150 rocznia utworzenia Komuny Paryskiej „Szturmem chcieli zdobyć niebo…”

Komuna Paryska – pierwszy w dziejach rewolucyjny rząd proletariatu – działała od 18 marca do 28 maja 1871 r. 72 dni jej istnienia były poprzedzone wrzeniem rewolucyjnym nie tylko w stolicy Francji, ale w całym tym kraju.

Wrzenie to zapoczątkował w 1869 r. – obejmujący prawie cały Basen Loary – strajk górników, walczących o 8-godzinny dzień pracy. Splot następujących po tym wydarzeń (zwłaszcza wojna francusko-pruska) doprowadził do wybuchu 4 września 1870 r. w Paryżu rewolucji. W jej efekcie, zdetronizowano Napoleona III (tym samym nastąpił formalny kres II Cesarstwa) i proklamowano III Republikę z reprezentującym interesy burżuazji Rządem Obrony Narodowej na czele.

5 września 1870 r. – dzień po proklamowaniu Republiki – ludzie awangardy rewolucyjnej, „pragnąc – jak to skonstatował Lissagaray (autor monumentalnego dzieła Historia Komuny Paryskiej 1871) – scentralizować siły partii* czynu do obrony i zachowania Republiki zaproponowali na zebraniach publicznych, aby każdy okręg Paryża naznaczył swój komitet czujności, który by kontrolował merów i przyjmował reklamację. Każdy komitet miał mianować czterech delegatów; razem stanowiliby oni Komitet Centralny dwudziestu okręgów. Ten nie dość sprecyzowany – pisze dalej Lissagaray – system wyborów dał komitet, który składał się z robotników, urzędników, pisarzy znanych z udziału w ruchach rewolucyjnych i zebraniach ostatnich lat”. Komitet Centralny był ciałem wybranym z gwardii narodowej. Ukonstytuowany 24 lutego 1871 r., miał za zadanie czuwać nad bezpieczeństwem Paryża i dawać odpór tym intrygom monarchicznym, które występowały w łonie rządu i mogły w danym razie zburzyć republikę przez lud paryski 4 września ogłoszoną.
15 września Komitet Centralny ogłosił manifest z żądaniem: „wyborów do władz miejskich, przejęcia przez te władze policji, wybieralności i odpowiedzialności wszystkich urzędników, całkowitej wolności prasy, zebrań i stowarzyszeń, konfiskaty wszystkich artykułów pierwszej potrzeby i ich racjonowania, uzbrojenia wszystkich obywateli, rozesłania komisarzy, którzy by postawili prowincję na nogi”. Według Lissagaraya, „w żądaniach tych nie było nic niezgodnego z prawem”.

Żądania te zaczęto realizować w pełni dopiero pół roku później po utworzeniu i ukonstytuowaniu się Komuny Paryskiej. Należy przy tym zważyć fakt, że obie rewolucje tj. jedna z 4 września 1870 r., a druga rozpoczęta 18 marca 1871 r., naznaczone były piętnem wojny; a prawa wojny często są odmienne od praw pokoju.

W tym miejscu zrodziła się we mnie refleksja, dotycząca osób, które z zasady krytycznie odnoszą się do rewolucji, zwłaszcza dokonywanych pod czerwonym sztandarem. Osoby te dość często używają argumentu, że nikt nie ma prawa narzucać swej woli innym ludziom, jeżeli jest to sprzeczne z ich wolą. Teoretycznie całkowicie mają rację. Jakże, jednak wiele z tych, tak pięknie myślących osób używa w kontaktach międzyludzkich – nie zauważając tego – przemocy nawet ponad miarę. „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? (Mt. 7,3)
Oceniając działania ludzi w przeszłości warto zastanowić się czy, gdybyśmy się znaleźli w podobnie dramatycznych okolicznościach jak oni, potrafilibyśmy postąpić inaczej. Sytuację przed, w trakcie i po upadku Komuny Paryskiej 1871 roku, warto przeanalizować nie tylko w aspekcie walki pomiędzy antagonistycznymi ugrupowaniami ludzkimi, ale jeszcze bardziej wewnętrznej walki jaką poszczególni bohaterowie tego dramatu prowadzili sami ze sobą.

