Bigos tygodniowy

Wydarzenia ostatnich dni, cenzura w radiowej Trójce, brutalna interwencja policji w stosunku do – jednak – pokojowej demonstracji na placu Zamkowym w Warszawie, a także uporczywe szykanowanie wysokimi mandatami innych demonstrantów pokazały, że na porządku dnia staje w Polsce paląca potrzeba obrony podstawowych praw i wolności. Wiele wskazuje na to, że władza PiS, w warunkach luzowania obostrzeń sanitarnych, będzie starać się jak najdłużej, co najmniej do wyborów prezydenckich, utrzymać zakaz publicznej ekspresji poglądów politycznych. Obawia się bowiem, że mogłyby być one bardzo liczne i bardzo ostre w stosunku do władzy. Zatrzymanie Pawła Tanajno zdaje się to potwierdzać.


Czy Szumowski Łukasz, minister zdrowia w rządzie PiS, który przez kilka tygodni otoczony był nimbem niemal kogoś w rodzaju ofiarnego lekarza Tomasza Judyma z „Ludzi bezdomnych” Stefana Żeromskiego, ocierał się o świat kombinatorski i przestępczy? To się dopiero okaże. Natomiast fakt, że profesor medycyny, kardiolog, po przepisaniu majątku na żonę wpisał do zeznania majątkowego, że ma nieco ponad tysiąc złotych oszczędności jest naigrawaniem się ze zdrowego rozsądku obywateli RP. To już doprawdy lepiej u uczciwiej byłoby, gdyby wpisał tam cyfrę „zero”.


Morawiecki miał niedawno rozważać zawieszenie do końca roku zakazu handlu w niedziele. Byłaby to decyzja racjonalna z dwóch powodów: po pierwsze, pozwoliłaby nadrobić część strat wywołanych zamknięciem sieci i galerii handlowych, po drugie, dodatkowo miałaby wpływ na fizyczne rozgęszczenie liczby klientów. Morawiecki jednak się z zamiaru wycofał wobec oporu dwóch najbardziej szkodliwych w historii Polski: „Solidarności” i Kościoła kat.


W przyszłości są do prześledzenia przyczyny (te odnotowane w formalnych dokumentach) dość nagłego wzrostu brutalności i zajadłości policji nie tylko w stosunku do spokojnych i relatywnie nielicznych demonstracji, ale także w stosunku do pojedynczych osób. Znane są i zarejestrowane kamerą przypadki bezsensownego zatrzymania pojedynczej osoby, młodej kobiety, która stała przed siedzibą radiowej Trójki z niewielkim transparentem przymocowanym do roweru. To, nawet gdy się patrzy gołym, nieprawniczym okiem, wypełnia znamiona bezprawnego zatrzymania, które kwalifikuje się do skierowania do sądu z szansą na uzyskanie odszkodowania. Jeśli za tymi represjami stoi (a wiele na to wskazuje), szef MSW Kamiński „Mario”, to znaczy, że ten człowiek o psychicznym profilu zajadłego fanatyka, powinien za to ponieść w przyszłości surową odpowiedzialność. Miejmy nadzieję, że gdy do tego dojdzie, nie będzie już prezydenta, gotowego ułaskawić go przed zapadnięciem prawomocnego wyroku sądu.


Duduś znów został wystrychnięty na dudka. Nielubiany przez niego Kurski Jacek wrócił do zarządu TVPiS niedługo po tym, jak klepnął dwa miliardy na funkcjonowanie szczujni propagandowej, jakiej jeszcze Polska nie widziała. Ale teraz Duduś nie ma już ruchu, nie może podskoczyć ani Kaczorowi ani Kurze, bo ich wsparcie jest mu niezbędne, by zachował szansę na reelekcję.


Według badania pracowni Estymator – PiS, z notowaniem wyborczym na poziomie blisko 42 procent może stracić 9 mandatów, czyli samodzielną większość w Sejmie. Badanie wskazuje poparcie na poziomie 26 procent dla KO i po blisko 12 procent dla Lewicy i Koalicji Polskiej.


Niejaki Jastrzębowski Sławomir określił dziennikarzy, którzy odeszli z radiowej Trójki po aferze z ocenzurowaniem piosenki Kazika, jako „staruchów, ubeków i zboczeńców”. Jak w takim razie należałoby określić tego żula? Do nagonki na dziennikarzy Trójki dołączyli się niejaki Płużański Tadeusz, funkcjonariusz TVPiS i ŻULNALISTA Ziemkiewicz. Istna parada ŻULNALISTÓW. Swoją drogą zelżeni mają w tym przypadku pełny tytuł do podania Jastrzębowskiego do sądu o znieważenie.


W TVPiS kolejna seria dudusiowych opowieści w plenerze. Staje na środku placu jakiegoś miasteczka (n.p. Maciejowic), albo w jakimś szczerym polu i plecie co mu ślina na język przyniesie, o niczym, a jest w takiej mowie-trawie, jak kiedyś mawiano, wprawny. Gdy było sucho, brał do ręki garść ziemi, rozrzucał ją i pokazywał jak jest sucho. Gdy przyszły deszcze, patrzy na rozkwitający sad i mówi, że ma nadzieję, że rozkwitnie jeszcze bardziej, i tak dalej, takie dialogi na cztery nogi. Nie mniej uciechy można mieć z oglądania TVPiS, gdy się widzi minorowe, oklapłe nastroje najgorliwszych propagandzistów władzy w programach publicystycznych, całej tej bliźniaczej karnowszyzny. Jeszcze pół roku temu unosili się euforią jak po amfie i rozsnuwali wizje „większości konstytucyjnej” oraz bezdyskusyjnej reelekcji Dudusia. Teraz dobre nastroje padły. Jako osobnik nie pozbawiony (delikatnych) rysów sadystycznych, bawię się tym jak prosię.

