Brzęczek postawił na Furmana

Najbliżsi rywale reprezentacji Polski, zespoły Łotwy i Macedonii Północnej, okupują dwie ostatnie lokaty w grupie G, ale tylko Łotysze, z którymi ekipa Jerzego Brzęczka zagra w czwartek 10 października w Rydze, jeszcze nie zdobyli punktów. Biało-czerwoni są rzecz jasna faworytami tych potyczek.

W porównaniu z kadrą z września, na październikowe mecze z Łotwą i Macedonią Północną trener Jerzy Brzęczek nie mógł powołać kontuzjowanych Łukasza Fabiańskiego i Jakuba Błaszczykowskiego, a sam zrezygnował z Michała Pazdana. 25-zespołowa kadra zaczęła się jednak kurczyć jeszcze przed zgrupowaniem. Najpierw z powodu urazu wypadł z niej Dawid Kownacki, a we wtorek kontuzji mięśnia przywodziciela na treningu doznał pomocnik Sampdorii Genua Karol Linetty i on też do Warszawy nie przyjedzie. O ile na miejsce Kownackiego Brzęczek nie powołał innego gracza, to Linettego postanowił zastąpić graczem z naszej ekstraklasy. Wyborem specjalnie nie zaskoczył, bo sięgnął po zawodnika Wisły Płock Dominika Furmana, piłkarza dobrze sobie znanego z czasów, gdy jako trener prowadził ekipę „Nafciarzy”.

Nie bardzo wiadomo po co Furmana fatygował, bo przecież Linetty nie ma u niego najwyższych notowań i we wrześniu przyjechał na kadrę chyba tylko po to, żeby spotkać się z kolegami, bo nie dostał szansy nawet na symboliczny występ. Trudno jednak pominąć w reprezentacji zawodnika regularnie grającego w czołowym włoskim klubie, na dodatek cenionego we Włoszech. Brzęczek powołuje go więc pewnie dla świętego spokoju, bo nie ma żadnego pomysłu jak wkomponować Linettego w zespół i wykorzystać jego atuty jakie pokazuje w Serie A.

Zastanawia też, dlaczego wobec kryzysu formy Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika selekcjoner na wszelki wypadek nie zaprosił na zgrupowanie choćby Karola Świderskiego, który dla zespołu PAOK Saloniki w tym sezonie strzelił cztery gole w lidze i jest liderem klasyfikacji strzelców, a ponadto zaliczył też trafienie w eliminacjach Ligi Europy. A warto podkreślić, że były napastnik Jagiellonii Białystok jest w greckim zespole jedynie rezerwowym i wchodzi na boisko w końcówkach spotkań. Każdy trener chciałby mieć do dyspozycji takiego jokera, ale Brzęczek woli Furmana, chociaż jest on asem tylko w Wiśle Płock.

 

Kadra pod napięciem

Trener Jerzy Brzęczek ogłosił skład kadry na październikowe mecze z Łotwą i Macedonią Północną. Nowicjuszem w 24-osobowej kadrze jest 19-letni bramkarz Legii Warszawa Radosław Majecki, który zastąpił kontuzjowanego Łukasza Fabiańskiego. W porównaniu z wrześniowymi powołaniami zabrakło w niej leczących urazy Jakuba Błaszczykowskiego i Dawida Kownackiego oraz Michała Pazdana.

Po nieudanych wrześniowych meczach ze Słowenią (0:2) i Austrią (0:0) atmosfera w kadrze biało-czerwonych i wokół niej mocno zgęstniała. Tu i ówdzie w mediach pojawiły się nawet żądania dymisji Jerzego Brzęczka. Pod adresem selekcjonera sypały się kolejne zarzuty, z których większość, niestety, nie była bezpodstawna. Tuż przed rozesłaniem powołań na październikowe zgrupowanie spekulacje w tej kwestii postanowił przeciąć szef PZPN Zbigniew Boniek, który w jednym z telewizyjnych programów branżowych jednoznacznie stwierdził: „Brzęczek jest nie do ruszenia. Postawiłem przed nim cel, czyli awans na Euro 2020 przy jednoczesnym odmłodzeniu kadry. Cel ten jest realizowany. Opornie, ale jest. Nie gramy tak, jak byśmy chcieli, ale jesteśmy na pierwszym miejscu w grupie”.

Prezes przecina spekulacje

Przy okazji Boniek z sobie tylko wiadomego powodu przyładował w kapitana reprezentacji Roberta Lewandowskiego, odnosząc się do jego wypowiedzi po meczu z Austrią, w której stwierdził, że w grze biało-czerwonych brakuje wypracowanych schematów. „Nasza gra nie wyglądała ładnie i nie była płynna. Walka zawsze musi być i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej, ale całość powinna wyglądać lepiej. Nawet przy wychodzeniu z kontrą coś szwankuje i przez to się męczymy sami z sobą” – stwierdził „Lewy”.

Prezes PZPN po trzech tygodniach wrócił do tej wypowiedzi, komentując ją mniej więcej tak: „Słyszałem tę wypowiedź Roberta i rozmawiałem z nim o tym. Uważam, że kapitan reprezentacji nie powinien mówić takich rzeczy po meczu. Nawet jeśli tak uważa i nawet jeśli ma rację. Lepiej jest porozmawiać z drużyną, z trenerem, żeby wyciągnąć wnioski. A taka wypowiedź jakiej udzielił puszczona w obieg, w dzisiejszych czasach powoduje niepotrzebne spekulacje” – powiedział Boniek.

Jego słowa nie ostudziły jednak nastrojów, a nawet wręcz przeciwnie – jedynie potwierdziły medialne przecieki, że po meczu z Austrią także w szatni doszło do słownego starcia między „Lewym” a Brzęczkiem. Ponoć nie pierwszego i zapewne nie ostatniego.

Trener osłabia kapitana

Nie jest chyba żadną tajemnicą, że obaj panowie nie darzą się sympatią, a główną przyczyną tej antypatii jest zadawniony konflikt między Lewandowskim a siostrzeńcem Brzęczka Jakubem Błaszczykowskim. Na zewnątrz obaj piłkarze zachowują rzecz jasna pozory poprawnych relacji, podobnie zresztą jak Brzęczek z Lewandowskim, w praktyce jednak w tym tercecie toczy się cicha rywalizacja, w której selekcjoner trzyma twardo stronę krewniaka i osłabia jak tylko może pozycję „Lewego” w kadrze. Nieprzypadkowo po raz pierwszy od lat Lewandowski w eliminacjach nie jest najskuteczniejszym strzelcem naszej kadry. Problem w tym, że napastnik, który miał go wygryźć z podstawowego składu, czyli Krzysztof Piątek, właśnie zalicza bolesny upadek z bardzo wysokiego konia, natomiast „Lewy” notuje najlepsze w historii Bundesligi wejście w sezon, bo niedawno jako, pierwszy gracz w niemieckiej ekstraklasie w pierwszych sześciu kolejkach strzelił 10 goli. Odesłanie takiego zawodnika na ławkę rezerwowych byłoby zawodowym samobójstwem, ale nawet gdyby Brzęczek na coś takiego chciał się zdecydować, nie pozwoli mu na to jego zwierzchnik, czyli Boniek, który mimo krytycznych opinii o „Lewym” docenia jednak jego piłkarską klasę oraz rolę w kadrze.

