ZAKSA druga w Polsce, ale pierwsza w Europie

Siatkarze Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle dość nieoczekiwanie przegrali decydująca walkę o mistrzostwo Polski z Jastrzębskim Węglem, ale 1 maja w finale Ligi Mistrzów CEV pokonali włoski zespół Itas Trentino 3:1 i zakończyli sezon w glorii najlepszej klubowej drużyny w Europie. Niestety, niemal tuż po triumfie zwycięska ekipa się rozpadła.

Dwa tygodnie przed finałem Ligi Mistrzów zespół ZAKSY Kędzierzyn-Koźle przegrał z Jastrzębskim Węglem finałową rozgrywkę o mistrzostwo Polski, ale trener Nikola Grbić zdołał zmobilizować swoich podopiecznych do jeszcze jednego wysiłku i poprowadziuł ich w rozegranym 1 maja w Weronie finale Ligi Mistrzów CEV do zwycięstwa 3:1 w starciu z Itasem Trentino. Takie przypadki, że zespół przegrywający walkę o krajowe mistrzostwo w tym samym sezonie wygrywa Ligę Mistrzów CEV, miały już miejsce w przeszłości. To ósma taka sytuacja w historii, kiedy triumfator Ligi Mistrzów nie jest równocześnie mistrzem w swoim kraju. Po raz pierwszy do takiej sytuacji doszło w 2002 roku. Wówczas Cucine Lube Civitanova (występujące wtedy pod nazwą Lube Banca Marche Macerata) w Serie A zajęło trzecie miejsce. Wyczyn ten powtórzyło Sisley Treviso w 2006 roku, Zenit Kazań w 2008 roku, a także Itas Trentino w 2009 (z Michałem Winiarskim w składzie) i 2010 roku. Ponadto przytrafiło się to też dwóm rosyjskim drużynom. Lokomotiw Nowosybirsk w 2013 roku wygrał Ligę Mistrzów, a w Superlidze był dopiero piąty. Rok później w europejskich rozgrywkach triumfował Biełogorie Biełgorod, w lidze zajmując trzecie miejsce.
Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle jest dopiero drugim polskim zespołem w historii, który zwyciężył w najważniejszych europejskich rozgrywkach pucharowych. W erze przed powstaniem Ligi Mistrzów CEV siatkarze od 1960 roku rywalizowali pod szyldem Pucharu Europy Mistrzów Krajowych i w sezonie 1977/1978 trofeum to wywalczyła ekipa Płomienia Milowice. Od sezonu 2000/2001 rozgrywki te zastąpiła Liga Mistrzów, a zwycięzcą pierwszej edycji została drużyna Paris Volley. W następnych latach szczęścia w Final Four próbowały zespoły ZAKSY, PGE Skry Bełchatów, Jastrzębskiego Węgla i Asseco Resovii Rzeszów I dopiero w tym roku polskiej drużynie wreszcie udało się wygrać te prestiżowe rozgrywki.
Sukces ekipy ZAKSY jest tym cenniejszy, że kędzierzynianie nie dostali się do finału jako jego gospodarze, nie mieli też szczęścia w losowaniu, bo w ćwierćfinale trafili na faworyta rozgrywek Cucine Lube Civitanova, z Yoandy’m Lealem i Osmany Juantoreną w składzie. Wygrali jednak na wyjeździe 3:1, a u siebie, po porażce 0:3, zdołali zwyciężyć w „złotym secie”. W półfinale ZAKSA znów trafiła na europejskiego giganta – Zenit Kazań, z Earvinem N’Gapethem, Maksimem Michajłowem i Bartoszem Bednorzem oraz legendarnym Władimirem Alekno na trenerskiej ławce. W Kazaniu rosyjski zespół wygrywał już 2:0, by ostatecznie sensacyjnie przegrać 2:3. W rewanżu w Kędzierzynie-Koźlu Zenit wygrał 3:2 i znów o awansie decydował tzw. złoty set. ZAKSA, która wcześniej zmarnowała kilka szans na skończenie meczu, zwyciężyła w tej rozstrzygającej partii 16:14. W Weronie ekipa ZAKSY nie zagrała tak pięknie, jak wcześniej z Lube i Zenitem, ale wystarczająco dobrze, żeby bezdyskusyjnie pokonać Itas Trentino 3:1. Za najlepszego gracz meczu uznano Aleksandra Śliwkę.
Uczestnicy siatkarskiej Ligi Mistrzów nie mogą liczyć na takie pieniądze, jakie zarabiają choćby piłkarze (więcej za zdobycie Pucharu Polski zarobił choćby Raków Częstochowa). Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle za zwycięstwo w rozgrywkach dostanie pół miliona euro, natomiast pokonany przez nią w finale Itas Trentino zainkasuje połowę tej kwoty. Ekipy, które przegrały w półfinale, czyli Sir Sicoma Monini Perugia i Zenit Kazań otrzymają po 125 tysięcy euro. To nie są wielkie zyski, więc w nowym sezonie nie zobaczymy już zespołu ZAKSY w starym składzie, bo po tym sezonie klub z Kędzierzyna-Koźla opuszczą Jakub Kochanowski, Paweł Zatorski (obaj przenoszą się do Asseco Resovii) oraz Francuz Benjamin Toniutti (przechodzi do Jastrzębskiego Węgla). Niepewna jest też przyszłość trenera Nikoli Grbicia w ZAKSIE, któremu intratną ofertę złożył prezes klubu Sir Sicoma Perugia. „Jesteśmy za biedni dla bogatych i za bogaci dla biednych. Ci, którzy odejdą, zakończyli przygodę z ZAKSĄ z przytupem. W ich miejsce przyjdą nowi, którzy na pewno będą chcieli kontynuować pasmo sukcesów. Zrobimy wszystko, żeby utrzymać sportowy poziom, na którym obecnie jesteśmy” – zapewnia prezes ZAKSY Sebastian Świderski. Ale może być z tym kłopot.

