Legia słaba po Omonii

W miniony czwartek w I rundzie kwalifikacji Ligi Europy odpadła Cracovia, która przegrała z Molmoe FF 0:2. Dalej grają Lech Poznań (wygrał 3:0 z Valmiera FC) i Piast Gliwice (2:0 z Dynamem Mińsk), a w III rundzie dołączy do nich jeszcze Legia, która odpadła w eliminacjach Ligi Mistrzów z Omonią Nikozja (0:2).

Trener warszawskiego zespołu Aleksandar Vuković nie krył obaw o wynik ligowego starcia z Jagiellonią. „To dla nas niewygodny rywal, niewygodny jest też moment, w którym z nim gramy, bo zaraz po meczu w europejskich pucharach, w którym walczyliśmy na dodatek przez 120 minut” – twierdził przed meczem. W ostatnich 10 spotkaniach Legii z Jagiellonią w ekstraklasie warszawianie odnieśli tylko dwa zwycięstwa, zaś białostocczanie triumfowali trzykrotnie, a w pięciu spotkaniach padły wyniki remisowe. W pierwszej kolejce Jagiellonia, którą w tym sezonie prowadzi dawny asystent Adama Nawałki w kadrze Polski Bogdan Zając (zastąpił latem Bułgara Iwajło Petewa), zremisowała u siebie z Wisłą Kraków 1:1, więc raczej spodziewano się kolejnego podziału punktów. Legioniści zaczęli jednak sobotni mecz z dużą werwą, chociaż trener Vuković posadził na ławce Michała Karbownika (Legia finalizuje jego transfer do SSC Napoli na siedem milionów euro) oraz Luquinhasa, za to w podstawowym składzie wyszli Bartosz Kapustka i Andre Martins. Ale zapału „Wojskowym” starczyło tylko na kwadrans, w którym nawet strzelili gola, lecz arbiter go nie uznał. Potem inicjatywę przejęli goście i 19. oraz 28. minucie znaleźli sposób na pokonanie Artura Boruca. Po zmianie stron warszawianie podjęli jednak walkę i zepchnęli białostocczan do defensywy, ale swoją przewagę zdołali przekuć tylko na jedno trafienie autorstwa Czecha Tomasa Pekharta. Legia straciła zatem cenne punkty i nic dziwnego, że trener Vuković nie krył zadowolenia z ligowej przerwy na reprezentację, która 4 września zagra z Holandią, a 7 września z Bośnia i Hercegowiną. „Ta przerwa dla nas będzie bardzo pomocna. Nie będzie z nami kilku reprezentantów krajów, ale reszta graczy będzie miała czas na regenerację i odpoczynek, ale też solidny trening” – zapewniał szkoleniowiec Legii, który po porażce z Omonią Nikozja mocno stracił na pewności siebie. Warszawianie rywala w III rundzie kwalifikacji Ligi Europy poznają 1 września, a mecz w tej fazie rywalizacji rozegrają dopiero 24 września. Wśród potencjalnych rywali są jednak mocne zespoły, jak FK Astana, Slovan Bratysława czy Djurgardens.
Natomiast Lech Poznań i Piast Gliwice czekają 17 września mecze w II rundzie, a wśród potencjalnych rywali aż roi się od uznanych piłkarskich marek, są wśród nich m.in. Tottenham Hotspur, AC Milan, FC Basel, VfL Wolfsburg, Dynamo Moskwa czy Galatasaray Stambuł. W I rundzie Piast dość nieoczekiwanie wyeliminował Dynamo Mińsk 2:0, co było w wykonaniu gliwiczan historycznym wyczynem, bo po raz pierwszy udało im się przebrnąć przez pierwszą rundę europejskich pucharów. Zapłacili za wysiłek, podobnie jak gracze Legii, ligową porażką z Pogonią 0:1, gra była warta świeczki.
Zespół Lecha miał znacznie łatwiejsze zadanie, bo łotewski zespół Valmiera FC to debiutant na arenie międzynarodowej i chociaż stawiał ambitny opór, porażka 0:3 z ekipą „Kolejorza” to najniższy „wymiar kary” na jaki mógł w Poznaniu liczyć. W następnej rundzie lechici już na takiego słabego rywala raczej nie trafią, ale póki piłka w grze, nie można skreślać ani ich, ani też dwóch pozostałych naszych zespołów, czyli Piasta i Legii.

Górnik Zabrze na pozycji lidera

Rozegrany w poniedziałek mecz Jagiellonii z Wisłą Kraków zakończył pierwszą kolejkę naszej piłkarskiej ekstraklasy. W tym sezonie zrezygnowano z fazy play off i podziału drużyn na grupy mistrzowską i spadkową. Zespoły rozegrają 30 kolejek systemem każdy z każdym, a z ligi spadnie tylko ostatnia ekipa, ponieważ od sezonu 2021/2022 ekstraklasa zostanie powiększona do 18 zespołów.

