Żuk zaszalał w ATP Cup

Nasi tenisiści zakończyli swój udział w pierwszej edycji ATP Cup w fazie grupowej, ale swojego występu nie muszą się wstydzić. Przegrali po 1:2 z Argentyną i Chorwacją, lecz w ostatnim spotkaniu pokonali 2:1 Austrię. Rewelacyjnie spisał się niepokonany w trzech meczach Hubert Hurkacz, ale największą sensację sprawił 21-letni Kacper Żuk.

Jeszcze kilka tygodni temu nawet wytrawni kibice tenisa niewiele wiedzieli o Kacprze Żuku, poza tym, że pochodzi z Nowego Dworu Mazowieckiego, ma 20 lat i w rankingu ATP plasuje się pod koniec czwartej setki. On sam też nie był pewny swoich szans w zawodowym tenisie, bo poważnie rozważał czy nie lepiej dla niego będzie podjąć studia w Stanach Zjednoczonych. Nad ofertą Marcina Matkowskiego, który zaproponował mu miejsce w reprezentacji Polski na turniej ATP, jednak się nie zastanawiał, tylko przyjął ją w ciemno. I tak trafił do jednej drużyny z najlepszymi obecnie polskimi tenisistami – Łukaszem Kubotem, Hubertem Hurkaczem i Kamilem Majchrzakiem. Wraz z nim w roli rezerwowego znalazł się też kończący właśnie wiek juniora Wojciech Marek. „Zakwalifikowanie się do kadry Polski uważam za swój ogromy sukces, ale jestem realistą. Na jeden mecz w ATP Cup składają się dwa spotkania w grze pojedynczej i jedno w grze podwójnej. W singlu zagrają na pewno Hubert i Kamil, a w deblu Łukasz z Hubertem, bo jak wiadomo obaj szykują się do wspólnego występu na igrzyskach w Tokio. Mam więc niewielką szansę na występ, ale nawet jeśli nie zagram, to będę mógł spędzić potrenować z najlepszymi polskimi zawodnikami i przyjrzeć się jak grają tacy legendarni gracze, jak Novak Djoković i Rafael Nadal. Te dwa tygodnie to będzie dla mnie ogromne przeżycie” – mówił przed wyjazdem do Australii Kacper.

Powołania do narodowej drużyny Żuk otrzymał w listopadzie ub. roku, gdy był trzecią rakietą w Polsce w singlu, ale po ATP Cup przymierzał się do wyjazdu do USA na studia. „Mam stamtąd oferty i mógłbym łączyć studia z grą w zespole uniwersyteckim. Nie ma co ściemniać, młody tenisista z Polski musi mieć w życiu plan B i zadbać o swoje wykształcenie, jeśli ma trudności z przebiciem się do światowej czołówki” – tłumaczy swoje motywacje Żuk. I dodaje: „W Stanach dostałbym opiekę trenerską i miałbym świetne warunki do treningu, ale nie miałbym gwarancji rozgrywania turniejów przez cały rok. To byłoby pięć albo sześć turniejów w trakcie roku akademickiego i potem kilka turniejów latem. Bardzo trudno jest w takim przypadku poprawiać swoją lokatę w światowym ranking”.

Tenisista Legii Warszawa nie pojawił się w polskiej kadrze bez powodu. To jeden z najbardziej utalentowanych zawodników młodego pokolenia. Jako junior dotarł m. in. do półfinału Australian Open w deblu (w 2017, w parze z Alexeiem Popyrinem). Najwyżej sklasyfikowany w juniorskim rankingu ITF był na 21. pozycji (7 marca 2016). W kategoriach młodzieżowych regularnie zdobywał tytuły mistrza kraju, a w grudniu ubiegłego roku zdobył w Bytomiu mistrzostwo Polski seniorów w hali. Na arenie międzynarodowej też notował, skromne bo skromne, ale jednak jakieś pierwsze sukcesy – w 2019 roku zwyciężył w trzech turniejach singlowych rangi ITF i trzech deblowych w parze z Janem Zielińskim. W rankingu ATP wspiął się w listopadzie na 446. pozycję w singlu i na 365. w grze podwójnej. Dzięki temu zarobił 22 086 tys. dolarów, a także zasłużył na wsparcie grupy LOTOS, sponsora Polskiego Związku Tenisowego oraz zacieśnił współpracę z agencją sportową WSG, która do niedawna pilotował też karierę Igi Świątek. Nie ulega jednak kwestii, że Kacepr Żuk wciąż jest na takim etapie tenisowej kariery, na którym zawodnik więcej wydaje niż zarabia.

Pierwszy mecz biało-czerwonych w ATP Cup, z Argentyną, Żuk w całości obejrzał z trybun, bo zgodnie z jego przewidywaniami w singlu zagrali Hurkacz z Majchrzakiem, a w deblu Kubot z Hurkaczem. Sytuacja zmieniła się przed potyczką z Chorwacją, bowiem Majchrzakowi przytrafiła się lekka kontuzja i nie chcąc ryzykować jej pogłębienia w przededniu startu w wielkoszlemowym Australian Open, zrezygnował z gry. Szef i trener polskiej ekipy Marcin Matkowski postanowił wtedy, że w miejsce Majchrzaka wystąpi właśnie Żuk.