ZAKSA idzie po dwa kolejne trofea

W drodze do finału Ligi Mistrzów CEV siatkarze Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle pokonali w ćwierćfinale aktualnych klubowych mistrzów świata i Europy, włoski Cucine Lube Civitanova, a w półfinale po ciężkim boju zwyciężyli kolejnego giganta światowej siatkówki – rosyjski Zenit Kazań.

Siatkarze ZAKSY Kędzierzyn-Koźle są na dobrej drodze do wywalczenia w tym sezonie aż czterech trofeów. Prowadzona przez trenera Nikolę Grbicia drużyna zdobyła już Superpuchar i Puchar Polski. Dwa kolejne trofea, zdecydowanie bardziej cenne, są wciąż do zdobycia. W rozgrywkach PlusLigi kędzierzynianie awansowali do półfinału fazy play off, w którym zmierzą się z PGE Skrą Bełchatów, natomiast 1 maja zagrają z Itas Trentiono w wielkim finale Ligi Mistrzów. „Nasz zespół był budowany od dłuższego czasu. Część zawodników gra ze sobą już od kilku lat. Kamil Semeniuk i Jakub Kochanowski, którzy dołączyli do nas najpóźniej, byli ostatnimi elementami tej układanki. Z nimi oraz z wracającym po kłopotach zdrowotnych Łukaszem Kaczmarkiem ta drużyna wreszcie stała się kompletna, a przynajmniej taka, jaką chciałem stworzyć. Na dodatek mamy szczęście, bo omijają naszych graczy kontuzje. No i jesteśmy tu, gdzie jesteśmy” – przekonuje trener Grbić.
ZAKSA przebiła się do finału Ligi Mistrzów po ciężkich bojach. Po nieoczekiwanym zwycięstwie 3:2 w Kazaniu z Zenitem rosyjski zespół odegrał się w rewanżu i także wygrał w Kędzierzynie 3:2, chociaż ZAKSA miała aż osiem piłek meczowych w czwartym i piątym secie. O awansie musiał więc rozstrzygnąć tzw. złoty set, w którym lepsi okazali się kędzierzynianie wygrywając 15:13. Dzięki temu, po raz trzeci w historii rozgrywanej od 2000 roku Ligi Mistrzów CEV polski zespół dotarł do finału tych elitarnych rozgrywek i 1 maja w Weronie zagra w wielkim finale z włoskim Itasem Trentino. Polscy kibice są niepocieszeni, bo liczyli, że rywalem ZAKSY będzie zespół Vitala Heynera, Wilfredo Leona i Macieja Muzaja – Sir Safety Perugia, ale w półfinale ekipa belgijskiego selekcjonera reprezentacji Polski nieoczekiwanie okazała się słabsza. Dla zespołu z Kędzierzyna-Koźla nie ma to istotnego znaczenia, bo Itas Trentino będzie równie trudnym przeciwnikiem – ma w składzie kilku wybitnych siatkarzy, choćby Brazylijczyka Lucarelliego, Serbów Srecko Lisinaca i Marco Podrascanina czy Holendrów Nimira Abdel-Aziza i Dicka Kooya.
„No cóż, mogę tylko powiedzieć, że my jesteśmy gotowi na skuteczną rywalizację nawet z najsilniejszymi drużynami na świecie. Musimy jednak pamiętać, że Cucine Lube Civitanova ograło nas w rewanżu w naszej hali 3:0, że byliśmy bardzo bliscy porażki 0:3 w Kazaniu, bo rywale mieli piłkę meczową i gdyby ją wykorzystali, nie mógłbym powiedzieć moim zawodnikom złego słowa, bo robili co w ich mocy, ale Zenit był do tego przełomowego momentu po prostu lepszy. Potem losy meczu się odwróciły, ale przecież pamiętamy, że Zenit w rewanżu wygrał z nami na naszym parkiecie 3:2, a w złotym secie wszystko ważyło się do ostatniej piłki. W finale Ligi Mistrzów zagramy z kolejnym doświadczonym zespołem na europejskich parkietach, bo skoro wyeliminował Perugię, jeden z najlepszych obecnie zespołów na świecie, to musi grać siatkówkę w najlepszym wydaniu. To będzie niezwykle trudny mecz i jestem pewny tylko tego, że moi zawodnicy zagrają w nim na maksimum swoich możliwości. Czy to wystarczy, przekonamy się 1 maja w Weronie” – przyznaje Nikola Grbić, który jako zawodnik występował w pierwszej dekadzie XXI wieku w zespole Itasu Trentino i nawet wygrał z nim Ligę Mistrzów.
