgijska liga ma współczynnik „1,5”, to ma na koncie 33 punkty. Na trzecie miejsce w klasyfikacji wysforował się Andre Silva z dorobkiem 32 punków za 16 bramek. Portugalczyk zepchnął z podium swego słynnego rodaka Cristiano Ronaldo, który w wygranym 2:0 spotkaniu Juventusu z Sampdorią nie poprawił swojego bramkowego dorobku (15 goli, 30 pkt). Słynny CR7 został też wyprzedzony przez grającego w holenderskim VVV-Venlo 26-letniego Greka Georgiosa Giakoumakisa (21 goli przy współczynniku „1,5” daje mu 31,5 pkt). Ale do końca sezonu jeszcze mnóstwo meczów i w tej klasyfikacji wiele może się jeszcze zmienić.

Pościg za Lewym zwolnił tempo

W miniony weekend z piątki najskuteczniejszych strzelców w 2020 roku swój bramkowy dorobek powiększył jedynie lider klasyfikacji Robert Lewandowski, który w wygranym 3:1 wyjazdowym meczu z VfB Stuttgart strzelił gola dla Bayernu. Było to jego 12. trafienie w tym sezonie i 42 w tym roku. Ścigający się z nim o miano najlepszego snajpera roku Erling Haaland, Cristiano Ronaldo i Romelu Lukaku zaliczyli „pusty przebieg”.

To, co Lewandowski miał najważniejszego do zdobycia w tym roku, to już zdobył z Bayernem w poprzednim sezonie. Przypomnijmy, że wygrał z Bayernem Ligę Mistrzów, mistrzostwo i Puchar Niemiec oraz Superpuchar Europy i Niemiec, dokładając do tego tytuły króla strzelców Ligi Mistrzów, Bundesligi i Pucharu Niemiec. Do tego z dorobkiem 55 trafień został najskuteczniejszym strzelcem sezonu 2019/2020. Nic dziwnego, że „Lewy” w końcu zaczął być doceniany także indywidualnie, co znajduje swoje odzwierciedlenie w kolejnych plebiscytach na piłkarza roku. Został już uhonorowany tytułem piłkarza roku w Niemczech, przez UEFA w Europie, a wkrótce być może zostanie też uznany za piłkarza roku 2020 w plebiscycie FIFA. A w miniony piątek hiszpański dziennik „AS” oraz World Football Summit ogłosiły, że Polak został wybrany w ich plebiscycie najlepszym piłkarzem roku. Drugie miejsce zdobył jego klubowy kolega z Bayernu Monachium Joshua Kimmich, a trzecie Leo Messi z FC Barcelona. Nagrody wręczono w miniony piątek podczas wirtualnej gali.
Te wszystkie pomniejsze wyróżnienia być może pomogą Lewandowskiemu w zdobyciu najważniejszej indywidualnej piłkarskiej nagrody, jaką w tym roku, wobec rezygnacji „France Football” z przyznania „Złotej Piłki”, będzie nagroda FIFA The Best. Polak znalazł się w gronie 11 nominowanych graczy, a jego konkurentami są Cristiano Ronaldo, Leo Messi, Kevin De Bruyne, Sadio Mane, Kylian Mbappe, Neymar, Sergio Ramos, Mohamed Salah, Thiago Alcantara i Virgil van Dijk. Żaden z wymienionych nie może się w tym roku równać z Lewandowskim pod względem osiągnięć, więc jego zwycięstwo wydaje się raczej przesądzone. Tym bardziej, że także w drugiej połowie roku polski napastnik Bayernu nie obniżył lotów i nadal zachwyca skutecznością. W miniony weekend w meczu z VfB Stuttgart (3:1) zdobył kapitalną bramkę strzałem zza linii pola karnego, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie 2:1. Było to jego 12. trafienie w tym sezonie Bundesligi oraz 42. w tym roku. W obu przypadkach „Lewy” jest liderem klasyfikacji – w Bundeslidze przewodzi w tabeli strzelców z przewagą dwóch trafień nad drugim w zestawieniu snajperem Borussii Dortmund Erlingiem Haalandem. 20-letni norweski napastnik jest w tej chwili nie tylko najgroźniejszym konkurentem Polaka w wyścigu po koronę króla strzelców niemieckiej ekstraklasy, ale też w nieoficjalnej, lecz prestiżowej rywalizacji o tytuł najskuteczniejszego strzelca w Europie w 2020 roku. Haaland w tej klasyfikacji z dorobkiem 39 goli także jest drugi za Lewandowskim. Trzecie miejsce zajmuje Cristiano Ronaldo z 37. bramkami, a czwarte z 34. belgijski napastnik Interu Mediolan Romelu Lukaku.
W miniony weekend Haaland, który wcześniej zadziwiał skutecznością (dziewięć bramek w czterech meczach), zaliczył jednak nieoczekiwanie „pusty przebieg” w przegranym przez Borussię Dortmund 1:2 meczu z FC Koeln. Ścigający Norwega i Polaka Cristiano Ronaldo w ten weekend w ogóle nie zagrał, bo trener Juventusu Andrea Pirlo w meczu z Benevento (1:1) dał mu odpocząć. Bramkowego dorobku nie powiększył też Lukaku, bo w spotkaniu Interu z Sassuolo (3:0) był rezerwowym i wszedł na boisko dopiero w 79. minucie za Lautaro Martineza.
Najlepszego strzelca 2020 roku poznamy 23 grudnia, ale ponieważ spotkanie Bayernu w 1/8 finału Pucharu Niemiec z Holstein Kiel zostało przełożone na styczeń, Bayern do końca roku rozegra zatem siedem spotkań, a Borussia i Juventus po osiem. Lewandowski w 2019 roku strzelił 54 gole i był to jego najlepszy wynik w karierze. Teraz raczej tego wyniku nie powtórzy, ale wygranie tej klasyfikacji dwa razy z rzędu byłby dużym wyczynem, bo wcześniej udawało się to tylko Cristiano Ronaldo i Leo Messiemu.

