Błogosławią karabiny, a nie chcą pobłogosławić ludzkiej miłości

„Ten Kościół budzi we mnie strach. Powinien mieć ramiona zawsze otwarte, wychodzić naprzeciw, pamiętać, że dla Jezusa prawda to nie doktryna, lecz dobro, które trzeba czynić. Dlaczego Kościół nie może błogosławić par homoseksualnych? Jeżeli dwie osoby żyją razem, czynią dobrze i się kochają, dlaczego nie można ich błogosławić? Błogosławi się domy, zwierzęta, przedmioty, ale dwie osoby, które się szczerze kochają – nie!” – tak mówił 75-letni ojciec Alberto Maggi, brat zakonny serwita, pisarz katolicki i biblista w wywiadzie udzielonym Paolo Rodariemu, watykaniście dziennika La Repubblica.

„Czy Kościół ma władzę udzielania błogosławieństwa związkom osób tej samej płci?” – stanowisko Kongregacji Nauki Wiary wydane 15 marca 2021 roku, jako tzw. Responsum ad dubium wywołało bardzo gorące reakcje w świecie katolickim, począwszy od interwencji w stylu refleksji teologicznej po prawdziwe deklaracje wojny w stosunku do Watykanu. Zwłaszcza w krajach niemieckojęzycznych, gdzie już od pewnego czasu w Kościele „świętuje się miłość gejowską”, dokument wywołał oburzenie.
„Nie spodobała mi się ta deklaracja Kongregacji Nauki Wiary. Z prostego powodu: wiadomość, która dotarła do mediów na całym świecie, brzmiała „nie”. „Nie” dla błogosławieństwa. I to jest coś, co rani wielu ludzi” – te słowa krytyki wyraził austriacki hierarcha wielkiego kalibru, kard. Christoph Schönborn, arcybiskup Wiednia i teolog, w rozmowie z Der Sonntag, organem archidiecezji austriackiej.
Cytowany przez ADISTA – włoską, katolicką agencję informacyjną – biskup Anwersy, Johan Bonny, był bardziej bezpośredni: „Wstydzę się swojego Kościoła, jak powiedział pewien ksiądz. A przede wszystkim czuję wstyd intelektualny i moralny. Chcę przeprosić wszystkich, dla których ta odpowiedź jest bolesna i niezrozumiała”.
„Czy oni zdają sobie sprawę, że to, co robią, to wykorzystywanie błogosławieństwa Bożego spowodowane instynktem samozachowawczym?” – skomentował Matthias Sellmann, teolog pastoralny, członek Zgromadzenia Drogi Synodalnej i jeden z 212 profesorów-sygnatariuszy listu sprzeciwiającego się oświadczeniu watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary.
Także jeden z najbardziej znanych biblistów i teologów brazylijskich ojciec Marcello Barros, wyraził swoją krytykę: „Wszelka miłość jest sama w sobie święta i nie potrzebuje błogosławieństwa księdza lub proboszcza, aby się legitymizować. Funkcją małżeństwa kościelnego nie jest „błogosławienie” miłości, która już sama w sobie jest święta, ale uczynienie tego związku publicznym znakiem i świadectwem miłości Boga do ludzkości” – stwierdził ojciec Barros.
Nie błogosławię palm i gałązek oliwnych
Oprócz wypowiedzi ojca Alberto Maggi, we Włoszech największym echem odbił się przedświąteczny protest ks. Giulio Mignani, proboszcza Bonassola z okolic La Spezia. „Jeśli nie mogę błogosławić par tej samej płci, nie błogosławię też palm i gałązek oliwnych” – stwierdził ks. Giulio w Niedzielę Palmową i nie poświęcił symboli chrześcijańskich przyniesionych do kościoła przez wiernych. Zrobił to w ramach protestu przeciwko dokumentowi zakazującemu błogosławienia związków homoseksualnych. Nikt z jego parafian nie był zaskoczony. Don Giulio, który wielokrotnie opowiadał się po stronie tęczowych rodzin, wyjaśnił swój gest podczas homilii na mszy.
