Tęcza przeciw nacjonalistom

16 sierpnia na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie odbyły się dwie demonstracje: homofobiczna, zorganizowana przez środowiska nacjonalistyczne oraz tęczowa, antyfaszystowska.

Jako pierwsi skrzyknęli się działacze ONR, Młodzieży Wszechpolskiej i podobnych organizacji. W internecie przekonywali, że to oni bronią społeczeństwa przed agresją ludzi LGBT. Ich demonstracja odbyła się w konwencji kibolskiej. Stadionowe przyśpiewki, zwłaszcza te najbardziej prostackie, zostały przerobione w takim sposób, aby miały obrazić osoby LGBT. Tak właśnie powstały takie „hity” jak „Hop hop, kto nie skacze ten dewiantem hop hop”, „Margo! Co? Do gazu”, czy „Łowcy Hiva Antifa”. Ekstaza homofobów sięgnęła zenitu, kiedy jeden z nich podpalił flagę w kolorach tęczy. „

Z nacjonalistami był poseł Konfederacji Krzysztof Bosak, który oświadczył, że osoby LGBT „reprezentują niższa cywilizację, niższą formę życia”, dodając naprędce, że „społecznego”.

Po drugiej stronie policyjnego kordonu stały (dominowały dziewczyny i kobiety) aktywistki spod tęczy. „Ziobro przestań nam aktywistów prześladować”, „Polska tęczowa nie brunatna”, , „Jesteśmy ludźmi”, „Stop policyjnej przemocy” – to hasła, z którymi przyszły. Na tej demonstracji nikogo nie obrażano. Zaznaczano, że w Polsce równe prawa powinni mieć wszyscy obywatele i to jest głównym postulatem ruchu LGBT. Drugi to akceptacja dla mniejszości seksualnych i nietypowych tożsamości – zakończenie homofobicznej przemocy w przestrzeni publicznej czy szczucia na LGBT w imię doraźnych celów.

Kasta we frakcji

W sobotę w Warszawie obradowała Rada Krajowa Platformy Obywatelskiej. W sobotę w Warszawie odbyła się manifestacja poparcia dla polityki rządu w kwestii reformowania wymiaru sprawiedliwości. Na jedną i drugą uroczystość zjechali się do Warszawy ludzie z całego kraju, dzięki czemu PKB Warszawy podskoczyło o parę oczek wzwyż. Wzwyż podskoczył w tym czasie w Toruniu także skoczek Armand Duplantis i zrobił to najwyżej na świecie, czemu dał wyraz wybuchem ogromnej radości, co dziwić nie powinno. Samozadowolenie Platformy i rządu już tak.

W składzie zarządu PO znaleźli się nowi. Ale żadni oni nowi, bo nazwiska owe (Nitras, Grodzki, Pawełek, Kierwiński) są z Platformą i w Platformie od lat. Rada Krajowa zatwierdziła również plan sztabu oraz sam sztab kandydatki na prezydenta z jej ramienia. Konwencja wyborcza odbędzie się 29 lutego. Sztabem pokierują ludzie z partyjnej nominacji, żeby złośliwie nie napisać-łapanki, politycy, którzy specjalnego wyrobienia kampanijnego nie posiadają, co i nie wróży sukcesu. Bo kim dla niewtajemniczonych jest p. Michał Gramatyka, oprócz tego, że dziś jest posłem, a kiedyś startował w przyspieszonych wyborach na senatora za Elżbietę „taki mamy klimat” Bieńkowską. I przegrał z Czesławem Ryszką z PiS-u. Jako rzekł ongiś książę Lampedusy: „Tyle się musiało zmienić, żeby się nic nie zmieniło”.
Naród przyjechał też do Warszawy na zaproszenie rządu, żeby pod Trybunałem Konstytucyjnym wyrażać dla działań rządu poparcie, w rytm hasła „kasta-basta”. Były zagrzewające do boju przemówienia i podtrzymujące na duchu apele. Głównie ludzi starych do jeszcze starszych. Trzon manifestacji stanowiła bowiem młodzież w wieku 60 plus, oraz armia zaciężna rekrutująca się z przyjaciół i członków klubów „Gazety Polskiej” Tomasza Sakiewicza, którego sama postura musi budzić respekt u wroga. Ciekawostką wartą odnotowania w kronikach, był brak tego dnia na manifestacji Krzysztofa Bosaka, kandydata narodowców na prezydenta, który akuratnie żenił się parę ulic dalej i ze zrozumiałych względów miał co innego w głowie, choć kto go tam wie.

Kiedy Warszawa bawiła się w najlepsze na wiecach, radach i weselach, w Olsztynie tymczasem, poziom wód w miejscowej palestrze się wyrównał i pozycji lidera pozazdrościł Pawłowi Juszczyszynowi jego pryncypał urzędowy, Maciej Nawacki. Kiedy koledzy Juszczyszyna przynieśli do prezesa Nawackiego uchwałę wzywającą do wsparcia zawieszonego sędziego Pawła i chcieli ją oficjalnie poddać pod głosowanie, prezes do tego nie dopuścił, a tekst uchwały podarł na ich oczach. Niczym Nancy Pelosi, która darła tekst przemówienia Trumpa w Kongresie. Wzór miał więc nie byle jaki.

Parę dni wcześniej przeczytałem w internetach, że poseł Nitras planuje uruchomienie zbiórki pieniężnej w ramach rekompensaty za uszczuplenie sędziemu Juszczyszynowi zarobków, żeby chłop nie przymierał głodem. Innymi słowy: wzywa do powołania frakcji. Frakcji dla kasty, jakby chcieli ci z sobotniego wiecu pod TK. Kiedyś, u mnie w kapeli, też funkcjonowała frakcja. Było bowiem tak, że gdy w zespole występował problem alkoholowy, muzycy sami z siebie poddawali się badaniu alkomatem. Ten, który przekroczył 0,0 promila grał tego dnia za darmo. Jego gaża była dzielona między pozostałych wykonawców w częściach równych. Grupka kolegów, najbardziej zainteresowanych i zagrożonych karami, zawiązała wtedy frakcję. Zadaniem frakcji było rachowanie, jaki procent został dodany do wypłaty, a tym samym, odjęty poszkodowanemu, a następnie działkowanie się z poszkodowanym jego dolą poza oficjalnym obiegiem. Niestety, frakcja nie wytrzymała próby czasu. Po pierwsze, nie wszyscy chcieli się do frakcji przyłączyć, bo uważali, że to fałszywie pojętą solidarność i podtrzymywanie zgubnego nałogu. Po drugie zaś i ostatnie: od jakiegoś czasu ostatni z pijących przestał pić i nie ma się na kogo składać.