Flaczki tygodnia

I znów udowodniono niezależność polityczną pana prezydenta Andrzeja Dudy. Oznaczającą, że w Polsce nic już ważnego od niego nie zależny.
Tą historyczną niezależność udowodnił właśnie przeprowadzony na ciele pana prezydenta test. Na obecność Jacka Kurskiego we władzach TVPiS.

W Polsce pamięć polityczna jest bardzo krótka. Dbają o to staranie politycy i aktywnie celebrytowaci, dyżurni medialni komentatorzy polityczni.
Dlatego nie wszyscy już pamiętają, że trzy miesiące temu pan prezes Jacek Kurski był bohaterem sporu na najwyższym szczeblu partyjno – państwowym.
W marcu 2020 roku został on odwołany ze stanowiska prezesa TVP SA. Powodem tej decyzji Rady Mediów Narodowych, podjętej na polecenie jaśniepana prezesa Kaczyńskiego, było ultimatum pana prezydenta Duda skierowane do kierownictwa PiS.

Pan prezydent postanowił wtedy wykorzystać posiadaną władzę. Zagroził, że tym razem nie podpisze kolejnej z podsuwanych mu do automatycznego, bezrefleksyjnego podpisu ustaw.
Zwłaszcza, że trafiła mu się szczególna ustawa. Dotyczyła przyznania TVP SA i Polskiemu Radio prawie 10 miliardów złotych z budżetu państwa na ich kolejną pięciolatkę.
Jednocześnie przeciwko tej ustawie zaprotestowała opozycja parlamentarna apelując aby przeznaczone na ten rok dwa miliardy złotych przeznaczyć na leczenie osób chorych na raka. Media, zwłaszcza te konkurencyjne wobec „publicznych” telewizji i radia, upowszechniały i podsycały protest. Tworząc alternatywę: chcesz walki z rakiem czy dotowania politycznego raka, czyli pana prezesa Kurskiego i jego propagandzistów z TVPiS.

Trzeba przypomnieć, że wówczas osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo naszego państwa nie wspominały jeszcze o grożącej nam, a już wiadomej im, zarazie. Że wtedy pan prezydent Duda uważał, iż jest totalnie lekceważony przez pana prezesa Kurskiego.
A taki stan mógł utrudnić panu prezydentowi Dudzie prowadzenie kampanii wyborczej i reelekcję na drugą, prezydencką kampanię.

Dlatego pan prezydent postawił postawić się jaśniepanu prezesowi Kaczyńskiemu. Obiecać, że podpiszę ustawę po spełnieniu dwóch warunków. Telewizja i radio publiczne wreszcie zaczną silnie i poważnie wspierać jego kampanię wyborczą. Zwłaszcza w regionalnych ośrodkach telewizyjnych i radiowych. One też powinny być silnie dofinansowane z zaplanowanych w ustawie dotacji.
Aby to dokonało się bez przeszkód, to pan prezes Jacek Kurski zostanie odwołany z funkcji prezesa TVP SA. Bo wielokrotnie lekceważył pana prezydenta i nie dotrzymywał składanych obietnic.

Swój podpis pod wspomnianą wyżej ustawą pan prezydent złożył nocą, na chwilę przed upływającym terminem. Kiedy otrzymał potwierdzone informacje o przebiegu głosowania gwarantującego odwołanie pana Kurskiego z posady prezesa. Kiedy upewnił się, że jaśnie pan prezes Kaczyński danego mu słowa dotrzymał.

Dwa dni potem minęły i okazało się, że pan prezydent został, jak pijane dziecko we mgle, ograny przez jaśniepana prezesa Jarosława.
To prawda, że pan Jacek Kurski przestał być prezesem, ale pozostał w TVPiS przy władzy. Bo jego następca, pan Maciej Łopiński, powierzył mu stanowisko doradcy Zarządu TVPiS. Dlatego pan Kurski dalej kierował telewizją. Tym razem jedynie z tylnego siedzenia.
Ponieważ jako doradca Zarządu pan Jacek Kurski zarabiał tylko około 21 000 złotych brutto, a zasiadając w Zarządzie może zażądać przynajmniej 33 000 złotych, to przyjaciele z PiS postanowili ulżyć jego cierpieniom.
Wiedząc, że tym razem pan prezydent Duda nie zaprotestuje. Jego zwycięstwo w kampanii wyborczej zależy bowiem od łask TVPiS, od wsparcia pana Jacka Kurskiego. Musi tańczyć jak mu Kaczyński z Kurskim zagrają.

Zgłoszony na kandydata w wyborach prezydenckich przez Koalicję Obywatelską prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski ogłosił potrzebę ostatecznego rozwiązania problemu TVP SA przez likwidację tej instytucji. Najlepiej prywatyzację jej. Poparła ten barbarzyński pomysł ultraprawicowa Konfederacja usteczkami Krzysia Bosaka.
Kandydat Trzaskowski zgłosił ów postulat z dwóch powodów. Sam wywołał swą wojnę medialną z PiSowską telewizją i radiom. Ich ataki na siebie. Dzięki nim stał się najpopularniejszym kontrkandydatem urzędującego prezydenta Dudy. Znienawidzonym przez żelazny elektorat PiS, ale nowym ulubieńcem antyPiSowców.
Poza tym zyskał wsparcie komercyjnych konkurentów publicznych mediów liczących na udział w prywatyzowaniu TVP i Polskiego Radia.

