„Nic Mu nie zostało oszczędzone… Jest różnica pomiędzy oceną a sądem”.

„Nie tyle dokuczają mi moje grzechy, choć popełniłem ich wiele, w różnym wymiarze, co brak stanowczości w ich naprawie. Krytyką powojennej przeszłości choć wielu oczekiwało – nie chciałem dać asumptu do rozdrapywania już zabliźnionych ran.

gen. Wojciech Jaruzelski

Mija 6 rocznica odejścia gen. Wojciecha Jaruzelskiego na wieczną wartę, w Szpitalu Wojskowym- ul Szaserów 128 w Warszawie (serdeczny szacunek, wdzięczność lekarzom i personelowi za wiele lat troski o stan zdrowia i ulgę w cierpieniu). 25 maja 2014 r. (niedziela) o godz. 15.24, zamknęła się wielka księga osobistych dokonań i upokorzeń Generała, ale i wiekopomnych sukcesów Polski i Polaków, z Jego inicjatywy i sprawstwa.
Za 41 dni skończyłby kalendarzowe 91 lat pracowitego, żołnierskiego życia; za 57 dni – 58 lat służby w stopniu Generała; za 54 dni minęłoby 25 lat od wyboru na urząd Prezydenta Polski. Jaki był Generał, co osiągnął, komu dobrze zapadł w pamięci a komu wyrządził jakąkolwiek krzywdę, co zostawił – odpowiedź zna każdy i wedle własnych kryteriów ocenia tego Męża Stanu.

Służył Polsce jako żołnierz na wielu stanowiskach wojskowych, ponad 15 lat jako Minister Obrony Narodowej. Ponad 10 lat w „cywilnej służbie państwowej”- Prezes Rady Ministrów, Przewodniczący Rady Państwa i Prezydent Polski, jednocześnie Zwierzchnik Sił Zbrojnych i Naczelny Dowódca na czas wojny. Że praca na tych stanowiskach była dla Niego żołnierską służbą- pamiętał zawsze. Żegnając się 11 grudnia 1990 r. z Rodakami mówił- „Jako żołnierz wiem, że dowódca, a więc każdy przełożony odpowiada i za wszystkich, i za wszystko. Słowo przepraszam może zabrzmieć zdawkowo. Innego jednak nie znajduję. Chcę więc prosić o jedno: jeśli czas nie ugasił w kimś gniewu lub niechęci – niechaj będą one skierowane przede wszystkim do mnie. Niech nie dotkną tych, którzy – w ówczesnych konkretnych warunkach, uczciwie i w najlepszej wierze – nie szczędzili przez lata całe swego trudu dla odbudowy i budowy naszej Ojczyzny”.

Żołnierz pamiętający o …

Niezwykle wysoko cenił sobie frontowych żołnierzy. Sam był zwiadowcą od Bugu do Łaby. Można powiedzieć, iż walczył „przed pierwszą linią”. Jest grupa żołnierzy frontowych, którzy z autopsji pamiętają, iż w latach powojennych ze sprawiedliwą oceną przelanej krwi żołnierskiej, bywało różnie. Wiedział o tym aż nadto dobrze. Dał temu wyraz na posiedzeniu Rady Naczelnej Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, 30 sierpnia 1983 r., m.in. mówiąc – „Naród nasz z jednakową wdzięcznością ocenił przelaną krew i żołnierski wysiłek bez względu na to, jakimi drogami prowadził do kraju – tą najkrótszą, której początkiem było Lenino, tą odleglejszą, przez Afrykę i zachodnią Europę, czy tą w kraju – w oddziałach partyzanckich i ruchu oporu. Jest prawem żołnierza, a później kombatanta wierzyć, iż kierunek z którego jemu przypadło iść, był dla Ojczyzny cenny i owocny”.

Pamiętał o „tych z Zachodu”, awansując na stopień generała, np. pilota walczącego nad Anglią w 1940, Stanisława Skalskiego, tworząc ad personam taki etat w Dowództwie Wojsk Lotniczych, czy Henryka Jabłońskiego, walczącego o Narwik, czy „Radosława”, Jana Mazurkiewicza, dowódcę zgrupowania w Powstaniu Warszawskim, a później z inicjatywy Generała przewodniczącego Komisji Budowy Pomnika Powstańców Warszawy. Odsłonił go w 1989 r. Wtedy m.in. mówił-„Trzeba nam spełnić testament poległych, podać sobie rękę ponad tym, co w przeszłości dzieliło. Niechaj ten pomnik – dowód wiecznej pamięci i hołdu dla bohaterów Powstania Warszawskiego – służy sprawie narodowego pojednania… Salutuję poległym. Wyrażam szacunek tym, którzy ocaleli. Zwracam się do urodzonych już po tamtej hekatombie, aby nie zapomnieli nigdy skąd ich ród”.

Awansował na stopień generała Roberta Satanowskiego, który dowodził niebyt mile widzianym na Wschodzie Zgrupowaniem „Jeszcze Polska nie zginęła” W lutym 1972 r. na osobistą rozmowę przyjął wdowę gen. Augusta Fieldorfa. Nie mogąc zadość uczynić prośbie- na koszt Wojska polecił wykonać symboliczny grób „Nila” na Cmentarzu Powązkowskim (aleja A, kwat. 14. Spoczywają żona i córka). Poparł wystąpienia środowisk i naukowców w sprawie rewizji sądowych wyroków z okresu stalinowskiego.
Skutecznie upomniał się o tych „co na Wschodzie” pozostali na zawsze. Gdy tylko nadarzyła się szansa – Michaiłowi Gorbaczowowi tłumaczył, że „zatajona przeszłość, ciąży na teraźniejszości, podczas gdy ujawniona ma wpływ już tylko na historię”. Wspólna, polsko-radziecka Komisja Historyków, wskazała autorów zbrodni w Katyniu. Jako Prezydent Polski, pierwszy oddał hołd pomordowanym w obecności członków rodzin i Wojska w 1990 r.

Gdy Michaił Gorbaczow poznał syberyjskie losy Polaków, polecił postawić pomnik z inskrypcją, „Polakom zmarłym na Syberii w 1939-1945 roku”(później uzupełnioną), obok grobu Ojca Generała w Bijsku (Ałtajski Kraj).

9 maja 2005 r. Generał z Prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim wziął udział w obchodach 60 rocznicy Dnia Zwycięstwa w Moskwie, w czasie których został odznaczony przez prezydenta Władimira Putina „Orderem 60-lecia Zwycięstwa”. Gazecie Rzeczpospolita (z 13 maja 2005 r.) oświadczył m.in. „Choć przez kilka tygodni w Polsce trwała kampania, krytykująca mój wyjazd, uważałem, że powinienem jechać. Zwłaszcza, że otrzymałem zgodę na wyjazd do Kraju Ałtajskiego, żeby być przy grobie swojego Ojca, co ma też swoją wymowę. I dziś jestem przekonany, że zrobiłem słusznie. Wystąpiłem jako najstarszy kombatant Wojska Polskiego i gdyby mnie nie było w Pałacu Kremlowskim, gdzie zostałem odznaczony, wśród kombatantów – byłych głów państw z Cypru, Chorwacji, Albanii i byłego króla Rumunii zabrakłoby Polaka. Uważam, że Wojsko Polskie zasłużyło na to, by jego wkład został w ten sposób podkreślony.”

Generał 10-12 maja 2005 r. przebywał na Syberii. Odwiedził grób swojego Ojca w Bijsku oraz stojący obok pomnik upamiętniający represjonowanych Polaków. Oddał hołd ofiarom represji razem z władzami Kraju Ałtajskiego. Zwiedził m.in. fabrykę „Prodmaszu”, w której pracował do 1942 roku i  spotkał się z członkami polskiej wspólnoty „Orzeł Biały”, której przewodniczył ks. Andrzej Obuchowski.  Odwiedził dom przy ul. Gorkiego 34, gdzie mieszkała rodzina Jaruzelskich podczas zesłania w  Bijsku.  Miejscowej prasie oświadczył m.in. „Bardzo się cieszę, że jestem w Rosji w te święte dla niej dni. Gdy zaczynała się wojna miałem 18 lat. Był to straszny okres ale pamiętam ciepło syberyjskich serc, ciepło z którym przyjmowała nas ta ziemia”.

Pamiętał o swoich kolegach z lat szkolnych w gimnazjum Księży Marianów na Bielanach (1933-1939), choć różne powody nie sprzyjały częstym spotkaniom. 6 października 1990 r. w ich gronie był w sanktuarium w Licheniu. Kustosz, ks. Eugeniusz Machulski- powitał Generała niezwykle serdecznymi słowami – „Przez wieki wspominamy zwycięstwa: pod Grunwaldem, pod Wiedniem, pod Warszawą. Ale te zwycięstwa i chwała okupione były tysiącami poległych rycerzy, żołnierzy, wojowników. W dziejach świata nikomu nie udało się odnieść pełnego zwycięstwa, armię całą zachować i życie swoich żołnierzy ocalić. Śmiem twierdzić, że takie zwycięstwo odniósł w naszej historii tylko jeden generał, tylko jeden wódz, przed którym dziś chylimy swoje czoła. Do takiego zwycięstwa i do pełnej wolności doprowadziłeś nasz naród Ty, Panie Prezydencie…” Otrzymany wcześniej obraz matki Boskiej Licheńskiej znalazł godne miejsce w Belwederze.

