Nie wkurzaj mnie, bo zamówię u LGBT zniszczenie Twojej rodziny

20 lipca 2019 przez Białystok przeszedł marsz dewiantów. To nachalna, agresywna propaganda, która próbuje wedrzeć się do naszych domostw i zburzyć wielowiekową tradycję szacunku i godności, na której opiera się europejska cywilizacja. Ekscesy marszu nienormalnych przeszły najśmielsze oczekiwania. Po drugiej stronie szedł zaś Marsz Równości. Na starcie marszu pojawili się „kibice” skandujący agresywne i wulgarne hasła. Poleciały petardy, race, kamienie, butelki. Takie owoce przynosi kościelna nagonka na osoby LGBT.
Orientacja seksualna nie jest przedmiotem wyboru, zaś nienawiść – już tak. Nienawiść nie jest właściwie nawet poglądem – jest aktem agresji, wymierzonym w świat; jest antyspołeczna, antyhumanistyczna, antyludzka. Rzucanie petard, rac, kamieni, wyzwisk, butelek i innych przedmiotów w stronę uczestników białostockiego Marszu Równości to efekt wielu lat polityki nienawiści uprawianej przez polski kościół katolicki i prawicowe ugrupowania polityczne. Homofobiczna przemoc to też efekt zakazywania marszów przez prezydentów z Platformy Obywatelskiej. Tego, że przez 8 lat PO nie wprowadziła nawet związków partnerskich, że głaskała hierarchów kościelnych po głowach.
Nie istnieje coś takiego jak „ideologia LGBT”. O prawa LGBT upominają się ludzie należący do różnych grup społecznych i o różnych poglądach. Nie oferują całościowego, pożądanego obrazu świata, a jedynie upominają się o prawa jednostek, w ramach istniejącego porządku. Ci, którzy szczują przeciwko „ideologii LGBT” albo usprawiedliwiają szczucie – czy to z sejmowej trybuny, w mediach czy z ambony – są współwinni tym odrażającym aktom agresji z Białegostoku. Wyzwiska i groźby. Oplucia. Pobicia. Obrzucanie śmieciami, kamieniami, petardami i jajkami. Oblewanie moczem z butelek. To wszystko stało się ludziom z krwi i kości – osobom LGBT i ich sojusznikom, a nie żadnej „ideologii”. Bici byli geje, lesbijki, osoby niebinarne. Marsz był Marszem Równości. A przemoc – skutkiem homofobii, którą nie mniej niż propaganda PiS i Kościoła, zasila brak odwagi centrowych polityków do nazywania rzeczy po imieniu, którzy mówią, że z homoseksualizmem „nie należy się obnosić”.
Od kilku dni polska opinia publiczna zelektryzowana była słynnymi wlepkami Gazety Polskiej „Strefa Wolna od LGBT”. W ten sposób finansowana przez rząd, prawicowa gadzinówka nawiązała do tradycji ruchów politycznych, w roli których spadkobierców polska prawica się obsadziła już kilka lat temu – faszystów, narodowych socjalistów i innych grup ksenofobicznych i homofobicznych. Redaktor Sakiewicz widocznie uznał, że tak, jak w okresie okupacji niemieckiej istniały strefy tylko dla Niemców, oraz strefy „Judenfrei” (wolne od Żydów), tak analogiczne rozwiązania są dlań pożądane i teraz, i nie ma co specjalnie kryć się z nazistowskimi źródłami inspiracji polskiej prawicy. Pikanterii sprawie dodaje fakt, iż Gazeta Polska dopuściła się plagiatu naklejek wyprodukowanych wcześniej w Londynie przez fundamentalistyczne organizacje radykalnego islamu w 2011 roku. Haniebna akcja „Strefa wolna od LGBT” pokazuje, że są Polacy niemogący znieść wokół siebie czyichś odmiennych poglądów na życie i miłość – muszą usunąć te poglądy i ludzi ich głoszących ze wspólnoty. To myślenie faszystowskie w czystej postaci.
