Australian Open 2021: Dla jednych radość, dla innych łzy

Do półfinału kobiecego turnieju w tegorocznym Australian Open z zawodniczek z czołowej dziesiątki rankingu przebiła się tylko Japonka Naomi Osaka (WTA 3). W rywalizacji mężczyzn sytuacja była odwrotna – w czwórce półfinalistów znalazł się tylko jeden gracz spoza Top 10 światowej listy.

W potyczkach ćwierćfinałowych odpadły dwie najwyżej sklasyfikowane przed imprezą tensistki. O ile jednak porażkę wiceliderki rankingu Rumunki Simony Halep z Amerykanka Sereną Williams trudno uznać nawet za niespodziankę, to już przegrana Ashleigh Barty z Czeszką Karoliną Muchovą 6:1, 2:6, 3:6 to jedna z największych sensacji tego turnieju. Liderka światowej listy była bowiem wielką nadzieją gospodarzy na pierwszy od 1978 roku triumf ich reprezentantki w singlowych zmaganiach na kortach Melbourne Park. Barty w poprzedniej edycji odpadła w półfinale, ale w tym roku 24-letnia australijska tenisistka po blisko rocznej przerwie w startach z powodu pandemii była wypoczęta i spragniona rywalizacji. W pierwszej rundzie rozbiła 6:0, 6:0 zawodniczkę z Czarnogóry Dankę Kovinić, a potem bez straty seta wyeliminowała z imprezy rodaczkę Darię Gavrilovą (6:1, 7:6), Rosjankę Jekaterinę Aleksandrową (6:2, 6:4) i Amerykankę Shelby Rogers (6:3, 6:4).
Przełomowa przerwa medyczna
Zajmująca przed tegorocznym Australian Open 27. miejsce w rankingu Muchova w drodze do ćwierćfinału miała zdecydowanie trudniejsze rywali. W pierwszej rundzie trafiła na mistrzynię French Open z 2017 roku Łotyszkę Jelenę Ostapenko (WTA 47), pokonując ją 7:5, 6:2, w kolejnej rundzie wyeliminowała zajmującą miejsce w trzeciej setce światowej listy niemiecką weterankę kortów Monę Barthel (6:4, 6:1), lecz w dwóch następnych trafiała na wyżej od siebie rozstawione w turnieju zawodniczki – szóstą w rankingu rodaczkę Karolinę Pliskovą (7:5, 7:5) i 14. w zestawieniu Belgijkę Elise Mertens (7:6, 7:5).
Jeśli australijscy kibice mieli jakieś obawy przez starciem ich ulubienicy z mało znaną 24-letnią czeską tenisistką, to pierwszy set z pewnością je rozwiał. Barty rozpoczęła pojedynek z impetem wygrywając pięć gemów z rzędu, oddając rywalce zaledwie sześć punktów. Przełomowy okazał się początek drugiej partii, gdy Muchova poprosiła o przerwę medyczną w związku z zawrotami głowy. Gdy mierzono jej puls i temperaturę, Australijka cierpliwie czekała na korcie na wznowienie gry, ale w trakcie tego oczekiwania coś się w jej nastawieniu do rywalizacji zmieniło. Jeśli poczuła się zbyt pewna siebie i już oczami wyobraźni widziała się w półfinale, to popełniła kosztowny błąd, bo po wznowieniu rywalizacji Czeszka zaczęła grać coraz lepiej, podczas gdy zaskoczona tym Barty coraz gorzej.
Dość powiedzieć, że w dwóch kolejnych setach Australijka popełniła aż 31 niewymuszonych błędów. Liderka rankingu, choć mocno rozczarowana porażką, nie miała pretensji o długą przerwę medyczną rywalki, którą miała prawo uznać za przyczynę swojego niepowodzenia. „Wszystko odbyło się zgodne z przepisami, Karolina po prostu skorzystała ze swoich praw. A ja jestem rozczarowana tylko z tego, że dopuściłam by to stało się punktem zwrotnym w naszym meczu. Chciałam zajść nieco dalej w turnieju, jednak to nie był mój dzień. Ta porażka jest dla mnie bardzo bolesna, lecz jestem wystarczająco doświadczoną zawodniczką, żeby się z tym uporać” – podsumowała swój występ Barty, która jak na razie ma w dorobku jeden wielkoszlemowy triumf (wygrała French Open w 2019 roku).
Brady zatrzymała Muchovą
Muchova miała podwójny powód do zadowolenia, bo dopiero po raz drugi w karierze pokonała rywalkę z Top 5 światowego rankingu, a po raz pierwszy liderkę tego zestawienia. W turniejach Wielkiego Szlema jej najlepsze dotychczasowe osiągnięcie to był ćwierćfinał Wimbledonu w 2019 roku. W Australian Open nigdy wcześniej nie przeszła nawet drugiej rundy. Niespodzianki nie było natomiast w pojedynku dwóch Amerykanek – sklasyfikowana na 24. miejscu rankingu Jennifer Brady, półfinalistka ubiegłorocznego US Open, przerwała piękny sen swojej rodaczki i dobrej koleżanki Jessiki Peguli, aktualnie 61. tenisistki na światowej liście, pokonując ją w trzech setach 4:6, 6:2, 6:1. W Au8stralian Open Brady wcześniej najdalej doszła do 1/8 finału. Pokonana przez nią Pegula w 1/8 finału wyeliminowała rozstawioną z numerem piątym Ukrainkę Jelinę Switolinę, a w swoich wcześniejszych startach w Wielkim Szlemie ani razu nie przeszła trzeciej rundy. W Australian Open debiutowała w poprzedniej edycji i odpadła już w I rundzie.
Muchova i Brady wcześniej grały przeciwko sobie tylko raz – w 1/8 finału turnieju WTA w Pradze w 2019 roku. Wtedy po trzysetowym pojedynku górą była Czeszka, na kortach Melbourne Park eksperci dawali obu tenisistkom równe szanse. W drugiej półfinałowej parze marzącej o 24. wielkoszlemowym tytule Serenie Williams na drodze do osiągnięcia tego celu znów stanęła młodsza o 16 lat Japonka Naomi Osaka.
