Gazociąg Nord Stream 2, czyli bezprawie

Nie wiadomo, czy polskiemu urzędowi antymonopolowemu uda się zablokowanie szkodliwej, rosyjsko – niemieckiej inwestycji. Ważne jednak, że jasno zostało stwierdzone iż mamy tu do czynienia z łamaniem przepisów.

Urząd Ochrony Konkurencji i konsumentów nałożył ponad 29 miliardów zł kary na rosyjski Gazprom i ponad 234 miliony zł kar na pięć pozostałych spółek uczestniczących w budowie rurociągu Nord Stream 2. Ponadto, na mocy decyzji UOKiK firmy te mają obowiązek rozwiązać umowy zawarte na finansowanie tego gazociągu.
Wydanie tej bezprecedensowej decyzji i wymierzenie maksymalnych możliwych kar to efekt postępowania prowadzonego przez UOKiK w sprawie spółek, odpowiedzialnych za budowę i eksploatację gazociągu Nord Stream 2 bez zgody Urzędu. Dwa lata temu postawiono w tej sprawie zarzuty sześciu przedsiębiorstwom. Były to: rosyjski Gazprom, Engie Energy (Francja), Uniper (Niemcy), OMV (Austria), Shell (Holandia – Wielka Brytania), Wintershall (Niemcy). Za naruszenie zakazu dokonania koncentracji bez uzyskania zgody UOKiK grozi kara do 10 proc. rocznego obrotu przedsiębiorcy. Ponadto prezes Urzędu może nakazać przywrócenie stanu sprzed dokonania koncentracji.
Przeprowadzone przez polski urząd antymonopolowy postępowanie wykazało, że w 2017 r. pomimo braku zgody na utworzenie wspólnego przedsiębiorstwa, sześć spółek zawarło szereg umów dotyczących finansowania budowy Nord Stream 2. Rola tych firm była niezbędna dla powodzenia całego projektu.
Umowy zawarte pomiędzy sześcioma uczestnikami dotyczyły zarówno finansowania jak i wielu późniejszych uprawnień, np. możliwości ingerowania w działalność nowego gazociągu. Ponadto, ustanawiając zastaw na akcjach Nord Stream 2 finansujący stali się potencjalnymi akcjonariuszami wspólnego przedsiębiorstwa budującego gazociąg. Przejęliby bowiem jego akcje – w przypadku niewypełnienia umowy kredytowej przez Gazprom. Korzyści i zobowiązania związane z udziałem w całym przedsięwzięciu były dla wszystkich jasno ustalone. – W grudniu 2015 r., w momencie pierwszego zgłoszenia utworzenia tego joint venture, uczestnicy skonkretyzowali zamiar koncentracji, który nigdy z ich planów nie zniknął. Niecały rok później, po tym jak prezes UOKiK przedstawił poważne zastrzeżenia co do koncentracji, Gazprom podpisał z pięcioma zachodnioeuropejskimi koncernami energetycznymi umowy dotyczące gazociągu Nord Stream 2. Zgodnie z nimi połowa kosztów budowy gazociągu, którego łączna wartość szacowana jest na 9,5 mld euro, miała zostać sfinansowana właśnie przez te pięć koncernów – po 950 mln euro każdy. Drugą połowę miał pokryć Gazprom. Te same podmioty, które na mocy obowiązujących w Polsce przepisów prawa chroniących konkurencję wnioskowały wcześniej o zgodę na koncentrację i jej od nas nie dostały, stały się stronami umów finansujących. Ich poziom zaangażowania inwestycyjnego pozostał analogiczny, a warunki finansowania określone zostały w sposób umożliwiający przejęcie udziałów w gazociągu. Jednolity i wspólny dla wszystkich uczestników koncentracji jest również interes towarzyszący realizacji projektu – wyjaśnia Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.
Zdaniem UOKiK, działania te są obejściem przez niedoszłych wspólników Nord Stream 2 obowiązku uzyskania zgody polskiego UOKiK na utworzenie spółki finansującej budowę rurociągu. Cel wszystkich tych działań był identyczny. Zarówno utworzenie joint venture, jak i zawarcie późniejszych umów miało doprowadzić do sfinansowania budowy.
– Finansowanie wspólnego przedsiębiorstwa dokonywane przez uczestników rynku gazu, a nie instytucje finansowe, świadczy o wystąpieniu wspólnych interesów gospodarczych pomiędzy tymi wszystkimi sześcioma podmiotami. Bez ich udziału Nord Stream 2 nie byłby w stanie funkcjonować, a zatem prawdopodobnie w ogóle by nie powstał – dodaje prezes Tomasz Chróstny.
Oceniając stopień naruszenia przepisów, UOKiK uznał, że spółki nigdy nie zrezygnowały z zamiaru dokonania koncentracji, ale zrealizowały go w innej formie. Żaden z przedsiębiorców nie zawiadomił o swych działaniach polskiego urzędu antymonopolowego, lekceważąc tym samym prawo obowiązujące w Polsce (tożsame z regulacjami Unii Europejskiej). Doszło tym samym do złamania przepisów prawa oraz reguł uczciwej konkurencji, którego skutkami będzie zwiększenie uzależnienia odbiorców gazu na rynku wewnętrznym od jednego dostawcy – czyli Gazpromu.
