Legia Warszawa zaczyna pucharowy sezon

W środę 7 lipca zespół Legii Warszawa rozegra na wyjeździe pierwsze spotkanie w kwalifikacjach Ligi Mistrzów UEFA. Rywalem legionistów w tej fazie rywalizacji jest norweska drużyna FK Bodo/Glimt. Przed wyjazdem do Norwegii „Wojskowi” sprawdzili aktualną formę w sparingu z Jagiellonią Białystok.

Kadra Legii rozpoczęła przygotowania do nowego sezonu 7 czerwca. Nieoczekiwania atmosferę w klubie mocno podgrzał trener Czesław Michniewicz, narzekając na łamach serwisu Legia.net: „Sytuacja kadrowa na dziś wygląda bardzo słabo. Jeśli mamy grać na trzech frontach, to musimy mieć więcej ludzi do gry. W lipcu i sierpniu zagramy 15-16 meczów i tym stanem osobowym, jaki mamy, będzie to trudno pociągnąć” – stwierdził szkoleniowiec. Jego słowa nie spodobały się właścicielowi klubu Dariuszowi Mioduskiemu, który także na łamach Legia.net odpowiedział na zarzuty Michniewicza. „Byłem tą wypowiedzi trenera bardzo zdziwiony, ale te nie ma co ukrywać, także poirytowany” – powiedział Mioduski. I dodał: „Michniewicz do pucharów europejskich przygotowuje zespół po raz pierwszy. Jako klub przekazaliśmy mu wytyczne, że treningi powinny się zacząć najpóźniej 4 czerwca. On przesunął jednak termin na 7 czerwca, a jeszcze przedłużył urlopy kilku zawodnikom, chociaż wiedział, że zawodnicy mający za sobą występy w drużynach narodowych nie będą mogli z nami trenować od początku przygotowań. To były jego decyzje i on też będzie musiał wziąć za nie odpowiedzialność. Nie powinien potem być zaskoczony sytuacją, do której sam swoimi decyzjami doprowadzi” – stwierdził prezes Legii.
Michniewicz nie ma więc w tej chwili żadnych złudzeń, że jeśli nie osiągnie postawionego przed nim celu i nie awansuje choćby tylko do fazy grupowej Ligi Konferencji Europy, zostanie zwolniony. W różnych wypowiedziach dla mediów przyznawał, że nie może wykluczyć sytuacji, że za dwa miesiące przestanie być trenerem Legii.
Ale póki co „Wojskowi” szykują się do skoku przez pierwszą pucharową przeszkodę, czyli do konfrontacji z mistrzem Norwegii FK Bodo/Glimt. Norweska liga gra systemem wiosna – jesień, więc rywale są w środku sezonu, ale ostatnio zanotowali spadek formy, bo z ostatnich czterech spotkań ligowych wygrali tylko jedno, dwa przegrali, a jeden mecz zakończył się remisem. W tabeli norweskiej ekstraklasy ekipa trenera Kjetila Knutsena zajmuje jednak drugą lokatę.
„Wojskowi” w ostatnim przed potyczką z FK Bodo/Glimt sparingu pokonali Jagiellonię 2:0. Obie bramki zdobył pozyskany latem przez stołeczny klub azerski napastnik Mahir Emreli. Trener Michniewicz nie wystawił do gry narzekających na lekkie urazy Bartosza Kapustkę i Luquinhasa, ale jak zapewnił, jego drużyna przez 60 minut grała w najmocniejszym składzie, który wyglądał tak: Artur Boruc (46’ Cezary Miszta) – Mattias Johansson, Artur Jędrzejczyk (60’ Jehor Macenko), Mateusz Hołownia (55’ Joel Abu Hanna), Kacper Skibicki (46’ Maik Nawrocki), Andre Martins (60’ Bartłomiej Ciepiela), Bartosz Slisz (60’ Jakub Kisiel), Filip Mladenović (60’ Kacper Skwierczyński), Josue (60’ Kacper Kostorz), Mahir Emreli (60’ Szymon Włodarczyk), Ernest Muci (46’ Rafael Lopes).
Mecz FK Bodo/Glimt – Legia Warszawa odbędzie się w środę 7 lipca o godzinie 18, A rewanż zostanie rozegrany tydzień później o 20:00. Transmisję z obu tych spotkań przeprowadzi TVP Sport.


Kadra Legii Warszawa:
Bramkarze: 1. Artur Boruc, 31. Cezary Miszta.
Obrońcy: 2. Josip Juranović, 3. Mateusz Hołownia, 4. Mateusz Wieteska, 6. Mattias Johansson, 17. Maik Nawrocki, 23. Joel Abu Hanna, 25. Filip Mladenović, 29. Lindsay Rose, 55. Artur Jędrzejczyk, 64. Jehor Macenko; Pomocnicy: 8. André Martins, 22. Kacper Skibicki, 27. Josué, 63. Jakub Kisiel, 67. Bartosz Kapustka, 82. Luquinhas, 92. Bartłomiej Ciepiela, 99. Bartosz Slisz.
Napastnicy: 9. Tomáš Pekhart, 11. Mahir Emreli, 20. Ernest Muçi, 21. Rafael Lopes, 30. Kacper Kostorz.