Już przed startem rozgrywek było wiadomo, że Cracovia zacznie je na ostatniej pozycji. To skutek nałożonej na krakowski klub kary minus pięciu punktów za udział w futbolowej korupcji. „Pasy” w 1. kolejce pokonały na swoim stadionie Pogoń Szczecin 2:1 i chociaż nadal są „czerwoną latarnią” w stawce, to na koncie mają już tylko dwa minusowe punkty. Liderem po pierwszej serii spotkań został Górnik Zabrze, który na swoim boisku wygrał 4:2 z beniaminkiem Podbeskidziem Bielsko-Biała. Z trójki nowicjuszy w ekstraklasie porażkę na inaugurację rozgrywek zanotowała też Warta Poznań, która uległa w Grodzisku wielkopolskim Lechii Gdańsk 0:1, natomiast trzeci z beniaminków, Stal Mielec, zdobył cenny punkt remisując 1:1 na wyjeździe z Wisłą Płock. Z kwartetu zespołów, które w tym sezonie reprezentują polską ligę w europejskich pucharach, zwycięstwa odniosły Legia Warszawa (2:1 z Rakowem Częstochowa) i wspomniana wyżej Cracovia, natomiast przegrały swoje spotkania Lech Poznań (1:2 z Zagłębiem Lubin) i Piast Gliwice (0:2 ze Śląskiem Wrocław).
Te wyniki nie dają jeszcze rzecz jasna pełnej wiedzy o aktualnym układzie sił w ekstraklasie. Więcej na ten temat będzie można pewnie powiedzieć dopiero na początku października, gdy zespoły będą miały już za sobą sześć pierwszych kolejek. Mimo rezygnacji z formuły ESA-37 terminarz gier i tak jest napięty jak postronek. Do końca roku liga nie zdąży rozegrać nawet połowy spotkań – ostatnia przed przerwą zimową 14. kolejka odbędzie się w dniach 18-20 grudnia. Piłkarze wrócą do gry już 6-7 lutego przyszłego roku, a ostatnią, 30. ligową kolejkę rozegrają 16 maja.
Z ekstraklasy spadnie tylko ostatni zespół w stawce, a z I ligi awansują trzy drużyny – dwie pierwsze bezpośrednio, a trzecią wyłonią baraże między zespołami z miejsc 3-6. Następny sezon PKO Ekstraklasa rozpocznie w składzie 18-zespołowym z 34. kolejkami w sezonie rozgrywanymi w dwóch rundach – jesiennej i wiosennej.

Mecze o pietruszkę

W naszej piłkarskiej ekstraklasie pozostała do rozegrania już tylko jedna kolejka spotkań, ale wszystkie najważniejsze rozstrzygnięcia już zapadły. Wcześniej wyłoniono całą trójkę spadkowiczów (ŁKS, Korona i Arka), mistrza Polski (Legia), a w minioną środę miejsca na podium zapewniły sobie Lech i Piast. Jedną niewiadomą jest jeszcze tylko kolejność tych drużyn w tabeli.

Legia Warszawa już w 35. kolejce przyklepała mistrzowski tytuł pokonując u siebie Cracovię 2:0, więc na wyjazdowy środowy mecz z Lechią Gdańsk w 36. serii spotkań trener stołecznej drużyny Aleksandar Vuković wystawił mocno rezerwowy skład. Nie tylko on postanowił wykorzystać okazję, że dwa ostatnie mecze sezonu są już de facto o „pietruszkę”. Przeglądu kadr dokonali trenerzy wszystkich zespołów, nawet Lecha Poznań, Piasta Gliwice i Śląska Wrocław, chociaż te zespoły jeszcze miały o co walczyć. Wrocławianie mieli jeszcze matematyczną szansę na zajęcie premiowanego startem w europejskich