Autonomia i niezależność Kościoła katolickiego jako narzędzia utrwalania panowania ideologii narodowo-katolickiej w sferze światopoglądowej

Relacje instytucjonalne pomiędzy kościołami i związkami wyznaniowymi regulowane są w myśl art. 25 Konstytucji RP czterema podstawowymi zasadami z których podstawową zasadą ustrojową zawartą w art.25 ust.3 jest nakaz kształtowania stosunków państwa z instytucjami wyznaniowymi z poszanowaniem ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie oraz współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego.

Stosownie do art.25 ust.1 Konstytucji RP wszystkie kościoły i inne związki wyznaniowe maja być równouprawnione, a władze publiczne zobowiązane są w swoich działaniach kierować się zasadą bezstronności światopoglądowej (art. 25 ust.2). W relacjach państwa z instytucjami wyznaniowymi obowiązuje także zasada bilateralności (art.25 ust.3 i 4 Konstytucji RP), co oznacza konsensualne (będące wynikiem zgodnych ustaleń) rozstrzyganie kwestii dotyczących ich działalności.

Prawidłowe rozumienie wyżej wskazanych zasad, a w szczególności zakresu autonomii i niezależności instytucji wyznaniowych nastręcza w praktyce sporo problemów. Z jednej strony prowadzi do nieuprawnionego rozszerzania treści tej zasady na wszelkie sprawy, które znajdą się w sferze aktywności kościołów i związków wyznaniowych jak np. związane z różnymi formami działalności gospodarczej, a z drugiej strony prowadzi do chęci znacznego zawężania jej treści. W efekcie coraz częściej podnoszą się głosy nawołujące do ścisłego sprecyzowania zakresu autonomii i niezależności kościołów i innych związków wyznaniowych, a tak naprawdę przede wszystkim Kościoła katolickiego. Problem nieustannego powoływania się przedstawicieli Kościoła na jego uprawnienia wynikające z zasady autonomii i niezależności w tym na przykład w odniesieniu do odmowy współpracy z państwem chociażby w zakresie ujawniania dokumentów dotyczących przestępstw popełnianych przez jego funkcjonariuszy czy rozwijania działalności gospodarczej prowadzi do nieuprawnionego rozszerzenia sfery funkcjonowania instytucji wyznaniowych według zasad konfesyjnych mających przecież obowiązywać przy spełnianiu funkcji religijnej.

Autonomia instytucji i społeczności odnosi się zarówno do podmiotów o charakterze politycznym jakim są państwa jaki i religijnym. Oznacza ona samodzielność organizacyjną i funkcjonalną neutralnego światopoglądowo państwa demokratycznego, a w odniesieniu do podmiotów religijnych jest konsekwencją swobody wypełniania funkcji religijnych. Autonomia nie jest więc nadawana przez państwo, lecz jedynie przez nie uznawana i potwierdzana. Z zasady autonomii kościołów i innych związków wyznaniowych wynika samodzielność tworzenia nowych jednostek organizacyjnych, ich przekształcania i likwidowania oraz obsadzania stanowisk kościelnych. Przede wszystkim jednak oznacza możliwość tworzenia prawa sobie samemu na swój użytek i dla regulowania swoich spraw, samodzielnego ich rozstrzygania czyli samostanowienie w zakresie swojej funkcji. Autonomia nie oznacza jednak zwolnienia z przestrzegania państwowego porządku prawnego jak i pozwala państwu na ingerencje w wewnętrzny porządek prawny związku wyznaniowego.

Niezależność natomiast jest pojęciem zbieżnym z autonomią w tym sensie, że stanowi najwyższy jej stopień odnosząc się do instytucji i społeczności zewnętrznych podczas gdy autonomia dotyczy relacji w stosunkach wewnętrznych związku wyznaniowego. Niezależność przysługująca „każdemu w swoim zakresie” wyklucza ingerencję jednego podmiotu w sprawy drugiego i oznacza, że państwo jest niezależne w granicach swojej suwerenności terytorialnej natomiast instytucje religijne są suwerenne w sferze duchowej. Takie rozumienie podkreśla odrębny charakter obu instytucji i potwierdza rozdział ich sfer działania . Zakres działalności związków wyznaniowych stanowią sprawy religijne oraz wewnętrzna organizacja instytucji i wspólnot religijnych, czyli ich funkcja religijna, co znajduje podstawę prawna w art.11 ust 1 ustawy z dnia 17.05.1989 r. o gwarancjach wolności sumienia i wyznania. Swoboda wypełniania tej funkcji została skonkretyzowana poprzez przykładowo sformułowany katalog uprawnień zawarty w art.19 ust.2 wyżej wspomnianej ustawy. Obejmuje on zarówno sprawy dogmatyczne, doktrynalne jak i kultowe w tym m.in. treści zasad wiary, sprawowanie kultu religijnego, udzielanie posług religijnych jak i zarząd oraz organizację i funkcjonowanie jednostek wyznaniowych w tym międzynarodowych, tworzenie materialnej bazy do działalności religijnej w tym realizowanie inwestycji sakralnych i kościelnych inwestycji o innym charakterze prowadzonych przez jednostki wyznaniowe, ponadto nabywanie i zbywanie majątku ruchomego i nieruchomości, pobieranie składek, darowizn, spadków wytwarzanie przedmiotów i artykułów do celów kultu religijnego, prowadzenie działalności charytatywno-opiekuńczej i oświatowo wychowawczej, a także propagowanie i nauczanie religii – żeby wymienić jedynie podstawowe. Należałoby poważnie rozważyć czy katalogu uprawnień z art. 19 ust.2 ustawy nie ograniczyć albo wprowadzić zasadę jego enumeratywności t. zamkniętego katalogu uprawnień przy uwzględnieniu również tych jakie znajdują się w konkordacie oraz ustawach partykularnych dotyczących poszczególnych kościołów i związków wyznaniowych. Prawdopodobnie byłoby także rozwiązaniem korzystnym, z punktu widzenia państwa, wprowadzenie wyraźnego przepisu o zakazie pełnienia funkcji publicznych przez organy instytucji wyznaniowych.

Problem z funkcjonowaniem praktycznym dominującego w Polsce w sferze religijnej Kościoła katolickiego jest taki, że nie rzeczywista treść przepisów prawa, lecz wymuszana na państwie praktyka determinuje obraz ekspansywnych zachowań tej instytucji wyznaniowej. Poszczególne decyzje władz publicznych podejmowane nieustająco na rzecz realizacji aspiracji bądź życzeń Kościoła i kleru wynikają przede wszystkim z ich lekceważącego stosunku do obowiązującego prawa, a nie brzmienia poszczególnych przepisów.

Rozszerzanie uprawnień przede wszystkim Kościoła katolickiego np. poprzez wprowadzenie do treści programów szkolnych wątków religijnych w języku polskim czy historii tak jak i obowiązkowego uczestniczenia uczniów w zajęciach z religii lub etyki przekracza już nie tylko sferę autonomii i niezależności Kościoła katolickiego, ale i ustalenia konkordatu co do organizowania konfesjonalizacji szkolnej na życzenie zainteresowanych rodziców i jest wyrazem wyraźnego ulegania przez władze państwowe presji wyznaniowej. Ma ona na celu ugruntowanie narodowo-katolickiej ideologii państwowej skutkującej wychowaniem grona fanatycznych jej zwolenników. Podobnie wygląda sytuacja uprzywilejowanego traktowania przez władze tzw. kościelnych osób prawnych otrzymujących sowite dotacje ze źródeł państwowych, pomijając już fakt kierowania tych przysporzeń do zupełnie prywatnych przedsięwzięć jak np. Fundacja Lux Veritas znanego biznesmena z Torunia. Wszystkie tego typu działania maja na celu zapewnienie panowania ideologicznego w sferze światopoglądowej lub chociażby stworzenia zaplecza społecznego wsparcia narodowo-katolickiej ideologii.

Trwający od lat proces klerykalizacji państwa obejmujący wszystkie nieomal sfery życia i aktywności społeczeństwa musi zostać zahamowany, a skutki przezwyciężone jeżeli Polska ma pozostać krajem aspirującym do cywilizacji zachodnioeuropejskiej. Niestety próba przezwyciężenia negatywnych efektów klerykalizacji i rządów narodowo-katolickiej koalicji nie leży obecnie w częstotliwości zgłaszania propozycji zmian w obowiązującym prawie , ani nawet w otwartym wystąpieniu programowym jakiejś partii politycznej, lecz w pełnej mobilizacji społeczeństwa dla odsunięcia od władzy rządowo-kościelnej koalicji i przeprowadzenia rozliczeń osób odpowiedzialnych za naruszenia prawa, które ujawnią społeczeństwu stosowane mechanizmy zawłaszczania państwa, demontażu systemu demokratycznego i narzucania katolicyzmu jako ideologii państwowej.

Antykonstytucyjna ustawa i antykonstytucyjny trybunał

Trybunał Przyłębski po raz kolejny popisał się nie tylko dyspozycyjnością wobec ośrodków władzy ale też ignorancją prawną. Takie wnioski szewc Fabisiak wyciąga z wyroku wyżej wymienionej struktury zgodnie z którym ustawa pozwalająca na obniżenie policyjnej renty inwalidzkiej jest zgodna z Konstytucją.

Pytanie co do zgodności ustawy z Konstytucją zadał Trybunałowi Sąd Okręgowy w Krakowie. Dlatego też organ udający coś co ma taką samą jak on nazwę badał zgodność zapisów tej ustawy z konkretnymi artykułami Konstytucji wymienionymi przez krakowski sąd. Chodziło tu o Art. 2 i Art. 67 ust 1. Gdyby normalny a nie uzurpatorski trybunał wczytał się w treść tychże artykułów to bez szczegółowej analizy natychmiast uwaliłby rzeczoną ustawę.

Zacznijmy od drugiego z tych konstytucyjnych zapisów. Otóż Art. 67 ust 1 stwierdza wyraźnie, iż „obywatel ma prawo do zabezpieczenia społecznego w razie niezdolności do pracy ze względu na chorobę lub inwalidztwo oraz po osiągnięciu wieku emerytalnego”. A skoro się jest obywatelem to takiemu obywatelowi należą się takie same prawa jak innym obywatelom I tylko taka może być jedyna słuszna zarówno z prawnego, jak i czysto ludzkiego punktu widzenia interpretacja – zwraca uwagę szewc Fabisiak.

Aby się o tym przekonać warto przeczytać Art. 2 Konstytucji RP zgodnie z którym „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.” To, że segregacja inwalidów na politycznie słusznych i niesłusznych jest rażąco sprzeczna z wyżej wymienionym artykułem jest oczywista dla każdego człowieka umiejącego wyciągać wnioski z tego, co sam przeczytał. Szewc Fabisiak domniemywa, że sędziowie Trybunału Przyłębskiego nie są na tyle durni, żeby nie potrafili zrozumieć tego, co czytają. Jednakże rżną niedouczonych głupków tylko po to by zachować się zgodnie z politycznymi oczekiwaniami władzy bynajmniej nie sądowniczej. Jedynie dwóch sędziów Leon Kieres i Piotr Pszczółkowski złożyło sprzeciw zgłaszając zdanie odrębne. Jednakże – zauważa szewc Fabisiak – dwóch sprawiedliwych i poważnie traktujących swoje sędziowskie obowiązki to za mało aby uniemożliwić temu pozostałemu towarzystwu wydawanie niekonstytucyjnych wyroków. To, że wydawane są takie niekonstytucyjne wyroki jest konsekwencją tego, że sam wydający je organ jest niekonstytucyjny. Jest w tym jakaś logika, która jednak nie tylko prowadzi do absurdu, lecz także podważa podstawy praw obywatelskich – uważa szewc Fabisiak.

