Sąd sądem, a sprawiedliwość ma być po naszej stronie

Prominenci Prawa i Sprawiedliwości przejmują Sąd Najwyższy bo chcą zapewnić sobie bezkarność, jeśli po ewentualnej zmianie władzy będą musieli stanąć przed sądem.
Wielu polskich sędziów protestuje przeciw działaniom Kamila Zaradkiewicza, mianowanego na pełniącego obowiązki I prezesa Sądu Najwyższego. Stowarzyszenie Sędziów Iustitia wskazuje, że Polska pogrążona jest obecnie w chaosie wyborczym. W niedzielę 10 maja „odbyły się” wybory na urząd prezydenta RP, które się w rzeczywistości nie odbyły.
Również w Sądzie Najwyższym odbywają się wybory na kandydatów na I Prezesa SN, które trudno jest nazwać wyborami. Zawiaduje nimi pan dr hab. Kamil Zaradkiewicz, co do którego od lipca 2019 r. podejmowane są czynności dyscyplinarne. Warto zauważyć, że nie ma on za sobą aplikacji sędziowskiej, nigdy nie był więc prawdziwym sędzią – a „sędzią” został w 2018 r., z racji zajmowanego stanowiska, wtedy gdy PiS-owska władza skierowała go do Sądu Najwyższego.
Nie przeszkadzało to oczywiście prezydentowi Andrzejowi Dudzie w posłusznym powołaniu p. Zaradkiewicza na stanowisko wykonującego obowiązki I prezesa SN na podstawie tzw. ustawy kagańcowej (która w opinii wielu prawników jest sprzeczna z Konstytucją).
„Pan Zaradkiewicz wprowadził do Sądu Najwyższego najgorsze sejmowe zwyczaje. Niczym polityk odrzucił wniosek o przyjęcie regulaminu obrad, co nigdy wcześniej nie miało miejsca. Podejmuje również działania, aby jednoosobowo zdecydować o ważności głosowania” – wskazuje prezes Iustitii Krystian Markiewicz.
Jeszcze niedawno Kamil Zaradkiewicz zdejmował ze ściany portrety I prezesów Sądu Najwyższego z czasów PRL – a zaraz potem prowadził obrady tak, jakby cofnął się w czasie do tamtych lat.
Iustitia stwierdza, że stanowczo sprzeciwia się skandalicznym zachowaniom i decyzjom podejmowanym przez prowadzącego Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN pana Kamila Zaradkiewicza – i opisuje te przypadki, które psują kulturę prawną i pogłębiają chaos prawny w naszym kraju. Oto one:
Odrzucenie wniosku o przyjęcie regulaminu obrad – pan Zaradkiewicz odrzucił bez jakiegokolwiek uzasadnienia wniosek o przyjęcie regulaminu porządku obrad. Takie działanie sprawiło, że przez dwa dni obrad nie wybrano nawet komisji skrutacyjnej. Są to zachowania znane nam ze świata obecnej polityki parlamentarnej, a nie ze świata prawa i władzy sądowniczej, w którym operują sędziowie.
Odrzucenie wniosku o wyłączenie z obrad osób nielegalnie powołanych przez neo-Krajową Radę Sądownictwa i prezydenta Dudę. Pan Kamil Zaradkiewicz tym samym naruszył postanowienie Trybunału Sprawiedliwości UE z kwietnia 2020 r., które zakwestionowało uprawnienia sędziowskie tych osób. Tylko bowiem niezależni sędziowie – a nie nominaci ekipy rządzącej – mogą wybierać spośród niezależnych sędziów I Prezesa SN.
Zakwestionowanie uchwały Komisji o braku wyboru komisji skrutacyjnej. Pan Kamil Zaradkiewicz arbitralnie zakwestionował uchwałę Komisji, która stwierdziła, że w trzecim głosowaniu nie wybrano komisji skrutacyjnej. Takie działanie może wypełniać znamiona przestępstwa nadużycia władzy z art. 231 k.k., a jeśli w oparciu o nie dojdzie do prowadzenia i zakończenia Zgromadzenia udokumentowanego protokołem, będzie mogło to wypełniać znamiona przestępstwa fałszu intelektualnego z art. 271 k.k.
Iustitia, stowarzyszenie zrzeszające około 4 tys. polskich sędziów, apeluje więc do pana K. Zaradkiewicza o poszanowanie reguł i zasad działania SN, instytucji mającej ponad 100 lat. Do pozostałych neo-sędziów: o zachowanie zgodne z sędziowskim ślubowaniem. Natomiast do polityków obozu rządzącego o powstrzymanie się od dalszego łamania reguł demokratycznego państwa prawa. Sędziowie oczekują postępowania zgodnie z ładem wyrażonym w Konstytucji, a nie wolą zapisaną w jakimś partyjnym porozumieniu dwóch posłów.
Stowarzyszenie sprzeciwia się manipulowaniu prawem, potęgowaniu stanu niepewności i nieprzejrzystości zarówno w odniesieniu do wyborów na I prezesa Sądu Najwyższego, jak i prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Jednocześnie zapewnia, że dołoży wszelkich starań, aby każdy, kto przyczynia się do zamachu na konstytucyjny organ, jakim jest Sąd Najwyższy i I Prezes Sądu Najwyższego, stanął przed obliczem sprawiedliwości i odpowiedział za swoje czyny. Obowiązek doprowadzenia do ukarania winnych spoczywa na całym prawniczym środowisku w naszym kraju.
Warto tu dodać, iż PiS-owscy prominenci dobrze wiedzą, że gdy w Polsce dojdzie do zmiany władzy, grozi im sąd za ich nielegalne poczynania. Dlatego stosują zasadę Władysława Gomułki: „Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy” – i chcą przejąć Sąd Najwyższy, by w ostatniej instancji zapewnić sobie bezkarność i wyroki uniewinniające.