Kadra FK Bodo/Glimt:
Bramkarze: 12. Nikita Chajkin, 30. Joshua Smits, 41. Magnus Brøndbo.
Obrońcy: 2. Marius Lode, 3. Alfons Sampsted, 4. Marius Høibråten, 5. Fredrik André Bjørkan, 18. Brede Moe, 21. Vegard Kongsro, 26. Sigurd Kvile, 43. Brynjar Johnsplass; Pomocnicy: 7. Patrick Berg, 10. Hugo Vetlesen, 14. Ulrik Saltnes, 16. Morten Konradsen, 19. Sondre Brunstad Fet, 22. Vegard Moberg, 23. Elias Hagen; Napastnicy: 9. Ola Solbakken, 11. Axel Lindahl, 17. Sebastian Tounekti, 20. Erik Botheim, 24. Lasse Selvåg Nordås, 28. Pernambuco, 29. Tomáš Rataj.

A tak się dobrze zapowiadał

Piłkarz Jagiellonii Białystok Kamil Wojtkowski w niedzielę rozbił auto i zbiegł z miejsca zdarzenia. W poniedziałek rano sam zgłosił się na policję. Grozi mu kilka lat więzienia, a białostocki klub zerwa z nim kontrakt.

Do zdarzenia doszło w niedzielę. Piłkarz nie zatrzymał się do policyjnej kontroli i zaczął uciekać, doprowadzając do kolizji drogowej, po której porzucił auto i zbiegł z miejsca zdarzenia. Następnego dnia wprawdzie sam zjawił się na komisariacie, skąd po złożeniu wyjaśnień został wypuszczony na wolność, ale raczej na pewno nie uniknie surowych konsekwencji. Już za samo niezatrzymanie się do kontroli grozi mu więzienie.
Jagiellonia zareagowała natychmiast publikując oświadczenie takiej oto treści: „Komunikat Klubu ws. Kamila Wojtkowskiego. W związku z wydarzeniami jakie miały miejsce minionej niedzieli z udziałem zawodnika naszego klubu, Zarząd Jagiellonii Białystok informuje, że jest w trakcie gromadzenia wszystkich niezbędnych informacji dotyczących przebiegu i skutków opisywanej w mediach sytuacji. Jednocześnie chcemy podkreślić, że Jagiellonia Białystok potępia takie zachowania i uważa je za rażące naruszenia zasad dyscypliny, na które nie ma miejsca w naszym Klubie. Po ustaleniu wszystkich szczegółów zajścia, zostaną wyciągnięte surowe konsekwencje”.
23-letni Wojtkowski to były młodzieżowy reprezentant Polski. W przeszłości występował w Pogoni Szczecin, rezerwach RB Lipsk i Wiśle Kraków, a od obecnego sezonu reprezentuje barwy Jagiellonii Białystok. W ekstraklasie rozegrał dotąd 83 mecze, ale w Jagiellonii w tym sezonie zaliczył na boisku tylko 176 minut. I więcej może już nie zagrać. Piłkarz usłyszał bowiem zarzuty z art. 178b KK, który dotyczy niezatrzymania się do kontroli drogowej. Grozi za to kara nawet pięciu lat więzienia. A to jeszcze nie koniec jego kłopotów. Według informacji podanych przez Radio Białystok miał pozytywny wynik testu na obecność narkotyków, co rozszerza listę stawianych mu zarzutów. A na domiar złego we wtorek został bez bez pracy, bo Jagiellonia rozwiązała z nim kontrakt w trybie dyscyplinarnym.

Trwa wojna na dole w PKO Ekstraklasie

W tym sezonie z ekstraklasy spadnie tylko ostatni zespół w tabeli. Przed kończącym 21. kolejkę meczem w Mielcu zajmowała je miejscowa Stal, ale przedostatnie Podbeskidzie miało tylko dwa punkty więcej. W bezpośrednim starciu tych zespołów lepsi okazali się mielczanie.

