Kosmita w natarciu Ważny tunajt

Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania, członek PO, ogłosił, że podejmie wyzwanie, i wystartuje jako kontrkandydat Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w partyjnych prawyborach na prezydenta Polski. Ani pani Kidawa-Błońska nie wiedziała jeszcze do wczoraj, że będzie miała jakiegoś rywala, ani, najprawdopodobniej, sam Jacek Jaśkowiak nie wiedział, że kandydatem zostanie. Taka niespodzianka.

Mój kolega opowiadał mi niedawno, że jego kolega opowiadał mu, że zdarzyła się kiedyś w pewnym mieście niesamowita historia. Najsampierw do bloku na obrzeżach przyjechała policja, żeby zawinąć dilera, co też uczyniła. Przy okazji diler dostał zapaści, bo oprócz handlowania, zajmował się też zażywaniem. Zawezwano karetkę. Kolega kolegi jest ratownikiem medycznym. Kiedy ekipa ratownicza szła schodami na ostatnie piętro do dilera z zapaścią, jeden z medyków, mijając mieszkanie piętro niżej, przytomnie zauważył: chłopaki, a czy tu czasem nie mieszka ta baba, co twierdzi, że dymał ją kosmita? Co jakiś czas bowiem, ośrodek zdrowia w którym kolega kolegi pracował, odwiedzała starsza pani, która twierdziła, że noc w noc nachodzi ją kosmita, który wykorzystuje ją seksualnie. Kiedy medycy dotarli wreszcie do celu, okazało się, że dilerowi nagle się polepszyło. Przy okazji byli świadkami rewizji w jego mieszkaniu. Policjanci zabezpieczali prochy, torebki strunowe, a kiedy otworzyli szafę, wypadł z niej…strój kosmity z czułkami i zielonym ogonem. Oprócz dilerki, dorzucili dilerowi jeszcze zarzut gwałtu i narkotyzowania staruszki. Ile kochaś dostał od państwa polskiego w nagrodę, tego nie wiem. Kolega już nie powiedział. A teraz popatrzcie sobie Państwo na Platformę Obywatelską, główną opozycyjną partię, oraz jej szefa i przypomnijcie sobie, co wydarzyło się w mijającym tygodniu.
Wymyśliła partia, że kandydata na prezydenta wyłoni w prawyborach. Kiedy dokładnie policzyła, wyszło jej, że powszechne prawybory będą za drogie. Wybierze więc kandydata Rada Krajowa, czyli 1200 elektorów, 13 grudnia. Lepszej daty wybrać nie można było. Naturalną kandydatką, która od razu zgłosiła swój akces, została Małgorzata Kidawa-Błońska. W międzyczasie startu odmawiali po kolei Trzaskowski, Grodzki i Arłukowicz. Na koniec wysypał się Tusk, więc nie było już za bardzo kogo wystawić do wewnętrznego starcia. Tym samym, cała idea prawyborów, wymyślona przez Grzegorza Schetynę, traciła sens. Nagle jednak okazało się, że będzie kontrkandydat: Jacek Jaśkowiak z Poznania. I w tym całym galimatiasie, gdzie Grzegorz Schetyna gra ewidentnie na siebie, wystawiając kandydata za pięć dwunasta, żeby odwrócić uwagę od walki o przywództwo w partii, oraz osłabić MK-B, która może mu poważnie zagrozić, szkoda mi samego Jaśkowiaka. Bo to naprawdę jeden z bardziej przytomnych platformersów. Wygrał z Grobelnym, gdy nikt na niego nie stawiał. Dał się poznać, jako prezydent progresywny i postępowy w działaniu. Nie bał się postawić prezydentowi Dudzie w rocznicę Poznańskiego Czerwca. Z tym że w Polsce, dla ludzi nieinteresujących się polityką, jest wciąż postacią kompletnie anonimową. Aż nadziwić się nie mogę, że Jacek Jaśkowiak zdecydował się wejść w taki układ. No chyba że gra na siebie w dłuższej perspektywie i liczy na to, że prawybory w PO pozwolą mu dać się poznać szerszej publiczności, bo ile by głosów nie uciułał, ważne, żeby nazwiska nie przekręcili. Szkoda jednak mimo wszystko chłopa, że dał się wymanewrować w tak idiotyczny deal; dobry był z niego herbatnik.
Wróćcie teraz Państwo pamięcią i oczami do historii o staruszce i kosmicie. Zastanawiam się, jak się muszą czuć wyborcy Platformy i MK-B; czy jak staruszka, czy jak medycy z przychodni, którzy skonstatowali, że wszystkie pogłoski o tym, że kosmita nachodzi staruszkę nocą, okazują się prawdą. Że ktoś ich „wykorzystuje” i traktuje cokolwiek przedmiotowo. Bo jak się czuje

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”.

