Co nowego u statystyków z Chin?

Krajowe Biuro Statystyczne Chin opublikowało na swojej stronie internetowej wyniki gospodarcze pierwszego półrocza 2021 r.
Na stronie www.stats.gov.cn jest także obszerna relacja z konferencji prasowej wraz z odpowiedziami rzecznika Biura na zadane pytania, także agencji zachodnich oraz szczegółowe pisemne komentarze dyrektorów departamentów do poszczególnych zagadnień (z podaniem ich stanowisk służbowych w Krajowym Biurze i adresów stron internetowych).
Na początek wyjaśnienie: produkt krajowy brutto obliczany jest w Chinach zgodnie zasadami Systemu Rachunków Narodowych (Sistem of National Accounts) ONZ 2008 (te same zasady w ramach Europejskiego Systemu Rachunków Narodowych i Regionalnych obowiązują we wszystkich krajach członkowskich Unii Europejskiej). Zasady te zostały przyjęte w 2016 r. w „Prawie statystycznym Chińskiej Republiki Ludowej”. Dzięki temu dane o PKB są porównywalne na poziomie międzynarodowym.
Krajowe Biuro Statystyczne Chin regularnie przesyła roczne i kwartalne dane dotyczące PKB do ONZ, MFW, OECD i Azjatyckiego Banku Rozwoju. I co podkreśla Biuro, do instytucji rządowych, badawczych, uniwersytetów, stowarzyszeń branżowych, mediów i opinii publicznej.
W drugim kwartale bieżącego roku tempo wzrostu PKB (w relacji do II kwartału 2020 r.) wyniosło 7,9 proc., a w skali półrocza 12,7 proc. Średnie tempo w ciągu dwóch lat wynosiło 5,3 proc. Tempa wzrostu PKB liczone są w cenach stałych, a średnia dwuletnia jako średnia geometryczna. Wartość dodana (jako główny składnik PKB) przemysłu surowcowego wzrosła w pierwszym półroczu 2021 r. w relacji do analogicznego okresu ubiegłego roku o 7,8 proc., przetwórczego o 14,8 proc. i usług o 11,8 proc. Wartość dodana produkcji dóbr konsumpcyjnych wzrosła o 13,5 proc. Przemysł farmaceutyczny wykazał przyrost produkcji o 29,6 proc, a wartość dodana produkcji zaawansowanej technologii i urządzeń zwiększyła się w pierwszym półroczu br. o 22,9 proc., czyli znacznie powyżej średniej dla przemysłu. Na przykład produkcja układów scalonych wzrosła o 48,1 proc., urządzeń optoelektronicznych o 41,7 proc., robotów przemysłowych o 69,8 proc., ogniw słonecznych o 52,6 proc., komputerów o 40,6 proc. Produkcja motoryzacyjna wzrosła o 21,8 proc.
Ponad 80 proc. branż i produktów osiągnęło wzrost w stosunku do 2020 r. 29 branż na 41 osiągnęło wzrost dwucyfrowy. Wskaźnik wykorzystania mocy produkcyjnej wynosił 77,9 proc. i był wyższy niż w ub. r. o 1,7 pkt. proc. Istotnie wzrosły w okresie styczeń-maj br zyski przedsiębiorstw przemysłowych – o 53,4 proc., w tym także zyski w górnictwie i przemyśle surowcowym. Straty przedsiębiorstw nierentownych zmniejszyły się o 29,6 proc.
Wartość dodana rolnictwa i leśnictwa, hodowli zwierząt i rybołówstwa wzrosła w tym okresie w stosunku rocznym o 7,5 proc. Produkcja zbóż wzrosła o 2,1 proc., w tym produkcja pszenicy o 2 proc. Jeśli chodzi o zasiewy zbóż, to odwrócona została spadkowa tendencja panująca od pięciu kolejnych lat. Podniesiono minimalną cenę skupu pszenicy, uruchomiono różne polityki dotacyjne, rolnicy odczuli wyraźną zachętę do wzrostu zasiewów i w ogóle do produkowania zbóż. Krajowa produkcja wieprzowiny, wołowiny i baraniny w I półroczu wykazała wzrost o 23 proc., wzrosła też produkcja mleka. Produkcja drobiu i jaj natomiast spadła. Na koniec drugiego kwartału stan pogłowia świń wyniósł 439,1 mln sztuk, co oznacza wzrost o 29,2 proc..
Wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych w I półroczu wzrosły realnie o 17,4 proc., a średnie tempo dwuletnie wynosiło 3,2 proc. Dochody osobiste mieszkańców kraju nadal rosły, na wsi szybciej niż w miastach. W I półroczu dochód rozporządzalny na osobę wzrósł o 12,6 proc. W miastach dochód nominalny wzrósł o 11,4 proc., a w wymiarze realnym o 10,7 proc.; na wsi wzrost nominalny wynosił 14,6 proc., a realny 14,1 proc.
Nakłady inwestycyjne wzrosły w tym okresie o 12,6 proc. (średnia roczna za dwa lata – 4,4 proc.). Inwestycje w branże high-tech zwiększyły się o 23,5 proc.; w tym w przemysł lotniczy i kosmiczny o 56,4 proc., w produkcję sprzętu komputerowego i biurowego o 47,5 proc., w produkcję sprzętu medycznego i oprzyrządowania o 34,2 proc. Inwestycje prywatne wzrosły o 15,4 proc., w tym w przemysł przetwórczy o 21,1 proc. Inwestycje w rolnictwo, leśnictwo, hodowlę zwierząt i rybołówstwo były wyższe niż w 2020 r. o 18,4 proc., a w samą hodowlę o 67,3 proc.
Inwestycje w sferę usług były wyższe niż w ubiegłym roku o 10,7 proc. (wysokie było tu zaangażowanie kapitału zagranicznego, które wzrosło o 41,6 proc.). Stanowiły one w sumie 79,4 proc. całości inwestycji zagranicznych w Chinach w tym okresie.
Odpowiadając na pytanie na konferencji prasowej, rzecznik Krajowego Biura Statystycznego Liu Aihua poinformował, że przedsiębiorstwa zagraniczne ulokowane w Hongkongu, Makao i Tajwanie wykazały w I półroczu br. wzrost wartości dodanej o 17 proc. (rok do roku). Podkreślał, że przedsiębiorstwa te w pełni wykorzystały swą zdolność reagowania na skutki epidemii i dostosowywania się w otoczeniu rynkowym.
Według statystyk celnych nadwyżka w handlu zagranicznym towarami była wyższa niż w 2020 r. o 40 proc. Wartość dodana eksportu produktów przemysłowych wzrosła w I półroczu o 22,9 proc. Wszystkie 10 głównych branż eksportowych osiągnęły w tym czasie przyrost co najmniej 15 proc., wśród nich eksport przemysłu samochodowego o 46,4 proc., sprzętu specjalnego o 33,7 proc., maszyn elektrycznych o 29,9 proc., elektronicznych o 17,6 proc. Znacznie wzrósł eksport materiałów związanych z epidemią, zwłaszcza środków farmaceutycznych (o 53,5 proc).
Dyrektor Departamentu Przemysłu w Krajowym Biurze Statystycznych zaznacza w swym materiale, że wprawdzie gospodarka funkcjonowała stabilnie to jednak pogłębiała się nierównowaga pomiędzy przedsiębiorstwami, branżami i regionami.
Produkcja energii elektrycznej w I półroczu br. wzrosła w porównaniu z ubiegłym rokiem o 13,7 proc., zapewniając bezpieczne i stabilne jej dostawy dla gospodarki i ludności. Wzrastało wydobycie węgla kamiennego (o 6,4 proc.), ropy naftowej (o 2,4 proc.) i gazu (o 10,9 proc.). Wzrastała także produkcja czystej energii: wodnej o 1,4 proc., jądrowej o 13,7 proc., słonecznej o 9 proc. Wzrósł też import ropy naftowej i gazu (o 24 proc.), a spadł import węgla kamiennego.
Wartość dodana sfery usług stanowiącej 55,7 proc. PKB, zwiększyła się w I półroczu br. o 11,8 proc. Wysokie tempo wzrostu wykazały zwłaszcza usługi branży transmisji informacji, oprogramowania i usług informatycznych, nieruchomości i branży finansowej. Dobrze rozwija się także turystyka, w tym zwłaszcza wewnętrzna.
Na rynku pracy następowało stopniowe ożywienie; w I półroczu powstało blisko 7 mln nowych miejsc pracy a stopa bezrobocia w czerwcu wyniosła 5 proc. i była niższa niż w 2020 r. o tej samej porze o 0,7 pkt. proc. Trudniejsza jest sytuacja na rynku pracy młodych, tym bardziej, że w tym roku rekordowa była liczba absolwentów szkół wyższych (9,1 mln), a stopa bezrobocia osób w wieku 16-24 lat wyniosła 15,4 proc. Liczba nowych podmiotów prawnych przekroczyła w tym roku 30 milionów, co oznacza przyrost do roku ubiegłego o 16,6 proc.
Indeks cen detalicznych wyrobów i usług konsumpcyjnych (CPI – Consumer Price Index) w czerwcu br. wyniósł 1,1 proc. w stosunku do czerwca 2020 r. Ceny żywności natomiast wykazały spadek o 1,7 proc. Spadły zwłaszcza ceny mięsa wieprzowego. Ceny producentów (PPI – Producer Price Index) z kolei wzrosły o 8,8 proc. rok do roku.
Gwoli rzetelności, chciałbym zaznaczyć, że pominąłem w wielu miejscach średnie roczne wskaźniki z ostatnich dwóch lat, co statystycy chińscy często publikują dla wyjaśnienia niekiedy bardzo wysokich wskaźników dynamiki i tempa wzrostu w I półroczu 2021 r. wobec analogicznego półrocza 2020 r. Podobnie pominąłem wskaźniki pokazujące stopień wykonania zadań planu centralnego.
Rzecznik Krajowego Biura Statystycznego na konferencji prasowej oznajmił, że obecnie chińska gospodarka przeszła z fazy wysokiego wzrostu do fazy rozwoju wysokiej jakości. Stwierdził też, że maksymalny poziom emisji dwutlenku węgla i neutralność pod względem tej emisji to nie tylko uroczyste zobowiązanie Chin wobec świata ale także nieunikniony wymóg rozwoju wysokiej jakości i jedyny sposób na proces modernizacji. Chiny – według rzecznika – są obecnie największym rozwijającym się krajem na świecie, który nie zakończył jeszcze procesu uprzemysłowienia. Chiny mają też świadomość, że promowanie zielonej transformacji i rozwoju może krótkookresowo zahamować wzrost niektórych sektorów, zwłaszcza energochłonnych i wysokoemisyjnych.

