Salto Mortale

Prawdopodobnie mózgowcy PiS dostrzegli w postawieniu zarzutu 7 byłym pracownikom KNF, w tym jego przewodniczącemu i jego zastępcy zarzutów w sprawie SKOK okazję do „odspawania” PiS od afery SKOK. Oto właśnie wskazano winnych.

 

Afera SKOK wisi nad Polską od kilkunastu lat. Teraz zmierza do zakończenia, ale czy będzie to dobre zakończenie? Jej twarzą, symbolem stał się ostatnio I Zastępca Prokuratora Generalnego, Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski. Pan minister, prawa ręka ministra Ziobry, referując wczoraj przed telewizyjnymi kamerami sprawę zatrzymania przez szczecińską prokuraturę byłego kierownictwa KNF pod zarzutem niedopełnienia obowiązków służbowych w latach 2013 – 2014 czym „doprowadzili do szkody na ponad 1,5 miliarda złotych oraz na szkodę interesu prywatnego w kwocie ponad 58 milionów złotych” jak mantrę powtarzał zaklęcie” „i to jest prawdziwa afera KFN”. Tezę tą musiał powtarzać dla wzmocnienia siły wypowiedzi i po to, aby głęboko zapadła w pamięć słuchaczy.
Tym samym I Z-ca Prokuratora Generalnego wyjawił, może bezwiednie, że owo spektakularne i bardzo kontrowersyjne zatrzymanie ma za cel podstawowy przykrycie afery korupcyjnej pisowskiego przewodniczącego KNF Marka Ch. Wydaje się jednak, że PiS zdecydowało się na próbę ustrzelenia przy tej okazji dubletu, że jest jeszcze drugi cel propagandowej ofensywy Nowogrodzkiej. Prawdopodobnie mózgowcy PiS dostrzegli w postawieniu zarzutu 7 byłym pracownikom KNF, w tym jego przewodniczącemu i jego zastępcy zarzutów w sprawie SKOK okazję do „odspawania” PiS od afery SKOK. Oto właśnie wskazano winnych, nawet tych, którzy swoją dociekliwość w kwestii nieprawidłowości SKOK nieomal przypłacili życiem.
To nie ich założyciel, dziś przewodniczący senackiej komisji finansów i przewodniczący Rady Krajowej SKOK Grzegorz Bierecki, to nie główny ekonomista SKOK wiceprzewodniczący sejmowej komisji finansów publicznych, nie ś.p. Lech Kaczyński, który jako prezydent kierował do sejmu projekty ustaw mających SKOK zapewnić szczególne warunki działania, nie mecenas Jedliński, autor tych projektów i przyjaciel Lecha Kaczyńskiego, nie wielu, wielu innych PiS-owskich polityków, którzy w Sejmie dzielnie bronili SKOK przed zewnętrznymi kontrolami, tylko właśnie aresztowani wczoraj pracownicy KNF winni są aferze . Tak to ma wyglądać w mediach, taką legendę ma kupować „suweren”. Legendę ma też wzmacniać fakt, że zatrzymania dokonały, na polecenie prokuratury, służby Centralnego Biura Antykorupcyjnego, chociaż formalnie zarzutów korupcyjnych ta prokuratura nie stawia. Zatrzymania dokonano również zaraz po tym, jak do opinii publicznej zaczęły przenikać zeznania oskarżonych w wołomińskiej aferze pracowników SKOK o tym, którym z imienia i nazwiska politykom PiS wręczali koperty z pieniędzmi.
Zasadności formułowanych zarzutów szkoda komentować, Może należy tylko przypomnieć, że bez względu na swoją absurdalność, dotyczą one kwoty 1,5 mld zł. Tymczasem za niegospodarność księstwa pana Biereckiego Bankowy Fundusz Gwarancyjny wypłacił jak dotąd ponad 4 mld zł. Ponieważ nie ma innych „beneficjentów” BFG uznać należy, że fundusz ten, tworzony przez wszystkie banki w Polsce, przekształcony został na Bankowy Fundusz Gwarancji dla SKOK.
Wołania o powołanie sejmowej komisji śledczej d.s. SKOK rozlegają się od dawna. Z niewiadomych powodów nie zdecydowała się na to PO, gdy była u władzy. Ale powstanie takiej komisji jest zasadne jak żadnej innej. To w aferze SKOK splatają się w olbrzymi węzeł interesy polityczne i prawdopodobnie finansowe polityków rządzącej Polską partii. Nie dziś, to z pewnością jutro komisja taka powstać musi.
Tymczasem PiS postawiło wszystko na jedną kartę: postanowiło użyć wszystkich swoich aktywów dla wyzwolenia się spod ciężaru odpowiedzialności za wielomiliardowe straty powołanego przez swoich luminarzy przedsięwzięcia. PiS uciekło się do działań mogących świadczyć o swojej skrajnej desperacji i o strachu.
To istne salto mortale, które Jarosław Kaczyński wraz ze swoją partią usiłuje wykonać ponad gigantyczną aferą SKOK nie może się udać. Jeśli stanie się inaczej mrok zapadnie pomiędzy Bugiem a Odrą na długie lata.
Tekst ukazał się na blogu „Jacka Uczkiewicza wołania na puszczy”.

