Mieszkania i praca dla niezamożnej części społeczeństwa

W Polsce, poczynając od 1989 roku, zachodzą istotne zmiany polityczne, gospodarcze oraz społeczne. Są one konsekwencją zarówno transformacji ustrojowej, jak też rozwijającej się epidemii.

Przestało funkcjonować wiele firm, a w szeregu ograniczano godziny pracy i wysokość wynagrodzeń pracowników. Zwiększyło się bezrobocie rejestrowe (z 5,0 % w październiku i 5,2 % w grudniu 2019 roku do 6,2 % w grudniu 2020 roku, tym samym tysiące ludzi utraciło możliwość zarobkowania. Zamykano również galerie handlowe, jak i szereg placówek kulturalnych, oświatowych i rekreacyjnych. Zaistniała sytuacja ma istotny wpływ nie tylko na obecne , ale również przyszłe warunki życia społecznego i sytuację gospodarczą kraju Sytuację tą częściowo łagodziły rządowe programy pomocowe.

Nie wiadomo kiedy epidemia wygaśnie. Jak prognozują niektórzy epidemiolodzy może ona jeszcze trwać kilka miesięcy, a nawet dłużej. Niezależnie, od tego kiedy ona wygaśnie, wiadomo, że wiele dziedzin życia i gospodarki nie będzie funkcjonowało tak, jak przed jej pojawieniem się. Dlatego też, dla ograniczenia zakresu i skali epidemii, koniecznym jest podjęcie próby określenia charakteru i zakresu zachodzących zmian oraz działań niezbędnych dla dostosowania państwa i jej gospodarki do funkcjonowania w zmienionych warunkach.

Zmiany te mieć będą wpływ na wiele obszarów funkcjonowania państwa, w tym szczególnie na warunki bytowe obywateli. Wielu pracujących , zatrudnionych zarówno w sferze przedsiębiorstw jak i w służbie zdrowia, oświacie, służbach mundurowych oraz innych obszarach funkcjonowania państwa, zarabia bowiem poniżej mediany płac w gospodarce narodowej i niewiele powyżej minimum socjalnego. Pracownicy ci tworzą grupę osób niezamożnych, których nie stać na samodzielne zaspakajanie własnych potrzeb bytowych i nie mających możliwości uzyskania pomocy socjalnej państwa dla ich zaspakajania.

Pomimo upływu ponad trzydziestu lat od rozpoczęcia transformacji i niezależnie od wielu podejmowanych inicjatyw, nie udało się rozwiązać szeregu istotnych problemów bytowych społeczeństwa. Wśród nich, szczególne znaczenie ma brak mieszkań dla osób biednych i niezamożnych, istniejące bezrobocie oraz niski poziom wynagrodzeń znacznej części osób pracujących. Z uwagi na społeczną i gospodarczą rangę tych problemów należy im poświęcić szczególna uwagę ,w aktualnie opracowywanym przez agendy rządowe Krajowym Programie Odbudowy.

1.Na koniec sierpnia 2020 roku, średnie wynagrodzenie ogółu pracowników zatrudnionych w gospodarce narodowej wyniosło 5371,5 zł brutto a mediana ich wynagrodzeń netto 2919,54 zł. Oznacza to, że połowa pracujących zarabiała miesięcznie średnio taką kwotę lub nawet mniejszą. Spośród nich wywodzą się grupy pracowników niezamożnych. Pracownicy ci zarabiają powyżej minimum socjalnego , ale z uwagi na ich wysokość nie kwalifikują się do uzyskania pomocy socjalnej ani przydziału lokalu komunalnego. Pracowników tych nie stać na zakup mieszkania lub jego wynajem po aktualnych cenach komercyjnych. Jednocześnie 10% zatrudnionych zarabia miesięcznie powyżej 8239 zł brutto i z pośród nich, najczęściej wywodzą się nabywcy nowych mieszkań , kupowanych zarówno w celu zaspokojenia własnych potrzeb jak i w celach inwestycyjnych.

Nie jest znany czas kiedy epidemia wygaśnie. Epidemiolodzy prognozują, że może ona trwać jeszcze kilka lub kilkanaście miesięcy. Wiadomo jednak, że już obecnie powoduje istotne zmiany, zarówno w życiu społecznym, jak i w gospodarce kraju. Dlatego też, koniecznym jest jak najszybsze podjęcie próby nie tylko określenia ich charakteru i skali, ale także możliwości eliminacji ich negatywnych skutków, zwłaszcza w zakresie budownictwa mieszkaniowego i rynku pracy.

2. Niezwykle istotnym problemem i dotychczas nierozwiązanym jest brak mieszkań na wynajem przez ludzi niezamożnych. Pomimo wzrostu ilości mieszkań oddawanych do użytku , w tym również w latach 2015 -2020 , ich ilość nie miała istotnego wpływu na poprawę sytuacji mieszkaniowej niezamożnej części społeczeństwa. Wynikało to z faktu, że większość tych mieszkań przeznaczona była na sprzedaż lub wynajem po cenach komercyjnych, rynkowych. Tym samym nie są one dostępne dla ludzi niezamożnych, a więc tych , których nie stać na ich kupno ani wynajem po cenach komercyjnych. Dlatego też, dla poprawy sytuacji mieszkaniowej tej grupy obywateli, Rząd, w dniu 27 września 2016 roku przyjął Narodowy Program Mieszkaniowy. Jego głównymi celami są:

– zwiększenie dostępu do wynajmu mieszkań przez osoby o dochodach uniemożliwiających ich nabycie lub wynajęcie, na warunkach komercyjnych,
– zwiększenie możliwości zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych osób zagrożonych wykluczeniem społecznym ze względu na niskie dochody lub szczególnie trudną sytuację życiową.

Sam program zakłada zarówno działania rządowe , jak i komercyjne prywatnych inwestorów. W przyjętym Narodowym Programie Mieszkaniowym założono, że dla istotnej poprawy sytuacji mieszkaniowej w Polsce koniecznym jest wybudowanie, w okresie do 2030 roku, około 2,5 mln mieszkań , w tym 1 mln w ramach rządowego programu Mieszkanie Plus i 1,5 mln w ramach inwestycji komercyjnych. Dla zapewnienia realizacji przyjętych zadań, powinno być średnio przekazywane do użytku około 250 tys. mieszkań rocznie, z tego około 100 tys. w ramach programu rządowego i 150 tys. w ramach „programu komercyjnego”. Dla zapewnienia realizacji części rządowej, stanowiącej program Mieszkanie Plus, domy mają być budowane na gruntach stanowiących własność Skarbu Państwa, pod nadzorem utworzonego w 2017 roku Krajowego Zasobu Nieruchomości. Czynsze za wynajem takich lokali nie będą jednak regulowane przez państwo, jak wstępnie zakładano, ale ustalane przez inwestorów. W ramach części komercyjnej, przyjęto program „Mieszkanie dla rozwoju”. W jego ramach przewidziano budowę mieszkań przez prywatnych inwestorów na gruntach prywatnych. Nadzór nad jego realizacją sprawuje BGK Nieruchomości SA. Dla koordynacji realizacji przyjętych programów, w styczniu 2018 roku, powołano Radę Mieszkalnictwa, jako organ pomocniczy prezesa Rady Ministrów, niezależnie od roli, jaką w tym zakresie pełni Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii. Z kolei w czerwcu 2018 roku, z inicjatywy tej rady powołano Forum Dialogu Mieszkaniowego.

2.1. Niezależnie od uruchamianych programów , w tym również w latach 2014 – 2019, zarówno gminy jak i zakłady pracy zmniejszyły ilość mieszkań przekazanych do użytkowania; gminy zmniejszyły ilość takich mieszkań o ponad 26 % a zakłady pracy o ponad 11%. W latach 2017 – 2019, wśród ogółu 507,6 tyś. mieszkań przekazanych do użytkowania tylko 11 416 ( 2,2 %) lokali było wynikiem budownictwa społecznego, gmin i zakładów pracy. Dlatego też, od początku 2019 roku rząd wprowadził zmodyfikowany program „ mieszkanie na start”, czyli system dopłat do czynszów, z których mogły skorzystać osoby wynajmujące mieszkania, nie tylko wybudowane w ramach programu Mieszkanie Plus , ale również na rynku komercyjnym. Niezależnie od zmniejszenia ilości mieszkań powstałych w ramach budownictwa społecznego, gmin i zakładów pracy, ogólna ilość mieszkań przekazywanych corocznie do użytku wynosiła ponad 190 tys., to jest znacznie więcej niż założono w Narodowy Programie Budownictwo . Należy podkreślić, że wzrost ten uzyskano dzięki rozwojowi budownictwa deweloperów i indywidualnych inwestorów. W tej sytuacji, wzrost ilości mieszkań oddawanych do użytku nie przekładał się na znaczącą poprawę dostępności mieszkań dla osób o dochodach zbyt niskich, by nabyć je lub wynająć na warunkach rynkowych. Jednocześnie o dochodach zbyt wysokich, by móc ubiegać się o najem mieszkania komunalnego. Problem ten dotyka przede wszystkim ludzi młodych, którzy wchodzą na rynek pracy, oraz rodzin wielodzietnych (wg oceny realizacji Narodowego Programu Mieszkaniowego w 2019 roku – str.11 ).

2.2. Wybuch pandemii , oprócz wielu innych konsekwencji , spowodował również istotne zmiany na rynku mieszkaniowym. Zaliczyć do nich należy zmiany lokalizacji mieszkań, z usytuowanych w blokach i centrach miast na zlokalizowane na ich obrzeżach, w pobliżu terenów rekreacyjnych lub nawet w mniejszych miejscowościach. Jednocześnie wprowadzone zdalne nauczanie spowodowało rezygnację tysięcy studentów z wynajmu mieszkań. Tym samym zmniejszyła się opłacalność ich wynajmu. W tym samym okresie nastąpił gwałtowny spadek oprocentowania lokat bankowych. W ich konsekwencji inwestorzy zaczęli szukać bardziej opłacalnych i stabilniejszych form lokat inwestycyjnych. Taką formą okazały się inwestycje w budownictwo mieszkaniowe. W ich konsekwencji nastąpiło zwiększenie ilości wybudowanych i przekazywanych do użytku mieszkań, jednak głównie przeznaczonych na sprzedaż i ewentualnie wynajem po cenach komercyjnych.

Aktualnie, pomimo zwiększenia ilości mieszkań przekazywanych do użytku i przewidywanej realizacji ogólnych założeń Narodowego Programu Budownictwa, co najmniej 10 % osób pracujących nie stać nie tylko na kupno mieszkania, a nawet jego wynajem na rynku komercyjnym. Przyczyną tego stanu jest zarówno niski poziom wynagradzania znacznej części pracujących, jak i relatywnie wysoki koszt zakupu mieszkania lub jego wynajmu. Dlatego też, w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii podjęto opracowanie Pakietu Mieszkaniowego, którego celem jest uruchomienie mechanizmów wspierających realizację Narodowego Programu Mieszkaniowego. Ma on składać się z dwóch części – społecznej i komercyjnej (rynkowej). Część społeczna tego pakietu została przyjęta w formie ustawy z dnia 10 grudnia 2020 roku, „o zmianie niektórych ustaw wspierających rozwój mieszkalnictwa”. Trwają natomiast prace nad drugą częścią pakietu – „komercyjną”. Ma ona zawierać m. in. rozwiązanie umożliwiające uzyskanie ulgi w podatku PIT przez osoby kupujące pierwsze mieszkanie, uregulowanie prawne tzw. kooperatyw mieszkaniowych i funkcjonowanie społecznych agencji najmu. Ma ona również zawierać rozwiązanie, określone jako „lokal za grunt”, umożliwiające gminom uzyskanie, przy sprzedaży terenów budowlanych, mieszkań zasilających ich pule lokali komunalnych lub socjalnych. Generalnie pakiet ten ma wspierać budownictwo społeczne, realizowane przez Towarzystwa Budownictwa Społecznego, gminy i zakłady pracy.
Rozwiązania zawarte w przyjętej już ustawie umożliwiają zwiększenie finansowego wspierania czynszowego budownictwa mieszkaniowego samorządów, towarzystw budownictwa społecznego, spółdzielni mieszkaniowych oraz spółek gminnych. Zwiększają również możliwości dopłat do budowy mieszkań czynszowych w TBS, z 20 % do 35 % kosztów inwestycji oraz do 50% kosztów budowy i remontów mieszkań komunalnych. Stanowią również zapowiedz większego wsparcia ze strony BGK dla samorządów, towarzystw budownictwa społecznego, spółek gminnych i spółdzielni mieszkaniowych w finansowaniu budownictwa mieszkaniowego.

2.3. Bazując na założenia Narodowego Programu Mieszkaniowego i ocenie jego realizacji w latach 2016 – 2020 , należy przyjąć, że dla jego pełnego wykonania w latach 2021 – 2030, należałoby wybudować około 1930 tyś. mieszkań, czyli średniorocznie ponad 190 tyś., w tym około 90 tys. przez gminy, zakłady oraz jako budownictwo społeczne. Oceniając dotychczasowe zaawansowanie jego realizacji można przyjąć, że cel jakim jest budowa, do 2030 roku, 3,5 mln mieszkań, będzie nie tylko zrealizowany ale i znacznie przekroczony. Wybudowanie tej ilości mieszkań, zapewni nie tylko realizację założeń Narodowego Programu Budownictwa odnośnie ogólnej ich ilości, ale również osiągnięcie wskaźnika co najmniej 435 mieszkań na 1000 mieszkańców oraz zmniejszenie statystycznego ich zagęszczenia , z 2,63 osoby w 2018 do poniżej 2,30 osoby w 2030 roku.

Jednak z dotychczasowej oceny jego realizacji wynika, że możliwości realizacji globalnych założeń są wynikiem intensywnego rozwoju tylko prywatnego budownictwa mieszkaniowego – deweloperów i innych inwestorów prywatnych. W omawianym okresie, wybudowali oni 97,7 % mieszkań oddanych do użytku, a lokale te przeznaczane są głównie na sprzedaż lub wynajem po cenach komercyjnych. Natomiast gminy, towarzystwa budownictwa społecznego i zakłady pracy przekazywały corocznie poniżej 5,0 tyś. mieszkań tj. tylko około 2,3 % ogólnej ilości mieszkań oddawanych do użytku. Zakładając optymistycznie, że uruchamiane instrumenty umożliwią zwiększenie ilości mieszkań budowanych przez tych inwestorów o 100% , możliwe będzie wybudowanie, w latach 2021 – 2030, tylko około 100 tys. mieszkań. Tym samym, z części rządowej Narodowego Programu Mieszkaniowego nie zrealizowaną będzie budowa około 900 tys. mieszkań przeznaczonych na wynajem przez ludzi niezamożnych, których ilość jednocześnie może ulec zwiększeniu na skutek występującej recesji gospodarczej.

