Lotto Ekstraklasa: Lider nie zwalnia tempa

Fot. Piłkarze Lechii Gdańsk nie przegrali w ekstraklasie od 6 października

 

 

Adam Nawałka zaczął pracę w Lechu Poznań od falstartu, przegrywając w debiucie z Cracovią 0:1. Lechici tracą już do prowadzącej Lechii Gdańsk 13 punktów i na razie nie liczą się w walce o mistrzostwo Polski.

 

Trener Nawałka nie naprawił zgrzytającego piłkarskiego mechanizmu „Kolejorza”. Po meczu z Cracovią były selekcjoner reprezentacji Polski miał skwaszona minę i nie szczędził swoim podopiecznym cierpkich słów. Jego rozczarowanie słabym występem lechitów jest zrozumiałe, ale nie powinien być tym zaskoczony, bo w tym sezonie poznański zespół na wyjazdach gra katastrofalnie. W pierwszej kolejce Lech pokonał w Płocku Wisłę 2:1, a potem jeszcze w trzeciej kolejce (5 sierpnia) we Wrocławiu wygrał ze Śląskiem 1:0, ale to było ostatnie wyjazdowe zwycięstwo lechitów. W kolejnych siedmiu występach poza domem wyszarpali tylko dwa remisy (2:2 z Górnikiem Zabrze i 2:2 Jagiellonią Białystok), a pozostałe pięć spotkań przegrali. Pod względem punktowej zdobyczy na wyjazdach Lech jest w lidze na 12. miejscu, a gorsze od niego są tylko zespoły Górnika Zabrze, Miedzi Legnica, Cracovii i Zagłębia Sosnowiec. Ogólne statystyki poznańskiej drużyny też nie napawają optymizmem. Jeszcze pod wodzą trenera Ivana Djurdjevicia wywalczył w pierwszych czterech kolejkach komplet punktów, lecz już w 13 następnych do tego dorobku dorzuciła tylko 12 „oczek” (za trzy zwycięstwa i trzy remisy), notując aż siedem porażek).

Nawałka będzie miał duży problem żeby włączyć się z zespołem do walki o miejsce gwarantujące udział w kwalifikacjach do Ligi Europy, bo w tym sezonie na mistrzostwo Polski nikt już w Lechu raczej nie liczy. Strata 13 punktów do prowadzącej Lechii teoretycznie wciąż jest możliwa do odrobienia, ale lechici musieliby zacząć wygrywać już teraz, choćby po to, żeby przewaga trzech czołowych zespołów nad nimi nie rosła. Przez Puchar Polski do eliminacji Ligi Europy „Kolejorz” w tym sezonie już się nie przebije, bo z tych rozgrywek odpadł w 1/16 finału przegrywając 0:1 z liderem I ligi Rakowem Częstochowa.

Tak więc efekt propagandowy jaki Lech uzyskał zatrudniając byłego selekcjonera kadry już się wyczerpał i teraz uwaga kibiców skupiona jest na wyścigu o fotel lidera. Już w najbliższej, 18. kolejce dojdzie w Gdańsku do hitowego meczu Lechii z Legią. Dzień wcześniej w Krakowie Jagiellonia zagra z Wisłą. Wyniki tych spotkań mogą ustawić czołówkę ligowej tabeli już do końca tegorocznych rozgrywek, bo w przypadku wygranej Lechii i porażki lub remisu białostocczan gdańszczanie na pewno zakończą rok w roli lidera. A Lech musi uważać na pierwszą w grupie spadkowej Arkę Gdynia, bo ma nad nią tylko jeden punkt przewagi, czyli w zasadzie tyle, co nic.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia mistrzem jesieni

W ostatniej, 15. kolejce rundy jesiennej, która umownie kończy pierwszą część ligowych rozgrywek, z czołowej trójki zespołów komplet punktów zdobyła tylko Lechia i dzięki temu gdańszczanie utrzymali pozycję lidera, zdobywając honorowy tytuł mistrza jesieni.

