Rakiety na Iran

Izraelskie ministerstwo obrony poinformowało, że wspólne amerykańsko-izraelskie testy systemu antyrakietowego dalekiego zasięgu na Alasce skończyły się „pełnym sukcesem”. System miał sięgnąć wielu rakiet lecących powyżej atmosfery ziemskiej. Izraelczycy nie ukrywają, że chodzi o część zadekretowanego przez Amerykanów „maksymalnego nacisku” na Iran, by poddał się polityce „bliskowschodniej osi”: Stanom Zjednoczonym oraz ich lokalnym sojusznikom – Izraelowi i Arabii Saudyjskiej.

„Dzisiaj Izrael ma możliwość działania przeciw rakietom balistycznym, które może wystrzelić przeciw nam Iran, czy ktoś inny” – cieszył się premier izraelskiego reżimu apartheidu Benjamin Netanjahu. Wtórował mu ambasador USA w Tel-Awiwie David Friedman, który oglądał próby na wideo: „To wielka zdobycz na rzecz bezpieczeństwa Izraela”. Amerykanie testowali z Izraelczykami nową wersję systemu Arrow-3, który od dwóch lat stacjonuje już w państwie żydowskim.
Amerykanie finansowali wspólną pracę Israeli Aerospace Industries i Boeinga nad polepszeniem systemu Arrow. Były już dość zaawansowane, gdy prezydent Trump zerwał w zeszłym roku oenzetowski układ atomowy z Iranem i wprowadził „bezprecedensowe” sankcje przeciw temu krajowi, co mocno podniosło temperaturę w regionie. Izrael, pierwsza siła ognia na Bliskm Wschodzie i mocarstwo atomowe, wywierał wcześniej presję na Stany Zjednoczone, by ten układ pokojowy wrzucić do kosza.
W ramach amerykańskiego „maksymalnego nacisku” niektóre kraje europejskie (w tym Polska), chcą wziąć udział w koalicji zbrojnej, która miałaby strzec tankowców w Zatoce Perskiej. Iran uważa to za „wrogie” działanie. Brytyjską propozycję koalicji w Zatoce oddaliła zresztą Francja, która uważa, że „to tylko zwiększy napięcie”. Tymczasem członek osi antyirańskiej – tyrania saudyjska – zgodziła się otworzyć bazy dla wojsk amerykańskich, trwają też budowy baz US Army w Iraku. „Iran zdecydowanie sprzeciwi się każdej nielegalnej działalności, która zagrażałaby morskiemu bezpieczeństwu Zatoki Perskiej, Cieśniny Ormuz i Zatoki Omańskiej” – mówił irański prezydent Hassan Rouhani.

USA – Iran. Iskrzy

Prezydent Donald Trump jak przystało na nieprzewidywalnego prezydenta ostatnio grozi Iranowi zarówno dewastacją wojenną jak również życzy Iranowi świetlanej i pełnej prosperity przyszłości. Skąd się wzięło obecne napięcie w stosunkach amerykańsko-irańskich?