PiS, chroniąc SKOK-i, ochronił Amber Gold

Przed ponad 7 godzin szef Rady Europejskiej próbował odpowiadać na pytania – czy raczej pytania z tezą – zadawane przez członków komisji.

 

Przesłuchanie kluczowego świadka

Przesłuchanie Donalda Tuska miało być wisienką na torcie, ukoronowaniem prac komisji i trampoliną do prezydentury Krakowa przewodniczącej Małgorzaty Wassermann. W toku prac komisja zdecydowała jednak, że byłego premiera przesłucha już po II turze, aby przewodnicząca uniknęła zarzutów o zbijanie politycznych punktów na przesłuchaniu Tuska. W efekcie przesłuchanie obnażyło tylko nieudolność komisji, jak i samej przewodniczącej.
Przez 2,5 roku prac komisja szukała dowodów na to, że Donald Tusk rozwinął parasol ochronny nad Amber Gold, ponieważ w należących do parabanku liniach lotniczych OLT Expres pracował Michał Tusk, syn premiera.

 

Oświadczenie przewodniczącej

Już na początku Małgorzata Wassermann powiedziała: – Jak pan wie, ma pan prawo do swobodnej wypowiedzi. Oczywiście może pan skorzystać z prawa do swobodnej wypowiedzi w taki sposób, że zaatakuje pan rząd, zaatakuje pan Prawo i Sprawiedliwość. Mieliśmy już z tym do czynienia. Ja liczę na to, że pan premier przyszedł tutaj wyjaśnić sprawę, że pan premier potrafi jeszcze wczuć się w sytuację ludzi skrzywdzonych, ubogich, ludzi, których ta afera pozbawiła środków do końca życia – mówiła przewodnicząca Wassermann.
– Skoro pani poseł już wygłosiła swoiste oświadczenia, to ja rezygnuję z tego uprawnienia – odparł Donald Tusk, który na przesłuchanie przyszedł bez swojego pełnomocnika Romana Giertycha, czym wyraźnie dał sygnał, że komisji się nie boi, a z zawiłościami pytań poradzi sobie sam.
Jeszcze przed wejściem na salę powiedział: – Intencje tej komisji i cele polityczne są dla wszystkich jasne.
Później wypowiedzi członków komisji z PiS i Kukiz ‚15 pełne były osobistych pytań w stylu: „czy jako premier 38-milionowego kraju nie jest panu wstyd?”, „co pan w tej sprawie zrobił?”; stwierdzali, że jako premier Tusk „niczego nie wiedział i nad niczym nie panował”, a także że „nie uratował pieniędzy zwykłych ludzi”.
Jednak ciągle prym wiodła przewodnicząca Wassermann: – Jak się pan czuje z tym, że pana minister okłamał Polaków mówiąc, że działania wobec Amber Gold były prowadzone od 2012, podczas gdy ustalono, że służby zajmowały się sprawą już od roku?
– Protestuję przeciwko metodzie insynuacji, którą państwo tu stosujecie – odpowiadał były premier. – Jestem skrępowany pytaniami o to, jak się czuję, bo nie jestem u lekarza – mówił.