 

W 15. kolejce ekstraklasy została przekroczona granica miliona widzów, ale w tym sezonie frekwencja jest niższa niż w poprzednich latach. W rozgrywkach 2017-2018 do przekroczenia bariery miliona widzów wystarczyło 96 meczów, w obecnych trzeba było na to 113 spotkań. W ostatniej kolejce na połowie stadionów frekwencja przekroczyła 10 tysięcy widzów. Najwięcej, bo 17 089 kibiców obejrzało spotkanie lidera Lechii Gdańsk z Cracovią, ale miłą niespodzianka była liczba widzów na stadionie w Szczecinie, gdzie Pogoń pokonała Legię 2:1. Mecz „Portowców” z „Wojskowymi” obejrzało aż 13 564 osób.
Trzeci wynik „wykręcili” fani Jagiellonii Białystok, których na mecz z Lechem Poznań przybyło 12 988. Powyżej 10 tysięcy osób było jeszcze na trybunach stadionu Wisły Kraków (10 038 widzów na meczu z Zagłębiem Lubin).

W porównaniu do poprzedniego sezonu spory spadek zainteresowania przeżywa Górnik Zabrze. Mecz ze Śląskiem Wrocław obejrzało tylko 7917 osób. Ale gorszą frekwencję w 15. kolejce odnotowano na stadionach Korony Kielce (mecz z Piastem Gliwice obejrzało 6525 osób), Wisły Płock (5511 widzów na spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec) i Miedzi Legnica (4726 widzów na meczu z Arką Gdynia).

W sumie 118 meczów rozegranych w 15 kolejkach ekstraklasy obejrzało 1 055 297 widzów, co daje średnią 8943 na jedno spotkanie. Rekordową frekwencję odnotowano w derbach Trójmiasta – spotkanie Lechii z Arką Gdynia zgromadziło 25 066 osób. Kolejną lokatę w tym zestawieniu zajmuje potyczka Wisły Kraków z Lechią, na która przybyło 23 052 fanów. Dopiero trzecie miejsce przypadło Legii Warszawa, której mecz z Lechem obejrzało 22 731 kibiców. Te dane potwierdzają, że w naszej najwyższej lidze frekwencja wciąż w znaczącym stopniu uzależniona jest od wyników, czego najlepszym dowodem jest Lechia.

Nie wiadomo jednak czy gdańszczanie utrzymają się na pierwszym miejscu do końca roku. Dużo będzie zależało od formy Flavio Paixao, bo to Portugalczyk swoimi golami zapewnił im komplety punktów w trzech ostatnich kolejkach. Jeśli jednak idzie o frekwencję, to zapewne Lechia już w 16. kolejce poprawi swoje najlepsze osiągnięcie, bowiem po przerwie na reprezentację podopiecznych trenera Piotra Stokowca czeka mecz u siebie z wiceliderem Jagiellonią, a w 18. kolejce gdańszczanie podejmą trzecią obecnie w tabeli Legię. Jeśli pogoda dopisze, to te dwa hitowe spotkania w ekstraklasie mogą zwabić na trybuny ponad 30 tysięcy kibiców.

 

Wyniki 13. kolejki Lotto Ekstraklasy

Wyniki 13. kolejki

 

Lechia Gdańsk – Arka Gdynia 2:1

Gole: Błażej Augustyn (26), Flavio Paixao (90) – Michał Janota (37 karny). Żółte kartki: Mladenović, Augustyn, Nalepa – Socha, Marciniak. Czerwona kartka: Socha (Śląsk, 65. minuta, za drugą żółtą).
Sędziował: Bartosz Frankowski.
Widzów: 25 066.

 

Jagiellonia Białystok – Legia 1:1

Gole: Ivan Runje (1) – Sandro Kulenović (89). Żółte kartki: Kwiecień, Runje, Burliga – Nagy, Wieteska. Sędziował: Mariusz Złotek.
Widzów: 16 862.

 

Miedź Legnica – Śląsk Wrocław 0:5

Gole: Marcin Robak (15 karny, 29), Michał Chrapek (16), Dorde Cotra (34), Mateusz Radecki (70). Żółta kartka: Szczepaniak (Miedź). Sędziował: Wojciech Myć.
Widzów: 5934.

 

Wisła Płock – Piast Gliwice 1:1

Gole: Jakub Czerwiński (90 samobójcza) – Piotr Parzyszek (61). Żółte kartki: Merebaszwili, Furman – Papadopulos. Sędziował: Jarosław Przybył.
Widzów: 2412.