14 lipca 2015 r. sześć państw, w tym pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ – USA, Wielka Brytania, Francja, Rosja, Chiny – oraz Niemcy zawarły w Wiedniu międzynarodowe porozumienie w sprawie wyrzeczenia się przez Iran prac nad wejściem w posiadanie broni atomowej. Również stroną tego porozumienia jest Unia Europejska. W zamian za rezygnację Iranu z ambicji posiadania broni atomowej zniesione zostały główne sankcje nałożone przez wspólnotę międzynarodową na Iran. Inspektorzy ONZ uzyskali za zgodą rządu irańskiego dostęp do irańskich obiektów wojskowych, by sprawować kontrolę realizacji porozumienia.
Od początku przeciwnikiem tego porozumienia był premier Izraela Benjamin Netanjahu, który czynił bezskuteczne wysiłki, by zapobiec ratyfikowaniu porozumienia. Prawdopodobnie pod naciskiem izraelskiego premiera, również Donald Tramp jeszcze zanim został wybrany na prezydenta USA, wyrażał swój sprzeciw wobec wiedeńskiego porozumienia, a po wyborze na prezydenta 8 maja 2018 r. wycofał Stany Zjednoczone z tego układu. Trump zażądał od pozostałych pięciu państw, aby poszły w ślady Waszyngtonu i anulowały układ z Iranem. Ale żadne z pięciu państw nie uległo naciskom i groźbom amerykańskiego prezydenta. Donald Trump jest przeciwny porozumieniu z Iranem, ale nie ma nic konstruktywnego do zaoferowania Iranowi. Również prezydent Iranu Hassan Rouhani oświadczył, że Iran mimo wycofania się Stanów Zjednoczonych z porozumienia pozostanie jego stroną. Warto przypomnieć, że sekretarz obrony USA w administracji Trumpa gen. James Mattis zeznając przed Senacką Komisją Sił Zbrojnych, 3 października 2017 r. oświadczył, że porozumienie z Iranem leży w narodowym interesie Stanów Zjednoczonych.
W rejonie Zatoki Perskiej i Omańskiej dochodzi do niebezpiecznych incydentów. Kiedy norweskie i japońskie tankowce przewożące ropę zostały zaatakowane rakietami, Amerykanie oskarżyli o te czyn Iran. Władze irańskie stanowczo zaprzeczyły temu i podejrzewały Amerykanów o ten atak.
Do wzrostu napięcia na linii USA – Iran doszło 20 czerwca br., kiedy amerykański szpiegowski samolot bezzałogowy według informacji irańskich RQ-4 Global Hawk został zestrzelony przez wojskową jednostkę irańską. Iran twierdzi, że samolot amerykański naruszył terytorium Iranu, podczas gdy Amerykanie ogłosili, że ich samolot został zaatakowany na wodach międzynarodowych.
Donald Trump zareagował na powyższy incydent nerwowo i niebezpiecznie. Stwierdził, że „Iran popełnił ogromny błąd”. Już wcześniej w maju br. groził, że wojna z Iranem „będzie oficjalnym końcem Iranu”. Teraz wysłał dodatkowo tysiąc żołnierzy na Bliski Wschód, którzy wzmocnili przebywające już tam jednostki amerykańskie. Porywczy i nieprzewidywalny w swym zachowaniu prezydent Trump wydał rozkaz lotnictwu amerykańskiemu i flocie wojennej USA w tym rejonie do ataku na Iran. Samoloty amerykańskie wzbiły się już w powietrze, a okręty wojenne USA wycelowały swe działa na terytorium Iranu.
W Waszyngtonie powstała nerwowa atmosfera. W Białym Domu odbyła się narada z udziałem również polityków demokratycznych i republikańskich. Przewodnicząca Izby Reprezentantów demokratka Nancy Pelosi wezwała do deeskalacji napięcia i działań. Podobne stanowisko zajęli niektórzy republikańscy politycy. Natomiast sekretarz stanu Mike Pompeo i doradca prezydenta do spraw bezpieczeństwa narodowego John Bolton, opowiadali się za dalszą eskalacją działań amerykańskich przeciw Iranowi. Widząc tę różnicę zdań wśród najważniejszych polityków amerykańskich prezydent Trump w ostatnie chwili odwołał atak amerykański na Iran i zapowiedział nałożenie dalszych sankcji na Iran począwszy od 24 czerwca. „Sankcje muszą mocno uderzyć w Iran” – powiedział prezydent. Dodał równocześnie, że woli nałożyć na Iran nowe sankcje zamiast militarnego ataku. Nowe sankcje nałożone na Iran objęły czołowych polityków i dowódców wojskowych i ograniczyły międzynarodowe transakcje finansowe Iranu. Przedstawiając sankcje antyirańskiej w Białym Domu Trump powiedział, że „uderzą one mocno” w Iran.
Sekretarz stanu Pompeo przedstawił żądanie przeprowadzenia 12 zmian wewnętrznych w Iranie, jako warunek zaniechania przez Waszyngton wywierania presji na Iran. Teheran oczywiście odmówił spełnienia żądań amerykańskich. Odwołanie ataku na Iran Trump tłumaczył tym, że spowodowałby on nieproporcjonalnie duża liczbę ofiar w stosunku do zestrzelenia bezzałogowego dronu amerykańskiego.
W czasie ostrych ataków Trumpa na Iran, rząd w Teheranie zachowywał się spokojnie. Nie przestraszył się gróźb amerykańskich. Dowódca Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej GEN. Hossein Salami powiedział, że „Iran nie szuka jakiejkolwiek wojny, ale jest gotowy bronić się”.
Trump, jak przystało na nieprzewidywalnego prezydenta kusił Iran perspektywą korzystnej współpracy. „Jeśli Iran chce stać się ponownie bogatym krajem… będę jego najlepszym przyjacielem” – powiedział prezydent.
Administracja Trumpa czuła się niekomfortowo w sytuacji, gdy zapowiadając ostry atak na Iran nagle w ostatniej chwili odwołała agresywne działania. Wiceprezydent USA Mike Pence, chcąc ratować swoją twarz i twarz prezydenta oświadczył 23 czerwca, że działania wojenne przeciw Iranowi zostały odwołane, ponieważ powstały w Waszyngtonie wątpliwości, czy decyzja o zestrzeleniu bezzałogowego dronu amerykańskiego została podjęta przez najwyższe władze irańskie. Również Trump oświadczył, że Iran prawdopodobnie popełnił błąd… zestrzeliwując amerykański samolot.
Trump i jego administracja nie zrezygnowali z wrogiej polityki wobec Iranu, czego dowodem były cyberataki na irański ośrodek szpiegowski i systemy rakietowe. Rzecznik Pentagonu odmówił komentarzy na ten temat. Nie ulega jednak wątpliwości, że agresywna polityka Trumpa wobec Iranu będzie kontynuowana. We wtorek 25 czerwca Trump zagroził Iranowi, że jakikolwiek atak na cokolwiek amerykańskiego spotka się „z potężną odpowiedzią”, a to oznacza – dodał, że pewne obszary Iranu zostaną „zrównane z ziemią”. Prezydent Iranu Hassan Rouhani określił prezydenta Trumpa jako osobę „chorą umysłowo”.
Smutne jest to, że administracja Trumpa oprócz wrogich zachowań wobec Iranu nie ma nic konstruktywnego do zaoferowania temu krajowi. W sytuacji istniejącego obecnie napięcia każdy drobny incydent może doprowadzić do otwartego konfliktu zbrojnego mimo, że Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej zapewnia, że Iran przestrzega umowę jaką zawarł w 2015 r. z sześcioma państwami. Trump chce stworzyć antyirańską koalicję złożoną z państw bliskowschodnich. W tym celu udał się z wizytą do kilku państw tego regionu szef dyplomacji amerykańskiej Mike Pompeo.