Kontrreformacja trwa nadal

Popatrzmy na obraz Jana Matejki „Batory pod Pskowem”: Batory siedzi zblazowany, choć z nagą szablą i spod półprzymkniętych powiek przygląda się upokorzonym Ruskim. Z lewej – hetman wielki koronny Jan Zamojski, a z prawej – legat papieski Antonio Possevino (oczywiście, nie tylko o Inflanty chodzi,
ale i o jedynie słuszną wiarę rzymską).

Podobnie ma się rzecz z malowidłem Jerzego Kossaka „Cud nad Wisłą”. Nad Polakami – na obłoku w białej szacie i niebieskim płaszczu – Maryja Dziewica. No i oczywiście na czele ks. Ignacy Skorupka z krzyżem w dłoni, piętnujący bolszewików, nie symbolami polskości (jak przystałoby na obronę niepodległości kraju), lecz jednoznacznym atrybutem Kościoła rzymskiego. Tak więc skojarzenia są jasne i czytelne: po jednej stronie azjatycka, prawosławna, pisząca cyrylicą dzicz o komunistycznej proweniencji, z nami natomiast (jak zawsze) – siły niebieskie, Kościół (ks. Skorupka jest symbolem stanu duchownego), siły wzniosłe, absolutnie dobre i intencjonalnie czyste. Chodzi o walkę dobra ze złem, a dobrem tu jest oczywiście katolicyzm rzymski w trydenckiej wersji.
A nam jak najsnadniej do państwa moskiewskiego przyjść
aniż inszym do tamtych Indów, każdy to baczyć może.
A dostawszy tego moglibyśmy też potężnością i bogactwem
i każdym narodom i królestwom w chrześcijaństwie dorównać.
Paweł PALCZOWSKI (1609)
Na polską myśl i charakter narodowy, na miejscową kulturę, na jej irracjonalizm, na mentalność i pojmowanie świata nie Reformacja i Oświecenie (oraz to co w ich wyniku nastąpiło) wywarły głównie wpływ (jak na Zachodzie), ale zwycięstwo Kontrreformacji. Wyznaczyła ona ramy naszej kultury w każdym aspekcie, przede wszystkim – religijne, jurydyczne, polityczne i społeczne. Wraz z wyborem Zygmunta III Wazy (1587) na króla, stajemy się egzemplifikacją idei kontrreformacyjnych, wyznaczających (poprzez króla i rządzące elity wraz z istniejącą strukturą społeczną i mentalnością szlachty polskiej) centralne miejsce w imperializmie katolickim, w jego parciu na Wschód i jego re-katolicyzacji. Na ów trend nałożył się polsko-katolicko-oligarchiczny (czyli magnacko-szlachecki) kolonializm, obecny przede wszystkim na ziemiach współczesnej Ukrainy środkowej i wschodniej oraz Białorusi i Litwy. Polska ekspansja na Wschód miała wówczas wymiar zarówno ekonomiczny, polityczny jak i religijny (niebywale wzmocniony właśnie ideologią kontrreformacyjną, co musiało owocować oprócz antynomii ekonomicznych i społecznych także konfliktami na tle religijno-kulturowym). Degrengolada I RP, rozbiory, 123 lata braku niepodległości, a przez to kształtowanie się nowoczesnego narodu (i jego atrybutów) w cieniu kontrreformacyjnego Kościoła rzymskiego po dziś wyciskają piętno na tzw. charakterze narodowym Polek i Polaków. I to bez względu na proweniencję społeczną, polityczną, kulturową, wykształcenie etc.
Dziś egzemplifikuje to się tym, co dla nadwiślańskich elit ma być zasadniczą ideą niesioną na Wschód w postaci tzw. kanonów cywilizacji Zachodu, których my mamy być głównym i jedynie-prawdziwym przedstawicielem: demokracja, wolność, prawa człowieka, indywidualizm, neoliberalizm oraz takaż wersja przedsiębiorczości (oczywiście w imieniu korporacji zachodnich, najlepiej – amerykańskich), tzw. wartości chrześcijańskich – de facto; katolickich.
