Nieszczęsne polskie konstytucje

Polskie konstytucje były dziełem masonów, jakobinów, socjalistów, komunistów i postkomunistów. Przynajmniej te sensowne, pozytywne. Co prawda, nie miały szczęścia, nie zdobywały powszechnego poparcia ani nie budziły posłuchu. O ironio, jedyna, którą przyjęto w referendum, jest ignorowana od następnego dnia po jej zaaprobowaniu.

Święto Konstytucji ustanowiono, by uczcić konstytucję wprowadzoną w trybie zamachu stanu. Konstytucję, która ani razu nie była skuteczna i której wyparł się król, jej orędownik. Konstytucję, którą stawiano sobie za wzór dwieście lat temu, ale która zawsze była martwa.

Jej losy podzieliła następna konstytucja, uchwalona w 1921 roku. Teoretycznie działała przez cztery lata, praktycznie prawie wcale. Była zbyt demokratyczna, zbyt socjalna, zbyt nowoczesna – o wiele nowocześniejsza niż dzisiejsza Nowoczesna. Potem przyszła Bereza Kartuska i proces brzeski.

Kolejną ustawę zasadniczą przygotowali majowi zamachowcy dla swojego Marszałka. Też chyba była przeklęta. Uchwalono ją w kwietniu 1935 roku, a już w maju Piłsudski zmarł i nie zdążył się nią nacieszyć. Jak się okazało, również miała działać przez cztery lata. Wybuchła wojna, rząd uciekł przez Zaleszczyki. Hitlerowcy wprowadzili swoje porządki. Gdy w 1945 roku uciekali przed Armią Czerwoną, razem z nimi maszerowała Brygada Świętokrzyska i inni wyklęci.

Po wielkiej wojnie pojawiła się uchwalona przez partię robotniczą demokratyczna konstytucja raczej nie całkiem demokratycznego państwa, choć może bardziej sprawiedliwego niż to dzisiejsze. Część konstytucyjnych zapisów była martwa, część to były marzenia, a część pozwalała działać nowym władzom.

Konstytucja z 1997 roku jest najładniejsza ze wszystkich polskich konstytucji. Pięknie uchwalona. Przyjęta w referendum, choć większości społeczeństwa wydawała się obojętna. Większe poparcie społeczne zyskał w referendum akces do Unii Europejskiej – może dlatego, że referendum unijne jako jedyne z dotychczasowych trwało dwa dni. Niestety, wszyscy od początku starają się tę konstytucję omijać albo wprost łamać, wczoraj, dziś i zapewne jeszcze nie raz w przyszłości.

Dziś rządzą ci, którzy od zawsze byli tej konstytucji przeciwni. Można powiedzieć, że są wierni sobie, a nie konstytucji, prawu czy innym normatywnym imponderabiliom. Sami wzięli ten narodowy kaduceusz polski i mącą nim wodę. Przy dzisiejszych majsterklepkach od prawa prof. Falandysz mógłby uchodzić za wzór rygoryzmu prawnego.

Czeka nas więc w przyszłości – oby niedalekiej – kolejny proces pisania, uzgadniania i uchwalania konstytucji. Będziemy bogatsi o bolesne doświadczenia i, mam nadzieję, mądrzejsi.

A konkordat trzeba wypowiedzieć.

List otwarty

skierowany do prezydenta RP, prezesa Rady Ministrów, marszałków Sejmu i Senatu, przewodniczących Klubów Parlamentarnych
Warszawa 18 marca 2021 roku

Polska Lewica, Unia Pracy i Porozumienie Socjalistów przypominają, że w naszej kulturze politycznej Konstytucja Rzeczypospolitej spełnia szczególną rolę. Nie tylko organizuje nasze życie polityczne i społeczne, jest punktem odniesienia dla wszelkich praw Rzeczypospolitej, ale jest też dla nas, Polsków nienaruszalną wartością.

Uważamy zatem, że kluczowe, przesądzające o skutkach dla przyszłych pokoleń decyzje rządu czy też Sejmu mogą wejść w życie jedynie uzyskując konstytucyjną większość w polskim parlamencie.

Głosowanie nad ratyfikacją europejskiego programu odbudowy jest taką decyzją. Program ten zmienia postanowienia traktatu Lizbońskiego o Unii Europejskiej a także jest wyraźnym krokiem w kierunku federalizacji Unii Europejskiej.

Polscy obywatele muszą mieć pewność, że partie polityczne reprezentowane w Sejmie akceptują i popierają takie rozwiązanie, czego wyrazem będzie konstytucyjna większość uzyskana w głosowaniu ratyfikacyjnym a także obywatele Rzeczypospolitej muszą mieć gwarancję, że głosowane rozwiązania są zgodne z Konstytucją RP.

W związku z powyższym domagamy się natychmiastowej wykładni Trybunału Konstytucyjnego, czy przedkładane do ratyfikacji rozwiązania prawne są zgodne z Konstytucją i czy będą wpływać bezpośrednio na jej zapisy (np. w sprawie nieprzekraczalnych progów zadłużenia w relacji do PKB).

Domagamy się także uchwały Sejmu przesądzającej o koniecznej konstytucyjnej większości dla ratyfikacji europejskiego programu odbudowy.

Polska Lewica przewodniczący Jacek Zdrojewski
Unia Pracy przewodniczący Waldemar Witkowski
Porozumienie Socjalistów przewodniczący Andrzej Ziemski

Przetwarzanie danych osobowych przez związki wyznaniowe

Osoby rezygnujące z przynależności do Kościoła katolickiego, w myśl konstytucyjnej zasady wolności sumienia i religii maja prawo do usunięcia wszelkich dowodów przynależności do Kościoła.

W zakresie ochrony danych osobowych obecnie obowiązującymi aktami prawnymi są rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r.w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE – (RODO) opublikowanego w Dz. Urz. UE L 119 z 4.05.2016 r oraz dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady z dn.27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych przez właściwe organy w celu zapobiegania przestępczości, prowadzenia postępowań przygotowawczych, wykrywania i ścigania czynów zabronionych i wykonywania kar, w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylająca decyzję ramową Rady 2008/977/WSiSW opublikowana w Dz.Urz. UE L 127 z 23.05.2018 r. , a także ustawa z dnia 10 maja 2018 roku o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2018 r., poz.1000, 1669), która służy stosowaniu powołanych wyżej aktów prawa europejskiego.

