Wyniki 27. kolejki PKO Ekstraklasy

Lech Poznań – Legia Warszawa 0:1
Gol: Tomas Pekhart (17).
Żółte kartki: Kostewycz, Jóźwiak, Crnomarković, Puchacz – Wieteska, Majecki.
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Mecz bez widzów.

Piast Gliwice – Wisła Kraków 4:0
Gole: Jorge Felix (1), Piotr Parzyszek (11, 64), Patryk Tuszyński (85).
Żółte kartki: Jorge Felix, Czerwiński – Błaszczykowski, Sadlok, Burliga, Savicević, Wojtkowski. Czerwona kartka: Sadlok (75. minuta, Wisła, za drugą żółtą).
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez widzów.

Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa 1:1
Gole: Michał Chrapek (90 karny) – Felicio Brown Forbes (83).
Żółte kartki: Tudor, Petrasek (Raków).
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez widzów.

Pogoń Szczecin – Zagłębie Lubin 0:3
Gole: Dejan Drażić (7), Damjan Bohar (27), Bartosz Białek (42).
Żółte kartki: Kopacz, Guldan, Drażić, Czerwiński (Zagłębie).
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez widzów.
ŁKS Łódź – Górnik Zabrze 0:1
Gol: Giirgos Giakoumakis (36).
Żółte kartki: Dąbrowski – Giakoumakis.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez widzów.

Wisła Płock – Korona Kielce 1:4
Gole: Dawid Kocyła (15) – Adnan Kovacević (30), Marcin Cebula (34), Petteri Forsell (67), Jacek Kiełb (87).
Żółte kartki: Ambrosiewicz – Cebula, Spychała.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez widzów.

Cracovia – Jagiellonia Białystok 0:1
Gol: Przemysław Mystkowski (88).
Żółte kartki: Hanca – Romanczuk, Arsenić, Runje.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez widzów.

Lechia Gdańsk – Arka Gdynia 4:3
Gole: Flavio Paixao (50 karny, 76, 90 karny), Łukasz Zwoliński (87) – Marko Vejinović (60 karny, 82 karny), Jarosław Kubicki (71 samobójczy).
Żółte kartki: Lipski, Kubicki, Conrado – Helstrup, Michał Nalepa II.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez widzów.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 27 54 55:26
  2. Piast 27 46 32:25
  3. Śląsk 27 43 35:29
  4. Cracovia 27 42 35:26
  5. Lech 27 42 45:26
  6. Pogoń 27 41 27:26
  7. Lechia 27 41 36:36
  8. Jagiellonia 27 40 36:35
    Grupa spadkowa
  9. Raków 27 37 33:38
  10. Zagłębie 27 36 44:40
  11. Górnik 27 36 35:36
  12. Wisła P. 27 36 33:45
  13. Wisła K. 27 31 33:42
  14. Korona 27 29 19:31
  15. Arka 27 25 25:41
  16. ŁKS Łódź 27 20 25:45

Ekstraklasa wraca do gry

W poniedziałek w klubach piłkarskich ekstraklasy oraz I i II ligi rozpocznie się testowanie piłkarzy na obecność koronawirusa. W sobotę rząd nieoczekiwanie wydał rozporządzenie, w którym zwiększył liczebność grup zawodników mogących ćwiczyć wspólnie na jednym boisku do 14. Tak zaczyna się w Polsce operacja wznowienia ligowych rozgrywek.

