Real wrócił na tron

Przeżywający ostatnio kryzys formy Real Madryt nieoczekiwanie Barcelonę 2:0 w meczu 26. kolejki Primera Divison. Było to pierwsza wygrana „Królewskich” z „Dumą Katalonii” na własnym stadionie od sześciu lat. Po tym zwycięstwie drużyna z Madrytu na dwanaście kolejek przed końcem rozgrywek objęła prowadzenie.

Przed niedzielną potyczką w zdecydowanie gorszej sytuacji był Real Madryt, który w tabeli miał do Barcelony dwa punkty straty, a na dodatek za sobą pasmo niepowodzeń – ligową porażkę z Levante (0:1), sensacyjne odpadnięcie z Pucharu Króla po przegranej z Realem Sociedad oraz prestiżową klęskę 1:3 z Manchesterem City u siebie w pierwszym meczu w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Hiszpańskie media, nawet te otwarcie sympatyzujące z madryckim zespołem, nie szczędziły mu przytyków. Najwięcej krytyki spadło jednak na prezydenta „Królewskich” Florentino Pereza, któremu wytykano głównie błędy w polityce transferowej.
Za najpoważniejszy z nich uznaje się w Hiszpanii zezwolenie na transfer Cristiano Ronaldo do Juventusu Turyn. Portugalski gwiazdor skorzystał z okazji, że z powodu epidemii koronawirusa przełożono ligowe spotkanie Juve, wybrał się do Madrytu żeby osobiście obejrzeć El Clasico. Wszechobecne telewizyjne kamery wychwyciły, jak oklaskiwał gole swoich dawnych kolegów. To natychmiast wywołało falę medialnych spekulacji o rzekomo rozważanym przez Portugalczyka powrocie do Realu.
To tylko ilustruje wciąż niezapełnioną pustkę po jego odejściu. Pustkę, która doskwiera nie tylko fanom madryckiego zespołu, ale też jego szefom. Nie wypełnił luki po CR7 ani znajdujący się wcześniej w jego głębokim cieniu Francuz Karim Benzema (przeciwko Barcelonie zaliczył 500. występ w barwach Realu), ani sprowadzony latem ubiegłego roku za 100 mln euro z Chelsea Londyn belgijski napastnik Eden Hazard, ani żaden z graczy jakim ma obecnie do dyspozycji trener Zidane. Dlatego w hiszpańskich mediach co rusz wytyka się Perezowi nieudolność w negocjacjach z Bayernem Monachium w sprawie transferu Roberta Lewandowskiego, którego strzeleckie wyczyny są na Półwyspie Iberyjskim regularnie odnotowywane i chwalone. Tych pretensji nic nie jest w stanie wytłumić, nie zdołało tego uczynić nawet wyznanie prezydenta Realu, że polski napastnik należy do grupy piłkarzy, którzy „nie są na sprzedaż”.
Messi gaśnie bez Cristiano Ronaldo
Zidane w prestiżowym starciu z Barceloną musiał zatem stawiać na tych graczy, których miał w kadrze. Tuż przed El Clasico wypadł z niej przez kontuzję Hazard. Belg musiał przejść operację i już wiadomo, że w tym sezonie ten 29-letni napastnik na pewno nie zagra. Nadzieja na przebudzenie Benzemy okazała się płonna. Francuzki napastnik w czterech poprzednich występach nie zdobył bramki ani nawet nie zaliczył asysty. W meczu z „Dumą Katalonii” zmarnował trzy znakomite okazje i w drugiej połowie został zmieniony. Jego zmiennik, 26-letni hiszpański napastnik pochodzenia dominikańskiego Mariano Diaz, którego już wcześniej uznano za transferową pomyłkę, niespodziewanie strzelił drugiego gola i przypieczętował sukces „Królewskich”. Drugim bohaterem w madryckiej ekipie był 19-letni Brazylijczyk Vinicius Junior, autor pierwszej bramki, po której skopiował tzw. piłkarską cieszynkę będącą znakiem firmowym Cristiano Ronaldo. A potem jeszcze na Instagramie opublikował zdjęcie jak się cieszy z podpisem – „Nasz idol Cristiano”. Ten dowód uznania ze strony młodszego o 16 lat zawodnika w stosunku do portugalskiego gwiazdora jest tylko potwierdzeniem oczywistego faktu, że dla podtrzymania magii El Clasico, jak przyjęło się nazywać potyczki Realu Madryt z Barceloną, Cristiano Ronaldo jest niezbędny.
