Haaland wyrasta na gwiazdę

W rozegranych we wtorek i środę pierwszych czterech meczach 1/4 finału Ligi Mistrzów UEFA błysnęły dwa niemieckie kluby – Borussia Dortmund pokonała u siebie 2:1 naszpikowany gwiazdami Paris Saint-Germain, zaś RB Lipsk na wyjeździe wygrał 1:0 z finalistą poprzedniej edycji Champions League Tottenham Hotspur. Indywidualnie furorę zrobił norweski napastnik Borussii Erling Haaland, który strzelił oba gole i w klasyfikacji strzelców dogonił Roberta Lewandowskiego, prowadzącego po fazie grupowej z dorobkiem 10 trafień.

Przed meczem Borussii Dortmund z Paris Saint-Germain bohaterem mediów i fanów niemieckiej drużyny był Łukasz Piszczek. 34-letni polski obrońca miał swój wielki dzień, bo obchodził w tym spotkaniu podwójny jubileusz – 350. występu w barwach Borussii oraz 50. tylko w Lidze Mistrzów, co jest nowym rekordem klubu z Dortmundu. Na dodatek zagrał z opaską kapitana drużyny. Ale w meczu show skradł mu nowy nabytek ekipy BVB, 19-letni Erling Haaland, zdobywca obu bramek. Norweski napastnik, który w rundzie jesiennej jeszcze w barwach RB Salzburg strzelił w fazie grupowej osiem goli, w klasyfikacji strzelców obecnej edycji dogonił prowadzącego w zestawieniu Roberta Lewandowskiego. Polski napastnik Bayernu Monachium także ma na koncie 10 bramek, ale na wyzwanie rzucone przez Haalanda będzie miał okazję odpowiedzieć dopiero w przyszłym tygodniu, dokładnie we wtorek, bo tego dnia zespół Bayernu zagra na wyjeździe z Chelsea Londyn.
Do tego czasu bohaterem europejskich mediów będzie urodzony w Leeds norweski nastolatek, który w tym sezonie przebojem wdarł się do europejskiej elity napastników. Wielu futbolowych ekspertów z ciekawością czekało na jego pierwszy występ w Lidze Mistrzów w barwach Borussii i zastanawiało się, jak wypadnie na tle gwiazdorów Paris Saint-Germain – Brazylijczyka Neymara i Francuza Kyliana Mbappe.
Trener paryskiego zespołu Thomas Tuchel wcześniej (w latach 2015-2017) był szkoleniowcem Borussii i to on prowadził dortmundczyków w ich ostatnim starciu z francuską drużyną w fazie pucharowej Ligi Mistrzów (w ćwierćfinale sezonu 2016-2017 z AS Monaco, 2:3 i 1:3), a trzy bramki zdobył wtedy dla niej Mbappe, wówczas 19-letnia wschodząca gwiazda światowego futbolu. Francuski napastnik w Dortmundzie znalazł się jednak w cieniu Norwega i zapewne mocno to podrażniło jego ambicję. Gdy Haaland zdobył pierwszą bramkę, Mbappe kilka minut później przeprowadził indywidualną akcję, po której Neymar trafił na 1:1. Ale Haaland dwie minuty później ponownie przyćmił asów PSG, posyłając piłkę lewą nogą spoza linii pola karnego pod poprzeczką bramki paryżan. Norweg strzelając 10. gola w tej edycji Ligi Mistrzów nie tylko dogonił na liście strzelców