Za przebadanie piłkarzy ekstraklasy oraz I i II ligi zapłaci PZPN. W sumie testy na obecność Covid-19 przejdzie około 2,7 tysiąca osób, licząc z pracownikami Live Parku odpowiedzialnymi za telewizyjne transmisje oraz sędziami. Testy zostaną powtórzone tuż przed restartem rozgrywek, co ma nastąpić 29 maja. Całość operacji ma kosztować blisko milion złotych. Jej koszty ma pokryć PZPN.
W minioną sobotę piłkarskie środowisko dostało nieoczekiwany prezent. W wydanym rozporządzeniu Rady Ministrów zezwolono klubom PKO Ekstraklasy na prowadzenie o poniedziałku treningów w większych grupach. Oto treść rozporządzenia: (…) „Na stadionach i boiskach w zakresie organizacji współzawodnictwa sportowego przez ligę zawodową działającą w najwyższej klasie rozgrywkowej w sporcie piłka nożna może przebywać, bez udziału publiczności, w tym samym czasie: 1) od dnia 4 maja do dnia 9 maja 2020 r. nie więcej niż 14 osób korzystających z tych obiektów, z wyłączeniem ich obsługi; 2) od dnia 10 maja do dnia 24 maja 2020 r. nie więcej niż 25 osób korzystających z tych obiektów, z wyłączeniem ich obsługi.
Nowe zasady dotyczą tylko zespołów z PKO Ekstraklasy. Dla klubów z niższych szczebli obowiązują dotychczasowe zasady: nie więcej niż sześć osób i trener”.
Wygląda więc na to, że nasze profesjonalne ligi piłkarskie nie zamierzają się poddać bez walki, jak zrobiono to już w Belgii i we Francji, tylko z determinacją próbują wznowić przerwane rozgrywki, żeby dokończyć sezon i odebrać od nadawców telewizyjnych ostatnią transzę rocznej opłaty za prawo do transmisji. W przypadku klubów PKO Ekstraklasy w grę wchodzi około 70 milionów złotych, ale te niewielkie w sumie pieniądze nie są jedyną stawką w walce o przetrwanie. Wiadomo już, że sezon zostanie dokończony przy pustych trybunach, co będzie jednak dotkliwą stratą wyłącznie dla klubów z najwyższą frekwencją, jak Legia Warszawa, Wisła Kraków, Lech Poznań, Śląsk Wocław i Górnik Zabrze. Dla pozostałych większym dramatem będzie utrata finansowego wsparcia sponsorów, zwłaszcza samorządów. Pierwszym sygnałem, że mogą wkrótce nie tylko przyciąć, ale wręcz cofnąć dotacje, jest oświadczenie prezydenta Białegostoku, który już zapowiedział, że Jagiellonia nie ma co liczyć w drugiej połowie roku ani w następnym na wsparcie z budżetu miasta. „Jeżeli zawodnik Jagiellonii zarabia 80 tysięcy złotych miesięcznie, a my do tego dopłacamy, to ten świat piłki zawodowej, przynajmniej w tym naszym wydaniu, musi się zdecydowanie zmienić. Być może już w drugim półroczu, a na pewno w następnym roku, należy zapomnieć o dotacjach z budżetu miasta na sport zawodowy” – ogłosił prezydent Tadeusz Truskolaski. Dla akcjonariuszy Jagiellonii to cios tym bardziej dotkliwy, że niespodziewany. W 2019 roku do klubowego budżetu z miejskiej kasy wpłynęło około 3,5 mln złotych, w tym na razie niewiele ponad milion złotych i wiele wskazuje, że więcej już raczej nie będzie. Jeśli doliczymy do tego straty jakie przyniesie konieczność gry przy pustych trybunach, które szef białostockiego klubu Cezary Kulesza już oszacował na kwotę 7-8 mln złotych, to z pobieżnych nawet wyliczeń wynika, iż zaplanowany w tym roku na niewiele ponad 20 mln złotych budżet Jagiellonii skurczy się niemal o połowę.
W PKO Ekstraklasie są jednak kluby znacznie bardziej uzależnione od dotacji samorządowych, jak Śląsk Wrocław, Górnik Zabrze czy Piast Gliwice. Radni z tym miast na razie nie postulują cięć. Nawet w Gdańsku, choć Lechia jest prywatnym klubem należącym do niemieckiego właściciela, władze miejskie ogłosiły, że nie będą domagać się zwrotu przekazanych już dotacji za marzec, kwiecień i maj w kwocie 1,3 mln złotych.
O szczęściu może mówić też właściciel i prezes Legii Warszawa Dariusz Mioduski, który w marcu, tuż przed ogłoszeniem pandemii, podpisał umowę ze stołecznym ratuszem na promowanie miasta wartą 2,5 mln złotych i raczej może być pewny, że te pieniądze dostanie. Podobną pewność mają też działacze Piasta Gliwice, bo miasto jest współwłaścicielem klubu i w swoim budżecie na ten rok radni zapisali w sumie 12 mln złotych dotacji. Podobne kwoty uchwalili też rajcy Zabrza i Wrocławia i na razie z nich się nie wycofują, ale już w Kielcach i Gdyni finansowe wsparcie zostało wstrzymane. Sytuacja jak widać jest dynamiczna, a jak zostanie ostatecznie rozwiązana, i tak zależy chyba od rozwoju pandemii.

W ekstraklasie tną zarobki

Zarządzająca rozgrywkami najwyższej piłkarskiej klasy rozgrywkowej w naszym kraju Ekstraklasa SA, za zgodą PZPN zezwoliła klubom na cięcie wynagrodzeń piłkarzy i trenerów nawet o 50 procent. Nie wszędzie jednak redukcje przebiegają bezkonfliktowo. Największy zamęt z tego powodu zrobił się nieoczekiwanie w Jagiellonii Białystok.