W poprzednim odcinku niniejszego cyklu pozwoliłem sobie na porównanie prosperity za rządów Napoleona III we Francji z dynamicznym wzrostem gospodarczym za tzw. gierkowskich czasów w Polsce. Zarówno w jednym jak i drugim przypadku sytuacja nie była idealna, ale po dramatycznych wydarzeniach kończących te w miarę spokojne okresy egzystencji narodu francuskiego i polskiego, doszło do gwałtownego wzrostu antagonizmów społecznych. Nie w sposób, nie zauważyć, że po zwycięstwie ruchu Solidarność w roku 1981, a jeszcze bardziej po wyborach w 1989 r., paradoksalnie zniknęła dotychczasowa solidarność w naszym narodzie. Dobrze, że powstał system wielopartyjny, bardzo źle, że od wielu lat wśród Polaków wzrasta poziom wzajemnych nienawiści (wg mojej oceny w okresie PRL-u zjawisko to występowało bardzo rzadko i natychmiast w wyniku reakcji nie tylko władz ale jeszcze bardziej sił społecznych było likwidowane w zarodku). Na szczęście żyjemy w czasie pokojowym i w sposób pokojowy udaje się nam rozwiązywać pojawiające się konflikty, nie tylko po to, aby się nie powtórzyła, ale jeszcze bardziej, by na wyciągniętych z niej naukach budować lepszą przyszłość.

Zanim powrócę do głównego wątku mojej narracji, pozwolę sobie na jeszcze jedną dygresję: otóż 46 lat po upadku Komuny Paryskiej doszło poniekąd do powtórki scenariusza wydarzeń; tylko, że nie we Francji, lecz w Rosji. Tak jak Rewolucja 4 września 1870 w Paryżu poprzedziła Komunę Paryską 1871 roku, tak następstwem Rewolucji Lutowej 1917 roku w Piotrogrodzie, była w tym samym roku i tym samym mieście Rewolucja Październikowa. Ta ostania była wygrana, między innymi dzięki temu, że jej twórcy z Włodzimierzem Leninem wyciągnęli wnioski z błędów i doświadczeń rewolucjonistów francuskich sprzed blisko półwieku i kierowali się wskazaniami, Marksa, który zawczasu z ubolewaniem przewidział klęskę „dyktatury proletariatu” w wydaniu Komuny Paryskiej.

Aczkolwiek Karol Marks był duszą I Międzynarodówki i jej głównym teoretykiem, to organizacja ta pozostała luźną do końca swego istnienia. Praktycznie miała bardzo znikomy wpływ decyzyjny na działania rewolucjonistów francuskich. Powstały we wrześniu 1870 roku Komitet Centralny dwudziestu okręgów Paryża, chociaż korzystał z sali Międzynarodówki i Federacji Izb Robotniczych, nie był organem tych organizacji. Izby zawiesiły swe prace, wojna bowiem i służba w gwardii narodowej oderwała je od dotychczasowych prac. Natomiast część działaczy zawodowych i członków Międzynarodówki weszła do komitetów czujności i Komitetu Centralnego. Trzeba zaznaczyć, że francuskie sekcje I Międzynarodówki w większości były opanowane przez osoby mające często odmienne zdanie niż Marks. Dominowali wśród nich zwolennicy Louisa Auguste Blanqui (blankiści), Pierre Josepha Proudhona (proudhoniści), Michała Bakunina (anarchiści).

Bakunin – rosyjski rewolucjonista wstąpił do Międzynarodówki pod koniec 1868 roku, mając nadzieję, że przy jej pomocy wznieci ogólnoświatową rewolucję. W niedługi czas po tym założył własną organizację. Alians Demokracji Socjalistycznej. Natarczywie przy tym domagał się od Rady Generalnej przyjęcia Aliansu do Międzynarodówki w charakterze samodzielnej organizacji. Rada Generalna nie zgodziła się na to i zażądała rozwiązania Aliansu. Bakunin pozornie podporządkował się tej decyzji, potajemnie jednak zachował swą organizację, choć aliansiści stali się członkami Międzynarodówki.

Jak tylko doszła go wieść o kapitulacji Napoleona III pod Sedanem (2 września 1870 r.) napisał obszerny list do sekcji Aliansu w Lyonie, wzywając do energicznego działania i ofiarowując swe usługi. Po zebraniu odpowiedniej sumy pieniędzy, wyruszył w podróż. 15 września był już w Lyonie. Dwa dni później został tu założony, według jego myśli, Komitet Ocalenia Francji, złożony z aliansistów. „W głowie mi się mąci – pisał Bakunin w liście do jednego ze swych rosyjskich przyjaciół, tak dużo tu roboty. Tu prawdziwej rewolucji jeszcze nie ma, lecz będzie i wszystko przygotowuje się i robi dla rzeczywistej rewolucji. Stawiam na kartę wszystko. Spodziewam się tryumfu”.