Lewandowskiego, lecz także wyrównał rekordowe osiągnięcie Mbappe i teraz jest drugim nastolatkiem w historii rozgrywek Champions Leaguie z dorobkiem 10 trafień. Tyle tylko, że dokonał tej sztuki w jednym sezonie, a zatem przebił osiągnięcie francuskiego piłkarza. Warto podkreślić, że Neymar przeszedł z Barcelony do PSG za 222 mln euro, a Mbappe z AS Monaco za 180 mln euro, podczas gdy za Haalanda Borussia zapłaciła RB Salzburg jedynie 20 mln euro, a jego w klauzuli odstępnego widnieje kwota 75 mln euro. W Dortmundzie nikt nie ma złudzeń, że uda się go zatrzymać.
Dokonania Haalanda zaskakują nawet ludzi, którzy przyłożyli rękę do jego szkolenia. „Nikt nie sądził, że będzie strzelał tyle goli” – zapewnia Gunnar Halle, 64-krotny reprezentant Norwegii, który pracował z nim w juniorskich kadrach tego kraju. „Mnie nie zaskakuje to, że jest tak dobry, bo od dziecka zdradzał nieprzeciętny talent, lecz to, iż tak szybko się rozwinął” – przyznaje z kolei Alf Ingve Bernsten, jego trener w juniorach.
Erling urodził się w Leeds w lipcu 2000 roku, bo w tamtejszym klubie występował jego ojciec, także świetny piłkarz, 34-krotny reprezentant Norwegii Alf-Inge Haaland. W 2003 roku Haaland senior musiał zakończyć karierę w wieku zaledwie 31 lat, do czego przyczynił się Roy Keane doprowadzając brutalnym faulem do ciężkiej kontuzji Norwega. Haaland wrócił do ojczyzny z całą rodziną, a Erling zaczynał treningi w klubie Byrne FK. „Jako chłopiec był niski i szczupły, dopiero w wieku 14 lat zaczął rosnąć. Ale zanim doszedł do obecnych 194 cm wzrostu, musiał bazować na sprycie, zwrotności i szybkości. Teraz te wszystkie cechy ładnie się sumują, a jeśli dodamy do tego naturalny talent do zdobywania bramek, wychodzi nam łowca goli na światowym poziomie” – twierdzi trener Bernsten.
Wyniki 1/4 finału LM:
Borussia Dortmund – Paris Saint-Germain 2:1, Tottenham Hotspur – RB Lipsk 0:1, Atalanta Bergamo – Valencia CF 4:1, Atletico Madryt – FC Liverpool 1:0.
Pozostałe mecze: 25 lutego Chelsea Londyn – Bayern Monachium, SSC Napoli – FC Barcelona; 26 lutego Olympique Lyon – Juventus Turyn i Real Madryt – Manchester City.
Czołówka klasyfikacja strzelców LM:
10 goli – Erling Haaland (Borussia Dortmund), Robert Lewandowski (Bayern);
6 goli – Harry Kane (Tottenham Hotspur);
5 goli – Memphis Depay (Olympique Lyon), Mauro Icardi (Paris Saint-Germain), Lautaro Martinez (Inter Mediolan), Kylian Mbappe (PSG), Dries Mertens (SSC Napoli), Heung-Min Son (Tottenham Hotspur), Raheem Sterling (Manchester City);
4 gole – Karim Benzema (Real Madryt), Serge Gnabry (Bayern), Achraf Hakimi (Borussia D.), Gabriel Jesus (Manchester City), Mislav Orsić (Dinamo Zagrzeb), Quincy Promes (Ajax A), Mohamed Salah (FC Liverpool).

