Przyjedzie miotła

Reakcja Watykanu na film „Tylko nie mów nikomu”.

Abp Charles J. Scicluna przyjedzie do Polski 13 czerwca br., na zaproszenie polskich biskupów wystosowane jeszcze przed konferencją, na której Episkopat przedstawi dane dotyczące pedofilii w polskim Kościele. Poprowadzi dzień studyjny podczas zebrania plenarnego episkopatu w Świdnicy. Nie ma żadnych specjalnych wskazówek ani zaleceń od papieża, tak jak podczas swojej misji w Chile. Można mieć nadzieję, że jego wizyta przyczyni się do pozytywnych przemian w polskim Kościele, które się już rozpoczęły. Przeciwnicy papieża Franciszka i ci, którzy chcą ukryć nadużycia seksualne mają jednak mocne wiosła i wiosłują przeciw. Z naszych źródeł dowiedzieliśmy się, że film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” widziało w Watykanie już kilka osób. Dla jednych to ważny dokument, inni jednak starali się go zdyskredytować jako „atak na Kościół”, „manipulację medialną”, „film zrobiony przez środowiska wrogie Kościołowi”, „manipulację politycznę przed wyborami europejskimi”. Najprawdopodobniej więc papież podejdzie do niego ostrożnie, tak jak zresztą do całej „sprawy polskiej”, aby jego osoba nie została wykorzystana politycznie. Z drugiej strony nie należy się też spodziewać, że Franciszek będzie wysyłał abp. Sciclunę wszędzie tam, gdzie wybuchnie skandal, jako pogromcę lokalnych Episkopatów. Mamy jednak szczęście, że wszystko co dzieje się w Polsce zbiega się z wejściem w życie nowych norm Vos estis lux mundi.
„Wy jesteście światłem świata” (Vos estis lux mundi), to nowe motu proprio, które papież Franciszek wydał 9 maja br. Ma obowiązywać od 1 czerwca na okres 3 lat. List apostolski był już zapowiadany przez ojca Deferico Lombardiego, jezuitę i byłego rzecznika prasowego Stolicy Apostolskiej, w ostatnim dniu szczytu dotyczącego ochrony małoletnich w Kościele, który odbył się w Watykanie w dniach 21–24 luty 2019 r. Jak określił inny jezuita – ojciec Hans Zollner, członek Papieskiej Komisji ds. Ochrony Małoletnich – jest to najważniejszy krok ostatnich lat.
Nowe normy wytaczają bardzo jasno i precyzyjnie procedury w sprawie zgłaszania przypadków molestowania i przemocy seksualnej oraz rozliczania biskupów z ich działań, także tych, którzy zakończyli posługę i przeszli na emeryturę. Nakładają obowiązek na metropolitów prowadzących sprawę zdawania relacji z postępu dochodzenia co 30 dni i przewiduje, iż dochodzenie powinno zakończyć się w ciągu 90 dni. Mówią o tym, że każda diecezja ma otworzyć biuro lub „okienko internetow”, gdzie w prosty i szybki będzie można składać zawiadomienia o popełnionych nadużyciach lub podejrzeniach o nie. Nakłada na wszystkich duchownych obowiązek informowania przełożonych o wszystkich uzasadnionych podejrzeniach, pod groźbą sankcji w przypadku jego niedopełnienia lub prób tuszowania nadużyć. Motu proprio mówi również, że każdy może złożyć zawiadomienie przy użyciu wyznaczonych procedur lub w jakikolwiek inny odpowiedni sposób.
W odniesieniu do osób, które twierdzą, że zostały pokrzywdzone, „obowiązkiem władzy kościelnej jest przyjęcie ich, wysłuchanie, towarzyszenie im podczas procedur i traktowanie ich z godnością oraz szacunkiem”.
Tekst kończy się potwierdzeniem poszanowania prawa i przepisów innych państw. Art. 19 dotyczy „Przestrzegania ustawodawstwa państwowego” i mówi: „Niniejsze przepisy stosuje się bez uszczerbku dla praw i obowiązków ustanowionych gdziekolwiek w ustawodawstwie państwowym, w szczególności dotyczących ewentualnych obowiązków zawiadomienia właściwych władz cywilnych”.
Abp Charles J. Scicluna – którego zadaniem już z woli papieża Benedykta XVI było prowadzenie dochodzeń w zakresie tzw. delicta graviora i zajmowanie się nadużyciami seksualnymi popełnionymi przez księży – ma wybitne osiągnięcia w prowadzeniu dochodzeń w tej dziedzinie. To dzięki niemu w 2005 r., zostało szybko zamknięte dochodzenie w sprawie Marcial Maciela Degollado, który cieszył się bezkarnością za pontyfikatu Jana Pawła II. W listopadzie 2018 r. papież Franciszek powołał go na stanowisko sekretarza pomocniczego Kongregacji Nauki Wiary. W lutym br. Scicluna razem z Lombardim i Zollnerem był w komitacie organizującym historyczny szczyt w Watykanie o ochronie nieletnich, w którym udział wzięli przedstawicie episkopatów z całego świata. W ubiegłym roku pomógł Franciszowi rozwiązać kompromitujący problem z pedofilią w kościele chilijskim, przygotowując dla niego raport o nadużyciach seksualnych i tuszowaniu przestępstw przez tamtejszych hierarchów – co doprowadziło do dymisji wszystkich chilijskich biskupów (ostatecznie papież zdymisjonował tylko nielicznych). Na początku maja Scicluna przedstawił w Watykanie papieskie motu proprio Vos estis lux mundi, tłumacząc jego znaczenie i wprowadzane nowości.
Abp Charles J. Scicluna zadeklarował, że przed przyjazdem do Polski na pewno zobaczy film „Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich. Może zrobi on na nim takie wrażenie, jakie zrobił na wielu Polakach.