Porządek panuje w Sejmie

W sprawie emerytur Lewica zgłosiła projekt prospołeczny, wspierający słabszych – prawica z pogardą go podeptała.

Czy odwołanie Magdaleny Biejat z funkcji przewodniczącej komisji polityki społecznej i rodziny może oburzać? Tak, w tym samym stopniu co inne przejawy deptania przez PiS obyczajów i dobrych praktyk parlamentaryzmu, te wszystkie „musimy powtórzyć, bo przegramy” czy głosowania w Sali Kolumnowej. Czy dziwi? Absolutnie nie. Już prędzej dziwić może fakt, że rządząca prawica w ogóle poszła na taki eksperyment, jak oddanie socjaldemokratce kierowania komisją, w której właśnie socjaldemokraci, jeśli poważnie traktują swój program, mają wielkie pole do popisu.

Powiedzmy sobie zresztą uczciwie: nawet gdyby Kaczyński nie znalazł się tej sprawie pod presją katolickich fundamentalistów i gdyby Biejat pozostała na stanowisku, i tak czekałyby ją raczej niezliczone momenty frustracji niż wielkie sukcesy. PiS-owska większość w komisji, mogąca w dodatku liczyć na wsparcie pojedynczych reprezentantów Konfederacji i Kukiz15, wiedziałaby dobrze, kiedy podnosić ręce. Mieliśmy tego próbkę w poprzedniej kadencji, w tej i innych komisjach sejmowych, gdy tylko opozycja usiłowała zgłaszać swoje pomysły czy poprawki. W tej, jak widać, będzie tak samo.

Prawica znów jest prawicą

Dzięki pojawieniu się Lewicy w Sejmie zaistniała jednak subtelna, ale potencjalnie brzemienna w skutkach różnica. Przeciwko sobie nie stoją już tylko dwa skłócone bardziej personalnie i estetycznie niż programowo stronnictwa. I wystarczy, by socjaldemokraci potraktowali swoje socjaldemokratyczne idee z minimalną powagą, by spadały maski.
Tak stało się w komisji polityki społecznej w głosowaniu dotyczącym lewicowego projektu podniesienia emerytury minimalnej. Ustawa gwarantująca wszystkim emerytom minimalne świadczenie 1600 zł, a także podnosząca minimalną rentę, przepadła dzięki zgodnym głosom PiS i PO. Nie została skierowana do dalszych prac, nie próbowano nawet udawać, że uważa się ją za interesującą propozycję, by jeszcze przez chwilę poudawać troskę nawet nie o biednych, co absolutnie najbiedniejszych seniorów. Po prostu została wyrzucona do kosza. Także dlatego, że nie podobała się Lewiatanowi, wyjątkowo trafnie nazwanej konfederacji pracodawców. Taki zarzut pod jej adresem sformułowała posłanka PiS, ale przecież równie dobrze mogłaby to powiedzieć jej koleżanka z Platformy.

