Niemieccy działacze też biorą w łapę

Kolejny skandal korupcyjny w niemieckim futbolu. Reinhard Grindel zrezygnował z posady prezydenta Niemieckiej Federacji Piłkarskiej (DFB) po tym, jak wyszło na jaw, że przyjął w prezencie od ukraińskiego milionera Hryhorija Surkisa bardzo drogi zegarek.

Niemiecki działacz zapewniał, że luksusowy zegarek otrzymany od ukraińskiego biznesmena jest wart około sześciu tysięcy euro, ale w mediach podawane są kwoty znacznie wyższe. Nie w wartości zegarka jednak rzecz, tylko w tym, że Grindel nie zgłosił go w oświadczeniu majątkowym, do czego był zobowiązany jako szef DFB. Co ciekawe, nawet nie próbował się z tego tłumaczyć. Stwierdził tylko krótko, że popełnił błąd i podał się do dymisji.

Grindel stał na czele niemieckiej federacji piłkarskiej od 2016 roku. Zastąpił na fotelu prezydenta DFB Wolfganga Niersbacha, który także zrezygnował ze stanowiska w atmosferze skandalu związanego z korupcją przy wyborze organizatora mundialu w 2006 roku. Warto wspomnieć, że UEFA przyznała Niemcom organizację Euro 2024.

Zdumiewa natomiast fakt, że żadnych konsekwencji nie poniósł Hrihorij Surkis, były prezydent ukraińskiej federacji, dzięki któremu Euro 2012 roku zostały zorganizowane w Polsce i na Ukrainie. Pewnie dlatego, że wciąż ma bardzo mocną pozycję w UEFA, a może zapas drogich zegarków.

 

Nikt nie chce zatrudnić farbowanego lisa

Były reprezentant Polski Eugen Polanski od czerwca pozostaje bez klubu. Piłkarz jest skłonny przyjąć ofertę nawet w egzotycznych krajach, tylko w Polsce grać nie chce, bo w Lotto Ekstraklasie za mało płacą. To już woli zakończyć karierę.

 

Eugen Polanski urodził się w Sosnowcu jako Bogusław Eugeniusz Polański. Jego ojciec był również piłkarzem występującym na poziomie polskiej III ligi[24]. W wieku trzech lat wyemigrował z rodzicami do Niemiec. Rodzina zamieszkała w miejscowości Viersen w pobliżu granicy z Holandią. Podczas wyrabiania nowych dokumentów w Niemczech, tamtejsi urzędnicy uznali, że nie ma niemieckiego odpowiednika imienia Bogusław, więc do nowych dokumentów wpisano Eugen jako odpowiednik jego drugiego imienia. Polanski ukończył niemieckie gimnazjum im. Erazma z Rotterdamu w Viersen, a następnie wyższą szkołę zawodową ekonomii i administracji w Moenchengladbach.

Do 2011 roku w publicznych wypowiedziach stanowczo twierdził, że chociaż urodził się w Polsce, to czuje się Niemcem i chciałby reprezentować barwy drugiej ojczyzny. Ale ponieważ jego usługami w kadrze Niemiec nie było zainteresowania, w 2011 roku zmienił zdanie, wystąpił o polski paszport i dostał powołanie od ówczesnego selekcjonera Franciszka Smudy. Nie był jedynym graczem pozyskanym w ten sposób dla reprezentacji, ale to jemu najczęściej przypisywano łatkę „farbowanego lisa”, przypominając jego wcześniejsze zapewnienia o przywiązaniu do Niemiec. Zagrał jednak w Euro 2012, potem znalazł się też w kadrze Waldemara Fornalika, a nawet Adama Nawałki, lecz w maju 2014 roku niespodziewanie ogłosił, że rezygnuje z dalszych występów w biało-czerwonych barwach. Potem tej decyzji żałował, przepraszał za krytyczne wypowiedzi i był gotów wrócić, lecz drzwi do polskiej kadry pozostały dla niego zamknięte.

Latem tego roku Polanskiemu wygasł pięcioletni kontrakt z Hoffenheim, a klub nie wyraził zainteresowania jego przedłużeniem. 32-letni środkowy pomocnik liczył, że szybko znajdzie nowego pracodawcę, lecz minęło kilka miesięcy, a on wciąż jest bezrobotny. Latem chęć jego zatrudnienia wyraziła Pogoń Szczecin, ale 19-krotny reprezentant Polski uznał, że byłaby to dla niego sportowa degradacja, skoro do tej pory w 1. Bundeslidze zaliczył 254 mecze i strzelił czternaście goli. Jeden sezon grał też w hiszpańskiej La Liga w barwach Getafe. Pewnie dlatego oczekuje gaży w wysokości 15 tys. euro tygodniowo netto. To jednak nie tylko dla polskich klubów stanowczo zbyt wygórowane żądanie.