Znowu uderzą w pracowników?

Z oburzeniem podchodzimy do propozycji części organizacji pracodawców, by zróżnicować terytorialnie wysokość płacy minimalnej. To pomysł niesprawiedliwy, szkodliwy dla rynku pracy i sprzeczny z Konstytucją.

W przyszłym roku miesięczna płaca minimalna ma wynosić 2800 zł brutto. Oznacza to, że rząd Prawa i Sprawiedliwości nie dotrzymał obietnic z kampanii wyborczej, w której liderzy PiS przekonywali, że minimalne wynagrodzenie w 2021 r. będzie wynosić co najmniej 3000 zł. Pracownicy o najniższych dochodach i tak więc zostali oszukani przez partię rządzącą. Dopuszczenie niższych stawek niż 2800 zł byłoby kolejnym ciosem w najgorzej zarabiających pracowników. Jednocześnie byłoby to prawne usankcjonowanie dyskryminacji pracowników z najbiedniejszych części kraju. Tego typu rozwiązania dałyby też możliwość wielu firmom na omijanie prawa i rejestrowanie działalności w regionach, w których płaca minimalna byłaby najniższa.

W tej sytuacji zdecydowanie sprzeciwiamy się wszelkim pomysłom mającym na celu regionalne różnicowanie poziomu płacy minimalnej. Prawo powinno dotyczyć wszystkich obywateli w tym samym stopniu. Dotyczy to też rynku pracy. Dlatego uważamy, że zamiast różnicować terytorialnie wysokość płacy minimalnej rząd powinien zrobić wszystko, aby ograniczyć różnice w poziomie rozwoju między poszczególnymi regionami kraju. Innym pilnym zadaniem władz centralnych powinno być uniemożliwienie omijania płacy minimalnej. Z danych Państwowej Inspekcji Pracy wynika, że łamanie przepisów o minimalnym wynagrodzeniu wciąż jest plagą polskiego rynku pracy. Zamiast więc sankcjonować bezprawie lepiej podjąć z nim walkę.

Prawicowa paranoja

Pseudotrybunał konstytucyjny (pisać małą literą) orzekł, że cechy letalne płodu nie kwalifikują go do aborcji, powołał się przy tym na interpretację profesora Zolla z 1997 roku.

Wtedy był on przewodniczącym trybunału i orzekł, że życie ludzkie zaczyna się od poczęcia. Dzisiaj konserwatywny profesor Zoll występuje przeciwko PiS-owi. Wtedy spełnił rolę pożytecznego idioty. Taką samą rolę i z takimi samymi poglądami pełnił profesor Rzepliński. Dzisiaj też antypisowiec. Teraz PiS ich już nie chce, ale posłużył się ich interpretacją podejmując decyzję o całkowitym zakazie aborcji.

Powołuje się na tamten werdykt Trybunału i że obecnie trybunał nie mógł podjąć innej decyzji. No i że ta Konstytucja jest lewicowa, więc czego się czepiacie. PiS nadal robi z obywateli idiotów, a spora grupa mu ślepo wierzy.

Poseł Kowalski, gwiazda ziobrystów od dawna pluje antykomunistycznym jadem na otoczenie niczym oszalała kobra. Oto w radiu stwierdził, że aborcja to wymysł komunistów. Jeżeli tak, to cała Europa za wyjątkiem Polski i Malty to komuniści. Komunistą jest premier Johnson i premier Orban. U niego nawet zezwolono na związki partnerskie. Półkomunistą był Lech Kaczyński. Warto by było, aby poseł Kowalski, przed chlapaniem jakiejś głupoty na antenie puknął się najpierw w czoło. Chyba jednak to nie ma sensu. Nic to nie da. Na prawicy ludzi, których myślenie zdradza objawy politycznej paranoi nie brakuje. Niestety ktoś ich wybiera i tutaj zaczyna się problem.

Klerykalizm polityczny w Polsce

Od początku lat dziewięćdziesiątych relacje Kościoła katolickiego z państwem kształtowane są w przekonaniu o jednorodnej tj. narodowo-wyznaniowej tożsamości Polaków. Przeważająca liczba wyznawców katolicyzmu w połączeniu z rolą jaką Kościół katolicki odegrał w procesie zmian ustrojowych oraz rola papieża Jana Pawła II w świecie i jego wpływ na stosunki społeczne w kraju tworzyły silne podstawy do utrwalenia wpływów i pozycji Kościoła w Polsce niezależnie od postępujące zróżnicowania światopoglądowego i kulturowego społeczeństwa.