Ustawa uchyliła poprzednio obowiązującą ustawę z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych. W dniu 21 lutego 2019 roku ustawą o zmianie niektórych ustaw w związku z zapewnieniem stosowania rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz. U. z 2019, poz.730) wprowadzone zostały dalsze zmiany w obowiązującym prawie dostosowujące go do przepisów rozporządzenia unijnego
W poprzednim stanie prawnym regulowanym uchyloną ustawą o ochronie danych osobowych obowiązywały szczególne restrykcje w przetwarzaniu tzw. wrażliwych danych osobowych, do których z całą pewnością zaliczały się dane osobowe osób fizycznych przetwarzane przez kościoły i inne związki wyznaniowe jako związane z przynależnością wyznaniową. Ustanowione kryteria dopuszczalności przetwarzania danych wrażliwych dotyczyły (art.27 ust. 2 ustawy) wykonywania zadań statutowych kościołów i związków wyznaniowych np. w przygotowaniu formacyjnym kandydatów do stanu duchownego czy w kościelnych postępowaniach sądowych np. o unieważnienie małżeństwa konfesyjnego jak też prowadzeniu dokumentacji kościelnych. Według kryteriów podmiotowych dopuszczalność przetwarzania danych dotyczyła członków wspólnoty wyznaniowej i osób utrzymujących z nimi stałe kontakty związane z ich działalnością np. ubiegające się o członkostwo, natomiast kryteria przedmiotowe stanowiły te czynności, które niezbędne były do wykonywania zadań statutowych, a gwarancyjne miały zapewnić pewność ochrony przetwarzanych danych (art.27 ust2 pkt.4 ). Problemy jakie pojawiały się na tle przetwarzania danych, które doczekały się bogatego orzecznictwa sadów administracyjnych głównie koncentrowały się na kwestiach żądania zaprzestania przetwarzania danych osób, które występowały z danego kościoła czy związku wyznaniowego jak też takich osób, które nie będąc członkami nawiązywały kontakty osobiste z osobami należącymi do kościoła czy związku wyznaniowego np. w wypadku małżeństwa, adopcji czy kurateli. Żądania takie powinny skutkować natychmiastowym zaprzestaniem przetwarzania danych takich osób w systemach ewidencyjnych i informatycznych. Tak się jednak w wielu wypadkach nie działo zarówno w poprzednim stanie prawnym tj. pod rządami ustawy o ochronie danych osobowych ze względu na wyłączenie w stosunku do kościołów i związków wyznaniowych szeregu przepisów ustawy dotyczących kompetencji kontrolnych Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych np. art.43 ust.2 ustawy oraz w efekcie wszczęcia procedur sprawdzających i zastosowania środków prawnych w przypadku stwierdzenia naruszenia przepisów ustawy. Wszystko regulowane jest zatem wyłącznie prawem wewnętrznym danego związku wyznaniowego w zakresie jego autonomii i niezależności. W obecnym stanie prawnym sytuacja nie uległa poprawie wobec zastosowania korzystnej dla Kościoła katolickiego oceny stanu prawnego wewnętrznych kościelnych uregulowań prawnych dotyczących ochrony danych osobowych. Niezasadnie bowiem przyjęto, że „Dekret ogólny w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych w kościele katolickim” wydany przez Konferencję Episkopatu Polski w dniu 13 marca 2018 r., a promulgowany dnia 30 kwietnia 2018 r. odpowiada wymaganiom przepisu art. 91 ust.1 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dn.27 kwietnia 2016 r. – RODO pozwalającego na wyłączenie kompetencji organu administracji państwowej jakim jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych w zakresie ochrony danych osobowych przetwarzanych w Kościele katolickim.

Przepis art.91 ust.1RODO wymaga spełnienia jednoczesnego aż trzech warunków tj. kościół lub inny związek wyznaniowy musi posiadać w prawie wewnętrznym owe szczegółowe zasady ochrony osób fizycznych w związku przetwarzaniem ich danych osobowych, posiadane zasady muszą być stosowane w momencie wejścia w życie rozporządzenia RODO, a one same muszą odpowiadać zasadom określonym w art.8 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej i uszczegółowionym w rozporządzeniu, ponadto zasady obowiązujące w związku wyznaniowym mogą być stosowane jeżeli zostaną dostosowane do rozporządzenia RODO. Tymczasem przepisy RODO, stosownie do art. 99 ust. 1 weszły w życie dwudziestego dnia po ogłoszeniu w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej czyli 24 maja 2016 roku, a wspomniany dekret ogólny Konferencji Episkopatu Polski ukazał się 30 kwietnia 2018 r. Nie zmienia niczego fakt zawieszenia stosowania obowiązujących przepisów rozporządzenia RODO do dnia 25 maja 2018 roku, gdyż wejście w życie nie może być oznaczone, tożsame z jednoczesnym zawieszeniem stosowania aktu prawnego.

Uprawnione jest zatem stanowisko, że dekret KEP nie spełnia wymagań formalnych przepisu art.91 ust 1 RODO, a więc nie może być uznany za podstawę wyłączenia stosowania przepisów rozporządzenia, a ty samym kompetencji Prezesa UODO. Dodatkowo powołany przepis rozporządzenia powinien być interpretowany zgodnie z art.8 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej (Dz. Urz. C 202,7.6.2016, s.389-405) i rozporządzeniem RODO. Regulacje dotyczące ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem ich danych osobowych obowiązujące w związkach wyznaniowych, które miały być nadal stosowane po wejściu w życie rozporządzenia, o ile faktycznie były stosowane i odpowiadały zakresowi ochrony wymaganemu przez art. 8 Karty Praw Podstawowych, miały zostać jedynie dostosowane do rozporządzenia RODO. Ocena wypełnienia warunków przewidzianych w rozporządzeniu należy do kompetencji organu nadzorczego tj. Prezesa UODO i ewentualnie do sądu. Jednakże w polskich realiach z niewiadomych względów przyjęto, że istnieją dostateczne podstawy do wyłączenia kompetencji urzędu państwowego, a dekret Konferencji Episkopatu Polski, który nie mógł być stosowany w dniu wejścia w życie rozporządzenia RODO za skuteczne prawnie dostosowanie wcześniejszego stanu prawnego do wymogów rozporządzania RODO uprawniające także do utworzenia w Kościele katolickim niezależnego od państwa organu Kościelnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych jako organu monitorującego i zapewniającego przestrzeganie przepisów o ochronie danych osobowych w ramach działalności Kościoła katolickiego i jego struktur, upowszechniania wiedzy o ochronie danych, doradztwa dla administratorów danych i podmiotów przetwarzających dane. Inspektor taki został wybrany na plenarnym posiedzeniu Konferencji episkopatu polski w dniu 2 maja 2018 r. Jest nim obecnie ks. prof. Piotr Kroczek. Stanowisko dopuszczające zastosowanie art.91 ust.2 rozporządzenia RODO nie odpowiada wymogowi rzeczywistego stosowania przez Kościół katolicki w dniu 24 maja 2016 r. zasad ochrony danych osobowych wymaganych przez rozporządzenie RODO następnie zawartych w dekrecie KEP z 13 marca 2018 r. z uwagi na brak takich wcześniejszych regulacji. Nie można bowiem uznać za mającą charakter wiążący w państwowym porządku prawnym instrukcji wydanej przez Sekretariat Episkopatu Polski i Głównego Inspektora Danych Osobowych z dnia 23 września 2009 r. dotyczącej ochrony danych osobowych w działalności Kościoła katolickiego w Polsce. Nie spełniają takiego wymogu, ani nie mogą być uznane za alternatywną regulację zasad ochrony danych także i przyjmowane w prawie wewnętrznym Kościoła zasady postępowania w sprawach występowania z Kościoła zastąpione w 2015 r. dekretem ogólnym KEP w sprawie wystąpień z Kościoła oraz powrotu do wspólnoty czy instrukcjami odnoszącymi się do sposobu prowadzenia ksiąg parafialnych.

Zasadnie powstaje więc pytanie jak pogodzić obecną praktykę Kościoła katolickiego w przedmiocie usuwania danych osobowych osób fizycznych dokonujących apostazji czy zmiany wyznania wobec brzmienia art.53 ust.2 Konstytucji RP gwarantującego obywatelom wolność wyznawania oraz przyjmowania religii według własnego wyboru, która w myśl art.31 ust.1 Konstytucji podlega ochronie prawnej ? Bardziej skomplikowana jest sytuacja osób rezygnujących z przynależności wyznaniowej do Kościoła katolickiego, a nie dokonujących zmiany konfesji, gdyż ich prawo do usunięcia wszelkich dowodów przynależności do Kościoła mieści się w ogólnym sformułowaniu art. 53 ust.1 Konstytucji, którym państwo zapewnia każdemu wolność sumienia i religii.

Andrzej Duda – plusy ujemne

Styczeń to czas refleksji nad politycznymi wydarzeniami minionego roku, okres podsumowań i wniosków. Tylko dla wyznawców ideologii PiS nie jest jasne, że smutną musi być refleksja nad dokonaniami prezydenta Andrzeja Dudy.