Pokonanie Cucine Lube uświadomiło ekipie ZAKSY, że w tej edycji Ligi Mistrzów może wiele osiągnąć. W Kazaniu polska drużyna obroniła pięć piłek meczowych i odwróciła losy spotkania z 0:2 na 3:2. W ten sposób osiągnęła najwyższy poziom gry, dlatego w rewanżu z Zenitem, gdy atakujący Maksim Michajłow kończył praktycznie każdy atak, a francuski gwiazdor Earvin Ngapeth potwierdzał w każdej akcji swoją wielką siatkarską klasę, kędzierzynianie potrafili przetrzymać napór i w rozstrzygających momentach żadnemu z nich nie zadrżała ręka. Zespół z Kazania przegrał, bo był tylko odrobinę gorszy. „Graliśmy z nimi naprawdę dobrze, mimo to rywale wykorzystywali wszystkie szanse na wygranie decydujących setów. A nam się to nie udawało. W takich sytuacjach nie jest łatwo zachować odpowiednią koncentrację i utrzymać wiarę w zwycięstwo. Moim zawodnikom to się udało i teraz jestem z nich naprawdę dumny” – przyznaje trener Grbić. Sukces ma jednak swoją cenę. „Nie mamy czasu na świętowanie. Po meczu z Zenitem czekała nas długa podróż do Suwałk na rewanżowy mecz ćwierćfinałowy w PlusLidze z zespołem Ślepsk Malow (ZAKSA oba mecz z tym zespołem wygrała po 3:1 – przyp. JTK)). Ja sam byłem wyzuty z energii, a co dopiero moi zawodnicy. Ale gdy drużyna z Suwałk wygrała pierwszego seta, ogień rozpalił się w nich na nowo i trzy kolejne partie były już nasze. Dla nas najważniejsza jest walka o zwycięstwo w Lidze Mistrzów, ale chcemy też obronić tytuł mistrza Polski. W półfinale czeka nas starcie z PGE Skrą Bełchatów i to też nie będzie łatwa przeprawa.
Dla Grbicia będzie to pierwszy finał Ligi Mistrzów w trenerskiej karierze. Wcześniej zwyciężał w tych rozgrywkach jako zawodnik (2000, 2009) jako gracz włoskich klubów – Sisley Treviso i Itas Trentino. Halę w Weronie, w której 1 maja odbędą się finałowe potyczki w Lidze Mistrzów i Lidze Mistrzyń, serbski szkoleniowiec doskonale zna, bo w latach 2016-2019 trenował drużynę Calzedonii Werona.
Awans ZAKSY Kędzierzyn-Koźle do finału Ligi Mistrzów pokrzyżował nieco plany selekcjonerowi reprezentacji Polski, Vitalowi Heynenowi, który już na drugą połowę kwietnia wyznaczył początek zgrupowania przed rywalizacją w Lidze Narodów i igrzyskami olimpijskimi w Tokio. Belgijski trener powołał do szerokiej kadry aż pięciu zawodników ZAKSY – Jakuba Kochanowskiego, Pawła Zatorskiego, Aleksandra Śliwkę, Łukasza Kaczmarka oraz Kamila Semeniuka. Cała piątka w aktualnej dyspozycji ma realne szanse na wywalczenie sobie miejsca w 12-osobowej kadrze na IO 2021 w Tokio. Gdy dorzuci się do tego Amerykanina Davida Smitha oraz Francuza Benjamina Toniuttiego, mających pewne miejsce w swoich drużynach narodowych, w igrzyskach może wziąć udział aż siedmiu podopiecznych Nikoli Grbicia. „Sam byłem czterokrotnie na igrzyskach, za każdym razem było to niezwykłe przeżycie. Wierzę, że wszyscy moi zawodnicy będą mieli okazję zagrać w Tokio. Trzymam za nich kciuki” – zapewnia serbski trener ZAKSY Kędzierzyn-Koźle.

