Do władzy za każdą cenę

Prominenci Prawa i Sprawiedliwości wykorzystują epidemię dla własnych celów partyjnych. Wybory mają być 10 maja i ma w nich wygrać kandydat PiS.

Sejm przyjął ustawę, wprowadzającą pakiet działań antykryzysowych. Przy okazji uchwalania tego aktu prawnego doszło do pokazu bezprzykładnego wręcz cynizmu ze strony prominentów Prawa i Sprawiedliwości – zdumiewającego nawet jak na ich własne standardy. Wykorzystali oni epidemię koronawirusa i tragedię Polaków, do załatwienia swych interesów partyjnych – czyli, przeprowadzenia wyborów prezydenckich 10 maja, niezależnie od epidemii, oraz maksymalnego zwiększenia szans wyborczych kandydata PiS Andrzeja Dudy.
Do przepisów antykryzysowych nad którymi debatowali posłowie, PiS niespodziewanie włączył poprawkę wprowadzającą zmiany w kodeksie wyborczym: zapis umożliwiający korespondencyjne głosowanie ludziom po 60 roku życia oraz odbywającym kwarantannę. PiS-owi chodziło o to, by w ten sposób pokazać, że władza stworzyła warunki, które niezależnie od epidemii, umożliwiają przeprowadzenie wyborów 10 maja – choć oczywiście wszem i wobec wiadomo, że organizowanie powszechnego głosowania w warunkach epidemii zwiększy zagrożenie dla życia i zdrowia Polaków.
Dla prominentów PiS ważny jest jednak wynik wyborów prezydenckich, a nie życie i zdrowie Polaków. Głosowanie już w dniu 10 maja, w czasie, gdy tylko prezydent Andrzej Duda może prowadzić swoją kampanię wyborczą, znacznie zwiększa bowiem jego szanse na reelekcję.
Zapis o korespondencyjnych wyborach, wrzucony znienacka przez PiS do tarczy antykryzysowej ma się nijak do zwalczania ekonomicznych skutków epidemii koronawirusa – i oczywiste jest, że przy jego wprowadzaniu złamano wszelkie zasady, już nie tylko pracy ustawodawczej, ale zwykłej, ludzkiej przyzwoitości. Wykorzystywanie tragicznej epidemii, aby pod pretekstem wsparcia dla gospodarki zwiększać szanse zachowania pełnej władzy – to się w głowie nie mieści. Dla prominentów PiS takie zarzuty są jednak kompletnie bez znaczenia i spływają po nich, jak nomen omen, woda po kaczce. W tym miejscu wypada skierować pytanie do działaczy Prawa i Sprawiedliwości: Jak mogliście upaść aż tak nisko?
Na tle, gwałcącego reguły przyzwoitości, działania liderów PiS, bardzo racjonalnie i uczciwie zachowała się Koalicja Obywatelska. Poparła ona tarczę antykryzysową mimo wrzucenia w nią zapisu o korespondencyjnych wyborach. Jak wytłumaczyli logicznie przedstawiciele PO, zagłosowali za pomocą dla Polaków, którzy znaleźli się w dramatycznej sytuacji.
I słusznie, bo tarcza, choć jest mała, niekompletna, dziurawa i skażona zapisem o korespondencyjnych wyborach, może jednak okazać się jakimś wsparciem dla ludzi poszkodowanych przez kryzys gospodarczy wywołany epidemią – choć niestety może stać się również narzędziem wyzysku pracowników przez pracodawców.
Poza tym, łatwo sobie wyobrazić jak ujadałaby i szczuła PiS-owska telewizja „publiczna”, gdyby okazało się, że Koalicja Obywatelska zagłosowała przeciw tarczy antykryzysowej. Zresztą, nawet poparcie tarczy przez KO stało się powodem do ataku ze strony „publicznej” TVP, która dziwiła się, dlaczego posłowie Koalicja Obywatelskiej poparli tarczę antykryzysową, skoro znalazł się tam zapis o zdalnych wyborach, ich zdaniem sprzeczny z prawem?
Cyniczne były również wezwania premiera PiS-owskiego rządu, by Senat natychmiast, najlepiej w tym samym dniu co Sejm i bez dyskusji, przyjął rozwiązania antykryzysowe, bo każda godzina jest droga. Dla rządu jakoś nie była droga, skoro na spisanie działań antykryzyzysowych potrzebował dziesięciu dni. Można jednak zrozumieć, że ten czas był mu niezbędny, aby wmontować w tarczę zapis o korespondencyjnym głosowaniu.
Szkoda, że podobnej troski co o zapewnienie reelekcji Andrzejowi Dudzie, nie wykazano o przygotowanie kraju do nadciągającej epidemii koronawirusa – mimo, że rząd miał i czas, i wiedzę, i pieniądze.
Skandalem jest choćby niedostatek testów – w związku z czym nawet lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni czy laboranci są poddawani testom dopiero wtedy, gdy już mają objawy wskazujące na możliwość zakażenia koronawirusem. Dramatycznego wymiaru nabierają też i inne zaniedbania obecnej ekipy – doprowadzenie do zapaści w służbie zdrowia czy brak działań antysmogowych.
W związku z tym wszystkim, termin „Po trupach do władzy” mający określać sens poczynań prominentów Prawa i Sprawiedliwości, staje się coraz popularniejszy. I niestety, nabiera ponurej dosłowności w miarę rosnącej liczby ofiar koronawirusa.

Ja jestem desperat!

Profesor ma 81 lat. Oczy profesora mają tyle samo, ale wyglądają na 25. Błyszczą. Spotykamy się w wigilię polskiego początku pandemii koronowirusa. Na pasku jednego z kanałów biegnie informacja o tym, że premier zamyka szkoły na 2 tygodnie. Dziś już każde dziecko wie, że przerwa w nauce potrwa co najmniej do połowy kwietnia. W parę dni bezpieczny świat który znaliśmy przepadł i nie wiadomo czy kiedykolwiek wróci. A my dwaj, ja i profesor, trochę jak orkiestra na Tytaniku. O tym, o owym, bardziej o dawnym niż bieżącym. Bez pośpiechu i lęku. Dzwoniłem wczoraj do profesora. Ma się dobrze. Choć pozostaje w grupie ryzyka, nie zamierza poddać się chorobie bez walki. Ciągle nad czymś pracuje, coś opiniuje, snuje plany. Z Pawłem Bożykiem rozmawia Jarek Ważny.

