Skrzydłom koalicji pożary nie straszne

Obserwacja braku decyzyjności wśród liderów na których liczą wyborcy opozycji pozwala wątpić w ich rzeczywistą siłę. Podziały to najgorszy pomysł na jaki może się teraz skusić jakakolwiek partia po stronie przeciwnej do obozu rządzącego. Niektórzy wciąż jednak łudzą się, że ich indywidualne przekonania mają teraz jakiekolwiek znaczenie.

Hasło, które wydaje się jak mantrę powtarzać lider PSL, jakoby „skrzydła zbyt szerokie się łamią” (z pewnością nie anielskie, ponieważ PiS już zdążył dokonać oficjalnego podziału na dobrych i złych) tłumaczyć ma jego usilne przekonanie o słuszności ochrony swoich wyborców przed światopoglądowymi deklaracjami lewicy.  Nie wiadomo jednak jak dawno pod swoje skrzydła zaglądał  i czy zdaje sobie sprawę, kto tam jeszcze w ogóle jest. Kamysz zdaje się nie widzieć, że zielony szyld może już nie nieść za sobą żadnych realnych działań dla swoich wyborców. Nie jest już przecież tajemnicą, że strategiczna, daleko w przód wybiegająca propaganda PiS już dawno dotarła ze swoją wizją lepszej Polski na wiejskie tereny.  To właśnie teraz, w małym wiejskim kościółku odbywa się  mszalny wiec wyborczy PiS. W innej wsi
z kolei strażacy OSP „w ramach docenienia jej dotychczasowej działalności” otrzymują z kasy rządu kolejne przelewy na konta.
Mało kto przy tym  zdaje sobie sprawę, że strażacy z OSP wciąż i tak nie wiedzą co  zrobić z otrzymywanym kapitałem. Jak wynika z raportu NIK tylko 30% strażaków będzie potrafiło i mogło realnie skorzystać z zafundowanej im wiedzy i gasić pożary. Choć przed zmianą sposobu finansowania OSP ludowcy stali  murem wraz z PO, to niewiele zadziało się w tej sprawie. Pieniądze owszem napływają ale „z klucza partyjnego” którego zasady zna tylko prezes. A temu z kolei wcale nie zależy na tym, aby  ktokolwiek w kraju działał. Jedyną aktywnością jaką ma wykonać strażak z OSP jesienią jest pójście do urny i oddać głos na PiS.  Tym samym, w czasie kiedy PSL w stworzonej z ego bańce układa sobie swój wizerunek i chroni nieznanych sobie wyborców, PiS kolęduje od wsi do wsi i wskazując na efekty swojej „dobrej zmiany” przenosi na rękach na swoją stronę.
Partie po stronie opozycyjnej są silne i mogą bardzo wiele zdziałać w ramach swoich programowych założeń. Teraz jednak wybitnie daje się we znaki strach, który motywuje ich do jeszcze większych podziałów. Brak stanowczości jest znacznie większym zagrożeniem niż jakakolwiek mocno postawiona decyzja. Ego wciąż bierze górę nad rozsądkiem i nie pozwala PSL ustawić się twardo po stronie przeciwko największemu zagrożeniu dla Polski.
Strach Kamysza przed niegłosującymi i pozostającymi w domu potencjalnymi wyborcami PSL jest dla niego tak paraliżujący, że już dawno zapomniał w jakim celu tak naprawdę powstaje koalicja. Wydaje się wierzyć i podświadomie przekonywać  do tego innych, że kiedy nie daj boże pojawią się w koalicji z lewicą, fala LGBT  wyleje się szerokim strumieniem na polską wieś. Strach i obawy przed złowróżbnymi tęczowymi wizjami PSL to jednak nie to czego na prawdę powinni się obawiać.
Ludowcy wydają się nie  widzieć w jak dużym zagrożeniu jest obecnie nasz kraj. Samowola prawicy już dawno wylała się poza nasze granice i w obecnych dnia kompromituje Polskę również na arenie międzynarodowej.  Każdy podział w opozycji będzie więc  tylko wzmacniał obóz rządzący, który z racji obecności w niej prezesa – wizjonera nie ma już żadnych zahamowań.
W obecnym momencie, kiedy zagrożona jest demokracja  – każdy inny temat powinien zostać odłożony na bok. To nie LGBT jest bowiem zagrożeniem dla Państwa ale przyzwolenie na dalsze podziały. Na komfort indywidualnych poglądów i troskę o swoje ego można sobie pozwolić dopiero wtedy, kiedy odzyska się realną władzę w państwie. Obecnie to tylko taniec na cudzym weselu.
Każdy z wyborców jest człowiekiem, bez względu na swój kolor skóry, wyznanie, światopogląd czy orientację. Jako człowiek posiada wolność wyboru i jeżeli pozwoli się mu myśleć, wybierze właściwie dla siebie. Tym samym to podstawa demokracji powinna być punktem wyjścia w rozmowach o ewentualnym zjednoczeniu, a nie żadne inne argumenty przeciw bogu ducha winnym działaczom równościowym. W mądrze rządzonym kraju znajdą oni przecież i tak należne dla siebie miejsce.
Wywalczona wolność wyboru powinna być skierowana teraz na słuszne tory – dla dobra Polski, a nie egoistycznych indywidualnych motywacji. Tłum chce czuć siłę i zdecydowanie  – tylko wtedy pójdzie w ogień gasić nawet najbardziej rozgorzałe pożary.