Pogoń na czele ligowej stawki

Cracovia miała szansę na objęcie prowadzenia w tabeli ekstraklasy, bo wyprzedzające ją zespoły Pogoni Szczecin, Śląska Wrocław i Jagiellonii Białystok zremisowały swoje mecze. Ekipa „Pasów” musiała jednak w tym celu pokonać na swoim stadionie Legię Warszawa, co okazało się dla niej zadaniem ponad siły. Liderem pozostała więc drużyna Pogoni.

Cracovia przed meczem z Legią zaliczyła serię trzech zwycięstw z rzędu, pokonując kolejno Arkę 3:1, Lecha 2:1 i Piasta 2:0. Ale Legia też miała dobre wyniki, bo była niepokonana od czterech spotkań, notując trzy wygrane i jeden remis. W bezpośrednim starciu legioniści okazali się lepsi i chwilowo wybili trenerowi Michałowi Probierzowi z głowy marzenia o potędze. Prawdę mówiąc to żaden z zespołów naszej ekstraklasy, może za wyjątkiem coraz bardziej odstających od reszty Korony i ŁKS Łódź, nie może zadzierać nosa, bo różnica punktowa między prowadzącą Pogonią, a pierwszym w grupie spadkowej Lechem, wynosi ledwie sześć punktów.

Jeszcze mniejsze różnice dzielą „Portowców” od zespołów zajmujące miejsca od drugiego do szóstego. W przypadku porażki w kolejnym spotkaniu szczecinianie mogą zjechać w dół o kilka lokat, a nie jest to scenariusz nieprawdopodobny, bo w najbliższy weekend Pogoń czeka wyprawa do Białegostoku na mecz z aspirująca do mistrzostwa Jagiellonią.

Wypada odnotować zwyżkę formy Wisły Płock, która pod wodzą Radosława Sobolewskiego odbiła się od dna, a po wygranej z imienniczką z Krakowa w 9. kolejce wskoczyła do grupy mistrzowskiej. Nieciekawie wygląda natomiast sytuacja Łódzkiego Klubu Sportowego, który w miniony weekend po porażce z Arką 1:4 powiększył liczbę porażek do siedmiu, a przed nim wyjazd do odrodzonego pod wodzą słowackiego trenera Martina Sevela Zagłębia Lubin.

 

Grają o Puchar Polski

Rozlosowano pary 1/32 Pucharu Polski. Obrońca tytułu Lechia Gdańsk zmierzy się w tej fazie z Gryfem Wejherowo. Najciekawsza rywalizacja zapowiada się w meczu Cracovii z Jagiellonią Białystok.

W rozgrywkach obowiązuje przepis o obowiązkowym wstawianiu do składu młodzieżowca – przynajmniej jednego piłkarza z rocznika 1998 roku lub młodszych. W Pucharze Polski w żadnej z rund nie ma meczów rewanżowych. W przypadku remisu, następuje dogrywka, a po niej rzuty karne. W dodatkowych 30 minutach trenerzy będą mogli przeprowadzić czwartą zmianę.
Zwycięzca Pucharu Polski otrzyma premię finansową w wysokości 3 milionów złotych oraz zagra w eliminacjach Ligi Europy. Finał odbędzie się 2 maja na Stadionie Narodowym w Warszawie. Przed rokiem Lechia Gdańsk zdobyła trofeum pokonując w finale Jagiellonię Białystok 1:0 po golu Artura Sobiecha.

Zestaw par 1/32 finału Pucharu Polski:
Unia Skierniewice – Piast Gliwice, Puszcza Niepołomice – Legia Warszawa, Cracovia – Jagiellonia Białystok, Gryf Wejherowo – Lechia Gdańsk, Ruch Chorzów – Stomil Olsztyn, Odra Opole – Arka Gdynia, Pogoń Siedlce – Podbeskidzie Bielsko-Biała, Chemik Police – Stal Stalowa Wola, GKS Jastrzębie – Bruk-Bet Nieciecza, Zagłębie II Lubin – Miedź Legnica, Rekord Bielsko-Biała – Concordia Elbląg, Legia II Warszawa – Wigry Suwałki, Elana Toruń – Radomiak, Chełmianka – Znicz Pruszków, Błękitni Stargard – Wisła Kraków, Chojniczanka – Raków Częstochowa, Stal Rzeszów – Pogoń Szczecin, KSZO Ostrowiec Św. – Sandecja Nowy Sącz, GKS Katowice – Warta Poznań, Gryf Słupsk – Górnik Łęczna, Widzew Łódź – Śląsk Wrocław, Hutnik Kraków – Resovia, Chemik Moderator Bydgoszcz – Wisła Płock, Stal Brzeg – Olimpia Elbląg, Stilon Gorzów – Olimpia Zambrów, Chrobry Głogów – Lech Poznań, Zagłębie Sosnowiec – ŁKS Łódź, GKS Bełchatów – GKS Tychy, Garbarnia Kraków – Bytovia, Polonia Środa Wlkp. – Górnik Zabrze, Korona Kielce – Zagłębie Lubin, Olimpia Grudziądz – Stal Mielec. Mecze rozstaną rozegrane w dniach 24-26 sierpnia.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia kończy rundę zasadniczą jako lider

