Legia odjeżdża rywalom

Legia Warszawa może już powoli szykować mistrzowską fetę. Po wygranej 2:0 ze Śląskiem Wrocław legioniści na sześć kolejek przed zakończeniem rozgrywek mają już 10 punktów przewagi nad drugim w tabeli Piastem Gliwice, a tytuł mogą sobie zapewnić już w tym tygodniu.

Jedynym zespołem naszej piłkarskiej ekstraklasy, który po restarcie rozgrywek jeszcze nie przegrał meczu, jest Górnik Zabrze, ale najwięcej punktów w pięciu kolejkach zdobyła Legia. Zabrzanie zgromadzili 11 „oczek”, a stołeczny zespół 12. Nawiasem mówiąc, warszawianie trzy punkty stracili właśnie na wyjeździe w Zabrzu, gdzie przegrali 2:3. Teraz jednak czekają ich dwie być może rozstrzygające o mistrzowskim tytule próby sił z zespołami z grupy mistrzowskiej – w środę z Jagiellonią w Białymstoku, a w sobotę w Warszawie na Łazienkowskiej z Piastem.
Wyniki tych spotkań będą też miały istotne znaczenie w walce o miejsca gwarantujące start w kwalifikacjach Ligi Europy. Wyjazdowa wygrana Lecha z Piastem pozwoliła wrócić „Kolejorzowi” do gry o miejsce na podium, podobnie jak wyjazdowa wygrana Jagiellonii z Cracovią. Z wyścigu zrezygnowała natomiast najwyraźniej Pogoń Szczecin oraz Cracovia i Lechia Gdańsk, które są chyba teraz w dużo gorszej formie od Piasta, Lecha, Śląska i Jagiellonii.
Zdążyć póki jest Majecki
Warszawski klub ma natomiast dodatkowy powód w jak najszybszym wywalczeniu tytułu, bo wedle ostatnich informacji AS Monaco, którego zawodnikiem jest bramkarz Radosław Majecki, zażądało aby stawił się w klubie 1 lipca. „Zakupieni w styczniu i potem wypożyczeni do swoich poprzednich klubów, polski bramkarz Legii Warszawa Radosław Majecki i serbski obrońca Partizana Belgrad Strahinja Pavlović, są oczekiwani w Księstwie 1 lipca” – poinformował w poniedziałek dziennik „L’Equipe”. Legia czyni jednak zabiegi, żeby wydłużyć okres wypożyczenia Majeckiego do końca sezonu, ale w tej sprawie jest tylko petentem. 20-letni bramkarz został sprzedany do klubu z Księstwa Monako w zimowym oknie transferowym za 5 milionów euro (z wszystkimi bonusami ta kwota może urosnąć do 7 mln euro), lecz od razu został wypożyczony Legii do 30 czerwca tego roku. Nikt w styczniu nie mógł przewiedzieć takiego przebiegu pandemii koronawirusa jaki mamy obecnie i że z tego powodu sezon w Polsce zakończy się dopiero 19 lipca.
Liga francuska wprawdzie nie wznowiła rozgrywek, ale wszystkie zespoły, w tym AS Monaco, zaczęły już przygotowania do nowego sezonu. Trener zespołu z Księstwa potrzebuje Majeckiego, o z klubu odszedł dotychczasowy pierwszy bramkarz, 35-letni Chorwat Danijel Subasić, ponadto wygasły z końcem czerwca kontrakty z dwoma innymi golkiperami, więc w kadrze zespołu w tej chwili jest tylko jeden zawodnik na tej pozycji – 29-letni Francuz Benjamin Lecomte. Dlatego trener Roberto Moreno naciska nie tylko na przyjazd w terminie Majeckiego, ale chce mieć też na treningach wykupionego w lutym z Amiens 22-letniego francuskiego golkipera Loica Badiashile’a.
Trudno w tej chwili przewidzieć, jaką rolę w AS Monaco otrzyma Majecki, ale raczej nie będzie miał tam tak mocnej pozycji, jaką ma w Legii. W tym sezonie wystąpił we wszystkich 31 meczach ekstraklasy oraz w ośmiu spotkaniach kwalifikacyjnych do Ligi Europy. Nie grał jedynie w Pucharze Polski, bo w tych rozgrywkach stwali w bramce rezerwowi – Radosław Cierzniak lub Wojciech Muzyk.
