Konie przejadają Polskę?

Może nie przejadają (jak mogliśmy przeczytać czterdzieści kilka lat temu), ale na pewno trzeba do nich coraz więcej dokładać. To rezultaty PiS-owskiego gospodarowania.
A dokładać trzeba, gdyż za sprawą nieudolności i zaniedbań różnych PiS-owskich nominatów, hodowla koni z której jeszcze kilkanaście lat temu słynął nasz kraj, teraz przynosi coraz większe straty i oceniana jest coraz gorzej. Zwłaszcza na świecie, gdzie pamiętane są bodaj najgłośniejsze negatywne zdarzenia, do jakich doszło, gdy PiS dokonało skoku także na kierownicze stołki w stadninach – czyli padnięcie dwóch klaczy żony muzyka Rolling Stones w 2016 r. Oczywiście wkrótce potem Shirley Watts zabrała swoje pozostałe klacze ze stadniny w Janowie Podlaskim.
Za niekompetencję, nepotyzm i brak rozumu trzeba płacić (choć niestety nie zawsze), toteż państwowa hodowla koni w Polsce zaczęła przynosić straty.
„Hodowla koni w spółkach stała się deficytowa. Istotny wpływ na systematycznie pogarszającą się sytuację finansową spółek hodowli koni miały coraz niższe wyniki hodowli koni, której przychody nie pokrywały kosztów ponoszonych na tę działalność” – stwierdza Najwyższa Izba Kontroli w swoim niedawnym raporcie.
Ujemny wynik z hodowli koni za 2015 r. wyniósł nieco ponad 10 mln zł, za 2016 r. – prawie 13 mln zł, za 2017 r. – 14,5 mln zł a za 2018 r. nieco ponad 17 mln zł. Takie są efekty PiS-owskiego gospodarowania.
Zdaniem NIK pogarszająca się sytuacja finansowa spółek hodowli koni w niektórych przypadkach może spowodować zwiększenie ryzyka upadłości podmiotów o szczególnym znaczeniu dla gospodarki narodowej (za takie uważane są stadniny) – i stanowić zagrożenie dla stabilności hodowli koni. Stadniny mają bowiem strategiczne znaczenie dla postępu biologicznego, dzięki któremu można zachowywać – czy raczej, można było zachowywać do czasu rządów PiS – polską specyfikę doskonałej hodowli koni.
Państwowa hodowla koni w Polsce jest prowadzona w 20 spółkach, nadzorowanych przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa. Ów nadzór, także przejęty przez PiS, jak widać nie okazał się szczególnie skuteczny i nie zapobiegł regresowi. W tych spółkach hodowane są konie dziewięciu ras. W Polsce hodowlą koni zajmują się również podmioty prywatne.
Obecnie ponad połowę pogłowia koni w Polsce stanowią konie zimnokrwiste i tzw. pogrubione, które w II połowie XX wieku z koni roboczych stały się głównie końmi rzeźnymi, z apetytem jedzonymi m.in we Włoszech. U nas konina przestała być popularna w miarę stopniowego wzrostu poziomu zamożności społeczeństwa. Jednak pół wieku temu potrawy z koni widniały w polskich książkach kucharskich, a dziś można je znaleźć w internecie na stronach, starających się o przywrócenie koniny do polskiego jadłospisu. Ale najważniejsza w w Polsce jest oczywiście hodowla koni arabskich czystej krwi. „Jako jedyna ma znaczenie międzynarodowe i ma realny wpływ na hodowlę światową” – zauważa NIK, choć raczej należałoby sprecyzować, że miała do 2016 r.
