Zagrają z Rosją i Brazylią

Nasi siatkarze po niedzielnym meczu z Włochami (3:0) przeprowadzili się z Fukuoki do Hiroszimy, gdzie rozegrają pozostałe sześć spotkań w Pucharu Świata. Po pięciu kolejkach reprezentacja Polski zajmuje w turnieju trzecią lokatę, za Brazylią i Stanami Zjednoczonymi. W środę 9 października w kolejnym spotkaniu przeciwnikiem biało-czerwonych będzie reprezentacja Rosji.

Polacy po rozegraniu pięciu z 11 meczów mają na koncie cztery zwycięstwa i porażkę. W turniejowych statystykach żaden z polskich siatkarzy nie znajduje się jednak w ścisłej czołówce, ale na to wpływ ma fakt, że trener Vital Heynen sporo rotuje składem. Jedynym naszym siatkarzem, który w indywidualnych statystykach na swojej pozycji mieści się w czołowej dziesiątce, jest rozgrywający Fabian Drzyzga. Liderem na tej pozycji jest Argentyńczyk Matias Sanchez.

Z kolei najlepszym blokującym w polskim zespole jest Bartosz Kurek. Atakujący, który osiem razy punktował blokiem, ma średnią na seta 0,44, co daje mu 12. lokatę w turnieju. O pięć pozycji niżej znajduje się przyjmujący Wilfredo Leon, który zdobył w ten sposób sześć punktów (średnia 0,33). W tym elemencie gry najlepszy jest rosyjski środkowy Iwan Jakowlew (21 pkt i średnia 1,0). Najlepszym serwującym w ekipie biało-czerwonych jest Leon. Kubańczyk w polskich barwach posłał sześć asów i ze średnią 0,33 na seta plasuje się na 13. pozycji. Najlepszy pod tym względem jest Brazylijczyk Alan Souza, który zdobył 11 punktów bezpośrednio z zagrywki i ma średnią 0,65. Leon jest zaś 19. wśród najlepiej punktujących. Jego dorobek to 56 zdobytych punktów, z których 44 zdobył atakiem, a po sześć blokiem i z zagrywki. Na czele tego zestawienia także jest Souza, który ma 81 pkt – 66 zdobytych atakiem, cztery blokiem i 11 za sprawą asów serwisowych.

Bartosz Kwolek zajmuje 18. miejsce wśród przyjmujących ze skutecznością 49,35 procent. Liderem jest Luke Perry – 75 procent. Australijski libero przoduje również w obronie – ma średnią 2,20 na seta. W drużynie mistrzów świata najwyżej, ale dopiero na 35. miejscu, jest Bartosz Kurek – 0,94. Trochę wyżej jest natomiast w klasyfikacji atakujących – ze skutecznością 40,58 procenta zajmuje 28. lokatę. Pierwszy jest w tym elemencie gry Argentyńczyk Agustin Loser – 65,35 procent.

Reprezentacja Polski jeszcze nigdy nie zdobyła Pucharu Świata. Drugie miejsce wywalczył w 1965 i 2011 roku, a trzecie w poprzedniej edycji cztery lata temu.

Terminarz gier reprezentacji Polski
(godziny wg. czasu polskiego)
Rozegrane mecze:
Polska – Tunezja 3:0; Polska – Japonia 3:1; Polska – USA 1:3; Polska – Argentyna 3:1; Polska – Włochy 3:0.
Mecze do rozegrania:
Polska – Rosja, 9 października, godz. 8:00;
Polska – Egipt, 10 października, 5:30;
Polska – Australia, 11 października, 5:30;
Polska – Brazylia,13 października, 8:00;
Polska – Kanada, 14 października, 5:30;
Polska – Iran, 15 października, 5.30.

Tabela Pucharu Świata:
M    Z-P   Pkt Sety
1. Brazylia         5     5-0   15   15:2
2. USA               5    4-1   13   14:5
3. Polska           5     4-1   12   13:5
4. Japonia         5     3-2     9   10:7
5. Rosja             5     3-2     9   11:10
6. Egipt             5     2-3     7   10:11
7. Argentyna     5     2-3    6   10:12
8. Iran               5     2-3    6     9:11
9. Kanada         5     2-3    5     9:12
10. Włochy       5     2-3    5     7:11
11. Australia     5     1-4    2     6:14
12. Tunezja       5     0-5    0    1:15

 

Jedna porażka w pięciu meczach

Polscy siatkarze mają już za sobą pięć meczów w rozgrywanym w Japonii Pucharze Świata. Biało-czerwoni wygrali cztery z nich: z Tunezją 3:0, Japonią 3:1, Argentyną 3:1 i Włochami 3:0, zaś spotkanie z ekipą USA przegrali 1:3. Czekają ich jeszcze potyczki z Rosją, Egiptem, Australią, Brazylią, Kanadą i Iranem.

Po dość łatwych wygranych z Tunezyjczykami i Japończykami, w trzeciej serii spotkań ekipie Vitala Heynena przyszło stoczyć walkę z przeciwnikiem z najwyższej światowej półki, czyli reprezentacją Stanów Zjednoczonych. Na ten mecz belgijski szkoleniowiec miał już do dyspozycji wszystkich powołanych na ten turniej graczy, bo do Japonii dojechała też reszta kadrowiczów z ekipy walczącej w mistrzostwach Europy. Heynen mógł zatem po raz pierwszy wystawić do gry w oficjalnym meczu najlepszego gracza ubiegłorocznych mistrzostw świata Bartosza Kurka oraz uważanego na najlepszego siatkarza na świecie Wilfredo Leona. Kubańczyk zaczął spotkanie w pierwszej szóstce, a Kurek jako zmiennik.