 

Pogoń Szczecin – Lech Poznań 3:0

Gole: Tomas Podstawski (22), Lasza Dwali (41), Adam Buksa (60). Żółte kartki: Niepsuj – Wasielewski, Goutas. Sędziował: Paweł Gil.
Widzów: 8680.

 

Korona Kielce – Cracovia 0:1

Gol: Airam Cabrera (14). Żółte kartki: Rymaniak, Cebula, Żubrowski – Datković, Wdowiak. Sędziował: Szymon Marciniak.
Widzów: 5929.

 

Górnik Zabrze – Zagłębie Lubin 2:0

Gole: Igor Angulo (38 karny, 46). Żółte kartki: Matuszek, Zapolnik, Liszka – Tosik, Balić. Czerwona kartka: Balić (45., za drugą żółtą). Sędziował: Dominik Sulikowski.
Widzów: 7241.

 

Wisła Kraków – Zagłębie Sosnowiec 2:2

Gole: Dawid Kort (45 karny), Jesus Imaz (81) – Alexandre Cristovao (55 i 84). Sędziował: Tomasz Kwiatkowski.
Widzów: 11 243.

 

Grupa mistrzowska

1. Lechia             13    25    23:15
2. Jagiellonia     13    24   20:15
3. Legia               13    23   20:16
4. Wisła K.         13    22   25:15
5. Piast                13   22   19:17
6. Lech                13   20   19:18
7. Korona           13   19    16:15
8. Arka                13   17   15:14

Grupa spadkowa

9. Zagłębie L.     13   17   20:22
10. Pogoń           13   16   17:15
11. Śląsk              13   15   22:17
12. Cracovia       13   13   11:17
13. Wisła P.        13   12   18:24
14. Górnik          13   12   13:19
15. Miedź            13   12   16:28
16. Zagłębie S.   13   11   20:27

Wyniki 12. kolejki Lotto Ekstraklasy

Lotto Ekstraklasa

 

Wyniki 12. kolejki:

 

Jagiellonia – Pogoń Szczecin 2:1
Gole: Przemysław Frankowski (48), Ivan Runje (80) – Zvonimir Kożulj (64). Żółte kartki: Poletanović, Machaj – Kowalczyk, Guarrotxena, Tomás Podstawski, Benedyczak. Sędziował: Daniel Stefański. Widzów: 7622.

 

Piast Gliwice – Lechia Gdańsk 1:1
Gole: Aleksandar Sedlar (29 karny) – Lukas Haraslín (85). Żółte kartki: Hateley – Augustyn, Joao Nunes, Flavio Paixao. Sędziował: Krzysztof Jakubik. Widzów: 3853.

 

Legia Warszawa – Wisła Kraków 3:3
Gole: Dominik Nagy (2), Carlitos (23 i 90) – Jesus Imaz (57 i 62), Martin Kostal (58). Żółte kartki: Hlousek, Szymański, Kante, Kulenović – Wasilewski, Sadlok, Pietrzak, Bartkowski. Sędziował: Bartosz Frankowski.
Widzów: 22 000.

 

Lech Poznań – Korona Kielce 2:1
Gole: Christian Gytkjaer (25, 73) – Elia Soriano (82). Sędziował: Tomasz Musiał. Widzów: 9487.

 

Zagłębie Lubin – Wisła Płock 3:3
Gole: Damjan Bohar (32), Filip Starzyński (80 karny), Bartłomiej Pawłowski (89) – Ricardinho (23), Jakub Łukowski (45 i 59). Żółte kartki: Starzyński, Dąbrowski – Dźwigała, Warcholak. Czerwona kartka: Maciej Dąbrowski (90., Zagłębie, za drugą żółtą). Sędziował: Piotr Lasyk. Widzów: 3122.

 

Zagłębie Sosnowiec – Miedź Legnica 3:1
Gole: Szymon Pawłowski (12 i 41), Fran Cruz (62 samobójcza) – Petteri Forsell (3 karny). Żółte kartki: Banasiak, Alexandre Cristovao, Udovicić – Bożić, Zieliński. Sędziował: Zbigniew Dobrynin. Widzów: 2644.

