Płeć wydawania i pożyczania

Czy mężczyźni powinni brać przykład z kobiet – czyli dlaczego w naszym kraju jest mniej niesolidnych dłużniczek niż dłużników?

Ma od 35 do 44 lat, pochodzi z Mazowsza i zalega średnio na kwotę ponad 22 tys. zł – tak prezentuje się portret statystycznej dłużniczki w naszym kraju, która nie płaci terminowo swych zobowiązań i ma z tego powodu kłopoty.
W Polsce jest nieco więcej kobiet niż mężczyzn, ale stanowią one jedynie 38,5 proc. niesolidnych dłużników, a ich długi są wyraźnie niższe. Według raportu Biura Informacji Gospodarczej Info Monitor oraz Biura Informacji Kredytowej, panie zalegają na kwotę 24,2 mld zł, a panowie prawie na 50 mld zł. Skąd taka różnica?

Buszujące w sklepach

Jak głosi teoria o „płci mózgu”, mężczyźni i kobiety różnią się z powodu nieco odmiennej budowy tegoż. Może są więc i między płciami różnice wynikające z innego funkcjonowania jakiegoś ośrodka mózgowego, odpowiedzialnego za wydawanie i pożyczanie pieniędzy?
Pogląd psychologiczny tłumaczy, że jeżeli chodzi o nawyki finansowe, to kobiety w Polsce raczej wolą oszczędzać niż kupować na kredyt i częściej od mężczyzn dobrze planują wydatki. Tylko 1 na 10 kobiet przyznaje, że ich nie planuje wcześniej. Kłóci się to z dość powszechną opinią, że to najczęściej panie lubią trwonić pieniądze na zbędne zakupy i własne przyjemności oraz bez opamiętania buszują po sklepach.
W dodatku, podobno sam proces pożyczania od kogokolwiek pieniędzy mocno je stresuje, więc decyzję o zaciągnięciu jakiegoś zobowiązania podejmują wolniej niż mężczyźni i są ostrożniejsze w kwestiach finansowych.
Jeżeli kobiety są zmuszone do pożyczania pieniędzy, to przeważnie z powodu niskich zarobków, które nie pozwalają im pokrywać wszystkich wydatków, szczególnie tych nieplanowanych. Mężczyźni częściej przyznają się do tego, że wolą pożyczać niż oszczędzać – 14 proc. wobec 6 proc. kobiet.

Chętne na chwilówki

Statystyki dowodzą, że jeżeli chodzi o rzetelne podejście do spłaty zobowiązań, to kobiety są bardziej skrupulatne w tej kwestii i w planowaniu wydatków oraz rzadziej mają kłopoty finansowe. Dlatego polskie dłużniczki wypadają lepiej od dłużników.
Przeciętna dłużniczka, która boryka się ze spłatą zobowiązań, pochodzi z Mazowsza lub Śląska i jest w wieku od 35 do 44 lat. Jednak najwyższe średnie zaległości mają panie w grupie wiekowej 45–54 lata – jest to ponad 29 tys. zł. Co oczywiste, najmniej kobiet, bo jedynie 5,5 proc. mających problemy z terminowym regulowaniem należności, jest w przedziale wiekowym 18-24 lata.
Dłużniczą rekordzistką Polski jest 37-letnia mieszkanka Mazowsza z długiem przekraczającym 38 mln zł – to jednak niewiele w porównaniu do ponad 69 mln zł zadłużenia, które ma 62-letni rekordzista z woj. lubelskiego.
Kobiety zarabiają jednak nieco mniej niż mężczyźni. Raporty Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości wskazują, że panowie otrzymują wynagrodzenie średnio prawie o tysiąc złotych wyższe niż panie. Mniej kobiet niż mężczyzn jest też aktywnych zawodowo (oczywista konsekwencja wynikająca z wychowywania dzieci). Niższe zarobki i mniejsza aktywność zawodowa nie skłaniają zaś do zaciągania kredytów
Kobiety mają zatem mniej środków do rozdysponowania każdego miesiąca – oraz mogą mieć utrudniony dostęp do kredytów i pożyczek, z powodu braku odpowiedniej zdolności i historii kredytowej.
– Dlatego to co gubi kobiety, to chwilówki. Czasami są zmuszane do sięgnięcia po szybką ale drogą pożyczkę, którą trudniej się spłaca. W momencie zaciągania kredytu czy pożyczki panom częściej towarzyszy poczucie ulgi (28 proc. przy 23 proc. pań), bo uważają, że dzięki dodatkowemu zastrzykowi gotówki będą mieli jeden problem z głowy. Inaczej jest ze stresem związanym z pożyczaniem. Kobiety bardziej niż mężczyźni obawiają się skutków podjęcia złej decyzji i rozmyślają o konsekwencjach braku terminowej spłaty – mówi Agnieszka Kunkel ekspertka Intrum.
45 proc. kobiet twierdzi, że za mało zarabiają, by radzić sobie z nieplanowanymi wydatkami i większymi bieżącymi opłatami więc dlatego muszą pożyczać. Podobną deklarację złożyło 38 proc. mężczyzn. Gdy już przychodzi do pożyczania, 60 proc. kobiet ostateczną decyzję podejmuje przez ponad tydzień, a u mężczyzn tyle czasu zastanawia się 50 proc.