Kościół widząc ataki na osoby nieheteronormatywne i nie zabierając głosu, zachowuje się tak, jak ci, którzy widząc zło, odwracają się od niego plecami. Lecz biskupi właśnie to zło wzniecają. Strefy wolne od LGBT to praktyczna realizacja ich nienawistnej, katolickiej ideologii. Zatem żyjemy w państwie, w którym za założenie koszulki „Konstytucja” na pomniku Lecha Kaczyńskiego otrzymuje się zarzut znieważenia pomnika, a policja puka do Twoich drzwi o 6:00 rano, a za zrobienie grafiki, z Matką Boską z tęczową aureolą – dochodzi do zatrzymania Elżbiety
Podleśnej z podejrzeniem o profanację; jednakże czym jest pobicie uczestników Marszu Równości? Aktem patriotycznym wspartym różańcem.
Konserwatywny radykalizm jest niebezpieczny w każdej formie. Na ulicach Białegostoku zobaczyliśmy jaką Polskę proponuje nam prawica. Nie ma istotnościowej różnicy pomiędzy terrorystami z Al-Kaidy, działaczami partii nazistowskiej i SS-mannami, fundamentalistami katolickimi, odpowiedzialnymi za liczne, brutalne zamachy przedstawicielami radykalnego chrześcijaństwa czy politykami PiS, pod których polityczną kuratelą wstecznictwo podnosi łeb coraz wyżej. Polska prawica próbuje wejść w buty niespełnionego malarza z Austrii. Białystok pokazał światu, że jest europejską stolicą nazioli, hołoty i bydła. Kaczyński powinien przenieść tam swój rząd i dwór. Bandyterka poniżająca kobiety i plująca na innych jest przejawem wsparcia i osłony przez PiS i kościół. To przyzwolenie na najdziksze instynkty. To nie państwo, to szariat prymitywnego katolicyzmu w interesie PiS. Niestety, sytuacja nie wygląda znacznie lepiej po stronie Platformy Obywatelskiej, w której wciąż znajduje się miejsce dla konserwatywnych fundamentalistów, takich jak Roman Giertych, Michał Kamiński czy Antoni Mężydło.
Przed kilkoma laty rozmawiałem z moim niemal 90-letnim wtedy pradziadkiem, który walczył podczas II Wojny Światowej i był partyzantem Armii Krajowej. Nigdy nie przeszkadzały mu tęczowe flagi, nie chciał zamykać osób nieheteronormatywnych w gettach LGBT. Powiedział jednakże, że walczył za to, by w Polsce już nigdy nie było segregacji społecznej ani nazizmu. Ludzie walczący za Polskę oddawali za nią życie, by każdy w naszym kraju mógł być kim tylko chce. Polacy bronili narodowości żydowskiej, a gdyby osoba, która wtedy oddała życie za osobę tej narodowości, zobaczyła co teraz robią Polacy, byłaby zrozpaczona.
Tymczasem prawicowi publicyści pokroju Rafała Ziemkiewicza, swoim gadaniem o „prowokacji” wybielają bandziorów, którzy skopali przypadkowego nastolatka, pobili kobietę. Tylko czekać, jak komuś rozwalą czaszkę. Przecież to Abp Wojda podżegał do przemocy krzycząc „Non possumus – nie możemy się na to zgodzić!” Ponosicie pełną moralność odpowiedzialność za krzywdę osób, które bito i opluwano w czasie pokojowego marszu. Tak się kończy szczucie na drugiego człowieka. Dzisiaj Bóg patronuje instytucji globalnie chroniącej pedofilów i szerzącej nienawiść, w czasach biblijnych był patronem zabójców i krwawych mścicieli (Ez 9,5-7). Niemoralna religia tłumaczy jedno i drugie. Nieszczęściem jest to, że wielu ludzi wierzy w te wyjaśnienia.
Brawa dla społeczności LGBTQ, mieszkańców Białegostoku, sojuszników z całej Polski, obywateli, organizatorów i aktywistów, którzy głośno i jednoznacznie upominają się o swoje prawa. Wasza odwaga w obliczu niebezpiecznego fanatyzmu katolickiego jest inspirująca. Idziecie mimo kamieni, rac i wyzwisk. Zmieniacie Polskę na lepsze.