Przy okazji warto też zajrzeć do Art. 31 ust. 3 Konstytucji w którym czytamy, iż „ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób”. Z treści tego zapisu wynikałoby, że zarówno autorzy ustawy, jak i trybunalscy sędziowie uważają, że niektórzy inwalidzi przygotowują jakiś zamach stanu, organizują burdy uliczne, wycinają drzewostan, paradują nago po ulicach bądź zamykają jakieś osoby w swoich piwnicach. Szewc Fabisiak jakoś nie przypomina sobie aby o tego rodzaju inwalidzkich poczynaniach informowała prasa czy telewizja. A niechybnie by z wielkim hukiem to nagłośniła, gdyby zdarzył się choćby jeden tego typu odosobniony przypadek.

Już sama ta antyinwalidzka ustawa zawiera w swej treści umieszczony tam prawdopodobnie świadomie błąd merytoryczny. Otóż mówi się tam o osobach „pełniących służbę na rzecz totalitarnego państwa”. Szewc Fabisiak zwraca uwagę na to, że zanim koś posłuży się jakimś terminem, to powinien najpierw poznać jego znaczenie. Określenie państwo totalitarne odnosi się bowiem do takiego państwa w którym wszystkie organizacje i struktury podporządkowane są władzy. Każdy mający nawet mglistą wiedzę historyczną łatwo dojdzie do wniosku, że totalitarny charakter miał stalinowski Związek Radziecki, gdzie Cerkiew Prawosławna była podporządkowana władzy, która mogła swobodnie decydować jakie obiekty religijne wyburzać czy też przeznaczać na magazyny zbożowe oraz Albania w czasach panowania Envera Hoxhy, gdzie religia została całkowicie wyrugowana z życia publicznego. Gdyby takim samym państwem była Polska Ludowa, to wszelkie struktury kościelne byłyby podległe władzy państwowej bez jakiejkolwiek samodzielności. Szewc Fabisiak, podobnie jak wielu innych starszych oraz młodszych od niego osób, doskonale pamięta, że w kościołach regularnie odbywały się msze, praktykujący katolicy chodzili bez przeszkód na pielgrzymki do Częstochowy a święta Bożego Narodzenia w radio i telewizji puszczano kolędy. Przez pewien czas wprowadzono naukę religii w szkołach a w okresie dyktatury stanu wojennego nadawane były przez radio msze. Przez lata w Sejmie działało, co prawda nieliczne ale jednak, koło poselskie Znak, które niejednokrotnie zachowywało się jak opozycja. Jak choćby poseł Stanisław Stomma składając interpelację po wydarzeniach z marca 1968 r. czy też głosując przeciwko wpisaniu do Konstytucji zapisu o przyjaźni ze Związkiem Radzieckim. Jeżeli ktoś tak rozumie totalitaryzm, to tylko wypada pogratulować mu daru spostrzegawczości – sarkastycznie zauważa szewc Fabisiak. Natomiast bardziej zbliżone do systemu totalitarnego są ustawy o których była mowa jak też służalcze wyroki pewnego trybunału.

Parlamentarna Grupa Kobiet jako przykład samoorganizowania się kobiet ponad podziałami politycznymi

Po wyborach z 4 czerwca 1989r. miejscem, na którym skupiała się uwaga polskiej opinii publicznej stał się dwuizbowy parlament, składający się na mocy ustaleń „okrągłego stołu” z Sejmu i Senatu. Na fali przemian politycznych w Polsce wybuchła wolność słowa, w czasach PRL traktowana jako dobro ściśle reglamentowane m.in. poprzez obecność państwowej cenzury.

Z możliwości swobodnego wypowiadania poglądów korzystali w pełni posłowie X kadencji Sejmu („kontraktowego”) i senatorowie I kadencji. Pamiętam, że obrady obu izb były hitem tamtych dni uważnie obserwowanym i szeroko komentowanym. W opinii publicznej pojawiały się nowe hasła, nawiązujące do demokratycznych wartości zachodnioeuropejskich, a nad wszystkim dominowała pochwała pluralizmu. Jednakże nieskrępowane spory polityczne ujawniały nie tylko nadzieje na nową jakość życia społeczno-politycznego. Wolności polityczne odzyskiwane w przyspieszonym tempie sprzyjały również gwałtownym powrotom ideologii, które były nieobecne w przestrzeni publicznej w okresie PRL, wśród nich pojawiła się prawica – endecka, ksenofobiczna, klerykalna. Spektakularnym przykładem tej tendencji była reaktywacja różnych odcieni nurtów konserwatywnych, z narodowo-radykalnymi włącznie.

Do gry politycznej tryumfalnie wkroczyła hierarchia kościoła rzymskokatolickiego, nie bez znaczenia pozostawała w tym kontekście obecność w Watykanie papieża-Polaka.

Po wyborach z 4 czerwca 1989r determinacja większości biskupów w odwoływaniu się do narodowo-konserwatywnej wizji stosunków społecznych i światopoglądowych zaskoczyła swą intensywnością nawet nową ekipę polityczną. Jeden z członków rządu Tadeusza Mazowieckiego – Wiktor Kulerski po latach powiedział, że –jego zdaniem – Kościół od początku przemian dojrzał szansę na zbudowanie w Polsce „demokracji katolickiej” (ależ oksymoron). Obserwatorzy ówczesnych wydarzeń politycznych wręcz stwierdzali, że w latach 90. hierarchia kościelna stawała się odrębnym ośrodkiem władzy politycznej w Polsce, ponieważ w nowych okolicznościach Kościół „czuł się powołany do urządzenia państwa”.

Było to o tyle zaskakujące, że w maju 1989r. (a więc już po „okrągłym stole”) Sejm IX kadencji uchwalił dwie ustawy( dziś nazywa się je „historycznymi”), które miały stanowić fundament nowoczesnych stosunków między państwem i Kościołem. Były to: ustawa z dnia 17 maja 1989r o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej oraz ustawa z dnia 17 maja 1989r o gwarancjach wolności sumienia i wyznania. W szczególności ta druga zawierała tak istotne deklaracje, jak art.1 pnkt.3:

Obywatele wierzący wszystkich wyznań oraz niewierzący mają równe prawa w życiu państwowym, politycznym, gospodarczym, społecznym i kulturalnym, a w art. 10 ust.1 ustawa deklarowała, że Rzeczpospolita Polska jest państwem świeckim, neutralnym w sprawach religii i przekonań.

Przy systematycznych naciskach Kościoła praktyka polityczna po wyborach z 4 czerwca 1989r szła zdecydowanie w odwrotnym kierunku. W szczególności hasło równości kobiet i mężczyzn nabrało nieoczekiwanie znaczenia ideologicznego, ponieważ – wbrew nadziejom postępowych środowisk kobiecych – prawa kobiet nagle stały się polem ostrej walki politycznej. Już wydarzenia pierwszych miesięcy po wyborach z 4 czerwca 1989r sygnalizowały, że – zamiast poszerzenia sfery wolności – nowy porządek ustrojowy może przynieść kobietom daleko idące ograniczenia w odniesieniu do dotychczasowego „stanu posiadania”.

Należy podkreślić, że pierwsze sygnały, wskazujące na ideologizację sfery praw kobiet w procesie przemian ustrojowych wywoływały najpierw odruchy zdziwienia i zaskoczenia, a potem sprzeciwu, ponieważ największym dorobkiem Polek w wymiarze historycznym (lata 1945-1989) był ich niezwykły awans społeczny i zawodowy. W 1989 roku statystyki wskazywały, że kobiety na poziomie średnim i wyższym są w Polsce lepiej wykształcone od mężczyzn. Lekceważenie tych faktów ze strony prawicy i Kościoła było bezsporne, co na ogół przyjmowano jako próbę narzucenia społeczeństwu anachronicznej ideologii społecznej, bez uwzględniania zróżnicowania światopoglądowego Polek i Polaków.

Na progu transformacji pojawiły się ze strony hierarchii kościelnej pierwsze żądania, wśród których – oprócz domagania się natychmiastowego wprowadzenia religii do szkół państwowych – hasłem szczególnym stał się zakaz przerywania ciąży. Wywołało to niepokój parlamentarzystek Sejmu X kadencji o przekonaniach postępowych, a także przedstawicielek działających wówczas starych (Liga Kobiet Polskich, Koła Gospodyń Wiejskich) i nowych organizacji kobiecych (Pro Femina, Polskie Stowarzyszenie Feministyczne, Demokratyczna Unia Kobiet). Wyrazem tych obaw było zorganizowanie pod patronatem prezydium Sejmu w grudniu 1990r ogólnopolskiej konferencji p.t. Kobieta w Polsce współczesnej – szanse i zagrożenia, w której uczestniczyły nie tylko parlamentarzystki X kadencji Sejmu, ale przede wszystkim przedstawicielki szerokiego spektrum organizacji kobiecych, członkinie związków zawodowych, przedstawicielki świata kultury i nauki. Trzeba podkreślić, że wprawdzie impulsy do podjęcia takiej inicjatywy płynęły z zewnątrz parlamentu, to jednak znalazły one szybki odzew ze strony posłanek, a zwłaszcza tych, które znalazły się na listach wyborczych z rekomendacji organizacji kobiecych.

Konferencja ta stała się przykładem ponadpartyjnej współpracy kobiet w imię obrony własnych praw i interesów, a przyjęte w czasie jej obrad wnioski i postulaty stały się wytyczną dla zorganizowania Parlamentarnego Koła Kobiet, które zainaugurowało swoją działalność w kwietniu 1991r, czyli jeszcze w czasie X kadencji Sejmu. Zarząd Koła współtworzyły: przewodnicząca Barbara Labuda z Parlamentarnego Klubu Unii Demokratycznej (PKUD), sekretarz Dorota Kempka z Parlamentarnego Klubu Lewicy Demokratycznej (PKLD)oraz członkinie Marianna Borawska z Polskiej Unii Socjalistycznej (PUS), Barbara Blida z PKLD, Barbara Czyż z PSL, Janina Kuś z PKLD, Anna Kwietniewska z PKLD, Zofia Wilczyńska z PUS i Teresa Zalewska z Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego (OKP). W sumie do Parlamentarnego Koła Kobiet przystąpiły 43 parlamentarzystki (na 62 w Sejmie i 7 w Senacie), a w tym: 19 posłanek PKLD, 6 z PSL,11 z PUS, 1 z Unii Chrześcijańsko-Społecznej i 3 ze Stronnictwa Demokratycznego.
Analogie i porównania historyczne.

Warto w tym miejscu zauważyć, że w historii polskiego ruchu kobiecego nie był to pierwszy przypadek politycznego organizowania się kobiet wokół zadań, które w nowej sytuacji politycznej kraju uzyskały dla nich charakter priorytetowy. Nasuwa się w tym miejsce skojarzenie z aktywnością niegdysiejszego Klubu Politycznego Kobiet Postępowych, którego członkinie po odzyskaniu niepodległości w 1918r stanęły do walki o równouprawnienie polityczne kobiet, a w szczególności o uzyskanie praw wyborczych na równi z mężczyznami. Ważne było to, że ich postulaty poparł wówczas tuż po powrocie z Magdeburga Józef Piłsudski, który doceniał wkład kobiet w walkę o niepodległość Polski ( Liga Kobiet Polskich Pogotowia Wojennego oraz żeńskie oddziały P.O.W.). 28 listopada 1918r. już jako Tymczasowy Naczelnik Państwa J.Piłsudski podpisał dekret o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawodawczego, który przyznawał każdemu czynne i bierne prawo wyborcze. Polska była czwartym krajem w Europie, który przyznał kobietom prawa polityczne. Wcześniej, niż Polska uczyniły to Norwegia, Finlandia i Dania. Sytuacja radykalnie zmieniała się po zakończeniu I wojny światowej.