Być może większym problemem okażą się kontuzje trzech zawodników z pola. W spotkaniu ze Śląskiem urazów doznali Jose Kante i Marko Vesović, a w poniedziałek nabawił się go jeszcze Vamara Sanogo. Stołeczny klub poinformował, że raczej żaden z nich nie będzie do dyspozycji trenera Aleksandara Vukovicia w najbliższych meczach.
Kontuzja to nieszczęście dla każdego piłkarza, ale Jose Kante schodząc z boiska chyba nie powinien wyładowywać frustracki na klubowej koszulce. Dzisiaj kamery są niemal wszędzie i coraz trudniej o anonimowość, a podpaść fanom Legii brakiem szacunku dla klubowych symboli to gorsze niż zderzyć się z tramwajem. Kante zszedł z boiska jeszcze przed przerwą, ale zanim mecz ze Śląskiem się skończył, zdążył usłyszeć stek wyzwisk pod swoim adresem. Troch czasu musi minąć, zanim mu wybaczą.
Frekwencja słabsza niż sądzono
W 31. kolejce po raz pierwszy po restarcie rozgrywek na trybunach pojawili się kibice. Zgodnie z rządowym rozporządzeniem kluby mogły sprzedać bilety na 25 procent miejsc. Na żadnym z ośmiu stadionów nie wyczerpano tego limitu. Najbliżej tego było na obiekcie Cracovii, z trybun którego mecz z Jagiellonią obejrzało 3185 widzów (limit wynosił 3643 osoby). Najlepszą frekwencją pod względem liczbowym mogła pochwalić się jednak Legia, bo jej potyczkę ze Śląskiem na stadionie przy Łazienkowskiej obejrzało 5220 widzów. Drugie miejsce przypadło Górnikowi Zabrze (4173 widzów), a Cracovia była w tym zestawieniu trzecia. Na pozostałych pięciu stadionach kibiców było jak na lekarstwo – w Gliwicach 1193 (12 procent limitu), w Szczecinie 999, w Lubinie 857, w Bełchatowie (tu domowe mecze rozgrywa Raków Częstochowa) 769 i w Płocku 699. W sumie na żywo spotkania w pierwszej kolejce play off obejrzało 17 095 widzów, co daje więcej niż mizerną średnią 2137 osób na jedno spotkanie.
W następnych kolejkach pewnie nie będzie wiele lepiej, bo wielu chętnych do wyprawy na ligowy mecz mogą zniechęcić alarmujące informacje o łamaniu przez kibiców zasad dystansu społecznego. Najbardziej rażące naruszenia miały miejsce na stadionach, na których widzów było najwięcej, czyli w Warszawie i Zabrzu. „To było do przewidzenia, bo czy kibice kiedykolwiek stosowali się do zaleceń klubów, UEFA, FIFA? Wprost przeciwnie. Jak tylko jakieś nakazy się na nich nakłada, zazwyczaj robią dokładnie na odwrót” – skomentował te zachowania prezes Polskiego Towarzystw Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych prof. Robert Flisiak.
Poza tym powrót fanów na trybuny niesie dla klubów ryzyko kar finansowych, bo kibice tu i ówdzie popełniali stare grzechy i odpalali zakazane na stadionach środki pirotechniczne, między innymi na stadionie Legii, więc zapewne Komisja Ligi nałoży za to sankcje.
Także PZPN uważnie analizuje sytuację związaną z powrotem kibiców, o czym zapewnił rzecznik prasowy federacji Jakub Kwiatkowski. „To była pierwsza od dawna kolejka z udziałem kibiców. Patrzymy, co wydarzyło się na stadionach. Mamy swoje spostrzeżenia, będziemy to analizować. Jesteśmy w kontakcie z Ekstraklasą S.A. i administracją państwową. Przyglądamy się sytuacji również w pierwszej i drugiej lidze” – zapewnił Kwiatkowski. A to oznacza, że problem jest naprawdę poważny.