Piłkarze Lechii Gdańsk wygrali u siebie z Lechem Poznań 1:0 w meczu 29. kolejki ekstraklasy i na kolejkę przed końcem sezonu zasadniczego praktycznie zapewnili sobie pierwszą lokatę w tabeli. Ale poziom spotkania był mierny – gracze obu drużyn oddali tylko po jednym celnym strzale na bramkę.

Szczęście dopisało tylko napastnikowi Lechii Arturowi Sobiechowi i po jego uderzeniu piłka znalazła się w siatce bramki „Kolejorza”. Tyle wystarczyło lechistom do zdobycia kompletu punktów. Trener poznańskiej drużyny Dariusz Żuraw, który na tym stanowisku niedawno zastąpił Adama Nawałkę, po meczu szczerze pogratulował rywalom zwycięstwa. „Lechia była o jedną bramkę od nas lepsza. Próbowaliśmy do samego końca zmienić rezultat, niestety, bezskutecznie i wracamy do domu bez punktów” – powiedział Żuraw. Teraz ekipę „Kolejorza” czeka w ostatniej kolejce mecz z Jagiellonią o utrzymanie miejsca w grupie mistrzowskiej. Lechici mają komfortową sytuację, bo rywale we wtorek zagrają w półfinale Pucharu Polski z Miedzią Legnica, więc na sobotni mecz do Poznania przyjadą nieco zmęczeni.
W takiej samej sytuacji jest też Lechia, którą w tym tygodniu czekają dwie piekielnie trudne wyjazdowe potyczki – najpierw w środę gdańszczanie zmierzą się w Częstochowie z Rakowem w półfinale Pucharu Polski, a potem w Krakowie z Cracovią. Dlatego z takim zadowoleniem trener Piotr Stokowiec przyjął zwycięstwo w spotkaniu z Lechem. Trzy punkty zapewniły lechistom de facto pozycję lidera po rundzie zasadniczej. „Najważniejsze są trzy punkty. Lech zagrał bardzo dobry mecz, ale moi zawodnicy potrafili stworzyć kilka sytuacji, a jedną z nich wykorzystać. Nie mamy czasu na świętowanie, bo musimy szykować się do meczu w Częstochowie. Chcemy zdobyć Puchar Polski i pokonanie Rakowa jest teraz naszym celem. Potem zaczniemy myśleć o meczu z Cracovią” – podkreślił trener Lechii.
Oprócz Lechii jeszcze tylko Legia Warszawa i Piast Gliwice maja już zapewnione miejsce w grupie mistrzowskiej. O pozostałe pięć miejsc walka rozstrzygnie się dopiero w ostatniej kolejce, ale najmniejsze szanse na znalezienie się w elicie ośmiu zespołów zdaje się mieć Korona Kielce, którą czeka wyjazdowa potyczka z Piastem Gliwice. Niełatwe zadanie także przed Wisłą Kraków, która po efektownym zwycięstwie nad Legią w dwóch kolejnych meczach zdobyła tylko jeden punkt, a w ostatniej serii spotkań sezonu zasadniczego zagra w Lubinie z najlepszym tej wiosny w ekstraklasie Zagłębiem. Kibiców na finiszu czeka wiec spora dawka emocji, bo w tej chwili nic jeszcze nie zostało przesądzone – ani kwestia mistrzostwa, ani też spadku z ligi.

 

Lotto Ekstraklasa: Rekordy frekwencji padają w derbach

W 26. kolejce padł rekord frekwencji w tym sezonie naszej piłkarskiej ekstraklasy. Derby Krakowa Wisła – Cracovia obejrzało 28 235 widzów. Dotychczasowy rekord, ustanowiony w derbach Trójmiasta Lechia Gdańsk – Arka Gdynia został pobity o trzy tysiące.

Wbrew pozorom rekordowa liczba widzów na stadionie Wisły w Krakowie jest tak naprawdę frekwencyjną porażką Lotto Ekstraklasy. A to dlatego, że najlepszy w tym sezonie wynik, ustanowiony dopiero w 26. kolejce po rozegraniu 206 meczów z udziałem publiczności, w poprzednim byłby dopiero na siódmym miejscu. Co prawda rekord frekwencji padł w spotkaniu 30. kolejki Lecha z Górnikiem, na które przyszło w Poznaniu 36 941 osób, ale pięć pozostałych lepszych niż w tym sezonie wyników ustanowiono wcześniej.