Przed wyborami do Sejmu Ustawodawczego Komitet Wyborczy Kobiet Postępowych zaczął wydawać pismo ulotne „Kobieta w Sejmie”, a na jego łamach w nr 1 z 10 stycznia 1919r. została zamieszczona Deklaracja Komitetu Wyborczego Kobiet Postępowych, która była pierwszym programem politycznym, napisanym przez kobiety u progu niepodległości.
Aktem prawnym, czyniącym krok naprzód w umacnianiu równości kobiet i mężczyzn była Konstytucja z 17 marca 1921r (zwana potocznie „konstytucją marcową”), która nie dopuszczała żadnych ograniczeń prawnych ze względu na płeć. Były to pierwsze normy rangi konstytucyjnej, które wytyczały kierunek przemian, a w tym likwidację przepisów państw zaborczych o charakterze dyskryminacyjnym wobec kobiet.

Wa korzystanie z szans, jakie dawało konstytucyjne równouprawnienie, w ówczesnej praktyce zależało od wielu różnorakich czynników, a w tym „ przede wszystkim od pokonania hamulców i przeszkód tkwiących w świadomości jednostkowej i grupowej”, i to nie tylko wśród mężczyzn, ale również w większości środowisk kobiecych. Socjaliści n.p. zdziwieni byli małym zainteresowaniem kobiet zdobytymi prawami politycznymi. Jednakże nie ulega wątpliwości, że zachowanie takie wynikało z niezwykle niskiego poziomu edukacji, ponieważ II Rzeczpospolita zaczynała swój byt państwowy z niewyobrażalnym balastem analfabetyzmu. Dane z 1921r. wskazywały, że ponad 1/3 ludności nie umiała ani czytać, ani pisać, a wśród analfabetów przewagę miały kobiety, zwłaszcza zamieszkujące kresy wschodnie.

Stojąc na gruncie równouprawnienia „konstytucja marcowa” otworzyła kobietom m.in. dostęp do zawodów prawniczych i choć zmiany na tym polu postępowały niezwykle powoli, to jednak stanowiły one krok naprzód w porównaniu z okresem sprzed niepodległości ( w 1939r. na stanowisku sędziowskim pracowało 7 kobiet, tylko jedna była w II RP prokuratorem).
1 lipca 1921r Sejm uchwalił nowe, istotne przepisy z zakresu prawa cywilnego, poszerzające kobietom zakres zdolności do czynności prawnych. Przestały obowiązywać przepisy, n.p. nakazujące żonie posłuszeństwo mężowi jako głowie rodziny. Przyznano im również prawo do odrębnego mieszkania w przypadkach konkretnie określonych. Od tej pory kobiety miały takie samo prawo dziedziczenia, jak mężczyźni. Mogły również występować w charakterze świadka przy sporządzaniu testamentu, przyznano im również prawo do rozporządzania własnym majątkiem.
Prawo II Rzeczypospolitej nie zlikwidowało jednakże przepisów, dyskryminujących kobiety, które posiadały „nieślubne” dziecko, czyli nie zrównało statusu dzieci „nieślubnych” ze „ślubnymi”. Nie udało się również znieść przepisów, zakazujących rozwody małżeństw, zawieranych w porządku wyznaniowym.

W kolejnych latach już same posłanki przyczyniły się do uchwalenia ustaw, które miały wpływ na sytuację kobiet. Chodzi o ustawę o opiece społecznej z 1923r. oraz ustawę o pracy młodocianych i kobiet z 1924r. Było to prawo nowoczesne, daleko wyprzedzające państwa dobrze rozwinięte gospodarczo i o bogatej tradycji społecznej. Uważa, że „przyjęcie tych ustaw było w znacznym stopniu triumfem zaangażowania parlamentarzystek polskich w budowanie nowoczesnego, demokratycznego społeczeństwa i państwa”. Autor ten podkreśla, że choć kobiet w parlamentach była garstka, to wyraźnie wyróżniały się pochodzeniem społecznym, wykształceniem i pozycją zawodową. Znaczna ich część legitymowała się dyplomami, uzyskanymi na uczelniach w Paryżu, Wiedniu, Zurychu, Krakowie, Petersburgu i Moskwie. Kilka z nich posiadało doktoraty. „Tymczasem wśród kolegów parlamentarzystów co czwarty nie miał żadnego wykształcenia lub zakończył kilkuklasową szkołę elementarną/…/ Nawet wyznawane przez parlamentarzystki odmienne systemy wartości nie stanowiły przeszkody we wspólnym działaniu na forum parlamentu, dając świadectwo ich wysokiej kultury politycznej i sprzyjając wytworzeniu silnej więzi solidarności kobiecej reprezentacji parlamentarnej”.

Z całą mocą należy podkreślić, że przyjęte po 1918r. zmiany prawne ułatwiały kobietom procesy emancypacyjne na gruncie państwowym i choć stanowiły dopiero pierwszy krok ku ogólnym przemianom społecznym, to jednak otwierały drogę ku przezwyciężaniu odwiecznych uprzedzeń i stereotypów w odniesieniu do pozycji prawnej kobiety w społeczeństwie.

Powrót do kapitalizmu: dla kobiet postęp, czy regres?

Po wyborach parlamentarnych z 1991r posłanki z powodzeniem ponowiły inicjatywę odrębnego organizowania się wokół obrony praw kobiet. Parlamentarna Grupa Kobiet (dalej PGK) za swój zasadniczy cel przyjęła obronę praw kobiet w toku działalności władzy ustawodawczej. Należy przy tym z całą mocą podkreślić, że energia, aktywność i determinacja zespołu postępowych parlamentarzystek w realizacji tego celu stanowiły ewenement na tle doświadczenia parlamentaryzmu ogólnoeuropejskiego.
Na podstawie Regulaminu Sejmu Parlamentarna Grupa Kobiet otrzymała w budynkach sejmowych własne biuro, co w praktyce usprawniało skuteczną organizację planowanych przedsięwzięć.

Nie można jednak stwierdzić, że PGK zjednoczyła wszystkie parlamentarzystki wokół kwestii interesów i praw kobiet. Jak już zaznaczono wcześniej, prawa te w okresie transformacji stały się przedmiotem gorących walk i sporów politycznych, nasilających się wraz z postępującą klerykalizacją życia politycznego. Posłanki, które akceptowały konserwatywny punkt widzenia, opisujący rolę kobiety w społeczeństwie (zgodnie z poglądami hierarchii kościoła rzymskokatolickiego, gloryfikującymi patriarchalny model rodziny), rezygnowały z aktywności w PGK. Na ogół do PGK wstępowały wszystkie członkinie klubu parlamentarnego SLD i klubu parlamentarnego Unii Pracy, kilka posłanek z parlamentarnego klubu Unii Demokratycznej i nieliczne posłanki PSL. W pierwszej i drugiej kadencji Sejmu posłanki zgodnie powierzały przewodniczenie PGK Barbarze Labudzie z klubu Unii Demokratycznej, podkreślając w ten sposób wolę współdziałania ponad podziałami politycznymi.

Wola organizowania się w PGK wyrażana była w deklaracjach, przyjmowanych każdorazowo na początku kadencji Sejmu i Senatu. Ciekawostkę stanowi to, że w III kadencji Sejmu Przewodniczący Klubu Parlamentarnego AWS – Marian Krzaklewski zabronił wręcz posłankom tego klubu wstępowania do PGK.

W codziennej praktyce działania członkinie PGK z największą powagą kierowały się nie tylko polskimi przepisami rangi konstytucyjnej i ustawowej, ale również konwencjami, uchwalonymi przez Zgromadzenie Ogólne ONZ, a w tym: Konwencją o prawach politycznych kobiet, przyjęta w Nowym Jorku 31 marca 1953r, Konwencją o eliminacji wszelkich form dyskryminacji kobiet, przyjętą przez Zgromadzenie ogólne ONZ w Nowym Jorku w dniu 18 grudnia 1979r oraz Platformą Działania – Pekin 1995, przyjętą podczas IV Światowej Konferencji Kobiet. Dążyły też do wdrażania na gruncie prawa polskiego zaleceń Rady Europy i organów Unii Europejskiej.

W dyskusjach wewnątrz PGK oraz w czasie spotkań środowiskowych została wypracowana dyrektywa działania, odwołująca się do zasady laickości i demokratycznego, świeckiego państwa prawa. Członkinie PGK opowiadały się w ten sposób nie tylko po stronie koncepcji demokracji liberalnej, ale przede wszystkim doceniały obecne w tej doktrynie mechanizmy, służące ochronie konstytucyjnych praw kobiet oraz eliminowaniu nierówności płci przy pomocy środków, struktur i metod, właściwych standardom państwa demokratycznego. Postawa taka na początku lat 90. wymagała determinacji i odwagi politycznej, a to ze względu na zmieniający się klimat sporów ideologicznych, czego wyrazem było m.in. nasilające się wśród elit wzmożenie religijne, wynikające m.in. z kultu papieża Jana Pawła II i głoszonej przez niego doktryny religijnej. Z pól debaty publicznej umykała wola poszukiwania dobra wspólnego, które mogłyby połączyć polityków, reprezentujących zarówno światopogląd laicki, jak i chrześcijański.

Działaniom członkiń PGK patronowało hasło neutralności światopoglądowej państwa oraz wolności i tolerancji religijnej, a w dyskusjach na temat ustroju państwa pojawiały się próby definiowania takiej wartości, jaką mogłaby być dla Polski republika laicka. W tym ostatnim przypadku członkinie PGK odwołały się do tradycji oświeceniowych, znajdując na tym gruncie pole do współpracy ze Stowarzyszeniem „Neutrum”, z Towarzystwem Kultury Świeckiej, z Federacją na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz z warszawskim periodykiem „Bez Dogmatu”(właśnie przestał wychodzić). W ramach prowadzonych debat nawiązywano do doświadczenia państw europejskich, a w tym przede wszystkim Republiki Francuskiej, która od 1905r realizuje laicki model porządku społecznego.

W aktywności merytorycznej PGK towarzyszyła przez lata grupa uczonych kobiet, żeby przypomnieć nazwiska prof. Renaty Siemieńskiej, prof. Danuty Graniewskiej, prof. Małgorzaty Fuszary, prof. Magdaleny Środy, prof. Marii Szyszkowskiej, prof. Eleonory Zielińskiej , prof. Zdzisławy Janowskiej oraz wielu innych osobistości i instytucji, które współpracowały z PGK, nie tylko w sprawach światopoglądowych, ale również w innych kwestiach, dotyczących kobiet (n.p. poprawy sytuacji socjalnej matek samotnych , ochrony kobiet na rynku pracy, zdrowia kobiet, problemie adopcji dzieci, ochrony praw dziecka i.t.p.).

Z żalem należy zauważyć, że w przestrzeni publicznej nurt wolnościowy, prezentowany m.in. w działalności PGK w latach 90. zdecydowanie przegrywał z narracją, skłaniającą się do ustępstw polityków na rzecz Kościoła katolickiego. Postawa taka była prezentowana m.in. w publikacjach „Gazety Wyborczej” , a tendencję tę zdecydowanie wzmocniły kolejne orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego.

Warto przy tym zauważyć, że hasło „laickości” państwa, czy „neutralności światopoglądowej władz publicznych”, mimo okazjonalnego przywoływania w debacie publicznej dorobku Vaticanum Secundum, ustępowało miejsca niskiej skłonności do wypracowywania kompromisów w duchu pluralizmu, co w gruncie rzeczy prowadziło do preferowania stanowiska tylko jednej, za to silniejszej strony – Kościoła. Towarzyszyła temu na ogół drobiazgowa analiza wystąpień Jana Pawła II, z których nie trudno było wywieść, że papież nie akceptował rozdziału Kościoła od państwa, czym często sprawiał kłopot nawet publicystom katolickim. Również zasada neutralności światopoglądowej państwa była kontestowana przez papieża, co w poważnym stopniu utrudniało wypracowanie wolnościowego modelu stosunków państwo-Kościół w Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego.