Inni też krzywdzą

Prawica usiłuje teraz zrównać pedofilskie wybryki księży z takimi występkami popełnianymi przez ludzi z innych profesji.

Dlaczego atakuje się księży, a inni wcale nie są lepsi? Nawołują politycy wiadomej partii. Różnica jest duża, wręcz zasadnicza. Księżą uznają się za strażników i krzewicieli katolickiej wiary w naszym kraju. Z ambon, na lekcjach religii, itp. nauczają dekalogu. Są obecni przy chrzcinach, ślubach, pogrzebach i na uroczystościach cywilnych gdzie być raczej nie powinni. Święcą samochody. Kapelani są obecni w wojsku, policji i innych urzędach. Pobierają pensje w szpitalach. Księża wypowiadają się na temat naszej polityki. Co więcej, kanony wiary starają się zapisać w prawie ziemskim, bo nie wierzą katolikom, że są wiernymi wyznawcami. Starają się ich do tego przymuszać także nakazami prawa ziemskiego.
Zatem ta grupa ludzi chce prowadzić swoje owieczki w dzień i w nocy. Niektórych szczególnie interesuje to, co robimy w nocy i z kim. Poprzez swoją nadobecność stali się oni dla wielu uciążliwi i natrętni. Skoro duchowni uważają się w naszym kraju za ludzi wyznaczających zasady życia milionów wierzących, to muszą świecić nadzwyczajnym przykładem. Okazują się być jednak ludźmi często zbaczającymi z wyznaczonych dróg. Większość stara się zachowywać wedle nakazów wiary. Jednak nie wszyscy. Ta grupka odszczepieńców, kryta przez kolegów z branży, w znacznym stopniu, zniszczyła wizerunek duchownego stanu. Skoro duchowni stali się w kraju grupą ludzi wyjątkowych to i oczekiwania wobec nich są wyjątkowe. Dlatego powiadanie, że czyny pedofilskie popełniają także murarze, czy pracownicy umysłowi uważam za mało poważne. Nikt nie może krzywdzić dzieci, ale księża szczególnie. Chowanie się za inne grupy zawodowe jeszcze bardziej kompromituje księży i ich obrońców, a polityków wspieranych przez stan duchowny szczególnie.