26 września na tłumnym wiecu w Lyonie postanowiono założyć Federację Rewolucyjną Gmin Rzeczypospolitej Francuskiej. Wywieszono plakaty z ułożoną przez Bakunina proklamacją: „Stan opłakany, w jakim znajduje się kraj, niemoc władz urzędowych i indyferentyzm klas uprzywilejowanych zaprowadziły naród francuski na kraniec zguby (…)
Jeżeli lud rewolucyjnie zorganizowany, nie pośpieszy z czynem, to przyszłość jego zginęła, wszystko zginęło. Zważywszy rozmiary niebezpieczeństwa i biorąc pod uwagę, że nie można odkładać ani na chwilę rozpaczliwego wystąpienia ludu, delegaci sfederowanych Komitetów Ocalenia Francji, łącznie z Komitetem Centralnym, proponują przyjęcie następującej uchwały:                                                                                                 I. Machina administracyjna i rządowa państwa, które stało się bezsilne, kasuje się. Naród francuski powraca do pełni swych praw”.

W dalszych punktach proklamacji oznajmiano, że „zawieszeniu ulegają sądy karne i cywilne, kasuje się płatność podatków i hipotek(…)”, że „wszystkie organizacje samorządowe zastąpione zostają przez komitety ocalenia publicznego ocalenia, które znajdować się będą pod bezpośrednią kontrolą ludu.” Proklamacja kończyła się wezwaniem ludu „do broni!” i szeregiem podpisów łącznie z podpisem Bakunina.

Można się domyśleć, że pod wpływem liońskich towarzyszy tekst odezwy był mimo wszystko został stonowany. Nawet najradykalniejsi spośród nich, nie mogli się zgodzić na głoszoną przez Bakunina teorię rozpętania wszystkich złych instynktów i namiętności wśród ludu i wywołania chwilowej anarchii jako najskuteczniejszego środka rewolucyjnego. Od wielu lat przewidywał, że „świat podzieli się niechybnie na dwa obozy, obóz nowego życia i obóz dawnych przywilejów i że między tymi dwoma przeciwnymi obozami, utworzonymi, jak w czasie wojen religijnych, nie przez wieź narodową, lecz przez wspólność interesów, będzie musiała wybuchnąć wojna mordercza, bez pardonu i wytchnienia”.

Do Lyonu przyjechał z dwoma młodymi zagorzałymi zwolennikami swoich teorii, Rosjaninem Ozierowem i Polakiem Lenkiewiczem. Gdy jeden z nich zaczął głosić pogląd, że „tylko podpalenie, trucizna i sztylet mogą coś zdziałać” liońscy towarzysze potraktowali to oświadczenie z chłodem.
Bakunin starał się przekonać swych liońskich adeptów, że do rewolucyjnego zrywu można doprowadzić chłopów i robotników poprzez rozbudzanie w nich nienawiści do wyzyskiwaczy. Posługiwał się między innymi taką argumentacją: „Żebyście umieli przemówić do tych ukrytych pasji, które są ujarzmione przez żandarmów, przez prawo i armię i tchórzostwo; zadajcie pierwszy cios; nie tylko odważcie się, ale również nie wyzbądźcie się upartej nienawiści a zobaczycie, jak rewolucja wybuchnie nie tylko na wsi, ale i w miastach”.

Metod ani poglądów Bakunina nie akceptowała większość członków Międzynarodówki. W 1872 r. po ostrym konflikcie z Marksem został z niej usunięty. Stałoby się to wcześniej, gdyby nie wybuch wojny francusko-pruskiej w roku 1870. Odroczono wtedy kongres Międzynarodówki z powodu niemożności przybycia nań delegatów francuskich i niemieckich.
Ani rewolucja ani dyktatura proletariatu nie były dla Marksa celem samym w sobie, tylko jednym z środków do tego – jak pisał razem z Engelsem w Manifeście Komunistycznym – by „miejsce dawnego społeczeństwa burżuazyjnego z jego klasami i przeciwieństwami klasowymi zaj[ęło] zrzeszenie, w którym swobodny rozwój każdego jest warunkiem swobodnego rozwoju wszystkich”.

Rada Generalna Międzynarodówki – której Marks był duszą i ciałem – 9 września 1870 (pięć dni po wybuchu rewolucji w Paryżu) wydała odezwę antywojenną, z apelem do robotników niemieckich i innych krajów, by przeciwstawili się aneksji Alzacji i Lotaryngii przez Prusy, równocześnie ostrzegała władców tego państwa, że jeżeli będą dążyć do „zagrabienia części terytorium francuskiego”, to doprowadzą do wybuchu wojny ogólnoeuropejskiej.