Wszystko to może spowodować poważne konsekwencje dla gospodarki Polski i Unii Europejskiej, szczególnie poprzez terytorialne ograniczenia w dostawach gazu ziemnego oraz wzrost cen gazu dla odbiorców finalnych, zwłaszcza polskich konsumentów. Wysokie koszty realizacji przedsięwzięcia zostaną bowiem najprawdopodobniej zrekompensowane wyższymi rachunkami płaconymi przez polskich odbiorców gazu ziemnego – zaś pozycja negocjacyjna głównego uczestnika konsorcjum, Gazpromu, znacząco wzrośnie tak względem Polski, jak i pozostałych państw członkowskich Unii Europejskiej. W efekcie, ucierpiałaby i konkurencja na rynku, i – przede wszystkim – konsumenci.
Spółki finansujące gazociąg działały oczywiście umyślnie, dlatego UOKiK ukarał je maksymalnymi sankcjami finansowymi wynoszącymi w każdym przypadku 10 proc. rocznego obrotu, czyli dokładnie:
Gazprom – 29 075 726 808 zł, Engie Energy – 55 513 793 zł, Uniper – 29 913 407 zł, OMV – 87 748 906 zł, Shell – 30 220 135 zł, Wintershall – 30 785 804 złotych.
Nakazane także przez UOKiK rozwiązanie umów zawartych, by finansować Nord Stream 2 pozwoli zaś na przywrócenie stanu konkurencji sprzed dokonania koncentracji. Firmy mają na to 30 dni od otrzymania decyzji nakazującej rozwiązanie kontraktów. – Nie znalazłem żadnych okoliczności łagodzących. Działania sześciu spółek wywarły negatywny wpływ na konkurencję na rynku gazu ziemnego w Polsce, który odgrywa ogromną rolę dla całej gospodarki, w tym sytuacji gospodarstw domowych. Realizacja tej inwestycji zwiększa zależność ekonomiczną od rosyjskiego gazu nie tylko Polski, ale i innych krajów europejskich. Dlatego skorzystaliśmy ze wszystkich przysługujących nam narzędzi. Pod względem bezpieczeństwa energetycznego przedsięwzięcie to dzieli Europę na dwie części, z granicą na Odrze. Zadziwia brak zrozumienia tej kwestii przez zachodnie koncerny, biorące udział w przedsięwzięciu naruszającym konkurencję na rynku oraz europejskie bezpieczeństwo energetyczne – podkreśla prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Jak mówi, te wysokie kary finansowe mają zarówno nakłonić strony do przestrzegania prawa, jak i zniechęcić w przyszłości inne podmioty do podobnych zachowań naruszających prawo antymonopolowe.
Historia działań UOKiK mających zapobiec nielegalnym działaniom prowadzącym do budowy Nord Stream 2 jest już długa. W 2015 r. do UOKiK wpłynął wniosek sześciu spółek o zgodę na utworzenie wspólnego przedsiębiorstwa odpowiedzialnego za budowę i eksploatację gazociągu Nord Stream 2. W 2016 r. Urząd zgłosił zastrzeżenia do koncentracji, wskazując, że planowana transakcja może doprowadzić do ograniczenia konkurencji. Przedsiębiorstwa wycofały wniosek – ale niedługo potem pojawiły się informacje, że niedoszli uczestnicy transakcji podpisali jednak umowę na finansowanie gazociągu. W związku z tym wszczęto postępowanie przeciw Gazpromowi i jego pięciu kontrahentom o dokonanie transakcji bez zgody UOKiK.
W trakcie trwania postępowania prezes UOKiK kilkakrotnie zwracał się do wszystkich sześciu firm o dokumenty istotne dla sprawy. Dwie z nich: Gazprom oraz Engie Energy odmówiły udzielenia informacji ważnych dla prowadzonego postępowania, za co zostały ukarane łącznie karą 385 mln zł.
Obowiązek uzyskania zgody UOKiK na dokonanie koncentracji przez spółki zagraniczne, a także obowiązek współpracy z Urzędem i udzielania żądanych informacji oraz dokumentów wynika z polskich przepisów antymonopolowych. Analogiczne regulacje w zakresie koncentracji, mające na celu zapewnienie uczciwej konkurencji na rynku, obowiązują we wszystkich państwach Unii Europejskiej.
Wiadomo, że problem budowy Nord Stream 2 nie zostanie prędko rozwiązany (jeżeli w ogóle). Gazprom z pewnością odwoła się od decyzji polskiego UOKiK, sprawa trafi do sądu, potem zapewne do trybunału Unii Europejskiej. Wszystko to będzie trwać latami, bo młyny sprawiedliwości nie są szybkie. W międzyczasie druga nitka Nord Stream 2 zostanie ukończona i popłynie nią rosyjski gaz.
Tym niemniej, dobrze, że UOKiK postanowił zakończyć swe postępowanie jednoznacznym orzeczeniem, stwierdzającym złamanie prawa, wskazującym winnych i wymierzającym kary. Oznacza to, że już na zawsze ta inwestycja zostanie obciążona grzechem pierworodnym bezprawia. Może dzięki temu, w przyszłości w Europie już nie dojdzie do podobnych działań.