Zapraszamy do komentowania naszych artykułów na www.facebook.com/trybuna.net/
KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej
APEL DO AGATY

Mimo, że dla PISu lojalność rzecz święta
lecą „z pieca na łeb” akcje prezydenta.
Codziennie dwa procent „z konta mu ubywa”
i coraz wyraźniej zaczyna przegrywać.
Już nawet sam prezes też go „puścił kantem”
kiedy się cmentarnym ozwał dominantem,
a jeszcze z „Niedźwiedzia” zrobili zakałę
gdy promował piosnkę na prezesa chwałę.
Wszystko się okropnie szybko jęło zmieniać,
zapewne za sprawą „ostrego mgły cienia”
co jął się podnosić, ukazując wkoło
naszą rzeczywistość, całkiem niewesołą.
Ministrowie kradną, policja pałuje,
a w górze prezydent temu patronuje.
Nie dziwi więc wcale, że protest się budzi
i że go popiera codziennie mniej ludzi.
I jeszcze ta Jolka co wrzuca do sieci
zdjęcia prezydenta przy robieniu dzieci…
Przerażone głosy słychać więc z oddali:
AGATO REAGUJ
BO MĄŻ CI SIĘ WALI !!!

Z wyrazami szacunku

Ryszard Grosset

Rząd na wczoraj

Więcej pogrzebów ucieszy biskupów?

Rząd PiS wiedział o nadchodzącej pandemii korona wirusa, ale nie zdążył przygotować się na nią.
Nie pomogą ostatnio podjęte rozpaczliwe, też spóźnione, radykalne działania. Zamykanie szkół, wyższych uczelni, placówek kulturalnych. To jedynie przerzuci odpowiedzialność i koszty walki z wirusem na obywateli naszego państwa. Sprywatyzuje walkę z zarazą.
Rząd PiS wiedział o nadchodzących zagrożeniach, ale nie przygotował się w pełni do nich. Nie uczestniczył w ogłoszonych przez instytucje Unii Europejskiej przetargach na środki zapobiegające pandemii. Bo z Unią Europejską nie jest PiSowi po drodze.
Nie zgromadził wystarczających środków do walki z korona wirusem w zasobach Agencji Rezerw Materiałowych. Nie sprawdził rezerw pozostających w zasobach szpitali. Uznał zapewne, że ewentualne braki szybko uzupełni „niewidzialna ręka wolnego rynku”. Niestety zamiast niej, coraz częściej widzimy puste półki i przysłowiową „rękę w nocniku”.
Rząd wiedział. I nie zdążył, bo utkwił w dybach prezydenckiej kampanii wyborczej.
Najpierw przygotował budżet państwa polskiego na rok 2020 pod potrzeby propagandy prezydenckiej kampanii wyborczej.
Stworzył budżet „zrównoważony”, dzięki kreatywnej, czyli oszukańczej księgowości. I jednocześnie pełen tegorocznych, socjalnych kiełbas wyborczych. Dodatkowych emerytur, wypłat socjalnych, przez TVP „Jarkowymi” zwanych. Aby przysłowiowy „ciemny lud” wiedział komu ma być za to wdzięczny.
Dodatkowo wszelkie istotne podwyżki dotyczące poziomu życia obywateli, jak energii elektrycznej, akcyzy na alkohole, napoje słodzone, transportu publicznego zostały przez ten rząd przełożone na czas po wyborach.
Dzisiaj już widać, że ubytki w dochodach państwa, czyli w wpływach do budżetu, mogą być bardzo poważne. Poważne też mogą być dodatkowe wypłaty z budżetu wspierające najbardziej przez epidemię poszkodowanych.
Nie wiemy jeszcze jakie straty w efekcie zarazy poniesie polska gospodarka. Jak bardzo spadnie sprzedaż w niektórych sektorach, o ile zmniejszy się produkcja w poszkodowanych branżach.
Niestety rząd PiS nie wykorzystał dobrze wcześniejszych lat wzrostu gospodarczego, nie zgromadził zapasów na „gorsze jutro”.
Wszelkie nadwyżki budżetowe traktował jak potencjalną kiełbasę wyborcza. Wpisywał kolejnymi ustawami kolejne transfery socjalne do bieżących i przyszłych budżetów. Kupował za nie, często też na kredyt, poparcie dla PiS w czasie ubiegłorocznych kampanii wyborczych.
Wypłacając fundusze z Programu 500+ oraz inne dodatkowe pieniądze budżetowe, rząd PiS zwalniał się z odpowiedzialności za fatalny stan służby zdrowia. Nie inwestował w publiczną służbę zdrowia. Uznawał, że każdy „obdarowany” pieniędzmi z Programu 500+ może przecież korzystać z prywatnych przychodni i gabinetów. Dopiero epidemia korona wirusa przypomniała wszystkim, że polskie prywatne kliniki nie poradzą sobie z nią.
Program 10 000 000 000
Koronnym przykładem uwikłania rządu PiS w kampanię wyborczą pana prezydenta Dudy jest skandaliczna ustawa przekazująca w najbliższych latach rządowej TVP SA prawie 10 miliardów złotych. Zamiast przekazać te pieniądze na publiczną służbę zdrowa.
Rządzony przez pana prezesa Kaczyńskiego PiS dowiódł tym, że ważniejsze jest dla tej grupy utrzymanie władzy, niż zdrowie i życie Polek i Polaków.
Pan prezes Kaczyński pokazał też panu prezydentowi Dudzie gdzie jest jego miejsce w szyku. Najpierw pozornie uległ szantażowej presji pana prezydenta i zgodził się na odwołanie pan Jacka Kurskiego z funkcji prezesa TVP SA. Ale kiedy pan prezydent Duda podpisał ustawę przekazującą te 10 000 000 000 złotych na telewizję PiS, to następnego dnia został potraktowany przez pana prezesa jak polityczny szczeniak. Ku uciesze wielu prominentów PiS.
Bo choć pan prezes Kaczyński pana Jacka Kurskiego z funkcji prezesa odwołał, to zaraz potem pana Kurskiego powołano na „doradcę” pełniącego obowiązki prezesa TVP pana Macieja Łopińskiego.
Teraz pan „doradca” Jacek Kurski będzie rządził TVP SA z tylniego siedzenia. Tak jak Polską rządzi pan prezes Kaczyński.
Pan prezydent Duda ma inicjatywę ustawodawczą. Gdyby był politykiem samodzielnym to przysłałby do Sejmu swój projekt ustawy przekazującej te 10 miliardów złotych na walkę z epidemią korona wirusa oraz jej skutkami.
PANIE PREZYDENCIE DUDO!
Niech pan prześle taką ustawę do Sejmu RP. Niech się pan nie boi. Cała Polska w tej sprawie za panem stoi.
Biskup zaprasza na pogrzeb
Arcybiskup polskiego kościoła katolickiego Stanisław Gądecki wezwał polskich księży kat. do iście stachanowskiego współzawodnictwa. Do przodownictwa pracy w celu zwiększania ilości odprawiania mszy.
Bo nic tak ponoć nie chroni przed koronowirusem jak zgromadzanie się w kościołach. I składanie ofiar na tace też.
W tym samym czasie rząd PiS zabronił wszelkich spotkań i imprez masowych. Zakazał seansów kinowych, teatralnych, koncertów, konferencji, wieców i zgromadzeń.
Zgromadzeń kościelnych rząd nie zakazał, bo jest niewolnikiem prezydenckiej kampanii wyborczej i katolickich biskupów.
Elity PiS nie przyjmują do wiadomości, że w czasie pandemii można uczestniczyć w mszach świętych transmitowanych przez telewizję i radio. Choć wielu ludzi chorych, także w Polsce, od lat taką formę uczestnictwa stosuje.
Elity PiS nie chcą upowszechniania telewizyjnych i radiowych mszy, bo taka monitorowana msza nie może mieć charakteru wiecu wyborczego. Bo to zostanie zauważone i udokumentowane.
Biskupi katoliccy nie chcą upowszechniania telewizyjnych i radiowych mszy, bo wtedy nie ma zbiórek pieniędzy na tacę.
Dlatego msze katolickie będą się w czasach zarazy mnożyć. Będą rozprzestrzenianiu się zarazy sprzyjać. Pogrzeb bez mszy też uważany jest w PiS za niekompletny.
Dlatego apeluję do wszystkich rozsądnych i wolnych ludzi w naszym kraju. Apeluję o stosowania kościelnej kwarantanny.
Ludzie kochani, katolicy prawi. Bądźcie mądrzejsi niż PiS. Omijajcie te miejsca potencjalnej zarazy.

