Oznaka schyłku Kościoła

Polski kościół katolicki, jeżeli ktokolwiek mu się przygląda z minimum dystansu, wydaje się strukturą ogarniętą desperacją. Archidiecezja krakowska zaś znana jest głównie z tego, iż kieruje nią wiodący fundamentalistyczny nienawistnik, abp Jędraszewski. Tenże opublikował niedawno list do wiernych.

Dokument rozpoczyna przypomnienie 40. rocznicy pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski i zbliżającej się setnej rocznicy jego urodzin. „Całe życie Karola Wojtyły upłynęło pod znakiem wielkich zmagań o ocalenie największych i najbardziej świętych chrześcijańskich i narodowych wartości. Były to zarówno jego osobiste zmagania, jak i zmagania Polski i całego Kościoła”. Jędraszewski zapomniał dodać, że pontyfikat Wojtyły upłynął również pod znakiem zmagań o ochronę przestępców seksualnych w kościele katolickim i wspomagania prawicowych dyktatur – jak np. Augusto Pinocheta w Chile. Poza tym dorobkiem „papieża-Polaka” są również ekscesy, takie jak beatyfikacja nazistowskich kolaborantów w rodzaju choćby Alojzije Stepinaca, wikariusza wojskowego tzw. Ustaszy – chorwackich nazistów w latach 40.
Od Jana Pawła II i kwestii „odzyskania wolności” przez Polskę Jędraszewski płynnie przechodzi do swojej obsesji – LGBT.
Arcybiskup wykazał się bardzo szczególną formę spostrzegawczości. „odzyskanie przez Polskę suwerenności na początku lat dziewięćdziesiątych minionego wieku nie oznacza” – czytamy w liście – „że raz na zawsze skończyły się nasze zmagania o autentyczną wolność”. I właśnie w tym kontekście pojawia się groźny wątek osób nieheteronormatywnych i ich ruchu „o charakterze totalitarnym”.
„Przyszło nam żyć w czasach, w których pojawiło się kolejne wielkie zagrożenie dla naszej wolności – i to o charakterze totalitarnym. W ramach ideologii gender usiłuje się bowiem zatrzeć naturalne różnice między kobietą a mężczyzną” – konstatuje krakowski hierarcha.
„Przymusza się ludzi, w tym także osoby wierzące, do propagowania ideologii LGBT. Tym samym, łamiąc wolność sumienia, nakłania się ich do tego, aby odchodzili oni od zasad wyznawanej przez siebie chrześcijańskiej wiary. Wyraźnie to nam przypomina totalitarne czasy PRL-u, gdy awanse społeczne były zagwarantowane jedynie dla członków komunistycznej partii, a osoby wierzące były traktowane jako obywatele drugiej kategorii” – pisze dalej Jędraszewski.
Tylko te dwa akapity wydają się potokiem dziwacznie sformatowanej świadomości autora listu i braku faktycznego kontaktu z rzeczywistością. Jędraszewski nie ujawnia kto, w jakich okolicznościach i w jaki sposób „przymusza osoby wierzące do propagowania ideologii LGBT” oraz kto proponuje polskim katolikom porzucenie wiary. Nawiasem mówiąc, nie jest to działalność sprzeczna z prawem; podobnie jak księżom nikt nie zakazuje ewangelizacji. Na co tu więc utyskiwać?
Twierdzenia o rzekomym „totalitarnym charakterze” ruchu LGBT, tudzież jakichś „antywolnościowych” zapędach jego przywódców (o ile w ogóle można takowych wskazać) są kompletnie bezpodstawne. Cały list Jędraszewskiego wydaje się niczym innym jak odwzorowaniem lęku katolickich hierarchów, którzy ewidentnie tracą rząd dusz w polskim społeczeństwie i nie mogą już cieszyć się wyjątkowością najważniejszego punktu odniesienia w sferze moralności. Zamiast elastyczności i prób dostosowania instytucji, którą kierują, polscy biskupi postawili na nagonki i swoistą pornografię strachu przed mniejszościami.
W tym kontekście ekscesy Jędraszewskiego można łatwiej zrozumieć. Według mnie jest to ewidentny sygnał, iż polski kościół katolicki nie wytrzymał naporu rzeczywistości i wkroczył na ścieżkę samozniszczenia. Jeśli rządzą tą instytucją nie kwestie teologiczne, a demony homofobii i antykomunizmu, to staje się ona dla wiernych kompletnie bezużyteczna, a jej jedyną funkcją jest dźwignia polityczna dla rozgrywek prawicowych liderów.
Osobiście nie mam żadnych wątpliwości, że skandale związane z seksualną przemocą wobec dzieci i początkowa postawa hierarchów, którzy kryli zakamuflowaną pod sutannami masową opcję pedofilską, poderwały gwałtownie autorytet tej instytucji nawet w kręgach fundamentalistycznych wiernych. Z pewnością więc moc wpływów kościoła bardzo by osłabła. Niemniej, dużo bardziej groźna dla episkopatu okaże się z pewnością jego reakcja. Polski kościół katolicki dokonał najgorszego wyboru z możliwych angażując się po stronie najczarniejszych sotni rodzimej polityki; postawił na ekstremistyczną prawicę, która nie ma ma w Polsce większości i nigdy znaczącej przewagi, porównywalnej z pozycją kościoła, nie uzyska.
Hierarchowie, głosząc swój obłęd, wspierają się autorytetem „tradycji”. Nader często mówią np. o „tradycyjnej rodzinie” lub „tradycyjnych wartościach”. Mogą tak czynić tylko dlatego, że w przestrzeni publicznej nikt nie ma odwagi rozliczać ich postulatów, a wierni mogą sobie definiować te sformułowania tak, jak uznają to za wygodne. Tymczasem rzeczywistość skrzeczy, bo awangardę sojuszników kościoła stanowią środowiska polityczne, które chcą zarządzać społeczeństwem i jego kulturą poprzez przemoc. Skutkiem działalności czarnosecinnej prawicy w Polsce, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży, jest krzywda, lęk i depresja wywołane totalitarną wykładnią „tradycji” obejmującą także homofobiczny terror. Jędraszewski swoim listem wrzucił właśnie kolejny kamyczek do ogródka tej tragedii. Odwrót od kościoła jest już widoczny, a z każdym takim oburzającym wygłupem będzie coraz większy; być może nastąpi też odwrót od religii. Kościół katolicki sam gra kartą swojego upadku. Oby jak najszybszego!