pucharach trzeciego miejsca, ale do tego potrzebne było im zwycięstwo na Jagiellonią w Białymstoku i porażka Lecha w Krakowie z Cracovią. Oba warunki nie zostały jednak spełnione, bo białostocczanie pokonali Śląsk 2:1, a „Kolejorz” także 2:1 wygrał starcie z „Pasami”. Poznański zespół zyskał na tym podwójnie, bo nie tylko odskoczył czwartym w tabeli wrocławianom na bezpieczny dystans i przyklepał miejsce na podium, lecz za sprawą niespodziewanej porażki Piasta Gliwice w Szczecinie z Pogonią (0:1) awansował na drugie miejsce i potrzebuje już tylko jednego punktu, żeby zakończyć sezon jako wicemistrz kraju. Gliwiczanie mogli z „Portowcami” zremisować, bo w 94. minucie prowadzący zawody arbiter z Siedlec Krzysztof Jakubik podyktował na ich korzyść rzut karny. Doskonałą okazję do zdobycia gola zmarnował jednak Hiszpan Gerard Badia, którego strzał obronił chorwacki bramkarz Pogoni Dante Stipica.
W ostatniej kolejce Lech podejmie u siebie na Bułgarskiej Jagiellonię Białystok, zaś Piast także na swoim boisku zmierzy się z Cracovią. Żeby wyprzedzić lechitów w tabeli, gliwicki zespół musi pokonać „Pasy, co nie powinno być raczej trudne, bo trener Cracovii oszczędza najlepszych graczy na finał Pucharu Polski z Lechią, ale warunkiem koniecznym jest jeszcze porażka Lecha w starciu z Jagiellonią.
Zarządzająca rozgrywkami spółka Ekstraklasa SA przygotowała nowy zestaw medali za zajęcie trzech pierwszych lokat w lidze. Ważą 245 gramów i zostały wykonane z mosiądzu. „Po wygrawerowaniu logotypów i napisów został im ręcznie nadany kształt na prasie balansowej. Oszlifowane i wypolerowane zostały pokryte czystym 24-karatowym srebrem i złotem. W przypadku medali dla mistrza jest to żółte złoto, natomiast brązowe pokryto złotem czerwonym” – napisano na stronie internetowej ekstraklasa.org. Do Poznania i Gliwic trzeba będzie jednak na wszelki wypadek przywieźć dwa komplety medali – srebrnych i brązowych, bo w futbolu cuda się zdarzają.
Reszta meczów w 37. kolejce będzie już naprawdę tylko sparingami, ale może dzięki temu trenerzy ponownie dadzą szansę młodym i obiecującym piłkarzom. Bułgarski trener Jagiellonii Iwajło Petew w meczu ze Śląskiem pozwolił udanie zadebiutować w ekstraklasie 16-letniemu bramkarzowi Xavierowi Dziekońskiemu i dzięki temu wiemy, że w białostockim klubie pojawił się talent być może na miarę Bartłomieja Drągowskiego, który dzisiaj z powodzeniem radzi sobie w Serie A w bramce Fiorentiny. Trener Vuković w meczu z Lechią dał zagrać Arielowi Mosórowi i Szymonowi Włodarczykowi. To synowie znanych przed laty piłkarzy, także Legii, Piotra Mosóra i Piotra Włodarczyka. W Wiśle Płock w spotkaniu z Koroną Kielce błysnął strzelec dwóch goli 17-letni Dawid Kocyła.
Nie każdy debiut w ekstraklasie bywa udany, o czym przekonał się 27-letni bramkarz Lecha Karol Szymański, który w meczu z Cracovią popełnił kompromitujący błąd przepuszczając pod stopą piłkę zagraną do niego przez stopera.

