Gang Jarsena

Piotr Gliński, wicepremier i minister kultury wielokroć publicznie wzywał filmowców polskich, aby wreszcie nakręcili „wielki, hollywoodzki film o najnowszej, chwalebnej historii Polski”.
Nie przypuszczał pewnie, że oto gotowy scenariusz wpada mu do ręki. Super produkcji pod roboczym tytułem „Srebrne wieże”.
Jest tam przecież wszystko co „hollywoodzkiej” produkcji potrzeba. Władca światowego mocarstwa, skłócona rodzina, wielkie pieniądze, wielkie plany, wielkie namiętności, tajne intrygi i podstępna zdrada. Nie ma jedynie seksu i happy endu. Ale to zdolny scenarzysta dopisze.
Ech, gdyby pan prezes Jarosław Kaczyński wsłuchiwał się w polskie przysłowia, które są przecież mądrością narodu polskiego, to swoich kuzynów Tomaszewskich omijałby szerokim łukiem. Bo każdy prawdziwy Polak wie, że z rodziną, to najlepiej wychodzi się na zdjęciu.
Ech, gdyby pan prezes Jarosław Kaczyński zachowywał się jak prawdziwy polski szlachcic, do czego już samo nazwisko zobowiązuje, to przecież nie brudziłby sobie rąk deweloperskimi geszeftami. W konszachty z obcym, niepolskim biznesem nie wchodziłby. Od tego polski pan prezes powinien mieć swych zarządców i fornali.
A on, jakby jakimś Żydom pozazdrościł. Rockefellerem, Trumpem albo innym Poroszenką zachciał sobie zostać. Oligarchię finansową w Ojczyźnie naszej, na korzeniu rodów Kaczyńskich- Tomaszewskich, zasadzić. Niepokalane dziedzictwo ojców – Sarmatów przekupczyć. Wstyd i sromotę sprowadzić.
Ech, gdyby pan prezes Jarosław słuchał co jego premier, pan Morawiecki młodszy, niedawno mówił w położonym na terytorium polskim niemieckim obozie śmierci, to pewnie zapamiętałby, że wszyscy Niemcy to genetyczni naziści. Złoczyńcy.
A Austriacy to przecież zakamuflowani Niemcy. Każdy prawdziwy Polak to wie.
Ech, gdyby pan prezes Jarosław słyszał słowa Saddama Husajna, też prawnika i polityka jak pan prezes, też władcy kiedyś w Iraku z kolan powstałego, to usłyszałby, że dobry zięć to rozstrzelany zięć.
Ech, gdyby pan prezes Jarosław zainwestował w dobre „szumiała”, zamiast wyrzucać te miliardy złotych w błoto, czyli w telewizję pana prezesa Jacka Kurskiego, to nie zostałby nagrany przez swego przyszywanego zięcia, zakamuflowanego Niemca.
Nie zostałby zdradzony o świcie. I byle wróg nie dowiedziałby się by się z podstępnych nagrań jak to Polak Austriaka wydymał.
Pan prezes Jarosław Kaczyński nie ma konta bankowego. I nie musi. Wystarczy, że ma bank do własnej dyspozycji. I prezesa banku na telefon.
Teraz już wiemy dlaczego elity PiS tak silnie postulowały „repolonizację banków” i odkupiły PKO SA. Wiemy już, że pan prezes to człowiek rodzinny, preferujący program „Rodzina na swoim”. Że skoro ma dwóch kuzynów Tomaszewskich, to dwie wieże chciał wybudować. Każdemu po jednej, aby umiłowana zgoda w rodzinie była.
I wszystko się zwaliło przez totalną opozycję i Bronisława Komorowskiego. On to ziarno zatrute w Polsce zasiał. On chodził i radził „Weź kredyt, zmień pracę”.
No to pan prezes kazał kupić bank, żeby mógł wziąć kredyt i zmienić pracę jak Rockefeller.
Ale potrzebnej jeszcze „wuzetki” kupić mu nie mogli. I zamiast srebrnych wież, wyrósł chytry zięć- Austriak, który dymany być nie chciał i zdradził pana prezesa za srebrniki mecenasa Giertycha.
I co ? Jest materiał na scenariusz panie premierze – ministrze Gliński?
Może nie na „Braveheart. Waleczne serce”, ani na „Krzyżaków”, ale na „Gang Olsena” na pewno wystarczy.
Ja cię nie mogę.

Bigos tygodniowy

Do niedawna kolejna afera PiS pojawiała się co tydzień, ale od poniedziałku rytm uległ przyspieszeniu na codzienny. W poniedziałek CBA zatrzymało pod zarzutami korupcyjnymi młodego ekspomocnika z apteki „Aronia”, którego nazwisko dało początek głośnemu epitetowi „Misiewicze-Pisiewicze”. Sam wybór momentu zatrzymania wygląda jednak na próbę przykrycia niedobrej ewolucji obrazu władzy PiS po zamordowaniu Pawła Adamowicza. Wczoraj natomiast ujawnione zostały przez „GW” „taśmy Kaczyńskiego”, stawiające prezesa PiS w zupełnie nowym świetle. Czy „taśmy Kaczyńskiego” rozpętają aferę o skutkach podobnych do „Sowy i przyjaciół” i czy politycznie pogrążą PiS, to się dopiero okaże.