Od początku swej pierwszej kadencji A. Duda z samobójczą konsekwencją rozmieniał na drobne majestat urzędu prezydenta Rzeczypospolitej, strywializował go i ośmieszał. Po tym jak w kontekście jego osoby pojawiły się słynne leśne ruchadła, było już tylko coraz śmieszniej i straszniej. Tańcowanie z gaździnami na ważnych dla życia narodu wydarzeniach jak regionalne święto kaszy, podrygiwanie pod rybą na Górze św. Anny, zaśpiewki, żarciki i dowcipy były doprawdy ciężkostrawne i nie licujące z powagą pełnionego urzędu. Głęboką troską napawa obserwatorów jego działalności wyraźnie rysująca się, radosna chłopięcość i infantylizm prezydenta. Jak dziecko wpuszczone do pokoju dorosłych, cieszył się okazjami, gdy uchodził (w swoich oczach) za prawdziwą głowę państwa. Tak było na szczycie NATO w Brukseli, gdzie koniecznie chciał być atrakcyjny, choć wyszło jak zwykle, bo pokazywaniu kciuków towarzyszyła dziecinna wręcz radość z faktu, że chociaż na wspólnej fotografii znalazł się między najważniejszymi przywódcami Europy. Smutne, lecz w rzeczywistości, w NATO-owskim towarzystwie nie jest uznawany za szczególnie ważnego i istotnego gościa. Nawet jego rzekomy przyjaciel, prezydent USA Donald Trump dobitnie dał to do zrozumienia, nie znajdując dla A. Dudy w Białym Domu więcej jak tylko kilka chwil na krótką kuluarową rozmowę przy windzie, pomiędzy naprawdę ważnymi spotkaniami. Lecz wierni, choć groteskowi akolici z jego pałacu wydali oświadczenie, że obaj prezydenci dokonali pogłębionej analizy globalnych problemów z zakresu polityki międzynarodowej, poruszyli szeroki krąg zagadnień bilateralnych, uzgodnili wspólne stanowisko wobec zagrożeń terrorystycznych i klimatycznych, dokonali koordynacji stanowisk wobec Rosji, Chin, Iranu, i co tam jeszcze. Rzadki ubaw, jednym słowem. Choć samemu prezydentowi z pewnością nie do śmiechu było kiedy z kolei stał jak słup soli, a prezydent Barack Obama karcił go za łamanie prawa i Konstytucji.

W jego prezydenturze dostrzegalne są motywy i śmieszne i straszne. Do tych śmiesznych (wszystkich nie sposób wymienić) zaliczyć należy wyćwiczone przed lustrem miny w stylu Cezara lub Il Duce, wykrzyczane z patosem przemówienia, także taką wypowiedź jak ta o niedobrej UE, bo nie chce sprzedawać starych żarówek, albo ta, że ,,jesteśmy narodem, który ukształtował ten świat”, a także ta kiedy jako gospodarz konferencji klimatycznej zapowiedział spalanie polskiego węgla przez 200 lat. Mówił wówczas antynaukowe brednie, że człowiek nie przyczynia się do zmiany klimatu, choć każde dziecko wie, że to nieprawda. A ten niedorzeczny bełkot o bitwie polskich żołnierzy pod Monte Cassino, która miała stać się przyczyną powstania UE(!). Lecz już strasznym motywem jego przemówienia w 40. rocznicę wyborów 1989 r. była refleksja nad skażeniem demokracji III RP, czego powodem miał być brak rozlewu krwi Polaków w 1989 r., a teraz za ten brak płacimy cenę (!). Co więcej wolność upatruje nie w masowym buncie robotników, a w … modlitwach kapłanów.
Nachalnie eksponując swoją rzeczywistą czy udawaną pobożność, notorycznie klęcząc przed ołtarzami, bezwarunkowo popierając kościół i jego hierarchów, narusza zasadę bezstronności i światopoglądowej neutralności urzędu prezydenta. Wprzęgając biskupów w sprawy państwa i obywateli narusz art. 25 ust. 3 Konstytucji o rozdziale państwa i kościoła kat. Nie mógł pominąć tak niedorzecznej uroczystości w Łagiewnikach jak koronowanie Chrystusa na króla Polski. A może większość Polaków sobie po prostu nie życzy takiej średniowiecznej szopki? No tak, ale znów; przecież tata Duda nie na darmo wpajał synowi przekonanie: ,, Przecież były Śluby Jasnogórskie, oddaliśmy się w opiekę Maryi. Akt oddania się Chrystusowi Królowi powinien więc być w Polsce przyjęty”. A prezydent wciąż się uczy i chłonie wiedzę, w dużej mierze od chronicznie pobożnego taty, bo tacie zawdzięcza się najwięcej, co w tym przypadku podkreślały pikietujące pod PADem córy Radia Maryja: ,,Błogosławiony członek, który cię spłodził”. Dlatego pewnie, czcząc ojca swego, przemawia do żołnierzy WP w stylu, jaki spodobałby się zapewne Antoniemu Macierewiczowi: ,,Możecie się czuć bezpieczni, ponieważ zostaliście zawierzeni opiece Matki Przenajświętszej”.

Cóż, cały PiS, z którym utożsamia się prezydent, to taka specyficzna odmiana zwykłej głupoty, fałszywej pobożności, zacofania, rzewnej tęsknoty za zaściankową przeszłością, błazenady, groteski, niedorzeczności, absurdu i fałszu, a prezydent, zgodnie z wypracowaną wąską specjalizacją, pod tą odmianą podpisuje się, jak zawsze. Może dlatego zapytany w pisowskiej telewizji kogo wymieniłby z najwybitniejszych Polaków w historii Polski, stawia obok Jana Pawła II, … Lecha Kaczyńskiego. A propos groteski i pobożności. Trudno zapomnieć sytuacji kiedy prezydent z wyronioną koszulą, niczym nadgorliwy ministrant pełzał na czworaka między krzesłami na Jasnej Górze, w pościgu za unoszoną wiatrem hostią. Chyba każdy kto to widział, w smutnej zadumie pochylił się nad sponiewieranym majestatem RP, który prezydent ma obowiązek personifikować. To nie jedyna taka sytuacja gdzie w jego przypadku granica między dramatem a tragifarsą jest tak cienka, że praktycznie zanikła. Ze śmiechem, zdumieniem ale i z zażenowaniem patrzyliśmy na popłakującego, z drgającym podbródkiem gdy mamrotał o żołnierzach wyklętych lub do łez wzruszał się wspominając jak ładnie na defiladzie wygląda nasza kompania reprezentacyjna. A jak traktować potraktować jego dziwactwa, gdy w 2014 r. specjalnie wybrał się do Zembrzyc, by niejaka Myrna Nazzour pocąca się ,,Świętym Łojem”, wtarła mu w skórę swój tłuszcz organiczny. Ten istotny dla prezydentury fakt zdradził nie kto inny, jak porażony cudem Błogosławionych Wydzielin europoseł PiS Dominik Tarczyński.

Lecz gdyby problem naszego prezydenta polegał jedynie na braku powagi, na dziwactwach, groteskowych zachowaniach, emocjonalnej niedojrzałości, byłoby pół biedy. Podobno, jak zapewniał, wciąż się uczy. Gdyby tak nauczył się na pamięć zapisów Konstytucji, jak np. art. 126 mówiący: ,,Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej …”, lub też art. 132: ,,Prezydent Rzeczypospolitej nie może piastować żadnego innego urzędu ani pełnić żadnej funkcji publicznej, z wyjątkiem tych, które są związane ze sprawowanym urzędem”.