Rada Generalna domagając się od Prus uznania republiki francuskiej i zawarcia z nią pokoju na godziwych warunkach, przestrzegała francuskich rewolucjonistów przed podejmowaniem pochopnych działań przeciwko swojemu rządowi: „Wszelka próba obalenia nowego rządu – głosiła odezwa Rady Generalnej – w okresie obecnego kryzysu, gdy wróg już prawie dobija się do bram Paryża byłaby rozpaczliwym szaleństwem”. Odezwa doradzała robotnikom, by w walce o sprawiedliwość społeczną korzystali z nowych doświadczeń, by starali się „nie powracać do przeszłości, lecz budować przyszłość”.

Cała zaś działalność Bakunina wszystkie przygotowania jego, organizacyjne i programowe koncentrowały się na upartym dążeniu do sprowokowania wybuchu rewolucji w jednym kraju a następnie na szybkim jej rozszerzeniu się na całą Europę.

Dla tego „podpalacza Europy” – jak nazwano Bakunina – najważniejszy był aspekt niszczycielski. Z lubością niejednokrotnie powtarzał przez siebie stworzony aforyzm: „Radość niszczenia jest zarazem radością tworzenia”. Często też głosił pogląd, że rewolucjoniści powinni postępować energiczniej i mieć więcej diabła w ciele. Aż włos się jeży, gdy się czyta jego zredagowany wspólnie z Nieczajewem (istnieje pogląd, że wyłącznym autorem tego dokumentu był Bakunin, a Nieczajew go tylko rozpowszechniał) Katechizm rewolucjonisty. Oto jego fragmenty:
„Rewolucjonista zrywa wszelki związek ze światem cywilizowanym, jeśli obcuje z nim, to tylko dlatego, by go zniszczyć(…). Rewolucjonista gardzi opinią publiczną, gardzi obecną moralnością społeczną, nienawidzi jej we wszystkich przejawach. Moralne dla rewolucjonisty powinno być to, co współdziała z rewolucją, niemoralne i przestępcze to, co jej zawadza. Wszelkie roztkliwiające człowieka uczucia: pokrewieństwa, przyjaźni, miłości, wdzięczności, a nawet uczciwości powinny ustąpić. Jedynym marzeniem rewolucjonisty jest niszczenie bez miłosierdzia i litości”.

28 września 1870 r. wybuchła rewolucja w Lyonie. Jej przebieg, według opisu historyka Jana Kucharzewskiego wyglądał następująco:
„Od ranka 28 września rozpoczęto agitację w warsztatach narodowych. Tłum parotysięczny (na którego czele), z czerwonymi sztandarami przybył na plac przez Radą Miejską. Jednocześnie rozesłano agitatorów do oddziałów Gwardii Narodowej, aby ją przeciągnąć na stronę rewolucji socjalnej. Część manifestantów, a w ich liczbie Bakunin, przedostała się do wnętrza Rady Miejskiej. Saigenes wygłosił z balkonu przemówienie rewolucyjne do tłumu i ogłosił generała Cluseret głównodowodzącym sfederowanych armii rewolucyjnych Francji południowej. Tymczasem do ratusza przybył mer Lyonu Hénon i, zobaczywszy ogromną postać Bakunina, perorującego w wielkiej sali, kazał go aresztować. (…) Wtem tłum z placu wtargnął do ratusza i zawładnął gmachem, Cluseret i Bakunin byli wolni (…) Komitet Ocalenia Francji był na chwilę panem położenia. Lecz wkrótce stan rzeczy uległ zmianie, wśród insurgentów nie było ani jedności, ani planu działania, tłumy bynajmniej nie były skłonne do krwawych i stanowczych czynów, jakich domagała się odezwa bakuninowska. Złe namiętności, do których radzi apelować Bakunin, nie zostały rozkiełzane, tłum nie wiedział dobrze, co ma robić. Wznoszono okrzyki: Niech żyje rzeczypospolita! Wojna z Prusakami! Tymczasem na placu przed ratuszem zaczęły gromadzić się coraz liczniejsze oddziały Gwardii Narodowej. Tłum bez walki ustępował z placu; członkowie Komitetu Ocalenia pod wieczór zaczęli nieznacznie opuszczać gmach ratusza. Bakunin stwierdził, że Francuzi liońscy nie mają diabła w ciele. Na drugi dzień umknął z Lyonu do Marsylii. cdn.

*Z dalszego ciągu relacji Lissagaraya wynika, że sformułowania „siły partii”, użył mając na myśli członków Międzynarodówki i działaczy Federacji Izb Robotniczych.