Blisko 40-letni już tenisowa gwiazda znów stała się obiektem niewybrednego ataku ze strony słynącego z kontrowersyjnych zachowań i wypowiedzi Iona Tiriaca. Były rumuński tenisista, który w najlepszym momencie kariery był ósmą rakietą na świecie, a potem jako menedżer z powodzeniem przez pewien czas prowadził Borysa Beckera, oceniając szanse Amerykanki powiedział: „W tym wieku i przy obecnej wadze nie rusza się już tak, jak 15 lat temu. Serena była rewelacyjną zawodniczką, ale dzisiaj nie jest i gdyby miała trochę przyzwoitości, przeszłaby już na emeryturę”.
Osaka znów lepsza od Sereny
Tiriac, choć jego ocena była chamska i wielce niestosowna wobec tenisowej mistrzyni, w ocenie szans amerykańskiej tenisistki jednak si nie pomylił. W starciu z Osaką, która wcześniej wyeliminowała znajdujące się w życiowej formie Hiszpankę Garbine Muguruzę i Tajwankę Su-Wei Hsieh, Williams nie miała zbyt wielu argumentów i przegrała dość gładko 3:6, 4:6. Serena ostatni z 23 swoich triumfów wielkoszlemowych odniosła cztery lata temu właśnie w Melbourne. Była już wówczas we wczesnym etapie ciąży. Do rywalizacji wróciła po przerwie macierzyńskiej w połowie 2018 roku i od tego czasu zaliczyła 11 nieudanych prób wywalczenia 24. wielkoszlemowego tytułu. Czterokrotnie była już o krok od spełnienia marzenia, gdy przegrywała w finale. W tegorocznej edycji Australian Open w ćwierćfinale nie dała się drugiej w rankingu Simonie Halep, ale z Osaką najwyraźniej nie umie grać. „Czy to było pożegnanie? Nie wiem. Jeśli kiedykolwiek zechcę się pożegnać z tenisem, to i tak nikomu o tym nie powiem” – stwierdził na konferencji po meczu z Osaką, podczas której po kolejnym pytaniu puściły jej nerwy i z płaczem przerwała spotkanie z przedstawicielami mediów.
A Naomi Osaka w sobotnim finale zmierzy się z inną z amerykańskich tenisistek, Jennifer Brady, która zatrzymała zwycięski pochód Karoliny Muchovej pokonując ją 6:4, 3:6, 6:4.
W rywalizacji mężczyzn w ćwierćfinale dominowali liczbowo Rosjanie. Rozstawiony z numerem 4 Daniił Miedwiediew pokonał Andrieja Rublowa 7:5, 6:3, 6:2. Ich poprzedni wielkoszlemowy mecz tych rosyjskich tenisistów, którego stawką również był awans do półfinału, także wygrał Miedwiediew. Obaj rosyjscy tenisiści przyjaźnią się poza kortem, niedawno poprowadzili Rosję do sukcesu w drużynowym ATP Cup, a tegorocznym sezonie byli niepokonani (każdy z nich miał bilans 8-0). Dla Miedwiediewa był to już czwarty wygrany pojedynek z rodakiem z rzędu – za każdym razem zwyciężał bez straty seta. Pod koniec ubiegłego sezonu triumfował w turnieju ATP w Paryżu oraz kończącej sezon turnieju mistrzów w Londynie – ATP Finals. Ale innych rywali też bije skutecznie – wygrał 11 ostatnich pojedynkach z rywalami z Top 10 rankingu ATP. W wielkoszlemowym półfinale zameldował się po raz trzeci w karierze – dwa wcześniejsze awanse wywalczył w US Open. Jego najlepszym wynikiem w Wielkim Szlemie jest finał US Open 2019 roku. W Melbourne wcześniej najdalej dochodził do 1/8 finału. Wiadomo już, że w najnowszym notowaniu rankingu ATP Miedwiediew awansuje na trzecie miejsce.
Grecki koszmar Nadala
W piątkowym pojedynku o finał Rosjanin zmierzy się z greckim tenisistą Stefanosem Tsitsipasem, który niespodziewanie okazał się lepszy od „turniejowej dwójki”, czyli Rafaela Nadala. Hiszpan łatwo wygrał dwa pierwsze sety, 6:3 i 6:2, ale trzeciej partii Grek zaczął grać jak w transie i wygrał ją po zaciętej walce w tie-breaku 7:6(4), a następnie niesiony entuzjazmem wygrał kolejnego seta 6:4. W decydującej partii obaj gracze wznieśli się na wyżyny, lecz Tsitsipas serwował jak natchniony i nie dał się Nadalowi ani razu przełamać, sam zaś dokonał tej sztuki przy stanie 5:5 i nie zmarnował szansy na zwycięstwo przy swoim podaniu – wygrał 7:5 i cały mecz po ponad czterogodzinnej walce 3-2. To sensacja, bo Hiszpan dopiero po raz drugi w swojej bogatej karierze przegrał wielkoszlemowy mecz, prowadzą 2:0 w setach. Po raz pierwszy miało to miejsce w trakcie US Open w 2015 roku, gdy w ten sposób dał się pokonać Włochowi Fabio Fogniniemu.
W walce o finał Tsitsipas będzie miał w nogach wyczerpujący mecz z Nadalem, ale nie tylko to może być atutem Miedwiediewa. Rosjanin ma patent na Greka, bo wygrał z nim pięć z sześciu pojedynków. Ich kolejne starcie, którego stawka będzie finał tegorocznego Australian Open, odbędzie się w piątek rano polskiego czasu.
W drugiej parze zagra Rosjanin Asłan Karaczew, rewelacyjny debiutant, który w swoim pierwszym występie w Wielkim Szlemie od razu zaszedł do półfinału, a jest to gracz już 27-letni, zaś przed turniejem w Melbourne nie było go nawet w pierwszej setce rankingu. O finał zagrał z najlepszym graczem ostatnich lat, liderem rankingu ATP Novakiem Djokoviciem. Serb w ćwierćfinale w czterech setach wyeliminował Niemca Alexandra Zvereva (6:7, 6:2, 6:4, 7:6) i z wielką pewnością siebie przystąpił do pojedynku z rewelacją turnieju i bez większego trudu wygrał z nim w trzech setach 6:3, 6:4, 6:2. W finałowej potyczce z Miedwiediewem Serb będzie faworytem, ale niespodzianki ze strony rosyjskiego tenisisty nie można wykluczyć.