Bigos tygodniowy

Dziś bigos na pozór uboższy w składniki. Jednak tylko na pozór, bo sprawa przekazania dwóch miliardów na propagandę PiS w mediach rządowych zamiast na leczenie chorych na nowotwory jest tak bogata w ingrediencje, jak mało który bigos. Poza tym wiąże się z nią najważniejsze pytanie: czy wpłynie ona na wynik wyborów prezydenckie, a konkretnie na możliwość reelekcji Adriana. A zatem ad rem, czyli do bigosu.
Moment ogłoszenia przez Adriana decyzji o podpisaniu ustawy przekazującej blisko dwa miliardy (de facto kilka razy więcej, bo w skali kilku lat) na partyjną propagandę PiS pod szyldem mediów publicznych był (jest) jednym z najdziwniejszych, a przy tym także nieco zagadkowych momentów politycznych ostatnich lat. Zarówno co do treści, jak i co do formy. Zacznijmy od formy. Najbardziej zaskakujące było to, że po raz pierwszy Adrian ogłosił swoją decyzję nie sam, lecz w asyście premiera oraz dwóch funkcjonariuszy aparatu medialnego, przewodniczącego Rady Mediów Narodowych Czabańskiego i przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Kołodziejskiego. Tak jakby chciał zdjąć z siebie część ciężaru personalnej odpowiedzialności i rozłożyć ją na „kolegów”. To typowe dla jego „zajęczej odwagi”, ale spuśćmy na to zasłonę miłosierdzia. Do tego komunikował swoją „decyzję” bez charakterystycznej dla siebie pozy, mającej zwiastować tandetną odmianę „nietzscheańskiej woli mocy”. Nie grzmiał, nie wrzeszczał, nie dudnił, nie nadymał się jak balon, ale mówił głosem cichym i raczej „skruszonym”, znamionującym człowieka upokorzonego.
Czyżby zdawał sobie sprawę, że ta decyzja grozi mu radykalnym ograniczeniem szansy na reelekcję? Dlaczego zatem podpisał ustawę przekazującą miliardy „mediom publicznym”? Bo wykonał rozkaz Kaczora, który – co bardzo prawdopodobne – postawił mu ultimatum: albo podpisujesz, albo TVP do minimum ograniczy propagandę na rzecz twojego wyboru. Wskazuje już na to okoliczność, na którą zwrócił uwagę politolog, dr Robert Sobiech, w wywiadzie opublikowanym także na łamach minionego, weekendowego wydania „Dziennika Trybuna”: zignorowanie przez poniedziałkowe „Wiadomości” TVP z 2 marca ofensywnej inicjatywy Dudy o zwołaniu dodatkowego posiedzenia Sejmu w związku z zagrożeniem korona-wirusem.
Miał być bohaterem poniedziałkowego show, a zrobiono z niego postać marginalną. W moim odczuciu przekaz Kaczora do Adriana był następujący: dla nas utrzymanie mediów jest ważniejsze od twojej wygranej, bo ona jest dalece niepewna, a rządząc przez kolejne trzy i pół roku, co raczej mamy zagwarantowane, musimy mieć w ręku TVP i Polskie Radio. Do tego doszedł czynnik czysto polityczny. Kaczor uznał, że podjęcie decyzji zgodnie z wezwaniami opozycji oznacza groźbę „rozmagnesowania” jego obozu Była to zatem pod adresem Adriana tzw. propozycja nie do odrzucenia. W jednoczesne zgodzie Kaczora na dymisję Kurskiego Jacka upatruję jego drobne ustępstwo, „nagrodę pocieszenia”, na „otarcie łez” dla Dudy, który „Kury” nienawidzi nie od wczoraj. W końcu „Kura” nie jest nie do zastąpienia.
Po niepewnej przemowie Adriana, przypominającej uczniaka próbującego, nie za bardzo do rzeczy, usprawiedliwić przewinienie przed nauczycielem, przemówił Morawiecki, ten również nie bardzo do rzeczy. Do tego złego wrażenia swoje dołożyli: mamroczący niewyraźnie jakieś podziękowania Kołodziejski, jak chłop pańszczyźniany dziękujący za łaskę dziedzicowi na dożynkach, oraz Czabański, ogłaszający publicznie „egzekucję” na „Kurze”. Robiło to wrażenie koszmarnego widowiska i do tego rozmijało się z elementarnym sensem i logiką – narracja, że media PiS są wspaniałe, potrzebne, a zasługi Kurskiego w tym dziele wielkie, nijak się miała do decyzji o jego odwołaniu.