Arytmetyka jest bezwzględna

Zapewne nie będziemy parlamentarnej Lewicy zawdzięczać prawdziwych zmian na lepsze w tej kadencji. Arytmetyka sejmowa jest bezlitosna, cynizm, a w niektórych przypadkach fanatyzm Zjednoczonej Prawicy – bezgraniczny. Ciągle działa też machina propagandowa w postaci karykatury mediów publicznych. Oni prędzej rozpętają nową awanturę wymierzoną w nieistniejącego wroga niż spojrzą łaskawie na nieswoje projekty, choćby najlepsze i najbardziej potrzebne. Szybciej zaserwują nam całe tygodnie historycznych i symbolicznych wzmożeń, niż zajmą się tematami podsuwanymi przez lewą stronę. Własny potencjał prospołecznych, niezmiennie paternalistycznych gestów już wyczerpali.

PO wraca do korzeni

Tak samo pojawienie się w sejmie Lewicy doprowadziło do błyskawicznego wyparowania ostatnich pozorów „otwartości” i „wielonurtowości” w KO. Jeszcze nie tak dawno liberalne media chwaliły koalicję za skonstruowanie jakiegoś „lewego skrzydła” z Barbarą Nowacką, sugerowały, że właśnie wielogłos zostanie doceniony przez anty-PiS. Inna sprawa, że owe „lewe skrzydo” miało w najlepszym razie obstawiać tematy nazywane przez niechętnych „obyczajówką”, przez lewicę – kwestiami praw człowieka. Dziś to przeszłość. Żadnych praw kobiet ani tolerancji nie będzie, głos tej partii można sprowadzić do twardego anty-PiS-u czy słów Bartłomieja Sienkiewicza w TOK FM: „Platforma powinna być antysocjalistyczna. Mamy wrócić do tego z czego wyrośliśmy, głosić przewagę wolnego rynku nad wszystkimi innymi rozwiązaniami, socjalizm w każdym wydaniu jest dla Polski zgubny. Mamy być twardymi liberałami w kraju, w którym zagrażają socjaliści, a czy są oni z prawicy czy z lewicy, to nie ma znaczenia”.

Czy lewica wykorzysta szansę?

I to może być realna zasługa socjaldemokratycznej mniejszości w Sejmie: przywrócenie pojęciom właściwego miejsca. Sprawienie, że prawica pokaże swoją prawdziwą zamordystyczno-nieludzką twarz, czy raczej gębę pełną frazesów o nieomylnym wolnym rynku. A lewica – twarz tej siły, która broni ludzi przed jego ślepą niesprawiedliwością i przemocą. Tak już było w ostatnich dniach. Jeszcze zapanował w Sejmie pisowski porządek, ale jeśli socjaldemokratom uda się uporządkować pojęcia w głowach wyborców – zostanie zrobiony krok o znaczeniu nie do przecenienia.

Lewica po odwołaniu Biejat zapewniała, że nie przerwie walki o sprawiedliwość społeczną, że debata o emeryturach nie była ostatnią, w której nie zawiodła. Trzymamy za słowo.

Biskupi działają zgodnie z instrukcjami Watykanu

Podstawową cechą działania kościoła katolickiego jest zakłamanie. Dotyczy to oczywiście także pedofilii.

Opinia publiczna jest oburzona tuszowaniem pedofilii księży. Tymczasem obowiązkowe UTAJNIANIE tych przestępstw w kościele katolickim usankcjonowała instrukcja watykańska z 1922 r. pt „Crimen sollicitationis”. W roku 1962 powstała wprawdzie druga wersja instrukcji ale ciągle z zasadą pełnej tajności, pod groźbą ekskomuniki, obowiązującej wszystkie osoby biorące udział w postępowaniu zawsze w ramach struktur kościelnych, bez ingerencji świeckiego wymiaru sprawiedliwości.
Datę 30 kwietnia 2001 nosi list apostolski Jana Pawła II oddający sprawy pedofilii do załatwiania wyłącznie przez Kongregację Nauki Wiary, której szefem był wówczas

Kardynał Ratzinger.