Mniej mają, mniej wydają

Trudno powiedzieć, czy panie z natury są rozsądniejsze i podejmują bardziej rozważne decyzje finansowe. Na pewno jednak do takiego podejścia zmusza je sytuacja życiowa. Nierówność kobiet i mężczyzn na rynku pracy jest nadal faktem. Nie wszyscy pracodawcy wspierają kobiety, które łączą karierę zawodową z życiem prywatnym i zakładaniem rodziny. Wiele z nich po urodzeniu dziecka jest zmuszonych zrobić sobie przerwę nawet na kilka lat, co odbija się negatywnie na finansach rodziny. Jeżeli kobieta jest samotną matką, jej zobowiązania finansowe wzrastają kilkukrotnie.
– Te czynniki sprawiają, że panie muszą być odpowiedzialne w podejmowanych decyzjach finansowych. Nie mogą pozwolić sobie na drogie „zachcianki” i popadnięcie w długi. Nie zapominajmy również o tym, że w naszym kraju przyjęło się, że to kobiety rządzą domową kasą czy finansami w związku. Co za tym idzie, są odpowiedzialne za płacenie rachunków i robienie zakupów, czyli są świadome tego, ile kosztuje życie i wzrosty cen, z którymi mamy regularnie do czynienia. To także skłania je do bycia oszczędnymi – dodaje Agnieszka Kunkel.
Kobiety dysponują na ogół mniejszymi kapitałami niz mężczyźni – a w związku z tym, mniejsze są też ich długi.

Emocje kontra pieniądze

Jeżeli wiemy, że mamy osobowość choleryczną, nie powinniśmy podejmować żadnych ryzykownych decyzji finansowych. Cholerycy często na nich tracą.

Dlaczego zdarza się, że mając świadomość tego, jakie będą konsekwencje naszych wyborów dotyczących finansów, i tak podejmujemy niewłaściwe decyzje?
Dlaczego np. zaciągamy kolejny kredyt, na który nas nie stać, pamiętając, że spłacamy już pożyczkę i raty za zakupy albo korzystamy z karty kredytowej, mimo że obiecywaliśmy sobie, że nie będziemy po nią sięgać kolejny raz?
Z drugiej strony, są osoby będące w trudnej sytuacji finansowej, którym przydałby się dodatkowy zastrzyk gotówki, ale nigdy nie zdecydują się pożyczyć pieniędzy. Jeszcze inni latami będą składać np. na zakup wymarzonego samochodu, zamiast kupić go „od ręki” na kredyt. Okazuje się, że duży wpływ na nasze decyzje finansowe ma nasze usposobienie.
Cztery typy osobowości: flegmatyk, melancholik, sangwinik i choleryk były już znane Starożytnym. Opisują one ludzkie temperamenty, to jak radzimy sobie z emocjami, a przez to, jak podchodzimy do podejmowania różnych decyzji w życiu.
Psychologowie, którzy zajmują się sferą ekonomii odkryli związek między tym, jaki typ osobowości posiadamy, a naszymi nawykami finansowymi.
Dlatego warto wiedzieć, jakie są charakterystyki czterech typów ludzi opisanych przez Hipokratesa, aby lepiej zrozumieć swoje zachowanie – co może uchronić nas w przyszłości przed popadnięciem w kłopoty finansowe.

Lekka ręka do wydawania kasy

Sangwinik to jedna z dwóch osobowości ekstrawertycznych, opisanych także przez Carla G. Junga na początku XX w.
Kogo nazwiemy tym mianem? Ludzi otwartych na świat, spontanicznych, żyjących tu i teraz, nierozpamiętujących przeszłości i co ważne – nie planujących szczegółowo przyszłości.
Taka beztroska z pewnością przydaje się w kontaktach międzyludzkich, ale może sprawiać problemy finansowe. Sangwinikom zdarza się często zapomnieć o terminowej spłacie raty kredytu lub o opłaceniu rachunków.
– To ludzie mający tendencję do odkładania obowiązków na później. Nie lubią planować, także wydatków. Dlatego sangwinikom nie wychodzi najlepiej pilnowanie domowego budżetu i przeważnie muszą korzystać z zewnętrznych źródeł finansowania, jeżeli muszą dokonać większych zakupów, ponieważ nie stawiają sobie celów finansowych, nie oszczędzają regularnie – komentuje Justyna Pawłowska, ekspert Intrum.
Sangwinikowi nie jest także obce zjawisko kompulsywnych zakupów, czyli kupowania rzeczy, których wcale nie potrzebuje lub co gorsza, na które go nie stać.
Co zatem może zrobić osoba posiadająca wymienione cechy osobowości, by zadbać o swoje finanse?
Może np. korzystać chociażby z aplikacji, które pozwolą regularnie kontrolować wydatki. Smartfon zawsze mamy w zasięgu ręku. Dzięki powiadomieniom sms-owym możemy śledzić na bieżąco stan naszego konta.
To dobry sposób, bo sporządzanie budżetu domowego na kartce papieru czy nawet w Excelu w przypadku sangwiników po prostu się nie sprawdzi. Będzie to dla nich kolejny obowiązek, który ich „ogranicza”.
– Lepszym rozwiązaniem jest ustawienie w dedykowanym programie dziennego czy tygodniowego limitu na wydatki różnego rodzaju (np. zakupy spożywcze, rozrywka, itp.). Aplikacja będzie myślała „za nas” i będzie ostrzegać, kiedy powinniśmy przyjrzeć się naszym finansom– radzi Justyna Pawłowska.
Warto także, aby sangwinicy korzystający z bankowości elektronicznej wybierali opcję poleceń zapłaty. Wtedy jest pewność, że wszystkie opłaty zostaną zrealizowane na czas i nie będzie niebezpieczeństwa żadnych zaległości finansowych.

