Euro 2020/21: UEFA zaczyna rozdawać pieniądze

Im bliżej końca mistrzostw Europy, tym bardziej widać, że turniej przyniesie UEFA wizerunkową klęskę. Ale w kasie wszystko się zgadza i po imprezie do uczestników Euro 2020/21 popłyną grube miliony euro, a jak uczy praktyka nic tak nie tłumi pretensji, jak solidny zastrzyk gotówki.

Jeszcze przez rozpoczęciem europejskiego czempionatu znane były zasady premiowania uczestników turnieju. Za udział w imprezie każdy z 24 zespołów otrzymała taką samą kwotę – 9,25 mln euro. Dalej trzeba było już jednak podnosić pieniądze z trawy. Za zwycięstwo UEFA płacił premię w wysokości 1,5 mln euro, za remis 750 tys. euro. Tak więc reprezentacja Polski zarobiła w Euro 2020/21 równe 10 mln euro, bo na boisku jak wiadomo nasi piłkarze zarobili tylko 750 tys. euro za remis z Hiszpanią. W stawce 24 drużyn gorszy wynik osiągnęły jedynie zespoły Macedonii Północnej i Turcji, które wróciły do domu z kompletem porażek i ich federacje otrzymają tylko po 9,25 mln euro za udział.
Przed meczami półfinałowymi liderami pod względem zarobków byli Włosi – ich reprezentacja w drodze do 1/2 finału wygrała wszystkie pięć meczów, dzięki czemu konto piłkarskiej federacji tego kraju już na pewno powiększy się o kwotę 24 mln euro. Na drugim miejscu w zestawieniu są Anglicy z kwotą 23,25 mln euro, do czego przyczynili się Szkoci remisując z nimi w grupie 0:0. Kolejne miejsca na liście płac zajmują: Hiszpania (22,5 mln euro), Dania (21 mln euro), Belgia (19 mln euro), Czechy (16,75 mln euro), Szwajcaria (16,75 mln euro), Ukraina (16 mln euro), Holandia (15,75 mln euro), Szwecja (15 mln euro), Austria (14,25 mln euro), Francja (14,25 mln euro), Chorwacja (13,5 mln euro), Niemcy (13,5 mln euro), Portugalia (13,5 mln euro), Walia (13,5 mln euro), Finlandia (10,75 mln euro), Rosja (10,75 mln euro), Słowacja (10,75 mln euro) i Węgry (10,75 mln euro). Dalej są już wspomniane wcześniej ekipy Polski, Turcji i Macedonii Północnej. Łącznie UEFA przeznaczy na premie dla uczestników Euro 2020/21 354 mln euro, a do tej kwoty dojdzie jeszcze kolejne 10 dla zdobywcy mistrzowskiego tytułu i 7 mln euro dla zespołu pokonanego w finale.
UEFA rozdzieliła też ekwiwalent dla klubów za udział ich piłkarzy w turnieju. PKO Ekstraklasę w Euro 2020/21 reprezentowało tylko dziewięciu zawodników: czterech Polaków (Tymoteusz Puchacz z Lecha Poznań, Jakub Świerczok z Piasta Gliwice, Kacper Kozłowski z Pogoni Szczecin i Kamil Piątkowski z Rakowa Częstochowa), dwóch Słowaków (Lubomir Satka z Lecha i Dusan Kuciak z Lechii Gdańsk), jeden Chorwat (Josip Juranović z Legii Warszawa), jeden Czech (Tomas Pekhart z Legii) oraz jeden Fin (Robert Ivanov z Warty Poznań). Ekwiwalent zainkasuje zatem siedem klubów.
UEFA za udział zawodnika Euro 2020/21 płaci nierówno, bo kluby tzw. pierwszej kategorii dostaną ekwiwalent po 7231 euro za każdy dzień ich zawodnika na turnieju, kluby zakwalifikowane do kategorii drugiej po 4821 euro, zaś kluby najniższej, trzeciej kategorii, do której zaliczają się wszystkie polskie, po 2410 euro.
Premia uwzględniana jest od dnia przypadającego dwa tygodnie przed pierwszym występem danej reprezentacji i przestała być naliczana dzień po jej odpadnięciu z imprezy. W zdecydowanej większości przypadków były to 24 dni (dla kadr Polski, Słowacji i Finlandii), które odpadły po fazie grupowej, co przyniosło im 57 840 euro za każdego gracza.
Największym beneficjentem rekompensat od UEFA jest Legia Warszawa, bowiem obaj jej piłkarze występowali w drużynach, które przeszły do fazy pucharowej. 30 dni Josipa Juranovicia jest warte 72 300 euro, zaś 34 dni Tomasa Pekharta – 81 940 euro. W sumie mistrz Polski zainkasuje 154 240 euro. Cała pula nagród dla klubów PKO Ekstraklasy to 559 120 euro, czyli niewiele ponad 2,5 mln złotych. Szału nie ma, ale zawsze lepsze to, niż nic.

Euro 2020/21: Teraz Anglicy są faworytami

Anglia, Dania, Włochy i Hiszpania – te zespoły awansowały do półfinału tegorocznych mistrzostw Europy. Rewelacją turnieju są Duńczycy, którzy zaczęli turniej od dwóch porażek. Do miana faworytów czempionatu po wygranej 4:0 z Ukrainą urośli Anglicy, bo będą na stadionie Wembley gospodarzami trzech ostatnich meczów Euro 2020/21.