Jeśli był to skok na głęboka wodę, do na bardzo głęboką, bo po drugiej stronie kortu naprzeciwko Żuka stanął triumfator US Open z 2014 roku Marin Cilić, obecnie sklasyfikowany co prawda na 38. miejscu w rankingu ATP, ale to wciąż o ponad 400 miejsc wyżej od młodszego o ponad dekadę Polaka. Chorwacki gwiazdor musiał być nielicho zaskoczony napotykając ze strony kompletnie mu nieznanego rywala zacięty opór. Ostatecznie wygrał 7:6(8), 6:4, ale musiał się nieźle napocić.
Po takim meczu Matkowski nie miał już żadnych obaw, żeby wystawić Żuka do gry także w spotkaniu z Austrią. W starciu z zajmującym obecnie 105. miejsce w rankingu Dennisem Novakiem Kacper zagrał wybornie i wygrał 5:7, 7:6(3), 6:3, zapewniając zwycięstwo polskiej drużynie. Jeśli umie już tak dużo, to powinien już w tym roku dołączyć do Hurkacza i Majchrzaka w Top 100 światowej listy. Trzymajmy za niego kciuki.

 

W ATP Finals wygrywał tylko Hurkacz

Nie powiodło się naszym tenisistom w pierwszej edycji drużynowego turnieju ATP Cup. Biało-czerwoni przegrali po 1:2 z Argentyną oraz Chorwacją i już przed ostatnim spotkaniem w grupie, z Austrią, stracili szanse na awans.

Do gry w rozgrywanym po raz pierwszy ATP Cup nasza reprezentacja zakwalifikowała się dzięki wysokiej pozycji rankingowej Huberta Hurkacza. Wrocławianina nie mogło zatem zabraknąć w polskiej ekipie. Oprócz niego znaleźli się w niej jeszcze Kamil Majchrzak, Kacper Żuk oraz deblista Łukasz Kubot, zaś w roli szefa i trenera wystąpił świeżo upieczony tenisowy emeryt Marcin Matkowski.

W starciach z Argentyną i Chorwacją oba punkty dla Polski wywalczył sklasyfikowany przed turniejem na 37. pozycji w światowym rankingu Hurkacz. W pierwszym meczu pokonał wyżej od niego notowanego Diego Schwartzmana (ATP 14) 4:6, 6:2, 6:3, natomiast w drugim rozbił niewiele ponad godzinę 28. na światowej liście Bornę Coricia 6:2, 6:2. W obu tych pojedynkach najlepszy obecnie polski tenisista zademonstrował wysoka formę, ale popis gry dał zwłaszcza w starciu z Chorwatem.
Wrocławianin sam przyznał, że był to jeden z jego najlepszych występów w karierze. Warto odnotować, że z Coriciem Hurkacz zmierzył się dopiero po raz drugi w karierze. W ich pierwszym starciu, w maju zeszłego roku w Monte Carlo, Chorwat wygrał 6:4 5:7 7:5 po niemal trzech godzinach gry. A trzeba wiedzieć, że w ATP Cup Corić wcześniej ograł Austriaka Dominica Thiema, czwartą obecnie rakietę na świecie.

Niestety, zwycięstwa Hurkacza niewiele naszej reprezentacji dały, bo w spotkaniu z Argentyną pojedynek z Guido Pellą Majchrzak przegrał 2:6, 6:2, 2:6, a w starciu z Chorwacją zastępujący go 20-letni Kacper Żuk (ATP 448) przegrał 6:7(8), 4:6 z Marinem Ciliciem, zaś w obu meczach debel Hurkacz – Łukasz Kubot okazał się gorszy od rywali – uległ Argentyńczykom Maximo Gonzalezowi i Andresowi Molteniemu 2:6, 4:6 oraz Chorwatom Ivanowi Dodigowi i Nikoli Mekticiowi 2:6, 1:6. Dwie porażki przekreśliły szanse biało-czerwonych na wyjście z grupy i rozegrany we worek w nocy mecz z Austrią nie miał już w tej kwestii żadnego znaczenia.

Wyniki miały jednak znaczenie dla naszych zawodników, bo za udział w ATP Cup przyznawane są cenne punkty rankingowe. Dzięki dwóm wygranym pojedynkom w Australii Hurkacz zdobył o 115 punktów więcej niż przed rokiem, kiedy to triumfował w turnieju rangi challenger w Canberze, ale odpadł w I rundzie turniejów w Pune i Melbourne. Dzięki świetnej postawie w Sydney wrocławianin ma jeszcze szansę na zajęcie miejsce w rankingu dające rozstawienie w wielkoszlemowym Australian Open 2020.
Dzięki punktom wywalczonym w ATP Cup do Top 100 światowej listy wrócił Majchrzak, a Żuk, który stoczył z Ciliciem zaskakująco zacięty bój, zaliczy awans do trzeciej setki rankingu ATP.