Chwała Powstańcom i mieszkańcom zamordowanego Miasta

„Warszawa-mały Paryż” – prof. Ignacy Mościcki; „Warszawa – zbiorowy żołnierz” – marsz. Józef Piłsudski; „Warszawa – najwspanialsza barykada wolności jaką znają dzieje” – Władysław Raczkiewicz; „Są jednak w Polsce miejsca i symbole, wobec których godność wymaga pełnego szacunku milczenia”– gen. Wojciech Jaruzelski

Piękne porównanie naszej Stolicy do tej zachodniej metropolii, przedwojennego prezydenta RP jawi się należnym ukłonem dla jej materialnych i kulturowych zasobów, np. budowli, rzeźb, malarstwa, dzieł literatury, pomników (pierwszy w Polsce króla Zygmunta). W Paryżu przy liczącym 20 tys. żołnierzy garnizonie niemieckim też wybuchło powstanie, wszczęte 19 sierpnia przez ruch oporu, wsparty dywizją pancerną armii Wolnych Francuzów. Przy niewielkich stratach materialnych i ludzkich zostało wyzwolone 25 sierpnia, choć sprzymierzeni początkowo nie zamierzali zdobywać miasta. Dlaczego tak nie stało się w Warszawie? W imię jakich-logicznie narodowych i politycznie racjonalnych idei i wizji, rząd londyński, dowództwo AK wystawiło Miasto na mordowanie przez 63 dni?
Pytań jest wiele i odpowiedzi – mniej czy bardziej realnych także wiele. Jedną ze znamiennych prezentuje prof. Jan Ciechanowski: „Masakra Warszawy była owocem zupełnie nietrafnej oceny sytuacji pod względem politycznym i geostrategicznym. Nałożyły się na to ambicje jednego człowieka, Okulickiego. Powstanie nie musiało i nie powinno dojść do skutku”. Wspomniany gen. Tadeusz Okulicki, podczas jednej z narad przed wybuchem powstania miał powiedzieć „Podejmujemy w sercu Polski walkę z taką mocą, by wstrząsnęła opinią świata. Krew będzie się lała potokami, a mury będą się walić w gruzy. I taka walka sprawi, że opinia świata wymusi na rządach przekreślenie decyzji teherańskiej, a Rzeczypospolita ocaleje” (Jan Ciechanowski, „Kulisy genezy Powstania Warszawskiego”, Londyn 1978). Co i jak spełniło się – Państwo wiecie. „Opinia świata” – „wstrząśnięta” była, ale swoimi sprawami, jakich II wojna światowa dostarczyła ponad miarę, krajom Europy szczególnie. Czy tego do sierpnia 1944 r. nie wiedział rząd londyński i Dowództwo AK w Kraju, z bólem i sarkazmem można pytać. Natomiast Paweł Jasienica w 1948 r. pisał: „Dziś wiemy: nie wolno dać się unieść patosowi historii. Nie wolno bytu narodu stawiać na jedną kartę. Nie wolno porywać się do walki zbrojnej za wszelką cenę. Boleśnie zapłaciliśmy za tę naukę.” Rok później oceniał: „Powstanie było wymierzone militarnie przeciw Niemcom, politycznie przeciw Sowietom, demonstracyjnie przeciw Anglosasom, a faktycznie przeciw Polsce” („Wrzesień i sierpień”, Tygodnik Powszechny nr19 z 1949 r.)
Do tego cztery takie wypowiedzi Czytelników Trybuny sprzed kilkunastu laty:
1. We wrocławskim Okręgowym Klubie Oficerskim odbyła się konferencja naukowa na temat 60. rocznicy Powstania Warszawskiego, zorganizowana pod przewodnictwem gen. rez. Zdzisława Rozbickiego. Przybył na nią jako gość honorowy gen. Wojciech Jaruzelski. Lokalna telewizja zaprezentowała – z tej okazji (!) – liczne migawki ze stanu wojennego, wraz z informacją, że pełną odpowiedzialność ponosi za to gen. Jaruzelski. Po pierwsze – Generał nigdy od odpowiedzialności się nie uchylał; po drugie – oprócz umiejętności manipulacji, dobrze byłoby mieć trochę wiedzy, nie wspomnę o przyzwoitości (Czesław Świątecki, Wrocław,4.10.04)
2. „Ludzie, których ojcowie brali udział w powstaniu i którzy je dziś adorują nie uwierzą mi, że kiedy w drugim dniu powstania w mundurze z podchorążackimi odznakami przechodziłem przez piwnice, to bardzo bałem się nie bomb, ale ludności cywilnej, zgromadzonych tam matek z ginącymi dziećmi. Nikt nie pamięta, że obok entuzjazmu była także rozpacz i niechęć do nas. Przecież w powstaniu zginęła ogromna liczba cywili, którym powstanie, ten „zryw” zgotował ogrom klęski, nieszczęścia, rozpaczy (..) Dzielni panowie, obnoszący się dziś z obrzędowym patriotyzmem, wpuszczeni w mundurze AK-owskim do piwnicy zostaliby rozszarpani przez rozpaczające kobiety, którym umierały dzieci. O tym oni ani nie wiedzą, ani w to nie uwierzą, bo tak jest ukształtowana ich mentalność, tzw. patriotyczna, która z prawdziwym patriotyzmem ma niewiele wspólnego, jest obrzędowa, kultowa i ksenofobiczna” (…) Powstanie Warszawskie doprowadziło do zniszczenia wielkiego miasta, ale nie spowodowało zniszczenia złudzeń, bo tego zniszczyć się nie da (…) Gdy od czasu do czasu trafiam na cmentarz powstańczy, to widzę to wspaniałe pokolenie zakopane przez Historię, na którą złożyły się i winy, i błędy, i nieszczęścia” (Roman Bratny, „Kolumbowie raz jeszcze”, „T” z 2.08.06).
3. Dlaczego nikt uczciwie nie powie, że wybuch był zbrodnią, która doprowadziła do śmierci 200 tys. mieszkańców Stolicy i poległych powstańców? Warszawa niegdyś nazywana Paryżem Wschodu, obróciła się w gruzowisko, a ulice spłynęły krwią. Czy o taką Polskę walczyli powstańcy 1944 r.? (Grzegorz Czapliński, e-mail, 1.08.07)