Kibice siatkówki w Polsce od dawna czekali na moment, gdy ci dwaj wybitni gracze wystąpią razem, bo w powszechnym mniemaniu ten duet ma nam zapewnić w przyszłym roku złoty medal olimpijski w Tokio. Dlatego porażkę z Amerykanami przejęto nad Wisłą z niekłamanym rozczarowaniem. Biało-czerwoni postawili się rywalom dopiero w trzeciej partii i tylko w tej. Trzy pozostałe przegrali raczej bezdyskusyjnie. Kurek miał 50 procent skuteczności w ataku po pierwszych trzech setach, Leon 67 procent. Po ostatniej partii te wskaźniki u obu graczy spadły – Kurkowi do 42, a Leonowi do 64 procent, ale i tak były znacznie lepsze niż w decydujących spotkaniach mistrzostw Europy. Za to poziom przyjęcia był znacznie gorszy, a ponadto Amerykanie zagrali niewiarygodnie skutecznie w obronie. Nie ulega jednak wątpliwości, że z Kurkiem i Leonem w najwyższej formie złoty medal może okazać się dla biało-czerwonych osiągalnym celem.

W sobotę biało-czerwoni poskromili zespół Argentyny, który wcześniej pokonał sensacyjnie ekipę USA, zaś w niedzielę nasi siatkarze stanęli w Fukuoce do walki z aktualnymi wicemistrzami olimpijskimi Włochami. Nie była to jednak równa walka, bo trener włoskiej drużyny Gianlorenzo Blengini na turniej do Japonii nie zabrał wielu kluczowych graczy, m.in. Filippo Lanzy, Osmany Juantoreny, Iwana Zajcewa, Simone Giannelliego, co musiało odpić się na wynikach.

Przystępując do meczu z Polakami Włosi mieli już na koncie dwie porażki – z Japonią i USA. W tym meczu we włoskich barwach zadebiutował znany w Polsce z występów w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle Holender 32-letni rozgrywający Holender Dick Kooy, który w 2016 roku rozpoczął starania o włoskie obywatelstwo i zgodę na zmianę barw narodowych. Biało-czerwoni zagrali z Włochami w składzie: Komenda, Śliwka, Kochanowski, Kurek, Leon, Kłos, Zatorski (libero) oraz Drzyzga, Muzaj, Szalpuk. Wygrali bez większych problemów 3:0 (25:18, 25:18, 25:22).

Kolejne spotkanie nasza drużyna zagra dopiero w środę, a jej przeciwnikiem będzie zespół Rosji. Po pięciu seriach gier jedynym niepokonanym zespołem w stawce 12 ekip jest Brazylia (pięć zwycięstw, 15 pkt, sety 15:2) która oczywiście jest na czele tabeli. Drugie miejsce zajmuje drużyna USA (cztery zwycięstwa i jedna porażka, 13 pkt, sety 14:5), a Polska z bilansem 4-1, 12, 13:5 jest na trzeciej pozycji. Najbliższy rywal biało-czerwonych, Rosja, zajmuje 4. lokatę z dwoma porażkami na koncie, 9 pkt i bilansem setów 11:10.

 

Teraz powalczą o Puchar Świata

Nasi siatkarze nie narzekają na brak zajęcia. Ledwie skończyli w Paryżu mistrzostwa Europy, a już zaczęli zmagania w rozgrywanym w Japonii Pucharze Świata. Na szczęście trener Vital Heynen ma do dyspozycji 24 zawodników wysokiej klasy, dlatego w pierwszym meczu turnieju biało-czerwoni bez brązowych medalistów EuroVolley 2019 wygrali z Tunezją 3:0.

Reprezentacja polskich siatkarzy trzy dni po wywalczeniu brązowego medalu w mistrzostwach Europy przystąpiła do rywalizacji w kolejnym morderczym pod względem liczby meczów turnieju. W europejskim czempionacie biało-czerwoni w Holandii, Słowenii i Francji rozegrali w sumie dziewięć meczów w ciągu 16 dni, teraz w Japonii podopiecznych Vitala Heynena czeka kolejna potężna dawka 11 spotkań w 15 dni. Nie wszyscy z naszych kluczowych graczy znaleźli w sobie dość samozaparcia, żeby to wytrzymać. „Mam dość, tęsknię już za rodziną, za dzieckiem, za najbliższymi. Jesteśmy cały rok poza domem, już podczas ME było mi ciężko. Nie wytrzymałbym turnieju w Japonii” – przyznał Piotr Nowakowski, który jeszcze przed mistrzostwami Europy wyjawił trenerowi, że w japońskim turnieju nie zagra. Z podobnego powodu z udziału w kończącej reprezentacyjny sezon imprezie zrezygnował Dawid Konarski, a Michał Kubiak obiecał, że jak już przyjedzie z rodziną na stałe do Japonii (gra na co dzień w lidze w tym kraju), to wpadnie odwiedzić kadrę, a jak będzie akurat potrzebny, to może ewentualnie pomóc.
Działacze FIVB niespecjalnie jednak przejmują się krytyką i upychają kalendarz gier kolejnymi rozbuchanymi ponad miarę imprezami. Bo każdy turniej przynosi im gigantyczne zyski, a Puchar Świata w Japonii to już dla nich prawdziwa żyła złota. Wieloletnia umowa gwarantuje Międzynarodowej Federacji Siatkówki milionowe wpływy ze sprzedaży praw telewizyjnych i od sponsorów.

Eksploatacja ponad siły

W poprzednich edycjach Pucharu Świata można było przynajmniej wywalczyć kwalifikację olimpijską, w tym roku pod względem sportowym jedynym zyskiem z udziału w japońskiej imprezie są punkty do rankingu, bo FIVB zorganizowała w sierpniu kwalifikacje olimpijskie, gdzie do zdobycia było sześć miejsc. Ale że umowa na Puchar Świata w Japonii podpisana została już w 2013 roku, zaś jej zerwanie groziło ogromnymi karami, światowa federacja zachowała się jak na dyktatora przystało i wymusiła start mimo absurdalnego zderzenia terminów dwóch wielkich imprez.

