Zwycięstwo nauczycieli

Najdłuższy w historii Jordanii strajk pracowników sektora publicznego zakończył się porozumieniem rządu ze związkami zawodowymi. Nauczyciele, protestując przez cztery tygodnie, wywalczyli podwyżki w wysokości od 35 do 75 proc.

Na królu Abd Allahu II i jego rządzie zrobił wrażenie protest, w ramach którego nauczyciele przez miesiąc nie prowadzili żadnych zajęć w szkołach. Lekcje w Jordanii zostaną wznowione dopiero od nadchodzącego tygodnia. Pedagogom w odniesieniu sukcesu pomogła zarówno bojowa postawa silnego nauczycielskiego związku zawodowego, jak i solidarność ze strony rodziców oraz innych pracowników sektora budżetowego. Czuli oni, że nauczyciele, walcząc o podwyżkę, równocześnie wyrażają powszechny gniew z powodu niezrealizowania przez rząd szumnych obietnic szybkiego wzrostu gospodarczego i zarazem wzrostu poziomu życia. W ubiegłym roku przez cały kraj przetoczyła się fala protestów z powodu reform w systemie podatkowym, wprowadzanych pod dyktando Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Polecił on Jordanii radykalnie zredukować dług publiczny.
Nauczyciele początkowo również protestowali na ulicach; zdecydowali się przestać prowadzić lekcje, kiedy policja 5 września rozpędziła kolejne zgromadzenie.

Jordania u progu zmian?

Protesty uliczne zmiotły jordański rząd, ale manifestanci twierdzą, że to za mało. Domagają się, by król Abd Allah II i cała klasa polityczna zmieniły podejście do rozwiązywania problemów społecznych i gospodarczych, opodatkowując raczej wielkie firmy, a nie obywateli, których stopa życiowa systematycznie się pogarsza.

 

Jordańczycy zaczęli manifestować, bo oburzył ich projekt ustawy przewidującej znaczący wzrost podatków także dla osób osiągających bardzo niskie dochody. Nałożył się on na wzrost cen prądu o ponad 50 proc. i pięciokrotną podwyżkę cen benzyny tylko od początku 2018 r. Radykalnej podwyżce uległy też ceny podstawowych produktów spożywczych, a rząd – zgodnie z wytycznymi Międzynarodowego Funduszu Walutowego – wycofał się z ich subsydiowania. Naciski MFW są poważne, bo przeprowadzenie strukturalnych reform było warunkiem udzielenia w 2016 r. kredytu wartego 723 mln dolarów.

Król Abd Allah II przyjął dymisję od premiera Haniego al-Mulkiego. Prawdopodobnie dwór chciałby, żeby – tak jak podczas Arabskiej Wiosny – powierzchowna korekta personalna zastąpiła poważniejszą reformę. Na nowego premiera Abd Allah typuje wstępnie dotychczasowego ministra oświaty Umara ar-Razzaza.

Manifestanci zapowiadają jednak kontynuowanie protestów, by zmieniła się nie tylko obsada rządu, ale i ogólny kierunek polityki. – Jeśli chcą rozwiązań kryzys gospodarczy w naszym kraju, muszą bardziej obciążyć większe korporacje, nie lud – powiedział „Al-Dżazirze” uczestnik marszu. To bardzo reprezentatywne stanowisko. Główni organizatorzy protestów: Ruch Młodzieżowy (Hirak Szababi), zrzeszający młodych ludzi, którzy czują, że w państwie jordańskim brak im perspektyw na godne życie, a także cała gama branżowych związków zawodowych podkreślają: neoliberalna polityka, niskie nakłady na oświatę czy politykę mieszkaniową, a wreszcie niegospodarność kolejnych rządów rujnują kraj. Dochodzi do tego obojętność tzw. społeczności międzynarodowej na fakt, że Jordania, i tak uzależniona od zagranicznej, głównie amerykańskiej pomocy, przyjęła najpierw uchodźców wojennych z Iraku, a następnie całą falę uciekinierów z Syrii.

– Weszliśmy w spór z rządem z powodu prawa podatkowego i ogólnej polityki gospodarczej, jeśli nie zostaną podjęte te kwestie, konflikt z rządem będzie trwał – powiedział jeden z przywódców Związku Inżynierów Jordanii Abd Allah Ghuszi, zapytany przez „Al-Dżazirę”, czy dymisja premiera satysfakcjonuje protestujących i skłoni ich do rozejścia się do domów. Związkowcy zamierzali w środę zatrzymać całą Jordanię, organizując strajk generalny.