ZAKSA zagra w finale Ligi Mistrzów CEV

Wielki sukces siatkarzy Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. W rewanżowym spotkaniu półfinałowym Ligi Mistrzów CEV przegrali wprawdzie z Zenitem Kazań 2:3, chociaż tydzień wcześniej na wyjeździe wygrali 3:2, lecz z tzw. złotym secie kędzierzynianie zwyciężyli 15:13 i jako piąty polski zespół w historii awansowali do finału tych najważniejszych europejskich rozgrywek.

Zespół ZAKSY Kędzierzyn-Koźle w poprzednich latach aż cztery razy odpadał w półfinale Ligi Mistrzów. W miniona środę wreszcie przełamał fatalna passę i pokonując Zenit Kazań w „złotym secie” 15:13 awansował do finału tych prestiżowych rozgrywek. Honor trzeba jednak oddać rosyjskiej drużynie (w jej barwach gra reprezentant Polski Bartosz Bednorz), która po niespodziewanej porażce tydzień wcześniej na własnym boisku 2:3. Polski zespół przegrywał już w Kazaniu 0:2, ale zdołał odwrócić losy meczu i wygrał ostatecznie 3:2. To był jeden z najbardziej spektakularnych powrotów w polskiej klubowej siatkówce. Rosyjski zespół mimo tej porażki wciąż jednak mógł wywalczyć awans do wielkiego finału. Przestrzegał przed tym prezes ZAKSY Sebastian Świderski przypominając, że przed rokiem kędzierzynianie także w półfinale Ligi Mistrzów grali z innym rosyjskim zespołem, Kuzbassem Kermerowo. Wtedy pierwszy mecz, również na wyjeździe, wygrali 3:2, lecz w rewanżu na swoim boisku ulegli rywalom 1:3 i odpadli z rozgrywek.
Zespół Zenita Kazań nie chciał być gorszy od krajowego rywala. Tuż przed przyjazdem do Polski zagrał w ćwierćfinale rosyjskiej Super Ligi z Krasnojarskiem i pewnie wygrał 3:0 (25:14, 25:13, 25:19), ale ZAKSA tuż przed rewanżem z Zenitem także odniosła zwycięstwo, pokonując w ćwierćfinale PlusLigi Ślepsk Malow Suwałki 3:1 (17:25, 25:16, 25:16, 25:21). Te potyczki potwierdziły, że do rewanżowej potyczki w Lidze Mistrzów ZAKSA i Zenit przystąpią w najwyższej formie, co samo w sobie było zapowiedzią wielkiego siatkarskiego widowiska.
Przebieg środowego meczu rewanżowego potwierdził te prognozy. Trener Nikola Grbić wystawił do gry Toniuttiego, Kaczmarka, Kochanowskiego, Śliwkę, Semeniuka, Smitha, Zatorskiego (libero) oraz Klutha i Prokopczuka, natomiast trener rosyjskiej ekipy Władymir Alekno posłał do walki Wolwicza, Wołkowa, N’Gapetha, Bednorza, Butko, Michajłowa, Gołubiewa (libero) oraz Woronkowa, Surmaczewskiego, Alekno i Zemczenoka. Wielka szkoda, że z powodu pandemii meczu nie mogli na żywo obejrzeć kibice.