Lewandowski dogonił Raula

W 4. kolejce Champions League broniący trofeum Bayern Monachium po wygranej 3:1 z RB Salzburg zapewnił już sobie awans do 1/8 finału. Takim samym wyczynem mogą pochwalić się jeszcze FC Barcelona, Juventus Turyn, Manchester City, Chelsea Londyn i FC Sevilla. Szanse na wyjście z grupy straciły natomiast definitywnie Olympique Marsylia i FC Midtjylland, FK Krasnodar, Zenit Petersburg, Stade Rennes, Dynamo Kijów i Ferencvaros.

Bayernowi wystarczyły tylko cztery mecze, by zapewnić sobie awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów z pierwszego miejsca w grupie. Udział w zwycięstwie nad Salzburgiem 3:1 miał również Robert Lewandowski, który strzelił pierwszego gola dla bawarskiej jedenastki. Po meczu kapitan reprezentacji Polski skomentował swój występ w mediach społecznościowych krótkim wpisem: „Zadanie wykonane”. Bayern prowadzi w grupie z kompletem zwycięstw i ma już siedem punktów przewagi nad drugim w tabeli Atletico Madryt. Hiszpański zespół o premiowane awansem do do 1/8 finału drugie miejsce do końca będą musieli walczyć z Lokomotiwem Moskwa (3 punkty) i RB Salzburg (1).
Lewandowski ma na koncie trzy gole i wciąż ma szansę na drugi z rzędu tytuł króla strzelców tych elitarnych rozgrywek.
Ale dzięki trafieniu w meczu z mistrzem Austrii „Lewy” powiększył swój łączny dorobek goli w Lidze Mistrzów do 71 i tym samy zrównał się z trzecim w klasyfikacji najlepszych strzelców rozgrywek wszech czasów Raulem. Polak na dogonienie legendarnego hiszpańskiego snajpera Realu Madryt potrzebował 10 sezonów, ale najwięcej odrobił w dwóch poprzednich. Zdobył w nich w sumie 23 bramki, co pozwoliło mu wyprzedzić zajmującego czwartą lokatę Francuza Karima Benzemę, a wcześniej przeskoczyć Eusebio (46), Filippo Inzaghiego (46), Andrija Szewczenkę (48), Zlatana Ibrahimovicia (48), Alfredo Di Stefano (49), Thierry’ego Henry (50) i Ruuda van Nistelrooya (51).
Na czele zestawienia jest Portugalczyk Cristiano Ronaldo, który w 4. kolejce zdobył jedną bramkę i ma teraz na koncie 131 trafień. Drugi na liście jest jego wielki rywal Leo Messi z dorobkiem 118 goli. Lewandowski ma niewielkie szanse na dogonienie tej dwójki, ale niewykluczone, że kiedyś tej sztuki dokona 20-letni obecnie norweski napastnik Borussii Dortmund Erling Haaland. W tej chwili Norweg jest liderem klasyfikacji strzelców obecnej edycji Ligi Mistrzów. W 4. kolejce w spotkaniu z Club Brugge (3:0) zdobył dwie bramki i prowadzi z dorobkiem sześciu trafień. Warto jednak podkreślić, że łącznie ten piłkarz zdobył już w Lidze Mistrzów 16 goli, czyli ma ich na koncie więcej niż tacy gracze, jak Roberto Firmino, Pierre-Emerick Aubameyang, Paulo Dybala, Ronaldo, Zinedine Zidane, David Villa, Miroslav Klose czy Adriano, a rozegrał w tych rozgrywkach jak na razie tylko 12 spotkań. Ponadto Norweg jest najmłodszym piłkarzem, który osiągnął barierę 15 goli w Champions League, bo we wtorek miał 20 lat i 126 dni. Dotychczasowy rekordzista pod tym względem, Francuz Kylian Mbappe, był starszy o 180 dni. Messi takim wynikiem mógł się pochwalić w wieku 21 lat i 288 dni, a Lewandowski mając 25 lat i 111 dni.
W tej chwili jednak rozstrzygają się losy najważniejszej nagrody indywidualnej. Lewandowski znalazł się na liście 11 zawodników nominowanych w plebiscycie FIFA na najlepszego piłkarza 2020 roku (FIFA The Best). Oprócz kapitana reprezentacji Polski znaleźli się na niej: Thiago Alcantara (Hiszpania/Bayern Monachium/Liverpool), Cristiano Ronaldo (Portugalia/Juventus Turyn), Kevin De Bruyne (Belgia/Manchester City), Sadio Mane (Senegal/FC Liverpool), Kylian Mbappe (Francja/Paris Saint-Germain), Lionel Messi (Argentyna/FC Barcelona), Neymar (Brazylia/ Paris Saint-Germain), Sergio Ramos (Hiszpania/Real Madryt), Mohamed Salah (Egipt/FC Liverpool), Virgil van Dijk (Holandia/FC Liverpool). Zwycięzca ogłoszony zostanie 17 grudnia. Sześć dni wcześniej FIFA ogłosi finałową trójkę plebiscytu The Best. Listę 11 nominowanych wybrała grupa ekspertów FIFA, a teraz głosować do 9 grudnia będą mogli kibice.
Jeśli położy się na szalę tegoroczne dokonania nominowanych piłkarzy, Lewandowski kładzie wszystkich na łopatki, nawet dwóch gigantów futbolu ostatnich lat, czyli Messiego i Cristiano Ronaldo. Polak wygrał z Bayernem Monachium wszystko co było do wygrania drużynowo, ale także zdobył tytuły króla strzelców w Lidze Mistrzów, Bundeslidze i Pucharze Niemiec, a ponadto zdobył najwięcej bramek w całym sezonie. Mimo to w głosowaniu internautów snajper Bayernu znalazł się na trzecim miejscu, właśnie za Argentyńczykiem i Portugalczykiem. Miejmy nadzieję, że to tylko na początku tak wyszło.