Zwycięstwo mielczan 2:1 pozwoliło im wyprzedzić „Górali” o jedno „oczko”, lecz oba zespoły wciąż jadą na jednym wózku mając do spółki jeszcze Cracovię, która w tabeli jest 14. z dorobkiem 20 punktów i stratą czterech do 13. w stawce Wisły Płock.
Z trójki beniaminków ekstraklasy jak na razie najlepiej radzi sobie Warta Poznań, która po 21 kolejkach ma na koncie 26 punktów i zajmuje 10. miejsce, natomiast Stal i Podbeskidzie utknęły na dobre w ogonie ligowej tabeli i coraz bardziej wygląda na to, że jeden z nich wróci po tym sezonie do I ligi.
W przerwie zimowej oba kluby mocno zainwestowały w nowych piłkarzy, w obu też w trakcie rozgrywek dokonano zmiany trenerów. W Stali w połowie listopada za Dariusza Skrzypczaka zespół przejął Leszek Ojrzyński, zaś w Podbeskidziu w grudniu Krzysztofa Brede zastąpił Robert Kasperczyk.
Po wznowieniu rozgrywek na początku dużo lepiej radzili sobie bielszczanie, którzy rundę wiosenną zaczęli w roli outsidera, ale na swoim stadionie najpierw sensacyjnie pokonali u siebie lidera Legię Warszawa 1:0, a następnie Górnika Zabrze 2:1. Potem „Górale” zaliczyli dwa remisy po 1:1, z Cracovią na wyjeździe i Jagiellonią Białystok u siebie, aż w końcu w 19. kolejce doznali pierwszej w tym roku porażki ulegając na wyjeździe ekipie Rakowa Częstochowa 0:1. Dobrze grająca ostatnio Lechia Gdańsk w następnej serii spotkań zdołała jednak wywieźć z Bielska-Białej tylko remis, więc jeszcze alarmu w Podbeskidziu nie wszczynano.
Władze klubu czekały na mecz ze Stalą, bo w przypadku zwycięstwa „Górale” nie tylko odskoczyliby zamykającym stawkę mielczanom na pięć punktów, ale jeszcze przy okazji przeskoczyli w tabeli Cracovię.
Drużyna Stali w rundzie jesiennej przegrała w Bielsku-Białej z Podbeskidziem 0:1, nie dlatego jednak mało kto dawał jej szanse na zwycięstwo. Podopieczni trenera Ojrzyńskiego poprzedni rok zakończyli sensacyjną wygraną na Łazienkowskiej z Legią 3:2, lecz w tym roku grają słabiutko.
Do meczu z „Góralami” w sześciu kolejkach mielczanie nie odnieśli ani jednego zwycięstwa – zremisowali ze Śląskiem (0:0), Wisłą Płock (2:2) i Cracovią (0:0), przegrali zaś z Górnikiem (1:2), Lechią (0:1) i Piastem (1:2).
Zajmowana przez nich ostatnia lokata w tabeli nie była więc przypadkiem i do poniedziałkowego meczu z Podbeskidziem przystępowali z nożem na gardle. Ewentualna porażka oznaczała powiększenie straty do dwóch najbliższych zespołów w tabeli – Podbeskidzia i Cracovii, a coraz więcej wskazuje na to, że to z nimi prawdopodobnie przyjdzie mielczanom toczyć do końca walkę o utrzymanie.
W następnej kolejce, ostatniej przed przerwą na reprezentację, cały ten tercet outsiderów będzie grał na wyjazdach – Podbeskidzie z Wartą Poznań, Stal z Wisłą Kraków, a Cracovia z Piastem. O punkty łatwo nie będzie, bo rywale zajmują lokaty w dolnej części ligowej tabeli i są żywotnie zainteresowani w powiększeniu punktowego dystansu nad strefą spadkową.
W tej chwili ostatnie Podbeskidzie traci do 13. Wisły Płock sześć punktów, do 12. Jagiellonii i 11. Wisły Kraków siedem, do 10. Warty osiem, a do dziewiątego Piasta 10 punktów. Do zakończenia rozgrywek pozostało jeszcze dziewięć kolejek, czyli każdy z zespołów ma do zdobycia 27 punktów. Teoretycznie zatem wszystko jest jeszcze możliwe, bo przecież na początku sezonu „czerwoną latarnią” był Piast Gliwice, blisko strefy spadkowej pałętał się Lech Poznań, a teraz robią to Cracovia, Wisła Kraków, a zwłaszcza Jagiellonia, która zaczynał ten rok jako zespół z czołówki ligowej tabeli.
Za słabe wyniki pewnie zapłaci posadą trener Bogdan Zając, bo jego dymisji domagają sie już coraz bardziej nachalnie kibice białostockiej drużyny.

Lech oszczędzał siły

W czwartek Lech Poznań w pierwszym meczu fazy grupowej Ligi Europy zmierzy się na swoim stadionie z Benficą Lizbona. Poznański zespół w przeszłości do tego etapu rozgrywek kwalifikował się trzykrotnie, a dwa razy potrafił awansować do fazy pucharowej. Jak będzie tym razem? Obawy przed potyczką z portugalskim potentatem można mieć, bo w minioną sobotę w wyjazdowym meczu 7. kolejki ekstraklasy „Kolejorz” przegrał z Jagiellonią 1:2.

