Nabierze aktualności

Dystopia, która nie nadąża za realem

Szkoda, że dystopijna groteskowa fantasmagoria Jacka Dehnela „Ale z naszymi umarłymi” ukazała się nieco za wcześnie, zaledwie o pół roku. Gdyby jego powieść była składana dopiero teraz, mógłby do trzech mott (?) poprzedzających tekst, a pochodzących od Marii Janion, Juliusza Słowackiego i Jarosława Marka Rymkiewicza, dołączyć w ostatniej chwili czwarte – słowa arcybiskupa krakowskiego o „tęczowej zarazie”, które taką „karierę” zrobiły w ostatnich tygodniach. Wtedy na moment powieść Dehnela byłaby świeża jak gazeta. Jednak nie ma się co łudzić, szybko by straciła na gazetowej świeżości, bo pewnie już niebawem jakiś inny biskup polski wypowie coś, co może nawet słowa arcybiskupa krakowskiego przyćmi.
U Jacka Dehnela jako prozaika cenię jego wyczucie szczegółu, detalu, zmysł obserwacji i umiejętność przetwarzania jej w zgrabną literacką frazę. Takie są jego „Balzakiana”, taka jest „Lala”. „Ale z naszymi umarłymi”, powieść która tytułem ironicznie nawiązuje do tytułu głośnego eseju Marii Janion, opowiada o tym, że: „W kamienicy na krakowskim Podgórzu mieszkają przedstawiciele niemal całego polskiego społeczeństwa: pani Lola, słuchaczka Uniwersytetu Trzeciego Wieku, i jej zgryźliwy mąż; Kuba, sfrustrowany reporter lokalnej telewizji, jego chłopak, wiecznie ślęczący nad doktoratem Tomek; nastoletnia Kamila, córka bogobojnych i ciągle kłócących się rodziców, rozklejająca homofoniczne wlepki; międzynarodowa para, Dorota i Keneth (…) i pan Włodek, inwalida z sutereny. Życie bohaterów zakłóca dziwne zdarzenie, po którym odmienią się losy całego świata: pod Krakowem, na cmentarzu, Kuba z ekipą telewizyjną odkrywają tajemnicze zniknięcia zwłok.
Zaczyna się medialna histeria, międzynarodowe serwisy obiega wiadomość o polskich „powróconych”. Ludzi ogarnia na przemian panika i euforia, a politycy i biskupi próbują wykorzystać bezrozumne, ociężałe żywe trupy do własnych celów. Jacek Dehnel dokonuje brawurowej, pełnej czarnego humoru reinterpretacji romantycznych wzorców: czy Polska stanie się Chrystusem czy zombim narodów?” – tako rzecze nota wydawnicza, a ja myślę sobie że wyjawienie osnowy powieści nie odbierze czytelnikom przyjemności z lektury, bo urok prozy Dehnela nie polega na zaskoczeniach, lecz przeciwnie, na tym, że co rusz natykamy się w niej na wątki, style, motywy, postacie i zdarzenia, które skądinąd znamy i które potwierdzają nasze obserwacje, intuicje i przewidywania. Tym bardziej, że żyjemy w czasach, w których realne zdarzenia przebijają poziomem absurdu dystopie rodzące się w wyobraźni pisarzy, którym przecież na ogół na wyobraźni i to bujnej nie zbywa.
Tak też, czytając „Ale z naszymi umarłymi” niejednokrotnie nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że nawet te pochody zombich w Krakowie, to „małe piwo” w porównaniu z tym, co często, nieraz na co dzień, otrzymujemy w realu czy w mediach. Można też autorowi pogratulować, że proroczo przeczuł sprawę „homofobicznych wlepek” dołączanych całkiem niedawno jednego z tygodników, ale myślę też sobie, że książka to w końcu nie gazeta, i „gazetowa” czy internetowa aktualność niektórych wątków niekoniecznie musi być superzaletą w czasie lektury. Dlatego myślę, że powieść Dehnela nabierze walorów wraz z upływem czasu, gdy świeże sprawy i aktualne detale stracą świeżość, nabiorą patyny i kurzu rzeczy przeszłych.
Wtedy może jeszcze bardziej niż teraz ta proza nabierze walorów literackiego dokumentu swego czasu, dokumentu jego smaku, zapachu i nastroju.