Gospodarka 48 godzin

Gorączka giełdowa
Pierwsze półrocze 2021 r. okazało się bardzo dobre dla inwestorów na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku główny indeks warszawskiego parkietu – WIG – wzrósł o 15,85 proc. oraz osiągnął najwyższą wartość w historii na poziomie 68 148,54 pkt. Z kolei indeks najważniejszych spółek WIG20 wypracował stopę zwrotu wynoszącą 11,82 proc. „Każdy zadaje sobie teraz pytanie jakie będzie drugie półrocze na GPW? W mojej ocenie, wszystkie te czynniki, które wspierały wzrosty w minionych miesiącach, będą nadal działać na korzyść krajowego rynku akcyjnego. Wśród głównych czynników wpływających na dalszy wzrost będzie fakt, że polska gospodarka w szybkim tempie wydostaje się z kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa. Co więcej, ultra niskie stopy procentowe, które mamy teraz w zasadzie na całym świecie oraz ultra-gołębie podejście bankierów centralnych nadal będzie zapewniało niski koszt pieniądza oraz stały dopływ kolejnych funduszy, które są obecne na wszystkich giełdach i rynkach na świecie. Ponadto, dobre dane płynące z polskiej i światowej gospodarki, czyli spadająca stopa bezrobocia i rosnące oczekiwania i nastroje konsumentów sprawiają, że możemy oczekiwać, że wyniki firm nadal będą się poprawiać. Należy jednak pamiętać, że kolejne zachorowania na koronawirusa mogą być pretekstem do przestoju w tym rajdzie jaki nasze i ościenne indeksy rozpoczęły na początku tego roku” – powiedział Przemysław Gerschmann, doradca zarządu GPW. W istocie, nieopłacalność odkładania pieniędzy w bankach skłania wielu ludzi do tak ryzykownych zachowań, jak gra na giełdzie. Od stycznia do czerwca br. wartość spółek z sektorów motoryzacyjnego i odzieżowego wzrosła o niemal połowę. Wysokie wzrosty zanotowały też sektor bankowy, farmaceutyczny a także chemiczny i energetyczny. Jedyną gałęzią, która po wcześniejszych dużych wzrostach odnotowała korektę była branża producentów i wydawców gier – indeks WIG GAMES spadł o 17,83 proc., za sprawą znanych kłopotów jednej z polskich firm. W pierwszym półroczu swoją wartość zwiększyły zatem niemal wszystkie indeksy sektorowe: WIG-motoryzacja + 47,0 proc., WIG-odzież + 46,2 proc., WIG-banki + 37,4 proc., WIG-leki + 35,2 proc., WIG-chemia + 32,9 proc., WIG-energia + 32,0 proc., WIG-media + 28,6 proc., WIG-paliwa + 28,3 proc., WIG-nieruchomości + 26,3 proc., WIG-spożywczy + 19,7 proc., WIG-informatyka + 16,7 proc., WIG-budownictwo + 15,0 proc., WIG-górnictwo + 5,59 proc., WIG-telekomunikacja + 1,06 proc.

Wyższe zbiory, wyższe ceny
Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej przewiduje, że tegoroczne żniwa przyniosą ogólnoświatowy wzrost zbiorów, co spowoduje również zgromadzenie większych nadwyżek zbóż. IERiGZ spodziewa się, że zbiory zbóż wyniosą w tym roku 2,28 miliarda ton, co będzie rekordowym wynikiem, o ponad 3 proc. lepszym niż w 2020 r. Niestety, z nie do końca jasnych powodów, w Polsce sytuacja ma wyglądać inaczej. Zdaniem IERiGZ zbiory zbóż będą wprawdzie udane i znacznie przekraczające krajowe potrzeby, ale nadwyżki zbóż spadną aż o jedną czwartą w porównaniu z rokiem ubiegłym, co spowoduje wzrost cen. Jak widać, w Polsce każda sytuacja nadaje się do podnoszenia cen.

Dobre słowo zamiast pieniędzy

Brakuje środków na wsparcie proeksportowej działalności przedsiębiorstw z Polski Wschodniej, a mimo to pozostały niewykorzystane nadwyżki. Ciekawe, co rząd PiS zrobi z tymi pieniędzmi?

Pod koniec maja zakończyło się przyjmowanie wniosków o dofinansowanie przedsiębiorstw działających we wschodnich regionach naszego kraju. Dofinansowanie to odbywa się w ramach unijnego Programu Operacyjnego Polska Wschodnia i ma pomagać w zmniejszaniu różnic rozwojowych między Polską Zachodnią i Wschodnią, nasilających się pod rządami Prawa i Sprawiedliwości.
Tak więc, Program Operacyjny Polska Wschodnia to przede wszystkim inwestycja w firmy, które tego wsparcia potrzebują najbardziej. Region Polski Wschodniej jest wciąż nisko uprzemysłowiony w porównaniu do zachodniej części kraju. Dlatego też dofinansowanie rozwoju eksportu dla wielu firm stanowi szansę na zwiększenie sprzedaży oraz poszerzenie działalności o nowe rynki zbytu.
Dokładniej nazywając, chodzi tu o dofinansowanie z POPW 1 pkt. 2: „Internacjonalizacja Małych i Średnich Przedsiębiorstw z budżetu unijnego 2014-2020”.
Tytuł ten zawiera jak widać słowo „internacjonalizacja” mogące kojarzyć się z „internacjonalizmem”, istotnym, acz wyłącznie teoretycznym, elementem doktryny komunistycznej. W przypadku internacjonalizacji, mówiąc po ludzku, chodzi jednak o umiędzynarodowienie działalności przedsiębiorstw, w tym przypadku z Polski Wschodniej, czyli po prostu o udzielenie wsparcia w celu zwiększenia ich eksportu. Polscy biurokraci z jakiegoś powodu wolą wszakże używać żargonu: „internacjonalizacja MŚP”.
Podstawowym warunkiem starania się o dofinansowanie z programu POPW jest status producenta z sektora mikro, małych lub średnich przedsiębiorstw oraz posiadanie siedziby firmy lub przynajmniej jednego zakładu produkcyjnego w makroregionie Polski Wschodniej, czyli województw: podlaskiego, warmińsko-mazurskiego, lubelskiego, świętokrzyskiego i podkarpackiego.
To jednak nie wystarczy, trzeba jeszcze wygrać konkurs. W ostatniej edycji konkursu na dofinansowanie z Programu Operacyjnego Polska Wschodnia, o wsparcie swojego eksportu starało się 267 firm małych i średnich, a łączna kwota, o którą się ubiegano wynosi 115 mln złotych, co ponad dwukrotnie przekracza planowany budżet konkursu.
Specjalista do spraw eksportu, prezes firmy consultingowej Itro, Sebastian Sadowski-Romanov, ocenia, że takiego zainteresowania wsparciem z dotacji POPW nie było od lat. W poprzednich naborach zgłaszało się po około 100 firm, czasami mniej, czasami więcej. W tym naborze – ponad dwa i pół raza więcej.
Z jednej strony, to zainteresowanie ma oczywiste podstawy – wiadomo, że to ostatni konkurs, na inne wsparcie podczas rządów PiS już nie ma szans, więc o pieniądze trzeba zawalczyć teraz. Z drugiej strony, ten wynik pokazuje nie tylko to, że firmy z Polski Wschodniej chcą uzyskać darmowe środki – ale i to, że są gotowe do tego, by podjąć próbę rozwoju za te pieniądze, co może być z korzyścią dla nich i ich regionu.
Podczas jednej z publicznych wypowiedzi, zachwalających obietnice „Polskiego Ładu”, premier Mateusz Morawiecki mówił: „Chcemy, by gospodarka polska była dobrze naoliwioną machiną, a polskie firmy były jeszcze bardziej konkurencyjne na rynku europejskim i rynku światowym; to podstawowe cele Polskiego Ładu. Promujemy polskie produkty i chcemy w Polskim Ładzie dla polskich produktów znaleźć właściwe miejsce, dobrą promocję, promocję eksportu. Zobowiązuję się do tego, że będziemy jeszcze bardziej wspierać politykę eksportową, promować polski produkt, który jest znakomitej jakości, a podbój rynku zagranicznego oznacza więcej miejsc pracy w Polsce.”
Nikt nigdy oczywiście nie sprawdzi, czy i jak premier wywiąże się z tego zobowiązania. Tym niemniej, unijne mechanizmy, takie właśnie jak Program Operacyjny Polska Wschodnia, są najważniejszą częścią wparcia finansowego dla firm, które gotowe są na rozwój i ekspansję zagraniczną. Najważniejszą – ale dalece niewystarczającą, ponieważ w praktyce jedyną i bazującą głównie na pieniądzach zagranicznych. Pieniędzy krajowych, budżetowych, na ten cel po prostu brakuje. Przypomnijmy, że w tegorocznym naborze wnioski o dofinansowanie złożyło 267 firm na łączną kwotę ponad dwukrotne przekraczającą zaplanowany budżet. Natomiast Polska Agencja Rozwoju Przemysłu do rozdysponowania wśród przedsiębiorstw przeznaczyła jedynie 50 mln złotych. Co więc z pozostałymi firmami? Czy nie otrzymają dofinansowania? Wiele wskazuje na to, że zostaną z kwitkiem.
Jednak Sebastian Sadowski-Romanov jest tu umiarkowanym optymistą i zakłada możliwość, że pula środków zostanie nieco zwiększona: – W latach ubiegłych, większość z naborów do rozdysponowania miała określone budżety i nie zdarzyło się, aby te kwoty były w pełni wykorzystane. W pierwszym roku trwania programu jego roczny budżet wynosił 100 mln PLN, ale z powodu niskiego wykorzystania został zmniejszony do 50 mln rocznie. Ta nadwyżka, która pozostała po poprzednich naborach, przyda się tym razem by wesprzeć firmy, które wnioskowały o dofinansowanie w obecnym naborze. Czy znajdą się środki dla wszystkich, dowiemy się jednak dopiero po ogłoszeniu wyników naboru – wskazuje ekspert.
Ocena nadesłanych wniosków oraz modeli biznesowych przedsiębiorstw, starających się o dofinansowanie swego eksportu w ostatnim naborze do Programu Operacyjnego Polska Wschodnia trwać będzie do końca sierpnia. Trudno jednak przypuścić, by rząd PiS, pragnący jakoś ratować rozłażący się w szwach budżet państwa, rzeczywiście przeznaczył niewykorzystane nadwyżki z poprzednich edycji (jeśli jakieś rzeczywiście jeszcze zostały) na wsparcie proeksportowej działalności firm z Polski Wschodniej.
Premier Mateusz Morawiecki, zachwalając rzekome dokonania gospodarcze swojego rządu, zwrócił uwagę, że w dobie pandemii, eksport ze Stanów Zjednoczonych do Niemiec zmniejszył się o 10 proc., zaś z Polski do Niemiec wzrósł o 15 proc. Według premiera, to zasługa wzrastającej konkurencyjności i innowacyjności polskich produktów.
Jeżeli przyjąć, że premier Morawiecki podał prawdziwe liczby, to być może jest to faktycznie zasługa polskiej konkurencyjności – naturalnie tylko tej cenowej, spowodowanej niskimi płacami w Polsce i słabym kursem złotego – ale na pewno nie innowacyjności naszych produktów. O nią rząd PiS ani nie chce, ani nie umie zadbać.