Drugi, demokratyczny próg

„Diabeł zbiera żniwo” – pisze OKO.press o filmie Tomasza Sekielskiego o pedofilii w Kościele, mocniejszym niż „Kler”. Czy z tej mąki będzie chleb?

Nigdy wcześniej w polskich mediach, nawet w najgorszym okresie PRL-u, gdy prowadzono rzeczywiście walkę z Kościołem i podejmowano aktywne próby ateizacji społeczeństwa, nie ukazywało się tak wiele bardzo krytycznych materiałów o polskim Kościele katolickim, o jego hierarchach i szeregowych księżach, o wątpliwych poczynaniach tej instytucji i konieczności zasadniczego ograniczenia tak jej pozareligijnej roli, jak też udziału w konsumpcji państwowej kasy.
Czytam tytuły artykułów
w prasie i Internecie: Premiera filmu o pedofilii w Kościele, Pedofilia, tylko nie mów nikomu, Kościół nas zastrasza, Jeżdżewski był zbyt łagodny, Kościół pod rękę z polityką, Ujawniać, nie przemilczać, Nie chcemy płaci za lekcje religii, Kto tu naprawdę profanuje symbole wiary, Franciszek: za tuszowanie pedofilii biskupi mogą stracić posadę, a ofiary nie muszą składać przysięgi milczenia, W Gdańsku odwołano pokaz filmu Tomasza Sekielskiego. Jeszcze ostatnio wydana książka „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie” Frédérica Martela, przy której „Urząd” i „Spiżowa brama” Tadeusza Brezy , ostro przez nasz Kościół w swoim czasie potępiane, wydają się lekturą dla pierwszoklasistów. I nadto spadające z pomników postacie molestujące dzieci: najpierw kapelana „Solidarności”, teraz kapelana prezydenta Wałęsy oraz kustosza bazyliki w Licheniu. Wiele innych przykładów wraz z aroganckim stosunkiem bądź zmową milczenia zdecydowanej większości hierarchów, albo z ich wykrętnymi próbami odpowiedzi na stawiane zarzuty.
Zapoczątkowana przez Marcina Lutra
w roku 1517 reformacja, była ruchem religijno-polityczno-społecznym, zrodzonym z wielu nadużyć i nierozwiązanych problemów ówczesnego Kościoła do których m. in. należały: „rozluźnienie dyscypliny kościelnej, symonia, powszechna ignorancja duchowieństwa, liczne przywileje stanu duchownego i Kościoła, wielorakie i często szkodliwe obciążenia na rzecz duchowieństwa i Kościoła etc.” (Wikipedia). Ówczesny Kościół nie okazał się zdolny do samoodnowy, a reformacja zawierająca jego krytykę i program naprawy, po uzyskaniu poparcia, nie tylko elit społecznych i politycznych szeregu krajów, zapoczątkowała wielki kryzys, serie wojen religijnych oraz trwały podział w zachodnioeuropejskim katolicyzmie. Badacze historii do dziś się spierają, czy te konflikty militarne zostały wywołane jedynie przez kwestie sporne dotyczące religii oraz postępowanie zwierzchności kościelnej, czy też tylko kamuflowały rzeczywiste cele i dążenia ekonomiczne, polityczne bądź społeczne. W tym kierunku szły rozważania Fryderyka Engelsa na temat wojny chłopskiej w Niemczech, którą nazywał niemiecką rewolucją 1525 roku i podkreślał „że religijno-polityczne kwestie sporne owej epoki są odbiciem rozgrywających się równocześnie walk klasowych”.
Przywołane karty historii,
w licznych fragmentach tak bliskie stanowi naszego obecnego Kościoła, nie stanowią oczywiście prognozy jego losów, acz niczego, w tej skomplikowanej materii, wykluczyć nie można. Jeżeli w średniowieczu odpowiedzią na zło panujące w kościelnej instytucji było powstanie co najmniej trzech nowych odłamów chrześcijaństwa, to obecnie, poza poszukiwaniami innych wyznań czy sekt, reakcją może być odejście od Kościoła, od wiary w różnych kierunkach. Oczywiście błędy i grzechy tak polskiego Kościoła, jak i jego różnych funkcjonariuszy były i wcześniej znane, dostrzegane, a nawet czasem, w ograniczonej formie, publicznie opisywane.