Cholery można dostać

Wydaje się, że choleryk w większym stopniu niż sangwinik dba o swoje finanse. Impulsywnej osobie na co dzień nic nie przeszkadza w planowaniu domowego budżetu, większych wydatków czy nawet w odkładaniu pieniędzy na przyszłość.
Jednak cholerykiem rządzą emocje, dlatego, jeżeli chodzi o finanse, czasami może zachowywać się nieracjonalnie. Nie chodzi tylko o wydawanie pieniędzy – chociaż choleryk może podjąć pod wpływem chwili decyzję o wydaniu dużej sumy pieniędzy – ale w ogóle o zarządzanie swoimi funduszami.
– Jeżeli wiemy, że mamy osobowość choleryczną, nie jest dobrym pomysłem, abyśmy inwestowali pieniądze na giełdzie lub w produkty obarczone dużym ryzykiem finansowym. Choleryk może mieć doskonałą wiedzę na temat tych możliwości powiększania kapitału i być świadomym, że czasami przynoszą także i straty, a i tak może wykonać krok, na którym ucierpią jego finanse – wskazuje Justyna Pawłowska.
To właśnie różni choleryka od innych typów osobowości – podejmowanie nie do końca racjonalnych decyzji, które podyktowane są emocjami.
Czasami to się opłaca – ci, którzy ryzykują, zyskują więcej – ale o ile nie jesteśmy doświadczonymi graczami giełdowymi i nie mamy grubego portfela, a nerwy to nasze „drugie imię”, to lepiej zostać przy bardziej bezpiecznych” sposobach pomnażania gotówki (np. konta oszczędnościowe czy lokaty) – i za każdym razem kilkukrotnie zastanowić się, zanim podejmiemy decyzję o wydaniu większej sumy.

Kto jest bardziej rozsądny?

Wiele wskazuje na większą roztropność flegmatyków i melancholików w kwestii finansów
Flegmatyk wydaje się być wymarzonym kredytobiorcą. Dlaczego? Bo to zazwyczaj osoba opanowana, uważna i pewna tego, co robi, a w związku z tym, również nie podejmuje pochopnych decyzji dotyczących wydatków.
Flegmatyk, kiedy ma zamiar zaciągnąć kredyt, najpierw dokładnie przeanalizuje swoją sytuację finansową, a następnie poszuka najlepszej oferty na rynku, w banku, który zagwarantuje najlepsze warunki udzielenia finansowania. Dzięki takiemu rozsądnemu podejściu, nie będzie miał problemów ze spłatą zobowiązania.
Flegmatycy, czyli finansowi sceptycy nie są z natury rozrzutni. Z zasady nie pożyczają pieniędzy, nie potrzebują korzystać z karty kredytowej, by „dotrwać do pierwszego”, co więcej – gromadzą gotówkę na tzw. czarną godzinę. Lubią mieć różne sfery swojego życia pod kontrolą, także finanse.
– W oczach innych osób mogą być oceniani nawet jako skąpcy, którzy nie potrafią zrobić użytku ze swoich pieniędzy, ponieważ przez swoje usposobienie tracą okazję do inwestowania i wzbogacenia się. Flegmatycy jednak wybierają finansowy spokój. Można im powierzyć swoje z pieniądze i mieć pewność, że będą bezpieczne – zaznacza Justyna Pawłowska.
Z kolei melancholik w pewnym sensie jest podobny do choleryka – nim także kierują emocje, ale innego rodzaju.

Melancholik nie korzysta z szans

Melancholik podobnie jak flegmatyk, zachowuje rozwagę, jeżeli chodzi o wydawanie pieniędzy, ale potrafi popaść w zły nastrój, poprzez który widzi swoją przyszłość finansową w czarnych barwach – mimo że obiektywnie nie ma do tego powodów.
Często analizuje swoje finanse i bardzo dokładnie planuje budżet domowy na długi czas do przodu. Taka osoba frustruje się więc, gdy czeka ją – zwłaszcza większy – nieplanowany wydatek, nawet jeżeli ma na niego fundusze.
Paradoksalnie, na swoim podejściu do kwestii finansów melancholicy mogą wiele tracić. Są przywiązani do wybranych przez siebie kont i innych produktów bankowych, przez co sprzed oczu uciekają im atrakcyjnie oferty, na których mogliby skorzystać.
W dodatku, ze strachu przed tym, że mogą stracić finansowy grunt pod nogami, boją się zaciągać kredyty i pożyczki, a skorzystanie z takich rozwiązań czasem jest bardziej opłacalne niż kupowanie za gotówkę. Zdarza się, że w ogóle nie ufają instytucjom finansowym, mając poczucie, że w każdej umowie ukryte są pułapki: niekorzystne warunki lub dodatkowe koszty, itp.
Każdy z nas jest mieszanką osobowości, ale jedna z nich może wybijać się na tle pozostałych. Dlatego, warto mieć świadomość, czy jest to akurat ta, która może wpędzić nas w kłopoty finansowe czy wręcz przeciwnie.
Wprawdzie nie każdy może być flegmatykiem, co stanowi idealne przygotowanie psychiczne do prawidłowego zarządzania własnymi finansami. Ale nawet, jeżeli „zdiagnozujemy” u siebie osobowość sangwinika czy choleryka, to w żadnym wypadku nasze usposobienie nie może być wymówką dla pochopnie podejmowanych decyzji dotyczących pieniędzy.
Może to być jedynie wskazówka dla nas, że powinniśmy podjąć dodatkowe kroki zabezpieczające, które uchronią nas w dłuższej perspektywie przed długami i ich niebezpiecznymi konsekwencjami.