Przez dosyć różowe okulary

W kraju pojawiają się prognozy, które w coraz bardziej optymistycznym świetle widzą przyszłość naszej gospodarki.

Spowolnienie gospodarcze w ubiegłym roku w Polsce okazało się łagodniejsze niż to, jakie wystąpiło na poziomie średniej unijnej. Produkt krajowy brutto naszego kraju w 2020 roku spadł o zaledwie 2,8 proc., podczas gdy PKB strefy euro skurczył się aż o 6,6 proc.
Polska gospodarka weszła w pandemię COVID-19 w relatywnie dobrej pozycji w porównaniu do innych gospodarek. Najważniejszym czynnikiem, dzięki któremu recesja w Polsce w 2020 roku była łagodniejsza, był niski udział sektorów czasowo wyłączonych z działalności na skutek pandemicznych restrykcji, w wytwarzaniu wartości dodanej w PKB, a także struktura eksportu stanowiąca w większości dobra konsumpcyjne odporne na spadek popytu oraz relatywnie łagodne przejście kryzysu przez naszego głównego partnera handlowego jaki są Niemcy – ocenia Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.
Dynamicznie zmieniająca się sytuacja makroekonomiczna bezpośrednio oddziałuje na kondycję polskich przedsiębiorstw. Dlatego, celem dokładniejszego zrozumienia procesów zachodzących w otoczeniu firm, ZPP postanowił opublikować swoją własną prognozę ekonomiczną na dwa kolejna lata.
Prognoza została opracowana na bazie autorskiego modelu ekonometrycznego sporządzonego przez ZPP i obejmuje kluczowe wskaźniki makroekonomiczne, to jest stopę bezrobocia, stopę inflacji, stopę wzrostu PKB oraz stopę inwestycji w relacji do PKB). Odczyt bieżącej prognozy prezentuje się następująco: bezrobocie w 2021 r.: 6,1 proc., w 2022: 5,9 proc. Inflacja w 2021 r.: 4,0 proc., w przyszłym: 3,1 proc. Wzrost PKB w 2021: 4,0 proc., w 2022: 5,1 proc. Stopa inwestycji jako procent PKB: w 2021: 16 proc., w przyszłym 17,2 proc.
Jak widać, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wykazuje jeszcze więcej optymizmu, niż rząd Prawa i Sprawiedliwości, który prognozuje, że nasz PKB w przyszłym roku wzrośnie o 4,3 proc. (co już jest bardzo optymistycznym założeniem).
Zdaniem ZPP, na podstawie wyników prognozy gospodarczej na lata 2021-2022 można wskazać na trzy czynniki, które w największym stopniu będą wpływać na kondycję przedsiębiorstw w tym czasie:

  1. Silne załamanie inwestycji przedsiębiorstw w okresie kryzysu i przyszłe oddziaływanie kryzysowych pakietów ratunkowych kierowanych do konkretnych branż.
  2. Presja płacowa jako efekt wysokiej inflacji, niedopasowania kwalifikacji pracowników do popytu na zmieniającym się rynku pracy i niskiej stopy bezrobocia.
  3. Niejednorodna inflacja silniej uderzająca w sektory przemysłowe i te przedsiębiorstwa, które nie mogą swobodnie kształtować cen sprzedaży swoich produktów i usług lub łatwo renegocjować umów.
    Co do rynku pracy, to chociaż stopa bezrobocia w Polsce według danych Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności w kwietniu 2021 r. była najniższa spośród grona państw Unii Europejskiej, to sytuacja na rynku pracy nie jest tak jednoznacznie pozytywna. Przy zestawieniu liczby wakatów na rynku z liczbą bezrobotnych widać, że w Europie jesteśmy na dużo gorszej pozycji, niż wynikałoby to z naszego pierwszego miejsca pod względem stopy bezrobocia. Ponadto, według ZPP, w efekcie niedopasowania struktury podaży do popytu, na rynku pracy mamy do czynienia obecnie z silną presją płacową, szczególnie jeśli chodzi wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Dodatkowo, wysoka inflacja również wywiera wpływ na dynamikę wynagrodzeń.
    W swojej prognozie, w miesiącach letnich ZPP przewiduje dalszy spadek stopy bezrobocia liczonej według metodologii polskich urzędów pracy do 5.8 proc. w sierpniu, natomiast w dalszej części 2021 roku oczekuje lekkiego wzrostu bezrobocia do 6.5 proc. powodowanego głównie czynnikami sezonowymi. W 2022 roku stopa bezrobocia ma wynieść wspomniane 5.9 proc. Przyczyną dalszego spadku stopy bezrobocia w przyszłym roku będzie kontynuacja długotrwałego trendu spadkowego, związanego także ze stopniowym ubywaniem liczby osób w wieku produkcyjnym.
    ZPP oczekuje, że dynamika wzrostu wskaźnika cen konsumpcyjnych napędzana dodatkowo przez otwarcie zamrożonych do niedawna sektorów usługowych, które będą chciały odrobić straty, utrzyma się na poziomie powyżej 4 proc., osiągając maksimum 4,5 proc. w grudniu. W dłuższym horyzoncie czasowym dynamika ta powróci do dawniejszej średniej zatrzymując się na poziomie około 3 proc. w II połowie 2022 roku. To także wyraz bardzo optymistycznej oceny ze strony organizacji przedsiębiorców i pracodawców.
    Wpływ dużej inflacji na kondycję finansową zależy od kształtowania się poziomu cen dóbr i usług produkcyjnych w odniesieniu do cen sprzedawanych produktów. W obecnej sytuacji mamy do czynienie z wyraźną rozbieżnością pomiędzy kształtowaniem się poziomu wskaźnika cen usług oraz cen produkcji przemysłowej. Niejednorodna inflacja silniej uderzy w sektory przemysłowe i te które nie mogą swobodnie kształtować cen sprzedaży swoich produktów i usług – uważa ZPP
    Istotne znaczenie w prognozie dynamiki wzrostu PKB w 2022 roku ma uwzględnienie środków z Krajowego Planu Odbudowy. ZPP przyjął, że inwestycje dodatkowe związane z programem wyniosą 22,7 mld zł. Efektem bezpośrednim będzie wzrost o 0.8 proc. PKB oraz wzrost konsumpcji gospodarstw domowych o dodatkowe 0.4 proc. Prognoza przewiduje, że całkowity wpływ KPO w 2022 wyniesie dodatkowe 1,2 proc. PKB.
    ZPP oczekuje w bieżącym roku tylko lekkiego spadku udziału inwestycji w PKB, do 16 proc. Natomiast na 2022 rok prognozuje ich odbicie do poziomu sprzed pandemii, czyli do 17,0 proc.
    Prognozy sporządzone przez organizację przedsiębiorców i pracodawców są jak widać wyraźnie pozytywne. Nie zmienia to jednak faktu, że pandemia COVID-19 miała duży wpływ na sytuację biznesową małych firm i wiele z nich znalazło się w sytuacji kryzysowej. Według ankiety przeprowadzonej przez Comarch, aż 59 proc. spośród tych firm istotnie ograniczyło lub anulowało plany inwestycyjne na lata 2020 – 2022.
    Tego załamania nie da się szybko odrobić, zwłaszcza, że nie wiadomo, jak w tym i przyszłym roku wyglądać będzie sytuacja epidemiczna w naszym kraju.