Niekonsekwentne odmładzanie

W 24-osobej kadrze Brzeczek znalazł miejsce tylko dla dwóch graczy z PKO Ekstraklasy, na dodatek z jednego klubu, Legii Warszawa (Majecki i Jędrzejczyk). Pewnie gdyby nie kontuzja, liczbę tę powiększyłby grający obecnie w Wiśle Kraków Błaszczykowski, ale gdyby nie kłopoty zdrowotne Fabiańskiego, nie byłoby wśród powołanych Majeckiego. Tak czy owak liczba zawodników z rodzimej ligi jest w tej chwili symboliczna, co nie dziwi, skoro każdy jako tako wyróżniający się w ekstraklasie młody piłkarz jest natychmiast eksportowany za granicę.

Tam też selekcjoner, obojętnie kto nim będzie, musi dzisiaj szukać następców dla zawodników, którzy zbliżają się do końca reprezentacyjnej kariery.

Kadra Polski:
Bramkarze:
Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy), Łukasz Skorupski (Bologna, Włochy), Radosław Majecki (Legia Warszawa).
Obrońcy:
Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Thiago Cionek (SPAL, Włochy), Kamil Glik (AS Monaco, Francja), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Arkadiusz Reca (SPAL, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja).
Pomocnicy:
Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Krystian Bielik (Derby County, Anglia), Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Karol Linetty (Sampdoria Genua, Włochy), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja).
Napastnicy:
Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Krzysztof Piątek (AC Milan, Włochy).

 

Utrzymali się w elicie

Reprezentacja Polski nie spadnie z Dywizji A piłkarskiej Ligi Narodów, chociaż w swojej grupie zajęła ostatnie miejsce. Komitet Wykonawczy UEFA zamierza powiększyć liczbę zespołów w elicie z 12 do 16.

O planowanych zmianach w formacie Ligi Narodów plotkowano od dłuższego czasu, bo chociaż UEFA limitowała wszelkie informacje w tej sprawie, to na kilka dni przed ogłoszeniem decyzji wyciekła wieść, że Komitet Wykonawczy UEFA zatwierdzi nowy format Ligi Narodów, w którym zamiast 12 zespołów w Dywizji A, rywalizować ich będzie 16, podzielonych na cztery grupy. To oznaczało, że wszyscy spadkowicze w pierwszej edycji tych rozgrywek, czyli oprócz Polski także Islandia, Chorwacja i Niemcy, pozostaną Dywizji A.

Nie ulega wątpliwości, że głównie obecność mistrzów świata z 2014 roku w tym gronie skłoniła działaczy UEFA do dyskusji o rozszerzeniu składu zespołów w elicie, ale my akurat na takie forowanie wpływowej w europejskim futbolu niemieckiej federacji nie mamy powodu się skarżyć, bo skorzystał na tym także PZPN. Miejmy tylko nadzieje, że nasza reprezentacja, która pod wodzą Jerzego Brzęczka zajęła w grupie z Włochami i Portugalią ostatnie miejsce, w nowej edycji powalczy w gronie najlepszych europejskich drużyn narodowych co najmniej o zachowanie miejsca w elicie.

Do 12 drużyn, które w poprzednim roku rywalizowały w Dywizji A (Belgia, Hiszpania, Francja, Anglia, Szwajcaria, Portugalia, Polska, Włochy, Islandia, Chorwacja, Holandia, Niemcy) awansują cztery najlepsze ekipy z jej zaplecza, czyli Ukraina, Szwecja, Bośnia i Hercegowina oraz Dania. W turnieju Final Four Ligi Narodów zwyciężył grupowy rywal Polaków – Portugalia. W finale mistrzowie Europy pokonali reprezentację Holandii 1:0.

 

Nie chcą już Brzęczka?

Nasza piłkarska reprezentacja straciła we wrześniowych meczach ze Słowenią i Austrią aż pięć punktów, a na dodatek w obu spotkaniach zagrała na przygnębiająco słabym poziomie. Dlaczego było tak źle, skoro kilka dni później niemal wszyscy kadrowicze w swoich macierzystych klubach imponowali wysoką formą? To rodzi dwa wnioski: albo Jerzy Brzęczek jest niekompetentnym trenerem, albo zespół ma go dosyć i gra przeciwko niemu.

Trener Brzęczek nie ma ostatnio najlepszej prasy. Porażka 0:2 ze Słowenia i bezbramkowy remis z Austrią na Stadionie Narodowym spowodowały lawinę krytyki pod jego adresem. Jej temperaturę podgrzało wypowiedziane niebacznie przez selekcjonera po meczu z Austriakami zdanie, żeby „rozsądnie oceniać” potencjał reprezentacji, co słusznie zostało odebrane jako próbę zwalenia winy za kiepskie wyniki na piłkarzy. I wygląda na to, że tak też te słowa odebrali kadrowicze, a przynajmniej znaczna część z nich. Na otwarte pyskowanie żaden się jednak jeszcze nie zdecydował. Nawet wyraźnie poirytowany degradacją do roli drugiego bramkarza Wojciech Szczęsny, który po powrocie do Juventusu Turyn zamieścił na Instagramie fotkę z treningu z wymownym wpisem, że „nie ma to jak wrócić w domu, gdzie jest się kochanym i docenianym”.

Zastanawiająca opinia Lewego

Znacznie bardziej dotkliwa dla Brzęczka była jednak opinia kapitana drużyny i jej najlepszego gracza, czyli Roberta Lewandowskiego, który bez owijania w bawełnę stwierdził, iż „zespół nie czuje się na boisku pewnie, a zawodnicy nie wiedzą, jak się poruszać po boisku z piłką i bez niej”. Oczywiście „Lewy” użył tu żargonowego skrótu myślowego, bo wiadomo przecież, że nie chodziło mu o samo bieganie po boisku, tylko o plan taktyczny, w którym trener określa zadania dla poszczególnych graczy i formacji. A że Brzęczek w układaniu takich schematów mocny nie jest, wiemy już od roku. Odkąd przejął kadrę nic w grze reprezentacji nie zmieniło się na lepsze. Wręcz przeciwnie.

