Jak UOKiK uratował Tomaszów?

Coraz częściej widzi się w Polsce ludzi w maskach antysmogowych, lecz noszenie niektórych ich modeli można by sobie darować.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów już po raz drugi sprawdził, czy maski antysmogowe nas chronią. Okazuje się, że chronią – ale raczej marnie.
Fachowo są one nazywane półmaskami filtrującymi, a do kontroli wytypowali je inspektorzy Inspekcji Handlowej w IV kw. 2018 r. Wedle enuncjacji UOKiK, sprawa jest pierwszorzędnej wagi.

Ratunek dla 55 tysięcy

Jak oświadczył Marek Niechciał, prezes UOKiK, Inspekcja Handlowa w Poznaniu znalazła 4 modele półmasek, które chciał wprowadzić na rynek jeden z przedsiębiorców. Sprowadził on z Chin ponad 55 tys. sztuk.
– Zadeklarował , że maski przeszły badania w akredytowanym laboratorium w Unii Europejskiej, jednak jak się okazało, nie miało ono akredytacji do ich testowania. Tymczasem przedsiębiorcy powinni weryfikować, czy laboratoria posiadają akredytację do badania wprowadzanych przez nich produktów, w tym przypadku środków ochrony indywidualnej, którymi są półmaski filtrujące. Sprawdziliśmy te maski i okazało się, że nie spełniają wymagań. Dzięki naszym kontrolom 55 tys. wadliwych masek nie zostanie już sprzedanych konsumentom. Można powiedzieć, że ochroniliśmy wszystkich mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego, które znalazło się na liście najbardziej zanieczyszczonych miast – cieszy się prezes UOKiK Marek Niechciał.
Wprawdzie nie bardzo wiadomo, przed czym miałoby chronić zastąpienie choćby wadliwych masek niczym, ale mniejsza o szczegóły. Ważne, by 55 tys Polaków, nie tylko z Tomaszowa, dowiedziało się, kto tak zadbał o ich zdrowie, a może i życie.

Dobry zwyczaj – nie oddychaj

Jak obszernie wyjaśnia UOKiK, maski zostały pobrane z 13 sklepów budowlanych i hurtowni w 5 województwach. Łącznie kontrolerzy ocenili 21 modeli: 6 tylko pod kątem oznakowania, a 15 wysłano do laboratorium Centralnego Instytutu Ochrony Pracy, który sprawdził, czy spełniają trzy parametry: opór wdechu, przenikanie mgłą oleju parafinowego i przeciek wewnętrzny.
Niestety, efekty okazały się kiepskie. 6 masek miało negatywne wyniki podczas testów w laboratorium, a 11 było źle oznakowanych. W 2017 r., na 10 masek dwie nie przeszły badań.
Czyli, w miarę z nasilaniem się smogu w Polsce, pogarsza się jakość sprzętu mającego przed nim chronić.
Spośród tych sześciu zakwestionowanych masek, cztery nie spełniły jednego parametru, a dwie – aż dwóch.
Testy wykazały, że dwie maski nie przeszły badania na opór wdechu. Dwie kolejne słabo wypadły, gdy sprawdzano odporność na przenikanie mgłą oleju parafinowego. Oznacza to, że zanieczyszczenia w powietrzu łatwo zniszczyłyby filtr.
Ostatnie dwie maski wypadły najgorzej, ponieważ nie spełniły aż dwóch z trzech badanych parametrów. Nie przeszły testów na przenikanie mgłą oleju parafinowego i przeciek wewnętrzny. Inaczej mówiąc, były nieszczelne i miały słaby filtr.
Przedsiębiorca, który wprowadza maski do sprzedaży, musi pamiętać o tym, że powinny być odpowiednio oznakowane i przejść badania w akredytowanym laboratorium na terenie UE. Taka procedura kończy się wystawieniem tzw. deklaracji zgodności. Tymczasem 11 masek było źle oznakowanych.
Brakowało danych producenta lub informacji o tym, czy jest to maska jedno- czy wielorazowa. W 9 przypadkach problematyczna była też deklaracja zgodności – brakowało jej, nie miała wszystkich danych lub została wystawiona przez nieuprawniony podmiot.