2.4. Zwiększenie ilości mieszkań budowanych na wynajem przez ludzi niezamożnych mają wspierać rozwiązania określone w ustawie z 10 grudnia 2020 roku „o zmianie niektórych ustaw wspierających rozwój mieszkalnictwa” jak i nowe , które mają być zawarte w drugiej części tego pakietu. Na szczególną uwagę zasługują określone w ustawie formy wspierania budowy mieszkań na wynajem dla osób mało zarabiających. Szczególne znaczenie może mieć możliwość tworzenia podmiotów publicznych i spółek publiczno – prywatnych budujących mieszkania na wynajem przez ludzi niezamożnych, organizowanych niezależnie od już działających towarzystw, a budujących domy zarówno na terenach będących własnością gmin jak i prywatnych.

Na szczególną uwagę zasługuje organizowanie takich podmiotów przez samorządy gmin, dysponujące terenami budowlanymi, a także inne podmioty, zainteresowane budową takich mieszkań. Dlatego też partnerami w tworzeniu takich podmiotów , oprócz samorządów, w praktyce dysonujących niezwykle ograniczonymi możliwościami finansowymi, mogą być głównie inwestorzy prywatni, poszukujący możliwości opłacalnego lokowania wolnych środków finansowych.

2.5. Dla rozwoju rynku z mieszkaniami na wynajem przez ludzi niezamożnych istotne znaczenie ma struktura budowanych mieszkań, w tym szczególnie małych , o powierzchni 30 – 40 mkw. Mieszkania takie cieszą się szczególnym zainteresowanie kupna lub wynajmu przez ludzi młodych. Już znalazło to odzwierciedlenie w zwiększeniu ich udziału w strukturze mieszkań aktualnie realizowanych inwestycji.

Odzwierciedleniem sytuacji finansowej wielu ludzi młodych jest ich zainteresowanie wynajmem poszczególnych izb w mieszkaniach wielopokojowych lub samodzielnych pokoi w budowanych , jeszcze sporadycznie , hotelach lub pensjonatach pracowniczych.

Pomocnym w wynajmie mieszkań przez ludzi młodych, a w tym regulowania przez nich kosztów najmu , szczególnie w pierwszym okresie ich startu życiowego , mogło by być stworzenie możliwość zaciągnięcia kredytu bankowego na ich spłatę i ewentualne pozyskanie dodatku mieszkaniowego. Wielkość takich mieszkań, jak i forma ich najmu mogły być kryteriami warunkujących ich przyznanie. Istotną może być również, stworzona ostatnio możliwość uzyskiwania dopłat do czynszu za wynajem lokalu.

2.6. Dla rynku mieszkaniowego istotne znaczenie ma również funkcjonowanie spółdzielczości mieszkaniowej. Aktualnie ma ono szczególne znaczenie nie jako inwestor , ale jako dysponent i zarządca znacznej części zasobów mieszkaniowych kraju. Po upływie ponad dwóch dekad od rozpoczęcia ograniczania ich działalności, wiele z nich utrzymało się na rynku i zupełnie dobrze funkcjonuje. Wśród nich utrzymało się szereg spółdzielni małych, liczących po kilkudziesięciu członków, którzy mają bezpośredni wpływ na ich funkcjonowanie. Jednak, znaczna ich część, a szczególnie duże spółdzielnie mieszkaniowe , zmieniły swój charakter, ze społecznego na komercyjny. Jednocześnie wiele z nich jest dysponentem, na zasadzie wieczystej dzierżawy, wielu terenów budowlanych. Stwarza to możliwości, przy odpowiednim motywowaniu ze strony właściciel tych gruntów, budowy na tych terenach również domów z mieszkaniami na wynajem a w tym również dla niezamożnych osób pracujących.

2.7. Dla prawidłowego funkcjonowania całego rynku mieszkaniowego, a w tym szczególnie mieszkań na wynajem, istotne znaczenie ma prawidłowe ukształtowanie relacji pomiędzy właścicielami i wynajmującymi, przy jednoczesnej ochronie strony słabszej jakimi w takich relacjach są wynajmujący. Jak nieraz tragicznie układają się takie stosunki dokumentują relacje wielu osób a nawet opisy zawarte w książce Filipa Springera „13 pięter”. Trzeba jednak zdawać sobie również sprawę, że nieprawidłowości w ich kształtowaniu nie leżą tylko po stronie właścicieli, ale na ich stan w bardzo wielu przypadkach istotny wpływ mają również wynajmujący. Nie tylko niszczenie wynajmowanych lokali, nie płacenie czynszu czy uciążliwość dla sąsiadów, ale również częsta bezradność właścicieli w stosunku do najemców nie chcących opuścić wynajmowanych lokali, są przyczyną niechęci wielu z nich do wynajmowania mieszkań. Dlatego też, na prawidłowe kształtowanie tych relacji liczący się wpływ może mieć tworzenie, niezależnie od istniejących agencji prywatnych, również społecznych agencji najmu. Agencje takie mogłyby, pełnić nie tylko funkcje informacyjne o rynku mieszkaniowym i doradcze dla zawierających umowy najmu, ale również oceniającym prawidłowość ich realizacji i ewentualnie być społecznym arbitrem w zaistniałych sporach. Również wpływ na kształtowanie tych relacji może mieć tworzenie organizacji właścicieli lokali na wynajem, a także organizacji najemców mieszkań. Mogłyby one, na wzór istniejących w niektórych państwach, pełnić role informacyjne i doradcze dla każdej ze stron.

3 Dla poprawy warunków bytowych pracujących ludzi niezamożnych istotne znaczenie ma nie tylko tworzenie możliwości wynajmu lub kupna mieszkania, ale również i pozyskanie zatrudnienia z godziwym wynagrodzeniem, odpowiednim do posiadanych kwalifikacji oraz wykonywanej pracy.

3.1. W gospodarce narodowej zatrudnionych jest ponad 16,4 mln osób, z tego 61 % ( około 9,9 mln osób) w przedsiębiorstwach różnej wielkości i branż, a pozostałe osoby w innych sferach działalności państwa. Wśród ogólnej ilości firm sektora przedsiębiorstw, ponad 96 % stanowią mikro przedsiębiorstwa zatrudniające do 9 pracowników a małe i średnie stanowią łącznie tylko 3,3% ogólnej ich ilości. Natomiast przedsiębiorstwa duże, zatrudniające co najmniej 250 pracowników lub więcej, stanowią tylko około 0.2 % ogólnej ich ilości . W skali całego kraju, pod względem ilości , dominują więc mikro firmy, które tworzyły ( wg . „Raport o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce ‘ 2020 PARP) 40 % miejsc pracy w sektorze przedsiębiorstw. Firmy małe i średnie łącznie tworzyły ponad 28 % miejsc pracy a firmy największe ponad 31 %. Łącznie wszystkie firmy sektora przedsiębiorstw wytworzyły (w 2018 roku) 73,5% PKB , w tym mikro firmy 30,2 %, małe 8,5%, średnie 11,1% a duże 23,8%. Udział poszczególnych grup firm w kształtowaniu rynku pracy i tworzeniu PKB jest konsekwencja zarówno skali, jak i efektywności ich działania. Stąd wysoki udział mini firm w tworzeni PKB jest konsekwencją głównie ich ilości, a wysokość płac zatrudnionych w nich pracowników relatywnie niską efektywnością ich działania.

3.2. W latach 2015 – 2020 w sektorze przedsiębiorstw średnia płaca brutto systematyczne wzrastała. W okresie tym zwiększyła się prawie o 40 %. Była jednak znacznie zróżnicowana między pracownikami przedsiębiorstw różnej wielkości, gdyż na koniec tego okresu średnia płaca brutto pracowników zatrudnionych w mini przedsiębiorstwach wyniosła 3094 zł, w małych przedsiębiorstwach 4284 zł. a w średnich 5024 zł.

Wysokość płac pracowników niezamożnych, z mini firm, jak i z innych sfer działalności państwa, jest jednym z podstawowych czynników kształtujących możliwość zaspokojenia ich potrzeb mieszkaniowych. Dlatego też, wzrost wynagrodzeń tej grupy pracowników, zatrudnionych w sferze przedsiębiorstw, jak i innych obszarach funkcjonowania państwa, może mieć istotny wpływ, nie tylko na modyfikacje ich potrzeb mieszkaniowych, ale również charakter lokalnych rynków pracy. Z tego względu, nie tylko wspieranie istnienia takich firm , ale równie ich rozwój i zwiększanie efektywności działania, powinno być przedmiotem oddziaływania zarówno władz państwa, jak i poszczególnych samorządów terytorialnych.

3.3. Z uwagi na rolę mini i małych firm w kształtowaniu warunków bytowych znacznej części społeczeństwa, istotne znaczenie mają działania umożliwiające ich funkcjonowanie, jak i poprawę jego efektywności.
Dla poprawy istniejącej sytuacji koniecznym jest dalsze modyfikowanie istniejących ograniczeń w celu zmniejszania ich negatywnych skutków. Dotyczy to zarówno działalności gospodarczej, jak i kulturalnej czy oświatowej. Obszarem, który szczególnie wymaga konkretnych i efektywnych działań rządu jest pomoc finansowa dla przedsiębiorstw, a w tym szczególnie dla mini i małych firm, najbardziej odczuwających skutki pandemii i wprowadzonych ograniczeń. Istotnym jest, aby pomoc ta była nie tylko efektywna, tzn. w wysokości stwarzającej możliwość utrzymanie firmy i zatrudnienia pracowników, lecz także udzielana szybko.

Dla ograniczania negatywnych skutków epidemii istotne znaczenie ma ponadto znajomość przez właścicieli firm taktyki działania rządu dla jej wygaszenia. Wiele z dotychczas podejmowanych decyzji z „zaskoczenia”, bez odpowiedniego wyprzedzenia czasowego i często bez odpowiednich podstaw prawnych, powodują szereg szkód , w tym szczególnie dla małych firm. Nieznajomość przez środowisko biznesowe takiej taktyki (bądź jej brak) najczęściej uniemożliwia przedsiębiorcom dostosowywanie się do poszczególnych rozwiązań, a tym samym ograniczać ponoszone straty. Jednocześnie taka praktyka działania rządu jest przyczyną braku zaufania ludzi do ich decyzji i bardzo często negatywnych ich ocen.

3.4. Dla ograniczenia skutków panującej epidemii i umożliwienia rozwoju społecznego i gospodarczego wielu obszarów funkcjonowania państwa , koniecznym jest szybkie, często natychmiastowe podjęcie szeregu działań. „Jaskółką” takiego podejścia jest aktualnie opracowywany pakiet ustaw związanych z realizacją Narodowego Programu Budownictwa. Jednak, jak wykazała dotychczasowa ocena, dla jego pełnej realizacji koniecznym jest stworzenie warunków do zwiększenia zdolności finansowej potencjalnych mieszkańców budowanych mieszkań. Można to osiągnąć głównie w wyniku poprawy efektywności działania przedsiębiorstw (w tym szczególnie mini i małych), ich rozwój oraz zwiększenie nakładów budżetu państwa szczególnie na sfery; służby zdrowia i oświaty oraz wzrost wynagrodzeń zatrudnionych w nich pracowników.

3.5. Struktura wielkości firm sektora MSP w Polsce różni się od istniejącej w Unii Europejskiej. W Polsce jest, procentowo biorąc, więcej mini firm niż w Unii Europejskie i mniej firm małych. Jednocześnie w Unii do mini firm kwalifikuje się podmioty zatrudniające do 20 pracowników, a w Polsce do 9. Wśród polskich mini firm dominują prowadzące działalność handlową, a najmniej jest funkcjonujących w sferze przemysłu. Wśród nich dominują jednoosobowe firmy osób fizycznych. Oba te czynniki mają wpływ na ich innowacyjność i efektywność działania. Dlatego też, w szczególności dla zwiększenia efektywności działania, zarówno mini, jak i małych firm, należy dążyć do zwiększenia: :

– innowacyjności ich działania, a w tym szczególnie firm produkcyjnych i usługowych.
– skali działania wielu mikro firm i jednocześnie i wzrostu ilości małych , a nawet średnich firm.

3.6. Wśród ogółu małych i średnich przedsiębiorstw (w 2018 roku) zbyt mały był udział firm innowacyjnych. Było tylko 18,5 % innowacyjnych firm przemysłowych i tylko 10,4% usługowych tylko 10,4 %. Wśród firm przemysłowych ponad 15 % realizowało głównie innowacje procesowe a 12 % produktowe. Natomiast wśród firm usługowych ponad 8 % realizowało innowacje procesowe a niewiele ponad 5 % produktowe. Cechą charakterystyczną działań innowacyjnych w obu tych grupach firm jest najczęściej ich zewnętrzne pochodzenie i w niewielkim zakresie rozwijanie innowacji opracowanych przez zatrudnionych pracowników. Natomiast pozytywnym zjawiskiem, szczególnie wśród małych firm, jest ich współpraca z dużymi przedsiębiorstwami. Jednocześnie trudnym i ważnym do oceny jest poziom działań innowacyjnych w przemysłowych mini firmach. Z uwagi jednak na ich znaczenie w gospodarce, podniesienie tego poziomu wymaga zarówno badań, jak i określonych działań, w tym . szkoleń zatrudnionych w nich pracowników oraz doradztwa branżowego i specjalistycznych rozwiązań technicznych i organizacyjnych.

3.7. Wśród ogólnej ilości przedsiębiorstw firmy duże, zatrudniające 250 i więcej pracowników, stanowią tylko 0,2 % . Mają jednak istotne znaczenie dla gospodarki, gdyż tworzą prawie 24 % PKB i zatrudniają prawie 32 % osób pracujących w sferze przedsiębiorstw. Jednocześnie wiele z tych przedsiębiorstw współpracuje z małymi i średnimi firmami, które często są ich kooperantami i dostawcami wielu typowych elementów.
W grupie przedsiębiorstw przemysłowych najbardziej innowacyjnymi są firmy duże. Wśród nich dominują przedsiębiorstwa zatrudniające do 500 pracowników. Stanowią one ponad 65% grupy największych przedsiębiorstw w Polsce. Jednocześnie w grupie 457 przedsiębiorstw największych , w której jest m.in. m. in. Polski Koncern Naftowy ORLEN SA, Jeromin Martins Polaka ( Biedronka), Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo S.A., PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., Lotos Polska sp. z o. o., 261 stanowi własność kapitału zagranicznego, a 157 własność kapitału polskiego z udziałem kapitału zagranicznego. Wyłączą własność kapitału polskiego, Skarbu Państwa, prywatnego oraz samorządów terytorialnych, stanowi tylko 49 przedsiębiorstw. Struktura własności tych firm, ma nieraz wpływ na dobór kooperantów czy dostawców części lub zespołów do produkcji.