Kto zatem jest odpowiedzialny za wyraźne obniżenie lotów przez polską reprezentację? Jej trener czy powoływani przez niego piłkarze? W miniony weekend kadrowicze dali najlepszą odpowiedź, jaką mogą dać w takich dyskusjach piłkarze – na ligowych boiskach. Lewandowski strzelił gola już w 3. minucie meczu z RB Lipsk, siódmego ligowego w tym sezonie. W końcu strzelecką niemoc przełamał Krzysztof Piątek, zdobywając bramkę z rzutu karnego w spotkaniu z Hellas Werona. Napastnik AC Milan pokonał też bramkarza rywali z gry, lecz tego trafienia arbiter mu nie uznał. Kapitalną bramkę dla Hull City z rzutu wolnego zdobył Kamil Grosicki, którego za występ w spotkaniu z Wigan Athletic uznano za najlepszego gracza meczu i wybrano do jedenastki kolejki Championship. Owszem, to tylko druga liga angielska, ale pod względem sportowego poziomu jest znacznie silniejsza nie tylko od naszej ekstraklasy, ale też w większości europejskich krajów.

Dlatego sugestia Brzęczka, że nasza reprezentacja jest słaba, bo musi z braku lepszych graczy stawiać na zawodników z Championship, merytorycznie jest chybiona i krzywdząca. Co zresztą udowodnili dwaj inni kadrowicze z tej ligi. Krystian Bielik, którego tak chwalono za udany debiut w biało-czerwonych barwach, był najlepszym piłkarzem Derby County w meczu ze spadkowiczem z Premier League Cardiff City, zaś Mateusz Klich, wystawiony do gry w meczu z Austrią tylko dlatego, że kontuzji doznał Jakub Błaszczykowski, zdobył bramkę dla Leeds United w wygranym 2:0 spotkaniu z Barnsley, po którym jego drużyna wróciła na pozycję lidera. Warto też podkreślić, że Grosicki, Bielik i Klich są podstawowymi graczami w swoich zespołach.

Nawet Krychowiak strzela gole

Także Grzegorz Krychowiak pokazał, że w Lokomotiwie Moskwa trener nie każe mu jedynie przeszkadzać rywalom w grze, ale też kreować grę i strzelać na bramkę. W ligowym spotkaniu z PKF Soczi „Krycha” zdobył zwycięską bramkę dla swojej drużyny, a było to już jego czwarte ligowe trafienie w obecnym sezonie. Piotr Zieliński wprawdzie gola nie strzelił, ale trener Carlo Ancelotti był zadowolony z jego gry i trzymał go na boisku do ostatniego gwizdka. SSC Napoli wygrało z Sampdorią Genua 2:0, a Zieliński za swój występ zebrał pochlebne recenzje. Dlaczego tak dobrze nie zagrał w meczach ze Słowenią i Austrią? Pytanie dotyczy praktycznie wszystkich zawodników, którzy wystąpili w tych spotkaniach w linii pomocy i ataku, bo w miniony weekend zdobyli w swoich klubowych zespołach pięć bramek. A jeszcze, jakby Brzęczkowi na złość, pominięty przez niego we wrześniowych powołaniach Przemysław Frankowski strzelił gola i zaliczył asystę w wygranym przez Chicago Fire 4:0 meczu z Dallas.

Z tyłu tylko Bednarek trzyma formę
Trochę gorzej, może za wyjątkiem Jana Bednarka (zaliczył udany występ w wygranym przez Southampton 1:0 wyjazdowym spotkaniu z Sheffield United), zaprezentowali się w miniony weekend zawodnicy formacji defensywnych. Trzymany przez Brzęczka na ławie Maciej Rybus także w Lokomotiwie Moskwa nie dostał szansy gry, Bartosz Bereszyński zebrał kiepskie recenzje za występ w Sampdorii przeciwko SSC Napoli, podobnie jak Kamil Glik za przegrany 3:4 przez jego AS Monaco mecz z Olympique Marsylia, a Tomasz Kędziora przegrany przez jego Dynamo Kijów mecz z Desną przesiedział na ławce rezerwowych. Natomiast Michał Pazdan, który po słabiutkim występie w meczu ze Słowenią potyczkę z Austrią obejrzał z trybun, po powrocie do tureckiego Ankaragucu zagrał całe spotkanie z Malatyasporem, ale też się nie popisał, bo jego zespół przegrał 0:4.
W sumie jednak można postawić tezę, że strata punktów w meczach ze Słowenią i Austrią nie była winą słabej formy piłkarzy, tylko kiepskiej jakości zespołu z nich zestawionego i przygotowanego do gry przez Brzęczka.

Selekcjoner kadry ma z tym problem przede wszystkim dlatego, że nie respektuje zasady, iż w reprezentacji powinni występować zawodnicy regularnie grający w swoich klubowych zespołach, a jeśli wszyscy spełniają to kryterium, to na boisko powinni wychodzić najlepsi z nich. Gdyby respektował, to Jakuba Błaszczykowskiego w kadrze w ogóle by nie było. Nawałka zbudował zespół wokół Lewandowskiego, który w 40 meczach strzelił 37 goli. Przez Brzęczka rola „Lewego” jest marginalizowana. Ale to już jest problem, który może rozwiązać jedynie dymisja selekcjonera.

 

Stracili pięć punktów

Reprezentacja Polski nie popisała się w obu wrześniowych meczach eliminacyjnych do mistrzostw Europy. Wyjazdowa porażka ze Słowenią 0:2 i remis 0:0 z Austrią na Stadionie Narodowym w Warszawie ściągnęły na kadrę Jerzego Brzęczka i jego samego lawinę krytyki ze strony kibiców i mediów. Krytyki jak najbardziej zasłużonej, bo biało-czerwoni w obu spotkaniach zagrali w żenującym stylu.

Frustracji kibiców trudno się dziwić. Jeśli ktoś decyduje się wydać dwieście złotych na bilet, to w zamian oczekuje widowiska na odpowiednim poziomie. Tymczasem w poniedziałkowy wieczór na wypełnionym po brzegi Stadionie Narodowym zespół sklecony przez Jerzego Brzęczka zafundował swoim fanom spektakl, w którym główną rolę odgrywali gracze zespołu gości. Nasi piłkarze zostali przez nich zdominowani, stłamszeni i zamknięci na przedpolu własnej bramki. Bezbramkowy remis to w zdecydowanej większości zasługa niewystarczających umiejętności strzeleckich Austriaków, a reszta to szczęście dopisujące Łukaszowi Fabiańskiemu, który jeszcze na dodatek tym razem uniknął rażących błędów, jakie przydarzyły mu się we wcześniejszym spotkaniu ze Słowenią.

