Śmieciowe jedzenie z polskich półek

Sklepy sprzedają nam jedzenie, którego skład nie zgadza się z tym, co napisano na etykiecie, zdarza się, że jest przeterminowane czy wręcz zepsute. Eksperci mają na to sposób, chcą powołania „policji” ds. żywności.

Dziennik Fakt przynosi zatrważające informacje dotyczące pożywienia sprzedawanego polskim konsumentom. Wyniki kontroli Inspekcji Handlowej ujawniają, że wcale nierzadko dochodzi do jawnych oszustw. Przykładem podanym przez Fakt jest „mielona wołowina”, która składa się z mięsa wieprzowego w całości lub w większej części. . Kolejnym przykładem jest „kebab z baraniny”, w którym baraniny nie ma nic-a-nic. Inspektorzy przeprowadzili w zeszłym roku blisko 2,2 tys. kontroli w hurtowniach, sklepach, na targowiskach i w lokalach gastronomicznych. Ponad połowa skontrolowanych obiektów (54 proc.) oferowała oszukane produkty.
„Najwięcej produktów o niewłaściwej jakości, w tym zafałszowanych, stwierdzono w przypadku ryby i przetworów rybnych (35,1 proc. nie odpowiadało przepisom), wyrobów garmażeryjnych (25,3 proc.), miodu (23,7 proc.)” – podaje Fakt za raportem Inspekcji Handlowej. Eksperci są zgodni. Nie ma możliwości zaradzenia temu problemowi bez wzmożonej kontroli, silnego inspektoratu i wysokich kar. Niezbędne jest więc poważne wzmocnienie służby kontrolującej żywność.
„Trwają prace nad połączniem Inspekcji Handlowej i Inspektoratu Jakości Handlowych Artykułów Rolno-Spożywczych. Dobrze, by nowa inspekcja uzyskała parapolicyjne uprawnienia” – powiedział dziennikowi dyrektor Polskiej Federacji Producentów Żywności Andrzej Gantner.
Wyjaśnił, że wtedy mogłyby np. kontrolować samochody przewożące żywność. „Przeciętny Polak nie ma narzędzi, by sprawdzić, czy sprzedawana żywność jest takiej jakości jak deklaruje producent” – powiedział gazecie Gantner.
Warto przypomnieć, że fatalna jakość polskiej żywności nie jest problemem nowym. Już w 2015 r. głośno było o drastycznym pogorszeniu w tym obszarze. Wówczas na alarm bił Główny Inspektorat Sanitarny. Aż 2,7 tys. próbek żywności nie spełniało kryteriów w 2014 r. (w stosunku do 1,9 tys. w 2013 r.).
Najwięcej zastrzeżeń inspektorów budziła wówczas żywność wytwarzana w kraju, której jakość ustawicznie się pogarszała i wciąż pogarsza. Żywność importowana zaś jest z roku na rok coraz bardziej bezpieczna.
Inspektorzy zauważają, że zwiększenie odsetka zakwestionowanych próbek nastąpiło zwłaszcza w przypadku wyrobów cukierniczych i ciastkarskich, grzybów, wód mineralnych, napojów bezalkoholowych, tłuszczów roślinnych, majonezów, musztard oraz suplementów diety. Ekspertów nie dziwi taka sytuacja. Jak twierdzą, rynek spożywczy należy do najszybciej rozwijających się. Jego wartość sięga już 3,5 mld zł i rośnie o ok. 10 proc. w skali roku. Możliwość zarobienia dużych pieniędzy przyciąga przedsiębiorstwa, które nie zawsze postępują uczciwie.
– Niektóre z dostępnych w kraju suplementów diety to nic innego jak sfałszowane leki. Największe zagrożenie stanowią produkty na odchudzanie i potencję. Do produkcji tych pierwszych wykorzystuje się sibutraminę będącą pochodną amfetaminy – cytował prof. Zbigniewa Fijałeka z Narodowego Instytutu Leków portal InnPoland.
O tym, że oferowana w Polsce żywność jest bardzo słabej jakośi, świadczą też zawiadomienia polskich inspektorów do Systemu Wczesnego Ostrzegania o Niebezpiecznej Żywności i Paszach. Mechanizm ten działa we wspólnotach europejskich od 1979 r. Jego istotą jest natychmiastowe powiadomienie Komisji Europejskiej w ramach systemu wczesnego ostrzegania o bezpośrednim lub pośrednim niebezpieczeństwie grożącym zdrowiu ludzkiemu w żywności.

Szokujące informacje, związki z przestępcami

Byli ministrowie finansów napisali list otwarty do prezydenta RP w sprawie Mariana Banasia.