Zestaw par 32. kolejki:
Grupa mistrzowska:
Środa 24 czerwca:
Lechia Gdańsk – Piast Gliwice
godz. 18:00;
Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa
godz. 20:30;
Lech Poznań – Pogoń Szczecin
godz. 20:30.
Czwartek 25 czerwca:
Śląsk Wrocław – Cracovia
godz. 19:00.

Legia wietrzy szatnię

Zespoły naszej ekstraklasy, oczywiście za wyjątkiem rozpadającej się Wisły Kraków, rozpoczęły przygotowania do rundy wiosennej. Piłkarze broniącej tytułu Legii Warszawa pojechali wykuwać formę do Portugalii, czyli ojczyzny obecnego trenera „Wojskowych” Ricardo Sa Pinto. Jego pozycja na Łazienkowskiej staje się coraz mocniejsza.

Na Łazienkowskiej w przerwie zimowej też sporo się działo, ale były to normalne kadrowe ruchy jakie zwykle odbywają się w klubach w przerwach między rozgrywkami. Ponieważ trener Sa Pinto skutecznie opanował kryzys formy, jaki dopadł legionistów pod niezbyt udolnymi rządami chorwackiego trenera Deana Klafuricia, zaskarbił sobie zaufanie właściciela stołecznego klubu Dariusza Mioduskiego i ustawia teraz zespół wedle swojego uznania.

Bez litości dla zawodzących

Pinto przejął drużynę tuż przed rewanżowym meczem z luksemburskim F91 Dudelange i po nim natychmiast skreślił piłkarzy, którzy go zawiedli. Blisko połowa drużyny, która pojawiła się na boisku w tamtym spotkaniu, dzisiaj wypadła na margines – Arkadiusz Malarz, Michał Pazdan, Chris Philipps, Krzysztof Mączyński i Jose Kante. Malarz został odsunięty od gry w trakcie sezonu, gdy jego pozycję najpierw zajął Radosław Cierzniak, a potem Radosław Majecki. 38-letni golkiper był rozgoryczony degradacją w klubowej hierarchii, bowiem w poprzednich sezonach uznawano go za jednego z najlepszych graczy Legii, ale praw biologii nie zmieni.

Pazdan po słabym meczu z Dudelange dostał szansę w ligowym meczu z Cracovią, gdzie już po 12 minutach zarobił czerwoną kartkę, czym tak poirytował Sa Pinto, że Portugalczyk od tamtej pory wystawił go jedynie w dwóch meczach Pucharu Polski. Pazdan dostał zgodę na odejście z Legii, miał nawet jakieś oferty z powiatowych tureckich klubików, ostatecznie je odrzucił i pojechał na zgrupowanie do Portugalii. Philipps w meczu z Dudelange został zmieniony już po 45 minutach i kolejny raz na boisku pojawił się dopiero po czterech miesiącach, a Mączyński po przyjściu Andre Martinsa został przesunięty do drużyny rezerw.

Z kolei Kante spadł w hierarchii napastników nie tylko za Carlitosa, lecz także Sandro Kulenovicia oraz wracającego do zdrowia Jarosława Niezgody. W Legii nie ma już natomiast Chorwata Eduardo da Silvy, który przeciwko Dudelange wszedł z ławki rezerwowych i nic nie pokazał.

Odstrzał reprezentantów Polski

Wśród 26 zawodników, których zabrał na zgrupowanie w Portugalii, nie znalazł się też Tomasz Jodłowiec, którego wypożyczenie do Piasta Gliwice dobiegło końca i wrócił do „Wojskowych”, z którymi wiąże go jeszcze półtoraroczny kontrakt. To kolejny niedawny reprezentant Polski, którego nie chce w Legii Sa Pinto, a przecież Jodłowiec był podstawowym graczem biało-czerwonych podczas Euro 2016, ale portugalski trener chyba nie ma uprzedzeń, skoro przywrócił do łask pomiatanego wcześniej Artura Jędrzejczyka.

