Co dalej z PESĄ?

Co będzie dalej ze znaną fabryką pojazdów szynowych w Bydgoszczy? Interpelację w tej sprawie złożył poseł Lewicy Jan Szopiński.

Adresowane do premiera pismo rozpoczyna się od przypomnienia, że 21 czerwca 2020 r. politycy Prawa i Sprawiedliwości prowadzili przed bramą zakładu Pojazdy Szynowe PESA Bydgoszcz SA działania w ramach kampanii wyborczej. Chwalili dotychczasowe osiągnięcia prezydenta Andrzeja Dudy i politykę społeczną rządu PiS. Trudno jednak powiedzieć, jaki bezpośredni związek z samą PESĄ miało to spotkanie wyborcze, o samym bowiem zakładzie nic nie powiedziano. Za to zaledwie dwa dni później zaplanowano Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Zarządu zakładu, z jednym tylko punktem w porządku obrad – podjęciem uchwały w sprawie dalszego istnienia spółki.
Budzi to uzasadnione obawy o przyszłość tego zakładu i osób w nim zatrudnianych.
Poseł Szopiński zaadresował swoje pytania do premiera, gdyż właścicielem Pojazdów Szynowych PESA Bydgoszcz SA jest zarządzany przez polityków PiS Polski Fundusz Rozwoju, nadzorowany bezpośrednio przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów,
– PESA Bydgoszcz SA jest jedną z marek Bydgoszczy, jednym z największych pracodawców w województwie kujawsko-pomorskim i przedmiotem dumy Bydgoszczan. Nasze pojazdy szynowe wożą pasażerów na trasach całej Polski i poza granicami kraju, są bydgoską wizytówką w wielu polskich miastach – przypomina poseł w swojej interpelacji. – Wszystkie produkty PESY cechuje wysoka konkurencyjność na rynkach krajowych i europejskich, innowacyjność i oryginalny design.
Czy nadzór właścicielski nad tak cennym przedsiębiorstwem jest sprawowany w sposób należyty? Krótki porządek obrad na zgromadzeniu 23 czerwca budzi najgorsze obawy. Poseł Szopiński w imieniu mieszkańców Bydgoszczy, a więc również pracowników i ich rodzin, zadał premierowi konkretne pytania w tej sprawie.
– Jaki jest stan realizacji programu naprawczego PESY Bydgoszcz SA i jak wyglądają koszty z tym związane? – zapytał w pierwszej kolejności parlamentarzysta. Pytanie drugie dotyczy przyszłości zakładów i strategii rządu w sprawie ich dalszego funkcjonowania. Poseł Szopiński poprosił również o jednoznaczną odpowiedź: czy prawdą jest, że
miniony 2019 r. zakończył się dla PESY ogromnymi stratami,
które można liczyć w milionach złotych? Inne pytanie posła dotyczy rocznego opóźnienia w osiągnięciu rentowności przez zakład po tym, gdy przejął go Skarb Państwa.
– Proszę również Pana Premiera o udzielenie informacji, czy w 2020 roku planowane są zwolnienia pracowników i wysokości odpraw z tym związanych – kończy swoją interpelację poseł. W czasach kryzysu i rosnącego bezrobocia odpowiedź przecząca niewątpliwie uspokoiłaby setki pracowników.

Ważne pytania do MON

Od 13 lutego nie zbiera się sejmowa komisja obrony narodowej. Tymczasem sytuacje niepokojące czy budzące wątpliwości, a dotyczące wojska, powtarzają się.

W maju poseł Lewicy Andrzej Rozenek wystosował interpelację do ministra obrony narodowej w sprawie rzekomego wycieku ściśle tajnych informacji w książce „Kontakt. Polskie specsłużby w Afganistanie”.

Jak przypomniał poseł, 9 kwietnia minął już rok, odkąd państwowi funkcjonariusze weszli do domu byłego oficera Wojskowych Służb Informacyjnych i Służby Kontrwywiadu Wojskowego, występującego publicznie pod pseudonimem Kafir. Podczas czterogodzinnego przeszukania zabezpieczono dwa tablety, karty pamięci, kilka dokumentów jawnych z SKW, kopię dokumentu niejawnego z 2001 roku oraz brudnopisy dwóch książek. Według relacji przeszukiwanego w uzasadnieniu napisano, że jest ono prowadzone w związku z ujawnieniem ściśle tajnych informacji, związanych z opublikowaną przez niego jeszcze w 2018 roku książką „Kontakt. Polskie specsłużby w Afganistanie”. W ciągu ostatniego roku prokuratura nawet nie przesłuchała Kafira. Czy przez rok prowadzenia śledztwa prokuraturze udało się ustalić, jakie tajemnice państwowe czy wojskowe miała zdradzać wyżej wymieniona książka i na jakiej podstawie zabezpieczono rękopisy kolejnych, jeszcze nieopublikowanych prac tego samego autora? – zapytał Andrzej Rozenek.