Istotną cechą działalności wielu z tych firm jest ich innowacyjność. Z pośród nich (w 2018 roku) innowacyjny charakter działalności miało ponad 59% firm przemysłowych i ponad 42 % usługowych. Skala tej działalności i jej efektywność jest największa w grupie przedsiębiorstw przemysłowych. Ma ona istotny wpływ na ich udział w kształtowaniu budżetu państwa i wielu samorządów terytorialnych, rynku pracy i skalę zamożności zatrudnionych w nich pracowników. Jednocześnie innowacyjność wielu z nich oddziałuje na charakter działalności współpracujących z nimi firm.

3.8. Dla zwiększenia innowacyjnego działania wielu firm, a w tym również mini i małych, istotne znaczenie ma rozwój różnorakich form szkolenia i doradztwa , szczególnie branżowego., zarówno kadry kierowniczej, jak i określonych specjalistów. Jedną z przyczyn tego stanu jest to, że większość kadry kierowniczej takich firm ma wykształcenie tylko techniczne i w jego konsekwencji swoją uwagę koncentruje się na innowacjach technicznych i procesowych, z pominięciem innych ich form, często bezinwestycyjnych. Z Raportu PARP o stanie sektora MSP w Polsce i UE 2020 (str.8) wynika, że jedną z przyczyn tego stanu jest niedocenianie innych metod innowacyjnego działania i często nie docenianie możliwości wewnętrznego ich opracowywania. O potrzebie rozwoju działalności edukacyjnej i doradczej w tym zakresie, świadczy zainteresowanie szkoleniami organizowanymi przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Jednak, niezależnie od jej działalności istniej potrzeba organizowania szkoleń i innych form edukacji oraz wymiany doświadczeń z zakresu umiejętności zarządzania, jak i działalności innowacyjnej. Szczególne znaczenie ma organizowanie takich szkoleń w poszczególnych obszarach działalności gospodarczej sektora MSP. Dlatego też, zasadnym jest, aby ramach prac nad Krajowym Programem Odbudowy i równolegle do formułowania drugiej części Narodowego Programu Budownictwa opracowanie programu rozwoju przedsiębiorczości. Jego celem powinno być określenie przedsięwzięć mających na celu zarówno zwiększenie efektywności działania firm, szczególnie w zmieniających się warunkach ich funkcjonowania, jak i umożliwiających wzrost wynagrodzeń zatrudnionych w nich pracowników. Dlatego też, dla jego uzyskania koniecznym jest podjęcie szeregu działań, w tym szczególnie ;

– wspierających wzrost innowacyjności firm,
– sprzyjających wzrostowi skali działalności, a tym samym zwiększenie udziału małych i średnich firm w całym sektorze przedsiębiorstw,
– tworzących klimat społecznego uznania dla osób i instytucji (a może i organizacji pozarządowych?) szczególnie przyczyniających się do rozwoju polskiej gospodarki oraz jej innowacyjnej działalności.

Wszystkie te działania powinny być inicjowane i wspierane , zarówno przez władze państwa, jak i samorządy terytorialne. Ich realizacji powinna przyświecać świadomość, że bez zintegrowanego programu i skoordynowanych działań na rzecz rozwoju budownictwa mieszkaniowego, jak i jednoczesnego zwiększania efektywności działania przedsiębiorstw, oraz wzrostu dochodów pracowników, nie da się skutecznie rozwiązywać tych problemów.

Brzydkie słowo na k.

Zimna wojna z liberałami wciąż trwa

Liberałowie zbierają owoce wyczynowego wariantu kapitalizmu, który współtworzyli od końca lat 70. ubiegłego wieku. Marsz do królestwa wolności dla kapitału rozpoczął prezydent R. Nixon w r. 1971. Zniósł wymianę dolarów na złoto. Spuścił ze smyczy kapitał finansowy, który i tak jest zawsze sztabem głównym systemu. W krótkim czasie powstał kapitalizm bez granic narodowych, bez granic dla eksploatacji przyrody, pracy i życia ludzkiego. Skumulowane skutki tych zmian tworzą podglebie dla ruchów protestu, które podtrzymują status quo. Opatruje się je ogólną nazwą populizmu. Rodzina to rozrośnięta: od soft-nacjonalizmów, tradycjonalistyczno-religijnej prawicy do nostalgików reakcyjnej prawicy, która tworzy różne odcienie postfaszyzmu. Także ruchy lewicowe kontestujące neoliberalny kapitalizm wpadają w ten wielki wór wrogów demokracji i rozsądku. Miało być pięknie jak nigdy dzięki wolnemu rynkowi, a skończyło się paradą rozczarowanych kontestatorów. Jednak ich protest nie sięga ekonomicznych źródeł. Z prawej strony ogranicza się tylko do podważania liberalnej demokracji i jej kosmopolityzmu, z lewej zaś do postulatów poszerzania autonomii jednostki w sprawach rasy, płci, praw reprodukcyjnych. Na scenie politycznej to wojny kulturowe, a co jest za kulisami?

Łatwiej wskazać „ciapatego” i wyładować na nim gniew klasowy, łatwiej też współczuć opozycji zmagającej się z autokratą gdzieś na świecie. Trudniej zrozumieć, jak funkcjonuje wirówka kapitału, w której znalazła się i przyroda, i klasy pracownicze. O tym czwarta władza milczy. Wykonajmy to zadanie za nią.

Scena polityczna wznosi się na fundamencie wyczynowego kapitalizmu, czyli sposobu produkcji, który jest oparty na własności prywatnej środków gospodarowania i konkurencji o zyski. Jego logika produkcji podporządkowana jest rencie z posiadanych aktywów, teraz głównie finansowych. To ekonomiści katedralni i bankowi, klasy menedżerskie, elita rządząca na przełomie lat 70/80 przeszli na służbę rentowności kapitału, porzucili kompromis powojenny między kapitałem a pracą. Organizacje międzynarodowe, zwłaszcza MFW, Bank Światowy, później WTO, kierowane z tylnego siedzenia przez departament Skarbu USA – wdrożyły model kapitalizmu bez granic: państwowych, społecznych i ekologicznych, z dostępem do taniej pracy montażowej w Azji, potem w Europie Centralnej. Potocznie zwie się go globalizacją. Ważnym ogniwem tej jakościowej zmiany były reformy Deng Xiaopinga w Chinach po 1978 r. Pojawiła się zdyscyplinowana i tania siła robocza, najpierw dostępna dla chińskiej diaspory z Hongkongu, Tajwanu i Singapuru. Pojawiły się nowe pola akumulacji kapitału: prywatyzacja przedsiębiorstw sektora publicznego, komercjalizacja usług publicznych, obniżenie kosztów pracy w rezultacie jej uelastycznienia. Do tego doszły reformy sytemu podatkowego, możliwość optymalizacji podatkowej i ukrywania nadwyżki w rajach podatkowych. Wall Street stała się miejscem cudownej przemiany nadwyżki światowej na produkty finansowe, co Yanis Varoufakis nazwał Globalnym Minotaurem. To okoliczności historyczno-społeczne leżą u podstaw ogromnej władzy korporacji finansowych nad państwami za pomocą mechanizmu długu publicznego. Do tego dochodzi kontrola nad myślą akademicką, szczególnie pompowanie nagrodami (tzw. ekonomicznym noblem) głównych twórców doktryny neoliberalnej (M. Friedman, F. von Hayeka), a także nad mediami. Tu królują bankowi ekonomiści i przedstawiciele probiznesowych think tanków.

Teoretyczne państwo. System obiegu kapitału na całej planecie osłabił klasy pracownicze. Po pierwsze, na bocznicy znalazło się państwo. By przyciągnąć, a później zatrzymać inwestorów – otworzyło rynki wewnętrzne. Korporacje, grożąc ucieczką kapitału portfelowego i inwestycji, wymusiły równanie w dół w zakresie podatków, obciążeń socjalnych, transferu zysków. Stopy podatkowe od dochodów indywidualnych spadły z około 60-70% do 40-50% między 1979 a 2000 r. Kodeksową ochronę pracy zastąpiła prekarność, czasowe zatrudnienie, biedapłace, eksploatacja pracy w strefach specjalnych, montowniach, paczkowniach, sektorze usług personalnych. Tu dochody są niższe i niepewne. W rezultacie brak obecnie arbitra, który by kształtował warunki brzegowe dla wykorzystania kapitału, pracy i zasobów przyrody na zasadzie zdrowego kompromisu.

Wielkie korporacje. Po drugie, wyrosły udzielne księstwa w demokratycznym pejzażu. To wielkie korporacje przemysłowe, zbrojeniowe, z sektora surowcowego i finansowego – wszystkie o rozproszonym kapitale właścicielskim, praktycznie zarządzane przez menedżerów, którzy nie ponoszą odpowiedzialności majątkowej za swoje decyzje. Działają oni praktycznie dla pomnożenia wartości giełdowej firmy. W razie błędnych decyzji straty są uspołeczniane jak w okresie kryzysu finansowego 2007/8 czy wcześniejszej bańki internetowej. Dominuje tu perspektywa krótkookresowa. W tym celu menedżerowie obniżają koszty, głównie pracy. Skutkiem tej strategii biznesowej jest obniżenie globalnego popytu – spadają dochody płacowe w firmach, w konsekwencji w krajach. Pojawia się kuszenie konsumentów kredytami, by spieniężyć masę towarową, której wciąż przybywa. Rozwinął się silnie obciążający przyrodę konsumpcjonizm na dopalaczach kredytu konsumpcyjnego i mieszkaniowego. Do utraty suwerenności przez konsumenta przyczyniły się reklamy, wzmocnione efektem demonstracji celebrytów i influenserów w mediach społecznościowych.

Twierdzą wolnej przedsiębiorczości wielkich korporacji stała się Dolina Krzemowa w USA. Do wielkiej mocy Jeffa Bezosa i kolegów przyczyniło się tolerowanie optymalizacji podatkowej oraz możliwość emigracji zysków do rajów podatkowych. Np. w 2015 roku 40% zysków firm międzynarodowych powędrowała do rajów podatkowych (za NBER Working Paper No 24701).
Źródłem ich władzy jest kontrola patentów i kapitał finansowy własny i pożyczany. Tworzą firmy-wydmuszki, bez własnych fabryk. Zastępuję je okrążające glob łańcuchy produkcji, ich ogniwami są podwykonawcy i poddostawcy z całego świata. Mogą łatwo zmieniać ofertę produktową, technologię. Kto inny ponosi bowiem stałe koszty utrzymania majątku produkcyjnego. Jak bezradny wobec ich mocy jest polityk świadczy dawkowanie szczepionek przez Big Farmę. Nikt z „zatroskanych” w UE nawet nie śmie, z wyjątkiem Adriana Zandberga, upomnieć się o hierarchię potrzeb: czy opanowanie epidemii czy niezagrożone profity rentierów zwanych „inwestorami”.

Giełdyzacja gospodarki. Proceder ucieczki przed opodatkowaniem odpowiada za powstanie ogromnej nadwyżki wirtualnego kapitału. Krąży on wokół globu, grożąc zniszczeniami warunków życia jak cyklony. Dzienne transakcje na Wall Street dawno już przekraczyły 6 mld dolarów. To kapitalizm kasyna. Płonne okazały się nadzieje, jakie zwolennicy hipotezy wydajności rynków finansowych spod znaku Miltona Friedmana, pokładali w nowym kapitalizmie finansowym. Miał on być ukoronowaniem gospodarki rynkowej. „ Rewolucja derywatów” miała skutecznie zabezpieczać ryzyko kontraktami terminowymi „futures”. Ale to one w czasie kryzysu finansowego 2007/8 stały się toksycznymi aktywami. Słowem, powstała gospodarka oparta na długu i spekulacjach produktami finansowymi, czyli formą pieniądza niezależną od rynku dóbr oraz obiegu gotówki. Dlatego według znawcy „gospodarki finansowej” Hymana Minsky`ego, „rynki finansowe nie zarządzają ryzykiem, lecz je stwarzają”. Najlepszym sprawdzianem zawodności tak pojętego efektywnego rynku finansowego był spektakularny upadek funduszu dwóch laureatów tzw. ekonomicznego nobla za równanie różniczkowe Blacka-Scholesa (wzorowane na dyfuzji w mechanice) – Long Term Capital Management. Miraż wydajnego długoterminowego inwestowania na rynkach finansowych skończył się jedną z największych akcji ratunkowych, bez której by się ulotniły oszczędności pokoleń. Dlatego w sektorze finansowym pełno zombi-banków. Stał się on w istocie piramidą finansową. Królują tu keynesowskie zwierzęce instynkty: „emocje, lęk, chciwość, owczy pęd” (R. Shiller), a nie wspomniany wzór Blacka-Scholesa i algorytmy wykorzystujące komputery. To kapitalizm dla kilkuset milionów posiadaczy akcji, a więc około 5% populacji świata, którzy liczą na 15% stopę zwrotu z inwestycji na giełdzie. Według obliczeń Thomasa Piketty`ego, na poziomie światowym w r. 2010 promil najbogatszych posiadał 20% całości majątku, 1 proc. około połowy światowego bogactwa (wówczas było to 45 mln posiadających przeciętnie majątek rzędu 3 mln euro, czyli pięćdziesięciokrotność średniego majątku), a grono 10 proc. krezusów rozporządzało wielkością zawartą między 80 a 90% całości majątku. W tej sytuacji dolna połowa ludzkości musi się zadowoli mniej niż 5 proc. całości. Co gorsza, duże dysproporcje występują także między regionami świata: 80% globalnej nierówności dochodu wyjaśnia kraj, a nie klasa według szacunków Branco Milanovića, znanego badacza światowych nierówności. W ten sposób powstała klasa globalnych rentierów. Ich historyczna egzystencja zależy od kapitału pieniężnego krążącego w światowej gospodarce, a bezpośrednio od kontroli rynku finansowego i rent, które on przynosi. Ich zyski nie pochodzą z mitycznej przedsiębiorczości – są to po prostu zyski kapitałowe od udziałów w firmie, odsetki, dywidendy, procenty, renty od nieruchomości. Dlatego Władysław Szymański, od lat badający globalny kapitalizm, nazwał obecną funkcję giełdy „keynesizmem giełdowym”, gdyż o tempie wzrostu cen decyduje obecnie koniunktura giełdowa – tempo wzrostu podaży pieniądza, „finanse finansują teraz finanse”, jak określił angielski ekonomista Jan Toporowski.

