Żywy, czy jako filet?

Polacy bardzo lubią karpie. Karpie jednak lubią nas mniej – i chętnie głosowałyby za wyższością świąt Wielkiej Nocy.

Polska to największy w Unii Europejskiej hodowca karpi. W ubiegłym roku sprzedaż karpi na rynku krajowym wyniosła 20,8 tys. ton, z czego ponad 80 proc. sprzedano oczywiście w grudniu. W 2019 r. polscy hodowcy przygotują na sprzedaż nawet 21 tys. ton karpi (importu tu nie ma).
Pytanie tylko, czy rodzimi konsumenci coraz częściej będą sięgać po tę wartościową rybę? Analitycy i specjaliści ds. żywienia prognozują, że tak – choć nie można nie zauważyć ekspansji różnych innych gatunków ryb, które podjadają tradycyjnie dominującą pozycję karpia na wigilijnym stole.

Problem z zabijaniem

W badaniu opinii publicznej, przeprowadzonym w październiku 2019 r. na ogólnopolskiej reprezentatywnej grupie respondentów, ponad 56 proc. ankietowanych zadeklarowało zamiar kupienia karpia, jako ryby na świąteczny stół (sondaż IMAS dla organizacji producentów Polski Karp). Natomiast około 43 proc. osób z tej grupy stwierdziło, że kupi karpia żywego (lub żywego ubitego na stoisku handlowym).
To siła tradycji, która powoduje, że karpiowy sektor nadal dobrze funkcjonuje. Nie da się jednak ukryć, że tak powszechny kiedyś karp, dziś jest konsumowany na Wigilię przez dość umiarkowaną większość Polaków.
W dodatku cały ten obraz jest nieco zakłócany przez metody, jakimi te ryby są pozbawiane życia. Ci co kupują je żywe, zwykle dokonują krwawej łaźni w swej łazience, albo preferują powolne i okrutne duszenie karpi, trzymanych w plastikowej torbie bez wody.
Dlatego w okresie przedświątecznym pojawiają się filipiki przeciwko hodowcom i sprzedawcom żywych karpi. Oczywiście, większość z nas wolałaby przerzucić na innych mokrą robotę, związaną zabijaniem karpi. W związku z tym należy propagować hasło, by kupować tylko filety z karpia – choć oczywiście oznacza to więcej roboty dla producentów, którzy będą je musieli zabijać, krajać i patroszyć.
Teoretycznie, jak to u nas, wszystko jest dobrze. Kontrolę warunków hodowli i sprzedaży ryb sprawuje Główny Lekarz Weterynarii.
Hodowla i sprzedaż karpi są ściśle regulowane przepisami prawnymi, mającymi na celu ochronę tzw. dobrostanu tych zwierząt, zwłaszcza w ostatnim okresie ich życia. Regulacje te określają m.in. warunki sprzedaży żywych karpi.
Najnowsze przepisy, zawarte w „Wytycznych w postępowaniu z żywymi rybami konsumpcyjnymi będącymi przedmiotem sprzedaży detalicznej”, obejmują zapis pozwalający na sprzedaż żywych ryb, w specjalnych torbach z ożebrowaniem oddzielającym ryby od folii i pozwalającym jej oddychać. Jak wiemy, w praktyce nie zawsze jest tak dobrze.