Udział Parlamentarnej Grupy Kobiet w debacie konstytucyjnej.

Jak wiadomo, prace nad przyszłą konstytucją toczyły się w Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego na podstawie Ustawy konstytucyjnej z dnia 23 kwietnia 1992 r. o trybie przygotowania i uchwalenia konstytucji, znowelizowanej w II kadencji Sejmu dnia 22 kwietnia 1994 r. Na podstawie tych przepisów projekt nowej konstytucji mógł być zgłoszony przez grupę 56 członków Zgromadzenia Narodowego, Prezydenta RP oraz grupę obywateli, którzy w ciągu 3 miesięcy od dnia wejścia ustawy w życie uzyskają dla swego projektu poparcie co najmniej 500 000 osób, posiadających czynne prawo wyborcze do Sejmu.

Z uwagi na mniejszą liczbę członkiń, niż warunkowały to przepisy ustawy, Parlamentarna Grupa Kobiet jako samodzielny podmiot nie była uprawniona do przedłożenia własnego projektu konstytucji. Jej reprezentantka mogła natomiast przedstawić stanowisko Grupy w debacie nad zasadniczymi kwestiami konstytucyjnymi. Debata taka miała miejsce w Sejmie 21 października 1994 r. i stanowiła wypełnienie ostatniego wymogu ustawowego, niezbędnego do przygotowania jednolitego projektu konstytucji.

W imieniu Parlamentarnej Grupy Kobiet w debacie wystąpiła przewodnicząca Barbara Labuda (posłanka Unii Demokratycznej). Jako jedna z nielicznych broniła idei państwa świeckiego, opowiedziała się również za oddzieleniem kościołów od państwa. W toku wystąpienia podała definicję państwa świeckiego, które – jej zdaniem – charakteryzuje się tym, że w praktyce państwowej żadna religia, żadna ideologia, żadna partia, żaden kościół oraz żaden związek wyznaniowy nie jest wyróżniony, bądź traktowany w sposób wyjątkowy, otoczony szczególnymi względami przez instytucje publiczne i obowiązujące prawo. Państwo świeckie to „państwo areligijne, aideologiczne, zatem niezaangażowane wyznaniowo i światopoglądowo po stronie żadnej orientacji tego typu”. Definicja ta została następnie rozwinięta poprzez wskazanie przykładów, które stanowią cechy nieodłączne dla polityk państwa świeckiego. Należą do nich: zakaz finansowania działalności religijnej, czy ideologicznej z kasy państwowej; zakaz wykorzystywania prawa państwowego i organów władzy państwowej do przymuszania obywateli, aby postępowali zgodnie z nakazami i dogmatami jakiejś religii, czy ideologii; zakaz kierowania się przez funkcjonariuszy państwa jedną orientacją religijną przy podejmowaniu decyzji i rozstrzyganiu sporów; zakaz wykonywania zadań jakiejkolwiek religii przez organy władzy państwowej, n.p. poprzez opłacane przez państwo katechizowanie dzieci i młodzieży w szkołach państwowych; zakaz wywieszania w budynkach publicznych symboli religijnych, czy zakaz łączenia uroczystości państwowych z obrzędami religijnymi.

W swym wystąpieniu przewodnicząca PGK wskazywała na częste przykłady naruszania w bieżącej polityce omawianych cech państwa świeckiego, do czego – w imieniu Grupy – odniosła się krytycznie. Zakończyła stwierdzeniem, że „tylko demokratyczne państwo świeckie gwarantuje pełny, nieskrępowany rozwój obywateli, którzy mogą w swobodny sposób wybrać jakąś religię, filozofię, czy model życia”.
Członkinie PGK z najwyższą powagą traktowały prace Komisji Konstytucyjnej. Zdawały sobie bowiem sprawę z tego, że w przyszłej konstytucji zapadną rozstrzygnięcia prawne, które będą obowiązywały przez długie lata. Sprawie ochrony praw kobiet w przyszłej konstytucji została poświęcona specjalna konferencja p.t. Kobieta w konstytucji, zorganizowana przez PGK 20 czerwca 1995r.

Starania Parlamentarnej Grupy Kobiet o konstytucyjny model demokratycznego państwa świeckiego były kontynuowane w piśmie do Przewodniczącego Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego – posła A.Kwaśniewskiego i do posła Ryszarda Bugaja – przewodniczącego Podkomisji Ustroju Politycznego i Społeczno-Gospodarczego tejże Komisji. W piśmie tym (z datą 24 listopada 1994r) zostały zawarte już konkretne propozycje przepisów konstytucyjnych.

Do części „zasady ogólne” posłanki – członkinie PGK zaproponowały następujący przepis:

1.Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem świeckim, neutralnym w sprawach religii i światopoglądu.
2.W Rzeczypospolitej żadne wyznanie lub światopogląd nie mogą mieć charakteru państwowego, odrzuca się religijną motywację w stanowieniu prawa.

Dalsze propozycje były konsekwencją powyższej deklaracji, a wśród nich pojawił się m.in. zakaz finansowania związków wyznaniowych i organizacji światopoglądowych przez państwo i samorządy. Posłanki zgłosiły również przepisy, które by orzekały, że w Rzeczypospolitej Polskiej rejestracja związków małżeńskich i rozwodów oraz prowadzenie ksiąg stanu cywilnego należało wyłącznie do państwa. W kolejnym przepisie postulowały świecki charakter uroczystości państwowych oraz nieumieszczanie w instytucjach państwowych i samorządowych znaków i symboli religijnych.

W części „Prawa i obowiązki obywatelskie” członkinie PGK opowiedziały się za wpisaniem zasady równości obywateli ze względu na wyznanie i światopogląd. W związku z tym, z jednej strony wyróżniły poręczenie przez Rzeczpospolitą w konstytucji wolności sumienia, wyznania oraz przekonań światopoglądowych, a z drugiej – prawa do korzystania z opieki duchowej wszystkich wyznań w wojsku, szpitalach i w zakładach karnych.

Postulowały także , aby w tej części konstytucji znalazł się następujący przepis:
„Rzeczpospolita Polska poręcza wszystkim obywatelom prawo do zakładania i planowania rodziny, rozwiązania małżeństwa przez rozwód, uświadomienia i edukacji seksualnej, stosowania środków wspomaganej prokreacji oraz metod i środków przeciwdziałających rozrodczości, a także popiera badania służące rozwojowi wiedzy i technologii medycznej oraz zdrowiu obywateli”.

Kolejne propozycje dotyczyły równości wobec prawa i zakazu wszelkich form dyskryminacji (ze względu na płeć, wiek, rasę, pochodzenie narodowe i społeczne, urodzenie, język, przynależność do mniejszości narodowej lub etnicznej, poglądy, wyznanie lub jego brak, status materialny, stan zdrowia i orientację seksualną). Nie trudno zauważyć, że zaproponowane przez PGK kryteria antydyskryminacyjne miały wybitnie nowatorski charakter i szły wyraźnie w kierunku standardów europejskich, chociaż Polska nie była jeszcze wówczas członkiem Unii Europejskiej.

Parlamentarzystki z PGK były konsekwentnymi inicjatorkami wprowadzenia do laski marszałkowskiej ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn. Na przestrzeni lat 1996 – 2005 czterokrotnie wnosiły kolejne projekty takiej ustawy, były one jednakże odrzucane przez większość sejmową.

Jednakże na tym polu PGK odnotowała sukces w Komisji Konstytucyjnej, której członkini z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej – Danuta Waniek – wniosła pod obrady projekt obecnego art. 33 Konstytucji RP z 2 kwietnia 1997r (wspierany przez PGK). Mimo sporów z prawicową częścią Komisji propozycja ta ostatecznie uzyskała akceptację większości i dziś stanowi element Rozdziału II Konstytucji RP, zatytułowanego „Wolności, prawa i obowiązki człowieka i obywatela”. Brzmi on:

1.Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym.
2.Kobieta i mężczyzna mają w szczególności równe prawo do kształcenia, zatrudnienia i awansów, do jednakowego wynagradzania za pracę jednakowej wartości, do zabezpieczenia społecznego oraz do zajmowania stanowisk, pełnienia funkcji oraz uzyskiwania godności państwowych i odznaczeń.

Praktyka polityczna ostatnich 25 lat pokazuje, że obecność tego artykułu w tekście Konstytucji formalnie stanowi gwarancję ochronną dla respektowania praw kobiet w Polsce, a to z uwagi na trwającą z różnym natężeniem walkę ideologiczną wokół roli kobiety w rodzinie, w społeczeństwie i w państwie (patrz: genderyzm). Doświadczenia ostatnich lat wykazały, że przystąpienie Polski do Unii Europejskiej dla środowisk konserwatywno-klerykalnych stanowiło samo w sobie wyzwanie, polegające na notorycznym przeciwstawianiu się wprowadzania do polskiego porządku prawnego regulacji krytykowanych przez Episkopat i prawicę.

Ostre podziały polityczne wokół tych kwestii dotyczyły również kobiet zasiadających w Sejmie i w Senacie, na skutek czego po wyborach z 2005r (rządy „IV RP”) malało również znaczenie samej Parlamentarnej Grupy Kobiet.

Nieszczęsne polskie konstytucje

Polskie konstytucje były dziełem masonów, jakobinów, socjalistów, komunistów i postkomunistów. Przynajmniej te sensowne, pozytywne. Co prawda, nie miały szczęścia, nie zdobywały powszechnego poparcia ani nie budziły posłuchu. O ironio, jedyna, którą przyjęto w referendum, jest ignorowana od następnego dnia po jej zaaprobowaniu.

Święto Konstytucji ustanowiono, by uczcić konstytucję wprowadzoną w trybie zamachu stanu. Konstytucję, która ani razu nie była skuteczna i której wyparł się król, jej orędownik. Konstytucję, którą stawiano sobie za wzór dwieście lat temu, ale która zawsze była martwa.

Jej losy podzieliła następna konstytucja, uchwalona w 1921 roku. Teoretycznie działała przez cztery lata, praktycznie prawie wcale. Była zbyt demokratyczna, zbyt socjalna, zbyt nowoczesna – o wiele nowocześniejsza niż dzisiejsza Nowoczesna. Potem przyszła Bereza Kartuska i proces brzeski.

Kolejną ustawę zasadniczą przygotowali majowi zamachowcy dla swojego Marszałka. Też chyba była przeklęta. Uchwalono ją w kwietniu 1935 roku, a już w maju Piłsudski zmarł i nie zdążył się nią nacieszyć. Jak się okazało, również miała działać przez cztery lata. Wybuchła wojna, rząd uciekł przez Zaleszczyki. Hitlerowcy wprowadzili swoje porządki. Gdy w 1945 roku uciekali przed Armią Czerwoną, razem z nimi maszerowała Brygada Świętokrzyska i inni wyklęci.

Po wielkiej wojnie pojawiła się uchwalona przez partię robotniczą demokratyczna konstytucja raczej nie całkiem demokratycznego państwa, choć może bardziej sprawiedliwego niż to dzisiejsze. Część konstytucyjnych zapisów była martwa, część to były marzenia, a część pozwalała działać nowym władzom.

Konstytucja z 1997 roku jest najładniejsza ze wszystkich polskich konstytucji. Pięknie uchwalona. Przyjęta w referendum, choć większości społeczeństwa wydawała się obojętna. Większe poparcie społeczne zyskał w referendum akces do Unii Europejskiej – może dlatego, że referendum unijne jako jedyne z dotychczasowych trwało dwa dni. Niestety, wszyscy od początku starają się tę konstytucję omijać albo wprost łamać, wczoraj, dziś i zapewne jeszcze nie raz w przyszłości.