Tak więc władza przesunęła się do prezesów wielkich korporacji, i ich drużyn: specjalistów zarządzania, marketingu, reklamy, usług doradczych, prawniczych. To oni są suflerami i klientelą polityczną prawicy zarówno narodowo-tradycjonalnej i konserwatywno-liberalnej, w Polsce POPiSu. Obóz Zjednoczonej Prawicy rekonstruuje system władzy, na wzór sanacyjnego reżimu, skoncentrowanego wokół państwa. Ideologicznie eksploatuje zaś tradycje endecko-klerykalne. Jednak poza pieniężnymi łapówkami dla gorzej sytuowanych, nie narusza istoty systemu, nawet go wzmacnia po wprowadzeniu PPK. PO i jej wariant marketingowy, jakim jest Polska 2050, stanowią reprezentację polityczną 15-17% beneficjentów neoliberalnej transformacji. Pozostają im tylko wyzwalanie energii „obywatelskiej”. Jak tu bowiem tworzyć program, kiedy go się już zrealizowało, że tak powiem, z kretesem.

Zachodnich globalizatorów zaskoczyło państwo chińskie. Nie respektowało bezmyślnie jak nadwiślańscy liberałowie reguł płynących z Waszyngtonu. Nowocześni mandaryni z KPCH wykorzystali otwarcie granic narodowych dla handlu i inwestycji, ale ani nie wpuścili kapitału portfelowego Zachodu, ani nie utracili zwierzchniej władzy na prywatną przedsiębiorczością. Przeciwnie – stosują przemyślaną i skuteczną strategię proeksportową: utrzymują konkurencyjność cenową, m.in. skupują dochody dolarowe eksportujący firm, by nie podnosić kursu dolara w kraju; oddzielają dzięki temu zakupy dolarowe od krajowej podaży pieniądza. Za zaoszczędzone dolary kupują obligacje rządu amerykańskiego. Ta strategia proeksportowa stała się jednakowoż czynnikiem niestabilności w całej gospodarce światowej. Nadwyżka obrotów w handlu w jednym krajom musi bowiem odpowiadać deficytom innych. Dotyczy to zwłaszcza Stanów Zjednoczonych. Żyją one na kredyt, mają nierównowagi handlowe i płatniczą. Tarczą ochronną jest dolar jako pieniądz światowy. Państwo amerykańskie broni ładu światowego, by nie osłabła wolna przedsiębiorczości i liberalna demokracja, ograniczona do uprawnień wolnościowych. Politycy z Waszyngtonu kontrolują większość lądów, oceanów, przestworzy dzięki sile militarnej, a także dzięki swojej popkulturowej „broni masowego rażenia”, wedle trafnego określenia Andrzeja Szahaja. Presja bieżących problemów, jak obecnie pandemia, zadłużenie, mała konkurencyjność narodowych firm przesłaniają politykom główne wyzwanie: zastąpienie partykularyzmów narodowych perspektywą planetarną. To analogiczna droga jaką w drugiej połowie XIX w. pokonywały mozaikowe dotąd społeczeństwa postfeudalne – świadomość zawodowa, klasowa, regionalna, narodowa musi być wzbogacona o komponent integracji na płaszczyźnie przeciwdziałania kryzysowi planetarnemu. Bez przezwyciężenia nacjonalizmów, z jego ksenofobią, uwielbieniem zmistyfikowanej tradycji, a także likwidacji dysproporcji rozwojowych miedzy regionami – nie będzie to możliwe.
Protest społeczny młodych. Skutki wyczynowego kapitalizmu najsilniej uderzają w młode pokolenie. To następstwo zniesienia kodeksowej ochrony pracy, pogorszenia systemów socjalnych i emerytalnych, a także osłabienia wsparcia ze strony państwa np. kredytami mieszkaniowymi czy tanimi mieszkaniami na wynajem. Mechanizm rynkowy rozciągnięty na cały glob prowadził do stopniowego wyrównywania ceny siły roboczej na niskim poziomie. W końcu sprawdziło się tzw. spiżowe prawo płac Davida Ricardo: w warunkach konkurencji i przy niegraniczonej podaży siły roboczej płace spadają do poziomu nieznacznie przekraczającego minimum egzystencji w sytuacji, gdy na świecie jest ponad miliard bezrobotnych, a rezerwowa armia pracy może wynosić 2,4 mld. Doszło do dużej polaryzacji sytuacji bytowej: na górze samoloty, jachty, piękne dzielnice, wielkopańskie rezydencje, na dole: prekariat, przedłużona młodość w rodzinnym gnieździe lub w stłoczonych mieszkaniach pod wynajem w dużych miastach, na globalnym Południu zaś getta biedy otaczające metropolie. Następstwa wszędzie są takie same: słabnie wspólnota, gdyż słabnie poczucie wspólnoty interesów, postępuje dezintegracja, nasilają się tendencje ksenofobiczne, rośnie posłuch dla domorosłych zbawców „biednych ludzi”. Dlatego lewica nie może, jak liberałowie, głosić pochwały merytokracji – „pracy, zaradności, odpowiedzialności” (konfederat S. Mentzen). Oni bowiem powiększają majątki, korzystając z pracy innych. Korzystają też z kilkusetletniego dorobku wspólnoty pracy i życia, której są członkami. Inni czerpią apanaże jako drużynnicy zagranicznych firm w roli zarządców ich filii, specjalistów wszelakich usług. Lewicy pozostaje poszukiwanie kompromisowej równowagi między szansami rozwoju dla bardziej utalentowanych a tymi, którzy pozostają w tyle. Ich perspektywa oglądu rzeczywistości społecznej też musi być reprezentowana, by mogła współtworzyć kompromisową formułę. Zwycięzca nie może brać wszystkiego. Ważny jest głos w tej debacie jednego ze zwycięzców w „grze rynkowej” Warrena Buffeta. Przytomnie zauważył, że gdyby urodził się w Bangladeszu, mógłby zostać najwyżej lokalnym kacykiem, a nie amerykańskim przewodnikiem stada inwestorów.

Kryzys planetarny. Dostatek materialny, dłuższe przeciętne życie w krajach rozwiniętego kapitalizmu nie mogą przesłonić faktu, że ludzkość zawdzięcza to tzw. prometejskim technologiom: spalaniu węglowodorów, elektryczności, ostatnio technologii cyfrowej. Mają one jednak swoje koszty środowiskowe zarówno w krajach bogatych, jak i na globalnym Południu. Tutaj to głód, deficyt wody pitnej, niski poziom opieki społecznej, edukacji młodego pokolenia, przeludnienie, brak pracy. Według Global Footprint Network, ludzkość już w latach 80. przekroczyła limity przyrodnicze. Gdyby do 2050 r. tempo wzrostu gospodarczego utrzymywało się na poziomie 3% rocznie, a populacja nie przekroczyła 9 mld, wówczas gospodarka światowa by się powiększyła sześciokrotnie: z 70 bln w 2005 do 420 bln w 2050 (wg szacunków J. Sachsa).

Wniosek jest prosty: zysk nie może dalej kształtować przyszłości cywilizacji. Gospodarka stanowi przecież tylko środek do celów ogólnospołecznych, a społeczeństwo nie może być dodatkiem do gospodarki, jak nauczał Karl Polanyi i wielu antropologów ekonomicznych (Ch. Hann, K. Hart, G. Rist).
W czyjej służbie pozostają politycy i depresyjni konformiści w korporacyjnych Mordorach? Czy się nad tym zastanawiają? Już dawno temu angielski krytyczny liberał John Gray zauważył, że istnieje konflikt między gwarantowaną przez państwo narodowe demokracją a rynkiem bez granic. A to wskutek polaryzacji dochodów i majątków, a także faktu, że decydujący głos w sprawie zakresu prywatności, posługiwania się biotechnologiami, sztuczną inteligencją należy do technoproroków z Doliny Krzemowej. Parlamenty mają coraz mniej do powiedzenia, np. w sytuacji, kiedy pod wpływem doktryny neoliberalnej i w trosce o rentierów wpisano do konstytucji reguły dotyczące wielkości deficytu budżetowego i długu publicznego. To nie liberałowie, tylko lewica może obronić kapitalizm przed nim samym. Podróże na Marsa mogą okazać się zbyteczne – nieziemski krajobraz możemy mieć niedługo za oknem.

Szumią jodły na gór szczycie…

… ale ostatnio jakoś tak niechętnie. Górale, a przynajmniej niektórzy z górali określający się jako przedsiębiorcy, namawiają do akcji obywatelskiego (?) nieposłuszeństwa. Ich głównym przeciwnikiem staje się rząd, który ogranicza im możliwość zarobkowania.

Jednym z przywódców protestu – może nieco samozwańczym, ale przecież często tak bywa – jest architekt z Kościeliska (rozumiem, że nie pracuje w swoim zawodzie, a jeśli pracuje, to raczej nie na terenie Podhala, bo tam wszystkie inwestycje wyglądają tak, jakby się obywały bez udziału architekta). W każdym razie przedsiębiorcy z gór domagają się zniesienia ograniczeń w strzyżeniu i dojeniu turystów. Bo owiec w górach i na halach nie ma już od dawna.

Chałupnicy i biznesmeni

W ostatnim dziesięcioleciu duża część mieszkańców gór (i dolinek) przekształciła się z chałupników oferujących nocleg w chałupie w przedsiębiorców świadczących usługi w pensjonacie. Baza wypoczynkowa też uległa transformacji. Powstały całkiem ładne stacje narciarskie z wyciągami krzesełkowymi, kolejkami i całym zapleczem gastronomicznym, no i oczywiście ze sztucznym naśnieżaniem. Dostępność lokalizacji wywołała w narodzie nową falę białego szaleństwa, szczególnie nasilającego się przy płatności za zimowe dokazywanie. Część narodu, ta odważniejsza, przeniosła realizację swoich śnieżnych fantazji w Alpy, twierdząc niepatriotycznie, że tam jest więcej śniegu, lepsze warunki i korzystniejszy stosunek jakości do ceny.

Do zeszłego roku jednak w polskich górach nie brakowało turystów nawet przy braku śniegu, choć w pewnym momencie zniknęli turyści z Rosji, czego zakopiańczycy bardzo żałowali, bo nikt nie był tak niewrażliwy na oferowane ceny jak Rosjanie. Z brakiem śniegu jakoś sobie radzono, dopóki był mróz, który w górach jeszcze się zdarza, i dopóki był dostęp do wody dla maszyn śnieżnych. Co prawda, z wodą zaczynały być w górach problemy, nie wiadomo (albo wiadomo) dlaczego. Wysuwano już nawet postulaty pilnego dostarczenia wód z obszaru parku narodowego, wszak narciarstwo tatrzańskie to nasz sport narodowy.

Przekształcenie dodatkowych źródeł dochodu w stałe zajęcie wiąże się z ryzykiem, którego część biznesmenów nie dostrzega, a część dostrzegać po prostu nie chce. Branża usług turystycznych jest na takie ryzyko szczególnie narażona. Przypominają o tym upadki dużych operatorów turystycznych; o upadkach małych firm rodzinnych nikt w mediach nie wspomina.

Taki klimat

Do stałych czynników ryzyka dołączyło od pewnego czasu ryzyko klimatyczne, które jest czymś innym niż ryzyko pogodowe. Czymś innym bowiem jest kalkulacja, że po słabym roku z niekorzystną pogodą przyjdzie kolejny sezon, w którym da się zarobić, a czymś innym przyjęcie do wiadomości, że dobre sezony już minęły.

Tegoroczna zima jest śnieżna i mroźna po kilku latach, w których zim praktycznie nie było. Niestety trafiła się pandemia i na turystach w tym roku też się nie zarobi. Przebranżowienie się całej gałęzi czy nawet tylko jej części nie jest oczywiście możliwe tylko przy wykorzystaniu własnych zasobów – tym bardziej że większość inwestycji realizowano ze środków zewnętrznych. Aktualna sytuacja może natomiast być okazją, by sobie uświadomić, że dobre czasy w biznesach turystycznych należą już do przeszłości. Nad tym, co dalej, powinni się zastanawiać nie tylko ludzie funkcjonujący w tych biznesach, ale także samorządy miejscowości jakby jeszcze turystycznych, no i, rzecz jasna, agendy państwowe. Refleksja wydaje się nieodzowna również dlatego, że nie poradziliśmy sobie jeszcze w naszych kurortach ze smogiem i szybko sobie nie poradzimy. Na pewno zaś nie poradzą sobie z nim same kurorty, nawet z pomocą aktywnego nad miarę architekta z Kościeliska czy słynnych już instruktorów narciarskich o rozległych kontaktach.

Wiadomo więc, co robić z problemami strukturalnymi (tyle że nikt palcem nie kiwnie). A czy da się coś zrobić z problemami branży gastronomiczno-turystycznej, które wynikają bezpośrednio z pandemii?

Pracować bezpiecznie

Myślę, że przy porozumieniu epidemiologów i specjalistów z sanepidu dałoby się znaleźć rozwiązania umożliwiające funkcjonowanie przynajmniej części hoteli, tych większych (dla małych pensjonatów czy pokojów gościnnych, niestety, jest to chyba niewykonalne). Jak sądzę, przeciętne standardy higieny w klasycznych hotelach są wyższe niż w większości mieszkań, a urządzenia i środki czystości też mają nieco lepszą klasę. W końcu to, czy ktoś przebywa w czterech ścianach własnego pokoju czy też pokoju hotelowego, jest bez znaczenia, zwłaszcza że można zarządzić spożywanie posiłków wyłącznie w pokojach hotelowych. Tylko po co jeździć do hotelu i nigdzie nie wychodzić?

Tak na marginesie: najciekawszym ograniczeniem wprowadzonym w czasie wiosennego lockdownu (jeszcze nie całkiem narodowego) było zamknięcie lasów. Spacer w pojedynkę lub w niewielkiej grupie raczej nikomu nie zaszkodzi, a na już na pewno nie ludziom zdrowym, przypuszczam więc, że tak naprawdę chodziło o to, by drwale mieli wreszcie święty spokój.