To jeden z powodów rezygnacji ze startu w Japonii wielu czołowych graczy – w Kraju Kwitnącej Wiśni zabraknie takich siatkarskich tuzów, jak Wallace, Osmany Juantorena, Iwan Zajcew, Dmitrij Muserski, Maksim Michajłow, Simone Giannelli, Taylor Sander czy wspomnianych już naszych graczy. Stawką imprezy, oprócz punktów do rankingu FIVB, są pokaźne nagrody pieniężne.
Trener Heynen wraz z częścią kadry brązowych medalistów EuroVolley 2019 wyruszył do Tokio w niedzielę, dołączając na miejscu do przebywającej tam już od kilku dni drugiej części szerokiej kadry pod wodzą trenera Jakuba Bednaruka. Belgijski szkoleniowiec w pierwszym meczu turnieju, z Tunezją, wystawił skład podpowiedziany przez jego asystenta. Niczym nie ryzykował, bo mistrz Afryki to nie jest przeciwnik, przed którym nasi siatkarze mogą czuć respekt.

Z tunezyjskim zespołem nasza reprezentacja jeszcze nigdy nie przegrała. Przed wtorkową potyczką w Japonii grała z nim ośmiokrotnie i w tych spotkaniach oddała jedynie dwa sety. Tunezja sukcesy odnosi głównie w turniejach kontynentalnych. W 2017 roku została mistrzem Afryki po raz dziewiąty w historii. W imprezie międzynarodowej tylko raz dostała się do najlepszej dziesiątki, a miało to miejsce w 1984 roku na igrzyskach w Los Angeles. W ubiegłorocznych mistrzostwach świata, tak udanych dla biało-czerwonych, Tunezyjczycy przegrali wszystkie mecze, a jedynymi osiągnięciami było urwanie po secie Serbii i Australii. Pozwoliło im to zająć przedostatnie, 23. miejsce w światowym czempionacie. W sierpniu tego roku w Gdańsku nasza drużyna w turnieju kwalifikacyjnym do przyszłorocznych igrzysk w Tokio pokonała Tunezję 3:0.

Wygrali w eksperymentalnym składzie

Przez niespełna dwa miesiące siła obu drużyn nie mogła się radykalnie zmienić i nawet trzeci skład biało-czerwonych, który na dodatek zagrał we wtorek po raz pierwszy w takim składzie (Łomacz, Kaczmarek, Huber, Lemański, Szymura, Kwolek, Popiwczak oraz Janusz, Łukasik, Fornal, Szalacha), wygrał bez trudu w trzech setach. W środę 2 października kolejnym rywalem naszej ekipy będą gospodarze Pucharu Świata, Japończycy.

W kolejnych spotkaniach biało-czerwoni zmierzą się jeszcze ze Stanami Zjednoczonymi, Argentyną, Włochami, Rosją, Egiptem, Australią, Brazylią, Kanadą i Iranem.

Terminarz gier kadry Polski w PŚ
(godziny wg. czasu polskiego):
Polska – Tunezja 3:0; Polska – Japonia, 2 października, godz. 12:20; Polska – USA, 4 października, godz. 8:00; Polska – Argentyna, 5 października, godz. 5:30; Polska – Włochy, 6 października, godz. 5:30; Polska – Rosja, 9 października, godz. 8:00; Polska – Egipt, 10 października, godz. 5:30; Polska – Australia, 11 października, godz. 5:30; Polska – Brazylia,13 października, godz. 8:00; Polska – Kanada, 14 października, godz. 5:30; Polska – Iran, 15 października, godz. 5.30.

Kadra Polski na PŚ 2019:
Rozgrywający: Marcin Janusz, Grzegorz Łomacz, Fabian Drzyzga, Marcin Komenda.
Atakujący: Łukasz Kaczmarek, Bartosz Kurek, Maciej Muzaj.
Środkowi: Michał Szalacha, Bartłomiej Lemański, Norbert Huber, Mateusz Bieniek, Karol Kłos, Jakub Kochanowski.
Przyjmujący: Tomasz Fornal, Bartosz Kwolek, Piotr Łukasik, Rafał Szymura, Wilfredo Leon, Aleksander Śliwka, Artur Szalpuk, Michał Kubiak.
Libero: Jakub Popiwczak, Damian Wojtaszek, Paweł Zatorski.

 

Udany początek mistrzostw

W inauguracyjnym meczu mistrzostw Europy siatkarzy Polacy pokonali Estonię 3:1, ale nie był to dobry występ biało-czerwonych. Trener Vital Heynen trochę zaryzykował rezygnując przed turniejem ze spotkań sparingowych, ale solennie zapewniał, że forma jego podopiecznych będzie rosła z każdym kolejnym rozegranym spotkaniem.

Wcześniej nasi siatkarze grali z Estończykami dwa lata temu, w fazie grupowej poprzedniej edycji mistrzostw Europy. Wygrali wtedy z nimi gładko 3:0. Tym razem oddali im seta, a w trzech wygranych musieli się nieźle napocić na zwycięstwo. W estońskiej drużynie grało trzech dobrze znanych polskim kibicom zawodników – Renee Teppan, który miniony sezon spędził w PGE Skrze Bełchatów, Ardo Kreek, w przeszłości zawodnik kilku klubów PlusLigi i Robert Taht, w latach 2015-18 siatkarz zespołu Cuprum Lubin. Także selekcjoner kadry Estonii Gheorghe Cretu nie jest u nas postacią anonimową, bo był szkoleniowcem Cuprum Lubin, AZS Olsztyn oraz Asseco Resovii Rzeszów. To jednak nie tłumaczy skutecznego oporu jaki znacznie niżej notowani rywale postawili aktualnym mistrzom świata.

Biało-czerwoni zaczęli spotkanie całkiem nieźle i bez większych problemów zwyciężyli w pierwszym secie. Potem jednak w ich poczynania wkradł się chaos. „Zagraliśmy dobrze na początku, ale potem popełniliśmy sporo błędów. Uważam jednak, że nic w tym meczu nie zdarzyło się takiego, czego byśmy się nie spodziewali” – stwierdził Vital Heynen przed kamerami TVP Sport.