Zespół Lecha nowy sezon ekstraklasy zaczął kiepsko, od wyjazdowej porażki z Zagłębiem Lubin (1:2), potem w dwóch kolejnych spotkaniach zanotował remisy, u siebie z Wisłą Płock 2:2 i we Wrocławiu ze Śląskiem 3:3. Pierwsze zwycięstwo odniósł dopiero w czwartej kolejce, pokonując w derbach Poznania Wartę 1:0. Z powodu koronawirusa w Pogoni Szczecin mecz z tym zespołem w 5. kolejce został przełożony, ale w szóstej serii spotkań poznaniacy rozgromili na wyjeździe Piasta Gliwice 4:1. Ale warto pamiętać, że w tym czasie ekipa „Kolejorza” lała rywali w kolejnych rundach kwalifikacji Ligi Europy i w cuglach awansowała do fazy grupowej Ligi Europy. Może więc nie ma powodów do obaw, bo wygląda na to, że w tej części sezonu głównym celem podopiecznych trenera Dariusza Żurawia jest jak najlepszy występ w europejskich pucharach, a nie walka o prowadzenie w rozgrywkach ekstraklasy.
Lechici muszą rozważnie szafować siłami i z tego powodu w rodzimej lidze walczą na razie na pół gwizdka, zwłaszcza gdy mają w perspektywie potyczkę w Lidze Europy, której stawką są poważne pieniądze, a przypomnijmy, że Lech rywalizuje w grupie D z zespołami Benfiki, Standardu Liege i Glasgow Rangers. Wracając zaś do sytuacji „Kolejorza” w PKO Ekstraklasie, to trudno uznać ją za dramatyczną. Po siedmiu kolejkach, ale z jednym zaległym meczem do rozegrania u siebie, poznaniacy z dorobkiem ośmiu punktów zajmują dziewiątą lokatę (dwa zwycięstwa, dwa remisy i dwie porażki). Co prawda do prowadzącego w tabeli Rakowa tracą osiem „oczek”, ale nie jest to strata niemożliwa do odrobienia w pozostałych jeszcze lechitom do rozegrania w tym sezonie ekstraklasy 24 meczach.
Uwolniony przez PZPN z obowiązków trenera kadry U-21 Czesław Michniewicz mógł już skupić się wyłącznie na pracy z zespołem Legii. Na razie trudno dopatrzyć się jakiejś jakościowej zmiany na lepsze w grze „Wojskowych”. W meczu z Zagłębie Lubin legioniści męczyli się na boisku okrutnie, ale na nich szczęście czeski napastnik Tomas Pekhart, który w kwalifikacjach europejskich pucharów nie był postrachem bramkarzy, ale w naszej ekstraklasie jest nim jak najbardziej. To on strzelił „Miedziowym” oba gole, a w sumie w tym sezonie ekstraklasy ma już na koncie sześć trafień w pięciu meczach, a tyle stołeczny zespół na razie rozegrał (spotkania z Wartą i Pogonią przełożono z powodu koronawirusa). Warto podkreślić, że Legia w tych pięciu spotkaniach zdobyła w sumie siedem bramek. Pekhart prowadzi też w klasyfikacji strzelców ekstraklasy, za nim z pięcioma golami jest Hiszpan Jesus Jimenez z Górnik Zabrze, a dalej z czterema trafieniami są: Kamil Biliński z Podbeskidzia, Portugalczyk Flavio Paixao z Lechii, Łotysz Vladislavs Gutkovskis i Słoweniec David Tijanić z Rakowa oraz Szwed Mikael Ishak z Lecha Poznań.
Wspomniany wcześniej Michniewicz, chociaż nie okazał się mężem opatrznościowym Legii i nie awansował do fazy grupowej Ligi Europy, na razie nie musi obawiać się o utratę posady w stołecznym klubie. Czarne chmury zawisły natomiast nad Waldemarem Fornalikiem, bo Piast po siedmiu kolejkach ma tylko jeden punkt na koncie i ma już cztery straty do następnej w tabeli Stali Mielec. A skoro już o mieleckiej jedenastce mowa, jej szkoleniowiec, Dariusz Skrzypczak, po klęsce z Wisłą Kraków 0:6, najwyższej w historii występów Stali w naszej ligowej elicie, też musi patrzeć w niebo. Na drugim biegunie jeśli chodzi o nastroje trenerów w ekstraklasie, poza rzecz jasna Markiem Papszunem z Rakowa, znajduje się szkoleniowiec Warty Poznań Piotr Tworek, którego zespół zaczął wygrywać, a warto odnotować, że w wygranym przez warciarzy na wyjeździe 2:1 meczu z Podbeskidziem w jego zespole wystąpiło tylko dwóch obcokrajowców, a oba gole strzelili polscy piłkarze.

Legia słaba po Omonii

W miniony czwartek w I rundzie kwalifikacji Ligi Europy odpadła Cracovia, która przegrała z Molmoe FF 0:2. Dalej grają Lech Poznań (wygrał 3:0 z Valmiera FC) i Piast Gliwice (2:0 z Dynamem Mińsk), a w III rundzie dołączy do nich jeszcze Legia, która odpadła w eliminacjach Ligi Mistrzów z Omonią Nikozja (0:2).

