Nowy król wagi ciężkiej

Porażka przez nokaut niepokonanego dotąd Brytyjczyka Anthony’ego Joshuy w starciu z niedocenianym Meksykaninem Andy’m Ruizem jr została uznana za jedno z najbardziej sensacyjnych wydarzeń w boksie zawodowym w XXI wieku. Przed walką nikt nie dawał szans pretendentowi, co nie dziwi, bo na tle wyższego i imponująco umięśnionego Joshuy wyglądał niegroźnie. Ale pozory okazały się mylące.

Przed walką nikt nie dawał szans pretendentowi, co nie dziwi, bo na tle wyższego i imponująco umięśnionego Joshuy wyglądał niegroźnie. Pozory okazały się mylące. Andy Ruiz jr zaczął trenować boks, bo wolał to od gry w baseball. Nigdy nie przywiązywał wagi do sportowej sylwetki i sumiennych treningów, a mimo to dwukrotnie zdobył mistrzostwo Meksyku juniorów. Marzył mu się start w igrzyskach olimpijskich w Pekinie w 2008 roku, ale nie przebił się przez kwalifikacje. Zniechęciło go to do amatorskiego boksu i w wieku 19 lat przeszedł na zawodowstwo. Zadebiutował w tym towarzystwie 28 marca 2009 roku. Gdy wchodził do ringu widownia ryknęła śmiechem, bo wtedy Ruiz jr ważył ponad 135 kilogramów. Pokonał jednak rywala przez nokaut i chociaż w kolejnych latach trochę swoją sylwetkę „ociosał”, to wciąż pozostawia ona wiele do życzenia.
W grudniu 2016 roku Andy Ruiz jr po raz pierwszy stanął do walki o mistrzowski pas. W pojedynku o wakujący tytuł mistrza federacji WBO jego przeciwnikiem był Nowozelandczyk Joseph Parker. Starcie było wyrównane, ale sędziowie niejednogłośnie wskazali na Parkera, który dzięki wygranej mógł zmierzyć się z Anthony’m Joshuą.

Nowozelandzki pięściarz przegrał z Brytyjczykiem, zaś Ruiz jr zrobił sobie półtoraroczną przerwę, po której stoczył serię walk, rozprawiając się kolejno z Amerykanami Devinem Vargasem i Kevinem Johnsonem oraz reprezentującym Niemcy Ukraińcem Aleksandrem Dimitrenką.

Na kolejną walkę z nim o mistrzowski pas w wadze ciężkiej chętnych nie było, lecz wtedy przyłapano na dopingu Amerykanina Jarrella Millera i Ruiz jr nagle dostał ofertę walki z Joshuą w legendarnej nowojorskiej hali Madison Square Garden o mistrzowskie pasy federacji WBA, WBO, IBF i IBO. Przyjął ją, chociaż na przygotowania do pojedynku z Brytyjczykiem, który z 21 pojedynków 20 wygrał przez nokaut, dostał tylko pięć tygodni.

To także jest powodem ogromnego szoku, jaki dopadł bokserskie środowisko po tej walce, bo to, co stało się 1 czerwca w ringu Madison Square Garden jest tak niepojęte, że przejdzie z pewnością do historii światowego boksu. Skazywany na pożarcie Ruiz jr powędrował na deski w trzeciej rundzie, ale wstał i odpłacił rywalowi pięknym za nadobne dwukrotnie zanim zabrzmiał gong. Joshua już nie doszedł do pełni sił i w siódmej rundzie znów dwukrotnie zapoznał się bliżej z ringową matą, a po drugim razie sędzia zakończył pojedynek.

Niespodziewane zwycięstwo Ruiza jr wywrócił dotychczasową hierarchię w wadze ciężkiej do góry nogami. Branża liczy, że w rewanżu, do jakiego ma dojść na początku grudnia w Wielkiej Brytanii, Joshua wygra i wszystko wróci na poprzednie tory. Ale pewności w tej kwestii nie mają teraz nawet bukmacherzy.

 

Tomasz Adamek na deskach

Cięższy o 40 kilogramów i młodszy o 12 lat Amerykanin Jarrell Miller rozwiał nadzieje 42-letniego Tomasza Adamka na sukcesy w wadze ciężkiej. Już w 2. rundzie sędzia musiał przerwać tę nierówną walkę.

 

Marzenia Adamka i jego promotorów o ponownej próbie podboju kategorii ciężkiej na ringu w Chicago rozwiały już na początku drugiej rundy dwa podbródkowe ciosy Jarrella Millera. Pojedynek z ważącym około 140 kilogramów amerykańskim bokserem już w pierwszym starciu nie zapowiadał Polakowi nic dobrego. Ciosy zadawane przez Adamka nie robiły na przeciwniku żadnego wrażenia, a na domiar złego Amerykan mimo swojej masy zadziwiał szybkością i zwrotnością.

Gdy Miller kilka razy trafił „Górala” w szczękę, a po jednym ciosie na tułów odebrał mu oddech, chyba nawet najzagorzalsi fani polskiego pięściarza nie mieli złudzeń, jaki będzie finał tego nierównego starcia. Amerykanin nie zamierzał jednak ryzykować zbyt długiego pojedynku i zaraz na początku drugiej rundy ruszył na Adamka z zamiarem powalenia go na deski. Szybko zapędził go pod liny trafił prawym podbródkowym, po którym Adamek się zachwiał i oszołomiony po chwili wystawi się na drugi taki cios. Po nim stracił już równowagę i zdolność do prowadzenia walki, co sędzia ringowy natychmiast zauważył i po 51 sekundach zakończył ten nierówny już w tym momencie pojedynek.

Dla Adamka to szósta porażka w karierze i trzecia przed czasem. Dla niego oznacza to koniec poważnego boksowania i jeśli jeszcze wejdzie kiedyś do ringu, to chyba tylko na pożegnalną walkę z niezbyt wymagającym rywalem. „Trzeba zawiesić rękawice na kołku. Miałem wielkie marzenia, ale nie wyszło. Taki jest sport” – skomentował swoją porażkę Adamek.