Zakazany komunizm

Tymczasem przez polski sejm przeszła właśnie nowelizacja art. 256 kk. dzięki której komunizm oficjalnie stanie się na równi nielegalny z faszyzmem.

Do tego prezentowanie, przesyłanie, czy nawet posiadanie np. dzieł Marksa, flagi z Che Guevarą, czy książki Róży Luksemburg będzie karane na równi z rozpowszechnianiem Mein Kampf.
Polska będzie teraz ciemnogrodzkim wyjątkiem na skalę świata, gdzie za Kapitał Marksa albo książki Althussera możesz iść do więzienia jeśli ziobrowym prokuratorom tylko się zechce. Cenzura zrównująca wolnościowy projekt komunistyczny i refleksję nad nim z hitleryzmem to efekt ipnowskiej, prawicowej manii. Na skalę Europy, gdzie w parlamencie zasiadają komuniści, i całego świata jest to po prostu obciach i kompromitujący wstyd.
Cel PiSu jest zasadniczo bardzo prosty: kryminalizacja komunizmu, marksizmu i okolic oraz zastraszanie środowisk politycznych, a także naukowych, które choćby podejmują marksistowską problematykę w ramach swoich badań (patrz też: wysyłanie policji na konferencję). Obrona nacjonalizmu i brunatnego kapitalizmu tego po prostu wymaga. Jest to też oczywiście zemsta za nieudaną pisowską dekomunizację.
Wzywam jednocześnie wszystkich do udostępniania tej informacji i przygotowania się do stawienia tej zmianie jak najskuteczniejszego oporu.
Zaskarżenie do Strasburga to minimum na które trzeba się zdobyć. Działacze partii i inni też niech uaktywnią się w tej sprawie. Wszystko co na lewo od Wiosny jest w tym momencie w stanie obiektywnego zagrożenia. Jeśli myślicie, że to was nie dotyczy to wiedzcie, że za koszulkę z Che, Allende, Różą Luksemburg, Leninem, Marksem, czerwoną gwiazdę albo czerwoną flagę gdziekolwiek w domu będziecie się odtąd tłumaczyli policji albo prokuraturze, która w każdej chwili będzie miała podstawy by wparować do domu każdego lewicowca. Wystarczy, że wyślecie komuś fragment pracy Marksa meilem.
Mokre sny ludzi z redwatcha właśnie się spełniają.

Czynnik epsilon

…czyli PiS na krawędzi.

Ponad rok temu, w listopadzie 2017 roku, w tekście „Rządy PiS obali wstrząs moralny” poddałem w wątpliwość prognozy tych obserwatorów sceny politycznej, którzy w ocenie perspektyw tych rządów kierowali się niemal wyłącznie rolą płasko pojętego czynnika ekonomicznego. Ich argumentacja brzmiała z grubsza biorąc tak: „Dopóki jest dobra sytuacja gospodarcza, dopóki PiS rozdaje 500 plus i poszerza rozmaite formy świadczeń socjalnych, dopóki jest małe bezrobocie i mamy do czynienia z generalnym, choćby nawet niewygórowanym, wzrostem wynagrodzeń, słowem – dopóki rośnie konsumpcja, władza PiS nie tylko nie jest zagrożona, ale także rokowania na przyszłość są dla niej pomyślne, a łamanie konstytucji i naruszanie praw obywatelskich nie ma znaczenia dla szerokich kręgów ich wyborców”.
Nie zdarzyło mi się natomiast, by ktokolwiek z moich licznych rozmówców na tematy polityczne – zapytany przeze mnie o to, czy i gdzie upatruje potencjalnych źródeł osłabienia w przyszłości notowań PiS i rządu, a w dalszej konsekwencji utraty władzy przez reżym – postrzegał te przyczyny w czynnikach innych niż ekonomiczne. Byłem więc osamotniony w mojej intuicji, bo tylko do takiej rangi mogły aspirować moje prognozy. Intuicja ta jednak podpowiadała mi, że władzę PiS obali w przyszłości – przepraszam za nieco szumne sformułowania – wstrząs moralno-ideowy”.

