Okiem socjalliberała

Związki partnerskie, a konfrontacja światopoglądowa, czy Tusk podważa fundamenty państwa wyznaniowego?.

Gorąca dyskusja na temat prawnej dopuszczalności legalizacji związków partnerskich, która stanowi istotę sporu pomiędzy zwolennikami przemian światopoglądowych i ich przeciwnikami ujawniła z cała mocą stosunek konserwatywnej części społeczeństwa do obowiązującego prawa.

Charakterystyczne głównie dla polityków konserwatywnej prawicy instrumentalne podejście do norm prawnych, intelektualna manipulacja, niechęć do stosowania zasad logiki ( nie tylko prawniczej ) oraz zamiłowanie do redukcjonizmu polegającego na zawężaniu nie tylko praw i swobód obywatelskich lecz także całej przestrzeni wolności jako rzekomo zagrażającej ładowi społecznemu spotykała się dotychczas z wyraźną aprobatą znacznej części społeczeństwa. Jest to dobrze widoczne na przykładzie badań opinii publicznej dotyczących wprowadzenia rozwiązań prawnych umożliwiających zawieranie związków partnerskich. Jak wynika z badania zleconego w 2013 roku przez rozgłośnię radiową TOK FM jedynie 30% ankietowanych skłonnych było zaaprobować dopuszczalność prawnej regulacji związków partnerskich, a celowość takiej regulacji uznawało jedynie 39% badanych – przy czym nie jest wykluczone że spośród tej grupy część respondentów reprezentowała pogląd o konieczności prawnego wyłączenia możliwości zawierania takich związków. Kolejne liczne badania jak np. z czerwca 2017 roku sondaż przeprowadzony przez IPSOS na zlecenie Oko. press po raz pierwszy wykazał ponad 50% poparcie dla dopuszczalności związków partnerskich przy 38% przeciwników, a w roku 2019 odpowiednio 56% zwolenników i 38% przeciwników, co więcej wg. danych Oko. press w sondażu 41% poparcia wyrażono dla dopuszczalności zawierania małżeństw jednopłciowych. Tymczasem wg. danych z grudnia 2018 r. wynikających z badania IBRIS dla Rzeczpospolitej za związkami partnerskimi opowiadało się 36% ankietowanych natomiast przeciw było aż 54,2 %, ponowne badanie z 2019 roku wskazywało na 44% badanych akceptujących legalizacje związków partnerskich i 46 % jej przeciwników. Według CBOS regularnie badającego opinie społeczne dotyczące związków partnerskich w latach 2011-2019 poparcie większościowe dla związków partnerskich dotyczyło związków kobiet i mężczyzn, natomiast dla związków partnerskich jednopłciowych poparcie wynosiło 30% przy większości sprzeciwiającej się takim rozwiązaniom.

Przytoczone wyniki są rezultatem w równej mierze stanu świadomości społecznej jak i aktywnej propagandy homofonii przez władze, Kościół i organizacje nacjonalistyczne, co przy braku rzetelnej informacji co do aspektów prawnych regulacji dotyczącej związków partnerskich w dalszym ciągu nie stwarza warunków do jej wprowadzenia. Jeszcze za rządów Platformy Obywatelskiej jednostronna, a szeroko propagowana opinia urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości ,na którą powoływał kiedyś minister Gowin jak i stanowisko czy opinia Prezesa Sądu Najwyższego ( stanowiąca prywatny pogląd jej autora ) nie znalazły odpowiedniej przeciwwagi w prezentowaniu opinii przeciwnych, które powinny być wówczas przygotowane i upowszechnione przed głosowaniem nad skierowaniem złożonych projektów ustaw do właściwej komisji sejmowej. W opinii na którą wciąż powołują się przeciwnicy sejmowej dyskusji nad regulacją związków partnerskich zawarte były zdumiewające tezy o jakoby wyłącznej dopuszczalności tradycyjnego małżeństwa w postanowieniach Konstytucji RP co oznaczać ma niezgodność wszelkich projektów regulujących związki partnerskie z przepisem art. 18 konstytucji ,wreszcie o niedopuszczalności tworzenia nowego stanu cywilnego tj. związku partnerskiego jako zapewne konkurencyjnego do konstytucyjnego wzorca małżeństwa. Poglądy takie są jednak merytorycznie bezpodstawne, logicznie błędne i interpretacyjnie niedopuszczalne z następujących względów:

Jak to wynika z treści przepisu art. 18 Konstytucji RP pod ochroną i opieką Rzeczpospolitej Polskiej pozostaje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo, a więc każdy z wymienionych stanów bez utożsamienia małżeństwa z rodziną, rodziny z macierzyństwem czy rodzicielstwem. Są to zatem pojęcia, które mogą się pokrywać ale nie muszą. Rodzina nie musi opierać się na małżeństwie podobnie jak macierzyństwo czy rodzicielstwo pozostające pod ochroną zarówno w wypadku istnienia związku małżeńskiego jak i jego ustania bądź nieistnienia.( wykładnia językowo-logiczna )

Teza o rzekomej preferencji małżeństwa jest całkowicie bezpodstawna, wywiedziona prawdopodobnie z powyższego przepisu o ochronie i opiece, brak jest jednak jakichkolwiek podstaw do wskazania wobec czego preferencja taka miałaby istnieć , a sama opieka i ochrona nie oznacza preferowania instytucji objętej opieka i ochroną. Projektowane przepisy o związkach partnerskich w żaden sposób nie ingerują w zakres, sposób i środki ochrony przewidziane dla małżeństwa, rodziny i macierzyństwa, a wręcz przeciwnie daje szansę szerszej ochrony godności człowieka zgodnie z art. 30 Konstytucji RP (wykładnia funkcjonalna)

Powołany wyżej przepis art. 30 dotyczący godności człowieka, stanowiącej źródło wolności i jego praw, której poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych nie może być interpretowana zawężająco albowiem sama dopuszczalność przyjęcia możliwości takiej wykładni prowadziłaby do tezy o granicach nienaruszalności i poszanowania godności. Przeciwnie – z powołanego przepisu wynika obowiązek władzy do poszanowania praw i godności tej części społeczeństwa, która domaga się wprowadzenia instytucji związku partnerskiego i uregulowania praw osób w takim związku pozostających.

Poziom dyskusji i sporów dotyczących możliwości wprowadzenia w Polsce związków partnerskich ujawnił i ujawnia stale prawdziwe oblicze konfliktu światopoglądowego i politycznego pomiędzy tradycjonalistami i zwolennikami cywilizacyjnego postępu. Prawdziwe oblicze tego konfliktu to konfrontacja pomiędzy religijną, a świecką wizją Polski i świata, to walka o panowanie nad postawami, uczuciami i myślami Polaków, to próba zduszenia w zarodku próby jakiejkolwiek instytucjonalizacji całkowicie świeckiej formy organizacji podstawowej komórki społecznej.

W tym celu przedstawianie związków partnerskich jako instytucji zagrażającej społeczeństwu spełnić ma rolę straszaka, który skuteczny będzie jedynie wówczas gdy nastawienie większości społeczeństwa wobec jakiejkolwiek odmienności będzie negatywne tak jak to się dzieje obecnie. Związki partnerskie stanowią zagrożenie jedynie dla konserwatywno-wyznaniowej świadomości, dla pozycji kościoła i dla polityków bezpiecznie rozgrywających panujące w społeczeństwie nastroje korzystając z jawnego i wszechstronnego wsparcia kościoła. Niezależnie od zajadłości polskich konserwatystów w obronie istniejącego stanu prawnego zdawać sobie oni musza sprawę, że wprowadzenie regulacji prawnej dotyczącej związków partnerskich jak i in vitro jest w państwie należącym do Unii Europejskiej nieuniknione i pozostaje kwestią czasu, chyba że Polska z takiego członkostwa zrezygnuje, ale to już temat na zupełnie inną publikację.

Zapowiedziana przez Tuska na spotkaniu z młodzieżą Campus Polska deklaracja o priorytetowym potraktowaniu kwestii związków partnerskich w wypadku dojścia do władzy i uchwalenia stosownych zmian w prawie nie spełnia już dzisiaj oczekiwań środowiska LGBT+ bo zgodnie z zasadą równości małżeńskiej ich aspiracje są większe, i słusznie zresztą oczekują legalizacji małżeństw jednopłciowych, na co w dalszym ciągu nie ma przyzwolenia społecznego. Stąd rozczarowanie i krytyka stanowiska prezentowanego przez Tuska i pewnym stopniu także Trzaskowskiego. Nie sądzę jednak by krytyka ta była w pełni zasadna. Obaj politycy są bowiem w trudnej sytuacji i to nie tylko ze względu na stopień poparcia zmian w społeczeństwie. Główny problem polega na systemie całego prawa polskiego układanego na aksjologicznych podstawach katolicyzmu, który obecnie jeszcze stał się ideologia państwa polskiego. Wprowadzenie nawet dopuszczalności zawierania jednopłciowych związków partnerskich, nie mówiąc już o małżeństwie stanowi tak istotny wyłom w stanie prawnym, że jest istotnym znakiem odejścia od religijnej podstawy całego systemu prawa rodzinnego zapowiadającym szerokie otwarcie procesu jego laicyzacji.

Tematyka religijna w ustawie zasadniczej – wymiar wolności religijnej

W dniu 18 sierpnia br. zmarł profesor Michał Pietrzak, wybitny prawnik, specjalista w zakresie prawa wyznaniowego, który był autorem przyjętych w 1989 roku ustaw wyznaniowych m.in. ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania oraz o stosunku państwa do kościoła katolickiego. Jako zdecydowany zwolennik świeckości państwa profesor Michał Pietrzak zawsze szczególnie silnie podkreślał znaczenie wolności myśli, sumienia i wyznania optując również za jak najszerszymi gwarancjami wolności religijnych w ich indywidualnym i kolektywnym wymiarze. Pamięci profesora poświęcam niniejszy tekst stanowiący fragment przygotowywanej publikacji książkowej pod tytułem „Polski model państwa wyznaniowego.” 

W treści obowiązującej konstytucji z 1997 r. zwraca uwagę obszerność tematyki religijnej niespotykana w konstytucjach innych państw. Zadeklarowana w preambule wspólnota pamięci i kultury zakorzenionej w chrześcijańskim dziedzictwie i ogólnoludzkich wartościach w zestawieniu z podziałem społeczeństwa na wierzących i niewierzących również nie jest spotykana na gruncie innych rozwiązań konstytucyjnych.

Określenie przez autorów projektu konstytucji boskich rzekomo atrybutów w postaci: prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, podzielanych jakoby powszechnie bez bliższego ich zdefiniowania przez wierzących i niewierzących, stwarza wyraźny przechył w stronę konfesyjnego źródła wartości konstytucyjnych. Problematyczne jest umocowanie teologiczne twórców konstytucji do określania, kim czy czym jest Bóg –jak słusznie zauważał w trakcie dyskusji nad projektem konstytucji prof. Michał Pietrzak, a równie problematyczne jest deklarowanie jako wspólnych wartości takich, które wypełniane są niejednolicie pojmowaną przez wszystkich obywateli treścią i dlatego mogą stanowić źródła potencjalnych konfliktów.

Podzielenie społeczeństwa pod względem światopoglądowym na część wierzącą i niekonfesyjną stanowiło i stanowi zaproszenie do zróżnicowania praw obu tych grup w zależności od praktyki politycznej rządzących. W wypadku bowiem wprowadzenia normatywnego rozróżnienia obywateli, jak np. na wierzących i niewierzących, takie zróżnicowanie wypełnia się treściami samoczynnie, w sposób zupełnie niezamierzony przez ustawodawcę, prowadząc z jednej strony do marginalizowania, stygmatyzowania, a w efekcie dyskryminowania grupy słabszej, odmiennej czy mniejszościowej.