Kaczor zaskrzeczał po raz pierwszy publicznie od zamordowania Pawła Adamowicza. Określił mord z 13 stycznia jako „nadzwyczajne wydarzenie, które nie powinno mieć miejsca”, choć w polszczyźnie słowo „nadzwyczajne” odnosi się zwyczajowo do spraw pozytywnych. Użył też frazy, że to było „zdarzenie nadzwyczajne, które nie powinno mieć miejsca”. Tak to można by określić sytuację, gdyby Kaczor publicznie narobił w gacie, a nie krwawą zbrodnię.

„Platforma Obywatelska mnie torturowała. Dlatego zginął Adamowicz”. Wcześniej deklarował wyniesienie się z Gdańska do województwa, w którym rządzi PiS i Kaczora – dyktatorem. To pisiorom za mało na motywacja polityczną?

„Człowiek wolności 2018” braci Karnowskich i – pożal się Boże – minister kultury Gliński nie pierwszy już raz odsłonił lichy stan swoich nerwów i wyszedł ze studia RMF FM, bo dziennikarz ośmielił się zadać mu niewygodne pytanie. „Nie da się obronić zachowania Glińskiego. Kolejny już raz reaguje niemal furiacko na niewygodne pytania czy krytykę Ponosi go regularnie. Nie panuje nad emocjami, nie toleruje krytyki, nie ma do siebie najmniejszego dystansu” – napisał nawet dziennikarz prorządowego „Do Rzeczy” Wojciech Wybranowski. Pan – pożal się Boże minister kultury – Gliński nie od wczoraj znany jest z nadmiernej pobudliwości, także przed kamerami i mikrofonami. Powinien zażyć – co najmniej – nervosolu.

PiS strasznie histeryzuje wobec perspektywy nabycia – ujmując rzecz w skrócie – Radia Zet przez George’a Sorosa. Reakcje po stronie władzy są sprzeczne, od buńczucznych pogróżek w stylu, że „nie będzie Soros pluł nam w twarz”, po bezradne rozkładanie rąk, że nic się tu nie da zrobić. Orbánowi udało się wygnać Sorosa z Węgier. Czy Kaczyńskiemu uda się zabronić mu wstępu do ważnego segmentu polskiej radiofonii?

Dominikanin o. Ludwik Wiśniewski został kolejnym szczególnie znienawidzonym wrogiem PiS i ich szczujni. Pobożni Karnowscy aż się gotują ze złości. Ich ksiądz-redaktor Henryk Zieliński powiedział, że przeraził się wyrazu oczu o. Ludwika.

Zabójca Pawła Adamowicza, Stefan W. miał przed wyjściem z ZK w Gdańsku-Przeróbce powiedzieć wychowawcy, że chciałby, aby Kaczyński został dyktatorem. Wariat czy pisowiec? To rzeczywiście – nomen omen – przeróbka.

Resort kultury cały w nerwach. Nerwusowi Glińskiemu sekunduje jego zastępca Sellin, który zaatakował prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka za obwinienie PiS o nagonkę na Pawła Adamowicza. Również zalecam nervosol. Co najmniej.

Niektórzy delegaci opozycji dali się zaprosić Morawieckiemu na spotkanie. Dymisji szefa TVPiS jednak nie uzyskali, więc tylko stracili czas.

Abepe Gądecki powiedział w jednym z mediów, że takich zabójstw jak to w Gdańsku, będzie więcej. Kler wie co mówi. W końcu robi na froncie mowy nienawiści.

Tarczyński doniósł na Nergala do prokuratury za „Jezusa na penisie”. No jasne, Tarczyński jak zwykle z łapą na własnym kroczu, próbuje coś tam wymacać.

Na biurze PiS w Skierniewicach zawieszono kartkę z napisem „Mordercy” i organa ścigania już intensywnie działają, a jakże. Ale już w sprawie wizerunków eurodeputowanych na szubienicach, aktów zgonu prezydentów miast czy kobiet pobitych przez bydlaków z Marszu Niepodległości organa okazały się totalnie nierychliwe.

Ekipa TVPiS wdarła się po chamsku do gdańskiego Ratusza. Czyżby znów awanturny, niechlujny i nietrzeźwy szczuj Sitek?

Elżbieta „Coś tam, coś tam” Kruk z Rady Mediów Narodowych powiedziała, że TVP jest okej. I jeszcze coś tam, coś tam.

A poza wszystkim. Czym jest PiS? Z formalno-prawnego punktu widzenia, to zarejestrowania partia polityczna. Z punktu widzenia społecznego, kulturowego, mentalnego, PiS to zgrupowanie ćwierćinteligencji, katolickiego kołtuna polskiego, tego samego o którym pisali poeci Gałczyński i Tuwim. Naftalina.

Magdalena Adamowicz powiedziała w wywiadzie prasowym, że poprosiła organizatorów poglądów, aby zdjęli jej z oczu nie wiadomo po co przybyłych na pogrzeb jej męża – Dudę, Morawieckiego i Glińskiego. To przecież ich media zaszczuły jej męża, więc nie sposób się jej dziwić.