Lewy dorównał legendzie

Robert Lewandowski w meczu 22. kolejki Bundesligi Bayernu Monachium z FC Kolen (4:1) znów zdobył bramkę, już 23. w obecnych rozgrywkach, czym wyrównał rekord Gerda Muellera, który był jak dotąd jedynym graczem w niemieckiej ekstraklasie, któremu udało się strzelić 23 gole w pierwszych 22 ligowych kolejkach.

Kapitan reprezentacji Polski może być już trochę znudzony wynajdywanymi mu co rusz przez niemieckie media takimi rekordami, bo dla niego liczą się wymierne splendory – zdobycie kolejnego, piątego już tytułu króla strzelców Bundesligi (Gerd Mueler ma na koncie takich tytułów siedem) oraz zwycięstwo w klasyfikacji „Złotego Buta”, bo tę prestiżową nagrodę przyznawaną najskuteczniejszemu strzelcowi lig europejskich jak do tej pory wywalczył nie kto inny, jak Gerd Mueller, ale bardzo dawno temu, bo w sezonie 1971/1972. Trzecim celem „Lewego” jest też zapewne zaatakowanie owianego już legendą innego rekordu Gerda Muellera – 40 goli strzelonych w jednym sezonie. Z tym może być jednak kłopot, bo do wyrównania tego osiągnięcia Lewandowskiemu brakuje jeszcze 17 bramek, a do zakończenia rozgrywek pozostało już tylko 12 kolejek. Ale jest na dobrej drodze do wywalczenia tytułu króla strzelców, bo jego najgroźniejszy konkurent, Timo Werner z RB Lipsk, ostatnio się zaciął i zatrzymał na 20 trafieniach.
Kapitan reprezentacji Polski w tym sezonie skompletował natomiast już 40 trafień we wszystkich rozgrywkach, licząc występy w Bayernie i reprezentacji Polski. W tym sezonie jest pierwszym piłkarzem w ligach europejskich, który może pochwalić się takim osiągnięciem. Na owe 40 trafień „Lewego” złożyły się 23 bramki w Bundeslidze, 10 w Lidze Mistrzów, trzy w Pucharze Niemiec oraz cztery dla reprezentacji Polski. Do zgromadzenia tego bramkowego dorobku potrzebował 37 występów i 3170 minut spędzonych na boisku. Najgroźniejszymi rywalami 31-letniego polskiego napastnika w tej nieformalnej klasyfikacji są 19-letni Norweg Erling Haaland (37 bramek), 35-letni portugalski gwiazdor Cristiano Ronaldo (35 bramek) oraz Włoch Ciro Immobile (32 bramki).
Tak się składa, że ten kwartet napastników oraz wspomniany wcześniej Niemiec Timo Werner tworzą w tej chwili także ścisłą czołówkę klasyfikacji „Złotego Buta”. W miniony weekend swój bramkowy dorobek z tego grona powiększyli jedynie Immobile, Lewandowski i Haaland, którzy zgodnie zaliczyli po jednym trafieniu. Werner jak już zostało wspomniane w spotkaniu RB Lipsk z Werderem Brema (3:0) zaliczył po raz trzeci z rzędu występ bez trafienia, natomiast Cristiano Ronaldo potyczkę Juventusu Turyn z Brescią (2:0) obejrzał wygodnie z trybun, bo dostał od trenera wolne.
Tak więc Immobile (26 goli, 52 pkt) utrzymał trzybramkową przewagę nad drugim w zestawieniu Lewandowskim (23 gole, 46 pkt), ale na trzecim miejscu jest w tej chwili już trzech graczy. Do Wernera i Cristiano Ronaldo, którzy mieli po 20 goli i 40 pkt na koncie, w miniony weekend dołączył Haaland. Norweski napastnik zdobył bramkę w wygranym 4:0 przez Borussię Dortmund meczu z Eintrachtem Frankfurt. Było to jego ósme trafienie w piątym występie w Bundeslidze.
Tu wypada przypomnieć zasady klasyfikacji „Złotego Buta”. Ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w lidze. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy, „2”, ma pięć najwyżej notowanych w rankingu UEFA lig europejskich. Obecnie są to: hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska. Miejsce w rankingu zależy od wyników klubów w europejskich pucharach w ostatnich pięciu sezonach.
Haaland w rundzie jesiennej występował w RB Salzburg, dla którego strzelił 16 goli, a że liga austriacka ma współczynnik „1,5”, dawało mu to 24 punkty. W niemieckiej ekstraklasie norweski napastnik za każde trafienia dostaje już 2 punkty, zatem za osiem bramek zgarnął ich już 16, co po zsumowaniu z dorobkiem przywiezionym z Austrii daje mu łączną sumę punktów 40. I trzecie miejsce w klasyfikacji, chociaż pod względem tylko liczby goli Haaland z 24 bramkami jest drugi za Immobile, a przed Lewandowskim. Ten wyścig snajperów będzie zapewne do samego końca wyrównany i zacięty.

Wyścig po Złotego Buta

Nie tylko Robert Lewandowski rozgrywa sezon życia. Niebywałą skutecznością, lepszą nawet od Polaka, wykazuje się napastnik Lazio Rzym Ciro Immobile, który jest liderem klasyfikacji „Złotego Buta”.

