Flick chce odejść latem z Bayernu

W ekipie mistrza Niemiec od jakiegoś czasu wrze jak w kotle. W miniony weekend ciśnienie podniosło oświadczenie trenera Hansiego Flicka, który na konferencji prasowej po wygranym 3:2 meczu z VfL Wolfsburg ogłosił, że po zakończeniu tego sezonu zamierza poprosić władze bawarskiego klubu o wcześniejsze rozwiązanie kontraktu.

Deklaracja szkoleniowca, chociaż spodziewana od jakiegoś czasu z powodu nasilającego się konfliktu między nim a dyrektorem sportowym Bayernu Hasanem Salihamidziciem, wywołała jednak w bawarskim klubie ogromne poruszenie, a w niemieckich mediach falę spekulacji. Flick przejął zespół w listopadzie 2019 roku, zastępując zwolnionego za słabe wyniki Niko Kovaca. Początkowo miał być tylko trenerem tymczasowym, ale gdy zespół pod jego wodzą zaczął gromić kolejnych rywali, w kwietniu 2020 roku szefowie Bayernu podpisali z nim kontrakt do końca czerwca 2023 roku. Była to znakomita decyzja, bo bawarska jedenastka pod ręką Flicka zdobyła sześć trofeów, czyli wygrała wszystko, co było do wygrania – Ligę Mistrzów UEFA. Klubowe Mistrzostwo Świata FIFA, Superpuchar Europy oraz mistrzostwo, Puchar i Superpuchar Niemiec. Skorzystał na pracy z nimi także Robert Lewandowski.
W tak dobrze funkcjonującym pod okiem Flicka piłkarskim mechanizmie w tym sezonie coś jednak zaczęło szwankować. Narastający od dawna konflikt między trenerem a dyrektorem sportowym eksplodował w najmniej korzystnym momencie, gdy Lewandowski wrócił ze zgrupowania reprezentacji Polski z poważną kontuzją i powiększył już i tak liczną grupę graczy niezdolnych do gry. Pierwszy mecz ćwierćfinałowy Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain wypadł właśnie w momencie największego osłabienia zespołu i francuski zespół bezwzględnie to wykorzystał wygrywając 3:2. Tydzień później sytuacja kadrowa Bayernu była już zdecydowanie lepsza i wygrali rewanż w Paryżu 1:0, ale odpadli gorszym bilansem bramek zdobytych na wyjeździe. Wyszło więc na to, że w sporze Salihamidzicia z Flickiem rację miał szkoleniowiec, gdy po zakończeniu poprzedniego sezonu domagał się nie tylko utrzymania w kadrze wszystkich graczy, ale jeszcze jej wzmocnienia kilkoma klasowymi zawodnikami. Salihamidzić sprowadzał do Bayernu graczy tak zwanych przyszłościowych. Do furii doprowadził jednak Flicka nieeleganckim potraktowaniem zasłużonego dla Bayernu Jerome’a Boatenga, którego odejście po sezonie zapowiedział wbrew sugestiom szkoleniowca.
Po odpadnięciu z Pucharu Niemiec i Ligi Mistrzów Bayern w tej chwili walczy już tylko na jednym froncie – w obronie tytułu mistrza Bundesligi. W poprzednim tygodniu z 28. kolejce monachijczycy niespodziewanie zremisowali u siebie 1:1 z Unionem Berlin, zaś najgroźniejszy konkurent do tytułu, RB Lipsk, pokonał na wyjeździe 4:1 Werder Brema i zmniejszył różnicę punktową do pięciu „oczek”. Ale w miniony weekend sytuacja się odwróciła, bo Bayern na wyjeździe zwyciężył 3:2 VfL Wolfsburg, natomiast RB Lipsk tylko zremisował u siebie z Hoffenheim 0:0. I znowu bawarska jedenastka ma siedem punktów przewagi, a do zakończenia rywalizacji pozostało już tylko pięć kolejek. Na dodatek lada moment do gry ma wrócić Lewandowski, zatem można w ciemno założyć, że Bayern w tym sezonie po raz dziewiąty z rzędu wywalczy mistrzostwo Niemiec, natomiast polski napastnik po raz szósty w karierze sięgnie po koronę króla strzelców Bundesligi. Jedyną niewiadomą w jego przypadku jest tylko liczba goli. Do końca rozgrywek kibice po obu stronach Odry będą pewnie z zapartym tchem czekać na pobicie przez kapitana reprezentacji Polski legendarnego rekordu 40 goli ustanowionego pół wieku temu przez Gerda Muellera.
Na razie jednak w Niemczech większe emocje budzi zapowiedź Flicka, że po tym sezonie odejdzie z Bayernu. Z medialnych spekulacji i wieści docierających z różnych mniej i bardziej wiarygodnych źródeł wynika, że Flick po Euro 2021 przejmie reprezentację Niemiec zastępując na posadzie selekcjonera swojego dawnego szefa, Joachima Loewa, którego był asystentem w latach 2006-2014. Problem w tym, że jego kontrakt z Bayernem wygasa dopiero w czerwcu 2023 roku, zatem bez zgody władz bawarskiego klubu nie będzie mógł przejść do pracy w niemieckiej federacji. „Moja przyszłość wcale nie jest taka jasna i oczywista. Nie było żadnych rozmów na ten temat. Oczywiście, prowadzenie reprezentacji to opcja, którą każdy trener na pewno rozważy, jeśli taką ofertę otrzyma i ja nie będę wyjątkiem. Ale teraz muszę przemyśleć kilka rzeczy, bo ostatnie tygodnie nie były dla mnie łatwe” – przyznał Flick. A wedle niemieckich mediów najpoważniejszym kandydatem do zajęcia jego miejsca w Bayernie jest Julian Nagelsmann, aktualnie trener RB Lipsk.