Wybrane dokonania…

Godzi się przypomnieć, iż z inicjatywy WRON, której Generał był przewodniczącym, zbudowano w Łodzi Szpital Pomnik Centrum Zdrowia Matki Polki. Mówił- „dawno już powinien stanąć na naszej ziemi, aby świadczyć o patriotycznej ofiarności polskich matek. O ich niezapomnianym wkładzie w przetrwanie naszego Narodu, w jego uporczywą, bohaterską walkę o wolność i zwykłą, człowieczą sprawiedliwość… Że dają z siebie przez całe lata poświęceń i trudu, tę codzienną matczyną krzątaninę, której historyk nie wymierzy, lecz bez której żaden polski dom nie byłby domem… Aby z szacunkiem pochylić się nad tymi, które obdarzone są szczególnie szczytnym tytułem. Myślę o Matkach. Dały Ojczyźnie swe macierzyństwo… Wniosły do życia narodu wartości bezcenne”.

Mocą podpisów Generała pod odnośnymi ustawami, została zmieniona oficjalna nazwa naszej Ojczyzny, z PRL na RP. Orzeł- godło, otrzymał koronę. Od 15 lutego 1989 r. – Dzień 11 listopada jest uroczystym Narodowym Świętem Niepodległości”. Od kwietnia 1990 – Dzień 3 Maja stał się Świętem Konstytucji. Nabożeństwo upamiętniające historyczny fakt, w Katedrze św. Jana celebrował Prymas Polski kard. Józef Glemp, w którym Generał wziął udział, podobnie jak wcześniej, podczas uroczystości na Placu Zwycięstwa, upamiętniającej 1 Września jako święto pokoju na świecie.

To staraniem Generała, jako Prezydenta i członków rządu Tadeusza Mazowieckiego, przedstawiciele dawnej Wielkiej Trójki i Francji, ostatecznie zamknęli-trwający od Poczdamu – problem granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej, mocą podpisów złożonych pod traktatem w Moskwie 12 września 1990 r. Zakończył on II wojnę światową w Europie. Otworzył drogę do zjednoczenia Niemiec. Jest „Pieczęcią Historii” na okresie dziejów, które zdały „pokojowy egzamin”.

… i „nagrody”

przynamniej trzy, które w kolejną rocznicę śmierci należy przypomnieć. „Sprawiedliwa zemsta i nienawiść”, jaką okazała władza Solidarności. W 2008 r. Generał z grupą członków WRON i Rady Państwa, stanął przed Sądem, oskarżony, m.in. o kierowanie „związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym”. Rok później, Sejm na wniosek rządu uchwalił ustawę obniżającą emerytury członkom WRON za stan wojenny. Karę- dotychczas nie spotykaną w polskim i europejskim sądownictwie, Trybunał Konstytucyjny uznał zgodną z Konstytucją.

„Zapał” władzy w polityczno-historycznym rozliczaniu okresu PRL, zrodził ustawę degradacyjną. Córka Generała, Pani Monika Jaruzelska, wystąpiła z publicznym apelem, od słów – „Szanowny Panie Prezydencie, zwracam się do Pana nie tylko jako córka żołnierza, ale przede wszystkim jako obywatelka…. Proszę o coś, co jest ważne dla Pańskiego środowiska politycznego. Proszę zdegradować mojego Ojca, ale nie upokarzać Jego byłych podwładnych i ich rodzin, a także tych żołnierzy, którzy podjęli służbę po 1989 r.”… Prezydent RP ustawę zawetował. Redaktor Naczelny Jerzy Domański zauważył, iż „zawetowanie tego bubla pokazuje, że politykom PiS przypomniał się kalendarz wyborczy”, a Pani Monika „wyróżniła się godnością i odwagą osobistą” („P” nr 15 z 2018). Miliony Polaków odczucia i postawę wyrazili odpowiedziami na internetowe pytania – 55,8% osób jest przeciwko degradacji gen. Jaruzelskiego i Kiszczaka; za – 29 %; Za degradacją są wyborcy PiS- 64%; PO-22%; Razem- aż 17%. Przeciwko są wyborcy Lewicy, określający się jako „wierzący i nie praktykujący” oraz nie wierzący i nie praktykujący.

Refleksje pod rozwagę…

Jan Paweł II. (z „Biografii”)- pomiędzy Papieżem a Generałem „niezwykle szybko nawiązała się nić sympatii i zaufania. Papież wyczuł, że Generał jest Człowiekiem bardzo uczuciowym, reprezentującym wysoki poziom moralny. Gdy podczas spotkania z polskimi biskupami w Watykanie pod koniec lat osiemdziesiątych jeden z gości uczynił krytyczną uwagę pod adresem Jaruzelskiego, Papież natychmiast mu przerwał: (…)proszę nie mówić w mojej obecności niczego złego o generale. Dźwiga na swych barkach ogromny wór kamieni(…). Czy w tym „worze kamieni” Papież widział tylko grzechy własne Generała, czy coś więcej?

Michaił Gorbaczow w jednym z wywiadów wspomniał- „Jan Paweł II powiedział mi, że Generał to bardzo poważny i solidny człowiek. Na ostrym zakręcie, na którym znalazła się Polska, bardzo wiele dla Polski zrobił”. Na obchodach 60. rocznicy powstania Izraela rozmawiał z prezydentem Lechem Kaczyńskim, któremu powiedział- „Czy rzeczywiście nie możecie rozwiązać problemu, już nie młodego, chorego człowieka- Generała, który wiele zrobił dla Polski. Poprosiłem o otoczenie chorego Jaruzelskiego opieką. Komu to wszystko jest potrzebne?”

Profesor Jan Widacki-„Dla gen. Jaruzelskiego nadeszła godzina próby. Ten realista i pragmatyk uznał, że czas wykorzystać okazję. Stąd decyzja o Okrągłym Stole, a później włączenie się w budowę polskiej suwerenności. Twórca stanu wojennego został pierwszym prezydentem suwerennej Polski … Byłem wtedy w samym centrum polskiej polityki. Jestem świadkiem tamtych dni. Prezydent Jaruzelski lojalnie współpracował z niekomunistycznym rządem, wspierał go, a na koniec sam, bo wcale przecież nie musiał, skrócił swoją kadencję prezydencką, ustępując miejsca Lechowi Wałęsie” (Przegląd nr 27 z 2013).

Profesor Bronisław Łagowski – „Jaruzelski jest spośród żyjących, człowiekiem najbardziej zasłużonym dla Polski. Przyjdzie czas, gdy stanie się to oczywistością i nastąpi symboliczne wynagrodzenie małodusznych, mściwych szykan, jakie Go spotykają. Proszę, żeby to zostało wpisane do protokołu” (Przegląd nr 27 z 2013).

Ludwik Stomma, na pytanie dziennikarza-„Jaki polski skandal minionych lat uznałby Pan za największy, za „koronę skandali”?- powiedział:„Byłoby nim ciąganie po sądach gen. Jaruzelskiego, człowieka, który doprowadził do przełomu Okrągłego Stołu, do pokojowej transformacji, który uczynił to pod prąd dużej części własnego środowiska społecznego” („T” z 9-10.08.08).

Ciekawe, co powiedziałby dziś, w 2020 roku;

Jerzy Domański, „Dlaczego miliony dorosłych Polaków dają sobie pluć na własne, uczciwie i dobrze przepracowane życie. Dlaczego nie stają w obronie faktów? W obronie tego, co sami stworzyli? Gdzie są miliony beneficjentów Polski Ludowej? Nikt im niczego nie podarował! Szkoły wypuszczają w świat tak proste umysły, że łykają coraz większe brednie” (Obrona Dobrej Pamięci, „P” nr 24 z 2016)

Profesor Jerzy Wiatr, przewodniczył Sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej. W „Sprawozdaniu”, stwierdzała, iż „nie ulega wątpliwości, że dopuszczenie do obcej interwencji zbrojnej lub do wybuchu starć wewnętrznych pociągnęłoby za sobą większe represje i cierpienia obywateli, niż to miało miejsce wskutek wprowadzenia stanu wojennego. Potwierdzają to również i współczesne doświadczenia różnych regionów świata, objętych wewnętrznymi walkami lub obcą interwencją. Ale dobrem ratowanym była również wartość najwyższa, jaką jest wolność narodu i państwa. Nawet, jeżeli ta wolność i suwerenność były ograniczone…Wartość dobra ratowanego, nieporównywalnie była większa od wartości dobra ratowanego”.

Profesor Adam Schaff, pod koniec lat. 90. kilka razy próbował przekonać Generała do zgody na wystąpienie z wnioskiem o przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla w dziedzinie polityki. Generał wdzięczny za inicjatywę. nie dał się przekonać żadnymi argumentami. Prosił, wręcz zabronił o tym mówić i pisać za Jego życia.

Czesław Miłosz.
Któż miecz Chrobrego wydobywał z pleśni?
Któż wbijał myślą słupy w dno Odry?
I któż namiętność uznał narodową
Za cement wielkich budowli przyszłości?
………
Nastał odpowiedni czas, i ni z tego ni z owego
Przyszła wolność za Jaruzelskiego

Żałobne refleksje…

Biskup Polowy WP, podczas mszy żałobnej, nauczał – „pogrzeb gen. Wojciecha Jaruzelskiego jest czasem próby dla wierzących. Jak z tej próby wyjdziemy? Czy zdamy egzamin z naszego człowieczeństwa i chrześcijaństwa?” Mija już 6 lat od śmierci Generała. Odpowiedzcie sobie Państwo na te pytania. Spróbujcie wskazać w czym tkwi istota, sens naszego, polskiego „człowieczeństwa i chrześcijaństwa”, nie tylko wtedy, podczas pogrzebu, ale ta na co dzień, pomyślcie! Dalej, że „Historia jeszcze długo będzie oceniać jego słowa, podejmowane decyzje i czyny. Będą to czynić następne pokolenia. Jest jednak różnica pomiędzy oceną a sądem. Można ulec pokusie zakłamania i ukrywania prawdy. Można też oskarżać w imię prawdy”.