Gospodarka 48 godzin

Powolne pokonywanie kryzysu
Produkt krajowy brutto Polski w pierwszym kwartale 2021 r. zmniejszył się o 1,4 proc. w porównaniu z pierwszym kwartałem ubiegłego roku – podał Główny Urząd Statystyczny. To skutek pandemii, która w 2020 r. dopiero pod koniec marca zaczęła negatywnie wpływać na naszą gospodarkę. W porównaniu z ostatnim kwartałem minionego roku, pierwszy kwartał roku bieżącego przyniósł wzrost o 1,1 proc. Tak więc, Polska cały czas nie wyszła jeszcze z kryzysowego dołka. Wzrost popytu krajowego w I kwartale 2021 wyniósł 1,0 proc. (w IV kwartale 2020 r. odnotowano zmniejszenie popytu krajowego o 2,9 proc.). Polacy cały czas są ostrożni z zakupami. Spożycie w sektorze gospodarstw domowych wzrosło w I kwartale 2021 o zaledwie 0,2 proc., wobec spadku w IV kwartale 2020 r. o 3,2 proc. Nieco szybciej zwiększają się inwestycje. Nakłady brutto na środki trwałe wzrosły o 1,3 proc. wobec spadku w IV kwartale 2020 r. aż o 15,4 proc. Pogorszyła się natomiast sytuacja w polskim handlu zagranicznym. W I kwartale bieżącego roku zanotowano negatywny wpływ eksportu na tempo wzrostu gospodarczego, który wyniósł minus 1,9 punktu procentowego, wobec wzrostu o 0,1 pkt. proc. w IV kwartale 2020 r.

Gospodarka będzie przyśpieszać
Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) prognozuje, że po spadku o 2,7 proc. w 2020 r. PKB Polski wzrośnie o 3,7 proc. w 2021 r. oraz o 4,7 proc. w 2022 r. Jednak nowe zakażenia koronawirusem, zwłaszcza te, które pojawiły się na początku bieżącego roku, będą nadal ciążyć na aktywności gospodarczej. Zdaniem OECD powszechne szczepienia i złagodzenie środków zapobiegawczych do końca drugiej połowy tego roku powinny sprzyjać silnemu wzrostowi konsumpcji i, w mniejszym stopniu, inwestycjom. Perspektywa pozostaje jednak niepewna ze względu na zagrożenia epidemiologiczne i logistyczne przeszkody w rozmieszczaniu szczepionek. OECD zwraca uwagę, że fala infekcji jesienią 2020 r. oraz towarzyszące im zaostrzenie ograniczeń doprowadziło do spadku produkcji pod koniec ubiegłego roku, choć w mniejszym stopniu niż w pierwszej połowie 2020 r. Na początku 2021 r. polska gospodarka była bardziej odporna, ale ponowne nasilenie infekcji od marca i dalsze ograniczenia prawdopodobnie zaważyły na działalności gospodarczej. Ponadto, pomimo ostatnich wzrostów, zaufanie konsumentów i przedsiębiorców pozostaje poniżej poziomów sprzed pandemii. Szybszy wzrost zaufania konsumenckiego może doprowadzić do silnego ożywienia aktywności i rozwoju rynku pracy. Z drugiej jednak strony, pomimo stałego postępu szczepień, ponowne wybuchy epidemii nie są wykluczone i mogą skutkować wolniejszym znoszeniem środków zapobiegawczych, ze szkodą dla gospodarki. Zdaniem OECD polityka gospodarcza Polski powinna bardziej sprzyjać zielonemu ożywieniu. Perspektywy wzrostu gospodarczego zostałyby wtedy wzmocnione poprzez skupienie się na dekarbonizacji, inwestycjach sprzyjających produktywności i reformach rynku pracy. Natomiast inwestycje publiczne powinny koncentrować się na poprawie infrastruktury kraju, zwłaszcza w transporcie, energetyce i technologiach cyfrowych, aby pomóc zwłaszcza mniejszym firmom.

Dlaczego inwestycje zagraniczne w Chinach przyspieszają?

„Proces absorpcji kapitału zagranicznego przez Chiny przebiega w coraz szybszym i rekordowym tempie.” – wynika tak z analizy artykułu zatytułowanego „Opłacalność inwestycji w Chinach”, opublikowanego niedawno przez RIA Novosti. Najnowsze dane z 13 maja chińskiego Ministerstwa Handlu potwierdzają tę opinię.

Według danych statystycznych, w pierwszych czterech miesiącach tego roku w Chinach powstało 14 533 przedsiębiorstwa z kapitałem zagranicznym, co oznacza wzrost o 50,2 proc. rok do roku i wzrost o 11,5 proc. w porównaniu z tym samym okresem 2019 r. Rzeczywiste wykorzystanie kapitału zagranicznego osiągnęło 397,07 mld juanów (około 230 mld PLN), co oznacza wzrost o 38,6 proc. rok do roku, a w porównaniu z tym samym okresem 2019 r. wzrost o 30,1 proc. .
Według danych opublikowanych kilka dni temu przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), w 2020 r. bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) na świecie spadły do 15-letniego minimum, jednocześnie Chiny wyprzedziły Stany Zjednoczone, stając się najatrakcyjniejszym miejscem na świecie do lokowania inwestycji. To pokazuje atrakcyjność chińskiego rynku.
Od początku tego roku utrzymuje się dobra dynamika absorpcji zagranicznego kapitału przez Chiny. W pierwszych czterech miesiącach tego roku faktyczne wykorzystanie kapitału zagranicznego w usługach wzrosło o 46,8 proc. rok do roku, a jednocześnie absorpcja kapitału zagranicznego przez branże wysokich technologii wzrosło o 29,1 proc. rok do roku. Pokazuje to atrakcyjność Chin w dziedzinie innowacji technologicznych, które przyciągają uwagę globalnych inwestorów.
Dlaczego kapitał zagraniczny napływa do Chin i lokowany jest szczególnie w chińskim przemyśle zaawansowanych technologii? Ogromną siłą chińskiego przyciągania jest łączenie przez Chiny całego łańcucha przemysłowego z siłami innowacji technologicznych, rozbudowanym systemem logistycznym i bogatymi zasobami ludzkimi. Pomaga to nie tylko znacznie obniżyć koszty operacyjne firm zagranicznych, ale także nadać impet innowacjom w rozwoju gospodarczym.
Jednocześnie, liczący ponad 1,4 miliarda osób rynek konsumpcyjny stał się najważniejszą siłą napędzającą chińską gospodarkę. Według doniesień chińskiego Ministerstwa Handlu, nawet w tak trudnym dla gospodarki 2020 roku, który został poważnie dotknięty epidemią Covid-19, dochody operacyjne i zyski prawie 60 proc. działających w Chinach przedsiębiorstw z kapitałem zagranicznym rosły lub pozostały na niezmienionym poziomie.
W ostatnich latach chiński rząd kontynuował politykę poszerzania dostępu do swojego rynku, tworzył otwarte platformy i ulepszał system prawny dla inwestycji zagranicznych oraz dobre otoczenie biznesowe dla firm zagranicznych. W tym roku Chiny będą dalej redukować „Listę ograniczeń dla inwestycji zagranicznych”, realizować ogólny plan budowy strefy wolnego handlu na wyspie Hainan i dalej wspierać wdrażanie Ustawy o Inwestycjach Zagranicznych i jej przepisy wykonawcze. Stworzy to jeszcze lepsze podstawy do inwestowania w Chinach. Chen Rongsheng, wiceprezes General Electric w Chinach, stwierdził, że 14. plan pięcioletni wykreuje w przyszłości duże możliwości rynkowe i perspektywy pogłębiania współpracy.
Tłum.: Wu Yu

Unia powstrzyma się

Administracja prezydenta Bidena doskonale wie, że USA nie są w stanie same zrealizować zapowiadanej przez prezydenta strategii „powstrzymywania Chin”.