W miniony weekend włoski piłkarz w meczu 22. kolejki Serie A Lazio ze SPAL 2013 (4:2) strzelił dwa gole i powiększył swój dorobek bramkowy w lidze do 25 trafień. Immobile jest obecnie najskuteczniejszym strzelcem w ligach europejskich i prowadzi w klasyfikacji „Złotego Buta” z 50 punktami na koncie. Dla przypomnienia – gole w pięciu najwyżej notowanych w rankingu UEFA ligach europejskich (włoskiej, angielskiej, niemieckiej, hiszpańskiej i francuskiej) mnożone są przez współczynnik „2”.
Drugi w zestawieniu Robert Lewandowski ustępuje snajperowi Lazio Rzym o trzy trafienia i sześć punktów. Trzeci w klasyfikacji jest Timo Werner, najgroźniejszy konkurent „Lewego” w walce o tytuł króla strzelców Bundesligi. Napastnik RB Lipsk ma w dorobku 20 bramek i 40 punktów.
Tuż za plecami tej trójki plasują się ex aequo imponujący w tym roku nie mniejszą skutecznością 34-letni gwiazdor Juventusu Turyn Cristiano Ronaldo i najnowszy transferowy nabytek Borussii Dortmund 19-letni Erling Haaland. Obaj mają na koncie po 38 punktów, ale portugalski weteran wypracował ten dorobek 19 golami, natomiast nastolatek z Norwegii 23. Ta dysproporcja bierze się stąd, że Haaland w rundzie jesiennej zdobył dla RB Salzburg 16 bramek, ale ekstraklasa Austrii ma w rankingu UEFA współczynnik „1,5”, zatem na półmetku wyścigu o nagrodę dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich miał tylko 21 punktów. Ale zimą przeszedł do Borussii Dortmund i teraz za każde trafienie dostaje także dwa punkty. Zważywszy na niesamowitą łatwość z jaką w tym roku strzela gole (w trzech spotkaniach zaliczył siedem trafień), norweski napastnik nie jest bez szans na zdobycie w tym sezonie „Złotego Buta”. W poprzednim sezonie nagrodę tę zdobył napastnik FC Barcelona Leo Messi (72 pkt za 36 goli).

Lewemu przybywa rywali

Niewielką kolonię polskich piłkarzy w Bundeslidze w miniony piątek zasilił Krzysztof Piątek, którego Hertha Berlin wykupiła z AC Milan. Ale w 20. kolejce z biało-czerwonych po staremu błyszczał tylko Robert Lewandowski, który w spotkaniu z FC Mainz (3:1) zdobył 22. bramkę w tym sezonie i umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji strzelców.