Zwłaszcza że drugi z gigantów światowego futbolu, Leo Messi, też jakby zaczął powoli tracić piłkarski wigor. W niedzielnym spotkaniu na Santiago Bernabeu był tylko cieniem samego siebie sprzed lat, gdy w pojedynkę rozstrzygał mecze z odwiecznym rywalem. Futbolowi statystycy natychmiast wyliczyli, że genialny Argentyńczyk w El Clasico nie strzelił gola już od 428 minut, co w jest równowartością prawie pięciu meczów. Wychodzi na to, że po odejściu Cristiano Ronaldo Messi stracił motywację.
Bez bezpośredniej rywalizacji tych dwóch futbolowych geniuszy El Clascico straciło swoją wyjątkowość i chociaż pod względem sportowego poziomu to wciąż są mecze z najwyższej ligowej półki, to już nie ma w nich dawnej magii przykuwającej uwagę niemal całego sportowego świata.
Messi w niedzielnym starciu z Realem niewiele pomógł swojej drużynie i z każą kolejna minutą tracił chęć do gry. Podobnie zachowywał się w meczu z SSC Napoli w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Niewykluczone, że trener włoskiego zespołu Gennaro Gattuso, podobnie jak Zinedine Zidane, też znalazł sposób na zneutralizowanie sześciokrotnego zdobywcy Złotej Piłki. A bez Messiego FC Barcelona ma ogromne problemy ze zdobywaniem bramek. W meczu z Realem znakomite okazje zmarnowali Antoine Griezmann, Arthur Melo i niedawno zakupiony Martin Braithwaite. „Z taką grą nie mamy szans na triumf w Lidze Mistrzów” – przyznał szczerze Messi w wywiadzie dla „Mundo Deportivo”. Argentyńczyk miał na myśli głównie niemoc jego drużyny w spotkaniach wyjazdowych. W ostatnich ośmiu występach poza stadionem Camp Nou „Duma Katalonii” wygrała tylko dwa, ponosząc trzy porażki i notując trzy remisy.
Najlepsi w Hiszpanii to za mało
W hiszpańskiej ekstraklasie Real i Barcelona wciąż są poza konkurencją (trzecia FC Sevilla ma 10 punktów straty do „Królewskich” oraz dziewięć do zajmującej drugą lokatę „Dumy Katalonii”) i wiadomo już, że te dwa zespoły między sobą rozstrzygną walkę o mistrzostwo kraju. Ale w Lidze Mistrzów po dawnej dominacji zostało tylko wspomnienie. Madrycki zespół raczej na pewno pożegna się z rozgrywkami już w 1/8 finału, bo wątpliwe by trener Manchesteru City Pep Guardiola zaprzepaścił w rewanżu wyjazdowe zwycięstwo 3:1. Barcelona pewnie do ćwierćfinału awansuje, bo na Camp Nou nie powinna mieć mieć kłopotu z wyeliminowaniem Napoli (w pierwszym meczu padł remis 1:1).
Nie ulega jednak wątpliwości, że obie hiszpańskie potęgi latem będą musiały sięgnąć po autentyczne gwiazdy. Na futbolowym rynku nie ma ich wiele. Do przywrócenia dawnej magii El Clasico nie wystarczy już tylko ściągnięcie Cristiano Ronaldo. Jego czas, podobnie jak Messiego, zbliża się do końca, dlatego potrzebni są tam nowi piłkarscy wirtuozi, jak Francuz Kylian Mbappe, Brazylijczyk Neymer, Norweg Erling Haaland, Anglik Hary Kane czy nawet… Robert Lewandowski. Problem w tym, że jak słusznie zauważył Florentino Perez, niektórzy z nich mogą się okazać nawet dla Realu Madryt i Barcelony „nie do kupienia”.

Pustki na Santiago Bernabeu

Real Madryt w tym sezonie rozczarowuje. Słabe wyniki Królewskich mają wpływ na frekwencję podczas meczów na Santiago Bernabeu. Na stadionie pojawia się znacznie mniej kibiców niż w poprzednich latach.

