Lewandowski jest królem Bundesligi

Ligowe emocje w Bayernie Monachium opadły, gdy w środku tygodnia zespół przyklepał ósmy z rzędu mistrzowski tytuł. W lidze ekipa trenera Hansiego Flicka ma już tylko jeden cel – wspieranie Roberta Lewandowskiego w jego walce o trzeci z rzędu, a piąty w karierze tytuł króla strzelców.

Niemcy nie mają już obaw, że Polak pobije pomnikowy rekord 40 goli w sezonie ustanowiony blisko pół wieku temu przez legendarnego napastnika bawarskiego klubu Gerda Muellera. „Lewy” na osłodę w sobotnim meczu z Freiburgiem ustanowił inny rekord Bundesligi – z 33. golami na koncie został najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii niemieckiej ekstraklasy. Wcześniej rekordzistą z 31. trafieniami był Gabończyk Pierre-Emerick Aubameyang, którego osiągnięcie w miniony wtorek w 32. kolejce Lewandowski wyrównał, a w sobotę w przedostatniej serii ligowej dwoma kolejnymi bramkami pobił. I nie jest powiedziane, że na tym poprzestanie, bo w ostatniej ligowej kolejce Bayern zmierzy się z szóstym zespołem Bundesligi VfL Wolfsburg.
Kapitan reprezentacji Polski w normalnych okolicznościach pewnie by w tym spotkaniu dostał wolne, zwłaszcza że jego najgroźniejszy konkurent to tytułu króla strzelców, Timo Werner z RB Lipsk, zaliczył w sobotę „pusty przebieg” w przegranym przez jego zespół 0:2 spotkaniu z Borussią Dortmund, pozostał zatem z dorobkiem 26 goli. A to oznacza, że musiałby w ostatnim meczu tego sezonu zdobyć co najmniej siedem bramek żeby dogonić „Lewego”, a osiem żeby go przegonić. To zadanie niewykonalne.
Lewandowski ma zatem piątą „armatę” praktycznie w kieszeni, za występ przeciwko Freiburgowi otrzymał po raz kolejny w tym sezonie notę „1”, oznaczającą w Niemczech „klasę światową”. Wszystko wskazuje, że zostanie uhonorowany tytułem „piłkarza sezonu” w Bundeslidze. Ale „Lewy” chce być nie tylko najlepszy w Niemczech, lecza także w Europie. Na razie jest liderem klasyfikacji „Złotego Buta”, nagrody dla najskuteczniejszego gracza w ligowych rozgrywkach na naszym kontynencie, ale chociaż pewnie prowadzi z dorobkiem 33 goli i 66 punktów, a jego najgroźniejszy konkurent Włoch Ciro Immobile z Lazio Rzym ma na koncie 27 trafień i 54 pkt, to należy pamiętać, że Serie A dopiero w minionym tygodniu wznowiła rozgrywki i ma jeszcze do rozegrania 12 ligowych kolejek. Zatem Immobile będzie miał dość okazji na przegonienie polskiego napastnika Bayernu. Nie wolno też zapominać o dwóch kolekcjonerach „Złotego Buta”, czyli Cristiano Ronaldo i Leo Messim. Oni mają w tej chwili po 21 goli na koncie, ale Portugalczyk, jak Immobile, będzie miał jeszcze 12 okazji do poprawienia tego wyniku, a Argentyńczyk osiem. Dlatego Lewandowski chce grać do końca, żeby zbudować jak największą przewagę, bo on w swojej bogatej kolekcji jeszcze „Złotego Buta” nie ma.
Kapitan reprezentacji Polski bije się w tym sezonie o najwyższe indywidualne laury, czyli „Złotą Piłkę” redakcji „France Football” i tytuły „Piłkarza Roku” przyznawane przez UEFA i FIFA, ale te trofea zgarnie raczej bohater zaplanowanych na sierpień w Lizbonie finałowych rozgrywek Ligi Mistrzów. Bayern nie jest faworytem, lecz będzie miał komfortowe warunki na przygotowanie się do imprezy w stolicy Portugalii. 4 lipca zespół trenera Flicka zagra w finale Pucharu Niemiec, a potem piłkarze dostaną 12 dni wolnego. Po powrocie będą mieli ponad dwa tygodnie na przygotowanie się do rewanżowego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Chelsea (w Londynie wygrali 3:0) i prawie miesiąc na zbudowanie odpowiedniej formy na turniej w Lizbonie.
Wracając zaś do Bundesligi, to w 33. kolejce Łukasz Piszczek i jego koledzy z Borussii Dortmund pokonując na wyjeździe 2:0 RB Lipsk zapewnili sobie wicemistrzostwo Niemiec. Oba gole dla ekipy BVB strzelił 19-letni Norweg Erling Haaland. Były to jego 12 i 13 trafienia w Bundeslidze w tym sezonie, ale licząc z bramkami zdobytymi jesienią w lidze austriackiej, ma ich na koncie w sumie 29. Jeśli latem nie odejdzie z Borussii, to w przyszłym sezonie jego rywalizacja z Lewandowskim może być ekscytująca.

Lisy nie chcą Kapustki

Koszmar Bartosza Kapustki trwa nadal. Piłkarz wrócił do Leicester City z rocznego wypożyczenia do Freiburga, ale nowy trener „Lisów” Claude Puel po obejrzeniu jego gry w dwóch sparingach nie chce go w zespole.

 

Trener Freiburga Christian Streich wiązał z Kapustką pewne nadzieje, ale szybko zmienił zdanie i odstawił reprezentanta Polski na boczny tor. Okrzyczany wielką nadzieją polskiego futbolu zawodnik zagrał w sumie przez cały sezon tylko w dziewięciu meczach, z tego wiosną zaledwie w dwóch. Na boisku spędził łącznie tylko 285 minut, nie licząc występów w młodzieżowej reprezentacji Polski. Nic dziwnego, że Freiburg nie skorzystał z opcji transferu definitywnego i latem odesłał Kapustkę do angielskiego klubu.

Akurat w Leicester swoje porządki zaczął zaprowadzać nowy trener Claude Puel. Dokonując przeglądu kadr postanowił sprawdzić co potrafi 21-letni skrzydłowy, którego pamiętał z dobrych występów w reprezentacji Polski podczas Euro 2016. Sytuacja kadrowa w ekipie „Lisów” zdawała się sprzyjać polskiemu piłkarzowi, bo z zespołu odszedł do Manchesteru City skrzydłowy Riyad Mahrez i trener Puel szukał następcy.

Kapustka latem sezonu zagrał w dwóch pierwszych sparingach „Lisów” – z Notts County (4:1) i Akhisarsporem (0:0), lecz w kolejnych grach kontrolnych, z Udinese (1:2), Valencią (1:1) i Lille (2:1) nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych. Powodem nie była kontuzja, po prostu trener Leicester uznał, że umiejętności młodego Polak i jego forma nie trzymają poziomu Premier League. Szanse Kapustki na grę ostatecznie przekreślił transfer skrzydłowego Rachida Ghezzala, 13-krotnego reprezentanta Algierii, którego „Lisy” pozyskały z AS Monaco za 14 mln euro. A nasz piłkarz, którego z Cracovii kupiono za 5,5 mln euro, zapewne znów zostanie wypożyczony.