Bez wątpienia na poziom hodowli miała wpływ częstotliwość zmian składów organów zarządzających spółek. W ocenie NIK nie sprzyjało to ciągłości i jakości zarządzania. W latach 2016-2018 stadniny w Janowie Podlaskim i Michałowie miały po 4 prezesów każda.
Izba wylicza, że ogółem w latach 2015-2019 odwołanych zostało 43 członków zarządu 14 spółek hodowli koni, w tym 21 odwołanych członków zarządu nie otrzymało absolutorium z wykonania obowiązków. W okresie tym powołano 41 członków zarządu, w tym jako pełniących obowiązki prezesa zarządu powołano 31 osób, a 10 członków zarządu wyłonionych zostało spośród kandydatów, którzy zgłosili się w trybie postępowania kwalifikacyjnego.
Tę karuzelę kadrową można zrozumieć, bo przecież oczywiste jest, że nowe władze PiS-owskie chciały się jak najszybciej nachapać. Zrozumiałe też, że musiało to mieć marne konsekwencje dla państwowej hodowli koni, czym zresztą nikt się specjalnie nie przejmował.
Wśród przyczyn regresu hodowli koni w Polsce NIK wymienia między innymi i to, że dotychczasowa strategia działania spółek hodowli koni, polegająca na utrzymywaniu hodowli koni przez inną działalność (np. hodowlę bydła, produkcję mleka i produkcję roślinną) przestała przynosić efekty. Wpływ na to miały susze w latach 2018 i 2019 r. – bo spółki nie otrzymywały dopłat z tego tytułu.
Inny powód to rabunkowa polityka wyprzedawania wartościowych koni, zamiast pozostawiania ich dla rozrodu, w celu doraźnej poprawy wyników finansowych. PiS-owscy nominaci z upodobaniem stosowali tę prymitywną, krótkowzroczną metodę. Jak wskazuje NIK, średnia cena za sprzedanego konia w trzech spółkach zajmujących się hodowlą koni arabskich czystej krwi, czyli w Michałowie, Janowie Podlaskim i Białce, uległa zmniejszeniu ze 104 tys. zł z 2015 r. do 23,8 tys. zł w 2018 r.
Generalnie, zdaniem NIK, państwowa hodowla koni w Polsce prowadzona była przez spółki rzetelnie, nie zawsze jednak gospodarnie. Dotyczyło to przede wszystkim gospodarowania majątkiem spółek. Izba wykryła też nieprawidłowości, mogące ewidentnie służyć interesom osób prywatnych, takie jak trzymanie czyichś koni po cenach niższych niż określone w cennikach lub w ogóle za darmo. Nie jest podane, czy przypadkiem nie była to darmowa usługa na rzecz koni jakichś dygnitarzy PiS.
Oczywiście negatywny wpływ na kłopoty państwowych spółek hodowli koni miały też czynniki o charakterze międzynarodowym. NIK wymienia tu sytuację na rynku koni użytkowych i sportowych, zmniejszenie zainteresowania końmi arabskimi czystej krwi, zmniejszające się zapotrzebowanie na ogiery-reproduktory.
Nie ulega jednak wątpliwości, że do tych negatywnych tendencji znacząco przyczyniła się wyprzedaż koni wysokiej klasy, prowadzona przez Polskę. Niestety, w ostatnich latach właśnie w ten sposób objawił się, wymieniony przez NIK, „realny wpływ na hodowlę światową” jaki ma państwowa hodowla koni arabskich w naszym kraju.