Wobec wyboru: pieniądze na propagandę czy na ratowanie chorych nawet większość wyborców PiS (według badania: 67 procent) opowiedziała się za wyborem tego drugiego. A przecież walka toczy się nie o 67 procent wyborców PiS, lecz o tych kilka procent wyborców „warunkowych”, które rozstrzygną wynik wyborów prezydenckich. Ciekawe, że nie pojawił się projekt rozwiązania, które mogło być „salomonowe” (podzielenie dwóch miliardów między onkologię i media, „fifty fifty”, to byłoby bardziej strawne dla opinii publicznej). Co się tak naprawdę stało w sobotę 6 marca 2020 roku? Dlaczego Adrian zdecydował się zachować jak leming? Dlaczego właśnie w tej sytuacji wybrał totalne posłuszeństwo, choć przecież jednak – w końcu – MÓGŁ postąpić inaczej. Dlaczego Kaczor wybrał rozwiązanie aż tak bardzo ryzykowne, hazardowe, zagranie vabank? Dlaczego na skali od 1 do 10 wskazano – w najlepszym razie – 0,5 (zero i pół)? Dlaczego na dziewięć tygodni przed wyborami odwołano szefa najważniejszego ośrodka propagandy władzy, skoro to zwłaszcza w tym momencie robi wrażenie posunięcia defensywnego, panicznego? Na dokładkę wyskoczenie przez władzę, następnego dnia, z nagle znalezionymi trzema miliardami na leczenie, jest w tej sytuacji wręcz krzycząco niewiarygodnym zabiegiem propagandowym.
Bez palca Lichockiej być może w ogóle nie było by afery o dwa miliardy, a jeśli sweet, to nieporównywalnie mniejsza. Dodatkowym czynnikiem okazał się wyjątkowo słaby, uległy charakter Adriana. Gdyby się postawił, nadałby inny kierunek biegowi zdarzeń, pomieszał szyki Kaczorowi a propaganda PiS w końcu i tak, w gorszych czy lepszych warunkach musiałaby działać na rzecz jego elekcji.
W każdym razie cały przebieg operacji „miliardy na propagandę” nie wygląda na spójny i dobrze zorganizowany. Przeciwnie, sprawia wrażenie działania w panice, w pośpiechu, z użyciem rozregulowanej busoli.

Przy całej koronnej wadze sprawy, o której było powyżej, nie można zlekceważyć tego, o czym dalej. Ostrzeżenie jest bowiem niezbędne i PKP powinny wywiesić je w pociągach. Grasuje w nich bowiem odmiana koronawirusa, niejaki Tarczyński Dominik, ktory agresywnie zaczepia ludzi. Należy zachować szczególną czujność, bo może ugryźć, a wtedy grozi seria bolesnych zastrzyków.

Jedną z cech nowomodnej epoki w polityce, epoki dominacji memów, znaków graficznych i ich przerostu nad treścią jest to, że można polec (politycznie i moralnie) n.p. od jednorazowego pokazania środowego palca (Lichocka Joanna) albo od ugryzienia człowieka (Turczynowicz-Kieryłło Jolanta). Nawiasem mówiąc: efektowna pani mecenas-gryzoń jakby zniknęła na amen, natomiast większą szansę na wejście do historii Polski ma Lichosia, bo pojawiły się pierwsze billboardy z jej przesławną palcówką. Szkoda, że nie można za jednym zamachem polec od memłania językiem w debilowato otwartej gębie (geniusz z Żoliborza) ani od przekraczania dozwolonego poziomu decybeli poprzez wydzieranie się na wiecach jak stare, zetlałe kalesony i robienie głupich min (Adrian).

3 marca 2020 zmarł w wieku 93 lat (ur. 1927) Stanisław Kania, I sekretarz KC PZPR w latach 1980-1981.

Flaczki tygodnia

Ten nocny podpis pana prezydenta znowu potwierdził, że żyjemy w systemie prawa i sprawiedliwości gangsterskiej.

Jeszcze tydzień temu słyszeliśmy z tysięcy ust prominentów PiS, przesłany im przez pana prezesa, przekaz:
„Pan prezes Jacek Kurski robi najlepszą telewizję w III i IV RP”.
Jedna gorąca negocjacyjnie noc, i stary, schorowany polityczny capo di tutti capi musiał ustąpić. Rzucić swego ulubionego cyngla na pożarcie.
Tylko czy rzeczywiście pan prezes Kaczyński zrobił z pana prezesa Kurskiego jedynie kozła ofiarnego ?