 

Śląsk Wrocław – Arka Gdynia 1:2
Gole: Marcin Robak (45 karny) – Mateusz Młyński (39), Maciej Jankowski (48). Żółte kartki: Augusto, Broź, Pich – Młyński. Sędziował: Paweł Raczkowski. Widzów: 9195.

 

Cracovia – Górnik Zabrze 2:0
Gole: Airam Cabrera (62), Javi Hernandez (63). Żółte kartki: Zenjow, Hernandez, Siplak, Datković, Piszczek – Michalski, Zapolnik, Bochniewicz. Sędziował: Tomasz Kwiatkowski. Widzów: 4078.

 

Grupa mistrzowska

1. Jagiellonia     12   23   19:14
2. Lechia            12   22   21:14
3. Legia              12   22   19:15
4. Wisła K.         12   21   23:13
5. Piast               12   21   18:16
6. Lech               12   20   19:15
7. Korona           12   19   16:14
8. Arka               12   17   14:12

Grupa spadkowa

9. Zagłębie L.    12   17    20:20
10. Pogoń          12   13   14:15
11. Śląsk             12   12   17:17
12. Miedź          12   12   16:23
13. Wisła P.       12    11   17:23
14. Zagłębie S.  12    10   18:25
15. Cracovia      12   10   10:17
16. Górnik         12     9    11:19

Zamieszanie na szczycie Lotto Ekstraklasy

W 12. kolejce wicelider tabeli Piast Gliwice podejmował lidera Lechię Gdańsk. Mecz zakończył się podziałem punktów i oba zespoły wyprzedziła Jagiellonia, a układ sił mógł jeszcze zmienić wynik niedzielnego starcia Legii z Wisłą Kraków.

 

Mecz Piasta z Lechią otwierał 12. kolejkę ekstraklasy i do końcowego gwizdka sędziego był potyczką lidera i wicelidera tabeli. Lechia prowadził z dorobkiem 21 punktów, a gliwiczanie mieli na koncie jedno „oczko” mniej. Było więc jasne, że zwycięzca zajmie miejsce na tronie bez względu na wynik pozostałych spotkań. W 30. minucie liderem został Piast, obejmując prowadzenie po golu Aleksandara Sedlara z rzutu karnego. Gdańszczanie długo bezskutecznie próbowali sforsować szyki obronne gospodarzy i dopiero w 85. minucie dokonał tego młodzieżowy reprezentant Słowacji Lukasz Haraslin, który wykorzystał doskonałe prostopadłe podanie od Patryka Lipskiego i pokonał bramkarza Piasta Jakuba Szmatułę. Gospodarze nie zdążyli sie już pozbierać po tym ciosie i mecz zakończył się podziałem punktów.

Z okazji skorzystała Jagiellonia, pokonując w Białymstoku Pogoń Szczecin 2:1. Zespół Ireneusza Mamrota kończył wrzesień na pozycji lidera, potem zaliczył serię słabszych występów i przełamał się dopiero po przerwie na reprezentację. Białostocczanie nie mogli być jednak pewni, że utrzymają się na pierwszej pozycji, bo zależało to od wyniku niedzielnego meczu Legii z Wisłą Kraków (spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania). Zwycięstwo jednej lub drugiej drużyny dawało miejsce na fotelu lidera, więc w Białymstoku proszono los o remis.

Do wyścigu o prymat w tabeli włączył się też Lech Poznań, który wygrał z Korona Kielce 2:1 i dołączył do czołówki. Za tydzień może być już nawet na podium, tak małe są różnice między czołową szóstką drużyn.

 

Liga jest słaba, ale dochodowa

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy spółki Ekstraklasy S.A. wyłoniło nowy skład rady nadzorczej, która udzieliła zarządowi jednogłośnego absolutorium.

 

W komunikacie prasowym Ekstraklasa S.A. poinformowała, że do rady nadzorczej automatycznie weszli przedstawiciele czterech najlepszych klubów w ubiegłym sezonie – Legii Warszawa (właściciel i prezes w jednej osobie Dariusz Mioduski), Jagiellonii Białystok (prezes i główny akcjonariusz Cezary Kulesza), Lecha Poznań (prezes klubu Karol Klimczak) oraz Górnika Zabrze (prezes zarządu Roman Kusz). Dwóch kolejnych członków rady zostały wybranych z przedstawicieli pozostałych 12 klubów ekstraklasy, a otrzymali je prezes Korony Kielce Krzysztof Zając oraz przewodniczący rady nadzorczej Piasta Gliwice Grzegorz Jaworski. W składzie rady nadzorczej Ekstraklasy S.A. pozostał reprezentujący w niej PZPN Zbigniew Boniek.