Rosyjski zespół rozpoczął mecz z impetem i w pierwszym secie wręcz zmiótł kędzierzynian z parkietu, wygrywając 25:17. W drugiej partii role się jednak odwróciły i to ZAKSA zdemolowała rywali 25:16. W trzecim secie ponownie lepsi okazali się gospodarze wygrywając 25:21, a w czwartym byli bardzo blisko zakończenia rywalizacji, ale podopieczni trenera Nikoli Grbicia zmarnowali dwa meczbole i ostatecznie przegrali tę partię 28:30. O zwycięstwie w meczu, podobnie jak tydzień wcześniej w Kazaniu, musiał rozstrzygnąć tie-break, lecz tym razem mocniejszymi nerwami wykazali się gracze Zenita i wygrali na przewagi 20:18 i cały mecz 3:2. W rywalizacji mieliśmy więc remis i zgodnie z regulaminem rozgrywek o awansie do finału Ligi Mistrzów CEV musiał rozstrzygnąć dodatkowy, tzw. złoty set, również rozegrany w formule tie-breaka. Po zaciętej walce zwyciężył w nim polski zespół 15:13.
Awans to dla ekipy ZAKSY Kędzierzyn-Koźle nie tylko spełnienie sportowych marzeń, ale też okazja do zarobienia dużych pieniędzy w wielkim finale Ligi Mistrzów CEV. Zwycięzca Ligi Mistrzów otrzyma premię finansową w wysokości 500 tys. euro, a pokonany w finale zespół 250 tys. euro. Drużyny pokonane w półfinale otrzymają po 125 tys. euro.
Finałowym przeciwnikiem zespołu ZAKSY Kędzierzyn-Koźle nieoczekiwanie będzie ekipa Itas Trentino, która wyeliminowała prowadzony przez trenera reprezentacji Polski Vitala Heynena Sir Sicoma Monini Perugia. W pierwszym spotkaniu w Perugii ekipa Itas wygrała 3:0, w rewanżu u siebie przegrywała już 0:2, lecz potem wygrała dwa kolejne sety i chcociaż ostatecznie uległa drużynie Heynena (w której występuje dwóch reprezentantów Polski – Wilfredo Leon i Maciej Muzaj) 2:3, to awans zapewniła sobie ekipa Itas Trentino.
Tak więc siatkarze ZAKSY już zarobili dla swojego klubu grubo ponad milion złotych, a drugie tyle mogą dorzucić jeśli zwyciężą także w wielkim finale, który odbędzie się 1 maja w hali AGSM Forum Arena w Weronie. Tego samego dnia w tym miejscu zostanie rozegrany też finał kobiecej
Ligi Mistrzyń.

Jastrzębski Węgiel odpuścił Ligę Mistrzów

Europejska federacja siatkówki (CEV) wciąż zwleka z podjęciem decyzji w sprawie zawieszonych rozgrywek Ligi Mistrzów. Ostatni z polskich zespołów, który jeszcze w nich uczestniczy, Jastrzębski Węgiel, postanowił nie czekać i sam wycofał się z rywalizacji.