4. Monopol AK na Powstanie Warszawskie. Tak, w 100 procenstach za wywołanie i tragiczną klęskę odpowiada AK. Bohaterska walka w beznadziejnej sytuacji to wiekopomne dzieło żołnierzy AK, AL, oddziałów PPS i żołnierzy LWP z 1 Armii WP oraz ludności cywilnej Warszawy (Tomasz Borowicz, Biskupice, 2.08.07)
5. „Powstanie…od lat dzieli Polaków i to nie według kryteriów politycznych, ale głównie poprzez udział emocji w ocenie historii”. Redaktor Andrzej Ziemski sierpień br.,
Tragiczny „plon” Powstania
Podczas Powstania zginęło ok. 200 tys. osób (inne dane że ok. 150-180 tys.), w tym aż 33 tys. dzieci. Oznacza, że co 6-7 osoba poległa lub zginęła jako ofiara egzekucji. Po Powstaniu, do niemieckiej niewoli trafiło ok. 2,5 tys. dziewcząt i ok.1,1 tys. chłopców w wieku 11-18 lat. Na Woli (5-7 sierpnia) i Ochocie (4-25 sierpnia) zamordowano łącznie ok. 50-60 tys. osób; po zamordowanych zebrano ok. 12 ton popiołów ludzkich, złożonych przy ul. Wolskiej 174/176 w 1946 r. Poległo ok. 18 tys. powstańców, ok. 20 tys. było rannych. Dziennie podczas Powstania ginęło statystycznie prawie 3,5 tys. ludzi – trzy razy więcej niż podczas hitlerowskiego oblężenia Leningradu (1941-1943). Z domów wypędzono ok. 650 tys. warszawiaków, z których ok. 55 tys. deportowano do obozów koncentracyjnych, wróciło ok. połowy; ok. 165 tys. wywieziono do Rzeszy na roboty. Ocalało ok. 550 tys. Warszawa, która przed wojną liczyła 1 mln. 310 tys. mieszkańców, straciła łącznie ok. 800 tys. Dopiero 25 lat po wojnie, w 1970 r. osiągnęła tamtą liczebność. Jak obliczono, gruzy po zniszczeniach liczyły ok. 20 mln.m3. Czy Czytelnicy mają wątpliwości, że wówczas, ale i lata wcześniej, np. powstania – była Warszawa „zbiorowym żołnierzem”, wg Marszałka? Warto zadumać się także 75 lat później – nad wnioskami z tej „najwspanialszej barykady wolności”, gdzie „Krew lała się potokami, a mury waliły się w gruzy”.
Na przyczółkach: Czerniaków, Powiśle i Żoliborz wspólne walki Powstańców i żołnierzy 1 AWP trwały 8 dni, tj.16-24 września okupione ofiarą 4892 poległych, rannych i zaginionych żołnierzy (od kilku lat podawane są niższe straty, np. 3764 żołnierzy). „Rodzina Kościuszkowców” środowiska kombatanckie, przedstawiciele SLD, PPS i Lewicy z udziałem kandydatów do Sejmu i Senatu, min. Moniki Jaruzelskiej, której Ojciec – wówczas chorąży – tu walczył i Katarzyny Piekarskiej. Szkoda, że pilne sprawy zatrzymały Piotra Gadzinowskiego i Andrzeja Rozenka, nie pozwalając im przy Pomniku Kościuszkowca na Pradze 16 września, oddać hołdu bohaterom, wraz z władzami dzielnicy. Hołd kościuszkowcom spoczywającym na miejscowym cmentarzu oddali mieszkańcy i władze Rembertowa.
Wszystkich Czytelników, którzy są zainteresowani tą tematyką zachęcam do czytania Przeglądu, np. nr 37 z 9-15.9.2019 oraz z lat poprzednich z tego okresu.
Niemcy zestrzelili 35 lotniczych załóg polskich, brytyjskich, południowoafrykańskich, kanadyjskich.
Straty niemieckie: 1570 żołnierzy zabitych, 9044 rannych, 100-200 zabitych cywili.
Prezydent USA, Franklin Delano Roosvelt, po upadku Powstania Warszawskiego m.in. pisał do Stalina – „Mam nadzieję, że nie muszę zapewniać Pana, iż Stany Zjednoczone nigdy nie poprą żadnego tymczasowego rządu w Polsce, sprzecznego z Pana interesami” (list w książce Ludwika Stommy „Polskie złudzenia narodowe”).
Upamiętnienie Powstania
Pierwszy pomnik na Powązkach – Gloria Victis, (zwieńczony orłem bez korony) – już w 1946 r. wybudowany, a przebudowany pod koniec lat 60. Jest wyrazem hołdu ekipy Właadysława Gomułki, złożonym poległym powstańcom. Jednym z ostatnich – 63-metrowy maszt z łopocącą flagą, na rondzie „Radosława”. W PRL wydano ok. 3,5 tys. książek (w wielotysięcznych nakładach) i artykułów poświęconych Powstaniu. Wiele z nich należy do kanonu, np. pozycje Jerzego Kirchmajera, szefa sztabu Okręgu AK Warszawa, Lesława Bartelskiego, powstańca, żołnierza AK i prof. Jana Ciechanowskiego, Romana Bratnego. Wtedy powstały najważniejsze filmy o powstaniu: „Kanał”, pierwszy powojenny film 1956, „Eroica” reż. Andrzej Munk., „Godzina W” Janusza Morgensterna oraz „Warszawskie dzieci” – pieśń Ryszarda Dobrowolskiego. Wybudowano kilkaset pomników, np. „Małego powstańca” na Starym Mieście, autor Jerzy Jarnuszkiewicz i tablic pamiątkowych. Wielu powstańców awansowano, np. „Radosław” gen. Jan Mazurkiewicz; odznaczano orderami, w tym Virtuti Militari.
Krakowska homilia
Metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski, 1 sierpnia 2019 r. podczas Mszy św. wygłasza homilię, by upamiętnić duchową nauką 75 rocznicę Powstania Warszawskiego. Po wspomnieniu jego historii – jak podaje Wirtualna Polska, nawiązał do współczesności. Medialną, publiczną sensacją stały się słowa, myśli: „Z powstańczych mogił narodziła się wolna Polska, choć na jej narodzenie trzeba było czekać bardzo długo. Czerwona zaraza już po naszej ziemi całe szczęście nie chodzi, co wcale nie znaczy, że nie ma nowej, która chce opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie marksistowska, bolszewicka, ale zrodzona z tego samego ducha, neomarksistowska. Nie czerwona, ale tęczowa”. Różni fachowcy, po blisko dwóch miesiącach szacują, że może nawet kilka milionów Polaków „ogarnęły dreszcze” po tych słowach, „przeszły ciarki po plecach”. Zrozumieli je jako porażającą pogardę wobec ludzi starających się rozumieć i realizować decyzje władzy – „czerwonej zarazy”, 45 lat PRL (1944-1989). Można je sytuować na dwóch wielkich wymiarach – materialnym i ludzkim.