Znali się bliżej z czasów Soboru Watykańskiego II (1962-1965), kiedy to obaj robili wszystko żeby kościół katolicki zbytnio sie nie unowocześnił. List nie zmienił zasady zachowania milczenia. Pamiętam protesty organizacji katolickich z różnych krajów kierowane do komisji watykańskiej d/s wyświęcenia papieża Polaka, m.in. dotyczące ukrywania pedofilii. Na początku filmu Sekielskich słyszymy przysięgę – zobowiązanie do milczenia – powtarzaną przez kobietę – ofiarę księdza pedofila. Tytuł filmu też do tego słusznie nawiązuje.
To właśnie katolicki obowiązek utajniania tych przestępstw spowodował, że komisje, które powstały w kilku krajach były i są wyłącznie świeckie, BEZ przedstawicieli Kościoła.
Te komisje powstały m.in. także dlatego, że często te przestępstwa się przedawniły mimo, że w wielu państwach europejskich przestępstwo to przedawnia się po 20 latach od uzyskania pełnoletności przez ofiarę. Powstały głównie dla ofiar i często doprowadzaly do kar więzienia oraz do istotnego zadośćuczynienia finansowego zwykle na koszt kościoła.
Ponieważ w Polsce kościół katolicki ma ogromny wpływ na tworzenie prawa, pedofilia przedawnia się u nas błyskawicznie. Dopiero od 2014 roku jest to 30 rok życia ofiary. Przedtem było 5 lat od uzyskania pełnoletności ofiary i to pod wpływem nacisków Unii Europejskiej, bo jeszcze przedtem było to 10 lat od przestępstwa, co było skandaliczne. Jest oczywiste, że człowiek 30 letni – o zrujnowanej psychice – rzadko jest wystarczająco silny na stawienie czoła machinie sądowej. W Szwajcarii pedofilia w ogóle się nie przedawnia (było referendum). I to rozwiązanie chyba jest najsłuszniejsze.
KSIĘŻA BARDZO RZADKO SĄ ARESZTOWANI W MOMENCIE DONIESIENIA. Często mają całe tygodnie na mataczenie i urabianie świadków. Nawet wtedy gdy zostali prawomocnie skazani na więzienie, zwykle wyrok nie przekracza 2 lat dlatego, że taka kara umożliwia zwolnienie z odbywania kary z powodu złego stanu zdrowia. Skazany natychmiast ciężko choruje. Podejrzewam, że niektóre zabójstwa księży dokonane przez młodych ludzi były spowodowane właśnie bezkarnością księży-przestępców, co musiało budzić dodatkowo ogromną frustrację ofiar. Te przypadki powinny być starannie zrewidowane np. sprawa Dawida z Blachowni pod Częstochową.

Zgodnie z polskim prawem 

ofierze można zasądzić ZADOŚĆUCZYNIENIE FINANSOWE, ale polski kościół katolicki – bezwstydnie bogaty – twierdzi, że ksiądz jest prywatną osobą fizyczną a nie funkcjonariuszem kościoła. A przecież jest nim i to w dodatku umundurowanym. To zadośćuczynienie jest tym bardziej ważne, że często ofiarami pedofilow kościelnych padają dzieci zaniedbane z rodzin dysfunkcyjnych, nie mające oparcia w rodzicach. Niedawny wyrok z zadośćuczynieniem 1 mln zł jest wreszcie jakimś zwrotem ku normalności choć renta powinna być określona w sposób uwzględniający długi czas wypłacania np w wysokości dwóch rent minimalnych. Trudno sobie wyobrazić żeby osoba o tak zrujnowanej psychice domagała się co jakis czas przed sądem należnej podwyżki.