Cóż więc się wydarzyło,
że aktualny dyskurs o naszym Kościele odbiega w zasadniczy sposób od wszystkich wcześniejszych na ten temat dysput. Nabrał bowiem niespotykanych rozmiarów i częstotliwości, okazał się otwarty, odważny, pozbawiony poprzednich zastrzeżeń i niedomówień, stał się trwałym tematem różnych publikacji, któremu towarzyszy nadto publiczna działalność, wyrażająca się m. in. w takich akcjach jak Baby Shoes Remember.
Pierwszy demokratyczny próg
został przekroczony w Polsce wraz z dokonującą się transformacją ustrojową, której integralną częścią było stworzenie warunków dla realizacji wolności, rozumianej przede wszystkim jako niezbywalne prawo obywatelskie, co znalazło później odbicie w Art. 31 Konstytucji. W konsekwencji nastąpiła m. in. likwidacja cenzury, jako instrumentu ograniczającego wolność słowa, powstały warunki do swobodnego organizowania się obywateli, także do nieskrepowanej manifestacji poglądów, również podczas wolnych, wyborów parlamentarnych i samorządowych. Wydawało się, że wraz z wcześniejszą jeszcze, bo już za premierostwa Mieczysława Rakowskiego, Ustawą o wolności gospodarczej, oraz uchwaloną i w ogólnopolskim referendum zatwierdzoną Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, powstały trwałe fundamenty demokracji w naszym kraju. To przekonanie okazało się ułudne w warunkach odrodzonego ustroju kapitalistycznego, niosącego w swojej istocie także pogłębiające się nierówności społeczne, połączonych z liberalną doktryną ekonomiczną, nadto z praktyką polityczną preferującą określone idee, instytucje i grupy obywateli. Dopełniły ten obraz stronnicze decyzje, naruszające równość obywatelską na jej wielu polach, a kielich goryczy przelał się wraz z tzw. reformą wymiaru sprawiedliwości podjętą przez Prawo i Sprawiedliwość.
Hierarchiczny polski Kościół,
ale również duchowni na niższych stanowiskach, umocnieni autorytetem papieża, a później świętego Jana Pawła II oraz licznymi aktami zadośćuczynienia za okres komunizmu, wynoszeni często, przez kolejne rządy III RP i liczne środowiska społeczne, ponad instytucje państwa, w błogim spokoju konsumowali swoją, jak się im wydawało, niezachwianą pozycję społeczno-polityczno-ekonomiczną. Lekceważąc pojawiające się publicznie krytyczne sygnały, także płynące z samego Kościoła, odsuwając w niepamięć znane dobrze negatywne wydarzenia i zjawiska, nie dostrzegając zmian nadchodzących wraz z nowym papieskim pontyfikatem i procesami dziejącymi się w innych kościołach rzymsko-katolickich, popadli w samozadowolenie pozbawiając się możliwości, podobnie jak kilka wieków temu, samoodnowy.
Wpisują się w taki stan samoświadomości słowa metropolity gdańskiego abp Sławoja Leszka Głódzia z homilii podczas uroczystości św. Stanisława w Krakowie, o tym, że obecnie w Polsce rozbrzmiewa wobec Boga słowo nie. Wierni – podkreślił – są zobowiązani wyrazić wobec takich poczynań „współczesne non possumus”. To nota bene ulubiony i wielokrotnie wcześniej wykorzystywany chwyt polemiczny, w którym krytykę instytucji ziemskiej, jaką jest Kościół, utożsamia się z atakiem na Boga, a wszystkich inaczej myślących z wrogami Chrystusa i chrześcijaństwa.