Wymiar materialny
Metropolita nie miał na myśli odbudowy spalonych miast i wsi, przekształcania Polski z kraju rolniczego w przemysłowy, lata 1944-1970. Warto – szczególnie biskupom i księżom – przypomnieć („Trybuna”, „czerwona gazeta”, tytułem i treścią jest czytana przez duchownych, świadczą różne sygnały). Decyzję o odbudowie Warszawy podejmowali „czerwoni” władze PKWN. Taka ciekawostka. Bezmiar zniszczeń zabudowy Stolicy wydawał się w 1945 r. z fizycznego, materialnego punktu widzenia nie do udźwignięcia.
Bolesław Bierut wysunął pomysł by stolicę Polski przenieść do Łodzi, która nie była zniszczona podczas wojny. Stanowczo zaprotestował Rząd Tymczasowy (urzędował w budynkach PKP Warszawa Wileńska na Pradze). Jego premier Edward Osóbka-Morawski zwrócił się do Stalina, tak!, o pomoc w przekonaniu, by jednak Warszawa została stolicą Polski. Decyzja Stalina: Warszawa będzie odbudowana jako Stolica (proszę oczu nie przecierać ze zdumienia, tylko sprawdzić w archiwalnych dokumentach. Raz jeszcze przeczytać „list” Roosevelta do Stalina). Czy ktoś zna dokument, w którym byłoby zabronione odbudowywanie Kościołów, świadomie burzonych przez noszących na żołnierskich pasach wezwanie „Gott mit uns”– „Bóg jest z nami”? Może Państwo znają dokument nakazujący odbudowę cerkwi Aleksandra Newskiego, zniszczonej decyzją Piłsudskiego? Niech Państwo sięgną do warszawskich przewodników, a ciekawostki z nią związane otworzą nie jednemu oczy! Pytam więc – co zrobić z Kościołami, które odbudowywane były na mocy decyzji „czerwonej zarazy”? Nie tylko były decyzje ale i „ruski” sprzęt, samochody (wśród nich Studebackery USA), materiały itp. A może należałoby zburzyć np. Kościół Św. Krzyża lub Katedrę Polową WP przy ul Długiej (dawna cerkiew), dowolnie inny, są zdjęcia ruin nie tylko z Warszawy, by teraz odbudować je pod kierunkiem tego Metropolity – rękami biskupów, księży i wiernych uznających nienawiść i pogardę do innych, kolejny raz „udomowioną” krakowską homilią. By była jasność – nie jest moim zamiarem obraza, upokorzenie. Tylko drastyczne zwrócenie uwagi na odpowiedzialność za słowa – te też ranią i zabijają, podobnie jak gruzy z Kościołów burzonych barbarzyńską ręką – od godz.4.40. 1 Września 1939 w Wieluniu, do 17 stycznia 1945 w Warszawie.
A może wszystkie warszawskie Kościoły należałoby odkazić specjalnym preparatem dobrej marki z USA, by z nich usunąć nie tylko „czerwone” odium z kamiennych, ceglanych murów ale i wypędzić „ducha marksistowskiego, bolszewickiego” – jak nauczał Arcybiskup. Czy na tym należy poprzestać – ktoś przewrotnie zapyta? Może odkazić w Polsce wszystkie Kościoły odbudowane i zbudowane za PRL w latach 1944-1989. Że „czerwona zaraza …już nie chodzi”, nie ma po niej śladów, pozostałości – upewnić się „na wszelki wypadek” warto! To przypomniało mi rozmowę z gen. Wojciechem Jaruzelskim, gdy zapytał czy wiem jak był przezywany, jaki miał „przydomek” w niektórych kręgach partyjnych. Rzeczywiście nie wiedziałem, co Generał przyjął, że przez grzeczność nie powiem i oznajmił z uśmiechem na twarzy – „kościelny”. Nie był pewien liczby wybudowanych Kościołów w latach 80., ok.2,5-3 tys., przy brakach i reglamentacji materiałów budowlanych. Proszę, niech Czytelnicy sięgną pamięcią lub zapytają osoby, które pamiętają tamten czas, ile złorzeczeń, wprost przekleństw padało pod adresem władzy, Partii – od ludzi, którzy chcieli budować domy, poprawiać warunki życia, ale tłumaczono im, że trzeba też uwzględniać potrzeby Kościoła.
Wymiar ludzki
Podczas Powstania ginęli powstańcy i mieszkańcy Warszawy oraz żołnierze 1 Armii Wojska Polskiego idący im przez Wisłę z pomocą, o innych niż Kościół aprobuje orientacjach i przekonaniach, mówiąc językiem Arcybiskupa-„czerwona zaraza”. Pytam-to dobrze czy źle, że nieśli pomoc? Wśród odbudowujących Warszawę i inne miasta byli młodzi mieszkańcy zabiedzonych wiosek i małych miasteczek, wykonywali decyzje„czerwonej zarazy”, władzy. To dobrze, czy źle, że mocą „takich decyzji” odbudowywano kraj, także i Kościoły. Jeśli ktoś z Czytelników Trybuny o poglądach „tylko kościelnych” (dobrze, że Państwo czytają) w tym miejscu chce mnie skarcić za te pytania i wywody – nie przyjmuję! Dlaczego? Bo Arcybiskup dał ku temu powody, skłonił do refleksji – podkreślę – do krytycznej refleksji wypowiedzianych słów. Sobór Watykański II naucza i uznaje, by wierni nie tylko słuchali głosu księży ale także myśleli o tym co do