W rozegranym w sobotę na stadionie w Baku spotkaniu ćwierćfinałowym Dania pokonała reprezentację Czech 2:1. Gracze Kaspera Hjulmanda obie bramki zdobyli do przerwy, lecz po zmianie stron już nie byli tacy skuteczni i dynamiczni w ofensywie, co wykorzystali Czesi przejmując inicjatywę. Przewagę w drugiej części meczu zdołali jednak wykorzystać tylko raz, gdy po składnej akcji bramką zdobył Patrik Schick. Było to jego piąte trafienie w tym turnieju, dzięki czemu zrównał się w liczbie goli z liderem klasyfikacji strzelców Cristiano Ronaldo. Tak na marginesie, obaj napastnicy rywalizowali w latach 2018-2020 na włoskich boiskach, Portugalczyk w barwach Juventusu, a Czech w Sampdorii Genua i AS Roma. Schick przez cztery lata gry w Serie A zdobył tylko 18 goli, co przy dorobku Cristiano Ronaldo, który w lidze włoskiej przez trzy sezony zaliczył 81 trafień, nie robi żadnego wrażenia. Ostatni sezon 25-letni Schick spędził w Bayerze Leverkusen, z którym latem 2020 roku podpisał pięcioletni kontrakt. Osiągnięciami strzeleckimi w Bundeslidze także nie zadziwiał, bo w 29 występach w ekipie „Aptekarzy” zdobył tylko 9 bramek, co przy dorobku Roberta Lewandowskiego (41 goli w 29 występach) wypada nader blado.
Do końca zmagań w turnieju Euro 2020/21 zostały do rozegrania jeszcze tylko trzy mecze, więc niewykluczone, że Cristiano Ronaldo i Patrik Schick utrzymają prowadzenie w klasyfikacji strzelców. Belgia odpadła po porażce z Włochami, więc mający na koncie cztery trafienia Romelu Lukaku już ich nie dogoni. Belgijski napastnik Interu Mediolan także na poziomie reprezentacyjnym będzie musiał uznać wyższość Portugalczyka, bo w Serie A przegrał z nim rywalizację o koronę króla strzelców (Ronaldo miał na koncie 29 trafień, a Lukaku 24). Belg na pożegnanie z Euro 2020/21 zdobył bramkę z rzutu karnego w przegranym 1:2 spotkaniu z Włochami i było to jego czwarte trafienie w tych mistrzostwach. Oprócz niego po cztery gole mają jeszcze Szwed Emil Forsberg (RB Lipsk) i Francuz Karim Benzema (Real Madryt).
Ten tercet swojego dorobku już jednak nie poprawi, ale mogą tego dokonać jeszcze Anglicy Harry Kane (Tottenham) i Raheem Sterling (Manchester City) oraz Duńczyk Kasper Dolberg (OGC Nice), którzy strzelili po trzy gole. Tyle samo na koncie mają jeszcze Lewandowski, Szwajcarzy Haris Seferović (Benfica Lizbona) i Xherdan Shaqiri (FC Liverpool) oraz Holender Georginio Wijnaldum (FC Liverpool.
Trener reprezentacji Belgii Roberto Martinez przed meczem z Włochami niedwuznacznie sugerował, że jego zdaniem Lukaku jest kandydatem do nagrody „Złotej Piłki” przyznawanej przez „France Football” oraz nagrody FIFA Best, a sam piłkarz narzekał na łamach hiszpańskiego dziennika „Marka”: „Lewandowski, Benzema czy Kane – o nich zawsze się mówi, że to napastnicy klasy światowej. O mnie nikt tak nie powiedział. Zawsze słyszałem tylko, że jestem w formie. A w dwóch ostatnich latach pokazałem, że to nie tylko dobra forma, tylko że ja należę do tej grupy. Potwierdziłem to także swoją grą na Euro 2020”.
Reprezentacja Belgii, która w rankingu FIFA zajmuje aktualnie pierwsze miejsce przed Francją i Brazylią, zawiodła oczekiwania, zatem Lukaku ma znikome szanse na zdobycie indywidualnych wyróżnień w tym sezonie, podobnie jak jego rodak Kevin de Brune, który wraz z Manchesterem City przegrał finał Ligi Mistrzów.
Tak więc na placu boju w wyścigu po indywidualne splendory za ten rok uczestniczą już tylko czołowi gracze z zespołów półfinalistów, czyli Anglii, Danii, Włoch i Hiszpanii. A w tym gronie zdecydowanie najmocniejsze nazwisko ma chyba kapitan angielskiej jedenastki Harry Kane. W 1/8 finału zdobył bramkę w spotkaniu z Niemcami (2:0), a w ćwierćfinałowym meczu z Ukrainą (4:0) trafił dwukrotnie i z trzema trafieniami na koncie dogonił w klasyfikacji najskuteczniejszego dotąd gracza „Synów Albionu” Raheema Sterlinga. Reprezentacja Anglii w starciu z Ukraińcami dała pokaz siły, a wiodącymi zawodnikami z ekipie trenera Garetha Southgate’a byli Luke Shaw i właśnie Harry Kane. Anglicy zdobyli cztery bramki w jednym meczu fazy pucharowej na dużym turnieju pierwszy raz od mistrzostw świata w 1966 roku, których byli gospodarzami. A w Euro 2020/21 także będą gospodarzami trzech najważniejszych spotkań – obie potyczki półfinałowe oraz wielki finał odbędą się na stadionie Wembley w Londynie. I ten fakt każe stawiać angielski zespół w roli faworyta.

Euro 2020/21: Zmiana układu sił w Europie

Włochy, Belgia, Hiszpania, Szwajcaria, Dania, Czechy, Ukraina i Anglia – te zespoły wywalczyły awans do ćwierćfinału mistrzostw Europy. W tym gronie nie ma żadnego półfinalisty poprzedniego turnieju (Francja, Niemcy, Portugalia, Walia), co zdarzyło się po raz pierwszy nie tylko w historii europejskiego czempionatu, ale w ogóle wielkich piłkarskich imprez.

Broniący mistrzowskiego tytułu Portugalczycy odpadli po wyrównanej walce z zespołem Belgii (0:1), zaś Włosi po dogrywce pokonali 2:1 Austrię. Te dwa wyniki są ważne o tyle, że Włosi i Belgowie są jedynymi zespołami z grona ćwierćfinalistów Euro 2016, którzy w tegorocznym czempionacie powtórzyli wynik i przebili się do tej fazy rozgrywek. Dla przypomnienia: pięć lat temu do 1/8 finału awansowały reprezentacje Szwajcarii, Polski, Chorwacji, Portugalii, Walii, Irlandii Północnej, Węgier, Belgii, Niemiec, Słowacji, Włoch, Hiszpanii, Francji, Irlandii, Anglii i Islandii. Do ćwierćfinału przebiły się ekipy Polski, Portugalii, Walii, Belgii, Niemiec, Włoch, Francji i Islandii, zaś do półfinału Portugalii, Walii, Niemiec i Francji. W finale Portugalia pokonała Francję 1:0.
W kolejnym turnieju dziwnym zrządzeniem losu w jednej grupie (F) spotkały się drużyny Portugalii, Niemiec, Francji (półfinaliści poprzedniej edycji turnieju) i Węgier (1/8 finału) nic zatem dziwnego, że grupę F nazwano „grupą śmierci” i prognozowano, że z niej wyłoni się nowy mistrz Europy. Tymczasem los zakpił z futbolowych ekspertów, bo wszystkie trzy zespoły, które awansowały z tej grupy do 1/8 finału, odpadły z turnieju już w tej fazie rozgrywek, co na wielkich piłkarskich imprezach nie zdarzyło się od ponad 70 lat. „Grupa śmierci” okazała się żartem słownym, niczym więcej.
Francuzi chcieli powtórzyć wyczyn swojej wielkiej drużyny z końca XX wieku, która w 1998 roku zdobyła na swoim terenie mistrzostwo świata, a dwa lata później dołożyła do tego triumf w mistrzostwach Europy rozgrywanych w Belgii i Holandii. Nic z tych planów nie wyszło. Ekipa trenera Didiera Deschampsa zawiodła kompletnie w meczu ze Szwajcarią, a najbardziej jej największa gwiazda – Kylian Mbappe. W efekcie Francja, wicemistrz Europy z 2016 roku i mistrz świata z 2018 roku, w turnieju Euro 2020/21 zakończyła swój udział już w 1/8 finału. Bezsprzecznie jest to największa sensacja imprezy.
Francuzi otwierają listę drużyn, które najbardziej w tegorocznym czempionacie rozczarowały, ale nie są na niej jedyni. Kolejne lokaty można śmiało przyznać: obrońcom mistrzowskiego tytułu Portugalczykom, wicemistrzom świata z 2018 roku Chorwatom, mistrzom świata z 2014 roku Niemcom, którzy pod wodzą kończącego pracę z kadrą tego kraju Joachima Loewa zaliczyli drugi z rzędu nieudany turniej (w MŚ 2018 w Rosji odpadli już po fazie grupowej), a także typowanym do walki o medale Holendrom. Rozczarowaniami mniejszego kalibru były natomiast nieudane występy zespołów Polski, Słowacji, Walii oraz Rosji i Turcji.
Ekipa Portugalii przed turniejem zapowiadała buńczucznie, że zamierza dorównać Hiszpanii z lat 2008-2012 i również zdobyć mistrzostwo Europy dwa razy z rzędu. Nie był to cel ponad miarę, bo trener Fernando Santos ma dzisiaj nawet silniejszą kadrę niż miał pięć lat temu. Niestety, nie potrafi należycie wykorzystać jej ofensywnego potencjału, co pokazał zwłaszcza przegrany 0:1 mecz 1/8 finału z Belgią. Łzy rozczarowania u Cristiano Ronaldo zostaną w pamięci kibiców, a kapitanowi portugalskiej ekipy na pocieszenie pozostała nadzieja, że pięć strzelonych przez niego goli zapewni mu chociaż tytuł króla strzelców Euro 2020. Szanse na to ma jednak niewielkie, bo tylko o jedno trafienie mniej ma Czech Patrik Schick, a o dwa Belg Romelu Lukaku, Szwajcar Haris Seferović i Anglik Raheem Sterling, których drużyny wciąż są w grze.
Niemcy chcieli zmazać plamę z mundialu w Rosji, ale Joachim Loew nie miał dobrego pomysłu na ten zespół. Piłkarzom ambicji i zaangażowania nie można odmówić, lecz to wystarczyło tylko na Portugalczyków, bo już nie na zespoły Francji, Węgier i zwłaszcza Anglii. Na Wembley niemiecki zespół był po prostu dużo słabszy od angielskiego, co jest smutną puentą dla 16-letniej rządów trenera Loewa, który zdobył wicemistrzostwo Europy w 2008 roku, trzeci miejsce na mundialu 2010 w RPA i triumfował w MŚ 2014 w Brazylii.
Ćwierćfinały bez zespołów Francji i Niemiec to rzadkość w futbolu. Ostatni raz tych ekip zabrakło w czołowej ósemce turnieju rangi mistrzowskiej podczas mundialu w 1950 roku. A to tylko dlatego, że w tych mistrzostwach obu tych reprezentacji po prostu nie było.
Możemy być jednak pewni, że zmiana układu sił do jakiej doszło w tegorocznym europejskim czempionacie, jest tylko chwilowa. Miejmy nadzieje, że w następnej imprezie do grona najlepszych ekip wrócą też Polacy.