Nie uda się dokonać tego na polu gospodarczym, ani tym bardziej na arenie politycznej. Zaś każda próba „powstrzymywania” na polu militarnym to już polityczne awanturnictwo, zaproszenie do próby zagłady ludzkości.
Dlatego prezydent Joe Biden postanowił pozyskać europejskich sojuszników wspierających go w rywalizowaniu z Chinami.
Nawiązuje tym do polityki byłego prezydenta USA Baraca Obamy. Ten ogłaszając „The pivot to Asia”, deklarował powrót USA do dominującej roli w region Azji Południowo- Wschodniej. Co oznaczało wypieranie stamtąd wpływów chińskich. Zwłaszcza z terenów spornych archipelagów na Morzu Południowo- Chińskim.
Wówczas administracja USA też szukała politycznych sojuszników w tamtym regionie. Odnowiła przyjaźń z Japonią, Filipinami i Republiką Korei. Nawiązała strategiczne relacje z niedawnym swym wrogim- „komunistycznym” Wietnamem. Ale poza składanymi obietnicami ci starzy i nowi sojusznicy USA niczego więcej nie zyskali. Zwłaszcza, że następca Obamy, prezydent Donald Trump porzucił ten azjatycki „pivot” i zobowiązania swego poprzednika.
Trump próbował „powstrzymywać” Chiny wedle swojego uznania, próbując pozyskać ich tradycyjnych sojuszników. W Azji nawiązał osobiste relacje z przywódcą Koreańskiej Republiki Ludowo- Demokratycznej. W Europie Środkowo-Wschodniej wspierał regionalne porozumienie „Trójmorza” . Liczył, że będzie ono konkurencyjne wobec istniejącego już chińsko- europejskiego Formatu 17 + 1, też działającego w tym regionie. Więcej sukcesów niż Obama nie odniósł.
Teraz administracja nowego prezydenta Bidena chce dla swego planu „powstrzymywania Chin” pozyskać wszystkie państwa Unii Europejskiej i Sojuszu Północnoatlantyckiego. Stworzyć globalny, antychiński sojusz dwóch oceanów. Atlantyku i Pacyfiku.
Aby łatwiej pozyskać europejską opinię publiczną, administracja USA odwołuje się do wspólnej historii. Przypomina sojusz zachodniej Europy i USA w walce z hitlerowskimi Niemcami. Ale to przywołanie dawnych, wspólnych i chlubnych lat nie jest dziś efektywne. Warto przecież pamiętać, że ważnym sojusznikiem tamtej koalicji były też Chiny. Przez lata biorące na siebie ciężar walki z japońskimi ,faszyzującymi militarystami. O czym często w USA i Europie już zapomina się.
Dla pozyskania sympatii europejskiej administracja USA kreuje też inne historyczne odwołanie. Przypomina powojenny, wspólny front transatlantyki „powstrzymujący” Związek Radziecki. Zwany w USA „Imperium zła”. Wtedy taka wspólna polityka państw „Zachodu” doprowadziła do upadku ZSRR . Czy teraz uda się USA doprowadzić do powtórki takiego sojuszu ?
Koncert mocarstw?
Już sama próba stworzenia takiego sojuszu wskazuje na Ameryko centryczny punkt widzenia. Postrzegania Europy jako monolitycznej jedności. Nie dostrzegania zmian jakie w Europie zaszły właśnie po upadku ZSRR.
Zwłaszcza w Unii Europejskiej. Warto przypomnieć, że jej początkiem była wola wyeliminowania groźby kolejnej wojny w Europie. Środkiem do realizacji tego celu była postępująca unia gospodarcza. Potem powstawała unia polityczna. Potem rozrastająca się Unia Europejska zwiększała swe pola integracji i wspólnej polityki.
Jednak obecna Unia Europejska nadal nie jest ścisłą federacją państw członkowskich. Nadal daje im możliwości prowadzenia własnej polityki dla realizacji własnych, lub grupowych interesów.
Najlepiej widać to na przykładzie dyplomacji. Państwa członkowskie Unii zachowują instytucje swych ambasadorów, choć w wielu państwach istnieją też ambasadorowie całej Unii. Taki unijny ambasador reprezentuje interesy całej Unii, ale może też pełnić role ambasadora poszczególnego państwa stowarzyszonego.
Istotą i fundamentem polityki międzynarodowej Unii Europejskiej jest multilateralizm. Wykluczający dominację na naszym globie przez dwa mocarstwa. Konkurujące ze sobą lub kooperujące.
Polityka „koncertu dwóch mocarstw” jest sprzeczna z podstawowymi zasadami i wartościami państw Unii Europejskiej. Bo taki dualizm zawsze prowadził do militarnej konfrontacji. Do wojen, które Unia Europejska wyklucza.
Większość państw Unii Europejskiej związana jest z USA militarnym Sojuszem Północnoatlantyckim NATO. Podobnie jak połowa państw bałkańskich pozostających jeszcze poza Unią Europejską.
Ale sojusz NATO tradycyjnie dotyczy regionalnego bezpieczeństwa państw europejskich. Chiny leżą poza obszarem Paktu Północnoatlantyckiego. Nie grożą agresją militarną USA, ani któremuś z państw członków NATO. Dlatego pewnie nie uda się administracji prezydenta Bidena zmobilizować europejskich państw NATO pod tym pretekstem militarnego zagrożenia ze strony Chin.
Przeciwnie, to państwa europejskie mogą znaleźć sojusznika w Chinach dla realizowania wielu ze swym polityk. Na pewno chińska polityka tworzenia „zielonych”, odnawialnych źródeł energii jest zbieżna z polityką Unii Europejskiej. Podobnie jak chińska polityka zahamowania degradacji środowiska naturalnego i ocieplania się klimatu. W tych przypadkach państwa europejskie na pewno nie będą „powstrzymywać” Chin.
Nie ma mowy o „powstrzymywaniu” Chin przez państwa Europy Środowo-Wschodniej, zwłaszcza Polski, zainteresowanych budową szlaków kolejowych i drogowych łączących Europę z Chinami i innymi państwami Azji. Zwłaszcza, że Europa i Azja geograficznie są jednym kontynentem, a to determinuje silne więzi gospodarcze. Nie ma też mowy o „powstrzymywaniu” Chin przez największe europejskie gospodarki. Przez ograniczanie współpracy gospodarczej. Przez wspieranie hegemonii dolara USA, co proponuje administracja Bidena. Bo to oznaczałoby zgodę Europy na samo degradację swej gospodarki. Na politykę osłabiania europejskiej waluty euro.
„Uważam, że politycznie Chiny są znacznie trudniejsze dla obecnej administracji USA niż były dla poprzedniej. Ale wciąż musimy prowadzić handel z naszym największym partnerem handlowym na świecie-Chinami. Mam nadzieję, że uda nam się jakoś oddzielić kwestie własności intelektualnej, praw człowieka i innych rzeczy od handlu i w dalszym ciągu będziemy promować środowisko nieskrępowanego handlu pomiędzy tymi dwoma gigantami. Nie możemy sobie pozwolić na to, by być wyłączonymi z chińskiego rynku. Nasza konkurencja natychmiast wskoczy na nasze miejsce”.
To powiedział Dave Calhoun, prezes koncernu Boeing podczas Szczytu Lotniczego Izby Handlowej Stanów Zjednoczonych.
I on to najtrafniej odpowiedział dlaczego administracji prezydenta Bidena nie uda się zjednoczyć państw europejskich w jej planie „powstrzymywania” Chin. Dlaczego Unia Europejska powstrzyma się od takich działań.

Trzy kroki do Chin

Jakiej polityki chińskiej Polska potrzebuje.

Polska potrzebuje nowej polityki wobec Chin. Długoletniej, cierpliwie prowadzonej, nastawionej na długofalowe efekty. Opartej na porozumieniu wszystkich najważniejszych sił politycznych. Polityki prymatu współpracy gospodarczej i cywilizacyjnej ponad bieżącymi, okresowymi sporami politycznymi i ideologicznymi różnicami. Poszukiwania wspólnych celów, unikania niepotrzebnych konfrontacji.
Krok pierwszy
Polska ma za mały potencjał by prowadzić własną politykę wobec całych Chin. Dlatego państwo polskie powinno wybrać któraś z chińskich prowincji i uczynić ją „polską prowincją”. Skupić się na współpracy z nią, poczynając od promowania tam Polski.
Oczywiście nie oznaczałoby to ograniczenia dotychczasowej współpracy politycznej na linii Warszawa – Pekin, czy kooperacji z innymi chińskimi prowincjami. Ale „polska prowincja” powinna mieć w relacjach obu państw specjalny status.
Każda polska delegacja państwowa przybywająca do Pekinu, lub innej chińskiej metropolii, powinna odwiedzać też „polską prowincję”. Każde polskie wydarzenie kulturalne odbywające się w Chinach powinno być tam też obecne. Każde większe polskie miasto powinno mieć tam swojego partnera. Podobnie każda polska uczelnia, prestiżowa instytucja kultury, pierwszorzędny klub sportowy.
Każda polska firma planująca działalność gospodarczą w Chinach powinna wystartować tam. Mieć swoją siedzibę lub filię. Tam promować swoje produkty, rejestrować swe marki, stamtąd sprzedawać je na całe Chiny.
Każdy kto próbował zaistnieć na chińskim rynku wie, że polskie państwo i polskie firmy nie mają tylu zakumulowanych środków aby od razu podbić rynki Pekinu, Szanghaju, Kantonu, Shenzen. Zacznijmy od którejś z uważanej za „biedniejszą” prowincję, ale posiadającą wielki potencjał. Leżącej na „Nowym Jedwabnym Szlaku”. Dobrym kandydatem na taką partnerską prowincję jest prawie stumilionowy Syczuan. Ze stolica w piętnasto milionowym Czengdu. Kolebką chińskich kultur, hydro inżynierii, ekspresyjnej opery. Ojczyzną jednej z czterech podstawowych typów kuchni chińskich. Zamieszkałą przez wielce gościnnych ludzi. W Chengdu mamy już polski konsulat, a na miejscowym uniwersytecie są studia polonistyczne.
Tam też zaczyna się jeden ze wielu szlaków kolejowych biegnących do Europy. Przez środkową Azję, Kazachstan, Rosję, Białoruś. Część wielkiego, chińskiego i międzynarodowego już, projektu infrastrukturalnego zwanego Nowym Jedwabnym Szlakiem.
Krok drugi
Polska ma historyczną szansę aby wreszcie wykorzystać swe położenie geopolityczne. Przez wieki uważane za polskie przekleństwo. Sprawić, że Polska nie będzie jedynie atrakcyjnym terenem dla przemarszu wojsk, ale bramą i wielkim przeładunkowym portem łączącym szlaki kolejowe i drogowe między Azją a Europą.
Polska powinna zbudować w Małaszewiczach i innym przygranicznych miejscach centrum transportu Europa – Azja. Hub przeładunkowy, centrum logistyczne i przede wszystkim MIEJSCE SPOTKAŃ przeróżnych firm azjatyckich i europejskich. Promocyjnych, logistycznych, dizajnerskich, kurierskich, handlowych, modnych „Start up -ów”. Taki Wielki XXI wieczny Bazar.
Do sfinansowania takiego Bazaru wykorzystać można też chińskie fundusze z globalnego programu Nowego Jedwabnego Szlaku. Kooperować z firmami rosyjskimi, białoruskimi, kazachskimi, japońskimi, które już tworzą sieci transportowe. Skutecznie, bo w ciągu dwóch ostatnich lat przewozy z wykorzystaniem już istniejącej infrastruktury kolejowej podwoiły się. Potencjał ich wzrostu jest olbrzymi.
Takie polsko- globalne przedsięwzięcie, to nie tylko źródło zysków, technologii, impulsów dla gospodarki. To także poprawa bezpieczeństwa naszego państwa. Kanał kolejowy Azja – Europa mógłby być regionalnym „kanałem sueskim”. Korzystającym z polskiego, ale też i międzynarodowego parasola bezpieczeństwa.
Ta polska „Brama do Europy” i „Bazar XXI wieku” powinny być też częścią innych regionalnych projektów komunikacyjnej. Infrastruktury transportowej Trójmorza, wschodniego pogranicza Unii Europejskiej, chińsko- europejskiego Formatu 17+1. Jeśli Centralny Port Lotniczy rzeczywiście powstanie i będzie chciał zarabiać na przewozach cargo, to taka Brama i Bazar będą mu bardzo potrzebne.
Krok trzeci
Polska powinna zachęcać państwa Unii Europejskiej do tworzenia wspólnej polityki wobec Chin. Zwłaszcza tworząc unijną politykę „suwerenności technologicznej”. Do niedawna walorem i przewagą Unii Europejskiej wobec Chin były jej technologie i innowacyjna gospodarka. Dziś to państwa Unii Europejskiej mają dylemat czy kupić chińską technologię 5G, czy bać się jej ? I tracić możliwości rozwoju.
W Unii Europejskiej i w Chinach zaplanowano wieloletni rozwój „zielonej gospodarki”. Energetyki opartej na odnawialnych źródłach energii.
Powstaje atrakcyjne pole do kooperacji Unia – Chiny. Podobnie szanse współpracy są przy ochronie globalnego klimatu,bo wieloletnie plany rozwojowe chińskie i europejskie są tam też zbieżne. Tylko znów gospodarki Unii Europejskiej nie mogą dopuścić do sytuacji, że będziemy w Unii tworzyć „zieloną gospodarkę” wykorzystując jedynie chińskie technologie. Bo znów zlekceważymy tworzenie własnych technologii.
Polska powinna być ważnym państwem NATO na wschodniej flance Unii Europejskiej. Sojusznikiem USA, lecz nie bezmyślnym ich wasalem. Państwo polskie nie może poświęcać swych długofalowych interesów w Azji na rzecz swej chwilowej nadaktywności w bieżących sporach USA- Chiny.
Polska ma już opinię państwa rusofobicznego. Nie słuszną, ale popularną niestety. Po co nam jeszcze opinia państwa chinokofobicznego?
Chiny są drugim światowym mocarstwem. Chiński styl uprawiania polityki, biznesu, myślenia jest inny niż zachodnioeuropejski. Poważne relacje z Chinami wymagają inaczej prowadzonej polityki niż dotychczas. Dlatego w każdym polskim rządzie, niezależnie od jego orientacji politycznej, powinien być sekretarz stanu, może nawet wicepremier, ds. polityki chińskiej.
Skoro mamy ministra ds. Unii Europejskiej w polskim rządzie, to powinniśmy mieć tam również silny ośrodek zajmujący się długofalową polityką chińską.