Szczególna pozycja prawna Kościoła została ujęta już w ustawach wyznaniowych z maja 1989 r..Ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania zawierająca równościowe postanowienia, gwarantujące wszystkim kościołom i związkom wyznaniowym wolność prowadzenia działalności w konfrontacji z faktyczną monopolizacją sfery religijnej przez Kościół katolicki tworzyła po prostu znacznie dogodniejsze dla niego warunki do wzrostu znaczenia i możliwości prowadzenia nieskrepowanej działalności przy wykorzystaniu finansowania ze środków publicznych. Przyjecie w ustawie konstrukcji prawnej współdziałania państwa z kościołami i związkami wyznaniowymi „…w zachowaniu pokoju, kształtowaniu warunków rozwoju kraju oraz zwalczaniu patologii społecznych „ oraz możliwość tworzenia stałych form współdziałania miały tworzyć podstawę tzw. „przyjaznego rozdziału” wzorowaną na funkcjonującej w Niemczech relacji państwa ze związkami wyznaniowymi określanej jako separacja skoordynowana. Istotna różnica w rzeczywistej możliwości równoprawnego współdziałania jednego i drugiego państwa ze wspólnotami wyznaniowymi polega na zmonopolizowaniu przez Kościół katolicki w Polsce, pozbawiony jakiegokolwiek znaczniejszego konkurenta, całej sfery religijnej. Natomiast Niemcy są natomiast krajem o dominacji równorzędnych dwóch kościołów chrześcijańskich i faktycznym pluralizmie religijnym wynikającym z wielokulturowości społeczeństwa. Ponadto sytuację w Polsce komplikuje w znacznej mierze ożywiona po latach hibernacji w okresie komunizmu endecka koncepcja wyznaniowej tożsamości Polaka, która przetrwała w świadomości społecznej, a obecnie jest coraz bardziej uporczywie forsowana.

Z faktu, że religia była w Polsce i w dalszym ciągu pozostaje podstawową formą świadomości społecznej czyli całokształtu charakterystycznych dla społeczeństwa polskiego treści i form życia duchowego oraz że są one kształtowane w praktyce wyłącznie przez jedna instytucje religijną, autorzy ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania z 1989 r. nie wyciągnęli żadnych wniosków, chociaż nietrudno było przewidzieć negatywne dla państwa skutki jakie wyniknęły z przyjętych w ustawie relacji państwa z Kościołem.

Ustawa o stosunku państwa do Kościoła katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej zawierała postanowienia tworzące już jawnie uprzywilejowaną pozycję Kościoła katolickiego i jego organizacji chociażby w zakresie restytucji mienia i przysporzeń majątkowych np. na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Podpisanie umowy ze Stolica Apostolską (konkordatu) przez rząd Hanny Suchockiej umacniającej szczególna pozycję Kościoła i przeniesienie zawartych w nim postanowień do obowiązującej Konstytucji RP, sukcesywne zwiększanie przywilejów ekonomicznych dotyczących m.in. podatków czy finansowania instytucji kościelnych jak np. szkoły wyższe, wynagrodzeń katechetów w systemie edukacji publicznej, kapelanów w wojsku, policji, administracji skarbowej połączone z tworzeniem prawa z inspiracji doktryny wyznaniowej nigdy nie spotkało się z większymi protestami społecznymi. Było to widoczne nawet w okresach rządów lewicy (1993-1997 i 2001-2005), kiedy to posłowie lewicy mieli możliwość okiełznania zmian kulturowych i postępującej klerykalizacji i podejmowali nawet próby ich przeprowadzenia ( np. złagodzenie ustawy o dopuszczalności przerywania ciąży). Brak determinacji w dokonywaniu zmian wynikający prawdopodobnie również z deficytu wyraźnie wyrażonego poparcia społecznego dla tych prób jak i aktywizacja działalności kolejnych ugrupowań katolickich fundamentalistów i narodowców definitywnie zakończyły możliwość ustanowienia świeckich rozwiązań prawnych w funkcjonowaniu państwa. Państwo zaczęło uznawać w coraz większym stopniu walor elementów religijnych co w połączeniu z nadgorliwością instytucji państwowych i samorządowych w spełnianiu różnych aspiracji kościoła instytucjonalnego w zakresie panowania światopoglądowego jak i roszczeń majątkowych doprowadziły do nadania Polsce faktycznego charakteru państwa wyznaniowego.