Walne zgromadzenie akcjonariuszy zatwierdziło sprawozdanie z działalności spółki za sezon 2017-2018. Ekstraklasa S.A. zanotowała w tym czasie rekordowe przychody, które przekroczyły 181 mln złotych. Jest to kwota o prawie 8 mln wyższa niż w poprzednim sezonie. To skąd ten żenująco słaby poziom sportowy rozgrywek?

 

Lotto Ekstraklasa: Podział na grupy coraz wyraźniejszy

W 9. kolejce znów zmienił się lider Lotto Ekstraklasy. Lechia po remisie u siebie z Zagłębiem Lubin musiała ustąpić z pierwszego miejsca na rzecz Jagiellonii.

 

Trudno przewidzieć jak długo zespół z Białegostoku utrzyma się na prowadzeniu, bo w czołówce panuje ścisk i w następnej kolejce na prowadzenie może wysforować się nie tylko tracąca do Jagiellonii jeden punkt Lechia, ale także gorsze od lidera ledwie o dwa oczka ekipy Wisły Kraków i Legii. Niewielką stratę do białostocczan (trzy punkty) mają też zespoły Zagłębia Lubin i Piasta, kontakt wzrokowy z liderem ma też jeszcze Korona, która traci cztery punkty.

Na ostatnie miejsce w „grupie mistrzowskiej” po porażce z Arką spadł Lech i w Poznaniu od razu zawyły syreny alarmowe. Trener „Kolejorza” Ivan Djurdjević po meczu w Gdyni szczerze przyznał, że jego zespół znalazł się w trudnym położeniu, ale prawdę mówiąc on sam jest chyba w trudniejszej sytuacji. W ostatnich latach o tej porze roku w poznańskim klubie najczęściej dochodzi do zmiany szkoleniowca. Spotkało to Jacka Zielińskiego (2010), który zapłacił za pięć porażek z rzędu, mimo że wcześniej zdobył mistrzostwo Polski i awansował do fazy grupowej Ligi Europy. Jesienią w tarapaty popadł też Jose Maria Bakero, chociaż szefowie Lecha z dymisją wstrzymali się do początku rundy wiosennej.

Maciej Skorża także stracił prace po jesiennej zapaści zespołu, ledwie cztery miesiące po zdobyciu mistrzostwa w 2015 roku. Rok później jego los podzielił Jan Urban. Tylko Nenad Bjelica przetrzymał jesienne niepowodzenia, ale to nie znaczy, że Djurdjević może sobie pozwolić na kolejne niepowodzenia. Nasza ekstraklasa już coraz wyraźniej dzieli się na dwie grupy, a Lecha od najlepszej w dolnej połówce tabeli Miedzi dzielą tylko dwa punkty. A do lidera ma już sześć „oczek” straty.

 

Legia w odwrocie

W 6. kolejce swoje mecze przegrały wszystkie cztery drużyny, które skompromitowały nasz klubowy futbol w tegorocznych kwalifikacjach europejskich pucharów. Największą klęskę poniosła chyba Legia, która u siebie przegrała z Wisłą Płock 1:4.

 

Sierpień nie jest udanym miesiącem dla piłkarzy Legii Warszawa. Najpierw skompromitowali się odpadając w III rundzie kwalifikacji Ligi Europy z luksemburskim zespołem, czego wcześniej nie doświadczył żadna polska drużyna klubowa, a w miniony weekend w 6. kolejce ekstraklasy stołeczny zespół w derbach Mazowsza został rozgromiony na własnym stadionie przez Wisłę Płock 1:4. Ta porażka była podwójnie bolesna, bo „Nafciarze” w tym sezonie wcześniej nie wygrali ani jednego spotkania i tkwili na dnie ligowej tabeli, więc klęska z takim słabeuszem była równie upokarzająca jak z mistrzem Luksemburga. Jeszcze większym upokorzeniem był rozmiar porażki.