 

Piłkarze Realu Madryt nie dają w tym sezonie kibicom wielu powodów do radości. W miniony weekend zespół prowadzony obecnie przez trenera Santiago Solariego, w kiepskim stylu pokonał u siebie Rayo Vallecano 1:0. Z trybun stadionu Santiago Bernabeu zwycięstwo „Królewskich” oglądało zaledwie 55 229 widzów. To trzeci z rzędu mecz Realu na swoim boisku z tak niską frekwencją. Mecz Pucharu Króla z Melillą obejrzało 55 243 osób, a spotkanie z CSKA Moskwa w Lidze Mistrzów tylko 51 636. Z dwunastu meczów, które w tym sezonie rozegrano na Santiago Bernabeu, tylko na siedmiu było ponad 60 tysięcy widzów. Jedynie w derbowym spotkaniu z Atletico trybuny zapełniły się w 97 procentach, gdy na potyczkę lokalnych rywali przybyło 78 642 kibiców.

W hiszpańskich mediach pojawia się sporo komentarzy, w których autorzy usiłują wyjaśnić przyczyny tej sytuacji. Według jednych głównym powodem drastycznego spadku frekwencji jest po prostu słaba gra drużyny, dla innych dość spora podwyżka cen karnetów. Ale są i tacy, którzy ten spadek zainteresowania fanów tłumaczą odejściem z zespołu Cristiano Ronaldo. Portugalski piłkarz przez blisko dziesięć sezonów dostarczał widzom piłkarskich emocji i prowadził zespół do sukcesów. Prezes Realu Florentino Perez nie zadbał o to, żeby na miejsce uwielbianego przez fanów CR7 sprowadzić piłkarza choćby tylko zbliżonej klasy. Walijczyk Gareth Bale i Francuz Karim Benzema nie potrafią utrzymać wysokiej formy przez dłuższy czas, a poza tym są już w klubie wiele lat i kibicom „Królewskich” ich gra już się najwyraźniej opatrzyła.

 

Solari zostaje w Realu

Władze Realu Madryt poinformowały, że Santiago Solari będzie trenerem „Królewskich” nie tylko do końca tego sezonu, ale do czerwca 2021 roku. Zmiana nastawienia do tego szkoleniowca to zasługa dobrych wyników zespołu.

 

Solari przejął ekipę Realu Madryt w trybie alarmowych, po okresie zapaści i serii wpadek, w wyniku których posadę stracił Julen Lopetegui. Kroplą, która przelała czarę goryczy, była klęska „Królewskich” w El Clasico z Barceloną 1:5. To po tym spotkaniu rozbity psychicznie zespół opuścił były selekcjoner reprezentacji Hiszpanii, w jego miejsce w szatni pojawił się dotychczasowy opiekun zespołu rezerw Realu, III-ligowej Castilli. Wbrew obawom kibiców Solari zdołał opanować sytuację i pod jego wodzą zespół wygrał cztery mecze z rzędu, strzelając w nich aż 15 goli. Zaczął od wygranej w Pucharze Króla z trzecioligową Melillą (4:0), potem „Królewscy” pokonali w Primera Division Real Valladolid 2:0, w Lidze Mistrzów Viktorię Pilzno 5:0, a na koniec serii znów w Primera Division Celtę Vigo 4:2.

Solari zastąpił Lopeteguiego z łatką „trenera tymczasowego”, ale mijały tygodnie i szefowie klubu nie zdołali dojść do porozumienia z żadnym ze słynnych szkoleniowców. Po czterech zwycięstwach z rzędu prezydent „Królewskich” Florentino Perez doszedł do wniosku, że może niepotrzebnie szuka fachowca daleko, skoro ma takiego pod bokiem. I zaproponował argentyńskiemu szkoleniowcowi kontrakt do końca sezonu 2020-2021. Perez powtórzył tym samym personalny manewr jaki wcześniej zastosował zatrudniając Zinedine’a Zidane’a, który przed przejęciem „Królewski” też był trenerem Castilli, a potem wygrał trzykrotnie z rzędu Ligę Mistrzów. Obecnie Real zajmuje w lidze szóstą lokatę, ale do prowadzącej Barcelony traci tylko cztery punkty.

 

Sensacyjny transfer CR7?