Kształt regulacji konstytucyjnej kwestii religijnych w przeważającej części ma wymiar instytucjonalny i dotyczy relacji pomiędzy państwem a Kościołami i innymi związkami wyznaniowymi, natomiast wymiar indywidualny wynikający z pierwotnej zasady wolości myśli, sumienia i wyznania uwzględniony jest w mniejszym stopniu.Zasada kolektywnych wolności religijnych jako zasada wtórna powinna wynikać z wolności pierwotnej i kształtować ją stosownie szeroko, zgodnie z treścią nadawaną przez regulacje międzynarodowe, np. Europejską konwencję o ochronie praw człowieka. Tymczasem w konstytucji RP relacje Kościołów i związków wyznaniowych z władzą zostały unormowane w przepisie art.25 umieszczonego w rozdziale I zatytułowanym Rzeczpospolita i poświęconym państwu i jego instytucjom, z czego niektórzy teoretycy prawa wyznaniowego wyprowadzają słuszny pogląd, że w ten sposób Kościołom i związkom wyznaniowym nadano atrybut instytucji państwowych, odrywając się od ich wspólnotowego i metafizycznego charakteru.

Jednocześnie pierwotną zasadę wolności myśli, sumienia i wyznania okrojono w przepisie art.53 ust.1 do wolności sumienia i wyznania, a w ust. 2 sprowadzono do wolności wyznawania i przyjmowania religii według własnego wyboru oraz jej uprawiania i uzewnętrzniania. Dalsze przepisy tego artykułu poświęcone są zresztą zapewnieniu praw do wychowania religijnego dzieci, nauczania religii i gwarancjom jej uzewnętrzniania z niewielką koncesją na rzecz zapobieżenia zmuszaniu do uczestniczenia bądź nieuczestniczenia w praktykach religijnych, jak też ujawniania swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania. W ten sposób niekonfesyjna część społeczeństwa teoretycznie została obdarzona jedynie wolnością nieujawniania swojego sceptycyzmu wobec wiary i możliwością odmowy uczestniczenia w praktykach religijnych.

O genezie powstania projektu ustawy Kongresu Świeckości

O jawności przychodów kościołów i związków wyznaniowych oraz o likwidacji ich przywilejów finansowych.

Żyjemy w głęboko podzielonym społeczeństwie, które sposób widzenia rzeczywistości wywodzi z historycznie przeciwstawnych koncepcji ideowych. Religijna wizja świata, przywiązanie do ustalonej hierarchii społecznej i tradycyjnie ukształtowanych ról społecznych zderza się ze światopoglądem racjonalistycznym, naukowym i humanistycznym, wykluczającym kształtowanie stosunków społecznych  i zasad funkcjonowania  państwa na podstawie reguł i rytuałów wyznania katolickiego. Różni nas wiele spraw takich jak np.: rozumienie niepodległości i definiowanie ojczyzny i narodu, postrzeganie suwerenności naszego kraju i jego pozycji w Europie i na świecie, brak akceptacji dla roszczeń Kościoła zarówno ekonomicznych jak i odnoszących się do kształtowania wyobraźni, moralności i edukacji  społeczeństwa jak i konfesyjnie zdefiniowanego system wartości narzucanego całemu społeczeństwu wbrew różnicom światopoglądowym. Wobec tych i wielu innych różnic tylko państwo świeckie przestrzegające zasady separacji od wszelkich instytucji religijnych i wspólnot, państwo nie zaangażowane religijnie stwarza możliwość bezkonfliktowego współistnienia ludzi reprezentujących różne, często sprzeczne poglądy, postawy, opcje polityczne i przekonania, a także style i sposoby życia. Ustanowienie demokratycznego, świeckiego państwa prawnego wymaga jednak akceptacji dla  stopniowego wprowadzania rozwiązań prawnych, które w efekcie mają przywrócić zaburzoną równowagę pomiędzy konstytucyjnie zagwarantowaną sferą autonomii i niezależności zarówno państwa jak i kościołów i innych związków wyznaniowych – każdego w swoim zakresie. Zagwarantowana konstytucyjnie autonomia i wzajemna niezależność oznaczać powinna przede wszystkim, że wspólnoty wyznaniowe powinny rozwijać się przede wszystkim przy wykorzystaniu własnego potencjału organizacyjnego, materialnego i intelektualnego, a nie korzystając ze stałego wsparcia organizacji państwowej. Żeby jednak powstały warunki do przyjęcia odpowiednich regulacji prawnych realizujących rzeczywistą samodzielność i niezależność wspólnot wyznaniowych należy zerwać z utrzymywaniem niejawności gospodarki finansowej kościołów i związków wyznaniowych nawet wobec praktykujących wiernych, zlikwidować szarą strefę obrotu gospodarczego, którą taka sytuacja powoduje oraz zlikwidować te jednostronnie przyznane przez państwo przywileje, które w pierwszym rzędzie pozostają poza regulacją art.22 ust.2 konkordatu, a wiec dotyczących sytuacji finansowej instytucji i dóbr kościelnych, a po wypowiedzeniu tego postanowienia także innych przywilejów przysparzających dochodów i majątku kościołom i innym związkom wyznaniowym.         

Decydując się na podjęcie próby zorganizowania obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej Kongres Świeckości przeprowadził wiele dyskusji, spotkań z różnymi środowiskami, konsultacji z prawnikami i legislatorami, przeanalizowane zostało orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego dotyczące relacji kościołów i związków wyznaniowych z państwem i przy pełnej świadomości trudności i problemów jakie stwarza poruszana problematyka i niepewny skutek kampanii zbierania 100 tys. podpisów wymaganych dla przyjęcia projektu obywatelskiego przeprowadzona została cała wymagana prawem procedura.  

Proponowany projekt ustawy został osadzony w konstytucyjnym uregulowaniu stosunków pomiędzy państwem, a kościołami i związkami wyznaniowymi na zasadzie ich wzajemnej autonomii i niezależności każdego w swoim zakresie (Art.25 ust 3 Konstytucji RP). Rozgraniczając sferę religijną od sfery podlegającej wyłącznej kompetencji władzy państwowej prawo przyznaje państwu zdolność do kształtowania powinności wszystkich podmiotów funkcjonujących na jego terytorium.
Powinności te mogą dotyczyć zarówno obowiązków informacyjnych jak i regulować zakres udzielanych korzyści, ulg, zwolnień i innych przywilejów. Nie może jednak odbywać się to w sposób dowolny, lecz zgodnie z zasadami jawności, równości podmiotów wobec prawa czy bezstronności władz publicznych w sprawach światopoglądowych (wyznaniowych).

W tym stanie rzeczy projektowana ustawa ingerowała głównie w zakres przywilejów, który nie jest związany z ich statutową tj. kultową działalnością, a raczej dotyczy coraz częściej podejmowanej przez tzw. kościelne osoby prawne działalności zarobkowej, gospodarczej, inwestycyjnej.

Działalność taka obudowana przywilejami w zakresie chociażby nabywania nieruchomości prowadzi do naruszenia równości w działalności deweloperskiej, sprzyja tworzeniu biznesowych układów przedstawicieli kościołów z przedsiębiorcami i politykami – sitw operujących skrycie w niejawnej sferze finansów kościoła.   

Wszystkie podmioty uczestniczące w obrocie gospodarczym powinny mieć równe warunki prowadzenia inwestycji. Proponowana ustawa, nakładając obowiązek informacyjny o łącznych osiąganych przychodach przez jednostki organizacyjne kościołów, związków wyznaniowe i kościelne osoby prawne oraz poprzez nakaz ujawniania przez inne podmioty jak np. instytucje państwowe, spółki Skarbu Państwa, przedsiębiorstwa państwowe uczynionych na rzecz kościelnych osób prawnych przysporzeń majątkowych w formie m. in. darowizn, transakcji nie ekwiwalentnych, ulg i upustów w cenach sprzedaży ma na celu wzmocnienie transparentności życia publicznego. W efekcie w znacznym stopniu przyczyniłoby się to do ograniczenia powstawania patologicznych, oligarchicznych powiązań świata biznesu, polityki i kościoła.

W przeciwieństwie do złożonego w sejmie RP rządowego projektu ustawy o jawności życia publicznego, który niedopuszczalnie ingeruje w prawo do prywatności obywateli i ich autonomię informacyjną poprzez nakaz wyjawiania całego majątku także osobom nie pełniącym żadnej funkcji publicznych projekt ustawy o jawności przychodów i likwidacji przywilejów, nie ingerując w wolności religijne i prawo do swobodnego dysponowania przez wiernych swoimi środkami pieniężnymi na rzecz instytucji wyznaniowych, sprzeciwia się pozostawieniu przepływów pieniężnych dyskrecjonalnemu uznaniu kościołów i związków wyznaniowych.

Koncepcja autonomii i niezależności państwa i kościołów oraz związków wyznaniowych zgodnie z jej brzmieniem zawartym w art.1 konkordatu, a także art.25 Konstytucji RP oznacza niekompetencję państwa jedynie w s p r a w a c h  r e l i g i j n y c h oraz prawo kościołów do tworzenia norm prawnych regulujących ich sprawy wewnętrzne, a także niekompetencje kościołów i związków wyznaniowych w sprawach świeckich oraz niezależność od prawa kościelnego systemu prawnego obowiązującego w państwie.

Wyżej opisana zasada powinna oznaczać w praktyce całkowitą organizacyjną i funkcjonalną odrębność organów i instytucji kościołów i związków wyznaniowych od państwa władnego kształtować także i ich powinne zachowanie w wypadku podjęcia aktywności w sferze świeckiej jak np. poprzez działalność gospodarczą.

Niedopuszczalne jest zatem rozszerzanie uprawnień kościołów i związków wyznaniowych na sprawy leżące poza wykonywaniem funkcji religijnych.  Oznacza to nie więcej niż prawo do ogólnie pojmowanej wolności religijnej jako przestrzeni, w której następuje swobodna realizacja prawa człowieka do praktyk religijnych z jednej strony, a z drugiej do kształtowania postaw i zachowań wiernych według wskazań religijnych przez instytucje religijne. Uprawnienia przysługujące instytucjom religijnym w ich sferze autonomii to prawo do nauczania, ale nie koniecznie w państwowym systemie oświaty, wyrażania oceny moralnej z punktu widzenia własnej doktryny wiary, ale nie połajanek polityków i władzy publicznej, udział wiernych w kształtowaniu systemu instytucjonalno -prawnego w kraju, ale bez podporządkowania go regułom i rytuałom wyznaniowym. Sfera religijna jest wyznaczona zakresem praw człowieka do wolności wyznawania i uzewnętrzniania religii (wolność indywidualna) i wolnością swobodnej działalności instytucji religijnych (wolność kolektywna) i wobec tego w żadnym razie nie można tolerować sytuacji, w której kościoły i związki wyznaniowe samodzielnie interpretują zakres spraw religijnych ustalając granice niezależności według swoich potrzeb i uznania.