W zgodzie z naturą

Na terenie Polski funkcjonuje kilkaset gospodarstw stawowych zajmujących się produkcją karpi. Ich łączna powierzchnia przekracza 60 000 ha.
Karp jest wymagającym zwierzęciem, które w naszym klimacie rośnie wolno, osiągając rozmiar konsumpcyjny dopiero po trzech latach.
W przeciwieństwie do innej ryby – pstrąga, który hodowany jest w stawach betonowych w dość dużym zagęszczeniu, karp rośnie w naturalnych stawach ziemnych i powinien mieć luźno. Hodowcy muszą zapewniać co najmniej 10 000 litrów wody na jednego osobnika. Większość tych gospodarstw rybackich usytuowana jest na południu kraju.
Łączna liczba zatrudnionych w sektorze hodowli ryb w Polsce wynosiła w 2018 r. dokładnie 5 214 osób – z czego 2/3 pracowało przy hodowli karpi. Wartość sprzedaży karpi krajowej według produkcji z ubiegłego roku przekroczyła 175 mln zł, a wraz z przychodami ze sprzedaży materiału zarybieniowego była wyższa od wartości polskich połowów rybackich na Morzu Bałtyckim (o które ciągle toczą się spory w Unii Europejskiej, jakby było o co).
Rzecz w tym, że łowienie ryb na zanieczyszczonym Bałtyku jest coraz mniej racjonalne, zaś hodowla i spożycie ryb śródlądowych przynosi korzyści gospodarcze i środowiskowe (oraz zdrowotne).
Stawy, w których hodowane są karpie, funkcjonują w symbiozie z środowiskiem naturalnym. Dzięki nim w Polsce utrzymywane są miejsca bytowania wielu gatunków ptaków. Dla przykładu w latach 2016-2017, na obszarze 127 ha stawów Okołowice położonych w północnej części województwa śląskiego, stwierdzono obecność 92 gatunków ptaków wodno-błotnych, w tym 20 prowadziło tam lęgi.
Gospodarstwa stawowe są więc obszarem badań dla ornitologów, a niekiedy także terenami przyrody chronionej. W okresie wiosennym i letnim stawy retencjonują wodę, co dobrze wpływa na kiepski bilans wody w Polsce.

Już od średniowiecza

Chów karpi w stawach ziemnych, prowadzony jest na ziemiach polskich już od XIII wieku. Do dziś jest to produkcja prowadzona metodami, które nawiązują do pierwotnie stosowanych w średniowieczu. Specjaliści przewidują jednak, że w najbliższych latach tradycyjny rynek produkcji i sprzedaży karpi ulegnie modyfikacji.
Pod wpływem trendów konsumenckich rośnie świadomość potrzeby zdrowego żywienia. Może to spowodować wzrost popytu na wysokobiałkowe, zawierające zdrowe tłuszcze mięso karpi. Stanowi ono dobry, nie obciążający organizmu zamiennik dla wołowiny czy wieprzowiny. Potwierdza to projekt naukowy powadzony na Wydziale Technologii Żywności Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, mający na celu stworzenie atrakcyjnej „przekąski energetycznej” na bazie mięsa karpi dla sportowców.
– Dzięki wysokiej wartości odżywczej i zawartości szeregu tzw. witamin antyoksydacyjnych oraz kwasów omega-3, może to być bardzo dobre rozwiązanie dla osób uprawiających sport wyczynowo oraz podejmujących aktywność fizyczną regularnie – wyjaśnia dr inż. Joanna Tkaczewska z Wydziału Technologii Żywności Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. Jak przekonuje, ten projekt przynosi obiecujące wyniki – i niewykluczone, że karpiowa przekąska będzie stosowana przez reprezentantów Polski na zbliżających się igrzyskach olimpijskich w 2020 r.
Pewnym problemem jest oczywiście charakterystyczny, „błotny” zapach tej ryby, z którym umieją sobie radzić polskie gospodynie – ale nie wiadomo, czy będzie to opłacalne w masowej produkcji.
Nie zmienia to faktu, że karp jest pożywny i zdrowy.
– Ryby są generalnie dobrym źródłem wysoko przyswajalnego białka zwierzęcego, gdyż wraz z niewielką ilością energii dostarczają stosunkowo dużo protein, co jest ważne szczególnie dla osób mających problemy z nadwagą, a także dla sportowców – mówi dr inż. Joanna Tkaczewska.
Białka ryb mogą też być z powodzeniem wykorzystywane do uzupełniania składu białek mniej wartościowych, np. roślinnych.
– Zawarte w rybach tłuszcze mają działanie prozdrowotne, podczas gdy lipidy mięsa zwierząt lądowych przyczyniają się do zwiększenia stężenia cholesterolu w surowicy krwi, a tym samym przyspieszają rozwój zmian miażdżycowych – dodaje dr Tkaczewska.
W przyszłości akwakultura, czyli chów i hodowla ryb oraz innych organizmów wodnych, będzie odgrywać coraz ważniejszą rolę w zaopatrzeniu rosnącej liczby ludności na świecie w bezpieczną i zdrową żywność.
Istotne też, że będzie to następować przy racjonalnym wykorzystaniu zasobów naturalnych i minimalizowaniu negatywnego wpływu na środowisko – czego absolutnie nie gwarantuje hodowla zwierząt rzeźnych.
W Polsce hoduje się obecnie około 45 000 ton ryb rocznie – i ta liczba powinna rosnąć.

