Pożegnanie Grzegorza Walińskiego

23 lutego na cmentarzu w Choroszczy odbył się pogrzeb Grzegorza Walińskiego – dyplomaty, afrykanisty, dziennikarza związanego z lewicowymi mediami, w tym z „Dziennikiem Trybuna”, którego był m.in. redaktorem naczelnym. Dzień wcześniej przyjaciele i rodzina pożegnali Grzegorza podczas mszy, a następnie spotkania ku pamięci.

Zgodnie z życzeniem rodziny najpierw odbyła się msza święta w intencji Grzegorza – bez pompy, z kazaniem, w którym podkreślono niezwykłą skromność i dobroć zmarłego, który przez całe życie występował w obronie najsłabszych, bronił pokrzywdzonych, działał na rzecz pokoju i sprawiedliwości.

Wieczorem 22 lutego przyjaciele ambasadora i redaktora Walińskiego zebrali się na skłocie Syrena, by podzielić się wspomnieniami o nim. W imieniu Komunistycznej Partii Polski, z którą Grzegorz związał się w ostatnich latach, głos zabrała Beata Karoń. Opowiedziała, jak Grzegorz zainteresował się sprawą sądową przeciwko KPP i nie tylko relacjonował ją w lewicowych mediach, ale też postanowił sam przystąpić do partii.

Następnie był stałym uczestnikiem historycznych konferencji organizowanych przez Historię Czerwoną – najpierw grupę lewicowych entuzjastów, potem stowarzyszenie, którego był jednym z członków założycieli. Potrafił połączyć erudycję i ideowość, interesował się niezwykle szerokim kręgiem tematów. Tak też zapamiętał go przewodniczący KPP Krzysztof Szwej, którego krótki list został odczytany podczas spotkania.
Andrzej Krystyniak, aktywista anarchistyczny, wspomniał pasjonujące dyskusje o historii i polityce, jakie toczył z Grzegorzem. Opowiedział, że ten nieśmiały na co dzień człowiek potrafił być też osobą żywiołową, a po wygranej sprawie sądowej odśpiewać na balkonie „Czerwony sztandar”. O modelarskiej i wycieczkowej pasji Grzegorza, który znał się nie tylko na Afryce, ale też na historii rodzinnego Mazowsza, mówił Piotr Ciszewski z Historii Czerwonej.

„Dziennik Trybunę” i portal Strajk.eu, gdzie Grzegorz publikował swoje teksty o Afryce – i nie tylko – reprezentowała niżej podpisana, wspominając Grzegorza jako dziennikarza, który zawsze życzliwie odnosił się do młodszych autorów zdobywających doświadczenie w pracy w mediach i swojego czasu przekazał jej wiele cennych sugestii. Podkreśliła, że o Afryce w polskich mediach tak jak Grzegorz nie pisał prawie nikt: z wielką znajomością realiów wielu krajów kontynentu, z empatią i zrozumieniem jego mieszkańców.

Cześć jego pamięci!

Ku czci Proletariatczyków

Mimo pandemii grupa działaczy lewicowych organizacji uczciła na warszawskiej Cytadeli pamięć bojowniczek i bojowników partii Proletariat. Jak co roku uroczystość odbyła się w dzień wolny od pracy, maksymalnie bliski rocznicy egzekucji czterech Proletariatczyków – Stanisława Kunickiego, Piotra Bardowskiego, Jana Pietrusińskiego oraz Michała Ossowskiego.

Na dorocznej uroczystości organizowanej przez Stowarzyszenie Historia Czerwona pojawili się m.in. członkowie i członkinie Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, Polskiej Partii Socjalistycznej, Młodych Razem oraz Komunistycznej Partii Polski.

W imieniu organizatorów do zebranych przemówił Piotr Ciszewski, przypominając w krótkich słowach życiorysy czterech straconych Proletariatczyków: Stanisława Kunickiego, współtwórcy programu partii; Michała Ossowskiego, czeladnika szewskiego i członka partyjnej drużyny bojowej; Jana Pietrusińskiego, robotnika ze Zgierza; Piotra Bardowskiego, Rosjanina, sędziego pokoju współpracującego tak z polskim, jak i z rosyjskim ruchem rewolucyjnym (narodnikami). Odczytał również elegię Władysława Broniewskiego poświęconą Ludwikowi Waryńskiemu, pierwszemu przywódcy Proletariatu, który nie zginął na warszawskiej Cytadeli, lecz skazany na 16 lat więzienia w twierdzy w Szlisselburgu w istocie otrzymał wyrok śmierci odłożony tylko w czasie. Nie mogło zabraknąć wspomnienia odważnych kobiet od początku współtworzących Proletariat: Marii Bohuszewiczówny, Aleksandry Jentysówny, Marii Zofii Onufrowicz-Płoskiej czy Natalii Pol.