Niestety wobec braku wymaganej liczby 100 tys. podpisów obywatelska inicjatywa legislacyjna nie odniosła pożądanego rezultatu, a projekt ustawy został przekazany posłom lewicy. Ostatecznie został on wniesiony do sejmu RP przez Roberta Biedronia w ostatnich dniach kampanii wyborczej. Do dzisiaj nie może się jednak doczekać chociażby nadania numeru druku sejmowego, co ułatwiłoby podjecie nad projektem dyskusji, która mogłaby ujawnić aktualny stopień poparcia wśród polityków dla koncepcji rozdziału Kościoła od państwa.

Podstawowe problemy rozdziału kościołów i związków wyznaniowych od państwa w Polsce

Trwająca już od narodzin II Rzeczpospolitej intensywna promocja katolicyzmu jako fundamentu tożsamości narodowej Polaka wraz z silnie rozbudzanym nacjonalizmem zarówno przed II wojną światową jak i obecnie stanowi podłoże rosnących napięć społecznych w znacznym stopniu wykorzystywanych przez skrajne, populistyczne ugrupowania polityczne.

Sprzyjała temu nietrafna decyzja by budowany po 1989 roku system prawny budowany był na aksjologicznych podstawach chrześcijaństwa, a właściwie katolicyzmu ,w warunkach faktycznej monopolizacji sfery wyznaniowej w Polsce przez Kościół katolicki. W efekcie przy zachowaniu pozorów tzw. neutralności światopoglądowej stworzone zostało państwo o specyficznym modelu państwa materialnie wyznaniowego, a szereg przepisów prawnych z różnych dziedzin wręcz jawnie uprzywilejowuje Kościół, kler, organizacje około kościelne.
Próba zmiany czy raczej ograniczenia klerykalizacji kraju wymagać będzie zmiany podstawowych paradygmatów na jakich skonstruowany został system konstytucyjno-prawny III RP.

Przede wszystkim należy zauważyć, że zasada neutralności światopoglądowej państwa rozumiana jest niezgodnie z jej prawidłowa treścią. Zasada ta została wyrażona w art.10 ust. 1 ustawy z dn.17 maja 1989 roku o gwarancjach wolności sumienia i wyznania proklamującym że Rzeczpospolita Polska jest państwem świeckim, neutralnym w sprawach religii i przekonań, a następnie zawężona w treści art. 25 ust.2 Konstytucji RP do obowiązku zachowania przez władze publiczne tzw. „bezstronności w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych”.
W obu przypadkach tj. „neutralności w sprawach religii” jaki „bezstronności władz w sprawach przekonań” nie mamy do czynienia ze zdystansowaniem się państwa od religii jako takiej. Analiza powołanych norm prawnych prowadzi do wniosku, że neutralność (bezstronność) państwa (władz publicznych) projektowana była nie jako rzeczywista neutralność wobec wszelkich światopoglądów, wyznań religijnych czy przekonań filozoficznych lecz jako tzw. neutralność religijna czyli uznanie za celowe i korzystne przyznanie światopoglądowi religijnemu i instytucjom religijnym szczególnej roli w państwie. Realizacja tak sformułowanych założeń miała następować przy w miarę równoprawnym traktowaniu wyznań w ramach odpowiednich kategorii wynikającej z podstawy prawnej regulacji statusu danego wyznania np. konkordat, ustawy partykularne przyjęte dla wybranych kościołów i innych związków wyznaniowych, wpisu do rejestru kościołów i innych związków wyznaniowych MSWiA, czy z ogólnej wolności religijnej wynikającej z ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania, która jednak nie przyznaje podmiotom działającym na tej podstawie możliwości uczestniczenia w obrocie prawnym. Jednocześnie, obdarzona szczególną pozycją sfera religijna została dodatkowo wzmocniona , chociaż jedynie w odniesieniu do kościołów o uregulowanej pozycji prawnej przywilejem prowadzenia intensywnej konfesjonalizacji dzieci i młodzieży w systemie edukacji publicznej, a także finansowaniem katolickich uczelni i wydziałów teologicznych na uniwersytetach państwowych kształcących wyłącznie kadry na potrzeby Kościoła katolickiego.

Praktyka taka nie ma oczywiście nic wspólnego z treścią neutralności światopoglądowej państwa będącej podstawą zdystansowania od wszelkich -w tym przede wszystkim instytucjonalnych form funkcjonowania religii. Przeczy ona pozostawaniu państwa w oddaleniu funkcjonalnym, kierowania się obojętnością wobec spraw wewnętrznych kościołów i związków wyznaniowych oraz nie wspierania ani nie pogarszania ich własnego potencjału rozwojowego, a w szczególności powstrzymywania się od wszelkich form finansowania instytucji lub wspólnot wyznaniowych.
Drugą przyjętą w Konstytucji RP zasadą relacji państwa z kościołami i związkami wyznaniowymi jest oparcie ich na tzw. „przyjaznym rozdziale” mającym w założeniach stwarzać warunki do współdziałania instytucji państwa i kościołów „ dla dobra człowieka i dobra wspólnego”. Warto zauważyć, że współdziałanie, a więc podejmowanie działań zmierzających do osiągnięcia wskazanego przez władze państwowe celu w żadnym razie nie oznacza współdecydowania, a więc określenia celu czy zadania co jest niezbywalnym atrybutem suwerennej władzy państwowej – zgodnie z postanowieniem konstytucyjnym autonomicznej i niezależnej – w ramach suwerenności terytorialnej. Zważywszy jednak na rzeczywistą pozycję Kościoła katolickiego w państwie i społeczeństwie oraz wsparcie polityków doceniających wagę postawy Kościoła dla sprawowania władzy i kontynuacji ich karier w polityce, współdziałanie coraz częściej oznaczało uległość, a nawet podporządkowanie aspiracjom i roszczeniom hierarchów Kościoła katolickiego. W efekcie współdziałanie z zagwarantowanym instytucjonalnie dostępem do władzy przekształciło się we współdecydowanie, w faktyczne w niej uczestnictwo i narzucenie panowania w sferze światopoglądowej całemu społeczeństwu, a katolicyzm został wyniesiony do rangi ideologii państwowej.

Odwrócenie procesu umacniania w Polsce funkcjonowania państwa wyznaniowego i to nie tylko w materialnym, ale i prawnym jego wyrazie należy rozpocząć od przedstawienia partiom politycznym i organizacjom obywatelskim jasnego stanowiska w przedmiocie odejścia od wyżej wskazanych paradygmatów i przyjęcia instytucjonalnych rozwiązań prawnych umożliwiających każdej części społeczeństwa wyartykułowanie jej przekonań i potrzeb przy rzeczywistym zapewnieniu wolności myśli, sumienia i wyznania dla wszelkich mniejszości światopoglądowych. W dalszej dopiero perspektywie należy stworzyć odpowiadający ujawnionym przekonaniom system polityki społecznej, instytucjonalno-prawny i edukacyjny, które uwzględniać powinny różne modele tożsamości, stylu czy sposobu życia.

Zanim jednak rozwiązania takie staną się możliwe to wszelkie decyzje władz państwowych odnoszące się do kwestii wyznaniowych czy szerzej światopoglądowych powinna poprzedzać próba nawiązania stałych, bezpośrednich stosunków z przedstawicielami Stolicy Apostolskiej jako wskazanym w konkordacie partnerem dla władz RP. Pozwoliłoby to na zdystansowanie się od hierarchów Kościoła katolickiego w Polsce reprezentujących głównie partykularne interesy oraz interesy kleru i związanych z nim kościelnych jednostek organizacyjnych.

Skuteczne działania wspierane potencjałem intelektualnym, znajomością prawa wyznaniowego oraz prawa wewnętrznego Kościoła katolickiego może prowadzić ze strony państwa, w miejsce ad hoc powoływanych komisji i zespołów wspólnych, zorganizowany instytucjonalnie aparat skupiający profesjonalnie przygotowanych urzędników i doradców, którzy trwale – a nie przypadkowo jak dotychczas – zajmować się będą wszystkimi aspektami działalności instytucji i wspólnot wyznaniowych. W miejsce słabo zorientowanych w tematyce relacji z kościołami i związkami wyznaniowymi polityków, propozycje kształtowania polityki wyznaniowej państwa jaki i prowadzenie sprawy wynikające z jej realizacji powinny spoczywać w kompetencjach fachowo przygotowanego zespołu mogącego stanowić rzeczywistych partnerów dla potencjału intelektualnego przedstawicieli kościołów rekrutowanych w głównej mierze z całkowicie i bezterminowo związanego z nimi kleru. Jednostka taka mogłaby powstać przy Ministerstwie Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu jako właściwego zjawisku religii jako wytworu kultury ludzkiej.

Zakres niezbędnych zmian prawnych koniecznych w relacjach państwa z instytucjami wyznaniowymi, w tym przede wszystkim z Kościołem katolickim jest bardzo szeroki, ale te najbardziej nabrzmiałe jak jawność źródeł finansowania instytucji wyznaniowych, powstawanie i rejestrowanie wyznaniowych osób prawnych, uzyskiwanie przysporzeń majątkowych od państwa lub samorządów, status podatkowy kleru i obowiązki w zakresie ubezpieczeń społecznych, podejmowanie działalności gospodarczej i jej rozliczanie przez wyznaniowe osoby prawne, a w końcu uwolnienie od prowadzenia konfesjonalizacji w systemie edukacji publicznej, finansowanie etatów kapelanów w służbach państwowych, kształcenie duchowieństwa na poziomie wyższym już obecnie są wskazywane przez znaczną część społeczeństwa jako niedopuszczalne lub powinny być znacznie ograniczane.

Autonomia i niezależność Kościoła katolickiego jako narzędzia utrwalania panowania ideologii narodowo-katolickiej w sferze światopoglądowej

Relacje instytucjonalne pomiędzy kościołami i związkami wyznaniowymi regulowane są w myśl art. 25 Konstytucji RP czterema podstawowymi zasadami z których podstawową zasadą ustrojową zawartą w art.25 ust.3 jest nakaz kształtowania stosunków państwa z instytucjami wyznaniowymi z poszanowaniem ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie oraz współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego.

Stosownie do art.25 ust.1 Konstytucji RP wszystkie kościoły i inne związki wyznaniowe maja być równouprawnione, a władze publiczne zobowiązane są w swoich działaniach kierować się zasadą bezstronności światopoglądowej (art. 25 ust.2). W relacjach państwa z instytucjami wyznaniowymi obowiązuje także zasada bilateralności (art.25 ust.3 i 4 Konstytucji RP), co oznacza konsensualne (będące wynikiem zgodnych ustaleń) rozstrzyganie kwestii dotyczących ich działalności.

Prawidłowe rozumienie wyżej wskazanych zasad, a w szczególności zakresu autonomii i niezależności instytucji wyznaniowych nastręcza w praktyce sporo problemów. Z jednej strony prowadzi do nieuprawnionego rozszerzania treści tej zasady na wszelkie sprawy, które znajdą się w sferze aktywności kościołów i związków wyznaniowych jak np. związane z różnymi formami działalności gospodarczej, a z drugiej strony prowadzi do chęci znacznego zawężania jej treści. W efekcie coraz częściej podnoszą się głosy nawołujące do ścisłego sprecyzowania zakresu autonomii i niezależności kościołów i innych związków wyznaniowych, a tak naprawdę przede wszystkim Kościoła katolickiego. Problem nieustannego powoływania się przedstawicieli Kościoła na jego uprawnienia wynikające z zasady autonomii i niezależności w tym na przykład w odniesieniu do odmowy współpracy z państwem chociażby w zakresie ujawniania dokumentów dotyczących przestępstw popełnianych przez jego funkcjonariuszy czy rozwijania działalności gospodarczej prowadzi do nieuprawnionego rozszerzenia sfery funkcjonowania instytucji wyznaniowych według zasad konfesyjnych mających przecież obowiązywać przy spełnianiu funkcji religijnej.

