Bigos tygodniowy

Niedaleko od Kraśnika, bo w Lublinie, wykluł się jako polityk niejaki Czarnek Przemysław, który ma zostać ministrem edukacji i nauki w rządzie wicepremiera Kaczyńskiego. Gdyby nie to, że jegomość ów może dokonać w tych dziedzinach trudno odwracalnych lub nieodwracalnych szkód, należałoby przyjąć tę wiadomość nie z oburzeniem, lecz jako humorystyczny wręcz przypadek niebywałej, perwersyjnej wyobraźni twórcy tego pomysłu. To tak, jakby koniokrada uczynić dyrektorem stadniny koni albo wilka kierownikiem szkolnej świetlicy, do której uczęszczają Jasie i Małgosie. Tego nawet nie daje się obśmiać, bo już samo sformułowanie: „Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki” brzmi jak surrealistyczny dowcip. A może Jaro architektowi polskiego życia politycznego, właśnie o to chodziło? Wszak od ponad tygodnia komentatorzy różnych mediów, część opinii publicznej, zajmują się nie nadciągającą katastrofą zdrowotną w związku z rozwijającą się pandemią, nadciągającym kryzysem gospodarczym, a nominacją Przemka „prostego, miłego człowieka…”, któremu powierzono kierowanie resortem związanym z kształceniem młodych Polaków.


Zawsze lubię poczytać wywody braci bliźniaków, poruczników PiS Karnowskich. Ich teksty tchną niezwykłą, nawet jak na standardy publicystyki prawicowej, troską o los Zjednoczonej Prawicy, bezgraniczną, niemal synowską miłością do Jarosława Kaczyńskiego oraz niepokojem o dobro Kościoła katolickiego. Ich teksty najzabawniejsze są wtedy, gdy przyjmują formę proroctw, kasandrycznych przestróg, gdy są kontynuatorami księdza Piotra Skargi w swojej trwożnej trosce o Polskę, Prawicę, Kościół, o Tradycję i Wartości. Oto dwie próbki ich ostatnich przestróg i proroctw, znalezione na jednym z portali:
Porucznik Jacek Karnowski: „zapisać można wszystko, ale najważniejsza jest wola współpracy i wzajemna elementarna lojalność. Jeśli nie wynikająca z serca, to choćby z przekonania, że nowej prawicy długo nie będzie, że to szansa zdarzająca się raz na pokolenia, że innej większości w parlamencie nie ma, że bez uznawania bezdyskusyjnego przywództwa Jarosława Kaczyńskiego wszyscy będą jak ślepe kocięta”.
Porucznik Michał Karnowski: „co ważne to fakt, że kwestia podejścia do agresji środowisk LGBT zaczęła dzielić obóz, który do tej pory zachowywał dużą spójność. A że chodzi o kwestie mocno przeżywane, dotykające tożsamości, nakładające się na przekonanie, że czas działa przeciw prawicy, to i emocje są duże. Dziś jeszcze nie da się powiedzieć, że to była przyczyna, ale nie jest też tak, że sprawa ta nie miała znaczenia w doprowadzeniu do skoku napięcia w ostatnich dniach”.


Mam nieodparte przeczucie, że jedną z przyczyn dla których Polacy masowo nie noszą masek, a ich używanie generalnie jest praktyką uprawianą w zdecydowanej mniejszości, jest medialny przekaz, popularny w początkowej fazie pandemii, zgodnie z którym noszenie maski „chroni nie nas, ale innych”. Pomijając już to, że na zdrowy rozum maska chroni w dwie strony, także tego, kto ją nosi, to psychologiczny błąd przekazu, że chroni nie noszącego, ale innych, polega na tym, że nie uwzględnia się cech natury ludzkiej. Ludzie w swojej masie nie są altruistami, nie chcą się poświęcać dla innych, często innych ludzi po prostu nie lubią i myślą sobie tak: a w dupie mam chronienie innych, jeśli nie chroni mnie, to nie będę nosić męczącej maseczki. Niestety, przekaz altruistyczny, przez pół roku nieustannie powtarzany zdominował zbiorową świadomość, prawie nikt go nie korygował. Przynosi to od dawna konkretne, negatywne skutki, a aktualny przebieg pandemii w Polsce, pozwala na stwierdzenie, że będzie źle, bardzo źle. Brak miejsc w szpitalach, brak respiratorów, brak personelu medycznego, przy rosnącej liczbie chorych, w tym bardzo ciężko, to scenariusz na jesień/zimę 2020/2021.