Bez meczów sparingowych

Belgijski szkoleniowiec po sierpniowym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio zamknął się z kadrą na zgrupowaniu w Arłamowie, a przez ten czas nasi siatkarze aż do meczu z Estonią nie rozegrali żadnego spotkania kontrolnego. Heynen uznał, że rywale w grupie nie są na tyle mocni i w spotkaniach z nimi jego podopieczni dojdą do wysokiej formy, której apogeum ma przypaść akurat na mecze o medale. Nikt w polskiej ekipie nie rozważał przed turniejem innego celu, jak walka o złoty medal.
W starciu z Estończykami Heynen posłał do gry aż 12 zawodników, co nie jest niczym dziwnym, bo do jego zamiłowania do rotacji zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Z niejasnych powodów na parkiecie nawet na moment nie pojawiła się Wilfredo Leon, co jest o tyle dziwne, że kubański gwiazdor z polskim paszportem gra na pozycji przyjmującego, a właśnie przyjęcie najbardziej w grze polskiej drużyny w piątkowe popołudnie szwankowało. Kiepsko też nasi siatkarze radzili sobie w grze blokiem, a ten element do tej pory był jednym z ich najmocniejszych atutów. Zaskoczyło to nawet Heynena, który po meczu szczerze przyznał: „Mówią, że jesteśmy najlepiej blokującą drużyną na świecie, ale w meczu z Estonią mieliśmy aż 26 nieudanych bloków, co jest teraz naszym niechlubnym rekordem. Ten element musimy poprawić już w następnym spotkaniu”.

Belgijski trener niejasno też tłumaczył absencję Leona. „Jego nieobecność to żadna kara. Po prostu mam w zespole 14 równorzędnych graczy i każdy z nich czasem musi usiąść na ławce. Ale zapewniam, że Wilfredo na pewno w tym turnieju zagra. Przed nami jeszcze wiele spotkań” – powiedział Heynen.

W sobotę reprezentacja Polski miała wolne, ale do rywalizacji wróciła w niedzielę, mierząc się z ekipa gospodarzy grupy D, Holandią. „Powiedziałem moim zawodnikom, że dla mnie to bardzo ważny mecz. Członkowie mojej rodziny spędzają w Holandii sporo czasu, bo w tym kraju się uczą lub pracują. Nie ma więc takiej opcji, żebym tu przegrał” – zapowiedział przed meczem belgijski selekcjoner biało-czerwonych. Polacy byli faworytami, bo w tym sezonie dwukrotnie pokonali „Pomarańczowych” w sparingowych potyczkach w Opolu 3:0 i 3:1. Ale Holendrzy już w kwalifikacjach olimpijskich zagrali dużo lepiej, a mistrzostwach Europy wygrali po 3:0 dwa pierwsze mecze – z Ukrainą i Czarnogórą. Co ciekawe, tak dzielnie walczący przeciwko Polakom Estończycy w sobotę nieoczekiwanie przegrali z debiutującymi w europejskim czempionacie Czarnogórcami 0:3, natomiast Czesi, z którymi Polacy zmierza się w poniedziałek, przegrali z Ukrainą 1:3.

Leon włączył się do gry

W niedzielnym meczu z Holandią biało-czerwoni zagrali już z Wilfredo Leonem w wyjściowej szóstce. Oprócz Kubańczyka trener Heynen postawił jeszcze na Michała Kubiaka, Mateusza Bieńka, Fabiana Drzyzgę, Piotra Nowakowskiego, Macieja Muzaja, oraz Pawła Zatorskiego i Damiana Wojtaszka w roli libero. Holendrzy próbowali stawić naszej drużynie skuteczny opór, ale mistrzowie świata robili swoje. Pierwszego seta wygrali 25:19, drugiego 25:18 i nic nie zapowiadało, żeby mieli nie wygrać w podobnym rozmiarze także trzeciej partii, którą rzeczywiście wygrali 25:19.

Przypomnijmy, że do 1/8 finału z każdej sześciozespołowej grupy awansują po cztery drużyny. W grupie D biało-czerwoni rywalizują z Estonią, Holandią, Czechami, Czarnogórą i Ukrainą. W takiej też kolejności będą grać z nimi mecze.
Drużyny z grupy A zmierzą się z drużynami z grupy C, natomiast ekipy z grupy D, czyli z naszymi siatkarzami, walczyć będą z czterema najlepszymi ekipami z grupy B, według schematu: B1-D4, B2-D3, D1-B4 i D2-B3. Potyczki ćwierćfinałowe rozegrane zostaną 23 i 24 września, zaś mecze półfinałowe (w Lublanie i Paryżu) oraz o medale (tylko w Paryżu) w dniach 26-29 września.

 

Biało-czerwoni grają o igrzyska

W piątek 9 sierpnia reprezentacja Polski siatkarzy stanie w gdańskiej Ergo Arenie do walki z zespołem Tunezji. Będzie to pierwszy mecz biało-czerwonych w turnieju kwalifikacyjnym do przyszłorocznych igrzysk w Tokio.

W gdańskim turnieju oprócz Polaków i Tunezyjczyków o olimpijskie paszporty rywalizować będą jeszcze zespoły Francji i Słowenii. Od piątku do niedzieli podobne turnieje interkontynentalne zostaną rozegrane jeszcze w pięciu innych miastach: w Warnie (rywalizować tam będą Bułgaria, Brazylia, Egipt i Portoryko), w Rotterdamie (Holandia, Belgia, Korea Południowa, Stany Zjednoczone), w Bari (Włochy, Australia, Kamerun, Serbia), w Petersburgu (Rosja, Iran, Kuba, Meksyk) oraz w Ningbo (Chiny, Argentyna, Finlandia, Kanada). Awans do Tokio zapewnią sobie tylko zwycięzcy.