Trener warszawskiego zespołu Aleksandar Vuković nie krył obaw o wynik ligowego starcia z Jagiellonią. „To dla nas niewygodny rywal, niewygodny jest też moment, w którym z nim gramy, bo zaraz po meczu w europejskich pucharach, w którym walczyliśmy na dodatek przez 120 minut” – twierdził przed meczem. W ostatnich 10 spotkaniach Legii z Jagiellonią w ekstraklasie warszawianie odnieśli tylko dwa zwycięstwa, zaś białostocczanie triumfowali trzykrotnie, a w pięciu spotkaniach padły wyniki remisowe. W pierwszej kolejce Jagiellonia, którą w tym sezonie prowadzi dawny asystent Adama Nawałki w kadrze Polski Bogdan Zając (zastąpił latem Bułgara Iwajło Petewa), zremisowała u siebie z Wisłą Kraków 1:1, więc raczej spodziewano się kolejnego podziału punktów. Legioniści zaczęli jednak sobotni mecz z dużą werwą, chociaż trener Vuković posadził na ławce Michała Karbownika (Legia finalizuje jego transfer do SSC Napoli na siedem milionów euro) oraz Luquinhasa, za to w podstawowym składzie wyszli Bartosz Kapustka i Andre Martins. Ale zapału „Wojskowym” starczyło tylko na kwadrans, w którym nawet strzelili gola, lecz arbiter go nie uznał. Potem inicjatywę przejęli goście i 19. oraz 28. minucie znaleźli sposób na pokonanie Artura Boruca. Po zmianie stron warszawianie podjęli jednak walkę i zepchnęli białostocczan do defensywy, ale swoją przewagę zdołali przekuć tylko na jedno trafienie autorstwa Czecha Tomasa Pekharta. Legia straciła zatem cenne punkty i nic dziwnego, że trener Vuković nie krył zadowolenia z ligowej przerwy na reprezentację, która 4 września zagra z Holandią, a 7 września z Bośnia i Hercegowiną. „Ta przerwa dla nas będzie bardzo pomocna. Nie będzie z nami kilku reprezentantów krajów, ale reszta graczy będzie miała czas na regenerację i odpoczynek, ale też solidny trening” – zapewniał szkoleniowiec Legii, który po porażce z Omonią Nikozja mocno stracił na pewności siebie. Warszawianie rywala w III rundzie kwalifikacji Ligi Europy poznają 1 września, a mecz w tej fazie rywalizacji rozegrają dopiero 24 września. Wśród potencjalnych rywali są jednak mocne zespoły, jak FK Astana, Slovan Bratysława czy Djurgardens.
Natomiast Lech Poznań i Piast Gliwice czekają 17 września mecze w II rundzie, a wśród potencjalnych rywali aż roi się od uznanych piłkarskich marek, są wśród nich m.in. Tottenham Hotspur, AC Milan, FC Basel, VfL Wolfsburg, Dynamo Moskwa czy Galatasaray Stambuł. W I rundzie Piast dość nieoczekiwanie wyeliminował Dynamo Mińsk 2:0, co było w wykonaniu gliwiczan historycznym wyczynem, bo po raz pierwszy udało im się przebrnąć przez pierwszą rundę europejskich pucharów. Zapłacili za wysiłek, podobnie jak gracze Legii, ligową porażką z Pogonią 0:1, gra była warta świeczki.
Zespół Lecha miał znacznie łatwiejsze zadanie, bo łotewski zespół Valmiera FC to debiutant na arenie międzynarodowej i chociaż stawiał ambitny opór, porażka 0:3 z ekipą „Kolejorza” to najniższy „wymiar kary” na jaki mógł w Poznaniu liczyć. W następnej rundzie lechici już na takiego słabego rywala raczej nie trafią, ale póki piłka w grze, nie można skreślać ani ich, ani też dwóch pozostałych naszych zespołów, czyli Piasta i Legii.

Górnik Zabrze na pozycji lidera

Rozegrany w poniedziałek mecz Jagiellonii z Wisłą Kraków zakończył pierwszą kolejkę naszej piłkarskiej ekstraklasy. W tym sezonie zrezygnowano z fazy play off i podziału drużyn na grupy mistrzowską i spadkową. Zespoły rozegrają 30 kolejek systemem każdy z każdym, a z ligi spadnie tylko ostatnia ekipa, ponieważ od sezonu 2021/2022 ekstraklasa zostanie powiększona do 18 zespołów.

Już przed startem rozgrywek było wiadomo, że Cracovia zacznie je na ostatniej pozycji. To skutek nałożonej na krakowski klub kary minus pięciu punktów za udział w futbolowej korupcji. „Pasy” w 1. kolejce pokonały na swoim stadionie Pogoń Szczecin 2:1 i chociaż nadal są „czerwoną latarnią” w stawce, to na koncie mają już tylko dwa minusowe punkty. Liderem po pierwszej serii spotkań został Górnik Zabrze, który na swoim boisku wygrał 4:2 z beniaminkiem Podbeskidziem Bielsko-Biała. Z trójki nowicjuszy w ekstraklasie porażkę na inaugurację rozgrywek zanotowała też Warta Poznań, która uległa w Grodzisku wielkopolskim Lechii Gdańsk 0:1, natomiast trzeci z beniaminków, Stal Mielec, zdobył cenny punkt remisując 1:1 na wyjeździe z Wisłą Płock. Z kwartetu zespołów, które w tym sezonie reprezentują polską ligę w europejskich pucharach, zwycięstwa odniosły Legia Warszawa (2:1 z Rakowem Częstochowa) i wspomniana wyżej Cracovia, natomiast przegrały swoje spotkania Lech Poznań (1:2 z Zagłębiem Lubin) i Piast Gliwice (0:2 ze Śląskiem Wrocław).
Te wyniki nie dają jeszcze rzecz jasna pełnej wiedzy o aktualnym układzie sił w ekstraklasie. Więcej na ten temat będzie można pewnie powiedzieć dopiero na początku października, gdy zespoły będą miały już za sobą sześć pierwszych kolejek. Mimo rezygnacji z formuły ESA-37 terminarz gier i tak jest napięty jak postronek. Do końca roku liga nie zdąży rozegrać nawet połowy spotkań – ostatnia przed przerwą zimową 14. kolejka odbędzie się w dniach 18-20 grudnia. Piłkarze wrócą do gry już 6-7 lutego przyszłego roku, a ostatnią, 30. ligową kolejkę rozegrają 16 maja.
Z ekstraklasy spadnie tylko ostatni zespół w stawce, a z I ligi awansują trzy drużyny – dwie pierwsze bezpośrednio, a trzecią wyłonią baraże między zespołami z miejsc 3-6. Następny sezon PKO Ekstraklasa rozpocznie w składzie 18-zespołowym z 34. kolejkami w sezonie rozgrywanymi w dwóch rundach – jesiennej i wiosennej.