Euro 2020/21: Mistrzowie świata za burtą turnieju

W ćwierćfinale mistrzostw Europy zabraknie broniących tytułu Portugalczyków, których za burtę turnieju wyrzucili Belgowie oraz największych faworytów imprezy Francuzów. Aktualnych mistrzów świata nieoczekiwanie po dogrywce i rzutach karnych wyeliminowali Szwajcarzy.

Dwa poniedziałkowe mecze 1/8 finału były emocjonującymi piłkarskimi widowiskami, obfitującymi w niesamowite zwroty akcji. W obu trzeba było zarządzić dogrywkę, a w spotkaniu Francja – Szwajcaria o zwycięstwie rozstrzygnął dopiero konkurs rzutów karnych. Po wygraniu „grupy śmierci” z Niemcami, Portugalią i Węgrami reprezentacja Francji była zdecydowanym faworytem do zwycięstwa w rozgrywanym na stadionie w Budapeszcie meczu ze Szwajcarią, trzecim zespołem w grupie A, za Włochami i Walia. Selekcjoner trójkolorowych Didier Deschamps był tak pewny wygranej, że zmienił ustawienie zespołu na grę trójką obrońców. To okazała się jednak koszmarną pomyłką, bo Francuzi w pierwszej połowie grali fatalnie, nie stworzyli ani jednej okazji bramkowej, a od 15. minuty przegrywali 0:1 gdy mający za sobą fatalny sezon w Barcelonie stoper Clement Lenglet nie upilnował Harisa Seferovicia.
Deschamps w przerwie wrócił do ustawienia z czwórką obrońców, a niemrawego Lengleta zastąpił Kingsleyem Comanem. To też nie była z jego strony trafiona decyzja personalna, bo Coman nie był w pełni sił, lecz mimo to nie chciał zmiany i jeszcze pyskował Dechampsowi, gdy ten w końcu w dogrywce wymienił go na Marcusa Thurama.
Po zmianie stron nakręceni pozytywnie Szwajcarzy mogli „dobić” rywali, bo Benjamin Pavard sfaulował Stevena Zubera w polu karnym i po interwencji VAR argentyński sędzia Fernando Rapallini podyktował dla nich w 54. minucie rzut karny. Ale Ricardo Rodriguez uderzył piłkę zbyt słabo i Hugo Lloris „jedenastkę” obronił. Podbudowani tym trójkolorowi ruszyli do natarcia i po dwóch golach Karima Benzemy objęli prowadzenie, które na 3:1 podwyższył Paul Pogba. Ale to jeszcze nie było „po meczu”, bo dla Szwajcarów ponownie gola strzelił Seferović, a w 90. minucie Mario Gavranović popisał się świetną indywidualną akcją i doprowadził do wyrównania i dogrywki. Dodatkowe pół godziny gry odebrało graczom obu drużyn resztki energii, ale o awansie do ćwierćfinału musiały rozstrzygnąć rzuty karne. Z dziesięciu piłkarzy, którzy strzelili z jedenastu metrów, bramkarza nie pokonał tylko Kylian Mbappe, za którego Paris Saint-Germain zapłacił AS Monaco 180 mln euro, a Real Madryt chce odkupić za ćwierć miliarda euro. Tym samym 23-letni gwiazdor francuskiej ekipy, którego tygodnik „France Football” już widział w glorii laureata tegorocznej nagrody „Złotej Piłki”, zakończył udział w mistrzostwach Europy bez żadnego trafienia. Ale wątpliwe by ten pokaz strzeleckiej niemocy jakoś znacząco osłabił jego transferową wartość. Ale na indywidualne nagrody Mbappe w tym roku nie ma co liczyć. „France Football” ma jednak jeszcze w odwodzie innego Francuza, N’golo Kante, który ma na koncie triumf z Lidze Mistrzów
z Chelsea Londyn.
Szwajcarzy w ćwierćfinale zagrają w Petersburgu z Hiszpanią i będzie to ciekawe starcie, bo hiszpańska ekipa na stadionie Parken w Kopenhadze dopiero po dogrywce wyeliminowała aktualnych wicemistrzów świata Chorwację 5:3. W historii mistrzowskich turniejów w meczach fazy pucharowej tylko raz zdarzyło, że padło więcej goli. Miało to miejsce w półfinale pierwszego europejskiego czempionatu, wtedy rozgrywanego jeszcze pod szyldem Ligi Narodów. 6 lipca 1960 roku w finałowym turnieju we Francji, na stadionie Parc des Princes w Paryżu Francja przegrała z Jugosławią aż 4:5. Kanonadę na siedem goli, także z udziałem ekipy Jugosławii, którą tworzyli wtedy już jednak tylko Serbowie i Czarnogórcy, oglądaliśmy w 2000 roku, kiedy to w ćwierćfinale Holandia pokonała ich aż 6:1, po trzech golach Patricka Kluiverta, dwóch Marca Overmarsa i samobójczym trafieniu Dejana Govedaricy. Tyle samo goli padło też na Euro 2016, kiedy w 1/4 finału Francja pokonała Islandię 5:2.
Reprezentacja Szwajcarii po raz pierwszy od 67 lat zagra w ćwierćfinale wielkiej imprezy. Trener Vladimir Petković prowadzi ekipę Helwetów od sierpnia 2014 roku. W Euro 2016 i na mundialu 2018 jego drużyna dochodziła do 1/8 finału, ale odpadała odpowiednio z Polską (1:1; k 4:5) oraz Szwecją (0:1). „Jestem dumny z tej drużyny, z tych 120 minut gry przeciwko mistrzom świata. Pokazaliśmy się z dobrej strony. Wprowadziliśmy małe zmiany w naszej grze po meczu z Turcją i przyniosły one odpowiedni rezultat” – ocenił występ swoich podopiecznych Petković w wypowiedzi dla oficjalnej strony internetowej szwajcarskiej federacji. My możemy Szwajcarom tylko pozazdrościć.

