Kolejny wypadek na trasie do Morskiego Oka

22 sierpnia, po przejściu przez Tatry ogromnej burzy, na trasie do Morskiego Oka przewrócił się kolejny koń.

Tego dnia wielu turystów korzystało z tego transportu, by nie wracać w deszczu na na nogach na parking na Palenicy Białczańskiej. Fundacja Viva! po raz kolejny apeluje, żeby nie płacić za cierpienie zwierząt i nie wsiadać na wozy.
W ostatni czwartek, 22 sierpnia, około godziny 16:20 na ostatniej prostej przed parkingiem na Palenicy Białczańskiej, przewrócił się koń Budrys, ciągnący wóz pełen turystów wracających z Morskiego Oka.
– Świadkowie relacjonują, że koń leżał na asfalcie kilkanaście minut, miał fioletowy język i oczy wywrócone tak, że widać było białka – mówi Anna Plaszczyk z Fundacji Viva! – Dlatego podejrzewamy, że nie doszło do potknięcia się konia, a do jakiś problemów krążeniowo-oddechowch, związanych z wysiłkiem podczas pracy. Tego dnia po burzy w Tatrach bardzo wiele osób chciało skorzystać z transportu konnego, żeby nie wracać z Morskiego Oka w deszczu. Dodatkowo taka pogoda nie służy koniom – tłumaczy.
Na filmie, jaki przesłała do fundacji turystka wracająca spacerem z Morskiego Oka słychać płacz dzieci, które nie mogły patrzeć na cierpienie zwierzęcia. Zgodnie z relacją świadków koń nie potrafił wstać przez kilkanaście minut, a furmani wpinali jego uprząż z wozu. Kiedy zwierzę w końcu wstało – furman powiedział ludziom, którzy wcześniej z nim jechali, że mogą wsiadać na wóz.
– To zachowanie pokazuje podejście tych osób do zwierząt – mówi Cezary Wyszyński, prezes Fundacji Viva! – Doszło do wypadku, nie wiadomo jakie były jego przyczyny, ale kurs miał być kontynuowany? Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca! – dodaje.
Zgodnie z ekspertyzami, jakimi dysponuje Viva! konie ciągną na tej trasie o tonę za dużo, a takiego przeciążenia zabrania ustawa o ochronie zwierząt. Tatrzański Park Narodowy zasłania się jednak wyliczeniami hipologa z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, zgodnie z którymi konie nie pracują w przeciążeniu. – Wielokrotnie informowaliśmy Tatrzański Park Narodowy, że te wyliczenia są błędne – mówi Anna Plaszczyk z Vivy! – Dyrektor parku ignorował nasze apele przez wiele lat i nigdy nie sprawdził, kto ma rację. To, że hipolog pracujący dla Tatrzańskiego Parku Narodowego się pomylił potwierdził biegły sądowy w opinii sporządzonej dla Prokuratury Rejonowej w Limanowej. Dyrektor parku zna treść tej opinii, ale wciąż nie robi nic, by zwierzęta nie cierpiały – podkreśla.
Fundacja Viva! zawiadomi prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa znęcania nad koniem, który przewrócił się na popularnej wśród turystów trasie do Morskiego Oka. W prokuraturach w Limanowej i w Zakopanem wciąż trwają postępowania dotyczące systemowego znęcania się nad tymi zwierzętami.
– Po tym wypadku w mediach społecznościowych po raz kolejny zawrzało – mówi Cezary Wyszyński z Vivy! – Polki i Polacy domagają się natychmiastowego zatrzymania transportu konnego do Morskiego Oka i zastąpienia go alternatywnym, środkiem transportu – tłumaczy.
***
Konie nigdy nie były naturalnym elementem tatrzańskich dolin czy szczytów. Takim elementem są kozice, świstaki czy niedźwiedzie i tak powinno pozostać. Ponadto konie, pracujące ponad siły na trasie do Morskiego Oka, przyczyniają się nieświadomie do degradacji środowiska parku narodowego.
Pracownicy TPN w sposób wyrywkowy kontrolują furmanów, ale te kontrole prowadzone są w sposób ograniczony. Pracownicy Straży Parku nie znają się na zwierzętach, więc nigdy nie kontrolują ich stanu zdrowia, a jedynie dokumenty. Takie kontrole w żaden sposób nie prowadzą do wyeliminowania z trasy koni chorych.
Znamienne jest to, że byli oni wielokrotnie oszukiwani podczas kontroli wyrywkowych – np. kontrolowali furmanów na trasie, przewożących pasażerów, którzy równocześnie widnieli w systemie CEIDG jako osoby posiadające zawieszoną działalność gospodarczą.