W gorszej sytuacji są lokale gastronomiczne. Problemem jest nie tyle przygotowywanie posiłków – wolno je sprzedawać na wynos – ile konsumpcja. Może jednak warto rozważyć, czy otwarcie lokali przy ograniczeniu miejsc o połowę nie byłoby względnie bezpieczne, oczywiście przy założeniu, że przy jednym stole nie spotkają się zupełnie obcy ludzie.
Podobnie jest zresztą z kinem i teatrem. Skoro, jak ustalono, ryzyko zakażenia się wirusem w środkach komunikacji jest niskie lub bardzo niskie, to przy luźno obsadzonej widowni nie powinno wzrosnąć. Dawno nie byłem w kinie, ale, o ile pamiętam, miejsca rzadko zapełniały się w więcej niż jednej czwartej. Jedyny wyjątek, jaki mi się nasuwa, to specjalny seans okolicznościowy w rocznicę premiery Świętego Graala Monty Pythona, kiedy zajęto wszystkie fotele: w końcu chodziło o świętego. W teatrze z kolei należałoby odseparować aktorów od widowni i vice versa – czasem dla dobra widowni, a czasem dla dobra aktorów.

Troska zamiast mandatów

Czy rozważenie i ewentualne podjęcie takich działań byłoby wsparciem dla osób zatrudnionych w tych działach i prowadzących działalność gospodarczą? Na pewno nie dla wszystkich. Mogłoby natomiast zwiększyć zaufanie do rządu i administracji. Nawet w czasach zarazy zaufanie i dialog są niezmiernie ważne, o ile nie najważniejsze, podobnie jak troska o każdego człowieka. O to powinien zadbać rząd i administracja. Rozwiązaniem nie są administracyjne kary, mandaty i represje. No, ale nie o taki rząd chodziło i nie o to też rządowi chodzi. Rządowi chodzi o to, by obywatele siedzieli. Przynajmniej cicho.

PS. A konkordat oczywiście trzeba wypowiedzieć. Na głos.

Co nas gnębi?

Zrobiło się tak zimno, że członkowie emeryckiej grupy obserwującej nasze życie polityczne i realne, nie chcieli zbierać się, na znanej z gościnności, przyzbie mojej chałupy. Zginając wiec bolący kręgosłup rozpaliłem kominek i przyrządziłem patriotyczną przynętę, w postaci grzanego, staropolskiego miodu. Podziałało i przyszli. Usiedli w maskach i przepisowych odstępach.

Koncentracja zainteresowań

Po krótkiej, wstępnej dyskusji, doszliśmy do wniosku, że żyjemy obecnie w wyjątkowym okresie, w którym zainteresowania ukochanej, pisowskiej władzy, środków masowego przekazu i większości obywateli, koncentrują się na trzech tematach – walce z COVID 19 a zwłaszcza na akcji szczepień, zagrożeń gospodarczych wywołanych tą pandemią i załamaniu pozycji kończącego kadencję prezydenta USA, którego uwielbiała nasza polityczna elita. Bardziej dalekowzroczni i politycznie zaangażowani obywatele interesują się jeszcze najbliższą przyszłością – tym co nastąpi po uspokojeniu pandemii i pożądanej utracie władzy przez zjednoczoną prawicę.

Zebrani przy moim kominku emerytowani analitycy różnią się od reszty społeczeństwa tylko tym, że patrzą na te problemy nieco szerzej, starając się przewidywać i oceniać skutki ich stopniowego rozwiązywania, albo odchodzenia w przeszłość. Popijając więc rozgrzany trójniak skoncentrowaliśmy się także na tych problemach.

Pandemia

Byliśmy zgodni, że realne zahamowanie pandemii koronawirusa jest obecnie możliwe tylko przez masowe szczepienia ludności. W Polsce wszystko ostatnio jest „narodowe”, więc Narodowa Akcja Szczepień Antycovidowych rozpoczęła się w dniu 15 stycznia 2021r z przytupem. Tuptać miała najstarsza grupa obywateli, teoretycznie najbardziej narażona na zakażenie wirusem. Przed moim kominkiem siedzieli wyłącznie obywatele z tej grupy. Na ośmiu obecnych seniorów, dwóch dodzwoniło się do „swoich” ośrodków zdrowia i zapisano ich na konkretny termin szczepień – ale dopiero na początek marca. Mają ponad 90 lat, więc nieśmiało zapytali, dlaczego tak późno, jeśli dodzwonili się 10 minut po formalnym rozpoczęciu zapisów. . Nie było odpowiedzi.

Trzech, reprezentujących 82-letnią młodzież pokonało barierę telefonu 989. Zapisano ich dane i obiecano, że połączy się z nimi możliwie bliska placówka, która ustali termin szczepienia. Jak na razie (przez trzy dni) nikt nie zadzwonił.

Dwóch usiłowało internetowo utworzyć „profil zaufany” przez bank PKO BP, w którym mają konta. Może to wina ich starczej nieudolności, ale się nie udało. Wobec tego pójdą śladem dwóch pierwszych i będą próbowali „załatwić sprawę” w ośrodkach zdrowia upoważnionych do szczepień, gdzie mają lekarzy pierwszego kontaktu. Jeden z obecnych nie zrobił nic. Twierdzi, że utrzymuje we krwi taki poziom alkoholu, jaki jest zabójczy dla każdego wirusa. Wierzy, że nie zachoruje, i że sama jego obecność działa jak odkażacz – więc po co ma się szczepić.

Zebrani sklerotycy uznali, że za organizacyjny przebieg początku „akcji” mogą wystawić rządowi honorową ocenę – 3+. Ale opierając się na oficjalnych komunikatach dotyczących ilości przeprowadzonych szczepień ocenili, że w takim tempie nie zatrzyma się ofensywy wirusa nawet przez trzy lata. A to już może całkiem zrujnować gospodarkę. Za realizację programu szczepień można dać tylko stopień niedostateczny, a więc dwóję.

Gospodarka

Trzech z zebranych ma w najbliższej rodzinie przedsiębiorców. Nie są to potentaci rynku. Jeden ma mały barek w pobliżu stadionu sportowego, w którym pracuje tylko z dwojgiem dzieci w wieku poborowym. Stadion właściwie nie pracuje, a jeśli nawet coś się dzieje, to bez publiczności – a więc potencjalnie najważniejszych jego klientów. Drugi trudni się drobnymi naprawami telefonów i ma wynajęty mikroskopijny kiosk w jednej z galerii handlowych. Trochę ludzi przychodzi do części spożywczej tej galerii, więc jako „usługodawca” siedzi w fotelu i czeka. Czasem ktoś zajrzy. Spadek obrotów obaj wyliczają na 75 -80%. Zysk nie starcza na pokrycie kosztów wynajmu. W końcu trzeci ma udziały i pełni jakąś funkcję w spółce prowadzącej niewielki obiekt „Spa”w województwie kieleckim. Obiekt jest zamknięty i generuje tylko koszty. Żwolniono część pracowników.

Nikt z tej „próbki statysycznej” nie otrzymał żadnego wsparcia z rządowych „tarcz. Próbka nie daje oczywiście pełnego obrazu sytuacji, ale w tym niewielkim zakresie sugeruje ocenę niedostateczną.

Pijąc kolejny kieliszek miodu doszliśmy do wniosku, że zróżnicowane oświadczenia przedstawicieli „władzy” świadczą o zbyt optymistycznym spojrzeniu na najbliższą przyszłość gospodarki. Jest realna groźba masowego wycofywania się z „interesów” i bankructw, rwą się niektóre łańcuchy kooperacyjne, wyraźnie zmniejsza się zaufanie do pieniądza, oszczędzanie w bankach praktycznie straciło sens, zadłużenie kraju niebezpiecznie rośnie. To (i wiele innych czynników) może spowodować w niedalekiej przyszłości bardzo niekorzystne następstwa, a nie ujawniają się geniusze, którzy potrafią ten proces opanować. Grono zebrane przy kominku jeszcze nie potrafi ocenić tej sytuacji, ale jest poważnie zaniepokojone.

Uśmiech prezydentów

Temat „My a prezydent Trump” wcale nie wywołał wesołości. Ktoś może powiedzieć, – przecież nic złego i dla nas istotnego sie nie stało. Przeciwnie – w czasie kadencji tego prezydenta załatwiono kilka ważnych spraw, poczynając od ruchu bezwizowego, a kończąc na wzmocnionej obecności wojsk USA na naszym terytorium. Jednocześnie jednak zachowywaliśmy się jak wasale nie tyle USA, co właśnie tego prezydenta. Za dużo pogłaskiwania.I to nie umknęło uwadze Europy. Pomysł z organizacją i budową „fortu Trump” przejdzie do historii, jako przykład naiwności i nadmiernego, nietrafionego lokowania uczuć w polityce zagranicznej. I trudno za to przyznać pozytywna ocenę. Tym bardziej, że może się to jeszcze, jak czkawka, odbijać nam w przyszłości.

Miód się skończył, zebrani zaczęli się żegnać, i powoli człapać lub jechać do „miejsc stałego postoju”. Nie widać było ich normalnej wesołości. Pandemia jednak nas gnębi i utrudnia pogodne spojrzenie, na błędy obecnej władzy.

Warszawa – Marki, 17.01.2021.

Bunt nadzieją narodu!

Nie ma większych połów ani mojszej racji, choć, jak wiadomo, ich ból potrafi być większy niż nasz. Ich prawa mogą być lepsze niż nasze. Ich stoki mogą być otwarte, a nasze nie. To wszystko sprawia, że jeśli ktoś posiadał jakieś wątpliwości co do oderwania kasty rządowo-rządzącej od szarości ludzkiej egzystencji, w tym momencie został pozbawiony złudzeń. Ich interesy stoją w sprzeczności z naszymi. Oni chcą żreć i się paść na nas. Dlatego nie powinno być dla nich miejsca. Pośród nas.

Znajomy mój uruchomił po raz drugi zbiórkę publiczną w celu ratowania swojego baru przed plajtą. Prowadzi go od kilku lat, z mniejszym lub większym powodzeniem. Poświęcił na rozkręcenie interesu bardzo dużo. Zapożyczał się, niedosypiał, harował jak wół, żeby tylko wyjść na swoje, a przez ostatnie lata, państwo polskie mu tego nie ułatwiało, dorzucając na plecy kolejne domiary i podwyżki. Jakoś jednak udawało się, z miesiąca na miesiąc, spinać bilans. To, co się straciło na przednówku, można było sobie odbić w ciepłe miesiące i interes się kręcił. Grunt, że kolega doń nie dokładał, a to już u nas sporo, jak dla małego gracza. I gdy wydawało się, że najgorsze mamy za sobą, przyszedł rok 2020. Pierwszą zbiórkę kolega uruchomił na wiosnę. Udało się zebrać parę groszy. Na wakacje ciut się odkuł, żeby teraz znowu znaleźć się pod kreską. Raz ludzie pomogli, ale czy pomogą drugi, trzeci i piąty, to raczej wątpliwe, bo skąd tu brać na innych, kiedy samemu ma się coraz mniej albo nic. A kiedy wyje cała polska gospodarka i woła zmiłowania, jej skowyt do uszu rządzących nie dociera, no bo i jakby mógł, gdy pani minister, w goglach i narciarskim kasku, szusuje po stokach, które uprzednio zamknęła. W pędzie wiatru i świście powietrza trudno się wsłuchać w coś innego, niż swoje własne, pękające ze śmiechu, ego.

Myli się jednak premier, prezydent i ministrowie, myśląc, że ludzie zatrudnieni w branżach które najbardziej dostają po dupie przez pandemię i pandemią motywowane obostrzenia, nie widzą ich cynizmu i hipokryzji. Widzą aż nadto. Widzą i wiedzą-że jeśli sami czegoś nie zrobią, ten rząd pogrzebie ich żywcem. Zagłodzi, pozbawiając środków do życia. Zniszczy dorobek ich krwawicy. I nikt po nich nie zapłacze. Jeśli więc tak ma to wszystko wyglądać, dziwnym nie jest, że naród postanawia brać sprawy w swoje ręce. Bo po rządzie i rządzących nie może spodziewać się niczego dobrego.

Pierwszy przykład dał restaurator z Cieszyna. Otworzył knajpę. Przyszli ludzie. Przyszła milicja. Nie bardzo wiedziała co ma robić, kiedy w restauracji zastała , jak za starych, dobrych lat dwutysięcznych. Wszystkich przecież nie daliby rady zamknąć. No właśnie. I tu jest klucz do sukcesu w walce z rządem, który nie wie co czyni, bo nie ma żadnego pomysłu na wyjście Polski z pandemicznego kryzysu. Pospolite ruszenie ludu przeciw panom. Jak drzewiej u nas bywało i w czym mamy doświadczenie. Zrywać plomby, łamać bzdurne zakazy i wracać do pracy. Nie czekać na jałmużnę, tylko brać sprawy w swoje ręce. Naturalnie, mieć w głowie, że widmo krąży po Europie, takoż stosować środki higieny; myć ręce, nosić maski, ale żyć, a nie wegetować. Bo właśnie na wegetację, a w konsekwencji śmierć głodową, państwo dziś skazuje ludzi. W najlepszym wypadku na samobójstwo albo depresję, a w jej konsekwencji-wisielczy sznur. Wychodzi więc na to samo. Jaka więc różnica, czy człek zejdzie na covid, z głodu, czy ze zgryzoty sam się powiesi. Nieboszczycy przeważnie mało mówią na temat powodów swego niebytu.

W ramach strajku przedsiębiorców powstała na fejsie grupa inicjatywna, która publikuje mapę, na której nanosi przedsiębiorstwa z różnych branż, które wypowiedziały posłuszeństwo Państwu. Bardzo mi się ta mapa podoba, bo coraz szczelniej się wypełnia. To z kolei jest dowodem na to, że, po pierwsze, naród jeszcze u nas potrafi się postawić bezdusznej władzy, a po drugie, dowodzi słabości tegoż Państwa, które jest nadal teoretyczne. A efekty już widać. Kiedy mapa poczęła wypełniać się covidowymi renegatami, rząd zaczął zmieniać ton i począł wysyłać znaki, że ustępstwa w obostrzeniach mogą wejść szybciej niż jesienią. Jest więc nadzieja, że jak się darmozjadów dociśnie jeszcze bardziej, to przestaną nas dusić butem do podłogi, żebyśmy zdechli jak psy. Prędzej my, ludzie, zdusimy ich. Jak na plakacie z Jolantą Brzeską-przecież wszystkich nas nie spalą, tak i tu i teraz, przecież wszystkich nas nie zamkną. Nie mają tylu milicjantów i tylu kajdanek. Co więcej mogą zrobić? Nałożyć większe mandaty? Dla kogoś, komu za chwilę padnie interes, to bez różnicy, czy dostanie 3 czy 300 tysięcy kary, bo i tak nie będzie miał z czego zapłacić. Wyślą na ludzi wojsko? Tylko jakie? Terytorialsów?