Euro 2020/21: Paulo Sousa pozostanie na stanowisku

Rywalizacja o mistrzostwo Europy wkroczyła w fazę pucharową. W 1/8 finału w spotkaniu z Walią objawił swoją moc „duński dynamit” – reprezentacja Danii wygrała aż 4:0, niemile natomiast zaskoczyli Włosi, którzy z trudem po dogrywce pokonali Austrię 2:1. A w Polsce trwa rozliczanie Paulo Sousy z nieudanego występu biało-czerwonych.

Oceniając występ reprezentacji Polski w mistrzostwach Europy wyłącznie przez pryzmat osiągniętego w imprezie rezultatu trudno wystawić jej choćby ocenę dostateczną, bo ostatnie miejsce w grupie z jednym zdobytym punktem to ewidentna porażka. Mówienie jednak o kompromitacji biało-czerwonych jest już grubą przesadą. Jeśli już o coś można mieć do naszych piłkarzy pretensje, to chyba tylko o to, że przegrali ze Słowacją (1:2) i Szwecją (2:3), zespołami bynajmniej nie lepszymi, a można nawet zaryzykować twierdzenie, że gorszymi. Nie zapominajmy, że drużynie Hiszpanii tylko Polacy potrafili strzelić gola, na dodatek prowadząc z nimi względnie wyrównaną grę, bo Szwedzi tylko cudem wywalczyli bezbramkowy remis mając w posiadaniu piłkę ledwie przez 15 procent czasu gry, zaś Słowacy dostali od Hiszpanów tęgie baty przegrywając aż 0:5.
Tak więc zamiast pretensji powinniśmy mieć do Paulo Sousy żal, że zbyt długo eksperymentował ze składem i przez to naszej narodowej drużynie w najważniejszych meczach zabrakło zgrania, czyli jedynego elementu w piłkarskim rzemiośle, w którym byli gorsi od Hiszpanów, Szwedów i Słowaków. Sporo pretensji można mieć też do portugalskiego szkoleniowca co do jego personalnych wyborów. Bartosz Bereszyński miał niebagatelny udział przy stracie czterech goli i tak na dobrą sprawę to już po pierwszym meczu ze Słowacją powinien zostać odesłany na boczny tor. Kamil Glik tylko groźnymi minami przypominał boiskowego wojownika, ale z cała pewnością nie był filarem linii defensywnej. Nie bez powodu w wielu analizach znalazł się w grupie „największych rozczarowań Euro 2020/21”. Podobnie jak Grzegorz Krychowiak, który obok Bereszyńskiego był najgorszym graczem w polskiej ekipie.
Prawda jest jednak dla naszych reprezentacyjnych graczy brutalna – jedynym z nich, który wrócił do domu z tarczą, był ich kapitan i lider Robert Lewandowski. Strzelając w turnieju trzy gole (jeden Hiszpanom i dwa Szwedom) „Lewy” uśmierzył wzbierającą już po meczu ze Słowacją falę krytyki i nie dał swoim antagonistom pola do obarczenia go całą winą z niepowodzenie. A potem do głosu doszli futbolowi statystycy i analitycy. No i na przykład branżowy serwis 90min.com orzekł, że najlepszym zawodnikiem fazy grupowej był… Lewandowski. Portal przedstawił swoje wyniki, opierając się na analizie danych serwisu Opta, zbierającego i analizującego dane meczowe oraz generujący na ich podstawie ocenę gry każdego zawodnika. Drugie miejsce w klasyfikacji zajął Belg Kevin De Bruyne, a trzecie bramkarz reprezentacji Finlandii Lukas Hradecky, a na dalszych pozycjach uplasowali się Romelu Lukaku (Belgia), Joakim Maehle (Dania) oraz Jordi Alba (Hiszpania).
W ocenach zespołowych biało-czerwoni już tak dobrze nie wypadli. W klasyfikacji generalnej turnieju po fazie grupowej Polska jest 21. w stawce 24 drużyn – słabsze były tylko zespoły Turcji, Macedonii Północnej i Szkocji. Z kolei pod względem liczby minut gry, w których przegrywali, nasi piłkarze są w ścisłej czołówce. Dłużej gonić wynik musieli tylko Turcy (179 minut) i… Niemcy (161). Broniąca tytułu Portugalia awansowała do 1/8 finału, choć w trzech meczach fazy grupowej była na prowadzeniu tylko przez 40 minut – najmniej spośród drużyn pozostających w grze o mistrzostwo Europy. Ciekawy jest też przypadek reprezentacji Węgier, która była na prowadzeniu przez 92 minuty, co jest 8. wynikiem na turnieju, a przegrywała tylko przez 6 (6. wynik Euro 2020), a i tak pożegnała się z mistrzostwami już po fazie grupowej. Najdłużej z prowadzenia cieszyli się Holendrzy (177), Włosi (152) i Anglicy (111). To trzy z pięciu zespołów, które w fazie grupowej nie przegrywała ani przez sekundę. Poza nimi w tym gronie są Hiszpanie i Szwedzi.
Paulo Sousa ma więc nad czym myśleć, bo już de facto wiadomo, że nadal będzie selekcjonerem reprezentacji Polski. Portugalczyk ma kontrakt do końca eliminacji mistrzostw świata, z opcją jego przedłużenie w przypadku awansu. Jeszcze panujący w PZPN prezes Zbigniew Boniek, na którego także zwaliła się potężna fala krytyki, twardo oświadczył, że jest z efektów pracy portugalskiego szkoleniowca zadowolony i nie zamierza go zwalniać z posady.
Taką samą deklarację składają też dwaj zgłoszeni już oficjalnie kandydaci w wyborach na nowego prezesa PZPN – Marek Koźmiński i Cezary Kulesza. A zatem wszystko wskazuje, że za dwa miesiące to Paulo Sousa powoła kadrę na wrześniowe mecze eliminacyjne do MŚ 2022 z Albanią, San Marino i Anglią. Na razie żaden z jego kadrowiczów nie ogłosił, że rezygnuje z dalszych występów w reprezentacji.