Widzi Pan co się dzieje? Zamykają szkoły, wczoraj zakazali imprez masowych. Kultura i nauka schodzą do podziemi.
No niestety. Dla rządzących kultura i nauka to zawsze był jeden szajs. Nikt się z ich zdaniem nie liczył. Jak będą podskakiwać, to im trochę przykręcimy śrubę i po sprawie. Niektórych nie będziemy publikować…a co Pan tam ma na talerzu (rozmawiamy w kawiarni, kelnerka podała właśnie kawę i tosty)?
To keczup zwykły chyba…no tak. Chce Pan spróbować?
Nie, akurat niedawno wstałem od stołu, po śniadaniu.
Szczęściarz z Pana…
Akurat dziś mogłem pospać dłużej, bo wczoraj do późna czytałem. Doradcy prezydenta Dudy ds. Unii Europejskiej stworzyli taki materiał i wczoraj, późnym wieczorem, wysłali mi to mejlem dodając: profesorze, to jest tylko parę stron. Niestety te parę stron, to 120 kartek maszynopisu, zadrukowanych drobnych maczkiem jak cholera. Poza tym ten zespół który to pisał, mocno sili się na naukę, albo raczej na „naukawość”, więc przeczytałem 2/3, ale zachciało mi spać, i dzisiaj będę musiał doczytać resztę, ale to mordęga straszna…
A Pan to opiniuje w charakterze czy normalnie?
Oni wiedzą, że jak im coś powiem, to tak uważam, że nie mówię tego „pod władzę”.
Ale to są kwestie gospodarcze, ekonomiczne?
Głównie ekonomia, tak. Ale tu się towarzystwo zastanawia, czy Polska ma szanse do 2050 roku usamodzielnić się energetycznie. Czy jest taka szansa. Ja uważam że nie ma takiej szansy. Ktoś z nich wpadł na pomysł, że my się gazowo uniezależnimy od Ruskich. Rozbudowywać gazoporty, od Amerykanów z tych łupków, ale to nigdy nie będzie alternatywa dla Rosji. Oni są monopolistą i mają w ręku niesamowitą broń.
No właśnie, to czemu nie możemy się z nimi dogadać?
Ja to już mówię od dawna, ale ciągle walę głową w mur. Trzeba się z Ruskimi dogadać. Przecież my nie mamy z nimi żadnych konfliktów. Że samolot jest w Rosji, że zamach? To nie może stać na przeszkodzie, bo tracimy ekonomicznie na tym.
Swoją drogą, to zadziwiające, że administracja prezydencka zgłasza się do Pana po prośbie. Jakoś nie widzę punktu stycznego między prezydentem Dudą a Edwardem Gierkiem i jego głównym doradcą.
Zgłaszają się do mnie, bo ja dobrze znam Jarosława Kaczyńskiego. Znałem dobrze Lecha Kaczyńskiego. Obu braci spotkałem jesienią 1980 roku w Gdańsku. Miałem tam wykład na temat czy Polsce grozi kryzys gospodarczy. To organizowała Solidarność gdańska. Przyszło bardzo dużo ludzi. Miało się zacząć o 19, zaczęło się o 21 a skończyło o 1 w nocy. Super była w ogóle debata i atmosfera. Byli na niej obaj bracia. I później nie miałem z nimi wiele wspólnego. Aż do wyborów prezydenckich w 2005 roku. W przeddzień pierwszej tury zadzwonił do mnie dyrektor Opery Warszawskiej, Janusz Pietkiewicz, z którym przyjaźniliśmy się i zapytał: słuchaj, czy dziś nie spotkałbyś się z Lechem Kaczyńskim? Zorganizował u siebie takie spotkanie. Wiesz, mówi Pietkiewicz, dobrze by było, żebyś tego człowieka poznał. Twoje nazwisko on zna, oni wszyscy zresztą doskonale je znają. Przyjdź o drugiej, będzie moja żona, podejmiemy cię dobrą kawą, a po kwadransie przyjdzie Lech z żoną i pogadamy sobie o różnych rzeczach…
Brzmi cokolwiek zagadkowo…
Ale dla mnie bardzo interesująco, bo ja byłem przecież spoza tego establishmentu. No i rzeczywiście było tak, jak się umówiliśmy. Przyszedł Lech z Marią. Ona zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Niezwykle ciepła, ujmująca osoba. Rozmowa z nią była dla mnie prawdziwą przyjemnością. A sam akt rozmowy naszej też był dość ciekawy; oni mi zadawali pytania, głównie ona, a w trakcie tej naszej konwersacji dzwonił do Lecha Jarek, pamiętam siedem razy dzwonił; o czym oni rozmawiali to nie wiem, bo Lech szedł wtedy na drugą stronę salonu, przytykał komórkę ręką i coś tam szeptali. Potem wracał i wracaliśmy do tematu; głównie ich interesowały moje osobiste sprawy; losy mojego ojca na Sybirze, mojej matki, lata wojny, UPA, relacji rodzinnych, takie rzeczy. Ja im to wszystko opowiadałem, oni słuchali w skupienia, Maria Kaczyńska, to pamiętam miała łzy w oczach, jak te koleje losu moich bliskich im referowałem. Rozmowa trwała 2,5 godziny. Chwilę później Lech został prezydentem. Ja kontaktu już nie odnawiałem, wymieniliśmy się telefonami, ale nigdy już żeśmy się nie spotkali. Za to 3 albo 4 lata temu zadzwoniła do mnie sekretarka Jarosława…
Legendarna pani Basia!
Tak jest, pani Basia, ta sama! I mówi do mnie: zatęsknił za panem Jarosław Kaczyński…
Doprawdy, nie wiem czy zazdrościć czy jednak…
Ale proszę posłuchać dalej. Pani Basia, w imieniu prezesa, zaprasza mnie do niego na Nowogrodzką, na spotkanie. Tylko jak będę się wybierał, to ma prośbę, żebym zabrał ze sobą trzy egzemplarze mojej książki swojej „Hanka, miłość, polityka”, bo wtedy akurat to wyszło. I jedną książkę proszę zadedykować dla prezesa, drugą dla mnie, mówi pani Basia, a trzecią dla córki Lecha-Marty. Więc spełniłem te prośby i poszedłem. Jak już tam wchodziłem do sekretariatu, to Jarosław wyszedł z gabinetu, rozanielony, zaprosił mnie do środka i mówi: pragnąłem się od dawna z panem zobaczyć, bo Leszek i jego żona nie ustawali w komplementach pod pana adresem. Pan podobnież poprowadził tą Waszą rozmowę tak, że oni do śmierci niemal ją wspominali. No ja podziękowałem i tak żeśmy od tych uprzejmości przechodzili na kolejne tematy, a kiedy wchodziłem do Jarosława, to pani Basia mnie poprosiła, żebym był nie dłużej jak 0,5 godziny, bo w kolejce jest zapisana delegacja Solidarności, 20 chłopa, a ona mam tu tylko dwa krzesła w poczekalni. Po godzinie, pani Basia zajrzała dyskretnie do środka, na co Jarek przytaknął, że pamięta i że już kończymy. W drugiej części tej naszej pogawędki, mówiliśmy o tym, jaką polski rząd powinien prowadzić politykę wobec Rosji. Jarosław mnie pytał, jako człowieka, który Rosję zna i rozumie, a ja mu odpowiadałem to, co już mówiłem wcześniej: musi się Pan z nimi dogadać. Nie ma innej drogi. I on słuchał, a później prowadził kompletnie odwrotną politykę, niż ja wtedy mu mówiłem. W każdym razie rozmowa znacznie przekroczyła wyznaczony wstępnie czas. Nie byłem niezadowolony, bo rozmowa była nad wyraz interesująca.
I o czym Panowie tyle czasu rozmawiali, oprócz polityki wobec Rosji?
A różnie. I o sprawach prywatnych i o dużej i małej polityce. Wspominaliśmy stare czasy. Jarosława ciekawiło np. jaki był Gierek; ja mu wtedy zdradziłem, jak kiedyś, u Gierka w sekretariacie, przy świadkach mu powiedziałem, że jak będzie dalej słuchał Kani, Jaruzelskiego i innych, to go stąd wyrzucą na zbity pysk. Jarosław, pamiętam, bardzo się tym zainteresował i mówi do mnie: o, to widzę że z pana jest ostry zawodnik. A ja jestem z natury desperat; wtedy, u Gierka, myślałem, że naprawdę mnie wyrzucą za tą pyskówkę, ale po dwóch dniach Gierek mnie wezwał i zaproponował, żebyśmy wspólnie pojechali do robotników, do Poznania, to był 79 rok. Pamiętam, że dolecieliśmy do Poznania samolotem, na lotnisku przesiedliśmy się do takiego dużego wieloosobowego mercedesa, a tuż za bramą lotniska czekała na nas „przypadkowo” napotkana grupa młodzieży socjalistycznej, wznosząca spontanicznie hasła na cześć towarzysza Gierka…
Czytałem kiedyś, że jak Gierek podejmował po mundialu reprezentację Polski Kazimierza Górskiego, i pod gmachem KC tłum wiwatował na cześć piłkarzy, I sekretarz miał się był zwrócić do premiera Jaroszewicza: słyszycie towarzyszu premierze, jak naród nas kocha?
(śmiech) Tak, to by było do Gierka podobne.
Ale on tak na serio?
Nie sądzę, on nie był idiotą, wiedział, jak się sprawy mają naprawdę. Ale co mu tam w głowie siedziało, to nie wiem…
3 marca zmarł Stanisław Kania, ostatni żyjący I sekretarz. Wybiera się Pan na pogrzeb?
Nie, nie uważam, żebym był tam potrzebny, to by było dwuznaczne…
Jakie relacje was łączyły? Rozmawialiście w ogóle? W końcu to właśnie On zatopił Gierka i w konsekwencji, także Pana.
Normalnie rozmawialiśmy. On mnie bardzo często zapraszał na obiady do siebie. Ja oczywiście wcześniej informowałem Gierka o tym, że Stanisław Kania mnie zaprasza, a Gierek nie miał nic przeciwko. Tak samo do Jaruzelskiego, też chodziłem, jak zapraszał…
Sąsiadami Panowie byliście.
No tak, ulica w ulicę mieszkaliśmy na Mokotowie. Ale wtedy chodziłem oficjalnie do niego, do Ministerstwa Obrony. I na początku było poprawnie, ale później nasze stosunki się zepsuły.
Słyszałem, że nie chciał Panu wydać paszportu, tak?
No tak mnie załatwił. Miałem jechać w połowie lat 80. na jednego z dyrektorów do UNESCO, do Paryża. Byłem wtedy z nominacji sekretarza generalnego ONZ członkiem senatu Uniwersytetu Narodów Zjednoczonych, i znałem tą całą czołówkę, gdyśmy się w Tokio spotykali, bo tam była siedziba. I tam poznałem szefa UNESCO, który mnie do pracy zaprosił, bośmy się polubili. Trzeba było załatwić paszport dyplomatyczny. Niestety, generał się nie zgodził, no i ostatecznie do Paryża nie pojechałem. A same wcześniejsze spotkania z Jaruzelskim to były czysto merytoryczne; ja mu po prostu wykładałem ekonomię, on pamiętam, wszystko zapisywał. Miał dziesiątki pytań, przygotowywał się do tych rozmów.
To czym mu Pan podpadł, że nie wydał Panu tego paszportu?
Samym faktem, że współpracowałem z Gierkiem. On był zazdrosny bardzo.
Lubi Pan filmy?
Lubię, ale do kina nie chadzam za często…
„Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego Pan widział?
Widziałem, nie podobał mi się.
Dlaczego?
Bo uważam że jest nieprawdziwy. Z niego wynika, że oni tam, na tym Wołyniu, to się generalnie kochali, żenili się między sobą, żyli w zgodzie do pewnego momentu, w którym wszystko na raz runęło. Jedni wyrżnęli drugich i nastała nienawiść.
Stosunki z Ukrainą można jakoś ucywilizować?
To wie Pan, musi minąć kilka pokoleń. Dla mnie są one na teraz nie do naprawienia. Nasze relacje między narodami są po prostu głęboko patologiczne; od czasów polskiego na Ukrainie panowania. Kiedyś ukraińskie studentki na przerwie zapytały mnie, kogo ja bardziej poważam i lubię: Ukraińców czy Rosjan? Jeśli chodzi o Rosjan, to oni aresztowali mojego ojca, który już nigdy później do Polski nie wrócił, tylko dlatego że przed wojną był w polskim wojsku. A jeśli chodzi o Ukraińców, to oni zastrzelili mi matkę, bo była Polką. I więcej już żadnych podobnych pytań nie było.
A pańskim zdaniem przyciąganie Ukrainy do Zachodu to dobry kierunek w naszej polityce?
Dzisiaj to już jest bez znaczenia. To taki czyn charytatywny, za który nie będzie później zapłaty. Dziś Ukraina widzi, że Polska się bogaci, że pomoc Unii nam bardzo wiele dała.
Pomoc Unii? A nie reformy Balcerowicza na początku lat 90.?
Skąd. To było 20 procent tąpnięcia w dół, którego nie odrobimy nigdy.
Plan Balcerowicza to 20 lat zastoju?
Oczywiście.
A była wtedy alternatywa dla reform Balcerowicza?
Lepsza np. była tzw. metoda czeska. Przecież oni niczego nie stracili, spokojnie się odbili. A myśmy to robili krwawiąc. Cały pomysł był błędny. Sachs przecież wyparł się wszystkiego, mówiąc, że to był jego życiowy błąd.
To czemu Balcerowicz się na to złapał?
Bo…on – moim zdaniem – pewnych rzeczy zwyczajnie nie chciał pojąć.
A jak Pan dziś, kiedy choroba świat pożera, patrzy na rynki, na gospodarkę, to jest się czego bać?
Nie mogę powiedzieć, że nie, bo byłbym nieuczciwy wobec siebie, ale nie mogę też mówić, że zaraz wydarzy się tragedia i należy wołać zmiłowania, bo jeszcze do tego daleko.
Rozwarstwienie ekonomiczne i społeczne świata Pana nie martwi?
Oczywiście że tak, ale niewiele można z nim zrobić przy tym światowym porządku.
A nie będzie tak, że niedługo 90 procent biednych rzuci się do gardeł 10 procentom bogatych i wyrżnie ich jak Jakub Szela panów w Galicji?
Nie. Bogaci mają w swoich rękach zbyt wielką siłę. Poza tym człowiek ma naturalne skłonności do asekuranctwa. Boi się stracić i zaryzykować tym, co już ma. Istnieje oczywiście groźba przesilenia, i wtedy stary porządek może się zawalić, tak jak przed wielkimi konfliktami w historii świata.
A czy czasem nie stoimy u progu takiego przesilenia już teraz? Zmiany klimatyczne, pandemia…
Obecne zmiany klimatyczne to wydumany problem. Amerykanie w ogóle się tym nie przejmują. Według prezydenta Trumpa, takie ocieplenie klimatu tysiąc lat temu miało miejsce i nic z tego nie wyniknęło dla planety. To są pewne ciągi; plamy na słońcu powtarzają się i giną. W skali wszechświata to powtarzający się proces.
To komu potrzebna ta histeria z którą mamy teraz do czynienia? Kto na niej zarabia?
Są określone grupy, które rzeczywiście na niej zarabiają.
Spekulanci giełdowi?
Nie, to za mali gracze.
Koncerny, globalne marki?
Częściowo koncerny, grupy ludzi, częściowo poszczególne kraje. Na razie nie sposób tego nazwać.
Konflikt światowy między USA a Chinami nie wydaje się Panu realny?
Jeśli by do niego doszło, to Chiny mają mniejszy potencjał atomowy, a liczyć potrafią. A w sytuacji zagrożenia hegemonii USA i otwartego konfliktu, trudno dziś sobie wyobrazić, że nie ruszymy atomu. Poza tym większość konfliktów jest moim zdaniem nieplanowana, nieprzewidywalna.
Czy mamy dziś w Polsce na tyle światłych polityków, którzy potrafią antycypować to, co się będzie działo w świecie?
Trudne pytanie. Polska jest w dziedzinie polityki dosyć ułomnym krajem, przez wzgląd na ludzkie charaktery. Polska ani nie jest dobrym słuchaczem, ani nie jest dobrym projektorem. Tym, czym żyje polska ulica albo co piszą nasze gazety, nie należy się za bardzo przejmować. Co jakiś czas, raz na 100 tysięcy wielkich wydarzeń Polak czymś zabłyśnie i tyle.
To co zrobić, żeby zabłysnął raz na 50 tysięcy? Dawać więcej na naukę?
To na pewno też, ale czy to zmieni nasz charakter? My raczej czekamy na to, żeby coś nam spadło z nieba, a taki Chińczyk sam do tego nieba sięga i czegoś w nim szuka.