Na tym tle do nadzwyczajnego wyjątku należą ostatnio wypowiedziane słowa abp Wojciecha Polaka, prymasa i pełniącego funkcję delegata Konferencji Episkopatu Polski ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży: „Jestem głęboko poruszony tym, co zobaczyłem w filmie Pana Tomasza Sekielskiego. Ogromne cierpienie osób skrzywdzonych budzi ból i wstyd. W tym momencie przed oczami mam także dramat osób pokrzywdzonych, z którymi spotkałem się osobiście. Dziękuję wszystkim, którzy mają odwagę opowiedzieć o swoim cierpieniu. Przepraszam za każdą ranę zadaną przez ludzi Kościoła.”
Przywołując słowa Ewangelii wg. św. Mateusza „Poznacie ich po ich owocach”, w powszechnym społecznym żądaniu nastąpić wreszcie muszą czyny: nie ukrywanie przestępstw i ich sprawców, których należy oddać pod sąd, wydalania ze stanu kapłańskiego i wytworzenie klimatu potępienia czynów pedofilskich w c a ł y m, bez wyjątku, stanie kapłańskim polskiego Kościoła.
Warto także przytoczyć fragment wypowiedzi Jana Turnau „Wara od Kościoła, od dzieci wara” („GW”, 11-12.05.2019), a propos najścia policji bladym świtem do domu Elżbiety Podleśnej, która na ikonie jasnogórskiej namalowała tęczę: „Podpisałem się pod zbiorowym listem do Episkopatu katolików podobnie jak ja myślących, gdzieśmy takich pomysłów malarskich bronili, a przed dalszym upaństwawianiem naszej religii przestrzegali. A LGBT trzeba bronić, może także sugerując malarsko, że to też Boże dzieci, nie diabelskie.”
Drugi demokratyczny próg
został przekroczony poprzez liczne, w przestrzeni publicznej, manifestacje: czarnych parasolek, i w obronie konstytucji, ruchów obywatelskich i marszów równości. Również przez płynącą, coraz szerszym strumieniem, z różnych stron krytykę realizowanej w III RP demokracji, jak też równości obywateli. W naturalny sposób musiał się ten protest przelać także na ostrą krytykę grzechów naszego Kościoła, jego uprzywilejowanej pozycji, a także aktywnej współpracę części duchowieństwa z rządzącym PiS. I również dlatego, że pomimo licznych doświadczeń z okresu PRL-u, po roku 1989 nigdy nie stanął Kościół w obronie ekonomicznie wykluczonych i prawnie pokrzywdzonych, także w obronie Konstytucji gwarantującej warunki dla jego duszpasterskiej misji.
Reprymenda pod adresem polskiego Kościoła stanowi także negatywną ocenę szeregu zjawisk i praktyki minionych lat wolności i równości, stanowiąc trwałe dążenie do społeczeństwa obywatelskiego, w którym prawo stanowi jego gwarancję i podstawę. Walka o rzeczywistą demokrację i równość w naszym kraju przejawia się więc także w surowej ocenie wielu duchownych i samego Kościoła.
Być może szatan
z radością macha ogonem na wieść o licznych grzechach duchownych i Kościoła. Przykłady pedofilii oraz skrywane, częste praktyki gejowskie, przez liczącą się w kraju grupę społeczną nie akceptowane, w świetle pouczeń i zakazów Kościoła na temat praktyki życia seksualnego, wywołują daleko idący dysonans moralny.
Z poważnych problemów Kościoła nie może radować się polska lewica, nie tylko dlatego, że jej liczącą się część stanowią głęboko wierzący. Przede wszystkim z powodu szacunku dla światopoglądowych wyborów, należących do podstawowych wolności obywatelskich. Zadowolenie przynieść mogą, nie tylko zresztą lewicy, dopiero takie prawne rozwiązania, które w praktyce zapewnią faktyczny rozdział Kościoła od państwa.