Autonomia instytucji i społeczności odnosi się zarówno do podmiotów o charakterze politycznym jakim są państwa jaki i religijnym. Oznacza ona samodzielność organizacyjną i funkcjonalną neutralnego światopoglądowo państwa demokratycznego, a w odniesieniu do podmiotów religijnych jest konsekwencją swobody wypełniania funkcji religijnych. Autonomia nie jest więc nadawana przez państwo, lecz jedynie przez nie uznawana i potwierdzana. Z zasady autonomii kościołów i innych związków wyznaniowych wynika samodzielność tworzenia nowych jednostek organizacyjnych, ich przekształcania i likwidowania oraz obsadzania stanowisk kościelnych. Przede wszystkim jednak oznacza możliwość tworzenia prawa sobie samemu na swój użytek i dla regulowania swoich spraw, samodzielnego ich rozstrzygania czyli samostanowienie w zakresie swojej funkcji. Autonomia nie oznacza jednak zwolnienia z przestrzegania państwowego porządku prawnego jak i pozwala państwu na ingerencje w wewnętrzny porządek prawny związku wyznaniowego.

Niezależność natomiast jest pojęciem zbieżnym z autonomią w tym sensie, że stanowi najwyższy jej stopień odnosząc się do instytucji i społeczności zewnętrznych podczas gdy autonomia dotyczy relacji w stosunkach wewnętrznych związku wyznaniowego. Niezależność przysługująca „każdemu w swoim zakresie” wyklucza ingerencję jednego podmiotu w sprawy drugiego i oznacza, że państwo jest niezależne w granicach swojej suwerenności terytorialnej natomiast instytucje religijne są suwerenne w sferze duchowej. Takie rozumienie podkreśla odrębny charakter obu instytucji i potwierdza rozdział ich sfer działania . Zakres działalności związków wyznaniowych stanowią sprawy religijne oraz wewnętrzna organizacja instytucji i wspólnot religijnych, czyli ich funkcja religijna, co znajduje podstawę prawna w art.11 ust 1 ustawy z dnia 17.05.1989 r. o gwarancjach wolności sumienia i wyznania. Swoboda wypełniania tej funkcji została skonkretyzowana poprzez przykładowo sformułowany katalog uprawnień zawarty w art.19 ust.2 wyżej wspomnianej ustawy. Obejmuje on zarówno sprawy dogmatyczne, doktrynalne jak i kultowe w tym m.in. treści zasad wiary, sprawowanie kultu religijnego, udzielanie posług religijnych jak i zarząd oraz organizację i funkcjonowanie jednostek wyznaniowych w tym międzynarodowych, tworzenie materialnej bazy do działalności religijnej w tym realizowanie inwestycji sakralnych i kościelnych inwestycji o innym charakterze prowadzonych przez jednostki wyznaniowe, ponadto nabywanie i zbywanie majątku ruchomego i nieruchomości, pobieranie składek, darowizn, spadków wytwarzanie przedmiotów i artykułów do celów kultu religijnego, prowadzenie działalności charytatywno-opiekuńczej i oświatowo wychowawczej, a także propagowanie i nauczanie religii – żeby wymienić jedynie podstawowe. Należałoby poważnie rozważyć czy katalogu uprawnień z art. 19 ust.2 ustawy nie ograniczyć albo wprowadzić zasadę jego enumeratywności t. zamkniętego katalogu uprawnień przy uwzględnieniu również tych jakie znajdują się w konkordacie oraz ustawach partykularnych dotyczących poszczególnych kościołów i związków wyznaniowych. Prawdopodobnie byłoby także rozwiązaniem korzystnym, z punktu widzenia państwa, wprowadzenie wyraźnego przepisu o zakazie pełnienia funkcji publicznych przez organy instytucji wyznaniowych.

Problem z funkcjonowaniem praktycznym dominującego w Polsce w sferze religijnej Kościoła katolickiego jest taki, że nie rzeczywista treść przepisów prawa, lecz wymuszana na państwie praktyka determinuje obraz ekspansywnych zachowań tej instytucji wyznaniowej. Poszczególne decyzje władz publicznych podejmowane nieustająco na rzecz realizacji aspiracji bądź życzeń Kościoła i kleru wynikają przede wszystkim z ich lekceważącego stosunku do obowiązującego prawa, a nie brzmienia poszczególnych przepisów.

Rozszerzanie uprawnień przede wszystkim Kościoła katolickiego np. poprzez wprowadzenie do treści programów szkolnych wątków religijnych w języku polskim czy historii tak jak i obowiązkowego uczestniczenia uczniów w zajęciach z religii lub etyki przekracza już nie tylko sferę autonomii i niezależności Kościoła katolickiego, ale i ustalenia konkordatu co do organizowania konfesjonalizacji szkolnej na życzenie zainteresowanych rodziców i jest wyrazem wyraźnego ulegania przez władze państwowe presji wyznaniowej. Ma ona na celu ugruntowanie narodowo-katolickiej ideologii państwowej skutkującej wychowaniem grona fanatycznych jej zwolenników. Podobnie wygląda sytuacja uprzywilejowanego traktowania przez władze tzw. kościelnych osób prawnych otrzymujących sowite dotacje ze źródeł państwowych, pomijając już fakt kierowania tych przysporzeń do zupełnie prywatnych przedsięwzięć jak np. Fundacja Lux Veritas znanego biznesmena z Torunia. Wszystkie tego typu działania maja na celu zapewnienie panowania ideologicznego w sferze światopoglądowej lub chociażby stworzenia zaplecza społecznego wsparcia narodowo-katolickiej ideologii.

Trwający od lat proces klerykalizacji państwa obejmujący wszystkie nieomal sfery życia i aktywności społeczeństwa musi zostać zahamowany, a skutki przezwyciężone jeżeli Polska ma pozostać krajem aspirującym do cywilizacji zachodnioeuropejskiej. Niestety próba przezwyciężenia negatywnych efektów klerykalizacji i rządów narodowo-katolickiej koalicji nie leży obecnie w częstotliwości zgłaszania propozycji zmian w obowiązującym prawie , ani nawet w otwartym wystąpieniu programowym jakiejś partii politycznej, lecz w pełnej mobilizacji społeczeństwa dla odsunięcia od władzy rządowo-kościelnej koalicji i przeprowadzenia rozliczeń osób odpowiedzialnych za naruszenia prawa, które ujawnią społeczeństwu stosowane mechanizmy zawłaszczania państwa, demontażu systemu demokratycznego i narzucania katolicyzmu jako ideologii państwowej.

Antykonstytucyjna ustawa i antykonstytucyjny trybunał

Trybunał Przyłębski po raz kolejny popisał się nie tylko dyspozycyjnością wobec ośrodków władzy ale też ignorancją prawną. Takie wnioski szewc Fabisiak wyciąga z wyroku wyżej wymienionej struktury zgodnie z którym ustawa pozwalająca na obniżenie policyjnej renty inwalidzkiej jest zgodna z Konstytucją.

Pytanie co do zgodności ustawy z Konstytucją zadał Trybunałowi Sąd Okręgowy w Krakowie. Dlatego też organ udający coś co ma taką samą jak on nazwę badał zgodność zapisów tej ustawy z konkretnymi artykułami Konstytucji wymienionymi przez krakowski sąd. Chodziło tu o Art. 2 i Art. 67 ust 1. Gdyby normalny a nie uzurpatorski trybunał wczytał się w treść tychże artykułów to bez szczegółowej analizy natychmiast uwaliłby rzeczoną ustawę.

Zacznijmy od drugiego z tych konstytucyjnych zapisów. Otóż Art. 67 ust 1 stwierdza wyraźnie, iż „obywatel ma prawo do zabezpieczenia społecznego w razie niezdolności do pracy ze względu na chorobę lub inwalidztwo oraz po osiągnięciu wieku emerytalnego”. A skoro się jest obywatelem to takiemu obywatelowi należą się takie same prawa jak innym obywatelom I tylko taka może być jedyna słuszna zarówno z prawnego, jak i czysto ludzkiego punktu widzenia interpretacja – zwraca uwagę szewc Fabisiak.

Aby się o tym przekonać warto przeczytać Art. 2 Konstytucji RP zgodnie z którym „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.” To, że segregacja inwalidów na politycznie słusznych i niesłusznych jest rażąco sprzeczna z wyżej wymienionym artykułem jest oczywista dla każdego człowieka umiejącego wyciągać wnioski z tego, co sam przeczytał. Szewc Fabisiak domniemywa, że sędziowie Trybunału Przyłębskiego nie są na tyle durni, żeby nie potrafili zrozumieć tego, co czytają. Jednakże rżną niedouczonych głupków tylko po to by zachować się zgodnie z politycznymi oczekiwaniami władzy bynajmniej nie sądowniczej. Jedynie dwóch sędziów Leon Kieres i Piotr Pszczółkowski złożyło sprzeciw zgłaszając zdanie odrębne. Jednakże – zauważa szewc Fabisiak – dwóch sprawiedliwych i poważnie traktujących swoje sędziowskie obowiązki to za mało aby uniemożliwić temu pozostałemu towarzystwu wydawanie niekonstytucyjnych wyroków. To, że wydawane są takie niekonstytucyjne wyroki jest konsekwencją tego, że sam wydający je organ jest niekonstytucyjny. Jest w tym jakaś logika, która jednak nie tylko prowadzi do absurdu, lecz także podważa podstawy praw obywatelskich – uważa szewc Fabisiak.

Przy okazji warto też zajrzeć do Art. 31 ust. 3 Konstytucji w którym czytamy, iż „ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób”. Z treści tego zapisu wynikałoby, że zarówno autorzy ustawy, jak i trybunalscy sędziowie uważają, że niektórzy inwalidzi przygotowują jakiś zamach stanu, organizują burdy uliczne, wycinają drzewostan, paradują nago po ulicach bądź zamykają jakieś osoby w swoich piwnicach. Szewc Fabisiak jakoś nie przypomina sobie aby o tego rodzaju inwalidzkich poczynaniach informowała prasa czy telewizja. A niechybnie by z wielkim hukiem to nagłośniła, gdyby zdarzył się choćby jeden tego typu odosobniony przypadek.

Już sama ta antyinwalidzka ustawa zawiera w swej treści umieszczony tam prawdopodobnie świadomie błąd merytoryczny. Otóż mówi się tam o osobach „pełniących służbę na rzecz totalitarnego państwa”. Szewc Fabisiak zwraca uwagę na to, że zanim koś posłuży się jakimś terminem, to powinien najpierw poznać jego znaczenie. Określenie państwo totalitarne odnosi się bowiem do takiego państwa w którym wszystkie organizacje i struktury podporządkowane są władzy. Każdy mający nawet mglistą wiedzę historyczną łatwo dojdzie do wniosku, że totalitarny charakter miał stalinowski Związek Radziecki, gdzie Cerkiew Prawosławna była podporządkowana władzy, która mogła swobodnie decydować jakie obiekty religijne wyburzać czy też przeznaczać na magazyny zbożowe oraz Albania w czasach panowania Envera Hoxhy, gdzie religia została całkowicie wyrugowana z życia publicznego. Gdyby takim samym państwem była Polska Ludowa, to wszelkie struktury kościelne byłyby podległe władzy państwowej bez jakiejkolwiek samodzielności. Szewc Fabisiak, podobnie jak wielu innych starszych oraz młodszych od niego osób, doskonale pamięta, że w kościołach regularnie odbywały się msze, praktykujący katolicy chodzili bez przeszkód na pielgrzymki do Częstochowy a święta Bożego Narodzenia w radio i telewizji puszczano kolędy. Przez pewien czas wprowadzono naukę religii w szkołach a w okresie dyktatury stanu wojennego nadawane były przez radio msze. Przez lata w Sejmie działało, co prawda nieliczne ale jednak, koło poselskie Znak, które niejednokrotnie zachowywało się jak opozycja. Jak choćby poseł Stanisław Stomma składając interpelację po wydarzeniach z marca 1968 r. czy też głosując przeciwko wpisaniu do Konstytucji zapisu o przyjaźni ze Związkiem Radzieckim. Jeżeli ktoś tak rozumie totalitaryzm, to tylko wypada pogratulować mu daru spostrzegawczości – sarkastycznie zauważa szewc Fabisiak. Natomiast bardziej zbliżone do systemu totalitarnego są ustawy o których była mowa jak też służalcze wyroki pewnego trybunału.