nich mówią. Papież Jan Paweł II, nasz narodowy święty, m.in. nauczał i pytał – Jakże człowiek może miłować Boga, którego nie widzi, jeśli nie miłuje brata, którego widzi? Brata, pod tym samym dachem, przy tym samym warsztacie pracy, na tej samej ziemi ojczystej… Pytam – jak Państwa zdaniem należy rozumieć papieskie słowo „brat” w kontekście „czerwonej zarazy”? A słowa Chrystusa – zaprawdę powiadam wam: wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili. Czy Państwo dostrzegacie tu choć jedno słowo, wskazujące na odrzucenie ludzi „innej orientacji”? Słowa o „czerwonej i tęczowej zarazie” nie powinny paść 1 Sierpnia. Są obrazą ludzkiego cierpienia i poświęcenia, kilku milionów trzeźwo myślących Polaków! Dla jeszcze wątpiących mam sugestię. Niech zgłoszą się do zarządu wodociągów i kanalizacji w Warszawie o zgodę na przejście przez wybrany odcinek kanalizacji (jakim szli Powstańcy – są oznakowane), dziś – jak 75 lat temu – pełne fekaliów, smrodu i szczurów. Może to skłoni do „ludzkiego myślenia”, do ważenia słów potępienia. Jak długo jeszcze można jątrzyć, dzielić Polaków na „czerwonym” tle? Stąd jedną z najbliższych publikacji będą relacje Jana Pawła II z władzą, ludźmi „czerwonej zarazy”.
Słuchając i oglądając transmisję TVP z uroczystości na Powązkach, naiwnie liczyłem, że prowadzący uroczystość – za wiedzą najwyższych władz państwowych – wezwie wszystkich na Cmentarzu do upamiętnienia szczególnego momentu godz.17-ej oddaniem hołdu poległym zmarłym warszawiakom i tym, którzy przeżyli tę hekatombę cierpienia i jeszcze żyją – w milczeniu, na klęczkach. Są – cytowałem na wstępie Generała – „w Polsce miejsca i symbole, wobec których godność wymaga pełnego szacunku milczenia”, tu właśnie na klęczkach. Że prowadzący duchowną część uroczystości, zwróci się o przekazanie „znaku pokoju”. Nie tylko „sobie”, obecnym na tej Nekropolii, też innym, poza granicami Polski. Tym bardziej, że znane były pełne pokory i szacunku dwa wystąpienie prezydenta Niemiec – po polsku mówił w Wieluniu – „Chylę czoła przed ofiarami niemieckiej tyranii i proszę o wybaczenie”. Ci „inni”, to dla przykładu kpt. Wim Hosenfeld, noszący na oficerskim pasie zapis „Gott mit uns” – „Bóg jest z nami”. Na motywach życia Władysława Szpilmana, ) reż. Roman Polański oparł film „Pianista”, proszę sobie przypomnieć! To kompozytor ponad 500 piosenek, którego rodzice, dwie siostry i brat zginęli w Treblince – w getcie grał na pianinie w kawiarniach Nowoczesna i Sztuka.(zmarł 6 lipca 2000 r.). Niemcem, który dostarczał mu żywność był kpt. Wim Hosenfeld, wiedział, że jest Żydem. Oficer ten trafił do radzieckiej niewoli, zmarł w obozie. Szukał go uratowany Szpilman, nie zdążył. I drugi przykład. Wśród tych „innych” był przypadek, który zapamiętała wtedy 7-letnia Elżbieta Jakubowska(obecne nazwisko Kulińska, znam osoby z tej dosłownie szlachetnej rodziny) – opis ze strony internetowej Muzeum Powstania. „Nad Starym i Nowym Miastem zaczęły unosić się kłęby dymów. Buchnęły płomienie. Stłoczeni na Wybrzeżu ludzie patrzyli na płonącą Starówkę. Mama zaczęła głośno płakać. Babcia też. Przy nas stał młody żołnierz w niemieckim mundurze. Popatrzył na mamę i powiedział łamanym, polsko – rosyjskim językiem. „Nie płacz matka. Tu świeżyj wozduch … a tam wsio goreje. Nie płacz matka”. Zapamiętałam ten świeżyj wozduch i pamiętam do dziś. Mama mi to przetłumaczyła. Znała język rosyjski”.
Wymiar kościelno-polityczny
Sens, istota myśli Arcybiskupa – oznacza ostrzeżenie, wręcz alarm. Przecież nie odnosi się tylko i wyłącznie do Lewicy – SLD, PPS, Lewicy, jako ugrupowania wyborczego! Odnosi się do innych organizacji, nurtów i środowisk uważających się za lewicowe. Czy będzie błędem rozumienie pod pojęciem „neomarksista” człowieka, który nie należy do żadnej partii politycznej, ale ma poglądy zbliżone do Lewicy? Przecież tacy są także w partii sprawującej władzę, w opozycji parlamentarnej. Arcybiskup do „neomarksistów” kwalifikuje mających inne poglądy niż głosi Kościół, a sojusz „tronu i ołtarza” uważają za wielce szkodliwy dla państwa XXI wieku. Czy nie jest to „inteligentnie ukryta” zapowiedź dalszego wprowadzania wyznaniowej polityki wewnętrznej, choćby w zakresie wychowania w szkole, kształcenia na uczelniach, w administracji, działalności sądownictwa. Chyba jest nad czym pomyśleć przed wyborami parlamentarnymi – już za 2 tygodnie. „Trybuna” z 19 września opublikowała program wyborczy Lewicy, warto go poznać, wybrać posłów i senatorów, którzy będą go realizować.
Co może znaczyć pojęcie „czerwona zaraza już po naszej ziemi całe szczęście nie chodzi”. To subtelna figura myślowa Arcybiskupa. Zastanówcie się Czytelnicy, czy błędem jest rozumienie tu członków b. PZPR, którzy „nie chodzą”, czyli nie sprawują państwowych urzędów. Chyba, że we właściwym czasie „oczyszczeni”, dziś są „po słusznej stronie partyjno-politycznej mocy”, znani z mediów, przynajmniej niektórzy.