Rada nadzorcza Ekstraklasy S.A. uchwaliła, że kluby z powodu utraconych w czasie epidemii koronawirusa dochodów, mogą do czasu wznowienia rozgrywek obniżyć wynagrodzenia piłkarzy do 50 procent, jednak tylko tym, którzy zarabiają powyżej 10 tys. złotych miesięcznie. Ustalenia te są jasne i zważywszy na okoliczności, konieczne do zastosowania, dlaczego zatem zawodnicy Jagiellonii się buntują? Powody wyjaśnił w wywiadzie dla „PS” kapitan białostockiej drużyny Taras Romanczuk.
Piłkarzy Jagiellonii zirytowało, że władze klubu postawiły ich przed faktem dokonanym wprowadzając od razu maksymalne dopuszczalne cięcia zarobków, nie oczekując nawet akceptacji. „Jeden zgadza się na 15 procent obniżki, drugi na 25, ale są i tacy, którzy w ogóle nie dają na to zgody. Jak rozwiązać problem? Spotkać się z prezesem Kuleszą i porozmawiać. Myślę, że to normalna rzecz. Ja przekazałem mu, jak zespół przyjął propozycję obcięcia zarobków o 50 procent, ale na tym się skończyło, bo on teraz nie chce spotkania z całym zespołem.
Cezary Kulesza zareagował błyskawicznie, ale też w wypowiedzi dla mediów. „Mówimy o obniżkach, po których piłkarzom zostanie i po 30 tysięcy pensji miesięcznie. Ktoś chce mnie przekonać, że tyle nie wystarczy na utrzymanie rodziny? A nawet jeśli po obniżce zawodnik dostanie 10 tys. złotych brutto, to też przecież jest wynagrodzenie grubo powyżej średniej w kraju. A mówimy o ograniczeniach zarobków przez 3-4 miesiące” – przekonuje Kulesza. I dla przeciwwagi przytacza argument, iż Jagiellonia do końca czerwca poniesie straty finansowe w wysokości blisko 10 mln złotych. Cięcia zarobków w tym czasie pozwolą klubowi zmniejszyć zakładany deficyt o jedną trzecią tej kwoty.
W innych klubach ekstraklasy negocjacje odbywają się bardziej dyskretnie, co nie znaczy, że bez tarć i zgrzytów. Wolny od takich napięć jest chyba tylko Śląsk Wrocław, w którym piłkarze ustalili z zarządem zasady oraz wysokość redukcji płac jeszcze przed uchwałą rady nadzorczej Ekstraklasy SA. Zadziwiająco spokojnie cięcia zarobków przebiegły w obu klubach z Trójmiasta, chociaż Lechia Gdańsk i Arka Gdynia mają chyba w tej chwili największe problemy z utrzymaniem płynności finansowej. Notorycznie zalegający z wypłatami dla piłkarzy gdański klub zaczął operację od niespodziewanej redukcji o 50 procent wynagrodzeń dla wszystkich członków zarządu „na czas trwania epidemii koronawirusa”, jak napisano w oficjalnym komunikacie.
W zagrożonej degradacją Arce Gdynia dziura budżetowa jest jeszcze większa niż w Lechii, bo władze miasta wstrzymały wypłatę sześciu milionów złotych jakie miały w swoim budżecie na wsparcie klubu. Do tego dochodzi jeszcze wielce prawdopodobne utrata pieniędzy z ostatniej transzy za prawa telewizyjne. Ich nabywcy, Canal+ i TVP, na razie czekają na dalszy rozwój wydarzeń i liczą, że zawieszone rozgrywki uda się wznowić i dokończyć, lecz jeśli okaże się to niemożliwe, na pewno nie zapłacą. Właśnie z Francji dotarła wiadomość, że Canal+ zapowiedział właśnie wstrzymanie wypłat dla Ligue 1.
Grupa Canal+ w związku z epidemią koronawirusa odmówiła zapłacenia trzeciej, ostatniej transzy za prawa do transmisji Ligue 1 w sezonie 2019/2020. Roczny kontrakt opiewa na sumę 558 mln euro, a do tego pokazująca te rozgrywki w niektórych krajach poza Francją telewizja BeIN Sports uiszczała kolejne 201 mln euro (42 mln euro w trzeciej transzy). Brak zapłaty trzeciej transzy oznacza, że do klubów nie trafi 110 milionów euro. „Zawieszenie płatności jest częścią kontekstu, w którym kryzys zdrowotny wpłynął na prawie wszystkie działania naszej grupy. Na naszą działalność w zakresie płatnej telewizji we Francji znaczny wpływ ma zamknięcie dużej części naszych kanałów sprzedaży oraz osłabienie atrakcyjności naszych ofert sportowych. Nasze przychody z reklam spadają. Jesteśmy zatem zobowiązani do podjęcia niezbędnych środków w celu złagodzenia finansowego wpływu tego kryzysu” – napisano w oficjalnym komunikacie Canal+.
Jeśli francuska stacja tak zamierza zrobić we własnym kraju, z pewnością postąpi podobnie również poza jego granicami, czyli z pewnością także w Polsce. Ta wiadomość z pewnością usztywni stanowisko klubowych władz w rozmowach z piłkarzami, a im odbierze ostatni argument przeciwko obniżce wynagrodzeń.

Czwarta porażka Pasów

Aspirująca jeszcze niedawno do walki o mistrzowski tytuł Cracovia przegrała w 26. kolejce w Zabrzu z walczącym o utrzymanie Górnikiem 2:3 i praktycznie pogrzebała swoje szanse na wywalczenie mistrzowskiego tytułu. Dla ekipy „Pasów” była to czwarta porażka z rzędu w rundzie wiosennej.