W ćwierćfinale Ligi Mistrzów siatkarzy drużyna z Jastrzębia-Zdroju trafiła na włoski zespół Trentino Itas. Pierwszy spotkanie miało się odbyć we Włoszech, ale właśnie wtedy wybuchła w tym kraju epidemia koronawirusa i kierownictwo polskiego klubu odmówiło wysłania drużyny, godząc się nawet na walkower. Działacze CEV nie odważyli się na nałożenie takiej sankcji i zdecydowali, że oba spotkania odbędą się na neutralnym terenie w słoweńskim Mariborze. Ale zanim do nich doszło, także w tym kraju pojawił się koronawirus i jego władze zakazały organizowania wszelkich imprez masowych. Potem europejska federacja w ogóle zawiesiła rozgrywki Ligi Mistrzów, ale do tej pory ich nie odwołała. Ponoć decyzja w tej sprawie ma zapaść 6 kwietnia, ale prezes zarządu Jastrzębskiego Węgla, Adam Gorol, nie chciał już dłużej czekać i po rozważeniu wszystkich za i przeciw postanowił wycofać zespół z dalszej rywalizacji.
„Nie wyobrażam sobie grania w sytuacji, gdy w Europie szaleje koronawirus. Poza tym nasza krajowa liga już zakończyła sezon, a wprowadzone w kraju przez rząd ograniczenia uniemożliwiają organizowanie treningów z udziałem całego zespołu. Kilku występujących w naszym zespole obcokrajowców wyjechało już z Polski, kolejni pakują bagaże. W tej sytuacji nie widzę możliwości dokończenia rozgrywek Ligi Mistrzów, zwłaszcza że w ćwierćfinale są trzy ekipy z Włoch, gdzie epidemia pochłonęła najwięcej ofiar w Europie” – wyjaśnia swoją decyzję prezes Gorol.
Trudno nie przyznać mu racji, ale mimo to jego decyzja wygląda na zbyt pochopną. Wycofać zespół mógł przecież równie dobrze za tydzień, czyli już po ogłoszeniu decyzji przez CEV. Sądząc po skali rozwoju pandemii koronawirusa na naszym kontynencie, na dokończenie Ligi Mistrzów w ciągu najbliższych tygodni, a nawet miesięcy, praktycznie nie ma mowy. Europejska federacja może natomiast przenieść je, na przykład, na jesień i dokończyć w jeden weekend formule turnieju.
A jeśli taka decyzja zapadnie, rezygnacja Jastrzębskiego Węgla zostanie z pewności przez CEV uznana jako walkower na korzyść Trentino Itas. Wątpliwe też, by po czym takim działacze europejskiej federacji rozpatrzyli pozytywnie prośbę prezesa Gorola o dopuszczenie do nowej edycji Ligi Mistrzów wszystkich ćwierćfinalistów z obecnej.
Dla jastrzębian przyjęcie takiego rozwiązania jest teraz o tyle ważne, że w krajowej PlusLidze zajęli dopiero czwarte miejsce, przez co nie uzyskali prawa do gry w Lidze Mistrzów w nowym sezonie. Z polskich drużyn takie prawo występu w tych prestiżowych rozgrywkach dostały Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, VERVA Warszawa ORLEN Paliwa i PGE Skra Bełchatów.

Mają grać w Mariborze

Siatkarze Jastrzębskiego Węgla rozegrają oba ćwierćfinałowe mecze Ligi Mistrzów CEV z włoskim zespołem Itas Trentino w słoweńskim Mariborze. Spotkania mają się odbyć 13 i 14 marca.

O wyznaczeniu terminu przełożonego z powodu epidemii koronawirusa meczu tych drużyn, który miał zostać rozegrany 5 marca w Trydencie, poinformowała Europejska Konfederacja Siatkarska (CEV). Polski klub odmówił wysłania swoich zawodników do ogarniętych epidemią Włoch i zaproponował rozegranie meczu na neutralnym terenie, w Austrii. Szefowie Itas Trentino nie zgodzili się na takie rozwiązanie licząc na walkower, lecz CEV ostatecznie nakazał rozegranie obu spotkań w Mariborze.
Mecze w hali Sportna Dvorana Ljudski Vrt zostaną rozegrane z ograniczonym udziałem publiczności (władze Słowenii wprowadziły właśnie zakaz organizowania imprez powyżej 500 widzó). Ten obiekt ma też być areną czterech meczów 1/4 finału siatkarskiej Ligi Mistrzyń: 18 marca Fenerbahce Stambuł zagra tam z ekipą Igor Gogronzola Novara, a Savino Del Bene Scandicci z Eczacibasi Stambuł. Rewanże odbędą się następnego dnia.

ZAKSA górą w Rosji

W pierwszym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów siatkarzy Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle pokonała na wyjeździe rosyjski zespół Kuzbass Kemerowo 3:2. Druga z naszych ekip występująca w tej fazie rozgrywek, Jastrzębski Węgiel, odmówiła wyjazdu do Włoch na czwartkowy mecz z Itas Trentino. Spotkanie zostało przełożone na inny termin.