 

Dwie krakowskie szkoły z aferą GetBack w tle

Jarosław Krajewski pytał, czy Tusk, gdy był premierem, wydał dyspozycję ABW ws. Amber Gold. Zdaniem Krajewskiego premier powinien zadaniować szefa ABW.
– Jak pan czuje się dziś jako premier 38-milionowego kraju, kłamał z mównicy sejmowej mówiąc o zadaniowaniu szefa ABW – wcinała się w pytania posła Krajewskiego przewodnicząca Wassermann.
– Zarzucanie kłamstwa bez poważnego uzasadnienia, byłoby czymś tak nie przyzwoitym, że nie podejrzewam pani o to – ripostował Tusk.
– Są dwie szkoły krakowskie funkcjonowania prokuratury i władzy – mówił były premier. – Jedną prezentował Jan Rokita, charakteryzuje się wyraźnym rozdziałem prokuratury od władzy, a drugą Zbigniew Ziobro. – Państwo jesteście zwolennikami drugiego systemu, gdzie prokuratura jest zależna od władzy. Ja uważam, że rolą premiera nie jest sugerowanie prokuraturze, jakie działania powinna podejmować – wyjaśniał Donald Tusk.
– Prokuratura niezależna i niekontrolowana przez władzę polityczną może skuteczniej wykonywać swoje funkcje – mówił Tusk. – Znamy sprawę z ostatnich kilkunastu miesięcy GetBacku. Gdyby przyjąć logikę, którą państwo stosujecie ws. Amber Gold, zgodnie z tą logiką panowie Morawieccy, premier i ojciec, powinni być przesłuchani, skazani i spaleni na stosie – dodał były premier.

 

Synem w premiera

Posłowie PiS dużo czasu poświęcili na udowodnienie tezy, że premier rozpostarł parasol ochronny nad AG, ponieważ w należących do parabanku liniach lotniczych pracował jego syn. Widać było, że ten wątek wzbudził najwięcej emocji w premierze.
– Rządzicie już 1000 dni i nie było problemu, żeby przesłuchać mojego syna. Cała moja rodzina jest do dyspozycji organów ścigania. Dlaczego wmawiacie ludziom, że chodzi wam o prawdę? Wam jest potrzebny spektakl, ta komisja, żeby tu powtarzać insynuacje na temat mnie i mojej rodziny – mówił wzburzony Donald Tusk. – Mój syn był zawsze do dyspozycji organów państwa w tej sprawie. Wygrywał procesy przeciwko tym, którzy sugerowali jakąś jego winę. Wiem, że jest uczciwym człowiekiem. Jako ojciec bardzo tę sprawę przeżyłem i przeżywam, gdy też na tej sali słyszę echo insynuacji – mówił (…).

 

Niechciane odpowiedzi

Zadziwiająca wymiana zdań miała miejsce z byłym wiceministrem obrony narodowej Bartoszem Kownackim. Gdy ten sugerował, że Prezes NBP Marek Belka w rozmowach musiał wspominać o niebezpieczeństwie związanym z AG.
– Nie informował mnie w żaden formalny sposób o sprawie Amber Gold. Tego typu kwestie to nie jest przedmiot poufnych, niezobowiązujących rozmów telefonicznych. To owocuje dokumentacją – mówi Donald Tusk.
Kownacki zarzucił Tuskowi, że ten zrzuca odpowiedzialność za aferę AG na Marka Belkę.
– Nigdy czegoś takiego nie powiedziałem. Ta sprawa ma wymiar honorowy. Bardzo prosiłbym, żeby pan odwołał to, co pan zasugerował – powiedział do Bartosza Kownackiego Donald Tusk.
Zdaniem posła PiS szef Rady Europejskiej nie odpowiadał na pytania, tylko „od rzeczy”, po czym powtórzył kolejny raz to samo pytanie.
– Czy pan jest w ogóle zainteresowany moimi odpowiedziami? – zapytał w końcu Donald Tusk.
– Odniosłem wrażenie, że uchyla się pan od odpowiedzi, zatem przejdźmy do następnego wątku – stwierdził Bartosz Kownacki, nie dając byłemu premierowi czasu na odpowiedź.
– Proszę przestać czytać przekazy dnia, proszę odnosić się od tego, co odpowiedziałem. Jeśli nie jest pan zainteresowany moimi odpowiedziami, to niech pan wygłosi oświadczenie do kamer – mówi w końcu Tusk, któremu nie dane było odpowiedzieć na ostatnie pytania posła PiS.