Zlatan goni Lewego w Złotym Bucie

Przed przerwą dla reprezentacji narodowych Robert Lewandowski prowadził w klasyfikacji „Złotego Buta” z przewagą trzech goli nad drugim w zestawieniu Zlatanem Ibrahimoviciem oraz pięć nad Erlingiem Haalandem i Cristiano Ronaldo. Ale w miniony weekend konkurenci Polaka skrócili dystans.

Rywalizacja o „Złotego Buta”, nagrodę dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich, zapowiada się w tym sezonie ekscytująco. W poprzednim Lewandowski z dorobkiem 34 bramek dość długo był na czele klasyfikacji, ale zwycięstwo na finiszu odebrał mu Włoch Ciro Immobile, który sezon Serie A zakończył ostatecznie z 36 trafieniami. W obecnych rozgrywkach napastnik Lazio Rzym na razie odstaje od czołówki, bo strzelił dotąd tylko cztery gole. Nie ma jednak powodu, żeby już na tym etapie rywalizacji przekreślać jego szanse.
Lewandowski po powrocie ze zgrupowania reprezentacji Polski chyba nie zdążył się odpowiednio zresetować, bo w sobotnim spotkaniu z Werderem Brema (1:1) zagrał przeciętnie i był jednym z najgorzej ocenionych graczy Bayernu Monachium. Nasz najlepszy obecnie piłkarz w tym spotkaniu nie powiększył swojego bramkowego dorobku i pewnie potem tego mocno żałował, zwłaszcza gdy doszła do niego wieść, że w rozegranym później meczu Borussii Dortmund z Herthą Berlin (5:2) Erling Halland strzelił cztery gole i ma już na koncie w tym sezonie Bundesligi 10 trafień.
Inni konkurenci do „Złotego Buta” też nie zmarnowali okazji. Ibrahimović zdobył obie bramki dla AC Milan w wygranym 3:1 wyjazdowym meczu z SSC Napoli (ale odniósł kontuzję i w kilku najbliższych meczach będzie musiał pauzować), także Anglik Dominic Calvert-Lewin trafił dwukrotnie dla Evertonu w wygranym 3:2 spotkaniu z Fulham.
Tych trzech napastników, czyli 20-letni Haaland, 39-letni Ibrahimović i 23-letni Calvert-Lewin, ma teraz na koncie po 10 bramek, a w klasyfikacji „Złotego Buta” po 20 punktów. Prowadzący na liście Lewandowski zaś przewodzi z 11 golami i 22 punktami.
Gwoli przypomnienia – ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w lidze. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy, „2”, ma pięć czołowych lig europejskich – hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska. Współczynnik zależy od wyników klubów z każdej ligi w europejskich pucharach w ciągu ostatnich pięciu sezonów. W kategorii „open” w tej chwili na czele klasyfikacji „ZB” jest Maksym Skawysz z BATE Borysów, który ma na koncie 19 goli, ale liga białoruska gra systemem wiosna-jesień i wkrótce kończy rozgrywki, a ponadto ma współczynnik „1,5”. Zawodnicy spoza czołowych pięciu lig europejskich mają niewielkie szanse na zdobycie tej prestiżowej nagrody, dotyczy to także zawodników rywalizujących w ligach grających jak białoruska systemem wiosna-jesień. W tej chwili kilkunastu graczy z nich zajmuje lokaty w czołówce klasyfikacji „Złotego Buta”, ale Lewandowski na pełnej liście już zajmuje trzecie miejsce, a zapewne jeszcze w listopadzie obejmie prowadzenie. Jeśli nie on, to na pewno któryś ze ścigających go w klasyfikacji konkurentów z europejskiej czołówki ligowej.
Za wymienionym wcześniej kwartetem snajperów z pięciu najlepszych europejskiej lig plasują się francuski gwiazdor Paris Saint-Germain 21-letni Kylian Mbappe, który w siedmiu ligowych występach w tym sezonie zdobył 9 bramek i w zestawieniu „Złotego Buta” z 18 punktami dzieli trzecią lokatę z koreańskim snajperem Tottenhamu Hotspur 28-letni Son Heung-Minem (także ma 9 goli i 18 pkt).
Tuż za nimi z ośmioma golami i 16 pkt plasują się 35-letni portugalski gwiazdor Cristiano Ronaldo (Juventus), 33-letni Anglik Jamie Vardy (Leicester City) i 28-letni Egipcjanin Mahomed Salah (FC Liverpool). Kolejne miejsce z dorobkiem 7 bramek i 14 punktów zajmują: 27-letni Belg Romelu Lukaku (Inter Mediolan), 27-letni Anglik Harry Kane (Tottenham) i 26-letni Włoch Andrea Belotti (AC Torino).