Chcę normalności

Kampania wyborcza to dla mnie przede wszystkim intensywny czas spotkań i rozmów z ludźmi.
Czasem to tylko krótka wymiana zdań, czasem dłuższa dyskusja, niemniej zawsze najważniejszy jest kontakt z drugim człowiekiem, wzajemny szacunek i zrozumienie.

ak właśnie rozumiem lewicowość – jako wrażliwość na człowieka, jego potrzeby i oczekiwania. Myślę, że najbardziej potrzeba nam otwartości na siebie nawzajem, tolerancji i poczucia wspólnej troski za kraj, a nie okopania na swoich pozycjach.
Jako Lewica chcemy przyjaznego i skutecznego państwa. Nie teoretycznego, jak za rządów Platformy, kiedy uznano, że wystarczy zapewnić ciepłą wodę w kranie i skupić się na wskaźnikach ekonomicznych, zapominając przy tym, że zawsze najważniejszy jest człowiek. Nie chcemy państwa opresyjnego, takiego jak stworzył PiS, z kastą nietykalnych ludzi prezesa i uprzywilejowanym Kościołem. Państwa, które szczuje na swoich obywateli, wyklucza kolejne grupy, szuka wciąż nowych wrogów. Państwa coraz bardziej kontrolującego, podsłuchującego, które chce decydować o wszystkich sferach życia, wychowywać dzieci, ograniczać prawa i wolności, zakazywać i zabraniać. Państwa wstrząsanego bez przerwy kolejnymi aferami, których ilość jest tak duża, że niemal przestaliśmy je zauważać. Na to się nie godzimy.
Przyjazne i skuteczne państwo, jakie proponuje Lewica, jest zupełnie inne. Pomaga ono swoim obywatelom nie tylko poprzez bezpośrednie wsparcie finansowe, ale również poprzez stwarzanie dobrych warunków do pracy i działalności gospodarczej. Zapewnia godną pracę i dba o rozwój wszystkich obywateli. Daje możliwość decydowania każdemu o sobie usuwając bariery różniące nas od innych obywateli Europy. Kobiety nie są w żaden sposób dyskryminowane i maja swobodę wyboru stylu życia wraz z ich rodzinami. „Zaglądanie pod kołdrę” to nie domena Lewicy. Państwo takie szanuje wolność jednostki, pozwala realizować plany i marzenia. Dba o najwyższą jakość usług publicznych, dostępną komunikację, dobrą infrastrukturę. Promuje samorządność i demokrację bezpośrednią, bo liczy się z głosem ludzi, a nie partii.
W przyjaznym państwie funkcje publiczne są pełnione przez ludzi kompetentnych, a nie miernych, ale lojalnych. Przyjazne państwo gwarantuje dobrą edukację dzieciom i młodzieży tak, aby mogły rozwijać swoje umiejętności i sprostać wyzwaniom współczesnego świata. Zapewnia służbę zdrowia, dla której w centrum uwagi jest pacjent, a nie kolejna procedura.
Przyjazne państwo nikogo nie wyklucza. Nie dzieli obywateli na lepsze i gorsze sorty, nie wyłącza nikogo ze wspólnoty ze względu na poglądy, przekonania. Przyjazne państwo nie urządza nagonki przeciwko żadnej grupie społecznej czy zawodowej, bo wszyscy są traktowani z szacunkiem. Prawo jest równe dla wszystkich, a wyroki sądów są respektowane.
Przyjazne państwo myśli o przyszłości, a nie kieruje się zasadą „po nas choćby potop”. Dlatego tak ważna jest troska o klimat, bo tylko ona daje szansę na zahamowanie negatywnych zmian klimatycznych. Przyjazne państwo dba o środowisko nie tylko dla nas samych, ale również dla przyszłych pokoleń.
Lewica dowiodła, że potrafi być skuteczna. Dzięki wzajemnej otwartości i szacunkowi pokazała, że potrafi połączyć doświadczenie i młodość, entuzjazm i charyzmę, że potrafi wznieść się ponad stare urazy i uprzedzenia. Zrobiła to, pomimo licznych niedowiarków i przeciwieństw rzucanych pod jej adresem przez oponentów. Jestem przekonany, że to dobry znak na przyszłość. Głosujmy więc na Lewicę, bo wybieramy, to wszystko co nas łączy a nie dzieli. Wybierzmy normalność.