Parlamentarna Grupa Kobiet jako przykład samoorganizowania się kobiet ponad podziałami politycznymi

Po wyborach z 4 czerwca 1989r. miejscem, na którym skupiała się uwaga polskiej opinii publicznej stał się dwuizbowy parlament, składający się na mocy ustaleń „okrągłego stołu” z Sejmu i Senatu. Na fali przemian politycznych w Polsce wybuchła wolność słowa, w czasach PRL traktowana jako dobro ściśle reglamentowane m.in. poprzez obecność państwowej cenzury.

Z możliwości swobodnego wypowiadania poglądów korzystali w pełni posłowie X kadencji Sejmu („kontraktowego”) i senatorowie I kadencji. Pamiętam, że obrady obu izb były hitem tamtych dni uważnie obserwowanym i szeroko komentowanym. W opinii publicznej pojawiały się nowe hasła, nawiązujące do demokratycznych wartości zachodnioeuropejskich, a nad wszystkim dominowała pochwała pluralizmu. Jednakże nieskrępowane spory polityczne ujawniały nie tylko nadzieje na nową jakość życia społeczno-politycznego. Wolności polityczne odzyskiwane w przyspieszonym tempie sprzyjały również gwałtownym powrotom ideologii, które były nieobecne w przestrzeni publicznej w okresie PRL, wśród nich pojawiła się prawica – endecka, ksenofobiczna, klerykalna. Spektakularnym przykładem tej tendencji była reaktywacja różnych odcieni nurtów konserwatywnych, z narodowo-radykalnymi włącznie.

Do gry politycznej tryumfalnie wkroczyła hierarchia kościoła rzymskokatolickiego, nie bez znaczenia pozostawała w tym kontekście obecność w Watykanie papieża-Polaka.

Po wyborach z 4 czerwca 1989r determinacja większości biskupów w odwoływaniu się do narodowo-konserwatywnej wizji stosunków społecznych i światopoglądowych zaskoczyła swą intensywnością nawet nową ekipę polityczną. Jeden z członków rządu Tadeusza Mazowieckiego – Wiktor Kulerski po latach powiedział, że –jego zdaniem – Kościół od początku przemian dojrzał szansę na zbudowanie w Polsce „demokracji katolickiej” (ależ oksymoron). Obserwatorzy ówczesnych wydarzeń politycznych wręcz stwierdzali, że w latach 90. hierarchia kościelna stawała się odrębnym ośrodkiem władzy politycznej w Polsce, ponieważ w nowych okolicznościach Kościół „czuł się powołany do urządzenia państwa”.

Było to o tyle zaskakujące, że w maju 1989r. (a więc już po „okrągłym stole”) Sejm IX kadencji uchwalił dwie ustawy( dziś nazywa się je „historycznymi”), które miały stanowić fundament nowoczesnych stosunków między państwem i Kościołem. Były to: ustawa z dnia 17 maja 1989r o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej oraz ustawa z dnia 17 maja 1989r o gwarancjach wolności sumienia i wyznania. W szczególności ta druga zawierała tak istotne deklaracje, jak art.1 pnkt.3:

Obywatele wierzący wszystkich wyznań oraz niewierzący mają równe prawa w życiu państwowym, politycznym, gospodarczym, społecznym i kulturalnym, a w art. 10 ust.1 ustawa deklarowała, że Rzeczpospolita Polska jest państwem świeckim, neutralnym w sprawach religii i przekonań.

Przy systematycznych naciskach Kościoła praktyka polityczna po wyborach z 4 czerwca 1989r szła zdecydowanie w odwrotnym kierunku. W szczególności hasło równości kobiet i mężczyzn nabrało nieoczekiwanie znaczenia ideologicznego, ponieważ – wbrew nadziejom postępowych środowisk kobiecych – prawa kobiet nagle stały się polem ostrej walki politycznej. Już wydarzenia pierwszych miesięcy po wyborach z 4 czerwca 1989r sygnalizowały, że – zamiast poszerzenia sfery wolności – nowy porządek ustrojowy może przynieść kobietom daleko idące ograniczenia w odniesieniu do dotychczasowego „stanu posiadania”.

Należy podkreślić, że pierwsze sygnały, wskazujące na ideologizację sfery praw kobiet w procesie przemian ustrojowych wywoływały najpierw odruchy zdziwienia i zaskoczenia, a potem sprzeciwu, ponieważ największym dorobkiem Polek w wymiarze historycznym (lata 1945-1989) był ich niezwykły awans społeczny i zawodowy. W 1989 roku statystyki wskazywały, że kobiety na poziomie średnim i wyższym są w Polsce lepiej wykształcone od mężczyzn. Lekceważenie tych faktów ze strony prawicy i Kościoła było bezsporne, co na ogół przyjmowano jako próbę narzucenia społeczeństwu anachronicznej ideologii społecznej, bez uwzględniania zróżnicowania światopoglądowego Polek i Polaków.

Na progu transformacji pojawiły się ze strony hierarchii kościelnej pierwsze żądania, wśród których – oprócz domagania się natychmiastowego wprowadzenia religii do szkół państwowych – hasłem szczególnym stał się zakaz przerywania ciąży. Wywołało to niepokój parlamentarzystek Sejmu X kadencji o przekonaniach postępowych, a także przedstawicielek działających wówczas starych (Liga Kobiet Polskich, Koła Gospodyń Wiejskich) i nowych organizacji kobiecych (Pro Femina, Polskie Stowarzyszenie Feministyczne, Demokratyczna Unia Kobiet). Wyrazem tych obaw było zorganizowanie pod patronatem prezydium Sejmu w grudniu 1990r ogólnopolskiej konferencji p.t. Kobieta w Polsce współczesnej – szanse i zagrożenia, w której uczestniczyły nie tylko parlamentarzystki X kadencji Sejmu, ale przede wszystkim przedstawicielki szerokiego spektrum organizacji kobiecych, członkinie związków zawodowych, przedstawicielki świata kultury i nauki. Trzeba podkreślić, że wprawdzie impulsy do podjęcia takiej inicjatywy płynęły z zewnątrz parlamentu, to jednak znalazły one szybki odzew ze strony posłanek, a zwłaszcza tych, które znalazły się na listach wyborczych z rekomendacji organizacji kobiecych.

Konferencja ta stała się przykładem ponadpartyjnej współpracy kobiet w imię obrony własnych praw i interesów, a przyjęte w czasie jej obrad wnioski i postulaty stały się wytyczną dla zorganizowania Parlamentarnego Koła Kobiet, które zainaugurowało swoją działalność w kwietniu 1991r, czyli jeszcze w czasie X kadencji Sejmu. Zarząd Koła współtworzyły: przewodnicząca Barbara Labuda z Parlamentarnego Klubu Unii Demokratycznej (PKUD), sekretarz Dorota Kempka z Parlamentarnego Klubu Lewicy Demokratycznej (PKLD)oraz członkinie Marianna Borawska z Polskiej Unii Socjalistycznej (PUS), Barbara Blida z PKLD, Barbara Czyż z PSL, Janina Kuś z PKLD, Anna Kwietniewska z PKLD, Zofia Wilczyńska z PUS i Teresa Zalewska z Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego (OKP). W sumie do Parlamentarnego Koła Kobiet przystąpiły 43 parlamentarzystki (na 62 w Sejmie i 7 w Senacie), a w tym: 19 posłanek PKLD, 6 z PSL,11 z PUS, 1 z Unii Chrześcijańsko-Społecznej i 3 ze Stronnictwa Demokratycznego.
Analogie i porównania historyczne.

Warto w tym miejscu zauważyć, że w historii polskiego ruchu kobiecego nie był to pierwszy przypadek politycznego organizowania się kobiet wokół zadań, które w nowej sytuacji politycznej kraju uzyskały dla nich charakter priorytetowy. Nasuwa się w tym miejsce skojarzenie z aktywnością niegdysiejszego Klubu Politycznego Kobiet Postępowych, którego członkinie po odzyskaniu niepodległości w 1918r stanęły do walki o równouprawnienie polityczne kobiet, a w szczególności o uzyskanie praw wyborczych na równi z mężczyznami. Ważne było to, że ich postulaty poparł wówczas tuż po powrocie z Magdeburga Józef Piłsudski, który doceniał wkład kobiet w walkę o niepodległość Polski ( Liga Kobiet Polskich Pogotowia Wojennego oraz żeńskie oddziały P.O.W.). 28 listopada 1918r. już jako Tymczasowy Naczelnik Państwa J.Piłsudski podpisał dekret o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawodawczego, który przyznawał każdemu czynne i bierne prawo wyborcze. Polska była czwartym krajem w Europie, który przyznał kobietom prawa polityczne. Wcześniej, niż Polska uczyniły to Norwegia, Finlandia i Dania. Sytuacja radykalnie zmieniała się po zakończeniu I wojny światowej.

Przed wyborami do Sejmu Ustawodawczego Komitet Wyborczy Kobiet Postępowych zaczął wydawać pismo ulotne „Kobieta w Sejmie”, a na jego łamach w nr 1 z 10 stycznia 1919r. została zamieszczona Deklaracja Komitetu Wyborczego Kobiet Postępowych, która była pierwszym programem politycznym, napisanym przez kobiety u progu niepodległości.
Aktem prawnym, czyniącym krok naprzód w umacnianiu równości kobiet i mężczyzn była Konstytucja z 17 marca 1921r (zwana potocznie „konstytucją marcową”), która nie dopuszczała żadnych ograniczeń prawnych ze względu na płeć. Były to pierwsze normy rangi konstytucyjnej, które wytyczały kierunek przemian, a w tym likwidację przepisów państw zaborczych o charakterze dyskryminacyjnym wobec kobiet.

Wa korzystanie z szans, jakie dawało konstytucyjne równouprawnienie, w ówczesnej praktyce zależało od wielu różnorakich czynników, a w tym „ przede wszystkim od pokonania hamulców i przeszkód tkwiących w świadomości jednostkowej i grupowej”, i to nie tylko wśród mężczyzn, ale również w większości środowisk kobiecych. Socjaliści n.p. zdziwieni byli małym zainteresowaniem kobiet zdobytymi prawami politycznymi. Jednakże nie ulega wątpliwości, że zachowanie takie wynikało z niezwykle niskiego poziomu edukacji, ponieważ II Rzeczpospolita zaczynała swój byt państwowy z niewyobrażalnym balastem analfabetyzmu. Dane z 1921r. wskazywały, że ponad 1/3 ludności nie umiała ani czytać, ani pisać, a wśród analfabetów przewagę miały kobiety, zwłaszcza zamieszkujące kresy wschodnie.