Niewiele im grozi

UOKiK nie puści płazem wszystkich tych nieprawidłowości.
Urząd planuje wszcząć 8 postępowań wobec przedsiębiorców, którzy wprowadzili do obrotu te sześć masek, co nie przeszły testów w laboratorium.
Tak samo będzie w przypadku dwóch, które były źle oznakowane, a ich producenci dobrowolnie tego nie poprawili.
Postępowania mogą zakończyć się nakazem wycofania wadliwych masek i powiadomieniem o tym konsumentów.
Zgodnie ze zmianami w prawie, kary finansowe do 100 tys. zł pojawią się, gdy producent lub importer wprowadzili maski niezgodne z wymaganiami na polski rynek po 19 lipca 2018 r. Jeśli wcześniej – można im nakukać.

Istotne litery

Inspekcja Handlowa współpracuje też z organami celnymi i ocenia, czy maski, które przedsiębiorca chce wprowadzić na rynek, mogą przekroczyć polską granicę.
W ubiegłym roku inspektorzy IH wydali trzy negatywne opinie, dzięki którym nie wpuszczono do Polski kolejnych prawie 6 tys. sztuk masek – a więc UOKiK może sobie zaliczyć kolejne miasteczko uratowanych Polaków.
Warto wiedzieć, że kupując maskę antysmogową warto sprawdzić jej oznaczenia. Symbole FFP1, FFP2, FFP3 – to klasa ochrony filtra: najsłabsza to 1, najwyższa – 3.
Ważne są też inne litery. Jeśli NR – to półmaska jednorazowego użytku – nie zakładajmy jej ponownie i nie nośmy dłużej niż 8 godzin. Jeśli R – to jest to półmaska wielokrotnego użytku.
Litera D oznacza zaś, że półmaska pozytywnie przeszła badanie na zatkanie pyłem dolomitowym. Warto ją wybierać, jeśli planuje się przez dłuższy czas pracować w zapylonym pomieszczeniu, na przykład podczas remontu.

Bawcie się bezpiecznie

W tym tygodniu sklepy zabawkarskie zanotują zwiększone obroty. Pieniądze warto jednak wydawać tylko na coś, co na pewno nie zaszkodzi dzieciom.

Niebezpieczne małe elementy, szkodliwe substancje, wata którą dziecko może się zadławić – takie nieprawidłowości wykrywa Inspekcja Handlowa w zabawkach.
Inspekcja Handlowa powinna czuwać nad tym, aby zabawki były bezpieczne. W 2017 r. skontrolowała 3157 zabawek, m.in. pluszaki, lalki, układanki, pojazdy, piłki, instrumenty muzyczne, książeczki. Kontrola odbyła się u 424 przedsiębiorców z całej Polski, którzy prowadzą małe i duże sklepy oraz hurtownie.

Gorzej z bezpieczeństwem

Kontrolerzy zakwestionowali 763 zabawki (24,2 proc.) – zarówno ze względów bezpieczeństwa, jak i z powodów formalnych. To nieznacznie lepiej niż w 2016 r., kiedy odsetek nieprawidłowości wyniósł 26,8 proc.
710 zabawek przeszło badania w laboratoriach UOKiK. W 207 z tych próbek (29,2 proc.) kontrolerzy stwierdzili wady konstrukcyjne albo mieli zastrzeżenia do wykonania lub właściwości chemicznych użytych materiałów.
Inspekcja miała też wiele zastrzeżeń formalnych, na przykład brakowało danych producenta lub importera, niezbędnych ostrzeżeń czy instrukcji.
W efekcie, kontrolerzy zakwestionowali w 2017 r. prawie co czwartą, a w pierwszym kwartale 2018 r. – nawet niemal co trzecią ze sprawdzonych zabawek.
Bieżący rok przyniósł niestety pogorszenie poziomu bezpieczeństwa w branży zabawkarskiej. W pierwszym kwartale tego roku Inspekcja Handlowa sprawdziła 222 zabawki oferowane przez 92 sklepy i hurtownie. Ponad 80 proc. badanych produktów sprowadzono do Polski spoza Unii Europejskiej. Wyniki są niepokojące – inspektorzy mieli zastrzeżenia aż do 30,7 proc. sprawdzonych zabawek.