Wracając do 26. kolejki obecnych rozgrywek, to poza Krakowem przyzwoita liczba widzów stawiła się jeszcze tylko w Warszawie na Łazienkowskiej. Starcie Legii ze Śląskiem (1:0) obejrzało w stolicy 18 342 osób. Na pozostałych sześciu stadionach nigdzie frekwencja nie przekroczyła 10 tysięcy, nawet w Białymstoku, gdzie na spotkanie Jagiellonii z Korona Kielce stawiło się zaledwie 7 660 kibiców.

Księgowy Lecha musi rwać włosy z głowy, bo po słabych w tym roku wynikach fani „Kolejorza” obrazili się na swój zespół. Przegrany 0:3 mecz z Górnikiem Zabrze obejrzało tylko 9 881 widzów, a pamiętajmy, że stadion w Poznaniu ma ponad 42 tysiące miejsc.

Ale w naszej ekstraklasie nawet dobre wyniki nie zawsze przekładają się na wzrost frekwencji. Przekonują o tym przykłady Zagłębie Lubin (5823 widzów w spotkaniu z Arką Gdynia) i rewelacji wiosennej rundy Piasta Gliwice (5573 osoby na meczu z Miedzią Legnica). Tradycyjnie już niewielu fanów wybrało się na stadion w Płocku (2511 na przegranym 0:2 meczu z Pogonią) i w Sosnowcu (tylko 2624 widzów przyszło zobaczyć jak ich zespół gra z liderem ligi Lechią Gdańsk). Po 26. kolejkach najliczniejszą widownią może pochwalić się Legia (średnia na mecz 13 392). Druga jest Wisła Kraków (15 791), trzecia Lechia (13 892), czwarty Lech (13 183, a piąty Górnik (12 405 widzów).

 

Czeczeńcy chcą polskich piłkarzy

Achmat Grozny, ósmy zespół rosyjskiej ekstraklasy, złożył oferty transferów Przemysława Frankowskiego z Jagiellonii i Damiana Szymańskiego z Wisły Płock.

 

Działacze obu klubów analizują te propozycje i przygotowują argumenty do negocjacji. Frankowski był bliski odejścia z drużyny wicemistrzów Polski był już latem. Starały się wtedy o niego m.in. Lokeren i Caen. Oba kluby oferowały jednak kwoty, które nie satysfakcjonowały właścicieli Jagiellonii. Oni są zainteresowani wynegocjowaniem jak najwyższej kwoty odstępnego za 23-letniego skrzydłowego, bowiem połowę pieniędzy z jego transferu muszą oddać byłemu właścicielowi Lechii Gdańsk Andrzejowi Kucharowi oraz byłemu agentowi piłkarza Cezaremu Kucharskiemu. W przypadku Szymańskiego takich problemów nie ma, ale „Nafciarze” nie muszą sprzedawać tego piłkarza już teraz.

Szymański i Frankowski są aktualnymi reprezentantami Polski (obaj zaliczyli w ubiegłym roku po cztery występy w kadrze). O transfer do Achmata Groznego (dawniej Terek Grozny) zabiega agencja menedżerska Unidos, której jednym z szefów jest Mariusz Piekarski, a on w przeszłości w czeczeńskim klubie umieścił Macieja Rybusa, Marcina Komorowskiego i Macieja Makuszewskiego. Szymański ma kontrakt z Wisłą Płock do 30 czerwca 2020 roku. Serwis transfermarkt.de wycenia jego rynkową wartość na jeden milion euro. W tym sezonie rozegrał w barwach „Nafciarzy” 23 mecze (20 w lidze i 3 w Pucharze Polski) w których strzelił cztery gole i zaliczył sześć asyst.

Wartość Frankowskiego szacowana jest na półtora miliona euro. Skrzydłowy Jagiellonii w 22 występach (15 w ekstraklasie, cztery w kwalifikacjach Ligi Europy i trzy w Pucharze Polski) zdobył trzy bramki i zaliczył trzy asysty. Jego umowa także wygasa 30 czerwca 2020 roku.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia nadal liderem

Fot. Po 20 kolejkach najlepszym zespołem Lotto Ekstraklasy jest Lechia Gdańsk

 

 

Piłkarze Lotto Ekstraklasy przed świętami rozegrali ostatnią w tym roku, 20. serię spotkań. W roli lidera rozgrywek na przerwę zimową udała się ekipa Lechii Gdańsk, druga ze stratą trzech punktów jest Legia, na trzecią lokatę po trzech zwycięstwach z rzędu awansował Lech.