Ile unii w Unii?

Polski skansen w regionalnym parku neoliberalizmu. Jaką i którą Unię ma popierać lewica?

Stosunek polskich partii do UE jest przedłużeniem ich usytuowania na rodzimej scenie politycznej. Zjednoczona Prawica uwielbia finansowe pieszczoty, ale nie chce spełnić wszystkich oczekiwań dobroczyńcy. Boi się tego, że polska dusza podszyta jezuickim konwiktem ulegnie pokusom „cywilizacji śmierci”, przestanie uważać wójta (Pcimia), pana (prezesa) i plebana za wyrocznię nie tylko w sprawach światopoglądowych. Formacje liberalne, PO i Polska 2050, podążają za Komisją Europejską jak za panią matką. Podpowiada ona, jak się właściwie zachowywać na salonach bogatego Zachodu: potępiać wschodnich satrapów, wielbić wujka Sama, prowadzić „rozsądną” politykę wobec biznesu. A jaki powinien być stosunek lewicy do obecnej formy ustrojowej UE i polityki jej technokracji? UE ma bowiem dla każdego zarazem coś przyjemnego i coś przykrego. Przypomina tradycyjną rosyjską matrioszkę – mieści się w niej kilka unii. Którą popierać, a którą reformować zgodnie z potrzebami własnego elektoratu i celami dalekosiężnymi lewicy? Bo można się obawiać, że zdesperowana prawica użyje wspólnotowych środków do budowy sieci biznesów, firm, fundacji oplatających mackami krwioobieg gospodarki, uzależni od własnych decyzji funkcjonowanie poszczególnych dziedzin życia społecznego. Dopiero wtedy pojawią się autentyczni wyklęci, zwłaszcza kiedy ich majątek nie będzie szedł w parze z patriotyzmem a la Obajtek. Dopóki firmy z obszaru UE będą mogły działać bez większych przeszkód – wzięcie w karby polskiego pracownika i obywatela nie będzie specjalnie przeszkadzać unijnym szafarzom.

Nieodrodna córa ordoliberała

Integracja w Europie dokonuje się w postaci swobodnego przepływu towarów i kapitału, do pewnego stopnia pracowników. Słowem, to rynek koordynuje aktywność gospodarczą. Ten mechanizm koordynacji wspomaga częściowo integracja polityczna, na dodatek bez demokratycznej kontroli ciała wykonawczego, czyli Komisji Europejskiej. Jak dotąd UE stanowi, według określenia historyka Jerzego Krasuskiego, „gigantyczną operację politycznego przejęcia” ogromnego obszaru gospodarczego i poddania go korzystnej dla biznesu polityce pieniężnej, fiskalnej, a także sposobu finansowania deficytu budżetowego.

Korzenie UE to Europejska Wspólnota Węgla i Stali, alians przemysłu ciężkiego, producentów aut, elektroniki, a potem także farmerów. Celem aliansu była polityka cen. Chodziło o to, by wyeliminować konflikty i konkurencję między „narodowymi” firmami, bo ich rywalizacja przyczyniła się do obu wojen światowych. Dlatego, zdaniem Janisa Warufakisa, w unijnym DNA zapisany jest technokratyczny styl zarządzania kartelem. Istnieje w niej tylko specjalizacja produkcyjna, możliwość lokowania inwestycji, eksportu, a także wspólna waluta w Eurolandzie. Ład instytucjonalny europejskiej wspólnoty jest niedźwiedzią przysługą niemieckich ordoliberałów. Negocjatorem Traktatu Rzymskiego był jeden z ordoliberałów Alfred Müller-Armanak, pierwszym przewodniczącym Komisji Europejskiej był Walter Hallstein (1958-1967), a komisarzem do spraw konkurencji Hans von der Groeben (1958-1967). Stworzyli oni prawne ramy dla funkcjonowania wspólnego rynku i stabilności pieniądza. To ważna okoliczność dla lewicy, ponieważ nie były to inspiracje socjaldemokratycznym reformizmem. Socjaldemokraci niemieccy już w 1955 r. słowami ówczesnego ideologa Karla Schillera uznali przewagę konkurencyjności w dewizie: „Konkurencji tyle, ile możliwe, planowania tyle, ile konieczne”. Ewolucję doktryny potwierdził słynny zjazd w Bad Godesbergu w 1959 r., na którym socjaldemokraci podpisali akt kapitulacji. Uznali bowiem prywatną własność środków produkcji i gospodarkę rynkową jako datum funkcjonowania w systemie. Gospodarka rynkowa staje się „społeczna”, kiedy państwo stwarza odpowiadające jej społeczeństwo, złożone z odpowiedzialnych jednostek. A przecież może tu chodzić o inne rozumienie jej społecznego charakteru. Społeczna czyli nastawiona na wytwarzanie wartości użytkowych niezbędnych do umiarkowanie dobrego życia dla wszystkich. Dlatego powinna być regulowana, regulowana przez reprezentantów racjonalności ogólnospołecznej, w tym także przez pracowników i ich organizacje. Takie stanowisko zajęła Federacja Niemieckich Związków Zawodowych, DGB. Ponieważ zwyciężyła pierwsza koncepcja, Angela Merkel mogła oświadczyć w 2014 r., że „społeczna gospodarka rynkowa to coś więcej niż ład gospodarczy i społeczny. Jej zasady są ponadczasowe”. A więc żadna demokratyczna większość nie mogłaby ich zmienić, jak płci królowej Anglii. Również klonem Bundesbanku jest Europejski Bank Centralny. Nie może zaskakiwać przyjęcie w 2012 r. niemieckiej „złotej reguły” – 3 proc. deficytu budżetowego jako europejskiego kanonu. Ten układ instytucjonalny, zdaniem angielskiego ekonomisty Jana Toporowskiego, doprowadził do sytuacji, w której „Europa ma teraz bank centralny bez rządu i rządy bez banków centralnych”.

Obecne ramy prawne UE stanowią swoisty przekład na język prawa zaleceń doktryny neoliberalnej. Przekład ukazał się pod nazwą Traktat z Maastricht z 1992 r. Zabrania on rządom interwencji w gospodarkę, która może wpłynąć „na wymianę handlową między państwami członkowskimi” (art. 121). W unijnym panteonie króluje bogini konkurencyjności i bożek zdrowych finansów publicznych. Dlatego polityka społeczna i prawo pracy są podporządkowane „konkurencyjności gospodarki Unii” (art. 107). Zakazuje też celowego wspierania przez rządy strategicznych branż i przedsiębiorstw krajowych. Natomiast Karta Praw Podstawowych nie jest obligatoryjna, dlatego Polska podpisała odrębny protokół. Z kolei, Traktat Lizboński, obowiązujący od 2009 r., stawia za cel „trwały rozwój Europy, którego podstawą jest zrównoważony wzrost gospodarczy oraz stabilność cen, społeczna gospodarka rynkowa o wysokiej konkurencyjności”. Wszystko w uścisku Paktu Stabilności i Wzrostu z 2008 r.