No właśnie: przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej, nie rzecznikiem i adwokatem partii, która go zgłosiła do tego urzędu. Gdyby A. Duda zechciał przyjrzeć się jak ten wysoki urząd sprawowali inni, lepsi od niego, wiele mógłby się nauczyć, skoro lubi to robić, np. od Aleksandra Kwaśniewskiego. To proste, ma być dokładnie jak mówi Konstytucja: prezydent nie może pełnić żadnego innego urzędu ani pełnić innej funkcji. Niestety, widzimy w osobie prezydenta rzecznika i propagandzistę partii PiS, odgrywającego tę rolę z chłopięcym zapałem i gorliwością radzieckiego pioniera. Potwierdza to bezwstydnie, gdy posuwa się do tak infantylnych, nieprzemyślanych stwierdzeń jak to, że nie jest prezydentem wszystkich Polaków gdyż nie wszyscy na niego głosowali. I mówiąc to wydawał się niezmiernie zadowolony ze swoich słów, które najwyraźniej uznał za niezwykle odkrywcze. Niestety, A. Duda nie potrafi wyrwać się z mentalności dworskiego sługi swego pana. Którego – każdy wie. Dlatego sprzeniewierzając się zasadzie bezstronności, czynnie pozwala sobie na dyskredytowanie ludzi innych opcji politycznych, np. tzw. lewaków, choć najwyraźniej nie w pełni rozumie znaczenie tego pojęcia. Bo lewakami są u niego politycy liberalno-konserwatywnej PO, liberalnej Nowoczesnej, chadeckiego PSL-u czy social-demokratycznego SLD. To minimum wiedzy, lecz prezydent mówiący o ,,szyderstwach i napadach lewackich mediów”, powinien ją posiąść, skoro wciąż się uczy, że w czasach realnego socjalizmu lewakiem mógł stać się każdy, kto nie popierał stalinowskiej/poststalinowskiej władzy, a wyznawał jednocześnie lewicowe poglądy, łącznie z takimi ludźmi, do formatu których jest mu niezmiernie daleko, jak ś. p. Karol Modzelewski, Jacek Kuroń, Bronisław Geremek czy Adam Michnik, walczący z komuną gdy A. Duda uczył się, lecz tabliczki mnożenia. Ale też prezydentowi nie można się dziwić, skoro z domu rodzinnego wyniósł takie mądrości o jakich mówił mu tata: ,,Lewackie i libertyńskie wstecznictwo niesie tylko rozkład, szczególnie moralny. Musimy być czujni”. A w imię ojca i syna wtóruje zespół amatorski zgromadzony w pałacu prezydenckim, jak nienadzwyczajny profesor Zybertowicz, który w studio TVP cieszy się, że ,, że nie ma tutaj wśród przedstawicieli wszystkich sił politycznych żadnego lewaka”. Co tam zresztą lewacy. ,,Dojna zmiana”, czyli cała opozycja, którą Duda stara się skompromitować, jego gadka o ,,jazgocie opozycji, który nas nie powstrzyma”, ta ,,wyimaginowana wspólnota”, to ,,bajanie o UE dla maluczkich”, to zwracanie się do opozycji, tak niestosowne w ustach prezydenta – mediatora: ,,Jesteśmy po dwóch stronach barykady”, te ekspiacje o szefie Rady Europejskiej, Donaldzie Tusku, pokazujące, że nie rozumie czym jest Unia i na czym polegają obowiązki najważniejszych unijnych urzędników, te prostackie opinie, że Tusk nic nie załatwił dla Polski, że nie reprezentuje polskich interesów i nie ma szacunku do własnego kraju, bo służy Niemcom, to wszystko odbije się czkawką, kiedy przyjdzie czas rozliczenia się z urzędu. Te wszystkie dzielące Polaków opinie, czyżby naprawdę miały być potwierdzeniem jego słów z początku pierwszej kadencji i brawurowo powtórzone w drugiej, o głównym celu jego prezydentury – łączeniu Polaków ???

Choć jego podpisy widnieją na najważniejszych dokumentach, to w rzeczywistości wyrzekł się prezydenckiej podmiotowości i suwerenności, wykonując i firmując rozstrzygnięcia, które podejmowane są przez PiS z pogwałceniem Konstytucji. Funkcja pisowskiego notariusza nie zapewnia prezydentowi poważania ani w społeczeństwie, ani nawet w samym PiSie. Widać to gołym okiem. Przypomnijmy proszalną i pokorną postawę A. Dudy, gdy żebrał o uścisk dłoni Kaczyńskiego, po tym jak nieopatrznie wyrwało mu się odmienne od jego zdanie o potrzebie wzajemnego wybaczenia sobie na linii rząd – opozycja. To jasne, że PiS wystawiło Dudę do prezydentury tylko dlatego, że Kaczyński bał się przegrać z Bronisławem Komorowskim. Czwartorzędny wówczas funkcjonariusz partyjny niespodziewanie wygrał walkę wyborczą, ,,przez przypadek” (skąd to znamy?) i został wybrany na urząd prezydenta. To wyniesienie nieznanego nikomu polityka bynajmniej nie przysporzyło mu szacunku wśród starszych kolegów z PiS, wciąż traktujących go z zauważalnym lekceważeniem i pobłażaniem, a nawet z niechęcią. Bo wszelkie chłopięce przechwałki prezydenta, których nie szczędzi sobie i nam, muszą irytować nawet pisowców, są doprawdy ambarasujące i nie przystają do powagi pełnionego urzędu. Prezydenturę rozpoczął od nie mającego wiele z skromnością samookreślenia się jako człowiek niezłomny, a najnowsza jego ekspiacja dotycząca osobistej przyjaźni z D. Trumpem miała zaowocować niespełnionymi preferencjami Polski w dostawie amerykańskich szczepionek. Mści się na nim bezrefleksyjne, nie liczące się z realnymi możliwościami i brakiem poparcia swego zaplecza politycznego, sypanie obietnicami i zobowiązaniami jak te dotyczące przeprowadzenia referendum konstytucyjnego, wysuwanie kandydatury prezydenckiego ministra Szczerskiego na szefa NATO, propozycja zapisu w Konstytucji o przynależności Polski do UE i NATO czy zignorowana przez PiS jego zapowiedź o otwarciu stoków narciarskich. A kiedy w swej zamaszystej zuchowatości, z wyraźnym samozachwytem obiecał zmniejszyć kwotę wolną od podatku, a w razie nieprzyjęcia tego postulatu miał złożyć urząd, czy to przysporzyło mu powagi czy też ośmieszyło go ? Jego obietnica, której koszt wyniósłby 21 mld. zł. nie została przez PiS zauważona, lecz Duda został na stanowisku. A szkoda, wlelibyśmy by stało się odwrotnie. Lecz mało tego; taki sam los spotkał prezydencki projekt ustawy obniżającej wiek emerytalny, nigdy nie zrealizowana nonszalancka zapowiedź pomocy dla niepełnosprawnych i frankowiczów i ostatnio jego autorstwa nowelizacja ustawy aborcyjnej, całkowicie zignorowana przez PiS. Jak na prezydenckie inicjatywy, coś za dużo tych kompromitujących falstartów.
Ale przejdźmy do najważniejszych kwestii. Ucząc się wciąż i wszędzie z pewnością zapoznał się z zapisami Konstytucji. Tylko czy przeczytał ją ze zrozumieniem? Bo senacki zespół ds. monitorowania praworządności twierdzi, że podczas dokonywania zmian w Trybunale Konstytucyjnym, Sądzie Najwyższym, Krajowej Radzie Sądownictwa, a także podczas prac nad ustawą o ustroju sądów powszechnych, złamał wraz z pisowcami co najmniej 13 artykułów Konstytucji, niektóre wielokrotnie. „Ale który artykuł” – dopytywała jego małżonka w KFC, gdy dzielna dziewczyna zarzuciła prezydentowi łamanie Konstytucji. No to konkretnie i ograniczając się jedynie do artykułów Konstytucji złamanych bezpośrednio przez A. Dudę. Przede wszystkim właśnie art. 126, pkt. 2: ,,Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji”. Swoim bezzwłocznym podpisaniem ustawy o Trybunale Konstytucyjnym i sądach, mimo, że wszystkie zostały ocenione jako niekonstytucyjne przez służby prawne Sejmu i Senatu, pogwałcił Konstytucję, a zgodnie z nią mógł te ustawy zawetować lub odesłać do Trybunału.