W efekcie już nie tylko wśród polityków panuje przekonanie, że nie warto narażać się Kościołowi i władzy, a jakakolwiek krytyka obecności Kościoła w sferze publicznej, tworzenie prawa z inspiracji religijnej, podobnie jak krytyka religii musi zakończyć się porażką dla wszystkich występujących w powyższych kwestiach. Wymiar praktyczny przekonania o panowaniu światopoglądowym katolicyzmu to nie tylko całkowity brak jakiegokolwiek wsparcia finansowego ze strony państwa dla organizacji obywatelskich skupiających członków o nie fideistycznym światopoglądzie lecz także zmarginalizowanie ich znaczenia i blokowanie możliwości rozpowszechniania zgłaszanych postulatów. W sposób szczególny dotyczy to takich organizacji, których celem jest propagowanie świeckości albo światopoglądu racjonalistycznego w przeciwieństwie do szczodrze korzystających z mediów i ze wsparcia finansowego różnych stowarzyszeń, organizacji i instytucji około kościelnych.

Godzenie się kolejnych rządów z nadrzędną wobec wszelkich innych instytucji pozycją Kościoła zostało tak dalece utrwalone w świadomości społecznej, że wszelkie działania, jakie władze czyniły w chęci przypodobania się biskupom, zasłużenia na poparcie kleru czy chociażby zneutralizowania stanowiska Kościoła wobec różnych formacji politycznych sprawujących władzę zostały przykryte zasłoną milczenia. Tak stało się np. z niechlubną działalnością Komisji Majątkowej, która hojnie i bez należytej podstawy prawnej przydzielała Kościołowi majątek państwowy i samorządowy. Dzisiaj tylko głosy lewicy wyrażają sprzeciw chociażby wobec uzyskanego przez Kościół przywileju obrotu ziemią rolną, przysporzeń majątkowych udzielanych przez władze pod dowolnymi tytułami, religijnych opraw dla politycznych imprez partii rządzącej czy też narzucania zróżnicowanemu światopoglądowo społeczeństwu konfesyjnie zdefiniowanego systemu wartości. Nienormalne, bo sprzeczne z regulacją obowiązującej Konstytucji RP stosunki pomiędzy państwem i Kościołem uzasadniają w pełni tezę sformułowaną przez organizatorów Kongresu Świeckości, który odbył się w Warszawie w dniach 21-22 października 2017 r. o przyjęciu przez Kościół katolicki w Polsce roli politycznego ogniwa będącego nieformalnym koalicjantem rządzącej obecnie partii politycznej. Jest to wynikiem przyjęcia w art. 25 ust.3 Konstytucji koncepcji współdziałania państwa z Kościołem we wszystkich sprawach państwowych ( dla dobra człowieka i dobra wspólnego), a więc nie tylko w kwestiach pomyślności organizmu państwowego, ale i w sprawach zachowania dziedzictwa narodowego czy środowiska naturalnego.

Aktywność Kościoła znalazła dzisiaj swój najszerszy wyraz w politycznym współdziałaniu z partią rządzącą, forsowaniu interesów Kościoła w zamian za organizowanie poparcia społecznego dla tej partii przez przeważającą część księży parafialnych, Episkopat i organizacje około kościelne.
Postępująca klerykalizacja podporządkowująca wielu sfer działalności państwa i życia obywateli regułom i rytuałom jednego wyznania przy postępującym zaniku ekumenizmu i braku publicznego sprzeciwu innych wyznań i środowisk bezwyznaniowych powoduje, że klerykalizm polityczny stał się dominującą formą politycznej ekspresji, narzędziem łatwym do użycia i gwarantującym mobilizację poważnych części elektoratu. Pomimo niepowodzeń pierwszych ugrupowań politycznych tworzonych na bazie ideologii katolickiej (ZchN, AWS, a także PiS w pierwszym okresie koalicyjnych rządów 2005-2007) wynikających przede wszystkim z powściągliwego stanowiska kościoła instytucjonalnego ,to obecnie po całkowitym, jawnym poparciu dla narodowo-katolickiej partii rządzącej oraz goszczeniu w świątyniach jej konkurentów w postaci ruchów i organizacji nacjonalistycznych, a nawet faszystowskich i udzielaniu oprawy religijnej ich imprezom Kościół katolicki nie może powrócić nawet do pozorów neutralnej postawy wobec polskiej polityki. Skazany jestalbo na przyjecie rezultatów politycznych wyborów systemu demokratycznego, co w perspektywie może się okazać dla kościoła instytucjonalnego ciężkim doświadczeniem albo też konsekwentne poparcie autorytarnej władzy ( obecnej lub przyszłej) i związanej z nią narastającej przemocy, a co za tym idzie pogłębiającego się konfliktu społecznego.