Żeby móc oszczędzać, trzeba mieć co

Z próżnego i Salomon nie naleje. Dlatego ludzi słabo zarabiających, których w Polsce jest większość, trudno namawiać do długofalowego oszczędzania.

Zakończyły się dwa najgorsze miesiące dla rodzinnych finansów Polaków.
Jak wynika z badania przeprowadzonego przez BIG InfoMonitor, styczeń to drugi, najtrudniejszy miesiąc dla Polaków pod względem finansowym (duże wydatki, związane głównie z feriami, a niewielkie dochody).
Na pierwszym miejscu znajduje się, z powodów oczywistych grudzień – aż 62 proc. ankietowanych w tym okresie z powodu dużych, świątecznych wydatków miało problemy z terminowym opłaceniem rachunków czy rat kredytów.
Trzecie miejsce zajmuje naturalnie wrzesień (wydatki szkolne), kiepskie są także maj i czerwiec (organizowanie wakacji), nie najlepiej jest również w kwietniu i maju (zależnie od tego, w którym z tych miesiąców wypada Wielkanoc), słabo jest w sierpniu (kumulacja wydatków urlopowych). W sumie, bardzo niewiele pozostaje miesięcy, w których Polacy mogą powiedzieć, iż w skali roku wiedzie im się relatywnie nieco lepiej.

Trzeba próbować liczyć

W kłopoty finansowe wpaść łatwo, ale wyjście na finansową prostą może zająć co najmniej wet kilka miesięcy. Szczególnie wtedy, gdy utracimy zmysł samokontroli i ulegniemy np. poświątecznym wyprzedażom lub nie będziemy ograniczać wydatków podczas zimowych wyjazdów w trakcie ferii. Wszyscy ci, którzy mają wrażenie, że weszli w nowy rok z finansowym kacem i brakuje im gotówki, powinni powiedzieć sobie – czas na zmiany.
Akurat pierwsze miesiące roku to dobry moment na uporządkowanie domowych finansów. Wiadomo, że gdy pod koniec miesiąca brakuje nam środków na koncie, trudno myśleć o planie odkładania pieniędzy na „czarną godzinę”. Trzeba jednak myśleć o oszczędzaniu.
Pierwszym krokiem do opanowania domowej kasy, powinno być opracowanie budżetu, czyli po prostu skrupulatne policzenie wszystkich wydatków, które czekają nas w skali miesiąca oraz wpływów. Jest to nudna i żmudna robota, ale stanowi dobry punkt wyjścia do opracowania dalszego „planu naprawczego” naszych finansów. Pomagają w tym nowoczesne technologie. Według ekspertów, w odnalezieniu się w „domowej księgowości” pomogą aplikacje finansowe dostępne np. na smartfony. Trzeba w tym celu pobrać na telefon darmowe narzędzie np. „Kontomierz” i zacząć kontrolować, ile wydajemy. Aplikację można zsynchronizować z kontami osobistymi, dzięki czemu da się sumować wpływy i grupować wydatki według kategorii, np.: rachunki, zakupy spożywcze, spontaniczne przyjemności, spłaty pożyczek, itd. Wiele takich programów (np. „MoneyLover” czy „HandWallet”), oprócz podstawowej funkcji liczenia wydatków umożliwia także skanowanie rachunków, i tworzenie prostych planów oszczędzania.
Większość banków umożliwia także korzystanie z programów, które automatycznie grupują i zliczają płatności oraz przelewy, które wykonujemy z konta osobistego.
Wszystkie te narzędzia, choć początkowo skomplikowane. przy pewnej dozie wprawy mogą pozwolić na stały podgląd dostępnych funduszy, a także monitorowanie kondycji naszych finansów.

Na czarną godzinę

W domowym budżecie oprócz stałych wydatków, musimy także umieścić nagłe i niezaplanowane koszty – w innym przypadku, te mogą stać się potencjalnym źródłem kłopotów finansowych. Łatwo to powiedzieć, ale trudniej zrobić.
Nie możemy przewidzieć nagłych i przykrych niespodzianek, takich jak np. choroba czy utrata pracy, ale możemy próbować zawczasu się na nie przygotować finansowo.
Za minimalną kwotę, która daje jakie takie poczucie bezpieczeństwa w trakcie życiowych zawirowań, uznaje się sumę, która pokrywa koszty życia naszej rodziny przynajmniej przez trzy miesiące – choć okres sześciu miesięcy jest optymalny. a dziewięciu – jeszcze lepszy.
Oczywiście, taka poduszka finansowa może być też przeznaczona po prostu na wszelkie nieprzewidziane, duże wydatki, które pojawią się na naszej drodze. Trudno ją zgromadzić od razu, więc każdego miesiąca odkładajmy nawet drobniejsze kwoty. Jak będziemy mieć szczęście i obędzie się bez nagłych wydatków, to po jakimś czasie – z reguły dosyć długim – dadzą one sensowne oszczędności.
W tym celu warto wyrobić w sobie nawyk oszczędzania – radzą eksperci.