W innej interpelacji poseł zada pytanie o negocjacje MON w związku z zakupem amerykańskich rakiet przeciwpancernych Javelin. Media szeroko informowały, że rozmowy dotyczące zakupu 180 amerykańskim rakiet tego typu zostały sfinalizowane. – Wszystko wskazuje na to, że odbyły się one bez przetargu, niejawnie i bez wzmianki o dodatkowym offsecie. W Polsce, w zakładach Mesko, produkujemy już pod wieloma względami lepsze pociski “Spike-LR” – zwraca uwagę parlamentarzysta Lewicy. I pyta: dlaczego w momencie ,kiedy w naszym kraju zaczyna się poważny kryzys gospodarczy, a władze na wiele sposobów podkreślają troskę o polskie firmy, MON decyduje się na zakup pocisków w całości tworzonych za oceanem, zamiast porównywalnych, które mogą być wytwarzane w zakładach na terytorium Polski, przez polskich pracowników?

Górnicy na śmietnik

Posłowie Lewicy upomnieli się o pracowników zagłębia konińsko-turkowskiego. Zapowiadane zwolnienia grupowe w Kopalni Węgla Brunatnego Adamów SA oraz Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin SA doprowadzą do tragedii.

Uchwały o zamiarze przeprowadzenia zwolnień grupowych i rozpoczęciu procedury konsultacji w sprawie zwolnień grupowych podjęły zarządy PAK Kopalni Węgla Brunatnego Adamów SA oraz PAK Górnictwo Sp. z o.o. – spółki zależnej od Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin S.A (ZE PAK) Oba podmioty planują zwolnienie do 237 pracowników. Zwolnienia mają zostać przeprowadzone od 1 lipca 2020 r. do jesieni tego roku.

Chleb ze śmietnika

– Pracodawca — właściciel nie ma nic więcej do zaoferowania zwalnianym pracownikom i poza kodeksowymi zapisami nie przewiduje żadnych innych środków zaradczych dotyczących np. rekompensat czy programów pomocowych. Po prostu z dnia na dzień zamierza się  pozbawić pracowników kopalń środków do życia — alarmują parlamentarzyści Lewicy: Tadeusz Tomaszewski, Karolina Pawliczak, Wiesław Szczepański i Karolina Kretkowska. – To będzie miało przełożenie na obniżenie poziomu życia rodzin górniczych i w konsekwencji zapaść , społeczną, kulturową czy ekonomiczną całego regionu. Zostawiono ich niestety zdanych na samych sobie. Górników wraz z rodzinami wysyła się do poszukiwaniu chleba na śmietnikach! – podsumowują.

W obronie pracowników wystąpiły również związki zawodowe aktywne w ZE PAK. Piszą do Andrzeja Dudy, podkreślając, że sprawa dotyczy tak bezpieczeństwa państwa, jak i równego traktowania obywateli, co przecież zapisano w konstytucji.

Związki oczekują, że – jeśli zwolnień nie da się uniknąć – wdrożony zostanie program osłon socjalnych dla zwalnianych pracowników górnictwa zagłębia konińsko — turkowskiego. Jest już pewien wzór: program dla pracujących przy wydobyciu węgla kamiennego na Śląsku (Śląsk 2.0). Czy pracownicy z zagłębia, gdzie wydobywany jest węgiel brunatny, nie zasłużyli na tyle samo uwagi?

Co można zrobić?

Posłowie Lewicy w interpelacji skierowanej na ręce prezesa rady ministrów wskazują, jakie praktyczne rozwiązania dające pracownikom ochronę są w zasięgu ręki. Wymieniają urlopy górnicze, emerytury pomostowe, zasiłki socjalne, jednorazowe odprawy, udzielanie pożyczek na preferencyjnych
warunkach w celu podjęcia działalności gospodarczej, wprowadzenia preferencyjnych zasad zatrudnienia pracowników zagrożonych likwidacją
sektora paliwowo- energetycznego przez podmioty gospodarcze funkcjonujące na terenie ościennych powiatów przy zastosowaniu wprowadzenia ulg podatkowych, wprowadzenia preferencyjnych kredytów i pożyczek dla przedsiębiorców tworzących nowe miejsca pracy.

Lewica pyta również rząd, co z tej gamy środków realnie zostanie wykorzystane. – Jakie działania osłonowe podejmie Rząd RP wobec zapowiedzi zwolnień grupowych w ZE PAK? Jakie wsparcie ze strony Rządu przewiduje się dla samorządów Wielkopolski Wschodniej, które będą przeciwdziałały negatywnym skutkom społecznym zwolnień grupowych w
zagłębiu konińsko-turkowskim? – zapisano w interpelacji.