Zanim epidemia wstrzyma wymianę

Polskie firmy dobrze wykorzystały pierwsze miesiące bieżącego roku, zarabiając na handlu zagranicznym.

Początek roku nie osłabił kondycji polskiego handlu zagranicznego. Obroty towarowe w styczniu 2020 utrzymały się na poziomie wyników stycznia roku poprzedniego. Rynek niemiecki nadal dominuje w polskim eksporcie i imporcie.
Z opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny danych wynika, że w styczniu bieżącego roku (nowszych danych jeszcze nie ma) wartość eksportu polskich podmiotów gospodarczych utrzymała się na poziomie takim, jak w analogicznym miesiącu roku poprzedniego – w ujęciu złotowym eksport odnotował nieznaczny spadek (o 0,1 punktu procentowego), a w ujęciu w euro niewielki wzrost (o 0,4 p.p.).
Nadal największym rynkiem dla polskich towarów są kraje wysoko rozwinięte: przyjmują 87,1 proc. polskiego eksportu ogółem. Jednakże nastąpił tu nieznaczny spadek, o 1,8 p.p. (wszystkie porównania w stosunku do tego samego okresu roku 2019).

Na unijne rynki

Wśród krajów wysoko rozwiniętych nadal największym odbiorcą polskich towarów są kraje Unii Europejskiej (80,8 proc. eksportu ogółem), ale ich znaczenie nieco spadło (o 2 p.p.). Do krajów strefy euro kierowane było 58,2 proc. eksportu ogółem, niewiele mniej (o 1,5 p.p.) niż w styczniu rok wcześniej.
Wzrósł natomiast (o 1,1 p.p.) udział krajów rozwijających się w polskim eksporcie ogółem, który wyniósł 7,2 proc. – oraz udział krajów Europy Środkowo-Wschodniej (o 0,7 p.p.), który ukształtował się na poziomie 5,5 proc. naszego eksportu ogółem.
Podobnie jest z importem. Jego wartość ogółem wyniosła w styczniu br. 81,5 mld złotych, co stanowiło 99,8 proc. wartości odnotowanej w tym samym okresie roku poprzedniego; wartość importu w przeliczeniu na euro wyniosła 19,1 mld euro, i była ona większa o 0,3 p.p. w porównaniu do stycznia ubiegłego roku.
Tak jak i w eksporcie, kraje wysokorozwinięte były głównym miejscem naszych zakupów, jednakże ich udział imporcie ogółem był znacznie niższy niż w eksporcie i wyniósł 62,8 proc. zauważa Towarzystwo Ekonomistów Polskich, zwrócić uwagę trzeba na znaczną zmianę w znaczeniu tego importu dla Polski: nastąpił spadek jego udziału w imporcie ogółem Polski o 3,5 pkt.proc. – na korzyść krajów rozwijających się, których udział wzrósł z kolei o 3,2 p.p. do poziomu 29 proc. wartości importu ogółem. Nieznacznie (o 0,3 p.p.) w imporcie ogółem Polski wzrósł udział krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Tracimy na wschodzących

Dobrą wiadomością jest utrzymujące się nadal dodatnie saldo obrotów naszego handlu zagranicznego, które wyniosło 700 mln złotych (w przeliczeniu na euro było to 200 mln).
Dodatnie saldo występowało w handlu z krajami wysokorozwiniętymi, w tym z krajami UE i krajami strefy euro. Natomiast saldo w handlu z krajami rozwijającymi się było – podobnie jak w styczniu ubiegłego roku – ujemne i wyniosło 17,7 mld złotych (4,1 mld euro). Ujemne saldo (w wysokości 2,2 mld zł; 500 mln euro) występowało także w handlu Polski z krajami Europy Środkowo-Wschodniej.
Utrzymała się wysoka koncentracja eksportu na rynek niemiecki: jego udział w eksporcie ogółem wyniósł 27,4 proc. czyli tyle, ile wyniósł łącznie udział kolejnych pięciu krajów na liście najważniejszych odbiorców polskiego eksportu (Francji, Czech, Wielkiej Brytanii, Włoch i Holandii – 27,7 proc. polskiego eksportu ogółem).
To ważna informacja dla polskich polityków gospodarczych i eksporterów: w ocenie TEP, w związku z nadchodzącymi informacjami o spowolnieniu gospodarki niemieckiej możemy się spodziewać uderzenia w polski eksport i gospodarkę, chyba że polscy eksporterzy znajdą dla swoich towarów alternatywnych odbiorców ich towarów.
Stany Zjednoczone zajmują dopiero siódme miejsce na liście największych odbiorców polskiego eksportu (2,8 poc.), ex aequo z Hiszpanią i Węgrami. Listę dziesięciu najważniejszych odbiorców polskiego eksportu zamyka Szwecja (2,7 proc. eksportu ogółem).
66,7 proc. polskiego eksportu trafia do dziesięciu krajów, co oznacza wysoką koncentrację geograficzną eksportu.

Niemieckie uzależnienie

Głównym rynkiem, z którego pochodzą towary importowane do Polski jest rynek niemiecki (20,5 proc. importu ogółem), co nie dziwi, jeśli spojrzy się na strukturę towarową importu – 37,6 proc. towarów importowanych do Polski to maszyny, urządzenia i środki transportu, kolejne 17,8 proc. to różne inne wyroby przemysłowe, a 17,2 proc. to towary przemysłowe sklasyfikowane według surowca. Następne na liście (9,3 proc.) są chemikalia i towary pokrewne.
Wszystkie wymienione grupy towarów są towarami wysoko przetworzonymi; warto zauważyć, że stanowią one główne grupy towarowe w eksporcie gospodarki niemieckiej.
Przytoczone liczby wskazują na silne powiązanie gospodarki polskiej z wysoko uprzemysłowioną gospodarką niemiecką. To dobra wiadomość przy dobrym stanie koniunktury, ale – wobec zbliżającego się osłabienia gospodarczego w Niemczech – alarmująca.
Drugim pod względem wartości importu partnerem polskich podmiotów gospodarczych były Chiny (14,3 proc. importu ogółem); na kolejnych miejscach uplasowały się Rosja, Włochy i Stany Zjednoczone z (odpowiednio 6,7 proc., 4,4 proc., 4,1 proc.). Z tych pięciu krajów pochodziło 50 proc. polskiego importu ogółem.
Kolejne kraje na liście głównych importerów to Francja, Czechy, Holandia, Korea Południowa i Hiszpania. Z wszystkich tych dziesięciu krajów pochodziło 65 proc. polskiego importu.

Szanse determinowane przez COVID-19 – Nowy bodziec wspierający gospodarkę i reformy społeczne

Pomimo faktu, że wystąpienie nowego wirusa powodującego gwałtowną chorobę układu oddechowego (COVID-19) wywarło negatywny wpływ na gospodarkę Chin w 2019, kraj podejmuje wysiłki w celu wznowienia aktywności gospodarczej. Wedle danych CICC (China International Capital Corporation), odsetek osób powracających do pracy osiągnął poziom 60-70, wedle stanu na dzień 28 lutego.