Ujawnione w ostatnich dniach szokujące informacje o Marianie Banasiu, byłym Ministrze Finansów i byłym szefie Krajowej Administracji Skarbowej, są wysoce niepokojące i wymagają natychmiastowych działań.
Przedstawione w mediach relacje biznesowe byłego Ministra Finansów ze światem przestępczym podważają moralną podstawę zaufania obywateli do administracji skarbowej. Jak podatnicy (krajowi i zagraniczni) mieliby ufać polskiemu aparatowi skarbowemu i uważać go za rzetelny, kiedy związki jego byłego szefa z przestępcami pozostają niewyjaśnione. Pracownicy administracji skarbowej nie mogą być pewni uczciwości decyzji swoich przełożonych, kiedy w sprawie ich byłego przełożonego pojawiają się tak poważne wątpliwości.
Jednak sprawa Mariana Banasia daleko wykracza poza Ministerstwo Finansów. Dotyka ona bowiem podstawowej kwestii – uczciwości osób sprawujących wysokie urzędy w państwie oraz zachowania służb, których ustawowym zadaniem jest sprawdzanie przeszłości kandydatów na wysokie urzędy. Dlatego, pytania które wymagają natychmiastowego i szczegółowego wyjaśnienia są następujące:
– Jaki był faktyczny związek Ministra Banasia z osobami prowadzącymi hotel na godziny w kamienicy w Krakowie?
– Dlaczego w oświadczeniu majątkowym wykazał mało wiarygodną kwotę z wynajmu kamienicy? Czy w związku z tym Minister Banaś nie popełnił przestępstwa, poświadczając nieprawdę poprzez zaniżanie dochodu do opodatkowania?
– Czy Minister Banaś wiedział i aprobował niewydawanie paragonów za wynajem pokoi na godziny w swojej kamienicy i czy nieodprowadzenie należnego podatku VAT było tam normalną praktyką?
– Dlaczego CBA przez 8 miesięcy bada oświadczenie majątkowe Ministra Banasia i czy powody tej przewlekłości dotyczą kamienicy w Krakowie?
– Na ile czyjaś wiedza o niejasnościach w oświadczeniu majątkowym mogła stanowić czynnik ograniczający zdolność podejmowania przez Ministra Banasia niezależnych decyzji w organach którymi kierował?
– Kto z najważniejszych osób w państwie posiadał taką wiedzę i dlaczego nie stanowiła ona przeszkody przy kolejnych awansach w karierze Ministra Banasia?
Oczekujemy podjęcia natychmiastowych działań szczegółowo wyjaśniających ww. okoliczności przez właściwe organy państwa. Jest ewidentne, że kontrola oświadczenia Ministra Banasia przez CBA w tak długim czasie jest niewystarczającym środkiem zaradczym w sprawie takiej wagi. Kontrola ta, trwająca już osiem miesięcy, nie odkryła faktów, do których dotarli dziennikarze TVN w ciągu kilku tygodni. Tym samym nie zapobiegła powołaniu Ministra Banasia na trzy wysokie stanowiska państwowe.

Leszek Balcerowicz, Jarosław Bauc, Marek Belka, Marek Borowski, Mirosław Gronicki, Andrzej Olechowski, Jacek Rostowski, Mateusz Szczurek