W odpowiedzi „Otwartym Klatkom” – list Czytelnika

Jestem wieloletnim stałym czytelnikiem „T” Ten dziennik to moja pasja – źródlo najlepszych i najciekawszych informacji. Jednak doniesienie p.t. „20.XII – Dzień Ryby w „T” nr 253, 257 2018 Stowarzyszenia Otwarte Klatki (autorka. Marta Cendrowicz) wywołało moją szokową reakcję. Zastanawiające jest przestawienie się OK ze zwierząt futerkowych na atak na karpia!

O sobie: jestem dyplomowanym ichtiologiem (od 1955 r.) i ekonomistą. Mam w pracy z rybami słodkowodnymi, głównie z karpiem, (hodowla i dystrybucja – do dzisiaj!) 63 lata praktyki. Zabieram wiec głos jako nie naukowiec, ale jako praktyk z dużym doświadczeniem i wiedzą o hodowli karpia w Polsce i na świecie.

Ad rem! Przywołane dane CBOS z 2018 r.(z marca) „że 86 proc. Polaków domaga się likwidacji handlu żywym karpiem” kładę miedzy bajki i szerzenie w społeczeństwie nieprawdy! Dowód: zdjęcia z kolejki po żywego karpia przed ursynowskim punktem sprzedaży Leclerc w dniach 20, 21, 22 grudnia – kolejka ciągła ok. 100 osób! Przez wiele godzin. Równoległa sprzedaż wewnątrz Leclerca (tusze, płaty i dzwonka karpia miała sporadycznych klientów. Która więc sprzedaż cieszyła się popytem? OK popularyzują swoją propagandę.

W OK doszło do pomieszania procesów odłowu karpi ze stawów i ich sprzedaży. Jest to zasadniczo różniąca się działalność, która przebiega w innych miejscach (cala Polska – producenci) i w innym czasie(cala Polska – 90 proc. w marketach w grudniu – handel). To gdzie ta „nagminność sprzedaży” ryb bez wody ma miejsce? Na pewno nie w marketach!

Bardzo ewidentnie pomylili aktywiści OK przebieg odłowu ryb ze stawów jesienią. Otóż ten opis w „T” jest po prostu wręcz niespotykaną bzdurą – wymyśloną przez laika i ignoranta (opis sieci kaleczących ryby, duszenia karpi, jakichś koszy, przerzucania ryb za skrzela, wijących się karpi, oczekiwania w basenach transportowych na podróż do sklepów, obrażenia karpi w transporcie w niedotlenionej wodzie). Każdy polski producent karpi przez 3 lata hoduje karpie pod specjalistycznym urzędowym stałym nadzorem weterynaryjnym. Opisane przez aktywistów OK zdarzenia wyeliminowałyby taką produkcję z obrotu.

GLWet. wydał specjalne zarządzenia – wytyczne – gdzie zawarte zostały zasady obrotu rybą, w tym także żywym karpiem.

Kolejnym mijaniem się z prawdą OK jest podany przykład sprawy sądzie z oskarżenia przez amatorską Fundację Noga w Łapę (NwŁ). W tej trwającej 8 lat sprawie sadowej zapadły 2 wyroki (SR i SO) w Warszawie. Oba wyroki przegrała ww. Fundacja, broniona zaciekle przez panią Karolinę Kuszelewicz. Z jej prawniczej inspiracji Sąd Najwyższy przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia (może ponownie na kilka lat. Będę świadkiem 21 stycznia 2019 r. w SR-Mokotów Ten proces to odpowiedz, kto i czym „zaśmieca” polskie sądy.

Reasumpcja:

W wyniku nagonki amatorskich stowarzyszeń obrońców zwierząt niektóre markety wobec ciągłych kontroli a nawet spraw sądowych, wbrew woli klientów odstąpiły ze szkodą dla Polaków od obrotu karpiem żywym. Wbrew nawoływaniom OK, NwŁ, Viva, klienci w zdecydowanej większości preferują zakup żywego karpia (często słusznie korzystając z usługi uboju). Dlaczego? Bo wiedzą najlepiej, jak wysokiej jakości jest taka ryba (nie mrożona). Do tego poglądu dochodzi polska tradycja świąteczna – błędnie przez stowarzyszenia (Viva) interpretowana jako wymysł PRL-u. Gdyby ten pogląd był prawdziwy to karp podlegałby PiS-owskiej ustawie dekomunizacyjnej (jak moja ulica Związku Walki Młodych). Obroniłem ulicę ZWM, to wierzę, że obronie sprawę polskich karpi!
22 lutego odbywa się w Rzeszowie Ogólnopolska Konferencja Hodowców Karpia. Tam zainteresowanych zapraszam na poważną dyskusję, jak przedstawia się hodowla i sprzedaż karpi.