A we Francji

kościół katolicki ogłosił, że bedzie wypłacał zadośćuczynienia ofiarom księży pedofilów mimo kodeksowego przedawnienia. Trzeba podkreślić, że francuski kościół katolicki jest biedny jak mysz kościelna w porównaniu z kościołem polskim. Ustawa o rozdziale kościoła od państwa z 1905 r. upaństwowiła nawet budynki kościelne. Trzeba przyznać, że we Francji problem jest marginalny, bo czynnych katolików jest tylko ok. 7 proc. populacji.
Nie sposób nie poruszyć przy tej okazji sprawy nadużyć coraz częściej odprawianych praktyk nazywanych EGZORCYZMAMI. Nie wierzę, żeby nie dochodziło do ohydnych gwałtów gdy egzorcysta zamyka się w oddzielnym pomieszczeniu z młodą dziewczyną. W niektórych państwach egzorcyzmy są prawnie zakazane.

W Polsce należałoby wprowadzić wysokie kary

grzywny dla osób, które wiedzą o przestępstwach wobec dzieci a nie informują o tym prokuratury. Byłoby to skuteczniejsze niż obowiązujące teraz kary więzienia chyba nigdy nie zastosowane.
Histeryczne okrzyki prezesa o 30 latach więzienia dla sprawców to przesada.
Ważne, żeby kara była rzeczywiście egzekwowana. W państwach funkcjonujących prawidłowo od dawna odchodzi się od długich kar więzienia. Pomysłodawca zapomina o tym, że zresocjalizowany więzień ma wrócić do społeczeństwa a nie zdemoralizować się do końca. Jeszcze miałoby to od biedy sens gdyby odbywało się na koszt kościoła.
Zasady papieża Franciszka wyrażone w niedawnym liście pasterskim niestety nie przynoszą przełomu. Trudno było spodziewać się rewolucji. Franciszek nie działa w próżni a większość hierachów nie chce istotnych zmian. Uważają, że milczenie pomaga Kościołowi zachować nieskazitelny wizerunek. A bez OBOWIĄZKU oddawania sprawców pod świecki wymiar sprawiedliwości nie będzie żadnej ochrony dzieci.
Reasumując prawidłowe byłoby wzorowanie się na działalności wyłącznie ŚWIECKICH specjalnych komisji w państwach zachodnich co niestety nie jest możliwe pod rządami PiSu. Wyszłaby z tego karykatura, co widać po urzędowym spisie pedofilów stworzonym z inicjatywy Ziobry – nie ma w nim ani jednego przedstawiciela kleru. Było oczywiste, że tak będzie, bo kościół katolicki stoi w Polsce ponad prawem.
Po filmie KLER i po dokumencie Sekielskich być może znajdą się w nim nazwiska byłych księży. Trzeba dodać, że pedofile świeccy bywali skazywani – ostatnio rzadziej – na kary bardzo surowe, nieraz wieloletniego więzienia i przeżywają prawdziwą gehennę w więzieniu. Zdarzały się samobójstwa.

Uważam, że taką komisję

ze specjalnymi ustawowymi uprawnieniami zniesienia przedawnienia i ustaleniami solidnego zadośćuczynienia finansowego na koszt Kościoła mógłby powołać Rzecznik Praw Obywatelskich. Koszt funkcjonowania komisji powinien ponosić oczywiście Kościól.
Na koniec dodam, że głoszona przez kościół opinia jakoby pedofilia występowała w kościele w takiej samej proporcji jak i w społeczeństwie świeckim jest zupełnie nieuprawniona, bo w zasadzie tylko księży i zakonników katolickich obowiązuje celibat. A celibat powoduje, jak twierdził mój zmarły mąż, że „sperma uderza im do głowy”.

Utworzyć kolejną komisję? NIEBEZPIECZNE ZMIANY KLIMATU

Trwa moda na komisje śledcze. Szefowie partii Zielonych zaapelowali właśnie do posłów o powołanie sejmowej komisji śledczej.