Po przegranych 0:2 derbach Krakowa z Wisłą trener Cracovii Michał Probierz w desperacji dokonał przed meczem z Górnikiem aż sześciu zmian w podstawowej jedenastce. Ofiarami tej kadrowej czystki padli m.in. Janusz Gol, Sylwester Lusiusz i Michal Siplak, którzy nawet nie znaleźli się w szerokiej kadrze meczowej. Na ławce rezerwowych usiedli natomiast Pelle van Amersfoort, Cornel Rapa i David Jablonsky. Zawodnicy, których w miejsce tych graczy szkoleniowiec „Pasów” posłał w bój na stadionie w Zabrzu, nie zdołali przerwać fatalnej serii porażek.
W następnej kolejce ekipa Probierza podejmie na własnym stadionie drużynę Jagiellonii, która w sobotę w dość kontrowersyjnych okolicznościach, po wątpliwym rzucie karnym, pokonała u siebie Śląsk Wrocław 1:0. Dzięki tej wygranej białostocczanie przeskoczyli z grupy spadkowej na ósme miejsce, ostatnie w grupie mistrzowskiej, mają jednak tylko jeden punkt przewagi nad dziewiątym Rakowem Częstochowa i dziesiątą Wisłą Płock.
Coraz gorzej wygląda sytuacja trzech ostatnich zespołów w tabeli, czyli ŁKS Łódź, Korony Kielce i Arki Gdynia. Ich strata do zespołów zajmujących niezagrożone spadkiem lokaty systematycznie się powiększa. Zwykle w takich sytuacjach kluby dokonują zmiany trenerów. Z tego patentu z trójki outsiderów pierwsza skorzystała Arka. Po przegranym 1:2 meczu z Wisłą Płock dymisję złożył Aleksandar Rogić. Serbski szkoleniowiec prowadził gdyński zespół od 10 października 2019 roku. Jego następcą ma zostać Leszek Ojrzyński, który doprowadził Arkę do zdobycia Pucharu Polski w 2017 roku.
Jeśli te nieformalne informacje się potwierdzą, Ojrzyńskiego na początek czeka wyjazdowa potyczka z Lechią Gdańsk w derbach Trójmiasta. Nie będzie to łatwa przeprawa, bo gdańszczanom w rundzie wiosennej idzie w kratkę i stracili już tak dużo punktów, że zjechali w tabeli grupy mistrzowskiej już na sam dół. Po remisie 4:4 w 26. kolejce Lechia ma na koncie 38 punktów, a zatem tylko o jeden więcej od ósmej Jagiellonii i dwa więcej od ekip Rakowa i Wisły Płock. W przypadku porażki z Arką trener Piotr Stokowiec będzie w tarapatach, bo jego zespół może zlecieć do grupy spadkowej. I to trwale, bo potem czekają go dwa wyjazdy, do Zabrza i Szczecina, oraz mecz u siebie z Cracovią.
Nikt nie chce zakończyć sezonu zasadniczego w dolnej połówce tabeli, bo tam trzy skazane już na degradację zespoły toczyć będą rozpaczliwą walkę o utrzymanie do ostatniej kolejki fazy play off. Zdecydowanie wygodniej będą miały zespoły w grupie mistrzowskiej, zwłaszcza że kwestia mistrzowskiego tytułu została już chyba definitywnie rozstrzygnięta. Zespoły zajmujące miejsca za Legią w tej kolejce potraciły punkty. Dla przypomnienia: Śląsk przegrał 0:1 z Jagiellonią, Pogoń zremisowała 0:0 z Rakowem, a Cracovia uległą Górnikowi 2:3. Mógł na tym skorzystać Lech Poznań, ale do awansu na pozycję wicelidera potrzebował zwycięstwa z Wisłą Kraków na jej terenie. Ten niedzielny mecz, podobnie jak spotkanie Legii z broniącym mistrzowskiego tytułu Piastem Gliwice, zakończył się jednak po zamknięciu wydania.

Wyniki 23 kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 23. kolejki:
Legia Warszawa
– Jagiellonia Białystok 4:0

Gole: Marko Vesović (7), José Kanté (30, 57), Tomas Pekhart (90).
Żółte kartki: Puljić, Tiru (Jagiellonia).
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Widzów: 21 340.
Piast Gliwice – Cracovia 1:0
Gol: Sebastian Milewski (59).
Żółte kartki: Pestka, Rapa, Siplak (Cracovia).
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 4176.
Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze 2:1
Gole: Dino Stiglec (3), Filip Raicević (6) – Israel Puerto (84 samobójcza).
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 8196.
ŁKS Łódź – Pogoń Szczecin 0:0
Żółte kartki: Dominguez, Grzesik, M.Dąbrowski – Triantafyllopoulos.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Widzów: 5150.
Wisła Płock – Zagłębie Lubin 1:1
Gole: Torgil Gjertsen (75) – Damjan Bohar (70).
Żółte kartki: Merebaszwili – Czerwiński.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Widzów: 2127.
Arka Gdynia – Raków Częstochowa 3:2
Gole: Mateusz Młyński (72), Marko Vejinović (88), Nemanja Mihajlović (90) – Miłosz Szczepański (4), Tomas Petrasek (39).
Żółte kartki: Nalepa, Kopczyński, Maghoma (Arka).
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Widzów: 4367.
Wisła Kraków – Korona Kielce 2:0
Gole: Aleksander Buksa (5), Jakub Błaszczykowski (63).
Żółte kartki: Niepsuj, Savicević, Basha – Radin, Żubrowski, Spychała, Kiełb. Czerwona kartka: Spychała (85., Korona, za drugą żółtą).
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 17 354.
Lech Poznań – Lechia Gdańsk 2:0
Gole: Dusan Kuciak (81 samobójcza), Filip Marchwiński (89).
Żółte kartki: Rogne, Muhar, Marchwiński – Fila, Maloca, Zwoliński. Czerwona kartka: Fila (51., za drugą żółtą).
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów: 12 693.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 23 45 49:23
  2. Cracovia 23 42 32:18
  3. Pogoń 23 40 25:18
  4. Śląsk 23 39 31:24
  5. Lech 23 37 39:22
  6. Piast 23 37 25:22
  7. Lechia 23 34 26:26
  8. Wisła P. 23 32 28:36
    Grupa spadkowa
  9. Jagiellonia 23 30 31:33
  10. Zagłębie 23 29 32:32
  11. Raków 23 29 28:37
  12. Górnik 23 27 27:29
  13. Wisła K. 23 26 28:35
  14. Arka 23 24 20:33
  15. Korona 23 23 12:26
  16. ŁKS Łódź 23 16 21:40