Zagrożenie dla płodności

Z grzechotek dla niemowląt odpadały małe elementy. Dzieci mogły się nimi zadławić.
Pluszaki i inne zabawki miękkie miały popękane szwy. Malec mógł wyciągnąć ze środka wypełnienie i się nim udławić.
Huśtawki miały zbyt cienkie liny lub nieodpowiednio przymocowane siedzenie i podtrzymujące je węzły mogły się łatwo rozwiązać. Wszystko to groziło upadkiem. Kontrolerzy stwierdzili też, że istnieje ryzyko zakleszczenia głowy dziecka pomiędzy elementami huśtawek.
Wózki dla lalek nie miały mechanizmów, które blokują składanie się. Mogło to prowadzić do skaleczeń lub zmiażdżenia palców dziecka.
Zauważono zbyt długie linki w zabawkach do pociągania, co groziło zaplątaniem się w nie.
Ponadto, w 54 zabawkach (26,6 proc. zbadanych pod tym kątem) był przekroczony dopuszczalny poziom ftalanów. „To substancje, które służą do zmiękczania materiałów plastikowych, mogą jednak w przyszłości powodować problemy z płodnością” – stwierdza Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Normy przekroczone były na przykład w 45 rodzajach lalek.

Grzechotka dla nastolatka?

Takie były najczęstsze ale nie jedyne nieprawidłowości. Inspektorzy handlowi mieli też wiele zastrzeżeń formalnych do zabawek. Najpowszechniejsze to brak danych producenta (220 zabawek) lub importera (73), nieprawidłowo wystawiona deklaracja zgodności z normami (212) lub jej brak (64), brak koniecznych ostrzeżeń (113) oraz instrukcji (76).
Na 91 produktach – takich jak grzechotki, zabawki wspomagające naukę chodzenia czy foremki do piasku – producenci bez uzasadnienia umieścili ostrzeżenie, że nie nadają się dla grupy w wieku „0-3”.
Zdaniem kontrolerów, przedsiębiorcy chcieli w ten sposób obejść obowiązek dokładniejszego badania zabawek dla najmłodszych. Wspomniane wyroby są jednak z założenia przeznaczone dla maluchów, dlatego muszą być dla nich bezpieczne i spełniać surowsze normy bezpieczeństwa.
Dobrą wiadomością jest fakt, że podczas kontroli w 2017 i 2018 r. w żadnej zabawce nie wykryto bisfenolu A (stosowany do produkcji tworzyw sztucznych, także powoduje kłopoty z płodnością) ani formaldehydu (substancja rakotwórcza używana do wyrobu barwników i włókien chemicznych) Tylko w jednej lalce była przekroczona dopuszczalna zawartość rakotwórczych barwników azowych (używanych do barwienia włókien), i także w jednej – przekroczono dozwolony poziom ftalanów.

Do wyrzucenia

W 2017 r. prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął 153 postępowania administracyjne dotyczące zabawek. Efektem działań Inspekcji Handlowej było między innymi wycofanie ze sklepów ponad 68 tys. niebezpiecznych zabawek i zniszczenie prawie 85 tysięcy. wadliwych egzemplarzy.
Osobom kupującym zabawki dla dzieci warto przypomnieć, że w zabawkach przeznaczonych dla maluchów poniżej trzech lat sznurki mogą mieć maksymalnie 22 cm. Zabawki nie powiny mieć ostrych krawędzi lub wystających elementów. Składane krzesełka czy wózki dla lalek muszą posiadać blokadę zabezpieczającą przed samoistnym składaniem się.
Jeżeli na zabawkach są ostrzeżenia, to oczywiście należy się do nich stosować. Takie przestrogi jak: „Ryzyko upadku. Nie należy zostawiać bez nadzoru dzieci poniżej 36 miesięcy, siedzących lub bujających się” (konik na biegunach), „Nie używać w ruchu ulicznym. 20 kg maks.” (rolki dla kilkulatków) czy „Tylko do użytku pod nadzorem osoby dorosłej” (zabawki funkcjonalne, np. maszyna do szycia) – .nie zostały przecież sformułowane bez powodu.
Dobrze jest również poszukać, czy na zabawkach znajduje się znak CE. To deklaracja producenta, że produkt spełnia wymagania bezpieczeństwa.
Osoby bardziej wnikliwe mogą zaś sprawdzić, czy zabawki nie znajdują się w rejestrze wyrobów niezgodnych z wymaganiami na stronie UOKiK lub w europejskim systemie RAPEX. A gdy ktoś zauważy niebezpieczną zabawkę, może ją zgłosić do Inspekcji Handlowej – co będzie tylko z pożytkiem dla innych kupujących.