W wywiadach udzielonych włoskim mediom proboszcz stwierdził, że opinia wydana przez Kongregację Nauki Wiary, która w rzeczywistości staje się formalnym zakazem, jest absurdalna. „W Kościele błogosławi się wszystko, czasami niestety nawet broń, ale nie można pobłogosławić prawdziwej i szczerej miłości dwojga ludzi, ponieważ są homoseksualistami. Ale jeszcze bardziej niepokoi fakt, że ich miłość nadal nazywana jest „grzechem”. Dodał również, że po Responsum ad dubium przegranymi nie będą osoby LGBT, które z łatwością mogą się obejść bez błogosławieństwa Kościoła, ponieważ w między czasie Bóg ich już pobłogosławił. Po Responsum ad dubium przegranym będzie Kościół.
Gest i wypowiedzi księdza z miasteczka koło La Spezia obiegły media włoskie. Jego słynne słowa dotarły do Kongregacji Nauki Wiary. Wierni bili brawa na mszy, ale kilka dni później don Giulio, który już w przeszłości wypowiadał się na gorące tematy, takie jak eutanazja, wyrażając nieortodoksyjne opinie, dostał naganę z Kurii. Zawiadamiano go z bólem, że niewykonanie rytuału liturgicznego i powiązanie tego z osobistym protestem w stosunku do stanowiska, na którego publikację Ojciec Święty wyraził zgodę, jest niewłaściwe i zostanie ocenione w odpowiednich urzędach, zgodnie z obowiązującym prawem kanonicznym.
Wszyscy mieszkańcy Bonassola, wraz z burmistrzem miasteczka, stanęli w obronie swojego proboszcza i postawili nawet barykadę w postaci internetowej petycji ogólnokrajowej change.org, która ruszyła 31 marca. W kilka dni zebrano blisko 10 tys. podpisów, które mają zostać wysłane do papieża Franciszka. Pięć tysięcy podpisów przesłano już wraz z listem poleconym do Kurii, od której oczekuje się odpowiedzi na temat losów księdza.
Włoscy katolicy nie akceptują decyzji Świętego Oficjum
To nie był protest odosobniony. „Wydaje nam się, że Responsum pokazuje brak akceptacji i nieuznawanie, że miłość między dwoma homoseksualistami jest możliwa; co jest naprawdę obraźliwe dla wielu ludzi” – skomentował don Cosimo Scordato, profesor na Wydziale Teologii uniwersytetu sycylijskiego i rektor kościoła San Francesco Saverio w Palermo.
Pierluigi Consorti, docent prawa z uniwersytetu w Pisie przeanalizował Responsum ad dubium watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, która wydała negatywną odpowiedź na zapytanie „Czy Kościół ma władzę udzielania błogosławieństwa związkom osób tej samej płci?”, z punktu widzenia prawnego, a nie doktrynalnego. Według niego, Kodeks Prawa Kanonicznego – na podstawie aktów Soboru Watykańskiego II – stwierdza, że Stolica Apostolska „może ustanawiać nowe sakramentalia lub autentycznie interpretować te, które już zostały przyjęte, jak również je znieść lub zmienić”. Krótko mówiąc, ma niezbędną moc – odpowiedź na postawione pytanie jest zwyczajnie błędna.