Haaland dogania Lewandowskiego

Robert Lewandowski w ligowym spotkaniu Bayernu Monachium z Werderem Brema (1:1) nie poprawił swojego strzeleckiego dorobku, ale wciąż jest liderem klasyfikacji strzelców. Ma już jednak za plecami Norwega Erlinga Haalanda, który zdobył dla Borussii Dortmund cztery bramki w wygranym 5:2 spotkaniu z Herthą Berlin.

Lewandowski, podobnie jak jego klubowi koledzy z reprezentacji Niemiec nie wrócił do Monachium w dobrym nastroju. W starciu z Werderem Brema zagrał słabo, a na dodatek nie strzelił gola, chociaż we wcześniejszych swoich 19 występach przeciwko tej drużynie strzelił jej 19 goli. Tym razem obrońcy Werderu zdołali polskiego snajpera zatrzymać i nie pozwolili mu zmniejszyć dystans do bariery 250 bramek w Bundeslidze. Do jej osiągnięcia brakuje „Lewemu” jeszcze tylko trzech trafień.
W klasyfikacji strzelców obecnego sezonu „Lewy” na razie z 11 bramkami jest jeszcze liderem, ale drugi w zestawieniu Erling Haaland w sobotnim meczu Borussii Dortmund z Herthą Berlin (5:2) zaliczył „czteropak” i ma teraz na koncie 10 goli. Co ciekawe, Lewandowski w tym sezonie także strzelił Herthcie cztery gole.
Niemieckie media bardziej ekscytowały się faktem, że w 85. minucie za Haalanda wszedł na boisko 16-letni Youssoufa Moukoko, urodzony w Kamerunie niemiecki piłkarz, ponoć ogromny talent. Został najmłodszym debiutantem w historii Bundesligi, bo dzień wcześniej skończył 16 lat. Dotychczasowym rekordzistą pod tym względem był Nuri Sahin (16 lat i 335 dni.
W ekipie Herthy do 76. minuty grał Krzysztof Piątek, a od 76. minuty w barwach Borussii pojawił się Łukasz Piszczek. W drużynie Augsburga (1:1 na wyjeździe z Borussią M’gladbach) cały mecz rozegrał bramkarz Rafał Gikiewicz, a do 54. minuty grał obrońca Robert Gumny.

Niemcy upokorzeni przez Hiszpanów

Wydarzeniem kończącej rozgrywki drugiej edycji Ligi Narodów szóstej kolejki spotkań była klęska 0:6 reprezentacji Niemiec w wyjazdowym meczu z Hiszpanią. To najwyższa porażka niemieckiej drużyny od 1931 roku, a najwyższa w spotkaniach o punkty. Po tym zwycięstwie to Hiszpanie zajęli pierwsze miejsce w grupie 4 Dywizji A i awansowali wraz z zespołami Włoch, Belgii i Francji do Final Four, który w przyszłym roku zorganizują Włosi.