Stojąc na gruncie równouprawnienia „konstytucja marcowa” otworzyła kobietom m.in. dostęp do zawodów prawniczych i choć zmiany na tym polu postępowały niezwykle powoli, to jednak stanowiły one krok naprzód w porównaniu z okresem sprzed niepodległości ( w 1939r. na stanowisku sędziowskim pracowało 7 kobiet, tylko jedna była w II RP prokuratorem).
1 lipca 1921r Sejm uchwalił nowe, istotne przepisy z zakresu prawa cywilnego, poszerzające kobietom zakres zdolności do czynności prawnych. Przestały obowiązywać przepisy, n.p. nakazujące żonie posłuszeństwo mężowi jako głowie rodziny. Przyznano im również prawo do odrębnego mieszkania w przypadkach konkretnie określonych. Od tej pory kobiety miały takie samo prawo dziedziczenia, jak mężczyźni. Mogły również występować w charakterze świadka przy sporządzaniu testamentu, przyznano im również prawo do rozporządzania własnym majątkiem.
Prawo II Rzeczypospolitej nie zlikwidowało jednakże przepisów, dyskryminujących kobiety, które posiadały „nieślubne” dziecko, czyli nie zrównało statusu dzieci „nieślubnych” ze „ślubnymi”. Nie udało się również znieść przepisów, zakazujących rozwody małżeństw, zawieranych w porządku wyznaniowym.

W kolejnych latach już same posłanki przyczyniły się do uchwalenia ustaw, które miały wpływ na sytuację kobiet. Chodzi o ustawę o opiece społecznej z 1923r. oraz ustawę o pracy młodocianych i kobiet z 1924r. Było to prawo nowoczesne, daleko wyprzedzające państwa dobrze rozwinięte gospodarczo i o bogatej tradycji społecznej. Uważa, że „przyjęcie tych ustaw było w znacznym stopniu triumfem zaangażowania parlamentarzystek polskich w budowanie nowoczesnego, demokratycznego społeczeństwa i państwa”. Autor ten podkreśla, że choć kobiet w parlamentach była garstka, to wyraźnie wyróżniały się pochodzeniem społecznym, wykształceniem i pozycją zawodową. Znaczna ich część legitymowała się dyplomami, uzyskanymi na uczelniach w Paryżu, Wiedniu, Zurychu, Krakowie, Petersburgu i Moskwie. Kilka z nich posiadało doktoraty. „Tymczasem wśród kolegów parlamentarzystów co czwarty nie miał żadnego wykształcenia lub zakończył kilkuklasową szkołę elementarną/…/ Nawet wyznawane przez parlamentarzystki odmienne systemy wartości nie stanowiły przeszkody we wspólnym działaniu na forum parlamentu, dając świadectwo ich wysokiej kultury politycznej i sprzyjając wytworzeniu silnej więzi solidarności kobiecej reprezentacji parlamentarnej”.

Z całą mocą należy podkreślić, że przyjęte po 1918r. zmiany prawne ułatwiały kobietom procesy emancypacyjne na gruncie państwowym i choć stanowiły dopiero pierwszy krok ku ogólnym przemianom społecznym, to jednak otwierały drogę ku przezwyciężaniu odwiecznych uprzedzeń i stereotypów w odniesieniu do pozycji prawnej kobiety w społeczeństwie.

Powrót do kapitalizmu: dla kobiet postęp, czy regres?

Po wyborach parlamentarnych z 1991r posłanki z powodzeniem ponowiły inicjatywę odrębnego organizowania się wokół obrony praw kobiet. Parlamentarna Grupa Kobiet (dalej PGK) za swój zasadniczy cel przyjęła obronę praw kobiet w toku działalności władzy ustawodawczej. Należy przy tym z całą mocą podkreślić, że energia, aktywność i determinacja zespołu postępowych parlamentarzystek w realizacji tego celu stanowiły ewenement na tle doświadczenia parlamentaryzmu ogólnoeuropejskiego.
Na podstawie Regulaminu Sejmu Parlamentarna Grupa Kobiet otrzymała w budynkach sejmowych własne biuro, co w praktyce usprawniało skuteczną organizację planowanych przedsięwzięć.

Nie można jednak stwierdzić, że PGK zjednoczyła wszystkie parlamentarzystki wokół kwestii interesów i praw kobiet. Jak już zaznaczono wcześniej, prawa te w okresie transformacji stały się przedmiotem gorących walk i sporów politycznych, nasilających się wraz z postępującą klerykalizacją życia politycznego. Posłanki, które akceptowały konserwatywny punkt widzenia, opisujący rolę kobiety w społeczeństwie (zgodnie z poglądami hierarchii kościoła rzymskokatolickiego, gloryfikującymi patriarchalny model rodziny), rezygnowały z aktywności w PGK. Na ogół do PGK wstępowały wszystkie członkinie klubu parlamentarnego SLD i klubu parlamentarnego Unii Pracy, kilka posłanek z parlamentarnego klubu Unii Demokratycznej i nieliczne posłanki PSL. W pierwszej i drugiej kadencji Sejmu posłanki zgodnie powierzały przewodniczenie PGK Barbarze Labudzie z klubu Unii Demokratycznej, podkreślając w ten sposób wolę współdziałania ponad podziałami politycznymi.

Wola organizowania się w PGK wyrażana była w deklaracjach, przyjmowanych każdorazowo na początku kadencji Sejmu i Senatu. Ciekawostkę stanowi to, że w III kadencji Sejmu Przewodniczący Klubu Parlamentarnego AWS – Marian Krzaklewski zabronił wręcz posłankom tego klubu wstępowania do PGK.

W codziennej praktyce działania członkinie PGK z największą powagą kierowały się nie tylko polskimi przepisami rangi konstytucyjnej i ustawowej, ale również konwencjami, uchwalonymi przez Zgromadzenie Ogólne ONZ, a w tym: Konwencją o prawach politycznych kobiet, przyjęta w Nowym Jorku 31 marca 1953r, Konwencją o eliminacji wszelkich form dyskryminacji kobiet, przyjętą przez Zgromadzenie ogólne ONZ w Nowym Jorku w dniu 18 grudnia 1979r oraz Platformą Działania – Pekin 1995, przyjętą podczas IV Światowej Konferencji Kobiet. Dążyły też do wdrażania na gruncie prawa polskiego zaleceń Rady Europy i organów Unii Europejskiej.

W dyskusjach wewnątrz PGK oraz w czasie spotkań środowiskowych została wypracowana dyrektywa działania, odwołująca się do zasady laickości i demokratycznego, świeckiego państwa prawa. Członkinie PGK opowiadały się w ten sposób nie tylko po stronie koncepcji demokracji liberalnej, ale przede wszystkim doceniały obecne w tej doktrynie mechanizmy, służące ochronie konstytucyjnych praw kobiet oraz eliminowaniu nierówności płci przy pomocy środków, struktur i metod, właściwych standardom państwa demokratycznego. Postawa taka na początku lat 90. wymagała determinacji i odwagi politycznej, a to ze względu na zmieniający się klimat sporów ideologicznych, czego wyrazem było m.in. nasilające się wśród elit wzmożenie religijne, wynikające m.in. z kultu papieża Jana Pawła II i głoszonej przez niego doktryny religijnej. Z pól debaty publicznej umykała wola poszukiwania dobra wspólnego, które mogłyby połączyć polityków, reprezentujących zarówno światopogląd laicki, jak i chrześcijański.

Działaniom członkiń PGK patronowało hasło neutralności światopoglądowej państwa oraz wolności i tolerancji religijnej, a w dyskusjach na temat ustroju państwa pojawiały się próby definiowania takiej wartości, jaką mogłaby być dla Polski republika laicka. W tym ostatnim przypadku członkinie PGK odwołały się do tradycji oświeceniowych, znajdując na tym gruncie pole do współpracy ze Stowarzyszeniem „Neutrum”, z Towarzystwem Kultury Świeckiej, z Federacją na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz z warszawskim periodykiem „Bez Dogmatu”(właśnie przestał wychodzić). W ramach prowadzonych debat nawiązywano do doświadczenia państw europejskich, a w tym przede wszystkim Republiki Francuskiej, która od 1905r realizuje laicki model porządku społecznego.

W aktywności merytorycznej PGK towarzyszyła przez lata grupa uczonych kobiet, żeby przypomnieć nazwiska prof. Renaty Siemieńskiej, prof. Danuty Graniewskiej, prof. Małgorzaty Fuszary, prof. Magdaleny Środy, prof. Marii Szyszkowskiej, prof. Eleonory Zielińskiej , prof. Zdzisławy Janowskiej oraz wielu innych osobistości i instytucji, które współpracowały z PGK, nie tylko w sprawach światopoglądowych, ale również w innych kwestiach, dotyczących kobiet (n.p. poprawy sytuacji socjalnej matek samotnych , ochrony kobiet na rynku pracy, zdrowia kobiet, problemie adopcji dzieci, ochrony praw dziecka i.t.p.).

Z żalem należy zauważyć, że w przestrzeni publicznej nurt wolnościowy, prezentowany m.in. w działalności PGK w latach 90. zdecydowanie przegrywał z narracją, skłaniającą się do ustępstw polityków na rzecz Kościoła katolickiego. Postawa taka była prezentowana m.in. w publikacjach „Gazety Wyborczej” , a tendencję tę zdecydowanie wzmocniły kolejne orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego.

Warto przy tym zauważyć, że hasło „laickości” państwa, czy „neutralności światopoglądowej władz publicznych”, mimo okazjonalnego przywoływania w debacie publicznej dorobku Vaticanum Secundum, ustępowało miejsca niskiej skłonności do wypracowywania kompromisów w duchu pluralizmu, co w gruncie rzeczy prowadziło do preferowania stanowiska tylko jednej, za to silniejszej strony – Kościoła. Towarzyszyła temu na ogół drobiazgowa analiza wystąpień Jana Pawła II, z których nie trudno było wywieść, że papież nie akceptował rozdziału Kościoła od państwa, czym często sprawiał kłopot nawet publicystom katolickim. Również zasada neutralności światopoglądowej państwa była kontestowana przez papieża, co w poważnym stopniu utrudniało wypracowanie wolnościowego modelu stosunków państwo-Kościół w Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego.

Udział Parlamentarnej Grupy Kobiet w debacie konstytucyjnej.

Jak wiadomo, prace nad przyszłą konstytucją toczyły się w Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego na podstawie Ustawy konstytucyjnej z dnia 23 kwietnia 1992 r. o trybie przygotowania i uchwalenia konstytucji, znowelizowanej w II kadencji Sejmu dnia 22 kwietnia 1994 r. Na podstawie tych przepisów projekt nowej konstytucji mógł być zgłoszony przez grupę 56 członków Zgromadzenia Narodowego, Prezydenta RP oraz grupę obywateli, którzy w ciągu 3 miesięcy od dnia wejścia ustawy w życie uzyskają dla swego projektu poparcie co najmniej 500 000 osób, posiadających czynne prawo wyborcze do Sejmu.

Z uwagi na mniejszą liczbę członkiń, niż warunkowały to przepisy ustawy, Parlamentarna Grupa Kobiet jako samodzielny podmiot nie była uprawniona do przedłożenia własnego projektu konstytucji. Jej reprezentantka mogła natomiast przedstawić stanowisko Grupy w debacie nad zasadniczymi kwestiami konstytucyjnymi. Debata taka miała miejsce w Sejmie 21 października 1994 r. i stanowiła wypełnienie ostatniego wymogu ustawowego, niezbędnego do przygotowania jednolitego projektu konstytucji.