 

Nowa komisja ma zbadać ignorowanie kryzysu klimatycznego przez Polskę i jej kolejne rządy – oraz wskazać winnych polityków, których należałoby pociągnąć do odpowiedzialności.
Zieloni chcą również powołania rządowego zespołu kryzysowego, który ma stworzyć plan działań do 2050 r. i zbadać wpływ zmian klimatu na polską gospodarkę i społeczeństwo.
Jak alarmują Zieloni, jesteśmy ponoć świadkami największej afery w dziejach Rzeczypospolitej Polskiej. Ma ona polegać właśnie na tym, że kolejne rządy ignorują nadchodzącą katastrofę klimatyczną, która jest najgroźniejszym wyzwaniem dla Polski oraz dla całej ludzkości. Zieloni domagają się wyjaśnienia przyczyn tych zaniechań przez sejmową komisję śledczą.
Ta komisja sejmowa miałaby na przykład ustalić, dlaczego od 1991 r., kiedy powstał pierwszy, ostrzegawczy raport Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu, polskie rządy ignorowały zalecenia klimatycznych ekspertów.
Przez wszystkie te lata żaden z rządów nie opracował planu dostosowania polskiej gospodarki do wyzwań związanych ze zmianami klimatu. W efekcie, emisje naszych gazów cieplarnianych rosną, a dorobek polskiego rolnictwa ekologicznego został zniszczony. „Ponadto, politycy różnych opcji kwestionują naukowo udowodnione zagrożenie zmianami klimatu wywołanymi przez człowieka, wprowadzając opinię publiczną w błąd i umniejszając skalę problemu” – zarzucają Zieloni.
Ponadto, Polska jako gospodarz szczytu klimatycznego COP 24 sabotuje jego ideę, reklamując węgiel i chwaląc się potrawami z dziczyzny. Pytanie, jakie za tym stoją grupy interesu i którzy konkretnie politycy forsują te szkodliwe dla Polski i świata rozwiązania? – zastanawiają się Zieloni.
Żądają oni, żeby komisja zbadała m.in. blokowanie przez Sejm rozwoju czystej energii, przejawiające się m.in. problemami z wprowadzeniem tzw. ustawy prosumenckiej, czy przyjęciem „ustawy odległościowej”, ograniczającej (według nich bezpodstawnie) budowę nowych farm wiatrowych. Komisja mogłaby również zająć się zaniedbaniami po stronie rządu. Takimi zaniedbaniami, zdaniem Zielonych, mają być m.in. brak rządowego planu obniżenia emisji gazów cieplarnianych oraz brak inwestycji w innowacyjną gospodarkę i rolnictwo ekologiczne.
Zieloni domagają się również powołania rządowego zespołu kryzysowego ds. zmian klimatycznych. Plan strategiczny transformacji polskiej gospodarki do 2050 roku, ich zdaniem powinien obejmować m.in, doprowadzenie do zerowej emisji szkodliwych pyłów w gospodarce (co oczywiście jest utopią), odbudowę biosfery oraz przestawienie polskiego rolnictwa na rolnictwo ekologiczne, wspomagane innowacjami technologicznymi.
Przedstawiciele tej partii uważają, że zmiany klimatyczne są dziś najważniejszym tematem politycznym nie tylko w Polsce, ale na świecie.
Zieloni wskazują, że decydują się w tej chwili losy naszych dzieci i przyszłość całej naszej cywilizacji. Dlatego właśnie Komisja Sejmowa ds. Ignorowania Kryzysu Klimatycznego byłaby najważniejszą komisją w historii polskiego parlamentaryzmu. Mogłaby ona pomóc Polsce i jej obywatelom dokonać epokowej zmiany w myśleniu.

Obywatele zamiast kamer

Europeizujmy się. Pod rozwagę tych, do których należy decydowanie o tym, czy wybory w Polsce staną się uczciwsze.

 

Mimo kilku zmian kodeksu wyborczego w ostatnich latach, nawet sama technika głosowania nie jest w Polsce wzorowana na krajach o utrwalonej demokracji.
We Francji członek komisji stoi przy urnie, sprawdza tożsamość głosującego obywatela i po wrzuceniu kart do przezroczystej urny, głośno wygłasza formułę: „ Pani – nazwisko – zagłosowała”. Dopiero wtedy głosujący podpisuje się na liście.
U nas przeciwnie – głosujący najpierw podpisuje się na liście i odbiera karty do głosowania. W tym momencie komisja przestaje się nim interesować. Głosujący może nawet wyjść z lokalu, wrócić po godzinie i wrzucić karty do urny. Komisja na to nie zwraca uwagi. To niewyobrażalne na Zachodzie. O ile pamiętam – w Ambasadzie Polskiej w Brukseli w wyborach 2011 było więcej kart wyborczych w urnie niż głosujących.