Jacek Dehnel – „Ale z naszymi umarłymi”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019, str. 318, ISBN 978-83-08-06896-0.

Na tropie Recenzja

Po dwóch świetnie przyjętych kryminałach retro, czyli „Tajemnicy Domu Henclów i „Rozdartej” zasłonie” coraz sławniejsza Maryla Szymiczkowa proponuje lekturę „Seansu w Domu Egipskim”. Kim jest Maryla Szymiczkowa? To autorka fikcyjna, która stworzyli Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński, obdarowując ją taką oto biografią: „wdowa po prenumeratorze „Przekroju” w twardej oprawie, królowa pischingera, niegdysiejsza gwiazda Piwnicy pod Baranami i korektorka w „Tygodniku Powszechnym”. Dziś co niedzielę, po sumie w Mariackim, można ją spotkać na kawie u Noworola, a do niedawna wieczorami w Nowej Prowincji”.

 

Ta nieskrywana nawet mistyfikacja to żart pisarzy, którzy za pośrednictwem powołanej do literackiego życia domniemanej autorki-narratorki prowadzą czytelników przez malownicze życie dekadenckiego Krakowa. Zachowując idealne proporcje między regułami kryminału retro a lekko pastiszową opowieścią o findesieclowym królewskim mieście Krakowie autorzy portretują ten nieodległy świat z godną podziwu biegłością i znawstwem, za którym stoją trafnie wykorzystane liczne i wiarygodne źródła (pamiętniki, powieści z epoki, prasa). Tak więc przed oczyma czytelników ożywają jakby toczyły się teraz fumy mieszczańskiego Krakowa, patrzącego z trwogą i podziwem na postępki coraz bardziej dokazującej bohemy. Oto bowiem do podwawelskiego grodu przybywa Szatan, czyli sam Stanisław Przybyszewski, przyprawiając zacne matrony o przyśpieszony rytm serca.

Okazją do konfrontacji statecznego Krakowa i bohemy staje się seans spirytystyczny w tytułowym Domu Egipskim, u doktorostwa Beringerów, gdzie zjawiają się m.in. Stanisław Przybyszewski i główna bohaterka serii opowieści Szymiczkowej, czyli pani profesorowa Zofia Szczupaczyńska. To właśnie ona, kiedy podczas seansu padnie trupem (otruty strychniną) gospodarz spotkania, przejmuje ster śledztwa niczym niezapomniana panna Murple z powieści Agaty Christie. Prawdę mówiąc, czekała na swój moment – w monotonnym życiu profesorowej pojawiał się znowu pociągający motyw: „Krew jej pulsowała nowym rytmem – pisze Szymiczkowa – jak krew gończego psa na tropie”. Nie trzeba dodawać, że tropu Szczupaczyńska nie zgubi i powieść zakończy się jak należy, czyli zdemaskowaniem mordercy.

Śledztwo prowadzone na spółkę z dociekliwym sędzią śledczym Klossowitzem (pokrewieństwo z nazwiskiem naszego sławnego agenta Klossa bodaj nieprzypadkowe) to oczywisty pretekst dla rozmaitych wycieczek literackich, wybornie dobranych cytatów, charakteryzujących atmosferę epoki i z dzisiejszego punktu widzenia pełne wigoru płomienne głupstwa artystycznych manifestów modernistów.

Obok Przybyszewskiego (malowanego jego własnymi słowami) przewija się przez karty książki niemała gromadka wybitnych person kultury i sztuki na czele z młodziutkim, jeszcze studentem medycyny, Tadeuszem Żeleńskim, Stanisławem Wyspiańskim i rozmaitymi akolitami Szatana. Pojawiają się też nazwiska sławnych autorytetów okultystycznych, opisy charakterystycznych dla zmierzchu epoki miejsc i zdarzeń.

Czyta się tę książkę z wielkim rozbawieniem, ale i zainteresowaniem, smakując – śladami autorów – tak udatnie odtworzony zapach odeszłej epoki i królewskiego miasta Krakowa, rozdartego między konserwatywnym trwaniem przy swoim i otwartością na nowe powiewy czasu. Słowem, wyśmienita robota pisarska, a więc idealna lektura na lato.

 

SEANS W DOMU EGIPSKIM Maryli Szymiczkowej [Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego], Wydawnictwo Znak, Kraków 2018, ISBN 978-83-240-4785-7