W Europie maleje zainteresowanie piłką nożną

W pięciu największych pod względem ludnościowym krajów Unii Europejskiej (Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania i Polska), mecz otwarcia turnieju Euro 2020 Włochy – Turcja obejrzało o 45 procent mniej kibiców niż inauguracyjne spotkanie poprzednich mistrzostw. Największy spadek liczby widzów odnotowano we Francji (z 14,5 do 5,1 mln), ale gorsze wyniki były też w Hiszpanii (z 4,5 do 1,7 mln) oraz w Polsce( z 7,8 do 2,7 mln widzów).

Eksperci twierdzą, że spadająca liczba odbiorców telewizyjnych transmisji z piłkarskich wydarzeń to skutek pandemii. Tendencja nie dotyczy tylko mistrzostw Europy. Ostatni finał Ligi Mistrzów między Chelsea Londyn a Manchesterem City był najmniej oglądanym w historii tych rozgrywek przez odbiorców w najludniejszych krajach Unii Europejskiej. Nawet na Wyspach Brytyjskich liczba widzów, którzy obejrzeli transmisję meczu dwóch przecież angielskich drużyn, spadła o 24 procent w porównaniu do 2019 rokiem, gdy w finale także wystąpiły dwa angielskie zespoły – FC Liverpool i Tottenhamem.
Z badań zachowań kibiców prowadzonych w ostatnich dwóch latach wynika, że w trakcie pandemii koronawirusa w świecie piłki nożnej uwypukliły się zjawiska już wcześniej odstręczające ludzi od tego sportu – rozpasana ponad miarę komercjalizacja, nadmiar meczów upychanych bez ładu i składu w rozdęty kalendarz telewizyjnych transmisji, a przede wszystkim powtarzalność zdarzeń, bo wciąż pokazywane są te same drużyny. Badacze tego zjawiska zauważają jednak, że pandemia nie jest przyczyną spadku zainteresowania piłką nożną, tylko katalizatorem, który przyspieszył już wcześnie narastające zjawisko zniechęcenia, jakie pojawiło się w kibicowskich kręgach w wyniku prób przekształcenia ich przez kluby i związki piłkarskie w biernych konsumentów skrojonych wedle schematu – przyjdź na stadion, kup kiełbaskę, coś wypij i wydaj trochę pieniędzy w sklepiku na gadżety, a potem wracaj do domu i nie rób kłopotu. To właśnie fani, którzy chcieli być aktywną częścią klubowej społeczności, najbardziej zrazili się do piłki nożnej w czasie pandemii i istnieją duże wątpliwości, czy wrócą na stadiony „na piwo i kiełbaskę.
Badania przeprowadzone na zlecenie Europejskiego Stowarzyszenia Klubów pokazują, że w najważniejszej grupie osób w wieku 16-24 lata – najważniejszej komercyjnie dla branży rozrywkowej – piłka nożna ma największy negatywny elektorat spośród wszystkich badanych grup wiekowych. Aż 13 procent osób z tego pokolenia piłki nożnej nienawidzi, a 27 procent w ogóle się nią nie interesuje. To największy tego typu odsetek ze wszystkich grup wiekowych. W tym samym badaniu okazało się, że 40 procent kibiców „coraz bardziej nudzi się na meczach”. Wygląda na to, że turniej Euro 2020 ma też zadanie przyciągnąć kibiców do piłki nożnej. To pierwszy wielki piłkarski turniej w pandemii, gdy kibice zasiądą na trybunach.

Euro 2020/21: Polacy grali jak nigdy, odpadli jak zwykle

W XXI wieku nasza piłkarska reprezentacja uczestniczył w siedmiu wielkich piłkarskich turniejach i tylko raz uniknęła kompromitacji wychodząc z grupy. Dokonała tego w 2016 roku we Francji, gdzie dotarła do ćwierćfinału. W tegorocznej edycji biało-czerwoni zajęli ostatnie miejsce w grupie z dorobkiem ledwie jednego punktu.

W sześciu z rozegranych w obecnym stuleciu wielkich turniejach reprezentacja Polski nie zdołała nawet wyjść z grupy. Paulo Sousa nie jest więc jedynym trenerem, któremu nie udało poprowadzić polskich piłkarzy do sukcesu. Przed nim nie potrafili tego dokonać: Jerzy Engel (MŚ 2002), Paweł Janas (MŚ 2006), Holender Leo Beenhaaker (Euro 2008), Franciszek Smuda (Euro 2012) i Adam Nawałka (MŚ 2018), który zarazem jest też jedynym szkoleniowcem z sukcesem na koncie (ćwierćfinał w Euro 2016). Statystyki są nieubłagane – w ostatnich dwóch dekadach nasza narodowa drużyna w mistrzostwach świata i Europy rozegrała 23 mecze, notując 5 zwycięstw, 7 remisów i 11 porażek. Bilans bramkowy – 18:31. W meczach o stawkę wygrała tylko na Euro 2016. We Francji Polacy pokonali w fazie grupowej Irlandię Północną (1:0) oraz Ukrainę (1:0). Poza tym wygrywali jedynie na pożegnanie turniejów (Polska – USA 3:1 w MŚ 2002, Kostaryka – Polska 1:2 w MŚ 2006 i Japonia – Polska 0:1 w MŚ 2018). Obiektywnie zatem rzecz oceniając, występ biało-czerwonych w Euro 2020/21 nie należy traktować jak kompromitację, tylko normę, bo przecież zakończył się rezultatem nie odbiegającym specjalnie od średniej. Biało-czerwoni tym razem wrócili jednak do domu bez jednego choćby zwycięstwa, przegrywając 1:2 ze Słowakami i 2:3 ze Szwedami oraz remisując 1:1 z najsilniejszą w grupie Hiszpanią. Co ciekawe, równie słabo nasza reprezentacja wypadła pod wodzą Leo Beenhaakera w Euro 2008, bo w tym turnieju także zdobyła tylko jeden punkt, ale strzeliła tylko jednego gola przy czterech straconych. To tylko dowodzi, że zatrudnianie za grube pieniądze cudzoziemskich trenerów nie daje żadnej gwarancji sukcesu. Prezes PZPN Zbigniew Boniek będzie więc musiał teraz przyjąć „na klatę” falę krytyki jaka na niego spadnie, bo to on samowładnie w styczniu tego roku dokonał roszady na stanowisku selekcjonera kadry,
zatrudniając Paulo Sousę na miejsce Jerzego Brzęczka.
Pomysł okazał się chybiony i wypadałoby panu prezesowi wystawić teraz za to chociaż jakiś rachunek. Wiadomo, że go nie zapłaci, bo za co prawda za półtora miesiąca straci posadę sternika polskiego futbolu, lecz w kwietniu wielkim nakładem środków i starań ponownie został wybrany do komitetu wykonawczego UEFA i na dodatek został jeszcze wiceprezydentem tej organizacji. Nikt rozsądny przez najbliższe cztery lata nie odważy się rozliczyć go za dziewięć lat autorytarnych rządów w polskim futbolu, ale w przypadku zdobycia władzy w PZPN przez obóz antagonistów Bońka oni w pierwszej kolejności mogą na złość „odstrzelić” właśnie Sousę. Jeden z poważniejszych przeciwników prezesa PZPN, Cezary Kucharski, wpisem w mediach społecznościowych podał argumenty: „Z Jerzym Brzęczkiem byłoby nudniej, nie byłoby tylu emocji, strzelilibyśmy i stracilibyśmy mniej bramek w fazie grupowej, ale byłby awans do 1/8. Szkoda straconej szansy. Nieprzemyślane wybory personalne prezesa PZPN miały kluczowe znaczenie”. Rzecz w tym, że nigdy się już nie dowiemy, czy nasza drużyna pod wodzą Brzęczka faktycznie osiągnęłaby więcej, ale już we wrześniu czekają ją kolejne mecze w eliminacjach mistrzostw świata. Kolejna zmiana selekcjonera raczej nie wchodzi w grę, nawet po zmianie władz PZPN, tym bardziej, że Sousa ma kontrakt do końca roku z opcją przedłużenie w przypadku wywalczenia awansu, a przecież na garnuszku związku jest jeszcze Brzęczek, któremu Boniek pod koniec ubiegłego roku przedłużył umowę do końca 2022 roku. Obaj będą kosztować polską federację grube miliony złotych, a żaden nie gwarantuje sukcesu.
A skoro o pieniądzach mowa… Piłkarze za awans do turnieju finałowego zarobili dla PZPN 9,25 mln euro, a wliczając z premię za remis z Hiszpanią i dotację UEFA na przygotowanie do turnieju wnieśli do kasy związku prawie 12 mln euro. Za miesiąc ciężkiej pracy nie dostaną jednak nawet centa, bo umowa była taka, że premie dostaną dopiero po awansie do 1/8 finału. Ciekawe, że Sousa, Brzęczek, Boniek i z setka innych jeszcze pieczeniarzy na liście płac PZPN swoich wypłat od wyniku reprezentacji nie ma uzależnionych. W tym kontekście apel prezesa Bońka do piłkarzy kadry po meczu ze Szwecją, żeby już zaczęli myśleć o awansie do MŚ 2022 w Katarze, był bezczelny. Dla nich to żaden interes, niestety…

