Koronawirus osłabia i wzmacnia koniunkturę

Kilka miesięcy temu przedsiębiorcy z branży hotelowej, restauracyjnej i cateringowej mieli najgorsze nastroje w całej polskiej gospodarce. Dziś są największymi optymistami – choć nie na długo.

Barometr koniunktury na trzeci kwartał bieżącego roku dla sektora HoReCa (hotele, restauracje, firmy cateringowe) wyniósł 55,7 pkt. W porównaniu do pomiaru na drugi kwartał (koniec marca bieżącego roku) wartość tego wskaźnika, obliczanego przez Europejski Fundusz Leasingowy wzrosła niemal dwukrotnie – o 27,1 pkt. To największa dynamika spośród wszystkich badanych sektorów polskiej gospodarki i najwyższy wskaźnik koniunktury wśród nich.
Barometr koniunktury EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności małych i średnich firm do rozwoju (takiego jak wzrost sprzedaży i produkcji, ekspansja na nowe rynki, maksymalizacja zysków, inwestycje w środki trwałe). Wartość głównego indeksu wskaźnika koniunktury dla całej polskiej gospodarki na III kwartał tego roku wyniosła 50,2 pkt. Osiągnięty poziom jest o 17,7 pkt. wyższy niż w drugim kwartale tego roku i jednocześnie najwyższy od III kwartału 2019 r. (52,2 pkt.).
Mimo dużego i uzasadnionego pesymizmu w pierwszym półroczu, nastroje w branży HoReCa są więc obecnie znacząco lepsze, niż w pozostałych elementach gospodarki. Co więcej, ten sektor ocenia swoją najbliższą przyszłość najlepiej od ponad roku – ostatnio lepszy wynik został odnotowany w drugim kwartale 2019 roku.
Na tak dobry wynik największy wpływ miało letnie ożywienie w krajowym ruchu turystycznym i korzystne prognozy dotyczące sprzedaży.
Prawie 54 proc. hoteli, restauracji i firm cateringowych prognozuje wzrost zamówień od lipca do września br., podczas gdy tylko co czwarty zapytany spodziewa się zmniejszenia obrotów. Jest to zdecydowanie odmienny obraz od tego z końca marca i początku kwietnia, kiedy ponad 81 proc. przedstawicieli HoReCa obawiała się mniejszej sprzedaży, a na jej wzrost liczyło zaledwie 3 proc. zapytanych.
Wówczas hotelarze, restauratorzy i przedstawiciele firm cateringowych, obok sektora usług, najbardziej pesymistycznie wyobrażali sobie swoją przyszłość. Teraz jest odwrotnie. To wszystko nie pozostaje bez wpływu na płynność finansową, której poprawienia spodziewa się 30 proc. przedsiębiorców, również najwięcej wśród sektorów gospodarki. Natomiast na duże odbicie w inwestycjach jeszcze nie ma co liczyć – zdecydowana większość zapytanych (87 proc.) uważa, że pozostaną one na niezmienionym poziomie co ostatnio. Tym niemniej, w związku z poprawą koniunktury 18,8 proc. przedsiębiorców wyraża większe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne (kredyty i pożyczki).
O poprawie nastrojów w branży HoReCa może świadczyć także fakt, że więcej przedstawicieli tego sektora twierdzi, że kondycja ich biznesów mimo wciąż trwającej pandemii, w ciągu kolejnych sześciu miesięcy poprawi się, niż pogorszy (42,5 proc. wobec 39 proc.). Tutaj również grupa optymistów jest najliczniejsza wśród wszystkich sektorów polskiej gospodarki. – HoReCa to jeden z sektorów, dla którego objawy infekcji spowodowanej COVID-19 w perspektywie długoterminowej mogą okazać się najbardziej widoczne. Do dziś, pomimo zniesienia wielu obostrzeń, wiele restauracji, kawiarni, barów, hoteli czy pensjonatów nie funkcjonuje tak jak miało to miejsce przed wybuchem pandemii. Najpewniej dlatego tak wielu przedstawicieli tego sektora twierdzi, że najpoważniejszym skutkiem trwającego kryzysu będą upadki działalności gastronomicznych i hotelarskich. Z drugiej strony, sami zainteresowani widzą nie tyle światełko w tunelu, co reflektor, o czym świadczy najwyższa od ponad roku wartość branżowego indeksu. Na założenie różowych okularów przez restauratorów i hotelarzy z pewnością wpłynęły trzy czynniki. Pierwszy – pomoc finansowa w ramach tarczy antykryzysowej. Po drugie – trwający sezon wakacyjny, w którym polska turystyka pozostaje bezkonkurencyjna wobec zagranicznych ofert. Po trzecie, uruchomienie bonów, które mają na celu pobudzenie turystycznej gałęzi polskiej gospodarki – zwraca uwagę Radosław Woźniak, prezes EFL.
Koronawirus w połączeniu z decyzjami rządu najpierw doprowadził wiele hoteli, restauracji i firm cateringowych na skraj upadku, by potem, za sprawą letniego boomu krajowych wyjazdów turystycznych Polaków, wyrównywać poniesione straty. Jego wpływ jest jednak niszczący i podważa wszelkie plany biznesowe. Aż 73,8 proc. przedsiębiorców z sektora hotelarskiego, restauracyjnego i cateringowego uważa, że koronawirus będzie mieć zdecydowanie niekorzystny wpływ na przyszłą sytuację ich firmy (to również najwyższy pesymizm wśród wszystkich sektorów gospodarki).
Nadal też w branży HoReCa najwięcej ankietowanych, wśród wszystkich badanych sektorów gospodarki, twierdzi, że pandemia koronawirusa spowoduje zamykanie biznesów hotelarskich i gastronomicznych (tak uważa 50 proc.).
Pod koniec maja 67 proc. zapytanych liczyło na uporanie się ze skutkami kryzysu do końca przyszłego roku, pod koniec czerwca – już tylko 39 proc. Więcej respondentów natomiast uważa, że nastąpi to w ciągu najbliższych dwóch – trzech lat (35,5 proc. wobec 27 proc. w maju) lub jeszcze później w następnych latach (19 proc. , gdy w maju nikt tak nie myślał).
Oznacza to, że w porównaniu do wyników z wiosny tego roku, hotelarze, cateringowcy i restauratorzy są mniej optymistycznie nastawieni, jeśli chodzi o czas powrotu do pełnej koniunktury. To zaś może poddawać w wątpliwość, czy jej obecna poprawa okaże się trwała.