Prymat polityki pieniężnej i nacisk na konkurencyjność z pominięciem bezpieczeństwa socjalnego Europejczyków zamknęły politykę gospodarczą państw w żelaznej klatce liberalizmu. Dotychczas wyłączona jest spod jej reguł tylko polityka rolna. Dlatego unii gospodarczej i monetarnej nie wspierała żadna wspólna polityka fiskalna i społeczna. Dopiero Fundusz Odbudowy po pandemii przewiduje wspólne zadłużenie państw tworzących Unię. Pojawił się też temat płacy minimalnej dla całej europejskiej przestrzeni gospodarczej. To pierwszy krok w stronę nowej płaszczyzny integracji – wspólnej polityki fiskalnej i socjalnej. W dalszej przyszłości w agendzie pojawi się zapewne kwestia przebudowy systemu podatkowego. Ze wspólnych funduszy może być finansowana przebudowa energetyki zgodnie z ideą Zielonego Ładu. Fundusz ten mogą powiększać wpływy z opodatkowania zwłaszcza amerykańskich kolosów teleinformatycznych oraz likwidacja rajów podatkowych. Powstaje tu pytanie o motyw tak wielkiego zaangażowania Komisji Europejskiej w przebudowę aparatu produkcyjnego. Czy chodzi tu tylko o to, by ograniczyć jego szkodliwość dla środowiska? Jeśli prawdą jest, że zarówno elektromobilność, jak i OZE przenoszą gdzie indziej ślad ekologiczny, to KE działa głównie w interesie kapitału pozwalając mu znaleźć nowe pole akumulacji przez inwestycje w kolejną generację maszyn i technologii. (zob. mój artykuł w Trybunie 40/2021).

Staro-nowa polska specjalność

Narodziny Eurolandu, do którego Polska nie należy, pozbawiły kraje członkowskie narzędzia makroekonomicznej polityki gospodarczej, jakim była możliwość dewaluacji waluty narodowej dla poprawy konkurencyjności eksportu. Skorzystała na tym gospodarka niemiecka, której konkurencyjność osłabiała mocna marka. Niemiecki eksport radykalnie wzrósł i daje obecnie dużą nadwyżkę bilansu płatniczego. Dodatkowo konkurencyjność wyrobów niemieckiej gospodarki zwiększyło osłabienie statusu pracownika. Po reformach rządu kanclerza Schroedera wydajność pracy na godzinę w Niemczech rosła w latach 1999-2011 o 1,2 proc. rocznie, natomiast płace realne (płace nominalne skorygowane o inflację) zaledwie o 0,7 proc. (za Heinerem Flassbeckiem). Dlatego niemieckie towary i usługi stały się tańsze o 25 proc. w stosunku do wyrobów gospodarek europejskiego Południa i prawie 20 proc. względem Francji. Na tym podłożu wyrósł ogromny kompleks przemysłowy – niemieckie Cesarstwo Przemysłowe, które np. już produkuje elektryczne samochody, tymczasem Polska tylko memy na ich temat. Prawica hołubi inne kompleksy, ale przede wszystkim chciałaby mieć „narodowe” czempiony pod partyjną kontrolą, by wykreowały nową warstwę rządzącą.

Ostateczny bilans poddania polskiej gospodarki regułom unijnym będzie zależał od tego, jaką formę przybierze integracja europejska. Jak dotąd udostępniliśmy wewnętrzny rynek i taniego, i wydajnego pracownika w stosunku do kosztów jego zatrudnienia, np. w r. 2018 koszty pracy stanowiły 2/3 jej wydajności. Ale też dzięki unijnym funduszom w kwocie 125 mld euro wypiękniały w miastach i miasteczkach ulice i kamienice. Tylko w roku 2018 otrzymaliśmy od UE, po odliczeniu składek, 11,5 mld euro. Do PRL los tak się szeroko nie uśmiechnął. Przedmiotem sporu jest miejsce, w którym znalazła się polska gospodarka w światowych łańcuchach produkcji i wartości dodanej.

Zdaniem Thomasa Piketty`ego Polska to teraz foreign owned country,skoro 60 proc. aktywów w polskim sektorze bankowym posiada zagraniczny kapitał, zagraniczne korporacje zatrudniają ponad 30 proc. polskich pracowników, tworzą 2/3 polskiego eksportu, i wytwarzają 42 proc. wartości dodanej. Ponadto, techniczne uzbrojenie pracy (wartość maszyn na jednego pracownika) jest dwu-trzykrotnie niższe niż w Niemczech.

Dlatego polska strategia narodowa musi uwzględniać trwałą obecność w UE, która jest trzecim centrum globalnego kapitalizmu. Nie może to być jednak rezerwuar taniej pracy montażowej dla zachodnich firm. Już 5,5 tys. niemieckich inwestorów znalazło w Polsce poddostawców i podwykonawców, tym łatwiej, że 96 proc. przedsiębiorstw to mikrofirmy, zatrudniające do 9 pracowników.

W tej sytuacji gorszy od inwestora niemieckiego byłby tylko jego brak. Chodzi teraz o świadomą politykę kraju przyjmującego zagraniczny kapitał, by przemieścić polskie firmy bliżej końcowych ogniw w łańcuchach produkcji i wartości dodanej. Dotychczas jest tak, że my produkujemy kadłuby np. autobusów, Niemcy uzbrajają je w nowoczesny napęd, nam pozostaje produkcja standardowych okien, niemieckie firmy wykorzystują najnowsze materiały. Tym bardziej, że na ziemiach „odzyskanych” przez PRL neoliberalna transformacja uśmierciła największe polskie (wcześniej niemieckie) zakłady – we Wrocławiu, Gorzowie, Szczecinie, Elblągu.

Unia autonomicznych jednostek.

Ustrój państw unijnych ma charakter demokratyczno-liberalny. Taki ustrój szanuje autonomię jednostki, w rezultacie –wolność debaty, pluralizm poglądów i postaw (moralności). W debacie liczą się argumenty, nie zaś dogmatyczne przekonania ugruntowane religijnie. Ponadto, bierze się pod uwagę skutki przyjmowanych rozwiązań, regulacji prawnych, jak one mogą wpływać na życie społeczne, „ile przynoszą szkód i pożytków oraz w jakim pozostają stosunku do naszej autonomii i prywatności”, pisze filozof Jan Hartman. W tej perspektywie progresywne Polki i Polacy uzyskują w UE silne wsparcie, by modernizować polski skansenu tradycjonalizmu kulturowego. Narzuca on jego rezydentom narodowo-katolicką tożsamość. Na dodatek, hierarchowie wspierani przez pisowskie państwo zastępują amboną akademicką katedrę, ich obsesje rugują wiedzę medyczną i jej osiągnięcia, np. w sprawie in vitro, biologii rozrodu. W tej perspektywie protest społeczny polskich kobiet jest kolejną fazą spóźnionej nowoczesności, wypierania religii przez moralność i coraz bardziej świeckie koncepcje dobrego życia. Obudzili się prawnukowie Oświecenia, którego w kraju bez mieszczaństwa i bez zwycięskiej reformacji nie było. Ani zakon prawicowych krzyżowców, ani hierarchowie narodowego kościoła, ani kordon propagandowy „narodowej” szczujni nie powstrzymają na dalszą metę tego naporu upodmiotowienia.

Unia republikańska i socjalna jako zadanie europejskiej lewicy

Lewica ma też inną koncepcję republiki niż liberałowie i narodowo-tradycjonalna prawica. Lewica dąży do harmonijnego połączenia praw obywatelskich, politycznych i socjalnych. Chciałaby stworzyć jednostce szanse aktywnego współudziału w kształtowaniu decyzji dotyczących całej wspólnoty, mimo partykularnych różnic interesów i poglądów. Natomiast liberałom chodzi głównie o ochronę przed państwem, jego zamachami na wolny rynek, np. w postaci norm środowiskowych czy przymusu podatkowego. Ten boli najbardziej, zwłaszcza kiedy nie pozwala ukraść pierwszego miliona, a później kolejnych – dzięki optymalizacji podatkowej czy emigracji zysków do rajów podatkowych. Liberał chroni wolność, lecz troskę o materialne warunki jej wykorzystania pozostawia „przedsiębiorczej” jednostce. Lewica zaś uważa, że wolność wymaga nie tylko odpowiednich ram prawnych, ale też materialnych warunków. Dopiero wówczas ludzie czują się nie tylko wolni, ale również bezpieczni, pisze niemiecka filozofka polityki Urlike Guérot. Chodzi tu o tworzenie takiej wspólnoty życia i pracy, która zapewni współpracę autonomicznych jednostek. Taka wspólnota była ideałem kontrkulturowego ruchu lat 60. Odrzucał on ideę hierarchii i formalnego przywództwa. Tworzył porządek oparty na współuczestnictwie. Jego zapleczem społecznym była młodzież dorastająca obywatelsko na uczelniach. Ślady tej koncepcji wspólnoty widać w sposobie zorganizowania partii Razem, ruchów miejskich czy małych zbiorowości na poziomie lokalnym. To umiejętnie zorganizowany ład łączący indywidualizm i samodzielność intelektualną swoich członków jako wartość ze wspólnym realizowaniem uzgodnionych celów. Przeciwieństwem takiej wspólnoty jest amerykański, mozaikowy model zatomizowanego społeczeństwa sukcesu materialnego za wszelka cenę. Mimo że Amerykanie stanowią 4,5 proc. ludności świata, wśród śmiertelnych ofiar COVID-19 co czwarty jest mieszkańcem tego kraju, i to w społeczeństwie, które ma dochód per capita blisko 65 tys. dolarów.