Art. 139: ,,Prezydent Rzeczypospolitej stosuje prawo łaski”. ,,Ułaskawił” (ułaskawienie to darowanie kary winnemu) Mariusza Kamińskiego, choć wyrok w jego sprawach był nieprawomocny a sam Kamiński odwołał się do Sądu Apelacyjnego. Stwierdził absurdalnie, że ,,wyręczył sądy w ich obowiązkach”.

Art. 180 ust. 1: „Sędziowie są nieusuwalni”. Podpisał w nocy usunięcie 40% sędziów SN.

Art. 178 ust. 1: „Sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom”, a art. 173: „Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz”. Swoim podpisem uzależnił sądownictwo od polityków, w tym prokuratorowi gen. Ziobrze

Art. 183 ust. 3: ,,Kadencja I Prezesa Sądu Najwyższego trwa 6 lat”. Usunął sędzię Małgorzatę Gersdorf po 4 latach kadencji.

Art. 187 ust. 1: ,,W Krajowej Radzie Sądownictwa jest 15 miejsc dla przedstawicieli sędziów”. Przyłożył rękę do tego by wszystkie 15 miejsc obsadzili posłowie PiS.

Jeśli A. Duda podkreślał, że z D. Trumpem łączy go jednakowe spojrzenie na prowadzenie polityki, to musi uwzględniać dwie rzeczy: wyciągać wnioski z tego jak obecny prezydent USA kończy swą karierę i jak jest traktowany przez przywódców cywilizowanego świata oraz pamiętać, że choć w naszej Konstytucji brak zapisu o impeachmencie, to obowiązuje jej art. 145 Konstytucji: ,,Prezydent Rzeczypospolitej za naruszenie Konstytucji, ustawy lub za popełnienie przestępstwa może być pociągnięty do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu”.

Znowu uderzą w pracowników?

Z oburzeniem podchodzimy do propozycji części organizacji pracodawców, by zróżnicować terytorialnie wysokość płacy minimalnej. To pomysł niesprawiedliwy, szkodliwy dla rynku pracy i sprzeczny z Konstytucją.

W przyszłym roku miesięczna płaca minimalna ma wynosić 2800 zł brutto. Oznacza to, że rząd Prawa i Sprawiedliwości nie dotrzymał obietnic z kampanii wyborczej, w której liderzy PiS przekonywali, że minimalne wynagrodzenie w 2021 r. będzie wynosić co najmniej 3000 zł. Pracownicy o najniższych dochodach i tak więc zostali oszukani przez partię rządzącą. Dopuszczenie niższych stawek niż 2800 zł byłoby kolejnym ciosem w najgorzej zarabiających pracowników. Jednocześnie byłoby to prawne usankcjonowanie dyskryminacji pracowników z najbiedniejszych części kraju. Tego typu rozwiązania dałyby też możliwość wielu firmom na omijanie prawa i rejestrowanie działalności w regionach, w których płaca minimalna byłaby najniższa.

W tej sytuacji zdecydowanie sprzeciwiamy się wszelkim pomysłom mającym na celu regionalne różnicowanie poziomu płacy minimalnej. Prawo powinno dotyczyć wszystkich obywateli w tym samym stopniu. Dotyczy to też rynku pracy. Dlatego uważamy, że zamiast różnicować terytorialnie wysokość płacy minimalnej rząd powinien zrobić wszystko, aby ograniczyć różnice w poziomie rozwoju między poszczególnymi regionami kraju. Innym pilnym zadaniem władz centralnych powinno być uniemożliwienie omijania płacy minimalnej. Z danych Państwowej Inspekcji Pracy wynika, że łamanie przepisów o minimalnym wynagrodzeniu wciąż jest plagą polskiego rynku pracy. Zamiast więc sankcjonować bezprawie lepiej podjąć z nim walkę.

Prawicowa paranoja

Pseudotrybunał konstytucyjny (pisać małą literą) orzekł, że cechy letalne płodu nie kwalifikują go do aborcji, powołał się przy tym na interpretację profesora Zolla z 1997 roku.

Wtedy był on przewodniczącym trybunału i orzekł, że życie ludzkie zaczyna się od poczęcia. Dzisiaj konserwatywny profesor Zoll występuje przeciwko PiS-owi. Wtedy spełnił rolę pożytecznego idioty. Taką samą rolę i z takimi samymi poglądami pełnił profesor Rzepliński. Dzisiaj też antypisowiec. Teraz PiS ich już nie chce, ale posłużył się ich interpretacją podejmując decyzję o całkowitym zakazie aborcji.

Powołuje się na tamten werdykt Trybunału i że obecnie trybunał nie mógł podjąć innej decyzji. No i że ta Konstytucja jest lewicowa, więc czego się czepiacie. PiS nadal robi z obywateli idiotów, a spora grupa mu ślepo wierzy.

Poseł Kowalski, gwiazda ziobrystów od dawna pluje antykomunistycznym jadem na otoczenie niczym oszalała kobra. Oto w radiu stwierdził, że aborcja to wymysł komunistów. Jeżeli tak, to cała Europa za wyjątkiem Polski i Malty to komuniści. Komunistą jest premier Johnson i premier Orban. U niego nawet zezwolono na związki partnerskie. Półkomunistą był Lech Kaczyński. Warto by było, aby poseł Kowalski, przed chlapaniem jakiejś głupoty na antenie puknął się najpierw w czoło. Chyba jednak to nie ma sensu. Nic to nie da. Na prawicy ludzi, których myślenie zdradza objawy politycznej paranoi nie brakuje. Niestety ktoś ich wybiera i tutaj zaczyna się problem.

Klerykalizm polityczny w Polsce

Od początku lat dziewięćdziesiątych relacje Kościoła katolickiego z państwem kształtowane są w przekonaniu o jednorodnej tj. narodowo-wyznaniowej tożsamości Polaków. Przeważająca liczba wyznawców katolicyzmu w połączeniu z rolą jaką Kościół katolicki odegrał w procesie zmian ustrojowych oraz rola papieża Jana Pawła II w świecie i jego wpływ na stosunki społeczne w kraju tworzyły silne podstawy do utrwalenia wpływów i pozycji Kościoła w Polsce niezależnie od postępujące zróżnicowania światopoglądowego i kulturowego społeczeństwa.

Szczególna pozycja prawna Kościoła została ujęta już w ustawach wyznaniowych z maja 1989 r..Ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania zawierająca równościowe postanowienia, gwarantujące wszystkim kościołom i związkom wyznaniowym wolność prowadzenia działalności w konfrontacji z faktyczną monopolizacją sfery religijnej przez Kościół katolicki tworzyła po prostu znacznie dogodniejsze dla niego warunki do wzrostu znaczenia i możliwości prowadzenia nieskrepowanej działalności przy wykorzystaniu finansowania ze środków publicznych. Przyjecie w ustawie konstrukcji prawnej współdziałania państwa z kościołami i związkami wyznaniowymi „…w zachowaniu pokoju, kształtowaniu warunków rozwoju kraju oraz zwalczaniu patologii społecznych „ oraz możliwość tworzenia stałych form współdziałania miały tworzyć podstawę tzw. „przyjaznego rozdziału” wzorowaną na funkcjonującej w Niemczech relacji państwa ze związkami wyznaniowymi określanej jako separacja skoordynowana. Istotna różnica w rzeczywistej możliwości równoprawnego współdziałania jednego i drugiego państwa ze wspólnotami wyznaniowymi polega na zmonopolizowaniu przez Kościół katolicki w Polsce, pozbawiony jakiegokolwiek znaczniejszego konkurenta, całej sfery religijnej. Natomiast Niemcy są natomiast krajem o dominacji równorzędnych dwóch kościołów chrześcijańskich i faktycznym pluralizmie religijnym wynikającym z wielokulturowości społeczeństwa. Ponadto sytuację w Polsce komplikuje w znacznej mierze ożywiona po latach hibernacji w okresie komunizmu endecka koncepcja wyznaniowej tożsamości Polaka, która przetrwała w świadomości społecznej, a obecnie jest coraz bardziej uporczywie forsowana.