W tej sytuacji oferta obecnego koalicyjnego ugrupowania łączącego skrajne narodowe, wyznaniowe i faszystowskie organizacje hałaśliwie i śmiało sięgające po coraz to większą część elektoratu i posługującego się klerykalizmem politycznym na wzór zaczerpnięty z drogi przebytej przez partie rządzącą może stać się dla Kościoła atrakcyjną alternatywą wobec obecnej władzy. Zastosowanie praktyczne religii w organizacji ruchów konserwatywnych przejawiające się w dyscyplinowaniu na jej bazie członków, oprawa religijna masowych imprez, a także poparcie z ambon przez kler parafialny stwarzają możliwość wykorzystania znacznie większego zaangażowania członków i sympatyków niż w innych, opartych na nie fideistycznych światopoglądach organizacjach politycznych. Zdumienie budzić może fakt żywotności i potencjału zawartego w klerykalizmie politycznym używanym być może i instrumentalnie, ale stale organizującym poparcie milionów ludzi. To zjawisko we współczesnej Europie musi napawać niepokojem. Nie od dziś wiadomo, że chętnie korzystają z niego ruchy faszystowskie, szczególnie tam gdzie świadomość społeczna jest budowana na bazie jednej religii. Umiejętnie odnajdują i wskazują wroga jako przeciwnika religii i kierują na niego przemoc coraz bardziej niezbędną dla umacniania swojej pozycji politycznej, aż do zdobycia i utrwalenia władzy. Po jej zdobyciu łatwo okazać się może, że zbytnie przywiązanie do religii staje się obciążeniem w realizacji celów władzy, która może nie tylko ją porzucić, a nawet zaatakować gdyby zbyt silny Kościół nie był skłonny udzielać dalszego poparcia.

W pierwszej turze wyborów prezydenckich silne poparcie zdobył katolicki publicysta Szymon Hołownia otrzymując 14% głosów co stanowi ponad 2 mln.600 tys. Bardzo aktywny w mediach społecznościowych i sprawny intelektualnie i językowo kandydat swój przekaz zbudował na religijnej wizji świata i często odwoływał się do treści religijnych reprezentując katolicyzm w wersji posoborowej. Niezależnie od tego czy możemy propozycję polityczną Hołowni, zamierzającego stworzyć własne ugrupowanie polityczne, uznać za bardziej cywilizowana formę klerykalizmu politycznego czy nie, to jest faktem że jego zdolność mobilizacyjna elektoratu wykorzystywała także religię i Kościół mający funkcjonować jednakże w oddzieleniu od państwa.

Pewne zdziwienie budzi fakt, że pomimo przeważającego na scenie politycznej klerykalizmu w takiej czy innej postaci żadna z sił politycznych pretendująca do reprezentacji świeckiej części społeczeństwa, a przede wszystkim lewica nie jest w stanie zbudować i zaoferować konkurencyjnej, świeckiej koncepcji funkcjonowania państwa. Jak to się dzieje, że część społeczeństwa pogrążona w ubóstwie, gotowa do zaangażowania się w działalność społeczną pro-równościową stanowi dzisiaj klientelę narodowo-katolickich społeczności, a część socjalno-liberalna, progresywna i świecka pęta się po ruchach konserwatywno-liberalnych ? Z jakim poparciem społecznym, jakich środowisk, w jaki sposób i jakimi środkami lewica taka lub inna zamierza przeciwstawić się autorytarnemu klerykalizmowi i przeciwstawić wszechobecnej aktywności Kościoła w sprawowaniu władzy.