Prezydent RP, Bronisław Komorowski, w Katedrze Polowej -„Jako człowiek pokolenia Solidarności, żegnam jednego z ostatnich – symbolizujących trudny, a często tragiczny los pokolenia czasów powojennych, pokolenia głębokich, bolesnych podziałów – polityka, żołnierza, człowieka dźwigającego ciężar odpowiedzialności za najtrudniejsze i za najbardziej chyba dramatyczne decyzje w powojennej historii Polski. Jestem jednak pewien, że żegnam także Rodaka, który nie tylko potrafił docenić, ale i głęboko pozytywnie przeżył wielkość dobrej zmiany, w której aktywnie uczestniczył, a która przecież zaowocowała polską wolnością i niepodległością”.

Aleksander Kwaśniewski, b. Prezydent RP, na Cmentarzu Powązkowskim mówił- „Żegnamy Wojciecha Jaruzelskiego, jednego z najwybitniejszych polityków Polski drugiej połowy XX wieku, człowieka skromnego i oddanego sprawom Polski, patrioty najwyższej próby. Nic Mu nie zostało oszczędzone. Stracony dom rodzinny, Syberia i katorżnicza praca, front, krew i łzy, polityczna odpowiedzialność i ryzyko porażki, niewdzięczność, ataki, procesy, choroby i cierpienia, i nawet dziś te krzyki wydobywające się z serc, które nie mają w nich miłosierdzia, a często tylko Boga na ustach. Niech, drogi Wojciechu, zadośćuczynieniem za to wszystko będzie świadomość, że Polska jest niepodległa, bezpieczna, że dobrze się rozwija, że byłeś współarchitektem tego dzieła, które dziś czcimy na XXV-lecie polskiej transformacji, że miliony ludzi wyrażają wobec Ciebie szacunek i wdzięczność, że nie da się wykreślić Twojego nazwiska z polskiej historii”.

Pamiętam …

Miałem zaszczyt wiele razy rozmawiać z Generałem na różne tematy. Mam wrażenie, że z naszych dyskusji pojawiła się taka konstatacja-„Nie tyle dokuczają mi moje grzechy, choć popełniłem ich wiele, w różnym wymiarze, co brak stanowczości w ich naprawie. Krytyką powojennej przeszłości choć wielu oczekiwało – nie chciałem dać asumptu do rozdrapywania już zabliźnionych ran”. Słyszałem ją kilka razy przy różnych okazjach, podczas środowiskowych spotkań Generała z kombatantami.
Znane okoliczności wykluczają możliwość spotkania się przyjaciół i podwładnych Generała, przy mogile na Powązkach. Uczcijmy więc chwilą zadumy- w dowolnym miejscu – pamięć „Człowieka skromnego i oddanego sprawom Polski, patrioty najwyższej próby. Nic Mu nie zostało oszczędzone”. Proszę.

Jubileusz Papieża-Polaka

„Jan Paweł II troszczył się o należytą rolę Polski w społeczności międzynarodowej, apelował o skupianie się Polaków wokół polskiej racji stanu i dobra wspólnego”.

z uchwały SLD, 2014 r.

Przywołana sentencja z uchwały SLD, wydanej na okoliczność kanonizacji papieży-Jana XXIII i Jana Pawła II, jest szlachetnym gestem wdzięcznej pamięci wobec obu świętych. Świadectwem politycznej mądrości, wyrazem obiektywizmu oceny dokonań. Godnym uwagi i szacunku dla jej Autorów, gdyż SLD- z natury swej jest spadkobierczynią PZPR, od lat na różne sposoby postponowaną i obrzydzaną Polakom. A okres gdy „Jan Paweł II troszczył się o należytą rolę Polski w społeczności międzynarodowej, apelował o skupianie się Polaków wokół polskiej racji stanu i dobra wspólnego”- to przecież dekada lat 80., zapisana w dziejach naszej Ojczyzny doniosłymi wydarzeniami, z decydującym udziałem Kierownictwa PZPR! – o czym Państwo Czytelnicy, szczególnie „Ci w dojrzałym wieku”, wiedzą z autopsji. Stąd też uprzejmie proszę Państwa o osobiste refleksje i przemyślenia nad przywołanymi myślami, naukami i wypowiedziami Jana Pawła II, odnoszącymi do Polski, jej problemów i pozycji. Uczcijmy tak 100. lecie urodzin jednego z największych Polaków XX wieku.

„Polska jest Ojczyzną trudnego wyzwania”…

Z pierwszą pielgrzymką Jan Paweł II przybył do Polski 2 czerwca 1979 r. Dzień wcześniej Trybuna Ludu napisała – „szczególnej wagi nabiera fakt, że Papież przybywa do Ojczyzny, kiedy obchodzimy 35- lecie Polski Ludowej”.
Na Okęciu, witając się z Ojczyzną, zwrócił się do Przewodniczącego Rady Państwa – „imieniem własnym oraz Rządu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej zechciał Pan wyrazić zadowolenie całego społeczeństwa, że >syn narodu polskiego, powołany do najwyższej godności w Kościele< pragnie odwiedzić Ojczyznę. Wspominam te słowa z wdzięcznością”. Warto zapamiętać słowa – „zadowolenie całego społeczeństwa”, a chwilę później powiedział – „że odwiedziny moje podyktowane są motywem ściśle religijnym”. W tym miejscu myśl, że Papież „podzielił” społeczeństwo, byłaby błędem. Bowiem wskazał na swój religijny, a nie państwowy motyw, był przecież jednocześnie głową państwa Watykan.

Ktoś może tej racji nie podzielać, więc wyjaśniam. Z chwilą wyboru kard. Karola Wojtyły, wizyta w Ojczyźnie dla milionów Polaków także dla kierownictwa PZPR, władzy była oczywista. Dziś już nie pamiętamy, że zachodnia prasa i RWE spekulowały jak postąpimy, „podsuwała” opozycji „cenne rady”. Wizyta Edwarda Gierka w Moskwie dawała powody. Tu ciekawostka. Papieża zdążył odwiedzić w Watykanie Andrzej Gromyko i wyniósł taką ocenę- „Nowy papież, w przeciwieństwie do poprzednich, wykazuje dużą znajomość problemów międzynarodowych, i to w wielu kwestiach szczegółowych. W tej problematyce czuje się swobodnie i pewnie. Nie mam wątpliwości, że na tronie piotrowym zasiadł człowiek kuty na cztery nogi. I, że jest naszym wspólnym, groźnym przeciwnikiem ideologicznym, który może sprawić wiele kłopotów również Polsce”. Do gościa na Kremlu powiedział – „To jest wyłącznie polska sprawa, a Polacy mają dylemat, bo i zaprosić trudno, i odmówić nie łatwo”. Proszę, zwróćcie Państwo uwagę na słowo Ojczyzna, „pełną nazwę Polski”, gdzie i do kogo wypowiada. Przemawiając w Belwederze (2 czerwca 1979) podczas oficjalnego powitania, m.in. mówił-„Dołączam od razu podziękowanie pod adresem Władz Państwowych Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej za to, że tak uprzejmie dołączyły się do zaproszenia Episkopatu Polski, wyrażającego życzenia katolickiego społeczeństwa w naszej Ojczyźnie, i ze swej strony również otwarły dla mnie podwoje ojczystej ziemi. Te podziękowania ponawiam, a równocześnie poszerzam je, mając na uwadze wszystko to, w czym stałem się dłużny różnym organom Władz zarówno centralnych, jak i terenowych ze względu na ich wkład w przygotowanie i urzeczywistnienie tych odwiedzin”. Zapytam- nie „wyczuwacie” tu Państwo „echa” różnych rad „szeptanej propagandy”, oficjalnych wypowiedzi, które jeszcze przed pielgrzymką mogły Gościowi sprawić przykrość, np. kosztami wizyty, czym niektórzy próbowali podsycać wiadome sobie nastroje i oczekiwania – „co Ruskie zrobią”, „co im Gierek powie”, czy dojdzie do „przepychanek” a Papież będzie uspokajał, itp. Dalej, w Belwederze Papież mówił- „To, że racją bytu państwa jest suwerenność społeczeństwa, Narodu Ojczyzny, to my, Polacy, szczególnie głęboko odczuwamy. Tego nauczyliśmy się poprzez całe nasze dzieje, a w szczególności poprzez ciężkie doświadczenia ostatnich stuleci…Słowo >Ojczyzna< posiada dla nas takie znaczenie pojęciowe i uczuciowe zarazem, którego, zdaje się, nie znają inne narody Europy i świata”. Szkoda, że nie mogę poznać Państwa oceny „suwerenności”- tej papieskiej i tej dzisiejszej.

Tę myśl kończył Papież taką oceną- „Dla całego naszego pokolenia tak straszliwym wstrząsem była ostatnia wojna światowa i przeżyta w Polsce okupacja. 35 lat temu wojna ta zakończyła się na wszystkich frontach. Rozpoczął się wraz z tym momentem nowy okres w dziejach naszej Ojczyzny. Nie możemy jednak zapomnieć wszystkiego, co się złożyło na doświadczenia wojny i okupacji. Nie możemy zapomnieć ofiary życia tylu Polaków i Polek. Nie możemy też zapomnieć bohaterstwa żołnierza polskiego, który walczył na wszystkich frontach świata >za wolność naszą i waszą<”. Właśnie, zwróćcie Państwo uwagę na ten „nowy okres w dziejach naszej Ojczyzny”- jak oceniany w III RP, za co są opluwane życiorysy nasze i rodziców? W obecności najwyższych władz, Papież „pozwolił sobie wyrazić radość z wszelkiego dobra, które jest udziałem moich rodaków żyjących w Ojczyźnie-jakiejkolwiek natury byłoby to dobro i z jakichkolwiek założeń wypływało. Myśl, która rodzi prawdziwe dobro, musi nosić na sobie znamię prawdy”.