Właśnie minęła 4 rocznica Czarnego Protestu kobiet, który wybuchł w reakcji na próbę wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji z inicjatywy Ordo Iuris. I oto za kilkanaście dni kobiety i ci, którzy sprzyjają ich prawom, staną wobec kolejnej ciężkiej próby powstrzymania fundamentalistycznego zamiaru odebrania im ich, i tak ograniczonych, praw. Bowiem w dniu 22 października 2020r. tzw. Trybunał Konstytucyjny ma się zajmować wnioskiem posłów PiS, Konfederacji i PSL-Kukiz’15, dotyczącym wprowadzenia zakazu aborcji w wypadku choroby lub uszkodzenia płodu. Składowi TK orzekającym w tak istotnej dla kobiet sprawie ma przewodniczyć odkrycie towarzyskie Jaro, niejaka Julka P. Bigos tygodniowy czeka zatem, co wysmaży owo gremium, zasiadające w budynku przy ulicy Szucha w Warszawie.


A propos. Ordo Iuris to istna szarańcza, która obsiada ważne pozycje w strukturze obozu władzy i zaostrza jej fundamentalistyczny rys. Wyjątkowo bezczelny i butny młody człowiek w randze wiceministra Spraw Zagranicznych, który ostatnio na posiedzeniu Senatu nawymyślał senatorom opozycji, niejaki Jabłoński Paweł też wywodzi się z tej szemranej organizacji.


W minionym tygodniu Komisja Europejska przedstawiła raport o stanie praworządności w 27 krajach Unii Europejskiej. Wśród krajów, w których nie dzieje się najlepiej, a właściwie dzieje się źle jest Polska. Autorzy raportu zwrócili uwagę m.in. na zmarginalizowanie Trybunału Konstytucyjnego, upolitycznienie Sądu Najwyższego, przejęcie kontroli nad Krajową Radą Sądownictwa, zawłaszczenie mediów publicznych, wrogość wobec LGBT. Obraz Polski, jako państwa w którym są niszczone zasady praworządności, opisany w raporcie jest przygnębiający. I na razie tak naprawdę nie wiadomo, jakie skutki dla Polski, ów raport spowoduje. Bigos tygodniowy z przykrością odnotowuje, że dyskusje na ten temat w łonie Unii Europejskiej trwają, ale decyzji nadal brak.


Jeszcze o tzw. Trybunale Konstytucyjnym…W tym tygodniu planowana jest również rozprawa dotycząca tzw. ustawy dezubekizacyjnej, na podstawie której znacząco obniżono emerytury i renty, byłym funkcjonariuszom policji, którzy choć jeden dzień służyli „w organach państwa totalitarnego”. Ustawa leżakuje w tzw. TK od 2018r., pomimo że dotyczy losów kilkudziesięciu tysięcy osób, w tym około 8 tysięcy wdów i dzieci, pobierających renty rodzinne. Wyrok w tej sprawie miał początkowo zostać ogłoszony 11 września 2020r., następnie termin został odroczony na 6 października 2020r. Bigos tygodniowy podejrzewa, że i ten termin nie przyniesie rozstrzygnięcia, bo przewodnicząca składowi niejaka Julka P. po prostu go po raz kolejny zmieni. Wróble na mieście ćwierkają, że w tzw. TK może zapaść wyrok stwierdzający niekonstytucyjność ustawy, co oznacza możliwość odwoływania się od niekorzystnych dla funkcjonariuszy i ich bliskich decyzji o obniżeniu świadczeń. Bigos tygodniowy cierpliwie będzie zatem czekał na rozstrzygnięcie tzw. TK.

Jądro polskiej ciemnoty

Kraśnik. Na Lubelszczyźnie. Bodaj 15 lat temu byłem tam w Fabryce Łożysk Tocznych.

Fabryka, odbudowana ze zgliszcz w czasach PRL, była wtedy w tarapatach. By kupić dużą partię potrzebnych mi łożysk musiałem najpierw zapłacić. Za te pieniądze fabryka mogła kupić komponenty do produkcji łożysk. Kierowana przeze mnie firma była w dobrej kondycji i takie transakcje wtedy były na porządku dziennym. Oczywiście były ryzykowne, ale bardzo opłacalne.

Nie przypuszczałem wtedy, że Kraśnik stanie się jądrem polskiej ciemnoty (nie mylić z konserwatyzmem). Ciemnotą wykazują się tamtejsi radni, których wybrali mieszkańcy Więc ci radni są emanacją ciemnoty sporej grupy ich wyborców. Owi radni najpierw ogłosili Kraśnik, jedno z najbiedniejszych miast w Polsce, miejscem wolnym od LGBT. Potem podtrzymali swoją decyzję.