Z faktu, że religia była w Polsce i w dalszym ciągu pozostaje podstawową formą świadomości społecznej czyli całokształtu charakterystycznych dla społeczeństwa polskiego treści i form życia duchowego oraz że są one kształtowane w praktyce wyłącznie przez jedna instytucje religijną, autorzy ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania z 1989 r. nie wyciągnęli żadnych wniosków, chociaż nietrudno było przewidzieć negatywne dla państwa skutki jakie wyniknęły z przyjętych w ustawie relacji państwa z Kościołem.

Ustawa o stosunku państwa do Kościoła katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej zawierała postanowienia tworzące już jawnie uprzywilejowaną pozycję Kościoła katolickiego i jego organizacji chociażby w zakresie restytucji mienia i przysporzeń majątkowych np. na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Podpisanie umowy ze Stolica Apostolską (konkordatu) przez rząd Hanny Suchockiej umacniającej szczególna pozycję Kościoła i przeniesienie zawartych w nim postanowień do obowiązującej Konstytucji RP, sukcesywne zwiększanie przywilejów ekonomicznych dotyczących m.in. podatków czy finansowania instytucji kościelnych jak np. szkoły wyższe, wynagrodzeń katechetów w systemie edukacji publicznej, kapelanów w wojsku, policji, administracji skarbowej połączone z tworzeniem prawa z inspiracji doktryny wyznaniowej nigdy nie spotkało się z większymi protestami społecznymi. Było to widoczne nawet w okresach rządów lewicy (1993-1997 i 2001-2005), kiedy to posłowie lewicy mieli możliwość okiełznania zmian kulturowych i postępującej klerykalizacji i podejmowali nawet próby ich przeprowadzenia ( np. złagodzenie ustawy o dopuszczalności przerywania ciąży). Brak determinacji w dokonywaniu zmian wynikający prawdopodobnie również z deficytu wyraźnie wyrażonego poparcia społecznego dla tych prób jak i aktywizacja działalności kolejnych ugrupowań katolickich fundamentalistów i narodowców definitywnie zakończyły możliwość ustanowienia świeckich rozwiązań prawnych w funkcjonowaniu państwa. Państwo zaczęło uznawać w coraz większym stopniu walor elementów religijnych co w połączeniu z nadgorliwością instytucji państwowych i samorządowych w spełnianiu różnych aspiracji kościoła instytucjonalnego w zakresie panowania światopoglądowego jak i roszczeń majątkowych doprowadziły do nadania Polsce faktycznego charakteru państwa wyznaniowego.

W efekcie już nie tylko wśród polityków panuje przekonanie, że nie warto narażać się Kościołowi i władzy, a jakakolwiek krytyka obecności Kościoła w sferze publicznej, tworzenie prawa z inspiracji religijnej, podobnie jak krytyka religii musi zakończyć się porażką dla wszystkich występujących w powyższych kwestiach. Wymiar praktyczny przekonania o panowaniu światopoglądowym katolicyzmu to nie tylko całkowity brak jakiegokolwiek wsparcia finansowego ze strony państwa dla organizacji obywatelskich skupiających członków o nie fideistycznym światopoglądzie lecz także zmarginalizowanie ich znaczenia i blokowanie możliwości rozpowszechniania zgłaszanych postulatów. W sposób szczególny dotyczy to takich organizacji, których celem jest propagowanie świeckości albo światopoglądu racjonalistycznego w przeciwieństwie do szczodrze korzystających z mediów i ze wsparcia finansowego różnych stowarzyszeń, organizacji i instytucji około kościelnych.

Godzenie się kolejnych rządów z nadrzędną wobec wszelkich innych instytucji pozycją Kościoła zostało tak dalece utrwalone w świadomości społecznej, że wszelkie działania, jakie władze czyniły w chęci przypodobania się biskupom, zasłużenia na poparcie kleru czy chociażby zneutralizowania stanowiska Kościoła wobec różnych formacji politycznych sprawujących władzę zostały przykryte zasłoną milczenia. Tak stało się np. z niechlubną działalnością Komisji Majątkowej, która hojnie i bez należytej podstawy prawnej przydzielała Kościołowi majątek państwowy i samorządowy. Dzisiaj tylko głosy lewicy wyrażają sprzeciw chociażby wobec uzyskanego przez Kościół przywileju obrotu ziemią rolną, przysporzeń majątkowych udzielanych przez władze pod dowolnymi tytułami, religijnych opraw dla politycznych imprez partii rządzącej czy też narzucania zróżnicowanemu światopoglądowo społeczeństwu konfesyjnie zdefiniowanego systemu wartości. Nienormalne, bo sprzeczne z regulacją obowiązującej Konstytucji RP stosunki pomiędzy państwem i Kościołem uzasadniają w pełni tezę sformułowaną przez organizatorów Kongresu Świeckości, który odbył się w Warszawie w dniach 21-22 października 2017 r. o przyjęciu przez Kościół katolicki w Polsce roli politycznego ogniwa będącego nieformalnym koalicjantem rządzącej obecnie partii politycznej. Jest to wynikiem przyjęcia w art. 25 ust.3 Konstytucji koncepcji współdziałania państwa z Kościołem we wszystkich sprawach państwowych ( dla dobra człowieka i dobra wspólnego), a więc nie tylko w kwestiach pomyślności organizmu państwowego, ale i w sprawach zachowania dziedzictwa narodowego czy środowiska naturalnego.

Aktywność Kościoła znalazła dzisiaj swój najszerszy wyraz w politycznym współdziałaniu z partią rządzącą, forsowaniu interesów Kościoła w zamian za organizowanie poparcia społecznego dla tej partii przez przeważającą część księży parafialnych, Episkopat i organizacje około kościelne.
Postępująca klerykalizacja podporządkowująca wielu sfer działalności państwa i życia obywateli regułom i rytuałom jednego wyznania przy postępującym zaniku ekumenizmu i braku publicznego sprzeciwu innych wyznań i środowisk bezwyznaniowych powoduje, że klerykalizm polityczny stał się dominującą formą politycznej ekspresji, narzędziem łatwym do użycia i gwarantującym mobilizację poważnych części elektoratu. Pomimo niepowodzeń pierwszych ugrupowań politycznych tworzonych na bazie ideologii katolickiej (ZchN, AWS, a także PiS w pierwszym okresie koalicyjnych rządów 2005-2007) wynikających przede wszystkim z powściągliwego stanowiska kościoła instytucjonalnego ,to obecnie po całkowitym, jawnym poparciu dla narodowo-katolickiej partii rządzącej oraz goszczeniu w świątyniach jej konkurentów w postaci ruchów i organizacji nacjonalistycznych, a nawet faszystowskich i udzielaniu oprawy religijnej ich imprezom Kościół katolicki nie może powrócić nawet do pozorów neutralnej postawy wobec polskiej polityki. Skazany jestalbo na przyjecie rezultatów politycznych wyborów systemu demokratycznego, co w perspektywie może się okazać dla kościoła instytucjonalnego ciężkim doświadczeniem albo też konsekwentne poparcie autorytarnej władzy ( obecnej lub przyszłej) i związanej z nią narastającej przemocy, a co za tym idzie pogłębiającego się konfliktu społecznego.