Aktualni mistrzowie Rosji w grupie B rozgrywek Ligi Mistrzów zajęli drugą pozycję, ustępując jedynie lokalnemu rywalowi, Fakiełowi Nowy Urengoj. Ekipa z Kędzierzyna-Koźla przeszła natomiast przez fazę grupową jak burza nie tracąc w niej choćby seta. Mimo to siatkarze ZAKSY Kędzierzyn-Koźle musieli stoczyć w Rosji twardy bój, ale ostatecznie pokonali Kuzbass Kemerowo na jego boisku 3:2 (22:25, 26:24, 17:25, 28:26, 16:14) i przed rewanżem u siebie są w komfortowej sytuacji. Losy awansu do półfinału Ligi Mistrzów nie zostały jednak jeszcze przesądzone. Kędzierzynianie wszystkie swoje sety w Kemerowie wygrali grając na przewagi (26:24, 28:26 i w tie-breaku 16:14), ale trzecią partię przegrali 17:25. To tylko pokazuje jak wyrównane było to spotkanie, dlatego rewanż z ekipą Kuzbassu wcale nie będzie formalnością, chociaż nawet sami Rosjanie uczciwie przyznali, że bliższy awansu do półfinału jest polski zespół. Rewanż odbędzie się 11 marca w Arenie Gliwice.
Na pewno jednak więcej nerwów w ten weekend stracili gracze Jastrzębskiego Węgla, drugiej z naszych drużyn rywalizujących w 1/4 finału Ligi Mistrzów siatkarzy (co ciekawe, trzecia z naszych ekip uczestniczących w tych rozgrywkach w fazie grupowej, VERVA Warszawa, nie wywalczyła awansu, chociaż w rodzimej PlusLidze jest liderem przed ZAKSĄ i Jastrzębskim Węglem). Jastrzębianie z ćwierćfinale trafili na włoski zespół Itas Trentino. W pierwotnym termini pierwsze spotkanie tych zespołów miało się odbyć w miniony czwartek we Włoszech, ale szefowie polskiego klubu odmówili wyjazdu do Trydentu z powodu szalejącej na Półwyspie Apenińskim epidemii koronawirusa.
„Zdrowie nasze i naszych bliskich jest najważniejsze. My z lekkim katarem czy gorączką nie leżymy w łóżku, a normalnie funkcjonujemy i jeździmy dalej po kraju. Istnieje ryzyko rozprzestrzenienia wirusa po naszym powrocie z Włoch. To byłoby nieodpowiedzialne. Może mam za dużą wyobraźnię, ale w tej sytuacji federacja europejska pokpiła sprawę nie stając po naszej stronie od samego początku” – stwierdził jeden z liderów Jastrzębskiego Węgla Dawid Konarski.
Od poniedziałku, kiedy to prezes klubu z Jastrzębia-Zdroju Adam Gorol ogłosił, że bez względu na konsekwencje jego zespół do Włoch nie pojedzie na mecz, Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej (CEV) zagroziła walkowerem. I groźba ta była aktualna aż do środy wieczorem, kiedy to włoski rząd wydał rozporządzenie o zakazie zgromadzeń na terenie całego kraju, siatkarscy działacze w końcu poszli po rozum do głowy i wydali decyzję o przełożeniu meczu Jastrzębskiego Węgla z Itas Trrentino na inny termin. Nieładnie w tej sytuacji zachowali się też szefowie włoskiego klubu, którzy do samego końca nie chcieli pójść na żadne ustępstwa i nawet wtedy, gdy już było wiadomo, że przypadki koronawirusa wykryto także w Trydencie, domagali się mimo to rozegrania meczu z polskim zespołem w pierwotnym terminie. Teraz będą musieli pogodzić się z decyzją grze na neutralnym terenie.
W pierwszych meczach ćwierćfinałowych dobrze wypadły natomiast dwa inne włoskie zespoły z polskimi siatkarzami w składzie. Drużyna Sir Safety Monini Perugia, której trenerem jest belgijski selekcjoner reprezentacji Polski Vital Heynen, a kluczowym zawodnikiem Kubańczyk z polskim paszportem Wilfredo Leon, wygrała na wyjeździe z Fakiełem Nowy Urengoj 3:1. Tym zwycięstwem podopieczni Heynena poprawili sobie humory po porażce z lokalnym rywalem. Półtora tygodnia temu po serii 23 wygranych meczów ekipa z Perugii przegrała z Cucine Lube Civitanova w Pucharze Włoch. Daleka wyprawa na północ Rosji zakończyła się jednak sukcesem i Sir Safety Monini raczej na sto procent jest już w półfinale europejskich rozgrywek.
W ekipie pogromców zespołu Heynena, Cucine Lube Civitanova, występuje inny z reprezentantów Polski Mateusz Bieniek. Ta włoska drużyna w Lidze Mistrzów w 1/4 finału rywalizuje z belgijskim Knack Roeselare. W pierwszym spotkaniu Cucine Lube wygrało gładko 3:0 i przed rewanżem jest murowanym kandydatem do awansu.