Następnie uchwalili, że nie chcą technologii 5G. Różni szarlatani – idioci wmawiają podatnym na plotki ludziom, że ta technologia może być bardzo szkodliwa dla zdrowia. Lud, tu i ówdzie, w to wierzy. Kiedy wynaleziono prąd elektryczny, a on też emituje fale elektromagnetyczne, tylko innej częstotliwości i długości, grupy szarlatanów mówiły to samo. Kiedy wprowadzano GSM, technologie 3G i 4G, było podobnie. Nieoświeceni radni z Kraśnika uwierzyli jednej szarlatance. Ponadto nie chcą sieci Wi- Fi w szkołach. Mogą też chcieć zabronić Internetu w ogóle i telefonii czy komercyjnej TV. No może ojciec Rydzyk cieszyłby się jakimiś względami.

Oczywiście przynajmniej połowa mieszkańców Kraśnika to ludzie rozgarnięci. Połowa to zastraszeni i podatni na kłamstwa, serwowane w imię jakichś fałszywych wartości, biedni ludzie. Żal mi ich. Liderów lokalnej ciemnoty w przyszłości może opiszą w książkach. Będą ich stawiać w jednym szeregu w tymi co w średniowieczu palili wolnomyślicieli na stosach. Teraz nikt nikogo nie pali, ale ciemnota nadal ma swoich zwolenników. Okazuje się, że tym razem trafiła na podatny grunt w Kraśniku.

Bigos tygodniowy

Od kilkunastu dni na oczach zdumionych rodaków, w dobie pandemii i narastającego kryzysu gospodarczego rozgrywała się farsa pt. „Rekonstrukcja”. W głównych rolach obsadzili się Jaro (Stary Królik) i Ziober (samozwańczy kandydat na Nowego Królika), zaś pozostałe figury farsy, w tym Mateo (namaszczony Następca Starego Królika), to tak naprawdę statyści. Intryga przewidywalna, zważywszy okoliczności, a chodzi mniej więcej o to, by Samozwańca zagonić do szeregu, na przyrodzone mu miejsce lidera niewielkiego, acz hałaśliwego stronnictwa, w którym prym wiodą młodzieńcy pewni siebie i nader ambitni, określani przez gawiedź mianem KaKaO. Staremu szło marnie, bo Samozwaniec brykał i żądał, nie odpuszczał, już widział się Starym Królikiem. Jednak wszystko wskazuje na to,że tym razem jeszcze się mu nie udało obalić Starego, a przy okazji Mateo osadzić oślepionego w ciemnicy o chlebie i wodzie za przewiny, które zostały bogato udokumentowane trefnymi papierami niejednokrotnie z jego podpisem. W IV akcie jest wymuszony happy end i „kochajmy się”, ale jak się zdaje na krótko. I tylko szkoda czasu na te trzytygodniowe nocne rozmowy, kiedy dla nas wszystkich z różnych powodów (ekonomicznych, epidemiologicznych) larum grają i nadciągają prawdziwe kłopoty.


Ten styl konfidencjonalnych narad, te srogie i tajemnicze miny, to zajeżdżanie limuzynami bossów poszczególnych Rodzin na nocne narady do capo di tutti capi naprawdę przypomina filmy o włoskiej mafii w USA, z „Ojcem chrzestnym” F.F. Coppoli na czele. Pamiętacie ten wątek z filmu, w którym po zastrzeleniu Sonny’ego Corleone bossowie rodzin Corleone, Tataglia i innych spotkali się, żeby położyć kres wzajemnej masakrze i zawrzeć pokój? Bigosowi tak się to nieodparcie kojarzy i nie tylko jemu.


Rośnie liczba zakażonych COVID 19, rośnie liczba osób w szpitalach i pod respiratorami, rośnie liczba zgonów. Niestety, było to do przewidzenia, bo lekceważenie przez Polaków zasad najprostszych z możliwych, czyli niezachowywanie dystansu, nienoszenie maseczek w miejscach publicznych, musiało dać taki efekt. I będzie gorzej, bo przecież Polacy nie wierzą w koronę, powikłania i zagrożenie zdrowia i życia osób będących w grupie ryzyka. Swoją drogą – jak to jest, że naród tak wierzący w boga, którego nie widział, nie wierzy wirusa, którego przynajmniej, w przeciwieństwie do boga, można zobaczyć pod mikroskopem? Przykre to tym bardziej, że oblewamy jako nacja egzamin z solidarności, takiej zwykłej, nienaznaczonej żadnym heroizmem. Z jednej strony taka postawa jest efektem naszych cech narodowych, wynikających choćby z braku elementarnego szacunku dla drugiego człowieka, z drugiej z sączonego przez „przywódców” przekazu „że wirusa nie ma, nie należy się go bać”. Niestety, jeżeli Polacy się nie ogarną, nie zaczną myśleć, przestrzegać zasad zalecanych przez wirusologów, to jesień i zima będzie ciężka. Medycy trzymajcie się.