Grupy podzielono na podstawie rankingu FIVB. Tę, do której trafili Polacy, zdecydowanie można nazwać grupą śmierci. Zajmujący czwarte miejsce w klasyfikacji zespół Vitala Heynena w gdańskiej Ergo Arenie będzie rywalizował m.in. z Francuzami. Mistrzowie Europy z 2015 roku powinni być najgroźniejszym konkurentem w walce o kwalifikację olimpijską. Skreślać nie należy też Słoweńców, którzy ostatnio mieli patent na Polaków. W 2015 roku wyeliminowali biało-czerwonych w ćwierćfinale mistrzostw Europy, a dwa lata później w turnieju tej samej rangi ograli ich na etapie 1/8 finału. Drużyna Alberto Giulianiego bardzo dobrze spisywała się w pierwszej części sezonu. Triumfowała w Challenger Cup, kwalifikując się w ten sposób do Ligi Narodów, a w sparingach potrafiła pokonać Włochów.

Polacy walkę o wyjazd do Tokio rozpoczną jednak od starcia z teoretycznie najłatwiejszym rywalem – Tunezją. Tunezyjczycy na arenie międzynarodowej nie odnosili do tej pory większych sukcesów, choć często kwalifikują się do mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. Na tę drugą imprezę w ostatnim czasie kwalifikują się raz na osiem lat (1988, 1996, 2004, 2012). Tym razem o olimpijski awans powalczą jednak raczej w turnieju kontynentalnym.

Najtrudniejszym rywalem biało-czerwonych będą bez wątpienia Francuzi, z którymi nasi siatkarze zmierzą się w sobotę. Taki układ terminarza nie spodobał się trenerowi trójkolorowych Laurent owi Tille, który uznał go za „wybitnie niesportowy, bo ułożony w interesie polskiego zespołu”. Szkoleniowcowi francuskiej drużyny w swoim stylu odpowiedział kapitan polskiej drużyny Michał Kubiak. „Nasza federacja zapłaciła porządne pieniądze, żeby móc zorganizować ten turniej, a co za tym idzie, wybrać też najlepsze dla nas terminy gier. Jeżeli inni chcieliby mieć taki przywilej, mogli przecież zgłosić akces i zapłacić tyle, co nasz związek. FIVB przyzwala na takie praktyki, więc nie rozumiem pretensji. Jako gospodarz turnieju mamy prawo zorganizować turniej pod siebie” – powiedział Kubiak w wypowiedziach dla polskich mediów.

Nie ulega jednak kwestii, że losy awansu rozstrzygną się na parkiecie Ergo Areny. Po ostatnim sprawdzianie formy biało-czerwonych w Memoriale Huberta Wagnera wśród polskich kibiców panuje umiarkowany optymizm. Podopieczni trenera Vitala Heynena pokonali w Krakowie Serbię 3:1 i Finlandię 3:0, ale przegrali z Brazylią 1:3. „Mimo porażki ten mecz dużo nam dał. Oni byli w świetnej formie i zdecydowanie lepiej od nas zgrani. Mieliśmy w tym spotkaniu swoje problemy, ale w wielu fragmentach spisywaliśmy się bardzo dobrze. Na podstawie tej konfrontacji oraz wygranych potyczek z Serbią i Finlandią możemy z dużym optymizmem podejść do czekających nas trzech meczów w Ergo Arenie” – zapewnia rozgrywający naszej reprezentacji Fabian Drzyzga.

W zgodnej opinii ekspertów kluczowe znaczenie dla zwycięstwa w tej imprezie będzie miała sobotnia konfrontacja dwóch najsilniejszych zespołów, czyli Polski i Francji. Ekipa trójkolorowych znana jest z bardzo dobrej obrony i to jest jej najmocniejszym atutem od lat. Ale nasi siatkarze też mają argumenty, którymi są w stanie zdewastować grę każdego przeciwnika.

Wszystkie mecze turnieju będą transmitowane przez TVP1, TVP Sport, TVPSPORT.PL, Polsat Sport i IPLA TV.

 

Kadra bez Bednorza i Kochanowskiego

Selekcjoner reprezentacji Polski siatkarzy Vital Heynen ogłosił skład kadry na XVII Memoriał Huberta Jerzego Wagnera, który w najbliższy weekend odbędzie się w Krakowie. Prawdopodobnie wybrani zawodnicy zagrają też tydzień później w Gdańsku, w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio.

Belgijski szkoleniowiec na turniej w krakowskiej Tauron Arenie z 16 siatkarzy, którzy trenowali ostatnio na zgrupowaniu w Zakopanem, nie powołał Jakuba Kochanowskiego i Bartosza Bednorza. Trudno na razie przesądzać, że ci dwaj utalentowani zawodnicy już ostatecznie wypadli ze składu szykowanego na olimpijskie kwalifikacje w Gdańsku, bo zwłaszcza Kochanowski nie bez powodu uważany jest przecież za najzdolniejszego siatkarza młodego pokolenia.

W Memoriale Wagnera biało-czerwoni w pierwszym meczu zmierzą się z Serbią (1 sierpnia), dzień później zagrają z Brazylią, a na zakończenie w sobotę 3 sierpnia z Finlandią. Przypomnijmy, że tydzień później w Gdańsku nasi siatkarze o olimpijski paszporty rywalizować będą z Tunezją (9 sierpnia), Francją (10 sierpnia) i Słowenią (11 sierpnia). Do olimpijskiego turnieju w Tokio zakwalifikuje się tylko zwycięska drużyna.

Kadra Polski
Środkowi: Mateusz Bieniek (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Karol Kłos (PGE Skra Bełchatów), Piotr Nowakowski (ONICO Warszawa). Rozgrywający: Fabian Drzyzga (Lokomotiw Nowosybirsk, Rosja), Grzegorz Łomacz (PGE Skra). Atakujący: Dawid Konarski (Jastrzębski Węgiel), Maciej Muzaj (Gazprom-Jugra Surgut, Rosja). Przyjmujący: Michał Kubiak (Panasonic Panthers Hirakata, Japonia), Bartosz Kwolek (ONICO), Wilfredo Leon (Sir Safety Perugia, Włochy), Artur Szalpuk (PGE Skra), Aleksander Śliwka (ZAKSA). Libero: Damian Wojtaszek (ONICO), Paweł Zatorski (ZAKSA).