Terminarz i wyniki Euro 2020/2021

GRUPA A

GRUPA A

  1. kolejka
    Turcja – Włochy 0:3
    Walia – Szwajcaria 1:1
  2. kolejka (środa, 16 czerwca)
    Turcja – Walia 0:2
    Włochy – Szwajcaria 3:0
  3. kolejka (niedziela, 20 czerwca)
    Szwajcaria – Turcja 3:1
    Włochy – Walia 1:0
  1. Włochy 3 9 7:0 awans
  2. Walia 3 4 3:2 awans
  3. Szwajcaria 3 4 4:5
  4. Turcja 3 0 1:8

GRUPA B

GRUPA B

  1. kolejka (sobota, 12 czerwca)
    Dania – Finlandia 0:1
    Belgia – Rosja 3:0
  2. kolejka
    Finlandia – Rosja 0:1
    Dania – Belgia 1:2
  3. kolejka (poniedziałek, 21 czerwca)
    Rosja – Dania 1:4
    Finlandia – Belgia 0:2
  1. Belgia 3 9 7:1
  2. Dania 3 3 5:4
  3. Finlandia 3 3 1:3
  4. Rosja 3 3 2:7

GRUPA C

GRUPA C

  1. kolejka (niedziela, 13 czerwca)
    Austria – Macedonia Północna 3:1
    Holandia – Ukraina 3:2
  2. kolejka (czwartek, 17 czerwca)
    Ukraina – Macedonia Północna 2:1
    Holandia – Austria 2:0
  3. kolejka (poniedziałek, 21 czerwca)
    Macedonia Płn. – Holandia 0:3
    Ukraina – Austria 1:3
  1. Holandia 3 9 8:2
  2. Austria 3 6 4:3
  3. Ukraina 3 3 4:5
  4. Macedonia 3 0 2:8

Grupa D

  1. kolejka
    Anglia – Chorwacja 1:0
    Szkocja – Czechy 0:2
  2. kolejka (piątek, 18 czerwca)
    Chorwacja – Czechy 1:2
    Anglia – Szkocja 0:0
  3. kolejka (wtorek, 22 czerwca)
    Chorwacja – Szkocja (Glasgow, 21:00)
    Czechy – Anglia (Londyn, 21:00)
  1. Czechy 2 4 3:1
  2. Anglia 2 4 1:0
  3. Chorwacja 2 1 1:2
  4. Szkocja 2 1 0:2

GRUPA E

  1. kolejka (poniedziałek, 14 czerwca)
    Polska – Słowacja 1:2
    Hiszpania – Szwecja 0:0
  2. kolejka
    Szwecja – Słowacja 1:0
    Hiszpania – Polska 1:1
  3. kolejka (środa, 23 czerwca)
    Słowacja – Hiszpania (Sewilla, 18:00)
    Szwecja – Polska (Petersburg, 18:00)
  1. Szwecja 2 4 1:0
  2. Słowacja 2 3 2:2
  3. Hiszpania 2 2 1:1
  4. Polska 2 1 2:3

GRUPA F

  1. kolejka (wtorek, 15 czerwca)
    Węgry – Portugalia 0:3
    Francja – Niemcy 1:0
  2. kolejka (sobota, 19 czerwca)
    Węgry – Francja 1:1
    Portugalia – Niemcy 2:4
  3. kolejka (środa, 23 czerwca)
    Portugalia – Francja (Budapeszt, 21:00)
    Niemcy – Węgry (Monachium, 21:00)
  1. Francja 2 4 2:1
  2. Portugalia 2 3 5:4
  3. Niemcy 2 3 4:3
  4. Węgry 2 1 1:4

Sobota, 26 czerwca

  1. 2A – 2B (18:00, Amsterdam)
  2. 1A – 2C (21:00, Londyn)
    Niedziela, 27 czerwca
  3. 1B – 3A/3D/3E/3F
    (21:00, Sewilla)
  4. 1C – 3D/3E/3F
    (18:00, Budapeszt)
    Poniedziałek, 28 czerwca
  5. 2D – 2E (18:00, Kopenhaga)
  6. 1F – 3A/3B/3C
    (21:00, Bukareszt)
    Wtorek, 29 czerwca
  7. 1E – 3A/3B/3C/3D
    (21:00, Glasgow)
  8. 1D – 2F (18:00, Londyn);
    TERMINARZ 1/4 FINAŁU:
    Piątek, 2 lipca
    I. zwycięzca 6 – zwycięzca 5 (18:00, Petersburg)
    II. zwycięzca 3 – zwycięzca 2 (21:00, Monachium)
    Sobota, 3 lipca
    III. zwycięzca 7 – zwycięzca 8 (21:00, Rzym)
    IV. zwycięzca 4 – zwycięzca 1 (18:00, Baku)
    TERMINARZ 1/2 FINAŁU:
    Wtorek, 6 lipca
    Zwycięzca I – zwycięzca II (21:00, Londyn)
    Środa, 7 lipca
    zwycięzca IV – zwycięzca III (21:00, Londyn)
    FINAŁ EURO 2020:
    Niedziela, 11 lipca
    (21:00, Londyn)

Euro 2020/21: UEFA ma problem z homofobami

Reprezentacja Węgier zachwyca ambitną postawą w rywalizacji z wyżej notowanymi rywalami, Francją, Portugalią i Niemcami, ale światowe media większą uwagę poświęcają homofobicznym incydentom do jakich dochodzi na trybunach stadionu w Budapeszcie, jedynego podczas Euro 2020/21 obiektu wypełnionego w stu procentach publicznością.