Tym transferem żyją media na całym świecie. Cristiano Ronaldo, najbardziej utytułowany piłkarz w ostatnich latach, chce odejść z Realu Madryt i przenieść się do Juventusu Turyn. „Królewscy” chcą za niego 150 mln euro.

 

Póki co nie ma żadnego oficjalnego potwierdzenia, że transfer portugalskiego gwiazdora zostanie ostatecznie sfinalizowany. Mimo to każdego dnia pojawiają się nowe rewelacje. Wedle doniesień włoskich i hiszpańskich mediów Juventus Turyn miał pozyskać Cristiano Ronaldo za 100 mln euro, bo ponoć w kontrakcie Portugalczyka jest taki zapis, że jeśli nie przejdzie do któregoś z najgroźniejszych rywali Realu Madryt w Lidze Mistrzów, to madrycki klub zgodzi się go oddać po „promocyjnej cenie”, właśnie za wspomniane sto milionów euro. Sam piłkarz, któremu prezydent „Królewskich” Florentino Perez odmówił podwyżki, miałby podpisać z Juventusem czteroletni kontrakt, na mocy którego zarabiałby rocznie 30 mln euro (w Realu inkasuje 21 mln euro).

Transfer miał zostać potwierdzony oficjalnie już w minioną sobotę, ale jak wieść niesie Florentino Perez w ostatniej chwili się zreflektował, bo dotarło do niego, że 100 mln euro za takiego gracza jakim w dalszym ciągu jest Cristiano Ronaldo, to stanowczo za mało. I podniósł stawkę do 150 mln euro. Tak przynajmniej donosi włoska „La Stampa”.

Co się stało, że zdecydowany już na pozbycie się wiecznie niezadowolonego portugalskiego gwiazdora Perez nagle usztywnił stanowisko. Jeśli wierzyć plotkom, zirytowało go bezczelne zachowanie Cristiano Ronaldo, który za pośrednictwem swojego agenta przekazuje do mediów informacje, że do odejścia z Realu Madryt został przez szefów tego klubu zmuszony. Perez domaga się teraz od Portugalczyka publicznego wystąpienia, w którym bezdyskusyjnie przyzna, że sam chce odejść z Santiago Bernabeu. Dla działacza „Królewskich” ma to istotne znaczenie, bo w nowym sezonie zespół bez swojego najlepszego strzelca w ostatnich latach może nie notować wyników, do jakich swoich kibiców przyzwyczaił w minionej dekadzie.

W Turynie tymczasem panuje duży spokój. Spekulacje na temat pozyskania gwiazdora Realu wywindowały akcje klubu na giełdzie, co doprowadziło nawet do interwencji włoskiego nadzoru finansowego, który zobowiązał turyński klub do wygłoszenia jasnego stanowiska w tej sprawie. I Juventus taki komunikat opublikował, zapewniając, że prowadzi rozmowy i że jak tylko zapadną jakieś wiążące decyzje, to poda je do publicznej wiadomości. No to wszyscy teraz czekają…

Cristiano Ronaldo w barwach Realu Madryt rozegrał 438 meczów, w których strzelił aż 450 goli. Wcześniej był zawodnikiem Manchesteru United i Sportingu Lizbona.

 

Cristiano Ronaldo nie zagra już w Realu?

W przededniu rozpoczęcia mistrzostw świata w portugalskich mediach hitem jest informacja, że lider reprezentacji tego kraju Cristiano Ronaldo latem na sto procent odejdzie z Realu Madryt.

 

Najbardziej śmiały w relacjach jest dziennik „Rekord”, który na pierwszej stronie obwieszcza wieść, że Cristiano Ronaldo podjął nieodwołalną decyzję o odejściu z Realu Madryt. 33-letni piłkarz ma co prawda kontrakt z madryckim klubem ważny do 30 czerwca 2021 roku, ale ponoć jest już w tak ostrym konflikcie z prezesem „Królewskich” Florentino Perezem, że nie odbiera już nawet od niego telefonów. Portugalski gwiazdor nie może wybaczyć działaczowi dwóch rzeczy – że nie dotrzymał słowa w sprawie obiecanej podwyżki oraz że nie broni go przed oskarżeniami hiszpańskiego fiskusa o unikanie płacenia podatków. Ronaldo czuje się też niedoceniany w szatni Realu i po dziewięciu latach chce odejść. „Rekord” twierdzi, że do Anglii, Francji lub Włoch.