 

 

Udany debiut Leona

W sobotę 27 lipca w reprezentacji Polski zadebiutował Wilfredo Leon. W sensie sportowym i medialnym było to wydarzenie porównywalne, na przykład, z włączeniem do piłkarskiej kadry Jerzego Brzęczka Leo Messiego. W meczu z Holendrami Kubańczyk z polskim paszportem nie pokazał jeszcze pełni swoich umiejętności, ale jego debiut można uznać za udany.

Przed oficjalnym debiutem Leona w wirtualnym świecie ktoś próbował wywołać przeciwko niemu falę hejtu. Ponieważ każdy dziennikarz, który rozbił z nim wywiad w ostatnim czasie, pytał go jak sobie radzi z tymi objawami niechęci ze strony kibiców, którzy nie chcą go w reprezentacji Polski, Kubańczyk w końcu nie zdzierżył i palnął w jednej z wypowiedzi, że „jeśli ktoś nie chce go oglądać jak reprezentuje Polskę, to przecież zawsze może wyłączyć telewizor”. Leon ewidentnie dał się podpuścić, co chyba zrozumiał jednak dopiero w hali sportowej w Opolu, gdy wychodząc jako ostatni na prezentację, bo tak postanowili jego koledzy z kadry, został przywitany jak żaden z polskich zawodników burzą oklasków. Ale teraz już wie, że w realnym świecie dla kibiców reprezentacji Polski jego kolor skóry i miejsce urodzenia nie mają większego znaczenia, podobnie jak to, czy będzie śpiewał polski hymn, czy też nie.

W tej kwestii Leon miał do udowodnienia coś zupełnie innego, to mianowicie, czy mimo prezentowanej klasy sportowej pasuje do polskiej drużyny i czy może podnieść jakość jej gry.

Nie od rzeczy jest w tym miejscu przypomnieć, że Kubańczyk na arenie międzynarodowej ma w dorobku jedynie zdobyte dziewięć lat temu z zespołem Kuby wicemistrzostwo świata, a teraz wchodzi do ekipy, która w 2014 i 2018 roku wywalczyła mistrzostwo globu. Belgijski trener biało-czerwonych Vital Heynen ma w szerokiej kadrze, licząc już z Leonem, 27 zawodników światowej klasy, a do Opola przywiózł ze zgrupowania w Zakopanem 16 z nich. I ma straszliwy ból głowy, bo do gry w sierpniowym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio może wystawić tylko 14 graczy, co oznacza, że dwóch wybitnych siatkarzy będzie musiał „odstrzelić”. Leon nie ma w tym względzie żadnej taryfy ulgowej, nie będzie więc jakoś specjalnie traktowany. Musi walczyć o miejsce w składzie jak wszyscy inni i jeśli je wywalczy, my, kibice, oglądając jego występy, ocenimy czy zasłużył na grę w zespole mistrzów świata.

W swoim sobotnim debiucie w Opolu Leon w spotkaniu z Holandią zagrał w dwóch pierwszych setach, bo dla trenera Heynena był to sparing, w którym zamierzał sprawdzić formę wszystkich szesnastu zawodników – Fabiana Drzyzgi, Macieja Muzaja, Wilfredo Leona, Aleksandra Śliwki, Piotra Nowakowskiego, Karola Kłosa, Pawła Zatorskiego (libero) oraz Dawida Konarskiego, Grzegorza Łomacza, Bartosza Kwolka, Bartosza Bednorza, Jakuba Kochanowskiego, Mateusza Bieńka, Damiana Wojtaszka (libero). Dlatego umówił się z Holendrami na rozegranie czterech partii. Nasi siatkarze wygrali je 25:20, 25:19, 25:22 i dodatkową 25:21. Wilfredo był chyba trochę stremowany, bo zepsuł wszystkie trzy serwisy, a w kilku sytuacjach podejmował błędne decyzje lub pakował piłkę w siatkę albo na aut. W sumie jednak ten jego pierwszy występ można było uznać za udany (niedzielny mecz z Holandią zakończył się po zamknięciu wydania).

 

Kadra Polski na Ligę Narodów

Trener reprezentacji Polski siatkarzy Vital Heynen powołał kadrę na Ligę Narodów. Nie znalazło się w niej dwóch najlepszych graczy – kontuzjowany Bartosz Kurek i mogący grać w w naszym zespole dopiero od lipca Kubańczyk z polskim paszportem Wilfredo Leon.

Z grupy powołanych zawodników w kadrze na Ligę Narodów ostatecznie pozostanie 25 graczy. Biało-czerwoni rozpoczną rozgrywki od turnieju w Katowicach, gdzie ich rywalami będą ekipy USA, Brazylii i Australii. Następnie zagrają w Chinach (Ningbo), Iranie (Urmi), Włoszech (Mediolan) oraz Niemczech (Lipsk). Turniej finałowy, w którym zagra pięć najlepszych drużyn plus gospodarze imprezy, odbędzie się w Stanach Zjednoczonych.

Powołani przez Heynena zawodnicy spotkają się 16 maja w Warszawie. Zgrupowanie zaczną od badań w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej. Przed pierwszym turniejem w Katowicach nasza reprezentacja zagra 25 i 26 maja towarzysko z Niemcami.