Zbrodniarze w sutannach

Film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, na gruncie przygotowanym przez inny film: „Kler” przebił kolejny balon.

Purpuraci gną się i skręcają przed kamerami i mikrofonami nie przymierzając jak szesnasty paragraf – i nic dziwnego, gdyż niezależnie od etycznego i moralnego aspektu sprawy interesująca jest również kwestia prawna. Mamy otóż taką sytuację, że ileś (liczba nieustalona) nieletnich obywateli polskich stała się ofiarami przestępstw na tle seksualnym dokonywanych przez katolickich księży. W polskim systemie prawnym przestępstwa dzielą się na zbrodnie lub występki. (zbrodnia to czyn przestępczy zagrożony karą minimum 3 lat pozbawienia wolności). Czy akty pedofilii popełniane przez osoby duchowne uznane zostaną przez polski system prawny za zbrodnie czy tylko za występki? Dla mnie rzecz jest bezdyskusyjna, powinny być uznane za zbrodnie gdyż z całą pewnością można (należy) je uznać za czyny, które spotykają się ze szczególnym potępieniem ze strony społeczeństwa. Każde przestępstwo pedofilii powinno być skutecznie ścigane, ale te popełniane przez osoby w sutannach, koloratkach, urzędujące w zaciszu domu parafialnego czy konfesjonału są szczególnie odrażające i szkodliwe.
Odrębną sprawą jest rozliczenie tych zbrodni zgodnie z prawem kanonicznym. Wszak chodzi o przestępstwa z wykorzystaniem autorytetu i społecznego zaufania kościoła, być może łamania tajemnicy spowiedzi itp. To już ból głowy Stolicy Apostolskiej.
Ministerstwo Sprawiedliwości pod wodzą pierwszego szeryfa RP prześcigało się przez 4 lata w gromkich, publicznych komunikatach o tym, jak bardzo angażuje się w wyjaśnianie przestępstw na Polach, popełnionych za granicą. Polscy prokuratorzy i policjanci zwiedzili niejeden kraj. Jak będzie w tym przypadku? Czy nieletni polscy obywatele, ofiary zbrodni księży-pedofilów otrzymają właściwą, wszechstronną pomoc ze strony polskiego państwa?
Zbrodnie popełniali księża – obywatele Polski. Ale popełniali je jako „urzędnicy Pana B.”, wypełniający misję w ramach instytucji kierowanej przez obce państwo, samodzielny podmiot międzynarodowych stosunków prawnych, przez Watykan. Mało tego. Jak dowodzą liczne przekazy ci przestępcy seksualni (nie tylko w Polsce) chronienie byli z zasady przez hierarchów – podległych bezpośrednio Watykanowi. Chroniąc księży pedofilów hierarchowie ci stali się bez wątpienia współudziałowcami przestępstw.
W tej sytuacji należy wymagać od polskich władz, aby oficjalnie zadeklarowały wolę zaangażowania całego państwowego aparatu w dogłębnym wyjaśnienie tej sprawy, zwłaszcza poprzez:
– uznaniu przestępstw seksualnych popełnianych na nieletnich za zbrodnie;
– ujawnienie rzeczywistej skali przestępstw pedofilii dokonywanych przez księży
– ujawnienie księży popełniających zbrodnię pedofilii w Polsce:
– ujawnienie hierarchów, którzy przez zaniechanie bądź celowe działania chronili przestępców:
– ukaranie bezpośrednich sprawców oraz współudziałowców przestępstw zgodnie z prawem polskim;
– domaganie się od Watykanu należytego zadośćuczynienia wszystkim ofiarom księżowskiej pedofilii:
– wypracowanie i wdrożenie systemu prewencji i ochrony dzieci przed przestępstwami księży-pedofilów.
– wyrażenie pełnej gotowości do współpracy z Papieżem Franciszkiem działaniach mających na celu trwałe wykorzenienie pedofilii z kościoła.
Dzisiaj, w okresie szalejących kampanii wyborczych rządzący są wstanie obiecać wszystko, a nawet więcej. Dlatego właśnie niezbędna jest specjalna komisja polskiego Sejmu, która w przyszłej kadencji zajmie się bieżącym monitorowaniem realizacji obowiązków państwa wobec ofiar zbrodni księży-pedofilów.