Zrobimy wszystko, co chcecie

Nasi sąsiedzi – Niemcy i Rosja – mogą być usatysfakcjonowani tym jak się zachowuje rząd Prawa i Sprawiedliwości. To rząd układny, pokorny, unikający sporów z władzami tych państw i godzący się grzecznie na wszystko co leży w ich interesie.

Jeżeli chodzi o wschód, to rząd PiS od prawie trzech lat obrał wyraźny kurs na zbliżenie Polski z Rosją. Sprzyja temu oczywiście antyunijna polityka prowadzona przez PiS.
Strona polska z niechęcią uczestniczy w unijnych sankcjach nałożonych na Rosję, a rosyjskie retorsje stara się omijać za pośrednictwem Białorusi. Rząd wyciszył antyrosyjską propagandę obecną w tzw. „mediach publicznych”, zastępując je atakami na Unię Europejską oraz Ukrainę.
Ucichły – oczywiście z wyjątkiem rocznic katastrofy – rytualne pohukiwania oskarżające Rosję o spowodowanie tragedii smoleńskiej, nikt już nie domaga się na serio zwrotu wraku Tu-154.
No i oczywiście rząd PiS, w kontaktach z Rosją, unika rozmów o gazociągu Nord Stream 2, wiedząc, że ten temat może wywołać niezadowolenie strony rosyjskiej.

PiS razem z Rosją

Widomym przykładem, inspirowanego przez rząd PiS zbliżenia polsko-rosyjskiego jest program współpracy Polska-Rosja.
Rada Ministrów przyjęła ten program pod koniec 2017 r., ma on budżet wynoszący 62,5 mln euro, z czego około 41,5 mln euro pochodzi ze środków Unii Europejskiej.
Główne elementy programu Polska-Rosja to, jak głosi oficjalny polski komunikat: „zachowanie dziedzictwa historycznego, ochrona środowiska i kwestie zmian klimatycznych, poprawa dostępności regionów i rozwój odpornego na klimat transportu oraz sieci i systemów komunikacyjnych”.
Rząd PiS zabiegał o uruchomienie tego programu już od 2016 r., co nie było proste, bo trzeba było najpierw uzyskać zgodę Unii Europejskiej, którą Polska po usilnych staraniach, otrzymała w grudniu 2016 r. Potem podpisano wspólną umowę finansową, co Rosja uczyniła z lekkim opóźnieniem, bo jej mniej zależało niż nam no i musiała dokładnie przeanalizować, czy program odpowiednio zabezpiecza jej interesy.
Rząd PiS niespecjalnie się chwali zbliżeniem z Rosją, wiedząc, że to wywoła niezadowolenie części tradycyjnego elektoratu. Kamufluje tę politykę propagandowymi bajkami o wybijaniu się na niezależność za sprawą planowanego przekopania Mierzei Wiślanej. Czyny są jednak ważniejsze niż słowa.