Zmiana trenera w Bayernie

Władze Bayernu Monachium nie zdzierżyły klęski 1:5 z Eintrachtem Frankfurt. W niedzielę Niko Kovacz został zwolniony z posady trenera, a jego obowiązki przejął dotychczasowy asystent Hans Flick. I on poprowadzi zespół bawarskiego potentata w dwóch najbliższych meczach – z Olympiakosem Pireus w Lidze Mistrzów i Borussią Dortmund w Bundeslidze.

Dzień po meczu z Eintrachtem Kovacz jeszcze w niedzielę przed południem poprowadził zajęcia z zespołem. Niemieckie media doniosły, że szkoleniowiec ostro skrytykował piłkarzy, czym rzecz jasna nie poprawił swoich fatalnych z nimi relacji. Takie zachowanie Chorwata nie spodobało się szefom klubu i jeszcze w niedzielę prezydent Bayernu Uli Hoeness, dyrektor generalny Karl-Heinz Rummenigge oraz dyrektor sportowy Hasan Salihamidżić podjeli decyzje o zmianie trenera. Kovacz nawet się nie bronił i chociaż miał kontrakt ważny jeszcze do końca czerwca 2021 roku, zgodził się na rozwiązanie umowy za porozumieniem stron. „Występy naszego zespołu w ostatnich tygodniach oraz wyniki pokazały nam, że trzeba działać natychmiast” – skomentował decyzję Karl-Heinz Rummenigge.

Z piłkarzy Bayernu najmniej zadowolony z odejścia Kovacza mógł być chyba tylko Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski w okresie trenerskich rządów Chorwata nie wystąpił tylko w dwóch meczach, a w pozostałych 63 spotkaniach strzelił aż 60 goli.

Inna sprawa, że „Lewy” jak do tej pory u każdego trenera Bayernu był podstawowym graczem, więc ktokolwiek przyjdzie na miejsce Kovacza, a ma to być ponoć ktoś z uznanym nazwiskiem (wśród kandydatów wymieniany jest m.in. Jose Mourinho), pozycja naszego najlepszego obecnie piłkarza w monachijskim zespole z pewnością się nie zmieni.

 

Bardzo drogi befsztyk

Francuski piłkarz Bayernu Monachium Franck Ribery na początku roku wybrał się do restauracji swojego znajomego na befsztyk. Niepotrzebnie jednak pochwalił się tym na portalu społecznościowym.

 

Piłkarz nie zafundował sobie jakiegoś zwykłego kotleta, tylko wybrał z menu restauracji Nusr-Et jej najdroższy specjał – owinięty w złote liście stek z polędwicy, którego cena wynosiła 478 euro. Gdy zamieścił zdjęcie potrawy w swoim profilu społecznościowym, spadła na niego fala internetowego hejtu zarzucające gwiazdorowi Bayernu obnoszenie się ze swoim bogactwem. Ribery wpadł we wściekłość i odpowiedział krytykom żenującym w treści komentarzem. „Zacznijmy od zazdrosnych, wściekłych, z pewnością urodzonych z powodu pękniętej prezerwatywy. Pier*** wasze matki, babcie i całe wasze drzewo genealogiczne” – napisał na Twitterze Ribery. I na koniec dodał, że zarobił pieniądze uczciwie, więc może je wydawać na co chce i ile chce.

Władze Bayernu nie mogły zignorować skandalicznego zachowania swojego zawodnika. Dyrektor sportowy bawarskiego klubu Hasan Salihamidżić co prawda tłumaczył francuskiego gwiazdora, że został znieważony i miał prawo się bronić, ale przyznał w końcu, że Ribery jednak przekroczył granicę. Salihamidżić oficjalnie poinformował, że Ribery został ukarany za swoje niestosowne zachowanie, ale nie zdradził wysokości wymierzonej zawodnikowi kary finansowej. Ale obojętnie ile będzie musiał francuski piłkarz wpłacić do klubowej kasy, to w po dodaniu tej kwoty do centy złotego steku będzie to zapewne najdroższy posiłek w jego życiu.

Ribery obecnie trenuje z kadrą Bayernu na zgrupowaniu w Katarze. I chyba nie przejął się aferą, bo w niedzielny poranek po zakończonym treningu z uśmiechem rozdawał autografy.