Czynnik „epsylon”…

Wspomniany tekst konkludowałem taką prognozą: „I wtedy zdarzy się coś, co dziś poruszyłoby niewielu, ale co w nowych warunkach psychologicznych, w zestawieniu z innymi czynnikami, będzie niczym „wystrzał armatni pośród ciemnej nocy”, że użyję słów XIX-wiecznego, antycarskiego dysydenta rosyjskiego Piotra Czaadajewa. Co będzie tym strzałem i kiedy nastąpi, nie wiem. Ale on nastąpi. I nie będzie to ponowne pojawienie się Cugier-Kotki”. Nie dodałem tylko, że ów potencjalny wstrząs moralny można określić jako czynnik „epsylon”, grecką literę, którą zwykło się oznaczać niespodziewany, nieprzewidywany, zaskakujący czynnik losowy, przekreślający zaplanowany, zwyczajowy i przewidywany bieg zdarzeń i kierujące nim zazwyczaj prawidłowości. Mord na prezydencie Gdańska Pawle Adamowiczu sprawił, że powróciłem do tamtego tekstu. Prognozowanie polityczne jest zajęciem obciążonym dużym ryzykiem błędu. Nie jest to może aż wróżenie z fusów, kart czy wróżbiarstwo w ogóle, ale po prawdzie aż tak bardzo nie jest od tej specjalności odległe. I to pomimo istnienia instrumentu, jakim są wyniki sondażowych badań opinii publicznej. Oto bowiem wyniki badania poparcia dla sił politycznych przeprowadzone już po zabójstwie Adamowicza, przeprowadzone przez pracownię Kantar Milward Brown, a ogłoszone 17.01.2019, pokazały następujący wynik: PiS – 30 proc., KO – 25 proc., Biedroń – 8 proc., a ogólny wynik anty-PiS (KO, Biedroń, PSL, SLD, Razem) kontra PiS ukształtował się w relacji 43 proc. do 30 proc.. Rządowe CBOS natychmiast zareagowało wynikiem „przykrywkowym”, wedle którego PiS ma poparcie na poziomie 39 proc., KO – 22 proc., a Kukiz ‘15 – 7 proc., a Biedronia nie ma w tym badaniu ogóle, tak jak w badaniu KMB nie ma na trzecim miejscu Kukiza. Co prawda już sama ta „zamiana miejsc” nakazuje nieufność w stosunku do wartości diagnostycznej obu wyników, ale mimo wszystko na więcej zaufania zasługuje niezależna pracownia KMB niż wprost podporządkowane rządowi CBOS. Zważywszy zatem, że wynik KMB zdaje się wskazywać na znaczący spadek notowań PiS (Zjednoczonej Prawicy) oraz powiększenie i utwierdzenie przewagi nad nią ze strony formacji opozycyjnych, należy się uważnie przyglądać tendencji w kolejnych wynikach badań ogłaszanych przez tę pracownię. Mimo tego sondażowego zamętu i nikłej na ogół – spowodowanej głównie błędami metodologicznym, co stale podkreśla prof. Radosław Markowski – wartości wyników sondażowych badań, powinnością publicysty politycznego nie jest rozkładanie rąk w geście bezradności, lecz robienie swego i nie ustawanie w próbach rozszyfrowywania znaków czasu dotyczących nie tylko dnia bieżącego, lecz najbliższej choćby przyszłości. Idąc za tym, samemu sobie podsuniętym wskazaniem, spróbuję taką prognozę sformułować, choćby w trybie ćwiczenia umysłowego.
Wydaje się, że przywołany wcześniej hipotetyczny „wstrząs moralny” właśnie zaczął się dokonywać i jest on rezultatem tragedii gdańskiej z niedzieli 13 stycznia 2019 roku. Prognozę tę wysnuwam z następujących przesłanek. Po pierwsze, ogromne znaczenie ma fakt, że mord na Pawle Adamowiczu został dokonany w momencie euforycznej kulminacji finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, ukochanej przez miliony Polaków, z najrozmaitszych warstw społecznych i z wszystkich generacji, od dzieci po osoby w wieku podeszłym. Gdyby prezydent Gdańska został zabity w inny dowolny, powszedni dzień, w swoim gabinecie czy na ulicy, wydźwięk tego tragicznego zdarzenia byłby, jakkolwiek drastycznie to zabrzmi, znacząco słabszy. Morderca ugodził jednak jednocześnie, symbolicznie, w idola milionów Polaków, Jurka Owsiaka i w ich ukochaną Orkiestrę. Jeśli ten fakt dotrze w pełni do ich świadomości, a to się jeszcze do końca nie stało, od PiS może odwrócić się co najmniej tylu dawnych zwolenników, ilu będzie im brakowało do znaczącej wygranej, a być może nawet tylu, ilu będzie potrzebnych, by utrzymać pierwsze miejsce na podium. A jednocześnie gdański wstrząs przysporzy PiS wrogów pośród tych, którzy dotąd nie chodzili na wybory, ale którzy z całego serca, gorącym sentymentem przywiązani są do Orkiestry, tego wehikułu polskiej dobroczynności. Wielu ludzi być może po raz pierwszy uświadomi sobie niszczycielską siłę PiS, to, że tam, gdzie PiS się pojawia, zaraz pojawia się też nieszczęście. W ich umysłach może pojawić się, niekoniecznie świadomie, a raczej na ogół podświadomie, imperatyw, by zerwać ten fatalny pas transmisyjny zła i cierpienia. Podobna intuicja już się w kręgach bliskich PiS pojawiła. Publicysta radykalnie propisowskiego tygodnika braci Karnowskich „Sieci” i portalu w polityce.pl Marcin Fijołek stwierdził, że „narasta przekonanie iż tragedia w Gdańsku rozstrzygnęła wynik cyklu wyborczego, a przede wszystkim wyborów parlamentarnych”. Jacek Karnowski, który tę uwagę Fijołka przywołał, konstatuje to tak: „Jeśli PiS zaakceptuje ten postulat, choćby milcząco, choćby w nadziei, że to tylko na jakiś czas, przegra. Nie da się bowiem utrzymać władzy nie prezentując własnej opowieści o Polsce, zarówno w odniesieniu do przeszłości, jak i teraźniejszości czy przyszłości”.