 

Pierwsze miejsce Lechii jest sporą niespodzianką. Przypomnijmy, że ten zespół w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu walczył o utrzymanie w grupie spadkowej. Piotr Stokowiec przejął zespół 5 marca i zakończył rozgrywki na 13. pozycji. Co ciekawe, o jeden szczebel niżej znalazła się prowadzona przez Waldemara Fornalika drużyna Piasta Gliwice. W obecnym sezonie Lechia i Piast walczą z powodzeniem w górnej połówce tabeli, a w grupie spadkowej ich miejsca zajęły rewelacyjnie spisujące się w poprzednim sezonie zespoły Górnika Zabrze i Wisły Płock.

Z elity wypadła też drużyna Zagłębia Lubin, z której Stokowca zwolniono w listopadzie 2017 roku, a awansowała do niej Pogoń Szczecin, która na początku rozgrywek zaliczyła falstart i długo zajmowała miejsce w strefie spadkowej. Szefowie „Portowców” nie stracili jednak zaufania do niemieckiego trenera Kosty Runjaica i nie postąpili jak działacze Zagłębia Lubin wobec Stokowca. Ich cierpliwość została nagrodzona, bo zespół w końcu zaskoczył i zaczął zdobywać punkty, a po 20. kolejkach zajmuje piąte miejsce w tabeli.

Równie wielką cierpliwością wobec trenera Michała Probierza wykazał się właściciel Cracovii Janusz Filipiak, bo go nie zdymisjonował chociaż zespół długo szorował po dnie ligowej tabeli. W końcu „Pasy” zaczęły wygrywać i poszybowały w górę zajmując po 20. kolejkach dziewiątą lokatę, pierwszą w grupie spadkowej, ale tylko z dwupunktową stratą do ostatniej w grupie mistrzowskiej Wisły Kraków.

 

Wisła tonie w długach

Skoro już o Wiśle mowa, to końcówka roku w tym klubie jest wręcz dramatyczna. „Biała Gwiazda” tonie pod ciężarem długu sięgającego 40 mln złotych i zalega piłkarzom z wypłatami od lipca, co może skutkować tym, że w styczniu trenera Maciej Stolarczyk będzie miał w szatni pustki, bo wszyscy czołowi gracze rozwiążą kontrakty z winy klubu. Przed świętami akcje Wisły od Towarzystwa Sportowego Wisła odkupiły ponoć dwa zagraniczne fundusze inwestycyjne, ale transakcje zostanie sfinalizowana dopiero wówczas, jeśli do 28 grudnia wpłacą 12,2 mln złotych. Kibice „Białej Gwiazdy” czekają w napięciu, bo jeśli nieznane szerzej konsorcja Alelega, należąca do obywatel francuskiego kambodżańskiego pochodzenia Vanny Ly oraz Noble Capitall Partners będące własnością Szweda Matsa Hartlinga, nie wpłacą tych pieniędzy w ustalonym terminie, wtedy akcje wrócą do TS Wisła i 23-krotnych mistrzów Polski czeka nieuchronne bankructwo i degradacja do klasy okręgowej.

Skomplikowana sytuację wiślaków trafnie skomentował na Twitterze prezes PZPN Zbigniew Boniek. „Zadłużenie Wisły we Włoszech nikogo by nie zdziwiło, rzecz absolutnie do wyprowadzenia. Zdziwiłoby Włochów i to mocno, że klub z taką tradycją i rangą jest (był) zarządzany przez totalnych dyletantów”. Pełniący obowiązki prezesa Wisły wspólnik Vany Ly i Matsa Hartlinga Adam Pietrowski zapewnia, że pieniądze zostaną przelane. Przyszli właściciele Wisły odbyli już rozmowy z prezydentem Krakowa Jackiem Majchrowski, a także spotkali się z Jakubem Błaszczykowskim, który deklaruje chęć powrotu do Wisły już w styczniu.

 

Kiepski poziom sportowy

O tym, że poziom sportowy naszej piłkarskiej ekstraklasy nie jest wysoki, świadczą najlepiej żenujące wyniki polskich zespołów w europejskich pucharach. Ale w starciach między sobą utrzymują przyzwoite statystyki. W 160 rozegranych dotąd meczach piłkarze strzelili 453 gole, co daje średnią 2,8 bramki na mecz. Z tego urobku 239 trafień zaliczyli gospodarze, a 214 goście.
Gospodarze częściej wygrywali(65 meczów) niż przegrywali (48) i remisowali (47). Ale najwyższą porażkę w obecnych rozgrywkach zaliczyła na swoim boisku drużyna Zagłębia Sosnowiec, przegrywając z odrodzonym pod wodza Adama Nawałki Lechem Poznań aż 0:6. Więcej bramek w jednym spotkaniu padło tylko w potyczkach Lecha z Wisłą Kraków i Wisły Kraków z Lechią (oba wygrane przez wiślaków po 5:2).