Życie bez kredytu

Dobrym pomysłem na trzymanie w ryzach finansów jest rezygnacja z karty kredytowej i spłacenie jej jak najszybciej, najlepiej tak, aby nie płacić dodatkowych odsetek, nawet gdy oznacza to rezygnację z zaplanowanych zakupów. Dzięki temu, łatwiej będzie nam pozbyć się obciążenia finansowego.
Ważnym krokiem do w miarę stabilnej i bezpiecznej sytuacji finansowej jest zadbanie o przyszłość – co oznacza, że nie wystarczą tylko zgromadzone środki na tzw. czarną godzinę.
Warto też pomyśleć o długoterminowym planie pomnażania środków, by zapewnić sobie godne życie na emeryturze.
Można w tym celu wybrać program oszczędzania, taki jak Indywidualne Konto Emerytalne lub Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego, które nie pomniejszają zaoszczędzonych kwot o „podatek Belki” w wysokości 19 proc. Oszczędzanie w ramach tych produktów wiąże się jednak z długim horyzontem czasowym – ulga obowiązuje tylko wtedy, gdy nie będziemy sięgać po rosnące oszczędności aż do 60 lub 65 roku życia.
A poza tym, w ogóle trzeba się zastanowić, czy warto odejmować sobie od ust tylko po to, by na emeryturze pożyć kilka lat bez nędzy. To kwestia strategicznego wyboru życiowego.

SKOK: résumé na dzisiaj

Wczorajszą rozmowę red. Werner z Wojciechem Kwaśniakiem, byłym zastępcą przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego przed kamerami tvn24 uznać trzeba za jedno z najważniejszych wydarzeń politycznych ostatniego okresu. Ponieważ jest ono publicznie dostępne, oraz jest przedmiotem licznych komentarzy, ograniczę się do wypunktowania głównych moim zdaniem tez związanych z aferą SKOK.

 

SKOK-i są prywatnymi instytucjami finansowymi działającymi w formie spółdzielni i korzystającymi od 2013 r. z gwarancji wkładów swoich członków, wypłacanych ze środków publicznych, którymi dysponentem jest Bankowy Fundusz Gwarancyjny.
Aferą SKOK Wołomin nie można przykryć ogólnopolskiej afery SKOK. Koszty przestępczej działalności SKOK Wołomin, pokryte przez BFG stanowią około 1/3 wszystkich środków publicznych (około 4,5 mld zł), jakie do tej pory wypłacone zostały członkom upadłych SKOK w ramach systemu gwarancji bankowych.
Wyjaśnić należy społeczeństwu przyczyny upadku wielu Kas. Z wypowiedzi przewodniczącego Kwaśniaka wynika, że było nimi wycofywanie swoich udziałów w spółdzielniach przez ich udziałowców, prawdopodobnie wobec wiedzy o ich niewłaściwym funkcjonowaniu.
Wyjaśnić należy społeczeństwu scenariusz biegu wypadków, gdyby Kasy nie zostały objęte gwarancjami BFG. Wyjaśnić należy skutki finansowe, ekonomiczne i polityczne. Nieobjęcie SKOK gwarancjami BFG doprowadziłoby do mega afery, która prawdopodobnie pogrzebałaby PiS.
Wyjaśnić należy kto w strukturze SKOK, zwłaszcza w Krajowej Radzie i jaką miał wiedzę na temat rzeczywistych problemów poszczególnych kas. Czy Rada starała się te problemy rozwiązywać (jak?) czy też uczestniczyła w ich tuszowaniu.
Wyjaśnić należy, czy celem ustawowego objęcia gwarancjami BFG udziałów ich członków w 2012 r. nie było w istocie stworzenie mechanizmu ratunkowego dla tych udziałów wobec powszechnej już wówczas wiedzy o poważnych problemach wielu SKOK. Wyjaśnić należy, czy w ten sposób nie doszło do świadomego przerzucenia na dysponenta środków publicznych skutków niewłaściwego zarządzania lub/i przestępczej działalności kas?
Wyjaśnić należy rolę i znaczenie spółki SKOK Holding zarejestrowanej w Luksemburgu dla efektywności całego systemu finansowego SKOK.
Skoro dwóch niezależnych rewidentów finansowych nie dostrzegło w dokumentacji SKOK Wołomin nieprawidłowości, dociec należy przyczyn i skali tego zjawiska. Jest on o niezwykle groźne dla całego systemu niezależnej rewizji finansowej w Polsce.
Wyjaśnić należy rolę warszawskiej prokuratury w aferze SKOK Wołomin oraz sprawdzić reakcję prokuratury na ewentualne zawiadomienia o naruszaniu prawa przez inne SKOK.
Jeżeli, jak się okazuje, zawiadomienie do prokuratury kierował Główny Inspektor Informacji Finansowej to znaczy, że nabrał on uzasadnionego podejrzenia wykorzystywania SKOK Wołomin do prób legalizacji środków finansowych pochodzących z nielegalnych źródeł. Wyjaśnienia wymaga stanowisko prokuratury w tej sprawie.
Afera SKOK, chociaż dotyczy prywatnych podmiotów, negatywnie rzutuje na wiarygodność polskiego systemu finansowego i wielu instytucji państwowych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Uwikłani są w nią politycy głównie PiS, ale jak wynika z relacji przew. Kwaśniaka również z innych opcji. Dlatego musi być wyjaśniona całościowo, a jedynym forum na którym można tego dokonać jest sejmowa komisja śledcza sejmu następnej kadencji. Zadanie takie winno więc stać jednym z głównych publicznych zobowiązań ubiegających się o mandaty posłów i senatorów w kampanii wyborczej do parlamentu w 2019 r.
Jako ciekawostkę i bonus dla wytrwałych czytelników zamieszczam diagram powiązań kapitałowych i osobowych spółki SKOK Holding za raportem opracowanym przez Komisję Nadzoru Finansowego.

