Decyduje wyborca

Walki polityków o miejsce na liście, dla wyborcy są nieistotne. Bo „jedynka”, czy „dwójka to ledwie sugestia dla wyborców.

Ordynacja wyborcza jest jednoznaczna, wybory wygrywa ta osoba z listy, która otrzymała największą liczbę ważnych głosów. Oczywiście wygrywa, ale, o tym czy wchodzi do Sejmu decyduje to, czy dana lista uzyskała w skali kraju poparcie przekraczające próg wyborczy.
Na pierwszych miejscach list komitety wyborcze umieszczają z reguły osoby, o których sądzą, że będą „lokomotywami”. To się sprawdza, ale nie zawsze.
Czasem ‚jedynki”, czy „dwójki” przegrywają z kimś z zupełnie innym numerem. Nader często zdarza się też, że wybierane są osoby z ostatniego miejsca
na listach.
Wielokrotnie z dobrym skutkiem ten zabieg przetestował Piotr Gadzinowski. I dowiódł, że można.
Nie ma się zatem co sugerować miejscem na liście, i jeśli jest na niej ktoś, kogo znamy, lubimy i uważamy, że będzie dobrym posłem, to trzeba na
niego głosować.
Taki głos nie będzie zmarnowany. I jeśli na Podlasiu, ktoś uzna, że powinien postawić „krzyżyk” przy tamtejszej „dwójce”, czyli Piotrze Kusznieruku, to niech nie martwi się, że robi coś przeciwko Lewicy. Nawet pojedyncze głosy oddane na poszczególnych kandydatów i tak się sumują. A potem skutkują tym, że w Sejmie możemy oglądać „naszych”.
Skoro jesteśmy przy temacie wyborczym, to informujemy, że zamieszczony w wydaniu środowym Program Lewicy został sfinansowany przez KW Sojusz Lewicy Demokratycznej. Dla, tych, którzy publikację przegapili pozwolimy sobie wydrukować go jeszcze raz, w wydaniu piątkowym.