Jadwiga Emilewicz, wicepremierka rządu odchodzi z Porozumienia. Przyznała, że drogi polityczne jej i Jarosława Gowina się rozeszły, zamierza być posłem bezpartyjnym w klubie PIS. Jadwiga E. nigdy nie wzbudzała mojej sympatii i mam tu na myśli choćby jej poglądy dotyczące praw kobiet. Jednak trzeba oddać, że jest osobą ambitną, oddaną i wierną członkinią Zjednoczonej Prawicy. Bigos tygodniowy podejrzewa, że zmęczyła ją „współpraca” z Hamletem-Gowinem, który znowu zapragnął być wicepremierem. Mając na uwadze jej zalety, jakże przydatne po prawej stronie sceny politycznej, opisane powyżej Bigos wróży jej karierę w rządzie Mateo i to na jakimś ważnym stanowisku.


Z Sejmu przeniknęły jakiś czas temu informacje, z których wynika, że ziobryści są szkodnikami wszechstronnymi, na różnych polach. Nie tylko reprezentują ekstrema fundamentalizmu religijnego, walczą z prawami kobiet, z ochroną przed przemocą domową i tak dalej, ale występują też przeciw wszelkim inicjatywom prawnym mającym ucywilizować ruch drogowy w Polsce, zmniejszyć liczbę wypadków i śmiertelność na polskich drogach, w tym śmiertelność pieszych. Są więc także darwinistami, bo chcą utrzymać w polskim ruchu drogowym i pieszym zasadę – „ratuj się kto może”.


Gdyby ktoś miał wątpliwości, co to za ziółko z tej filigranowej i słodziutkiej Emilewicz, to przypominam, że na twitterze podżegała niedawno do zaostrzenia ustawy dotyczącej aborcji przez wykreślenie z niej prawa do terminacji płodu uszkodzonego. Ruchy kobiece są w obliczu kolejnej walki, bo na 22 października zapowiedziane jest posiedzenie tzw. Trybunału Konstytucyjnego Przyłębskiej w sprawie wniosku grupy fundamentalistów z PiS o sprawdzenie, czy aborcja eugeniczna jest zgodna z konstytucją. To większe zagrożenie dla i tak już radykalnie ograniczonego prawa do aborcji w Polsce niż to z października 2016, które wywołało masowy Czarny Protest kobiet w całej Polsce. Wtedy bowiem fundamentalistyczny projekt Ordo Iuris próbowano przeforsować przez Sejm, który skapitulował (także głosami PiS, na osobiste wezwanie prezesa) przed protestem. Zważmy jednak, że oczywistych względów Sejm jest znacznie mniej odporny na masowe protesty niż taki TK. Bo jak zatrzymać protestami wyrok TK? Jedyne co można, to odsuwać w czasie decyzję ad calendas graecas. Ale to może stać się tylko wtedy, o ile Kaczyński nadal pozostaje niechętny zaostrzaniu ustawy antyaborcyjnej, lęka się protestów kobiet i przykaże Przyłębskiej, żeby zrobiła z tym wnioskiem co trzeba. I o ile nie przekonają go perfidne podszepty Emilewicz.


Na pięknej ziemi lubelskiej jest miasto Kraśnik. Do niedawna niewiele osób wiedziało gdzie tak naprawdę jest ów Kraśnik, ale teraz cała Polska wie, cała Europa i świat cały. Podejmują tam ciekawe uchwały, a to LGBT, a to 5G jest na tapecie. Ostatnio nawet zaproponowano, aby wi-fi w szkołach zlikwidować, a to wszystko dla dobra obywateli – dorosłych i dzieci. Władza wie najlepiej, ludu nie wolno narażać, a chronić go trzeba przed złymi wpływami, bo bezrozumny i bezradny jest. Bigos tygodniowy czeka na otrzeźwienie władzy (nie tylko Kraśnika), bo naprawdę robi się i straszno i śmieszno w stopniu narastającym geometrycznie. W internecie już krążą memy i hasła popularyzujące Kraśnik, a szczególnym zainteresowaniem cieszy się hasło: „Kraśnik – strefa wolna od rozumu”.


50 ambasadorów i przedstawicieli organizacji międzynarodowych podpisało się pod skierowanym do polskich władz listem otwartym w sprawie społeczności LGBT. List został opublikowany na stronach ambasady amerykańskiej, zaś ambasadorka Georgette Mosbacher podkreśliła, że prawa człowieka nie są ideologią, to prawa uniwersalne. Nasi m.in. szef kancelarii premiera Dworczyk Michał, wiceminister spraw zagranicznych Jabłoński Paweł, pisząc wprost, minimalizują wydźwięk tego listu, bo przecież u nas jest wszystko w porządku, a sygnatariusze listu uczestniczą w „evencie ideologiczno -politycznym”. Niestety, u nas nie wszystko jest w porządku, a nawet w sprawie LGBT jest zupełnie źle. List otwarty tylko potwierdza tę diagnozę i żadne zaklęcia czy akty strzeliste takiej oceny nie zmienią.