Zestaw par ostatniej, 37. kolejki
Grupa mistrzowska (wszystkie mecze w niedzielę 19 lipca, godz. 17:30): Legia Warszawa – Pogoń Szczecin, Piast Gliwice – Cracovia, Śląsk Wrocław – Lechia Gdańsk, Lech Poznań – Jagiellonia Białystok
Grupa spadkowa (wszystkie mecze w sobotę 18 lipca, godz. 17:30): Górnik Zabrze – Zagłębie Lubin, Wisła Kraków – Arka Gdynia, Raków Częstochowa – Wisła Płock, Korona Kielce – ŁKS Łódź.

Wyniki 35. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 35. kolejki:
Grupa mistrzowska:

Legia Warszawa – Cracovia 2:0
Gole: Tomas Pekhart (23), Walerian Gwilia (75). Żółte kartki: André Martins, Wszołek, Slisz, Cholewiak – Loshaj, Wdowiak. Sędziował: Jarosław Przybył. Widzów: 5500.
Śląsk Wrocław – Pogoń Szczecin 2:2
Gole: Israel Puerto (29), Przemysław Płacheta (45) – Adam Frączczak (23 karny), Kacper Smoliński (84). Żółte kartki: Puerto – Matynia, Zech. Sędziował: Paweł Raczkowski. Widzów: 5668.
Piast Gliwice – Jagiellonia Białystok 2:0
Gole: Piotr Parzyszek (12), Jorge Felix (14).
Żółte kartki: Milewski – Borysiuk, Camara, Błyszko. Czerwona: Milewski (45., za drugą żółtą). Sędziował: Tomasz Kwiatkowski. Widzów: 1439.
Lech Poznań – Lechia Gdańsk 2:0
Gole: Dani Ramirez (5), Robert Gumny (22), Kamil Jóźwiak (45) – Omran Haydary (42), Ze Gomes (47). Żółte kartki: Satka, Mleczko – Nalepa. Czerwona kartka: Conrado (89., Lechia). Sędziował: Krzysztof Jakubik. Widzów: 6432.