Kapitan reprezentacji Polski w trzech rozegranych w tym roku ligowych kolejkach strzelał po jednym golu w każdym meczu i powiększył swoje konto do 22 trafień. Taki dorobek bramkowy zapewniał koronę króla strzelców aż w 22 sezonach niemieckiej ekstraklasy, lecz w obecnych rozgrywkach zwycięzca tej rywalizacji pewnie przebije barierę 30 goli, a kto wie, może nawet zaatakuje 40-bramkowy rekord Bundesligi legendarnego Gerda Muellera z sezonu 1971/1972.
Lewandowskiemu w obecnych rozgrywkach do niedawna kroku dotrzymywał jedynie grający w RB Lipsk Timo Werner, który rundę jesienną zakończył z 18. trafieniami, a w pierwszej tegorocznej kolejce zdobył dwie bramki i na moment nawet „Lewego” doścignął. Potem jednak w dwóch kolejnych spotkaniach ligowych 23-letni reprezentant Niemiec nie powiększył swojego dorobku. W 20. kolejce zaliczył „pusty przebieg” w meczu z Borussią Moenchengladbach, zakończonym remisem 2:2. Stracone dwa punkty dla ekipy RB Lipsk oznaczały zjazd na drugie miejsce w tabeli, za zespół Bayernu Monachium, który w trzech tegorocznych meczach zdobył komplet punktów (bilans bramkowy 12:1), co pozwoliło mu po 153 dniach przerwy odzyskać pozycję lidera. Na razie tylko z jednym punktem przewagi nad ekipą z Lipska (Bayern ma 42, a RB 41 punktów), ale w najbliższy weekend bawarska jedenastka podejmie na Allianz Arenie w Monachium drużynę RB Lipsk i będzie to hit 21. kolejki. Do gry o mistrzowski wróciła też Borussia Dortmund, która po wygranej 5:0 z Unionem Berlin awansowała na trzecie miejsce i traci do Bayernu tylko trzy punkty.
Haaland rzuca wyzwanie Lewemu
Lewandowski strzelił gola w meczu z FC Mainz już w 7. minucie, tym razem po perfekcyjnym uderzeniem piłki głową z podania Benjamina Pavarda. Było to jego jubileuszowe 150. trafienie w barwach Bayernu uzyskane w 179. występie. W sumie w Bundeslidze zdobył już 224 bramki (74 dla Borussii Dortmund) w 310 spotkaniach. W obecnym sezonie licząc wszystkie rozgrywki klubowe kapitan reprezentacji Polski ma na koncie 33 gole (22 w Bundeslidze, 10 w Lidze Mistrzów i jedną w Pucharze Niemiec). W klasyfikacji „Złotego Buta”, nagrody dla najbardziej bramkostrzelnego piłkarza lig europejskich, polskiego napastnika wyprzedza jednak napastnik Lazio Rzym Ciro Immobile, a i przewaga nad Wernerem nie jest jeszcze tak znaczna, żeby ten wyścig można było uznać za rozstrzygnięty.
Zwłaszcza, że w Bundeslidze pojawił się „Lewemu” nowy rywal, pozyskany zimą przez Burussię Dortmund z RB Salzburg Erling Haaland. 19-letni Norweg zalicza w Bundeslidze prawdziwe „wejście smoka”. W trzech dotychczasowych występach, a w żadnych nie spędził na boisku 90 minut, zdobył już siedem bramek. W minioną sobotę po raz pierwszy pojawił się w wyjściowej jedenastce ekipy z Dortmundu (był też w niej Łukasz Piszczek) i zanim został zmieniony w 77. minucie zdążył strzelić polskiemu bramkarzowi Unionu Berlin Rafałowi Gikiewiczowi dwa gole. Jego nieprawdopodobna wręcz skuteczność zaskakuje i jeśli dłużej będzie zdobywał gole w takim tempie, to niewykluczone, że może nawet włączyć się do walki „Lewego” i Wernera o koronę króla strzelców.
Niemożliwe? Niekoniecznie. Haaland w tym sezonie już przebił Lewandowskiego w liczbie zdobytych bramek w rozgrywkach klubowych. W rundzie jesiennej w barwach RB Salzburg łącznie w 22 meczach zdobył 28 bramek, z tego 16 w lidze austriackiej, cztery w krajowym pucharze i osiem w Lidze Mistrzów. Warto przypomnieć, że po fazie grupowej Norweg jest wiceliderem klasyfikacji strzelców, za… Lewandowskim, który ma na koncie 10 trafień. Jeśli doliczymy mu siedem trafień w Bundeslidze, to wychodzi, że Haaland ma na koncie 35 bramek, zatem o dwie więcej od „Lewego”.
Zdumiewające, że Borussia Dortmund za transfer tak skutecznego napastnika zapłaciła austriackiemu klubowi zaledwie 20 mln euro. Inna sprawa, że w zamian działacze niemieckiego klubu zgodzili się ponoć na wpisanie do tzw. klauzuli odstępnego kwoty 75 mln euro. Za tyle będzie można norweskiego piłkarza wykupić, więc jeśli nie zatraci skuteczności, to zapewne długo miejsca w Bundeslidze nie zagrzeje.
Haaland od Lewandowskiego ma w Bundeslidze w tej chwili o 15 bramek mniej, ale bilansie sezonu już tak wiele mu nie ustępuje, bo jak już zostało wspomniane, w RB Salzburg strzelił jesienią 28 goli, a w tym roku dla Borussii siedem, czyli w sumie ma już na koncie 35 goli. Na tym polu ma zatem szansę na wygranie rywalizacji z polskim gwiazdorem Bayernu.