W imieniu Parlamentarnej Grupy Kobiet w debacie wystąpiła przewodnicząca Barbara Labuda (posłanka Unii Demokratycznej). Jako jedna z nielicznych broniła idei państwa świeckiego, opowiedziała się również za oddzieleniem kościołów od państwa. W toku wystąpienia podała definicję państwa świeckiego, które – jej zdaniem – charakteryzuje się tym, że w praktyce państwowej żadna religia, żadna ideologia, żadna partia, żaden kościół oraz żaden związek wyznaniowy nie jest wyróżniony, bądź traktowany w sposób wyjątkowy, otoczony szczególnymi względami przez instytucje publiczne i obowiązujące prawo. Państwo świeckie to „państwo areligijne, aideologiczne, zatem niezaangażowane wyznaniowo i światopoglądowo po stronie żadnej orientacji tego typu”. Definicja ta została następnie rozwinięta poprzez wskazanie przykładów, które stanowią cechy nieodłączne dla polityk państwa świeckiego. Należą do nich: zakaz finansowania działalności religijnej, czy ideologicznej z kasy państwowej; zakaz wykorzystywania prawa państwowego i organów władzy państwowej do przymuszania obywateli, aby postępowali zgodnie z nakazami i dogmatami jakiejś religii, czy ideologii; zakaz kierowania się przez funkcjonariuszy państwa jedną orientacją religijną przy podejmowaniu decyzji i rozstrzyganiu sporów; zakaz wykonywania zadań jakiejkolwiek religii przez organy władzy państwowej, n.p. poprzez opłacane przez państwo katechizowanie dzieci i młodzieży w szkołach państwowych; zakaz wywieszania w budynkach publicznych symboli religijnych, czy zakaz łączenia uroczystości państwowych z obrzędami religijnymi.

W swym wystąpieniu przewodnicząca PGK wskazywała na częste przykłady naruszania w bieżącej polityce omawianych cech państwa świeckiego, do czego – w imieniu Grupy – odniosła się krytycznie. Zakończyła stwierdzeniem, że „tylko demokratyczne państwo świeckie gwarantuje pełny, nieskrępowany rozwój obywateli, którzy mogą w swobodny sposób wybrać jakąś religię, filozofię, czy model życia”.
Członkinie PGK z najwyższą powagą traktowały prace Komisji Konstytucyjnej. Zdawały sobie bowiem sprawę z tego, że w przyszłej konstytucji zapadną rozstrzygnięcia prawne, które będą obowiązywały przez długie lata. Sprawie ochrony praw kobiet w przyszłej konstytucji została poświęcona specjalna konferencja p.t. Kobieta w konstytucji, zorganizowana przez PGK 20 czerwca 1995r.

Starania Parlamentarnej Grupy Kobiet o konstytucyjny model demokratycznego państwa świeckiego były kontynuowane w piśmie do Przewodniczącego Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego – posła A.Kwaśniewskiego i do posła Ryszarda Bugaja – przewodniczącego Podkomisji Ustroju Politycznego i Społeczno-Gospodarczego tejże Komisji. W piśmie tym (z datą 24 listopada 1994r) zostały zawarte już konkretne propozycje przepisów konstytucyjnych.

Do części „zasady ogólne” posłanki – członkinie PGK zaproponowały następujący przepis:

1.Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem świeckim, neutralnym w sprawach religii i światopoglądu.
2.W Rzeczypospolitej żadne wyznanie lub światopogląd nie mogą mieć charakteru państwowego, odrzuca się religijną motywację w stanowieniu prawa.

Dalsze propozycje były konsekwencją powyższej deklaracji, a wśród nich pojawił się m.in. zakaz finansowania związków wyznaniowych i organizacji światopoglądowych przez państwo i samorządy. Posłanki zgłosiły również przepisy, które by orzekały, że w Rzeczypospolitej Polskiej rejestracja związków małżeńskich i rozwodów oraz prowadzenie ksiąg stanu cywilnego należało wyłącznie do państwa. W kolejnym przepisie postulowały świecki charakter uroczystości państwowych oraz nieumieszczanie w instytucjach państwowych i samorządowych znaków i symboli religijnych.

W części „Prawa i obowiązki obywatelskie” członkinie PGK opowiedziały się za wpisaniem zasady równości obywateli ze względu na wyznanie i światopogląd. W związku z tym, z jednej strony wyróżniły poręczenie przez Rzeczpospolitą w konstytucji wolności sumienia, wyznania oraz przekonań światopoglądowych, a z drugiej – prawa do korzystania z opieki duchowej wszystkich wyznań w wojsku, szpitalach i w zakładach karnych.

Postulowały także , aby w tej części konstytucji znalazł się następujący przepis:
„Rzeczpospolita Polska poręcza wszystkim obywatelom prawo do zakładania i planowania rodziny, rozwiązania małżeństwa przez rozwód, uświadomienia i edukacji seksualnej, stosowania środków wspomaganej prokreacji oraz metod i środków przeciwdziałających rozrodczości, a także popiera badania służące rozwojowi wiedzy i technologii medycznej oraz zdrowiu obywateli”.

Kolejne propozycje dotyczyły równości wobec prawa i zakazu wszelkich form dyskryminacji (ze względu na płeć, wiek, rasę, pochodzenie narodowe i społeczne, urodzenie, język, przynależność do mniejszości narodowej lub etnicznej, poglądy, wyznanie lub jego brak, status materialny, stan zdrowia i orientację seksualną). Nie trudno zauważyć, że zaproponowane przez PGK kryteria antydyskryminacyjne miały wybitnie nowatorski charakter i szły wyraźnie w kierunku standardów europejskich, chociaż Polska nie była jeszcze wówczas członkiem Unii Europejskiej.

Parlamentarzystki z PGK były konsekwentnymi inicjatorkami wprowadzenia do laski marszałkowskiej ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn. Na przestrzeni lat 1996 – 2005 czterokrotnie wnosiły kolejne projekty takiej ustawy, były one jednakże odrzucane przez większość sejmową.

Jednakże na tym polu PGK odnotowała sukces w Komisji Konstytucyjnej, której członkini z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej – Danuta Waniek – wniosła pod obrady projekt obecnego art. 33 Konstytucji RP z 2 kwietnia 1997r (wspierany przez PGK). Mimo sporów z prawicową częścią Komisji propozycja ta ostatecznie uzyskała akceptację większości i dziś stanowi element Rozdziału II Konstytucji RP, zatytułowanego „Wolności, prawa i obowiązki człowieka i obywatela”. Brzmi on:

1.Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym.
2.Kobieta i mężczyzna mają w szczególności równe prawo do kształcenia, zatrudnienia i awansów, do jednakowego wynagradzania za pracę jednakowej wartości, do zabezpieczenia społecznego oraz do zajmowania stanowisk, pełnienia funkcji oraz uzyskiwania godności państwowych i odznaczeń.

Praktyka polityczna ostatnich 25 lat pokazuje, że obecność tego artykułu w tekście Konstytucji formalnie stanowi gwarancję ochronną dla respektowania praw kobiet w Polsce, a to z uwagi na trwającą z różnym natężeniem walkę ideologiczną wokół roli kobiety w rodzinie, w społeczeństwie i w państwie (patrz: genderyzm). Doświadczenia ostatnich lat wykazały, że przystąpienie Polski do Unii Europejskiej dla środowisk konserwatywno-klerykalnych stanowiło samo w sobie wyzwanie, polegające na notorycznym przeciwstawianiu się wprowadzania do polskiego porządku prawnego regulacji krytykowanych przez Episkopat i prawicę.

Ostre podziały polityczne wokół tych kwestii dotyczyły również kobiet zasiadających w Sejmie i w Senacie, na skutek czego po wyborach z 2005r (rządy „IV RP”) malało również znaczenie samej Parlamentarnej Grupy Kobiet.

Nieszczęsne polskie konstytucje

Polskie konstytucje były dziełem masonów, jakobinów, socjalistów, komunistów i postkomunistów. Przynajmniej te sensowne, pozytywne. Co prawda, nie miały szczęścia, nie zdobywały powszechnego poparcia ani nie budziły posłuchu. O ironio, jedyna, którą przyjęto w referendum, jest ignorowana od następnego dnia po jej zaaprobowaniu.

Święto Konstytucji ustanowiono, by uczcić konstytucję wprowadzoną w trybie zamachu stanu. Konstytucję, która ani razu nie była skuteczna i której wyparł się król, jej orędownik. Konstytucję, którą stawiano sobie za wzór dwieście lat temu, ale która zawsze była martwa.

Jej losy podzieliła następna konstytucja, uchwalona w 1921 roku. Teoretycznie działała przez cztery lata, praktycznie prawie wcale. Była zbyt demokratyczna, zbyt socjalna, zbyt nowoczesna – o wiele nowocześniejsza niż dzisiejsza Nowoczesna. Potem przyszła Bereza Kartuska i proces brzeski.

Kolejną ustawę zasadniczą przygotowali majowi zamachowcy dla swojego Marszałka. Też chyba była przeklęta. Uchwalono ją w kwietniu 1935 roku, a już w maju Piłsudski zmarł i nie zdążył się nią nacieszyć. Jak się okazało, również miała działać przez cztery lata. Wybuchła wojna, rząd uciekł przez Zaleszczyki. Hitlerowcy wprowadzili swoje porządki. Gdy w 1945 roku uciekali przed Armią Czerwoną, razem z nimi maszerowała Brygada Świętokrzyska i inni wyklęci.

Po wielkiej wojnie pojawiła się uchwalona przez partię robotniczą demokratyczna konstytucja raczej nie całkiem demokratycznego państwa, choć może bardziej sprawiedliwego niż to dzisiejsze. Część konstytucyjnych zapisów była martwa, część to były marzenia, a część pozwalała działać nowym władzom.

Konstytucja z 1997 roku jest najładniejsza ze wszystkich polskich konstytucji. Pięknie uchwalona. Przyjęta w referendum, choć większości społeczeństwa wydawała się obojętna. Większe poparcie społeczne zyskał w referendum akces do Unii Europejskiej – może dlatego, że referendum unijne jako jedyne z dotychczasowych trwało dwa dni. Niestety, wszyscy od początku starają się tę konstytucję omijać albo wprost łamać, wczoraj, dziś i zapewne jeszcze nie raz w przyszłości.

Dziś rządzą ci, którzy od zawsze byli tej konstytucji przeciwni. Można powiedzieć, że są wierni sobie, a nie konstytucji, prawu czy innym normatywnym imponderabiliom. Sami wzięli ten narodowy kaduceusz polski i mącą nim wodę. Przy dzisiejszych majsterklepkach od prawa prof. Falandysz mógłby uchodzić za wzór rygoryzmu prawnego.

Czeka nas więc w przyszłości – oby niedalekiej – kolejny proces pisania, uzgadniania i uchwalania konstytucji. Będziemy bogatsi o bolesne doświadczenia i, mam nadzieję, mądrzejsi.

A konkordat trzeba wypowiedzieć.

List otwarty

skierowany do prezydenta RP, prezesa Rady Ministrów, marszałków Sejmu i Senatu, przewodniczących Klubów Parlamentarnych
Warszawa 18 marca 2021 roku

Polska Lewica, Unia Pracy i Porozumienie Socjalistów przypominają, że w naszej kulturze politycznej Konstytucja Rzeczypospolitej spełnia szczególną rolę. Nie tylko organizuje nasze życie polityczne i społeczne, jest punktem odniesienia dla wszelkich praw Rzeczypospolitej, ale jest też dla nas, Polsków nienaruszalną wartością.