Grupa spadkowa:
Górnik Zabrze – Raków Częstochowa 4:1

Gole: Igor Angulo (20, 71), Jarosław Jach (60 samobójcza), Jesus Jimenez (86) – Petr Schwarz (4 karny). Żółte kartki: Wiśniewski, Jirka, Prochazka (Górnik). Sędziował: Łukasz Szczech. Widzów: 3869.
Zagłębie Lubin – Wisła Płock 0:1
Gol: Mateusz Szwoch (49). Żółte kartki: Guldan, Jończy, Balić – Adamczyk, Kocyła. Czerwona kartka: Guldan (90., za drugą żółtą). Sędziował: Piotr Lasyk. Widzów: 1224.
Arka Gdynia – ŁKS Łódź 3:2
Gole: Marcus Vinicius (19), Michał Nalepa (41 karny), Maciej Jankowski (45) – Samu Corral (55), Łukasz Sekulski (85). Żółte kartki: Młyński – Ricardo Guima, Klimczak. Sędziował: Artur Aluszyk. Widzów: 1579.
Wisła Kraków – Korona Kielce 1:1
Gole: Alon Turgeman (7) – Daniel Szelągowski (34). Żółte kartki: Janicki, Wojtkowski, Basha, Klemenz, Niepsuj, Pawłowski – Cebula, Długosz. Czerwona kartka: Hołownia (30., Wisła, za brutalny faul). Sędziował: Wojciech Myć. Widzów: 4223.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 35 68 69:33
  2. Piast 35 60 40:30
  3. Lech 35 60 64:34
  4. Śląsk 35 54 49:42
  5. Cracovia 35 52 47:37
  6. Lechia 35 52 46:49
  7. Jagiellonia 35 49 46:46
  8. Pogoń 35 48 34:38
    Grupa spadkowa
  9. Górnik 35 50 49:44
  10. Raków 35 50 47:52
  11. Wisła P. 35 48 41:51
  12. Zagłębie 35 47 56:52
  13. Wisła K. 35 45 43:52
  14. Arka 35 37 37:55
  15. Korona 35 32 26:45
  16. ŁKS Łódź 35 21 30:64

Chorwaci cenią Kądziora

Piłkarz reprezentacji Polski Damian Kądzior został poważnie kontuzjowany – w starciu z rywalem doznał złamania nosa i wstrząśnienia mózgu. W tym sezonie w barwach Dinama Zagrzeb już nie zagra.

Do fatalnego dla polskiego piłkarz starcia doszło w 52. minucie meczu Dinama Zagrzeb z Hajdukiem Split (2:3). Kądzior zderzył się z jednym z rywali i zakrwawiony upadł na murawę. Został natychmiast zniesiony z boiska i odwieziony do szpitala na szczegółowe badania, które wykazały, że ma złamany nos i na dodatek wstrząśnienie mózgu. „Sytuacji z meczu nie pamiętam, ale jestem już w domu i wracam do zdrowia. Niestety, ten sezon nie kończy się dla mnie szczęśliwie” – uspokoił swoich fanów 28-letni pomocnik za pośrednictwem Facebooka.
Kądzior gra w chorwackiej ekstraklasie od lipca 2018 roku. Do Dinama Zagrzeb przeszedł z Górnika Zabrze za skromną jak na jego umiejętności kwotę 400 tys. euro. W barwach drużyny z Zagrzebia rozegrał dotąd 76 meczów, w których strzelił 21 goli i zaliczył 22 asysty. W tym sezonie Kądzior wystąpił w 29 meczach ligowych, w których strzelił 10 goli i zaliczył 10 asyst, przyczyniając się w znaczącym stopniu do zdobycia przez Dinamo mistrzostwa Chorwacji. Wprawdzie do końca sezonu pozostało do rozegrania jeszcze jedno spotkanie, w którym Polak już nie będzie mógł zagrać, ale jego zespół już dawno temu zapewnił sobie tytuł, bo ma aż 14 punktów przewagi nad drugim w tabeli zespołem NK Osijek.
W Polsce Kądzior nie cieszył się takim uznaniem, jakie zdobył w lidze chorwackiej, a warto przypomnieć, że Chorwacja to aktualny wicemistrz świata z mundialu 2018 roku w Rosji. Urodzony w Białymstoku piłkarz jest wychowankiem tamtejszej Jagiellonii, lecz w tym klubie nie zdołał się przebić i w latach 2012 do 2016 najczęściej przebywał na wypożyczeniu w klubach niższych lig – Motorze Lublin, Dolcanie Ząbki i Wigrach Suwałki, do których w 2016 roku ostatecznie przeniósł się na stałe. Ale tylko na jeden sezon, bo już latem 2017 roku był zawodnikiem Górnika Zabrze, w barwach którego zaliczył 37 ligowych występów i strzelił 10 goli.

Wyniki 27. kolejki PKO Ekstraklasy

Lech Poznań – Legia Warszawa 0:1
Gol: Tomas Pekhart (17).
Żółte kartki: Kostewycz, Jóźwiak, Crnomarković, Puchacz – Wieteska, Majecki.
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Mecz bez widzów.

Piast Gliwice – Wisła Kraków 4:0
Gole: Jorge Felix (1), Piotr Parzyszek (11, 64), Patryk Tuszyński (85).
Żółte kartki: Jorge Felix, Czerwiński – Błaszczykowski, Sadlok, Burliga, Savicević, Wojtkowski. Czerwona kartka: Sadlok (75. minuta, Wisła, za drugą żółtą).
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez widzów.

Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa 1:1
Gole: Michał Chrapek (90 karny) – Felicio Brown Forbes (83).
Żółte kartki: Tudor, Petrasek (Raków).
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez widzów.

Pogoń Szczecin – Zagłębie Lubin 0:3
Gole: Dejan Drażić (7), Damjan Bohar (27), Bartosz Białek (42).
Żółte kartki: Kopacz, Guldan, Drażić, Czerwiński (Zagłębie).
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez widzów.
ŁKS Łódź – Górnik Zabrze 0:1
Gol: Giirgos Giakoumakis (36).
Żółte kartki: Dąbrowski – Giakoumakis.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez widzów.