W 20 rozegranych dotąd kolejkach ligowych wystąpiło łącznie 394 piłkarzy, w tym 157 cudzoziemców. Średni wiek piłkarzy to 26 lat i 331 dni. Najwięcej graczy wystawiła do gry Legia Warszawa (30), Cracovia (29) i Lech Poznań (27), najmniej Korona Kielce (21), Wisła Płock (22) i Górnik Zabrze, Piast Gliwice i Wisła Kraków (po 23 zawodników).

Najskuteczniejszymi strzelcami po 20 kolejkach są obcokrajowcy – Portugalczyk Flavio Paixao (Lechia) i Hiszpan Igor Angulo (Górnik). Najlepszy z polskich piłkarzy jest Marcin Robak (Śląsk), który ma na koncie 11 trafień.

Najlepszą frekwencją na swoim stadionie może się pochwalić Legia Warszawa, której występy przy Łazienkowskiej oglądało średnio około 16 000 widzów. Druga w tym zestawieniu jest Lechia Gdańsk (14 500), trzecia krakowska Wisła (13 800), czwarty Górnik Zabrze (11 600), piąty Lech Poznań (11 500), szósta Jagiellonia Białystok (10 100). Najgorszą frekwencję miały Zagłębie Sosnowiec (3600), Piast Gliwice (4200), Wisła Płock (4200) i Cracovia (po 4700 widzów).

 

Kanonada Lecha

Fot. Filip Marchwiński (z lewej) ma dopiero 16 lat, ale trenera Adam Nawałka nie wahał się wystawić go do gry o ligowe punkty

 

 

Przedostatnia w tym roku kolejka ekstraklasy przyciągnęła na trybuny niespełna 45 tysięcy widzów. Goli padło w niej sporo, bo 22, ale duży wkład w ten wynik włożyły Lech, który pokonał Zagłębie Sosnowiec 6:0 oraz Zagłębie Lubin wygrywając z Jagiellonią 4:0.

 

Adam Nawałka przejął zespół „Kolejorza” 25 listopada, a w nowej roli zadebiutował w 17. kolejce w meczu z Cracovią. Nie był to debiut udany, bo poznaniacy przegrali w Krakowie 0:1, ale w dwóch kolejnych występach zdobyli już komplet punktów i strzelili osiem bramek nie tracą żadnej. Najpierw u siebie wygrali ze Śląskiem 2:0, a w miniony weekend rozgromili beniaminka ekstraklasy Zagłębie Sosnowiec aż 6:0. Futbolowi statystycy ogłosili, że było to najwyższe wyjazdowe zwycięstwo Lecha w jego historii. Tak na marginesie sosnowiczanie okazali się wdzięcznym rywalem dla „Kolejorza, bo w rundzie jesiennej w Poznaniu przegrali z nim 0:4. W sumie zatem lechici w dwóch spotkaniach z Zagłębiem zdobyli aż 10 bramek, czyli niemal jedną trzecią ich strzeleckiego dorobku w 19 kolejkach. Nie umniejsza to bynajmniej zasług trenera Nawałki, wręcz przeciwnie – wypada docenić fakt, że w tak krótkim czasie zdołał przerwać ciągnącą się od 26 sierpnia serię wyjazdowych niepowodzeń. Do meczu z Sosnowcu z dziewięciu spotkań zdołali wygrać tylko dwa (oba przed 26 sierpnia), a potem jeszcze dwukrotnie wyszarpali wyniki remisowe, zaś w pięciu meczach zanotowali porażki.

Zagłębie Sosnowiec to co prawda w tej chwili najsłabszy zespół w ekstraklasie i niemal murowany kandydat do spadku, ale przed klęską z Lechem dał się dotkliwie zbić tylko Jagiellonii, z którą przegrał u siebie 1:4 i Lechii, z którą w takim samym rozmiarze przegrał w Gdańsku. Dlatego 6:0 Lecha zasługuje na uznanie, także dlatego, że trzy gole zdobyli młodzi piłkarze Lecha, którym trener Nawałka w tym spotkaniu dał szansę gry: 20-letni Robert Gumny, 18-letni Tymoteusz Klupś i, uwaga!, 16-letni Filip Marchwiński.

Lech awansował na czwarte miejsce w tabeli, ale o tym czy lechici trwale przezwyciężyli wyjazdową niemoc, przekonamy się w najbliższy weekend, bo w ostatniej tegorocznej kolejce ligowej czeka ich starcie w Krakowie z Wisłą. Ekipa „Białej Gwiazdy” przeżywa trudne chwile, ale nieopłacani od miesięcy piłkarze walczą dzielnie i na razie nie składają wniosków o rozwiązanie kontraktów. W 19. kolejce krakowski zespół pokonał imienniczkę z Płocka 2:1 i w ostatniej w tym roku kolejce z pewnością zrobi wszystko, żeby popsuć trenerowi Nawałce sentymentalny powrót na stadion przy Reymonta. Na szczycie tabeli utrzymała się Lechia, ale po remisie z Miedzią ma już tylko trzy punkty przewagi nad ścigającą ją Legią. W 20. kolejce gdańszczanie zmierzą się u siebie z grającym ostatnio w kratkę Górnikiem, a legioniści zagrają w Sosnowcu ze zdołowanym Zagłębiem.