Dziś rządzą ci, którzy od zawsze byli tej konstytucji przeciwni. Można powiedzieć, że są wierni sobie, a nie konstytucji, prawu czy innym normatywnym imponderabiliom. Sami wzięli ten narodowy kaduceusz polski i mącą nim wodę. Przy dzisiejszych majsterklepkach od prawa prof. Falandysz mógłby uchodzić za wzór rygoryzmu prawnego.

Czeka nas więc w przyszłości – oby niedalekiej – kolejny proces pisania, uzgadniania i uchwalania konstytucji. Będziemy bogatsi o bolesne doświadczenia i, mam nadzieję, mądrzejsi.

A konkordat trzeba wypowiedzieć.

List otwarty

skierowany do prezydenta RP, prezesa Rady Ministrów, marszałków Sejmu i Senatu, przewodniczących Klubów Parlamentarnych
Warszawa 18 marca 2021 roku

Polska Lewica, Unia Pracy i Porozumienie Socjalistów przypominają, że w naszej kulturze politycznej Konstytucja Rzeczypospolitej spełnia szczególną rolę. Nie tylko organizuje nasze życie polityczne i społeczne, jest punktem odniesienia dla wszelkich praw Rzeczypospolitej, ale jest też dla nas, Polsków nienaruszalną wartością.

Uważamy zatem, że kluczowe, przesądzające o skutkach dla przyszłych pokoleń decyzje rządu czy też Sejmu mogą wejść w życie jedynie uzyskując konstytucyjną większość w polskim parlamencie.

Głosowanie nad ratyfikacją europejskiego programu odbudowy jest taką decyzją. Program ten zmienia postanowienia traktatu Lizbońskiego o Unii Europejskiej a także jest wyraźnym krokiem w kierunku federalizacji Unii Europejskiej.

Polscy obywatele muszą mieć pewność, że partie polityczne reprezentowane w Sejmie akceptują i popierają takie rozwiązanie, czego wyrazem będzie konstytucyjna większość uzyskana w głosowaniu ratyfikacyjnym a także obywatele Rzeczypospolitej muszą mieć gwarancję, że głosowane rozwiązania są zgodne z Konstytucją RP.

W związku z powyższym domagamy się natychmiastowej wykładni Trybunału Konstytucyjnego, czy przedkładane do ratyfikacji rozwiązania prawne są zgodne z Konstytucją i czy będą wpływać bezpośrednio na jej zapisy (np. w sprawie nieprzekraczalnych progów zadłużenia w relacji do PKB).

Domagamy się także uchwały Sejmu przesądzającej o koniecznej konstytucyjnej większości dla ratyfikacji europejskiego programu odbudowy.

Polska Lewica przewodniczący Jacek Zdrojewski
Unia Pracy przewodniczący Waldemar Witkowski
Porozumienie Socjalistów przewodniczący Andrzej Ziemski

Przetwarzanie danych osobowych przez związki wyznaniowe

Osoby rezygnujące z przynależności do Kościoła katolickiego, w myśl konstytucyjnej zasady wolności sumienia i religii maja prawo do usunięcia wszelkich dowodów przynależności do Kościoła.

W zakresie ochrony danych osobowych obecnie obowiązującymi aktami prawnymi są rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r.w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE – (RODO) opublikowanego w Dz. Urz. UE L 119 z 4.05.2016 r oraz dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady z dn.27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych przez właściwe organy w celu zapobiegania przestępczości, prowadzenia postępowań przygotowawczych, wykrywania i ścigania czynów zabronionych i wykonywania kar, w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylająca decyzję ramową Rady 2008/977/WSiSW opublikowana w Dz.Urz. UE L 127 z 23.05.2018 r. , a także ustawa z dnia 10 maja 2018 roku o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2018 r., poz.1000, 1669), która służy stosowaniu powołanych wyżej aktów prawa europejskiego.

Ustawa uchyliła poprzednio obowiązującą ustawę z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych. W dniu 21 lutego 2019 roku ustawą o zmianie niektórych ustaw w związku z zapewnieniem stosowania rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz. U. z 2019, poz.730) wprowadzone zostały dalsze zmiany w obowiązującym prawie dostosowujące go do przepisów rozporządzenia unijnego
W poprzednim stanie prawnym regulowanym uchyloną ustawą o ochronie danych osobowych obowiązywały szczególne restrykcje w przetwarzaniu tzw. wrażliwych danych osobowych, do których z całą pewnością zaliczały się dane osobowe osób fizycznych przetwarzane przez kościoły i inne związki wyznaniowe jako związane z przynależnością wyznaniową. Ustanowione kryteria dopuszczalności przetwarzania danych wrażliwych dotyczyły (art.27 ust. 2 ustawy) wykonywania zadań statutowych kościołów i związków wyznaniowych np. w przygotowaniu formacyjnym kandydatów do stanu duchownego czy w kościelnych postępowaniach sądowych np. o unieważnienie małżeństwa konfesyjnego jak też prowadzeniu dokumentacji kościelnych. Według kryteriów podmiotowych dopuszczalność przetwarzania danych dotyczyła członków wspólnoty wyznaniowej i osób utrzymujących z nimi stałe kontakty związane z ich działalnością np. ubiegające się o członkostwo, natomiast kryteria przedmiotowe stanowiły te czynności, które niezbędne były do wykonywania zadań statutowych, a gwarancyjne miały zapewnić pewność ochrony przetwarzanych danych (art.27 ust2 pkt.4 ). Problemy jakie pojawiały się na tle przetwarzania danych, które doczekały się bogatego orzecznictwa sadów administracyjnych głównie koncentrowały się na kwestiach żądania zaprzestania przetwarzania danych osób, które występowały z danego kościoła czy związku wyznaniowego jak też takich osób, które nie będąc członkami nawiązywały kontakty osobiste z osobami należącymi do kościoła czy związku wyznaniowego np. w wypadku małżeństwa, adopcji czy kurateli. Żądania takie powinny skutkować natychmiastowym zaprzestaniem przetwarzania danych takich osób w systemach ewidencyjnych i informatycznych. Tak się jednak w wielu wypadkach nie działo zarówno w poprzednim stanie prawnym tj. pod rządami ustawy o ochronie danych osobowych ze względu na wyłączenie w stosunku do kościołów i związków wyznaniowych szeregu przepisów ustawy dotyczących kompetencji kontrolnych Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych np. art.43 ust.2 ustawy oraz w efekcie wszczęcia procedur sprawdzających i zastosowania środków prawnych w przypadku stwierdzenia naruszenia przepisów ustawy. Wszystko regulowane jest zatem wyłącznie prawem wewnętrznym danego związku wyznaniowego w zakresie jego autonomii i niezależności. W obecnym stanie prawnym sytuacja nie uległa poprawie wobec zastosowania korzystnej dla Kościoła katolickiego oceny stanu prawnego wewnętrznych kościelnych uregulowań prawnych dotyczących ochrony danych osobowych. Niezasadnie bowiem przyjęto, że „Dekret ogólny w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych w kościele katolickim” wydany przez Konferencję Episkopatu Polski w dniu 13 marca 2018 r., a promulgowany dnia 30 kwietnia 2018 r. odpowiada wymaganiom przepisu art. 91 ust.1 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dn.27 kwietnia 2016 r. – RODO pozwalającego na wyłączenie kompetencji organu administracji państwowej jakim jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych w zakresie ochrony danych osobowych przetwarzanych w Kościele katolickim.

Przepis art.91 ust.1RODO wymaga spełnienia jednoczesnego aż trzech warunków tj. kościół lub inny związek wyznaniowy musi posiadać w prawie wewnętrznym owe szczegółowe zasady ochrony osób fizycznych w związku przetwarzaniem ich danych osobowych, posiadane zasady muszą być stosowane w momencie wejścia w życie rozporządzenia RODO, a one same muszą odpowiadać zasadom określonym w art.8 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej i uszczegółowionym w rozporządzeniu, ponadto zasady obowiązujące w związku wyznaniowym mogą być stosowane jeżeli zostaną dostosowane do rozporządzenia RODO. Tymczasem przepisy RODO, stosownie do art. 99 ust. 1 weszły w życie dwudziestego dnia po ogłoszeniu w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej czyli 24 maja 2016 roku, a wspomniany dekret ogólny Konferencji Episkopatu Polski ukazał się 30 kwietnia 2018 r. Nie zmienia niczego fakt zawieszenia stosowania obowiązujących przepisów rozporządzenia RODO do dnia 25 maja 2018 roku, gdyż wejście w życie nie może być oznaczone, tożsame z jednoczesnym zawieszeniem stosowania aktu prawnego.

Uprawnione jest zatem stanowisko, że dekret KEP nie spełnia wymagań formalnych przepisu art.91 ust 1 RODO, a więc nie może być uznany za podstawę wyłączenia stosowania przepisów rozporządzenia, a ty samym kompetencji Prezesa UODO. Dodatkowo powołany przepis rozporządzenia powinien być interpretowany zgodnie z art.8 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej (Dz. Urz. C 202,7.6.2016, s.389-405) i rozporządzeniem RODO. Regulacje dotyczące ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem ich danych osobowych obowiązujące w związkach wyznaniowych, które miały być nadal stosowane po wejściu w życie rozporządzenia, o ile faktycznie były stosowane i odpowiadały zakresowi ochrony wymaganemu przez art. 8 Karty Praw Podstawowych, miały zostać jedynie dostosowane do rozporządzenia RODO. Ocena wypełnienia warunków przewidzianych w rozporządzeniu należy do kompetencji organu nadzorczego tj. Prezesa UODO i ewentualnie do sądu. Jednakże w polskich realiach z niewiadomych względów przyjęto, że istnieją dostateczne podstawy do wyłączenia kompetencji urzędu państwowego, a dekret Konferencji Episkopatu Polski, który nie mógł być stosowany w dniu wejścia w życie rozporządzenia RODO za skuteczne prawnie dostosowanie wcześniejszego stanu prawnego do wymogów rozporządzania RODO uprawniające także do utworzenia w Kościele katolickim niezależnego od państwa organu Kościelnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych jako organu monitorującego i zapewniającego przestrzeganie przepisów o ochronie danych osobowych w ramach działalności Kościoła katolickiego i jego struktur, upowszechniania wiedzy o ochronie danych, doradztwa dla administratorów danych i podmiotów przetwarzających dane. Inspektor taki został wybrany na plenarnym posiedzeniu Konferencji episkopatu polski w dniu 2 maja 2018 r. Jest nim obecnie ks. prof. Piotr Kroczek. Stanowisko dopuszczające zastosowanie art.91 ust.2 rozporządzenia RODO nie odpowiada wymogowi rzeczywistego stosowania przez Kościół katolicki w dniu 24 maja 2016 r. zasad ochrony danych osobowych wymaganych przez rozporządzenie RODO następnie zawartych w dekrecie KEP z 13 marca 2018 r. z uwagi na brak takich wcześniejszych regulacji. Nie można bowiem uznać za mającą charakter wiążący w państwowym porządku prawnym instrukcji wydanej przez Sekretariat Episkopatu Polski i Głównego Inspektora Danych Osobowych z dnia 23 września 2009 r. dotyczącej ochrony danych osobowych w działalności Kościoła katolickiego w Polsce. Nie spełniają takiego wymogu, ani nie mogą być uznane za alternatywną regulację zasad ochrony danych także i przyjmowane w prawie wewnętrznym Kościoła zasady postępowania w sprawach występowania z Kościoła zastąpione w 2015 r. dekretem ogólnym KEP w sprawie wystąpień z Kościoła oraz powrotu do wspólnoty czy instrukcjami odnoszącymi się do sposobu prowadzenia ksiąg parafialnych.