Po meczu Francja – Węgry, zakończonym sensacyjnym remisem 1:1, angielski „Daily Mail” napisał, że pod adresem ciemnoskórych graczy zespołu Francji – Paula Pogby, Ngolo Kante czy Kyliana Mbappe węgierscy kibice kierowali rasistowskie okrzyki, a także imitowali tzw. małpie odgłosy. Dlatego wyczulona na takie zachowania UEFA wszczęła w tej sprawie dochodzenie. W telewizyjnej transmisji nie było to słyszalne, ale wiele osób pracujących przy obsłudze meczu, między innymi fotoreporterzy i dziennikarze, twierdziło, że docierały do nich z trybun odgłosy przypominające dźwięki wydawane przez małpy. Sprawę opisał także francuski dziennik „L’Equipe”, a do UEFA dotarł też raport od stowarzyszenia FARE zajmującego się wszelkimi przejawami dyskryminacji.
Z wstępnych ustaleń wynika, że sprawcami tych incydentów byli węgierscy ultrasi zorganizowani pod szyldem neonazistowskiej organizacji „Carpathian Brigade”. Jej członkowie dali się poznać już wcześniej, ż ulicznych protestów przeciwko akcji „Black Lives Matter”, żądając wprowadzenia zakazu klękania przez sportowców w trakcie odgrywania hymnów państwowych. „Wspaniale było oglądać wypełnioną przez komplet publiczności Puskas Arenę, znowu przeżyć ogłuszający hałas, jaki wywołuje taki tłum wiwatujących fanów, ale powrót kibiców na stadiony to miecz obosieczny. Nawet jeśli w Budapeszcie rasiści stanowili tylko margines publiczności, to nie można przejść obojętnie wobec ich ksenofobicznych zachowań” – napisano na stronie internetowej radia Europe 1. Rozgłośnia przypomniała, że UEFA rozważa przeniesienie finału Euro z Londynu do Budapesztu, ale jeśli wszczęte śledztwo potwierdzi skandaliczne zachowania węgierskich fanów, raczej finałowego meczu do stolicy Węgier nie przeniesie.
Przy okazji europejskie media przypomniały incydent z wcześniejszego meczu Węgrów z Portugalią, podczas którego na trybunach pojawił się baner z homofobicznym hasłem „Anti-LMBTQ” (węgierski skrót LGBT). Zdjęcie z tym napisem wielokrotnie udostępniane było w mediach społecznościowych. UEFA na razie nie wydała komunikatu w tej sprawie, ale ukarać węgierską federację będzie musiała.
Zbyt wielki jest o tym szum w światowych mediach, a dyskusja o wydarzeniach na Węgrzech nie kończy się na możliwym obrażaniu czarnoskórych piłkarzy Francji. Jeszcze więcej kontrowersji, także w świecie sportu, wzbudziło uchwalone w zeszłym tygodniu przez węgierski parlament prawo zakazujące na Węgrzech rozpowszechniania informacji, które są uważane za promujące homoseksualizm lub niebinarne tożsamości płciowe, wśród osób poniżej 18 roku życia.
Kwestie ideologiczne są chyba zmorą dla działaczy UEFA nie gorszą od problemów z Covid-19. Podczas turnieju Euro 2020/21 nie brakuje symbolicznych gestów nawiązujących do polityki czy wspierających akcje społeczne. Część zespołów klęczy podczas odgrywania hymnów (na przykład Anglicy i Belgowie), a część tego nie robi (Holendrzy, Szkoci, Węgrzy, także Polacy), ale gdy Manuel Neuer założył kapitańską opaskę w barwach tęczy na znak solidarności ze społecznością LGBT, UEFA wszczęła dochodzenie kierując się wewnętrznym przepisem zabraniającym używania „politycznych symboli podczas meczu”.
Mimo medialnych spekulacji do nałożenia z tego powodu sankcji na piłkarz oraz niemiecką federację nie doszło. Działacze UEFA uznali, że lepiej jest im uznać tęczową opaskę Neuera za „symbol użyty w dobrej sprawie”, niż narazić się na opinii publicznej. Sam już jednak fakt, że gest niemieckiego bramkarz rozpatrywano w kategorii przewinienia pozostawił niesmak i spotkał się z ostrą krytyką w światowych mediach. „Już wszczęcie dochodzenia pozostawia głęboką rysę na wizerunku UEFA.
Burmistrz Monachium Dieter Reiter chce w środę podczas meczu Niemcy – Węgry podświetlić Allianz Arenę w kolorach tęczy, żeby wesprzeć tym gestem społeczność LGBT. Jeśli tak się stanie, UEFA będzie miała gigantyczny problem, bo trzymając się swoich przepisów będzie musiała nałożyć sankcje zarówno na Węgrów, za rasistowskie zachowania kibiców, jak i na Niemców za gest solidarności z ofiarami takich zachowań.
Ciekawe, jak szef UEFA Słoweniec Aleksander Ceferin wybrnie z tej patowej sytuacji…

Euro 2020/21: Polacy muszą w środę wygrać ze Szwedami

Reprezentacja Polski w swojej ostatniej potyczce w fazie grupowej mistrzostw Europy zagra w środę w Petersburgu z drużyną Szwecji, która ma już zagwarantowany awans do 1/8 finału. Stało się tak dzięki korzystnym dla niej wynikom w grupach B i C (wygrane Austrii z Ukrainą, Belgii z Finlandią i Danii z Rosją). Biało-czerwonym awans zapewni tylko zwycięstwo.