Ta nachalna promocja naszego, polskiego rozumienia pojęć demokracji i wolności obywatelskich, (cech, będących w świecie uważanym za cywilizowany efektem Reformacji i Oświecenia, których polskie społeczeństwo nie doświadczyło, a na drobnej części naszych elit, które ledwo ich liznęły, nie zostawiło głębszego śladu) jest tyle megalomańska, co szkodliwa z punktu widzenia pragmatyki czy strategii politycznej. Prof. Andrzej de Lazari stwierdza: „…Nie jesteśmy dla Rosjan autorytetem i nie mamy im czym zaimponować. Przestańmy ich nauczać i pouczać”. Ten passus rozciągnąć można swobodnie z Rosjan na mieszkańców całego Wschodu Europy.
Jeśli w sposób bezwarunkowy uznajemy kulturę zachodnią za najsubtelniejszy i najznakomitszy wytwór człowieka (na dodatek we współczesnej wersji neoliberalnej) – służący głównie do dominacji nad drugim człowiekiem, której obca jest pokora, tolerancja, wolność i równość – i jako przepełnieni neoficką megalomanią nuworysze (ciągłe podkreślanie po 1989 roku tzw. powrotu do Europy czyli kompleks niższości wobec Zachodu) ponowoczesny wymiar Kontrreformacji w naszym nadwiślańskim wydaniu staje się faktem. Wzmacniają go obecne w nas od zawsze megalomania, paternalizm (zwłaszcza wobec INNEGO, stojącego niżej cywilizacyjnie i kulturowo według nas, a pochodzącego ze Wschodu), mitomania, katolicki mesjanizm i połączona z nim tromtadracja oraz napuszenie. Gdy do tego dodać jeszcze dziwaczne połączenie antykomunizmu, rusofobii, kontrreformacyjnej megalomanii i wspomnianego paternalizmu, z jednoczesnym pańskim stylem bycia katolickich elit na dalekich Kresach I RP (emanacja mentalności tzw. ziemiaństwa i czci dla kultury dworku) łatwo pojąć jak i czemu na zasadzie sprzężenia zwrotnego oraz procesów społeczno-kulturowych nastąpiło kompletne pomieszanie i wymieszanie antynomicznych zdawałoby się pojęć: z jednej strony wszyscy poczuli się sukcesorami tradycji pańskiej, szlacheckiej, nosicielami idei złotej wolności i liberum veto (wystarczy posłuchać każdego przesiedleńca z Kresów – każdy przed 1939 r. był posesjonatem, panem, utracił w wyniku Jałty niesłychane dobra i własności, choć cywilizacyjna zapaść, bieda i ubóstwo tamtych terenów były przysłowiowe), a z drugiej – znaczna część inteligencji będącej niejako sukcesorem klasy Panów Braci Herbowych zakaziła się tą chłopską, folwarczną niechęcią do INNOŚCI, do mądrości, do nietradycyjnych i nieszablonowych sposobów myślenia. Konserwatyzmem, tradycyjnością, uśpieniem rozumu i leniwością umysłu. Typowymi produktami polskiej Kontrreformacji.
Kontrreformacja trwa ciągle w polskich umysłach, świadomości, decyzjach politycznych, spojrzeniu na otaczający świat i ludzi. Od przeszło 300 lat. Zawirowania – najszerzej pojęte – z jakimi mamy do czynienia na Wschodzie Europy oraz postawa wobec nich polskich elit świadczą o tym najlepiej. Bo zdjęliśmy co prawda żupany, odpięliśmy karabele, zrzuciliśmy z grzbietów kontusze, ale mentalność i umysły pozostały w nas post-sarmackie czyli kontrreformacyjne, kolonialne, folwarczne i paternalistyczno-pańskie.

Całość tekstu poświęconego tym (i nie tylko) zagadnieniom znaleźć można w artykule mego autorstwa pt. „Wszyscyśmy z kontrreformacji”,www.sprawynauki.edu.pl nr 2 / 187 / 2014.