Informacje podawane przez SASAC (State-owned Assets Supervision and Administration Commission) wskazują, że 500 głównych firm produkcyjnych w Chinach wznowiło pracę w 97 proc.. Kolejne korzystne rozwiązania polityczne oraz etapowe ich wdrażanie wskazuje na nadchodzące ożywienie gospodarcze. Ponadto, informacje podawane przez NBS wskazują, że dane dotyczące gospodarki Chin w roku 2019 są korzystne, a faktyczny wzrost PKB wynosi 6,1 proc. . Mając na względzie korzystne tempo wznowienia pracy, a także solidne podstawy zbudowane w 2019 r., wciąż jesteśmy przekonani, że gospodarka Chin wróci do normy już w drugim kwartale 2020 r.
Należy jednak zwrócić uwagę, że w roku 2020 faktycznie można dostrzec realny wpływ COVID-19 na gospodarkę Chin. S&P obniżyło poprzednią prognozę wzrostu PKB Chin (5,7 proc. ) do poziomu 5 proc. , a Citi Bank skorygował wskaźnik do wysokości 5,3 proc. . Oczekuje się, że wskaźnik wzrostu poziomu eksportu utrzyma się w granicach 0 lub obniży do wartości ujemnych. Niemniej jednak, aktualny kryzys stwarza również nowe możliwości dla „nowej rzeczywistości” Chin.
Zakłada się przyspieszenie wzrostu gospodarki cyfrowej w oparciu o technologie IoT (Internet of Things). Praca zdalna jest aktualnie szeroko rozpowszechniona w branżach usługowych, szczególnie w dużych firmach związanych z siecią Internet. Pomimo tego, branża produkcyjna wciąż nie jest w pełni scyfryzowana i zinformatyzowana, co stanowi główną przyczynę spowolnienia pracy sektora wtórnego w trakcie kryzysu związanego z wystąpieniem wirusa COVID-19. Cyfryzacja może być stosunkowo łatwo wdrożona przez liderów branży, lecz będzie stanowiła problem dla małych i średnich przedsiębiorstw. Kryzys pandemii powoduje potrzebę rozbudowania ekosystemu Internet of Things, tj. m.in. rozwiązania pozwalające na przetwarzanie danych „w chmurze” (cloud computing), przechowywanie oraz transfer danych, a także interakcja na linii człowiek-maszyna.
Wzmacnia się także połączenie handlu prowadzonego on-line, jak i off-line. Wirus COVID-19 przyspieszył rozwój „dostawy bezkontaktowej”, a także wpłynął na zmianę „ostatniego etapu” zakupów dokonywanych przez Internet. Zakłada się więc zwiększenie popularności rozwiązań działających na zasadzie skrytek pocztowych, magazynów samoobsługowych oraz sklepów z kasami automatycznymi. Zakupy on-line nie będą więc stanowiły uzupełnienia zakupów dokonywanych stacjonarnie – wyraźnie dostrzeżemy trend łączenia tych dwóch metod sprzedaży. Należy również zakładać przyspieszenie wdrożenia autonomicznych pojazdów oraz dronów na rynek.
Nowe technologie, tj. sztuczna inteligencja i tzw. Big Data wywrą istotny wpływ na pobudzenie gospodarcze. W trakcie kryzysu, część firm opracowało aplikacje korzystające z dużych zasobów danych Big Data, aby przewidzieć rozprzestrzenianie się wirusa w określonych obszarach, co umożliwiło bardziej precyzyjną kontrolę nad przebiegiem epidemii. Ponadto, należy zauważyć, że zwiększenie wykorzystania rozwiązań typu Big Data wywrze również wpływ na dalszy rozwój sztucznej inteligencji. Po ustaniu kryzysu, zarówno władze rządowe, spółki gospodarcze, jak i konsumenci skoncentrują się na zbieraniu informacji oraz na wdrażaniu rozwiązań umożliwiających podejmowanie decyzji w oparciu o dane, co również korzystnie wpłynie na przyspieszenie rozwoju technologii informacyjnych i sztucznej inteligencji.
Wiele firm wdroży tzw. rozwiązania na bazie platform. Największe chińskie przedsiębiorstwa informatyczne wykorzystały istniejący kryzys do zaproponowania rozwiązania „pracowników dzielonych”. Firmy zajmujące się handle detalicznym, taki jak Freshhema – spółka podległa firmy Alibaba, a także JD.com udostępniają własnych pracowników innym firmom z sektora usługowego o niskim progu wejściowym. Pojawienie się „wspólnych pracodawców” stanowi nie tylko wyzwanie dla tradycyjnej formy organizacji przedsiębiorstw, ale również tworzy nowe możliwości dla przyszłych firm. Co za tym idzie, termin „firma” może w przyszłości być kojarzony nie z „fizyczną lokalizacją”, lecz z „platformą”. Podążając dalej, platforma może nie oznaczać wyłącznie jednej firmy, lecz fuzję różnych firm lub pracowników. Nadchodzi czas platform, stwarzających większe możliwości zatrudnienia.
W celu należytego wykorzystania nowych możliwości gospodarczych, Chiny powinny skoncentrować wysiłki na szybkim opracowaniu ulg podatkowych, zapewnić narzędzia wsparcia finansowego, a także wprowadzić dalsze reformy związane z organizacją życia społecznego. Pewność działania jest kluczowym czynnikiem podczas walki z kryzysem. Pewność powinna wynikać nie tylko z możliwości ponownego pobudzenia gospodarki, lecz również z faktu rozwiązywania problemów związanych z kontrolowaniem przebiegu epidemii. Wdrożenie reform związanych z organizacją życia społecznego to kolejny istotny krok, który umożliwi Chinom wykorzystanie szans ekonomicznych stwarzanych przez wirus COVID-19.
Wystąpienie kryzysu związanego z wystąpieniem COVID-19 wskazuje, że rozwiązanie problemów wewnętrznych stanowi priorytet dla Chin. Dalszy rozwój Chin nie zależy od tego, jak kraj będzie postrzegany z zewnątrz, a jedynie od wyborów dokonywanych przez Chiny. Należy zatem skoncentrować się na ocenie, czy rząd Chin posiada możliwość szybkiego wdrażania reform, dostosowania i rozwiązania własnych problemów. Problem kontroli zakażeń to jedynie przykład takich wyzwań – należy rozpatrywać go z uwzględnieniem rzeczywistości Chin i konieczności zaspokajania potrzeb niezwykle rozbudowanego społeczeństwa, w którym dokonywana jest gwałtowna modernizacja. Na świecie nie istnieje inny kraj z którego doświadczeń mogłyby korzystać Chiny. Chiny muszą mierzyć się z problemami na własną rękę i jednocześnie reagować odpowiednio szybko. Chiny powinny skoncentrować się na metodach rozwiązywania problemów i odpowiednim wykorzystaniu własnych zalet gospodarczych i politycznych. Dalsze wdrażanie reform społecznych umożliwi wdrożenie bardziej elastycznych i skutecznych rozwiązań systemowych, a tym samym zapewni Chinom długoterminowy rozwój gospodarczy.

Mao Yinhui – Dyrektor Instytutu Polonistyki, Wydział Języków i Kultur Europejskich, Kantoński Uniwersytet Spraw Międzynarodowych

Han Yonghui, – profesor w Instytucie Strategii Międzynarodowych, Kantoński Uniwersytet Spraw Międzynarodowych

Ciągle bez ochrony

Zdaniem przedsiębiorców, zanim, dość zresztą dziurawa, „tarcza antykryzysowa” zacznie obowiązywać, wielu z nich może upaść.

Rząd PiS wciąż nie wdrożył „tarczy antykryzysowej”, mającej chronić przedsiębiorstwa w Polsce przed skutkami epidemii koronawirusa.

Sytuacja robi się jednak coraz bardziej nagląca, trzeba działać, a więc Zakład Ubezpieczeń Społecznych wprowadził pierwsze rozwiązania, które powinny łagodzić problemy firm w naszym kraju. Budzą one jednak liczne zastrzeżenia tych, do których są adresowane.

I tak, przyjęte zostało rozwiązanie, zgodnie z którym, jeśli firma z powodu epidemii ma problemy, aby zapłacić bieżące składki lub należności – mimo zawartej już z ZUS umowy o rozłożeniu zadłużenia na raty bądź odroczeniu terminu płatności –  to może skorzystać z tzw. uproszczonych form pomocy.

Polegają one na odroczeniu o trzy miesiące terminu płatności składek, za okres od lutego do kwietnia 2020 r. – oraz na wydłużeniu o trzy miesiące terminu realizacji zawartej już z ZUS umowy, w której płatności rat bądź składek wyznaczono w okresie od marca do maja 2020 r. 

Jak informuje Warszawska Izba Gospodarcza, aby skorzystać z takiego odroczenia, należy złożyć odpowiedni wniosek. We wniosku trzeba wskazać, w jaki sposób epidemia koronawirusa wpłynęła na sytuację finansową firmy i brak możliwości terminowego opłacenia należności. Następnie trzeba uzupełnić dokumentację o dodatkowe dokumenty dotyczące ewentualnego korzystania z pomocy publicznej. Jak widać, formalności jest niemało. Jeżeli w ciągu trzech miesięcy sytuacja finansowa przedsiębiorstwa nie ulegnie poprawie, będzie możliwość wystąpienia z wnioskiem o przedłużenie odroczenia.

Dodatkowo ZUS planuje wstrzymanie działań egzekucyjnych dotyczących należności od lutego do kwietnia 2020 r. Wstrzymanie egzekucji dotyczy jednak tylko aktywnych płatników, którzy do końca stycznia 2020 r. nie zalegali z opłacaniem żadnych składek.

Wszystkie te rozwiązania nie budzą entuzjazmu osób prowadzących działalność gospodarczą. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców podkreśla, że działania ZUS są: „absolutnie niewystarczające”. Wskazuje, iż odroczenie terminu płatności składek oznacza, że za trzy miesiące przedsiębiorcy zostaną obarczeni podwójnymi kosztami składek – a to może mieć fatalny wpływ na kondycję ich firm oraz tempo przywracania polskiej gospodarki do stanu normalności po kryzysie.

ZPiP uważa, że mikro przedsiębiorstwa, w których płatnik jest jednocześnie ubezpieczonym, powinny mieć możliwość zawieszenia płatności składek za okres od lutego bieżącego roku,  na okres od dwóch miesięcy z możliwością przedłużenia tego okresu. Czas zawieszenia nie byłby wliczany w okres składkowy.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców zaapelował więc o wdrożenie pakietu rozwiązań, dotyczącego ulg i umorzeń długów wobec ZUS.

Cezary Kaźmierczak, prezes ZPiP mówi:  – Jeśli ktoś chce wyłożyć mikro i mały biznes, to niech dalej lansuje pomysły “odroczenia płatności ZUS”. Wówczas ci, którzy przetrwają teraz, mogą paść pod ciężarem skumulowanych długów w czasie odbudowy gospodarki. ZUS dla mikro i małych firm należy zawiesić do czerwca (bez wliczania tego w okres składkowy.

Przedsiębiorcy wskazują także, że już sam czas ograniczenia terminów odroczeń i zawieszeń proponowanych przez ZUS jedynie na miesiące luty – kwiecień 2020 r. budzi poważne wątpliwości. Perturbacje związane z stanem zagrożenia epidemiologicznego, mogą mieć przecież wpływ na działanie firm w znacznie dłuższym okresie.

Zdaniem ZPiP, Zakład Ubezpieczeń Społecznych powinien również ponosić całkowity koszt wypłacania wynagrodzenia chorobowego dla pracowników poddanych obowiązkowej kwarantannie – od pierwszego dnia trwania kwarantanny.

Przedsiębiorcy mają oczywiście swoje racje. Ale trzeba też pamiętać, że możliwości finansowe ZUS-u, utrzymywanego ze składek pracowników, nie są nieograniczone. A wszelkie – tak optymistyczne jak i pesymistyczne – scenariusze finansowania ubezpieczeń Polaków w kolejnych latach, przewidują, że konieczny będzie wzrost dotacji z budżetu państwa do ZUS. Z tego coraz bardziej pękającego w szwach budżetu, zasilanego pieniędzmi podatników. Cała ta kasa nie jest więc bez dna.