Piątek nadzieją Herthy
Strzelecki fart nie jest jednak rzeczą daną napastnikowi raz na zawsze. Tacy gracze, jak Leo Messi, Cristiano Ronaldo i Robert Lewandowski są w tym względzie wyjątkami, a jak trudno wskoczyć na ich poziom przekonał się boleśnie choćby Krzysztof Piątek. Po udanym dla niego poprzednim sezonie, w którym jesienią regularnie trafiał dla Genoi, a wiosną dla AC Milan, latem gdzieś jego skuteczność się ulotniła i w obecnych rozgrywkach Serie A zdobył tylko cztery bramki, w tym trzy z rzutów karnych. Rozczarowani jego grą szefowie mediolańskiego klubu zimą zatrudnili szwedzkiego weterana, 39-letniego Zlatana Ibrahimovicia, a Piątka wystawili na sprzedaż. Wedle medialnych spekulacji Polaka bardzo chciały pozyskać angielskie kluby, między innymi Tottenham, lecz ku zaskoczeniu wszystkich „Il Pistolero” ostatecznie wylądował w Herthcie Berlin. Wedle niemieckich mediów berliński klub zapłacił za jego transfer 22 mln euro plus bonusy, a wedle włoskich 27 mln euro plus bonusy. Tak czy owak nawet niższa kwota i tak była transferowym rekordem Herthy.
Nic dziwnego, że napastnik reprezentacji Polski został przez trenera berlińskiej drużyny Juergena Klinsmanna od razu rzucony do walki i Piątek już w miniony, nomen omen, piątek zaliczył blisko półgodzinny debiut w meczu z Schalke Gelsenkirchen (0:0). Został powitany przez fanów Herthy owacją i chociaż nie strzelił gola, to zebrał za swój krótki występ pochlebne recenzje. „Piątek, który trafił do Herthy w czwartek, na boisku był zwinny, aktywny i agresywny, a w 73. minucie był bardzo bliski zdobycia premierowej bramki” – ocenił występ 24-letniego polskiego napastnika branżowy tygodnik „Kicker”.
Obiektywnie rzecz ujmując nie było to jednak „wejście smoka” na miarę Erlinga Haalanda. Już mecz z Schalke dobitnie pokazał, że Piątek w Herthcie, z którą związał się 4,5-letnim kontraktem, będzie miał w rywalizacji o koronę króla strzelców niewielkie szanse nie tylko w tym sezonie, co jest oczywiste, ale też w kolejnych, bo berlińska drużyna znana jest z niedużej aktywności w ofensywie i ma na koncie najmniej celnych strzałów w lidze. Gra głównie z kontrataku, co być może pod wodzą trenera Klinsmanna, wybitnego przecież kiedyś napastnika, będzie powoli się zmieniało na bardziej odważne taktyczne schematy, ale na razie to odległa perspektywa. „O tym, czy Piątek jest w stanie regularnie strzelać gole, na razie za wcześnie przesądzać. W spotkaniu z Schalke nie potwierdził opinii specjalisty od zapewniania swojej drużynie zwycięstw 1:0 po jego trafieniach. Nie można go za to potępiać, bo musiał poradzić sobie z trudnościami związanymi z transferem i aklimatyzacją w nowym klubie, a poza tym musimy pamiętać, że wszedł z marszu do źle już wcześniej funkcjonującego zespołu” – napisał w komentarzu pomeczowym „Berliner Zeitung”.
Na kolejną okazje do gry Piątek nie będzie czekał długo, bo już w najbliższy wtorek ma wyjść w pierwszym składzie przeciwko Schalke w spotkaniu trzeciej rundy Pucharu Niemiec.
Kownacki nadal rozczarowuje
Wypada trzymać kciuki, żeby mu się w Herthcie powiodło, chociaż ten klub z dawnych czasów ma opinię wykańczalni dla polskich piłkarzy. Nie powiodło się tu kilku reprezentantom naszego kraju – Bartoszowi Karwanowi, Piotrowi Reissowi, Arturowi Wichniarkowi, Tomaszowi Kuszczakowi, a nawet Łukaszowi Piszczkowi, chociaż jemu akurat najmniej. Póki co Piątek może się jednak cieszyć pozycją najdroższego polskiego piłkarza kupionego przez niemiecki klub. Przed nim numerem 1 był 23-letni Dawid Kownacki, za którego Fortuna Duesseldorf latem ubiegłego roku zapłaciła Sampdorii Genua 7,5 mln euro. Był to rekordowy transfer w jej historii. Dzisiaj działacze tego klubu zaczynają pluć sobie w brodę, bo Kownacki zawodzi ich oczekiwania. W tym roku po nieudanym początku wylądował na ławce rezerwowych. W minioną sobotę w meczu z Eintrachtem Frankfurt (1:1) pojawił się na boisku dopiero na ostatnie 20 minut.
Trzeba zatem się cieszyć, że Lewandowski, chociaż trafił do Bundesligi z Lecha Poznań tylko za skromne 4,5 mln euro, jest dzisiaj już niekwestionowaną megagwiazdą niemieckiej ekstraklasy.