… i inne czynniki

Po drugie, sam wspomniany czynnik „epyslon” nie byłby wystarczający, gdyby nie inne: a) znaczące słabnięcie oddziaływania 500 plus, głównego zwornika wyborczego poparcia dla PiS, b) bardzo powolne, ale stałe słabnięcie tej partii od zeszłej jesieni, c) narastające wewnętrzne konflikty grupowe i personalne oraz sprzeczności natury ideologiczno-światopoglądowej, w tym w szczególności rozczarowanie oportunistyczną i defensywną, a nawet tchórzliwą, w oczach antyaborcyjnych fanatyków spod znaku Radia Maryja czy Kai Godek, polityką PiS, ale także niezadowolenie radykalnych nacjonalistów z defensywnego charakteru tej polityki ( m.in. wycofanie się z nowelizacji ustawy o IPN, zahamowanie „reformy” sądownictwa i przegranie bitwy o Sąd Najwyższy, z której PiS powróciło z „podkulonym ogonem”, d) oddziaływanie psychologiczne filmu „Kler”, który obejrzało ponad 5 milionów widzów i który nadwerężył w oczach milionów widzów autorytet Kościoła kat. głównego sojusznika PiS i całej Zjednoczonej Prawicy, e) bolesna porażka programu „mieszkanie plus” f) blamaż z blokadą podwyżki cen prądu, które rosną mimo grudniowej ustawy rządowej. To tylko część czynników, które nie sprzyjają PiS i jego rządowi. I jeśli jeszcze przed tragedią z 13 stycznia prawdopodobieństwo rozpisania przez PiS przedterminowych wyborów było spore, po tragedii w Gdańsku spadło ono niemal do zera. Organizowanie wyborów w atmosferze poruszenia emocjonalno-moralnego stawiającego PiS co najmniej na cenzurowanym, stworzyłoby dla obozu Kaczyńskiego śmiertelne zagrożenie. Podtrzymując konstytucyjny termin jesienny PiS stwarza sobie przynajmniej nieco większą szansę na to, że obecna gorączka emocjonalna osłabnie, a nastroje się wyciszą, choć opozycja może, i powinna – jakkolwiek by to cynicznie zabrzmiało – je podtrzymywać.

„Epsylon” w rękach opozycji

Nie zamierzam w ten sposób spisywać PiS na straty. Prawdopodobieństwo jego wygranej ciągle jest bardzo duże. Nie mniej jednak, pojawienie się wspomnianego czynnika „epsylon” w postaci tragedii gdańskiej z 13 stycznia 2019, wzmocnionego przez dodatkowe, wymienione wyżej czynniki, przesunęło prawdopodobieństwo wygranej PiS ze względnie bezpiecznej pozycji ze sporym „zapasem” – na krawędź, za którą tylko o milimetry czai się widmo przegranej lub wygranej tylko nominalnej, polegającej na uzyskaniu pierwszego wyniku, jednakże bez możliwości sformowania rządu, nawet w koalicji. I jeśli mimo czynnika „epsylon” i czynników dodatkowych, PiS nadal nie jest na z góry straconej pozycji, to z powodu chronicznej słabości i liberalnej, i ludowej i lewicowej opozycji. Jeśli jej liderzy nie wzniosą się ponad osobiste animozje i ambicje, jeśli nie pójdą do wyborów jednym blokiem przeciw PiS (ZP), to diabli wezmą, zarówno zrządzenie Opatrzności w postaci zesłania przez nią w ręce opozycji czynnika „epsylon”, jak i te czynniki, na które w pocie czoła zapracowali sami obecnie rządzący.