Głos lewicy

Cenzura?

 

Skarży się na nią Piotr Szumlewicz z OPZZ:

Trwa sprawa sądowa Polskich Linii Lotniczych LOT przeciwko mnie i portalowi interia.pl. Okazuje się, że nie tylko Narodowy Bank Polski, ale też PLL LOT dąży do cenzury i zamknięcia ust krytykom. Spółka skarbu państwa, podobnie jak NBP, chce też usunięcia materiału medialnego, w którym krytykuję firmę.
15 października odebrałem pozew od PLL LOT o ochronę dóbr osobistych, w którym firma domaga się ode mnie i portalu interia.pl kwoty 200 tys. zł. PLL LOT pozwał mnie za to, że od wielu tygodni nagłaśniam patologie mające miejsce w spółce związane przede wszystkim z łamaniem praw pracowniczych, zwolnieniem dyscyplinarnym liderki związkowej, spadkiem bezpieczeństwa lotów, wzrostem skali opóźnień. Sąd okręgowy odrzucił wniosek prawników PLL LOT, w którym domagali się oni zabezpieczenia pozwu w postaci usunięcia z sieci mojego nagrania. Firma się odwołuje. Wniosła zażalenie, a 4 grudnia do sądu wpłynęło kolejne pismo w tej sprawie, w którym prawnicy PLL LOT ponownie domagają się usunięcia spornego materiału w ramach zażalenia, kwestionując argumenty pozwanych dotyczące m.in wolności słowa i prawa do krytyki.
Oczywistym celem działań PLL LOT jest zamknięcie ust krytykom tak, aby każdy, kto krytykuje działania narodowego przewoźnika lotniczego, bał się procesu. Dzieje się tak w czasie, gdy wyszło na jaw wiele patologii w funkcjonowaniu firmy, a głosy krytyczne zostały potwierdzone między innymi wnioskami Państwowej Inspekcji Pracy. Kilka dni temu sąd okręgowy nakazał też zapłacić firmie 25 tys. za bezprawne zwolnienie Moniki Żelazik. Trwa postępowanie związane z funkcjonowaniem spółek córek PLL LOT – LOT CREW i LOT CABIN CREW, które zdaniem PIP są niezarejestrowanymi agencjami zatrudnienia. Zamiast pozywać krytyków, PLL LOT powinny zadbać o wyższą jakość usług i przestrzeganie praw pracowniczych.

 

 

„Trójki” precz!

 

Otwarte Klatki naciskają na hotele, by nie wspierały chowu klatkowego:

Marriott, który jest obecnie największą na świecie firmą hotelarską, wydał w 2013 roku oficjalne oświadczenie o całkowitej rezygnacji z jaj klatkowych do końca 2015 roku. Niestety pomimo faktu, że wycofywanie się ze wspierania hodowli klatkowej jest obecnie ogólnie przyjętym standardem jakości, Marriott nie wywiązał się ze swojej deklaracji. Setki firm na całym świecie odcinają się od hodowli klatkowej, a konsumenci coraz częściej zwracają uwagę na podejście danej firmy do kwestii dobrostanu zwierząt przy podejmowaniu codziennych wyborów zakupowych.