Liga Mistrzów: Pozostały trzy zespoły bez porażki

W 16 spotkaniach 3. kolejki Ligi Mistrzów strzelono 54 gole, co daje niezłą średnią 2,20 trafienia na jeden mecz. Królami polowania wśród strzelców goli byli tym razem Raheem Sterling (Manchester City) i Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain), zdobywcy hat-tricków. Wyróżnił się też Robert Lewandowski, który zaliczył dwa trafienia, ale furorę w mediach robi przewodzący w klasyfikacji snajperów z dorobkiem sześciu bramek 19-letni norweski napastnik RB Salzburg Erling Haaland.

O Lewandowskim w mediach rozpisywano się głównie dlatego, że strzelając dwa gole w wygranym przez Bayern 3:2 meczu z Olympiakosem Pireus podtrzymał nieprawdopodobną passę, zdobywając bramkę w 13 meczu z rzędu. W sumie kapitan reprezentacji Polski w tych trzynastu występach strzelił aż 18 goli, z czego w Lidze Mistrzów pięć. W klasyfikacji strzelców obecnych rozgrywek ten dorobek daje mu w tej chwili drugie miejsce, za rewelacyjnym norweskim nastolatkiem z RB Salzburg. Erling Braut Haland zaliczył trzy trafienia w spotkaniu z KRC Genk (6:2), jedną w meczu z FC Liverpool (3:4) i dwa w środowej potyczce z SSC Napoli (2:3).

Dobrych strzelców przybywa

Te osiągnięcia są imponujące także dlatego, że 19-letni napastnik w tym sezonie dopiero zadebiutował w tych elitarnych rozgrywkach, nic zatem dziwnego, że znudzone już trochę sławieniem starych mistrzów media rozpisują się o nowym talencie nawet z przesadnym entuzjazmem.

Pominąć dokonań „Lewego” jednak nie mogły, bo jego strzeleckie wyczyny są spektakularne. W tym roku Polak z łącznym dorobkiem 46 goli jest najskuteczniejszym snajperem w ligach europejskich i przewodzi w klasyfikacji „Złotego Buta” obecnego sezonu. Dwoma trafieniami w spotkaniu z Olympiakosem poprawił swój łączny dorobek w lidze Mistrzów do 58 i na liście wszech czasów zajmuje obecnie o piątą lokatę. Przed nim z 60 golami na koncie jest napastnik Realu Madryt Karim Benzema i z nim teraz pewnie kapitan naszej reprezentacji będzie się ścigał o czwartą pozycję w zestawieniu. Trzeci na liście Raul z 71 bramkami dla obu w tym sezonie jest jeszcze nie do przeskoczenia. Na wyprzedzenie Cristiano Ronaldo (127 goli) i Leo Messiego (113) nie mają szans, zwłaszcza że obaj gwiazdorzy wciąż grają i z pewnością swoje strzeleckie osiągnięcia jeszcze wyśrubują.