Mecze o pietruszkę

W naszej piłkarskiej ekstraklasie pozostała do rozegrania już tylko jedna kolejka spotkań, ale wszystkie najważniejsze rozstrzygnięcia już zapadły. Wcześniej wyłoniono całą trójkę spadkowiczów (ŁKS, Korona i Arka), mistrza Polski (Legia), a w minioną środę miejsca na podium zapewniły sobie Lech i Piast. Jedną niewiadomą jest jeszcze tylko kolejność tych drużyn w tabeli.

Legia Warszawa już w 35. kolejce przyklepała mistrzowski tytuł pokonując u siebie Cracovię 2:0, więc na wyjazdowy środowy mecz z Lechią Gdańsk w 36. serii spotkań trener stołecznej drużyny Aleksandar Vuković wystawił mocno rezerwowy skład. Nie tylko on postanowił wykorzystać okazję, że dwa ostatnie mecze sezonu są już de facto o „pietruszkę”. Przeglądu kadr dokonali trenerzy wszystkich zespołów, nawet Lecha Poznań, Piasta Gliwice i Śląska Wrocław, chociaż te zespoły jeszcze miały o co walczyć. Wrocławianie mieli jeszcze matematyczną szansę na zajęcie premiowanego startem w europejskich pucharach trzeciego miejsca, ale do tego potrzebne było im zwycięstwo na Jagiellonią w Białymstoku i porażka Lecha w Krakowie z Cracovią. Oba warunki nie zostały jednak spełnione, bo białostocczanie pokonali Śląsk 2:1, a „Kolejorz” także 2:1 wygrał starcie z „Pasami”. Poznański zespół zyskał na tym podwójnie, bo nie tylko odskoczył czwartym w tabeli wrocławianom na bezpieczny dystans i przyklepał miejsce na podium, lecz za sprawą niespodziewanej porażki Piasta Gliwice w Szczecinie z Pogonią (0:1) awansował na drugie miejsce i potrzebuje już tylko jednego punktu, żeby zakończyć sezon jako wicemistrz kraju. Gliwiczanie mogli z „Portowcami” zremisować, bo w 94. minucie prowadzący zawody arbiter z Siedlec Krzysztof Jakubik podyktował na ich korzyść rzut karny. Doskonałą okazję do zdobycia gola zmarnował jednak Hiszpan Gerard Badia, którego strzał obronił chorwacki bramkarz Pogoni Dante Stipica.
W ostatniej kolejce Lech podejmie u siebie na Bułgarskiej Jagiellonię Białystok, zaś Piast także na swoim boisku zmierzy się z Cracovią. Żeby wyprzedzić lechitów w tabeli, gliwicki zespół musi pokonać „Pasy, co nie powinno być raczej trudne, bo trener Cracovii oszczędza najlepszych graczy na finał Pucharu Polski z Lechią, ale warunkiem koniecznym jest jeszcze porażka Lecha w starciu z Jagiellonią.
Zarządzająca rozgrywkami spółka Ekstraklasa SA przygotowała nowy zestaw medali za zajęcie trzech pierwszych lokat w lidze. Ważą 245 gramów i zostały wykonane z mosiądzu. „Po wygrawerowaniu logotypów i napisów został im ręcznie nadany kształt na prasie balansowej. Oszlifowane i wypolerowane zostały pokryte czystym 24-karatowym srebrem i złotem. W przypadku medali dla mistrza jest to żółte złoto, natomiast brązowe pokryto złotem czerwonym” – napisano na stronie internetowej ekstraklasa.org. Do Poznania i Gliwic trzeba będzie jednak na wszelki wypadek przywieźć dwa komplety medali – srebrnych i brązowych, bo w futbolu cuda się zdarzają.
Reszta meczów w 37. kolejce będzie już naprawdę tylko sparingami, ale może dzięki temu trenerzy ponownie dadzą szansę młodym i obiecującym piłkarzom. Bułgarski trener Jagiellonii Iwajło Petew w meczu ze Śląskiem pozwolił udanie zadebiutować w ekstraklasie 16-letniemu bramkarzowi Xavierowi Dziekońskiemu i dzięki temu wiemy, że w białostockim klubie pojawił się talent być może na miarę Bartłomieja Drągowskiego, który dzisiaj z powodzeniem radzi sobie w Serie A w bramce Fiorentiny. Trener Vuković w meczu z Lechią dał zagrać Arielowi Mosórowi i Szymonowi Włodarczykowi. To synowie znanych przed laty piłkarzy, także Legii, Piotra Mosóra i Piotra Włodarczyka. W Wiśle Płock w spotkaniu z Koroną Kielce błysnął strzelec dwóch goli 17-letni Dawid Kocyła.
Nie każdy debiut w ekstraklasie bywa udany, o czym przekonał się 27-letni bramkarz Lecha Karol Szymański, który w meczu z Cracovią popełnił kompromitujący błąd przepuszczając pod stopą piłkę zagraną do niego przez stopera.