Przykro było jednak patrzeć na dominację zespołu Austrii na stadionie, który po serii zwycięstw media już okrzyczały niezdobytą twierdzą polskiej reprezentacji. Żal było też patrzeć zwłaszcza na Roberta Lewandowskiego, znów osamotnionego i poniewieranego bezkarnie przez austriackich obrońców, na których chamskie zachowania węgierski arbiter Viktor Kassai przymykał oczy.

Austriacy byli przy piłce przez ponad 60 procent czasu gry, stworzyli 21 sytuacji bramkowych, przy siedmiu wypracowanych przez Polaków, sześciokrotnie strzelali na bramkę, a nasi zawodnicy tylko dwa razy. Te liczby pokazują, który z zespołów miał na Stadionie Narodowym przewagę. Nie dziwi więc wypowiedź trenera Austrii Franco Fody. „To oczywiste, że jestem bardzo zadowolony z tego, jak graliśmy, bo było widać aż nadto, że w wielu aspektach gry byliśmy po prostu drużyną lepszą od Polski. Chcieliśmy tu wygrać, mieliśmy bardzo dobre sytuacje bramkowe, zabrakło trochę szczęścia. Dziękuję też moim piłkarzom za zaangażowanie, bo wytrzymali do końca wysokie tempo gry. Wielka szkoda, że chociaż włożyli tyle wysiłku, to nie zdobyli trzech punktów. Ale jeśli tak będą grać w kolejnych meczach, to są w stanie wywalczyć awans do finałów mistrzostw Europy” – podsumował selekcjoner austriackiej kadry.

Jeśli coś w pracy wykonywanej przez Brzęczka niepokoi, to widoczna coraz bardziej nieumiejętność właściwego wyboru rozwiązań personalnych i taktycznych. Leo Beenhakker, który przecież wszedł do polskiego futbolu z zewnątrz, potrzebował dwóch meczów żeby zdiagnozować problemy naszej drużyny i potrafił znaleźć właściwe rozwiązania. Adam Nawałka też zaczął od falstartu, lecz po kilku spotkaniach zdołał ustawić zespół i wybrać optymalną dla niego taktykę. Tymczasem Brzęczek ma już na koncie 12 meczów, a w spotkaniu z Austrią reprezentacja zagrała równie nieporadnie, jak robiła to w ubiegłorocznych występach w Lidze Narodów i spotkaniach towarzyskich. Zamiast postępu, na który wszyscy liczyli po serii czterech tegorocznych wygranych meczów eliminacyjnych do Euro 2020, nastąpił niezrozumiały regres, którego nie da się wytłumaczyć jedynie absencją Kamila Glika w meczu ze Słowenią, bo przecież stoper AS Monaco przeciwko Austrii już zagrał. A mimo to gra naszego zespołu nadal wyglądała żałośnie.

I to jest chyba największy problem, bo mimo straty pięciu punktów nasz zespół wciąż jest liderem grupy, a w październiku zagra na wyjeździe z outsiderem Łotwą i u siebie z Macedonią, zaś w listopadzie u siebie ze Słowenią i na wyjeździe z Izraelem. Prawdą zatem jest, że kwestii awansu na Euro 2020 wszystko jeszcze zależy od nich, ale nie ulega też wątpliwości, że rywale nie czują już przed Lewandowskim lęku, bo widzą, że napastnik Bayernu znów nie ma wsparcia.

Poza tym mamy inny powód do obaw, bo nawet jeśli biało-czerwoni awansują, to nie doskonaląc systematycznie swojej gry w finałach mistrzostw Europy mogą wypaść jeszcze gorzej niż wypadli na mundialu w Rosji.

Polska – Austria 0:0
Polska: Łukasz Fabiański – Tomasz Kędziora, Kamil Glik, Jan Bednarek, Bartosz Bereszyński – Piotr Zieliński, Grzegorz Krychowiak, Krystian Bielik, Dawid Kownacki (58. Jakub Błaszczykowski; 77. Mateusz Klich), Kamil Grosicki (70. Sebastian Szymański) – Robert Lewandowski.
Austria: Cican Stanković – Stefan Lainer, Aleksandar Dragović, Stefan Posch, Andreas Ulmer – Valentino Lazaro (77. Stefan Ilsanker), Julian Baumgartlinger, Konrad Laimer (89. Michael Gregoritsch), Marcel Sabitzer, David Alaba – Marko Arnautović.
Żółte kartki: Klich, Bielik – Arnautović, Sabitzer, Laimer.
Sędziował: Viktor Kassai (Węgry).
Widzów: 56 788.

 

Grupa G
1. kolejka
Austria – Polska 0:1; Macedonia Północna – Łotwa 3:1; Izrael – Słowenia 1:1;
2. kolejka
Polska – Łotwa 2:0; Izrael – Austria 4:2
Słowenia – Macedonia Północna 1:1;
3. kolejka
Macedonia Północna – Polska 0:1;
Łotwa – Izrael 0:3; Austria – Słowenia 1:0
4. kolejka
Polska – Izrael 4:0; Łotwa – Słowenia 0:5;
Macedonia Północna – Austria 1:4
5. kolejka
Macedonia Północna – Izrael 1:1;
Słowenia – Polska 2:0; Austria – Łotwa 6:0
6. kolejka
Polska – Austria 0:0
Słowenia – Izrael 3:2
Łotwa – Macedonia Płn 0:2
Tabela grupy G
1. Polska                 6   13     8:2
2. Słowenia             6   11   12:5
3. Austria                6   10   13:6
4. Izrael                  6     8    11:11
5. Macedonia         6     8      8:8
6. Łotwa                 6     0      1:21

Powtórka z historii

Początek września to nie jest dobry czas dla polskiej kadry. Porażka ze Słowenią 0:2 przypominała równie fatalny występ biało-czerwonych w eliminacjach do rosyjskiego mundialu, gdy przegrali z Danią 0:4. Wtedy „zimny prysznic” podziałał, bo potem ekipa Adama Nawałki już nie doznała porażki i pewnie awansowała. Jak będzie w przypadku zespołu Jerzego Brzęczka? Odpowiedź poznamy już w poniedziałek, w spotkaniu z Austrią.