Zasadnie powstaje więc pytanie jak pogodzić obecną praktykę Kościoła katolickiego w przedmiocie usuwania danych osobowych osób fizycznych dokonujących apostazji czy zmiany wyznania wobec brzmienia art.53 ust.2 Konstytucji RP gwarantującego obywatelom wolność wyznawania oraz przyjmowania religii według własnego wyboru, która w myśl art.31 ust.1 Konstytucji podlega ochronie prawnej ? Bardziej skomplikowana jest sytuacja osób rezygnujących z przynależności wyznaniowej do Kościoła katolickiego, a nie dokonujących zmiany konfesji, gdyż ich prawo do usunięcia wszelkich dowodów przynależności do Kościoła mieści się w ogólnym sformułowaniu art. 53 ust.1 Konstytucji, którym państwo zapewnia każdemu wolność sumienia i religii.

Andrzej Duda – plusy ujemne

Styczeń to czas refleksji nad politycznymi wydarzeniami minionego roku, okres podsumowań i wniosków. Tylko dla wyznawców ideologii PiS nie jest jasne, że smutną musi być refleksja nad dokonaniami prezydenta Andrzeja Dudy.

Od początku swej pierwszej kadencji A. Duda z samobójczą konsekwencją rozmieniał na drobne majestat urzędu prezydenta Rzeczypospolitej, strywializował go i ośmieszał. Po tym jak w kontekście jego osoby pojawiły się słynne leśne ruchadła, było już tylko coraz śmieszniej i straszniej. Tańcowanie z gaździnami na ważnych dla życia narodu wydarzeniach jak regionalne święto kaszy, podrygiwanie pod rybą na Górze św. Anny, zaśpiewki, żarciki i dowcipy były doprawdy ciężkostrawne i nie licujące z powagą pełnionego urzędu. Głęboką troską napawa obserwatorów jego działalności wyraźnie rysująca się, radosna chłopięcość i infantylizm prezydenta. Jak dziecko wpuszczone do pokoju dorosłych, cieszył się okazjami, gdy uchodził (w swoich oczach) za prawdziwą głowę państwa. Tak było na szczycie NATO w Brukseli, gdzie koniecznie chciał być atrakcyjny, choć wyszło jak zwykle, bo pokazywaniu kciuków towarzyszyła dziecinna wręcz radość z faktu, że chociaż na wspólnej fotografii znalazł się między najważniejszymi przywódcami Europy. Smutne, lecz w rzeczywistości, w NATO-owskim towarzystwie nie jest uznawany za szczególnie ważnego i istotnego gościa. Nawet jego rzekomy przyjaciel, prezydent USA Donald Trump dobitnie dał to do zrozumienia, nie znajdując dla A. Dudy w Białym Domu więcej jak tylko kilka chwil na krótką kuluarową rozmowę przy windzie, pomiędzy naprawdę ważnymi spotkaniami. Lecz wierni, choć groteskowi akolici z jego pałacu wydali oświadczenie, że obaj prezydenci dokonali pogłębionej analizy globalnych problemów z zakresu polityki międzynarodowej, poruszyli szeroki krąg zagadnień bilateralnych, uzgodnili wspólne stanowisko wobec zagrożeń terrorystycznych i klimatycznych, dokonali koordynacji stanowisk wobec Rosji, Chin, Iranu, i co tam jeszcze. Rzadki ubaw, jednym słowem. Choć samemu prezydentowi z pewnością nie do śmiechu było kiedy z kolei stał jak słup soli, a prezydent Barack Obama karcił go za łamanie prawa i Konstytucji.

W jego prezydenturze dostrzegalne są motywy i śmieszne i straszne. Do tych śmiesznych (wszystkich nie sposób wymienić) zaliczyć należy wyćwiczone przed lustrem miny w stylu Cezara lub Il Duce, wykrzyczane z patosem przemówienia, także taką wypowiedź jak ta o niedobrej UE, bo nie chce sprzedawać starych żarówek, albo ta, że ,,jesteśmy narodem, który ukształtował ten świat”, a także ta kiedy jako gospodarz konferencji klimatycznej zapowiedział spalanie polskiego węgla przez 200 lat. Mówił wówczas antynaukowe brednie, że człowiek nie przyczynia się do zmiany klimatu, choć każde dziecko wie, że to nieprawda. A ten niedorzeczny bełkot o bitwie polskich żołnierzy pod Monte Cassino, która miała stać się przyczyną powstania UE(!). Lecz już strasznym motywem jego przemówienia w 40. rocznicę wyborów 1989 r. była refleksja nad skażeniem demokracji III RP, czego powodem miał być brak rozlewu krwi Polaków w 1989 r., a teraz za ten brak płacimy cenę (!). Co więcej wolność upatruje nie w masowym buncie robotników, a w … modlitwach kapłanów.
Nachalnie eksponując swoją rzeczywistą czy udawaną pobożność, notorycznie klęcząc przed ołtarzami, bezwarunkowo popierając kościół i jego hierarchów, narusza zasadę bezstronności i światopoglądowej neutralności urzędu prezydenta. Wprzęgając biskupów w sprawy państwa i obywateli narusz art. 25 ust. 3 Konstytucji o rozdziale państwa i kościoła kat. Nie mógł pominąć tak niedorzecznej uroczystości w Łagiewnikach jak koronowanie Chrystusa na króla Polski. A może większość Polaków sobie po prostu nie życzy takiej średniowiecznej szopki? No tak, ale znów; przecież tata Duda nie na darmo wpajał synowi przekonanie: ,, Przecież były Śluby Jasnogórskie, oddaliśmy się w opiekę Maryi. Akt oddania się Chrystusowi Królowi powinien więc być w Polsce przyjęty”. A prezydent wciąż się uczy i chłonie wiedzę, w dużej mierze od chronicznie pobożnego taty, bo tacie zawdzięcza się najwięcej, co w tym przypadku podkreślały pikietujące pod PADem córy Radia Maryja: ,,Błogosławiony członek, który cię spłodził”. Dlatego pewnie, czcząc ojca swego, przemawia do żołnierzy WP w stylu, jaki spodobałby się zapewne Antoniemu Macierewiczowi: ,,Możecie się czuć bezpieczni, ponieważ zostaliście zawierzeni opiece Matki Przenajświętszej”.

Cóż, cały PiS, z którym utożsamia się prezydent, to taka specyficzna odmiana zwykłej głupoty, fałszywej pobożności, zacofania, rzewnej tęsknoty za zaściankową przeszłością, błazenady, groteski, niedorzeczności, absurdu i fałszu, a prezydent, zgodnie z wypracowaną wąską specjalizacją, pod tą odmianą podpisuje się, jak zawsze. Może dlatego zapytany w pisowskiej telewizji kogo wymieniłby z najwybitniejszych Polaków w historii Polski, stawia obok Jana Pawła II, … Lecha Kaczyńskiego. A propos groteski i pobożności. Trudno zapomnieć sytuacji kiedy prezydent z wyronioną koszulą, niczym nadgorliwy ministrant pełzał na czworaka między krzesłami na Jasnej Górze, w pościgu za unoszoną wiatrem hostią. Chyba każdy kto to widział, w smutnej zadumie pochylił się nad sponiewieranym majestatem RP, który prezydent ma obowiązek personifikować. To nie jedyna taka sytuacja gdzie w jego przypadku granica między dramatem a tragifarsą jest tak cienka, że praktycznie zanikła. Ze śmiechem, zdumieniem ale i z zażenowaniem patrzyliśmy na popłakującego, z drgającym podbródkiem gdy mamrotał o żołnierzach wyklętych lub do łez wzruszał się wspominając jak ładnie na defiladzie wygląda nasza kompania reprezentacyjna. A jak traktować potraktować jego dziwactwa, gdy w 2014 r. specjalnie wybrał się do Zembrzyc, by niejaka Myrna Nazzour pocąca się ,,Świętym Łojem”, wtarła mu w skórę swój tłuszcz organiczny. Ten istotny dla prezydentury fakt zdradził nie kto inny, jak porażony cudem Błogosławionych Wydzielin europoseł PiS Dominik Tarczyński.

Lecz gdyby problem naszego prezydenta polegał jedynie na braku powagi, na dziwactwach, groteskowych zachowaniach, emocjonalnej niedojrzałości, byłoby pół biedy. Podobno, jak zapewniał, wciąż się uczy. Gdyby tak nauczył się na pamięć zapisów Konstytucji, jak np. art. 126 mówiący: ,,Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej …”, lub też art. 132: ,,Prezydent Rzeczypospolitej nie może piastować żadnego innego urzędu ani pełnić żadnej funkcji publicznej, z wyjątkiem tych, które są związane ze sprawowanym urzędem”.

No właśnie: przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej, nie rzecznikiem i adwokatem partii, która go zgłosiła do tego urzędu. Gdyby A. Duda zechciał przyjrzeć się jak ten wysoki urząd sprawowali inni, lepsi od niego, wiele mógłby się nauczyć, skoro lubi to robić, np. od Aleksandra Kwaśniewskiego. To proste, ma być dokładnie jak mówi Konstytucja: prezydent nie może pełnić żadnego innego urzędu ani pełnić innej funkcji. Niestety, widzimy w osobie prezydenta rzecznika i propagandzistę partii PiS, odgrywającego tę rolę z chłopięcym zapałem i gorliwością radzieckiego pioniera. Potwierdza to bezwstydnie, gdy posuwa się do tak infantylnych, nieprzemyślanych stwierdzeń jak to, że nie jest prezydentem wszystkich Polaków gdyż nie wszyscy na niego głosowali. I mówiąc to wydawał się niezmiernie zadowolony ze swoich słów, które najwyraźniej uznał za niezwykle odkrywcze. Niestety, A. Duda nie potrafi wyrwać się z mentalności dworskiego sługi swego pana. Którego – każdy wie. Dlatego sprzeniewierzając się zasadzie bezstronności, czynnie pozwala sobie na dyskredytowanie ludzi innych opcji politycznych, np. tzw. lewaków, choć najwyraźniej nie w pełni rozumie znaczenie tego pojęcia. Bo lewakami są u niego politycy liberalno-konserwatywnej PO, liberalnej Nowoczesnej, chadeckiego PSL-u czy social-demokratycznego SLD. To minimum wiedzy, lecz prezydent mówiący o ,,szyderstwach i napadach lewackich mediów”, powinien ją posiąść, skoro wciąż się uczy, że w czasach realnego socjalizmu lewakiem mógł stać się każdy, kto nie popierał stalinowskiej/poststalinowskiej władzy, a wyznawał jednocześnie lewicowe poglądy, łącznie z takimi ludźmi, do formatu których jest mu niezmiernie daleko, jak ś. p. Karol Modzelewski, Jacek Kuroń, Bronisław Geremek czy Adam Michnik, walczący z komuną gdy A. Duda uczył się, lecz tabliczki mnożenia. Ale też prezydentowi nie można się dziwić, skoro z domu rodzinnego wyniósł takie mądrości o jakich mówił mu tata: ,,Lewackie i libertyńskie wstecznictwo niesie tylko rozkład, szczególnie moralny. Musimy być czujni”. A w imię ojca i syna wtóruje zespół amatorski zgromadzony w pałacu prezydenckim, jak nienadzwyczajny profesor Zybertowicz, który w studio TVP cieszy się, że ,, że nie ma tutaj wśród przedstawicieli wszystkich sił politycznych żadnego lewaka”. Co tam zresztą lewacy. ,,Dojna zmiana”, czyli cała opozycja, którą Duda stara się skompromitować, jego gadka o ,,jazgocie opozycji, który nas nie powstrzyma”, ta ,,wyimaginowana wspólnota”, to ,,bajanie o UE dla maluczkich”, to zwracanie się do opozycji, tak niestosowne w ustach prezydenta – mediatora: ,,Jesteśmy po dwóch stronach barykady”, te ekspiacje o szefie Rady Europejskiej, Donaldzie Tusku, pokazujące, że nie rozumie czym jest Unia i na czym polegają obowiązki najważniejszych unijnych urzędników, te prostackie opinie, że Tusk nic nie załatwił dla Polski, że nie reprezentuje polskich interesów i nie ma szacunku do własnego kraju, bo służy Niemcom, to wszystko odbije się czkawką, kiedy przyjdzie czas rozliczenia się z urzędu. Te wszystkie dzielące Polaków opinie, czyżby naprawdę miały być potwierdzeniem jego słów z początku pierwszej kadencji i brawurowo powtórzone w drugiej, o głównym celu jego prezydentury – łączeniu Polaków ???