Kadra Polski:
Rozgrywający:
Fabian Drzyzga (Lokomotiw Nowosybirsk), Jan Firlej (Lindemans Aalst), Marcin Janusz (Trefl Gdańsk), Marcin Komenda (GKS Katowice), Grzegorz Łomacz (Skra Bełchatów).
Atakujący:
Bartłomiej Bołądź (VfB Friedrichshafen), Bartosz Filipiak (Chemik Bydgoszcz), Łukasz Kaczmarek (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Dawid Konarski (Jastrzębski Węgiel), Maciej Muzaj (Trefl Gdańsk), Damian Schulz (Asseco Resovia Rzeszów).
Środkowi:
Mateusz Bieniek (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Norbert Huber (Cerrad Czarni Radom), Karol Kłos (PGE Skra Bełchatów), Jakub Kochanowski (PGE Skra Bełchatów), Piotr Nowakowski (Trefl Gdańsk), Michał Szalacha (Chemik Bydgoszcz), Andrzej Wrona (ONICO Warszawa).
Przyjmujący:
Bartosz Bednorz (Azimut Modena), Tomasz Fornal (Cerrad Czarni Radom), Paweł Halaba (Hypo Tirol Alpenvolleys), Michał Kubiak (Panasonic Panthers), Bartosz Kwolek (ONICO Warszawa), Piotr Łukasik (ONICO Warszawa), Artur Szalpuk (PGE Skra Bełchatów), Aleksander Śliwka (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle).
Libero:
Jędrzej Gruszczyński (Cuprum Lubin), Jakub Popiwczak (Jastrzębski Węgiel), Damian Wojtaszek (ONICO Warszawa), Paweł Zatorski (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle).

 

Polscy siatkarze powalczą o medale

Po przegranych meczach z Argentyną i Francją nasi siatkarze byli już jedną nogą za burtą mistrzostw świata. Mieli jednak szczęście, że decydujące o awansie do Final Six spotkanie grali z Serbami, którzy mieli już awans w kieszeni i nie zamierzali „umierać za Francję”.

 

Polski zespół po w pierwszej fazie mistrzostw był niepokonany w pięciu meczach i do kolejnej rundy awansował z kompletem punktów. Dlatego takim wielkim rozczarowaniem były dwie porażki biało-czerwonych z Argentyną (2:3) i Francją 1:3, tym bardziej bolesne, że poniesione w fatalnym stylu. Finezja, polot i siła naszych siatkarzy gdzieś zniknęły i zamiast zespołu widzieliśmy na parkiecie grupkę zagubionych i niezdolnych do podjęcia walki młodych mężczyzn. Ale w spotkaniu z Serbią wrócił do drużyny jej kapitan Michał, który wcześniej borykał się z kłopotami zdrowotnymi, a wraz z nimi do pozostałych graczy wróciły odwaga i wiara w swoje możliwości.

Na Serbów rzucili się z zaciekłością, jakby nie do końca ufali sygnałom, że rywale nie będą walczyć na sto procent. I na pożegnanie Warny i w ogóle bułgarskiej części mistrzostw Polacy rozegrali fantastyczne spotkanie, w którym przypomnieli rywalom, że są aktualnymi czempionami globu. „Mecz z Argentyną nam nie wyszedł przez różne względy. Meczu z Francją nie liczę. Dla mnie tego spotkania nie było. Z Serbią zagraliśmy bardzo dobrze. Nie wiem, czy rywale, nawet gdyby grali na maksa, daliby nam radę. W naszej kadrze nie ma chyba ani jednego zawodnika, któremu wystarczałby tylko awans do czołowej szóstki turnieju. Mamy w swojej karierze jako zespół lepsze występy. Wszyscy chcemy więc walczyć o jak najwyższe cele, czyli inaczej mówiąc, po prostu o medale” – powiedział po meczu Fabian Drzyzga.

 

Lekkie pretensje Francuzów

Największymi poszkodowanymi po meczu Polska – Serbia byli jednak nie ośmieszeni wysoka przegraną rywale biało-czerwonych, lecz reprezentacja Francji. Trójkolorowi pogubili punkty już w pierwszej rundzie bułgarsko-włoskiego turnieju. Na otwarcie drugiej fazy rywalizacji przegrali z Serbią 2:3 i wydawało się, że mogą już pakować walizki. Tymczasem pomocną dłoń wyciągnęli do nich Polacy, którzy niespodziewanie ulegli Argentynie 2:3, a potem przegrali także z Francuzami, co otworzyło przed trójkolorowymi drzwi do następnej rundy zmagań. To jednak zależało od wyniku potyczki Polaków z Serbami. Tylko zwycięstwo zespołu prowadzonego przez trenera Nikolę Grbicia dawało im awans. Serbowie mieli już miejsce w finałowej szóstce zapewnione wcześniej, co widać było na boisku, bo przegrali gładko w trzech setach do 17, 16 i 14.

Pojawiły się potem głosy, głównie we francuskich mediach, że serbski zespół dał się pokonać celowo, bo dzięki temu upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu – wyeliminował z rywalizacji mocniejszą od Polaków w powszechnym mniemaniu ekipę Francję, a po drugie nie trafił w trzeciej rundzie na drużyny Rosji i USA. „Spodziewaliśmy się takiego rozstrzygnięcia. Polska grała o awans, a Serbia o nic. To frustrujące, ale to nasza wina, bo wcześniej wszystko zależało od nas. To pokazuje, jak duże znaczenie mają pierwsze mecze w takim turnieju” – skomentował wynik rywalizacji w grupie trener Francuzów Earvin N’Gapeth. „Wszyscy jesteśmy rozczarowani i bardzo źli, bo przegraliśmy trzy mecze po 2:3, a mogliśmy je wygrać. W takim turnieju to niewybaczalne. Frustrujące jest to, że odpadliśmy, chociaż mamy zespół, który stać na wiele więcej” – dodał lider drużyny, przyjmujący Earvin N’Gapeth.