PE nie ma w Polsce „dobrej marki”

O kwestie ważne dla przyszłości Polski w Europie, „Dziennik Trybuna” pyta doktora Riada Haidara, Radnego Sejmiku Województwa Lubelskiego, ordynatora Oddziału Neonatologicznego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Białej Podlaskiej.

Czy eurodeputowany powinien być przede wszystkim reprezentantem Polski, czy reprezentantem swojej opcji politycznej. A może jest to opozycja pozorna?
I to pytanie kierujesz do Syryjczyka z urodzenia (śmiech), Polaka z wyboru i lekarza z powołania. Mówiąc zupełnie serio, sądzę, iż poseł PE powinien reprezentować interesy krajowe, uwzględniając potrzeby, w moim przypadku, województwa lubelskiego. Najlepszą i najskuteczniejszą platformą realizacji jest praca w liczącej się grupie politycznej. Na szczęście podziały polityczne w Brukseli, są na drugim planie.
Polska stoi z boku dyskusji o dalszej ewolucji europejskiego systemu. Wpisany w traktaty stan równowagi pomiędzy Unią jako związkiem państw członkowskich i Unią jako wspólnotą jej obywateli wydaje się ulegać zachwianiu. Jak byśmy go chcieli widzieć? Czy poprzez większą centralizację, jako superpaństwo? Czy europejskie instytucje powinny mieć większy wpływ, bardziej bezpośredni na nasze życie?
Niestety obecne, rządzące elity polityczne, wypchnęły Polskę poza nawias głównego nurtu dyskusji o przyszłości i kształcie UE. Wspólnota, jak pokazuje historia, konsekwentnie ewoluuje w kierunku wytworzenia organów charakterystycznych dla państwa (wspólna waluta, parlament, przywództwo). Wydaje mi się, że od tej drogi nie ma już raczej odwrotu. Jeżeli Unia jako projekt polityczny, nie będzie w stanie przekonać swoich eurosceptycznych partnerów, to istnieje ryzyko powstania organizacji o 2 prędkościach, kosztem ograniczenia praw państw, które z przyczyn populistycznych opóźniają procesy integracyjne.

Pojawiają się cały czas koncepcje reformy UE w duchu albo „Europy dwóch prędkości”, albo takie jak plan Macrona. Dzielące Unię ja jej centrum i peryferie. Czy to nie regres europejskiej idei? Z drugiej strony nawet największe gospodarki unijne zdają sobie sprawę, że samotnie nie mają szans w rywalizacji z Chinami, Stanami Zjednoczonymi, a może nawet i z Rosją. Którędy zatem wiedzie droga do przekształcenia UE w jeden organizm, który w stosunku do zewnętrznych partnerów będzie mówił jednym głosem.
Jeżeli Unia nie będzie konsekwentna w realizacji swoich postanowień politycznych (kwestia ułożenia stosunków gospodarczych z Chinami i USA, relacji z państwami bliskowschodnimi, uchodźcy, tykająca bomba wojenna na wschodzie Ukrainy) to faktycznie, grozi nam ewidentnie co najmniej brak spójności, który w konsekwencji doprowadzić może do głębokiej erozji UE.