Legia odzyskała tron

W 19. kolejce prowadząca Pogoń Szczecin nieoczekiwanie przegrała z ostatnią w tabeli Wisłą Kraków 0:1, z czego skorzystała Legia Warszawa, która u siebie pokonała Wisłę Płock 3:1 i odzyskała pierwsze miejsce. Dwie bramki dla stołecznej drużyny zdobył Jarosław Niezgoda, który z 13 golami przewodzi w klasyfikacji strzelców.

W tym sezonie Legia objęła prowadzenie w ekstraklasie po raz drugi. Poprzednim razem legioniści wyskoczyli na czoło na początku listopada, ale pozycję lidera utrzymali tylko przez jedną kolejkę, a stracili ją po porażce w Szczecinie z Pogonią. W tym sezonie Legia jest już szóstym liderem rozgrywek. Oprócz niej i Pogoni, na szczycie ligowej tabeli plasowały się jeszcze zespoły Jagiellonii Białystok, Lecha Poznań, Śląska Wrocław i Wisły Płock.

Na finiszu jesiennej części ligowego sezonu wyniki stołecznego zespołu mogą budzić uznanie. W ostatnich 10rozegranych meczach, wliczając w to spotkania w Pucharze Polski, legioniści odnieśli dziewięć zwycięstw, strzelając 31 goli i tracąc zaledwie sześć. A już w swoim mateczniku na Łazienkowskiej podopieczni trenera Aleksandra Vukovicia stali się postrachem dla rywali. W minioną sobotę przekonali się o tym także płocczanie, którzy tylko swojej nadzwyczajnej waleczności w defensywie zawdzięczają, że przegrali tylko 1:3.

Silni w ofensywie

Legia obecnie wyraźnie przewyższa inne zespoły skutecznością. Mając w składzie tak skutecznych w ofensywie graczy, jak lider klasyfikacji strzelców Jarosław Niezgoda, Gwinejczyk Jose Kante, Paweł Wszołek i Brazylijczyk Luquinhas, wspomaganych przez Portugalczyków Andre Martinsa i Cafu oraz Chorwata Domagoja Antolicia, legioniści w 19 kolejkach strzelili już 39 goli, a dla porównania drugi pod względem skuteczności zespół Lecha Poznań jedynie 32, a trzecie Zagłębie Lubin tylko 29.
Niezgoda opuszczał w sobotę boisko na Łazienkowskiej przy owacjach na stojąco. Niewykluczone, że było to jego pożegnanie ze stołeczna publicznością, bo w ostatniej tegorocznej kolejce stołeczny zespół zagra w Lubinie z Zagłębie, a wiele wskazuje, że w przerwie zimowej Niezgoda odejdzie z Legii. Co prawda ten 24-letni napastnik w publicznych wypowiedziach zapewniał, że „nie ma parcia na transfer”, ale takie deklaracje nie mają większego znaczenia, jeśli do klubu wpłynie atrakcyjna finansowo oferta. Jak kwota mogłaby skusić właściciela Legii Dariusza Mioduskiego do wydania zgody na transfer najskuteczniejszego gracza zespołu? Na pewno nie niższa niż pięć milionów euro.

A skoro już o transferach mowa, Legia ma w kadrze jeszcze dwóch graczy budzących zainteresowanie zagranicznych klubów. Mowa o 20-letnim bramkarzu Radosławie Majeckim oraz 18-letnim lewym obrońcy Michale Karbowniku. Za całą trójkę, licząc z Niezgodą, warszawski klub życzy sobie łącznie nie mniej niż 20 milionów euro.

Kwota robi wrażenia, ale na tle europejskiej średniej już taka wygórowana się nie wydaje. Wiadomo, że Legia, chociaż z polskich klubów dysponuje najwyższym budżetem, także musi w swoim budżecie uwzględniać przychody z transferów. Zwłaszcza jeśli nie zarabia odpowiednio dużych pieniędzy w europejskich pucharach. A z tym, jak wiadomo, wszystkie polskie zespoły klubowe od kilku sezonów mają poważny kłopot.