Socjalno-Rewolucyjna Partia Proletariat powstała w 1882 r. i przetrwała cztery lata. Została rozbita przez serię aresztowań przeprowadzonych przez carską policję. Opowiadała się za równością społeczną, likwidacją prywatnej własności środków produkcji jako nieuchronnie prowadzącej do wyzysku, powszechną oświatą, współpracą robotników ponad podziałami narodowymi.

Historii Proletariatczyków był poświęcony odcinek cyklu Czerwona Historia Polski, tworzonego wspólnie przez Stowarzyszenie Historia Czerwona i Portal Strajk.

Piotr Ikonowicz, przemawiając w imieniu Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, zauważył, że współczesnym socjalistom tylko na pozór łatwiej jest walczyć o swoje ideały. W Polsce lewicowcom nie grozi szubienica, ale ich argumenty są eliminowane z ogólnego dyskursu, który dopuszcza jedynie mówienie o tym, że warto pomagać biednym. Tymczasem niezamożna, bez oszczędności, poddawana wyzyskowi jest w rzeczywistości większość społeczeństwa… Ikonowicz zwrócił również uwagę na fakt, że osobisty przykład Proletariatczyków zapalał kolejnych bojowników, a każda wydana przez nich ulotka roznosiła się szerokim echem. Podkreślił z jednej strony bohaterstwo tych ludzi, toczących z caratem i wyzyskiem walkę na śmierć i życie, z drugiej – aktualność ich postulatów. Wyzysk czy łamanie praw pracowniczych nie zniknęły przez ponad stulecie, które minęło od powstania i rozbicia Proletariatu.

Przy składaniu zniczy i kwiatów nie dało się nie zauważyć pogarszającego się stanu miejsca pamięci przy murze Cytadeli: tablice z nazwiskami straconych bojowników pękają, cegły się kruszą, niszczeją nawet zachowane w specjalnym pomniku szczątki oryginalnej szubienicy z pocz. XX w. Stowarzyszenie Historia Czerwona czyniło w ostatnich miesiącach starania na rzecz ustalenia, kto jest odpowiedzialny za ten teren i kto powinien podjąć się renowacji. Z pism, jakie otrzymała organizacja wynika, że ani wojewoda mazowiecki, który włada tymi gruntami, ani Muzeum Niepodległości, które otrzymało je w użytkowanie wieczyste, nie czują się zobowiązani do podjęcia prac w najbliższej przyszłości.

Święto ludowej lewicy

Doroczne obchody bitwy 3 Brygady Armii Ludowej pod Ewiną to szczególne wydarzenie. Szkoda, że niedoceniane przez lewicowych liderów, bo mogłoby być wzorem tego, jak „komunikować się z ludem”.

Kilkaset osób, które zbiera się gdzieś w leśnej głuszy, aby świętować zwycięską bitwę komunistycznej partyzantki to dowód, że „jednak można”. Jaki jest pomysł na ten sukces? W sumie nic odkrywczego. Prawica, z PiS na czele, takich imprez organizuje multum. Jest oficjalna uroczystość z udziałem lokalnych dygnitarzy, składanie wieńców pod pomnikiem, poczty sztandarowe, przemówienia, odznaczenia itd. Ale potem zaczyna się ludowy, wiejski festyn. Z piwem, kiełbaskami, grochówką ze strażackiego kotła, ogniskiem, występami zespołów folklorystycznych, militarnymi gadżetami, które przyciągają uwagę dzieciaków. Przaśny styl może razić estetykę wielkomiejskiego hipstera, który nadaje dziś ton na lewicy, ale… to działa.

Uroczystości rocznicowe bitwy pod Ewiną to tradycja wielu dziesięcioleci. Już w 1948 roku odsłonięto tam pierwszy pomnik na grobie trzynastu poległych partyzantów. Od dziesięciu lat obchody organizuje organizacja powiatowa SLD w Radomsku. Oczywiście, można studzić entuzjazm przypominając, że powodzenie ewińskiej imprezy nie przekłada się na jakieś nadzwyczajne sukcesy wyborcze lewicowych ugrupowań na tym terenie. SLD faktycznie dostaje w powiecie radomszczańskim niezbyt oszałamiające 8-10 procent głosów. Z drugiej strony: czy to jest naprawdę zły wynik w niezamożnych wiejskich gminach, w obliczu idącego jak walec przez polską wieś „socjalnego” PiS-u? Zresztą – najbardziej udana, konsekwentnie od lat realizowana, ale jednak odbywająca się raz do roku impreza nie zastąpi innych form codziennej pracy z wyborcami.