 

Mistrzowie ciętej riposty

Podobnych przepychanek słownych i złośliwości podczas kilkugodzinnego przesłuchania było bez liku. Oto kilka z nich:
Wassermann: – Czy pan pamięta taśmy?
Tusk: – Jakie taśmy?
Wassermann: – Te, co tam tego laptopa wyrwali w redakcji.
Tusk: – A te na których nagrany jest premier Morawiecki? Pamiętam.
Wassermann: – Dobrze, przechodzimy do faktów.
Tusk: – To dość późno, szczerze mówiąc, zważywszy na to, że mamy 4 godzinę przesłuchania.
Tusk: – Gdzie jest ten materiał, który otrzymałem?
Wassermann: – Dostał je pan do wglądu, a nie w prezencie.
Tusk: – Ale nie wglądnąłem jeszcze, co było dość oczywiste, bo za chwilę była przerwa.
Finalnie przesłuchanie byłego premiera Donalda Tuska zakończyło się po przeszło 7 godzinach. Przewodnicząca komisji stwierdziła na konferencji po zakończeniu przesłuchania: – Prace komisji jednoznacznie pokazały, że premier Donald Tusk nie zdał egzaminu, nie poradził sobie z rządzeniem takim państwem dużym, jak Polska.

 

 

Rozmowa z Krzysztofem Brejzą

 

JUSTYNA KOĆ: 7 godzin przesłuchania Donalda Tuska miało być ostatnim asem, walcem, który do końca rozjedzie Platformę i opozycję. Wyszło inaczej?

KRZYSZTOF BREJZA, członek komisji z ramienia PO: Bo do tego walca wskoczył wcześniej Donald Tusk i wrzucił wsteczny bieg, sam zaczął rozjeżdżać posłów PiS. To było starcie z ciągiem pomówień, manipulacji, insynuacji, tego kłamstwa i brudu wylewanego na Tuska i na Platformę przez ostatnie 2,5 roku w najdroższej w historii komisji śledczej. Przypomnę, że ta komisja polskiego podatnika kosztuje rocznie około 2 mln zł. Donald Tusk merytorycznie rozprawił się z insynuacjami komisji.

 

Komisja ds. AG została powołana 19 lipca 2016 roku, to 2,5 roku temu. W międzyczasie jako świadkowie wzywani byli politycy z pierwszych stron gazet: minister Rostowski, premier Belka, premier Pawlak, minister Gowin, nawet naczelny jednej z gazet. Komisja dwoiła się i troiła, aby udowodnić winę Tuska.

Dziś został on ostatecznie oczyszczony z tych wszelkich pomówień. To było coś na kształt katharsis. Wszelkie pomówienia dotyczące syna, niegodne atakowanie rodziny Donalda Tuska, obciążanie go tym, co powinni robić prokuratorzy, wszystko to zostało dziś zweryfikowane. To, co ustaliła komisja po 2,5 roku, szokuje. To, że prokuratorzy, którzy w końcowym etapie zajmowali się Amber Gold, zostali awansowani przez Zbigniewa Ziobrę. Trzeba tu też powiedzieć o przestępczości gospodarczej i o prokuratorze z biura prezydialnego Prokuratora Generalnego, który zagubił i nie dostarczył Andrzejowi Seremetowi alarmu o AG na 9 miesięcy przed upadkiem tej piramidy finansowej. Tych prokuratorów jest jeszcze więcej, bo były też przecież nieudane postępowania dyscyplinarne. Kariery tej czwórki prokuratorów wystrzeliły po przejęciu rządów przez PiS. Ta formacja jest zatem ostatnią, która ma moralne prawo mówić o rozliczeniach w sprawie AG. To nie Donald Tusk miał wyprowadzić Marcina P. z siedziby, to nie Donald Tusk miał postawić mu zarzuty, wreszcie nie Donald Tusk miał instrumenty, żeby zabezpieczyć pieniądze, jako premier, na koncie, ale ci prokuratorzy, którzy byli później awansowani za PiS.