Na każdym zebraniu jest tak, że ktoś musi zacząć. Zaczął szynkarz z Cieszyna. Poszli też inni. Kibicuję im wszystkim, bo mało który widok potrafi mnie bardziej uradować, niż sytuacja, kiedy władza zaczyna się bać ludowego gniewu i szura butami pod stołem ze strachu. Słychać coraz głośniej, że kraj się burzy. Może wreszcie dotrze do ludzi, że to oni sami mogą zmieść tę czy inną bandę swoim słowem i czynem szybciej, niż raz na cztery lata. Przyszedł wreszcie czas wyrównania rachunków. Mam nadzieję.

Tarcza antykryzysowa, czy grobowa

Długo nie gościłem na łamach „ Trybuny”. Powodów było kilka. Po pierwsze utrata wiary w to, że pisanie czemukolwiek służy, że ktokolwiek bierze sobie do serca racje jakie w dziennikarskich relacjach są przedstawiane.

Tak się bowiem składa, że nawet „oczywista oczywistość”- mówiąc słowami pewnego polityka- nie jest brana pod uwagę bo decydenci wiedzą i tak lepiej co jest nam potrzebne. Po drugie jako człowiekowi prowadzącemu biznes gastronomiczny bliższe było mi ratowanie firmy za wszelką cenę, a nie słowne potyczki, których i tak nikt nie bierze pod uwagę.

Branża gastronomiczna i hotelarska to w Bieszczadach potęga. W gruncie rzeczy więcej ludzi grzeje stołki tylko w różnego rodzaju urzędach, szkołach. Jest jedna różnica gastronomia, hotele, sklepy, drobne firmy prywatne dają państwu pieniądze, natomiast urzędnicy je tylko przejadają. Nie oznacza to, że urzędy trzeba zlikwidować, ale warto pamiętać o tym, że również urzędnicy powinni też ponieść choćby minimalne koszty z tytułu epidemii koronowirusa.

Rozmawiam z kolegami prowadzącymi lokale gastronomiczne, hotele. Twierdzą np., że od początku października nie sprzedali ani grama alkoholu, piwa. Podobnie było przez prawie trzy miesiące wiosną. No jak myślicie, czy z tego tytułu przysługiwała im jakaś ulga. Otóż nie zwolniono ich nawet z przysłowiowej złotówki z opłaty za zezwolenie na handel alkoholem.

Kolejny przykład „pomocy” samorządu dla lokalnych firm to odbiór śmieci. Każdy z nas mieszkający np. w prywatnym domu płaci za wywóz śmieci ryczałt roczny. W moim przypadku ja z żoną płacimy coś ponad sześćset zł rocznie. Nie jest tutaj istotne ile tych śmieci produkujemy, może to być worek miesięcznie, może to być dziesięć worków lub wcale, ale kwota opłaty jest stała. Inaczej ma się sprawa z przedsiębiorstwami, tutaj cena za worek dajmy na to plastikowych butelek po napojach kosztuje każdorazowo 30 zł. Dla porównania podam ceny jakie płacimy za pełnowartościowe produkty spożywcze. Otóż za worek ziemniaków płacimy około 10 zł, mniej więcej tyle samo kosztuje worek marchwi, buraków. Jaki widać worek śmieci jest trzykrotnie droższy od spożywczych produktów. To absurd. Czym się to skończy, ano tym że obrzeża lasów znów będą pełne śmieci.

Legalnie działające hotele świecą pustkami, bowiem mamy zakaz przyjmowania gości. By przyłapać hotelarzy dzwoniono do nich z dziwnych telefonów z zastrzeżonymi numerami z pytaniem o wolne miejsca. Rząd bowiem próbuje zabrać firmą to co dał wiosną. A dawał w dziwny sposób. Za spadek obrotów rzędu 70 procent, na jeden etat słynna Tarcza Antykryzysowa miała płacić 24 tysiące zł. Miałem na koniec roku pracowników na 3,5 etatu. Wspaniałomyślna Tarcza przysłała mi 12 tysięcy zł., czyli tyle co za 0,5 etatu. Żadne reklamacje na nic się nie zdały, bo Tarcza działała na zasadzie rozmowy „dziada z obrazem” czyli mówił dziad do obrazu a obraz do niego ani razu. Pal licho te pieniądze, ale pracownicy, gdy o tym mówiłem znacząco kiwali głowami, czyli byli przekonani, że swoje dostałem. Te 12 tysięcy trzymam do dziś, bo wiem że rząd znajdzie jakiś prawny kruczek bym te pieniądze zwrócił, może nawet z nawiązką.

Tymczasem gospodarstwa agroturystyczne przyjmowały i przyjmują w tej chwili gości, bez jakichkolwiek obaw. Wszak gość w agroturystyce może być w razie kontroli członkiem rodziny który przyjechał w odwiedziny. Przypomnę co to jest kwatera agroturystyczna. Otóż to wynajęcie prywatnych domowych pokoi dla maksimum 16 osób z możliwością ich karmienia. Od tego właściciel nie płaci podatku, nie musi spełniać wymogów przeciwpożarowych, nie jest kontrolowany przez Sanepid. Sam znam takie kwatery agroturystyczne, które przyjmują po dwa autokary turystów. Po prostu domy albo już hotele dzieli się na kilka osób w rodzinie i 16 przemnożone dajmy na to przez pięć, daje dokładnie 80 miejsc noclegowych.

Dopiero w sobotę Pan premier Morawiecki wspaniałomyślnie powiedział co czeka naszą branżę. Mamy zakaz działalności do 27 grudnia, który następnie przedłużono do 17 stycznia 2021 roku. Zakładam, że ten czas zostanie wydłużony bo nie wierzę by można było legalnie działać przed wyszczepieniem około 70 procent Polaków. Tak więc styczeń okres dobry dla branży będzie będzie tym razem martwy. Mamy już kolejny martwy miesiąc, a pomocy ze strony rządu ani widu, ani słychu. To co ludzie z branży odłożyli w wakacje dawno zostało wydane, teraz idzie czas na tworzenie płatniczych zaległości i oczekiwanie na jakąkolwiek pomoc. Biorąc pod uwagę to iż Sejm z uchwałą pomocy poszkodowanym przez koronowirusa przekładał obrady o dwa tygodnie, karze się spodziewać, że pomoc też przyjdzie gdzieś w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Jest jeszcze jedno pytanie czym różni się hotel, restauracja od kościoła, sklepu, galerii. W mojej restauracji mogę posadzić klientów tak, że jeden drugiego nie widzi, bo lokal ma 300 m2 i jest podzielony na trzy osobne pomieszczenia. Ludzie w sklepie, przechodzą obok siebie, stoją jeden za drugim w kolejce, podobnie jest w kościołach. W czym jesteśmy gorsi, a może chodzi o to by McDonalds i Pizza Hut i inne sieci mogły wejść w nasze miejsce.

Teza i antyteza

Wychodzę na zewnętrze co dzień, i nie mogę się pogodzić z tym, że taka ładna jesień tego roku ucieka nam w ostrym cieniu covidowej mgły. Liście żółkną, kasztany się czerwienią, smog jakby uleciał w niebyt, że aż szkoda siedzieć w domu. Przyroda, nawet ta miejska, odbiła na chwilę od dna. A jesień mamy w tym roku piękną…

Zastanawiałem się, kiedy siedziałem dziś w parku na ławce i patrzyłem na ten kobierzec, żółty i czerwony, ciesząc oczy widokiem, czy będzie na świecie tak, że po covidowym opamiętaniu, człowiek zacznie doceniać to, co matka natura mu dała. Będzie, na powrót, z szacunkiem, odnosić się do przyrody i jej majestatu. Tej przecież nie trzeba wiele, żeby udowodnić nam, że gdyby nie ludzie, żaden wirus byłby jej nie straszny. Starczyło raptem parę miesięcy oddechu, by pokazać nam, że Ziemia potrafi się bez człowieka obejść. W Wenecji pojawiły się na wiosnę delfiny w Canale Grande. Lasy w Polsce płonęły rzadziej, bo człowiek miał zakaz doń wchodzenia. Wywieziono dzięki temu zeń mniej śmieci i mniej zwierząt, wodnych i lądowych, zadławiło się plastikiem na łowiskach i w kniei. Wystarczyło trzymać człowieka z dala od przyrody, a efekt od razu był widoczny. Czy zatem, myślałem siedząc sobie w parku, może zdarzyć się tak, że człowiek wyciągnie jakieś wnioski z sygnałów, które dała mu natura? W końcu pandemia covidu to, jeśli odrzucić spiski, wynik nazbyt głębokiego ingerowania człowieka w świat zwierząt. Gdybyśmy nie chcieli zeżreć wszystkiego, co pełza i lata, bo jakiś półidiota powiedział kiedyś, że zupa z nietoperza dobrze robi na potencję i eliminuje brodawki, być może nie byłoby tego całego zamieszania. Jeśli jednak tak się już zdarzyło, czy przyjdzie potem na ludzki ród jakieś opamiętanie w działaniu, niechybnie prowadzącym nasz gatunek do samozagłady. Gdy tak dumałem na parkowej ławce, przyszły mi do głowy dwa wyjścia. Jedno nie wyklucza drugiego, choć obydwa są bardzo mało prawdopodobne. Dużo bardziej prawdopodobne są ich antytezy.

Pierwsze jest takie, że ludzie, sami z siebie, bez napomnień rządów i korporacji, opamiętają się i zaczną żyć w zgodzie z prawami natury i jej poszanowaniem. Zaczną bardziej doceniać życie które dostali, bo mają tylko jedno, i warto je mądrze przeżyć, gdyż nie wiadomo, kiedy się może skończyć. Uleci w powietrze współczesna mara nieśmiertelności; mit tego, że jak będziemy jędrni, młodzi i powabni, będziemy uczęszczać na fitness i wcierać w siebie drogie kremy, to nie pomrzemy. Okazuje się, że to wcale przed zejściem nie chroni, a covid tnie po uważaniu, chorego, chromego, ładnego, brzydkiego. Generalnie jednak warto bardziej przyłożyć się do dbania o zdrowie i zmiany świata, zaczynając od siebie. Na początek należałoby zastanowić się, co się je i ile. Później, skąd to jedzenie pochodzi i kto je wyprodukował; dalej-jakim kosztem i gdzie. Wreszcie, można sobie zacząć zadawać pytania, dlaczego mleko w sklepie jest dziś tańsze niż woda, a warzywa tak cholernie drogie. Gdzie tu sens i logika. No i przede wszystkim: kto na tym zarabia. Kiedy ludzie zaczną wątpić w to, czym karmiono ich dusze i ciała, może to pociągnąć za sobą realną zmianę społecznych zachowań, które w przyszłości zaskutkują bardziej świadomym społeczeństwem. Jedzącym mniej nietoperzy i rzadziej chorującym na odzwierzęce choroby. Świat przyrody będzie powoli wracał do równowagi. Tak jak świat ludzi i ich konsumpcji. Mleko będzie pochodzić z udoju od szczęśliwych krów, a jaja od kur, które grzebią w ziemi i zajadają się robakami, a nie paszą z mączki kostnej. Oczywiście jest też anty-rozwiązanie. Po miesiącach wyrzeczeń, zamkniętych knajp i sklepów, kiedy ogłoszą wreszcie koniec pandemii, ludzie rzucą się w wir zakupoholizmu. Nie będą patrzeć na nic, tylko nadrabiać zaległości. Wydawać kompulsywnie kasę na zbytki. Kupować bez opamiętania. Producenci będą z kolei prześcigać się w kolejnych promocjach promocji, a ludzie będą jak wygłodniałe lwy, wypuszczone z klatek. W miesiąc nadrobią rok locdownu.

Drugie rozwiązanie zaproponują za ludzi wielkie firmy i światowy biznes. Po chudych miesiącach covidu, światowa finansjera, dotknięta kryzysem, pojęła wreszcie, że sama doprowadziła do tej globalnej tragedii i należałoby się w końcu opamiętać, bo następnego takiego kryzysu nie przeżyje nikt. Musimy zatem, mówią korporacje, powściągnąć swoje ambicje i niezaspokojone rządze zysku, żeby matka Ziemia pożyła jeszcze kilkaset lat, bo jak tak dalej pójdzie, to wszystko się skończy szybciej, niż sądziliśmy. Przyroda wysyła nam wyraźny sygnał. Zbastujmy trochę z wyzyskiem środowiska, co najmniej na parę dekad, żeby planeta miała szansę odrobinę się odbudować, a później zastanowimy się, jak gospodarować zasobami racjonalniej. I jak pomyśleli, tak zrobili. Antyteza tej wizji wygląda z kolei tak: biznes, wygłodzony przez pandemię, po miesiącach posuchy, rzuca się na resztki dóbr ziemskich ze zdwojoną siłą, żeby nadrobić chude miesiące. Nie myśli o konsekwencjach. O tym, co stanie się z ludźmi: konsumentami, pracownikami. Ma jeden cel: odrobić jak najszybciej stracone miliony w jak najkrótszym czasie.

Dróg jest kilka. Z tylu z nich, każdy ma prawo wybrać źle. Którą pójdzie świat? Co nie bądź mi się kolebie w dyńce i mam swój typ. Być może nowy, amerykański prezydent, trochę zmieni globalny paradygmat. Tak przynajmniej deklarował w kampanii, że sprawy środowiska naturalnego będą mu drogie i bliskie. Na razie drogie jest zdrowe jedzenie od rolnika z pola, a tani syf w marketach, więc łatwo zgadnąć, po co sięgną i sięgają ludzie. Może warto, dla kromki chleba i kropli mleka na przyszłość, dziś podumać, skąd i jak trafiły wczoraj na nasz stół. Najlepiej na powietrzu. Póki jeszcze jest za darmo.

Pandemia i co dalej?

Pandemia, która rozpoczęła się w pierwszym kwartale br., ograniczając działalność większości firm, tym samym pogorszyła warunki bytowe wielu rodzin, a nawet funkcjonowanie niektórych obszarów działalności gospodarczej i społecznej.