 

Losowanie po włosku

Tak więc to Serbowie i Polacy dołączyli do zespołów Włoch, Rosji, USA i Brazylii. Te sześć reprezentacji od środy do niedzieli bić się będzie o medale. Decydująca faza rywalizacji odbędzie się w Turynie. Sześć drużyn zostało w wyniku losowania podzielonych na dwie grupy. Włosi zadbali, żeby nie trafić na niepokonanych w turnieju Amerykanów, a także na aktualnych mistrzów olimpijskich Brazylijczyków i aktualnych mistrzów Europy Rosjan. Widać uznali, że łatwiej im pójdzie z broniącymi tytułu mistrzów świata Polakami oraz Serbami i upakowali obie te ekipy ze swoim zespołem w grupie J, zaś do grupy I wsadzili trzy potęgi – Brazylię, USA i Rosję. No cóż, gospodarzom jak wiadomo nawet ściany pomagają.

Nasi siatkarze zgodnie zapewniali, że teraz jest im już kompletnie obojętne na kogo trafią w decydującej fazie imprezy. Selekcjoner serbskiej reprezentacji Nikola Grbić przekonywał natomiast, że bardzo by chciał trafić ponownie na Polaków, żeby zrewanżować im się za lanie w Warnie. Będzie miał do tego okazję już w czwartek.

Wszystkie spotkania w decydująca fazie mistrzostw świata odbędą się w Turynie. Od środy do piątku zostaną rozegrane mecze grupowe, a w tej fazie już wyniki w poprzednich rundach mistrzostw nie będą liczone. W sobotę zaplanowano spotkania półfinałowe, a w niedzielę cztery najlepsze zespoły powalczą o medale.

 

Terminarz 3. fazy MŚ 2018:

(wszystkie mecze w Turynie)

Środa 26 września:
Brazylia – Rosja (grupa I), godz. 17:00;
Włochy – Serbia (grupa J), godz. 21:15;

Czwartek 27 września
USA – Rosja (grupa I), godz. 17:00;
Polska – Serbia (grupa J), godz. 20:30;

Piątek 28 września
Brazylia – USA (grupa I), godz. 17.00;
Włochy – Polska (grupa J), godz. 21.15;

Sobota 29 września:
Mecze 1/2 finału: 1. zespół z gr. J – 2 zespół z gr. I; 2. zespół z gr. J – 1 zespół z gr. I;

Niedziela 30 września:
Finał i mecz o 3. miejsce.

Siatkarskie mistrzostw świata: Polacy zaczęli od zwycięstwa

Reprezentacja Polski siatkarzy udanie rozpoczęła mistrzostwa świata. W swoim pierwszym meczu w grupie D biało-czerwoni z lekkimi kłopotami w trzecim secie pokonali zespół Kuby 3:1 (25:18, 25:19, 21:25, 25:14). Zwycięstwa na otwarcie odnieśli też najgroźniejsi rywale Polaków – Iran wygrał z Portoryko 3:0, a Bułgaria z Finlandią także 3:0.

 

W środę nasi siatkarze zaczęli mistrzostw od potyczki z Kubańczykami, ekipą mocno odmłodzoną i przez to nieprzewidywalną. Kiedyś to był zespół zawsze groźny dla najlepszych, a w swoich najlepszych okresach notowała spektakularne sukcesy – na koncie ma dwa srebrne medale mistrzostw świata (1990 i 2010 rok – ten z 17-letnim Wilfredo Leonem w składzie) oraz dwa brązowe (1978 i 1998). W mistrzostwach Ameryki Północnej Kubańczycy triumfowali 15 razy, zdobyła 11 medali igrzysk panamerykańskich, 9 Ligi Światowej, a w 1989 roku wygrała Puchar Świata. Przez swoją sztywną politykę transferową Kubańczycy stracili w ostatnich latach wielu wybitnych zawodników, którzy uciekli i dzisiaj reprezentują barwy innych krajów, jak Wilfredo Leon (zagra w reprezentacji Polski), Osmany Juantorena (gra dla Włoch) czy Leal (gra dla Brazylii). Wpływ na obecny skład kadry Kuby miał też skandal z udziałem zawodników posądzonych o gwałt w fińskim Tampere podczas zmagań Ligi Światowej. Zespół się rozpadł, ale w igrzyskach w Rio de Janeiro wystartował, zajmując 11. miejsce. Wtedy też po raz ostatni Kubańczycy grali z Polakami i przegrali 0:3.

W Warnie po dwóch pierwszych setach wydawało się, że ten wynik zostanie powtórzony, ale w sprawnie działającej polskie machinie się zacięło i w trzecią partię biało-czerwoni niespodziewanie przegrali. Ich dekoncentracja trwała też na początku czwartego seta, w którym Kubańczycy objęli prowadzenie, ale zanim zrobiło się niebezpiecznie nasi siatkarze odzyskali rytm i rozjechali rywali w tej partii do 25:14. W czwartek ekipa Vitala Heynena zmierzyła się z najsłabszą w grupie D drużyną Portoryko, którą w środę Iran bez wysiłku ograł 3:0, więc raczej nikt nie zakładał innego wyniku w jej starciu z Polakami (mecz zakończył się po zamknięciu wydania). Belgijski szkoleniowiec do gry wystawił taki oto skład: Piotr Nowakowski, Bartosz Kurek, Artur Szalpuk, Fabian Drzyzga, Michał Kubiak, Jakub Kochanowski, Paweł Zatorski (libero) oraz Damian Schulz, Grzegorz Łomacz, Damian Wojtaszek. W piątek w rozgrywkach nastąpi przerwa, a w weekend nasz zespół sprawdzi swoje możliwości w starciach z Iranem i współgospodarzami imprezy Bułgarami.

W innych grupach także dominowali faworyci. W grupie A w meczach otwarcia zwycięstwa po 3:0 odniosły zespoły Włoch, Słowenii i Belgii, w grupie B Francji, Brazylii i Kanady, a w grupie C Rosja, zaś w starciu dwóch pozostałych potentatów USA pokonały Serbię 3:2. Te dziewięć zespołów na pewno przejdzie dalej, w „polskiej” grupie D awans Polski, Bułgarii i Iranu też jest więcej niż pewny, a czwartą ekipą powinna być Kuba.