Najbardziej dramatycznym ze wszystkich komentarzy był list matki homoseksualnego dziecka, Dei Santonico, opublikowany przez ADISTA. Pisała w nim: „Drodzy, chciałabym dotrzeć do każdego z was, siostry i bracia, którzy w Kościele katolickim lub na jego obrzeżach podążacie drogą wiary lub czując się wykluczeni, zboczyliście z niej. Chcę być świadkiem bolesnego krzyku, który dociera ze świata, do którego czuję, że należę, jako matka homoseksualnego syna, krzyku homoseksualnych i transpłciowych chrześcijan oraz ich rodziców, po deklaracji Kongregacji Nauki Wiary z 15 marca (…) Zaledwie kilka miesięcy temu na audiencji papież przywitał nas, rodziców dzieci LGBT. Widziałam łzy radości w oczach niektórych rodziców. Szczęśliwych, że po latach zagubienia, bólu i wstydu poczuli się mile widziani przez papieża. Jednak żadne z nich nigdy nie zaakceptuje przyjęcia, które wymaga od ich synów i córek okaleczenia własnych pragnień w stosunku do normalnego życia emocjonalnego, radości z budowania relacji i przyszłości z ukochaną osobą. Pewnego dnia użyłam powiedzenia: „Jeśli istnieje piekło homoseksualistów, to chcę tam iść”. Potem usłyszałem, że również inne matki rezerwują sobie tam miejsce. Piekło nie jest straszne tym, którzy są gotowi poświęcić swoje życie, nawet życie pozagrobowe, dla miłości. W obliczu mocy miłości każda doktryna blednie. Kto jej się sprzeciwia, przegrywa. Niech wie o tym Kongregacja Nauki Wiary. Moje rozmyślania kieruję do tych, którzy nie przeżywają tego doświadczenia jako rodzice osób LGBT, którzy idą razem z innymi, lecz do tych, którzy przeżywają to wszystko w samotności, w rozpaczy, nie mogąc sobie z tym poradzić i ukrywając się. Kieruję do tych, na których ramiona, Kongregacja Nauki Wiary swoimi słowami położyła nieznośny ciężar, głaz, który ich miażdży. Swojego bólu nie mogą nawet wykrzyczeć, pozostanie zduszony w ich gardle” (…)
Czy papież aprobuje?
„Wraz z krytyką obskurantyzmu, zawartego w dokumencie Stolicy Apostolskiej, datowanego na 22 lutego, w święto Katedry św. Piotra, a opublikowanego 15 marca i podpisanego przez Prefekta kongregacji kard. Luisa Ladaria Ferrera i Sekretarza abp. Giacomo Morandiego, próbuje się zrozumieć, czy aprobata papieża Franciszka – o której wyraźnie wspomina się w samym Responsum – jest bardziej formalna niż faktyczna, skoro w Anioł Pański, w niedzielę 21 marca papież zdawał się dystansować od treści dokumentu” – podkreśliła włoska agencja katolicka ADISTA.
Wątpliwości rozwiewa Lucetta Scaraffia, profesorka historii na rzymskim Uniwersytecie La Sapienza i była dyrektorka watykańskiego magazynu kobiecego „Kobiety Kościół Świat”, w artykule dla dziennika La Stampa: „Jest bardzo prawdopodobne, że odpowiedź Kongregacji Nauki Wiary zaskoczyła wielu, ponieważ obraz postępowego papieża Franciszka przyzwyczaił wszystkich, wielbicieli i przeciwników, do jego często nieoczekiwanych otwarć. A także dlatego, że kilka miesięcy temu Bergoglio powiedział zobowiązująco, że nawet homoseksualiści „mają prawo do rodziny”, co interpretowano jako znaczącą akceptację rodzin homoseksualnych.” Jej zdaniem papież posunął się zbyt daleko, być może nie zdając sobie sprawy, że „mieć prawo do rodziny” oznacza także uznanie prawa do „rodzicielstwa”, a także posiadania dzieci w inny, niż naturalny sposób. Bardzo trudno pomyśleć, że jego otwarcie sięga aż tak daleko, ale użyte sformułowanie wydaje się niejednoznaczne. Gdyby otwarcie było całkowite, byłoby to sprzeczne z bioetyczną moralnością Kościoła.