Pan prezydent Duda podpisał jednak podsuniętą mu przez PiS ustawę. W efekcie jednego podpisu do roku 2024 media zwane publicznymi, czyli TVP i Polskie Radio, będą corocznie otrzymywać przynajmniej 1,95 miliarda złotych. Czyli około 10 miliardów przez najbliższe lata.
To oznacza, że niezależnie od efektów działalności TVP i Polskiego Radia w przyszłości, polscy podatnicy, czyli my wszyscy, będą składać się na media tylko jednej partii. Zwącej się cynicznie „Prawo i Sprawiedliwość”.

Pan prezes Jacek Kurski wpadł w tryby odwoływania go ze stanowiska. Ale jeszcze nie spasował. Najpierw przebiegle napisał list otwarty do pana prezydenta Dudy, informując, że oddaje się do jego dyspozycji. Chociaż zgodnie z prawem w Polsce obowiązującym, lecz nie przestrzeganym przez elity „Prawa i Sprawiedliwości, to nie prezydent RP odwołuje prezesa TVP.
Ale tamten list nie był adresowany do pana prezydenta Dudy, tylko do licznych zwolenników pana prezesa Kurskiego w elitach „PiS”. Informował ich, że oto zły prezydent ugiął się i postanowił sprzedać pana prezesa, aby przypodobać się wyborcom z centrum politycznego. I dzięki ich głosom wygrać majowe wybory. Zostać kolejne pięć lat przy prezydenckim korycie.

Następnie pan Krzysztof Czabański, przewodniczący Rady Mediów Narodowych, rozpoczął nocne, korespondencyjne głosowanie w celu szybkiego odwołania pana prezesa Kurskiego. Uczynił to w iście gangsterskim stylu, łamiąc prawa i demokratyczne obyczaje.
Odwoływanemu Kurskiemu nie dano prawa do obrony przed Radą. Głosowano „korespondencyjnie”. Wynik wyborów podano jeszcze przed zakończeniem procedury głosowania, zanim wszyscy głosujący swe głosy oddali.
Ale elitom PiS wystarczyło, że pan przewodniczący Czabański i jeszcze dwójka posłów „PiS” zagłosowali tak jak im Partia kazała. Głosy pozostałych dwóch członków Rady były już nieistotne.

Pan Krzysztof Czabański to wyjątkowy parlamentarny nierób i człowiek o niskim poziomie intelektualnym.W 2015 roku został wybrany posłem na Sejm RP z listy „PiS”. Tego samego roku został sekretarzem stanu, czyli urzędnikiem w randzie ministra w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz pełnomocnikiem rządu ds. przygotowania reformy mediów publicznych. Następnego roku został wybrany z rekomendacji PiS przewodniczącym nowo powołanej Rady Mediów Narodowych. Instytucji niepotrzebnej, dublującej pracę Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Wtedy odwołano go z posady sekretarza stanu.
Pan poseł, przewodniczący Czabański otrzymał od kierownictwa „PiS” zadanie przygotowania ustawy wprowadzającej stabilne źródła finansowania mediów publicznych. Pomimo piastowania tylu płatnych funkcji, posiadania większości w Sejmie i Senacie i podpisującego ustawy pana prezydenta, pan przewodniczący Czabański przez cztery lata nie potrafił takiej ustawy przygotować. Choć miał gotowe wzorce krajowe i zagraniczne.
Cztery lata na koszt podatników wiódł sobie słodki żywot sejmowego nieroba i legislacyjnego nieudacznika.

Podobnie zachowywała się posiadaczka słynnego, fallusowatego palca, pani posłanka Joanna Lichocka. Też spędziła cztery lata poprzedniej kadencji w Sejmie RP i w Radzie Mediów Narodowych. Też żyła sobie dostatnio na koszt podatników. Też okazała się sejmowym nierobem i legislacyjnym nieudacznikiem. I na dodatek panią poseł publicznie gardzącą chorymi na raka w Polsce.

Pan prezes Kurski został korespondencyjnie odwołany. Ale nowego prezesa jeszcze, nawet korespondencyjnie, nie wybrano. Juliusz Braun, reprezentujący w Radzie Mediów Narodowych elity Platformy Obywatelskiej, zaproponował rozpisanie konkursu na nowego prezesa. Nie wiadomo czy większość z PiS ten wniosek zaakceptuje. Ale taki stan bezdecyzyjności sprawić może, że korespondencyjnie odwołany pan prezes Kurski może dalej być „pełniącym obowiązki” prezesem. Do czasu wyboru nowego.
Czy czas ten nastąpi jeszcze przed wyborem prezydenta RP? Wszystko w rękach pana prezesa Kaczyńskiego.

Pan prezes Jacek Kurski doprowadził telewizję publiczną do stanu ruiny programowej. Otrzymał za to sowite wynagrodzenie, łącznie ponad 1, 5 miliona złotych. Z kieszeni wszystkich podatników.
Za rujnowanie mediów publicznych zostanie zapewne jeszcze przez pana prezesa Kaczyńskiego dodatkowo nagrodzony. Dostanie posadę sędziego w Trybunale Konstytucyjnym, przewodnictwo w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, albo ambasadora RP przy Watykanie. Polityczny capo di tutti capi nie da skrzywdzić swego cyngla.
x/ Pan prezes Kurski odejdzie, ale problem mediów publicznych pozostanie. Nie spodziewajmy się, że program TVP zmieni się radykalnie.

W sporze o finansowanie mediów publicznych moralnym zwycięzcą jest Jacek Kurski. Postąpił honorowo, a TVP zostawia w formie o niebo lepszej niż ją zastał. Najlepszą recenzją jego sukcesu były ataki wrogów dobrej zmiany. A odwołała go Korespondencyjna Rada Mediów”, tak już ocenił go pan marszałek Ryszard Terlecki.