Europa pomaga swojej gospodarce

Polska tarcza antykryzysowa nie dorównuje planom potentatów, ale zrozumiałe, że mamy mniejsze możliwości.
Państwa unijne zapowiedziały rozliczne działania dla złagodzenia kryzysu gospodarczego, jaki sprowadza pandemia. Są to środki z zakresu polityki fiskalnej i pieniężnej, mające zapobiegać gwałtownemu wzrostowi upadłości firm oraz bezrobocia.
Komisja Europejska poinformowała o utworzeniu funduszu inwestycyjnego dla członków Unii Europejskiej w wysokości 25 mld euro, którego celem będzie wspieranie utrzymania płynności przez sektor prywatny oraz zwiększenie zdolności operacyjnych krajowych systemów ochrony zdrowia. Poluzowane zostaną również unijne i krajowe przepisy podatkowe, aby poszczególne kraje mogły zwiększyć wydatki na systemy opieki zdrowotnej i zastosować ulgi podatkowe dla sektora prywatnego.
Prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde oświadczyła, że bank poluzuje politykę finansową. Światowa grupa ubezpieczeniowo-finansowa Euler Hermes przewiduje, że EBC obniży stopę depozytową z minus 0,5 proc do poziomu minus 0,6 proc.
Środki z zakresu kompleksowej polityki pieniężnej, takie jak właśnie obniżki stóp, raczej nie pomogą jednak w rozwiązaniu problemów wynikających z zakłóceń produkcji i łańcuchów dostaw, ani też nie przekonają ludzi do zwiększania wydatków, skoro ci nie wychodzą z domów. Dlatego większość działań EBC powinna koncentrować się na zapewnieniu wystarczającej płynności w rzeczywistej gospodarce.
Chodzi na przykład o TLTRO czyli o udzielanie bankom komercyjnym długoterminowych pożyczek, skonstruowanych w taki sposób, by stanowiły zachętę do nasilenia akcji kredytowej na rzecz firm i konsumentów w strefie euro – zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw. EBC prawdopodobnie zwiększy też zakupy aktywów finansowych do poziomu 40 mld euro miesięcznie.
Obniżenie kosztów kredytu powinno być czynnikiem skłaniającym banki do zwiększania i wydłużania obowiązywania linii kredytowych. Bardziej efektywnym rozwiązaniem byłoby przyjęcie przez rządy roli „pożyczkodawcy ostatniego ratunku” – poprzez oferowanie gwarancji publicznych, do których mogłyby uciekać się banki dla ograniczenia własnego ryzyka kredytowego.
Najbardziej dotknięte koronawirusem Włochy wprowadzają pakiet fiskalny o wartości 25 mld euro. Połowa pakietu została uruchomiona 13 marca, zaś reszta stanowi rezerwę. Pakiet obejmuje rekompensaty dla pracowników zmuszonych do czasowego powstrzymania się od pracy; fundusz gwarancyjny dla małych i średnich przedsiębiorstw; moratorium podatkowe i odroczenie spłat kredytów (we współpracy z bankami prywatnymi); rekompensaty dla firm dotkniętych spadkiem obrotów o ponad 25 proc.
Wielka Brytania zapowiada, że zrobi wszystko, co konieczne w celu ochrony firm. Bank Anglii obniżył stopy procentowe do 0,25 proc. oraz wprowadził program finansowania teminowego dla małych i średnich przedsiębiorstw, którego wartość szacowana jest na 100 mld funtów. Ma on stanowić wsparcie dla udzielania kredytów.
Poinformowano też o wdrożeniu pakietu fiskalnego o wartości 30 mld funtów oraz o przeznaczeniu 7 mld funtów na wsparcie firm i osób fizycznych, poprzez obniżki podatków, odroczenia spłaty kredytów oraz dotacje dla małych i średnich przedsiębiorstw.
Rząd brytyjski zobowiązał się: zrekompensować małym i średnim firmom koszty ustawowych zasiłków chorobowych do 14 dni (przeznacza na to 2 mld funtów); udzielić wsparcia w postaci dalszych kredytów w wysokości 1 mld funtów [program kredytów z tytułu zakłóceń spowodowanych przez koronawirus]; zagwarantować kredyty udzielane małym i średnim przedsiębiorstwom (w kwotach do 1,2 mln funtów); pokryć do 80 proc. strat banków z powodu epidemii.
Stawki podatków od przedsiębiorstw zostaną obniżone dla małych firm w sektorach handlu detalicznego, rozrywki oraz hotelowym (obniżka podatków do 1 mld funtów). Ulgi podatkowe udzielone przedsiębiorcom wyniosą zaś 3 mld funtów. Ulgę podatkową z tytułu działalności badawczo-rozwojowej podwyższono z 12 do 15 proc. Małe firmy otrzymają też dotację gotówkową w całkowitej wysokości 2 mld funtów.
Przyspieszone zostaną również wydatki związane z infrastrukturą: 27 mld funtów przeznaczone zostanie na budowę nowych dróg, zaś 5 mld na internet szerokopasmowy w odległych obszarach kraju. Zwiększone będą inwestycje w publiczny system ochrony zdrowia (do wysokości 5 mld funtów). W sumie wydatki na rekompensowanie skutków wybuchu epidemii Covid-19 przekroczą oczekiwania o około 10 mld funtów.
Kanclerz Angela Merkel także zadeklarowała wolę zrobienia „wszystkiego, co będzie konieczne” w celu stawienia czoła kryzysowi. Rząd Niemiec zapowiedział, że udzieli wszelkiej pomocy firmom, które najmocniej ucierpią z powodu epidemii koronawirusa. Można ją szacować na 550 mld euro. Nie ma jednak górnej granicy kredytu oferowanego przez państwowy bank rozwoju.
Rząd poluzował również ograniczenia dotyczące rekompensat pracowniczych z tytułu skrócenia czasu pracy. Rekompensaty te są obecnie wypłacane przez państwo, jeżeli już 10 proc. pracowników ma istotnie skrócony czas pracy (wcześniejszy wymóg to 1/3 pracowników). Władze zadeklarowały znaczące zwiększenie inwestycji w latach 2021-24.
Francja zagwarantuje państwowe pożyczki o wartości do 300 miliardów euro. Na bezpośrednie wsparcie zostanie przeznaczona pula 45 mld euro dla firm krajowych, aby ograniczyć wpływ koronawirusa na gospodarkę.
Rząd Hiszpanii zapowiada program pomocy dla obywateli i firm, szacowany łącznie na 200 mld euro.
Jak widać, skala europejskich działań antykryzysowych jest rekordowa. Na tym tle polska „tarcza antykryzysowa”, wynosząca około 66 miliardów złotych (14,5 miliarda euro) prezentuje się znacznie skromniej.

Wirus zjada gospodarkę

Część osób straci swoje źródła utrzymania, może czekać nas także fala bankructw. Skutki społeczne będą zapewne ogromne.

Początek 2020 roku zostanie zapamiętany jako okres globalnej walki z wirusem, który przez swoją zjadliwość i praktycznie nieskrępowaną mobilność ludzkości rozprzestrzenił się na niespotykaną dotąd skalę. Można szacować, że w najbliższych dniach liczba osób zainfekowanych przekroczy zapewne 200 tys. osób na całym świecie.

W skali całej populacji może się to wydawać niewiele, ale praktycznie wszystkie rządy na świecie podejmują działania, by ta liczba nie zwiększyła się w znaczący sposób. Oznacza to jednak bezprecedensowe skutki dla przyjętego dotychczas modelu życia, jak i całej gospodarki.

Walka z pandemią

Bezpośrednim skutkiem walki z pandemią jest i będzie bezprecedensowy w ostatnich latach spadek międzynarodowej wymiany gospodarczej. Z uwagi na zamknięcie granic, centrów handlowych, restauracji, obiektów kulturalnych w najbliższych miesiącach drastycznie spadnie konsumpcja prywatna.

Część sektorów gospodarczych, jak branża rozrywkowa, restauracyjna, a przede wszystkim branża turystyczna i transportowa musi przygotować się na gwałtowne spowolnienie. Na chwilę obecną poza Azją, gdzie drakońskie ograniczenia w mobilności mieszkańców zaczęły przynosić wymierne skutki, trudno jest mówić o wygranej z wirusem, za wcześnie więc jest szacować całą skalę problemu.

Pandemia COVID-19 ma swoją genezę w Chinach, gdzie do dziś mieszka najwięcej osób dotkniętych chorobą. Podjęte przez rząd chiński działania zapobiegawcze wyłączyły jednak dużą część chińskich mocy produkcyjnych, co będzie miało bezprecedensowy wpływ na globalne łańcuchy dostaw. Cześć komponentów, jak zaawansowana elektronika czy odzież są produkowane w dużej mierze właśnie w Azji Południowo – Wschodniej. Przedsiębiorstwa z innych regionów świata, też już dotknięte skutkami pandemii, będą musiały sobie poradzić bez tych czynników produkcji. Sytuacja w znaczący sposób spowolni więc globalną gospodarkę, przynajmniej w pierwszym półroczu bieżącego roku.

Na krajowym gruncie

Najwcześniej wpływ koronawirusa dotknął w Polsce branże eventową (imprez i spotkań) oraz turystyczną. Zamknięcie galerii handlowych spowolni cały sektor sprzedaży detalicznej. Odczują to zarówno poszczególne przedsiębiorstwa, jak i krajowy budżet, który zostanie pozbawiony znaczącej wartości wpływów podatkowych.

Wszystko będzie zależało od czasu trwania pandemii, ale należy przygotować się na krótkotrwałe spowolnienie gospodarcze, bądź nawet krótkoterminową recesję. Skutki społeczne będą zapewne ogromne, część osób straci swoje źródła utrzymania, może czekać nas także fala bankructw części przedsiębiorstw.

W najbardziej czytelny sposób wpływ pandemii widać, jeśli spojrzymy na giełdowe indeksy. Indeks WIG20 spadł do poziomów obserwowalnych ostatnio podczas kryzysu finansowego z 2008 r. Dzienny spadek indeksu potrafił osiągnąć wartość ponad 13 proc. Niewiele lepiej zachowywały się indeksy globalne, konsumując cały wzrost wygenerowany w ostatnich dwóch latach.

Działania wspomagające

W najbliższych miesiącach możemy spodziewać się bezprecedensowych działań ze strony polityki monetarnej i fiskalnej. Stopy procentowe niemal na pewno zostaną obniżone, wprowadzona zostanie stymulacja monetarna.

Jeszcze mocniejszy efekt zobaczymy ze strony polityki fiskalnej, gdzie rządy będą musiały przeciwdziałać negatywnym skutkom dla gospodarki. Prawdopodobnie poluzowane zostaną kryteria fiskalne dotyczące zadłużenia. Wprowadzone zostaną obniżki podatków oraz subwencje dla najsilniej dotkniętych kryzysem sektorów gospodarczych.

Być może rozwój zasięgu wirusa będzie katalizatorem dla odważniejszych zmian w strukturze międzynarodowych stosunków gospodarczych, jak i w samym sposobie pracy. Tak jak epidemia dżumy z XIV w., która poza ogromnym spustoszeniem demograficznym Europy Zachodniej, stała za zmianą stosowanych od lat czynników produkcji, rozwojem manufaktur i wzrostem zamożności europejskiego społeczeństwa w kolejnych wiekach.

W obecnej sytuacji głównym problemem, oczywiście znanym od dawna, jest koncentracja niektórych środków produkcji w Chinach. Pomimo świadomości problemu, wcześniej brakowało impulsów do zdecydowanych zmian. Być może obecny model globalizacji gospodarki za kilka lat będzie wyglądać zupełnie inaczej. Niektóre projekty już się toczą.

Kolejnym czynnikiem może być intensyfikacja istniejących trendów, jak dalszy rozwój handlu na odległość, w coraz bardziej zaawansowanych formach, czy zmiana systemu pracy ludzi (wzrost znaczenia pracy zdalnej, stworzenie nowych efektywnych rozwiązań wspierających te trendy). Możliwości można wymieniać w nieskończoność. Jest też w tym duża szansa dla Polski, jeśli oczywiście odpowiednio szybko poradzimy sobie ze skutkami pandemii.