Wisła Płock – Korona Kielce 1:4
Gole: Dawid Kocyła (15) – Adnan Kovacević (30), Marcin Cebula (34), Petteri Forsell (67), Jacek Kiełb (87).
Żółte kartki: Ambrosiewicz – Cebula, Spychała.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez widzów.

Cracovia – Jagiellonia Białystok 0:1
Gol: Przemysław Mystkowski (88).
Żółte kartki: Hanca – Romanczuk, Arsenić, Runje.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez widzów.

Lechia Gdańsk – Arka Gdynia 4:3
Gole: Flavio Paixao (50 karny, 76, 90 karny), Łukasz Zwoliński (87) – Marko Vejinović (60 karny, 82 karny), Jarosław Kubicki (71 samobójczy).
Żółte kartki: Lipski, Kubicki, Conrado – Helstrup, Michał Nalepa II.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez widzów.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 27 54 55:26
  2. Piast 27 46 32:25
  3. Śląsk 27 43 35:29
  4. Cracovia 27 42 35:26
  5. Lech 27 42 45:26
  6. Pogoń 27 41 27:26
  7. Lechia 27 41 36:36
  8. Jagiellonia 27 40 36:35
    Grupa spadkowa
  9. Raków 27 37 33:38
  10. Zagłębie 27 36 44:40
  11. Górnik 27 36 35:36
  12. Wisła P. 27 36 33:45
  13. Wisła K. 27 31 33:42
  14. Korona 27 29 19:31
  15. Arka 27 25 25:41
  16. ŁKS Łódź 27 20 25:45

Ekstraklasa wraca do gry

W poniedziałek w klubach piłkarskich ekstraklasy oraz I i II ligi rozpocznie się testowanie piłkarzy na obecność koronawirusa. W sobotę rząd nieoczekiwanie wydał rozporządzenie, w którym zwiększył liczebność grup zawodników mogących ćwiczyć wspólnie na jednym boisku do 14. Tak zaczyna się w Polsce operacja wznowienia ligowych rozgrywek.

Za przebadanie piłkarzy ekstraklasy oraz I i II ligi zapłaci PZPN. W sumie testy na obecność Covid-19 przejdzie około 2,7 tysiąca osób, licząc z pracownikami Live Parku odpowiedzialnymi za telewizyjne transmisje oraz sędziami. Testy zostaną powtórzone tuż przed restartem rozgrywek, co ma nastąpić 29 maja. Całość operacji ma kosztować blisko milion złotych. Jej koszty ma pokryć PZPN.
W minioną sobotę piłkarskie środowisko dostało nieoczekiwany prezent. W wydanym rozporządzeniu Rady Ministrów zezwolono klubom PKO Ekstraklasy na prowadzenie o poniedziałku treningów w większych grupach. Oto treść rozporządzenia: (…) „Na stadionach i boiskach w zakresie organizacji współzawodnictwa sportowego przez ligę zawodową działającą w najwyższej klasie rozgrywkowej w sporcie piłka nożna może przebywać, bez udziału publiczności, w tym samym czasie: 1) od dnia 4 maja do dnia 9 maja 2020 r. nie więcej niż 14 osób korzystających z tych obiektów, z wyłączeniem ich obsługi; 2) od dnia 10 maja do dnia 24 maja 2020 r. nie więcej niż 25 osób korzystających z tych obiektów, z wyłączeniem ich obsługi.
Nowe zasady dotyczą tylko zespołów z PKO Ekstraklasy. Dla klubów z niższych szczebli obowiązują dotychczasowe zasady: nie więcej niż sześć osób i trener”.
Wygląda więc na to, że nasze profesjonalne ligi piłkarskie nie zamierzają się poddać bez walki, jak zrobiono to już w Belgii i we Francji, tylko z determinacją próbują wznowić przerwane rozgrywki, żeby dokończyć sezon i odebrać od nadawców telewizyjnych ostatnią transzę rocznej opłaty za prawo do transmisji. W przypadku klubów PKO Ekstraklasy w grę wchodzi około 70 milionów złotych, ale te niewielkie w sumie pieniądze nie są jedyną stawką w walce o przetrwanie. Wiadomo już, że sezon zostanie dokończony przy pustych trybunach, co będzie jednak dotkliwą stratą wyłącznie dla klubów z najwyższą frekwencją, jak Legia Warszawa, Wisła Kraków, Lech Poznań, Śląsk Wocław i Górnik Zabrze. Dla pozostałych większym dramatem będzie utrata finansowego wsparcia sponsorów, zwłaszcza samorządów. Pierwszym sygnałem, że mogą wkrótce nie tylko przyciąć, ale wręcz cofnąć dotacje, jest oświadczenie prezydenta Białegostoku, który już zapowiedział, że Jagiellonia nie ma co liczyć w drugiej połowie roku ani w następnym na wsparcie z budżetu miasta. „Jeżeli zawodnik Jagiellonii zarabia 80 tysięcy złotych miesięcznie, a my do tego dopłacamy, to ten świat piłki zawodowej, przynajmniej w tym naszym wydaniu, musi się zdecydowanie zmienić. Być może już w drugim półroczu, a na pewno w następnym roku, należy zapomnieć o dotacjach z budżetu miasta na sport zawodowy” – ogłosił prezydent Tadeusz Truskolaski. Dla akcjonariuszy Jagiellonii to cios tym bardziej dotkliwy, że niespodziewany. W 2019 roku do klubowego budżetu z miejskiej kasy wpłynęło około 3,5 mln złotych, w tym na razie niewiele ponad milion złotych i wiele wskazuje, że więcej już raczej nie będzie. Jeśli doliczymy do tego straty jakie przyniesie konieczność gry przy pustych trybunach, które szef białostockiego klubu Cezary Kulesza już oszacował na kwotę 7-8 mln złotych, to z pobieżnych nawet wyliczeń wynika, iż zaplanowany w tym roku na niewiele ponad 20 mln złotych budżet Jagiellonii skurczy się niemal o połowę.
W PKO Ekstraklasie są jednak kluby znacznie bardziej uzależnione od dotacji samorządowych, jak Śląsk Wrocław, Górnik Zabrze czy Piast Gliwice. Radni z tym miast na razie nie postulują cięć. Nawet w Gdańsku, choć Lechia jest prywatnym klubem należącym do niemieckiego właściciela, władze miejskie ogłosiły, że nie będą domagać się zwrotu przekazanych już dotacji za marzec, kwiecień i maj w kwocie 1,3 mln złotych.
O szczęściu może mówić też właściciel i prezes Legii Warszawa Dariusz Mioduski, który w marcu, tuż przed ogłoszeniem pandemii, podpisał umowę ze stołecznym ratuszem na promowanie miasta wartą 2,5 mln złotych i raczej może być pewny, że te pieniądze dostanie. Podobną pewność mają też działacze Piasta Gliwice, bo miasto jest współwłaścicielem klubu i w swoim budżecie na ten rok radni zapisali w sumie 12 mln złotych dotacji. Podobne kwoty uchwalili też rajcy Zabrza i Wrocławia i na razie z nich się nie wycofują, ale już w Kielcach i Gdyni finansowe wsparcie zostało wstrzymane. Sytuacja jak widać jest dynamiczna, a jak zostanie ostatecznie rozwiązana, i tak zależy chyba od rozwoju pandemii.