Klęska ekipy Joachima Loewa odbiła się szerokim echem w Europie, bo niemiecki zespół w tym spotkaniu nie oddał ani jednego celnego strzału na bramkę Hiszpanów. Porażka 0:6 to był najniższy wymiar kary, bo rewelacyjnie grająca ekipa trenera Luisa Enrique miała miażdżącą przewagę i gdyby nie kilka udanych interwencji rozgrywającego 96 spotkanie w narodowych barwach Manuela Neuera (to nowy rekord występów wśród niemieckich bramkarzy). Media w Niemczech po tej klęsce zażądały dymisji Loewa, ale działacze DFB zapewnili, że selekcjonera nie zwolnią. „Ta porażka tego nie zmienia. Nadal mamy pełne zaufanie do Joachima Loewa. Trzeba myśleć długoterminowo, a w przyszłym roku chcemy znaleźć się gronie najlepszych zespołów mistrzostw Europy” – powiedział dyrektor sportowy DFB Oliver Bierhoff. Wielkimi przegranymi tegorocznej edycji Ligi Narodów jest też broniąca trofeum ekipa Portugalii, która przegrała rywalizację z Francuzami.
Najlepszym strzelcem rozgrywek został Norweg Erling Haaland, który zdobył sześć bramek w czterech występach. Jego dorobek byłby pewnie pokaźniejszy, gdyby nie to, że władze Norwegii nakazały kadrze kwarantannę po wykryciu zakażenia koronawirusem u jednego z graczy. Z tego powodu norweska reprezentacja nie pojechała do Bukaresztu na mecz z Rumunią, za co został ukarana walkowerem, a na środowe wyjazdowe spotkanie z Austrią wysłano zebrany zespół złożony z przypadkowych graczy, który spisał się jednak dzielnie i wywalczył remis 1:1. Nic to jednak Norwegom nie dało, bo przez walkower stracili szanse na awans do Dywizji A.
A co do rywalizacji snajperów, to w najwyższej dywizji Ligi Narodów najskuteczniejszy okazał się Belg Romelu Lukaku (5 goli). Za jego plecami z czterema trafieniami uplasowali się Niemiec Timo Werner, Duńczyk Christian Eriksen oraz Hiszpan Ferran Torres, autor hat-tricka w spotkaniu z Niemcami. W polskim zespole najskuteczniejszy był jak zawsze Robert Lewandowski, ale dwa gole dały mu odległą pozycję w klasyfikacji. Najskuteczniejszymi graczami w Dywizji C byli Stevan Jovetić (Czarnogóra), Sokol Cikalleshi (Albania), Rauno Sappinen (Estonia) i Harris Vuckic (Słowenia), którzy zdobyli po 4 bramki, a w Dywizji D królem strzelców także z dorobkiem czterech goli został Klaemint Olsen (Wyspy Owcze).
Reprezentacja Polski zakończyła zmagania na 3. miejscu, co oznacza, że zapewnili sobie utrzymanie w najwyższej dywizji Ligi Narodów. W kolejnej edycji tych rozgrywek, w sezonie 2022/2023, biało-czerwoni rywalizować będą Dywizji A z zespołami Belgii, Chorwacji, Danii, Anglii, Francji, Niemiec, Włoch, Holandii, Portugalii, Hiszpanii, Walii (awans z Dywizji B), Węgier (awans z Dywizji B), Czech (awans z Dywizji B) i Austrii (awans z Dywizji B). W tym gronie zagra jeszcze Ukraina lub Szwajcaria, ale te zespoły mają jeszcze do rozegrania odwołany z powodu zakażeń koronawirusem w ukraińskiej kadrze mecz, który UEFA planuje rozegrać jeszcze w grudniu tego roku lub styczniu następnego. Ukraińcy zajmują przedostatnie miejsce w grupie 4 Dywizji A i mają 3 punkty przewagi nad zamykającymi stawkę Szwajcarami. Bezpośredni pojedynek tych drużyn rozstrzygnie, która z nich spadnie do niższej dywizji. Ukraińcom do utrzymania wystarczy remis.
Skład pozostałych Dywizji.
Dywizja B: Szwajcaria lub Ukraina, Szwecja (spadek z Dywizji A), Bośnia i Hercegowina (spadek z Dywizji A), Islandia (spadek z Dywizji A), Finlandia, Norwegia, Szkocja, Rosja, Rumunia, Izrael, Serbia, Irlandia, Słowenia (awans z Dywizji C), Czarnogóra (awans z Dywizji C), Albania (awans z Dywizji C), Armenia (awans z Dywizji C). Dywizja C: Bułgaria (spadek z Dywizji B), Irlandia Północna (spadek z Dywizji B), Turcja (spadek z Dywizji B), Słowacja (spadek z Dywizji B), Grecja, Białoruś, Luksemburg, Macedonia Północna, Litwa, Gruzja, Azerbejdżan, Kosowo, Gibraltar (awans z Dywizji D), Wyspy Owcze (awans z Dywizji D).
Dywizja C: Cypr, Estonia, Kazachstan i Mołdawia to zespoły, które w tej edycji zajęły ostatnie miejsca w swoich grupach w Dywizji C. W marcu 2022 roku zagrają one w turnieju kwalifikacyjnym. Dwie najlepsze ekipy pozostaną w Dywizji C, a dwie najsłabsze spadną do Dywizji D.
Dywizja D: na najniższym szczeblu Ligi Narodów na pewno natomiast za dwa lata zagrają Liechtenstein, Malta, Łotwa, San Marino i Andora.

Lewandowski zgasił Erlinga Haalanda

Piłkarskim wydarzeniem weekendu w Niemczech był sobotni mecz na szczycie Bundesligi, czyli starcie lidera Bayernu Monachium z wiceliderem Borussią Dortmund. Dodatkowym smaczkiem tej potyczki był bezpośredni pojedynek pięciokrotnego króla strzelców niemieckiej ekstraklasy Roberta Lewandowskiego z aspirującym do zdetronizowania go 20-letnim asem ekipy BVB, Norwegiem Erlingiem Haalandem.