Z poważaniem

Sławomir Litwin

20.XII – Dzień Ryby

Stowarzyszenie Otwarte Klatki opublikowało z tej okazji nagrania z tegorocznego odłowu, zachęcając do podpisania petycji postulującej całkowite zaprzestanie sprzedaży żywych karpi. Według badań CBOS z marca tego roku aż 86% Polaków popiera zakaz transportu żywych ryb bez dostatecznej ilości wody umożliwiającej oddychanie. Jak pokazują materiały opublikowane dzisiaj przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki, w trakcie procesu odłowu i sprzedaży karpi sytuacje, w których zwierzęta są pakowane w foliowe torby, przenoszone bez dostępu do wody, często w nienaturalnej pozycji, zdarzają się nagminnie.
Na pozyskanych przez aktywistów nagraniach widoczne są kolejne etapy ostatniej podróży karpi. Najpierw ze stawu, w którym są hodowane, spuszczana jest woda. Następnie rybacy okrążają łowisko coraz ciaśniej sieciami, tak aby ryby trafiły kanałami do basenów. Wiele z nich już na tym etapie zostaje poranionych przez ostre sieci. Karpie przerzucane są w dalszej kolejności do koszy, bez dostępu do wody, co powoduje, że duszą się i wiją w poszukiwaniu ucieczki. Na koniec przenoszone są do sortowni, gdzie oczekują w basenach transportowych na podróż do sklepu. To właśnie ten ostatni etap jest przedmiotem ostrej krytyki ze strony obrońców zwierząt.– Handel żywymi karpiami co roku wiąże się z ich ogromnym, a jednocześnie zupełnie zbędnym cierpieniem. Ryby doznają obrażeń w trakcie transportu, często nie mają też zapewnionych odpowiednich warunków na terenie sklepu, gdzie stłoczone i poranione z trudem przemieszczają się po zbiorniku w niedotlenionej, brudnej wodzie – mówi Marta Cendrowicz, Dyrektorka ds. kampanii biznesowych w Stowarzyszeniu Otwarte Klatki – Należy też pamiętać, że przenoszenie ryby w plastikowej torebce, nawet jeśli nie doprowadzi do jej śmierci, będzie dla niej zawsze torturą. Ponadto sprzedając żywą rybę, sklep nigdy nie będzie miał pewności, jak dalej potraktuje ją klient – dodaje. Według rekomendacji Głównego Inspektoratu Weterynarii, sprzedaż żywych ryb bez ich wcześniejszego uboju powinna być traktowana jako ostateczność. Teoretycznie dopuszczalna jest forma transportu bez wody, w specjalnej torbie oddzielającej ciało ryby od folii, jednak jak alarmują eksperci, wymiana gazowa przez powierzchnię skóry nie powinna być traktowana jako alternatywa dla pobytu w wodzie.
– W sprawie dotyczącej sprzedaży żywych karpi, w której reprezentowałam Fundację Noga w Łapę, Sąd Najwyższy orzekł, że fakt, iż karp wytrzymuje bez wody, nie oznacza, że w tym czasie nie cierpi – mówi Karolina Kuszlewicz, prawniczka i autorka bloga „W imieniu zwierząt” – Również samo utrzymywanie karpia w nienaturalnej pozycji ciała, w nadmiernej ciasnocie wprost narusza ustawę o ochronie zwierząt. Cieszymy się, że kolejne sieci sklepów rezygnują ze sprzedaży żywych ryb w trosce o swoje standardy etyczne i odpowiedzialność społeczną – dodaje.
W tym roku część sklepów postanowiła ograniczyć sprzedaż żywych karpi Aktywiści liczą, że kolejne sieci będą podejmowały podobną decyzję w trosce o swoje standardy etyczne i odpowiedzialność społeczną.