Zmierzamy do katastrofy

Krzysztof Kwiatkowski zapowiedział w drugiej połowie roku dwie kontrole: jakości opieki psychiatrycznej dla dzieci i młodzieży oraz jakości ratownictwa medycznego w związku z licznymi ostatnio doniesieniami o nieprawidłowościach na szpitalnych oddziałach ratunkowych.
– Po pierwsze, musimy postawić na służbę zdrowia jako priorytet w finansach państwa. (…) Kontrole NIK pokazały, że pieniądze skierowane do organizacji proobronnych nie są wydawane prawidłowo. Musieliśmy skierować zawiadomienia do prokuratury. Na to lekką ręką wydawane są pieniądze – zamiast na opiekę medyczną – nie ma wątpliwości szef NIK. – W tym temacie zmierzamy do katastrofy.
Maleje liczba lekarzy i pielęgniarek, zaś dramatycznie wzrasta średnia ich wieku. Pacjenci czekają godzinami nie tylko na szpitalnych oddziałach ratunkowych, ale również tkwią w kolejkach do specjalistów i na zabiegi, na które muszą zapisywać się z wielomiesięcznym wyprzedzeniem.
NIK zbada jedną trzecią oddziałów ratunkowych w pięciu województwach.
29 marca prezes Narodowego Funduszu Zdrowia podpisał zarządzenia dotyczące zwiększenia wydatków na ambulatoryjną opiekę medyczną i leczenie szpitalne – m.in. na zabiegi usunięcia zaćmy, badania rezonansem magnetycznym. Ale to kropla w morzu. Na razie w mediach piętrzą się doniesienia o pacjentach umierających w poczekalniach na SOR-ach, którym udzielono pomocy zbyt późno lub dokonano nieprawidłowego rozpoznania.
„Kontrola NIK ma przede wszystkim dać odpowiedź na pytanie, czy system ratownictwa medycznego zapewnia sprawne podejmowanie działań medycznych wobec osób w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego” – pisze Izba na swojej stronie. NIK już zwracała uwagę na niedoskonały system selekcji pacjentów, a także na fakt, iż SOR-y są przepełnione bo dla ludzi wymagających opieki ambulatoryjnej po prostu nie ma alternatywy:
„NIK już kilka lat temu kontrolowała funkcjonowanie szpitalnych oddziałów ratunkowych. Ustalenia z 2011 r. pozostały aktualne do dzisiaj. Kontrolerzy ustalili wówczas, że SOR-y udzielały świadczeń zdrowotnych również osobom, które nie znajdowały się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego, a więc nie kwalifikowały się do takiej formy pomocy, co stanowiło naruszenie obowiązujących przepisów. W poszczególnych kontrolowanych szpitalach takie osoby stanowiły szacunkowo od 30 do 80 proc. zgłaszających się. Sytuacja ta stwarzała zagrożenie dla pacjentów, którzy faktycznie potrzebują pomocy ze strony SOR. W ocenie NIK była ona konsekwencją ograniczonej dostępności ambulatoryjnej opieki zdrowotnej oraz braku skutecznego mechanizmu pozwalającego na ograniczenie świadczeń dla osób, które nie znajdowały się w stanie zagrożenia zdrowotnego. Osobom tym powinny być udzielone świadczenia w ramach podstawowej opieki zdrowotnej, poradni specjalistycznych lub nocnej i świątecznej pomocy doraźnej”.

Co trzecie może spać spokojnie BEZPIECZEŃSTWO DZIECI

Inspekcja Handlowa sprawdziła pod koniec ubiegłego roku, czy łóżeczka, kołyski, kojce i nosidełka są bezpieczne. Inspektorzy skontrolowali sklepy, hurtownie, producentów, pierwszych dystrybutorów i importerów. Wykryli nieprawidłowości w prawie 35 proc. tych produktów.

 

Bez ostrych krawędzi

Najczęstsze zauważone nieprawidłowości to brak oparcia dla główki dziecka w nosidełkach, zbyt duże odstępy między listwami na dnie łóżka, brak instrukcji, ostrzeżeń lub danych producenta, a w przypadku nosidełek brak informacji o dopuszczalnej wadze lub wieku dziecka. Nie było to jednak generalnie duże nasilenie usterek. Tylko w sześciu przypadkach Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął postępowania administracyjne. Do tej pory zakończyło się jedno z nich – zgodnie z decyzją UOKiK producent wadliwych łóżeczek musi je wycofać z rynku.
Urząd zaleca, by kupując łóżeczko, kołyskę, kojec lub nosidełko, sprawdzić, czy nie mają one żadnych ostrych krawędzi lub narożników, zadziorów, wystających gwoździ, nie mają otwartych końców rur, ani małych elementów, które dziecko mogłoby samodzielnie oderwać i połknąć.

 

Możemy sami kołysać

W przypadku wracających do łask kołysek, należy zwrócić uwagę, czy układ kołysania ma mechanizm blokujący i może być poruszany wyłącznie przez bezpośrednie popychanie – a nie jest napędzany silnikiem elektrycznym.
Pamiętajmy też, że przestawienie dna łóżeczka lub kojca z położenia wyższego na niższe powinno być możliwe tylko przy użyciu narzędzi.
Natomiast nosidełko, przeznaczone dla malutkich dzieci w wieku do 4 miesięcy, musi mieć podparcie dla główki.

 

Proste rozwiązanie

W sprzedaży są różne wymyślne systemy elektroniczne, sygnalizujące, jak zachowuje się dziecko w łóżeczku.
Żaden system nie zastąpi jednak prostego rozwiązania, stosowanego od setek lat, polegającego na wyjęciu jednego szczebelka z poręczy łóżeczka – po to, żeby dziecko, które już raczkuje i postanawia wybrać się na spacer po mieszkaniu, mogło bezpiecznie opuścić łóżeczko, bez obawy, że utknie głową między szczebelkami.

Na dobrych gumach

15 państw, w tym Polska, wzięło udział w europejskiej kontroli opon.