Zielony Ład to początek

W lewicowej perspektywie propozycja Zielonego Ładu nie zamyka listy pilnych zadań. Dalszy postęp integracji Wspólnoty Europejskiej wymaga nowych mechanizmów ustrojowych. Wskazuje je ogólnoeuropejski ruch DiEM25. Unia autonomicznych jednostek daje szanse działań na rzecz lepszej wspólnoty Europejczyków, w której stosunki wyzysku będą wypierane przez współpracę. Jej fundamentem będzie gospodarka podporządkowana nie logice zysku, tylko arytmetyce potrzeb społecznych. Do tego konieczne są mechanizmy demokratycznej kreacji i kontroli wspólnotowych organów władzy. Z czasem będzie to wybór reprezentantów opcji ideowo-programowych w skali całej wspólnoty. Kształtowanie wspólnoty republikańskiej wymaga strategicznych sojuszy. Języczkiem u wagi są specjaliści i klasy pracownicze – w administracji, w służbie zdrowia, wykonawcy usług dla biznesu (korposzczury). Chodzi o to, by harmonizowali oni indywidualny sukces materialny i zawodowy z solidaryzmem na rzecz polskiej wspólnoty życia i pracy, będącej częścią UE oraz częścią wspólnoty planetarnej wszystkich ludzi. Powstanie takiej wspólnoty wymaga istotnej korekty obecnego kursu, zarówno wytyczonego przez nadwiślańskich liberałów, jak i narodowo-konserwatywną prawicę. Wymaga przede wszystkim stworzenia autentycznej przeciwwagi dla biznesu w kraju i w całej UE. Wymaga też twórczej destrukcji modelu wyczynowego kapitalizmu, który wdrożyło, a teraz broni, państwo amerykańskie. Nie zbuduje Zachód takich murów, by zatrzymały pochód wykluczonych z Ameryki Łacińskiej, Azji, Afryki. Święte Przymierze Transatlantyckie musi wypracować modus vivendi z chińskim kolosem dla nowego modelu gospodarki – modelu, który powstrzyma destrukcję ziemskiego ekosystemu, a zarazem pozwoli uszczknąć więcej ze zdobyczy cywilizacji przemysłowej także mieszkańcom globalnego Południa. Prekariusze wszystkich krajów łączcie się.

Wyścig gigantów

„Wyścig gigantów. Stan i Wizja współzawodnictwa ChRL i USA” – taki tytuł nosi najnowsza książka profesora Wojciecha Pomykało. Już na wstępie autor zadaje trzy fundamentalne pytania. 1. Jak Chińczycy nadrobili i nadrabiają stracony czas? 2. Czy detronizacja USA jest możliwa i co przyniesie? 3. Kto i dlaczego wygra globalne współzawodnictwo?

Zdaniem autora Chiny w coraz większym stopniu „stają się ważnym czynnikiem określającym przyszłość, nie tylko swojego narodu, ale człowieka globalnego dopiero nadchodzącego świata”. W niniejszym artykule recenzującym skupie się na stosunkach chińsko-amerykańskich, który prof. Pomykało poświęca w swej książce dużo uwagi.
Jak wiadomo zarówno Pekin jak i Waszyngton przywiązują dużą wagę do rywalizacji we wdrażaniu sztucznej inteligencji. Zdaniem autora Chiny są w lepszej sytuacji w tej rywalizacji. Wynika to z przewagi chińskiego systemu społeczno-ekonomicznego, który daje większe niż system amerykański możliwości realizacji tak wielkich przedsięwzięć, jakim jest niewątpliwie przejście z epoki elektryczności do epoki sztucznej inteligencji.
Współzawodnictwo chińsko-amerykańskie jest częścią składową panoramy współczesnego świata. „Element, niestety charakteryzujący się tym – pisze prof. Pomykało – że przynajmniej po amerykańskiej i ogólno-kapitalistycznej stronie, charakter tego konfliktu i jego perspektywy rozwojowe, skądinąd alternatywne wobec Chin są ciągle mało uświadomione przez większość ludzi współczesnego świata. W tym też, zwłaszcza przez coraz większą i dominującą w kapitalistycznym, współczesnym świecie, grupę wykształconych analfabetów. W sumie jednakże można powiedzieć, że choć nie istnieją pełne podstawy do tego, aby mieć mocne przesłanki do przekonania, że konflikt ten rozstrzygnie się w najbliższy dziesięcioleciu (2020-2030), to jednak należy się spodziewać, że w tym dziesięcioleciu, będzie on przebiegał ze szczególnie natężoną siłą. W dużej mierze też, będzie przesądzał jego generalne losy. Natomiast jego skutki i związane z tym perspektywy człowieka, powstaną w rezultacie jego funkcjonowania”.
Znaczna część omawianej książki poświęcona jest Stanom Zjednoczonym oraz współzawodnictwu chińsko-amerykańskiemu. Zdaniem autora współczesny naród amerykański jest prawie całkowitym przeciwieństwem narodu chińskiego i to we wszystkich dziedzinach. Ale równocześnie autor stwierdza, ze obok daleko idących różnic i przeciwieństw występują też częściowe podobieństwa obu narodów. Prof. Pomykało twierdzi że narody amerykański i chiński są współcześnie najważniejszymi narodami świata. Naród chiński do takiej pozycji „awansował dopiero całkiem niedawno” zdobywając dominujące znaczenie w globalnym świecie w okresie ostatnich dziesięcioleci.
Wiele uwagi autor poświęca przeciwieństwom charakteryzującym oba narody i odmiennej ich historii. Jego zdanie naród amerykański posiada własną historię całkowicie odmienną wręcz przeciwstawną do historii narodu chińskiego. Zdaniem prof. Pomykały Amerykanie to ludzie ogromnej energii, siły woli, przedsiębiorczości, radykalnie różni od pozostających na swej starej ziemi ich braci i sióstr narodowych.
Stosunki chińsko-amerykańskie sa wielopłaszczyznowe i jak stwierdza autor mają „przed sobą bardzo długą i dość krętą drogę”. Autor uważa, że koronawirus spowodował komplikację we współzawodnictwie ChRL-USA. Prezydent Donald Trump obciążał Chiny winą za rozprzestrzenienie się koronawirusa. W Stanach Zjednoczonych ofiara epidemii padło już ponad 500 tys. obywateli.
W końcowej części książki prof. W. Pomykało przedstawia wnioski i rekomendacje. Stwierdza m. in. że „Wśród wszystkich wydarzeń jakie przeżywała cala ludzkość zwłaszcza w nowożytnych czasach, współzawodnictwo chińsko-amerykańskie, urasta do rangi najwyższej. Z wszystkich dotychczasowych wydarzeń, wysuwa się ono nie tylko na czoło, ale głęboko dystansuje inne wydarzenia. Od ostatecznych wyników tego współzawodnictwa zależy bowiem nie tylko los rodzaju ludzkiego ale kształt wizji i kreacji globalnego człowieka przyszłości”’
Mnie osobiście zabrakło w tej książce charakterystyki polityki prezydenta Donalda Trumpa wobec Chin.
Od czasu ukazania się książki zmieniła się polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych. Nowa administracja Joe Bidena zapowiada twardą politykę wobec Chin i obronę Tajwanu i takie sygnały przekazuje swoim sojusznikom w Azji i Chinom. Nie jest przypadkiem, że przedstawiciel Tajwanu był zaproszony do Waszyngtonu na uroczystość zaprzysiężenia prezydenta Bidena. Kiedy samoloty chińskie znalazły się w obszarze powietrznym Tajwanu Departament Stanu oświadczył, że amerykańskie zobowiązanie wobec Tajwanu jest „mocne jak skała” („rock solid”).
W czasie wizyty w Pentagonie Biden powiedział: „Musimy sprostać rosnącym wyzwaniom ze strony Chin aby utrzymać pokój i bronić naszych interesów w Indo-Pacyfiku i globalnie”. 17 lutego br. Biden poinformował o powołaniu zespołu 15 ekspertów cywilnych i wojskowych w celu dokonania przeglądu polityki Stanów Zjednoczonych wobec Chin i przedstawienia zaleceń prezydentowi. Na czele tego zespołu stanął Ely Ratner specjalny asystent Sekretarza obrony Lloyda Austina. Zespół ten ma w ciągu czterech miesięcy przedstawić zalecenia odnośnie amerykańskiej strategii wobec Chin, stosunków w dziedzinie technologii i bilateralnych stosunków z Pekinem w dziedzinie obronnej. Biden pragnie aby zalecenia tego zespołu były przedstawione obu partiom w Kongresie.
Joe Biden zdecydowanie odcina się od neoizolacjonistycznej polityki swojego poprzednika i przyrzeka, że „poprowadzi świat, a nie wycofa się z niego”. Przyrzeka, że jego administracja nie tylko przywróci globalne przywództwo Stanów Zjednoczonych w świecie, ale stworzy także liberalny ład międzynarodowy.
Biden zdaje sobie sprawę, że Chiny z największą marynarką wojenną, drugą na świecie największą gospodarką stanowią wyzwanie dla Stanów Zjednoczonych i roli tego kraju na świecie. Komentatorzy amerykańscy uważają, że sukces polityki zagranicznej Bidena w znacznym stopniu zależeć będzie od tego jak poradzi on sobie z wyzwaniem ze strony Chin. Wielu Amerykanów twierdzi, że Biden chce uniknąć „ Nowej Zimnej Wojny” by uniknąć globalnego konfliktu i zachować regionalne i globalne wpływy USA w świecie. W tym celu Waszyngton powinien utrzymać m. in. z Chinami dobre stosunki handlowe, współpracę w dziedzinie zmian klimatycznych, zdrowia publicznego itp.
Henry Kissinger ostrzega Bidena aby nie spowodował on katastrofy światowej i podjął kroki zapobiegające konfrontacji amerykańsko-chińskiej. Niektórzy komentatorzy w USA opowiadają się za polityką „chłodnego pokoju” wobec Pekinu, za polityka powstrzymywania Chin i równoczesnego zaangażowania Chin we współpracę międzynarodową.
Nie ulega wątpliwości, że jak dotąd jest spory zakres podobieństw w polityce Trumpa i Bidena wobec Chin. Istnieje też w Waszyngtonie dwupartyjny consensus aby prowadzić twardą politykę wobec Pekinu. Jak głosi Biden „Stany Zjednoczone muszą być twarde wobec Chin”.
Chiny oczywiście są zainteresowane utrzymaniem dobrych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi, z którymi d lat mają dodatni bilans handlowy. Prezydent Biden zachowuje dużą ostrożność w stosunkach z Chinami. Świadczy o tym m. in. fakt, że dopiero po 22 dniach od zaprzysiężenia zdecydował się odbyć rozmowę telefoniczną z chińskim przywódcą Xi Jinpingiem.
Wojciech Pomykało, Wyścig Gigantów. Stan i wizja współzawodnictwa ChRL i USA, Warszawa 2021, s 247.