Szansa dla rynku

Po ostatnich przecenach wiele spółek na krajowej giełdzie stało się śmiesznie tanich. Nie sugeruję oczywiście wchodzenie na ślepo na rynek, gdyż nie wiemy, jak długo potrwają spadki. Jednak taki niski poziom wycen jest idealnym momentem na stopniowy wzrost  zaangażowania w akcje, z myślą o perspektywie 3 do 5 lat. Wybierać należy branże, które dostały rykoszetem przy globalnej wyprzedaży.

Co robić obecnie?. Przede wszystkim zachować spokój. Nawet jeśli dotkną nas skutki pandemii, nie musi to oznaczać najgorszego scenariusza. Jeśli zostaliśmy zmuszenia do pozostania w domu, można ten czas wykorzystać na własny rozwój oraz poświęcić go rodzinie.

W dłuższym terminie gospodarki odbiją, a dynamiczny wzrost zawsze daje więcej szans niż zagrożeń. Nawet jeśli obecnie jest trudno, należy to ze spokojem przeczekać i z optymizmem patrzyć w przyszłość. Być może będzie ona inna niż przed pojawieniem się epidemii COVID-19, ale wierzę, że przyniesie ona nie tylko złe, ale też dużo dobrych zmian.

Testy nieważne, chodzi o nasz sukces

PiS gra zdrowiem i życiem Polaków. Prominenci partii rządzącej próbują wykorzystać epidemię koronawirusa dla swych niskich celów politycznych.

Polska walczy z koronawirusem. Kraj zamarł, a te dziedziny które funkcjonują, działają w trybie wyjątkowym. Nie wolno organizować zebrań, spotkań, imprez, kandydaci przerwali swe kampanie prezydenckie, Polacy dla bezpieczeństwa własnego i innych powinni jak najrzadziej opuszczać domy.
Prezydenta Andrzeja Dudy nie dotyczą wszystkie te ograniczenia. On swoją kampanię prowadzi w najlepsze. Jeździ po kraju, spotyka się, rozmawia, rządowa telewizja „publiczna” pokazuje każdy jego krok. Razem z nim jeżdżą propagandyści z TVP, ochroniarze, służby medyczne, kolumna transportowa, na miejscu czekają lokalne władze oraz ci, z którymi prezydent zapragnął się spotkać.
Tu już nie obowiązują względy ostrożności sanitarnej i obawy przed rozwleczeniem wirusa. Tu jest kampania prezydencka kandydata PiS, więc liczy się tylko to, co może posłużyć jego sukcesowi, bez znaczenia, jak bardzo utrudni walkę z epidemią. 11 marca prezydent Duda spotykał się w Kołbaskowie, Szczecinie, Drawsku Pomorskim; 13.03 w Ciechanowie i Krakowie; 14.03 w Garwolinie,
Wszystkie te spotkania nie miały żadnego znaczenia dla kogokolwiek, niczego nie zmieniały, o niczym nie decydowały. Służyły wyłacznie propagandowemu pokazaniu Andrzeja Dudy jako kandydata, który ma sprawiać wrażenie, że się troszczy, dba, składa gospodarskie wizyty (jak kiedyś Edward Gierek), słowem, udaje, iż robi co tylko może dla dobra kraju – oczywiście w odróżnieniu od pozostałych kandydatów. Oni się nie spotykają, bo zakazują im tego przepisy o walce z wirusem.
A po co przesuwać?
Zrozumiałe, że konkurenci Andrzeja Dudy, ale także i wszyscy rozsądni działacze polityczni (oczywiście z wyjątkiem prominentów Prawa i Sprawiedliwości) uważają, że wybory prezydenckie nalezy przesunąć – po to, by pozostali kandydaci mieli choć minimalnie zbliżone warunki prowadzenia swej kampanii, w porównaniu z obecnym prezydentem.
Taką możliwość daje wprowadzenie stanu wyjątkowego. Art 230 Konstytucji RP stanowi, że: „W razie zagrożenia konstytucyjnego ustroju państwa, bezpieczeństwa obywateli lub porządku publicznego, Prezydent Rzeczypospolitej na wniosek Rady Ministrów może wprowadzić, na czas oznaczony, nie dłuższy niż 90 dni, stan wyjątkowy na części albo na całym terytorium państwa. Przedłużenie stanu wyjątkowego może nastąpić tylko raz, za zgodą Sejmu i na czas nie dłuższy niż 60 dni”.
Czyli, wybory prezydenckie mogłyby zostać przesunięte o maksymalnie 240 dni (choć oczywiście mógłby to być znacznie krótszy okres). Zgodnie bowiem z art. 228 Konstytucji o stanach nadzwyczajnych, „W czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie może być skrócona kadencja Sejmu, przeprowadzane referendum ogólnokrajowe, nie mogą być przeprowadzane wybory do Sejmu, Senatu, organów samorządu terytorialnego oraz wybory Prezydenta Rzeczypospolitej, a kadencje tych organów ulegają odpowiedniemu przedłużeniu”.Oczywiście, dla nikogo przy zdrowych zmysłach nie ulega wątpliwości, iż mamy obecnie w kraju sytuację wyjątkową, zagrażającą bezpieczeństwu obywateli, dokładnie taką, jaką opisuje art. 230 Konstytucji. Dla nikogo – z wyjątkiem działaczy PiS. Według nich wszystko w Polsce przebiega normalnie, nie dzieje się nic nadzwyczajnego, więc nie ma powodu, by stosować przepis Konstytucji o stanach nadzwyczajnych. Poseł Adam Bielan, z właściwym sobie refleksem, jako pierwszy pośpieszył z usłużnym zapewnieniem, iż: „Nie ma możliwości przesunięcia wyborów, chyba, że w Polsce zostanie wprowadzony któryś ze stanów nadzwyczajnych, a pamiętajmy, że po 1989 roku to się jeszcze nie zdarzyło. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji”.
No rzeczywiście, że Adam Bielan sobie tego nie wyobraża. Zapewne jego zdaniem, po 1989 r. polską codziennością były epidemie, zakazy wjazdu obcokrajów, zamykanie placówek publicznych, przerywanie komunikacji międzynarodowej – a nikomu z tego powodu nie przychodziło do glowy, by odkładać wybory. Dlaczego więc miałyby być odłożone tym razem, kiedy to również nie dzieje się nic nadzwyczajnego, a w dodatku chodzi o zwycięstwo wyborcze kandydata PiS, który to cel, jak wiadomo uświęca środki?.
Nieco bardziej rozsądnie od Adama Bielana wypowiedział się prezydent Duda, któremu, jako startującemu kandydatowi, nie wypada kategorycznie odrzucać możliwości odłożenia wyborów, a poza tym jeszcze nie wie, co zdecyduje Jarosław Kaczyński. Prezydent stwierdził tylko: „Nie ma w tej chwili żadnego wniosku o to, żeby wprowadzać stan wyjątkowy, w związku z czym na razie w ogóle nie mówimy o przesunięciu terminu wyborów”. Najprawdopodobniej, według prezydenta, obecne apele o przesunięcie wyborów, to nie są żadne wnioski. Andrzejowi Dudzie, jako prawnikowi warto zaś podpowiedzieć, że i bez wprowadzania stanu wyjątkowego, nie naruszając Konstytucji, a zwłaszcza jej art. 128, można przesunąć wybory prezydenckie z obecnego 10 maja na niedzielę 24 maja (muszą się odbyć nie wcześniej niż na 100 dni i nie później niż na 75 dni przed upływem kadencji urzędującego prezydenta).
Już jest stan wyjątkowy
W Polsce, niezależnie od decyzji PiS-owskich dygnitarzy, mamy już stan jak najbardziej wyjątkowy. Nie wiadomo jak długo potrwa, bo rządowi nie najlepiej wychodzi walka z epidemią. Procedury niby są, lecz z ich przestrzeganiem bywa różnie.
Na przykład, na największym w Polsce lotnisku Okęcie, miały byc kontrole sanitarne, ale ich nie było. Zostały wprowadzone dopiero po alarmującym wpisie popularnej dziennikarki (która nie była zresztą ani pierwszą, ani jedyną osobą alarmującą, że na Okęciu coś jest nie tak). W celu dokonywania tych kontroli, na lotnisko posłano obronę terytorialną. Dobrze, wreszcie się na coś przyda.
Zdarzało się też, że nikt nie reagował na sygnał o zakażeniu. Przykładowo, lekarz w Starym Dzikowie podejrzewał koronawirusa u 60-letniego mężczyzny, który zjawił się w przychodni. Lekarz zadzwonił do stosownych służb sanitarnych i usłyszał, by chory sam wrócił do domu. Sanepid odmówił transportu karetką do szpitala, nie zdecydował o kwarantannie czy choćby dezynfekcji przychodni. Lekarz wystawił więc skierowanie do szpitala, a chory pojechał tam własnym samochodem.
Trudno zrozumieć, dlaczego w Polsce wykonuje się tak mało testów na koronawirusa – o co najmniej o 25 proc. mniej w stosunku do liczby ludności, niż w wielu państwach Europy (a są i takie, które przeprowadzają proporcjonalnie dwa razy więcej testów niż nasz kraj). Czyżby chodziło o to, by statystyki nie pokazywały zbyt dużej liczby zakażeń?
Karygodne jest wręcz, że dotychczas nie zrobiono testów wszystkim lekarzom pracującym na pierwszej linii frontu z epidemią. Przecież oni mogą nieświadomie przenosić zakażenie na swoich kolejnych pacjentów.
Naczelna Rada Lekarska zaapelowała do ministra zdrowia o radykalne zwiększenie dostępu do badań na wykrycie koronawirusa – choćby dla tych, którzy mają objawy wskazane w zaleceniach epidemiologicznych. Zaapelowała też o umożliwienie dostępu do odpowiednich środków ochrony osobistej.
Prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, komentując małą liczbę przeprowadzanych testów, powiedział, iż obawia się, że Polska idzie drogą Włoch z ich tragicznym bilansem zachorowań i zgonów – a listy do premiera i Głównego Inspektora Sanitarnego pozostają bez odpowiedzi.
Oby te lekarskie apele i ostrzeżenia nie pozostały głosem wołającego na puszczy.
Do listy zaniedbań mozna też dodać chaos z powrotami Polaków, którzy nie mają jak wrócić do kraju i czekają na kompetentne informacje.
Ministrowi zdrowia wolno
Niestety, wszystko wskazuje na to, że Prawo i Sprawiedliwość chce uzyskać własne, partyjne korzyści za sprawą epidemii. Słusznie powiedziała pos. Joanna Mucha, że władza wykorzystuje koronawirusa dla celów politycznych.
Zdumiewającym wręcz – nawet jak na standardy Prawa i Sprawiedliwości – przykładem cynizmu może być wystąpienie wicemarszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, który wraz z senatorami PiS zaproponował kolegom z PSL, by przeszli na stronę PiS – i w ten sposób „odbili” izbę wyższą dla partii rządzącej. Pretekstem ma być to, że marszałek Senatu Tomasz Grodzki był na nartach we Włoszech, a po powrocie, bez kwarantanny, od razu wrócił do pracy, co zdaniem senatorów PiS stanowiło: „popis wybitnej nieodpowiedzialności i lekceważenia zdrowia i życia Polaków”.
Wicemarszałek Karczewski w imieniu PiS wystosował list do szefa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza, w którym wezwał go „do natychmiastowej reakcji i przeciwstawienia się swojemu koalicjantowi”. Wicemarszałek stwierdził, iż senatorowie PiS liczą na to, że PSL doprowadzi do zmiany marszałka Senatu.
Powszechnie wiadomo, że minister zdrowia Łukasz Szumowski też był na nartach we Włoszech i bez kwarantanny od razu wrócił do pracy, czym dał identyczny, jeśli nie większy „popis wybitnej nieodpowiedzialności i lekceważenia zdrowia i życia Polaków”. Ale dla wicemarszałka Karczewskiego i senatorów PiS nie ma to żadnego znaczenia, bo przecież nie chodzi im o zdrowie i życie Polaków, lecz o odzyskanie Senatu dla partii rządzącej.
Tak samo nie ma to znaczenia dla szczujących na Tomasza Grodzkiego propagandystów z rządowej TVP, którym nie przeszkadza, że minister zdrowia również wczasował się w północnej Italii.
Władysław Kosiniak-Kamysz kulturalnie wytknął PiS-owi, że jest to uprawianie polityki na koronawirusie – i wezwał, by w obliczu tak dużego kryzysu oraz zagrożenia życia i zdrowia rodaków, nie wykorzystywali politycznie epidemii.
Partia rządząca oczywiście jednak robi swoje. Dlatego pod adresem wicemarszałka Stanisława Karczewskiego oraz senatorów Prawa i Sprawiedliwości warto skierować pytanie: Jak mogliście upaść aż tak nisko?