Trener reprezentacji Słowenii Matjaż Kek skorzystał z patentu wypraktykowanego dwa lata temu z dobrym skutkiem przez norweskiego selekcjonera reprezentacji Danii Age Hareide, który w przegranym w Warszawie meczu z Polakami 2:3 zorientował się, że jeśli odbierze im się swobodę w grze skrzydłami i odetnie Lewandowskiego od podań, to jako zespół przestają na boisku istnieć. Kek miał jeszcze łatwiejsze zadanie, bo Brzęczek wystawił w ataku dwóch napastników, a zatem blokując szarże skrzydłami Kamila Grosickiego i Piotra Zielińskiego, za jednym zamachem odciął od dokładnych podań od tych nie tylko „Lewego”, lecz także Krzysztofa Piątka. A ponieważ w środku pomocy selekcjoner biało-czerwonych ustawił defensywnych pomocników Mateusza Klicha i Grzegorza Krychowiaka, było oczywiste, że żaden z dwójki naszych napastników nie dostanie od nich dobrego podania.

Co jeszcze łączy porażkę z Duńczykami sprzed dwóch lat i tę piątkową ze Słowenią? Dwa late temu, wtedy z powodu żółtych kartek, też nie mógł zagrać Kamil Glik, a bramce Nawałka, tak jak teraz Brzęczek, zamienił Szczęsnego na Fabiańskiego. Michał Pazdan okazał się kosztowną personalną pomyłką, bo przy drugiej bramce dał się ograć jak junior, a i przy pierwszej nie był bez winy. Takie same winy trzeba też przypisać Fabiańskiemu. Nie bardzo wiadomo jakimi racjami kierował się Brzęczek ogłaszając bramkarza West Hamu pierwszym bramkarzem kadry w drugim półroczu. I to w sytuacji, gdy ma w kadrze pierwszego golkipera Juventusu Turyn. Szczęsny z trudem akceptuje decyzję selekcjonera i niewykluczone, że posłucha rady Jana Tomaszewskiego. Nasz legendarny bramkarz stwierdził, że na miejscu Szczęsnego zrezygnowałby z przyjazdów na zgrupowania kadry, skoro nie decydują w niej forma i umiejętności. Takie napięcia w kadrze akurat teraz są niewskazane, bo w poniedziałek zespół musi wygrać z Austrią, a w najgorszym przypadku – nie przegrać. Porażka zniweczy szanse biało-czerwonych na awans, bo reprezentacja przestanie funkcjonować jako zespół.

Brzęczek dał się ograć Kekowi równie łatwo jak Nawałka dwa lata temu Hareide, co oznacza, że obaj nasi trenerzy nie mają wystarczających kwalifikacji do wykonywania tego zawodu na międzynarodowym poziomie. Nawałce tyłek uratowali piłkarze, bo gdy starszyzna uradziła, że w następnych meczach nikt nie ma prawa odpuścić, każdy gracz na boisku dawał z siebie 120 procent. I to wystarczyło, żeby ograć Kazachstan 3:0, Armenię 6:1 i Czarnogórę 4:2. Niestety, na mundialu w Rosji te ustalenia przestały być respektowane, a że owa starszyzna w drużynie Brzęczka to praktycznie ci sami gracze, co w kadrze Nawałki, można mieć wątpliwości co do jej możliwości motywacyjnych.

Przez porażkę ze Słowenią mecz z Austrią nabrał nieoczekiwanie kluczowego znaczenia nie tylko dla losów rywalizacji w grupie G, ale też dla losów trenera Brzęczka oraz dla planów na przyszłość prezesa PZPN i jego świty.

Słowenia – Polska 2:0
Gole: Aljaż Struna (34), Andraż Sporar (65).
Słowenia: Oblak – Stojanović, Struna, Mevlja, Balkovec – Bezjak, Krhin, Kurtić, Ilicić, Verbić (62. Crnigoj, 90. Berić) – Sporar (85. Popović).
Polska: Fabiański – Kędziora, Bednarek, Pazdan, Bereszyński – Zieliński, Klich (70. Bielik), Krychowiak, Grosicki (70. Błaszczykowski) – Piątek (76. Kownacki), Lewandowski.
Żółte kartki: Struna, Stojanović – Klich, Krychowiak, Bereszyński. Sędziował: Siergiej Karasiow (Rosja). Widzów: 15 231.

5. kolejka (6 września):
Macedonia Północna – Izrael 1:1; Słowenia – Polska 2:0; Austria – Łotwa 6:0
1. Polska 5 12 8:2
2. Austria 5 9 13:6
3. Słowenia 5 8 9:3
4. Izrael 5 8 9:8
5. Macedonia 5 5 6:8
6. Łotwa 5 0 1:19
Następne mecze (wszystkie 9 września, godz. 20:45):
Polska – Austria
Słowenia – Izrael
Łotwa – Macedonia Północna

 

Rachunek do wyrównania

Reprezentacja Polski wraca do walki o awans do mistrzostw Europy. W piątek 6 września nasi piłkarze zagrają na wyjeździe ze Słowenią. Z tym rywalem ostatni raz biało-czerwoni mierzyli się 10 lat temu i przegrali wtedy sromotnie 0:3. W obecnej kadrze zostało tylko dwóch graczy, którzy grali w tamtym meczu – Robert Lewandowski i Jakub Błaszczykowski.

Mecz ze Słowenią sprzed dekady zapisał się w historii polskiego futbolu także z innego powodu – był ostatnią potyczką reprezentacji Polski pod wodzą holenderskiego trenera Leo Beenhakkera. Ówczesny prezes PZPN Grzegorz Lato ogłosił dymisję selekcjonera w mało elegancki sposób, bo niemal tuż po zakończeniu rozgrywanego w Mariborze spotkania, w emocjonalnej wypowiedzi udzielonej przed kamerami TVP. Urażony takim potraktowaniem Beenhakker nie wrócił już z kadrą do Polski. Tym razem nic takiego się nie wydarzy, oczywiście wyłącznie w odniesieniu do dymisji trenera. Obecny prezes PZPN Zbigniew Boniek, nawet gdyby miał wystarczający powód do zwolnienia Jerzego Brzęczka, to przecież nie zmarnowałby takiej wyśmienitej okazji do poprawienia swoich wskaźników oglądalności na Twitterze i potrzymałby kibiców w niepewności przez jakiś czas.

Matjaż Kek powrócił

Powtórki wyniku 0:3 wykluczyć jednak nie można, choć jest on raczej mało prawdopodobny. Przypomnijmy, że reprezentacja Polski po czterech kolejkach gier prowadzi z kompletem 12 punktów i bilansem bramkowym 8:0. Tymczasem Słoweńcy wygrali tylko jedno spotkanie (z Łotwą na wyjeździe 5:0), zremisowali po 1:1 z Izraelem i Macedonią Północną oraz przegrali 0:1 z Austrią. Z pięcioma punktami na koncie zajmują dopiero czwarte miejsce w grupie G.