Choć jego podpisy widnieją na najważniejszych dokumentach, to w rzeczywistości wyrzekł się prezydenckiej podmiotowości i suwerenności, wykonując i firmując rozstrzygnięcia, które podejmowane są przez PiS z pogwałceniem Konstytucji. Funkcja pisowskiego notariusza nie zapewnia prezydentowi poważania ani w społeczeństwie, ani nawet w samym PiSie. Widać to gołym okiem. Przypomnijmy proszalną i pokorną postawę A. Dudy, gdy żebrał o uścisk dłoni Kaczyńskiego, po tym jak nieopatrznie wyrwało mu się odmienne od jego zdanie o potrzebie wzajemnego wybaczenia sobie na linii rząd – opozycja. To jasne, że PiS wystawiło Dudę do prezydentury tylko dlatego, że Kaczyński bał się przegrać z Bronisławem Komorowskim. Czwartorzędny wówczas funkcjonariusz partyjny niespodziewanie wygrał walkę wyborczą, ,,przez przypadek” (skąd to znamy?) i został wybrany na urząd prezydenta. To wyniesienie nieznanego nikomu polityka bynajmniej nie przysporzyło mu szacunku wśród starszych kolegów z PiS, wciąż traktujących go z zauważalnym lekceważeniem i pobłażaniem, a nawet z niechęcią. Bo wszelkie chłopięce przechwałki prezydenta, których nie szczędzi sobie i nam, muszą irytować nawet pisowców, są doprawdy ambarasujące i nie przystają do powagi pełnionego urzędu. Prezydenturę rozpoczął od nie mającego wiele z skromnością samookreślenia się jako człowiek niezłomny, a najnowsza jego ekspiacja dotycząca osobistej przyjaźni z D. Trumpem miała zaowocować niespełnionymi preferencjami Polski w dostawie amerykańskich szczepionek. Mści się na nim bezrefleksyjne, nie liczące się z realnymi możliwościami i brakiem poparcia swego zaplecza politycznego, sypanie obietnicami i zobowiązaniami jak te dotyczące przeprowadzenia referendum konstytucyjnego, wysuwanie kandydatury prezydenckiego ministra Szczerskiego na szefa NATO, propozycja zapisu w Konstytucji o przynależności Polski do UE i NATO czy zignorowana przez PiS jego zapowiedź o otwarciu stoków narciarskich. A kiedy w swej zamaszystej zuchowatości, z wyraźnym samozachwytem obiecał zmniejszyć kwotę wolną od podatku, a w razie nieprzyjęcia tego postulatu miał złożyć urząd, czy to przysporzyło mu powagi czy też ośmieszyło go ? Jego obietnica, której koszt wyniósłby 21 mld. zł. nie została przez PiS zauważona, lecz Duda został na stanowisku. A szkoda, wlelibyśmy by stało się odwrotnie. Lecz mało tego; taki sam los spotkał prezydencki projekt ustawy obniżającej wiek emerytalny, nigdy nie zrealizowana nonszalancka zapowiedź pomocy dla niepełnosprawnych i frankowiczów i ostatnio jego autorstwa nowelizacja ustawy aborcyjnej, całkowicie zignorowana przez PiS. Jak na prezydenckie inicjatywy, coś za dużo tych kompromitujących falstartów.
Ale przejdźmy do najważniejszych kwestii. Ucząc się wciąż i wszędzie z pewnością zapoznał się z zapisami Konstytucji. Tylko czy przeczytał ją ze zrozumieniem? Bo senacki zespół ds. monitorowania praworządności twierdzi, że podczas dokonywania zmian w Trybunale Konstytucyjnym, Sądzie Najwyższym, Krajowej Radzie Sądownictwa, a także podczas prac nad ustawą o ustroju sądów powszechnych, złamał wraz z pisowcami co najmniej 13 artykułów Konstytucji, niektóre wielokrotnie. „Ale który artykuł” – dopytywała jego małżonka w KFC, gdy dzielna dziewczyna zarzuciła prezydentowi łamanie Konstytucji. No to konkretnie i ograniczając się jedynie do artykułów Konstytucji złamanych bezpośrednio przez A. Dudę. Przede wszystkim właśnie art. 126, pkt. 2: ,,Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji”. Swoim bezzwłocznym podpisaniem ustawy o Trybunale Konstytucyjnym i sądach, mimo, że wszystkie zostały ocenione jako niekonstytucyjne przez służby prawne Sejmu i Senatu, pogwałcił Konstytucję, a zgodnie z nią mógł te ustawy zawetować lub odesłać do Trybunału.

Art. 139: ,,Prezydent Rzeczypospolitej stosuje prawo łaski”. ,,Ułaskawił” (ułaskawienie to darowanie kary winnemu) Mariusza Kamińskiego, choć wyrok w jego sprawach był nieprawomocny a sam Kamiński odwołał się do Sądu Apelacyjnego. Stwierdził absurdalnie, że ,,wyręczył sądy w ich obowiązkach”.

Art. 180 ust. 1: „Sędziowie są nieusuwalni”. Podpisał w nocy usunięcie 40% sędziów SN.

Art. 178 ust. 1: „Sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom”, a art. 173: „Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz”. Swoim podpisem uzależnił sądownictwo od polityków, w tym prokuratorowi gen. Ziobrze

Art. 183 ust. 3: ,,Kadencja I Prezesa Sądu Najwyższego trwa 6 lat”. Usunął sędzię Małgorzatę Gersdorf po 4 latach kadencji.

Art. 187 ust. 1: ,,W Krajowej Radzie Sądownictwa jest 15 miejsc dla przedstawicieli sędziów”. Przyłożył rękę do tego by wszystkie 15 miejsc obsadzili posłowie PiS.

Jeśli A. Duda podkreślał, że z D. Trumpem łączy go jednakowe spojrzenie na prowadzenie polityki, to musi uwzględniać dwie rzeczy: wyciągać wnioski z tego jak obecny prezydent USA kończy swą karierę i jak jest traktowany przez przywódców cywilizowanego świata oraz pamiętać, że choć w naszej Konstytucji brak zapisu o impeachmencie, to obowiązuje jej art. 145 Konstytucji: ,,Prezydent Rzeczypospolitej za naruszenie Konstytucji, ustawy lub za popełnienie przestępstwa może być pociągnięty do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu”.

Znowu uderzą w pracowników?

Z oburzeniem podchodzimy do propozycji części organizacji pracodawców, by zróżnicować terytorialnie wysokość płacy minimalnej. To pomysł niesprawiedliwy, szkodliwy dla rynku pracy i sprzeczny z Konstytucją.

W przyszłym roku miesięczna płaca minimalna ma wynosić 2800 zł brutto. Oznacza to, że rząd Prawa i Sprawiedliwości nie dotrzymał obietnic z kampanii wyborczej, w której liderzy PiS przekonywali, że minimalne wynagrodzenie w 2021 r. będzie wynosić co najmniej 3000 zł. Pracownicy o najniższych dochodach i tak więc zostali oszukani przez partię rządzącą. Dopuszczenie niższych stawek niż 2800 zł byłoby kolejnym ciosem w najgorzej zarabiających pracowników. Jednocześnie byłoby to prawne usankcjonowanie dyskryminacji pracowników z najbiedniejszych części kraju. Tego typu rozwiązania dałyby też możliwość wielu firmom na omijanie prawa i rejestrowanie działalności w regionach, w których płaca minimalna byłaby najniższa.

W tej sytuacji zdecydowanie sprzeciwiamy się wszelkim pomysłom mającym na celu regionalne różnicowanie poziomu płacy minimalnej. Prawo powinno dotyczyć wszystkich obywateli w tym samym stopniu. Dotyczy to też rynku pracy. Dlatego uważamy, że zamiast różnicować terytorialnie wysokość płacy minimalnej rząd powinien zrobić wszystko, aby ograniczyć różnice w poziomie rozwoju między poszczególnymi regionami kraju. Innym pilnym zadaniem władz centralnych powinno być uniemożliwienie omijania płacy minimalnej. Z danych Państwowej Inspekcji Pracy wynika, że łamanie przepisów o minimalnym wynagrodzeniu wciąż jest plagą polskiego rynku pracy. Zamiast więc sankcjonować bezprawie lepiej podjąć z nim walkę.

Prawicowa paranoja

Pseudotrybunał konstytucyjny (pisać małą literą) orzekł, że cechy letalne płodu nie kwalifikują go do aborcji, powołał się przy tym na interpretację profesora Zolla z 1997 roku.

Wtedy był on przewodniczącym trybunału i orzekł, że życie ludzkie zaczyna się od poczęcia. Dzisiaj konserwatywny profesor Zoll występuje przeciwko PiS-owi. Wtedy spełnił rolę pożytecznego idioty. Taką samą rolę i z takimi samymi poglądami pełnił profesor Rzepliński. Dzisiaj też antypisowiec. Teraz PiS ich już nie chce, ale posłużył się ich interpretacją podejmując decyzję o całkowitym zakazie aborcji.

Powołuje się na tamten werdykt Trybunału i że obecnie trybunał nie mógł podjąć innej decyzji. No i że ta Konstytucja jest lewicowa, więc czego się czepiacie. PiS nadal robi z obywateli idiotów, a spora grupa mu ślepo wierzy.

Poseł Kowalski, gwiazda ziobrystów od dawna pluje antykomunistycznym jadem na otoczenie niczym oszalała kobra. Oto w radiu stwierdził, że aborcja to wymysł komunistów. Jeżeli tak, to cała Europa za wyjątkiem Polski i Malty to komuniści. Komunistą jest premier Johnson i premier Orban. U niego nawet zezwolono na związki partnerskie. Półkomunistą był Lech Kaczyński. Warto by było, aby poseł Kowalski, przed chlapaniem jakiejś głupoty na antenie puknął się najpierw w czoło. Chyba jednak to nie ma sensu. Nic to nie da. Na prawicy ludzi, których myślenie zdradza objawy politycznej paranoi nie brakuje. Niestety ktoś ich wybiera i tutaj zaczyna się problem.

Klerykalizm polityczny w Polsce

Od początku lat dziewięćdziesiątych relacje Kościoła katolickiego z państwem kształtowane są w przekonaniu o jednorodnej tj. narodowo-wyznaniowej tożsamości Polaków. Przeważająca liczba wyznawców katolicyzmu w połączeniu z rolą jaką Kościół katolicki odegrał w procesie zmian ustrojowych oraz rola papieża Jana Pawła II w świecie i jego wpływ na stosunki społeczne w kraju tworzyły silne podstawy do utrwalenia wpływów i pozycji Kościoła w Polsce niezależnie od postępujące zróżnicowania światopoglądowego i kulturowego społeczeństwa.