Kobietom lekko nie będzie

Na okoliczność 8 marca przetoczyła się dyskusja na temat nierównouprawnienia kobiet. Niższe zarobki, niższa aktywność zawodowa, mniejszy udział w zarządzaniu, itp.

Nic nie dzieje się bez przyczyny. Wystarczy spojrzeć jak te sprawy wyglądają na świecie i od razu widać, że kobiety są równorzędnie traktowane w społeczeństwach, gdzie rządzą partie centrowe i lewicowe – generalizując oczywiście. W krajach konserwatywnych, z dużym wpływem kościoła, są spychane na pobocze. Polska obecnie jest takim krajem i aż dziw bierze, że rola kobiet i tak powoli jest coraz większa. Nie wszystko może stracone.

Zdecydowana większość obywateli, w tym także kobiet, głosuje na skrajną prawicę i centroprawicę. Nie można oczekiwać, że ci politycy, promujący tradycyjny model rodziny i wyznaczający kobiecie miejsce w kuchni i przy dzieciach, będą promowali ich emancypację. Głosujące na prawicę kobiety, choć mniej licznie niż mężczyźni, akceptują taki status. Skoro jesteśmy społeczeństwem konserwatywnym i pod wpływem wstecznego kościoła, to kobietom nadal lekko nie będzie.

Zaściankowi politycy to symbol naszego kraju. Niech kobiety głosując na nich nie liczą, że szybko zmieni się ich status społeczny. Nadzieja w młodym pokoleniu, które obecna władza, wszelkimi sposobami, chce ogłupić i uczynić posłusznym swojej i Kościoła woli. Jak to im się uda – kobiety nadal będą dodatkiem do męskiego świata.

PiS-owski rzecznik praw obywatelskich

Podczas trzeciego już głosowania w tej sprawie nowy Rzecznik Prawo Obywatelskich został wreszcie wybrany. W wyniku głosowania, przewagą kilku głosów, wygrał poseł PiS Piotr Wawrzyk. Sam poseł również przyczynił się do swojego sukcesu, gdyż oddał głos sam na siebie.

Razem z nim na to stanowisko kandydowała rekomendowana przez Lewicę i KO mec. Zuzanna Rudzińska-Bluszcz oraz Robert Gwiazdowski, którego kandydaturę proponowało PSL i Konfederacja.

Kontrowersje w wyborze nowego RPO budzą przede wszystkim dwa aspekty- nie jest to kandydat bezpartyjny, a urzędujący poseł partii rządzącej. Sama postać Wawrzyka jako Rzecznika Praw Obywatelskich też może być kontrowersyjna, ponieważ poseł nigdy dotąd nie zajmował się sprawami obywatelskimi ani prawami człowieka. Jest kandydatem bez żadnego doświadczenia w tematyce społecznej i słynie z konserwatywnych poglądów. Jego zwolennicy przedstawiają to jednak jako atut w kontrze do lewicowego Bodnara, poprzedniego RPO.

„Adam Bodnar promuje pewną lewicową agendę ideologiczną, przedstawiając ją jako element praw człowieka, których on broni, pora z tym skończyć – komentował Marcin Horała, wiceminister infrastruktury w programie #Jedziemy.

Ponadto na Wawrzyku ciąży poważne oskarżenie o plagiat, którego miał się dopuścić w trakcie pisania swojej pracy habilitacyjnej „Sądy cywilne w procesie integracji europejskiej”, gdzie jeden z rozdziałów skopiował od swojej studentki. Powołana w celu sprawdzenia tego Komisja Uniwersytetu Warszawskiego orzekła jednak, że skopiowany fragment nie ma wartości naukowej czy badawczej, a jedynie informacyjną.

Mimo doskonałego formalnego wykształcenia wybór profesora Wawrzyka nie nastraja optymistycznie. Słynie on bowiem z małej wrażliwości społecznej, gdy skomentował aukcję WOŚP, na której wystawiono krawat Szarego Człowieka jako nekrofilię, oraz jego nieprzychylny stosunek do uchodźców i zupełne niezrozumienie kryzysu migracyjnego.

Teraz wybór Sejmu musi przyjąć Senat. Jeżeli izba wyższa odrzuci Wawrzyka, to PiS zgłosi inna, równie kuriozalna kandydaturę – Jana Rokity. Tak przynajmniej odgrażał się wicepremier Jarosław Gowin.

„Genderowski bełkot” staje na drodze prawdziwej miłości!

Jestem obywatelką, której obecna rzeczywistość nie odebrała racjonalnego myślenia. Gorzko-bolesne czekanie na cud mnie nie zadawała. Mieszanina obaw, złości i żalu nie okradła mnie z dobra, prawdy, szacunku i walki. Nie da się zbudować szacunku do władzy na kłamstwach, nieufności wobec siebie i innych.