Zastanówcie się Państwo- popijając łykiem mocnej kawy, by rzeźwiej było medytować, pamiętając, że był to 1979 r. A dalej zwracając się do I Sekretarza- „raz jeszcze serdeczne podziękowanie dla Pana oraz szacunek dla wszystkich jego starań mających na celu wspólne dobro Rodaków oraz właściwe znaczenie Polski w życiu międzynarodowym”- a jak dziś jest z tym „wspólnym dobrem” i „znaczeniem”, siebie pytam! Dołączył też Papież „wyrazy szacunku dla wszystkich dostojnych przedstawicieli władzy i zarazem dla każdego, wedle sprawowanego urzędu…wedle tej doniosłej odpowiedzialności” – nie zapomnijcie Państwo, że byli to głównie członkowie z „centrali” PZPR. Jest tu właściwy moment, by wspomnieć, że od 1963 r. jako Metropolita inicjował dyskretne, bez rozgłosu, osobiste kontakty np. z I sekretarzem KW PZPR w Krakowie (Lucjan Motyka, późniejszy Minister Kultury), kilka spotkań z Zenonem Kliszko na szlakach wędrówek po Tatrach, co zapamiętali Stanisław Stomma i pisarz Jerzy Zawiejski. Z tych rozmów, Zenon Kliszko – odpowiedzialny w Partii za stosunki Państwo-Kościół, odniósł wrażenie, że bp Karol Wojtyła byłby właściwym następcą Prymasa Wyszyńskiego. Później żartował w bliskim sobie kręgu, że ma „swojego człowieka” w Rzymie. Podczas homilii w Archikatedrze Warszawskiej mówił -„Pragnę ogarnąć wszystkich (wymienia osoby i zawody)…którzy pracujecie na roli, w przemyśle, w biurach, w szkołach, uczelniach, szpitalach, w instytucjach kulturalnych, w ministerstwach- wszędzie”.

Proszę, zwróćcie uwagę – Papież zwracał się do wszystkich, bez względu na wyznanie i przekonania, czy wtedy były tam krzyże czy nie! Jak Państwo pamiętają, od 1980 r. historia Polski „wydatnie przyspieszyła”. Próby władzy porozumienia się z Solidarnością poniosły fiasko. Ma w nich swój udział Papież. Do Rzymu (Castel Gandolfo), z polecenia gen. Wojciecha Jaruzelskiego 14 października 1981 r. udał się Józef Czyrek, Minister Spraw Zagranicznych. Zapoznał on Papieża z rządową oceną sytuacji w kraju i koncepcją Rady Porozumienia Narodowego, dla której chciał pozyskać poparcie, „błogosławieństwo” Papieża – jak pisze Generał. Nie chodziło o formalne uznanie, a jego wymiar praktyczny, konkretny – tj. takie działanie Kościoła, a ściślej Prymasa Glempa i Episkopatu, jak wyobraża sobie i oczekuje władza, sam Generał. Papież stanął na pozycjach realistycznych, wiedząc co dzieje się w kraju. Zgodził się zaangażować autorytet „młodego Prymasa” i Kościoła w pomysł Rady. Było to swego rodzaju opowiedzenie się Kościoła po stronie władzy i swoiste „przymuszenie” Solidarności do podjęcia działań z władzą dla „wspólnego dobra”. Taka postawa Papieża wsparła starania władzy o doprowadzenie do Spotkania Trzech, 4 listopada 1981. Wprawdzie do niego doszło, efekt praktyczny żaden, co było dalej – Państwo wiecie.

Wiedza z różnych wiarygodnych źródeł pozwala mi uznać, że od tego „fiaska” Papież zaczął „inaczej rozumieć” sytuację władzy, osobiście Generała. Nie tracąc nadziei, „wierzył” w intencje kierownictwa Solidarności, ale dawał „pierwszeństwo wiary” w uczciwość działań Generała. Stąd w Belwederze 17 czerwca 1983 r., m.in. mówił- „I chociaż życie w Ojczyźnie od 13 grudnia 1981 roku zostało poddane surowym rygorom stanu wojennego… to nie przestaję ufać, że owa zapowiadana wielokrotnie odnowa społeczna …zwarta w porozumieniach, dojdzie stopniowo do skutku”. Po powitaniu, tej „ufności” dał wyraz w „ścisłym gronie”, gdy rozpoczął rozmowę słów -„Panie Generale, na Boga, wiem, że jest Pan człowiekiem uzależnionym od Moskwy, ale przecież jest Pan także patriotą”. Choć wiele razy i w różnych kontekstach przywoływałem te słowa, uważam je za ocenę decyzji o stanie wojennym – była czynem patriotycznym w opinii Papieża, po tym co dowiedział się i usłyszał w zagranicznych mediach o stanie wojennym. Od Generała podczas powitania usłyszał pytanie- „kto zważył na szali bezmiar ludzkich cierpień, udręk i łez, których udało się uniknąć?” Śmiem uważać, że to pytanie wzmocniło wagę słowa „patriota”. W ustach Papieża miało wyraz wdzięczności dla Generała, dla ówczesnej władzy, dla reformatorskiego skrzydła PZPR, za uratowanie Polski i Polaków od rozlewu krwi, bólu i cierpień ludzi.

Była to „wdzięczność duchowa”, przemyślana wcześniej, tym pytaniem utwierdzona. Tu bardzo proszę, by nikt nie próbował mi zarzucać „wmawiania” Papieżowi słów i myśli, ani próby „wybielania” różnych dolegliwości stanu wojennego. Wielokrotnie o tym pisałem. W tym miejscu taki wyrazisty przykład: Gdy Papież pielgrzymował, mówi Generał – „my, władze, zaczęliśmy dostrzegać pewne niepokojące rzeczy, które mogły zdestabilizować sytuację… Nasz Gość był w bardzo trudnym położeniu, pod presją tłumów, które oczekiwały, że poprowadzi je na barykady…czuł silne przekonanie, że musi poprzeć ruch, wszystkie te narodowe i społeczne dążenia, które utrzymywały przy życiu jej członków… nie chciał zrobić niczego, co mogłoby zmącić spokój i stabilizację, ale jedno słowo, rzucone przypadkowo mogło spowodować całkiem nową sytuację”. Dostrzegacie tu Państwo wzajemne rozumienie Generała i Papieża splotu oczekiwań? Obawy, niepokoje i prośbę o rozmowę, Generał przesłał na piśmie, które wysłannicy doręczyli w Częstochowie. Profesor Adam Łopatka uzasadniając cel przybycia, do kard. Macharskiego mówi – „Odgłosy prasy tragiczne. Od Brazylii po Oslo nie pisze się nic pozytywnego” (o tej pielgrzymce, moje -GZ).

Tu zapytam Czytelników-co myślicie, czego Zachód oczekiwał? Jeśli po 37 latach powiem, że rozlewu bratobójczej krwi, ofiar, sensacji- będę w błędzie? Proszę nie zapominać, 2 lata wcześniej, w maju 1981 r. był zamach w Rzymie. Także dziś wielu z nas, ze ściśniętym sercem pomyśli- czy „powtórka” mogła być w Polsce? Papież zaproponował spotkanie w Krakowie. Odbyła się 2,5 godz. rozmowa (pisałem kilka razy). Podczas rozmowy nawiązał do wizyty w Oświęcimiu – „Kiedy byłem w Auschwitz, zatrzymałem się dłużej przy dwóch płytach nagrobkowych: żydowskiej i rosyjskiej. Chciałem dać wyraz szacunku zarówno dla narodu żydowskiego, jak i rosyjskiego, dla jego bohaterskiej walki z hitleryzmem”. Warto pamiętać tę naukę Papieża! Zaś opisując biedę w Meksyku skonstatował – „Generale, proszę się nie obrazić, ale ja nie mam nic przeciwko socjalizmowi – pragnę jedynie socjalizmu z ludzką twarzą”.

Wstyd pytać o „komunę”, byłaby obrazą mądrości Papieża, który ustrój akceptował w „krystalicznej formie”, wytykał wykoślawienia. Papież i Generał otwarcie, szczerze, wyrazili swe troski i ustalili kierunki przyszłego współdziałania. „Ta rozmowa przekonała mnie ostatecznie, że stan wojenny można już znieść, że Kościół będzie sprzyjał procesowi umiarkowanych zmian”, mówił Generał. Składając wizytę w Watykanie (styczeń 1987) Papież i Generał rozmawiali 70 min. o najważniejszych sprawach dla Polski. Jak wspominał Generał-Papież„dociekliwie wypytywał o Michaiła Gorbaczowa. Uważał go za postać innego wymiaru, niż stara kadra radzieckich decydentów. Twierdził, że Gorbaczow może dużo zmienić w swoim kraju, co będzie miało przełożenie na Polskę i świat”. Powiedział wprost- „Opatrzność dała nam Gorbaczowa, oby tylko nie ukręcili mu głowy”.