Szczególnie negatywny wpływ ma działalność gospodarczą, a w tym na funkcjonowanie mini, małych a nawet średnich i niektórych dużych firm. Jednak szczególnie negatywny wpływ ma ona na funkcjonowanie mini i małych firm. Wiele z nich zmuszone zostało do zawieszenia swojej działalności lub jej znacznego ograniczenia. Spowodowało to zwolnienia wielu pracowników lub zmniejszanie ich wynagrodzenia, a szczególnie rezygnację z zatrudniania pracowników na umowach cywilnoprawnych. Ich skutkiem jest wzrost bezrobocia oraz ograniczeniem dochodów ludności. Skutki epidemii są najbardziej widoczne na rynku pracy. Tylko w kwietniu br. liczba etatów w sektorze przedsiębiorstw, w porównaniu z marcem br., zmniejszyła się o prawie 153 tys. tj. o 2,4 proc. , jednocześnie z dostępnych prognoz wynika , że przy nawrocie pandemii i wygaśnięciu rządowego wsparcie do wielu firm , skala rejestrowanego bezrobocia, do końca bieżącego roku może wzrosnąć do około 10 proc. Sytuacja ta jest szczególnie groźna dla egzystencji najmniejszych przedsiębiorstw i zatrudnionych w nich pracowników, a w jej konsekwencji również dla mieszkańców małych i średniej wielkości miast. Trzeba jednocześnie podkreślić, że w Polsce aż 543 miast, tj. ponad 57 proc. ogólnej ich ilości, ma poniżej 10 tys. mieszkańców a na ich rynkach pracy najczęściej dominują małe i średniej wielkości firmy. Dlatego też,problem funkcjonowania mini, małych i średniej wielkości firm ma szczególne znaczenie zarówno gospodarcze jak i społeczne. Ma on również istotne znaczenie z uwagi, że osłabianie ich potencjału gospodarczego i społecznego oddziałuje na sytuację nie tylko poszczególnych regionów, ale również całego kraju. Pomniejsza jednocześnie zdolność wielu z tych miast do bycia centrum społecznym i kulturalnym oraz usług dla otaczających je terenów rolniczych.

Zauważalnym skutkiem epidemii są również zmiany na rynku nieruchomości, a w tym szczególnie mieszkań. Nastąpił gwałtowny wzrost zainteresowania zakupem różnych działek o charakterze rekreacyjnym, tzw. pracowniczych i typowo rekreacyjnymi oraz domów i mieszkań poza dużymi ośrodkami miejskimi, a w tym również w mniejszych miastach, a nawet podmiejskich osiedlach. Tendencję te nasiliło również drastyczne obniżenie oprocentowania lokat bankowych i dążenie do bardziej stabilnych form lokowania środków przez małych i średnich inwestorów.
Występujące zmiany uświadamiają, że w wielu obszarach funkcjonowania społeczeństwa , a w tym w gospodarce, następują nieodwracalne zmiany.
Wiele dziedzin nie będzie funkcjonowało tak jak dotychczas. Części tych zmian możemy przeciwdziałać, natomiast niektóre powinniśmy wykorzystać dla uruchomienia instrumentów służących modyfikacji dotychczasowych rozwiązań , czy praktyk i wykorzystać je dla dalszego rozwoju działalności gospodarczej czy społecznej.

Dla ograniczenia już zaistniałych, jak i przyszłych skutków pandemii , koniecznym jest aktywne im przeciwdziałanie. Dlatego też, powinno ono szczególnie dotyczyć ochrony miejsc pracy i działalności firm, w tym szczególni mini, małych i średnich, gdyż najczęściej one decydują o charakterze lokalnych rynków pracy, jak również rozwoju lokalnych rynków nieruchomości, a w tym również rynków lokali na wynajem. Ma to szczególne znaczenie dla ludzi młodych i mniej zarabiających , gdyż stanowi istotny element kształtowanie ich mobilności zawodowej.

Znaczenie posiadania pracy i jej stabilności

Mini przedsiębiorstwa, przed wybuchem pandemii stanowiły ponad 96 proc. wszystkich firm, zatrudniały około 40 proc. pracowników sektora przedsiębiorstw i miały 31 proc. udział w tworzeniu budżetu państwa. Najwięcej z nich działało w sferze usług – 53 proc. , 23.9 proc. w handlu , 13,6 proc. w budownictwie, a tylko 9,4 proc. w przemyśle. Większość z nich, bo ponad 87 proc. było podmiotami osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą, w tym często jednoosobowo. Z kolei firmy małe, które stanowiły tylko 3 proc. ogólnej ilości przedsiębiorstw, miały 8 procentowy udział w tworzeniu budżetu państwa, ale zatrudniały ponad 12 proc. osób pracujących w sektorze przedsiębiorstw. Tak więc, w obu tych grupach przedsiębiorstw zatrudnionych było ponad 50 proc. osób pracujących w sektorze przedsiębiorstw i tworzyły one około 39 proc. budżetu państwa.

W mini firmach średnie wynagrodzenie osób w nich zatrudnionych wyniosło w 2017 roku 2822 złotych brutto (według raportu PARP o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce, 2019 str.29) i było znacznie niższe od średniego zarobku osób zatrudnionych w małych i średnich przedsiębiorstwach (3981 zł i 4662 zł).

Poziom wynagradzania pracowników z poszczególnych sfer jest, w określonym stopniu, konsekwencją wielkości przychodów uzyskiwanych przez poszczególne firmy. Z kolei o wysokości udziału poszczególnych grup przedsiębiorstw w budżecie państwa decyduje, oczywiście poza samym systemem podatkowym, ich ilość i produktywność, przy czym wielkość udziału poszczególnych grup jest znacznie zróżnicowana. Najwyższa jest w grupie przedsiębiorstw największych, a w grupie przedsiębiorstw małych jest znacznie wyższa od mini firm. Zróżnicowanie to ma wpływ na wysokość średniej płacy brutto uzyskiwanej przez pracowników zatrudnionych w poszczególnych grupach przedsiębiorstw. Wysokość ich wynagradzania najczęściej stanowi podstawowe źródło utrzymania wielu tysięcy rodzin i warunkuje poziom ich życia. W warunkach istniejących w wielu małych i średniej wielkości miastach, a często również i niektórych wsiach gminy, praca w takich firmach stanowi jedyną możliwość zatrudnienia w danej miejscowości czy nawet mini rejonie. Najczęściej jego alternatywą jest emigracja zarobkowa do dużego miasta lub poza granice kraju.

Dla poprawy sytuacji ekonomicznej i wzrostu konkurencyjności tej grupy przedsiębiorstw koniecznym jest nie tylko działanie państwa na rzecz ograniczania wpływu pandemii na ich sytuację, ale równoczesne uruchamianie różnorakich instrumentów i działań wielu organizacji zapobiegających ich regresowi i umożliwiających rozwój. Dlatego też, istotne znaczenie ma nie tylko organizowanie różnych form pomocy w usprawnianie ich funkcjonowania, organizacji, logistyki realizacji poszczególnych procesów ale również wspieranie ich procesów innowacyjnych i współpracy z ośrodkami naukowymi. Inicjowane i realizowane działania powinny jednocześnie wspierać zwiększanie ilości takich przedsiębiorstw, szczególnie z wieloosobową kadrą efektywnych pracowników. Aktualnie pomoc w usprawnianiu działalności takich firm świadczą zarówno szkoły różnych szczebli , jak i wiele organizacji branżowych. Można jednak stwierdzić, że działania takie nie zawsze są efektywne. Szczególnie jeżeli ocenia się ich innowacyjności i adaptację osiągnięć naukowych dla potrzeb praktycznego działania. Jednocześnie niewystarczającą jest działalność uświadamiająca, szczególnie kadrze kierowniczej wielu mini i małych firm, potrzebę znajomości i umiejętności wykorzystywania nowoczesnych metod zarządzania prowadzoną działalnością.

O potrzebie podjęcia takich działań świadczy wiele opinii i wyników wielu badań. Jedną z nich jest opinia prof. Lesława Habera ( wg „Zarządzanie małą firmą – możliwości i bariery w warunkach polskiej gospodarki „ Zeszyt Naukowy Wyższej Szkoły Zarządzania i Bankowości” w Krakowie , numer 42,2016 str. 74). Zgodnie z którą, jedną z przyczyn niskiej dochodowości (a w konsekwencji również przychodowości) działania tych firm jest świadomościowy stereotyp wielu przedsiębiorców, że im mniejsza firma, tym mniejsze są wymagania dotyczące umiejętności i kompetencji w zakresie zarządzania. Istotną metodą usprawniania funkcjonowania takich firm powinno być szkolenie ich kadry kierowniczej, a w przedsiębiorstwach produkcyjnych unowocześnianie wykorzystywanych przez nie technik i technologii produkcji.

Dlatego też dla efektywnego zarządzania, również tej wielkości firmami, konieczna jest nie tylko znajomość, ale również umiejętność stosowania w praktyce podstawowych jego zasad jakimi są; planowanie, organizowanie, rozkazywanie, koordynowanie i kontrolowanie. Jednocześnie koniecznym jest przyjecie fundamentalnego stwierdzenia twórców nauki o zarządzaniu, że efektywne kierowanie nie jest tylko sprawą osobistego talentu lecz nabytych umiejętności w wyniku nauki i doświadczenia. Dlatego też, podnoszenie kwalifikacji kadry, w tym szczególnie mini i mały firm, ma również istotne znaczenie dla wspierania ich odbudowy i rozwoju.
Wspieranie takie powinno więc polegać zarówno na organizowaniu szkoleń z zakresu ogólnych problemów zarządzania, jak i specjalistycznych, związanych ze specyfiką określonej branży czy rodzajem działalności. Dlatego też, oprócz organizowania doradztwa w zakresie problemów zarządzania istotnym jest prezentowanie dorobku i osiągnięć określonych przedsiębiorstw , czy form i rodzajów działalności.

Przy rozważaniu metod wspierania działalności takich firm istotnym jest prezentowania nie tylko ich potrzeb ale również już prowadzonej w tym zakresie działalności różnych podmiotów i organizacji oraz osiągnięć. Dlatego też, w aktualnej sytuacji gospodarczej i epidemiologicznej kraju, szczególne znaczenie ma nie tylko pokazanie istniejących ograniczeń i zagrożeń, ale przede wszystkim możliwości ich przezwyciężania i rozwoju działalności. Ma to szczególne znaczenie dla mieszkańców małych i średnich miast, w których takie podmioty często są dominującymi czy jedynymi pracodawcami. Oczywistym jest, że również istotnym problemem jak pozyskanie pracy i godziwego zarobku jest problem mieszkania. Problem, który w obecnej sytuacji jest szczególnie istotnym.

Mieszkania a rozwój małych i średnich miast

Dla wszystkich ludzi. w grupie podstawowych ich potrzeb, oprócz potrzeby zabezpieczenia wyżywienia jest również konieczność zapewnienia mieszkania. W Polsce jest on jednym z najważniejszych problemów społecznych i gospodarczych. Pomimo realizowanych , na przestrzeni wielu ostatnich dziesięcioleci, różnorakich przedsięwzięć nie został on w istotnym stopniu rozwiązany.

Aktualnie, w Polsce średnio w jednym mieszkaniu mieszka 2,66 osoby. Stopień ich zagęszczenia jest na poziomie Rumunii i Węgier a znacznie większy niż w Niemczech, Czechach, Słowacji czy w Bułgarii. Po zakończeniu transformacji ustrojowej w Polsce, w 2015 roku zweryfikowano poprzedni szacunek potrzeb mieszkaniowych społeczeństwa i określono je na 4,0 do 5,0 mln mieszkań. Jednak według szacunku Lion,s Bank są one znacznie wyższe i wynoszą około 8,3 mln lokali. Dlatego też nadal istotnym problemem jest potrzeba dalszego rozwoju budownictwa mieszkaniowego.

Aktualnie istotnym problemem polityki mieszkaniowej jest nie tylko ilościowy rozwój tego budownictwa, ale również zwiększenie ilości mieszkań przeznaczonych na wynajem, a w tym szczególnie mieszkań małych, o niższych kosztach ich najmu. W Polsce nadal dominuje model rozwiązywania problemu mieszkaniowego w wyniku zakupu mieszkania. Jego odzwierciedleniem jest to, że ponad 80 proc. obywateli mieszka w własnych mieszkaniach a z corocznie oddawanych do użytku mieszkań tylko około 20 proc. przeznaczonych jest na wynajem. Sytuacja ta jest odmienna od istniejącej w państwach Europy Zachodniej. W tamtych państwach udział ten jest znacznie wyższy i tak np. w Niemczech wynosi aż 60 proc., we Francji 50 proc. i podobnie w Szwecji. Jednocześnie w państwach tych wprowadzona jest, najczęściej częściowa, ale jednak regulacja czynszów, co jest istotnym czynnikiem stabilizującym ten rynek.
Na podstawie analizy sprzedaży mieszkań oddawanych do użytku w Polsce, można stwierdzić, że szczególnym popytem wielu ludzi, szczególnie młodych i mało zarabiających , cieszą się mieszkania małe, o powierzchni 30 – 40 m kw. Znalazło to odzwierciedlenie w zwiększeniu ich udziału w strukturze mieszkań oddawanych do użytku. Dostępność takich lokali ma istotne znaczenie przy podejmowaniu decyzji o ich najmie. Przy jego wyborze, szczególnie brany jest pod uwagę charakter lokalnego lub najbliższego rynku pracy i atrakcyjność danej miejscowości a dopiero w następnej kolejności koszt wynajmu lokalu i standard jego wyposażenia. Dlatego też, wśród wynajmujących dotychczas preferowane są oferty z dużych aglomeracji i ośrodków gospodarczych lub ich najbliższego otoczenia. Przykładem takiej oceny mogą być ceny najmu lokali na terenie Warszawy i województwa mazowieckiego. W Warszawie, za wynajem mieszkania na Targówku, rozwijającej się dzielnicy Warszawy (do, której budowana jest nowa linia metra), wynajmując mieszkanie o powierzchni 29 m kw. trzeba miesięcznie płacić 1800 zł i najczęściej ponosić koszty mediów. Na Ursynowie, za wynajem mieszkania o powierzchni 33 m kw. trzeba zapłacić 2300 zł. Jednocześnie w Płocku wynajem mieszkania o powierzchni 31 m kw. kosztuje 1000 zł a za 39 m kw. trzeba zapłacić 1200 zł. Podobnie jest w Siedlcach, gdzie wynajem mieszkania o powierzchni 28 m kw. kosztuje 1100 zł, a o powierzchni 48 m kw. 1100 złotych. Analiza ta uzasadnia rozwój budownictwa mieszkaniowego poza dużymi ośrodkami miejskimi, szczególnie w mniejszych ośrodkach miejskich , a może nawet w wsiach gminnych, które są atrakcyjne z uwagi na rozwój działalności gospodarczej lub innych czynników ich rozwoju.