Polityczne gierki o stołki, partyjne interesy, które doprowadzają do tego, że parlament pełni tylko rolę fasadową, powodują, że świat obecnej polityki toczy swoista gangrena.

Wypowiedzi rządzących o konwencji antyprzemocowej nazywające ją „genderowskim bełkotem” świadczą o nienawiści wobec kobiet. Ta nienawiść wkroczyła w fazę upośledzenia i degrengolady. Ile znaczy szacunek dla równości kobiet i mężczyzn dla bogobojnej, prawicowej konserwy? Za parawanem pięknych słów kryją swoje prawdziwe intencje. Czy pięść i siła to ich prawdziwe oblicze?

Przemoc domowa wzrosła wraz z wybuchem epidemii, co potwierdzają organizacje działające na rzecz przeciwdziałania przemocy w rodzinie. W okresie izolacji społecznej dotyka nie tylko rodzin, w których do tej pory występowała, ale również tam, gdzie wcześniej nie było problemu. Konwencja antyprzemocowa nie jest genderowym bełkotem, tylko dążeniem do stworzenia Europy wolnej od przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Jednym z jej celów jest stworzenie działań na rzecz ochrony i wsparcia wszystkich ofiar przemocy oraz dążenie do eliminacji wszelkich form dyskryminacji kobiet oraz wspieranie rzeczywistego równouprawnienia kobiet i mężczyzn.

Tymczasem świętoszkowaci mężowie katujący swoje żony w zaciszu domowego ogniska, z cichym przyzwoleniem konserwatywnej części społeczeństwa, bo kłótnie zdarzają się w każdym związku, bijąc po prostu „wołają o miłość”!.

W konserwatywnym społeczeństwie od lat istnieje pogląd, że to żona odpowiada za szczęście rodziny, a jak mąż bije, to znaczy, że kocha.

Prawica czci zbrodniarzy

Kidawa-Błońska cytuje Thatcher? Nic dziwnego, to bohaterka neoliberałów, nie ludzi pracy. Wszystko się zgadza. Brakuje tylko Pinocheta.

Gorzej, że w Polsce w ogóle kult postaci historycznych jest totalnie bezrefleksyjny. Bohaterami dla wielu są Thatcher, Piłsudski, Reagan, Albright, Balcerowicz, Jan Paweł II, Dmowski, Żołnierze Wyklęci. Lewicowe i nawet centrowe postacie zostały wyeliminowane z horyzontu poznawczego. Za miliony złotych prowadzone są kampanie nienawiści przeciwko wszystkiemu, co związane z Polską Ludową. Niszczona jest pamięć o Polakach walczących z faszyzmem w Hiszpanii. Odbiera się godność powojennym pokoleniom, które odbudowały kraj z ruin. Legalny wybór mamy między herosami konserwatyzmu, neoliberalizmu, prawicy lub zbrodniczego imperializmu. Takimi, którym przeciętny Polak nie ma specjalnie za co dziękować.

To, że Putin manipuluje historią, jest tak samo godne pożałowania, jak to, że polska prawica wybiela II RP i milczy na temat polskich więzień politycznych, zabijania setek demonstrantów i Zaolzia. Ci ludzie celebrują ostatnimi czasy nawet hitlerowskich kolaborantów, a ich pomysł na narodową politykę zagraniczną to „zróbmy z siebie amerykańską kolonię z obcymi wojskami, dopłaćmy do tego, a amerykańskie korpo zwolnijmy z podatków!!!”