Nowych graczy szuka jednak na razie głównie wśród rodaków, więc jakoś specjalnie nie różni się od innych cudzoziemskich trenerów w Legii. Do sprowadzonego jeszcze latem Aandre Martinsa oraz grającego w warszawskim klubie już wcześniej Cafu, dołączyli niedawno Luis Rocha i Salvador Agra. Niestety, są to piłkarza nieznani i o umiejętnościach póki co nierozpoznanych. Ale portugalska kolonia w Legii liczy już czterech zawodników i niewykluczone, że jeszcze się powiększy.

Zobaczmy jak wygląda wybrana przez Sa Pinto kadra Legii: bramkarze – Radosław Majecki, Radosław Cierzniak, Cezary Miszta; obrońcy: Michał Pazdan, Inaki Astiz, Mateusz Wieteska, Adam Hlousek, Paweł Stolarski, William Remy, Artur Jędrzejczyk, Luis Rocha; pomocnicy – Domagoj Antolić, Michał Kucharczyk, Marko Vesović, Dominik Nagy, Kasper Hamalainen, Andre Martins, Cafu, Miroslav Radović, Sebastian Szymański, Salvador Agra, Mateusz Praszelik, Michał Karbownik; napastnicy – Carlitos, Jarosław Niezgoda, Sandro Kulenović.

Zwycięzcy się nie osądza

Stołeczny klub szuka też wzmocnień wśród polskich piłkarzy. Jak podał katowicki „Sport”, jego działacze zaproponowali Górnikowi Zabrze transakcję wymienną, oferując za 21-letniego Szymona Żurkowskiego czterech „odstrzelonych graczy” (Malarz, Kante, Jodłowiec, Mączyński) oraz pewną kwotę na dokładkę. Szefowie zabrzańskiego klubu jednak tę ofertę odrzucili, chociaż zespołowi grozi spadek i wsparcie czterech doświadczonych graczy byłoby bezcenne, może nawet cenniejsze, niż spodziewane cztery miliony euro z zagranicznego transferu Żurkowskiego.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że polityka transferowa Legii w ostatnich latach to więcej niż loteria. Jak ustalił portal Legionisci.com aż 15 z 26 pozyskanych w ostatnich dwóch latach piłkarzy okazało się nieprzydatnych. Na liście transferowych niewypałów znaleźli się: Daniel Chima Chukwu, Tomasz Necid, Hildeberto, Armando Sadiku, Krzysztof Mączyński, Cristian Pasquato, Eduardo da Silva, Chris Philipps, Mauricio, Vjaczeslavs Kudrjavcevs, Jose Kante, Łukasz Moneta, Vamara Sanogo, Brian Iloski, Mikołaj Kwietniewski. Trenera Sa Pinto trudno teraz krytykować za podejmowane decyzje personalne, bo odkąd przejął drużynę Legia przegrała zaledwie dwa spotkania.

 

Duet snajperów w Legii Warszawa

Latem do kadry Legii dołączyło dwóch czołowych napastników w poprzednim sezonie – Carlitos z Wisły Kraków i Jose Kante w Wisły Płock. W stołecznym klubie mają stworzyć zabójczy duet łowców goli.

 

Carlitos w poprzednim sezonie strzelił 24 gole i został królem strzelców ekstraklasy. Jose Kante zdobył tylko dziewięć bramek, ale i tak był najskuteczniejszym strzelcem Wisły Płock. W Legii liczą, że ci dwaj piłkarze stworzą zabójczy duet napastników. Obaj dobrze się znają, są dobrymi kolegami, a między sobą porozumiewają się po hiszpańsku, go Kante choć pochodzi z Gwinei, ma hiszpańskie korzenie. „Carlitos jest moim dobrym kumplem i mogę zapewnić, że na boisku nie będziemy sobie przeszkadzać pod bramką przeciwników, tylko współpracować. Koledzy nie rywalizują ze sobą, tylko sobie pomagają” – deklaruje Kante. Wszystko wskazuje na to, że obaj znajdą się w wyjściowym składzie Legii, która od nowego sezonu ma grać w systemie 3-5-2.