Humory im dopisują

Leszek Balcerowicz i jego współpracownicy wciąż uważają, że zmiany wprowadzone po 1989 r. były sukcesem.

Na łamach dziennika Trybuna toczy się dyskusja z okazji 30 lecia polskiej transformacji. Przypomnę; Zaczęła się opublikowaniem referatu A. Jakubowicza p.t. „Polski sukces to zasługa lewicy”. Trybuna nr 243/2019 z dn. 6-8 grudnia 2019 r.
Tekst ten wywołał polemiki kolejnych dyskutantów: D. Kopa „Transformacja byłą katastrofą” Trybuna nr 253/2019 z dn. 20-22.2019, M. Zieliński „Polski sukces to zasługa radykalnych reform rynkowych”, Trybuna nr 249-250/2019, A. Jakubowicz „Na polską transformację patrzmy obiektywnie” nr 17-17/2020) z dn. 24-26, 2020, A. Jakubowicz „Ocena Polskiej transformacji” Trybuna nr 17-18/2020 z dn.27-28 2020, K. Golinowski „Dziwna droga L. Balcerowicza, pracownika instytutu Marksizmu-Leninizmu” Trybuna nr z dnia 2-4 luty 2020, R. Dolczewski „Polska krajem służących” Trybuna nr 32-33/2020 z dn.17-18 2020, Andrzej Dryszel „Wolny rynek to nie panaceum” Trybuna nr 1-3/2020 z dn. 3-7.01.2020. Zygmunt Tasjer „Apoteoza XXX-lecia wg Gadomskiego Trybuna z dn. 13-14/2020, M. Barański; „Czy plan Balcerowicza jest Balcerowiczem” Trybuna z 2-3 marca 2020.
Również w innych dziennikach podjęto dyskusję. Ukazało się szereg artykułów oceniających w Rzeczpospolitej i Gazecie Wyborczej. Rzeczpospolita zamieszcza dwa obszerne teksty w wydaniu z dn. 02.01.2020 (wywiad z Prof. L. Balcerowiczem i tekst A.S. Bratkowskiego pt. „Transformacja, czyli drugi cud na Wisłą”). W artykułach tych ograniczono się jedynie do wychwalania tzw. reform Balcerowicza. Gazety podkreślały, jaki to sukces odniosła Polska wskutek tej reformy. Jedynie w tekście prof. G. Kołodko „Od szoku do skutecznej terapii”, Rzeczpospolita z dn. 9.01.2020, zawarta jest krytyczna ocena. Była to zapewne reakcja na dwa teksty bałwochwalczo wychwalające wyniki transformacji w wykonaniu L. Balcerowicza. Prof. Kołodko nie podejmuje polemiki, wytyka jedynie kilka popełnionych błędów.
Po krótkim czasie w Gazecie Wyborczej z dn. 25 luty 2020 ukazał się obszerny wywiad z L. Balcerowiczem; pt. „30 lat po wprowadzeniu Planu Balcerowicza. Bonanza rządów PiS się kończy”.
Ze względu na argumentację zawartą w tekstach Rzeczpospolitej i w Gazecie Wyborczej, w świetle dyskusji na łamach Trybuny, warto się do niej odnieść.
Sam tytuł artykułu A. Bratkowskiego wskazuje na zawartość tekstu. Argumentacja tam zawarta mająca uzasadniać ów „cud” jest tak ogólnikowa i populistyczna. że aż szokuje. Oto przykład: tragedię ludności po pegeerowskiej, w jakich się znalazła po likwidacji PGR (brak pracy, środków do utrzymania, bieda wykluczenie komunikacyjne), autor wyjaśnia, powołując się na przykład transformacji rumuńskiej i pisząc, że „To nie transformacja (w Polsce – przyp. mój)) jest odpowiedzialna za dramatyczne losy pracowników PGR, ale „40 lat realnego socjalizmu”. Nie podaje jednak, na czym polegała owa rola realnego socjalizmu?
Tak więc, tragedii ludności popegeerowskiej w Polsce nie jest winna transformacja lecz realny socjalizm. A na tle tej fatalnej, jego zdaniem, transformacji w Rumunii, transformacja polska to sukces. Ale ta rzekomo gorsza transformacja rumuńska np. pozostawiła tam narodowy przemysł motoryzacyjny – znana firma Dacia, której samochody również są na naszym rynku obok innych marek zachodnich. Rodowód tej firmy był analogiczny jak FSO. Rumuni zakupili licencję firmy Renault a my Fiata.
Przy okazji, dla młodszych czytelników należy dodać, że mieliśmy potężny przemysł motoryzacyjny zniszczony właśnie w wyniku transformacji. Oprócz FSO (Fiat 125, Polonez), także FSM (Maluch), Nysa i Lublin (furgonetki), Star (ciężarowe: cywilne i wojskowe), Jelcz (autobusy i ciężarowe), Lublin (ciężarowe), Autosan (autobusy). Ponadto zaplecze naukowo-badawcze (wydziały Politechnik), Przemysłowy Instytut Motoryzacji, biura projektowe, Ośrodki Badawczo-Rozwojowe.
Zamiast przystąpić do konsolidacji (przemysł motoryzacyjny był skupiony w Zjednoczeniu Przemysłu Motoryzacyjnego) i restrukturyzacji (dostosowania do gospodarki rynkowej), to w ramach planu Balcerowicza zaczęto go prywatyzować czyli likwidować. Pozostawiono na żer kapitałowi zagranicznemu, rodzimym spółkom nomenklaturowym i oligarchom. Na Politechnikach zostawiono wydziały i kierunki kształcące (na koszt Polski) dla przemysłu motoryzacyjnego – czyli dla zagranicznych firm, działających na terenie Polski i poza Polską.
Kamień na kamieniu
Podobny proces niszczenia dotknął prawie wszystkie branże polskiego przemysłu (elektronicznego, maszyn budowlanych, włókienniczych, górniczych, rolniczych, obrabiarek itd.). Co z tego zostało – ruina, dosłownie i przenośnie. Niedowiarków odsyłam do książki R. Ślązaka p.t. „Czarna księga prywatyzacji 1988 – 1994” i innych, gdzie pokazano zdjęcia owych ruin. Większą część pozostałości przemysłu po transformacji oddano w ręce zagraniczne ze wszystkimi tego konsekwencjami, z transferem zysku za granicę włącznie. Apologeci tejże transformacji mają odwagę teraz głosić, że to był sukces, „Cud nad Wisłą”…
W obszernym wywiadzie L. Balcerowicz w Rzeczpospolitej powtarza znaną obronę swojej terapii szokowej, charakterystycznym dla niego tonem. Np. „Ataki na wolność gospodarczą to zwykle skutek działań pojawiających się w polityce dogmatów, które w 1990 r. w gruncie rzeczy nie było, jeśli nie liczyć Tymińskiego”. Zapomina on, że cała jego „terapia” była owiana dogmatem gospodarki liberalnej i dogmatem absolutnego prymatu prywatnej własności, któremu uległ.
Tygodnik Trybuna krytycznie podsumowuje wyniki owej transformacji i w jednym z artykułów nazywa ją katastrofą. Również Lewica Razem z okazji 30 rocznicy rozpoczęcia transformacji nazwała plan Balcerowicza „najgorszą odmianą kapitalizmu”. A.S. Bratkowski odpowiada: „Wypowiedź Lewicy Razem to kompletna bzdura”. Trudno oczekiwać obiektywnej analizy transformacji od jej beneficjenta. A.S. Bratkowski był w latach 2001-2004 wiceprezesem NBP, a w latach 2010-2016 członkiem Rady Polityki Pieniężnej.
Warto odnotować innych dyskutantów w Rzeczpospolitej. Krytyką cytowanego tekstu prof. Kołodki zajął się Andrzej Rzońca, profesor w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, uczeń Balcerowicza, były przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich (założonego przez L. Balcerowicza) i były członek Rady Polityki Pieniężnej. Kiedy np. prof. G. Kołodko krytykuje transformację, pisząc że „Błędem była gwałtowna liberalizacja handlu zagranicznego, która pociągnęła za sobą zalew rynku przez towary importowe, do czego gospodarka nie była przygotowana”, Rzońca odpowiada: „Od 1989 r. nasz udział w światowym eksporcie się potroił, chociaż nawet Niemcy traciły go na rzecz Chin. Z kraju na wpół autarkicznego staliśmy się gospodarką z udziałem w światowym eksporcie o jedną trzecią wyższym niż eksport Korei Południowej”. Jakże to przewrotna argumentacja. Eksport ów nie był ”nasz” lecz w przeważającej mierze firm obcych działających w Polsce, ze wszystkimi ujemnymi konsekwencjami dla Polski. Porównanie z Koreą Południową jest zaś nieadekwatne pod wieloma względami. Korea Południowa to kraj liczący prawie 50 mln. ludności, posiada jedną z najprężniej rozwijających się innowacyjnych gospodarek, a jej (własne) firmy produkują smartfony, samochody, sprzęt RTV, AGD itd. jakże widoczne na naszym ryku. Korea Południowa zajmuje pierwsze miejsce w produkcji robotów przed Singapurem, Niemcami i USA. Daleko wyprzedza zachodnie kraje europejskie i przodujące kraje azjatyckie (za A Sopoćko w książce „Zaskakujący kapitalizm”).
Również politycy stosują apologię transformacji. Prezydent Komorowski na międzynarodowej korespondencji w SGH w dniu 19 listopada 2014 r. z okazji 25 lat przemian rynkowych w Polsce stwierdził, że „25 lat polskiej wolności zaowocowało niespotykanym w historii wzrostem gospodarczym” (Forum nr 40 2015 Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach).