Dramat koni w czasach zarazy

O ile koronawirus nie zagraża zdrowiu i życiu zwierząt bezpośrednio –pośrednio jego skutki mogą być dla koni dramatyczne. Domy adopcyjne zaczynają oddawać fundacjom konie, a firmy wycofują wsparcie finansowe –alarmuje Fundacja Viva!, utrzymująca w swoich stajniach kilkadziesiąt uratowanych koni. Kończą się zapasy siana, leków i suplementów dla chorych i starych zwierząt, a na zakup kolejnych Fundacja nie ma środków.

W stajniach Fundacji Viva! mieszka obecnie 78 koni, w domach adopcyjnych pozostaje 155 koni uratowanych przez organizację. Konie przebywające w fundacyjnych stajniach to zwierzęta w najtrudniejszej sytuacji – stare, schorowane, „nieadopcyjne” z wielu powodów. Wymagające szczególnej opieki, kosztownego leczenia, wyjątkowych warunków.

– Nigdy nie podejrzewaliśmy, że przyjdzie czas, kiedy będziemy musieli przyznać, że sytuacja naszych zwierząt jest dramatyczna… – mówi Ilona Dąbrowska, koordynatorka akcji Ratuj Konie Fundacji Viva! – Jednak ten czas właśnie nadszedł, a koronawirus pośrednio zagroził naszym zwierzętom. Domy adopcyjne zaczęły zwracać do fundacji konie, które są przecież dużo droższe w utrzymaniu od psów czy kotów. Dodatkowo firmy tnąc koszty wycofują swoje wsparcie finansowe dla fundacji – tłumaczy.
Fundacja Viva! już teraz ma problemy z zaopatrzeniem. Jednym z powodów jest izolacja części rolników – ci pozamykali gospodarstwa i nie chcą mieć kontaktu z obcymi, a więc również nie sprzedają siana. Natomiast ci rolnicy, którzy wciąż je sprzedają, podnieśli ceny ze 100 na 180 zł za balot. Drugim problemem, znacznie poważniejszym, jest wycofywanie stałych dotacji przez firmy od lat sponsorujące utrzymywanie zwierząt. – Te dotacje były dla nas stałym, pewnym, comiesięcznym zastrzykiem gotówki, który dawał nam bezpieczeństwo finansowe w utrzymaniu uratowanych przez nas zwierząt – mówi Cezary Wyszyński, prezes Fundacji Viva! – Dodatkowo termin rozliczenia PIT przesunięto z końca kwietnia na koniec czerwca. Dla nas to sytuacja dramatyczna, bo utrzymujemy zwierzęta tylko z datków i 1% podatku, którego przekazanie opóźni się o około 2 miesiące. W związku z tym musimy tak gospodarować tym, co mamy, żeby starczyło na 2 dodatkowe miesiące, co przy kilku tysiącach wszystkich zwierząt różnych gatunków, będących pod naszą opieką, nie jest łatwe – dodaje.
Część z koni, będących pod opieką fundacji, zostało odebranych interwencyjnie, bo ich życie i zdrowie było zagrożone. Teraz, w związku z kryzysem wywołanym pandemią, konie są ponownie w dramatycznej sytuacji. Konieczna epidemicznie izolacja może potrwać jeszcze kilka, a nawet kilkanaście tygodni, a co za tym idzie – problemy z utrzymaniem zwierząt będą coraz większe.

Dzienne wyżywienie 1 konia to koszt 12 zł. Ale już w przypadku 8 fundacyjnych koni na specjalnych dietach to kwota 22 zł dziennie. W stajniach Fundacji Viva! mieszka obecnie 78 koni, co oznacza, że każdego dnia na samo ich wyżywienie potrzeba około 1016 zł. Miesięcznie na samo wyżywienie koni fundacja wydaje zawrotną kwotę prawie 30 000 zł.
Do tego dochodzą szczepienia, regularna korekcja kopyt, suplementy i leki, które stale podajemy chorym koniom. – Niestety większość naszych koni choruje – mówi Ilona Dąbrowska – Już w chwili interwencji lub wykupu zwykle były one w nienajlepszym stanie, często z powodu swojego wieku lub wcześniejszych warunków życia. Do tego dochodzą nagłe przypadki, które generują wysokie koszty leczenia weterynaryjnego – tłumaczy. Dziś Fundacja ma do odbioru z kliniki weterynaryjnej dwa konie po operacjach – faktury opiewają na 8 000 zł. Dodatkowo ostatnie wizyty lekarza weterynarii u koni w fundacyjnych stajniach to kolejne 4 000 zł. Koszt jednej wizyty waha się od 200 do nawet 1500 zł, w zależności od schorzenia i wykonanych badań diagnostycznych, podanych leków, wykonanych zabiegów. W Fundacji Viva! już teraz brakuje leków, suplementów i paszy dla staruszków, które nie mają zębów i nie przeżuwają siana.
Dodatkowo domy adopcyjne zaczęły zwracać nam adoptowane konie. – W ciągu tygodnia już 5 koni wróciło do naszych fundacyjnych stajni – mówi Cezary Wyszyński – Zgodnie z umową adopcyjną rodzina adopcyjna może w trudnej sytuacji zwrócić konie do fundacji. Jest to dramatyczna decyzja, zarówno dla zwierząt, opiekunów, jak i dla nas. Musieliśmy je przyjąć, to nie podlegało dyskusji – dodaje. W domach adopcyjnych przebywa jeszcze 155 koni Fundacji Viva! Aktywiści mają nadzieję, że tak pozostanie, ale nie można wykluczyć, że zwrotów z adopcji będzie więcej.

Fundacja Viva! prosi o pomoc w utrzymaniu uratowanych koni – 100 000 zł pozwoli zabezpieczyć zwierzęta w ciągu najbliższych, zapewne najtrudniejszych 3 miesięcy: https://pomagam.pl/uratujkonie