 

Lotto Ekstraklasa dopiero 25. ligą w Europie

Fot. Legia Warszawa w 19. kolejce pokonała Piasta Gliwice 2:0

 

 

Słabe wyniki polskich drużyn w europejskich pucharach osłabiły pozycję Lotto Ekstraklasy w rankingu UEFA. W najnowszym zestawieniu została sklasyfikowana na 25. miejscu i od sezonu 2020/2021 nasze zespoły będą zaczynały eliminacje już od I rundy.

 

Ligowy ranking UEFA służy do rozdziału miejsc w europejskich pucharowych rozgrywkach. Kluby z lig krajowych zajmujących sklasyfikowane na miejscach 1-4 maja prawo do wystawiania czterech zespołów w Lidze Mistrzów i trzech w Lidze Europy. Ligi zajmujące pozycje 5-6 w rankingu dostają po trzy miejsca w LM i LE, a zajmujące lokaty od siódmej do piętnastej po dwie drużyny w Lidze Mistrzów i trzy w Lidze Europy. Pozostałe ligi krajowe, z wyjątkiem wyjątkiem Andory, Gibraltaru, Liechtensteinu, Kosowa i San Marino i Kosowa mogą wystawić po jednym zespole w kwalifikacjach Ligi Mistrzów i po trzy w Lidze Europy.

 

Kto przegrywa, ten spada

Przed obecnym sezonem nasza ekstraklasa zajmowała w ligowym rankingu UEFA 21. lokatę, ale po katastrofalnym występie Legii Warszawa w kwalifikacjach Ligi Mistrzów i równie beznadziejnym występie tego zespołu z kwalifikacjach Ligi Europy (legioniści przegrali rywalizację o awans do fazy grupowej z luksemburskim zespołem F91 Dudelange) oraz słabiutkich występach trzech pozostałych polskich zespołów w kwalifikacjach Ligi Europy (Górnik Zabrze odpadł w II rundzie ze Słowackim AS Trencin, a w III rundzie Jagiellonia Białystok z KAA Gent, zaś Lech Poznań z KRC Genk) Lotto Ekstraklasa spadła w klasyfikacji o cztery pozycje. To najgorszy wynik od 2010 roku, kiedy to nasza liga była klasyfikowana na 26. miejscu. 25. miejsce w rankingu sprawi, że od sezonu 2020/2021 wszystkie polskie drużyny będą musiały rozpoczynać rywalizację w obu pucharowych rozgrywkach już od pierwszej rundy.

Przywilej przystąpienia do gry dopiero od II rundy straci zdobywca Pucharu Polski. Przejmie go zespół z Kazachstanu, bo liga tego kraju wyprzedzi w rankingu naszą ekstraklasę. Teraz obie mają 19.250 pkt, ale Kazachstan był znacznie lepszy w tym sezonie (zdobył 4.250 pkt, a Lotto Ekstraklasa tylko 2.250). W tym sezonie nasza najwyższa klasa rozgrywkowa w europejskim rankingu zajęła dopiero 35. miejsce. Lepsze od niej okazały się ligi z Kosowa (jej dwa zespoły zdobyły średnio 2.5 pkt), Litwy (2.625 pkt) i Luksemburga (2.625 pkt). Jeśli nasze klubowe zespoły nie zaczną już od przyszłego sezonu lepiej radzić sobie w pucharowej rywalizacji, zjadą w rankingu jeszcze dotkliwiej. W kolejnych notowaniach odpadną jej wyniki z sezonów 2014/2015 i 2015/2016, które były całkiem niezłe, bo polskie drużyny zdobywały w nich odpowiednio 4.750 i 5.500 pkt. A to oznacza w 2020 roku spadek na 27. miejsce, a w 2021 na 30.

 

Przyszłość w czarnych barwach

Pozycja Lotto Ekstraklasy w najbliższych latach rysuje się w czarnych barwach, bo drużyny z lig z którymi ściga się w rankingu, lepiej sobie radzą. Czesi mają jeszcze dwie drużyny w Lidze Europy (Viktorię Pilzno i Slavię Praga), dzięki czemu mogą wyprzedzić Szwajcarię lub Danię i wywalczyć dwa miejsca w eliminacjach Ligi Mistrzów (gwarantuje to 15. miejsce w rankingu). Taki sam cel stawiają sobie Chorwaci, znajdujący się ledwie 0,5 pkt za Czechami. Naszej ekstraklasie mogą też uciec Szkocja, Białoruś i Szwecja, bo zespoły z tych lig nadal grają w LE (Celtic Glasgow, BATE Borisow i Malmoe). W świetle powyższych wyliczeń aż trudno uwierzyć, że Lotto Ekstraklasa, chociaż jest tak nisko notowana w Europie, właśnie wydębiła od telewizyjnych nadawców, w tym Telewizji Polskiej, dwuletni kontrakt na sprzedaż praw medialnych za pół miliarda złotych. W porównaniu z kwotami, które otrzymuje na podstawie obecnie obowiązującej umowy, jest to niczym nieuzasadniona podwyżka aż o 200 milionów złotych.