Jeśli coś powinno nas niepokoić, to osoba selekcjonera słoweńskiej kadry. Po sześciu latach przerwy funkcję tę ponownie sprawuje bowiem Matjaż Kek, ten sam, pod wodzą którego reprezentacja Słowenii w 2009 roku zlała ekipę Beenhakkera i pozbawiła ją resztek szans na awans do mundialu w RPA. Słoweńców natomiast Kek po barażach z Rosją wprowadził do finałów mistrzostw świata w 2010 roku, gdzie wygrali z Algierią, zremisowali z USA i przegrali z Anglią, żegnając si,ę z turniejem na trzecim miejscu w grupie. Potem jednak przyszły nieudane eliminacje do Euro 2012, po których Kek stracił posadę selekcjonera. Na krótko znalazł pracę w Arabii Saudyjskiej, ale wrócił do Europy, konkretnie do Chorwacji i przez pięć sezonów pracy z zespołem HNK Rijeka przełamał z nim hegemonię Dinama Zagrzeb i zdobył pierwsze w historii klubu mistrzostwo Chorwacji.

Dołożył do tego dwa krajowe puchary.

W tym czasie reprezentację Słowenii ponownie prowadził Srecko Katanec, ale bez powodzenia – przegrał eliminacje do trzech kolejnych wielkich turniejów – MŚ 2014, Euro 2016 i MŚ 2018. Po ostatnim niepowodzeniu został zdymisjonowany, a jego miejsce latem 2018 roku zajął Tomaz Kavcić. Pod jego wodzą Słoweńcy słabo wypadli w Lidze Narodów UEFA. W grupie C rywalizowali z Norwegią, Bułgarią i Cyprem. Po trzech remisach i trzech porażkach spadli do Dywizji D. W trakcie dokonano zmiany selekcjonera i kadrę na chwilę przejął Igor Benedejcić, lecz w listopadzie 2018 roku działacze słoweńskiej federacji uznali, iż lepszym rozwiązaniem będzie ponowne zatrudnienie Keka.

Wracając po sześcioletniej przerwie Kek zastał w kadrze nowe pokolenie piłkarzy. Z ekipy, z którą pracował przed odejściem w 2012 roku, zostało tylko pięciu graczy (Jokić, Krhin, Ilicić i Matavz). Gwiazdą zespołu jest najbardziej znany dzisiaj słoweński piłkarz, Jan Oblak, bramkarz Atletico Madryt. W dotychczasowych spotkaniach pod wodzą Keka słoweńska drużyna grała w takim samym ustawieniu, w jakim gra najczęściej reprezentacja Polski, czyli 1-4-2-3-1, ale dało się zauważyć próby z ustawieniami 1-4-3-3 oraz 1-4-4-2. Sądząc po personalnych preferencjach ujawnionych już przez obecnego selekcjonera kadry Słowenii, w piątkowym spotkaniu z ekipą Jerzego Brzęczka powinniśmy zobaczyć taki mniej więcej skład: Jan Oblak (Atletico Madryt) – Petar Stojanović (Dinamo Zagrzeb), Miha Mevlja (Zenit Petersburg), Aljaż Struna (Houston Dynamo), Bojan Jokić (FK Ufa) – Jasmin Kurtić (SPAL), Jaka Bijol (CSKA Moskwa) – Josip Ilicić (Atalanta Bergamo), Miha Zajc (Fenerbahce Stambuł), Benjamin Verbić (Dynamo Kijów) – Andraż Sporar (Slovan Bratysława), ale równie dobrze w wyjściowym składzie może znaleźć się któryś z rezerwowych – Rene Krhin (FC Nantes), Denis Popović (FC Zurich), Robert Berica (Saint-Etienne), Luka Zahovic (NK Maribor), Miha Mevlja (Zenit Petersburg), Martin Milec (NK Maribor), Jure Balkovec (Empoli), Uros Korun (Piast Gliwice), Jaka Bijol (CSKA Moskwa) czy Tim Matavż (Vitesse Arnhem).

Najgroźniejszym w tym towarzystwie graczem wydaje się być Josip Ilicić, który w poprzednim sezonie był motorem napędowym Atalanty Bergamo , walnie przyczyniając się do jej awansu do Ligi Mistrzów. Ale znakomicie grał też w drużynie narodowej. W czterech meczach eliminacyjnych policzono mu dziesięć strzałów, dwa gole i udział przy pozostałych pięciu zdobytych przez Słowenię.

Dobra okazja do rewanżu

Piątkowy mecz w Lublanie będzie 11. występem reprezentacji Polski pod wodzą Jerzego Brzęczka. W dotychczasowych meczach biało-czerwoni pod jego kierunkiem wygrali cztery mecze, trzy zremisowali i doznali trzech porażek. Trzeba jednak podkreślić, że wszystko co złe za jego rządów wydarzyło się w ubiegłym roku. W Lidze Narodów nasz zespół nie wygrał spotkania, zaliczając po remisie i porażce z Włochami i Portugalią, a ponadto towarzysko przegrali z Czechami i zremisowali z Irlandią. W tym okresie Brzęczek nie miał dobrej prasy i z wielu stron spadała na niego lawina krytyki. W 2019 roku sytuacja uległa diametralnej zmianie. W marcu reprezentacja udanie zaczęła eliminacje do mistrzostw Europy pokonując w Wiedniu Austrię 1:0 po golu Krzysztofa Piątka, a trzy dni później na w Warszawie biało-czerwoni pokonali Łotwę 2:0 po trafieniach Roberta Lewandowskiego i Kamila Glika. Jeszcze lepiej spisali się w czerwcowych potyczkach – najpierw po bramce Piątka wygrali na wyjeździe z Macedonią Północną 1:0, a następnie na Narodowym rozbili ekipę Izraela 4:0 po golach Piątka, Lewandowskiego, Kamila Grosickiego i Damiana Kądziora.

A zatem w tym roku nasze piłkarska reprezentacja jak na razie jest niepokonana, zaś po serii czterech zwycięstw trenerskie statystyki obecnego selekcjonera kadry prezentują się już całkiem znośnie: 10 meczów; 4 zwycięstwa, 3 remisy, 3 porażki, bramki 13:8. Najskuteczniejszym strzelcem kadry w erze Brzęczka jest w tej chwili Krzysztof Piątek, który ma na koncie cztery gole. Dwa trafienia zaliczył Robert Lewandowski, a po jednym Jakub Błaszczykowski, Kamil Glik, Kamil Grosicki, Damian Kądzior, Mateusz Klich, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński.