Uważamy zatem, że kluczowe, przesądzające o skutkach dla przyszłych pokoleń decyzje rządu czy też Sejmu mogą wejść w życie jedynie uzyskując konstytucyjną większość w polskim parlamencie.

Głosowanie nad ratyfikacją europejskiego programu odbudowy jest taką decyzją. Program ten zmienia postanowienia traktatu Lizbońskiego o Unii Europejskiej a także jest wyraźnym krokiem w kierunku federalizacji Unii Europejskiej.

Polscy obywatele muszą mieć pewność, że partie polityczne reprezentowane w Sejmie akceptują i popierają takie rozwiązanie, czego wyrazem będzie konstytucyjna większość uzyskana w głosowaniu ratyfikacyjnym a także obywatele Rzeczypospolitej muszą mieć gwarancję, że głosowane rozwiązania są zgodne z Konstytucją RP.

W związku z powyższym domagamy się natychmiastowej wykładni Trybunału Konstytucyjnego, czy przedkładane do ratyfikacji rozwiązania prawne są zgodne z Konstytucją i czy będą wpływać bezpośrednio na jej zapisy (np. w sprawie nieprzekraczalnych progów zadłużenia w relacji do PKB).

Domagamy się także uchwały Sejmu przesądzającej o koniecznej konstytucyjnej większości dla ratyfikacji europejskiego programu odbudowy.

Polska Lewica przewodniczący Jacek Zdrojewski
Unia Pracy przewodniczący Waldemar Witkowski
Porozumienie Socjalistów przewodniczący Andrzej Ziemski

Przetwarzanie danych osobowych przez związki wyznaniowe

Osoby rezygnujące z przynależności do Kościoła katolickiego, w myśl konstytucyjnej zasady wolności sumienia i religii maja prawo do usunięcia wszelkich dowodów przynależności do Kościoła.

W zakresie ochrony danych osobowych obecnie obowiązującymi aktami prawnymi są rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r.w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE – (RODO) opublikowanego w Dz. Urz. UE L 119 z 4.05.2016 r oraz dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady z dn.27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych przez właściwe organy w celu zapobiegania przestępczości, prowadzenia postępowań przygotowawczych, wykrywania i ścigania czynów zabronionych i wykonywania kar, w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylająca decyzję ramową Rady 2008/977/WSiSW opublikowana w Dz.Urz. UE L 127 z 23.05.2018 r. , a także ustawa z dnia 10 maja 2018 roku o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2018 r., poz.1000, 1669), która służy stosowaniu powołanych wyżej aktów prawa europejskiego.

Ustawa uchyliła poprzednio obowiązującą ustawę z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych. W dniu 21 lutego 2019 roku ustawą o zmianie niektórych ustaw w związku z zapewnieniem stosowania rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz. U. z 2019, poz.730) wprowadzone zostały dalsze zmiany w obowiązującym prawie dostosowujące go do przepisów rozporządzenia unijnego
W poprzednim stanie prawnym regulowanym uchyloną ustawą o ochronie danych osobowych obowiązywały szczególne restrykcje w przetwarzaniu tzw. wrażliwych danych osobowych, do których z całą pewnością zaliczały się dane osobowe osób fizycznych przetwarzane przez kościoły i inne związki wyznaniowe jako związane z przynależnością wyznaniową. Ustanowione kryteria dopuszczalności przetwarzania danych wrażliwych dotyczyły (art.27 ust. 2 ustawy) wykonywania zadań statutowych kościołów i związków wyznaniowych np. w przygotowaniu formacyjnym kandydatów do stanu duchownego czy w kościelnych postępowaniach sądowych np. o unieważnienie małżeństwa konfesyjnego jak też prowadzeniu dokumentacji kościelnych. Według kryteriów podmiotowych dopuszczalność przetwarzania danych dotyczyła członków wspólnoty wyznaniowej i osób utrzymujących z nimi stałe kontakty związane z ich działalnością np. ubiegające się o członkostwo, natomiast kryteria przedmiotowe stanowiły te czynności, które niezbędne były do wykonywania zadań statutowych, a gwarancyjne miały zapewnić pewność ochrony przetwarzanych danych (art.27 ust2 pkt.4 ). Problemy jakie pojawiały się na tle przetwarzania danych, które doczekały się bogatego orzecznictwa sadów administracyjnych głównie koncentrowały się na kwestiach żądania zaprzestania przetwarzania danych osób, które występowały z danego kościoła czy związku wyznaniowego jak też takich osób, które nie będąc członkami nawiązywały kontakty osobiste z osobami należącymi do kościoła czy związku wyznaniowego np. w wypadku małżeństwa, adopcji czy kurateli. Żądania takie powinny skutkować natychmiastowym zaprzestaniem przetwarzania danych takich osób w systemach ewidencyjnych i informatycznych. Tak się jednak w wielu wypadkach nie działo zarówno w poprzednim stanie prawnym tj. pod rządami ustawy o ochronie danych osobowych ze względu na wyłączenie w stosunku do kościołów i związków wyznaniowych szeregu przepisów ustawy dotyczących kompetencji kontrolnych Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych np. art.43 ust.2 ustawy oraz w efekcie wszczęcia procedur sprawdzających i zastosowania środków prawnych w przypadku stwierdzenia naruszenia przepisów ustawy. Wszystko regulowane jest zatem wyłącznie prawem wewnętrznym danego związku wyznaniowego w zakresie jego autonomii i niezależności. W obecnym stanie prawnym sytuacja nie uległa poprawie wobec zastosowania korzystnej dla Kościoła katolickiego oceny stanu prawnego wewnętrznych kościelnych uregulowań prawnych dotyczących ochrony danych osobowych. Niezasadnie bowiem przyjęto, że „Dekret ogólny w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych w kościele katolickim” wydany przez Konferencję Episkopatu Polski w dniu 13 marca 2018 r., a promulgowany dnia 30 kwietnia 2018 r. odpowiada wymaganiom przepisu art. 91 ust.1 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dn.27 kwietnia 2016 r. – RODO pozwalającego na wyłączenie kompetencji organu administracji państwowej jakim jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych w zakresie ochrony danych osobowych przetwarzanych w Kościele katolickim.

Przepis art.91 ust.1RODO wymaga spełnienia jednoczesnego aż trzech warunków tj. kościół lub inny związek wyznaniowy musi posiadać w prawie wewnętrznym owe szczegółowe zasady ochrony osób fizycznych w związku przetwarzaniem ich danych osobowych, posiadane zasady muszą być stosowane w momencie wejścia w życie rozporządzenia RODO, a one same muszą odpowiadać zasadom określonym w art.8 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej i uszczegółowionym w rozporządzeniu, ponadto zasady obowiązujące w związku wyznaniowym mogą być stosowane jeżeli zostaną dostosowane do rozporządzenia RODO. Tymczasem przepisy RODO, stosownie do art. 99 ust. 1 weszły w życie dwudziestego dnia po ogłoszeniu w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej czyli 24 maja 2016 roku, a wspomniany dekret ogólny Konferencji Episkopatu Polski ukazał się 30 kwietnia 2018 r. Nie zmienia niczego fakt zawieszenia stosowania obowiązujących przepisów rozporządzenia RODO do dnia 25 maja 2018 roku, gdyż wejście w życie nie może być oznaczone, tożsame z jednoczesnym zawieszeniem stosowania aktu prawnego.

Uprawnione jest zatem stanowisko, że dekret KEP nie spełnia wymagań formalnych przepisu art.91 ust 1 RODO, a więc nie może być uznany za podstawę wyłączenia stosowania przepisów rozporządzenia, a ty samym kompetencji Prezesa UODO. Dodatkowo powołany przepis rozporządzenia powinien być interpretowany zgodnie z art.8 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej (Dz. Urz. C 202,7.6.2016, s.389-405) i rozporządzeniem RODO. Regulacje dotyczące ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem ich danych osobowych obowiązujące w związkach wyznaniowych, które miały być nadal stosowane po wejściu w życie rozporządzenia, o ile faktycznie były stosowane i odpowiadały zakresowi ochrony wymaganemu przez art. 8 Karty Praw Podstawowych, miały zostać jedynie dostosowane do rozporządzenia RODO. Ocena wypełnienia warunków przewidzianych w rozporządzeniu należy do kompetencji organu nadzorczego tj. Prezesa UODO i ewentualnie do sądu. Jednakże w polskich realiach z niewiadomych względów przyjęto, że istnieją dostateczne podstawy do wyłączenia kompetencji urzędu państwowego, a dekret Konferencji Episkopatu Polski, który nie mógł być stosowany w dniu wejścia w życie rozporządzenia RODO za skuteczne prawnie dostosowanie wcześniejszego stanu prawnego do wymogów rozporządzania RODO uprawniające także do utworzenia w Kościele katolickim niezależnego od państwa organu Kościelnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych jako organu monitorującego i zapewniającego przestrzeganie przepisów o ochronie danych osobowych w ramach działalności Kościoła katolickiego i jego struktur, upowszechniania wiedzy o ochronie danych, doradztwa dla administratorów danych i podmiotów przetwarzających dane. Inspektor taki został wybrany na plenarnym posiedzeniu Konferencji episkopatu polski w dniu 2 maja 2018 r. Jest nim obecnie ks. prof. Piotr Kroczek. Stanowisko dopuszczające zastosowanie art.91 ust.2 rozporządzenia RODO nie odpowiada wymogowi rzeczywistego stosowania przez Kościół katolicki w dniu 24 maja 2016 r. zasad ochrony danych osobowych wymaganych przez rozporządzenie RODO następnie zawartych w dekrecie KEP z 13 marca 2018 r. z uwagi na brak takich wcześniejszych regulacji. Nie można bowiem uznać za mającą charakter wiążący w państwowym porządku prawnym instrukcji wydanej przez Sekretariat Episkopatu Polski i Głównego Inspektora Danych Osobowych z dnia 23 września 2009 r. dotyczącej ochrony danych osobowych w działalności Kościoła katolickiego w Polsce. Nie spełniają takiego wymogu, ani nie mogą być uznane za alternatywną regulację zasad ochrony danych także i przyjmowane w prawie wewnętrznym Kościoła zasady postępowania w sprawach występowania z Kościoła zastąpione w 2015 r. dekretem ogólnym KEP w sprawie wystąpień z Kościoła oraz powrotu do wspólnoty czy instrukcjami odnoszącymi się do sposobu prowadzenia ksiąg parafialnych.

Zasadnie powstaje więc pytanie jak pogodzić obecną praktykę Kościoła katolickiego w przedmiocie usuwania danych osobowych osób fizycznych dokonujących apostazji czy zmiany wyznania wobec brzmienia art.53 ust.2 Konstytucji RP gwarantującego obywatelom wolność wyznawania oraz przyjmowania religii według własnego wyboru, która w myśl art.31 ust.1 Konstytucji podlega ochronie prawnej ? Bardziej skomplikowana jest sytuacja osób rezygnujących z przynależności wyznaniowej do Kościoła katolickiego, a nie dokonujących zmiany konfesji, gdyż ich prawo do usunięcia wszelkich dowodów przynależności do Kościoła mieści się w ogólnym sformułowaniu art. 53 ust.1 Konstytucji, którym państwo zapewnia każdemu wolność sumienia i religii.