Legioniści po raz ostatni stracili cztery gole na własnym stadionie 16 września 2001 roku, przegrywając ze Śląskiem Wrocław 3:4 , ale ostatni raz wynikiem 1:4 na Łazienkowskiej ulegli w listopadzie 1972 roku, czyli blisko 46 lat temu. Nic dziwnego, że właściciel Legii i zarazem jej prezes Dariusz Mioduski uciekł z loży po drugim golu dla Wisły Płock. Jego cierpienie nie powstrzymało jednak rozsierdzonych klęską kibiców stołecznej drużyny przed skandowaniem obelg i haseł nawołujących do oddania klubu w inne ręce.

Sportowa degrengolada Legii jest widoczna także w zespole rezerw, który u siebie w trzecioligowej potyczce z Olimpią Zambrów przegrał 0:4. Chyba jedyną osobą w warszawskim klubie wierzącą w rychłe odrodzenie zespołu jest jego trener Ricardo Sa Pinto. Po klęsce z Wisłą Płock portugalski szkoleniowiec wziął winę na siebie i zapewniał, że będzie lepiej. „Pracowaliśmy ciężko w ciągu tygodnia z nadzieją, że zagramy dobry mecz. Widziałem w moich zawodnikach ogromną motywację, ale coś poszło nie tak. Pierwsza połowa była decydująca, bo nam brakowało agresji i organizacji gry, a przeciwnik wykorzystał wszystkie nasze słabsze strony. Wynik jest wyższy niż zasługiwała na to Wisła. Musimy zaakceptować ten wynik i oczekiwać na Legię taką, jaką chcielibyśmy oglądać. Za porażkę z Wisłą tylko ja jestem odpowiedzialny, bo to trener odpowiada za każdy wynik. Mogę jednak zapewnić, że ta drużyna będzie walczyć o mistrzostwo Polski. Zaczynamy od zera” – podsumował Sa Pinto.

Kiepskie nastroje, choć nie tak kiepskie jak w Legii, panują też w Lechu Poznań, Jagiellonii Białystok i Górniku Zabrze, bo te zespoły także przegrały swoje mecze. Wesoło jest za to w Gdańsku, bo Lechia po sześciu kolejkach została nieoczekiwanie liderem rozgrywek. Przed sezonem chyba nikt takiej sytuacji nawet w tym klubie nie zakładał. Taka liga…

 

Blamaż polskich klubów

Piłkarze Górnika Zabrze, Jagiellonii Białystok, Lecha Poznań i Legii Warszawa pobili niechlubny rekord. Jeszcze nigdy występy polskich zespołów klubowych w eliminacjach europejskich pucharów nie zakończyła się tak wcześnie.

 

Górnik odpadł z eliminacji Ligi Europy już w II rundzie, ulegając słowackiemu AS Trencin 0:1 i 1:4. Porażka zabrzan nie jest jednak jakoś przesadnie wstydliwa, bowiem ich pogromcy w kolejnej rundzie równie dotkliwie rozjechali znacznie wyżej notowany Feyenoord Rotterdam, pokonując holenderską ekipę u siebie 4:0 i remisując z nią na wyjeździe 1:1. Jeśli jednak zważymy, że inny ze słowackich zespołów, Spartak Trnava, wyeliminował Legię Warszawa w II rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzów, te porażki budzą pytanie, jakim cudem dysponujące znacznie niższymi budżetami kluby naszych południowych sąsiadów przejechały się po naszych z taką łatwością?

 

Wstyd, a w kasie tylko drobne

Odpowiedź przyniosła konfrontacja Legii w III rundzie kwalifikacji Ligi Europy z mistrzem Luksemburga F91 Dudelange. Warszawski zespół najpierw w kompromitującym stylu przegrał u siebie 1:2, a w rewanżu rozegranym na więcej niż przaśnym stadioniku w Luksemburgu już pod wodzą nowego trenera Ricardo Sa Pinto zdołał jedynie zremisować 2:2.
Jagiellonia i Lech trafiły na belgijskie zespoły i zaraz po losowaniu było wiadomo, że będą miały niewielkie szanse na wywalczenie awansu do następnej rundy rozgrywek. Te przewidywania się potwierdziły – białostocczanie nie poradzili sobie z KAA Gent i przegrali oba spotkania – 0:1 u siebie i 1:3 na wyjeździe. Ekipa „Kolejorza” też się nie popisała ulegając dwukrotnie KRC Genk – na boisku rywali 0:2, a w Poznaniu 1:2.