Bogata liga, ale słaba

Efekty tej pucharowej mizerii widać w najnowszym rankingu UEFA lig europejskich, w którym PKO Ekstraklasa spadła już na 32. miejsce. Nic dziwnego, że polska liga jest tak nisko, skoro w tym sezonie po raz trzeci z rzędu żadna nasza drużyna nie zakwalifikował się fazy grupowej europejskich pucharów. Cracovia odpadła w kwalifikacjach Ligi Europy już w lipcu, a Piast Gliwice i Lechia Gdańsk pożegnały się z rozgrywkami 1 sierpnia. Najdłużej walczyła Legia, lecz w IV rundzie nie sprostała Glasgow Rangers (0:0 i 0:1).

Nasza rodzima ekstraklasa wyprzedza już tylko ligi takich krajów, jak Liechtenstein, Luksemburg, Litwa, Armenia, Estonia czy Łotwa, a zdołały ją wyprzedzić z pewnością nie bardziej od niej zamożne ligi m. in. Bułgarii, Białorusi, Azerbejdżanu, Słowacji czy Słowenii.

Słabnąca pozycja PKO Ekstraklasy w Europie może dziwić, bo przecież z roku na rok nasza najwyższa liga rozgrywkowa ma coraz więcej pieniędzy. W 2919 roku zarobiła o 60 procent więcej niż rok wcześniej. Jej przychody sięgają 300 milionów złotych rocznie, co daje jej ósme miejsce w Europie.

Finansową pomyślność zapewnia klubom ekstraklasy podpisana rok temu umowa na sprzedaż praw telewizyjnych, za które Canal+ i TVP zapłaciły rekordową kwotę 250 mln złotych rocznie. Dodatkowym efektem komercyjnym, ważnym dla sponsorów i reklamodawców, jest wzrost oglądalności o 30 procent dzięki transmisjom spotkań w ogólnodostępnej TVP 2. To główny powód obecności na liście sponsorów spółek z udziałem Skarbu Państwa, jak Lotto, Bank PKO BP czy PKN Orlen. Na współpracy z nimi ekstraklasa zyskuje 30 milionów złotych rocznie i dochody z tego tytułu będą rosły.

Problemem są niesforni kibice

Oprócz słabości sportowej ekstraklasa ma jeszcze poważny problem z kibicami. Komisja Ligi po 18. kolejce ukarała z powodu niezgodnego z regulaminem rozgrywek i porządkiem prawnym zachowania fanów Legię, Śląsk i Lecha. Na warszawski klub za wybryki jego kibiców we Wrocławiu nałożono najmniejszą karę, bo tylko 5 tys. złotych grzywny oraz zakaz wyjazdu zorganizowanej grupy kibiców na jeden mecz ekstraklasy. Zdecydowanie surowiej ukarano gospodarza spotkania, czyli Śląsk, który musi zapłacić za pirotechniczne wygłupy swoich fanów grzywnę w wysokości 40 tys. złotych, a dodatkowo na klub nałożono zakaz wyjazdu zorganizowanej grupy kibiców na trzy mecze ekstraklasy (24. kolejka z Zagłębiem Lubin, 26. kolejka z Jagiellonią Białystok oraz 28. kolejka z Arką Gdynia). Dodatkowo nałożono karę zakazu wejścia na dwa mecze we Wrocławiu dla wszystkich osób, które w trakcie meczu z Legią znajdowały się na trybunie B. Kara ta jest zawieszona na pół roku.

Nie przeszkodziło to jednak wojewodzie dolnośląskiemu zamknąć stadion na jeden mecz, akurat w 19. kolejce, gdy do Wrocławia przyjechał Lech Poznań. A może właśnie dlatego, że Śląsk grał z Lechem, którego Komisja Ligi także z powodu zachowaniem kibiców w meczu z ŁKS Łódź ukarała grzywną w wysokości 40 tys. złotych.

 

Pogoń na czele ligowej stawki

Cracovia miała szansę na objęcie prowadzenia w tabeli ekstraklasy, bo wyprzedzające ją zespoły Pogoni Szczecin, Śląska Wrocław i Jagiellonii Białystok zremisowały swoje mecze. Ekipa „Pasów” musiała jednak w tym celu pokonać na swoim stadionie Legię Warszawa, co okazało się dla niej zadaniem ponad siły. Liderem pozostała więc drużyna Pogoni.

Cracovia przed meczem z Legią zaliczyła serię trzech zwycięstw z rzędu, pokonując kolejno Arkę 3:1, Lecha 2:1 i Piasta 2:0. Ale Legia też miała dobre wyniki, bo była niepokonana od czterech spotkań, notując trzy wygrane i jeden remis. W bezpośrednim starciu legioniści okazali się lepsi i chwilowo wybili trenerowi Michałowi Probierzowi z głowy marzenia o potędze. Prawdę mówiąc to żaden z zespołów naszej ekstraklasy, może za wyjątkiem coraz bardziej odstających od reszty Korony i ŁKS Łódź, nie może zadzierać nosa, bo różnica punktowa między prowadzącą Pogonią, a pierwszym w grupie spadkowej Lechem, wynosi ledwie sześć punktów.