Zestaw par ostatniej, 37. kolejki
Grupa mistrzowska (wszystkie mecze w niedzielę 19 lipca, godz. 17:30): Legia Warszawa – Pogoń Szczecin, Piast Gliwice – Cracovia, Śląsk Wrocław – Lechia Gdańsk, Lech Poznań – Jagiellonia Białystok
Grupa spadkowa (wszystkie mecze w sobotę 18 lipca, godz. 17:30): Górnik Zabrze – Zagłębie Lubin, Wisła Kraków – Arka Gdynia, Raków Częstochowa – Wisła Płock, Korona Kielce – ŁKS Łódź.

Wyniki 35. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 35. kolejki:
Grupa mistrzowska:

Legia Warszawa – Cracovia 2:0
Gole: Tomas Pekhart (23), Walerian Gwilia (75). Żółte kartki: André Martins, Wszołek, Slisz, Cholewiak – Loshaj, Wdowiak. Sędziował: Jarosław Przybył. Widzów: 5500.
Śląsk Wrocław – Pogoń Szczecin 2:2
Gole: Israel Puerto (29), Przemysław Płacheta (45) – Adam Frączczak (23 karny), Kacper Smoliński (84). Żółte kartki: Puerto – Matynia, Zech. Sędziował: Paweł Raczkowski. Widzów: 5668.
Piast Gliwice – Jagiellonia Białystok 2:0
Gole: Piotr Parzyszek (12), Jorge Felix (14).
Żółte kartki: Milewski – Borysiuk, Camara, Błyszko. Czerwona: Milewski (45., za drugą żółtą). Sędziował: Tomasz Kwiatkowski. Widzów: 1439.
Lech Poznań – Lechia Gdańsk 2:0
Gole: Dani Ramirez (5), Robert Gumny (22), Kamil Jóźwiak (45) – Omran Haydary (42), Ze Gomes (47). Żółte kartki: Satka, Mleczko – Nalepa. Czerwona kartka: Conrado (89., Lechia). Sędziował: Krzysztof Jakubik. Widzów: 6432.

Grupa spadkowa:
Górnik Zabrze – Raków Częstochowa 4:1

Gole: Igor Angulo (20, 71), Jarosław Jach (60 samobójcza), Jesus Jimenez (86) – Petr Schwarz (4 karny). Żółte kartki: Wiśniewski, Jirka, Prochazka (Górnik). Sędziował: Łukasz Szczech. Widzów: 3869.
Zagłębie Lubin – Wisła Płock 0:1
Gol: Mateusz Szwoch (49). Żółte kartki: Guldan, Jończy, Balić – Adamczyk, Kocyła. Czerwona kartka: Guldan (90., za drugą żółtą). Sędziował: Piotr Lasyk. Widzów: 1224.
Arka Gdynia – ŁKS Łódź 3:2
Gole: Marcus Vinicius (19), Michał Nalepa (41 karny), Maciej Jankowski (45) – Samu Corral (55), Łukasz Sekulski (85). Żółte kartki: Młyński – Ricardo Guima, Klimczak. Sędziował: Artur Aluszyk. Widzów: 1579.
Wisła Kraków – Korona Kielce 1:1
Gole: Alon Turgeman (7) – Daniel Szelągowski (34). Żółte kartki: Janicki, Wojtkowski, Basha, Klemenz, Niepsuj, Pawłowski – Cebula, Długosz. Czerwona kartka: Hołownia (30., Wisła, za brutalny faul). Sędziował: Wojciech Myć. Widzów: 4223.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 35 68 69:33
  2. Piast 35 60 40:30
  3. Lech 35 60 64:34
  4. Śląsk 35 54 49:42
  5. Cracovia 35 52 47:37
  6. Lechia 35 52 46:49
  7. Jagiellonia 35 49 46:46
  8. Pogoń 35 48 34:38
    Grupa spadkowa
  9. Górnik 35 50 49:44
  10. Raków 35 50 47:52
  11. Wisła P. 35 48 41:51
  12. Zagłębie 35 47 56:52
  13. Wisła K. 35 45 43:52
  14. Arka 35 37 37:55
  15. Korona 35 32 26:45
  16. ŁKS Łódź 35 21 30:64

Chorwaci cenią Kądziora

Piłkarz reprezentacji Polski Damian Kądzior został poważnie kontuzjowany – w starciu z rywalem doznał złamania nosa i wstrząśnienia mózgu. W tym sezonie w barwach Dinama Zagrzeb już nie zagra.