Żeby Niemcy byli zadowoleni

Rząd PiS zachowuje się układnie i bezkonfliktowo także w relacjach z Niemcami. W rządowych mediach przestano już opowiadać o rzekomych odszkodowaniach za straty wojenne, jakie Polska ponoć chciałaby uzyskać. Żaden członek polskiego rządu nigdy zresztą nie odważył się poruszyć tej kwestii w rozmowach z władzami niemieckimi.
Więcej! – rząd PiS nawet nie wypracował własnego stanowiska w kwestii reparacji od Niemiec, wiedząc, że już to wywołałoby niezadowolenie rządu naszego zachodniego sąsiada (który, owszem, swoje stanowisko przedstawił, stwierdzając naturalnie, że o reparacjach nie ma mowy).
Niewygodnego tematu reparacji unika też prezydent Andrzej Duda, który ustami swych urzędników ogłosił, że do sprawy mógłby się ewentualnie odnieść, kiedy będzie oficjalne stanowisko polskiego rządu.
Rząd PiS podobnie zachowuje się i w kwestii Nord Stream 2. W tym przypadku obecna ekipa próbuje być jednak nieco bardziej zniuansowana. Z jednej strony, oczywiście nie chce w żaden sposób urazić władz Niemiec i Rosji, z drugiej jednak, odgrywa teatr mający pokazać publiczności (wybory przecież coraz bliżej), iż twardo broni polskiej suwerenności przed unijnymi zakusami.
A ponieważ Unia Europejska nie zamierza przeszkadzać w budowie Nord Stream 2, zatem rząd PiS podejmuje pozorne działania, sugerujące jakoby to on próbował wstrzymać układanie drugiej nitki gazociągu przez Bałtyk. Oczywiście rząd niczego takiego nie robi – ale pragnie stworzyć takie wrażenie na elektoracie.
Dlatego też, choć nigdy żaden przedstawiciel polskiego rządu nie zażądał od władz niemieckich wstrzymania budowy Nord Stream 2, strona polska podczas unijnych spotkań czy rozmów polsko-niemieckich, raz czy dwa stwierdziła półoficjalnie, iż w kwestii Nord Stream 2 „stanowisko Polski jest nieco odmienne od stanowiska Niemiec”.
Była to najostrzejsza forma „protestu” w sprawie budowy Nord Stream 2 na jaką zdobył się rząd PiS w kontaktach dyplomatycznych.
Pozostało to oczywiście niezauważone i tylko niemiecki minister spraw zagranicznych dla porządku stwierdził w styczniu tego roku, że nikt nie przeszkodzi w zbudowaniu Nord Stream 2. I naturalnie miał rację, bo rząd PiS nie zamierza przeszkadzać.

UOKiK pozoruje sprzeciw

Rząd usiłuje jednak, jak wspomniano, stworzyć wrażenie, że wykonuje jakieś czynności utrudniające budowę Nord Stream 2. Do tych działań pozorujących oddelegowano Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