Jeszcze mniejsze różnice dzielą „Portowców” od zespołów zajmujące miejsca od drugiego do szóstego. W przypadku porażki w kolejnym spotkaniu szczecinianie mogą zjechać w dół o kilka lokat, a nie jest to scenariusz nieprawdopodobny, bo w najbliższy weekend Pogoń czeka wyprawa do Białegostoku na mecz z aspirująca do mistrzostwa Jagiellonią.

Wypada odnotować zwyżkę formy Wisły Płock, która pod wodzą Radosława Sobolewskiego odbiła się od dna, a po wygranej z imienniczką z Krakowa w 9. kolejce wskoczyła do grupy mistrzowskiej. Nieciekawie wygląda natomiast sytuacja Łódzkiego Klubu Sportowego, który w miniony weekend po porażce z Arką 1:4 powiększył liczbę porażek do siedmiu, a przed nim wyjazd do odrodzonego pod wodzą słowackiego trenera Martina Sevela Zagłębia Lubin.

 

Grają o Puchar Polski

Rozlosowano pary 1/32 Pucharu Polski. Obrońca tytułu Lechia Gdańsk zmierzy się w tej fazie z Gryfem Wejherowo. Najciekawsza rywalizacja zapowiada się w meczu Cracovii z Jagiellonią Białystok.

W rozgrywkach obowiązuje przepis o obowiązkowym wstawianiu do składu młodzieżowca – przynajmniej jednego piłkarza z rocznika 1998 roku lub młodszych. W Pucharze Polski w żadnej z rund nie ma meczów rewanżowych. W przypadku remisu, następuje dogrywka, a po niej rzuty karne. W dodatkowych 30 minutach trenerzy będą mogli przeprowadzić czwartą zmianę.
Zwycięzca Pucharu Polski otrzyma premię finansową w wysokości 3 milionów złotych oraz zagra w eliminacjach Ligi Europy. Finał odbędzie się 2 maja na Stadionie Narodowym w Warszawie. Przed rokiem Lechia Gdańsk zdobyła trofeum pokonując w finale Jagiellonię Białystok 1:0 po golu Artura Sobiecha.

Zestaw par 1/32 finału Pucharu Polski:
Unia Skierniewice – Piast Gliwice, Puszcza Niepołomice – Legia Warszawa, Cracovia – Jagiellonia Białystok, Gryf Wejherowo – Lechia Gdańsk, Ruch Chorzów – Stomil Olsztyn, Odra Opole – Arka Gdynia, Pogoń Siedlce – Podbeskidzie Bielsko-Biała, Chemik Police – Stal Stalowa Wola, GKS Jastrzębie – Bruk-Bet Nieciecza, Zagłębie II Lubin – Miedź Legnica, Rekord Bielsko-Biała – Concordia Elbląg, Legia II Warszawa – Wigry Suwałki, Elana Toruń – Radomiak, Chełmianka – Znicz Pruszków, Błękitni Stargard – Wisła Kraków, Chojniczanka – Raków Częstochowa, Stal Rzeszów – Pogoń Szczecin, KSZO Ostrowiec Św. – Sandecja Nowy Sącz, GKS Katowice – Warta Poznań, Gryf Słupsk – Górnik Łęczna, Widzew Łódź – Śląsk Wrocław, Hutnik Kraków – Resovia, Chemik Moderator Bydgoszcz – Wisła Płock, Stal Brzeg – Olimpia Elbląg, Stilon Gorzów – Olimpia Zambrów, Chrobry Głogów – Lech Poznań, Zagłębie Sosnowiec – ŁKS Łódź, GKS Bełchatów – GKS Tychy, Garbarnia Kraków – Bytovia, Polonia Środa Wlkp. – Górnik Zabrze, Korona Kielce – Zagłębie Lubin, Olimpia Grudziądz – Stal Mielec. Mecze rozstaną rozegrane w dniach 24-26 sierpnia.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia kończy rundę zasadniczą jako lider

Piłkarze Lechii Gdańsk wygrali u siebie z Lechem Poznań 1:0 w meczu 29. kolejki ekstraklasy i na kolejkę przed końcem sezonu zasadniczego praktycznie zapewnili sobie pierwszą lokatę w tabeli. Ale poziom spotkania był mierny – gracze obu drużyn oddali tylko po jednym celnym strzale na bramkę.