Gładka porażka w finale

Magda Linette doszła do finału turnieju WTA International w Seulu (pola nagród 250 tys. dolarów), ale w pojedynku o drugie turniejowe zwycięstwo w karierze przegrała sromotnie z Czeszką Karoliną Muchovą 1:6, 1:6.

W półfinale imprezy w Seulu Magda Linette (WTA 48) zmierzyła się z Jekateriną Aleksandrową (WTA 39). Polka miała szansę na trzeci finał w głównym cyklu, a Rosjanka na drugi. Poznanianka miesiąc temu w nowojorskim Bronksie święciła pierwszy triumf. Obie w tym roku zadebiutowały w Top 50 rankingu. Aleksandrowa znalazła się w niej w czerwcu, a Linette na początku września, po US Open. Tenisistki te nigdy wcześniej się ze sobą nie zmierzyły. Polka wygrała 7:6(5), 7:6(7). W drugim secie obroniła cztery piłki setowe.

Linette w finale koreańskiej imprezy zagra jako trzecia Polka. Pierwsza edycja odbyła się w 2004 roku i wówczas w decydującym meczu Marta Domachowska urwała dwa gemy Marii Szarapowej. W sezonie 2013 tytuł zdobyła Agnieszka Radwańska po trzysetowej bitwie z Anastazją Pawluczenkową. Niestety, Linette nie powtórzyła sukcesu naszej najbardziej utytułowanej tenisistki i w niedzielnym finale dała się rozgromić czeskiej rywalce w dwóch krótkich setach. Łatwość z jaką poznanianka przegrała ten mecz zastanawia, bo Muchowa w rankingu WTA zajmowała obecnie 45. miejsce (awansuje teraz do Top 40), tylko o trzy pozycje lepsze od Linette (z 48. awansuje na najlepszą w karierze 42. lokatę.). Poza tym w półfinale nasza najwyżej obecnie klasyfikowana na światowej liście tenisistka uporała się przecież z zawodniczką o wyższym rankingu, bo Aleksandrowa jest notowana na 39. pozycji.

Szkoda zmarnowanej okazji na wzbogacenie kolekcji trofeów. Tym bardziej, że miesiąc temu w Nowym Jorku Polka potrafiła ograć Czeszkę w trzech setach.