Większościowy pakiet akcji ZE PAK posiada Zygmunt Solorz. Skonsolidowane przychody spółki, notowanej od 2012 r. na Giełdzie Papierów Wartościowych, wyniosły w 2019 r. 2,88 mld zł.

Na ratunek małym browarom

– Do mojego biura poselskiego wpłynęły niepokojące sygnały od mikrofirm specjalizujących się w sprzedaży autorskiego alkoholu, głownie piwa – pisze poseł Maciej Kopiec, jeden z parlamentarzystów Lewicy, do Ministerstwa Rozwoju.

Tego, że zamknięcie lokali gastronomicznych, pubów i klubów (obecnie już „tylko” ograniczenie ich działalności) będzie mieć fatalne skutki dla producentów alkoholu, można było się domyślić. Zgodnie z kapitalistyczną logiką w najgorszej sytuacji znalazły się małe, lokalne podmioty – zarówno browary, jak i składy win. Sprzedaż w takich miejscach spadła wskutek pandemii do 10-20 proc. dawnej wartości! W obronie tych drobnych biznesów wystąpił poseł Maciej Kopiec.

Parlamentarzysta w interpelacji przesłanej do Ministerstwa Rozwoju – a więc na ręce jednej z głównych autorek „tarcz antykryzysowych”, minister Jadwigi Emilewicz – zauważył, że nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy w restauracjach, barach czy klubach wróci stan rzeczy sprzed pandemii, a także, czy częściowe zdejmowanie ograniczeń w pracy takich miejsc zachęci klientów do korzystania z ich usług. Jak więc można wesprzeć małe browary, których produkty mają przecież w Polsce wielu miłośników?

– Polska jest jedynym z nielicznych krajów, w których nie można sprzedawać alkoholu w sieci – pisze poseł, zauważając następnie, że ustawa regulująca handel alkoholem liczy sobie blisko 40 lat. Pochodzi z 1982 r., gdy handel – czymkolwiek – wyglądał w Polsce zupełnie inaczej niż dziś.

– Czy rząd jest świadom konsekwencji ekonomicznych i społecznych przewidywanych upadków małych, krajowych firm zajmujących się produkcją piw i i win na małą skalę? – pyta dalej Maciej Kopiec. – Czy w ramach opracowywania strategii walki z koronawirusem rząd rozważał wprowadzenie internetowej sprzedaży alkoholu ze względu na ich większe bezpieczeństwo w relacji do utrzymanej i stale rosnącej sprzedaży detalicznej w sklepach?

To kolejna z interpelacji kierowanych przez posłów Lewicy w szczegółowych sprawach związanych z walką z efektami pandemii. Oby nie pozostała, jak niektóre poprzednie, bez odpowiedzi.

To jak z tymi wypadkami?

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, wybrana w zeszłym tygodniu przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, wystosowała interpelację do Ministerstwa Infrastruktury, w której domaga się ujawnienia danych z najnowszego raportu o kosztach wypadków drogowych oraz pyta o przyczynę braku jego publikacji.

Jednym z priorytetów Dziemianowicz-Bąk w tej kadencji Sejmu jest poprawa bezpieczeństwa na polskich drogach, które według statystyk obecnie należą do jednych z najniebezpieczniejszych w całej UE. “Potrzebujemy odważnych rozwiązań. Nie można dłużej udawać, że problemu nie ma, skoro na ulicach dziesiątki tysięcy osób traci zdrowie lub życie. Premier w expose udawał troskę o bezpieczeństwo uczestników ruchu drogowego. Tą interpelacją chcę powiedzieć: sprawdzam” – powiedziała Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.
Zgodnie z ustawą o ruchu drogowym do zadań działającej przy Ministerstwie Infrastruktury Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego należy ustalenie społeczno-ekonomicznych kosztów wypadków oraz kolizji na polskich drogach. Według poprzedniego raportu, w 2015 roku
koszty te sięgnęły niemal 50 miliardów złotych – co stanowi około 3 proc.PKB. Dla porównania na badania i rozwój w 2017 roku Polska przeznaczyła zaledwie 1,03 proc. PKB.
Wedle ostatnich doniesień medialnych Ministerstwo Infrastruktury odebrało i zaakceptowało nowy raport z danymi za rok 2018, jednak do dziś nie został on opublikowany. Wygląda na to, że Prawo i Sprawiedliwość boi się danych zawartych w raporcie, co wyjaśniałoby wstrzymanie publikacji dokumentu przed wyborami. Według Dziemianowicz-Bąk, Polki i Polacy powinni wiedzieć, ile płacimy za wyjątkową pobłażliwość wobec piratów drogowych i bierność państwa ws. poprawy bezpieczeństwa na drogach. W interpelacji znajduje się również pytanie, czy Ministerstwo przygotowuje plan działań zmierzających do zmniejszenia kosztów Skarbu Państwa poniesionych w związku z wypadkami i kolizjami na drogach.