Szczęście dopisało tylko napastnikowi Lechii Arturowi Sobiechowi i po jego uderzeniu piłka znalazła się w siatce bramki „Kolejorza”. Tyle wystarczyło lechistom do zdobycia kompletu punktów. Trener poznańskiej drużyny Dariusz Żuraw, który na tym stanowisku niedawno zastąpił Adama Nawałkę, po meczu szczerze pogratulował rywalom zwycięstwa. „Lechia była o jedną bramkę od nas lepsza. Próbowaliśmy do samego końca zmienić rezultat, niestety, bezskutecznie i wracamy do domu bez punktów” – powiedział Żuraw. Teraz ekipę „Kolejorza” czeka w ostatniej kolejce mecz z Jagiellonią o utrzymanie miejsca w grupie mistrzowskiej. Lechici mają komfortową sytuację, bo rywale we wtorek zagrają w półfinale Pucharu Polski z Miedzią Legnica, więc na sobotni mecz do Poznania przyjadą nieco zmęczeni.
W takiej samej sytuacji jest też Lechia, którą w tym tygodniu czekają dwie piekielnie trudne wyjazdowe potyczki – najpierw w środę gdańszczanie zmierzą się w Częstochowie z Rakowem w półfinale Pucharu Polski, a potem w Krakowie z Cracovią. Dlatego z takim zadowoleniem trener Piotr Stokowiec przyjął zwycięstwo w spotkaniu z Lechem. Trzy punkty zapewniły lechistom de facto pozycję lidera po rundzie zasadniczej. „Najważniejsze są trzy punkty. Lech zagrał bardzo dobry mecz, ale moi zawodnicy potrafili stworzyć kilka sytuacji, a jedną z nich wykorzystać. Nie mamy czasu na świętowanie, bo musimy szykować się do meczu w Częstochowie. Chcemy zdobyć Puchar Polski i pokonanie Rakowa jest teraz naszym celem. Potem zaczniemy myśleć o meczu z Cracovią” – podkreślił trener Lechii.
Oprócz Lechii jeszcze tylko Legia Warszawa i Piast Gliwice maja już zapewnione miejsce w grupie mistrzowskiej. O pozostałe pięć miejsc walka rozstrzygnie się dopiero w ostatniej kolejce, ale najmniejsze szanse na znalezienie się w elicie ośmiu zespołów zdaje się mieć Korona Kielce, którą czeka wyjazdowa potyczka z Piastem Gliwice. Niełatwe zadanie także przed Wisłą Kraków, która po efektownym zwycięstwie nad Legią w dwóch kolejnych meczach zdobyła tylko jeden punkt, a w ostatniej serii spotkań sezonu zasadniczego zagra w Lubinie z najlepszym tej wiosny w ekstraklasie Zagłębiem. Kibiców na finiszu czeka wiec spora dawka emocji, bo w tej chwili nic jeszcze nie zostało przesądzone – ani kwestia mistrzostwa, ani też spadku z ligi.

 

Lotto Ekstraklasa: Rekordy frekwencji padają w derbach

W 26. kolejce padł rekord frekwencji w tym sezonie naszej piłkarskiej ekstraklasy. Derby Krakowa Wisła – Cracovia obejrzało 28 235 widzów. Dotychczasowy rekord, ustanowiony w derbach Trójmiasta Lechia Gdańsk – Arka Gdynia został pobity o trzy tysiące.

Wbrew pozorom rekordowa liczba widzów na stadionie Wisły w Krakowie jest tak naprawdę frekwencyjną porażką Lotto Ekstraklasy. A to dlatego, że najlepszy w tym sezonie wynik, ustanowiony dopiero w 26. kolejce po rozegraniu 206 meczów z udziałem publiczności, w poprzednim byłby dopiero na siódmym miejscu. Co prawda rekord frekwencji padł w spotkaniu 30. kolejki Lecha z Górnikiem, na które przyszło w Poznaniu 36 941 osób, ale pięć pozostałych lepszych niż w tym sezonie wyników ustanowiono wcześniej.

Wracając do 26. kolejki obecnych rozgrywek, to poza Krakowem przyzwoita liczba widzów stawiła się jeszcze tylko w Warszawie na Łazienkowskiej. Starcie Legii ze Śląskiem (1:0) obejrzało w stolicy 18 342 osób. Na pozostałych sześciu stadionach nigdzie frekwencja nie przekroczyła 10 tysięcy, nawet w Białymstoku, gdzie na spotkanie Jagiellonii z Korona Kielce stawiło się zaledwie 7 660 kibiców.

Księgowy Lecha musi rwać włosy z głowy, bo po słabych w tym roku wynikach fani „Kolejorza” obrazili się na swój zespół. Przegrany 0:3 mecz z Górnikiem Zabrze obejrzało tylko 9 881 widzów, a pamiętajmy, że stadion w Poznaniu ma ponad 42 tysiące miejsc.

Ale w naszej ekstraklasie nawet dobre wyniki nie zawsze przekładają się na wzrost frekwencji. Przekonują o tym przykłady Zagłębie Lubin (5823 widzów w spotkaniu z Arką Gdynia) i rewelacji wiosennej rundy Piasta Gliwice (5573 osoby na meczu z Miedzią Legnica). Tradycyjnie już niewielu fanów wybrało się na stadion w Płocku (2511 na przegranym 0:2 meczu z Pogonią) i w Sosnowcu (tylko 2624 widzów przyszło zobaczyć jak ich zespół gra z liderem ligi Lechią Gdańsk). Po 26. kolejkach najliczniejszą widownią może pochwalić się Legia (średnia na mecz 13 392). Druga jest Wisła Kraków (15 791), trzecia Lechia (13 892), czwarty Lech (13 183, a piąty Górnik (12 405 widzów).