Wywiad w wydaniu Gazety Wyborczej z dn. 25 lutego nie może pozostać bez echa w świetle dyskusji prowadzonej na łamach Trybuny. W wywiadzie tym L. Balcerowicz bowiem stwierdza: „Polska na tle innych krajów postsocjalistycznych osiągnęła najlepsze wyniki rozwoju gospodarki. Populistyczne hasła krytykujące reformy sprzed 30 lat są wyrazem głupoty albo skrajnej nieuczciwości”. Tak więc badania i krytyczne opinie formułowane na bazie tych badań prowadzonych przez luminarzy polskiej ekonomii, licznie cytowanych w poprzednich artykułach w Trybunie „są wyrazem ich głupoty albo skrajnej nieuczciwości”. Nie można tego pozostawić bez komentarza.
Dziennikarz prowadzący rozmowę pyta: „Jakie uczucia towarzyszą Panu podczas kolejnych rocznic wprowadzenia Planu Balcerowicza? Zadowolenie, czy może z biegiem lat pojawiają się jednak jakieś rozterki? Odpowiedź: „nie mam zbyt wiele czasu na wspomnienia (śmiech). Patrzę na badania naukowe porównujące wyniki polskiej gospodarki i innych krajów, które wychodziły z socjalizmu. Pokazują one, że po 1989 r. żadne państwo nie zwiększyło bardziej niż my swojej gospodarki”.
Co to znaczy zwiększyć gospodarkę? Zwiększyć potencjał wytwórczy, a może zwiększyć PKB? Czy wzrost PKB przy jednoczesnym wzroście bezrobocia, obszaru nędzy, emigracji, zadłużenia, można nazwać sukcesem, jak to czynią apologeci transformacji? A może chodzi np. o produkcję wyrobów wysokiej techniki, przemysłu elektronicznego, obrabiarek sterowanych numerycznie, robotów i manipulatorów przemysłowych? Z tabel ilości produkcji tego typu wyrobów w latach 1989-1999 wynika. że na 11 pozycji wszystkie wykazują systematyczny spadek produkcji (z pracy zbiorowej pt. „Bilans 15 lat 1990-2005” wyd. przez Klub Inteligencji Polskiej). Ciekawe dane o spadku produkcji wysokiej techniki i jej udziału w przemyśle ogółem prezentuje też A. Karpiński.
Analiza tych wielkości nie daje podstaw do twierdzenia, że osiągnęliśmy sukces w wyniku reformy Balcerowicza. Dowodem tego są też badania i oceny zawarte w innych książkach. Np. w książce A. Zybertowicza z zespołem p.t. „Państwo Platformy. Bilans zamknięcia”, gdzie przeprowadzono szczegółową i bogatą analizę liczbową w porównaniu z innymi krajami, w tym postsocjalistycznymi. Analiza liczbowa A. Jakubowicza w artykule w Trybunie z 27-28 stycznia 2020, również nie daje podstaw do ogłaszania sukcesów transformacji. Ciekawe dane porównawcze (wskaźniki mikroekonomiczne i makroekonomiczne) przedstawia prof. W. Kieżun w książce porównującej dekady Gierka 1970-1979 i Balcerowicza 1990-1999. Z porównania tego jasno wynika druzgocąca klęska dekady L. Balcerowicza.
Nasza piękna katastrofa
Katastrofę transformacji w sferze skutków społecznych opisują K. Duda, S. Golinowska, M. Okrasa. Tam jest zawarta owa empiria, na którą, jak słusznie stwierdza Andrzej Dryszel w Trybunie z dm. 3-7.01.2020, rzekomo „patrzy” (cytat z wywiadu) L. Balcerowicz.
Co na to głosiciele tezy, „że Polska jeszcze nigdy nie osiągnęła takich sukcesów gospodarczych jak w okresie transformacji”? Z ogromu biedy i ubóstwa, jakie powstały w wyniku planu Balcerowicza lewica po dojściu do władzy rozważała za zasadne udzielenie rekompensat (odszkodowania) za gwałtowny wzrost bezrobocia, biedę, masowe zamykanie zakładów pracy i likwidację PGR. Nie zostało to zrealizowane.
Ciekawe na jakie to badania naukowe patrzy L. Balcerowicz, które miałyby oceniać polską transformację jako wielki sukces?. W literaturze przedmiotu nie ma badań, które w rzetelny, naukowy sposób, badając liczby i informacje statystyczne, podważają krytyczne opinie, wyżej cytowane i inne. Nie ma ani jednego opracowania polemicznego, obalającego badania i oceny zawarte w powyższych krytycznych publikacjach!. Ci, którzy zachwalają transformację niech je wskażą, niech powołają się na takie badania!.
Transformację chwalą – i głoszą jej sukcesy – beneficjenci i jej realizatorzy. Formułują oceny transformacji jedynie na podstawie gołosłownych stwierdzeń niczym nie popartych (ani badaniami ani istniejącą rzeczywistością). Charakterystyczne, że żaden apologeta ani sam autor transformacji nie powołują się na jakieś rzetelne badania oparte na analizie liczb. Opierają się jedynie na banalnych, ogólnikowych stwierdzeniach, bądź inwektywach.
Odniesienia się wymaga również inna część powyższej wypowiedzi L. Balcerowicza dotycząca pojawiania się jakichś rozterek. Jego odpowiedź można ująć następująco: żadne rozterki nie towarzyszą, jedynie zadowolenie, bo jest sukces. Ze zdjęcia L. Balcerowicza w tytule wywiadu widać, jak zadowolony jest z nędzy jaką zgotował dla wielu Polaków. Ileż w tym cynizmu na tle konsekwencji społecznych transformacji.
Walec Balcerowicza rozjechał kraj
Przemysł był likwidowany w całej Polsce. Los ludzi pozbawionych zakładów pracy opisuje szczegółowo Katarzyna Duda w książce „Kiedyś tu było życie teraz jest tylko bieda. O ofiarach polskiej transformacji”. Autorka objechała Polskę i udokumentowała los nie tylko b. pracowników PGR (w PGR pracowało ponad 400 tys. ludzi) ale także likwidowanych zakładów w całym kraju. Tytuł książki oddaje w pełni realną rzeczywistość. Lektura jest przerażająca, kiedy się czyta losy np. regionu wałbrzyskiego, Podlasia, Śląska itd. L. Balcerowicz tego nie zauważa (nie chce zauważyć) i nie ma żadnych rozterek nawet mimo upływu czasu, nie mówiąc już o przyznaniu się do błędu. Może by apologeci transformacji podjęliby polemikę choćby z tą jedną cytowaną książką. Pan L. Balcerowicz nie przyjmuje tego do wiadomości. Dla niego takie książki to „wyraz głupoty albo skrajnej nieuczciwości”. Po której stronie jest głupota i skrajna nieuczciwość, pozostawiam do oceny Czytelnikom.
W rozmowie jest zdanie: „czy mogliśmy iść w 1990 r. inną drogą?” i odpowiedź „ale to byłoby gorsze rozwiązanie”. I znowu gołosłowność, żadnego argumentu dlaczego gorsze.
Na pytanie „Jak postrzega Pan dziś gospodarcze reformy kolejnych rządów” L. Balcerowicz podkreśla „Wielki dorobek reformatorski Jerzego Buzka oparty na koalicji AWS z Unią Wolności”. Chwali J. Steinhoffa za restrukturyzację górnictwa, a E. Wąsacza za zdecydowane przyśpieszenie prywatyzacji.
Ironia losu spowodowała, że miałem osobiste doświadczenie z prywatyzacją przez min. E. Wąsacza Domów Towarowych Centrum. Kiedy byłem prezesem Cersanitu przed prywatyzacją wystąpiłem z inicjatywą utworzenia konsorcjum polskich producentów produkujących towary rynkowe. Chcieliśmy zakupić najlepsze powierzchnie sprzedaży (Domy Towarowe w 17 miastach z najlepszą lokalizacją) w Polsce, dla producentów polskich (wtedy jeszcze istniejących). Każdy z członków konsorcjum wniósł wkład finansowy. Oprócz tego do konsorcjum namówiliśmy Bank Handlowy (wówczas jeszcze nie sprywatyzowany). Ówczesny, chwalony przez L. Balcerowicza, minister od prywatyzacji nie dopuścił do tego, a mnie usunięto z stanowiska prezesa Cersanitu za przekroczenie uprawnień (wkład finansowy do konsorcjum). W prasie natomiast ogłoszono sukces min. Wąsacza z powodu sprzedaży Domów Towarowych Centrum. Wcześniej usiłowano tam utworzyć spółkę pracowniczą, co też unicestwiło ministerstwo.

VII Międzynarodowy Kongres Azjatycki

Pragniemy zaprosić do udziału w VII Międzynarodowym Kongresie Azjatyckim, który odbędzie się w dniach 20-22 maja w Toruniu. Rejestracja trwa do 30 kwietnia 2020 r.
Do tej pory udział w VII Kongresie potwierdziło kilkudziesięciu dyplomatów i uczonych z całego świata.
Gościem Honorowym tegorocznej edycji jest Republika Indonezji, która ogłosiła VII Kongres flagowym polskim wydarzeniem w ramach obchodów 65. rocznicy nawiązania relacji dyplomatycznych między Polską a Indonezją.
Kongres został poprzedzony siedmioma konferencjami naukowymi oraz sześcioma Kongresami, co świadczy o naszym unikalnym doświadczeniu.
Entuzjastów, naukowców, przedsiębiorców i ekspertów zajmujących się szeroko pojętą tematyką azjatycką, współpracą między państwami Europy i Azji, zapraszamy do udziału w żywej, interdyscyplinarnej dyskusji oraz licznych imprezach towarzyszących o charakterze naukowym i kulturowym.
Jednocześnie zachęcamy do odwiedzenia naszej strony internetowej: www.kongresazja.pl
Będzie nam niezwykle miło, jeśli w maju 2020 roku zechcą Państwo wziąć udział w organizowanym przez Towarzystwo Azji i Pacyfiku wydarzeniu.