 

Tekst ukazał się na blogu Jacka Uczkiewicza „Wołania na puszczy”.

Flaczki tygodnia

Czy pan prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński powinien podać się do dymisji?
Bo, zdaniem opozycji, mógł patronować zorganizowanej grupie przestępczej działającej w najważniejszych finansowych instytucjach państwowych.

***

Uwaga Czytelnicy! Nasza rozmowa nie jest przez „Flaczki” podstępnie nagrywana. Nie musicie zatem uruchamiać przeróżnych „szumideł”, czyli zagłuszarek wszelkiej maści. Nie musicie też uruchamiać najpowszechniejszego w Polsce „szumidła”, czyli autocenzury.

***

Z zaprezentowanych już przez mecenasa Giertycha i z zapowiadanych przez niego kolejnych informacji wynika, że w polskich, państwowych instytucjach finansowych istniała grupa przestępcza, która zajmowała się wymuszaniem pieniędzy od prywatnych przedsiębiorców. I to tych z najwyższej finansowej półki.

***

W zamian za przychylność najwyższych władz partyjno – państwowych krajowi biznesmeni opłacali się przedstawicielom grupy trzymającej finansową władzę. Zatrudniali jako doradców, konsultantów, prawników, członków rad nadzorczych i zarządów zaproponowane im osoby. Wyznaczając im wysokie wynagrodzenie. Zatrudnieni mogli być wysoko opłacanymi „słupami”. Piszemy mogli, bo nie zostało im jeszcze udowodnione, że większą część swych wysokich wynagrodzeń przekazywali szefom grupy przestępczej.

***

Z nagranych podstępnie rozmów oraz zeznań biznesmana Leszka Czarneckiego wynika, że otrzymał on od pana przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego Marka Chrzanowskiego propozycję zatrudnienia związanego z KNF prawnika za jeden procent wartości aktywów banku. W zamian biznesmen Czarnecki uzyskałby przychylność władz państwowego nadzoru finansowego, co pomogłoby mu wyprowadzić posiadane przez niego banki z finansowych tarapatów.
Gdyby jednak biznesmen Czarnecki nie zechciał skorzystać z propozycji pana przewodniczącego Chrzanowskiego, to najwyższe władze finansowe przystąpiłyby do realizacji „planu Zdzisława”.
Planu doprowadzającego do upadki finansowego banki biznesmena Czarneckiego i przejęcia je przez państwo polskie za przysłowiową złotówkę.

***

Pomimo tak kuszącej propozycji biznesmen Czarnecki oferty Komisji Nadzoru Finansowego nie przyjął. Tylko dokumentował ją na podstępnie dokonywanych nagraniach.
A kiedy Sejm RP w trybie pilnym zechciał przyjąć rozwiązania prawne pozwalające na szybkie przejęcie tych banków, to biznesmen Czarnecki rozpoczął obronę przez atak. Wykorzystując płatne usługi mecenasa Romana Giertycha, byłego wicepremiera w rządzie pana premiera Jarosława Kaczyńskiego, upubliczniać zaczął korupcyjne propozycje pana przewodniczącego Chrzanowskiego.

***

Jeśli fakty ujawniane przez Czarneckiego i Giertycha są prawdziwe, to mamy do czynienia z powstaniem w Polsce systemu oligarchii podobnego do istniejącego już na Ukrainie. W panującym tam systemie oligarchii politycznej i finansowej bardzo często, zwłaszcza za prezydentury Wiktora Janukowicza, dochodziło do podobnych przejęć prywatnych przedsiębiorstw przez grupy finansowe związane z panującą władzą.
Mechanizm okradania był podobny. Najpierw właściciel firmy dostawał propozycję zatrudnienia wskazanych mu osób. Te systematycznie przejmowały firmę wyrzucając w końcu jej dotychczasowego właściciela lub pozostawiając go na pozbawionym wpływów stanowisku. Jeśli opierał się takiemu „reketowi”, to władze państwowe od razu przejmowały niepokorną firmę wykorzystując istniejące prawo lub tworząc je na potrzeby takiego przejęcia.

***

Jeśli wierzyć mecenasowi Giertychowi plan przejęcia banków biznesmana Czarneckiego przez państwo polskie reprezentowane przez grupę przestępczą reprezentowaną przez pana przewodniczącego Chrzanowskiego, zwany „Planem Zdzisława”, powstał w głowie pana Zdzisława Sokala. Polskiego ekonomisty. Członka zarządu Narodowego Banku Polskiego za pierwszych rządów pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Od 2015 roku doradcy finansowego pana prezydenta Andrzeja Dudy. Od 2016 roku prezesa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Obecnego przedstawiciela pana prezydenta Dudy w Komisji Nadzoru Finansowego. Znającego się z panem prezesem Narodowego Banku Polskiego Adamem Glapińskim.