UOKiK od końca 2016 r. udaje, że się na poważnie zajmuje gazociągiem. Jako, że jest to urząd nie tylko polski ale i unijny, teoretycznie mógłby zablokować budowę Nord Stream 2.
UOKiK najpierw odrzucił wniosek sześciu firm zagranicznych o zawiązanie konsorcjum mającego zbudować gazociąg – czym oczywiście nikt w Europie się nie przejął. Formalnie budowę podjął sam Gazprom, ale zasilany pieniędzmi i logistyką pozostałych pięciu partnerów.
W 2017 UOKiK wszczął postępowanie wyjaśniające, podejrzewając, iż Gazprom jednak nie działa sam (co było i jest powszechnie wiadome). W maju ubiegłego roku wytoczył zaś oficjalne postępowanie przeciw Gazpromowi i pięciu innym firmom, razem z nim realizującym tę inwestycję. Nasza rządowa propaganda zaczęła głosić, iż UOKiK wstrzyma budowę Nord Stream 2 – po czym zapadła cisza.
Podobno UOKiK cały czas prowadzi analizę zgromadzonego materiału. Można przypuścić, że skończy ją wtedy, gdy gazociąg Nord Stream 2 już dawno zostanie oddany do użytku.
I tak właśnie wygląda skuteczność naszego urzędu antymonopolowego i obrona polskich interesów w wykonaniu rządu PiS.

Finał Ligi Mistrzów w cieniu skandalu

W sobotę 26 maja na Stadionie Olimpijskim w Kijowie Real Madryt zmierzy się z Liverpoolem w wielkim finale Ligi Mistrzów. W przededniu tego wielkiego wydarzenia Ukraińcy niespodziewanie ujawnili wielka aferę korupcyjną w swojej krajowej lidze.

Do trzęsienia ziemi w ukraińskim futbolu doszło we wtorek 22 maja. Tego dnia funkcjonariusze służb specjalnych wkroczyli do 50 lokali użytkowanych przez piłkarskie organizacje. Operacja jest pokłosiem śledztwa prowadzonego w sprawie działalności pięciu zorganizowanych grup przestępczych, które są podejrzewane o ustawianie meczów piłkarskich w ukraińskiej lidze. Proceder prowadzony był przez firmy bukmacherskie ulokowane w krajach azjatyckich.

Przestępcy zarabiali na tym miliony dolarów, a w korupcyjny proceder uwikłali aż 35 klubów. W tej grupie nie ma dwóch największych i najbardziej utytułowanych, czyli Szachtara Donieck i Dynama Kijów (w jego barwach występuje reprezentant Polski Tomasz Kędziora). Śledztwo w tej sprawie trwało dwa lata. Policja ustaliła, że mecze ustawiane były za łapówki dla graczy, sędziów, a nawet właścicieli klubów. Były także przypadki zastraszania i gróźb. Nielegalnym procederem sprzedawania meczów zajmowali się arbitrzy, trenerzy, zawodnicy i prezesi klubów – w sumie 328 osób. Z danych przekazanych przez policję wynika, że w korupcję zamieszanych było niemal 70 procent zespołów grających w czterech ukraińskich ligach – od ekstraklasy po ligę amatorską. Akcja została przeprowadzona na cztery dni przed wielkim finałem Ligi Mistrzów.

To nie jedyny skandal towarzyszący finałowi Champions League. W stolicy Ukrainy zniknęły reklamy jednego z głównych sponsorów rozgrywek, rosyjskiego koncernu Gazprom. Co ciekawe, banery z reklamami tej firmy zostały zainstalowane w wynajętych przez UEFA miejscach i dopiero wtedy strona ukraińska zaczęła domagać się od działaczy UEFA ich natychmiastowego usunięcia. Komuś zabrakło albo wyobraźni, albo umiaru, bo skoro Kijów zabiegał o organizację finału Ligi Mistrzów, to musiał wiedzieć, że Gazprom jest sponsorem rozgrywek.

W tym przypadku biznesowe zasady przegrały jednak z polityka i banery zostały pospiesznie usunięte z ulic ukraińskiej stolicy, albo zostały zakryte. „Taka decyzja spowodowana jest kwestiami politycznymi. Działania Rosji względem naszego kraju, czyli sprawa Krymu, wojna, sprawiają, że wszystkie działania agresora na terenie Ukrainy nie są dozwolone. Mam nadzieję, że pod tym względem dojdziemy do porozumienia z UEFA” – wyjaśnił przedstawiciel rządu Andrij Mirosznyczenko. Ze strony UEFA podano tylko, że „zaszło nieporozumienie co do reklam Gazpromu”.

W sobotę wieczorem o triumf w Lidze Mistrzów powalcz Real Madryt, który broni tytułu i ma szansę na trzeci triumf z rzędu oraz FC Liverpool.