Bardziej istotne jest jednak to, że walka jednak nie toczy się tylko o doraźny efekt wyborczy, ale o długofalowy wpływ na świadomość społeczną. W czasach, gdy prawicowy hegemon ideologiczny kreuje w społeczeństwie mit antykomunistycznego podziemia zbrojnego jako wzór postawy patriotycznej, uczestnicy obchodów w Ewinie dowiadują się, że oprócz „wyklętych” czy AK istniała też w Polsce lewicowa formacja partyzancka – Armia Ludowa. I że była to poważna siła militarna, która potrafiła toczyć wielkie i do tego zwycięskie bitwy z Wehrmachtem. To bój o świadomość historyczną, a w konsekwencji polityczną, Polaków. Od takich lokalnych wydarzeń, przypominania, jak wyglądała historia wojny w mikroskali, mogłoby zacząć się odkłamywanie „wielkich narracji” nacjonalistycznych.
Tym bardziej szkoda, że nie do końca wykorzystany jest potencjał tego wydarzenia. To jednak zarzut nie tylko pod adresem organizatorów, ale generalnie środowisk lewicowych. Rzuca się w oczy brak stoisk partii czy organizacji społecznych lewicy, z wyjątkiem inscenizacji stowarzyszenia „Historia Czerwona”. Nie ma lewicowych wydawców czy bukinistów, co jest standardem na prawicowych imprezach tego typu. Zbyt mało akcentowany jest także społecznie postępowy charakter walki oddziałów Armii Ludowej. Nacisk w wystąpieniach kładziony jest na jej walkę o wolną i suwerenną Polskę. Bez słowa o ideach sprawiedliwości społecznej czy programie demokratycznych, socjalistycznych przekształceń.

Zadanie skuteczniej walki o odbicie z rąk PiS-u wiejskiego i małomiasteczkowego elektoratu to nie tylko kwestia odwołań do historii. To także wyzwanie wypracowania atrakcyjnej dla nich i przekonującej oferty programowej. Ludowy festyn to jedynie pierwszy, choć ważny krok.

Kwiaty dla Okrzei

Lud warszawskiej Pragi śpiewał o nim piosenki, na uroczystości ku jego czci organizowane przed wojną przez Polską Partię Socjalistyczną przybywały setki, jeśli nie tysiące. Dziś o Stefanie Okrzei pamiętają ideowi lewicowcy – w panteonie „właściwych” bohaterów IPN od dawna nie ma dla niego miejsca.

Tym większe słowa uznania należą się Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej, gdzie na nowoczesnej wystawie upamiętniono więźniów niezależnie od ideowych afiliacji. Tablica pamięci Okrzei w tym miejscu nie jest zagrożona.

Aktywiści powstałego kilka miesięcy temu stowarzyszenia Historia Czerwona złożyli na cytadeli kwiaty 19 lipca – dwa dni przed 114. rocznicą stracenia Okrzei. 21 lipca uczynił to przewodniczący PPS, senator Wojciech Konieczny.

Stefan Okrzeja, robotnik z położonych na Pradze zakładów produkcji naczyń emaliowanych, był jednym z pierwszych członków Organizacji Bojowej PPS. Uczestniczył w pierwszych manifestacjach, podczas których bojowcy, uzbrojeni w broń krótką, stawili czoła carskim policjantom i żołnierzom. To on niósł czerwony sztandar podczas słynnej demonstracji socjalistów na Placu Grzybowskim 13 listopada 1904 r.

26 marca następnego roku, gdy Warszawę ogarnęło już rewolucyjne wrzenie, bojowcy postanowili zabić znienawidzonego warszawskiego oberpolicmajstra Karla von Nolkena. Grupa, w której był Okrzeja, zaatakowała cyrkuł przy ul. Wileńskiej na Pradze, chcąc sprowokować przyjazd Nolkena w to miejsce. Bomba rzucona przez Okrzeję raniła pięć osób, a jego samego ogłuszyła. Podczas nieudanej ucieczki bojowiec zastrzelił jeszcze jednego policjanta. Za członkostwo w antyrządowej organizacji i udział w zamachu Okrzeja został skazany na śmierć i stracony.