 

PZPN mobilizuje ekstraklasę

Polski Związek Piłki Nożnej niedawno narzucił klubom Lotto Ekstraklasy obowiązek wystawiania w meczach ligowych co najmniej jednego młodzieżowca w podstawowym składzie. Przepis ten zacznie obowiązywać o sezonu 2019/2020. Zmiana nie podoba się klubowym działaczom, sporo zastrzeżeń zgłaszają też pod jej adresem różnej maści eksperci. Ale jej gorącym orędownikiem jest prezes PZPN Zbigniew Boniek, co de facto oznacza, że dopóki on będzie stał na czele związku, to kluby będą musiały utrzymywać w kadrach swoich zespołów zawodników do lat 21. Boniek stwierdził wprost: „Musimy coś zmienić, bo inaczej umrzemy. Nasza liga jest bardzo słaba. Przepis o obowiązku wystawiania młodych zawodników na pewno nie wpłynie negatywnie na jakość rozgrywek. Jeśli ktoś kwestionuje sens tego przepisu i twierdzi, że na jego mocy młodzi piłkarze będą dostawali miejsce w zespołach klubowych praktycznie za darmo, to wygłasza absurdy. Żaden polski zawodnik w ekstraklasy nie dostaje nic za darmo. Ten zarzut pasuje natomiast do wielu obcokrajowców występujących w polskiej lidze. Wystarczy zobaczyć jak grają” – twardo stawia sprawę sternik polskiego futbolu.

 

19. kolejka Lotto Ekstraklasy

Wyniki piątkowych i sobotnich meczów: Legia Warszawa – Piast Gliwice 2:0, Jagiellonia Białystok – Zagłębie Lubin 0:4, Wisła Płock – Wisła Kraków, Górnik Zabrze – Arka Gdynia 1:1, Cracovia – Pogoń Szczecin 2:1. Niedzielne spotkania Zagłębia Sosnowiec z Lechem Poznań i Śląska Wrocław z Koroną Kielce zakończyły się po zamknięciu wydania. Mecz Miedzi Legnica z Lechią Gdańsk w poniedziałek.

 

Lotto Ekstraklasa: Lider nie zwalnia tempa

Fot. Piłkarze Lechii Gdańsk nie przegrali w ekstraklasie od 6 października

 

 

Adam Nawałka zaczął pracę w Lechu Poznań od falstartu, przegrywając w debiucie z Cracovią 0:1. Lechici tracą już do prowadzącej Lechii Gdańsk 13 punktów i na razie nie liczą się w walce o mistrzostwo Polski.

 

Trener Nawałka nie naprawił zgrzytającego piłkarskiego mechanizmu „Kolejorza”. Po meczu z Cracovią były selekcjoner reprezentacji Polski miał skwaszona minę i nie szczędził swoim podopiecznym cierpkich słów. Jego rozczarowanie słabym występem lechitów jest zrozumiałe, ale nie powinien być tym zaskoczony, bo w tym sezonie poznański zespół na wyjazdach gra katastrofalnie. W pierwszej kolejce Lech pokonał w Płocku Wisłę 2:1, a potem jeszcze w trzeciej kolejce (5 sierpnia) we Wrocławiu wygrał ze Śląskiem 1:0, ale to było ostatnie wyjazdowe zwycięstwo lechitów. W kolejnych siedmiu występach poza domem wyszarpali tylko dwa remisy (2:2 z Górnikiem Zabrze i 2:2 Jagiellonią Białystok), a pozostałe pięć spotkań przegrali. Pod względem punktowej zdobyczy na wyjazdach Lech jest w lidze na 12. miejscu, a gorsze od niego są tylko zespoły Górnika Zabrze, Miedzi Legnica, Cracovii i Zagłębia Sosnowiec. Ogólne statystyki poznańskiej drużyny też nie napawają optymizmem. Jeszcze pod wodzą trenera Ivana Djurdjevicia wywalczył w pierwszych czterech kolejkach komplet punktów, lecz już w 13 następnych do tego dorobku dorzuciła tylko 12 „oczek” (za trzy zwycięstwa i trzy remisy), notując aż siedem porażek).