Umarł król życia.
Ludwik Stomma. Wybitny polski pisarz polityczny, antropolog kultury, publicysta, i kompan. Konfrontował polskie mity narodowe z prawdą historyczną. Wykazywał dobitnie, że jedne z drugą niewiele mają wspólnego.
Niech żyją jego książki.

Do pana Kurskiego

W imieniu związku zawodowego Związkowa Alternatywa przesłałem pismo do prezesa TVP, Jacka Kurskiego, w którym krytykuję łamanie ustawy o radiofonii i telewizji i domagam się zmian. Poniżej i w załączniku treść pisma.
Szanowny Panie Prezesie,
Z dużym niepokojem i rozczarowaniem śledzimy przekaz Telewizji Polskiej i treść programów emitowanych w mediach publicznych. Odkąd Prawo i Sprawiedliwość przejęło władzę w kraju, TVP stała się tubą propagandową rządu, a jej dziennikarze powielają przekaz partii rządzącej.
Zgodnie z artykułem 21 ustawy o radiofonii i telewizji media publiczne powinny emitować audycje „cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu”. Programy TVP powinny też „kierować się odpowiedzialnością za słowo”, „rzetelnie ukazywać całą różnorodność wydarzeń i zjawisk w kraju i za granicą”, „sprzyjać swobodnemu kształtowaniu się poglądów obywateli oraz formowaniu się opinii publicznej”, „umożliwiać obywatelom i ich organizacjom uczestniczenie w życiu publicznym poprzez prezentowanie zróżnicowanych poglądów i stanowisk oraz wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej”. Niestety od wielu miesięcy TVP łamie zapisy ustawy – jej przekaz jest manipulacyjny, jednostronny, nieodpowiedzialny, o niskiej jakości. Władze są przedstawiane wyłącznie w przychylnym świetle, opozycja jest zawsze krytykowana.
Telewizja publiczna lekceważy też wiele doniosłych kwestii, ważnych dla społeczeństwa, a niewygodnych dla rządzących. Przykładowo w ostatnich tygodniach pominięto informacje o radykalnym wzroście bezwzględnego ubóstwa, a kryzys w szkolnictwie i służbie zdrowia jest omijany lub przedstawiany jako… wina opozycji. Ponadto miejsce dziennikarzy zajęli propagandziści partyjni tacy jak Michał Rachoń, a w programach publicystycznych często pojawiają się osoby znane z wypowiedzi skrajnie ksenofobicznych jak Rafał Ziemkiewicz.
Jednocześnie podkreślamy, że zgodnie z art. 23 ustawy o radiofonii i telewizji jednostki publicznej telewizji stwarzają związkom zawodowym i związkom pracodawców możliwość przedstawienia stanowisk w węzłowych sprawach publicznych. Związkowa Alternatywa zwraca uwagę, że TVP ani nie zaprasza do programów informacyjnych i publicystycznych przedstawicieli związków zawodowych poza prorządową Solidarnością, ani nie porusza tematów istotnych dla środowiska związkowego. Nie mamy możliwości odnoszenia się do kluczowych dla nas kwestii związanych z rynkiem pracy na antenach TVP. Z programów TVP dowiadujemy się, że pracownicy są zadowoleni z polityki władz, tymczasem nikt ich nie pyta o zdanie, czy zgadzają się z tą oceną.
W związku z powyższym apelujemy do Pana o wprowadzenie pluralizmu w TVP, podniesienie poziomu programów informacyjnych i publicystycznych, przyznanie głosu środowiskom związkowym. Telewizja Polska jest finansowana z środków publicznych i domagamy się, aby służyła ona dobru całego społeczeństwa, a nie tylko partii Jarosława Kaczyńskiego.

Bigos tygodniowy

Poseł Krzysztof Brejza porównał ceny niektórych podstawowych produktów spożywczych z 2015 roku z cenami z 2019 roku. Według dokonanego przez niego zestawienia, w ciągu ostatnich czterech lat chleb podrożał o 1 zł (z 2 do 3 zł), masło o 4,5 zł (z 4,5 do 9 zł), jaja o 2 zł (z 5 do 7 zł za 10 sztuk), cebula o 4 zł (z 1,5 do 5,5 zł za kilogram), pietruszka o 20 zł (3 do 23 zł za kilogram),schab o 6 zł (z 16 do 22 zł za kg.). Bez wątpienia mamy do czynienia z początkami pełzającej drożyzny. Czy beneficjenci 500 plus zauważyli, że straciło już ono na wartości co najmniej 10 procent?

*****
Wiceminister nauki Andrzej Stanisławek (lekarz z Lublina), to pierwszy od niepamiętnych czasów polityk zabity jak mucha – gazetą. Po tym jak wypalił lekkomyślnie z tą edukacją za granicą, którą sobie mogą sprokurować ci uczniowie, co nie dostaną się do wymarzonych szkół, spadły na niego gromy, więc podał się do dymisji. W Polsce polityk, aby być zabity gazetą, musi jednak tego chcieć, czyli być „człowiekiem honoru”. Teraz Stanisławek znów będzie tylko prostym senatorem. „Na dnie z honorem lec” – jak brzmi deklaracja z honorowej pieśni polskiej marynarki wojennej.

*****
Jarosław Gowin twierdzi – w trybie ostrzeżenia wewnętrznego – że dwa bloki opozycyjne mogą pokonać PiS. Inni twierdzą, że tylko jeden blok może tego dokonać. Diabeł by tego nie rozebrał, a politolodzy i politycy wyrażają rozbieżne opinie. Ja bym się zwrócił o wyliczenia do Marka Borowskiego. Bo ten ma głowę nie od parady, głowę jak komputer. Jakkolwiek by nie było: jeden czy dwa bloki – postawa PSL to kurestwo obrotowe (nie dotyczy wszystkich działaczy, np. nie dotyczy posłanki Urszuli Pasławskiej, liderki liberalnego skrzydła we władkowym gospodarstwie)

*****
PiS zrezygnowało z kryterium dochodowego na 500 plus, ale do identycznego zasiłku dla niepełnosprawnych już je zastosowało. Czyni to okropne wrażenie. By otrzymać pięć stówek, niepełnosprawny musi żyć na odpowiednim poziomie biedy, a zdrowy jak rydz miliarder otrzyma je na dziecko ot tak, na pstryk.