Byli członkowie PZPR, to jeszcze kilka milionów emerytów z rodzinami, wśród nich wojskowych, służb mundurowych, urzędników różnych ogniw administracji, posłów, nauczycieli, lekarzy, itp. Przy okazji święta Wojska Polskiego w Katowicach, Prezydent RP dementował krążące obawy o obniżeniu im emerytur i degradacji – miałyby objąć ok. 180-200 tys. „mundurowych” (w środowiskach emeryckich mówią o ukaraniu obniżkami osób pełniących różne funkcje partyjne). Owocem jest środowiskowa czujność i przypomnienie podobnej „operacji” sprzed 3 lat. Objęła ponad 40 tys. funkcjonariuszy MSW. Na forum UE upomnieli się o nich europosłowie – prof. Krystyna Łybacka, Bogusław Liberadzki, Janusz Zemke i b. szef MSW Henryk Majewski – głębokie wyrazy uszanowania i poważania! Podczas przesłuchania w Komisji UE wskazywali ustawowe łamanie elementarnych zasad prawa.
Obecny tam Andrzej Rozenek i kilku poszkodowanych tą haniebną ustawą mówiło o bezduszności ludzi władzy, stawiających chorych emerytów, z nadwyrężonym w służbie zdrowiem, wdów i sierot na granicy nędzy i utraty życia z braku środków na drogie leki. Episkopat wyrozumiale milczał, gdy ta sprawa była wcześniej nagłaśniana(tylko Biskup Polowy WP i kapelani swoiście ich bronili) Kto zwróci im zabrane fundusze, skoro Arcybiskup uznał, że „czerwona zaraza…już nie chodzi”? Sędzia Marek Przysucha z Sądu Okręgowego w Częstochowie nakazał zwrot świadczeń b. funkcjonariuszowi wydziału dochodzeniowo-śledczego MO, miał obniżone do niecałe 900 zł. Sędzia podważył prawomocność ustawy – słowa wdzięczności, Przegląd nr 37 z 2019.
Andrzej Rozenek, kandydat SLD na posła z Warszawy – zapamiętajmy, wiele razy zapowiadał, zgłoszenie w Sejmie zmiany tej ustawy, przyjętej przy braku Lewicy w obecnym Sejmie Skomentował to prof. Jacek Raciborski – „Jeżeli setki tysięcy emerytów dawnego aparatu władzy, zwłaszcza ze struktur siłowych, nie głosują na SLD, a tak było w roku 2015, to uważam ich za idiotów. Teraz część się nawróciła… Ale w pewnym momencie odpłynęła w stronę PiS. Bo SLD, cokolwiek by nie mówić złego o tej partii, konsekwentnie broni pewnego dorobku PRL, idei ciągłości państwa i ciągłości jego zobowiązań. Dowartościowuje też indywidualne biografie. Choćby ten ostatni wzgląd powinien trzymać ich przy Sojuszu” – Przegląd nr 52 z 2018. Sądzę, że tej jakże dosadnie boleśnie pouczającej dla emerytów przestrogi – nie zapomną przy urnach w 2019 r.
Na zakończenie
Od pewnego czasu, po uformowaniu się lewicowego bloku na wybory parlamentarne, zaczęły pojawiać się „środowiskowe słuchy” o potrzebie jej uwiarygodnienia się. Dociekając sensu zauważyłem, że nie są to „słowa rzucane na wiatr”, ale oczekiwania mające różne podłoża – dwa są istotne. Pierwsze-historyczne, nawiązujące do głębokiej przeszłości (błędy i „pozostałości” po PZPR) oraz do błędów SLD w III RP (nie rozwijam). I drugie – wydaje się racjonale. Tu istota polega na osobistej wiarygodności posłów, tzw. transfery partyjne oraz możliwości realizacji zapowiadanego programu wyborczego, to echo sprzed lat-„SLD wolno mniej”, stąd oczekiwanie rzetelności i odpowiedzialności. Fakt, obietnice wyborcze, bazujące na „dawaniu pieniędzy” stały się nad wyraz modne, m.in. w takiej tezie – „kradną, ale przecież dzielą się z nami”. Wyborcy-emeryci stawiali pytania – czy Lewica zgłosi zapowiadaną ustawę – pisałem wyżej, (jest w programie ogłoszonym 19 września) i przeciwstawi się pogłoskom o „dekomunizacji”, opartej na degradacji służb mundurowych i obniżeniu emerytur ludziom „czerwonej zarazy”. Widocznie nagłośniona obietnica Prezydenta RP nie uspokoiła. Bo rządzący na pokrycie obietnic muszą znaleźć fundusze. Do tego-jak słyszę z sarkazmem – biskupi martwią się tylko o życie nienarodzonych, to łatwe, nic nie kosztuje. Zaś życie starych – tych „nie ma”, zdaniem Metropolity „czerwona zaraza…nie chodzi”. Właśnie emeryci tu doszukują się milczącej zgody Episkopatu na „finansową rozprawę”, wspartą medialnymi sensacjami i półprawdami z życiorysów dawnych działaczy PZPR
Czy można temu zapobiec teraz, we wrześniu-październiku 2019. Sugestie skupiały się na pewnej formie gwarancji zaufania i odpowiedzialności. Jak to u nas Polaków bywa – wskazywano palcem na kandydatów SLD, PPS, Lewicy do parlamentu. By na spotkaniach wyborczych, gdy mówią o programach deklarowali, iż w połowie kadencji (po 2 latach), poddadzą się osądowi wyborców, zarówno etyczno-moralnemu jak i merytorycznemu ze sprawowania mandatu. Zaś w przypadku negatywnej oceny-dobrowolnie oddadzą mandat. Zdaniem wielu, to dwustronne zobowiązanie: „my ciebie wybierzemy, ty będziesz wobec nas uczciwy”. Ten swoisty „zakład”, inaczej „umowa moralna” daje szanse wejścia Lewicy do Sejmu, z możliwie dużą liczbą mandatów. Fakt, tego jeszcze w historii naszych wyborów nie było. Eksperyment ten wymaga rozwagi, z szansą powodzenia. Sądzę, że te i podobne głosy, sugestie i myśli Kierownictwu bloku Lewicy są znane. Wielu rozmówców – wyborców liczy, iż przed 13 października usłyszą czytelne deklaracje.