Parlament Europejski jest ważną, ciężko pracującą instytucją. Zatrudniająca wielu pracowników, posiadającą fundusze na promocje. Ale w Europie, a zwłaszcza w Polsce, postrzegany jest jedynie jak dom spokojnej, politycznej starości, rozgadane niewiele znaczące ciało. Czemu grono tak znakomitych, doświadczonych ludzi zgromadzonych w PE akceptuje tak kiepską politykę informacyjną?
Niestety PE nie ma również w Polsce zbyt dobrej „marki”. Świadczy o tym konsekwentnie bardzo niska frekwencja w wyborach. Dla wielu z nas PE to daleka, wirtualna instytucja. Być może część winy spoczywa na samej Brukseli, która nie potrafi zapracować na pozytywny wizerunek. Widzę też duże pole do popisu dla szkół, zwłaszcza nauczyciele mogą zrobić dużo dobrych rzeczy na rzecz PE, zachęcając uczniów do głębszego zainteresowania polityką europejską. | oczywiście sami deputowani powinni aktywniej pracować na swój i parlamentu wizerunek.

Wspólne, europejskie instytucje obronne. W tym zakresie integracja europejska jest dość słaba. Czego by nie mówić, UE nie jest systemem zbiorowego bezpieczeństwa. Ten projekt to uzupełnienie czy alternatywa dla NATO? Czy Europa może taki system zbiorowego bezpieczeństwa zbudować, bez Stanów Zjednoczonych?
Od zakończenia II wojny światowej, USA są jedynym, przewidywalnym partnerem militarnym Europy. Tak po prostu ułożyła ten los historia. Obecnie nie widzę możliwości wypchnięcia USA w ramiona polityki izolacjonizmu, wiemy jak to się skończyło w XX w. Dzisiaj gwarancją naszego i sąsiadów bezpieczeństwa jest ułożenie poprawnych stosunków z Rosją (PiS oczywiście tego nie zrobi, bo jest zbyt krótkowzroczny). Ważna jest też bliższa współpraca z krajami aspirującymi do członkostwa w pakcie. NATO jest dzisiaj w mojej ocenie jedynym, pewnym, żyrantem pokoju na kontynencie.

UE stworzyła wspólną przestrzeń gospodarczą. Ale – nazwijmy to tak – głębokość tej przestrzeni jest taka, że jej beneficjentami są przedsiębiorcy. Pracownicy w mniejszym stopniu – o ile nie wybiorą emigracji do bardziej rozwiniętych krajów UE. Co europejska lewica chciałaby zrobić, aby Europa stała się również przestrzenią wspólnych standardów socjalnych i standardów zatrudnienia.
W sferze socjalnej SLD proponuje minimalną płacę w wysokości 50 procent średniej krajowej, to raz. Po drugie należy dążyć do osiągnięcia zbliżonego do zachodu modelu opieki państwa nad obywatelem. Nie mogę się zgodzić z tym, że młodzi Polacy, zmuszeni są opuszczać Polskę, bo kraj nie jest w stanie zapewnić im bytu nawet na poziomie minimum socjalnego. To są realne problemy, z którymi stykam się na co dzień na Lubelszczyźnie i przyznaję, że głęboko się przeciwko temu buntuję.

Czy europejska płaca minimalna jest na to rozwiązaniem? Jak powinna być konstruowana — czy jako konkretna kwota, czy też dla różnych krajów, a może i regionów ważona w oparciu o ceny koszyka podstawowych artykułów?
Europejska płaca minimalna jest na pewno pożądanym punktem odniesienia. Niestety, nie łudźmy , ten poziom jeszcze długo będzie nieosiągalny dla polskich rodzin. Mamy już praktycznie ceny europejskie, natomiast zarobki nadal ciągną się w ogonie Europy.
Wiadomo, że praca europarlamentarzysty wymaga specjalizacji. W jakich dziedzinach widziała/by Pani/Pan swoją rolę? W jakich komisjach. Wokół jakich spraw obracają się pani/pana główne zainteresowania związane z Unią?
Najbliższe są mi problemy społeczne. Nie ukrywam, że chciałbym skupić się na tym obszarze. Ponadto, z racji zawodu, jestem zainteresowany podnoszeniem standardów opieki medycznej w odniesieniu do najmłodszych pacjentów. Realnym problemem jest również brak spójnej polityki senioralnej. Europa, niestety, starzeje się. Musimy już dziś pomyśleć o tym co będzie za 10-15 lat.