 

Daleko od uczciwości

Nie wierzę, żeby w Polsce wybory były całkiem uczciwe. Członkowie komisji, zwłaszcza o nielicznym składzie, mogli dokonać wyboru kart albo unieważnić niektóre karty według własnych preferencji, dodając drugi krzyżyk.
W czasie przedostatnich wyborów do Sejmu, o czym pisała prasa, zidentyfikowano członka komisji chyba na Śląsku, który unieważnił w ten sposób ponad 50 głosów. A ilu nigdy nie ujawniono?
W 2006 r na własne oczy widziałam na wsi komisję obwodową – dwie dziewczyny – a ilość nieważnych głosów dochodziła tam według Państwowej Komisji Wyborczej do 30 proc.
Znam kandydatów do samorządu, którzy dowiadywali się ze zdumieniem, że nawet sami na siebie nie głosowali! A teraz partia rządząca poszła na całość: można stawiać krzyżyki i mazać w tylu kratkach ile dusza zapragnie. Obserwatorzy zagraniczni – a pewnie do tego dojdzie – będą mdleć na ten widok, a na pewno będą to fotografować.

 

Ważne kto liczy głosy

Parę razy zwracałam uwagę Sejmu – i nie tylko – na konieczność europeizacji niektórych przepisów polskiego kodeksu wyborczego.
Jak mówił Lenin – nieważne kto jak głosuje ale kto liczy. Do pilnowania prawidłowego liczenia głosów we Francji może zgłosić się każdy dorosły obywatel, który w dniu wyborów przyjdzie do lokalu wyborczego przed godziną zamknięcia. Komisja nie wie jaki będzie skład „strażników”. Ludzie ci stoją nad głowami komisji i patrzą jej na ręce „jak sępy” jak to określił mój znajomy Francuz, wielokrotny członek obwodowej komisji wyborczej. „Strażnicy” mogą opuścić lokal wyborczy dopiero po podpisaniu protokołu przez komisję obwodową.
Każdy obywatel może więc osobiście dopilnować prawidłowości wyborów.To dlatego francuska krajowa komisja wyborcza praktycznie nie przyjmuje żadnych reklamacji.
Dlatego też Francuzi są przeciwni głosowaniu przez internet. Na tym polega społeczeństwo obywatelskie. Najwyższa pora, żeby powstało w Polsce. Procedury tak efektywnej nie zastąpią żadne kamery. W dodatku nie pociąga ona za sobą prawie żadnych kosztów w przeciwieństwie do obłędnych kosztów kamer, nie do końca policzonych. A więc zamiast kamer – żywi obywatele – uważa stowarzyszenie Racjonalna Polska.

 

Startować każdy może

Zakładam, że nie dojdzie do liczenia głosów w innym miejscu niż lokal obwodowej komisji wyborczej, co zakrawa na kpiny z obywateli, jeżeli Polska ma zostać w Unii Europejskiej. Takiego scenariusza 80 proc. Polaków nie wybaczyłoby politykom, którzy do tego doprowadzili.
Na koniec muszę dodać, że w porównaniu z innymi państwami europejskimi wybory w Polsce charakteryzują się zawrotną liczbą kandydatów. W samorządzie na zbyt dużą liczbę – stworzoną w epoce TKM (czyli, teraz, k…a, my) – ok. 47 tys. radnych na cały kraj (nie licząc wójtów, burmistrzów itd.), mamy aż dwieście kilkadziesiąt tysięcy kandydatów. Aż się prosi zmniejszenie tej ostatniej liczby nawet do połowy.
Umożliwiłoby to skreślanie nazwisk na karcie z pozostawieniem tylko jednego nazwiska, jak w wielu krajach Europy. „Książeczki” nie będą konieczne. Koszt wyborów spadłby znacznie.
Poza tym w wyborach samorządowych w ogóle nie powinno być progów dla komitetów wyborczych. Do samorządu powinni wejść kandydaci wg ilości uzyskanych głosów bez względu na to z jakiego komitetu wyborczego pochodzą. Europeizujmy się!