Kraj widziany oczyma obecnej władzy

Po rządach koalicji PO-PSL PiS zastało kraj w ruinie. Mafia VAT-owska ukradła w tym czasie, za przyzwoleniem tamtej władzy, kilkaset miliardów złotych.
Teraz wstaliśmy z kolan i przestajemy być wasalami Zachodu. Obywatele dostali 500+ i inne bonusy. Dzieci przestały chodzić głodne i wiele z nich mogło wreszcie zobaczyć morze czy góry. Sprawiedliwy rząd walczy z niesprawiedliwymi sądami. Parlament, rząd i prezydent to jedna drużyna pragnąca wyłącznie dobra obywateli. Kraj się rozwija wyjątkowo dynamicznie. W Polsce jest dobrze bo nie ma w niej obcych. My, Polacy, jesteśmy dumnym, dobrym i gościnnym narodem przywiązanym do wartości katolickich i dlatego kościół jest ważnym sprzymierzeńcem politycznym władzy. Reforma szkolnictwa spowoduje, że staniemy się bardzo wykształconym społeczeństwem.
Niestety jest spora grupa zdradzieckich mord, które ryją pod dobrym i sprawiedliwym rządem, a przecież prezes, premier, a nawet i prezydent bardzo się starają.
Podstawowym źródłem obiektywnej wiedzy i informacji o tym co się dzieje w kraju jest rządowa telewizja z prezesem Kurskim na czele. Inne, prywatne media powinny być w najbliższym czasie wzięte w cugle i wtedy wreszcie nikt nie będzie wichrzył i krytykował władzy, która zawsze chce dobrze. Nasza armia jest nareszcie sprawa i silna. I dlatego Rosja nas się boi i atakuje naszą dobrą władzę.
Aktualnie bohaterami są żołnierze wyklęci, bo zabijali komunistów i Rosjan. Teraz Niemcy będą naszymi historycznymi sojusznikami, ale najpierw muszą tylko zapłacić odszkodowania za ostatnią wojnę.
Solą naszej ziemi będą obywatele wsi i miasteczek. Inteligencja i inne grupy zbyt samodzielnie myślące będą pod baczną obserwacją, by nie sprowadziły ludu polskiego na manowce. Parafie są strażnicami moralności i polskości. Są ideowym ramieniem władzy w terenie.

Czy Europa jest roztrzaskanym lustrem?