Mimo tak wczesnego zakończenia udziału w rozgrywkach o europejskie puchary, na otarcie łez na konta naszych czterech klubów UEFA przeleje trochę „drobnych”. Najwięcej wpadnie do kasy Legii – 1,2 mln euro, Lech otrzyma 780 tys. euro, Jagiellonia 540 tys. euro, a Górnik równe pół miliona euro. Każdy pieniądz się liczy, ale prawda jest taka, że awansując do kolejnych faz rozgrywek nasze eksportowe zespoły mogły zarobić znacznie, ale to znacznie więcej. Nie jest to jednak jedyna strata, jaka nasz klubowy futbol poniesie z powodu tego kompromitującego występu.

 

Ranking prawdę ci powie

Po czwartkowych porażkach Legii, Lecha i Jagiellonii nasza rodzima Lotto Ekstraklasa w ligowym rankingu UEFA znajdzie się na 21. miejscu. Tegoroczne wyniki naszych drużyn w europucharach przyniosły ledwie 2,250 pkt do tego zestawienia. To najgorszy wynik od sezonu 2009-2010, gdy polskie zespoły zdobyły 2,125 pkt. Jeszcze gorzej pod tym względem było w sezonie 2007-2008 (tylko 1,666 pkt). Teraz Lotto Ekstraklasa ma w sumie 19,25 pkt i tego dorobku już nie powiększy jako jedyna liga narodowa z pierwszej trzydziestki rankingu. Tracąc wszystkie zespoły tak wcześnie nasza piłkarska ekstraklasa znalazła się w towarzystwie krajowych lig San Marino, Liechtensteinu, Malty, Estonii, Gibraltaru i Kosowa, podczas gdy zespoły z Mołdawii, Macedonii, Gruzji, Walii i rzecz jasna Luksemburga pozostają nadal w grze. Mogą nasi piłkarscy działacze pleść co chcą, ale ta sytuacja dla jest po prostu upokarzająca. A to jeszcze nie musi być koniec upadku. W najbardziej pesymistycznych prognozach Lotto Ekstraklasa w rankingu UEFA może zjechać po tym sezonie na 26. lokatę, a nawet na 29. A jeszcze niedawno snuto plany awansu na 15. miejsce w rankingu, dające dwie drużyny w kwalifikacjach Ligi Mistrzów, a trzy w Lidze Europy. O takim wariancie na razie trzeba zapomnieć.

 

Polscy piłkarze są w mniejszości

Oceniając ten wybitnie niedany występ polskich zespołów w europejskich pucharach nie powinno się jednak używać myślowego skrótu, że był to blamaż polskich piłkarzy. Dla zobrazowania kadrowej sytuacji dla uproszczenia podajemy wyliczenie oparte na składach w ostatnich meczach naszego pucharowego kwartetu. W zespołach Legii, Lecha, Jagiellonii i Górnika wystąpiło w sumie 56 zawodników – tylko połowa z nich to byli Polacy, druga połowę tworzyło 28 graczy z 20 krajów. Do sromoty polskich klubów na europejskiej arenie dołożyło się czterech piłkarzy z Hiszpanii, trzech z Portugalii, po dwóch z Chorwacji, Czech i Słowenii oraz po jednym z Brazylii, Irlandii, Litwy, Słowacji, Bośni i Hercegowiny, Norwegii, Czarnogóry, Szwajcarii, Argentyny, Węgier, Danii, Luksemburga, Finlandii i Gwinei. A także Ukrainy, bo chociaż pomocnik Jagiellonii Taras Romanczuk zdobył polski paszport i nawet zagrał w reprezentacji Polski, to jako piłkarz został ukształtowany w swoim rodzinnym kraju i nie ma co odbierać tej zasługi Ukrainie.