Tekst ukazał się na blogu „Jacka Uczkiewicza wołania na puszczy”.

Klub Anonimowych Katolików

Kilka szybkich wniosków po obejrzeniu filmu Tomasza Sekielskiego.

Świetnie zrobiony, kamera towarzyszy autorom praktycznie wszędzie, co daje widzowi wrażenie, że jest z nimi. Oglądając rozterki dziennikarzy, utożsamia się z problemami: czy czekać, przyjechać później, czy też spróbować zadzwonić. Oczywiście drzwi są zwykle zamknięte, a jeśli ktoś otworzy to z góry wiadomo, że nie wpuści. Gdy w końcu udaje się dodzwonić do jakiegoś ważniejszego księdza, to gdy tylko dowie się z kim rozmawia i w jakiej sprawie, to natychmiast mówi, że jest na spotkaniu i się rozłącza.
Właśnie dzięki temu, że filmowany był każdy krok i każda próba kontaktu, nie można zarzucić twórcom tendencyjności. Jedynym sukcesem była rozmowa z dwoma emerytowanymi i bardzo leciwymi księżmi i ich konfrontacja z ofiarami. O ile pierwszy sprawiał wrażenie przybitego swoją winą, to drugi z butą i bezczelnością potraktował mężczyznę, którego ponad trzydzieści lat wcześniej regularnie gwałcił. Padło nawet takie zdanie: „dopóki nie ma wytrysku, to nie ma grzechu”. W skrócie: kawał dobrej i rzetelnej roboty, która – aż przykro to pisać – pójdzie na marne.
Film ten obejrzą jedynie osoby, które zdają sobie sprawę z problemu, natomiast bigoci, nawet go nie oglądając, zastosują znany nałogowcom mechanizm wyparcia i pójdą na wojnę z każdym, kto na ów film się powoła. W latach dziewięćdziesiątych – czy to pracując w „NIE”, czy później w „Faktach i Mitach”, robiłem wiele reportaży o księżach pedofilach. Wiele z nich lądowało w koszu, mimo że opisane fakty miały miejsce. Ale o ile ofiary, ich rodziny były w stanie opowiedzieć mi o tym, to na pytanie, czy w razie procesu będą zeznawać w sądzie – odmawiali, tłumacząc się ostracyzmem, strachem przed reakcją sąsiadów i społecznym wykluczeniem.
Nie zdawałem sobie wówczas sprawy ze skali tego zjawiska. Pomimo tego, że od tamtej pory minęło ćwierć wieku jedno pozostało niezmienne. Dojście do prawdy drogą oficjalną wciąż jest niemożliwe. Dlatego film jest tak cenny, że pokazuje próby takiego kontaktu. A jedyne co udało się osiągnąć, to fragment relacji z konferencji prasowej episkopatu.
Naprawdę szkoda, że ten film obejrzą jedynie ludzie, którzy znają, rozumieją i nie bagatelizują problemu.
Dla sporej części społeczeństwa religia stała się już nałogiem, uzależnieni mają już wszelkie symptomy nałogowca: wyparcie, racjonalizowanie (choćby gwałtów). I zdeterminowała całe ich życie. O ile zawsze kpiłem z programu „12 kroków”, to niektórym bigotom i bigotkom dobrze by to zrobilo. Taki program 24 godzin – podczas którego nałogowy katolik będzie wstawał z postanowieniem, że przez najbliższe 24h nie uwierzy. Musi jednak zrobić pierwszy z tych 12 – przyznać do uzależnienia. Przydałby się Klub Anonimowych Katolików, ale taki który wyleczy z uzależnienia. Obecnie istnieją takie kluby, lecz chodzi w nich o utrzymanie anonimowości przestępców.