Niech Państwo jeszcze raz przeczytają to zdanie, zastanowią się- „przełożenie na Polskę”, np. wpływ na skalę naszej suwerenności, uspokajanie czujności sąsiadów, poszerzanie skali i zakresu wewnętrznych przemian, demokracji itp. Drugim węzłowym tematem była sprawa zachodniej granicy Polski w kontekście zjednoczenia Niemiec. Generał mówił, że RFN i część państw zachodnich wciąż kwestionuje granicę zachodnią, a jest ona dla Polski „sprawą życia i śmierci”. Papież uznał te oceny mówiąc, że „Kościół w jednoznaczny sposób wypowiada się o polskości tych ziem”. Dal temu wyraz podczas drugiej pielgrzymki do Polski (1983). 21 czerwca we Wrocławiu witały Papieża herby miast zachodniej Polski i pieśń „Nie rzucim ziemi”. W homilii mówił o polskości tych ziem i swoich związkach z Wrocławiem. Na Ostrowie Tumskim w zadumie pokłonił się Janowi XXIII. To właśnie ten Papież nadał polskim biskupom wyłączność jurysdykcji na tych ziemiach. Zarazem była też czytelnym sygnałem normalizacji stosunków dyplomatycznych Watykan-Polska. Jana XXIII ówczesne władze uhonorowały pomnikiem, ze słowami „Pacem interis”(pokój na ziemi), pierwszy i jedyny w bloku wschodnim! Jego posadowienie we Wrocławiu (1968 r.) ma wyraźną wymowę ekumeniczną i państwową. Warto zastanowić się, dlaczego o tak doniosłej decyzji i pomniku „jakoś” w Polsce po 1989 r. zapomniano. Wpisywała się przecież w kontekst stosunków państwo-Kościół, miała wymiar polityczny i międzynarodowy. Zapewnił, że „Góra Świętej Anny (tu w 2000 r. stanął pierwszy pomnik Jana Pawła II) pamięta o powstańcach śląskich, którzy zginęli na tych ziemiach” oraz o historycznych związkach opolszczyzny z Macierzą. Witając Papieża na Zamku Królewskim(czerwiec1987)-Generał mówił: „Odwiedzając Gdańsk i Szczecin, będzie Wasza Świątobliwość nie na obczyźnie, lecz we własnym, ojczystym kraju. To właśnie Polska Ludowa uzyskała szeroki dostęp do Bałtyku, przywróciła narodowi Wrocław i Olsztyn, Opolszczyznę i Pomorze Zachodnie. Sprawił to czyn bojowy, krew obficie przelana żołnierza polskiego i radzieckiego”. Gość w rozmowie z Generałem wyraził nadzieję, iż jego wizytę w Szczecinie, Zachód odczyta jako przypomnienie problemu zachodniej granicy i jednoznaczności stanowiska Kościoła w kwestii polskości tych ziem. Tu Papież przypomniał – „Wydarzenia lat 80.tych pozostawiły nam wszystkim to właśnie zadanie >pracy nad pracą<. W wielu wymiarach… Nieustannie trzeba podejmować to zadanie”. Uroczyste powitanie odbyło się na Zamku Królewskim, co poczta polska upamiętniła specjalnym znaczkiem. Ciekawe, czy Poczta Polska wznowi ten znaczek z okazji 100.lecia Urodzin Papieża-Polaka.

Żegnając się z Rodakami 14 czerwca 1987 r. na Okęciu, Papież mówił – „Polska jest Ojczyzną trudnego wyzwania…Ojczyzna nasza musi zabiegać o to, aby życie ludzkie w Polsce stawało się coraz bardziej ludzkie, coraz bardziej godne człowieka. Każdego człowieka, który żyje na tej ziemi”. Odnośnie praw człowieka, tkwiących u podstaw pokoju na świecie – „Każde z nich warunkuje prawdziwy postęp. Nie tylko osobowy, ale i społeczny. I nie tylko duchowy, ale też materialny”. Generał żegnał Gościa, takimi myślami – „Papież wkrótce pożegna Ojczyznę, zabierze ze sobą jej obraz w sercu. Lecz zabrać przecież nie może jej realnych problemów. Naród zostanie tu, między Bugiem a Odrą. Sam musi uporać się z wyzwaniami… Polsce prawda jest potrzebna, lecz potrzebna jest również prawda o Polsce”.

Po tej wizycie, niektórzy „lepiej wiedzący” odczytywali te słowa jako publiczny głos krytyki Generała, zapominając co wcześniej mówił Papież. Wymowne osobliwości Pierwsza- Papież 22 listopada 1981 r. wysłał list do Generała, w którym m.in. pisze -„Panie prezydencie, niejednokrotnie wracam myślą do treści naszych rozmów. Widzę, że dobro Rzeczypospolitej i jej Obywateli stało się dobrem nadrzędnym. Nie przestaję modlić się i życzyć władzom oraz całemu narodowi, by wokół tego dobra skupił swoje siły i całą dobrą wolę”. O czym te słowa świadczą- tak dla Polski jak i Generała osobiście? Druga – 6 grudnia 1989 r. nowy nuncjusz apostolski w Polsce, abp. Józef Kowalczyk składał Generałowi listy uwierzytelniające. Napisane w j. łacińskim, są adresowane tak: „Illustri et Honorabili Viro, Wojciech Jaruzelski, Republice Popularis Polonica Praesidii, Johannes Paulus PP II. – Wybitnemu i Czcigodnemu Mężowi Wojciechowi Jaruzelskiemu, Prezydentowi Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, Jan Paweł II PP (Papież i Pasterz). Rozpoczynają się: „Illustris et Honorabilis Vis Salutem et prosperitatem Wybitny i Czcigodny Mężu- zdrowia i pomyślności”. Papież wcale nie musiał ani tak określać Generała, ani używać tak znienawidzonej przez obecną władzę nazwy państwa – Polska Rzeczypospolita Ludowa. Wiedział, że w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia 1990 r. nastąpi zmiana na „Rzeczypospolita Polska”. Mógł poczekać do początku 1990 r. z aktem wręczenia listów przez nuncjusza. A jednak tego nie uczynił. Tak, jakby chciał pełną nazwę PRL uwiecznić w swym dokumencie. Co do określenia Generała łacińskimi, pięknymi słowami, i to dwa razy-Wybitny i Czcigodny Mężu- kogo skłaniają do chrześcijańskiej, ludzkiej refleksji i zadumy?

Trzecia- w Gdyni zapamiętano m.in. takie słowa Papieża – „Chociaż rosłem na ziemi daleko stąd, to jednak mogę powiedzieć, że rosłem równolegle z tym miastem, które stało się poniekąd symbolem naszej drugiej niepodległości. Wraz z całym moim narodem nie przestaję żywić wdzięczności dla tych, którzy to miasto, ten port bałtycki tworzyli tutaj od podstaw, poniekąd z niczego”; Czwarta- w Gdańsku Papież mówił o przyszłości – „Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie może nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować.” Wizyta na Westerplatte miała specjalną oprawę. Papież przybył tu z sopockiego mola motorówką Mewa. U nabrzeża witały dwa okręty Marynarki Wojennej w pełnej gali branderowej, a ORP Wodnik oddał salut 21 salw armatnich; Piąta- podczas pierwszego spotkania z Wojskiem Polskim 2 czerwca 1991 r. Papież wyraził refleksję „Jako Polak wiem, co na przestrzeni całych dziejów, a także na przestrzeni mojego własnego życia zawdzięczam tym, którzy w sposób często heroiczny uważali siebie za sługi bezpieczeństwa i wolności Ojczyzny”. Zwracam uwagę- „na przestrzeni mojego własnego życia”, czyli w Polsce Ludowej, PRL – proszę sięgnijcie Czytelnicy pamięcią;

Szósta- Papież, przemawiając w Sejmie 11 czerwca 1999 r., m.in. mówił- „Składam dzięki Panu historii za obecny kształt polskich przemian…Zostało nam, zostało wam powierzone tamto dziedzictwo odważnych i ambitnych wysiłków podejmowanych w imię najwyższego dobra Rzeczypospolitej. Od was zależy, jaki konkretny kształt przybierać będzie w Polsce wolność i demokracja… Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm…Wykonywanie władzy politycznej czy to we wspólnocie, czy to w instytucjach reprezentujących państwo powinno być ofiarną służbą człowiekowi i społeczeństwu, nie zaś szukaniem własnych czy grupowych korzyści z pominięciem dobra wspólnego całego narodu”. Siódma- kończąc VII pielgrzymkę w 1999 r. Papież niespodziewanie zaprosił do papamobile Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z Małżonką i razem podjechał do trybuny honorowej na Balicach. Pokażcie Państwo podobny przykład na świecie – ten Prezydent RP też był członkiem PZPR, częściowo „wychowankiem” Generała!

Ósma – Papież – choć schorowany, przyjął Generała w przededniu 20 rocznicy stanu wojennego. Z troską mówił o zagrożeniach życia ludzi, o ofiarach, jakie Polacy ponoszą dla swej wolności, przywołał różne fakty z naszej przeszłości. Interesował się przemianami w kraju. Generał powiedział, że „najsmutniejszą pointą transformacji ustrojowej, dokonywanej rękami b. działaczy Solidarności jest to, iż ani w Gdańsku, ani w Szczecinie nie ma już potężnych stoczni, w których ten ruch powstawał. Nie ma Ursusa, marnieje FSO i wiele innych zakładów – filarów Solidarności”. Że 7,5 tys. „patriotów” wyceniło swoje zasługi dla wolnej Polski na blisko 2 miliardy złotych”. Papież kręcił głową niedowierzając. Serdeczna rozmowa, podczas której Papież m.in. wyraził taką myśl – „Europa potrzebuje Polski, Polska potrzebuje Europy”- okazała się być ostatnią.

Dziewiąta – Papież żegnając Rodaków m.in. apelował, by Polska „wchodziła w trzecie tysiąclecie nie tylko jako państwo stabilne politycznie i gospodarczo zasobne, ale również umocnione duchem miłości wzajemnej i społecznej”. Jan Paweł II: 27 lat był papieżem. Dłużej panowali: Święty Piotr i Pius IX. Odbył 104 pielgrzymki, 3 razy pokonując odległość między Ziemią a Księżycem, łącznie w podróży był 586 dni. Nazywany jest „wędrownym misjonarzem”. W 130 krajach odwiedził ok. 900 miejscowości, na 6 kontynentach. Do Polski odbył 8 pielgrzymek. Odmówiono wizyty w ZSRR i Chinach. Kanonizował 478 świętych, w tym 9 Polaków i beatyfikował 1318 osób, w tym 154 Polaków. Ogłosił 14 encyklik, 14 adhortacji, 11 konstytucji i 43 apostolskie listy oraz wydał 12 dzieł literackich. Mianował 232 kardynałów. Biegle mówił w 8 językach, niektórzy mówią, że w 9 a nawet 11. Był pierwszym, który odwiedził Wielką Brytanię, jedynym, którego przyjęto w Sejmie RP i Białym Domu. Jedynym przywódcą państwa, z którym spotkał się 8 razy jest gen. Wojciech Jaruzelski.