Unia Europejska to także unia regionów. Jakie najważniejsze potrzeby mają wyborcy pańskiego regionu wyborczego. Jak będzie pan, jako euro deputowany, pomóc im?
Województwo lubelskie oparte jest w dużym stopniu na produkcji rolnej. Wydarzenia z ASF (afrykański pomór świń) pokazały, że nasze państwo radzi sobie z problemami rolników niezbyt szczęśliwie. Do dziś, w moim rodzinnym Południowym Podlasiu jest duży żal do PiS. Musimy także pamiętać, że chcąc osiągnąć dobrobyt, nasza gospodarka musi być konkurencyjna i powinna stawiać na innowacje. Widzę duży potencjał, zawarty w bazie uczelni wyższych mojego regionu. W rodzinnej Białej Podlaskiej, PWSZ konsekwentnie podnosi swoją ofertę edukacyjną i stanowi zachętę do studiowania nie tylko dla młodych Polaków, ale także studentów z sąsiedniej Białorusi. Lublin, stolica regionu posiada świetne kadry inżynierskie, lekarskie i gospodarcze. Niestety region nie jest w stanie wchłonąć wszystkich absolwentów, dlatego dużą szansę upatruję we wspieraniu innowacyjnego biznesu we współpracy ze środowiskiem akademickim.