Lewica żąda wyjaśnień od kurii

Rzeczniczka komitetu Anna-Maria Żukowska poinformowała, że Lewica złożyła wniosek do Państwowej Inspekcji Pracy o wszczęcie postępowania w związku ze skandalicznymi zwolnieniami w archidiecezji Jędraszewskiego.

Przypomnijmy. W miniony piątek (20 września) kierująca pracami biura prasowego Archidiecezji Krakowskiej Joanna Adamik wysłała do mediów pożegnalny e-mail. Napisała m.in., że dzień wcześniej pracownice biura otrzymały od ekonoma diecezji „całkowicie zaskakującą dla nich informację, że decyzją księdza arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, metropolity krakowskiego, z dniem 1 października cały nasz pięcioosobowy zespół biura prasowego kończy pracę”.
Krakowska kuria bez ogródek ujawniła przesłanki, jakimi się kierowało kierownictwo instytucji. W sobotę (21 września) pojawiła się informacja, iż zdecydowano o zakończeniu współpracy jedynie z koordynatorką biura – Joanną Adamik i jej dwiema najbliższymi współpracowniczkami, które są niezamężne. „Dwie pozostałe osoby, które w życiu prywatnym jako matki tworzą wraz ze swymi mężami katolickie rodziny, nadal pozostają pracownikami Biura Prasowego Archidiecezji Krakowskiej” – brzmiał komunikat.
Do tych skandalicznych iście okoliczności odniosły się liderki lewicy podczas konferencji w Sejmie. Rzeczniczka SLD oceniła, że do zwolnień doszło ze względu na płeć i stan cywilny pracowników.
– W Polsce są przepisy prawa, które uniemożliwiają dyskryminację w miejscu pracy i w związku z tym jako lewica, my trzy: Anna Maria Żukowska, Bożena Przyłuska i Magdalena Biejat złożyłyśmy wniosek o wszczęcie postępowania w Kurii Metropolitalnej do Głównego Inspektoratu Pracy na ulicy Barskiej w Warszawie, ponieważ uważamy, że zachowanie pracodawcy było sprzeczne z zakazem dyskryminacji sformułowanym w Kodeksie pracy – mówiła Żukowska.
– Jako lewica pytamy, jaki wpływ na pełnienie obowiązków pracowniczych ma stan cywilny pracownic. Uważamy, że Państwowa Inspekcja Pracy powinna się zająć sprawą zwolnień w kurii krakowskiej natychmiastowo. To dotyczy nie tylko naruszenia przepisów prawa pracy, ale też w ogóle dyskryminacji i pokazuje w jaki sposób Kościół Katolicki podchodzi do kobiet w Polsce – dodała.
Żukowska stwierdziła również, że zwolnione kobiety powinny wystąpić do sądu pracy o ustalenie stosunku pracy.
Magdalena Biejat z partii Razem podkreślała, że zwolnione kobiety są matkami.
– Biskup Jędraszewski i kuria krakowska udowadnia swoim zachowaniem, że są rodziny równe i równiejsze i niestety nie jest to problem tylko tej instytucji. Również państwo polskie wykazuje się dość dużą hipokryzją, jeżeli chodzi o wspieranie rodzin i czas to zmienić – mówiła.
– Nie może być tak, że to, czy jesteśmy wspierani, czy uzyskujemy jakiekolwiek od państwa, żeby godzić pracę zawodową z opieką nad dziećmi zależy od indywidualnego widzimisię rządzących i kalendarza wyborczego, który wpływa na to, czy akurat dostaniemy świadczenia i w jakiej wysokości – dodała.

Biskupom odwaliło

Przepraszam za ten kolokwializm, zapewne niezbyt elegancki, ale trudno inaczej zareagować na ostatnie występy elity „personelu Boga” w Polsce. Najpierw abp Depo lamentuje w Częstochowie, że w Polsce narzeka się na łamanie konstytucji i (ten łącznik jest tu istotny) stawia się Konstytucję przed Ewangelią. Nikt przytomny nie pojmie zapewne, dlaczego obrona Konstytucji, czyli obrona demokracji po prostu, ma sprzeciwiać się wartościom ewangelicznym. Tyrady przeciw „wichrzycielom” walczącym o demokrację wygłaszał Kościół hiszpański w czasach dyktatury Franco. Mniej więcej wiemy zatem, jak swoją rolę w autorytarnym reżimie Kaczyńskiego widzi Kościół…

A parę dni później abp Jędraszewski, którym papież Franciszek pokarał Kraków, oświadcza, że związki homoseksualne są „szyderstwem z Boga”. Nie mówi arcybiskup, nota bene były bliski współpracownik abpa Paetza, o seksie homoseksualnym, ale o związkach, a zatem o miłości. Miłość łącząca osoby tej samej płci ma być szyderstwem! Powiedzieć, że to popis głębokiej pogardy wobec ludzi homoseksualnych to mało powiedzieć.

To dlatego uważam, że biskupom odwaliło. Od dłuższego czasu nie mogę się oprzeć wrażeniu, że czcigodni starcy zaczęli się uważać za trzecią, zdecydowanie najwyższą izbę polskiego parlamentu. Prawo w Polsce zatwierdza Sejm, potem Senat, a potem biskupi decydują, czy to prawo jest dobre czy złe. W zasadzie, przy obowiązującej aktualnie w Polsce wolnej amerykance prawnej, takie podejście nie dziwi. Najpierw rząd sobie wybiera, które wyroki Trybunału Konstytucyjnego respektować, a które nie. Potem prezydent wybiera, których sędziów TK mianuje, a których pominie, wreszcie PiS idzie na całość i postanawia ustawą usunąć nieusuwalnych sędziów Sądu Najwyższego. Czemuż zatem grono świętobliwych dziadków, wyposażonych wszak w wiedzę bezpośrednio transmitowaną od Boga, nie mieliby poczuć się zaproszeni do udziału w tych igrzyskach bezprawia?