Kto uratował „Solidarność”?

W czerwcu 1981 r. grupa dziewięciu polskich generałów zwróciła się do KGB z planem usunięcia Jaruzelskiego z uwagi na jego niechęć wprowadzenia stanu wojennego i zastąpienia go przez nowego ministra obrony (prawdopodobnie jeden ze spiskowców), który by aresztował pozostałych członków rządu, przejął kontrolę nad strategicznymi punktami, zatrzymał do 3000 kontrrewolucjonistów, których deportowano by gdzieś do Bloku Radzieckiego. Pod wodzą nowego ministra obrony narodowej zawiązałaby się junta wojskowa, bez udziału przedstawicieli dawnego rządu i BP. Następnie „zespół akcji” zaapelowałby do reszty Bloku Radzieckiego o pomoc wojskową aby bronić socjalizmu w PRL.
Archiwum Mitrochina

Tytułowe pytanie – zapewne Państwo Czytelnicy pamiętają – postawiłem w poprzednim tekście, „Zwycięstwo rozumu i rozsądku” („DT”, z 19-23 czerwca 2019), skrótowo wyjaśniając ocenę gen. Wojciecha Jaruzelskiego, iż „bez stanu wojennego nie byłoby Okrągłego Stołu”. Publikacje, m.in. autorstwa prof. Longina Pastusiaka, Jerzego Wiatra, Krzysztofa Janika i innych na łamach „Trybuny”, a także wywiady Roberta Walenciaka i teksty w „Przeglądzie”, czytelnie wskazują, iż „dojście” do Okrągłego Stołu było ze strony władzy procesem dość złożonym, by nie powiedzieć żmudnym.
Kierownictwo „Solidarności” przez kilka lat po stanie wojennym nie wykazywało chęci porozumienia z władzą. Dostrzegła to i dobitnie oceniała Margaret Thatcher: „Spotkałam się z przywódcami Solidarności i wielokrotnie radziłam im, aby dążyli do dialogu z rządem i nie ograniczali się do konfrontacji”. Podobne rady udzielał George Bush, przedstawiciele innych państw, w tym Watykanu i Kościoła w Polsce. Te sugestie wciąż okrywa całun milczenia, co widoczne było dość wyraziście podczas obchodów 30 rocznicy Okrągłego Stołu, a szczególnie wyborów 4 czerwca. Tu górowały zachwyty – właśnie nad zwycięstwem „Solidarności”, dość skutecznie zagłuszając pojawiające się głosy o umiar, rozsądek w postrzeganiu i ocenie ówczesnej rzeczywistości. Słuchając „zachwytów”, płynących z mediów – ponownie stawiam tytułowe pytanie.

Kontekst pytania…

Nie trzeba zbyt wielkiej wyobraźni, by zauważyć, że pytanie o „uratowanie”, zawiera w sobie kontekst zagrożenia – podkreślę – właśnie zagrożenia. Przez kogo, przez co? Zaskoczę Państwa – przez „Solidarność”, przez samą siebie! Może ta odpowiedź rozśmieszy Państwa lub też boleśnie dotknie osoby szczerze, autentycznie, życiowo związane z „Solidarnością” – tych bardzo serdecznie przepraszam! I przypominam, zachęcam do namysłu – co mogło się stać:
Lech Wałęsa w wywiadzie opublikowanym w „Sztandarze Młodych” z 1-3 maja 1981 roku mówi: „Jeśli będziemy szli na zwady, bez przerwy do konfrontacji, jeżeli będziemy atakować – nie tak, jak powinniśmy – to znaczy frontalnie milicję, SB, urzędy, to przecież ktoś nie wytrzyma. I zacznie się chaos, bałagan, bijatyka między nami. I wtedy ktoś trzeci będzie błogosławiony, jeśli nas rozbroi, to jest największe niebezpieczeństwo – nie interwencja. Interwencja, to będzie wtedy nawet wybawienie. I tego się boję”. Czy zaprzeczycie Państwo, że ocena jest i sugestywna, i celna. Z jednym wyjątkiem. Nie byłoby „wybawienia”, ale wręcz niewyobrażalna – wychodząca poza wewnętrzny konflikt – katastrofa. Zwróćcie uwagę – początek maja 1981 r.
Profesor Karol Modzelewski: „Miałem świadomość, którą mieli też doradcy, że jesteśmy w sytuacji śmiertelnego ryzyka, bo porozumienie sierpniowe i rozlewający się na całą Polskę ruch strajkowy doprowadziły do takiej sytuacji, którą dobrze by było zamrozić… które udałoby się zmieścić w Układzie Warszawskim – cytowałem w tekście „Zwycięstwo”. Kto – bez zbędnej pokory autorskiej zapytam – doprowadził do „śmiertelnego ryzyka”, jeśli nie „Solidarność” samą siebie, może nawet naród polski i nasze państwo? Czy „Solidarność” chciała się „zmieścić w Układzie Warszawskim” w 1981 r., co w tej mierze uczyniła, kto zna dowody – proszę o udostępnienie, nie tylko ja czekam na taką „wiarygodną wiedzę”. Odpowiem – stało się to możliwe dzięki Okrągłemu Stołowi. Ale wtedy, w 1989 r. i „Układ” i Solidarność były już inne, także i władza!. Ta, tak bezmyślnie przez wiadome kręgi „Solidarno ści” opluwana, wyszydzana i pomijana władza. Wyraźnie i elegancko mówili o tej postawie panny „S” m.in. Prezydent Aleksander Kwaśniewski, profesorowie, np. Danuta Waniek, Longin Pastusiak, Jerzy Wiatr, podczas konferencji w 30. lecie Okrągłego Stołu.
„Robotnik” nr. 78 z 27 sierpnia 1981 roku opublikował fragmenty dyskusji, zorganizowanej przez redakcję. Mówią m.in.:
– Jan Lityński: „obserwujemy rozpad gospodarki i rozpad państwa. „Solidarność” ten rozkład przyspieszyła, paraliżując niejako organy władzy. W tej sytuacji powstają wielorakie niebezpieczeństwa. Jednym z nich jest radykalizm KPN-owski. Drugie niebezpieczeństwo, któremu Związek już uległ, to rozprzestrzenienie się ruchu walki o żywność”;
– Jacek Kuroń: „po raz pierwszy zaczynam myśleć, że mogła by nam grozić wojna domowa”;
– Bronisław Geremek: „kraj znajduje się w sytuacji zagrożenia narodowego, jakich było niewiele w historii Polski. Grozi nie tylko interwencja, ale i upadek z przyczyn wewnętrznych (…) Katastrofa jest faktem oczywistym. Jest to katastrofa wciągająca. Nikt, z siedzących przy tym stole nie wie jak wyjść z kryzysu”;
Jarosław Kaczyński (rozmowa zamieszczona w książce „My”, jaką przeprowadziła z nim Teresa Torańska) m.in. mówi: „Nieporęczna w istocie od początku była „Solidarność”. Ty możesz mi wierzyć lub nie, ale już w 1981 roku dobrze o tym wiedziałem. Żartowałem wtedy, że gdybym nawet nie był pełnomocnikiem Moskwy, a musiał tutaj rządzić, to bym z „Solidarnością” jakoś się rozprawił, bo razem z nią rządzić by się nie dało, ponieważ ten monstrualny ruch ze względu na swój charakter i konstrukcję, także organizacyjną do demokracji się nie nadawał. Przede wszystkim z dwóch powodów. Oparty był na strukturze przedsiębiorstwa, a wyrażał w istocie ambicje polityczne, co jest klasyczną cechą komunizmu oraz był z samego założenia, w swoich intencjach ruchem wszechogarniającym, czyli źle tolerującym jakikolwiek pluralizm. Poza tym, reprezentował sposób widzenia rzeczywistości zupełnie nie przystający do gospodarki rynkowej (…) Trzeba było coś z nim zrobić, jakoś go podzielić, uporządkować. Bo zapewniam Cię, gdyby „Solidarność” z 1989 roku miała siłę z 1981 roku, to w ogóle żadnego mechanizmu demokratycznego w Polsce by się nie zbudowało”. Nie sądzę, by Państwu potrzebny był komentarz!