Szczególna pozycja prawna Kościoła została ujęta już w ustawach wyznaniowych z maja 1989 r..Ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania zawierająca równościowe postanowienia, gwarantujące wszystkim kościołom i związkom wyznaniowym wolność prowadzenia działalności w konfrontacji z faktyczną monopolizacją sfery religijnej przez Kościół katolicki tworzyła po prostu znacznie dogodniejsze dla niego warunki do wzrostu znaczenia i możliwości prowadzenia nieskrepowanej działalności przy wykorzystaniu finansowania ze środków publicznych. Przyjecie w ustawie konstrukcji prawnej współdziałania państwa z kościołami i związkami wyznaniowymi „…w zachowaniu pokoju, kształtowaniu warunków rozwoju kraju oraz zwalczaniu patologii społecznych „ oraz możliwość tworzenia stałych form współdziałania miały tworzyć podstawę tzw. „przyjaznego rozdziału” wzorowaną na funkcjonującej w Niemczech relacji państwa ze związkami wyznaniowymi określanej jako separacja skoordynowana. Istotna różnica w rzeczywistej możliwości równoprawnego współdziałania jednego i drugiego państwa ze wspólnotami wyznaniowymi polega na zmonopolizowaniu przez Kościół katolicki w Polsce, pozbawiony jakiegokolwiek znaczniejszego konkurenta, całej sfery religijnej. Natomiast Niemcy są natomiast krajem o dominacji równorzędnych dwóch kościołów chrześcijańskich i faktycznym pluralizmie religijnym wynikającym z wielokulturowości społeczeństwa. Ponadto sytuację w Polsce komplikuje w znacznej mierze ożywiona po latach hibernacji w okresie komunizmu endecka koncepcja wyznaniowej tożsamości Polaka, która przetrwała w świadomości społecznej, a obecnie jest coraz bardziej uporczywie forsowana.

Z faktu, że religia była w Polsce i w dalszym ciągu pozostaje podstawową formą świadomości społecznej czyli całokształtu charakterystycznych dla społeczeństwa polskiego treści i form życia duchowego oraz że są one kształtowane w praktyce wyłącznie przez jedna instytucje religijną, autorzy ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania z 1989 r. nie wyciągnęli żadnych wniosków, chociaż nietrudno było przewidzieć negatywne dla państwa skutki jakie wyniknęły z przyjętych w ustawie relacji państwa z Kościołem.

Ustawa o stosunku państwa do Kościoła katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej zawierała postanowienia tworzące już jawnie uprzywilejowaną pozycję Kościoła katolickiego i jego organizacji chociażby w zakresie restytucji mienia i przysporzeń majątkowych np. na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Podpisanie umowy ze Stolica Apostolską (konkordatu) przez rząd Hanny Suchockiej umacniającej szczególna pozycję Kościoła i przeniesienie zawartych w nim postanowień do obowiązującej Konstytucji RP, sukcesywne zwiększanie przywilejów ekonomicznych dotyczących m.in. podatków czy finansowania instytucji kościelnych jak np. szkoły wyższe, wynagrodzeń katechetów w systemie edukacji publicznej, kapelanów w wojsku, policji, administracji skarbowej połączone z tworzeniem prawa z inspiracji doktryny wyznaniowej nigdy nie spotkało się z większymi protestami społecznymi. Było to widoczne nawet w okresach rządów lewicy (1993-1997 i 2001-2005), kiedy to posłowie lewicy mieli możliwość okiełznania zmian kulturowych i postępującej klerykalizacji i podejmowali nawet próby ich przeprowadzenia ( np. złagodzenie ustawy o dopuszczalności przerywania ciąży). Brak determinacji w dokonywaniu zmian wynikający prawdopodobnie również z deficytu wyraźnie wyrażonego poparcia społecznego dla tych prób jak i aktywizacja działalności kolejnych ugrupowań katolickich fundamentalistów i narodowców definitywnie zakończyły możliwość ustanowienia świeckich rozwiązań prawnych w funkcjonowaniu państwa. Państwo zaczęło uznawać w coraz większym stopniu walor elementów religijnych co w połączeniu z nadgorliwością instytucji państwowych i samorządowych w spełnianiu różnych aspiracji kościoła instytucjonalnego w zakresie panowania światopoglądowego jak i roszczeń majątkowych doprowadziły do nadania Polsce faktycznego charakteru państwa wyznaniowego.

W efekcie już nie tylko wśród polityków panuje przekonanie, że nie warto narażać się Kościołowi i władzy, a jakakolwiek krytyka obecności Kościoła w sferze publicznej, tworzenie prawa z inspiracji religijnej, podobnie jak krytyka religii musi zakończyć się porażką dla wszystkich występujących w powyższych kwestiach. Wymiar praktyczny przekonania o panowaniu światopoglądowym katolicyzmu to nie tylko całkowity brak jakiegokolwiek wsparcia finansowego ze strony państwa dla organizacji obywatelskich skupiających członków o nie fideistycznym światopoglądzie lecz także zmarginalizowanie ich znaczenia i blokowanie możliwości rozpowszechniania zgłaszanych postulatów. W sposób szczególny dotyczy to takich organizacji, których celem jest propagowanie świeckości albo światopoglądu racjonalistycznego w przeciwieństwie do szczodrze korzystających z mediów i ze wsparcia finansowego różnych stowarzyszeń, organizacji i instytucji około kościelnych.

Godzenie się kolejnych rządów z nadrzędną wobec wszelkich innych instytucji pozycją Kościoła zostało tak dalece utrwalone w świadomości społecznej, że wszelkie działania, jakie władze czyniły w chęci przypodobania się biskupom, zasłużenia na poparcie kleru czy chociażby zneutralizowania stanowiska Kościoła wobec różnych formacji politycznych sprawujących władzę zostały przykryte zasłoną milczenia. Tak stało się np. z niechlubną działalnością Komisji Majątkowej, która hojnie i bez należytej podstawy prawnej przydzielała Kościołowi majątek państwowy i samorządowy. Dzisiaj tylko głosy lewicy wyrażają sprzeciw chociażby wobec uzyskanego przez Kościół przywileju obrotu ziemią rolną, przysporzeń majątkowych udzielanych przez władze pod dowolnymi tytułami, religijnych opraw dla politycznych imprez partii rządzącej czy też narzucania zróżnicowanemu światopoglądowo społeczeństwu konfesyjnie zdefiniowanego systemu wartości. Nienormalne, bo sprzeczne z regulacją obowiązującej Konstytucji RP stosunki pomiędzy państwem i Kościołem uzasadniają w pełni tezę sformułowaną przez organizatorów Kongresu Świeckości, który odbył się w Warszawie w dniach 21-22 października 2017 r. o przyjęciu przez Kościół katolicki w Polsce roli politycznego ogniwa będącego nieformalnym koalicjantem rządzącej obecnie partii politycznej. Jest to wynikiem przyjęcia w art. 25 ust.3 Konstytucji koncepcji współdziałania państwa z Kościołem we wszystkich sprawach państwowych ( dla dobra człowieka i dobra wspólnego), a więc nie tylko w kwestiach pomyślności organizmu państwowego, ale i w sprawach zachowania dziedzictwa narodowego czy środowiska naturalnego.

Aktywność Kościoła znalazła dzisiaj swój najszerszy wyraz w politycznym współdziałaniu z partią rządzącą, forsowaniu interesów Kościoła w zamian za organizowanie poparcia społecznego dla tej partii przez przeważającą część księży parafialnych, Episkopat i organizacje około kościelne.
Postępująca klerykalizacja podporządkowująca wielu sfer działalności państwa i życia obywateli regułom i rytuałom jednego wyznania przy postępującym zaniku ekumenizmu i braku publicznego sprzeciwu innych wyznań i środowisk bezwyznaniowych powoduje, że klerykalizm polityczny stał się dominującą formą politycznej ekspresji, narzędziem łatwym do użycia i gwarantującym mobilizację poważnych części elektoratu. Pomimo niepowodzeń pierwszych ugrupowań politycznych tworzonych na bazie ideologii katolickiej (ZchN, AWS, a także PiS w pierwszym okresie koalicyjnych rządów 2005-2007) wynikających przede wszystkim z powściągliwego stanowiska kościoła instytucjonalnego ,to obecnie po całkowitym, jawnym poparciu dla narodowo-katolickiej partii rządzącej oraz goszczeniu w świątyniach jej konkurentów w postaci ruchów i organizacji nacjonalistycznych, a nawet faszystowskich i udzielaniu oprawy religijnej ich imprezom Kościół katolicki nie może powrócić nawet do pozorów neutralnej postawy wobec polskiej polityki. Skazany jestalbo na przyjecie rezultatów politycznych wyborów systemu demokratycznego, co w perspektywie może się okazać dla kościoła instytucjonalnego ciężkim doświadczeniem albo też konsekwentne poparcie autorytarnej władzy ( obecnej lub przyszłej) i związanej z nią narastającej przemocy, a co za tym idzie pogłębiającego się konfliktu społecznego.

W tej sytuacji oferta obecnego koalicyjnego ugrupowania łączącego skrajne narodowe, wyznaniowe i faszystowskie organizacje hałaśliwie i śmiało sięgające po coraz to większą część elektoratu i posługującego się klerykalizmem politycznym na wzór zaczerpnięty z drogi przebytej przez partie rządzącą może stać się dla Kościoła atrakcyjną alternatywą wobec obecnej władzy. Zastosowanie praktyczne religii w organizacji ruchów konserwatywnych przejawiające się w dyscyplinowaniu na jej bazie członków, oprawa religijna masowych imprez, a także poparcie z ambon przez kler parafialny stwarzają możliwość wykorzystania znacznie większego zaangażowania członków i sympatyków niż w innych, opartych na nie fideistycznych światopoglądach organizacjach politycznych. Zdumienie budzić może fakt żywotności i potencjału zawartego w klerykalizmie politycznym używanym być może i instrumentalnie, ale stale organizującym poparcie milionów ludzi. To zjawisko we współczesnej Europie musi napawać niepokojem. Nie od dziś wiadomo, że chętnie korzystają z niego ruchy faszystowskie, szczególnie tam gdzie świadomość społeczna jest budowana na bazie jednej religii. Umiejętnie odnajdują i wskazują wroga jako przeciwnika religii i kierują na niego przemoc coraz bardziej niezbędną dla umacniania swojej pozycji politycznej, aż do zdobycia i utrwalenia władzy. Po jej zdobyciu łatwo okazać się może, że zbytnie przywiązanie do religii staje się obciążeniem w realizacji celów władzy, która może nie tylko ją porzucić, a nawet zaatakować gdyby zbyt silny Kościół nie był skłonny udzielać dalszego poparcia.

W pierwszej turze wyborów prezydenckich silne poparcie zdobył katolicki publicysta Szymon Hołownia otrzymując 14% głosów co stanowi ponad 2 mln.600 tys. Bardzo aktywny w mediach społecznościowych i sprawny intelektualnie i językowo kandydat swój przekaz zbudował na religijnej wizji świata i często odwoływał się do treści religijnych reprezentując katolicyzm w wersji posoborowej. Niezależnie od tego czy możemy propozycję polityczną Hołowni, zamierzającego stworzyć własne ugrupowanie polityczne, uznać za bardziej cywilizowana formę klerykalizmu politycznego czy nie, to jest faktem że jego zdolność mobilizacyjna elektoratu wykorzystywała także religię i Kościół mający funkcjonować jednakże w oddzieleniu od państwa.

Pewne zdziwienie budzi fakt, że pomimo przeważającego na scenie politycznej klerykalizmu w takiej czy innej postaci żadna z sił politycznych pretendująca do reprezentacji świeckiej części społeczeństwa, a przede wszystkim lewica nie jest w stanie zbudować i zaoferować konkurencyjnej, świeckiej koncepcji funkcjonowania państwa. Jak to się dzieje, że część społeczeństwa pogrążona w ubóstwie, gotowa do zaangażowania się w działalność społeczną pro-równościową stanowi dzisiaj klientelę narodowo-katolickich społeczności, a część socjalno-liberalna, progresywna i świecka pęta się po ruchach konserwatywno-liberalnych ? Z jakim poparciem społecznym, jakich środowisk, w jaki sposób i jakimi środkami lewica taka lub inna zamierza przeciwstawić się autorytarnemu klerykalizmowi i przeciwstawić wszechobecnej aktywności Kościoła w sprawowaniu władzy.