Jakie szanse mają Polacy na zwycięstwo w Lublanie? W przededniu starcia ze Słoweńcami forma kadrowiczów jest dość zróżnicowana. Zdecydowanie pod tym względem wyróżnia się Lewandowski, najlepiej oceniany w sierpniu piłkarz w pięciu czołowych ligach europejskich, ale solidnie zaczęli sezon też inni kluczowi gracze – Wojciech Szczęsny (także jego rywal w bramce Łukasz Fabiański), Jan Bednarek, Tomasz Kędziora, Bartosz Bereszyński, Grzegorz Krychowiak, Kamil Grosicki czy Piotr Zieliński. Do kadry wrócili nieobecni w niej w marcu i czerwcu z powodu kontuzji Maciej Rybus, Jakub Błaszczykowski i Dawid Kownacki. Problemy selekcjonera to nieobecność kontuzjowanego Arkadiusza Milika, problemy zdrowotne Kamila Glika (ostatecznie nie zagra w piątek) oraz słabsza forma strzelecka Krzysztofa Piątka. Mimo wszystko w piątek mamy prawo oczekiwać kolejnego zwycięstwa i rewanżu za porażka 0:3 sprzed dziesięciu lat.

 

Kłopoty zdrowotne kadrowiczów

Reprezentacja Polski szykuje się do kolejnych spotkań w eliminacjach Mistrzostw Europy. Nasz zespół po czterech kolejkach spotkań prowadzi w grupie G z kompletem punktów. W piątek biało-czerwoni zagrają na wyjeździe ze Słowenią, a w poniedziałek na PGE Narodowym w Warszawie z Austrią. Oba mecze rozpoczną się o 20:45.

Nie wszyscy z powołanych na zgrupowanie piłkarzy stawiła się na zgrupowaniu w Warszawie w pełni sił. Trener Jerzy Brzęczek poinformował o urazie mięśniowym Kamila Glika. Poza obrońcą AS Monaco na drobne dolegliwości narzekali także Grzegorz Krychowiak, Jan Bednarek i Mateusz Klich. Selekcjoner biało-czerwonych ma w tej chwili do dyspozycji 26 zawodników, a wśród nich środkowych obrońców zdolnych zastąpić Glika – Michała Pazdana, Arura Jędrzejczyka i Krystiana Bielika.

Na ostateczne decyzje kadrowe Brzęczek ma czas do czwartku. Na błędy nie może sobie pozwolić, bo jak słusznie zauważył kapitan reprezentacji Robert Lewandowski, jest to jedno z ważniejszych zgrupowań w całych eliminacjach. Nasz zespół gra rewanże z najmocniejszymi rywalami w grupie, z którymi pierwsze mecze wygrał. Korzystne wyniki mogą być rozstrzygające w kontekście awansu do turnieju Euro 2020.

 

Izrael nie stawił oporu

Po czterech kolejkach sytuacja w Grupie G jest jasna – prowadząca w tabeli z kompletem punktów reprezentacja Polski ma nad drugą ekipą Izraela pięć „oczek” przewagi, a nad trzecią Austrią sześć. Ten dorobek nie daje jeszcze co prawda gwarancji awansu do Euro 2020, ale skoro nasza drużyna zdobyła go grając grubo poniżej możliwości, to wystarczy żeby jesienią utrzymała tylko poziom ze spotkania z Izraelem, a wygra grupę w cuglach.

Serię pięciu zwycięstw z rzędu nasza piłkarska reprezentacja zaliczyła 13 lat temu za selekcjonerskiej kadencji Leo Beenhakkera, ale tylko dwa z nich odniosła w meczach towarzyskich. Trener Jerzy Brzęczek już po spotkaniu z Macedonią mógł się pochwalić lepszym bilansem potyczek o punkty, a po wygranej z Izraelem ma na koncie cztery wygrane z rzędu w meczach o stawkę. Dodatkowym walorem jest to, że biało-czerwoni nie stracili w tych czterech spotkaniach bramki. Te zdobycze zdały się jednak na nic, bo po zwycięskim wprawdzie, ale wygranym w żenującym stylu meczu z Macedonią Północną na Brzęczka i jego wybrańcy spadła potężna fala krytyki.

Największe pretensje jakie formułowano pod adresem selekcjonera dotyczyły wybranej taktyki gry z jednym napastnikiem, oczywiście Robertem Lewandowskim, ale z Krzysztofem Piątkiem i Arkadiuszem Milikiem na ławce. Nie osłabiło jej nawet wstawienie Piątka zaraz po przerwie w miejsce słabo spisującego się prawego skrzydłowego z Chicago Fire Przemysława Frankowskiego. Napastnik AC Milan jeszcze podgrzał atmosferę strzelając zwycięskiego gola, nic więc dziwnego, że Brzęczek, chociaż z niego kunktator i chwiejny w decyzjach gość, to pod naciskiem histeryzujących mediów zdecydował się na grę z Izraelem w ustawieniu 1-4-4-2, z Piątkiem na szpicy, Lewandowskim w roli rozgrywającego oraz z prawonożnym Grosickim na lewej, a lewonożnym Zielińskim na prawej flance.

W środku pola gardę trzymali Krychowiak z Klichem, a formację defensywną tworzyli Kędziora, Glik, Bednarek i Bereszyński na lewej stronie. To była niespodzianka, bo spodziewano się na tej pozycji Macieja Rybusa, ale do tego piłkarza Brzęczek ma jakiś osobisty uraz, bo nawet mimo nacisków Lewandowskiego lewy obrońca Lokomotiwu Moskwa cały mecz przesiedział na ławce rezerwowych. „Na absencję Rybusa nie wpłynęła ani jego forma sportowa ani zdrowie. Wpłynęła na to taktyka i to, że po czterech meczach mamy dwanaście punktów” – wyjaśnił po meczu jego nieobecność selekcjoner.

Brzęczek zaprzeczył też, że po meczu z Macedonią doszło w kadrze do kłótni. „Okres po meczu z Macedonią był najspokojniejszy jaki mieliśmy. Jasne jest dla wszystkich, że ta drużyna przez trzy dni nie nauczyła się grać w piłkę. Nie denerwuje mnie krytyka mediów. Kadra to nie jest koncert życzeń. Wiem, że trzeba robić swoje. Liczę, że zostanę doceniony po czasie” – podsumował Brzęczek. Najbardziej zirytowało go stwierdzenie jednego z dziennikarzy, że można już kadrze Polski gratulować awansu do Euro 2020. „A zna pan zespół, który wywalczył awans z 12 punktami? Szanujmy naszych rywali, bo nie jesteśmy nawet na półmetku zmagań” – zganił żurnalistę selekcjoner.