Jastrzębski Węgiel odmawia gry w Italii

Mimo dynamicznie rozszerzającej się we Włoszech epidemii koronawirusa europejska federacja siatkówki (CEV) nie zgodziła się na przeniesienie zaplanowanego na czwartek 5 marca pierwszego meczu ćwierćfinałowego Ligi Mistrzów między Itas Trentino a Jastrzębskim Węglem. To dziwna decyzja, bo inne spotkania zostały przełożone. Polski klub w poniedziałek oficjalnie zakomunikował, że do Włoch nie pojedzie, chociaż grozi mu za to walkower.

Z powodu epidemii koronawirusa rozgrywki we włoskich ligach siatkarskich zostały zawieszone do początku marca, ale wątpliwe by szybko zostały wznowione, skoro miejsc wykrycia wirusa COVID-19 na Półwyspie Apenińskim wciąż przybywa. Do minionego poniedziałku w Trydencie nie odnotowano jednak zachorowań, dlatego działacze klubu Itas Trentino nie zgodzili się na przeniesienie zaplanowanego na czwartek 5 marca pierwszego meczu w 1/4 finału Ligi Mistrzów z Jastrzębskim Węglem. O zmianę miejsca wnioskował polski klub, proponując rozegranie spotkania albo Polsce, albo na neutralnym boisku w Austrii.
Włosi stanowczo się na takie rozwiązanie nie zgodzi, a co ciekawe, po ich stronie w tym sporze opowiedziały się władze CEV, które swoja przychylną dla Itas Trentino decyzję argumentowały tym, iż „teren, gdzie rozegrane zostanie spotkanie, nie jest objęty zagrożeniem”. Prezes klubu z Jastrzębia-Zdroju Adam Gorol nie uległ jednak presji i w miniony poniedziałek ogłosił, że jego zespół do Włoch jednak nie poleci. „Mając w szczególności na uwadze obawy i dyskomfort naszego zespołu, nie wykluczając możliwości ewentualnej kwarantanny naszych zawodników i sztabu szkoleniowego, co skutkowałoby brakiem możliwości dalszego uczestnictwa naszego zespołu w rozgrywkach krajowych, jako prezes zarządu Klubu, uwzględniając czysto ludzkie argumenty zawodników, podjąłem decyzję o odwołaniu wyjazdu naszej drużyny na mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzów z Trentino Itas w Trento” – poinformował oficjalnie sternik Jastrzębskiego Węgla.
A w wypowiedzi dla mediów dodał: „Włosi twierdzą, że nie ma żadnych przeciwwskazań, żeby rozegrać mecz na ich boisku. Argumentują, że służby medyczne nie wydały żadnego zakazu, zaś centrum epidemii znajduje się dwieście kilometrów od Trento. Chcą grać w wyznaczonym terminie w swojej hali i przy pełnych trybunach. Tymczasem nasi zawodnicy obawiają się wyjazdu. Nie chcemy ryzykować ich zdrowia, zwłaszcza że CEV jest niekonsekwentna, przecież niektóre zespoły otrzymały zgodę na to, by na razie nie grać we Włoszech”.
W poniedziałkowy wieczór sytuacja uległa jednak diametralnej zmianie, bowiem u 83-letniej mieszkanki Trydentu wykryto wirus COVID-19 i trafiła na oddział zakaźny miejscowego szpitala. Kwarantannie została poddana także osoba, która mieszkała z ofiarą koronawirusa. To pierwszy przypadek wystąpienia tej choroby w Trydencie, a zatem CEV raczej nie ma już teraz wyboru i musi przenieść spotkanie na neutralny teren. Zmusić graczy polskiego klubu do gry nie zmusi, a walkower na niekorzyść Jastrzębskiego Węgla byłby w tej sytuacji wręcz niewiarygodnym skandalem.
Termin meczu rewanżowego wyznaczono na 12 marca.