Głos lewicy

Ikonowicz o sobie

Z okazji zbliżających się wyborów kandydat RSS na prezydenta stolicy postanowił przedstawić się potencjalnym wyborcom:
Urodziłem się 14 maja 1956 roku w Pruszkowie, ale nigdy tam nie mieszkałem. Wychowałem się na Muranowie przy Placu Bohaterów Getta. Pamiętam jeszcze jak w ramach akcji „podaj cegłę” odgruzowywaliśmy teren byłego więzienia zwanego Gęsiówką. Zresztą zabawa w ruinach i kanałach to największe przygody mojego dzieciństwa. Kiedy znajdowaliśmy jakieś stare, zardzewiałe karabiny, oddawaliśmy je na złom i mieliśmy mnóstwo forsy na oranżadę w proszku. W wieku 16 lat rozpocząłem działalność opozycyjną. Co środa przez kilka lat w moim mieszkaniu odbywały się spotkania kółka socjalistycznego i aż do pierwszych zatrzymań nie mieliśmy pojęcia, że prywatne rozmowy o socjalizmie są nielegalne. Jeszcze w liceum, a uczęszczałem do Reya, podjęliśmy z kolegą próbę wydania pisma szkolnego społeczno-politycznego, ale pierwszy numer odwaliła cenzura. Mieli taki stempel „nie widzimy celowości”. Wtedy zacząłem działać w opozycji. Moją pierwszą pracą było przepisywanie na matrycach do samizdatu tekstów Sołżenicyna. „Jeden dzień Iwana Denisowicza” przepisywałem z dzienników Polityki z 1956-57 w tamtych czasach, w czasie nagłej przerwy na wolność teksty te ukazywały się właśnie w „Polityce”.
Pierwsze aresztowanie było trochę przypadkowe. Po prostu w 1976 roku kiedy zdałem na studia na Wydziale Ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego miałem w czerwcu praktyki robotnicze w Ursusie. Zgarnęli mnie razem z „warchołami”, którzy spawali wagony do torów. Na szczęście przesiedziałem tylko wakacje, a w procesie rewizyjnym wyciągnął mnie z pudła wybitny adwokat Zdzisław Czeszejko-Sochacki. Gdy wybuchła „Solidarność” pracowałem już w Polskiej Agencji Prasowej, wraz z grupą młodych dziennikarzy przeszliśmy do Biura Informacyjnego Regionu Mazowsze NSZZ „Solidarność”. Obserwowałem z bliska dzianie się historii, gdyż obsługiwaliśmy wszystkie posiedzenia Komisji Krajowej Związku. Potem jeszcze przywiozłem z Gdańska uchwałę Komisji Krajowej o strajku generalnym, ale większość zakładów była już spacyfikowana. Dostarczyłem uchwałę tylko do Huty Warszawa, otoczonej już przez kordon ZOMO. Stan wojenny spędziłem na drukowaniu, siedzeniu po aresztach. Internowany zostałem dopiero 8 maja 1982 r. za to, że organizowałem niezależne obchody Święta Pracy. Rozpoznano mnie ze zdjęć robionych przez milicję z helikoptera. Wcześniej bo już 17 grudnia 1981 aresztowano mnie za kolportaż nielegalnych wydawnictw. Tworzyliśmy Grupę Polityczną „Robotnik” i wydawaliśmy pismo pod takim właśnie tytułem, które było jednocześnie organem MRK ”S”.
W 1987 r. z inicjatywy tej właśnie Grupy Politycznej „Robotnik” wraz z takimi legendami opozycji i „Solidarności” jak Józef Pinior, Jan Józef Lipski, odtworzyliśmy w kraju Polską Partię Socjalistyczną. Działo się to jeszcze w warunkach konspiracyjnych. Na zjazd założycielski Służba Bezpieczeństwa wtargnęła drzwiami i oknami.
W 1993 roku wraz z dwoma kolegami z PPS Czarkiem Miżejewskim i Andrzejem Lipskim weszliśmy do Sejmu z ramienia PPS w ramach szerszej koalicji zwanej Sojusz Lewicy Demokratycznej. Szybko jednak zorientowaliśmy się, że SLD prowadzi politykę neoliberalną i antyspołeczną. Efektem był nasz bunt i powstanie Koła Parlamentarnego PPS. Po wielu latach występowania w sądach, negocjowania w imieniu naszych podopiecznych, blokowania eksmisji, doszliśmy do wniosku, że samo pomaganie to za mało, że trzeba zmienić system, na taki, który respektuje konstytucyjną zasadę Sprawiedliwości Społecznej. Stąd narodził się Ruch Sprawiedliwości Społecznej, partia polityczna ludzi pracy. Momentem, który pozwolił nam założyć partię było moje aresztowanie w 2013 roku za blokadę eksmisji. Zostałem, niesłusznie posądzony i skazany za rzekome pobicie właściciela kamienicy, z której eksmitował na bruk parę starszych ludzi. Ponieważ nie poddałem się karze ograniczenia wolności sąd nakazał osadzenie mnie w areszcie na 90 dni. Podczas pobytu w areszcie podjąłem protest głodowy w intencji zmiany ustawy, która dopuszczała eksmisje na bruk. Pod murami więzienia, w namiocie głodowała moja żona Agata. Nasz protest trwał dwa tygodnie i skupił wokół naszego środowiska bardzo wiele wspaniałych osób.
Mam 62 lata, czworo dzieci i wspaniałą żonę. Utrzymuję rodzinę z pisania artykułów prasowych. Jestem przewodniczącym Ruchu Sprawiedliwości Społecznej i wolontariuszem w Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej. Obecnie kandyduję na urząd prezydenta Warszawy, bo chcę stolicy sprawiedliwej i równej dla wszystkich, takiej, która nikogo nie wyklucza.