***

Co ciekawe, pan Zdzisław Sokal był powołany w 2007 roku przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego na stanowisko członka zarządu Narodowego Banku Polskiego. Wchodził też w skład rady Międzynarodowego Banku Współpracy w Moskwie a w latach 2006-2007 przewodniczył radzie nadzorczej Kredobank S.A Ukraina. Jest zatem znawcą nie tylko zachodnio europejskich bankowych standardów, ale też rosyjskich i ukraińskich rozwiązań w sferze bankowości.

***

Aby zdyskredytować biznesmana Leszka Czarneckiego związane z PiS narodowo – katolickie media przypomniały, że Leszek Czarnecki był współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa w Polsce Ludowej.
Taka informacja ma doprowadzić do automatycznego włączenia „szumideł” wśród wyborców PiS. Aby nie słuchali oni o ujawnianych aferach finansowych na szczytach władzy Prawa i Sprawiedliwości. Aby nie dotarła do nich informacja, że tworzy się u nas oligarchiczny, podobny ukraińskiemu, system sprawowania władzy.

***

Leszek Czarnecki rzeczywiście podpisał zgodę na współpracę z SB w 1980 roku. Miał wtedy 18 lat, był licealistą. SB miała obiecać mu wyjazd na zagraniczne studia. Z zachowanych materiałów i relacji jego kolegów ze studiów wynika, że aktywnym współpracownikiem jednak nie był.

***

Nie wiemy jeszcze czy ten „reket”, te plany rujnowania prywatnych polskich firm i przejmowania ich za złotówkę przez państwo PiS były częścią wielkiego planu budowy narodowo-katolickiej IV RP przez elity „Dobrej Zmiany”. Czy były pod patronatem pana prezesa NBP? Czy były akceptowane przez samego pana prezesa – sułtana Jarosława Kaczyńskiego?
Ale intuicja podpowiada „Flaczkom”, że okradanie byłego współpracownika SB, mogło być uważane przez środowiska PiS, za wielce patriotyczny czyn. Za słuszną i zbawienną walkę z „komuną”.
A w tej walce, taki szlachetny, patriotyczny wręcz, czyn, uświęca wszelkie podjęte środki.

Czy mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą?

Janusz Kaczmarek (ur. 25 grudnia 1961 w Gdyni) – polski prawnik, prokurator i polityk, od 2005 do 2007 prokurator krajowy, w 2007 minister spraw wewnętrznych i administracji.
31 października 2005 objął stanowisko prokuratora krajowego w strukturach Ministerstwa Sprawiedliwości kierowanego wówczas przez Zbigniewa Ziobrę.
8 lutego 2007 premier Jarosław Kaczyński odwołał go ze stanowiska prokuratora krajowego, a prezydent Lech Kaczyński na jego wniosek powołał go na urząd ministra spraw wewnętrznych i administracji. 14 marca 2007 otrzymał nominację na członka Rady Bezpieczeństwa Narodowego. 8 sierpnia 2007 został odwołany z zajmowanego stanowiska. Bezpośrednią przyczyną były informacje o tym, jakoby był on źródłem przecieku w sprawie planowanej akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi (tzw. afera gruntowa). 13 sierpnia 2007 został kandydatem grupy posłów LPR i Samoobrony RP na prezesa Rady Ministrów w trybie konstruktywnego wotum nieufności. 7 września 2007 Janusz Kaczmarek wycofał jednak zgodę na kandydowanie[6], wobec czego wniosek poselski jako bezprzedmiotowy nie został poddany pod głosowanie.
30 sierpnia 2007 został zatrzymany przez funkcjonariuszy ABW pod zarzutem utrudniania śledztwa i składania fałszywych zeznań. Zatrzymanie to zostało przez sąd uznane za bezzasadne i nieprawidłowe. Postępowanie przeciwko niemu w tym zakresie zostało umorzone w 2009.
W 2010 Janusz Kaczmarek uzyskał wpis na listę radców prawnych, a następnie na listę adwokatów, podejmując praktykę w zawodzie. Został też wykładowcą w Wyższej Szkole Administracji i Biznesu im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w Gdyni.

 

 

– Z punktu widzenia prawnokarnego sprawa jest bardzo poważna. Mówimy o styku polityki i biznesu, bardzo dużych pieniądzach i musimy zadać pytanie, czy w tle faktycznie nie mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą  – mówi były szef MSWiA Janusz Kaczmarek w rozmowie z Kamilą Terpiał (wiadomo.co).  – Wszystkie okoliczności sprawy dają jednoznaczną odpowiedź, że komisja śledcza powinna zostać powołana – dodaje.

 

KAMILA TERPIAŁ: Instytucje państwa w sprawie afery KNF zadziałały, jak twierdzą politycy PiS, szybko i sprawnie? Tak jak trzeba?

JANUSZ KACZMAREK: Na pewno szybko i sprawnie zadziałał prezes KNF, który błyskawicznie dostał się z Singapuru do Warszawy, a następnie do swojego gabinetu. Co tam robił? Nie wiemy. Mówię to oczywiście ironicznie. W tak poważnej sprawie należałoby oczekiwać, że czynności instytucji państwa, czyli prokuratury i CBA, które działało na jej polecenie, powinny nastąpić znacznie szybciej. Śledztwo wszczęto dopiero w oparciu o materiał prasowy, chociaż zawiadomienie do prokuratury zostało złożone przez mecenasa Romana Giertycha jeszcze przed upublicznieniem tej sprawy.
Po wszczęciu śledztwa należało w sposób bardzo szybki podjąć działania mające na celu zabezpieczenie materiału dowodowego, chociażby w postaci dokumentów czy urządzeń zagłuszających z gabinetu prezesa KNF-u. Na pewno należało to zrobić przed wizytą w tym miejscu Marka Chrzanowskiego.