W tym sezonie Portugalczyk i Argentyńczyk na razie jednak snajperskimi statystykami nie imponują. W 3. kolejce CR7 zaliczył pod tym względem pusty przebieg, a w meczu Juventusu Turyn z Lokomotiwem Moskwa (2:1) w strzelaniu goli zastąpił go Argentyńczyk polskiego pochodzenia Paulo Dybala, autor obu goli dla turyńskiej jedenastki. Warto odnotować, że w tym spotkaniu wystąpiło dwóch reprezentantów Polski – w bramce Juventusu stał Wojciech Szczęsny, a w rosyjskim zespole do 83. minuty dzielnie walczył Grzegorz Krychowiak, mimo osłabienia po infekcji żołądkowej. Drugi z naszych zawodników w Lokomotiwie, Maciej Rybus, nie znalazł się w kadrze meczowej z powodu kontuzji.

Skoro już o naszych graczach mowa, w zespole SSC Napoli zagrał tylko Piotr Zieliński, a Arkadiusz Milik całe spotkanie z RB Salzburg (3:2) przesiedział na ławce rezerwowych. Ławę przez cały mecz grzał też Łukasz Piszczek w przegranej przez jego Borussię Dortmund 0:2 wyjazdowej potyczce z Interem Mediolan. Najlepsze recenzje z Polaków otrzymał za swój występ Lewandowski, który po raz kolejny w tym sezonie był najlepszym zawodnikiem Bayernu.
Bawarska drużyna wywiozła z Grecji komplet punktów, ale nie zachwyciła grą, natomiast doprowadziła swoich fanów do szewskiej pasji żenującymi błędami w obronie. Trener Niko Kovac znowu jest na cenzurowanym i niemieckie media wieszczą jego rychłą dymisję. Nerwowość jest zrozumiała, bo z czterech niemieckich zespołów największe szanse na odegranie znaczącej roli w obecnej edycji Ligi Mistrzów dawano Bayernowi.

Faworyci biją coraz mocniej

Szansy w wyjściowym składzie w końcu doczekał się Thomas Mueller, choć Kovac ustawił go na pozycji skrzydłowego, której Niemiec nie lubi. Ale mimo to miał on udział przy obu bramkowych akcjach Lewandowskiego, więc nie dziwi, że szefowie bawarskiego klubu nawet nie chcą słyszeć o jego odejściu. Ale Mueller twardo chce już zimą zmienić klub, bo rola rezerwowego jest dla niego nie do przyjęcia. Byłoby to spore osłabienie i tak już mocno przetrzebionego przez kontuzje monachijskiego zespołu, a przecież wiosną przyszłego roku Bayern czekają najważniejsze mecze w Lidze Mistrzów. Awans do 1/8 finału „Lewy” i spółka mają już de facto w kieszeni, bo po trzech kolejkach prowadzą w grupie B z kompletem punktów i przewagą pięciu „oczek” nad drugim Tottenhamem oraz sześciu na trzecią Crveną Zvezdą Belgrad.

W równie korzystnej sytuacji są jeszcze zespoły Manchesteru City i Paris Saint-Germain. Zespół Pepa Guardioli rozgromił Atalantę Bergamo 5:1, a paryżanie 5:0 Club Brugge. Bayern w trzech kolejkach zdobył 13 bramek i jest w tej chwili najskuteczniejszą drużyną w rozgrywkach. Dziesięć goli wbił rywalom Manchester City, a PSG dziewięć. Czyste konto bramkowe po stronie strat ma jednak tylko mistrz Francji, „The Citizens” stracili tylko jednego gola, a Bayern aż cztery. To pokazuje nad czym muszą popracować gracze bawarskiej jedenastki, jeśli chcą się liczyć w walce o triumf w obecnej edycji Champions League.

Przeżywające teraz chwile słabości zespoły Liverpoolu, Barcelony i Realu Madryt z pewnością za dwa-trzy miesiące wrócą do wielkiej formy, słabość przezwyciężą też z pewnością Juventus, Inter, Tottenham i Atletico. Prawdziwa walka zacznie się dopiero od 1/8 finału.