Rozenek kandydatem SLD w Warszawie

– Kilka dni temu mieliśmy do czynienia ze skandaliczną sytuacją, kiedy to kandydat na prezydenta koalicji SLD Lewica Razem został brutalnie i bezpodstawnie zaatakowany przez jednego z kontrkandydatów. Andrzeja Celińskiego, co do którego uczciwości i przeszłości nie ma żadnych zastrzeżeń, próbowano uwikłać w aferę reprywatyzacyjną, co w naszej ocenie jest działaniem skandalicznym i nie tak powinna się toczyć debata na temat kto w przyszłości zasiądzie w fotelu prezydenta Warszawy – powiedział Sebastian Wierzbicki, przewodniczący SLD w Warszawie rozpoczynając konferencję prasową, która odbyła się przed wejściem do Pałacu Kultury i Nauki 27 lipca 2018 r.
– Nie zmienia to faktu, iż reakcja kandydata Andrzeja Celińskiego była zbyt emocjonalna. Rozumiemy go doskonale jako człowieka oraz jego emocje, jednakże uważamy, iż w debacie publicznej język jakim odpowiedział Andrzej Celiński nie powinien funkcjonować – ocenił polityk Sojuszu.
– W związku z powyższym, wczorajszy Zarząd Warszawski SLD podjął decyzję o cofnięciu rekomendacji dla Andrzeja Celińskiego, jako kandydata koalicji SLD Lewica Razem i jednocześnie zadecydował, że kandydatem Sojuszu na prezydenta w najbliższych wyborach samorządowych w stolicy będzie Andrzej Rozenek – oświadczył Wierzbicki. – Decyzja zapadła jednomyślnie – dodał.
Przewodniczący warszawskiego SLD podziękował Andrzejowi Celińskiemu za gotowość do startu. – Planowaliśmy ruszyć z kampanią w momencie jej oficjalnego ogłoszenia, a nie tak jak robią inni kandydaci, którzy czynią to już teraz. Andrzej Celiński miał przygotowaną bardzo dobrą ofertę dla warszawianek i warszawiaków, niestety nie było mu danego tego programu przedstawić – podsumował.
– Jestem przekonany, iż Andrzej Rozenk będzie znakomicie reprezentował Sojusz Lewicy Demokratycznej w nadchodzących wyborach, który będzie głośno i czytelnie artykułował co Sojusz do tej pory zrobił w Warszawie i co pragnie zdziałać w przyszłości, co w mieście działa się źle i jak chcemy to naprawić. Uważam, że Andrzej Rozenek osiągnie w tych wyborach bardzo dobry wynik i listy do Rady Miasta i Sejmiku, które państwu wkrótce zaprezentujemy, pokażą, iż SLD w tych wyborach wystawia bardzo mocną ekipę – poinformował.
– Dziękuję za zaufanie i tę rekomendację. Postaram się nie zawieść i udowodnię, iż trzecia siła polityczna w Polsce ma dobrego kandydata na prezydenta stolicy – rozpoczął swoje wystąpienie Andrzej Rozenek.
– Warszawa jest moim miastem przez całe życie. Znam problemy stolicy i niedługo zaprezentuję program, który będzie atrakcyjny dla każdego warszawiaka – stwierdził polityk lewicy.
– Przed nami kampania, która się przecież jeszcze nie zaczęła. Kiedy się zacznie, będą mógł się odnosić do tego, jak nowa Warszawa powinna wyglądać, a powinna być uczciwa, przyjazna oraz być bardzo nowoczesnym miastem – poinformował.
– W historii chamskie ataki polityczne były dwa. Pierwszy na zlecenie Platformy Obywatelskiej na Włodzimierza Cimoszewicza w wyborach prezydenckich. Drugi bezczelny na Andrzeja Celińskiego, który odbył się kilka dni temu – powiedział Włodzimierz Czarzasty podczas spotkania z dziennikarzami.
Przewodniczący SLD przypomniał, iż Łodzi, Rzeszowie, Krakowie, czy też we Wrocławiu powstały ponadpartyjne komitety wyborcze, w których kandydaci lewicy zostali poparci przez min. PO, czy też Nowoczesną co miało miejsce w Krakowie i Rzeszowie lub też SLD poparło kandydatów z innych ugrupowań, co miało miejsce w Łodzi, czy też we Wrocławiu. – W Warszawie kilka miesięcy temu chcieliśmy poprzeć pana Rafała Trzaskowskiego. Niestety, nasza propozycja nie została przyjęta, a pragnęliśmy, aby tak jak w Krakowie, Łodzi, czy też w Lublinie powstał ponadpartyjny komitet pana Trzaskowskiego, do którego to komitetu SLD chętnie by pół roku temu wstąpiło. Dostaliśmy następującą informację, że albo będziemy szli na listach Platformy Obywatelskiej i będziemy popierali kandydata tylko i wyłącznie PO, albo możemy iść sami – obwieścił. – Zdecydowaliśmy się więc na wystawienie własnego kandydata – dodał.
– W Warszawie był kryzys, ale został opanowany, mamy świetnego kandydata – Andrzeja Rozenka. Andrzeju jesteś świetnym kandydatem do walki o Warszawę – oświadczył Czarzasty i podziękował Andrzejowi Celińskiemu za współpracę. – Kłaniamy się Andrzejowi Celińskiemu, pozostaniemy przyjaciółmi – podkreślił.