Przyszłość Haalanda niemal wszyscy futbolowi eksperci malują w barwach Realu Madryt. Przed sobotnim starciem Borussii Dortmund z Bayernem Monachium pojawiły się wieści, że agent norweskiego napastnika, Mino Raiola, zawarł porozumienie z szefami klubu z Dortmundu, że jego podopieczny nie odejdzie do czerwca 2022 roku, ale po tym terminie nie będą robić mu przeszkód w transferze do Realu Madryt. Tylko pod tym warunkiem Haaland w styczniu tego roku zamiast do Manchesteru United trafił z RB Salzburg do Borussii Dortmund za skromną w sumie kwotę 20 mln euro. Po czasie wyszło jednak na jaw, że do tych 20 milionów trzeba doliczyć kolejne 23 miliony euro dla dwóch „pośredników transakcyjnych” – z tej kwoty osiem „baniek” otrzymał ojciec Haalanda, a piętnaście skasował sam Raiola. Nic dziwnego, że Real Madryt, dla którego Haaland jest transferowym celem na przyszłość, dogaduje się w tej sprawie właśnie z nimi.
Na razie Haaland ma ważny kontrakt z Borussii Dortmund jeszcze do czerwca 2024 roku, ale szefowie tego klubu mają świadomość, że nie zdołają tak długo utrzymać Haalanda w swoich szeregach z tego samego powodu, z jakiego wiele lat temu nie utrzymali Roberta Lewandowskiego – po prostu nie są w stanie zaoferować graczom tej klasy odpowiednich zarobków. Nie chcą jednak w przypadku Norwega popełnić błędu, jaki przydarzyły im się w przypadku Polaka, którego puścili za darmo i to jeszcze do największego konkurenta, czyli Bayernu Monachium. A bawarski potentat też już widzi Haalanda w swoich barwach jako następcę Lewandowskiego i niewykluczone, że także tym razem ogra w tej transferowej rozgrywce zarówno działaczy BVB, jak i „Królewskich”.
Sądząc po tym, co norweski piłkarz demonstruje na boisku już teraz, jego ewentualny transfer z pewnością będzie należał do rekordowych. Norweg od stycznia tego roku w 28 występach w barwach Borussii zdobył 26 bramek i zaliczył sześć asyst, więc jeśli utrzyma taką skuteczność, odejdzie z Borussii za grubo powyżej sto milionów euro. Ale musi w Bundeslidze zdetronizować Lewandowskiego i wygrać z nim wyścig po koronę króla strzelców. W poprzednim sezonie Norweg we wszystkich rozgrywkach oglądał plecy polskiego napastnika, bo „Lewy” był królem strzelców nie tylko Bundesligi i Pucharu Niemiec, lecz także w Lidze Mistrzów, trzeba jednak pamiętać, że Norweg trafił do Borussii z RB Salzburg w przerwie zimowej i tak naprawdę to miał tylko na rywalizację z Polakiem, pomijając Ligę Mistrzów, tylko rundę wiosenną. Ten sezon obaj zaczęli już jednak z tego samego pułapu, ale do sobotniego „Der Klassiker” po sześciu kolejkach górą był Lewandowski, który w pięciu występach w Bundeslidze strzelił 10 goli, dwa razy więcej niż jego norweski konkurent mający na koncie także pięć rozegranych spotkań.
Kapitan reprezentacji Polski w sobotnim meczu rozegranym na dobrze sobie znanym stadionie Signal Iduna Park zagrał jednak wybornie i w swoim 13 występie przeciwko Borussii (który jednocześnie był też jego trzechsetnym występem w barwach Bayernu Monachium) strzelił 17. gola ekipie BVB, ale gdyby sędziowie nie byli aż tak przesadnie drobiazgowi, zakończyłby ten mecz z hat-trickiem. Niestety, nie uznano mu dwóch trafień i bawarska jedenastka zwyciężyła tylko 3:2, a oprócz „Lewego” gole dla Bayernu strzelili jeszcze David Alaba z rzutu wolnego i Leroy Sane. I chociaż Haaland także zdobył bramkę (drugą dla BVB zdobył Marco Reus), to jednak zdecydowanie lepiej w tym spotkaniu od niego wypadł Lewandowski. Niemieckie media nie miały pod tym względem żadnych wątpliwości i z uznaniem podkreślały, że w meczu numer 300 w koszulce Bayernu Polak zdobył w sobotę 259 bramkę. Tygodnik „Kicker” w swojej relacji zauważył, że żaden inny piłkarz w historii Bundesligi nie strzelał tak często w spotkaniach ze swoimi byłymi drużynami jak robi to Lewandowski w meczach z Borussią Dortmund. Sam „Lewy” skomentował natomiast swój występ w mediach społecznościowych lakonicznie: „Klasyczna bitwa, wielkie zwycięstwo, jesteśmy na szczycie”. Wypada jednak zauważyć, że Bayern w obecnym sezonie jest niesamowicie skuteczny na wyjazdach. Ekipa trenera Hansiego Flicka fatalnie zaczęła, bo od porażki w 2. kolejce Bundesligi z Hoffenheim 1:4, ale potem wygrała w Lidze Mistrzów z Lokomotiwem Moskwa 2:1 i RB Salzburg 6:2 oraz w Bundeslidze z Arminią Bielefeld 4:1, z FC Koeln 2:1 i teraz z Borussią Dortmund, a jeszcze trzeba doliczyć wygrany 3:0 mecz wyjazdowy w Pucharze Niemiec z Dueren. A na swoim stadionie mistrzowie Niemiec są jak na razie niepokonani – wygrali w Lidze Mistrzów z Atletico Madryt 4:0, a w Bundeslidze z Schalke 8:0, Herthą Berlin 4:3 i Eintrachtem Frankfurt 5:0. Bayern po siedmiu kolejkach z 18. punktami na koncie jest liderem Bundesligi, za nim plasują się RB Lipsk (16 pkt) i Borussia Dortmund (15 pkt). Lewandowski z 11 trafieniami oczywiście nadal jest liderem klasyfikacji strzelców niemieckiej ekstraklasy, a Haaland z sześcioma golami jest drugi na spółkę z Andrejem Kramaricem z Hoffenheim.
W 7. kolejce z polskich piłkarzy wyróżnił się nie tylko Lewandowski. Wreszcie po 147 dniach przerwy gola dla Herthy Berlin strzelił Krzysztof Piątek. Dubler „Lewego” w reprezentacji Polski zaczął wyjazdowy mecz z Augsburgiem (3:0) na ławce rezerwowych, co nie było już żadną sensacją, bo w tym sezonie zaczynał w tej roli już piąte spotkanie ligowe z rzędu. Trener Herthy Bruno Labbadia większym zaufaniem obdarza sprowadzonego latem z FC Koeln 27-letniego Kolumbijczyka Jhona Cordobę. Ale w sobotę kolumbijski napastnik doznał poważnej kontuzji i już w przerwie Labbadia chcąc nie chcąc musiał wystawić do gry polskiego napastnika. Tym razem jednak nie miał powodów do narzekania, bo Piątek najpierw zaliczył asystę przy golu Dodiego Lukebakio na 2:0, a w 85. minucie sam zdobył trzecią bramkę. Nasz piłkarz czekał na to trafienie od 13 czerwca tego roku. Może teraz poprawi te niekorzystne dla niego meczowe statystyki, bo Cordoba został wyłączony z gry przez kontuzję do końca roku.
Inni polscy piłkarze występujący w Bundeslidze nie mieli tak udanego weekendu. Grający w zespole Augsburga Łukasz Gikiewicz i pozyskany tego lata z Lecha Poznań obrońca Robert Gumny nie wypadli źle, ale ich zespół przegrał z Herthą 0:3 i zjechał do dolnej połówki ligowej tabeli. Jeszcze mniej powodów do zadowolenia mieli na pewno Łukasz Piszczek, który cały mecz z Bayernem przesiedział na ławce rezerwowych Borussii Dortmund, podobnie jak Marcin Kamiński w zespole VfB Stuttgart w zremisowanym u siebie 2:2 spotkaniu z Eintrachtem Frankfurt.