 

Wyniki są dobre: polska Inspekcja Handlowa zakwestionowała oznakowanie niecałych 3 proc. opon, ale wszystkie pomyślnie przeszły badania w francuskich laboratoriach. Kontrole były finansowane z unijnego programu badań i innowacji Horizon2020.
Dobre opony to konkretne oszczędności. Dzięki oponom klasy A można zaoszczędzić nawet 7,5 proc. paliwa w porównaniu do opon klasy G. Przykładowo – jak wyliczył Polski Związek Przemysłu Oponiarskiego – na tym samym paliwie na najlepszych oponach dojedziemy z Władysławowa nawet do Bielska-Białej, a na najgorszych – tylko do Katowic.
– Wyższa jakość opon to także bezpieczeństwo na drodze. W razie awaryjnego hamowania jadąc na oponach klasy A w hamowaniu na mokrej nawierzchni, zatrzymamy się o kilka długości samochodu wcześniej. To może zdecydować o naszym zdrowiu lub życiu. Warto więc świadomie wybierać nowe i dobre opony – dodaje Piotr Sarnecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego. Ma on oczywiście w tym interes, bo im wyższa klasa opony, tym większa cena.
W sumie w 15 krajach skontrolowano prawie 12 tys. opon, z czego 73 proc. stanowiły letnie, a 27 proc. zimowe.
Zgodnie z przepisami, konsument musi mieć możliwość zapoznania się przed zakupem ze specjalną etykietą – najczęściej występuje ona w formie naklejki na bieżniku, która pozwoli na porównanie trzech ważnych parametrów. Jest to efektywność paliwowa (ważna dla oszczędnych), przyczepność na mokrej nawierzchni (ma wpływ na drogę hamowania) oraz zewnętrzny hałas toczenia. Dwa pierwsze parametry są pokazywane na etykiecie w skali od A (najlepsza) do G (najgorsza), a wartość hałasu jest przedstawiana graficznie w trójstopniowej skali i wyrażana w decybelach. Takie informacje muszą być też uwidocznione w e-sklepach, czy na rachunkach potwierdzających zakup.
Z kontroli wynika, że w sprzedaży przeważają opony o klasie efektywności paliwowej E i C (a więc o nie najwyższych parametrach). Lepiej jest z przyczepnością na mokrej nawierzchni – tu na rynku jest najwięcej opon klas C i B.

Brygady Tygrysa

I jak tu nie wierzyć w powtarzalność historii, i że historia lubi zataczać koło i powielać to, co już było? Swego czasu był taki popularny serial w telewizji „Brygady Tygrysa”, w którym pewna ekipa, pod pewnym dowództwem tępiła niegodziwości, nadużycia, czy zbrodnie, bo oficjalne tzw. służby jakby nie dawały radę, nie wywiązywały się z tego do czego były powołane. Było to na „obcym terenie”, ale i u nas w kraju była też namiastka tych brygad, czyli komisje robotniczo-chłopskie, które działały w czasach, gdy instytucje, urzędy państwowe też jakby nie do końca wywiązywały się z zadań do których były powołane. Działania tych komisji wyglądały trochę groteskowo, a nawet prześmiewane były jako brygady tygrysa, ale cóż, jakie czasy, takie działania.
No i trzeba trafu, że i teraz powstały takie brygady, choć właściwie to nie mają jakiejś nazwy, ale są i działają. PiS stworzył jakieś komisje, grupy ludzi, oczywiście swoich, którzy nachodzą samorządy i weryfikują ich działalność, a właściwie ich samorządność, czyli finanse, którymi rządzą, a tak naprawdę, to ile z tych finansów trafia do kieszeni ludzi z tych samorządów, czy to jako pensje, nagrody, premie itp. A wszystko to kontekście afery z obfitymi nagrodami w rządzie. Jak wy do nas tak, to my do was też tak, bo te sprawdzanie samorządów, to odbywa się raczej u przeciwników politycznych. I jak tu nie wierzyć w państwo teoretyczne, które jakby nie funkcjonuje w rytmie prawnym z prawidłowymi zasadami prawnymi, ale działa doraźnie, akcyjnie, a często przeciw komuś w jakimś odwecie. Potwierdzeniem tego może być sprawa tzw. frankowiczów, afera słynnej spółki finansowej, co to wmówiła naiwnym, że złoto rośnie, nie mówiąc już o różnych wyłudzeniach finansowych, w tym szczególnie niebotycznych wyłudzeń podatku Vat. A takie tam aferki, jak ostatnia śmieciowa, to w zasadzie powszechność. No ale jak by nie patrzeć, to prócz tej montowni, czy marketu którym jesteśmy na kontynencie, to okazało się jeszcze, że jesteśmy też śmietnikiem tego kontynentu. A ile jeszcze tych afer do wykrycia pozostało? No i jak tu żyć w państwie teoretycznym, panie premierze, no jak żyć!?