Do fatalnego dla polskiego piłkarz starcia doszło w 52. minucie meczu Dinama Zagrzeb z Hajdukiem Split (2:3). Kądzior zderzył się z jednym z rywali i zakrwawiony upadł na murawę. Został natychmiast zniesiony z boiska i odwieziony do szpitala na szczegółowe badania, które wykazały, że ma złamany nos i na dodatek wstrząśnienie mózgu. „Sytuacji z meczu nie pamiętam, ale jestem już w domu i wracam do zdrowia. Niestety, ten sezon nie kończy się dla mnie szczęśliwie” – uspokoił swoich fanów 28-letni pomocnik za pośrednictwem Facebooka.
Kądzior gra w chorwackiej ekstraklasie od lipca 2018 roku. Do Dinama Zagrzeb przeszedł z Górnika Zabrze za skromną jak na jego umiejętności kwotę 400 tys. euro. W barwach drużyny z Zagrzebia rozegrał dotąd 76 meczów, w których strzelił 21 goli i zaliczył 22 asysty. W tym sezonie Kądzior wystąpił w 29 meczach ligowych, w których strzelił 10 goli i zaliczył 10 asyst, przyczyniając się w znaczącym stopniu do zdobycia przez Dinamo mistrzostwa Chorwacji. Wprawdzie do końca sezonu pozostało do rozegrania jeszcze jedno spotkanie, w którym Polak już nie będzie mógł zagrać, ale jego zespół już dawno temu zapewnił sobie tytuł, bo ma aż 14 punktów przewagi nad drugim w tabeli zespołem NK Osijek.
W Polsce Kądzior nie cieszył się takim uznaniem, jakie zdobył w lidze chorwackiej, a warto przypomnieć, że Chorwacja to aktualny wicemistrz świata z mundialu 2018 roku w Rosji. Urodzony w Białymstoku piłkarz jest wychowankiem tamtejszej Jagiellonii, lecz w tym klubie nie zdołał się przebić i w latach 2012 do 2016 najczęściej przebywał na wypożyczeniu w klubach niższych lig – Motorze Lublin, Dolcanie Ząbki i Wigrach Suwałki, do których w 2016 roku ostatecznie przeniósł się na stałe. Ale tylko na jeden sezon, bo już latem 2017 roku był zawodnikiem Górnika Zabrze, w barwach którego zaliczył 37 ligowych występów i strzelił 10 goli.

Wyniki 27. kolejki PKO Ekstraklasy

Lech Poznań – Legia Warszawa 0:1
Gol: Tomas Pekhart (17).
Żółte kartki: Kostewycz, Jóźwiak, Crnomarković, Puchacz – Wieteska, Majecki.
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Mecz bez widzów.

Piast Gliwice – Wisła Kraków 4:0
Gole: Jorge Felix (1), Piotr Parzyszek (11, 64), Patryk Tuszyński (85).
Żółte kartki: Jorge Felix, Czerwiński – Błaszczykowski, Sadlok, Burliga, Savicević, Wojtkowski. Czerwona kartka: Sadlok (75. minuta, Wisła, za drugą żółtą).
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez widzów.

Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa 1:1
Gole: Michał Chrapek (90 karny) – Felicio Brown Forbes (83).
Żółte kartki: Tudor, Petrasek (Raków).
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez widzów.

Pogoń Szczecin – Zagłębie Lubin 0:3
Gole: Dejan Drażić (7), Damjan Bohar (27), Bartosz Białek (42).
Żółte kartki: Kopacz, Guldan, Drażić, Czerwiński (Zagłębie).
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez widzów.
ŁKS Łódź – Górnik Zabrze 0:1
Gol: Giirgos Giakoumakis (36).
Żółte kartki: Dąbrowski – Giakoumakis.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez widzów.

Wisła Płock – Korona Kielce 1:4
Gole: Dawid Kocyła (15) – Adnan Kovacević (30), Marcin Cebula (34), Petteri Forsell (67), Jacek Kiełb (87).
Żółte kartki: Ambrosiewicz – Cebula, Spychała.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez widzów.

Cracovia – Jagiellonia Białystok 0:1
Gol: Przemysław Mystkowski (88).
Żółte kartki: Hanca – Romanczuk, Arsenić, Runje.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez widzów.

Lechia Gdańsk – Arka Gdynia 4:3
Gole: Flavio Paixao (50 karny, 76, 90 karny), Łukasz Zwoliński (87) – Marko Vejinović (60 karny, 82 karny), Jarosław Kubicki (71 samobójczy).
Żółte kartki: Lipski, Kubicki, Conrado – Helstrup, Michał Nalepa II.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez widzów.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 27 54 55:26
  2. Piast 27 46 32:25
  3. Śląsk 27 43 35:29
  4. Cracovia 27 42 35:26
  5. Lech 27 42 45:26
  6. Pogoń 27 41 27:26
  7. Lechia 27 41 36:36
  8. Jagiellonia 27 40 36:35
    Grupa spadkowa
  9. Raków 27 37 33:38
  10. Zagłębie 27 36 44:40
  11. Górnik 27 36 35:36
  12. Wisła P. 27 36 33:45
  13. Wisła K. 27 31 33:42
  14. Korona 27 29 19:31
  15. Arka 27 25 25:41
  16. ŁKS Łódź 27 20 25:45