Haaland rzuca wyzwanie CR7

League przyniosła kibicom mnóstwo emocji, bo w 16 meczach strzelono aż 62 gole, co daje niezwykłą na takim poziomie rywalizacji średnią 3,88 bramki na jedno spotkanie. Największą kanonadę urządzili piłkarze Bayernu Monachium i RB Salzburg (6:2), ale najwyższe zwycięstwo w tej kolejce odniosła Borussia Moenchengladbach pokonując na wyjeździe Szachtara Dionieck 6:0.

Wygrana Bayernu Monachium z Red Bullem Salzburg była już 14. z rzędu zwycięstwem ekipy trenera Hansiego Flicka w Lidze Mistrzów. Tak długiej serii triumfów w tych elitarnych rozgrywkach nie odnotował żaden inny zespół w historii. Po raz ostatni Bayern doznał porażki w sezonie 2018/2019 w 1/8 finału z Liverpoolem. Dotychczasowy rekord należał do Realu Madryt i wynosił dziesięć wygranych. Od meczu finałowego z Paris Saint-Germain (wygranego 1:0) Bayern samodzielnie śrubuje ten rekord. Ponadto mistrzowie Niemiec są niepokonani na wyjeździe od piętnastu spotkań Ligi Mistrzów, a dokładniej od meczu z PSG na początek fazy grupowej w sezonie 2017/2018. Poza Monachium mistrzowie Niemiec wygrali już dziewięć meczów europejskich pucharów z rzędu, ale w tej statystyce uwzględniane są też mecze rozegranego w sierpniu finałowego turnieju Champions League w Lizbonie.
Do zwycięstwa bawarskiej jedenastki nad mistrzem Austrii dołożył się dwoma trafieniami najskuteczniejszy strzelec poprzedniej edycji Robert Lewandowski, dla którego były to jednak dopiero pierwsze bramki w obecnym sezonie Champions League. Ale kapitan reprezentacji Polski powiększył swój łączny dorobek strzelecki w Lidze Mistrzów do 70 goli i brakuje mu już tylko jednego trafienia, aby zrównać się klasyfikacji wszech czasów z trzecim w tym zestawieniu Hiszpanem Raulem Gonzalezem. Legendarny napastnik Realu Madryt, który zakończył karierę w 2015 roku, zapewne wkrótce straci trzecią lokatę na rzecz polskiego piłkarza, którego najgroźniejszym konkurentem w tej chwili jest obecny snajper „Królewskich” Karim Benzema. Francuski napastnik w trzeciej kolejce w spotkaniu z Interem zaliczył swoje 67. trafienie, a jest rówieśnikiem „Lewego”.
Liderem tej strzeleckiej klasyfikacji jest Cristiano Ronaldo, który ma na koncie 130 trafień uzyskanych w barwach Manchesteru United, Realu Madryt i Juventusu Turyn. W minioną środę w wyjazdowym meczu z Ferencvarosem Portugalczyk, który w tej edycji z powodu zakażenia koronawirusem zagrał dopiero pierwszy raz, nie powiększył swojego fenomenalnego bramkowego dorobku, tymczasem drugi na liście wszech czasów Leo Messi, strzelając gola z rzutu karnego w wygranym 2:1 meczu z Dynamem Kijów, zaliczył 118. trafienie (a trzecie w obecnej edycji LM). Argentyńczyk nie jest jednak obecnie w takiej formie, żeby mógł pokusić się o odrobienie straty 12 goli. Wygląda jednak na to, że jeszcze w tej edycji na pierwszych czterech miejscach w tej klasyfikacji znajdować się będą czynni piłkarze, bo pewnie Raula przeskoczy nie tylko Lewandowski, ale także Benzema. Warto przypomnieć kto jeszcze znajduje się w Top 10 klasyfikacji wszech czasów. Szóstą lokatę okupuje z 56 trafieniami Holender Ruud van Nistelrooy, siódmą z 50 golami Francuz Thierry Henry, ósmą z 49 bramkami zajmuje legendarny Argentyńczyk z hiszpańskim obywatelstwem Alfredo di Stefano, dziewiątą z 48 bramkami na spółkę zajmują Ukrainiec Andrij