List niemłodego obywatela do młodych policjantów

Kiedy 15 czerwca 1991 roku siedmiu byłych żołnierzy – partyzantów Armii Krajowej ze Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury” – „Nurt” zawiązało Kapitułę Honorowej Odznaki Zasługi im. mjr Jana Piwnika „Ponurego” wydawało się im, a pewnie i reszcie obywateli naszego kraju, że oto niesława Milicji Obywatelskiej odeszła bezpowrotnie w przeszłość.

Że polski policjant przechodzi ostatecznie na służbę społeczeństwa, prawa, konstytucji. I że odtąd strzec będzie nie bezpieczeństwa i nietykalności władzy oraz interesów polityków i urzędników, ale nietykalności, bezpieczeństwa obywateli w obronie konstytucji i w interesie całego społeczeństwa.

Honorowa Odznaka im. mjr. „Ponurego”, przed wojną aspiranta Policji Państwowej, jest przyznawana za nieprzeciętną odwagę wykazaną podczas wykonywania obowiązków zawodowych w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, za uratowanie życia lub zdrowia ludzkiego albo też mienia wielkiej wartości, połączone z narażeniem na znaczne i realne niebezpieczeństwo, wreszcie – za mądrość, dalekowzroczność i rozwagę przy pracy bezpośredniej lub kierowaniu działaniami Policji, jeśli w rezultacie nastąpiła poprawa stanu bezpieczeństwa, wzrosło poszanowanie prawa lub umocnił się autorytet Policji”. Odznakę przyznawano od 1991 roku zazwyczaj dwojgu policjantów, w zasadzie ze Świętokrzyskiego, ale uhonorowano nią także warszawskiego podkomisarza Andrzeja Struja (w 2010 r. zamordowanego na Woli) i francuskiego żandarma płk Arnauda Beltrame’a, który w 2018 r. zginął z rąk terrorystów, gdy zastąpił wziętych na zakładników cywilów.

W sytuacji konfliktu politycznego, trawiącego nasz kraj, policja coraz częściej występuje jako strona – ściga osoby nakładające koszulki z napisem „Konstytucja” na pomniki, pacyfikuje skromne i pokojowe protesty przeciwko narastającej fali nienawiści, biega za rowerzystką, która rower udekorowała politycznymi deklaracjami, ugania się za niepełnosprawnym na wózku udającym tekturowy czołg, wynosi spod Pomnika Powstania Warszawskiego siedzące tam osoby, trzymające pęki białych róż, podczas gdy obok maszerują rozwydrzeni nacjonaliści, domagający się zmiany konstytucyjnego porządku i ziejący nienawiścią do wszelkiej różnorodności. Policjanci – na rozkaz z pewnością – usuwają Białe Róże, które rażą swoim pokojowym przesłaniem tłum, wznoszący bynajmniej nie pokojowe hasła, jak „Śmierć wrogom Ojczyzny”. Nie o takiej policji myśleli założyciele Kapituły Honorowej Odznaki Zasługi im. mjr. Jana Piwnika „Ponurego”. Ich celem było wyróżnienie policjantów, którzy honorowo wywiązują się z obowiązków i umacniają autorytet policji.

Niestety, autorytet się kruszy, policja zdaje się wracać do przeszłości. Wiem, funkcjonariusze wykonywać muszą polecenia i rozkazy przełożonych i tych obciąża najmocniej przejście całej formacji na służbę jednej siły politycznej i porzucenie pracy dla całego społeczeństwa.Jednak każdy z Was jest oceniany nie tylko przez swoich dowódców – patrzą na Was ludzie o różnych poglądach, wyznaniu, wykształceniu i zawodzie, którzy zastanawiają się, czy w każdej sytuacji mogą liczyć na Waszą pomoc i ochronę, czy nie będziecie kierować się uprzedzeniami, czy interes jakiegoś polityka nie powstrzyma Was od udzielenia pomocy jego rywalowi.
Przełożeni uczą Was, jak postępować z zatrzymanymi, nie mówią Wam jednak, jakie prawa im przysługują. Szkolą Was do stanowczego postępowania ze wskazanymi osobami, nie wiecie jednak, jak rozpoznać przemoc w rodzinie. Umiecie wynieść nieopierającego się demonstranta, ale nie nauczono Was słyszeć i rozumieć wrzask nienawiści. Czy dano Wam do przeczytania najważniejsze prawo Rzeczypospolitej – Konstytucję? Ktoś Wam objaśnił jej znaczenie?