Szczególnie, że od 1989 r. nie było władzy tak głęboko oddanej (!) Kościołowi, w dodatku schlebiającej retorycznie i finansowo najbardziej prymitywnej i chamskiej części tego Kościoła, czyli wiadomej Rodzinie i biskupom, którzy – jak wspomnieni Depo i Jędraszewski – są głównymi piewcami chwały Ojca Tadeusza. Do Torunia płynie już nie rzeka, a morze pieniędzy (skalę bezprawnego finansowania folwarku Rydzyka poznamy zapewne dopiero po odsunięciu PiS), a biskupi rozszaleli się na dobre.

Zgroza, która ogarnęła tzw. liberalne elity po wypowiedzi Depo o „pierwszeństwie” Ewangelii przed konstytucją jest dla mnie niezrozumiała. Przecież to oczywiste, że oni tak myślą! Dokładnie to zobaczyliśmy, kiedy Episkopat przypuścił wściekłą nagonkę na parlament, próbując wymusić na PiS-ie uchwalenie haniebnej, nieludzkiej i barbarzyńskiej ustawy zmuszającej kobiety do rodzenia dzieci niezdolnych do życia. Przepraszam, ale naprawdę panom z Episkopatu gdzieś się poprzewracało. Faceci w wieku raczej poreprodukcyjnym, kompletnie odseparowani od normalnego życia i jego problemów, usiłują narzucić kobietom decyzje, które nawet wielu katolikom wydają się nieludzkie! Wielka manifestacja Strajku Kobiet była wyrazem tego samego gniewu, który i mną teraz trzęsie. Biskupi, jak pokazują badania spadku poziomu religijności, odnoszą klęskę w pracy ewangelizacyjnej, toteż postanowili nominować się do najwyższej izby parlamentu i wprowadzać swoje chore wizje kobiecego (i nie tylko) życia na siłę, przy pomocy prawa – czy raczej bezprawia! Otóż taka postawa jest wyrazem przekonania, które potwierdza dobitnie Depo: Ewangelia jest przed Konstytucją, ponieważ biskupi są przed (nad?) politykami. To przecież zupełnie oczywiste, że przeszkadza im obowiązująca Konstytucja, a przeszkadza ona z tego samego powodu, z którego przeszkadza Kaczyńskiemu: bo uniemożliwia samowolkę i dyktatorskie rządy bezprawia, uniemożliwia wprowadzenie takiego prawa, jakiego życzą sobie biskupi. W dodatku Konstytucja wspomina z szacunkiem także o niewierzących, zamiast w preambule stwierdzać, że Naród to katolicy, a katolicy podlegają biskupom, w związku z czym przewodniczący episkopatu będzie zatwierdzał wszystkie ustawy. Istnieje takie państwo, gdzie panuje taki system. To państwo nazywa się Iran.

Dlatego twierdzę i upieram się, że biskupom odwaliło: odsłonili oni w przypływie niezmiernej szczerości swoje prawdziwe intencje: są wrogami demokracji, ponieważ demokracja dba o prawa wszystkich, a nie tylko tych należących do jakiegoś kościoła, są wrogami demokracji, ponieważ systemy demokratyczne opierają się na konsensusie, a w sprawach w których tego konsensusu nie można osiągnąć, pozostawia decyzję obywatelom, którzy sami decydują co jest słuszne. Biskupi są wrogami demokracji, ponieważ gwarantuje ona szacunek dla wszystkich wyborów i decyzji, a biskupi szanują tylko tych, którzy są tym biskupom posłuszni. Taka jest ostatecznie wymowa kazania abpa Depo: nie szanujemy i nie uznajemy prawa do wolności tych obywateli, którzy odmawiają posłuszeństwa episkopatowi. Ja to przyjmuję do wiadomości i dziękuję za szczerość. Proszę się jednak od dziś nie dziwić, jeśli i ja będę odmawiał szacunku wobec tego gremium nadętych dziadków. Kto mieczem wojuje…

Chamską wypowiedź bpa Jędraszewskiego można by wrzucić po prostu do tego samego worka z napisem „teokratyczne brednie”, gdyby nie fakt, że ktoś za znaną od dawną wojującą homofobię tego biskupa zapłaci. A zapłacą ci geje i te lesbijki, którzy i które zostaną pobici lub chociaż zwyzywani przez „wiernych synów i córki” owej stojącej przed Konstytucją Ewangelii. Mowa nienawiści zawsze wywołuje czyny nienawiści. Zanim hitlerowscy szaleńcu wymyślili „ostateczne rozwiązanie”, ich antysemityzm był źródłem tzw. „spontanicznych” aktów przemocy. Czyli pobić, dewastacji mienia żydowskiego i wyzwisk. Toteż trudno nie założyć, że biskup, który w dodatku jest profesorem nauk teologicznych, doskonale zdaje sobie sprawę, jakie mogą być konsekwencje głoszenia wiernym, że związki homoseksualne są „szyderstwem” z Boga. W końcu po co kieruje takie słowa do wiernych w kazaniu? Przecież nie po to, żeby wierni owi porzucili związki homoseksualne, w których żyją, bo skoro są wiernymi to od takich związków trzymają się z dala (albo są hipokrytami, ale to inna sprawa). Arcybiskup profesor mówi takie słowa tylko i wyłącznie po to, żeby napuścić swoje owieczki na osoby homoseksualne, nauczyć swoje owieczki pogardy dla takich osób i zachęcić do reagowania na „prowokacje homoseksualne”. To dlatego ja, profesor, gej i ateista odpowiadam stanowczo: panowie biskupi, konkretnie wam odwaliło! Nie ma w przestrzeni demokratycznej chronionej przez Konstytucję, którą właśnie próbujecie unieważnić, miejsca na taka mowę nienawiści do wszystkich, którzy myślą i żyją inaczej, niż chcecie.

W tym państwie zawsze Konstytucja będzie przed waszą (przez was zawłaszczoną) Ewangelią. A wasze wściekłe ataki i żądania spotkają się z równie wściekłym odporem w obronie Konstytucji, tolerancji i równości. Biskupom Depo i Jędraszewskiemu mam do powiedzenia tylko jedno. Cytując ks. Lemańskiego: „Zamknijcie się, klechy!”