Nawałka będzie miał duży problem żeby włączyć się z zespołem do walki o miejsce gwarantujące udział w kwalifikacjach do Ligi Europy, bo w tym sezonie na mistrzostwo Polski nikt już w Lechu raczej nie liczy. Strata 13 punktów do prowadzącej Lechii teoretycznie wciąż jest możliwa do odrobienia, ale lechici musieliby zacząć wygrywać już teraz, choćby po to, żeby przewaga trzech czołowych zespołów nad nimi nie rosła. Przez Puchar Polski do eliminacji Ligi Europy „Kolejorz” w tym sezonie już się nie przebije, bo z tych rozgrywek odpadł w 1/16 finału przegrywając 0:1 z liderem I ligi Rakowem Częstochowa.

Tak więc efekt propagandowy jaki Lech uzyskał zatrudniając byłego selekcjonera kadry już się wyczerpał i teraz uwaga kibiców skupiona jest na wyścigu o fotel lidera. Już w najbliższej, 18. kolejce dojdzie w Gdańsku do hitowego meczu Lechii z Legią. Dzień wcześniej w Krakowie Jagiellonia zagra z Wisłą. Wyniki tych spotkań mogą ustawić czołówkę ligowej tabeli już do końca tegorocznych rozgrywek, bo w przypadku wygranej Lechii i porażki lub remisu białostocczan gdańszczanie na pewno zakończą rok w roli lidera. A Lech musi uważać na pierwszą w grupie spadkowej Arkę Gdynia, bo ma nad nią tylko jeden punkt przewagi, czyli w zasadzie tyle, co nic.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia mistrzem jesieni

W ostatniej, 15. kolejce rundy jesiennej, która umownie kończy pierwszą część ligowych rozgrywek, z czołowej trójki zespołów komplet punktów zdobyła tylko Lechia i dzięki temu gdańszczanie utrzymali pozycję lidera, zdobywając honorowy tytuł mistrza jesieni.

 

W 15. kolejce ekstraklasy została przekroczona granica miliona widzów, ale w tym sezonie frekwencja jest niższa niż w poprzednich latach. W rozgrywkach 2017-2018 do przekroczenia bariery miliona widzów wystarczyło 96 meczów, w obecnych trzeba było na to 113 spotkań. W ostatniej kolejce na połowie stadionów frekwencja przekroczyła 10 tysięcy widzów. Najwięcej, bo 17 089 kibiców obejrzało spotkanie lidera Lechii Gdańsk z Cracovią, ale miłą niespodzianka była liczba widzów na stadionie w Szczecinie, gdzie Pogoń pokonała Legię 2:1. Mecz „Portowców” z „Wojskowymi” obejrzało aż 13 564 osób.
Trzeci wynik „wykręcili” fani Jagiellonii Białystok, których na mecz z Lechem Poznań przybyło 12 988. Powyżej 10 tysięcy osób było jeszcze na trybunach stadionu Wisły Kraków (10 038 widzów na meczu z Zagłębiem Lubin).

W porównaniu do poprzedniego sezonu spory spadek zainteresowania przeżywa Górnik Zabrze. Mecz ze Śląskiem Wrocław obejrzało tylko 7917 osób. Ale gorszą frekwencję w 15. kolejce odnotowano na stadionach Korony Kielce (mecz z Piastem Gliwice obejrzało 6525 osób), Wisły Płock (5511 widzów na spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec) i Miedzi Legnica (4726 widzów na meczu z Arką Gdynia).

W sumie 118 meczów rozegranych w 15 kolejkach ekstraklasy obejrzało 1 055 297 widzów, co daje średnią 8943 na jedno spotkanie. Rekordową frekwencję odnotowano w derbach Trójmiasta – spotkanie Lechii z Arką Gdynia zgromadziło 25 066 osób. Kolejną lokatę w tym zestawieniu zajmuje potyczka Wisły Kraków z Lechią, na która przybyło 23 052 fanów. Dopiero trzecie miejsce przypadło Legii Warszawa, której mecz z Lechem obejrzało 22 731 kibiców. Te dane potwierdzają, że w naszej najwyższej lidze frekwencja wciąż w znaczącym stopniu uzależniona jest od wyników, czego najlepszym dowodem jest Lechia.

Nie wiadomo jednak czy gdańszczanie utrzymają się na pierwszym miejscu do końca roku. Dużo będzie zależało od formy Flavio Paixao, bo to Portugalczyk swoimi golami zapewnił im komplety punktów w trzech ostatnich kolejkach. Jeśli jednak idzie o frekwencję, to zapewne Lechia już w 16. kolejce poprawi swoje najlepsze osiągnięcie, bowiem po przerwie na reprezentację podopiecznych trenera Piotra Stokowca czeka mecz u siebie z wiceliderem Jagiellonią, a w 18. kolejce gdańszczanie podejmą trzecią obecnie w tabeli Legię. Jeśli pogoda dopisze, to te dwa hitowe spotkania w ekstraklasie mogą zwabić na trybuny ponad 30 tysięcy kibiców.