Refleksje z „Archiwum”…

Podejmując analizę cytowanego na wstępie fragmentu, pochodzącego z „Archiwum Mitrochina” (Wyd. Muza, Warszawa 2001), poczynię kilka istotnych uwag.
Jest czerwiec 1981 r. Dnia 5, radzieckie władze, a konkretnie KC KPZR kieruje do KC PZPR „list otwarty”. Dlaczego nie imiennie do Stanisława Kani, wówczas I Sekretarza, tylko do całego KC – proszę, domyślcie się Państwo. A taki fragment „Listu”: „Stanisław Kania i Wojciech Jaruzelski zgadzali się w rozmowach z naszym zdaniem, lecz wszystko pozostaje po staremu, bo nie podejmuje się walki z kontrrewolucją. W tej sytuacji ton kampanii przedzjazdowej nadają siły wrogie socjalizmowi. Nie można wykluczyć, że na IX Zjeździe dojdzie do porażki marksistowsko-leninowskich sił w partii, a nawet jej likwidacji”. Dodam, „list” ten pojawia się na półtora miesiąca przed IX Zjazdem PZPR (14-20 lipca 1981 r.) oraz na 4 dni przed XI Plenum KC PZPR (9-10 czerwca). I pojawia się inicjatywa 9 generałów. Czy ten zbieg zdarzeń i okoliczności nie daje do myślenia? Ich analiza przekonała mnie, iż latem 1981 r. zagrożenie dla „Solidarności” „wisiało na włosku”!
To wymienieni Stanisław Kania i Wojciech Jaruzelski, szerzej – reformatorskie skrzydło w Partii (PZPR), także trzeźwo myślący działacze partyjni i państwowi w Moskwie, na Kremlu – uratowali „Solidarność” przed Sybirem, przed krwawym unicestwieniem.
Podkreślam – krwawe unicestwienie. Mam świadomość, iż niektórzy porywczy w czynach i słowach Czytelnicy mogą tu zapisać mnie do „partii Putina”, opluwać, wyszydzać umiejętność analitycznego myślenia. Gdy przejdzie im fala nienawiści niech odetchną i zastanowią się ile tysięcy Polaków wtedy zginęłoby w „niewyjaśnionych okolicznościach”, co stałoby się wtedy, latem 1981 r. z Polską, z naszym państwem, czy byłby możliwy Okrągły Stół, kiedy i z kim, jak wyglądałaby nasza Ojczyzna dziś, w 2019 r., a czy Europa też byłaby taka jak dziś? Jeśli te pytania kogoś nużą, rozumiem to, ale nie dam sobie wmówić „poprawnej narracji”. Krótko mówiąc, nie zgadzam się na żadne kłamstwo, obraża po prostu zwykłego Człowieka – Polaka. Państwo, w tym miejscu macie wybór, albo czytać tekst, albo odłożyć, przyznając rację historykom i politykom z poziomu piaskownicy. Dla cierpliwych i chętnych poznania mojego wywodu, kolejno:
– 9 generałów: czy nie przypomina to Państwu podobnej sytuacji z CSRS w 1968 r.? Tam także grupa wojskowych, o których mówił Breżniew, zamierzała dokonać zamachu stanu, ale ich kroki uprzedziła znana decyzja polityczno-wojskowa, pisałem w tekście „Operacja Dunaj” (20-23 sierpnia 2018). Ta inicjatywa jest świadectwem, iż radzieccy wśród kadry WP prowadzili „rozeznanie” autorytetu i powiedzmy wprost – posłuszeństwa kadry kierowniczej wobec Generała. Że tak było, są dowody. Przedstawiciel radzieckiego lotnictwa przy Wojsku Polskim gen. Ilicz Katricz, powiedział wprost do gen. Tadusza Krepskiego, Dowódcy Wojsk Lotniczych: „wy już nie dowodzicie” (fakt ten potwierdził gen. Jerzy Zych, jako świadek na procesie sądowym Generała). Incydent ten zakończył się natychmiastowym odwołaniem gen. Katricza.
Pewne sygnały dochodziły ze Śląskiego Okręgu Wojskowego, gdzie radzieccy oficerowie rozpytywali naszych o ocenę Generała, czy wykonają rozkazy, jeśli wyda je kto inny. Meldował o tym płk Leszek Kołodziej (jego raport jest w książce pt. „Wielogłos” (Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2002). Fakt ten świadczy i o tym, że w WP znaleźli się oficerowie skrajnie krytyczni wobec Generała i ówczesnej sytuacji w kraju i Partii, podatni na radzieckie argumenty i oceny, które w ich wyobraźni były „ratunkiem” dla Polski przed jeszcze większą katastrofą, niż możliwa była – w ich ocenie – podkreślam.
Generał – pytany o ten fakt – mówił, iż „wieści” takie docierały, ale przyjmował je jako sprawdzian swojego autorytetu, sygnał, że wobec radzieckich trzeba mówić gorzką – oczywiście dla Polaka prawdę o sytuacji w kraju, bo pozwoli, że „oni” zechcą słuchać, choć niekoniecznie zgadzać się z polskim rozmówcą, a wtedy znaczyło „bardzo dużo”, akcentował Generał, dawało czas i nadzieję na porozumienie z Solidarnością… co z tego wyszło – wiemy;
– stan wojenny. Niechęć jego wprowadzenia, to wtedy główna wina Generała. Mogą Państwo Czytelnicy zapytać, czy wcześniej była mowa z radzieckimi o jego wprowadzeniu? Oczywiście, pisze o tym gen. Franciszek Puchała w książce „Kulisy stanu wojennego” (Wyd. Bellona, Warszawa 2016), zachęcam do przeczytania. To pozycja specjalisty wojskowego, który ma niekwestionowany wkład, że stan wojenny był „operacją łagodną i pomyślną” dla całego społeczeństwa, na czele z kierowniczymi gremiami „Solidarności” oraz jej członkami, którzy wobec tej operacji, a Generała w szczególności wykazywali i wykazują zrozumienie.
O drodze do stanu wojennego napiszę w grudniu br, tu tylko taki przykład. Podczas „spotkania” Generała i Stanisława Kani w Brześciu nad Bugiem, na zakończenie rozmowy Andropow powiedział: „No, niech będzie. Nie wprowadzajcie stanu wojennego, ale też nie spóźnijcie się z decyzją. To też kosztuje”. Co Państwo myślicie? Generał pisze o tej rozmowie w książce „Stan wojenny. Dlaczego”, rozdział „Lot i lądowanie”;
– aresztowanie rządu, przejęcie władzy. Oczywiste, gdyby inicjatywa 9 generałów uzyskała akceptację Moskwy. Okoliczności „za” były czytelne – uległość wobec poczynań Kierownictwa „Solidarności”, także omotanego „zgubną ideą” całego Związku, „szeregowych” członków, którzy uwierzyli i na szczęście – dzięki władzy – nie zapłacili krwią za tę „wiarę”. Do tego wspomniany „list” krytykujący i potępiający Kierownictwo PZPR, Stanisława Kanię i gen. Wojciecha Jaruzelskiego, XI Plenum i IX Zjazd, jako sprzyjająca sytuacja do wymiany tego „nieporadnego” w zmaganiu z „Solidarnością” Kierownictwa.
Byli imiennie wybrani – w ocenie Moskwy – „dobrzy towarzysze” i „wsparcie” 9 generałów, ale zapewne i części Wojska. Tak oceniając i realnie myśląc, byłaby to rozgrywka wewnątrz partii i władzy, czytelnie skierowana przeciwko „Solidarności. To ona, „Solidarność” jako „kontrrewolucja” byłaby celem, głównym obiektem uderzenia. Zaś wymiana rządu i części Kierownictwa PZPR – faktycznie usunięciem „narzędzia” przeszkadzającego w osiągnięciu tak pojmowanego celu. Gdyby, z różnych powodów, ZSRR musiał wspomagać zbrojnie „dobre siły”, byłaby to „interwencja na zaproszenie”! Berlin i Praga były krytyczne wobec Polski i chętne do pomocy ZSRR (Czesi jako rewanż za 1968 r.). Dlaczego do tego nie doszło? Zarówno mój wywód jak i to pytanie skłania do różnych dywagacji. Moja odpowiedź jest taka:
W Moskwie, mimo jednoznacznie krytycznego stosunku do „Solidarności”, którą tu jednoznacznie nazywano „kontrrewolucją”, istniała grupa polityków i działaczy partyjnych, którzy wieloaspektowo oceniając sytuację prezentowaną przez duet Kania-Jaruzelski, widzieli szanse rozwiązania tego kryzysu przez samą władzę, jeszcze bez jej zmiany. Co więcej – Breżniew potrafił zrozumieć i czasowo przyjąć ich racje jako jeszcze realne, a argumenty „moskiewskich twardogłowych”, jeszcze jako przedwczesne. Co by o nim nie mówić złego – chwała mu za to!
Jakie to mogły być racje racjonalnie myślących w Moskwie – możemy się tylko domyślać, niekiedy „wyczytać między wierszami” z różnych archiwów. Zakładam, że takie – zarówno Kania jak i Jaruzelski radzieckim prezentowali realną ocenę sytuacji – mimo krytyki, mieli znaczący autorytet, tak wśród członków Partii, a Generał ponadto w Wojsku. Kładę silny akcent na ten autorytet. Wtedy, latem 1981 był on jeszcze wysoki, nie był wartością „daną raz na zawsze”, ale ważnym, powiem – czynnikiem rozstrzygającym! Jeśli nie autorytet, jako „kapitał” i umiejętność rozmowy z przeciwnikami politycznymi, to co? Z historii wiemy, że radzieccy nie kierowali się „uczuciem miłości”. Pisząc autorytet, mam na uwadze reformatorskie skrzydło w Partii i wśród stronnictw politycznych, które inspiratorsko odpowiedziało na apel Generała o 90 spokojnych dni, było promotorem, służyło wsparciem w podejmowanej reformie gospodarczej, na co także Moskwa zwróciła uwagę. Zapewne na Kremlu liczono się z ewentualnym rozłamem w Wojsku, gdyby tych 9 generałów przejęło władzę. Piszę „rozłam”. Sięgnijcie Państwo pamięcią – maj 1926, żołnierz strzelał do żołnierza, 215 żołnierzy i oficerów zginęło w bratobójczej walce oraz 164 osoby cywilne. Pomyślcie o żołnierzach służby zasadniczej lat 1981-82, dziś szanowanych mężów, ojców i dziadków. Ilu z nich zginęłoby? To byłaby przecież polska krew, nie ich Rosjan – jeśli, to jako ostateczność.
Właśnie ta „ostateczność” jako zbrojna interwencja mogła być rozważana jako zbyt wysoki koszt za usunięcie z Polski „kontrrewolucji”, jeszcze nie teraz, latem 1981 r. Co nie oznacza, że taką wizję całkowicie odrzucano. Nie zapominajmy, że Kreml naciskał na stan wojenny – cytowałem Andropowa – ale jako „zabieg” realizowany wspólnym wysiłkiem Partii, Wojska i sił MSW. Podkreślam – wspólnym. Jako „operacja” wewnętrzna w Polsce, polskimi rękoma, stawiająca za cel uniknięcie walki bratobójczej. I został osiągnięty, dzięki zwartości Wojska, mądremu kierownictwu, rozwadze „szeregowych” członków „Solidarności”. Zapamiętajmy to!
Być może wielu z Państwa czeka na ocenę znaczenia Zachodu dla powstrzymania zbrojnej „akcji w Polsce”. Zniecierpliwionym odpowiadam – znikome w sensie praktycznym, ale głośne w wydźwięku etyczno-moralnym. Żaden dokument zachodni nawet śladowo nie podaje, iż USA, NATO z uwagi na „wojnę w Polsce” podjęłyby militarną akcję. Owszem, byłaby „akcja” propagandowa, gospodarcza wobec ZSRR. Sankcje te Moskwa brała pod uwagę, gdyby „Solidarność” zdobyła posłuch i wsparcie ludności, klasy robotniczej w ZSRR, CSRS czy NRD. Tego nie było. Inne tłumaczenie postawy Zachodu jest mąceniem w głowach naszej młodzieży, ludziom bezwolnie traktującym „ideały” „Solidarności” jako świętość.
– „kontrrewolucja”: wiele napisałem wyżej. Marszałek Wiktor Kulikow, podczas konferencji naukowej w Jachrance (1997), m.in. mówił: „w Związku Radzieckim, a tym bardziej w Komitecie Centralnym, wszyscy oceniali „Solidarność” jako kontrrewolucję, jako ruch skierowany przeciwko władzy, któremu trzeba podjąć odpowiednie kroki. Dlatego nie ma co kręcić i mówić inaczej” („Wejdą – nie wejdą”, Wyd. ANEKS 1999 rok). Przypomnę tu cytowaną wcześniej ocenę prof. Ryszarda Reiffa, wypowiedzianą podczas SKOK w 1995 r. (14 lat po stanie wojennym), że trzeba byłoby wywieźć 2-3 miliony
na 2-3 lata.