Przy tak zróżnicowanym rynku nieruchomości wielu osób pracujących i zarabiających miesięcznie poniżej 3 tys. złotych brutto i netto ( zależne od formy zatrudnienia) w granicach 2150 zł do 2500 zł, a medianie , czyli dominującej wysokości wynagrodzenia w tej grupie, około 1600 zł, nie stać nie tylko na zakup ale również wynajem mieszkania. Dlatego też,
koniecznym jest zwiększenie i przyspieszenie budowy mieszkań przeznaczonych nie tylko na sprzedaż , ale również na wynajem, w tym szczególnie przez prawie 3 mln najmniej zarabiających pracowników
(przy ponad 15 mln osób pracujących ogółem). Tym samym szczególne znaczenie ma tworzenie możliwości pozyskania samodzielnego zamieszkania przez ludzi młodych, jak i osoby ich poszukujących w związku z możliwością pozyskania pracy.

Wprowadzone w okresie epidemii, ograniczenia w kontaktowaniu się ludzi zwiększyły zainteresowanie zamieszkaniem poza największymi ośrodkami miejskimi, a z drugiej strony , postępująca recesja gospodarcza i drastyczny spadek oprocentowania lokat bankowych nasilił zainteresowanie inwestycjami w nieruchomości, w tym zakup mieszkań z przeznaczeniem ich na wynajem. Na podstawie obserwacji zmian zachodzących na rynku nieruchomości, szczególnie wśród potencjalnych ich nabywców, można stwierdzić zwiększone zainteresowanie zakupem lokali poza centrami największych ośrodków miejskich, w tym również domów i lokali z ogródkami. Stwierdzono również, na podstawie negatywnych ocen dotychczasowych efektów realizacji rządowych inicjatyw zwiększenia budownictwa domów z mieszkaniami na wynajem,, że liczący się ich przyrost można uzyskać tylko w wyniku inwestycji prywatnych. Pokazano również, że z pośród wielu różnych metod jego rozwoju, liczący jego wzrost można uzyskać w wyniku wykorzystania metody „condomieszkanie”.
Organizacje działające tą metodą mogą być zarówno inwestorami budowy domów z mieszkaniami na wynajem, jak i nabywcą gotowych obiektów oraz zarządzającymi nimi tj. zarówno ich wynajmowaniem, jak i administrowaniem nimi. Organizacje/firmy takie mogą powstawać w oparciu o środki finansowe istniejących już organizacji (np. firm developerskich) ale również ze sprzedaży jednostek uczestnictwa w niej mniejszych inwestorów. Metoda taka może być szczególnie interesującą dla drobnych inwestorów kapitałowych i konkurencyjną dla lokat bankowych. Aktualnie złożone w bankach niewielkie lokaty są najczęściej oprocentowane w wysokości od 0,1 do 0,5 proc. w skali roku. Natomiast środki ulokowane w działalność firm typu condomieszkanie (na podstawie przeprowadzonej symulacji wyników) powinny umożliwiać osiągnięcie zysk brutto w wysokości 4 – 5 proc. rocznie.

Rozwój budownictwa mieszkaniami na wynajem, przy wykorzystaniu jego różnych metod, może być istotnym czynnikiem rozwoju wielu mniejszych miejscowości. Jednak „kołem zamachowym” tego rozwoju jest
funkcjonowanie różnej wielkości firm usługowych, produkcyjnych i handlowych. Natomiast dla rozwoju rynku z mieszkaniami na wynajem istotnym jest , aby władzom samorządowym poszczególnych miejscowości udało się pozyskać liczących się uczestników jego tworzenia i rozwoju. Z uwagi na rolę takiego rynku w rozwoju poszczególnych miejscowości, a w tym również lokalnych rynków pracy, niezwykle istotne znaczenie ma aktywna działalność samorządów terytorialnych, szczególnie szczebla gminnego, czy miejskiego. Dla wdrożenia takiej metody rozwoju rynku z mieszaniami na wynajem istotnym jest , aby jej inicjatorom udało się pozyskać liczących się uczestników jej tworzenia i rozwoju. Z uwagi na jej charakter i oraz skalę potrzeb mieszkaniowych, podstawowe znaczenie ma udział w jej realizacji zarówno firm developerskich , samorządów gmin jak i drobnych inwestorów. Jednocześnie szczególne znaczenie dla jej powodzenia ma stworzenie zainteresowania nią i pozytywnej oceny ze strony ludzi młodych i mniej zamożnych. Dlatego też, szczególną rolę do spełnienia mają zarówno sami deweloperzy, jak i poszczególne samorządy terytorialne oraz niektóre organizacje pozarządowe.

Kto może wspierać aktywizację gospodarczą małych miast ?

Działanie dla ograniczenia negatywnych wpływu pandemii na sytuację gospodarczą w małych miastach polski muszą być realizowane wielotorowo. Z jednej strony, muszą to być działania rządu, wspierające funkcjonujące podmioty gospodarcze i stwarzające możliwości efektywnego ograniczania negatywnych skutków pandemii oraz samorządy terytorialne, a z drugiej strony, działania środowisk naukowych, uczelni, samorządów branżowych oraz różnorodnych podmiotów prywatnych i organizacji pozarządowych. Jak wynika z dostępnych informacji, w czasie pandemii i po jej wygaszeniu jednymi z najważniejszych problemów małych i średniej wielkości miast , jest i prawdopodobnie będzie przeciwdziałanie bezrobociu oraz budownictwo mieszkaniowe, a w tym szczególnie budowa mieszkań na wynajem. Pewien wpływ na rozwiązania w obu tych sferach może mieć działalność organizacji pozarządowych. Działania takie powinny dotyczyć szczególnie wspierania funkcjonowania i rozwoju mini i małych przedsiębiorstw oraz rozwoju budownictwa mieszkań na wynajem , z uwzględnieniem specyfiki mieszkań dla ludzi niezamożnych i młodych.

Dlatego powinny one być realizowane niejako na dwóch poziomach. Pierwszym, prezentującym wagę obu tych problemów dla tej grupy miast i możliwości różnorodnych działań dla ich rozwiązywania oraz drugim, wskazującym lub inspirującym utworzenie podmiotów doradzających firmom sposoby poprawy efektywności ich działania.

Czynnikiem inicjującym podjęcie problemu wpływu pandemii na funkcjonowanie małych miast może być zorganizowanie poświeconej jemu konferencji. Organizatorem takiej konferencji może być określony instytut lub organizacja pozarządowa, przy współudziale np. samorządu terytorialnego i Związku Gmin Polskich (lub pod patronatem określonego samorządu terytorialnego lub np. marszałka województwa) .Proponowana konferencja powinna być adresowana zarówno do przedsiębiorców, samorządów terytorialnych jak i innych podmiotów mogących wspierać ich działalność.

Ważnym jest również, aby jej organizatorzy mogli pozyskać do współpracy zarówno naukowców zajmujących się problemami zarządzania, jak i praktyków prowadzących działalność gospodarczą , szczególnie w mini i małej skali. Istotnym jest również nawiązanie współpracy z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości i Rzecznikiem Małych i Średnich Przedsiębiorstw oraz innymi organizacjami zajmującymi się sprawami rozwoju gospodarczego i społecznego kraju.

Sukces związkowców z Avon Distribution

Sukcesem zakończyły się długie negocjacje między Komisja Zakładową Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza przy Avon Distribution w Garwolinie a kierownictwem zakładu.

Porozumienie w sprawie warunków pracy i wynagrodzenia podczas epidemii pokazuje, że zabezpieczenie miejsc pracy i uchronienie pracowników przed radykalnymi obniżkami płac jest możliwe, choć niełatwe.

Garwolińskim związkowcom udało się zmniejszyć wielkość proponowanej obniżki wymiaru pracy i wynagrodzeń z zaproponowanych początkowo przez pracodawcę 20 proc.– czyli maksymalnego wymiaru przewidywanego przez ustawę – do poziomu 5 proc. Ponadto pracownicy zakładów otrzymują wraz z porozumieniem czteromiesięczną gwarancję utrzymania zatrudnienia.

Koszty solidarnie rozłożone

Co niezwykle ważne, udało się zablokować bardzo niekorzystną propozycję pracodawcy by przedłużyć okres rozliczeniowy do końca roku kalendarzowego. Jest to rozwiązanie, które samo w sobie otwierałoby furtkę do nadużyć w rozliczaniu czasu pracy i wynagrodzeń pracowników, deregulujące warunki pracy i wprowadzające niepewność i niestabilność zatrudnienia.

Porozumienie przewiduje rozłożenie kosztu kryzysu na wszystkich pracowników solidarnie: obejmuje prócz pracowników operacyjnych także kadrę kierowniczą. Wprowadzono także korzystne zapisy dotyczące sposobu naliczania wynagrodzeń i dodatków: naliczenie premii czy naliczania ewentualnych odpraw na podstawie wynagrodzenia sprzed obniżki, a także zapis o zachowaniu przez pracowników pełnego wymiaru urlopu wypoczynkowego.

Pracowniku, nie poddawaj się

Udane negocjacje przeprowadzone przez działaczki i działaczy OZZ IP powinny być inspiracją dla pracowników i związkowców w całym kraju. Nikt inny oprócz zorganizowanych przedstawicieli świata pracy nie obroni ich interesu, a jak pokazuje praktyka – ze względu na niski poziom uzwiązkowienia w Polsce bardzo często przedsiębiorcy podpisują porozumienia w takiej postaci, w jakiej jest to dla nich wygodne, nie pytając pracowników o zdanie. Wyłaniają „reprezentację pracowniczą”, która zaakceptuje wszystko, o co się ją poprosi.

Dzięki staraniom związkowców z Avon Distribution, przy wsparciu Komisji Krajowej IP, powstało porozumienie, w którym tarcza broni nie tylko przedsiębiorstwo, ale i pracującą w nim dzień w dzień podczas trwającej epidemii załogę. I jest to rozwiązanie, które ani nie rujnuje zakładu pracy, ani nie wpędza pracowników w desperackie położenie.

Dodatek solidarnościowy tylko dla nielicznych

Związki zawodowe oczekiwały, że obiecane przez Andrzeja Dudę świadczenie solidarnościowe będzie uzupełniać zasiłek dla bezrobotnych. Rządowy projekt jest dla nich rozczarowaniem.

Świadczenie czy też dodatek solidarnościowy miały wynosić 1400 zł – obiecywał prezydent. I to akurat się zgadza. Dalsze szczegóły są dla obrońców praw pracowniczych raczej niemiłym rozczarowaniem.
Świadczenie przeznaczone jest dla osób, które straciły pracę po 31 marca i będzie mogło być wypłacane maksymalnie przez trzy miesiące. Kto złoży wniosek w czerwcu i spełni kryteria, dostanie pieniądze w tym miesiącu, a potem w lipcu i sierpniu. Chyba, że na mocy nowego rozporządzenia rada ministrów uzna, iż sytuacja na rynku pracy nadal jest bardzo trudna, a bezrobotni nie mają perspektyw na znalezienie zatrudnienia.
Tylko dla etatowców
Prezydencki projekt przeznaczony jest wyłącznie dla osób, które do końca marca były zatrudnione na etatach. Ponadto, aby otrzymać świadczenie w należy udowodnić, że w 2020 r. podlegało się ubezpieczeniom społecznym z tytułu stosunku pracy przez minimum 90 dni. Kto miał „śmieciówkę” i stracił zajęcie już na początku kryzysu nadal może liczyć tylko na wsparcie zapisane w pierwszej „tarczy antykryzysowej” – nieco ponad 2000 zł, o które zresztą wniosek powinien złożyć pracodawca. I często nie składa, by uniknąć zbędnych wyjaśnień, dlaczego zatrudniał w oparciu np. o umowy zlecenia, gdy spełnione były kodeksowe warunki etatu.
Z dodatkiem, bez zasiłku
Związki zawodowe dość wyraźnie sugerowały rządowi, że optymalna pomoc na czas kryzysu polegałaby na radykalnej podwyżce zasiłku dla bezrobotnych i równoczesnym wypłacaniu dodatkowego świadczenia. Gotowy projekt ustawy oparty na takich założeniach przygotował parlamentarny klub Lewicy. Tak jednak nie będzie. Projekt ustawy złożony przez prezydenta nie pozostawia żadnych wątpliwości.
– W przypadku nabycia prawa do dodatku solidarnościowego,prawo do zasiłku dla bezrobotnych lub stypendium, o których mowa w ustawie z dnia 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, z mocy prawa ulega zawieszeniu na okres od dnia nabycia prawa do dodatku solidarnościowego do dnia jego utraty – głoszą proponowane przepisy. Tylko status bezrobotnego będzie można uzyskiwać, niezależnie od składania dokumentów o dodatek.
Nie zapomniano nawet o tych, którzy zarejestrowali się jako bezrobotni na tyle wcześnie, by w czerwcu już otrzymać zasiłek, ale w tym miesiącu zawnioskują o dodatek solidarnościowy.
– W przypadku pobrania zasiłku dla bezrobotnych lub stypendium, o których mowa w ustawie z dnia 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy,w miesiącu złożenia wniosku o dodatek solidarnościowy, dodatek wypłacany jest za ten miesiąc w kwocie, o której mowa w ust. 1, pomniejszonej o wypłaconą kwotę tego zasiłku lub stypendium – czytamy.
Hojność władzy
Rząd łaskawie zgodził się jedynie, by okres pobierania dodatku solidarnościowego nie był wliczany do okresu pobierania zasiłku dla bezrobotnych, tym samym nie skracając okresu jego wypłacania. A także, by dodatek był nieopodatkowany.
W projekcie zapisano również planowane zmiany w zakresie wysokości zasiłku dla bezrobotnych. Ale i tu podwyżki nie zwalają z nóg. W pierwszych 90 dniach zasiłek miałby wynosić 1200 zł. Później – 942,30 zł. I wszystko to, jeśli dobrze pójdzie, dopiero od września.
Opracowany przez socjaldemokratów projekt ustawy o świadczeniu kryzysowym miał kosztować 3,6 mld zł miesięcznie, przewidywał świadczenie dla każdego zwolnionego z pracy oraz dla małego przedsiębiorcy, który zamknął działalność. Ustanawiał również zasiłek dla bezrobotnych na poziomie połowy ostatniego wynagrodzenia.