Sytuacja staje się nieznośna. Honor policjanta został przez polityków narażony na szwank, a gdy to się nie zmieni – pogrzebany będzie ostatecznie. Mnie, niemłodego obywatela, martwi to w dwójnasób: jako obywatela właśnie, ale i jako potomka policjantów (jeden zabity w Twerze przez Sowietów, drugi – w Powstaniu Warszawskim przez hitlerowców) oraz syna, siostrzeńca i bratanka trzech spośród siedmiu członków-założycieli Kapituły Honorowej Odznaki Zasługi im. mjr. Jana Piwnika „Ponurego”. Chciałbym, by każdemu z Was można było przypiąć baretkę tej odznaki, mającej formę krzyża, na którego ramionach umieszczono łacińską sentencję LAUS TIBI (chwała Ci). Chwała za uczciwą służbę wszystkim obywatelom, prawu, konstytucji. Polsce.

Pomyślcie o tym.

O sprawiedliwości społecznej

W sieci, w prasie i tygodnikach jest wiele tekstów (niektóre nawet poważne) mówiących o potrzebie pracy organicznej, pracy u podstaw, która, dobrze wykonana, mogłaby przynieść sukces i przerwać proces budowy autorytarnego systemu rządów w Polsce.

To dobrze. Trzeba, ogarnąć się po wyborach, w których policzyliśmy się – jest nas dokładnie pół na pół.

Wybory prezydenta to wybory, w których zwycięzca bierze jednak wszystko, nawet wtedy, gdyby miał tylko o jeden głos więcej od konkurenta. Tu przewaga wynosiła ponad czterysta tysięcy głosów i nawet wiele tysięcy protestów wyborczych w pełni uzasadnionych — nie wystarczy.

Możemy teraz spekulować czy władza uwzględni ten prawie remis i zacznie dostrzegać opozycję, czy wręcz przeciwnie – tym mocniej dokręci śrubę i domknie budowę satrapii. Jak będzie zobaczymy…

Chciałbym, nawiązując do pierwszego zdania, tego o potrzebie pracy organicznej, powiedzieć coś wybiegającego w przyszłość; coś, co może wydać się abstrakcją, pełnym odlotem. Chciałbym mianowicie podać kilka wskaźników i opisać kilka procesów społecznych, których obecność w naszym życiu społecznym pozwoliłaby mi nazwać je opartym o zasadę sprawiedliwości społecznej.

Nie będę przywoływał tekstu obowiązującej Konstytucji, w której zasada ta jest zapisana wprost w jednym z pierwszych artykułów. To, że zapisaliśmy ją w Konstytucji — nie oznacza, że stosujemy ją w praktyce rządzenia i to niezależnie do tego, kto w danym momencie rządzi.

Tak się mi ułożyło, że byłem jednym z 560 parlamentarzystów głosujących przyjęcie tej Konstytucji – ja głosowałem „za”, pamiętam też kto głosował „przeciw”.

Skoro tak — to zrozumiałe jest, że jestem szczególnie wyczulony na nieobecność w praktyce życia społecznego zasady sprawiedliwości społecznej.

No to teraz do konkretów!

Z morza spraw i problemów, w których możemy śledzić i analizować jak funkcjonuje w nich zasada społecznej sprawiedliwości, wybierzmy przykładowo prawo do zdrowia i życia. To najbardziej fundamentalne prawo. Nie ma nic bardziej podstawowego w piramidzie ludzkich potrzeb niż te dwie wartości.

W Polsce, od czasów Wielkiej Transformacji, ta dziedzina przechodziła różne koleje. Wspólną cechą wszystkich ekip było głębokie niedoinwestowanie opieki zdrowotnej i obiektów służby zdrowia. Wszyscy mamy w pamięci ostatni strajk młodych lekarzy i ich żądanie 6,5% dochodu narodowego na służbę zdrowia, na konieczne podwyżki płac średniego personelu medycznego i młodych lekarzy.

I co?

I nic, wszystko to zostało w sferze planów a w związku z nieuchronnym kryzysem wywołanym światową pandemią – pewnie niezrealizowanych planów.

To ta władza ma ten problem.

Poprzednia władza winna jest wejścia na ścieżkę prywatyzacji służby zdrowia, potraktowania szpitali i innych placówek opieki zdrowotnej jako biznesów, doprowadzenia do tego, że zanikła relacja lekarz – pacjent. Teraz jest lekarz – klient, a to zupełnie co innego.