W ekstraklasie tną zarobki

Zarządzająca rozgrywkami najwyższej piłkarskiej klasy rozgrywkowej w naszym kraju Ekstraklasa SA, za zgodą PZPN zezwoliła klubom na cięcie wynagrodzeń piłkarzy i trenerów nawet o 50 procent. Nie wszędzie jednak redukcje przebiegają bezkonfliktowo. Największy zamęt z tego powodu zrobił się nieoczekiwanie w Jagiellonii Białystok.

Rada nadzorcza Ekstraklasy S.A. uchwaliła, że kluby z powodu utraconych w czasie epidemii koronawirusa dochodów, mogą do czasu wznowienia rozgrywek obniżyć wynagrodzenia piłkarzy do 50 procent, jednak tylko tym, którzy zarabiają powyżej 10 tys. złotych miesięcznie. Ustalenia te są jasne i zważywszy na okoliczności, konieczne do zastosowania, dlaczego zatem zawodnicy Jagiellonii się buntują? Powody wyjaśnił w wywiadzie dla „PS” kapitan białostockiej drużyny Taras Romanczuk.
Piłkarzy Jagiellonii zirytowało, że władze klubu postawiły ich przed faktem dokonanym wprowadzając od razu maksymalne dopuszczalne cięcia zarobków, nie oczekując nawet akceptacji. „Jeden zgadza się na 15 procent obniżki, drugi na 25, ale są i tacy, którzy w ogóle nie dają na to zgody. Jak rozwiązać problem? Spotkać się z prezesem Kuleszą i porozmawiać. Myślę, że to normalna rzecz. Ja przekazałem mu, jak zespół przyjął propozycję obcięcia zarobków o 50 procent, ale na tym się skończyło, bo on teraz nie chce spotkania z całym zespołem.
Cezary Kulesza zareagował błyskawicznie, ale też w wypowiedzi dla mediów. „Mówimy o obniżkach, po których piłkarzom zostanie i po 30 tysięcy pensji miesięcznie. Ktoś chce mnie przekonać, że tyle nie wystarczy na utrzymanie rodziny? A nawet jeśli po obniżce zawodnik dostanie 10 tys. złotych brutto, to też przecież jest wynagrodzenie grubo powyżej średniej w kraju. A mówimy o ograniczeniach zarobków przez 3-4 miesiące” – przekonuje Kulesza. I dla przeciwwagi przytacza argument, iż Jagiellonia do końca czerwca poniesie straty finansowe w wysokości blisko 10 mln złotych. Cięcia zarobków w tym czasie pozwolą klubowi zmniejszyć zakładany deficyt o jedną trzecią tej kwoty.
W innych klubach ekstraklasy negocjacje odbywają się bardziej dyskretnie, co nie znaczy, że bez tarć i zgrzytów. Wolny od takich napięć jest chyba tylko Śląsk Wrocław, w którym piłkarze ustalili z zarządem zasady oraz wysokość redukcji płac jeszcze przed uchwałą rady nadzorczej Ekstraklasy SA. Zadziwiająco spokojnie cięcia zarobków przebiegły w obu klubach z Trójmiasta, chociaż Lechia Gdańsk i Arka Gdynia mają chyba w tej chwili największe problemy z utrzymaniem płynności finansowej. Notorycznie zalegający z wypłatami dla piłkarzy gdański klub zaczął operację od niespodziewanej redukcji o 50 procent wynagrodzeń dla wszystkich członków zarządu „na czas trwania epidemii koronawirusa”, jak napisano w oficjalnym komunikacie.
W zagrożonej degradacją Arce Gdynia dziura budżetowa jest jeszcze większa niż w Lechii, bo władze miasta wstrzymały wypłatę sześciu milionów złotych jakie miały w swoim budżecie na wsparcie klubu. Do tego dochodzi jeszcze wielce prawdopodobne utrata pieniędzy z ostatniej transzy za prawa telewizyjne. Ich nabywcy, Canal+ i TVP, na razie czekają na dalszy rozwój wydarzeń i liczą, że zawieszone rozgrywki uda się wznowić i dokończyć, lecz jeśli okaże się to niemożliwe, na pewno nie zapłacą. Właśnie z Francji dotarła wiadomość, że Canal+ zapowiedział właśnie wstrzymanie wypłat dla Ligue 1.
Grupa Canal+ w związku z epidemią koronawirusa odmówiła zapłacenia trzeciej, ostatniej transzy za prawa do transmisji Ligue 1 w sezonie 2019/2020. Roczny kontrakt opiewa na sumę 558 mln euro, a do tego pokazująca te rozgrywki w niektórych krajach poza Francją telewizja BeIN Sports uiszczała kolejne 201 mln euro (42 mln euro w trzeciej transzy). Brak zapłaty trzeciej transzy oznacza, że do klubów nie trafi 110 milionów euro. „Zawieszenie płatności jest częścią kontekstu, w którym kryzys zdrowotny wpłynął na prawie wszystkie działania naszej grupy. Na naszą działalność w zakresie płatnej telewizji we Francji znaczny wpływ ma zamknięcie dużej części naszych kanałów sprzedaży oraz osłabienie atrakcyjności naszych ofert sportowych. Nasze przychody z reklam spadają. Jesteśmy zatem zobowiązani do podjęcia niezbędnych środków w celu złagodzenia finansowego wpływu tego kryzysu” – napisano w oficjalnym komunikacie Canal+.
Jeśli francuska stacja tak zamierza zrobić we własnym kraju, z pewnością postąpi podobnie również poza jego granicami, czyli z pewnością także w Polsce. Ta wiadomość z pewnością usztywni stanowisko klubowych władz w rozmowach z piłkarzami, a im odbierze ostatni argument przeciwko obniżce wynagrodzeń.

Czwarta porażka Pasów

Aspirująca jeszcze niedawno do walki o mistrzowski tytuł Cracovia przegrała w 26. kolejce w Zabrzu z walczącym o utrzymanie Górnikiem 2:3 i praktycznie pogrzebała swoje szanse na wywalczenie mistrzowskiego tytułu. Dla ekipy „Pasów” była to czwarta porażka z rzędu w rundzie wiosennej.