Nie zapomnijmy o 1 maja

Już wkrótce 1 maja, dzień szczególnie istotny dla każdego z nas. Chcielibyśmy jak co roku wyjść na ulicę i przypomnieć, iż mimo że od demonstracji robotniczej mającej miejsce 134 lata temu w Chicago wiele się zmieniło, to nadal mamy więcej powodów do walki niż do świętowania. Zarówno w skali globalnej, jak i w Polsce.

Niestety w tym roku trwająca od miesiąca w Polsce i ponad kwartału na świecie pandemia uniemożliwia nad odpowiedzialne demonstrowanie. Nie powinniśmy jednak rezygnować z przypomnienia o istocie naszego Święta. Dlatego zachęcamy Was do włączenia się do naszej akcji:

1. używajcie stworzonych przez nas nakładek pierwszomajowych w mediach społecznościowych (na Facebooku – 1Maja2020r), udostępnijcie i wywieście plakaty i banery – pokażcie, że ten dzień jest dla Was ważny;
2. poszukajcie w swoich rodzinnych szpargałach zdjęć z obchodów 1 maja z poprzednich lat;
3. napiszcie, z czym Wam się kojarzy 1 maja. Może być to wspomnienie wzniosłe, przesiąknięte ideowym przesłaniem, ale nie musi. Najważniejsze, by w tych trudnych czasach budziło na Twojej twarzy uśmiech i dawało nadzieję.

– swoje materiały nadsyłajcie na adres: ia.skontaktujsie@gmail.com

– nakładkę na zdjęcia znajdziecie: zaktualizuj zdjęcie profilowe/dodaj nakładkę/1Maja2020r

Organizatorzy:
Społeczne Forum Wymiany Myśli
Historia Czerwona
Inicjatywa Antykapitalistyczna
Fundacja „Naprzód”
Myśl Socjalistyczna

Pamiętać o bohaterach, kontynuować ich walkę

Były czerwone flagi, portrety bohaterów walki o wolność i równość, a także mocne przekonanie, że walkę dawnych polskich socjalistów trzeba kontynuować dziś. Na Cytadeli Warszawskiej w niedzielę 26 stycznia odbyła się doroczna uroczystość ku czci działaczy partii Proletariat.

Uroczystość odbywa się zawsze pod koniec stycznia od 2013 r. z inicjatywy kampanii Historia Czerwona, kontynuując niejako tradycję zapoczątkowaną przez Polską Partię Socjalistyczną jeszcze przed wojną. W tamtych latach Proletariatczyków wspominały tysiące działaczy i sympatyków partii, przybywali żyjący jeszcze weterani pierwszych polskich ruchów rewolucyjnych. W tym roku, w dobie polityki historycznej totalnie negującej pamięć o polskim ruchu robotniczym, na Cytadelę przybyło kilkadziesiąt osób, ale organizatorzy nie bez satysfakcji zauważają, że liczba ta rośnie. Nie zawiedli przedstawiciele Komunistycznej Partii Polski, Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, warszawskich struktur Lewicy Razem. Zabrakło, niestety, reprezentacji sejmowego klubu Lewicy.

Ludzie odważni

Po tradycyjnym odśpiewaniu „Międzynarodówki” zebrani przeszli na miejsce pamięci straconych polskich bojowników pod murem Cytadeli. Piotr Ciszewski z Historii Czerwonej przypomniał życiorysy czwórki Proletariatczyków skazanych na śmierć przez sąd wojskowy i straconych 28 stycznia 1886 r. Byli to: Piotr Bardowski – sędzia pokoju, Rosjanin zaangażowany w ruch rewolucyjny w Królestwie Polskim, Stanisław Kunicki – inżynier, który po aresztowaniu Ludwika Waryńskiego przejął kierownictwo w partii Proletariat, Michał Ossowski – robotnik ze Zgierza i Jan Pietrusiński – warszawski rzemieślnik. Działacz mówił również o innych, mniej znanych a nie mniej odważnych Proletariatczykach, w tym skazanych na katorgę działaczkach jak Maria Bohuszewiczówna i Aleksandra Jentysówna. Przypomniał też, że Cytadela to miejsce kaźni buntowników i bojowników różnych politycznych odcieni – dokładnie tego dnia, gdy odbywała się uroczystość, wypadała rocznica stracenia w 1906 r. warszawskich anarchistów z grupy Internacjonał, której rocznica przypadała dokładnie 26 stycznia.

