Barokowa cudowność tej literatury Recenzja

Dziś wydaje mi się niewiarygodne, że przeszło trzydzieści lat temu, podczas pierwszej lektury „Królestwa z tego świata” Alejo Carpentiera, ale też innych jego powieści, „Eksplozji w katedrze”, „Wojny czasu”, „Podróży do źródeł czasu” czy „Harfy i cienia” traktowałem tę prozę jako realistyczną, choć realizmem kipiącym i ponadprzeciętnie wybujałym. Teraz, po latach czytałem ją przede wszystkim jako niebywałą kreację literacką wielkiego stylisty i pisarza o nieprawdopodobnej, rzadkiej nawet wśród pisarzy wyobraźni. Tym też razem znacznie mniej istotne wydało mi się to, co stanowi, dość wątłą, fabułę tej powieści. Chłonąłem natomiast ten cudowny, soczysty, przebogaty, zmysłowy i poetycki zarazem styl, w którym jest wszystko: dramatyzm, koneserska erudycja, wykwint, współczucie, ironia, przepych. Wszystko. Przecież jednak już w przedmowie do „Królestwa” powiada Carpentier, a nawet mocno to akcentuje, że wybierając się w podróż na Haiti w 1943 roku szukał tam przede wszystkim cudowności („odczułem atmosferę najprawdziwszych czarów na ziemiach Haiti”). Napisał też, że „cudowność poszukiwana w wyblakłych kliszach lasu Broceliandy, Rycerzy Okrągłego Stołu, czarodzieja Merlina i legend arturiańskich” była już dla niego „nużąca” i że tę „rzeczywistość cudowną” znajduje na Haiti i w Ameryce Łacińskiej na każdym kroku. W innym tekście Carpentier napisał: „Moja przygoda z surrealizmem sprawiła, że poczułem się Latynoamerykaninem bardziej niż kiedykolwiek. My mieliśmy to, czego oni szukali. W Paryżu trzeba było pracowicie wyciskać, doić rzeczywistość, żeby wydobyć cudowną materię; tutaj cudowność była tuż za rogiem”. Carpentier dostrzegał w Ameryce Łacińskiej jej barokowy charakter. Jak napisała Ewa Nawrocka, „barok jest tu pojmowany jako kategoria nie tylko estetyczna, ale również duchowa; ma swoje źródło w oszałamiającym bogactwie amerykańskiej przyrody i współistnieniu różnych tradycji i odmiennych rodowodów. Stanowi swego rodzaju kod kulturowy, jest manifestacją złożonego systemu wartości, który kontrastuje z klasycznym racjonalizmem właściwym europejskiej nowoczesności”.

W planie tematyczno-konstrukcyjnym „Królestwo z tego świata”, jak napisała w posłowiu Ewa Nawrocka, to powieść o konfrontacji dwóch światów, dwóch modeli kulturowych: „świata francuskich kolonizatorów i świata czarnoskórych niewolników, nowoczesnej Europy i tradycji afrykańskich przodków, francuskich ogrodów i dzikiej przyrody puszczy, chrześcijaństwa i obrzędów wudu, „Fedry” Racine’a i muzyki rytualnych bębnów”. Konfrontacji kartezjańskiej interpretacji rzeczywistości z rzeczywistością pozarozumową. „Królestwo” to także powieść o postawach obcych, przybyszów, w stosunku tego świata. Mackandal, to bojownik utożsamiający się ze sprawą niepodległości Haiti aż do heroicznej śmierci. Ti Noel odrzuca świat Wielkiej Encyklopedii i wartości cywilizacji Oświecenia i wybiera tradycje wielkich wojowników afrykańskich i magicznej mocy bóstw. Krwawy król Haiti Henri Christophe próbuje stworzyć potęgę wyspy poprzez przejęcie kultury białej cywilizacji, kultury „zapożyczonej”, a Paulina Bonaparte szuka pod tym tropikalnym nieboskłonem, wiedziona utopijnymi złudzeniami, Raju na Ziemi. W „Królestwie”, w okruchach zdań, pojawia się motyw zdarzenia sprzed lat, Wielkiej Rewolucji Francuskiej i to w szczególnie jaskrawy sposób demaskuje czczość haseł i wolności, równości i braterstwie. Wracam jednak do punktu wyjścia. Lektura „Królestwa z tego świata” to dziś dla mnie przede wszystkim uczta literacka, picie z krynicy barokowego stylu, przyjemność estetyczna czerpana z czytania dla samej przyjemności, bez potrzeby dodatkowych uzasadnień.

 

Alejo Carpentier – „Królestwo z tego świata”, przekł. Kalina Wojciechowska, posłowie Ewa Nawrocka, wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2018, str. 150, ISBN 978-83-06-03460-8.