Biblia prawicowca

Opasłe dzieło Wojciecha Roszkowskiego „Roztrzaskane lustro” może z powodzeniem służyć jako ideowa biblia tym wszystkim, których przeraża ewolucja Europy, zachodzące w niej procesy cywilizacyjne, które autor (nie on jeden) określa jako upadek.
To część dyskursu współczesnej prawicy, zarówno tej nacjonalistycznej i populistycznej, jak i konserwatywnej. Radykalna laicyzacja, marginalizacja religii chrześcijańskiej, w tym w szczególności katolicyzmu, rozkład obyczajów, dekompozycja instytucji rodziny, emancypacja mniejszości seksualnych, przedefiniowanie wielu tradycyjnych pojęć, w tym pojęcia „prawdy”, radykalne eksperymenty w kulturze – wszystko to i wiele innych zjawisk opisał w swoim obszernym dziele Roszkowski. Po wstępnym zdefiniowaniu tradycji europejskiej autor – podobnie skądinąd jak inni autorzy jego ideowej proweniencji – wskazuje wydarzenia, które były pierwszym ciosem zadanym owej tradycji – Oświecenie i Wielka Rewolucja Francuska, aczkolwiek poprzedziły je jeszcze średniowieczne podziały chrześcijaństwa.
Swoją historię rozbijania europejskiego lustra opisał Roszkowski poprzez zwięzłe syntezy poszczególnych trapiących Europę jego zdaniem plag. To utopie komunistyczne, marksizm, ewolucjonizm nihilizm, irracjonalizm, eugenika postmodernizm, nazizm, komunizm, liberalizm, feminizm, miękki rozkład, dechrystianizacja relatywizm, pornografia, aborcja, seksualizacja, antykoncepcja czy szeroko rozumiany postęp. Uważny czytelnik prasy prawicowej i katolickiej nie znajdzie tu innego obrazu i innych diagnoz niż te, które od lat znajduje na ich łamach. Roszkowski jedynie wyposażył je w bogaty aparat erudycyjny i uporządkował.
Niewątpliwie, stan dzisiejszej cywilizacji europejskiej uzasadnia liczne obawy o jej przyszły kształt i los. W pierwszym rzędzie groźna jest islamizacja, która w wielu krajach europejskich przybrała zastraszającą skalę i zasadnie budzi lęki o los praw i wolności właściwych Europie, w tym lewicowo-liberalnych. W takich krajach jak Francja proces ten jest bardzo zaawansowany i Francuzi coraz mniej czują się w swoim kraju u siebie, poddawani presji przez agresywnie antydemokratyczną kulturę islamistyczną Pesymistyczne przewidywania budzi też intelektualny indyferentyzm szerokich kręgów społecznych, to co można uznać za „masowe zgłupienie”. Jednakże wątpliwe wydaje się, co czyni choćby Roszkowski w swojej pracy, przypisywanie, po pierwsze, winy za ten stan rzeczy przewrotowi oświeceniowemu, po drugie retrotopiczne podejście do przeszłości przedoświeceniowej, jej idealizacja.
Gdyby Europa przedoświeceniowa była tak szczęśliwa, to nie doszłoby do Rewolucji i innych rewolt społecznych, które wstrząsały Europą w XIX wieku. Poza tym, skłonność do animowania tego, co zwykło nazywać się postępem, wydaje się być immanentną cechą natury ludzkiej i wiara, że świat bez postępu trwałby w jakiejś szczęśliwości jest przejawem myślenia ahistorycznego i pozbawionego sensu. Rzecz jasna, nie wszystkie owoce postępu służą człowiekowi, ale trudno wyobrazić sobie ludzkość tkwiącą przez stulecia w bezruchu. Mieć o to pretensje, to jakby mieć pretensje do dorosłego, „grzesznego” człowieka, że wyrósł ze stanu dziecięcej „niewinności”.
Roszkowski winą za „całe zło” obarcza także, śladem konserwatywnych myślicieli Scrutona i Johnsona, intelektualistów, jako sprawców zasiania ziaren zamętu. Owi inkryminowani „intelektualiści” niejednokrotnie się mylili w swoich diagnozach i wskazaniach, ale mieć do nich pretensje, to mieć pretensje do gatunku homo sapiens, że posiada władzę myślenia i stara się z niego korzystać.
Roszkowski zdaje się też słabo zauważać, że tak lubiana przez niego religia chrześcijańska była przez stulecia, obok pewnych walorów kulturotwórczych, źródłem straszliwej opresji w stosunku do milionów ludzi. Za rzeczywiście niedobry dziś stan cywilizacji europejskiej odpowiadają więc zarówno nosiciele postępu, jak i jego wrogowie.
Roszkowski, choć szanse na uratowanie Europy upatruje w odrodzeniu tradycyjnych form i wartości, nie jest dużym optymistą. Najwyraźniej nie jest optymistą także w stosunku do Polski. W ostatnim akapicie zakończenia wskazuje na Węgry Orbán jako na jedyny europejski kraj zachowujący wierność „tradycyjnym wartościom” i to przy poparciu miażdżącej większości społeczeństwa. Ale Węgry to mały kraj o nikłym potencjale kulturowego promieniowania.
Rządzonej przez PiS Polski Roszkowski nie wymienia. I chyba ma rację. W wielomilionowej Polsce, kraju o bogatych tradycjach wolnościowych i irredentystycznych rozpętuje się właśnie w tempie jednostajnie przyspieszonym wojna kulturowa, która sprawi, że mimo marzeń wielu ludzi prawicy konserwatywnej, nacjonalistycznej i katolickiej, Polska nie doszlusuje do Węgier w roli wspornika nowej kontrreformacji.
Przy tych zastrzeżeniach do wymowy ideowej dzieła Wojciecha Roszkowskiego jest ono cennym rezerwuarem wiedzy o przemianach kulturowych i cywilizacyjnych w Europie na przestrzeni minionych
dwóch stuleci.

Wojciech Roszkowski – „Roztrzaskane lustro. Upadek cywilizacji zachodniej”, wyd. Biały Kruk, Kraków 2019, str.558, ISBN 978-83-7553-260-9.