* * *

Jest okres wakacji, dla aktywnie wypoczywających pewnego rodzaju okazja podjęcia refleksji i dla własnej ciekawości wskazania, kto spośród sugerowanych przez 9 generałów 3000 „kontrrewolucjonistów” „Solidarności” mógłby „zwiedzać” bezkresne przestrzenie piękna Syberii, ilu i kiedy wróciłoby „do rodzinnych stron”. Ale warto też – być może nie zgadzając się z moimi przemyśleniami – poszukać argumentów, by nam samym, a szczególnie naszej młodzieży nie pozwalać na niszczenie resztek rozsądnego spojrzenia na niezwykle złożoną, polską powojenną przeszłość. Nie pozwalać na jej karłowacenie „polityką historyczną”.
Wybaczcie mi Państwo rozumienie „rozsądnego spojrzenia” górnolotnie. To dobro, które zawsze jest samotne, bo wydaje się mniej interesujące! Zapytam, czy dziś, na 3 miesiące przed parlamentarnymi wyborami, takie spojrzenie byłoby wstydliwe? Co, jak nie rozsądek jest wręcz niezbywalny? To on – po pierwsze – nakazuje poznać nazwiska i programy osób, które wybieramy. Po drugie – pójść na spotkania z kandydatami. Tu zachęcam posłuchać osoby z SLD, PPS, szeroko rozumianej Lewicy, także z Koalicji Europejskiej. Może ktoś zapytać – dlaczego SLD, PPS? To ich poprzednicy w PZPR, a także wśród nich pewna część wtedy, w 1981 r. w dekadzie lat 80-tych ponosiła odpowiedzialność za Ojczyznę i wyprowadzała ją z kryzysu (na którego powstanie nie miała bezpośredniego wpływu), doprowadziła do Okrągłego Stołu i przemian bez rozlewu krwi. Ktoś kąśliwie zechce zapytać – czy mamy im dziękować wybraniem do Sejmu? Mamy w pierwszej kolejności myśleć o swojej przyszłości, o naszych dzieciach i wnukach – wybierając osoby, które dowiodły zaufania odpowiedzialnością w bliskiej nam przeszłości, rozumnie, rozważnie postępujące w momentach kryzysu i przełomu, jakim był rok 1989. Po nim nastąpiła sprzedaż za bezcen, uwłaszczenie na „gospodarce komuny”, a od kilku miesięcy festiwal rozdawnictwa i nagród „słusznie należnych”. Zwróćcie Państwo uwagę, ale i wyjaśnijcie istotę tego polskiego fenomenu młodym, by zapamiętali jak długo będą płacić za ślepo przyjmowane i oczywiście tak w mediach ubóstwiane obietnice. Pamiętajcie Państwo, łatwiej jest ogłupiać ludzi, niż przekonać, że zostali ogłupieni (Mark Twain).

Na zakończenie

Wracam do tytułowego pytania i podkreślam: to mądrość, rozwaga w postępowaniu, realizm w ocenie rzeczywistości, umiejętność perspektywicznego jej widzenia i możliwości sprostania wyzwaniu. Jak mawiał Mieczysław Rakowski – szanowanie partnera. Takie cechy charakteru, sposobu postępowania mieli Stanisław Kania i Wojciech Jaruzelski, reformatorzy. Dostrzegali je rozmówcy w Moskwie, wtedy szczególnie Breżniew, w Pradze i Berlinie, u Generała także w Watykanie i wielu stolicach Europy oraz Waszyngtonu, Pekinu i Tokio. One w krytycznym momencie przeważyły szalę na korzyść „Solidarności” w pierwszej kolejności, następnie „Bogu ducha winnych” milionów Polaków, naszego bytu państwowego.
Niejako uparcie nasuwa się tu pytanie – czy jeszcze były podobne, krytyczne sytuacje, jak w czerwcu, latem 1981 roku? Za taki moment uważam „Posłanie do narodów Europy Wschodniej”, wydane przez I Zjazd „Solidarności” we wrześniu 1981, o czym napiszę później. Inne – choćby znana „awantura w Bydgoszczy” – spowodowały tylko „pogrożenie palcem” przez wydłużenie ćwiczenia „Sojuz-81”.
Kończąc tekst, pragnę zadośćuczynić rozmówcom przy grobie Generała w 5 rocznicę odejścia. Wspominając niektóre, szczególnie ciężkie doświadczenia i decyzje Zmarłego, ktoś wtrącił, iż zasłużył na pomnik, ktoś zapytał o inicjatora. Ku mojemu zdumieniu usłyszałem, że to „Solidarność” powinna zdobyć się na wdzięczność za uratowanie jej jako formacji, a także jej kierowniczych gremiów, zmazać hańbę za próbę degradacji. A pomnik… ktoś wskazał na płytę czołową grobu, stylizowaną na kształt terytorialny Polski.

Piąta rocznica

Kochani!
W najbliższą sobotę mija piąta rocznica śmierci mojego Ojca.
W przeddzień tej rocznicy (24.05 godz. 14:00) środowiska wojskowe i kombatanckie organizują spotkanie przy grobie Taty na Powązkach Wojskowych.
Z całego serca dziękuję.
W sobotę 25.05 o godz. 12:00 spotykam się w tym samym miejscu z bliskimi i wszystkimi, którzy nie mogą przyjechać dzień wcześniej. Zapraszam, będę bardzo wdzięczna tym, którzy w ten trudny dzień będą ze mną…
Napisała na Facebooku córka Generała, Monika Jaruzelska.

Czego Duda nie wie o III RP

Prezydentowi Dudzie jest wstyd za III RP. A najbardziej za to, że Adam Michnik nazwał generała Jaruzelskiego „człowiekiem honoru”.

Niestety prezydent zapomina, że Michnik uważał Jaruzelskiego za człowieka honoru, nie dlatego że strzelał do robotników w 1970 roku, ale dlatego że przeprowadził proces pokojowej transformacji. Dlatego że zawarł kontrakt z opozycją w sprawie demokratyzacji Polski i umowy dotrzymał. Nie jest przypadkiem, że młoda posłanka Nowoczesnej (!) mówi, że Jaruzelski jako prezydent RP lepiej przestrzegał prawa niż prezydent Duda.

Prezydent Duda zapomina o prostej prawdzie wypowiedzianej przez prof. Jerzego Jedlickiego: Komunizm w Polsce nie został obalony, ale rozwiązany za porozumieniem stron. Najważniejszym aktem tego procesu było porozumienie narodowe zawarte przy Okrągłym Stole.

Czym skończyłoby się wywrócenie Okrągłego Stołu po wyborach czerwcowych najlepiej widać na Ukrainie. Tam porozumienie zawarte z prezydentem Janukowyczem nie przetrwało 24 godzin. O opłakanych skutkach tej lekkomyślności dowiadujemy się codziennie z serwisów informacyjnych.

Okrągły Stół i wybory 4 czerwca zapoczątkowały polską transformację. Jej bilans jest niejednoznaczny. Z jednej strony Polska odniosła historyczny geopolityczny sukces. Jesteśmy członkami Unii Europejskiej i NATO. Udało nam się wyrwać z niebezpiecznej szarej strefy między Unią Europejską a Federacją Rosyjską. Pod względem wielkości PKB, Polska jest szóstą gospodarką Unii Europejskiej i 20. gospodarką świata.

Z drugiej strony transformacja przyniosła gigantyczne koszty społeczne. Terapia szokowa, była szokiem bez terapii, którego ofiarą były miliony ludzi. Karol Modzelewski, który siedział w PRL-owskim więzieniu ponad osiem lat powiedział kiedyś, że za kapitalizm nie siedziałby ani jednego dnia. Wielu stoczniowców z Sierpnia z pewnością nie spodziewało się, jaki będzie finalny efekt ich walki. Dzisiaj 21 postulatów brzmi jak manifest partii socjalistycznej.

Prezydent Duda nie pamięta o tych postulatach. Zamiast chleba woli dać ludowi antykomunistyczne igrzyska. Z Adamem Michnikiem – o ironio – w roli głównej ofiary.