Czekanie na wynik wyborów

Wrzesień na rynkach finansowych był przede wszystkim okresem oczekiwania i wątpliwości co do trwałości dalszych wzrostów.

Miesiąc zaczął się dla inwestorów dobrze, na warszawskiej giełdzie indeks dużych spółek odreagowywał po sierpniowej słabości, ponownie wracając w okolice poziomu 2200 punktów. Mniej spektakularnie zachowywały się małe i średnie spółki, które jednak również pierwsze dwa tygodnie września mogły zaliczyć do udanych.
We wrześniu uwagę inwestorów skupiły dwie jednorazowe kwestie, czyli atak dronów na pola naftowe w Arabii Saudyjskiej oraz groźba impeachmentu wobec prezydenta Trumpa. Pierwsze ze zdarzeń włączyło na rynkach przez kilka dni scenariusz ograniczania ryzyka, co widać było w notowaniach ropy naftowej. Drugie z nich było elementem amerykańskiej kampanii wyborczej i przynajmniej na tym etapie nie powinno mieć fundamentalnego wpływu na rynki finansowe, chociaż może przez jakiś czas powodować podwyższoną zmienność notowań.
Na krajowym rynku w drugiej części miesiąca kluczowym tematem było oczekiwanie na październikowy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczący kredytów frankowych. Zmiany było widać w notowaniach banków oraz krajowej waluty. Bardziej prawdopodobny jest umiarkowanie negatywny scenariusz i krajowe spółki bankowe mogą być jeszcze przez jakiś czas pod presją spadków. A przed nami miesiąc wyborczy.
W połowie września oczy inwestorów skierowane były na banki centralne. Pierwszy krok wykonał Europejski Bank Centralny, obniżając stopę depozytową o 10 punktów bazowych oraz uruchamiając program poluzowania polityki pieniężnej od listopada, z kwotą skupu aktywów wynoszącą 20 mld euro miesięcznie. Wrześniowe posiedzenie zakończyło kadencję Mario Draghiego, który zostawia obecnie losy europejskiej polityki monetarnej w rękach Christine Lagarde. Program prawdopodobnie stale wpisze się w europejski krajobraz, co nie jest dobrą informacją dla europejskich banków. Warto jednak zauważyć, że przestrzeń do zmian w polityce monetarnej jest już mocno ograniczona.
Dużo więcej przestrzeni do działania ma amerykański Fed, który w ostatnich latach zaostrzał politykę pieniężną. We wrześniu kolejny raz podniesiono stopy o 25 pb. Rynkowe apetyty były zdecydowanie większe. Kluczowy był jednak komunikat Fed. Obniżka została nazwana w nim ubezpieczeniem na wypadek gorszych czasów w otoczeniu gospodarczym. W tym punkcie jakiekolwiek ruchy zmierzające do eskalacji wojen handlowych zostały więc z definicji wpisane w obecną wysokość amerykańskich stóp procentowych. Co prawda, jak pokazały pierwsze miesiące tego roku, obecne kierownictwo Fed potrafi dość szybko zanegować swoją poprzednią retorykę, ale w tym wypadku kolejna wolta mogłaby zostać źle odebrana przez uczestników rynku.
Działania władz monetarnych i brak czynników wsparcia odcięły rynkowym indeksom paliwo – co widać było w zachowaniu giełd amerykańskich i europejskich w drugiej części miesiąca. Z jednej strony jest to zdrowy objaw, gdyż rynki wracają do fundamentów, gdzie kluczowe znaczenie mają negocjacje handlowe na linii USA – Chiny oraz obawy o globalny wzrost gospodarczy. Z drugiej jednak, słabość indeksów stawia pod znakiem zapytania scenariusz kontynuacji hossy.