Pop-antykapitalizm

“Nierówności społeczne nie są problemem” – choć takie i podobne tezy wciąż można usłyszeć z ust osobistości takich, jak ojciec chrzestny polskiego kapitalizmu, to za sprawą publikacji Piketty’ego, Stiglitza, Klein i wielu, wielu innych publicystów i publicystek świadomość społeczna na temat jednego z największych problemów XXI wieku rośnie.

Procesowi zdobywania wiedzy na temat współczesnej formy gospodarki wolnorynkowej od pewnego czasu towarzyszą filmy dokumentalne. Chętnie zapraszane do programów festiwalu w Sundance i TIFF produkcje pokroju Korporacji (2003), Inequality for All (2013) czy Dylematu społecznego (2020) często cieszą się wzmożoną popularnością zarówno ze strony mediów tradycyjnych, jak i drogą internetowego, marketingu szeptanego. Śmiało można rzec, że “potrzebny, ale stworzony z niechęcią” projekt Joela Bakana – Nowa korporacja (2020), w niczym nie ustępuje wcześniej wymienionym filmom.
Przed seansem Nowej korporacji warto przyjrzeć się czego tak naprawdę chcemy od niego uzyskać. Na nowe informacje dotyczące destrukcyjnej siły współczesnego kapitalizmu nie ma co liczyć. W przeciwieństwie do Dylematu społecznego, czy nawet pierwszej adaptacji Bakana – Korporacji – nie uświadczymy tutaj choćby namiastki śledztwa dziennikarskiego. Kanadyjski pisarz i twórca filmowy przygotował raczej coś w rodzaju zbiorowej publicystyki, w której gadające głowy kojarzone z anglojęzycznej prasy branżowej dzielą się swoimi przemyśleniami na temat otaczającego nas świata.
Bakan i współpracująca z nim na planie Jennifer Abbott podjęli również próbę demaskacji prawdziwych działań gigantów światowego rynku. Całość skupia się wokół jednego z najbardziej popularnych stwierdzeń-wytrychów, a mianowicie “społecznej odpowiedzialności biznesu”. Nowa korporacja w dosyć zgrabny sposób wydobywa z wypowiedzi m.in. byłego szefa British Petroleum podszytą ironię. Konfrontuje jego szlachetne zapowiedzi z nagraniami wycieku ropy naftowej do Zatoki Meksykańskiej, a następnie przekazuje głos publicystom ze zbyt dużą ilością samoopalacza na twarzy, by przekazali oni swoje (bardziej “woke”) spojrzenie na całą sprawę.
Na pochwałę zasługuje oddanie platformy prawdziwym działaczom społecznym, uprawiającym politykę w myśl starej maksymy francuskich sytuacjonistów – świat już został sfilmowany; teraz czas go zmienić. Niestety socjalistyczna członkini rady miasta Seattle, Kshama Sawant i Ada Colau – wywodząca się z ruchów lokatorskich burmistrzyni Barcelony, czasu ekranowego otrzymały, w porównaniu do dziennikarek i dziennikarzy, skandalicznie mało.
Jeśli ciekawi Was spojrzenie gadających głów na problemy współczesnego świata, to śmiało, włączcie Nową korporację. Pierwsza część tego filmu stanowi bowiem dosyć ciekawe podsumowanie tego, co opisywać spieszyły tęgie głowy mainstreamu nieortodoksyjnej ekonomii w ciągu ostatnich kilku lat. Można ten seans wykorzystać także jako pretekst do pośmiania się z zakłamania bogatych CEO, którzy najpierw, w Davos mówią jedno, a później, dążąc do maksymalizacji zysków, robią drugie.
Druga część filmu, która naturalnie, ma swoje dobre strony (jak m.in. zaprezentowanie sylwetek wymienionych wcześniej aktywistek), przypomina bardziej manifest światopoglądowy, aniżeli pełnoprawny dokument. Twórcy powierzchownie połączyli wątki i, zamiast skupiać się na działaniach korporacji, skręcają w przepełnioną syndromem polityki tożsamości, opowieść o przemocy policyjnej. Nie jestem zwolennikiem takiego “skakania” po tematach, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy tak złożone jak korporacyjne nadużycia.