W tej sytuacji oferta obecnego koalicyjnego ugrupowania łączącego skrajne narodowe, wyznaniowe i faszystowskie organizacje hałaśliwie i śmiało sięgające po coraz to większą część elektoratu i posługującego się klerykalizmem politycznym na wzór zaczerpnięty z drogi przebytej przez partie rządzącą może stać się dla Kościoła atrakcyjną alternatywą wobec obecnej władzy. Zastosowanie praktyczne religii w organizacji ruchów konserwatywnych przejawiające się w dyscyplinowaniu na jej bazie członków, oprawa religijna masowych imprez, a także poparcie z ambon przez kler parafialny stwarzają możliwość wykorzystania znacznie większego zaangażowania członków i sympatyków niż w innych, opartych na nie fideistycznych światopoglądach organizacjach politycznych. Zdumienie budzić może fakt żywotności i potencjału zawartego w klerykalizmie politycznym używanym być może i instrumentalnie, ale stale organizującym poparcie milionów ludzi. To zjawisko we współczesnej Europie musi napawać niepokojem. Nie od dziś wiadomo, że chętnie korzystają z niego ruchy faszystowskie, szczególnie tam gdzie świadomość społeczna jest budowana na bazie jednej religii. Umiejętnie odnajdują i wskazują wroga jako przeciwnika religii i kierują na niego przemoc coraz bardziej niezbędną dla umacniania swojej pozycji politycznej, aż do zdobycia i utrwalenia władzy. Po jej zdobyciu łatwo okazać się może, że zbytnie przywiązanie do religii staje się obciążeniem w realizacji celów władzy, która może nie tylko ją porzucić, a nawet zaatakować gdyby zbyt silny Kościół nie był skłonny udzielać dalszego poparcia.

W pierwszej turze wyborów prezydenckich silne poparcie zdobył katolicki publicysta Szymon Hołownia otrzymując 14% głosów co stanowi ponad 2 mln.600 tys. Bardzo aktywny w mediach społecznościowych i sprawny intelektualnie i językowo kandydat swój przekaz zbudował na religijnej wizji świata i często odwoływał się do treści religijnych reprezentując katolicyzm w wersji posoborowej. Niezależnie od tego czy możemy propozycję polityczną Hołowni, zamierzającego stworzyć własne ugrupowanie polityczne, uznać za bardziej cywilizowana formę klerykalizmu politycznego czy nie, to jest faktem że jego zdolność mobilizacyjna elektoratu wykorzystywała także religię i Kościół mający funkcjonować jednakże w oddzieleniu od państwa.

Pewne zdziwienie budzi fakt, że pomimo przeważającego na scenie politycznej klerykalizmu w takiej czy innej postaci żadna z sił politycznych pretendująca do reprezentacji świeckiej części społeczeństwa, a przede wszystkim lewica nie jest w stanie zbudować i zaoferować konkurencyjnej, świeckiej koncepcji funkcjonowania państwa. Jak to się dzieje, że część społeczeństwa pogrążona w ubóstwie, gotowa do zaangażowania się w działalność społeczną pro-równościową stanowi dzisiaj klientelę narodowo-katolickich społeczności, a część socjalno-liberalna, progresywna i świecka pęta się po ruchach konserwatywno-liberalnych ? Z jakim poparciem społecznym, jakich środowisk, w jaki sposób i jakimi środkami lewica taka lub inna zamierza przeciwstawić się autorytarnemu klerykalizmowi i przeciwstawić wszechobecnej aktywności Kościoła w sprawowaniu władzy.

List niemłodego obywatela do młodych policjantów

Kiedy 15 czerwca 1991 roku siedmiu byłych żołnierzy – partyzantów Armii Krajowej ze Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury” – „Nurt” zawiązało Kapitułę Honorowej Odznaki Zasługi im. mjr Jana Piwnika „Ponurego” wydawało się im, a pewnie i reszcie obywateli naszego kraju, że oto niesława Milicji Obywatelskiej odeszła bezpowrotnie w przeszłość.

Że polski policjant przechodzi ostatecznie na służbę społeczeństwa, prawa, konstytucji. I że odtąd strzec będzie nie bezpieczeństwa i nietykalności władzy oraz interesów polityków i urzędników, ale nietykalności, bezpieczeństwa obywateli w obronie konstytucji i w interesie całego społeczeństwa.

Honorowa Odznaka im. mjr. „Ponurego”, przed wojną aspiranta Policji Państwowej, jest przyznawana za nieprzeciętną odwagę wykazaną podczas wykonywania obowiązków zawodowych w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, za uratowanie życia lub zdrowia ludzkiego albo też mienia wielkiej wartości, połączone z narażeniem na znaczne i realne niebezpieczeństwo, wreszcie – za mądrość, dalekowzroczność i rozwagę przy pracy bezpośredniej lub kierowaniu działaniami Policji, jeśli w rezultacie nastąpiła poprawa stanu bezpieczeństwa, wzrosło poszanowanie prawa lub umocnił się autorytet Policji”. Odznakę przyznawano od 1991 roku zazwyczaj dwojgu policjantów, w zasadzie ze Świętokrzyskiego, ale uhonorowano nią także warszawskiego podkomisarza Andrzeja Struja (w 2010 r. zamordowanego na Woli) i francuskiego żandarma płk Arnauda Beltrame’a, który w 2018 r. zginął z rąk terrorystów, gdy zastąpił wziętych na zakładników cywilów.

W sytuacji konfliktu politycznego, trawiącego nasz kraj, policja coraz częściej występuje jako strona – ściga osoby nakładające koszulki z napisem „Konstytucja” na pomniki, pacyfikuje skromne i pokojowe protesty przeciwko narastającej fali nienawiści, biega za rowerzystką, która rower udekorowała politycznymi deklaracjami, ugania się za niepełnosprawnym na wózku udającym tekturowy czołg, wynosi spod Pomnika Powstania Warszawskiego siedzące tam osoby, trzymające pęki białych róż, podczas gdy obok maszerują rozwydrzeni nacjonaliści, domagający się zmiany konstytucyjnego porządku i ziejący nienawiścią do wszelkiej różnorodności. Policjanci – na rozkaz z pewnością – usuwają Białe Róże, które rażą swoim pokojowym przesłaniem tłum, wznoszący bynajmniej nie pokojowe hasła, jak „Śmierć wrogom Ojczyzny”. Nie o takiej policji myśleli założyciele Kapituły Honorowej Odznaki Zasługi im. mjr. Jana Piwnika „Ponurego”. Ich celem było wyróżnienie policjantów, którzy honorowo wywiązują się z obowiązków i umacniają autorytet policji.

Niestety, autorytet się kruszy, policja zdaje się wracać do przeszłości. Wiem, funkcjonariusze wykonywać muszą polecenia i rozkazy przełożonych i tych obciąża najmocniej przejście całej formacji na służbę jednej siły politycznej i porzucenie pracy dla całego społeczeństwa.Jednak każdy z Was jest oceniany nie tylko przez swoich dowódców – patrzą na Was ludzie o różnych poglądach, wyznaniu, wykształceniu i zawodzie, którzy zastanawiają się, czy w każdej sytuacji mogą liczyć na Waszą pomoc i ochronę, czy nie będziecie kierować się uprzedzeniami, czy interes jakiegoś polityka nie powstrzyma Was od udzielenia pomocy jego rywalowi.
Przełożeni uczą Was, jak postępować z zatrzymanymi, nie mówią Wam jednak, jakie prawa im przysługują. Szkolą Was do stanowczego postępowania ze wskazanymi osobami, nie wiecie jednak, jak rozpoznać przemoc w rodzinie. Umiecie wynieść nieopierającego się demonstranta, ale nie nauczono Was słyszeć i rozumieć wrzask nienawiści. Czy dano Wam do przeczytania najważniejsze prawo Rzeczypospolitej – Konstytucję? Ktoś Wam objaśnił jej znaczenie?

Sytuacja staje się nieznośna. Honor policjanta został przez polityków narażony na szwank, a gdy to się nie zmieni – pogrzebany będzie ostatecznie. Mnie, niemłodego obywatela, martwi to w dwójnasób: jako obywatela właśnie, ale i jako potomka policjantów (jeden zabity w Twerze przez Sowietów, drugi – w Powstaniu Warszawskim przez hitlerowców) oraz syna, siostrzeńca i bratanka trzech spośród siedmiu członków-założycieli Kapituły Honorowej Odznaki Zasługi im. mjr. Jana Piwnika „Ponurego”. Chciałbym, by każdemu z Was można było przypiąć baretkę tej odznaki, mającej formę krzyża, na którego ramionach umieszczono łacińską sentencję LAUS TIBI (chwała Ci). Chwała za uczciwą służbę wszystkim obywatelom, prawu, konstytucji. Polsce.