*****
W kurii radomskiej wykryto kolejnego klechę pedofila, niejakiego Sikorskiego. Był to kapłan zaangażowany w podziemie solidarnościowe i także w trybie podziemnym (czyli tajnym) miał bzykać dzieci. Słowem – podziemny kapłan i podziemny pedofil. Jednak póki co – temat pedofilii wyciszył się.

*****
Dwaj panowie M, czyli Macierewicz i Misiewicz zamierzają podać do sądu Patryka Vegę pod pretekstem, że w jego filmie „Polityka”, którego premiera spodziewana jest na wrzesień, są pokazani w sposób szyderczy i oszczerczy. „Miś” żąda miliona złotych odszkodowania i wstrzymania emisji filmu na czas procesu. Nic nie ugra, bo wystarczy by Vega użył słynnej formuły o „przypadkowych podobieństwach postaci filmowych do postaci rzeczywistych” i cały pozew na nic. Prędki ten „Miś”, ledwie wyszedł z mamra a już chce zostać milionerem.

******
Niesamowity jajcarz z tego Maciera. Jego wyczyny w roli jednoosobowej komisji smoleńskiej, o których opowiadali wezwani posłowie PO, to jaja jak berety, jakby wprost z filmów Barei albo opowiadań Mrożka. N.p. to wypisywanie sobie na poczekaniu legitymacji, w odpowiedzi na żądanie przesłuchiwanego, to normalnie mistrzostwo komedii sytuacyjnej. Antoni wymiata!

*****
Rafał Trzaskowski podjął decyzję, że na żadne oficjalne uroczystości miejskie, także te okołoświąteczne, nie będą zapraszani księża i że w Ratuszu nie będzie żadnych obrzędów religijnych. Nareszcie. Dobry przykład dla innych włodarzy miast.

*****
Grzegorz Schetyna określił podniesienie wieku emerytalnego jako „wielki błąd”. Szkoda, że ważni politycy często najpierw działają a potem myślą. Tak właśnie zrobił w 2012 roku rząd PO-PSL. Owszem, wydłużenie wielu emerytalnego może być rozważane w dalszej przyszłości, ale bez odbierania praw nabytych i zgodnie z zasadą, że prawo nie działa wstecz. Nie w ten sposób w jaki to zrobiono. Teraz znów ekonomista PO Rzońca powiada, że płaca minimalna rośnie za szybko. Gadajcie tak dalej, to doczekacie się latka, jak tatka.

*****
Schetyna stwierdził w rozmowie z radiem rządowym, że nie przewiduje liberalizacji ustawy antyaborcyjnej i jest za zachowaniem tzw. „kompromisu”. Mnie to bardzo utrudni głosowanie na koalicję pod egidą PO. Ciekawe jak na to zareagują: SLD, Wiosna i Inicjatywa Polska, czyli Czarzasty, Biedroń i Nowacka. Dla mnie stosunek do tej kwestii, to poza wszystkim papierek lakmusowy dla odwagi ideowej i odporności na uroszczenia prawolstwa, klerykałów i kleru.

*****
Młody Morawiecki przemawiał na Jasnej Górze. Z dołu wyglądało to tak, jakby stał między dwoma biskupami w wysokich czapach. Mówił, że Polska poprzez rozwój zbliża się do nieba. Młodzież mówi w takich razach: „Wyjebane w kosmos”. Ale temu cezaropapizmowi po polsku kruszeją fundamenty. Działacz katolicki, pomysłodawca „Różańca do granic” Maciej Bodasiński powiada braciom Karnowskim: „Dane są zatrważające. Spada liczba wiernych, młodzieży jest dramatycznie mało. Można nawet powiedzieć, że jedna generacja już opuściła Kościół. Mamy pokoleniową dziurę, którą będzie niezwykle trudno załatać. Spośród młodych Polaków w wieku 16-30 lat do Kościoła chodzi garstka”.

*****
Oto znak naszych debilnych czasów. 230 rocznica zdobycia Bastylii czyli wybuchu Wielkiej Rewolucji Francuskiej a w jednej z głównych telewizji (w tym przypadku jest bez znaczenia w jakiej) zamiast porcyjki elementarnej wiedzy o genezie, przebiegu i następstwach 14 Lipca 1789, kilkuminutowy materiał z wystrzeliwania ogni sztucznych w Paryżu. Zniknął sens historii, zniknęła odrobina namysłu, pozostało durne, hałaśliwe widowisko bez sensu.

*****
Biskup Dec wygłosił na Jasnej Górze pogląd, że kolejną plagą jaka spadła na naród polski po potopie szwedzkim i nawale bolszewickiej jest inwazja neopogańskiego gender z Zachodu, fala neomarksistowska, liberalno-lewacka. Czego jeszcze ten Dec nie wygadywał! Ludzkie pojęcie przechodzi. Nazwał nawet katolicyzm w Polsce prześladowaną religią. Biskup od kultu, który nie od dziś ma się w Polsce jak pączek w maśle!

*****
Już od dziadka z Wehrmachtu wiadomo, że cynizm i spryt Kury jest niebotyczny. Ostatnio zrobił na perłowo i wycyckał grono znanych aktorów nieprzychylnych rządowi. Wpuścił ich mianowicie w maliny czyli w film „Solid Gold”, który ma posłużyć w pisowskiej kampanii.