Prawo do zdrowia i życia w naszym kraju zależy od zasobności portfela. Prywatne pieniądze, kursujące w opiece zdrowotnej, w naturalny sposób wpływają na pogłębianie się różnic w dostępie do specjalistycznych procedur. Skoro jest rynek usług medycznych, to działają bezwzględne prawa rynku – prywatyzacji podlegają te procedury, których wysokość wyceny przez NFZ rokuje zyski dla właścicieli sprywatyzowanych obiektów. Te niedochodowe pozostają w NFZ i znaczy to tylko tyle, że wydłużają się tam kolejki a tym samym i czas oczekiwania na zabiegi ratujące zdrowie a często życie człowieka.

Gdzie w całości systemu opieki zdrowotnej w Polsce jest sprawiedliwość społeczna – ta ogólna zasada naszego ustroju określonego w Konstytucji? Moim zdaniem nie ma jej wcale.

Jeżeli mamy tworzyć alternatywne programy, które spowodują, że nas będzie więcej, to ta sprawa ma numer 1.

Niech drugą sprawą stanie się sprawa dostępności mieszkania dla wchodzących w wiek dorosłości młodych ludzi.

Przez wszystkie potransformacyjne lata wszystkie ekipy „olewały” ten problem. Były albo plany, albo dobre rady wujka Bronka – zmień pracę, weź kredyt, to będziesz miał mieszkanie.

Mieszkanie w Polsce jest towarem. Towarem jednak szczególnym: od dostępności do niego zależy wprost przyszłość polskiego społeczeństwa, jego wielkość i siła. Nawet jeżeli przyjąć tezę, że mieszkanie to towar, to trzeba podkreślić jego szczególną wartość – nie może być tak, że państwo nie zbudowało znaczącego rynku mieszkań na wynajem, tak jak to jest na świecie, tym mądrzejszym od nas. Nie może być tak, że młodzi ludzie, biorąc kredyt, stają się niewolnikami banków na kilka dziesiątków lat, pozostając przez cały ten czas kredytobiorcą, a nie właścicielem mieszkania — bo to bank jest jego właścicielem.

Kto policzył dramaty i tragedie wynikłe z takich stosunków, naprawdę egzystencjalnych, podstawowych, kto policzy samobójstwa i ciężkie choroby uwikłanych w kredyty bankowe młodych ludzi?

Jest tam gdzieś zasada społecznej sprawiedliwości, czy tylko bezwzględna żądza zysku deweloperów, działających na polskim rynku mieszkaniowym?

Czas najwyższy dokonać przeglądu światowych rozwiązań budownictwa mieszkaniowego i zakończyć ten chocholi taniec – to zadanie dla tej myślącej i wrażliwej części sceny politycznej.

I jeszcze jeden problem. Ten związany z systemem edukacji i wychowania młodzieży.

Czy mamy coś więcej niż przesłanie sprzed wieków – „Takie będą Rzeczypospolite, jakie jej młodzieży chowanie”?

Czy ma coś wspólnego z zasadą społecznej sprawiedliwości zapaść w systemie polskiego szkolnictwa? Zapaść, zaczynająca się od tego ile państwo — tak państwo, a nie rynek — płaci nauczycielom w Polsce. Czy może być coś bardziej kompromitującego niż to, co działo się w polskiej szkole za rządów poprzedniej pani minister – obecnie europosłanki – i obecnego ministra oświaty i wychowania?

Opowiadanie o potrzebie reformy programowej jest prawdziwe – najpierw jednak doprowadźmy do tego, aby młodzi ludzie wybierali kierunek studiów przygotowujący do zawodu nauczyciela świadomie – wiedząc, że to jest dobry i dobrze płatny zawód, cieszący się ogromnym szacunkiem.

Pamiętamy definicję państwa policyjnego – państwo policyjne to takie państwo, w którym policjant zarabia więcej niż nauczyciel.

Polska od trzydziestu lat jest państwem policyjnym a mierząc to miarą wysokości zarobków – coraz bardziej państwem policyjnym.

Podałem trzy przykłady – mogę ich podać trzydzieści. Chodzi jednak o to, aby zacząć takie myślenie, które ma oparcie o zasady.

Ja proponuję zasadę sprawiedliwości społecznej.

Mamy ją zapisaną w Konstytucji – chodzi o to, aby była stosowana w praktyce.