Jakość gry naszej reprezentacji w spotkaniu z Izraelem była bez wątpienia znacznie lepsza od poziomu, jaki pokazała trzy dni wcześniej w Skopje w potyczce z Macedonią Północną. Nie należy jednak przesadzać w ocenach w drugą stronę, bo chociaż zespół Izraela jest wiceliderem grupy i przed przyjazdem do Warszawy rozbił 3:0 na wyjeździe Łotwę, to okazał się dla biało-czerwonych najłatwiejszym jak dotąd rywalem w tych eliminacjach.

Inna sprawa, że nasi piłkarze zagrali w poniedziałek nie tylko z większą ambicją, ale przede wszystkim bardziej zespołowo. Na pochwały zasłużyli wszyscy gracze, łącznie z rezerwowymi, może na dodatkowego cukierka zasłużyli Piątek, Zieliński, Grosicki Krychowiak, lecz po raz kolejny worek słodyczy powinien dostać Lewandowski. Kapitan naszej reprezentacji tym razem strzelił gola tylko z karnego, ale bez niego takie efektowne zwycięstwo byłoby niemożliwe. „Lewy” ma już teraz 106 meczów, tyle samo co Jakub Błaszczykowski, pewnie za chwilę zostanie samodzielnym rekordzistą. Nie musi już się ścigać, ani niczego nikomu udowadniać. Znalazł się w miejscu, z którego może z uśmiechem przygląda ć się narodzinom w kadrze młodych gwiazd, jak Piątek, Kądzior, Zieliński czy Kownacki. Może przez wakacje też do tego wniosku dojdzie, a wtedy w jesiennych meczach biało-czerwoni klepną awans do Euro bez problemu.

Polska – Izrael 4:0
Gole: Krzysztof Piątek (35), Robert Lewandowski (56 karny), Kamil Grosicki (58), Damian Kądzior (84).
Polska: Fabiański – Kędziora, Glik, Bednarek, Bereszyński – Zieliński, Klich (75. Góralski), Krychowiak, Grosicki (77. Kądzior) – Piątek (73. Milik), Lewandowski.
Izrael: Harush – Dasa, Taha, Yeini, Biton (82. Elhamed), Harush – Peretz, Solomon (72. Saba), Natcho, Kayal (57. Cohen) – Zahavi.
Żółte kartki: Krychowiak – Zahavi, Natcho.
Sędziował: Tobias Stieler (Niemcy).
Widzów: 57 229.

Grupa G
1. kolejka: Austria – Polska 0:1; Macedonia Północna– Łotwa 3:1; Izrael – Słowenia 1:1
2. kolejka: Polska – Łotwa 2:0; Izrael – Austria 4:2; Słowenia – Macedonia 1:1;
3. kolejka: Macedonia – Polska 0:1; Łotwa – Izrael 0:3; Austria – Słowenia 1:0
4. kolejka: Polska – Izrael 4:0: Łotwa – Słowenia 0:5; Macedonia – Austria 1:4

Tabela grupy G
1. Polska              4    12   8:0
2. Izrael               4      7    8:7
3. Austria            4      6    7:6
4. Słowenia        4       5    7:3
5. Macedonia     4      4    5:7
6. Łotwa             4      0    1:13

 

Szczęśliwa wygrana Polaków w Skopje

Reprezentacja Polski wygrała w Skopje z Macedonią Północną 1:0 po przypadkowym golu, którego zapisano na konto Krzysztofa Piątka. Zagrali jednak na żenującym poziomie, a w poniedziałek czeka ich starcie z bramkostrzelną drużyną Izraela.

Po meczu w Skopie więcej niż o wygranej zespołu Jerzego Brzęczka mówiło się o wybrykach polskich kibiców, których macedońska policja aresztowała za burdy ponad trzystu. O żenująco słabym poziomie gry naszej drużynie najlepiej świadczy to, że zaraz po ostatnim gwizdku sędziego piłkarze naszej drużyny pod wodza kapitana Roberta Lewandowskiego przepraszali obecnych na stadionie w Skopje kibiców, że musieli ogląda takie marne widowisko. W naszym zespole nikt nie zagrał dobrze i nic dziwnego, że przed poniedziałkowym meczem z Izraelem na Stadionie Narodowym w obozie biało-czerwonych panuje nerwowa atmosfera. Ale grać trzeba i wygrać wręcz wypada.

Pięć zwycięstw odnieśli nasi piłkarze w jedenastu dotychczasowych spotkaniach z Izraelem. Poniedziałkowy mecz o punkty eliminacji Euro 2020 będzie pierwszą potyczką obu ekip od 2005 roku. Polska pod wodzą trenera Pawła Janasa zagrała wtedy z Izraelem w Kijowie i wygrała 3:2 po dwóch trafieniach Grzegorza Rasiaka i golu Mirosława Szymkowiaka.
Dotychczasowe mecze Polska – Izrael: 21.06.1959, Wrocław: Polska – Izrael 7:2; 29.11.1959, Tel Awiw: Izrael – Polska 1:1; 03.12.1966, Tel Awiw: Izrael – Polska 0:0; 10.02.1988, Tel Awiw: Izrael – Polska 1:3; 19.09.1992, Mielec: Polska – Izrael 1:1; 13.02.1993, Tel Awiw: Izrael – Polska 0:0; 14.09.1994, Tel Awiw, el. ME: Izrael – Polska 2:1; 25.04.1995, Zabrze, el. ME: : Polska – Izrael 4:3; 25.02.1098, Tel Awiw: Izrael – Polska 2:0; 18.08.1998, Kraków: Polska – Izrael 2:0; 17.08.2005, Kijów: Polska – Izrael 3:2. Bilans: 11 meczów, 5 zwycięstw, 4 remisy, 2 porażki, bramki 22:14.

Macedonia Północna – Polska 0:1
Gol: Krzysztof Piątek (47).
Macedonia: Dimitrievski – Bejtulai, Velkovski, Visar Musliu – Ristovski (76. Ademi), Bardi, Nikolov (62. Trajkovski), Elmas, Alioski – Pandev (85. Hasani), Nestorovski.
Polska: Fabiański – Kędziora, Glik, Bednarek, Bereszyński – Frankowski (46. Piątek), Klich (90. Góralski), Krychowiak, Zieliński, Grosicki (70. Rybus) – Lewandowski.
Żółte kartki: Musliu, Nestorovski – Glik, Bednarek. Czerwona kartka: Musliu (85., za drugą żółtą).
Sędziował: Gianluca Rocchi (Włochy).
Widzów: 22 000.

Grupa G
Macedonia Północna – Polska 0:1
Łotwa – Izrael 0:3
Austria – Słowenia 1:0
Tabela:
1. Polska           3   9   4:0
2. Izrael             3   7   8:3
3. Macedonia    3   4   4:3
4. Austria          3   3   3:5
5. Słowenia       3   2   2:3
6. Łotwa            3   0   1:8