 

Jak to możliwe, że CBA dociera do gabinetu dopiero po zdymisjonowanym prezesie, chociaż był na to czas wcześniej? Takie przeszukanie ma w ogóle jakieś znaczenie dla sprawy?

Znaczenie ma, ale nie wiemy, czy czegoś nie utracono, czy coś nie zaginęło lub nie zostało celowo zniszczone. Takie pytania już zawsze pozostaną bez odpowiedzi.

 

Sprawa trafia 7 listopada do Prokuratury Generalnej. Minister sprawiedliwości, prokurator generalny i premier dowiadują się dopiero tydzień później z przekazów medialnych. Jak to możliwe?

Pojawią się argumenty, że były to dni wolne od pracy. Ale to nie są satysfakcjonujące odpowiedzi i nie mogą uzasadniać twierdzenia, że wszystko zadziałało prawidłowo. Wręcz odwrotnie.
W sprawach tak poważnych nie ma świąt i wolnych dni. Jako prokurator krajowy o poważnych sprawach byłem informowany o każdej porze dnia i nocy, w soboty i w niedziele. Wydaje mi się, że taka praktyka powinna trwać do dzisiaj.

 

O czym świadczy taka zwłoka?

Świadczyć to może albo o lekkomyślnym podejściu do sprawy – to byłoby najbardziej pozytywne dla decydentów, ale może też powodować pytania, czy nie mamy do czynienia z celowym spowalnianiem tego postępowania i reakcją dopiero na doniesienia medialne. I to reakcją nie tak szybką i prawidłową, jak należałoby się spodziewać.

 

Zbigniew Ziobro na pierwszej konferencji prasowej w dniu opublikowania artykułu w „Gazecie Wyborczej” tłumaczył, że polecił wszczęcie śledztwa w tej sprawie i objął je „osobistym nadzorem”. Co to de facto może oznaczać?

Minister sprawiedliwości jest prokuratorem generalnym, ale także czynnie zaangażowanym politykiem obozu władzy, który ma określone polityczne cele i wizje. Dlatego taki nadzór może nie być obiektywny, ale skażony polityką. Obawy, że sprawa nie zostanie wyjaśniona tak jak trzeba, są uzasadnione.

 

Minister sprawiedliwości na antenie TVP publicznie domaga się złożenia w prokuraturze nośnika z oryginalnym nagraniem rozmowy Leszka Czarneckiego z szefem KNF, a pełnomocnik bankiera Roman Giertych odpowiada, że nośnik złożył już przecież w prokuraturze. Co się tam dzieje?

Świadczy to co najmniej o nieznajomości przez Zbigniewa Ziobrę tej sprawy, pomimo deklaracji osobistego nadzoru.
Roman Giertych w taki sposób obnażył brak podstawowej wiedzy, co uderza w powagę urzędu ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

 

Jak ta sprawa może się skończyć? PiS będzie robił wszystko, żeby ją rozmyć, czy będzie szukał kozła ofiarnego?

To jest bardzo poważna sprawa, w której nagle pojawiają się nie tylko wątki związane z Leszkiem Czarneckim, ale także udziałem tej samej osoby, czyli prawnika, który miał być zatrudniony w banku biznesmena, w innych bankach. Powtarzam, sprawa jest bardzo poważna i powinna być wyjaśniona w sposób dogłębny.
Czy tak będzie? Nie jestem pewien. Myślę, że to jest też taki rodzaj sprawy, w której media będą patrzyły politykom i prokuratorom na ręce.

 

W sprawie pojawiają się nowe wątki, także Grzegorza Biereckiego, czyli twórcy SKOK-ów. Opozycja mówi o zorganizowanym gangsterskim działaniu. Pan podpisałby się pod takim stwierdzeniem?

Nie chcę epatować takimi nazwami. Ale niezależnie od tego, jakimi określeniami emocjonalnymi i trafiającymi do społeczeństwa będziemy się posługiwać, to i tak z punktu widzenia prawnokarnego sprawa jest bardzo poważna.
Mówimy o styku polityki i biznesu, bardzo dużych pieniądzach i musimy zadać pytanie, czy w tle faktycznie nie mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą.
Przypomnę, że z punktu widzenia prawa karnego wystarczy, że to są trzy osoby, które łączy aspekt wspólnego działania i dążenia do popełnienia przestępstwa.

 

W tej sprawie takie warunki mogą być spełnione?

Należy to zakładać w analizach prawnych…

 

Ta afera uderzy w PiS?

Nie chcę wychodzić z roli prawnika. Analizy polityczne pozostawiam innym.

 

Może powinna powstać komisja śledcza? Co należy zrobić, żeby sprawę wyjaśnić?

Wszystkie okoliczności sprawy dają jednoznaczną odpowiedź, że komisja śledcza powinna zostać powołana. Czy będzie wola polityczna? To już jest inne pytanie. Na razie wszystko wskazuje na to, że takiej woli nie ma. A to też rodzi pytania.