Walka się nie skończyła

W kolejnych przemówieniach budowano swoisty most między walką polskich i rosyjskich rewolucjonistów w XIX w. a sytuacją obecną. Występująca w imieniu Komunistycznej Partii Polski Beata Karoń przypomniała, że wyzysk, eksploatacja pracowników i nierówności społeczne, przeciwko którym walczyli Proletariatczycy, są w dalszym ciągu problemami nierozwiązanymi. Minęły lata, a istota kapitalizmu się nie zmieniła – podkreśliła. Po niej głos zabrała pisząca te słowa. Przypomniała, że tak jak Proletariatczycy zapłacili najwyższą cenę za swoje przekonania i odwagę, tak też dziś działacze, rzucający wyzwanie możnym tego świata, są ścigani, wtrącani do więzień czy nawet zabijani. Równocześnie kapitalistyczne elity stale organizują dla ludzi „igrzyska” – w Polsce to niekończące się dyskusje o historii, przy tym takiej, jaka odpowiada rządzącym.

Krzysztof Grochowski z Lewicy Razem zaapelował, by kontynuować walkę zainicjowaną przez Waryńskiego, jego towarzyszy i towarzyszki, we współczesnych realiach: upominać się o respektowanie praw pracowniczych, o skrócenie czasu pracy, mierzyć się z kryzysem klimatycznym i jego wpływem na życie wszystkich ludzi. Natomiast Michał Goworowski ze Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego ostrzegał przed niebezpieczeństwem nacjonalizmu. Piętnował wybiórczą politykę historyczną, z której wyrzucono takie postacie, jak Waryński, za to bohaterem ogłoszono nacjonalistę, głoszącego ugodę z caratem Romana Dmowskiego.

Socjalno-Rewolucyjna Partia Proletariat działała na ziemiach zaboru rosyjskiego w latach 1882-1886. Była pierwszą organizacją na ziemiach polskich, która zapisała w swoim programie wyzwolenie społeczne, rozumiejąc nowe realia, jakie przyniosła wielka industrializacja Królestwa Polskiego w poprzedniej dekadzie. Słusznie wskazywała, iż interes robotników jako klasy nie jest tożsamy z „interesem wszystkich Polaków” i wzywała ich, by o swoje prawa upominali się własnymi siłami. Została ostatecznie rozbita przez carską policję.

Ze stuletniej perspektywy

„Ruch robotniczy w 1918 r.” – to tytuł konferencji zorganizowanej przez fundację „Historia Czerwona”, która odbyła się w sobotę w Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej.

 

Konferencja poświęcona była przypomnieniu działań podejmowanych przez lewicowe organizacje polityczne i robotników na ziemiach polskich w przededniu odzyskania przez Polskę niepodległości i w pierwszych miesiącach funkcjonowania odrodzonego państwa polskiego. Uczestnicy konferencji przypomnieli spory ideowe, koncepcje i cele działania głównych nurtów ruchu robotniczego i odwołujących się do niego partii politycznych: lewicy niepodległościowej PPS i PPSD, stawiającej sobie za cel przede wszystkim odzyskanie niepodległości i zajęcie miejsca w życiu politycznym nowego państwa oraz spychanej w dziś lansowanej narracji SDKPiL i PPS-Lewicy, stawiających na pierwszym planie obalenie kapitalizmu i proletariacką rewolucję inspirując się doświadczeniami rewolucji październikowej w Rosji. Omówione zostały także konkretne działania robotników – tworzenie Rad Robotniczych, których w 1918 r. i pierwszej połowie 1919 r. powstało ponad 100, spontaniczne akty buntu przeciwko opresyjnemu porządkowi społecznemu takie jak powstanie tzw. „republiki tarnobrzeskiej”, walki w Zagłębiu Dąbrowskim, gdzie Rady Robotnicze okresowo przejęły władzę i narzucały swoje porządki, działalność zbrojnych formacji robotniczych – czerwonych gwardii i bojówek robotniczych PPS.
Konferencja połączona była ze zwiedzaniem nowo otwartej ekspozycji w Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej – jednej z najważniejszych placówek gromadzących pamiątki po bojownikach walk o wyzwolenie narodowe i społeczne, działającej w zachowanym obiekcie osławionego dawnego carskiego aresztu śledczego. Warte podkreślenia jest, że nowa ekspozycja prezentuje sylwetki więźniów w sposób bezstronny i bez „gumkowania” historii – mają w niej swoje miejsce i Romuald Traugutt, i Józef Piłsudski i Feliks Dzierżyński, i wielu innych, którym zdarzyło się trafić do tego miejsca, a z niego – albo na szubienicę, albo na zsyłkę.