Pomyślcie o tym.

O sprawiedliwości społecznej

W sieci, w prasie i tygodnikach jest wiele tekstów (niektóre nawet poważne) mówiących o potrzebie pracy organicznej, pracy u podstaw, która, dobrze wykonana, mogłaby przynieść sukces i przerwać proces budowy autorytarnego systemu rządów w Polsce.

To dobrze. Trzeba, ogarnąć się po wyborach, w których policzyliśmy się – jest nas dokładnie pół na pół.

Wybory prezydenta to wybory, w których zwycięzca bierze jednak wszystko, nawet wtedy, gdyby miał tylko o jeden głos więcej od konkurenta. Tu przewaga wynosiła ponad czterysta tysięcy głosów i nawet wiele tysięcy protestów wyborczych w pełni uzasadnionych — nie wystarczy.

Możemy teraz spekulować czy władza uwzględni ten prawie remis i zacznie dostrzegać opozycję, czy wręcz przeciwnie – tym mocniej dokręci śrubę i domknie budowę satrapii. Jak będzie zobaczymy…

Chciałbym, nawiązując do pierwszego zdania, tego o potrzebie pracy organicznej, powiedzieć coś wybiegającego w przyszłość; coś, co może wydać się abstrakcją, pełnym odlotem. Chciałbym mianowicie podać kilka wskaźników i opisać kilka procesów społecznych, których obecność w naszym życiu społecznym pozwoliłaby mi nazwać je opartym o zasadę sprawiedliwości społecznej.

Nie będę przywoływał tekstu obowiązującej Konstytucji, w której zasada ta jest zapisana wprost w jednym z pierwszych artykułów. To, że zapisaliśmy ją w Konstytucji — nie oznacza, że stosujemy ją w praktyce rządzenia i to niezależnie do tego, kto w danym momencie rządzi.

Tak się mi ułożyło, że byłem jednym z 560 parlamentarzystów głosujących przyjęcie tej Konstytucji – ja głosowałem „za”, pamiętam też kto głosował „przeciw”.

Skoro tak — to zrozumiałe jest, że jestem szczególnie wyczulony na nieobecność w praktyce życia społecznego zasady sprawiedliwości społecznej.

No to teraz do konkretów!

Z morza spraw i problemów, w których możemy śledzić i analizować jak funkcjonuje w nich zasada społecznej sprawiedliwości, wybierzmy przykładowo prawo do zdrowia i życia. To najbardziej fundamentalne prawo. Nie ma nic bardziej podstawowego w piramidzie ludzkich potrzeb niż te dwie wartości.

W Polsce, od czasów Wielkiej Transformacji, ta dziedzina przechodziła różne koleje. Wspólną cechą wszystkich ekip było głębokie niedoinwestowanie opieki zdrowotnej i obiektów służby zdrowia. Wszyscy mamy w pamięci ostatni strajk młodych lekarzy i ich żądanie 6,5% dochodu narodowego na służbę zdrowia, na konieczne podwyżki płac średniego personelu medycznego i młodych lekarzy.

I co?

I nic, wszystko to zostało w sferze planów a w związku z nieuchronnym kryzysem wywołanym światową pandemią – pewnie niezrealizowanych planów.

To ta władza ma ten problem.

Poprzednia władza winna jest wejścia na ścieżkę prywatyzacji służby zdrowia, potraktowania szpitali i innych placówek opieki zdrowotnej jako biznesów, doprowadzenia do tego, że zanikła relacja lekarz – pacjent. Teraz jest lekarz – klient, a to zupełnie co innego.

Prawo do zdrowia i życia w naszym kraju zależy od zasobności portfela. Prywatne pieniądze, kursujące w opiece zdrowotnej, w naturalny sposób wpływają na pogłębianie się różnic w dostępie do specjalistycznych procedur. Skoro jest rynek usług medycznych, to działają bezwzględne prawa rynku – prywatyzacji podlegają te procedury, których wysokość wyceny przez NFZ rokuje zyski dla właścicieli sprywatyzowanych obiektów. Te niedochodowe pozostają w NFZ i znaczy to tylko tyle, że wydłużają się tam kolejki a tym samym i czas oczekiwania na zabiegi ratujące zdrowie a często życie człowieka.

Gdzie w całości systemu opieki zdrowotnej w Polsce jest sprawiedliwość społeczna – ta ogólna zasada naszego ustroju określonego w Konstytucji? Moim zdaniem nie ma jej wcale.

Jeżeli mamy tworzyć alternatywne programy, które spowodują, że nas będzie więcej, to ta sprawa ma numer 1.

Niech drugą sprawą stanie się sprawa dostępności mieszkania dla wchodzących w wiek dorosłości młodych ludzi.

Przez wszystkie potransformacyjne lata wszystkie ekipy „olewały” ten problem. Były albo plany, albo dobre rady wujka Bronka – zmień pracę, weź kredyt, to będziesz miał mieszkanie.

Mieszkanie w Polsce jest towarem. Towarem jednak szczególnym: od dostępności do niego zależy wprost przyszłość polskiego społeczeństwa, jego wielkość i siła. Nawet jeżeli przyjąć tezę, że mieszkanie to towar, to trzeba podkreślić jego szczególną wartość – nie może być tak, że państwo nie zbudowało znaczącego rynku mieszkań na wynajem, tak jak to jest na świecie, tym mądrzejszym od nas. Nie może być tak, że młodzi ludzie, biorąc kredyt, stają się niewolnikami banków na kilka dziesiątków lat, pozostając przez cały ten czas kredytobiorcą, a nie właścicielem mieszkania — bo to bank jest jego właścicielem.

Kto policzył dramaty i tragedie wynikłe z takich stosunków, naprawdę egzystencjalnych, podstawowych, kto policzy samobójstwa i ciężkie choroby uwikłanych w kredyty bankowe młodych ludzi?

Jest tam gdzieś zasada społecznej sprawiedliwości, czy tylko bezwzględna żądza zysku deweloperów, działających na polskim rynku mieszkaniowym?

Czas najwyższy dokonać przeglądu światowych rozwiązań budownictwa mieszkaniowego i zakończyć ten chocholi taniec – to zadanie dla tej myślącej i wrażliwej części sceny politycznej.

I jeszcze jeden problem. Ten związany z systemem edukacji i wychowania młodzieży.

Czy mamy coś więcej niż przesłanie sprzed wieków – „Takie będą Rzeczypospolite, jakie jej młodzieży chowanie”?

Czy ma coś wspólnego z zasadą społecznej sprawiedliwości zapaść w systemie polskiego szkolnictwa? Zapaść, zaczynająca się od tego ile państwo — tak państwo, a nie rynek — płaci nauczycielom w Polsce. Czy może być coś bardziej kompromitującego niż to, co działo się w polskiej szkole za rządów poprzedniej pani minister – obecnie europosłanki – i obecnego ministra oświaty i wychowania?

Opowiadanie o potrzebie reformy programowej jest prawdziwe – najpierw jednak doprowadźmy do tego, aby młodzi ludzie wybierali kierunek studiów przygotowujący do zawodu nauczyciela świadomie – wiedząc, że to jest dobry i dobrze płatny zawód, cieszący się ogromnym szacunkiem.

Pamiętamy definicję państwa policyjnego – państwo policyjne to takie państwo, w którym policjant zarabia więcej niż nauczyciel.

Polska od trzydziestu lat jest państwem policyjnym a mierząc to miarą wysokości zarobków – coraz bardziej państwem policyjnym.

Podałem trzy przykłady – mogę ich podać trzydzieści. Chodzi jednak o to, aby zacząć takie myślenie, które ma oparcie o zasady.

Ja proponuję zasadę sprawiedliwości społecznej.

Mamy ją zapisaną w Konstytucji – chodzi o to, aby była stosowana w praktyce.