 

Przez te 2,5 roku komisja próbowała udowodnić, że Donald Tusk ochraniał AG ze względu na syna, finalnie przewodnicząca orzekła dziś, że premier „nie poradził sobie z rządzeniem takim państwem dużym, jak Polska”. Pan widzi winnych afery AG gdzie indziej. Winę ponoszą prokuratorzy?

W końcowej fazie tak – mówimy tu o miesiącach od maja do sierpnia. Te 4 miesiące to czas, kiedy wyprowadzono ogromne pieniądze z AG pod nosem, można powiedzieć, prokuratorów z Gdańska. Jest też wątek tworzenia samego KNF przez PiS w 2006 roku, gdzie PiS odrzucił poprawkę PO. My chcieliśmy wtedy silnego nadzoru, PiS chroniąc SKOK-i odrzucił poprawkę Platformy. PO chciała objąć wtedy nadzorem instytucje parabankowe, PiS chroniąc SKOK-i nieopatrznie ochronił również Amber Gold. Wreszcie nawet po upadku AG, gdy PO łatała istotną lukę prawną, która pozwoliła rozwinąć działalność Marcinowi P. – mówię tu o integracji systemu KRK z KRS – PiS się wstrzymał w tej sprawie od głosu. Przypomnę też ostatnią aferę GetBack, gdzie tych pokrzywdzonych może być porównywalna ilość, ale środki, które są zagrożone, mogą być nawet dziesięciokrotnie większe niż w sprawie Amber Gold. W sprawie AG utracono 490 mln zł. GB to dobrych kilka miliardów, nie mówiąc już o SKOK-ach, gdzie państwo wypłaciło już do tej pory 5 mld z BFG. Gdyby nie determinacja Donalda Tuska i PO, żeby chronić biednych ludzi, którzy lokowali w SKOK-ach, to mielibyśmy teraz dużo większa aferę.

 

Jest też kwestia notatki z maja 2012 roku, w której ABW ostrzega najważniejszych polityków kraju przed AG, a z którą nic nie zrobiono.

To była notatka do kilku ministrów i do premiera, ale w tej notatce była mowa, że szef ABW jest w kontakcie z prokuraturą i przekazuje materiały prokuraturze, która podejmuje działania. To była notatka informacyjna. Pamiętajmy, że gen. Bondaryk informował w niej, że odpowiednie działania wraz z prokuraturą są podejmowane.

 

Co dalej z komisją? Miał powstać raport z prac i co?

Raport powstaje w ukryciu przed posłami opozycji. Zresztą wiadomo, dlaczego. PiS w oparciu o ten festiwal manipulacji stworzy dokument z różnych dziwnych wątków, żeby tylko przykleić coś do Tuska i Platformy. Wiadomo już, że to będzie „ćwierćraport” kompletnie oderwany od rzeczywistych ustaleń tej komisji. Te ustalenia są takie, że w 90 proc. to błędy prokuratury, szczególnie w ostatnim etapie sprawy AG, a prokuratorzy, którzy są za to odpowiedzialni, zostali awansowani przez PiS.

 

Jak ocenia pan same prace komisji? Dziś posłowie opozycji, członkowie komisji dowiedzieli się dopiero na sali, że są przygotowane jakieś materiały multimedialne. Często tak było?

To jest skandal. Do tej pory mieliśmy kilkadziesiąt przesłuchań świadków na komisji i nigdy nie było możliwości prezentowania czegoś takiego. Gdybym wiedział, że taka możliwość będzie, to przygotowałbym się do tego. Posłów opozycji z tego wykluczono, okazało się, że posłowie PiS-u się dogadali, mieli swój komputer z asystentem i puszczali wcześniej przygotowane filmiki. Mimo to udało mi się złapać posłów PiS-u na przekłamaniu. Prezentowali tam analizę, z której wynikało, że Tusk miał w grudniu 2011 roku rozmawiać z Markiem Belką w oparciu o analizę reklam. Ja udowodniłem, że ten wykres też jest przekłamany, bo ostatnie reklamy były w tytułach prasowych w maju i czerwcu 2012 roku, co wskazuje, że rozmowa Tuska z Belką była w maju lub czerwcu 2012 roku. Gdzie nie spojrzeć, manipulacje i kłamstwa, ciężko pod tym względem w tej komisji się pracuje.