Szewczenko i Szwed Zlatan Ibrahimovic (on mimo 39 lat wciąż jest czynnym graczem, aktualnie występuje jednak w barwach AC Milan, a ten zespół jest poza Ligą Mistrzów), zaś czołową dziesiątkę zamykają z 46 trafieniami: Niemiec Thomas Mueller (gwiazdor Bayernu wciąż może poprawić swoje osiągnięcie i lokatę w zestawieniu), Włoch Filippo Inzaghi oraz legendarny portugalski napastnik Eusebio, ale jego dorobek podobnie jak dorobek Alfredo di Stefano pochodzi wyłącznie z występów w Pucharze Europy Mistrzów Klubowych, który od 1992 roku, został zastąpiony przez Ligę Mistrzów.
W klasyfikacji strzelców obecnej edycji Champions League po trzech kolejkach z dorobkiem 4 goli prowadzą: Norweg Erling Haaland (Borussia Dortmund), Portugalczyk Diogo Jota (FC Liverpool) i Anglik Marcus Rashford (Manchester United). Warto zwrócić jednak uwagę na norweskiego napastnika, który w wygranym przez ekipę z Dortmundu 3:0 spotkaniu z Club Brugge zaliczył dwa trafienia. Był to jego dopiero 11. występ w Lidze Mistrzów, a ma już na koncie 14 bramek. Zważywszy na fakt, że Haaland ma do dopiero 20 lat, zaś talent do strzelania goli wręcz nieziemski, taki początek być może zwiastować pojawienie się gracza zdolnego wyprzedzić w klasyfikacji wszech czasów nawet duet Cristiano Ronaldo – Leo Messi.

Złoty But dla Lewego?

Robert Lewandowski 29 ligowymi golami jest obecnie liderem klasyfikacji „Złotego Buta”. Z najgroźniejszych konkurentów do tytułu może go na razie ścigać tylko napastnik RB Lipsk Timo Werner, który ma 25 trafień.

Dorobek 29 goli daje Lewandowskiemu w klasyfikacji „Złotego Buta” 58 punktów. Gwoli przypomnienia – ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy tylko w rozgrywkach ligowych. Bramki są mnożone przez współczynnik ich trudności. Najwyższy (razy dwa) ma pięć najwyżej sklasyfikowanych w rankingu UEFA krajowych lig. Obecnie są to hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska. Przed zawieszeniem rozgrywek samodzielnym liderem klasyfikacji „Złotego Buta” był włoski napastnik Lazio Rzym Ciro Immobile, który miał na koncie 27 bramek i 54 punkty. Serie A jednak od marca nie gra, a wznowić rozgrywki ma dopiero w drugiej połowie czerwca. Wcześniej, bo już 11 czerwca, do restartu ligowych zmagań ma dojść w Hiszpanii, co oznacza, że do wyścigu o „Złotego Buta” będzie mógł się włączyć sześciokrotny zdobywca tego prestiżowego trofeum Leo Messi, który w tej chwili zajmuje szóstą lokatę (19 goli, 38 pkt).
Na razie jednak z graczy czołówki klasyfikacji swoje strzeleckie konta powiększają tylko piłkarze niemieckiej Bundesligi, których w czołowej szóstce jest trzech – oprócz Lewandowskiego (29 goli, 58 pkt) jeszcze trzeci w zestawieniu Timo Werner z RB Lipsk (25 goli, 50 pkt) i czwarty w stawce Erling Haaland z Borussii Dortmund (26 goli, 44 pkt). Mniejszy dorobek punktowy norweskiego nastolatka to efekt tego, że w rundzie jesiennej 16 goli strzelił w austriackiej lidze, która ma współczynnik trudności 1,5. Haaland pauzuje z powodu kontuzji, więc najgroźniejszym konkurentem „Lewego” jest teraz Werner, który w poniedziałkowym meczu z FC Koeln (4:2) zdobył 25. bramkę w tym sezonie. Ale wraz z restartem rozgrywek w Primera Division i Serie A do gry o „Złotego Buta” wrócą nie tylko Messi i Immobile, ale z pewnością także Cristiano Ronaldo (21 goli, 42 pkt).