Trzeba jednak podkreślić, że tę w miarę wyrównaną statystykę psuje trochę Górnik, który wyraźnie stawia na polskich piłkarzy. W zespołach Legii, Lecha i Jagiellonii proporcje kadrowe są wyraźnie na korzyść obcokrajowców. W miniony czwartek na 42 wystawionych w sumie do gry zawodników tych trzech klubów, polskich piłkarzy było 17, zaś cudzoziemców aż 25, zaś ich trenerami byli Polak, Serb i Portugalczyk. Na papierze wygląda to nieźle, ale na boisku tragicznie.

 

Legia jest teraz portugalska

Portugalczyk Ricardo Sa Pinto został nowym trenerem Legii Warszawa. To już czwarty szkoleniowiec, który w tym roku będzie sposobił do gry piłkarzy stołecznego klubu. Podpisał trzyletni kontrakt, ale wątpliwe by dotrwał w Legii do końca umowy.

 

Sa Pinto podpisał z mistrzami Polski trzyletni kontrakt. Na stanowisku pierwszego trenera Legii zastąpił Serba Aleksandara Vukovicia, który tymczasowo prowadził zespół po zwolnieniu z posady chorwackiego szkoleniowca Deana Klafuricia. Pod wodza Vukovicia legioniści zremisowali 0:0 z Lechią Gdańsk, przegrali w 3. rundzie kwalifikacji Ligi Europy z luksemburskim F91 Dudenlage (1:2) oraz dość nieoczekiwanie pokonali na wyjeździe niepokonanego w tym sezonie w ekstraklasie Piasta Gliwice 2:1. 45-letni Portugalczyk zadebiutuje w roli trenera Legii już w czwartek, w rewanżowym meczu z F91 Dudenlage, miał zatem niewiele czasu na poznanie możliwości poszczególnych piłkarzy i całej drużyny. Mimo to jest całkiem możliwe, że zestawiony przez niego ad hoc zespół pokona półzawodowców z luksemburskiej drużyny i awansuje do 4. rundy kwalifikacji LE.

Jeśli jednak Legia pod wodzą Sa Pinto odpadnie, stołeczny zespół czeka kolejna rewolucja i fala związanych z tym konfliktów. Nieuniknionych, bo portugalski trener znany jest ze swoich dyktatorskich zapędów. Nie zagrzał przez to długo miejsca m.in. w Sportingu Lizbona (którego prowadził przeciwko Legii w 2012 roku), Belenenses (grał z Lechem Poznań w fazie grupowej Ligi Europy w 2015 roku), Crvenej Zvezdy Belgrad, a ostatnio Standardu Liege. Od 2012 roku zdążył poprowadzić już osiem zespołów, a Legia jest jego 9 klubem w niezbyt długiej trenerskiej karierze. Sa Pinto ściągnął do Warszawy swoich ludzi – asystentem został 39-letni Rui Mota, trenerem bramkarzy Ricardo Pereira, a trenerem przygotowania fizycznego 38-letni Guilherme Gomes. A zatem po erze bałkańskich rządów na Łazienkowskiej nastała era rządów Portugalczyków. Właściciel Legii Dariusz Mioduski nie przestaje zadziwiać.

Tymczasem na czele tabeli Lotto Ekstraklasy rozsiadł się z kompletem punktów Lech Poznań. Niezwyciężony w rodzimej lidze „Kolejorz” w kwalifikacjach Ligi Europy przegrał pierwszy mecz z KRC Genk 0:2 i choć w rewanżu gra u siebie, ma iluzoryczne szanse na awans. Podobnie jak Jagiellonia Białystok, która u siebie przegrała z innym belgijskim zespołem KAA Gent 0:1 i w czwartek zapewne odpadnie z rywalizacji. Pokonane w europejskich pucharach nasze trzy eksportowe zespoły w 4. kolejce łatwo uporały się z krajowymi rywalami. To najlepszy dowód sportowej słabości polskiej ligi.

 

Zestaw par 5. kolejki

Piątek: Cracovia – Zagłębie Lubin, godz. 18:00; Miedź – Korona, 20:30. Sobota: Wisła Płock – Arka, 18:00; Górnik – Lechia, 20:30. Niedziela: Legia – Zagłębie Sosnowiec, 15:30; Jagiellonia – Piast, 18:00; Lech – Wisła Kraków, 18:00. Poniedziałek: Śląsk – Pogoń, 18:00.