Ekipa trenera Paulo Sousy dzięki remisowi z Hiszpanią (1:1) prolongowała swoje szanse na awans do fazy pucharowej Euro 2020/21. Jeden z możliwych scenariuszy zakładał, że biało-czerwonym promocję z trzeciego miejsca do 1/8 finału może zapewnić nawet remis w ostatnim spotkaniu w fazie grupowej ze Szwecją. Ale po rozegranych w niedzielę meczach stało się jasne, że żaden zespół z dwoma punktami na koncie nie ma już szans na wyjście z grupy (Polska mogła zająć trzecie miejsce z dwoma punktami, gdyby zremisowała ze Szwecją, a Hiszpania przegrałaby ze Słowacją, bo wtedy decydowałby bilans bramkowy).
Szwedzi już nie muszą się szarpać
Rozstrzygnięcia w niedzielnych potyczkach w grupach B i C ten scenariusz wyeliminowały. Wyniki tak się ułożyły, że Szwedzi jeszcze przed środowym spotkaniem z Polską mogli być już pewni awansu do 1/8 finału. Sprawę na korzyść ekipy „Trzech Koron” przesądziły zwycięstwa Belgii nad Finlandią (2:0) i wygrana Danii z Rosją (4:1), bo to oznaczało, że Szwecja mając już cztery punkty po dwóch meczach nawet przegrywając z Polską i kończąc rywalizację w grupie E na trzeciej pozycji, na pewno wyprzedzi Ukrainę oraz Finlandię. A jak wiadomo z sześciu drużyn, które zajmą w grupach trzecie lokaty, do 1/8 finału awansują cztery z najlepszym dorobkiem.
Szwedzi nie zagrają zatem w środę przeciwko reprezentacji Polski z nożem na gardle. Na pewno jednak nie odpuszczą spotkania, bo wciąż mają o co walczyć – wygrana z Polską zapewni im pierwsze miejsce w grupie i perspektywę trafienia na łatwiejszego rywala w fazie pucharowej. W poniedziałek poznaliśmy już pierwsze pary 1/8 finału – Włosi o ćwierćfinał zagrają z Austrią, a Walijczycy z Duńczykami.
Jeśli nasza drużyna wygra ze Szwecją, wówczas na pewno awansuje do 1/8 finału bez względu na wynik starcia Hiszpanów ze Słowacją, które również rozpocznie się w środę o godzinie 18:00. Może nawet zając pierwsze miejsce, o ile wysoko pokona Szwedów, a Hiszpanie zremisują ze Słowacją. Wtedy Polska, Szwecja i Słowacy będą miały po cztery punkty i wówczas będzie decydowała tzw. mała tabela. Każdy inny wynik eliminuje biało-czerwonych z turnieju.
Łatwo jednak nie będzie, ale po remisie z Hiszpanią wiara polskich kibiców w biało-czerwonych odżyła. Trener ekipy „Trzech Koron” Janne Andersson w wypowiedzi udzielonej dla portalu meczyki.pl rozwiał jednak nadzieje, że jego zespół po uzyskaniu awansu potraktuje mecz z Polakami ulgowo. Szkoleniowiec zapewnił, że jego gracze najwięcej uwagi poświęcą najlepszemu polskiemu piłkarzowi, czyli Robertowi Lewandowskiemu. „Nie możemy zrobić inaczej, bo zlekceważenie go choćby na ułamek sekundy może oznaczać dla nas surową karę. W tym roku przekonało się o tym mnóstwo zespołów. Lewandowski to zawodnik światowej klasy” – nie kryje uznania dla kapitana biało-czerwonych selekcjoner reprezentacji Szwecji.
Polacy rzadko wygrywali ze Szwecją
W środowej potyczce faworytem będzie jednak ekipa „Trzech Koron”, nie tylko dlatego, że biało-czerwoni po raz ostatni pokonali ją w meczu o stawkę 47 lat temu, podczas pamiętnych dla nas mistrzostw świata 1974 w RFN. Mecz w Petersburgu będzie dla obu zespołów już 27. pojedynkiem w historii. Bilans dotychczasowych spotkań nie jest jednak korzystny dla Biało-czerwonych, którzy odnieśli tylko osiem zwycięstw. Reprezentacja Szwecji ma na swoim koncie 14 zwycięstw, a cztery spotkania zakończyły się wynikami remisowymi. Nasza drużyna ostatnie zwycięstwo odniosła w towarzyskim meczu w sierpniu 1991 roku, wygrywając na stadionie w Gdyni 2:0. Ale Polacy i Szwedzi dawno ze sobą nie grali, bo ostatni raz obie drużyny zmierzyły się 5 czerwca 2004 roku w towarzyskim starciu w Sztokholmie, zakończonym zwycięstwem gospodarzy 3:1.
Przed Euro 2020/21 Szwedzi rozegrali w tym roku cztery mecze. W eliminacjach MŚ 2022 pokonali Gruzję 1:0 i Kosowo 3:0, a w czerwcowych sparingach Finlandię 2:0 i Armenię 3:1. W dwóch rozegranych już w turnieju spotkaniach zagrali w takich składach. Z Hiszpanią (0:0): Robin Olsen – Mikael Lustig (75. Emil Krafth), Victor Lindeloef, Marcus Danielson, Ludwig Augustinsson – Sebastian Larsson, Kristoffer Olsson (84. Jens Cajuste), Albin Ekdal, Emil Forsberg (84. Pierre Bengtsson) – Marcus Berg (69. Robin Quaison), Alexander Isak (69. Viktor Claesson); a ze Słowacją (1:0): Olsen – Lustig, Lindelof, Danielson, Augustinsson (88’ Bengtsson) – Forsberg (93’ Krafth), Ekdal (88’ Svensson), Olsson (64’ Claesson) , Larsson – Isak, Berg (64’ Quaison).
Reprezentację Polski czeka trudne zadanie, chociaż w rankingu FIFA oba zespoły zajmują lokaty w okolicach 20. miejsca, co powinno sugerować zbliżony poziom sportowy. Ale jak jest z tym naprawdę, przekonamy się w środę.

Kadra Szwecji
Bramkarze: 1. Robin Olsen (Everton, Anglia), 12. Karl-Johan Johnsson (FC Kopenhaga, Dania), 23. Kristoffer Nordfeldt (Genclerbirligi, Turcja);
Obrońcy: 6. Ludwig Augustinsson (Werder Brema, Niemcy), 5. Pierre Bengtsson (Vejle, Dania), 24. Marcus Danielsson (Dalian Professional FC, Chiny), 4. Andreas Granqvist (Helsinborgs IF), 14. Filip Helander (Rangers FC, Szkocja), 18. Pontus Jansson (Brentford FC, Anglia), 16. Emil Krafth (Newcastle United, Anglia), 3. Victor Lindelof (Manchester United, Anglia), 2. Mikael Lustig (AIK Solna);
Pomocnicy: 26. Jens-Lys Cajuste (FC Midtjylland, Dania), 17. Viktor Claesson (FK Krasnodar, Rosja), 8. Albin Ekdal (Sampdoria Genua, Włochy), 10. Emil Forsberg (RB Lipsk, Niemcy), 21. Dejan Kulusevski (Juventus Turyn, Włochy), 7. Sebastian Larsson (AIK Solna), 20. Kristoffer Olsson (FK Krasnodar, Rosja), 15. Ken Sema (Watford, Anglia), 19. Mattias Svanberg (FC Bologna, Włochy), 13. Gustav Svensson (Guangzhou City, Chiny);
Napastnicy: 9. Marcus Berg (FK Krasnodar, Rosja), 11. Alexander Isak (Real Sociedad, Hiszpania), 25. Jordan Larsson (Spartak Moskwa, Rosja), 22. Robin Quaison (FSV Mainz, Niemcy).

Kadra Polski
Bramkarze: 1. Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy), 12. Łukasz Skorupski (FC Bologna, Włochy), 22. Łukasz Fabiański (West Ham United, Anglia);
Obrońcy: 2. Kamil Piątkowski (Red Bull Salzburg, Austria), 3. Paweł Dawidowicz (Hellas Werona, Włochy), 4. Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), 5. Jan Bednarek (FC Southampton, Anglia), 13. Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), 15. Kamil Glik (Benevento Calcio, Włochy), 18. Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), 25. Michał Helik (FC Barnsley, Anglia), 26. Tymoteusz Puchacz (Union Berlin, Niemcy);
Pomocnicy: 6. Kacper Kozłowski (Pogoń Szczecin), 8. Karol Linetty (AC Torino (Włochy), 10. Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), 14. Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), 16. Jakub Moder (Brighton&Hove Albion, Anglia), 17. Przemysław Płacheta (Norwich City, Anglia), 19. Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), 20. Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), 21. Kamil Jóźwiak (Derby County, Anglia);
Napastnicy: 9. Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), 11. Karol Świderski (PAOK Saloniki, Grecja), 23. Dawid Kownacki (Fortuna Dueseldorf, Niemcy), 24. Jakub Świerczok (Piast Gliwice).