Po przegranych 0:2 derbach Krakowa z Wisłą trener Cracovii Michał Probierz w desperacji dokonał przed meczem z Górnikiem aż sześciu zmian w podstawowej jedenastce. Ofiarami tej kadrowej czystki padli m.in. Janusz Gol, Sylwester Lusiusz i Michal Siplak, którzy nawet nie znaleźli się w szerokiej kadrze meczowej. Na ławce rezerwowych usiedli natomiast Pelle van Amersfoort, Cornel Rapa i David Jablonsky. Zawodnicy, których w miejsce tych graczy szkoleniowiec „Pasów” posłał w bój na stadionie w Zabrzu, nie zdołali przerwać fatalnej serii porażek.
W następnej kolejce ekipa Probierza podejmie na własnym stadionie drużynę Jagiellonii, która w sobotę w dość kontrowersyjnych okolicznościach, po wątpliwym rzucie karnym, pokonała u siebie Śląsk Wrocław 1:0. Dzięki tej wygranej białostocczanie przeskoczyli z grupy spadkowej na ósme miejsce, ostatnie w grupie mistrzowskiej, mają jednak tylko jeden punkt przewagi nad dziewiątym Rakowem Częstochowa i dziesiątą Wisłą Płock.
Coraz gorzej wygląda sytuacja trzech ostatnich zespołów w tabeli, czyli ŁKS Łódź, Korony Kielce i Arki Gdynia. Ich strata do zespołów zajmujących niezagrożone spadkiem lokaty systematycznie się powiększa. Zwykle w takich sytuacjach kluby dokonują zmiany trenerów. Z tego patentu z trójki outsiderów pierwsza skorzystała Arka. Po przegranym 1:2 meczu z Wisłą Płock dymisję złożył Aleksandar Rogić. Serbski szkoleniowiec prowadził gdyński zespół od 10 października 2019 roku. Jego następcą ma zostać Leszek Ojrzyński, który doprowadził Arkę do zdobycia Pucharu Polski w 2017 roku.
Jeśli te nieformalne informacje się potwierdzą, Ojrzyńskiego na początek czeka wyjazdowa potyczka z Lechią Gdańsk w derbach Trójmiasta. Nie będzie to łatwa przeprawa, bo gdańszczanom w rundzie wiosennej idzie w kratkę i stracili już tak dużo punktów, że zjechali w tabeli grupy mistrzowskiej już na sam dół. Po remisie 4:4 w 26. kolejce Lechia ma na koncie 38 punktów, a zatem tylko o jeden więcej od ósmej Jagiellonii i dwa więcej od ekip Rakowa i Wisły Płock. W przypadku porażki z Arką trener Piotr Stokowiec będzie w tarapatach, bo jego zespół może zlecieć do grupy spadkowej. I to trwale, bo potem czekają go dwa wyjazdy, do Zabrza i Szczecina, oraz mecz u siebie z Cracovią.
Nikt nie chce zakończyć sezonu zasadniczego w dolnej połówce tabeli, bo tam trzy skazane już na degradację zespoły toczyć będą rozpaczliwą walkę o utrzymanie do ostatniej kolejki fazy play off. Zdecydowanie wygodniej będą miały zespoły w grupie mistrzowskiej, zwłaszcza że kwestia mistrzowskiego tytułu została już chyba definitywnie rozstrzygnięta. Zespoły zajmujące miejsca za Legią w tej kolejce potraciły punkty. Dla przypomnienia: Śląsk przegrał 0:1 z Jagiellonią, Pogoń zremisowała 0:0 z Rakowem, a Cracovia uległą Górnikowi 2:3. Mógł na tym skorzystać Lech Poznań, ale do awansu na pozycję wicelidera potrzebował zwycięstwa z Wisłą Kraków na jej terenie. Ten niedzielny mecz, podobnie jak spotkanie Legii z broniącym mistrzowskiego tytułu Piastem Gliwice, zakończył się jednak po zamknięciu wydania.

Wyniki 23 kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 23. kolejki:
Legia Warszawa
– Jagiellonia Białystok 4:0

Gole: Marko Vesović (7), José Kanté (30, 57), Tomas Pekhart (90).
Żółte kartki: Puljić, Tiru (Jagiellonia).
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Widzów: 21 340.
Piast Gliwice – Cracovia 1:0
Gol: Sebastian Milewski (59).
Żółte kartki: Pestka, Rapa, Siplak (Cracovia).
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 4176.
Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze 2:1
Gole: Dino Stiglec (3), Filip Raicević (6) – Israel Puerto (84 samobójcza).
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 8196.
ŁKS Łódź – Pogoń Szczecin 0:0
Żółte kartki: Dominguez, Grzesik, M.Dąbrowski – Triantafyllopoulos.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Widzów: 5150.
Wisła Płock – Zagłębie Lubin 1:1
Gole: Torgil Gjertsen (75) – Damjan Bohar (70).
Żółte kartki: Merebaszwili – Czerwiński.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Widzów: 2127.
Arka Gdynia – Raków Częstochowa 3:2
Gole: Mateusz Młyński (72), Marko Vejinović (88), Nemanja Mihajlović (90) – Miłosz Szczepański (4), Tomas Petrasek (39).
Żółte kartki: Nalepa, Kopczyński, Maghoma (Arka).
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Widzów: 4367.
Wisła Kraków – Korona Kielce 2:0
Gole: Aleksander Buksa (5), Jakub Błaszczykowski (63).
Żółte kartki: Niepsuj, Savicević, Basha – Radin, Żubrowski, Spychała, Kiełb. Czerwona kartka: Spychała (85., Korona, za drugą żółtą).
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 17 354.
Lech Poznań – Lechia Gdańsk 2:0
Gole: Dusan Kuciak (81 samobójcza), Filip Marchwiński (89).
Żółte kartki: Rogne, Muhar, Marchwiński – Fila, Maloca, Zwoliński. Czerwona kartka: Fila (51., za drugą żółtą).
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów: 12 693.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 23 45 49:23
  2. Cracovia 23 42 32:18
  3. Pogoń 23 40 25:18
  4. Śląsk 23 39 31:24
  5. Lech 23 37 39:22
  6. Piast 23 37 25:22
  7. Lechia 23 34 26:26
  8. Wisła P. 23 32 28:36
    Grupa spadkowa
  9. Jagiellonia 23 30 31:33
  10. Zagłębie 23 29 32:32
  11. Raków 23 29 28:37
  12. Górnik 23 27 27:29
  13. Wisła K. 23 26 28:35
  14. Arka 23 24 20:33
  15. Korona 23 23 12:26
  16. ŁKS Łódź 23 16 21:40